sobota, kwietnia 14, 2018

2817. Nie luksus, tylko życiowa potrzeba

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dawno, dawno temu szłam spać, by przyśniło mi się rozwiązanie jakiegoś problemu matematycznego.

Od wielu lat chodzę spać, by w kwestiach egzystencjalnie trudnych znalazła mnie podpowiedź, której nie jestem w stanie wymyśleć. Bywa nią atmosfera, czasem słowo, słowa lub fraza, które witają mnie na granicy snu i jawy. Zawsze zmieniają perspektywę, pogłębiają zrozumienie, są wskazówką.

Patchwork dwóch ostatnich wskazówek ułożył się wczoraj rano w motto dalszej drogi:

rusz dupę…
…ale z sercem!

Jak powietrza potrzebuję w życiu ruchu — mentalnego i fizycznego. Potrzebuję go dużo. Za radość, jaką ten ruch mi daje, i za sposób, w jaki ten ruch organizuje mi życie, czyniąc je fantastycznym: ¡el reksio!


Tengo cuarenta y siete reksios:

piątek, kwietnia 13, 2018

2816. Początek końca?

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Polowałam długo. Upolowałam. Naprawianie cyberświata trzeba zacząć od takich drobnych gestów — kupiłam, bo książki to u mnie artykuł pierwszej potrzeby. Przeczytałam w ekspresowym tempie. I gdy po raz tysięczno-milionowy ktoś z moich znajomych powie: „przesadzasz”, „taki jest ten świat”, „nie można być cyfrowym neandertalczykiem”, nie będę nawet próbować przymierzać się do bycia wariatką z tego powodu — każdy inny chętnie rozważę, ale nie ten.

Ta książka, uwzględniając czasy, w których żyjemy, jest stara, ale nie przeterminowana. Dziś na pewno jest gorzej i raczej należałoby jeszcze bardziej się bać. Mało to konstruktywne. Lepiej przemyśleć i dokonać choć małych, niby nic nieznaczących zmian.

Czytam, nie wierzę, ale wiem, że muszę szukać nowego miejsca:

Dotychczas reklamy były wyświetlane na blogach nieaktywnych, czyli takich, na których w ciągu 30 dni nie powstała nowa notka.
     Koszty utrzymania platformy Blox.pl wzrosły i wprowadziliśmy zmianę — nieinwazyjne reklamy są wyświetlane na wszystkich blogach. Robimy to, żeby nasze usługi były dla Was nadal darmowe
.

Powyższe niebieskie słowa to świetna, bardzo na czasie, ilustracja, że książkę tę warto mieć na koncie przeczytanych. To fantastyczny przykład, że łaska zawsze może być cofnięta — Autor napisał te słowa prawie pięć lat temu, czyli cyfrową wieczność temu, a one jakby nieśmiertelne.

Nawet mieszkańcy NRD nie byli inwigilowani przez Stasi tak skutecznie, jak my jesteśmy codziennie inwigilowani przez sektor prywatny i publiczny. Nigdy w historii ludzkości nie pojawiła się sytuacja, w której wolność słowa, tajemnica korespondencji czy przepływy pieniędzy zależały od kilku korporacji, których działalność nie podlegała regulacji. W historii Europy, dodajmy, nigdy nie zdarzyła się taka zależność od korporacji z innego kontynentu.

*

Od lat media i organizacje, takie jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Fundacja Panoptykon, próbują się dowiedzieć, jak przebiega elektroniczna inwigilacja w naszym kraju. Do opisania rezultatów najbardziej pasuje włoskie powiedzonko „il muro di gomma”, jakim nad Tybrem określa się liczne śledztwa w sprawach, w które uwikłani są ludzie z wyższych sfer, specsłużby, wojsko, Kościół, mafia albo dowolne połączenie powyższych.

*

Internet miał wzmocnić szarego obywatela w konflikcie z państwem — przyniósł narzędzia kontroli i inwigilacji, o jakich totalitaryzmy mogły tylko pomarzyć. Miał przynieść dekoncentrację gospodarki, przyniósł takich monopolistów, że z nostalgią się wspomina poczciwinę Microsoft. Miał przynieść wolność słowa — przyniósł najskuteczniejsze techniki cenzorskie w historii kontroli publikacji i widowisk. Miał integrować nas w globalną wioskę, zamyka nas w bąbelkach jak w grodzonych osiedlach.

*

Żart rysunkowy z „New Yorkera” sprzed dwudziestu lat: „W internecie nikt nie wie, że jesteś psem”, jest rozpaczliwie nieaktualny. Gdy Peter Steiner go rysował w 1993 roku, tak rzeczywiście mogło być. […] W 1995 roku Al Gore skomercjalizował internet, a ta nowa, korporacyjna sieć, która się z tego wyłoniła, już wie nie tylko, że „jesteś psem”, ale także jakiej rasy, o jakiej diecie, czy na bieżąco ze szczepieniami oraz w jakich godzinach wyprowadzanym na spacer i dokąd (za sprawą gadżetu inwigilacyjnego w kieszeni twojego pana).

