niedziela, stycznia 07, 2024

5314. 7/366

     — a jeśli? — zapytała z przerażeniem.
     — to co? — nie ułatwiając sprawy, za­re­agowała natychmiast pytaniem, jedno­cze­śnie otwierajac się na wszystkie mo­żli­we od­po­wiedzi, nie tylko te mroczne.
     — no właśnie, co? — zapytała z cie­ka­wo­ścią ziarenek piasku.

7/366

sobota, stycznia 06, 2024

5313. 6/366

jeśli ro­bisz coś, by w przyszłości było jakoś — pod­dasz się albo potwornie umęczysz, a gwarancji, że będzie jakoś tam w przy­szło­ści nikt ci nie da.

jeśli robisz coś nie tylko po to, by było jakoś w przyszłości, ale również po to, by tu i dziś mieć z tego trochę radości — tak czy inaczej zyskujesz, przy­naj­mniej tu, bo gwarancji, że będzie ja­koś tam w przyszłości nikt ci nie da.

każde zadanie sprowadza się więc do szukania radości z jego wykonywania tu i dziś — dodała, kończąc swoją wypowiedź La Befana*, która dopadła mnie, gdy na czworakach, robiąc ko­lejny „krok”, synchronizowałam półkule mózgowe.

6/366

____________
  *  wpadła na chwilkę z samego rana, by pokazać się po tym, jak całą noc roznosiła grzecznym dzieciom prezenty, a niegrzecznym węgielki.

piątek, stycznia 05, 2024

5312. 5/366  //  Panna cotta (CXV)

nie biorę pod lupę włókien języka wło­skie­go*, ja je żuję powoli, długo i z za­chwy­tem, wszystkie te przedrostki, przyrostki, ro­dzaj­ni­ki i przy­im­ki. zażywam w dawkach nie­ho­meopatycznych, by prze­trwać, nie tra­cić nadziei, utrzymać się na powierzchni. drugi dzień łomolę piosenką, która mi brzmi jak modlitwa o do­bry jeszcze czas, a przy okazji zachwyca inkrustowaniem tu i tam trybem rozkazującym.

5/366

____________
  *  po co prosić o pół kilo ziemniaków? można po­pro­sić o dwieście gramów szczęścia: mi dia due etti di fortuna, per favore.
  *  zachwyca mnie, że rekin po włosku to ryba-pies (pescecane), czyli taka rybia wersja Tosa inu.

Francesco Gabbani, L’amor leggero.

prendimi / così come sono
così come vengo / così come perdo
seguimi […]  cercami […]  trovami […]
l’amor leggero scende lieve
come neve, come il bene
che non riesco a trattenere
[…]  tienimi […]  sentimi

🌱 🌱 🌱

Komu przy zdrowych zmysłach zachciewa się brać pod lupę poszczególne włókna języka, skoro nie umie w nim poprawnie poprosić o pół kilo ziemniaków?

Jagoda Ratajczak, Języczni. Co język robi naszej głowie,
ilustr. Ola Niepsuj, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2020.

🌱

[…] uświadamiam sobie, że zapisywane przeze mnie słowo im­maculate („nie­po­ka­la­ny”) ma ten sam źródłosłów co polska „makulatura”. Łacińska macula – „plama”, ta sama, która ma kalać papier, tkwi – choć przytulona plecami do negującego przedrostka im- – w naj­bar­dziej ma­ryj­nym z przymiotników, stojąc w prze­dziw­nym rozkroku między sacrum Lourdes a pro­fa­num firmy Remondis. I zasta­na­wiam się, czy za­no­to­wa­ne przeze mnie chwilę później słowo hourglass, angielska „klepsydra”, nie traci zbyt wiele ze swojej me­ta­fi­zy­ki, po­zba­wio­na obecnego w polskim odpowiedniku cząstki „klepto-” (κλέπτειν) „kraść, uchodzić ukradkiem, wymykać się”, tej sa­mej, która wychyla głowę z wyrazu „kleptoman”. Czy to nie piękne – uświadomić sobie, że urządzenie używane niegdyś do mierzenia czasu dzieli źródłosłów z nazwą psychicznego przy­mu­su dokonywania drobnych kradzieży?

🌱

[…] doświad­czanie czegokolwiek w języku drugim […] jest zupełnie nowym światem […].

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.

czwartek, stycznia 04, 2024

5311. 4/366

zamiast trzech zdań dzień robią dziś trzy słowa. nie trać na­dziei. powtarzam jak mantrę we wszystkich językach, jakie znam lub poznaję.

4/366

środa, stycznia 03, 2024

5310. 3/366

ćwiczenia praktyczne z parytetu: po dam­skim wy­bo­rze męski wybór, damska próba cha­rak­te­ru. dobro, zło i super­bohater.

efekt: on odpoczywa, ona dziwi się jak.

3/366

     — Po co naprawiasz ten złom?
     — To moja terapia. Widzisz ten toster? — [Chrum, chrum. Pięknie „zrobiony” cza­sem, nareszcie przystojny Stallone zgnia­ta w dło­ni uten­sy­lium ku­chen­ne.] — Psucie jest łatwe, ale to na­pra­wa przy­nosi od­prę­że­nie. Niektóre złomy za­słu­gu­ją na dru­gą szansę.

Samarytanin, reż. Julius Avery, 2022.

[fragment klatki]

wtorek, stycznia 02, 2024

5309. 2/366  //  Panna cotta (CXIV)

ziarenka piasku na plaży to mimikra skały, która nie broni się przed zmianą kształtu, per­spe­kty­wy, miejsca.

wiatrem, co gna bez wytchnienia skalisty pył, już w tym życiu by­łam. cie­ka­wość i moc ziaren pia­sku, którymi jestem, niech mnie od teraz prowadzą.

2/366

Francesco Gabbani, Peace & Love.

come stai? come sto?
non lo sai, non lo so.
cosa fai? dove vai?

[jak się masz? jak się mam?
nie wiesz, nie wiem.
co robisz? gdzie pędzisz?]

poniedziałek, stycznia 01, 2024

5308. Z oazy (CCXX)

W dniu oznaczonym w kalendarzu kolorem czerwonym niczym każda niedziela w ro­ku od­liczanie literek, dwa. Po poruszającej książ­ce Máraia musiałam sięgnąć po „parytet”. Nie musiałam długo przyglądać się weteranom czekania na wirtualnym sto­siku ksią­żek, które chciałabym przeczytać. Wstyd przyznać, ale ta czekała na mnie od dnia publikacji.

Może mogłam się domyślić po okładce, że wojna będzie jednym z wątków, ale tego nie zrobiłam, bo w przypadku tej Autorki „bierę” wszystko. To książka o odcieniach szarości bieli; o tym, że prawie nic nie jest tym, na co wygląda i że je­steś­my ko­wa­lem swojego losu tyko w zakresie reakcji, na to, co przynosi los. Jeśli w kwe­stii ko­wa­la ktoś uważa inaczej, to albo jest zdrowym, białym, nie najgorzej sytuowanym dwudziestoparolatkiem, albo głosuje na Konfederację. Pierwsze minie, drugie nie musi, choć w przypadku właściwie przebiegającego procesu indy­wi­du­acji też minie.

A gdy skończyłam, szukając okładki, dowiedziałam się, że już za dziewięć dni będę mogła wbić zęby w najnowszą książkę Autorki. Już nie mogę się doczekać. Nie bę­dzie musiała zadomawiać się w książkowej poczekalni, obiecałam jej i sobie.

Dom bez książek – zauważyłam.

🖇

I choć nie była to długa lektura, potrzebowała „tygodni”, by ją dokończyć.
     Nie potrafiłam wyobrazić sobie tak wolnego czytania. Najwyraźniej tak to wygląda u ludzi, którzy nie czytają, nie mają takiego nawyku. Niczego nie bierz za pewnik: niedawno poznałam studenta nauk politycznych, który wyznał mi, że nigdy nie czytał powieści. Kłopotał go sam gatunek. „Bo co to właściwie jest? Co się robi – bierze wydarzenia z prawdziwego życia? Zmyśla?”.

🖇

Historie – wspaniałe historie – przydarzają się wszystkim. A czasami czło­wiek ma wspaniałą historię, którą bardzo chciałby opowiedzieć, ale nie po­trafi. I co wtedy?

🖇

Dlaczego trafiła do Wietnamu? Newark, szkoła pielęgniarska, wszędzie rekruterzy rzucający zanętę: „Wstąp do korpusu pielęgniarskiego armii amerykańskiej, a my pokryjemy czesne. I nie martw się, nie wylądujesz na wojnie”.
     – Jak mogli cię tak okłamać! Dlaczego uchodziło im to na sucho? Mu­sia­łaś być zła!
     […]  Wzięła porządny łyk piwa. – Wyluzuj, mała, nie zrozumiałaś. Kła­ma­li, tak już jest, ale to na mnie nie miało wpływu. Ja się zgłosiłam.

🖇

Cierpienie porzucenia, bycia niekochanym – emanowało z nich jak zapach zmieszany z innymi wojennymi zapachami: potu, wyczerpania, bło­ta, stra­chu. Nigdy nie mówili tego wprost, oczywiście, tak jak nigdy nie mówili, że „zginął” czy „umarł”, ale „zszedł”, „załatwili go”, „kropnęli”, „przywieźli w worku”. Ale ono zawsze było, to drugie wielkie, dręczące pytanie. „Jeśli ktoś mnie kocha, dlaczego tu jestem?”.

🖇

     – Nie mówię, że było łatwo, ale nigdy nie wiesz, co jesteś w stanie zrobić, dopóki nie musisz tego zrobić.

🖇

„To przez Wietnam” – to sformułowanie wyjątkowo drażniło Rouennę.
     – Faceci używali wojny jako wymówki dla absolutnie każdej rzeczy, którą później spieprzyli.

🖇

Ująć to inaczej? Uważała, że „większość ludzi
pieprzy od rzeczy”.

🖇

[…]  wierzyła w jedno: powszechny obowiązek wojskowy, i to dla obu płci. – Musisz zrozumieć: dzieciaki umierały tam, bo brakowało pielęgniarek. A jeśli możesz zwerbować ludzi i wyszkolić ich do walki, możesz też ich zwer­bować i wyszkolić do innych rzeczy potrzebnych na wojnie, na przy­kład do pielęgniarstwa.

🖇

Niektórzy uważali, że to, co zrobiłam, jest dziwne, ale nie dam sobie wmówić, że niewłaściwe.

🖇

Ludzie często myśleli, że Agent Orange nazywał się tak, ponieważ liście zmie­nia­ły kolor, ale tak naprawdę cho­dzi­ło o oznaczone pomarańczowym paskiem beczki, w któ­rych przywożono herbicyd. Kiedy wspomniała, że były również inne substancje, Agent Purple, Agent Blue, Green i Pink, i White, myślałam, że żartuje, ale po­krę­ci­ła głową. – Nie wkręcam cię. Mieliśmy tam całą cholerną tęczę środków chwastobójczych.

🖇

[…] przez całą drogę powrotną jestem niespokojna. Wiem, że zostawiłam nie­dokończoną sprawę, i przypomina mi się jeden z tych snów, w któ­rych wy­ru­szasz na jakąś misję, po niezliczonych trudach i przeszkodach masz już wykonać zadanie, ale w końcu się budzisz. A oddałbyś wszystko, żeby móc wrócić… Pewnie jest jakaś nazwa na to uczucie, lecz jej nie kojarzę.

🖇

Nigdy nie opowiedziałem Ci całej swojej historii od początku do końca, dla­te­go też większa część tego, kim jestem i czym jestem, pozostaje dla Ciebie tyl­ko wielkim znakiem zapytania.

🖇

Mój kot spacerował po zagraconych pokojach z szeroko otwartymi, nie­do­wie­rza­jącymi oczami. Na początku dużo miauczał, jakby mnie bła­gał… Póź­niej zamilkł i spoważniał, kiedy (przypuszczam) dotarła do niego praw­da: porządek, do którego się przyzwyczaił, którego potrzebował i który lubił, nie poszedł za nami, ale należał do tamtego drugiego życia, tego, które na zawsze za sobą zostawiliśmy.

Sigrid Nunez, Dla Rouenny, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Jestem tu bardziej samotna niż kiedykolwiek. Czasami czu­ję się z tym dobrze i klepię się po plecach: jestem nie­za­leż­na, wykazuję postawę stoicką, mam niewiele po­trzeb. Myślę o słowach Pascala, że całe nasze nie­szczę­ście bierze się z nieumiejętności bycia samemu w pokoju, i nawet odczuwam dumę. A czasami czuję się bez­na­dziej­nie, gorzej niż niekochana, czuję się tak, jak musi czuć się zwierzę, które odczołgało się gdzieś, by umrzeć.

🖇

[…] w końcu przyznałam sama przed sobą, że […]  łzy, któ­re wypływały z oczu i wpadały do uszu – sąsiadka na dole wstała i włączyła Robertę Flack (Killing Me Soft­ly) – oznaczały cierpienie, którego, wiedziałam, wkrótce doświadczę. […]  Za każdym razem trochę umieramy.

(tamże)

Roberta Flack, Killing Me Softly With His Song.

5307. Z oazy (CCXIX)

W dniu oznaczonym w kalendarzu kolorem czerwonym niczym każda niedziela w roku od­liczanie literek, raz. Napisać, że ta opowieść utknęła w wirtualnej, książ­kowej po­cze­kalni, to nic nie napisać. Upłynęły całe lata.

Niezmiennie, za każdym razem, gdy biorę się za Máraia, boję się, że tym razem to już na pewno trąci myszką, nie da się czytać, bo tak będzie przeterminowana. Nie­zmien­nie pozostaję w zadziwieniu, że Jego literki nijak się nie starzeją. Miej­my na­dzie­ję, że niektóre wyimki nie okażą się, po raz kolejny w historii świata, pro­ro­cze. Niech będą tylko ostrzeżeniem.

Powieść Sándora Máraiego Rozwód w Budzie wydano po raz pierwszy w 1935 roku […].

*

Ludzie oswajali się z wojną w mowie i we własnych ser­cach, a Márai to właśnie uznał – jakże odkrywczo – za prawdziwy jej początek, nim jeszcze miały po­le­cieć bomby, rozprzestrzenić się gazy bojowe, zniknąć miasta i narody. Gdy historia przyśpiesza, dzieją się rzeczy, które wcześniej nie mieściły się ludziom w gło­wach, prawo zaś – akcentuje Márai – pozostaje w tyle za nowymi okolicznościami.

Irena Makarewicz
[w:] Od tłumaczki.

🖇  🖇

Co się dzieje z tym człowiekiem? Tak na pierwszy rzut oka jest całkiem „nor­mal­ny”; i Kristóf czuje nagle tę życzliwą wyższość człowieka „zdro­we­go”, wszelka wroga pasja się ulotniła, widzi już tylko słabszego, człowieka upa­dłe­go, znajomego, któremu przytrafił się nieszczęśliwy wypadek; czuje, że musi pomóc, szybko, teraz, tu […].

🖇

Pomiędzy nimi dwoma coś się teraz dzieje, coś decydującego, znacznie ważniejszego niż wszystko, co mogą wyrazić słowa; dwaj ludzie zajmują swoje pozycje, oceniają nawzajem siły, świadomie odbierają wrażenia wzbudzane przez aurę tamtego drugiego człowieka, przepływa pomiędzy nimi jakiś prąd.

🖇

Czym była prawda w praktyce, przed obliczem sędziego? Był tu świat, ze swoimi procesami, zabójcami, zaklinającymi się i przysięgającymi zainte­re­so­wa­nymi, ze swoją nienawiścią i swoim głodem; było tu prawo, a dalej był mechanizm, ze swoimi unormowanymi pod linijkę ceremoniami, procedurą sądową, kolejnością i tonem, jakim człowiek obrażony przeciwstawiał się w obecności sędziego człowiekowi atakującemu; był tu wreszcie sędzia, któ­ry z tej rozmaitej, martwej i surowej materii destylował coś, co zgodnie z che­micznym wzorem prawa odpowiadało prawdzie… Lecz prawda, poza wszystkim, co składało się na prawo, była zawsze czymś takżeosobistym[…].

🖇

[…]  gdzieś w centralnym punkcie równowagi, tam, gdzie człowiek ma zarzuconą kotwicę, gdzie jest całkowicie sobą, gdzie nie da się go zmienić.

🖇

Natura pracuje z niewiarygodnym marnotrawstwem, naliczyliśmy w mó­zgo­wiu sześćset miliardów komórek, przy takim szastaniu materiałem cóż znaczy jakieś utajone uczucie, nieuświadomiony afekt? Czasem sądzę, że niewiele. A czasem widzę, że od tego zależy wszystko.

🖇

[…]  rozprzestrzeniał wokół siebie atmosferę poczciwego i bez­pre­ten­sjo­nal­ne­go terroru, który rzeczywiście nadawał się do tego, żeby przestraszyć kelnerów, listonoszy i konduktorów w pociągu. Kristóf poznał już ludzi tego pokroju, spokojnie patrzył im prosto w oczy, wiedział, że jest silniejszy.

🖇

W sposób oczywisty nie od słów ani czynów zależy to, co w życiu istotne, co jest jak nakaz. Jakoś tak to czuł.

🖇

Tak, już nawet moglibyśmy iść. To, co jest tutaj, to życie towarzyskie; a tamto wcześniej, przed południem i po południu, to był urząd; a teraz pójdziemy niedługo do domu i wtedy to z kolei będzie życie rodzinne. Wszystko to jest namacalne, te rozmaite życia, wszystko jest rzeczywiste. Czego brakuje? Chciałbym wiedzieć, o czym myśli […].

🖇

Jego życie jest – jak to mówią? – otwartą księgą. Te słowa mają niedobry smak, są takie papierowe. Życie nie ma nic wspólnego z żadnego rodzaju księgą.

🖇

Co się dzisiaj stało? Albo wczoraj? Albo przed kilkoma minutami? Tak, być może trzeba było odpowiedzieć inaczej… ale Kristóf już wie, że są chwile, gdy nie można odpowiedzieć „inaczej”; mechaniczny megafon duszy krzy­czy wiecznie tylko to samo, tę jedną jedyną odpowiedź […].