*

Co jest bardziej drastyczne: kobieta, której obcinają głowę, czy kobieta, która karmi dziecko piersią? Co za pytanie! To chyba oczywiste, że karmiąca piersią?
     A przynajmniej tak przez chwilę uważał społecznościowy gigant, Facebook
.

*

Internet pogarsza sprawę przejrzystości i odpowiedzialności, bo gdy jesteśmy zamknięci we własnych bąbelkach, sprawy całego państwa oddalają się od nas. Nie ma już sposobu na to, żeby ktoś jednym nagłówkiem na pierwszej stronie papierowej gazety ogłosił „J’Accuse!”. Teraz oskarżenie padnie w bąbelku „strony A”, po czym bąbelek „strony B” ogłosi je potwarzą, prowokacją, kłamstwem i manipulacją. Jak zawsze.

*

[…] w internecie panuje przejrzystość taka jak w lustrze weneckim. Działa w jedną stronę. Rządy i korporacje wiedzą wszystko o tym, co my robimy — my coraz mniej wiemy, co robią rządy i korporacje.

*

Już jest za późno na wybór — powszechna inwigilacja czy nie. Nie da się wepchnąć dżina z powrotem do butelki” – pisał [David] Brin […].

*

Kiedyś było tak, że każdy ma prawo do swojej opinii, ale nie do swoich faktów. Już tak nie jest. Fakty nie mają znaczenia.
// Stephen Colbert

*

Google prawdę ci powie”, mawiamy, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylimy. Google powie nam to, co chcemy usłyszeć. A jeszcze dokładniej: pokaże nam takie treści, przy jakich najwięcej będzie mógł zarobić na reklamie.

Wojciech Orliński, Internet. Czas się bać,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 12, 2018

2815. Flirt wiosenny

pierwsze forsycje na osiedlu wypatrzyłam
zaledwie dwa dni temu.
to cudo zachwyciło mnie sobą, gdy wyszłam z pracy.

wychodząc z rehabki wypatrzyłam stado kwitnących śliw,
a pod domem powitały mnie kwitnące magnolie.
kiedy to się stało? nie wiem.

wtorek, kwietnia 10, 2018

2814. Łomolę

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(kilka dni temu poprosiła o sok)

Sadownik:
(wyjął słoik, odkręcił)
Tylko z szacunkiem,
ten słoik jest starszy niż nasz związek.

Jabłoń:
Że co???

Sadownik:
To wiśnie-alejówki z 1986 roku.

Jabłoń:
(policzyła, że „My” jest młodsze od słoika o 12 lat)

*

Od wczoraj łomolę odkrytym przez przypadek kawałkiem. Tego człowieka zawsze odkrywam przez przypadek. Niezmiennie — nie przez przypadek — uruchamia we mnie wspaniały sen o sprawności fizycznej i o ruchu, który leczy z najtrudnejszego. Dziś, łomoląc, pomyślałam, że i On jest młodszy od soku, który pyszny był. Hi, hi!

Tom Grennan, Found What I've Been Looking for.

2813. Prorok postsmoleński

Napisał te słowa osiemdziesiąt dziewięć lat temu, a jakie świeżutkie i na czasie.
To tyle à propos tego, jak rządzący rozpierdolili mi dzień. Wrrrr, awruk!

Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy
,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić
historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin
,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę — bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników
,
A stado dzikich bab — kwiatami
Obrzucać zacznie „żołnierzyków”. -
— O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
„Bujać — to my, panowie szlachta!”

Julian Tuwim, Do prostego człowieka, 1929.
(wyróżnienie własne)

2812. Perliło się nam (IX)

// po-superwizyjna perełka:
    — tyle mi nie wyszło…
    — to w ogóle nie jest istotne.

niedziela, kwietnia 08, 2018

(2810+1). Wybór tańca

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziesięć dni temu. Ile robisz normalnie? Dorzuć dychę — zaordynował Oj Té. Dziesięć powtórzeń. Zrobiłam. Dorzuć dychę. Dziesięć powtórzeń. Zrobiłam. Nie miałam pojęcia, że jestem w stanie. A potem było o procentach i strategii treningowej. Przerosło mnie to intelektualnie. Następnego dnia rano podjęłam decyzję.

Kark? Naprawdę? Jakaś wspólna płaszczyzna doświadczenia z człowiekiem-karkiem? — pytało samo siebie Drzewko. Kobieta! Z pełnym makijażem i pazurami? Naprawdę? — pytała Jabłoń samą siebie. Wątpliwość, czy młody sprawny człowiek dowolnej płci jest w stanie zrozumieć, że „chcieć to móc” nie zawsze jest prawdą? Ja, mając dwadzieścia parę lat, nie rozumiałam.

I stało się. Motto Liny chwyciło mnie za serce, uruchamiając dodatkowe zasoby nadziei. Wybór dokonał się trzewiowo.

Fazę golden retrieverów mieliśmy już dawno za sobą: „Czy mnie kochasz? Kochasz mnie? No powiedz. Naprawdę?” Teraz wolałem podejście „na charta”, ale stanęło na tym, że powiedziałem:
     W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę. Chodzi o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Nim spotkałyśmy się pierwszy raz. Nim uznałyśmy, że podejmujemy się wspólnej pracy. W dniu, w którym podjęłam decyzję, odszukałam Autora tych słów. Tak wpadłam na tę kudłatą książkę. Klik, klik i w środę po świętach była na moim stoliczku. I łyknęłam, rycząc jak bóbr.

Mam tylko jedno „ale” do polskiego wydania tej książki: stockowe zdjęcie na okładce zamiast zdjęcia Komety — oszczędność, głupota? Nie wiem, ale w związku z tym nie ma tu miejsca na okładkę w zwyczajowo przyjętym na tym blogu formacie.

     — Steve? — Freddie zazwyczaj nazywała mnie Wolfie. Nigdy Steve. — Steve, jesteś tam?
     Dobry adwokat to taki, który potrafi opowiadać dobre historie. Wiedziałem, że ta cecha nie jest tak wysoko ceniona w małżeństwie, a mimo to postanowiłem brnąć dalej w jak najbardziej przekonującą opowieść. Na próżno.
     — Tak, jestem. To był mój pies — przyznałem w końcu.
     — Twój co?!
     
[…]
     Od jak dawna masz tego psa i kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć
?

*

Formidable. W języku francuskim znaczy „wspaniały”, a w angielskim „straszny”. Obydwa te znaczenia dobrze opisywały moją żonę.

*

     Zawsze wiedziałem,
     Że w końcu podążę tą drogą
.
     Ale jeszcze wczoraj nie wiedziałem
     Że to będzie dzisiaj
.

*

Ludzkie ego to podstępny wróg, który każe nam kłamać, oszukiwać i wystawiać czeki bez pokrycia. Gdybyście w tym tygodniu byli ze mną w jednym pokoju, pewnie usłyszelibyście, jak stroszę pióra, nadymając klatkę piersiową w geście sprzeciwu wobec własnego kalectwa.

*

Chroniczny ból przynosi coś więcej niż tylko cierpienie. Sprawia, że zamykasz się w sobie, a twoje życie kurczy się do rozmiarów wąskiego tunelu, w którym liczy się tylko to, ile wytrzymasz. Jesteś w stanie to znieść, jeżeli masz w sobie nadzieję, że któryś dzień przyniesie w końcu ulgę.

*

Wreszcie nadszedł czas, żeby zapomnieć o wymówkach i żyć dalej.

*

Wszystkie jednak uwielbiały biegać — rozciągać mięśnie i spalać energię w euforycznym biegu i celebrowaniu szybkości.

*

Im więcej rzeczy darzysz miłością, im więcej cię interesuje, im więcej przeżywasz i na więcej rzeczy jesteś obojętny, tym więcej ci zostaje, kiedy coś się stanie.
// Ethel Barrymore

*

Kiedy nie wiesz, co zrobić, zrób cokolwiek, ale zrób to dzisiaj.

*

     — Sztuka to magia, Kometo. A ja kocham magię.

*

     — Nie mogę żyć życiem, w którym nie ma obietnic, szansy na uśmiech i dobrą zabawę — powiedziała.

Steven D. Wolf, Lynette Padwa, Kometa i ja. Jak
przygarnięty pies uratował mi życie
, przeł. Tomasz Illg,
Wydawnictwo Między Słowami, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

Steven & Comet

(źródło)

*

Ben Wright, Red Water, (źródło).

sobota, kwietnia 07, 2018

2810. wypatrzone/wyczytane przy porannej kawie

Obserwując Kometę, nauczyłem się, że można z godnością zostawić za sobą przeszłość, skupić się na tym, co oferuje każdy nowy dzień, i funkcjonować ze świadomością, że w  życiu mogą być także inne cele niż te, które pierwotnie sobie założyliśmy. I to nie była porażka. To było życie.

Steven D. Wolf, Lynette Padwa, Kometa i ja. Jak przygarnięty pies uratował mi życie, przeł. Tomasz Illg, Wydawnictwo Między Słowami, Kraków 2014.

piątek, kwietnia 06, 2018

2809.

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

poziom „0”:
nie reagujesz. nie dowierzasz. to się stało? naprawdę?

poziom „1”:
reagujesz. złością, krzykiem. ja pierdolę! naprawdę to się dzieje? awruk!

poziom „2”:
reagujesz. odmawiasz, bo już umiesz; bo wiesz, że masz do tego prawo. nie zgadzasz się, wnosisz swój sprzeciw wprost. ćwiczysz postawę zen, od czasu do czasu lądując na poziomach „0” lub „1”, a gdy tak się stanie, pracujesz nad sobą, by następnym razem utrzymać się na poziomie. to, co się wydarzyło, to przecież tylko lekcja, szansa na rozwój. wdech. wydech. zen. moralno-duchowe zwycięstwo cię pasie, bo przecież poziom „2” lepszy od poziomów „1” czy „0”. ty jesteś lepszy. jesteś najlepszy. czempionat. mistrzostwo. absolut.

poziom „3”:
reagujesz. może nawet zen. jednak najważniejsze brzmi tak: czy tego — z tym człowiekiem, z tymi ludźmi — naprawdę chcesz?