🖇

[…]  wstrząsnęła Kristófem. Ta dusza nie zadowalała się gotowymi re­pli­ka­mi, poszukującymi kompromisu odpowiedziami; bezlitośnie niepokoiła Kri­stófa, chciała wiedzieć wszystko, chciała zapalić światło w każdym mro­cznym kąciku duszy wybranego sobie towarzysza, nawet tam, gdzie Kristóf jeszcze nigdy nie zaglądał, gdzie „nie wypadało” poświecić, gdzie Kristóf bał się rozejrzeć.

🖇

[…]  airedale terrier, którego według szyderczych, trochę nie­spra­wie­dli­wych słów Kristófa do niczego nie można „użyć”. To stwier­dzenie za każ­dym razem pobudza Herthę do sprzeciwu; z kobiecą wytrwałością nie chce się pogodzić z tym praktycznym poglądem, nie ro­zu­mie, dlaczego jakaś żywa istota miałaby w każdym przypadku móc dać się do czegoś „użyć”.

🖇

Kristóf go poznaje. […]  Twarz jest znajoma, jak wszystko, co wydobywa się z mitu pogrzebanej młodości; a zarazem jest też przeraźliwie obca. „Rzeczy­wi­ście się postarzał” – myśli. Długo patrzą na siebie.

🖇

„Kto to jest?” – z przestrachem pyta siebie Kristóf. – „Kim jest ten znajomy człowiek? Co mu się przydarzyło? Dlaczego milczy? Nigdy nie wiedziałem, że i w taki sposób można milczeć”.

🖇

Czego jeszcze mógł chcieć tu człowiek? „Doskonalszego” małżeństwa? Wszystko, czego człowiek dotykał, wykoślawiało się, pozostawało nie­do­sko­na­łe, ludzie nie przestrzegali nawet dziesięciu przykazań – kradli, kłamali, cudzołożyli, pożądali wołów i żon swych bliźnich – a jednak tylko jakiemuś szaleńcowi mogłoby przyjść do głowy, by domagać się „nowacji”, odno­wie­nia Dekalogu.

🖇

Kto potrafi sfotografować, utrwalić, wyczuć tę chwilę, gdy pomiędzy dwojgiem ludzi coś pęka i się łamie? Kiedy to się stało?

🖇

[…]  nie może być inaczej, nawet jeśli zaczyna tonąć statek albo wybucha wul­kan; pewne gesty, słowa, uśmiechy obowiązują nawet w ostatniej chwi­li, z rekwizytorni cywilizacji niczego nie wolno wyrzucić, tonący też jest zo­bowiązany przedstawić się temu, kto go ratuje…

🖇

[…]  przypadki decydują o losach; zadowólmy się tym, co możemy otrzy­mać w ten sposób. […]  Wiesz, kiedy mowa jest o całości, o wszystkim albo o niczym, to człowiek staje się skromny.

🖇

Jakbym znał magiczne zaklęcie… Ale magiczne zaklęcie
to tylko tyle, że kogoś kocham.

🖇

[…]  nieszczęśliwy wypadek, za który nikogo nie można uczynić odpo­wie­dzial­nym; nieszczęśliwy wypadek, bezosobowy, brutalny nieszczęśliwy wy­padek… Zderzyła się z kimś w ziemskim chaosie, od tego otar­cia po­wsta­ła rana, a mimo to dusza dalej podążała po swojej orbicie, choć nie mogła się już zagoić. Co ją jeszcze czekało? Co czeka chorych?

🖇

[…]  pomiędzy przebudzeniem a zaśnięciem prowadzi nas obca ręka, nieznany zamiar.

Sándor Márai, Rozwód w Budzie,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Milczał, ponieważ się bał. Co było na dnie jego lęku? Nie wiedział. Czuł tylko, że coś nie jest w porządku, nie jest dobrze tak się bać.

🖇

[…]  wojna wcale nie jest taka niepraw­do­po­dob­na ani niewyobrażalna, jak była jeszcze wczoraj. Nikt w nią nie wierzy, nikt jej nie pragnie, poza tym jest jeszcze całkiem daleko, pomiędzy wojną a pokojem roz­cią­gają się całe morza i góry, ludzie jeszcze się tar­gu­ją i wszystko tłumaczą.

🖇

Na stronie tytułowej wielkie litery, większe niż za­zwy­czaj, przynoszą wiadomość o wojnie. „Gdzie odlewa się te dziwne czcionki?” – pyta Kristóf, jak ktoś, kto chce zmienić temat. „Chyba w tym samym warsztacie co armaty…”

🖇

I naraz rozumie: wojna zaczyna się tak, że ludzie, wszę­dzie na świecie, siedzą w pokojach, rozmawiają o swoich codziennych kłopotach, o ambicjach, a potem nagle ktoś wymawia to słowo: „wojna” – a wtedy nie milkną, nie patrzą sztywno przed siebie, w niemym przerażeniu, lecz w sposób naturalny, nie podkreślając tego specjalnie, od­po­wia­dają: „wojna” – i rozmawiają o tym, czy to mo­żli­we i kiedy, w jakim stopniu: tak się zaczyna. Kri­stóf teraz nagle to rozumie. Wojna zaczyna się gdzieś daleko, daleko przed widocznymi wy­da­rze­nia­mi; w sposób na­tu­ral­ny zaczyna się w ludzkich duszach i nim jeszcze sta­nie się terenem walk, z poległymi i z armatami, z dy­mią­cy­mi zgliszczami domów, ludzie już się z nią pogodzą w duszy.

🖇

[…]  i człowiek naraz rozumie coś, co wcześniej nie miało rąk ani nóg; teraz chodzi nie o to, „czy Europa zginie czy nie”, bo o tym nieprawdopodobnym wydarzeniu i tak nikt nie wie nic pewnego; po prostu chodzi o to, że mo­żna już o tym mó­wić, że jest to już tematem rozmowy, tu, w ogrodzie, albo tam, w środku, w sa­lo­nie, i w innych ogrodach i sa­lo­nach, wszędzie na świecie – w de­szczo­wych miastach na północy, a także na południu, w oto­czo­nych kamiennym murem, pięknych ogrodach z cy­pry­sa­mi, dokąd Kristóf zawsze miał chęć pojechać – a te­raz myśli o tym, że być może jest już za późno.

🖇

Wszystko to oczywiście było w rzeczywistości znacznie prostsze; prostsze i dużo bardziej skomplikowane zarazem.

(tamże)

5306. 1/366

niech każdego dnia na wszystko wy­starczy czasu. na wszystko to, co karmi duszę. niech, od dziś!

1/366

[…]  dzień ma dwadzieścia cztery godziny, każdy dzień to taka mała, minia­tu­ro­wa, kształt­na nie­skoń­czo­ność, w cią­gu tych dwudziestu czterech godzin wy­star­czy czasu na wszystko […].

Sándor Márai, Rozwód w Budzie,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

I have enough. I do enough. I am enough.
(zawidziane podczas partyjki gierki na telefonie)

niedziela, grudnia 31, 2023

5305. 365/365  //  Panna cotta (CXIII)

kończymy dziś rok, w któ­rym dużo czasu spędziliśmy w piekle. wciąż jeszcze mamy przysmalone pośladki, ale.

wybrałam już kolor na nowy, tym razem przestępny, rok.

365/365

Francesco Gabbani, Volevamo solo essere felici.

stanotte è tutto perfetto

[vogliamo]
masticare sogni audaci

sobota, grudnia 30, 2023

5304. 364/365

dziś po południu, ogromna wdzięczność, że los nas spotkał zawodowo dwa­dzieścia jeden lat z hakiem temu.

dziś wieczorem, ogromna wdzięczność, że los podarował nam wiele uczt i dzisiejsze popołudnie. domknęliśmy koło, wpi­sa­li­śmy w nasze ka­lenda­rze po­czątek kolejnego.

364/365

Doobie Brothers, Long Train Running.

without love
where would you be now?

środa, grudnia 27, 2023

5303. 361/365

spokojne, niezobowiązujące do niczego czytanie pod­czas introwertycznego dochodzenia do siebie po świętach i.

Biały Kruku, ile ja się naszukałam tego konkretnego wy­ko­na­nia! prawie się poddałam, ale udało się.

361/365

W.A. Mozart, Eine kleine Nachtmusik, I. Allegro,
City Of London Sinfonia, Andrew Watkinson (skrzypce),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #23.

*

„Mozart” – mówi Hertha, przeciąga się i poprawia włosy. „Eine kleine Nachtmusik…” […]  w górnolotną tęsknotę fletów i klarnetów wtrącają się w tym momencie z bezstronną pasją skrzypce. Wszystko dochodzi z daleka, z nicości; a jednak to nieuchwytne, niematerialne coś jest przy­naj­mniej tak samo realne jak świat, który owe dźwięki odbiera.

Sándor Márai, Rozwód w Budzie,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2019.

wtorek, grudnia 26, 2023

5302. Z oazy (CCXVIII)

Świąteczne od­liczanie literek przeczytanych przed świętami, trzy. Na fali najnowszej książki nie za­sta­na­wia­łam się ani chwili. I rozczarowanie samo wprosiło się do ula. Pomysł na strukturę roz­dzia­łów ze zwrotami akcji o 180 stopni po długiej prostej nie zachwycił mnie wca­le. Brak precyzji w kilku miejscach prawie mnie przewrócił. Odczarowanie mocy native speaker-ów wspaniałe, ale wepchnięcie potem w mit native speakera jako wy­znacz­nika kompetencji językowych to zabieg nie tylko mało re­a­li­stycz­ny, ale przede wszystkim głupi. Na szczęście kilka metafor przypadło mi do gustu, a i troszkę cy­ta­tów dało sie wygrzebać. Zachwyt ilustracjami zrodził do­dat­ko­we ogromne rozczarowanie okładką, której tak niewiele brakowałoby, by być z nimi spójną bez podnoszenia kosztów druku

Tak czy inaczej, według mnie to lektura zakazana dla osób po trzydziestce, które roz­ważają pomysł nauki nowego języka obcego. Nie zbliżajcie się do tej książki! Zacznijcie się uczyć, odkryjcie dla siebie świat tego języka, nie przejmujcie się języ­ko­wym PKB, wydajnością, zwrotem, zyskiem; po prostu rozkoszujcie się tym, co obcowanie z tym językiem Wam daje.