.nie chcę.

*

[…] dopuściłem do siebie pytanie: cui bono? Znaczyłoby to mniej więcej: po co, dla kogo. […] Właściwie kiedy uznaliśmy, że wszystko trzeba robić w określonym celu czy celach, ze względu na jakiś finał, bonum? Kiedy zaczęliśmy mylić siebie z bogami?

Martín Caparrós, Księżyc. Od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży,
przeł. Marta Szafrańska-Brandt,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

czwartek, kwietnia 05, 2018

2808. Uprzywilejowane czytanie

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie wygrzebałam się emocjonalnie z wrażeń po świątecznym czytaniu i w Lany Poniedziałek zaczęłam i skończyłam w tym samym klimacie. A potem trawiłam. Do dziś. Wciąż trawię.

Bezpieczeństwo fizyczne… myślałam o tym całą drogę, gdy wracaliśmy we wtorek do ula — przywilej, który zaglądający tutaj traktują jako oczywistość i dobrze, że mogą, co stanowi kolejny dar od losu. Czytając świątecznie, czytając tę książkę wracała do mnie nieoczywistość tej oczywistości.

Bezpieczeństwo fizyczne, bezpieczeństwo psychiczne… gdy wracaliśmy do ula, Sadownik zapytał mnie, czemu tak dziwnie na niego patrzę… patrzyłam jak na nieoczywisty dar.

Mój dziadek Caparrós wypłynął przed sześćdziesięciu laty z Wysp Kanaryjskich na czymś w rodzaju łodzi — uciekał od Franco. Nie zamierzał nawet płynąć do Argentyny, jednak tam się znalazł i dlatego jestem tym, kim jestem. Przypadki to coś porażającego — a nic nie czyni ich wyraźniejszymi niż solidna podróż.

O innej, tej słynnej, książce Autora wiedziałam od dawna, ale nie czułam się na siłach udźwignąć temat. Nie wiedziałam, że sposób, w jaki pisze, stanie się tak bliski memu sercu — wrażliwość, przytomność, wysoki poziom autorefleksji, odrobina zawstydzenia: wszystko to jest w tej książce, dzienniku z podróży na zlecenie. Głód zaznaczyłam do upolowania, już się nie boję; z tym Autorem dam radę zmierzyć się z przywilejami, które mam, a na które nie pracowałam ani chwili, których nie zdobywałam, które mam w pakiecie z miejscem urodzenia i życia.

Podróżowanie to oczywiście przyznanie się do bezsilności: szukasz gdzie indziej tego, czego ci nie dostaje. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, zostałbym w domu. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym głupcem. Gdybym naprawdę sądził, że niczego nie potrzebuję, byłbym szczęśliwy. Staram się o to od dłuższego czasu.

*

[…] mogę zrozumieć, że oni nie mogą zrozumieć: po co ktoś miałby podróżować, jeśli nie jest do tego zmuszony? Albo że rozumieją aż za dobrze: ci ludzie przyjeżdżający nie wiadomo po co muszą mieć gówno do roboty i do tego kupę pieniędzy, skoro wydają je na głupoty, nie?

*

Emigranci nigdy nie opowiadają o swoich klęskach tym, których pozostawili w kraju: choćby żyli w skrajnej nędzy, ich relacje zawsze pełne są sukcesów. Inaczej musieliby się przyznać, że popełnili błąd albo, co gorsza, że nie potrafili dokonać tego, co udało się innym.

*

Ludzie, którzy mieszkają w swoim kraju, mówi, nigdy nie zrozumieją, co znaczą dokumenty: co znaczy mieć papiery albo ich nie mieć.

*

Każde słowo to poszukiwanie, niepewne potykanie się, lęk. – Czemu rozmawiasz z nami, a nie z rodziną? – Bo nigdy by mnie nie zrozumieli. Najpierw chciałam zataić swoją historię, bo tu, w moim kraju, kiedy ludzie się dowiedzą, wytykają cię palcami. Nie traktują cię jak ofiarę, tylko jak winną. Teraz jednak wiem, że muszę o wszystkim opowiedzieć; inaczej przez całe życie będę rozpamiętywać tamte miesiące.

*

Od dawna rozmawiam w językach, które nie są moimi językami, z ludźmi, którzy rozmawiają ze mną w językach innych niż własne. Taka współczesna uprzejmość.