W każdym języku coś jest całkiem zwyczajne, normalne i pożądane, gdy w innym to samo „coś” jest nie­moż­li­we lub niemile widziane. Ucząc się tego języka możemy głę­biej tym „czymś” odetchnąć, mieć możliwość nasiąknięcia tym. W moim przypadku angielski daje mi wolność, ale radości życia uczy mnie włoski. Ten Pan, w tej kon­kretnej rozmowie był dla mnie bezpośrednią inspiracją i źródłem motywacji. Przed pierwszą lekcją, mia­łam tę roz­mowę obejrzaną kilkadziesiąt razy. Nie przeszkadzało mi, że werbalnie nic nie rozumiem, chłonęłam pozawerbalne „coś”. Gdybym wcze­śniej przeczytała tę książ­kę, tylko bym westchnęła, że starość i lingwistyczna nie­moc, a nie ruszyła w nową językową podróż. Dziś znów wró­ci­łam do tej rozmowy, do jej atmo­sfe­ry. Nie wzdy­cham, że starość i niemoc; coraz więcej rozumiem. Zachwyt się zmienił, jest jeszcze większy.

Mauro Iandolo, Tra danza e lingua dei segni
[w:] Vieni da me.

🖇  🖇

[…]  przy okazji dyskusji na temat mitu o Dedalu i Ikarze usłyszeliśmy, że naj­więk­szym marzeniem ludzkości jest umieć latać. Nieprawda. Naj­więk­szym marzeniem ludzkości jest umieć mówić w obcym języku bez ko­nie­czno­ści uczenia się go.

🖇

Język warto kochać, choć tak, miłość ta bywa destrukcyjna – destrukcyjna dla pozornie przyklepanych schematów i wyobrażeń. Takiej miłości warto zaznać.

🖇

Dopiero pierwsze lekcje języka obcego uświadamiają nam, jak bardzo nieoczywiste jest to, co dotąd nie prosiło się o żadne dodatkowe pytania.

     – TEN stół? – pyta znajomy Anglik. – Ten? Masz na myśli, że to „on”?
     – Tak. W języku polskim rzeczowniki mają rodzaj gramatyczny.
     – A skąd mam wiedzieć, czy „stół” to „on”? Dla mnie to jest „to”, to jest przedmiot!
     – Zgoda, ale w języku polskim przyjęło się, że jest rodzaju męskiego.
     – A cóż jest w nim męskiego?
     Ileż cech naszego ojczystego języka uświadamiamy sobie dopiero dzięki nauce języka obcego!

🖇

     – Boże, czy ja naprawdę muszę wypisywać słówka z tej nudziarskiej czy­tanki? – […]  – Gdyby to było chociaż coś życiowego.
     – Co na przykład? – pytam niepewna, co młody i bystry, ale i nie do końca zaangażowany w naukę języka człowiek może definiować jako „życiowe”.
     – No na przykład coś z życia, w stylu mojego dialogu z tatą, gdy na­kry­wa mnie na grze w PlayStation w godzinach, kiedy mam odrabiać lekcje.
     – I czego można by było się nauczyć z tego dialogu?
     – Masę rzeczy! Masę przydatnych zwrotów, powiedzonek! Na przykład: „w panice wyłączać telewizor”; „udawać, że czyta się podręcznik do che­mii”; „wpaść z hukiem do pokoju”; „rzucić konsolą o ścianę”; „opierdolić z góry nad dół”; „dać szlaban”; „zaraz cholera mnie weźmie”. Takie rzeczy zapadają w pamięć!

🖇

Dwujęzyczni używają każdego ze znanych sobie języków do innych celów, w różnych okolicznościach i wśród różnych ludzi. […]  Znajomość uży­wa­nych przez nas języków nie jest symetryczna, a używanie różnych ję­zy­ko­wych zasobów w różnych sytuacjach nie sprawia, że jesteśmy mniej dwu­języczni.

🖇

Nauka języka zmienia naszą optykę i uela­stycznia zwoje trwalej, skuteczniej i może nawet przy­je­mniej niż cierpliwie rozwiązywane sudoku.

🖇

Za wszelką cenę próbuję sobie przy tym przypomnieć nazwę pewnego owo­cu. „Na b, na b… na pewno zaczyna się na b” – myślę, usiłując wydobyć ją z czeluści mentalnego słownika. Po dłuższej chwili bezskutecznego prze­szu­ki­wa­nia szu­fla­dek zwracam się wreszcie do siedzącej obok siostry:
     – Powiedz mi, jak nazywa się ten owoc na b, wiesz, dobry owoc na pla­cek. Robi się też z niego kompot…
     Konsternacja. Siostra przytomnie zauważa, że typowe owoce wy­ko­rzy­sty­wa­ne do wypieków i kompotów to śliwki, gruszki, truskawki, wiśnie, porzeczki…
     – Ale że owoc na b? Jesteś pewna, że na b?
     – Jestem.
     Niemal w tej samej chwili doznaję skrzącego na czerwono olśnienia: sło­wem „na b, na pewno na b” jest… rabarbar. Podobnego splątania do­świa­dcza każdy z nas, niezależnie od tego, jakie zna języki i ile. I niezależnie od poziomu ich znajomości.

🖇

[Zjawisko] tip of the tongue. Polega ono na tym, że słowo, które usiłujemy sobie przypomnieć, przypomina nam się jedynie częściowo lub wysyła na front swojego sobowtóra – wyraz podobnie brzmiący, zaczynający się na podobną literę czy sylabę albo po prostu je zawierający.

🖇

[…]  któryś język zawsze jest pierwszy, nawet u osób dwujęzycznych zło­żo­nych. To właśnie on służy do opisywania świata w pierwszych latach na­sze­go istnienia, on też zapełnia szufladę jako pierwszy. Drugą, mniejszą, zaj­muje język drugi. Wreszcie mamy trzecią, uprzywilejowaną szufladę, za­wie­ra­ją­cą tak zwany poziom pojęciowy. Zazębia się on – a raczej wypełnia – równocześnie z szufladą pierwszą, co jest dość logiczne: poznając świat, poznajemy język, i na odwrót. To właśnie tu przechowywana jest nasza wiedza o świecie, o tym, co to „kot” i co to „krzesło”, ale i co to „złość” czy „zazdrość”. Właśnie dlatego świadoma nauka języka drugiego wiąże się z tyloma konsultacjami z językiem pierwszym.

🖇

Choć od szuflady z naszym językiem drugim oczekujemy, że stale będzie się zapełniać, dowodząc tym samym naszego językowego talentu, szuflada z ję­zykiem pierwszym także się zapełnia, a proces ten w zasadzie nie ma końca. W szufladzie z językiem pierwszym zawsze znajdą się też przegródki, które zieją pustką. Na przykład te z napisem: „rodzaje amunicji”, „kardiologia” czy „maszyny rolnicze”, o ile nie zajmujemy się żadnym z tych tematów na co dzień.

🖇

W jednych szufladach bywa przestronnie, inne trzeszczą pod naporem kłę­bią­cej się zawartości, żadnej jednak nie powinno się kompulsywnie po­rząd­kować – dążenie do leksykalnej równowagi w szufladach prędzej od­bie­rze nam smak życia, niż pozwoli choć o krok zbliżyć się do ideału.

🖇

Najważniejsze w nauce języka u dzieci jest jednak całkowite ignorowanie przez nie własnej niewiedzy. Biczowanie się za to, czego jeszcze się nie wie, to domena starszych. Młodzi, zwłaszcza najmłodsi, wolą skupiać się na tym, co już wiedzą.

Umiejętność przyglądania się językowi jak abstrakcyjnemu tworowi, który da się rozłożyć na części, przychodzi z czasem i nie jest domeną dzieci. Jeśli posługiwanie się językiem w sposób intuicyjny i instynktowny można po­rów­nać do układania prostych konstrukcji z klocków Duplo, w których prę­dzej czy później klocek A połączymy z klockiem B, to analizę języka w celu świadomego budowania w nim wypowiedzi należałoby porównać do za­ba­wy Lego Technic: elementów jest całe mnóstwo, a skuteczne ich łączenie wy­ma­ga namysłu i analizy danych. Nie wystarczy po prostu połączyć kloc­ka zielonego z czerwonym. Choćby dlatego, że zauważamy, że jeden klocek składa się z kilku mniejszych.

🖇

Wyrażanie własnego poczucia humoru i docenienie cudzego to chyba naj­większy sprawdzian dla osób uczących się języka.

🖇

[Język]  jest czymś potężniejszym niż narzędzie komunikacji.

🖇

W naszym osobistym repertuarze pewne języki po prostu nadają się lepiej do snucia opowieści na taki czy inny temat. Z wyjątkiem opowieści o dzie­ciń­stwie – tu niemal zawsze najlepiej pasuje ojczysty.

🖇

[…]  zapisują się na lekcje języka, o którym nie mają pojęcia. W głowie się poprzewracało? Nie, dopiero się przewróci. I bardzo dobrze, życie do­star­cza­ją­ce nowych bodźców i doświadczeń warte jest przeżycia.

🖇

Statystyczny dwujęzyczny ze swoją wysoce zindywidualizowaną historią nauki języka drugiego, spersonalizowanym zestawem czynników wpły­wa­ją­cych na jego przyswajanie, takich jak choćby wiek, środowisko, na­mię­tno­ści, motywacje lub ich brak, to prawdziwy koszmar badacza, chodzący zestaw zmiennych liczniejszych niż angielskie samogłoski.

🖇

Widząc przepaść dzielącą nasz język drugi i trzeci, wierzymy, że moment opanowania języka trzeciego to ten, kiedy osiągamy identyczny rezultat co przy języku drugim czy pierwszym. A przecież nasze umysły nie są już takie same, zdążyło już na nie wpłynąć wiele czynników, zapisały się już w nich dane gromadzone przez lata nauki wcześniejszych języków. Nie jesteśmy ani czystą tablicą, ani też nowicjuszem w nauce języka obcego. Jesteśmy nowym tworem.

🖇

Umysł magazynuje informacje w sposób, którego logika prawdopodobnie mocno by nas zaskoczyła. Sama nauka też jest ciągłym zaskakiwaniem własnego umysłu.

🖇

Mąż może pozostać jeden – jednak romanse z kolejnymi językami to roz­ryw­ka, która nie tylko nie grozi utratą reputacji ani rozstaniem, ale na do­datek pozwala przewietrzyć głowę i przypomina o istnieniu dawno nie­uży­wanych zakamarków umysłu.

🖇

Każdy, kto świadomie uczy się języka obcego, uczy się go, mając w głowie własny, może nawet nie do końca uświa­do­mio­ny i zdefiniowany wzór, odzwierciedlający poziom do­sko­na­łości, który chce osiągnąć.

Jagoda Ratajczak, Języczni. Co język robi naszej głowie,
ilustr. Ola Niepsuj, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

Żyć bez wyzwań to jakby pozbawić się niespodzianek, to jak być przywiązanym do jednego jadłospisu, gdy inni degustują dziesiątki smakowitych potraw.

(tamże)

5301. Z oazy (CCXVII)

Świąteczne od­liczanie literek przeczytanych przed świętami, dwa. Piąty tom, przed­ostatni. Połknięty w podobnym tempie, co cztery wcześniejsze. Połknięty z ogromną przyjemnością. Nie mogę uwierzyć, że czekam już tylko na jedną część tej za­klę­tej w obrazki historii.

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

🖇

Alice Oseman, Heartstopper. Tom 5.,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda,
Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

🖇

Zbliżamy się powoli do końca Heartstoppera. Kiedy tworzyłam poprzedni tom, myślałam, że ten będzie ostatnim, ale okazuje się, że musi powstać jeszcze jeden, by historia była kompletna. Bardzo mi przykro, że ta opowieść się kończy, ale nie mogę się doczekać, kedy w tomie 6[.] pożegnam Nicka, Charliego i całą resztę paryskiej ekipy tak, jak na to zasługują.

(tamże)

5300. O Duszy…

Żadna tam Dama z łasiczką. Nie Dziewczyna z perłą, ani Dziewczynka z chryzantemami. Lecz Starszy-Pan-Pies z kwiatkiem.

Zachwycił mnie bezgranicznie. Wylądował tu dziś
dokładnie czterysta wpisów później.


fot. Catty, fragment.

Podobno, gdy spojrzysz człowiekowi głęboko w oczy, zobaczysz na ich dnie je­go Duszę. Gdy udając, że nie patrzysz wcale, bo dla psów to trudne doświadczenie spoza menu kulturalnych zachowań, spoj­rzysz w oczy psu, jestem pewna, że zobaczysz bardzo starą i bar­dzo mą­drą Duszę, w której zasobach wyłącznie miłość i bez­granicz­ne za­ufa­nie, choćby nie wiem co się działo.

5299. Z oazy (CCXVI)

Świąteczne od­liczanie literek przeczytanych przed świętami, raz. Fantastyczna alternatywa dla Chłopek, które biją kolejne rekordy poczytności w kraju, w którym najmodniejsze jest nieczytanie. Kamieniem nie rzucę, ponieważ kilka dni temu do­pro­wadziłam Sadownika do szewskiej furii, gdy w towarzystwie Latorośli przy­ja­ciół­ki z dumą stwierdziłam, że na obowiązkowym etapie edukacji byłam łaskawa prze­czy­tać od deski do deski tylko dwie lektury: KamizelkęLatarnika; skromnie, ale na swoją obronę mam to, że przeczytałam je z zachwytem. Sadowni grzmiał. W efek­cie pozostaję dumna, ale już się z tym nie obnoszę.

Wracając do lektury i zestawienia z Chłopkami. W sumie jest to książka o tym sa­mym, o konsekwencjach Czasu i Miejsca, które odkładają się w naszym losie. Moja fantazja na temat Chłopek twierdzi, że książka ta pozwala zrozumieć przeszłość. Tymczasem ta książka pozwala zmienić przyszłość, konfrontując nas z tym, co na temat języków obcych zagnieździło nam się w głowach wskutek Czasu i Miejsca. Ponieważ nic nie ciągnie mnie do Chłopek, lobbuję za tą książką, jeśli masz wy­por­ność już tylko na jedną. Jest po prostu doskonała! Konfrontuje, zmienia, otwiera wiele drzwi.

Lukę  oddaję w ręce czytelników z nadzieją, że lektura tej książki poruszy i zmieni ich tak, jak mnie poruszyło i zmieniło jej pisanie.

Jagoda Ratajczak

🖇🖇

Kiedy adaptacyjni perfekcjoniści nie osiągają swojego celu, mówią sobie: trudno, nie udało się, następnym razem zrobię to czy to, aby było lepiej, odczuwają satysfakcję, gdy dążą do celu. Częściej są też motywowani we­wnętrznie. To, co robią, sprawia im radość. Perfekcjoniści neurotyczni mają z kolei skłonność do silniejszego przeżywania negatywnych emocji. Już jako dzieci nie lubią na przykład nowości, nie lubią, jak coś się zmienia, jak coś ich zaskakuje albo idzie nie po ich myśli. Charakteryzuje ich także wysoki poziom lęku, podobnie jak słabo rozwinięte umiejętności radzenia sobie ze stresem. W sytuacjach stresowych trudno jest im spojrzeć na coś z innej strony, coś zmienić, przeformułować. Są nieelastyczni. Porażka, błąd nie zostają zrównoważone refleksją, że OK, tak czasem bywa, często po­ja­wia­ją się natomiast ruminacje, czyli obsesyjne myśli, osoby zaczynają roz­pamiętywać to, co się zdarzyło, koncentrować się na tym. Mają żal do sie­bie, myślą o tym, co powiedzą i pomyślą inni. Przeglądają się w cudzych oczach. Lęk społeczny, lęk przed oceną innych jest immanentną cechą neu­ro­tycznego perfekcjonizmu.

🖇

O tym, co uznaje się za wartość, świadczy nie tylko to, za co obrywamy, ale i to, czego się wstydzimy. Powiedz, czego się wstydzisz, a powiem ci, czego oczekują od ciebie inni. Powiedz, czego się wstydzisz, a prze­ko­na­my się, czy wstydzimy się tego samego.

🖇

Wiesz, Jagoda – Sebastian zamyśla się na widok polityków spoglądających na nas z wyborczych plakatów przy przystanku tramwajowym Plac Wil­so­na – tacy ludzie naprawdę mają możliwości, środki, żeby nauczyć się języka. Jeśli tego nie robią, to znaczy, że być może nikt im nie mówi, jak źle świadczy o nich ta nieznajomość i sama niechęć do nauki.

*


Niezłomny miszczu nie tylko giętkiego kręgosłupa.

🖇

Lingwicyzm, podobnie jak rasizm czy seksizm, jest rodzajem dyskryminacji i opresji. To zjawisko, w którym narzędzie dyscypliny – pouczanie, a także ośmieszanie – służy promowaniu „idealnej” odmiany języka i karaniu za uży­wa­nie innych jego wariantów. Na czym ta kara polega? Na tym, że in­te­li­gencja, status, wykształcenie czy nawet stan zdrowia danej osoby oce­nia­ne są przez pryzmat języka, jakim się posługuje.

🖇

Pouczanie jako narzędzie dyscypliny, także w sferze języka, instaluje w jego użytkownikach specyficzne oprogramowanie. Rzadko jednak usprawnia ono pracę systemu, przypomina raczej wirus zasiewający w nas wąt­pli­wości i wstyd.

🖇

Opanowanie języka w jego formie ustandaryzowanej, a co za tym idzie uwa­ża­nej przez autorytety tworzące ten standard za formę poprawną, mu­sia­ło prędzej czy później stać się synonimem wykształcenia. Ono zaś – sy­no­ni­mem inteligencji. Jest nim do dziś, mimo że badania nigdy nie wykazały związku między umiejętnością posługiwania się poprawnym językiem stan­dar­do­wym a in­te­ligencją pojmowaną jako zdolność rozumowania, uczenia się, rozwiązywania problemów i wykorzystywania posiadanej wiedzy.