*

Jakaś kobieta mówi mi: zasrany biały, co tu robisz, to nie jest dla zasranych białych. Patrzę na nią i próbuję uśmiechnąć się lekceważąco; ona krzyczy dalej. Idzie jej lepiej niż mnie, ale ma nade mną przewagę: zawsze łatwiej jest krzyczeć niż się uśmiechać.

*

Na tych ulicach nie da się zrobić uniku przed skrajną nędzą. Świat, moim zdaniem, może być podzielony na kraje, w których bogaci mogą żyć, nie oglądając biedaka, i takie, najbardziej brutalne, w których przed tym nie uciekną.

*

Ja przez całe swoje życie staram się uczynić je ciekawym, wartym przeżycia, żeby nie przeciekło mi przez palce bezmyślną strużką. Oni – bardzo liczni, dwie trzecie, trzy czwarte wszystkich ludzi żyjących na świecie – starają się zdobyć coś do jedzenia: zjeść coś dzisiaj i obudzić się jutro. Tu przebiega prawdziwy podział klasowy, najstraszliwszy podział klasowy: na tych, którzy, jak ja, zastanawiają się, co będą jutro robić, i tych, którzy się zastanawiają, co jutro zjedzą. To jest właśnie tak okrutne w Afryce: że obrazuje ten podział zbyt wyraźnie.

*

Bogactwo zabezpiecza przed jakąkolwiek zmianą, utrzymuje wszystko w niezmienności – chyba że ktoś spodziewa się wraz ze zmianą osiągnąć zysk.

*

Byłem młody w świecie, w którym być młodym oznaczało wykorzystywać tę młodość, aby świat zmieniać; nie jestem młody w świecie, w którym być młodym to zajmować miejsce uprzywilejowane — a ci najbardziej uprzywilejowani nie mają zamiaru zmieniać świata, który ich rozpieszcza, tylko chcą z niego jak najwięcej wycisnąć. Usłyszę: jacy tam uprzywilejowani — a bezrobocie, a przemoc, a narkotyki, aids, brak perspektyw, wszystko to, czego ofiarami są przede wszystkim ludzie młodzi, ubodzy ludzie młodzi? W przypadku tych, którzy ubodzy nie są, wyraźnie widać różnicę między młodym i trochę mniej młodym: wszystko jest zrobione z myślą o tych przychodzących na końcu, wszyscy chcieliby — wszyscy chcielibyśmy? — być tacy jak oni.

*

[…] zastanawiam się, jak wyglądałoby społeczeństwo, w którym o wiele trudniej byłoby wskazać, kto jest tym innym. Albo w którym o „inności” przesądzałyby kryteria ekonomiczne, przynależność klasowa, a nie kolor skóry. Jeśli to w ogóle kiedykolwiek nastąpi.
Nie ma nic smutniejszego niż ubogi biały, któremu pozostaje jeszcze tylko rasizm, żeby mógł odczuwać wyższość
. White trash, mówią o takich Amerykanie.

*

[…] jeśli świat zmierza w jakimś kierunku, mnie to umyka. Odnoszę raczej wrażenie, że zatrzymał się w pół drogi, w sytuacji miłej-niemiłej: bogaty i spasiony Zachód, reszta świata z poczuciem smutku i zagrożenia […].

*

Niewiele rzeczy wydaje mi się przykrzejszych niż widok mężczyzny w garniturze: widok czarnego w garniturze byłby jedną z nich. Garnitur jest na ogół formą ujarzmienia – znakiem przynależności do najgorszego ze światów współczesnych, świata korporacji. Nosząc garnitur, ludzie nie muszą się ubierać, dokonywać wyboru, mówić o sobie. Nie: człowiek nakłada biznesowy uniform – i przynależy. Ale biali przynajmniej zachowują tradycję, którą sami biali stworzyli. Czarni też ją zachowują – i to jest jeszcze smutniejsze.

Martín Caparrós, Księżyc. Od nowiu do nowiu. Dziennik hiperpodróży,
przeł. Marta Szafrańska-Brandt,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

wtorek, kwietnia 03, 2018

2807. no comments

Sadownik:
(ludzkim głosem na ostatnim kilometrze)
Home, sweet home,
fucking Warsaw!

Jabłoń:
(też się cieszyła, że byli prawie pod domem)

poniedziałek, kwietnia 02, 2018

2806. Z katolickiej nienawiści zrodzeni

 wpis przeniesiony 8.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Data premiery książki i jej tytuł mylą, bo te reportaże nie dotyczą tylko kobiet. Polowałam. Upolowałam. To reportaże o nadużywaniu siły.

O przemocy grupy rówieśniczej, opiekunów, nauczycieli wobec pojedynczych dzieci. O przemocy tych, co mają władzę, zaufanie, pozycję lub jedyną słuszną płeć i orientację wobec tych, co niżej w hierarchii przywilejów. O zinstytucjonalizowanej przemocy wobec człowieka, który często jest kobietą. Również o katolickiej przemocy w świętym polskim wydaniu.

Na świąteczny czas jak znalazł. Pozostałam z pytaniem: czy wszystkie te historie wydarzyłyby się, gdybyśmy narodowo nie byli purpurowo-bogobojni, gdyby nie było oczywistym, że rodząc się w tym kraju, musisz być ochrzczony w watykańskiej denominacji?

     — Bo w polskim wymiarze sprawiedliwości dziecko to nie jest ,,dobry” świadek — komentuje biegła sądowa, która prosi o anonimowość. — Najlepszy świadek to wykształcony mężczyzna po czterdziestce. Dziecku z założenia nikt nie wierzy.

*

To właśnie milczenie w obliczu zła sprawia, że jesteśmy martwi, choć żyjemy.

*

     — Jak to się stało, że ksiądz nadal jest księdzem? W Stargardzie ludzie mówili, że księdza usunięto z zakonu.
     — To były nieprawdziwe informacje. Po takich sprawach jest sąd kościelny i to on podejmuje decyzję, czy ktoś może zostać.
     — A od czego uzależniona jest taka decyzja?
     — Od wagi przestępstwa.
     — Czyli uznano, że przestępstwo seksualne ma małą wagę?
     — Nie chciałbym rozmawiać o wewnętrznych ustaleniach Kościoła, bo to nie jest pani sprawa
.

*

Pytam sędziego Janusza Koguta, dlaczego człowiek skazany za przestępstwo seksualne nie powinien stracić wysokiego stopnia wojskowego.
     — Z mojego punktu widzenia ta sprawa była drobna. Pan prokurator nadużył swojego stanowiska, by zyskać przychylność pań.
     — Czyli molestowanie to teraz zyskiwanie przychylności pań
”?

*

Nauka Kościoła w stosunku do gejów i lesbijek to fałszywy krzyż. Dla ludzi o odmiennej seksualności ważne jest, aby nie tłamsić swojej natury, tylko tyle. Buntuję się przeciwko wizji Kościoła, że normalni są wyłącznie kobiety i mężczyźni heteroseksualni. Jako lekarz wiem, że istnieje wiele form pośrednich.

*

     — Szefie, co się właściwie stało?
     — Zabiłem skazanego.
     — Wezwać lekarza?
     — Po co? Nie jestem chory.
     — To może psychologa?
     — Przecież to ja jestem psychologiem
.

*

     — Sprawa dyrektora ze Sztumu potwierdza przekonanie społeczne, że jeśli jesteś funkcjonariuszem publicznym, masz znajomości, to aparat sprawiedliwości nie tylko cię nie skaże, ale jeszcze utuli – mówi mi pedagog resocjalizacyjny, profesor nauk społecznych Marek Konopczyński.

*

[Leopold Kozłowski] Ludzie, którzy przeżyli wojnę, wiedzą, że między słowem a czynami granica jest niewielka.

Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet,
Świat Książki, Waraszawa 2018.
(wyróżnienie własne)
[rozmowa z Autorką]

*

[Szymon Jadczak] Nie planując i niczego nie zakładając, zawsze do czegoś dojdziesz?
[Justyna Kopińska] Właśnie!

*

[Justyna Kopińska] […] chyba jestem po prostu pracowita. Znam wiele osób, które mówią, że czegoś chcą. Snują plany w kawiarniach, by za rok w tych samych kawiarniach identycznie marzyć o tym samym.

*


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
Natalia Brzykcy
(fot. Marek Grabowski, źródło)

*

[Leopold Kozłowski] Zawsze wierzyłem, że praca przedłuża życie. Podobnie jak życie w mieście, do którego przyjeżdża mnóstwo znajomych.

*

     — Większość muzyków miała także drugi fach…
     — …ale ten drugi świat zanikał, kiedy zaczynali grać
.

(tamże)

niedziela, kwietnia 01, 2018

(219+2586). Siedem lat póżniej, czyli dziś

Urodziła się trzynaście dni przede mną.
Pachniała konwaliami — napisałam.

Zawsze widziała moją parę skrzydeł, szczególnie wtedy
      gdy nie wierzyłam, że w ogóle je mam.
Odeszła dokładnie siedem lat temu.

Wierzę i czuję, że wciąż widzi moją parę skrzydeł.
Wspomnienia o Niej niezmiennie pachną konwaliami.

*

Halina Wyrodek, Ta nasza młodość.

2804. Kopytko znów czytało

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po skończeniu książki Niczyj, zajrzałam na stronę wydawnictwa, które ją wydało. Zajrzałam, bo nic nie wiedziałam o jego istnieniu. Kilka tytułów przyciągnęło moją uwagę. Klik, klik, w ibukach też są; klik, klik, zaznaczyłam do upolowania. Kilka dni później upolowałam — między innymi te literki.

Czy masz zwyczaj oglądania kart redakcyjnych książek, które czytasz? Ja mam w przypadku tłumaczonych na język polski pozycji — jestem ciekawa, po ilu latach od premiery na świecie ukazują się w Polsce. „Tą razą” zajrzałam, bo nie mogłam uwierzyć, że książka ta miała redaktora i korektę. Niby miała. Niby.