🖇

[…]  Najważniejsze jest to, by się komunikować. Ale jeśli jako nauczycielka sprzedajesz uczniom idealny obraz języka, to tym samym wtłaczasz im do głowy perfekcjonizm, nierealne standardy”. A to już przedsionek podszytej ciągłą niepewnością frustracji, która potrafi towarzyszyć nam przez całe życie.

🖇

Jeśli pięknie mówisz i piszesz w swoim języku ojczystym, nie wyobrażasz sobie kompromisu w drugim języku.

🖇

Bogactwo języka mówionego jest w istocie konsekwencją stuleci rozwoju po­za nawiasem norm i zasad rządzących słowem pisanym. W okresie po pod­bo­ju normandzkim, a w latach ekspansji Kościoła, język angielski został zdegradowany przez język francuski i łacinę używane przez elity polityczne i duchowieństwo. Rozwijał się więc przede wszystkim jako język mówiony i, jak pisał historyk Henryk Zins, „jako język ludzi prostych rozwinął ogrom­ną plastyczność i elastyczność, bogactwo idiomatyki i prostotę składni”.

🖇

Skupieni na własnych lękach i zahamowaniach mieszczących się mimo wszystko w spektrum uważanym za językową normę, zwykle nie za­sta­na­wia­my się, jak z tymi samymi lękami mierzą się osoby jąkające się.

🖇

Po każdym wywiadzie z chłopakami [Maciek, Sebastian], gdy od­kła­dam słu­chawkę, czuję, jak uskrzydlające może być spotkanie z kimś, kto wie, kim jest, kto akceptuje to, kim jest, i – jak sam podkreśla – ma prawo mówić. Ma prawo mówić tak, jak chce, na przekór temu, co świat myśli i mówi o jąkaniu, na przekór definicjom, etymologiom, wynikom badań, na prze­kór komentarzom w sieci.

🖇

„A przecież wszyscy jesteśmy w spektrum niepłynności” – opowiada [Maciek]. Po czym przytacza ewidentnie popularną w środowisku metaforę góry lodowej. „Widzimy jakiś fragment zjawiska, ale duża część tego, co się na nie składa, pozostaje niewidoczna. Dlatego denerwuję się, gdy ktoś wie­dząc, że się jąkam, i usłyszawszy, jak mówię, rzuca: «hej, prze­cież mó­wisz su­per!». Czuję się wtedy, jakby oceniono mnie tylko po tym wierz­cho­łku gó­ry lodowej, jakby jąkanie było czymś, co mnie definiuje.

🖇

[…]  mówienie o swojej trudności sprawia, że
w jakiejś części się jej pozbywamy.

🖇

Zwykłam uważać się za kogoś, kto świadomość języka i wrażliwość na ję­zyk ma w sobie niemal od zawsze, a dziś łapię się na tym, o ile długości prze­ści­gają mnie w tym Sebastian i Maciej. „Ponieważ ciągle zmagamy się ze słowem, nadajemy mu większą wagę, niż ma w rzeczywistości” – mówi Maciek, nawiązując do własnego strachu i wstydu, które pojawiają się wsku­tek bloku czy zająknięcia.

🖇

Kończenie zdań jest zresztą czymś, co prawdopodobnie robiło wielu z nas, jednak tylko niektórzy mieli okazję się do­wiedzieć, że podobne za­cho­wa­nia terapeuci mowy określają mianem mikroagresji.

🖇

Jeśli w walce ze stereotypami i uprzedzeniami najbardziej pomaga bez­po­śred­ni kontakt, to szczególnie cenne są miejsca, w których osoby nie­ją­ka­ją­ce się i osoby z doświadczeniem jąkania mogą się spotkać w do­god­nych dla tych drugich warunkach. Takie miejsce stworzono między innymi w Tokio – w kawiarni Chumon ni Jikan ga Kakaru Cafe. Nazwa lokalu oznacza do­słow­nie „kawiarnia, w której zamówienie kawy wymaga czasu”, a za­trud­nio­ne są w niej wyłącznie osoby jąkające się.

🖇

[…]  mówiłam sobie: «chłoń, po prostu go chłoń!».

🖇

[…] [Olena Apchel]  Kiedy obcokrajowiec mówi w moim języku, czuję sza­cunek, niezależnie od tego, ile zna słów. Ale z jakiegoś powodu, kiedy uczy­łam się polskiego, czułam niepokój. Bo język zawsze był ważnym na­rzę­dziem intelektualnym mojej komunikacji”.
     […]  Zaraz po przyjeździe do Polski nasiąkanie polszczyzną było próbą łapania tchu w zalewie nowych słów, fraz, literowych zbitek.

🖇

Gdy musisz odnaleźć się w nowym kontekście, lekcje języka odrabiasz nie z podręcznikiem w ręku, ale w codziennych kontaktach, próbując wy­ma­cać kontury nowego świata w mroku językowej obcości.

🖇

Nie pamiętam, jakich słów nauczyłam się najpierw, ale gdzieś z tych po­cząt­ków pamiętam słowo «kurwa», czy śmiesznostki, na przykład cza­so­wnik «pukać». «Pukanie» to po ukraińsku «puszczanie bąków», więc «puk, puk» śmieszyło.

🖇

Wielokulturowość siłą, wielojęzyczność atutem.

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

„Ale powiem pani […]  Aż wstyd się było odezwać… – do­daje. – No ale czasem to ten wstyd trzeba do kiesze­ni schować. I tyle”. Uśmiecham się do niej, dla siebie za­cho­wu­jąc niemal romantyczną kon­klu­zję. Słyszę ją do­brze we własnych myślach: właśnie tak łata się naj­większe luki.

🖇

[…]  błędy można popełniać. […]  błędy to część codzienności.

🖇

Zaczynam się uczyć, gdy najbardziej… nie chce mi się uczyć. Zrozumiałem, że niekoniecznie muszę czuć mo­ty­wa­cję, żeby działać, i że motywacja będzie po­dą­żać za działaniem, bo właśnie poprzez działanie wzbudzam w sobie pozytywne emocje związane z nauką.

🖇

Jeśli wierzyć słynnemu językoznawcy Stephenowi Kra­she­nowi, ucząc się języka, sprawiamy, że ten spły­wa do naszego umysłu także przez filtr emocji, a spływa na­praw­dę obficie, gdy nie towarzyszą temu nerwowość i niepewność.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 25, 2023

5298. 🎄

Przypomniało mi się, że przez cały rok na okoliczność tych świąt zbierałam. Pyszne niczym dwanaście, bożonarodzeniowych potraw. A jednak warto było czekać na te święta. Wyjechać (trochę na próbę) pierwszy raz od pół roku i wrócić. Warto było bardzo.

|
Za dużo

odkurzaczy
zapachów
adresów

rzeka rzeczy
przekracza
stan alarmowy
dlaczego
nikt nie krzyczy
nie kracze?

za dużo świąt

Piotr Mitzner, Przejścia. Wybór wierszy
z lat 1982–2020
, PIW, Warszawa 2021.

🎄  🎄  🎄

Andrzej Dudziński, Dudi. Superptak,
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1976.

🎄  🎄  🎄

     — Lubisz święta, tato? — spytałem ojca, kiedy wracaliśmy do sa­mo­cho­du. Dobrze, że z nim pojechałem, bo to wszystko było straszliwie ciężkie. Biedny tata.
     — Twoja mama lubi — odparł dyplomatycznie i z ulgą zatrzasnął klapę bagażnika.
     Tak myślałem. Od dawna wiedziałem, że to kobiety lubią święta Bożego Narodzenia. Myślę, że wszyscy (niewierzący oczywiście lub umiarkowanie wierzący) mężczyźni zaniechaliby obchodzenia jakichkolwiek świąt, gdyby na świecie zabrakło kobiet i dzieci. Przyrządzaliby sobie po prostu kolację (kanapki?) i zasiadali przed telewizorem, a następnego dnia spaliby do po­łu­dnia. Nie jestem tego pewien, ale podejrzewam, że większość z nich nie ubra­ła­by nawet choinki. Moja ostatnia Wigilia właśnie tak wyglądała. Zapaliliśmy z Psem świece, to znaczy on mi asystował, w salonie, wsko­czy­liś­my na kanapę i nie robiliśmy niczego sensownego. Przyrządziłem mu jedynie jakąś bardziej sutą kolację, którą zajadał z apetytem, podczas gdy ja raczyłem się winem i pierogami z kapustą, gapiłem się na ogień płonący w kominku, zadzwoniłem do rodziny złożyć życzenia, a potem, przed pół­no­cą, wyszedłem przed chałupę patrzeć, jak rozświetlony świecami korowód sunie drogą w stronę kościoła. Zerkałem też (wstyd przyznać) po północy na Psa, czy nie ma przypadkiem zamiaru czegoś mi powiedzieć, ale nie prze­mówił do mnie ludzkim głosem.

Dominika Kluźniak, Miejsce,
Helion, Gliwice 2019.