A tymczasem w tej książce znajdziesz (sic!) błędy ortograficzne, stylistyczne i interpunkcyjne. Ortograficzne zadziwiają, stylistyczne i interpunkcyjne od pierwszej strony makabrycznie utrudniają czytanie, a liczne kolokwializmy dobijają. Gdyby nie Sönke i to, co ma do powiedzenia, porzuciłabym tę książkę z obrzydzeniem.

Pomijając niewygodę czytania, moje kopytko wyjęło sobie kilka znaczących cytatów. Dostawiłam tylko oczywiste przecinki.

Kroki, te małe, życiowe, te duże, stumilowe i te, które stawiamy na co dzień, niezauważalne. Zacznij widzieć je wszystkie […].

*

Świat jest inny, kolorowy, po to, aby zauważać różnice, nie być ślepym, nie po to, aby zestawiać się w kategorii lepszy–gorszy.

*

W dużej mierze to człowiek sprawia, że jego miejsce staje się wyjątkowe i z duszą.

*

[…] największa wiedza jest tam, gdzie boimy się zajrzeć. Najwięcej nauki jest między wierszami, a pokochać życie bardziej pozwalają szczegóły, które na co dzień mijamy i nie umiemy zauważyć, choćbyśmy sobie o nie wybili zęby.

*

Ból stanowi tu wyznacznik pracy, cierpliwość — wyznacznik wyrozumiałości, a radość — wyznacznik życia.

*

Jest tu wielu ludzi, którzy walczą o sprawność, ale taką, która pozwala im sprawnie żyć, niekoniecznie chodzić.

*

Jeśli Bóg istnieje to mam pewność, że jest on w osobach innych ludzi. Przyjaciół, których czasami spotyka się na własnej drodze. Bóg jest w stanie rzucić nam przyjaciela, abyśmy potknęli się o niego jak o kłodę, nakrzyczeli, kto to cholerstwo tu postawił, a później otworzyli oczy i zrozumieli, że niektóre przeszkody w życiu są celowe. Akceptacja tego, co się wydarzyło, czy walka o zmianę są ważne. Istotną kwestią jest też to, aby otoczyć się ludźmi, którzy będą w ciebie wierzyć. Tak bardzo, że pewnego dnia ich wiara w chwili zwątpienia da tobie impuls do działania. Warto mieć przy sobie taką właśnie kłodę, która raz na jakiś czas rzuci się tobie pod nogi tylko po to, aby ci pokazać, że po upadku można wstać. Ten Bóg otacza cię ludźmi.

*

Można zacząć naprawiać życie tu i teraz. Albo po prostu kontynuować życie, czerpiąc z niego większą radość.

*

Do wszystkiego w życiu jesteśmy w stanie się przyzwyczaić, lecz nie wszystko jesteśmy w stanie zaakceptować. Musimy się z tym, czego nie rozumiemy, i z tym, co się wydarzyło, po prostu pogodzić.

*

Jedni mają w głowie tak, że sukces odnoszony przez innych ich demotywuje. Inni w sukcesie rywali upatrują swojej szansy, wierzą, że im też może się udać. Ci drudzy mają zdecydowanie łatwiej, gdyż ich psychika przyjmuje cudzy sukces jako radość. […] Sönke na szczęście należy do tych, którzy skracają swoją drogę do sukcesu, biorąc przykład z innych.

*

Nie zamykaj się na te proste przyjemności, które mijasz każdego dnia i ich nie zauważasz.

*

Chodzi o to, aby zdać sobie sprawę, że te wydawałoby się ponadziemskie umiejętności chodzenia czy mówienia, są bardzo odległe dla osób rehabilitowanych. Są jednak bliskie nam, osobom żyjącym w tej bajce, którą niestety nauczyliśmy się nazywać normalnością.

*

Niby człowiek powinien się uczyć na cudzych błędach, a zawsze czeka na te własne.

*

Jak silnym trzeba być, aby się nie poddawać, kiedy to osoby znające się na rzeczy mówią „nie”. Nie dość, że musisz pokonać wstyd, to musisz też pokonać wielokrotne słowo NIE i sprawić, aby nie odebrało ci wiary.

*

[…] do czego nas to zaprowadzi?

Angelika Nowak, Balans,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2017.
(wyróżnienie własne)

*


Sönke Petersen

(tamże)

sobota, marca 31, 2018

2803. Klasy… i nie chodzi o grę

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwszy raz słowa dr. hab. Macieja Gduli powaliły mnie dziewięć miesięcy temu. O tej książce wiedziałam, ale okładka skutecznie mnie zniechęcała, więc tylko zaznaczyłam do upolowania. Ponieważ jednak jestem bywalcem na blogu Wojciecha Orlińskiego, jego wpis przeważył szalę wyboru w stronę „czytać”.

Niech cię nie zmyli okładka! Ta książka to lektura obowiązkowa w tym roku.