🎄  🎄  🎄

Ra­zem z me­lo­dią Last Chri­st­mas lu­dzi ogar­nia przed­świą­teczne po­de­ner­wo­wa­nie i wszy­scy war­czą na sie­bie po Li­dlach i Bie­drach, po­woli wpro­wa­dza­jąc się w na­strój, który zda­rza się, jak to mó­wią, tylko raz w roku. Przed go­dziną zero pa­nie domu na ostat­nich no­gach pichcą i pu­cują, ich „dru­gie po­łowy” w kry­zy­sie mę­sko­ści tasz­czą siaty z za­ku­pami, bez­sil­nie tłu­kąc gło­wą w ścianę windy, kiedy nikt nie wi­dzi, i za pięć dwu­na­sta bie­gną jesz­cze po leki na wą­trobę i kaca, by wresz­cie, gdy za­świeci „pierw­sza gwiazd­ka”, za­siąść do stołu i wstać od niego jak pan Je­zus z grobu do­piero na trzeci dzień. Czę­ścią tego jarzma jest obo­wią­zek ob­co­wa­nia z ro­dziną. Nie­za­leż­nie od tego, czy się lu­bimy i czy mamy o czym roz­ma­wiać, mu­simy ze sobą prze­by­wać w izo­la­cji od „ob­cych”, po­nie­waż „je­ste­śmy ro­dziną” i „są świę­ta”. […]  Za­wsze od­czu­wa­łam to jako uwię­zie­nie i choć po­dobno ist­nieją lu­dzie, któ­rzy w święta się nie mę­czą, to ja ich nie spo­tka­łam.

🌲

[…]  żadna ucieczka nie daje uwol­nie­nia, a koszty wła­sne za­wsze są wy­so­kie. Nie warto ko­pać się z ko­niem. Za­miast ucie­kać albo cier­pieć, le­piej zna­leźć wła­sną, mi­ni­malną formę świę­to­wa­nia: w gro­nie na­prawdę bli­skich, choćby to miała być jedna osoba; w obec­no­ści zwie­rząt; z pa­roma po­tra­wami; bez „mu­szę” i „trzeba”, a co tam – niechby i w pi­ża­mie!
     […]  Bo w świę­tach cho­dzi chyba wła­śnie o to, żeby zro­bić miej­sce na chwilę ci­szy w sa­mym sercu tej naj­głęb­szej nocy, jaka okrywa Zie­mię w cza­sie zi­mo­wego prze­si­le­nia. Żeby po­czuć w so­bie ten naj­czar­niej­szy, zwrotny punkt, od któ­rego za­cznie przy­by­wać świa­tła.

🌲

Święta, święta i po świę­tach, chcia­łoby się za­wo­łać i za­mknąć te­mat, ale z pol­skich świąt nie tak ła­two się wy­plą­tać. Trzeba przejść wszystko: Boże Na­ro­dze­nie, mię­dzy­świę­cie, syl­we­stra i Nowy Rok, aż do Trzech Króli. Zaczyna się zresztą co­raz wcze­śniej: mi­ko­łaje z cze­ko­lady po­ja­wiają się w skle­pach we wrze­śniu, a nie po świę­cie zmar­łych jak drze­wiej by­wało.

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

🎄  🎄  🎄

Święta to taki test na Oby­wa­tela, na Czło­wieka. Jeśli te kolory, hałasy, pla­stik, całe to gówno napeł­niają cię rado­ścią, nostal­gią za daw­nymi cza­sami, miło­ścią do bli­skich, zdrową i bez­wa­run­kową, to zna­czy, że jesteś nor­malną jed­nostką, że masz prawo do życia i funk­cjo­no­wa­nia, witamy cię w eki­pie. Jeżeli zaś święta napeł­niają cię smut­kiem i gnie­wem, to zna­czy, że albo sta­ło ci się coś strasz­nego (ale lepiej zacho­waj to dla sie­bie i nie psuj innym hu­mo­ru), albo po pro­stu jesteś odpa­dem ato­mo­wym i wyno­cha z Pol­ski, i tyle, cześć, lulajże, Jezu­niu.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

5297. 359/365

było naprawdę miło i serdecznie, było również rodzinnie, czyli bardzo sma­cznie i płytko. pozostałam — założę się, że tak jak pozostali uczestnicy — sama ze swoimi tęsknotami*. na minu­sie wpadłam do ula, by regenerować ciało i duszę.

359/365

______________
  * 

Wiele było miejsc do uzgodnienia, bez sumiennego wsłu­chania się w siebie nawzajem mogło się to okazać trudne.

*

[…]  dopóki nie stanie się pośrodku orkiestry i nie zagra z nią, nie sposób zrozumieć, dlaczego to jest takie trudne. […]  Tu instrumenty są tuż obok. Na dodatek odległość mię­dzy nimi jest różna. Słuchanie utworów niejako od środka ich brzmienia sprawia, że wydają się różne od tego, co znane. Inne jest wyczucie czasu, kiedy należy się włączyć do gry, jak gdyby czas był zupełnie inaczej doświadczany.

*

Nuty wszystkich zebrały się w jednym punkcie kosmosu i rozpłynęły w powietrzu, zostawiając po sobie impo­nu­jący pogłos.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

piątek, grudnia 22, 2023

5296. 356/365

napisała, że w moim imieniu zostawiła tam ciepło. dziś, w rocznicę, gdy po raz ostatni widziałam Twoją rodzinę.

tu, dziś rano świeciło piękne słońce, jesteś!

356/365

Dziś jest ullukinneq, najkrótszy dzień w roku.

Niviaq Korneliussen, Dolina Kwiatów, przeł. Agata Lubowicka,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.

*


fot. Kaan, fragment.

*

W.A. Mozart, Sonata skrzypcowa nr 21 e-moll, II. Tempo di minuetto,
Ingrid Haebler (fortepian), Henryk Szeryng (skrzypce),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #19.

środa, grudnia 20, 2023

5295. 354/365

wzruszenie też jest przy­wilejem — odnotowała świadomość, widząc, co się ze mną dzieje.

jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy w każdej chwili byli świadomi wszystkiego, co mamy i co umiemy? jak wyglądałby wtedy świat?

354/365

[Olena Apchel]  W tamtym okresie bardzo chciałam mówić po polsku, ale brakowało mi słownictwa, wymyślałam więc wła­sne. Przykłady mojego słowotwórstwa znajomy za­pi­sywał w no­tesie – na przykład […]  «to, co jest mocne i czeka na objęcie» na «plecy».

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

5294. ♮

Moje lenistwo ograniczyło mi media społecznościowe dawno, dawno temu do śle­dze­nia poczynań: jednego pieska, choć jest nikczemnego rozmiaru, świetnie radzi sobie z językiem włoskim (fantastyczna historia, odtwarzać wyłącznie z dźwiękiem), jednego sprzedawcy, będącego pod względem fizycznym przeci­wień­stwem pieska, ale współ­dzie­lą­cego z nim, poza płcią, znajomość włoskiego oraz kilka kont osób zajmujących się propa­go­wa­niem tego czy innego języka. By nie mi­jać się z prawdą, w kategorii używki musia­ła­bym dopi­sać jeszcze tylko czytanie i blo­go­wanie.

Z tych miejsc, odwiedzanych przeze mnie z uporem maniaka, przynoszę i flancuję w swoim życiu słowa, frazy, a cza­sem muzykę, która tam robi za tło, a tu w ulu ma momenty, gdy gra pierwsze skrzypce.

Ten kawałek przywlokłam w czerwcu z powodów lingwistycznych — zachwyciła mnie płynność, z jaką łączone są fragmenty tekstu angielskiego i hiszpańskiego, gładkie, prawie niezauważalne językowe fugi. Wciąż robi to na mnie wrażenie. Sadownik nie dzieli ze mną lingwistycznych zachwytów i gdy, ja­dąc samochodem, podzieliłam się z nim moim ochem i achem, popatrzył na mnie zgor­szo­ny moim wyborem, a potem zapytał, czy znam oryginał. Nie znałam. A gdy usły­sza­łam, pokręciłam nosem. Bez hiszpańskich słów to nie to, skwitowałam.

Black Eyed Peas, Daddy Yankee, Bailar contigo.

Dziś, przy porannej kawie czytam sobie. Czytam fantastyczną książkę o świecie mo­jej mu­zyki, w którym rolę nut pełnią fonemy. Na­gle zderzają mi się kulki w głowie. I wracam do pierwowzoru piosenki. I odszczekuję czerwcową no­tę. Jestem pod wra­że­niem. Cóż za historia! Nie może czekać do nie­dzie­li. No way!

Scatman John, Scatman (ski-ba-bop-ba-dop-bop).

„My, jąkający się, wiemy, czym jest pokora, bo upokarzano nas na śmierć” – mówi John Larkin w wywiadzie dla czasopisma naukowego „Advance for Speech. Language Pathologists and Audiologists”.

Łzy wściekłości i bezsilności napływające do oczu, nieustanna konfrontacja z cudzym zniecierpliwieniem, szyderstwem, z pytaniami – pozornie peł­ny­mi troski, a w rzeczywistości kłującymi jak palec wetknięty pod żebro: „Co jest nie tak z tym dzieckiem?” – to John także znakomicie pa­mię­ta. Pamięta też, jak bardzo już wtedy kochał muzykę.

Nastoletni John ma talent muzyczny i uwielbia jazz. Uczy się grać na for­te­pianie, a dzięki płytom Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga poznaje nie­zwy­kłą technikę śpiewu – scatting. Ten popularny w świecie jazzu spo­sób śpie­wa­nia polega na naśladowaniu dźwięków instrumentów oraz za­stę­po­wa­niu tekstu onomatopejami. Technika wyzwalająca z ograniczeń na­rzu­ca­nych przez konwencjonalną wokalistykę z jej naciskiem na sta­ran­ną dyk­cję i zrozumiałość wydawała się stworzona dla niego. W przyszłości scat stanie się jedną z podwalin rapu (na razie uchodzi za technikę nieco eks­cen­try­czną). W przypadku Johna pomoże wyzwolić tłumioną latami eks­pre­sję. Czuje, że znalazł własną drogę, a marzenia o karierze muzyka jazzowego zaczyna traktować coraz poważniej. Obawia się jednak, jak publiczność zareaguje na jego, jak sam o nim myśli, „defekt”, i czy w ogóle powinien przed nią stawać. Dla bezpieczeństwa siada więc za fortepianem. Na razie.

Zbliża się do dwudziestolecia debiutu, gdy zachęcony przez przyjaciela do­ko­nuje rewolucji w swoim życiu i nagrywa płytę z muzyką taneczną. Me­lo­dyj­ne, pełne zabawnych językowych łamańców piosenki wąsatego faceta w kapeluszu, który śpiewa w tempie trzech słów na sekundę, sztur­mu­ją świa­towe listy przebojów. „Kto tak śpiewa i co mu się stało?” – pytają zdu­mie­ni rodzice, słysząc nowe ulubione kawałki swo­ich dzieciaków. „To Scat­man John!” Nieśmiały, niegdyś tłamszony muzyk z jazzowej niszy, swoim nietypowym sposobem śpiewania zachwyca, imponuje młodym ludziom i podbija świat popkultury. I nadal się jąka.

Osiągnąłem sukces nie pomimo tego, że się jąkam,
ale właśnie dlatego, że się jąkam.
John Larkin aka Scatman John

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.

poniedziałek, grudnia 18, 2023

5293. Z oazy (CCXV)

Nie­dzielne odliczanie literek obsunięte bezdźwięcznie w poniedziałek. To jedyna książka, którą czytałam w minionym ty­god­niu. Podobno można ją przeczytać w nie­speł­na osiem godzin, ale żeby ją po­czuć, dać się przemienić temu, co niesie ze sobą, i wysłuchać zaledwie części utworów muzy­cznych tak, by poczuć je w brzuchu, po­trzebny jest minimum tydzień. I jeszcze dodatkowa dłuższa chwila, by opadły fusy wrażeń.

To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Jest w niej wyłącz­nie gęste dla uszu i duszy.

Muzyka. Możliwe, że muzyka pojawiła się na świecie razem z ludzkością, by przemienić człowieka w duchowy byt […].

🖇

[…]  czuła, że ktoś stoi za jej plecami i uporczywie się w nią wpatruje, a wła­ściwie czuwa nad nią. Czuła ciepło, pewien lęk i tajemniczość. […]  Wytęsk­nio­na i ciepła obecność kogoś, kto był jej kiedyś bliski, ale kto udał się gdzieś daleko i przybrał inną postać.

🖇

Macie w sobie potężną muzykę, potężną i jasną,
któ­rej nie sposób wcisnąć w żaden ciasny zakamarek.

🖇

     – […]  Cóż, gitara – zwłaszcza rockowa czy jazzowa – jest chyba jednak męskim instrumentem.
     – Tak myślisz?
     – Tak. Powiem wprost, kiedy zaczęłam grać na gitarze, po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest męskie poczucie satysfakcji.
     Masaru zaśmiał się wesoło.

🖇

[…]  „Poczuj wszechświat w sposób swobodny”. Tylko jak to zrobić, jak po­czuć wszechświat, skoro żyjemy zazwyczaj na dnie powietrza i nie my­śli­my o stratosferze? Aya próbowała różnych interpretacji utworu i na­dal nie wie­dzia­ła, którą zagra.

🖇

[…]  tę pewność, którą odczuwała gdzieś głęboko w sobie, cechował spokój.

🖇

     – Tak, lubię.
     […] 
     – Jak bardzo?
     – Tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
     – Naprawdę?
     […] 
     – Jak bardzo? – Tym razem to Aya zapytała.
     – No tak… – Kazama Jin spojrzał w przestrzeń. […] 
     – W takim miejscu? – Aya rozejrzała się wokół. […] 
     – Tak, w takim.
     – Nawet gdyby nikt nie słuchał?

🖇

Wszystko przemija, znika w milczeniu.

🖇

Na myśl o tym, ile tysięcy godzin, ba, ile dziesiątków tysięcy uczestnik na scenie poświęcił na lekcje, żeby znaleźć się tam, gdzie był, ogarnęło Akashiego głębokie wzruszenie.

🖇

Taki dzień nadchodzi. Chwila, kiedy uznaje się, że zna się utwór w całości. Melodia rozchodzi się po całym ciele, wypełnia je, skleja się z nim szczelnie. Kiedy osiągnie się ten etap, wystarczy dotknąć ciała w dowolnym miejscu, a ma się wrażenie, że melodia zaraz wypłynie. To moment nie­wy­o­bra­żal­ne­go szczęścia, kiedy człowiek może poczuć, że teraz już jest częścią utworu.

🖇

[…]  kiedy do uszu dobiega wspaniałe wy­ko­na­nie jakiegoś utworu, ma się wrażenie, że słyszy się go po raz pierwszy w życiu.

🖇

[…]  im ktoś jest lepszy, tym bardziej w jego wykonaniu uwidacznia się jego istota, jego korzenie. Muzyka wypływa z ciała grających i ma pe­wien zwią­zek z miejscem, w którym się wychowali, i ciałem, które otrzymali.

🖇

Nie wyjaśniać – pozwalać innym poczuć.

🖇

Chłopiec zamknął oczy. Kiedy wytężył słuch, świat nawet w takiej chwili pełen był brzmień.
     – Panie profesorze… – zaczął. Z góry spływało światło, a chmury wiły się leniwie. Na horyzoncie drżało i migotało jakieś pomarańczowe skupisko w kształcie trójkąta. Co to takiego? To coś intensywnego, czego pełno na świecie? Chłopiec otworzył oczy i wolno rozejrzał się dookoła. Ten znak życia, jego przeczucie. Czy tego właśnie ludzie nie zaczęli nazywać muzyką? Może to właśnie prawdziwa postać tego, co nosi takie miano.

🖇

Zdarza się, że nie sposób wykonać ani kroku naprzód. Stale wracają chwile rozpaczy, że osiągnęło się już granice własnych możliwości.
     Pewnego dnia udaje się jednak nagle wejść na kolejny stopień. Okazuje się, że niespodziewanie, nie wiedzieć czemu, wychodzi coś, co do­tąd się nie udawało. Towarzyszy temu zdumienie i poruszenie, któ­re­go nie sposób z ni­czym innym porównać. Jak gdyby nagle wyszło się z ciem­ne­go lasu na miej­sce, skąd rozciąga się piękny widok. I to prze­świad­cze­nie, że przecież to właśnie tak jest. Dosłownie otwierają się przed człowiekiem no­we ho­ry­zon­ty. Ta chwila, kiedy patrzy się na drogę z góry, nie ro­zu­mie­jąc, jak to mo­żli­we, że do tej pory cokolwiek mogło być niejasne.

🖇

     – Znalazłem muszle spiralne. Zobaczcie, ciąg Fibonacciego. – Z uśmie­chem zaprezentował trzymane w ręku muszelki.
     – Ha ha ha! Ciąg Fibonacciego! […]
     – Muzyka to jednak porządek kosmiczny. Ma coś wspólnego z ma­tematyką.

🖇

Kosmos. Cichy i niewidoczny, a jednak można wyczuć jego po­ru­sze­nia. Poruszenie chwilę przed zerwaniem się wiatru, barwy drzew, któ­re zaraz opromieni słońce. […]  W każdym niepozornym elemencie życia tętnią zrządzenia kosmosu.

🖇

Przed oczami rozpościerał mu się niebieskoszary horyzont. Z chwilą, gdy utkwił wzrok w morzu, obraz ze snu rozpłynął się. Masaru czuł jednak, że coś, co mogło być jego rdzeniem, pozostało w nim gdzieś głęboko.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

W świecie muzyki od zawsze istniała kategoria cu­dow­nych dzieci. To prawda, że od najmłodszych lat widziały one to, co było dla zwykłych ludzi zakryte, i nagle zy­ska­ły dostęp do tajemnic muzyki. Dzieci te nie za­u­wa­ża­ły jednak tego, co dostrzegali zwyczajni ludzie. Wpa­try­wa­ły się z zachwytem w ubóstwianą muzykę, ale nie znały radości wspinania się ku jej jasno połyskującemu szczy­to­wi od samych podstaw, od zera, tej radości zbli­ża­nia się do niej krok po kroku, na przekór trudom i przeciw­nościom.

🖇

Wszystko krok po kroku. Jego dotychczasowe życie nie było pomyłką.

🖇

Każdy był tego pewien. Czuli, że głos w nich teraz do­no­śnie woła „Tak!” dla życia, które odtąd będą wiedli.

🖇

Szedł w pojedynkę ku odległemu horyzontowi. Po bezdrożach, którymi nikt dotąd nie szedł.

(tamże)