Przy okazji zrobiłam odkrycie na temat sposobu, w jaki czytam takie książki. Polityka, socjologia… nie za dużo o tym wiem, ale i tak sobie to, co czytam, na psychologię zorientowaną na proces przełożę, i właśnie w tej formie mnie to dotknie, szarpnie, zatrzyma. Figury przedstawicieli klasy ludowej, średniej, wyższej w wewnętrznej psychologii… w jaki sposób we mnie są, wchodzą w relacje z innymi ludźmi i w interakcję ze światem? No jak?

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są rodzina, praktycyzm czy konserwatywna tolerancja w postaci „żyj i daj żyć innym”? Oczywiście z łatwością odnajduję taki kawałek, nawet jeśli rodzinę definiuję inaczej niż klasa ludowa.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są porządek (nawet jeśli tylko wewnętrzny), samodyscyplina i rozwój? Wstyd, ale myślałam, że każdy człowiek wyznaje takie wartości. To właśnie tu miałam ślepą plamkę świadomości — zaślepiał mnie przywilej kapitału kulturowego, którym obdarował mnie los.

Czy jest we mnie ktoś, dla kogo wartością są swoboda, podążanie za swoim powołaniem i antykolektywizm? Oczywiście! Każde studia, które podjęłam i skończyłam, były studiami wybieranymi z miłości i pasji, nigdy jako bilet do lepszego świata.

Dowolna decyzja w życiu — która z tych trzech figur pomagała w jej podjęciu? Potrzebuję ich wszystich. Śmiem twierdzić, że Ty też.

Po pierwsze, klasy nie istnieją. Po drugie, jeśli już ktoś wykaże ich istnienie, to pierwszym odruchem jest zastanowienie się nad tym, jak je zlikwidować. Liberałowie mają swoje tezy o skapywaniu bogactwa, prawica obiecuje przepędzenie elit, a lewica redystrybucję. A może ta dość powszechna zgoda, że klas być nie powinno, sama jest problemem i wymaga zakwestionowania?

*

Klasa to nie tylko kwestia tego, ile posiadam, gdzie pracuję i ile zarabiam, choć te sprawy odgrywają oczywiście dużą rolę, ale też całe moje życie codzienne i skłonności, których często w ogóle nie zauważam, ponieważ wydają mi się one naturalne.

*

Weźmy na przykład jazdę na rowerze. Na rowerze spotkać można przedstawicieli wszystkich klas, ale dla klasy ludowej jest to przede wszystkim tani środek lokomocji (praktycyzm), dla klasy średniej trening (samodyscyplina), a dla klasy wyższej czysta przyjemność (swoboda). Z tego powodu z podejrzliwością traktować trzeba zarówno tezy związane z ogłaszaniem ostatecznej demokratyzacji naszej kultury (na przykład „wszyscy noszą dziś dżinsy!”), jak i samo postulowanie takiej demokratyzacji, bo różnice i dominacja odtwarzać się mogą pomimo powierzchownego ujednolicenia.

*

Wygląda to tak, jakby istniały tylko dwa stany: normalność i niedopasowanie. Podział ten, przyznać niestety trzeba, jest także źródłem gratyfikacji symbolicznej dla części klasy średniej. Potwierdza bowiem słuszność ich stylu życia, a tych, którzy do niego nie pasują, przedstawia jako przegranych, którzy sami są sobie winni, ponieważ nie pracowali dość wytrwale, nie mają bogatej osobowości i są za mało elastyczni, żeby zmienić swoje życie. Łatwo zrozumieć, że sporo ludzi czuje się w tym systemie przynajmniej nieswojo.

*

Dominujący język służący do opisu współczesnego świata pracy jest kwintesencją średnioklasowej hegemonii. Pracownik to ktoś, kto musi dobrze zaplanować swoją karierę, uzyskać odpowiednie kwalifikacje, inwestując w zdobycie dyplomu, a potem aplikować o pracę i troszczyć się o gromadzenie coraz większego doświadczenia. Z tym że ta wizja pracownika oparta na schemacie CV daleka jest od rzeczywistości pracowników z klasy wyższej. W zasadzie nikt z przedstawicieli klasy wyższej, z którymi robiliśmy wywiady — niezależnie od tego, czy byli to przedsiębiorcy, przedstawiciele wolnych zawodów czy naukowcy — ani nie zdobywał wiedzy z myślą o karierze (przeważał model bezinteresownego studiowania), ani nie szukał pracy. Z rozbrajającą szczerością rozmówcy stwierdzali, że to praca sama ich znajdowała.

*

Odmienność nie wyklucza współdziałania, a różnice w sposobach życia można wykorzystać do tego, żeby uruchomić dynamikę rozwoju społecznego, który będzie bardziej upodmiotawiający i egalitarny.

*

Rodzina to przede wszystkim sieci wsparcia, wspólne zamieszkiwanie i wzajemna pomoc.

*

Kolejnym niewygodnym tematem jest gender. Prawica widzi w nim antycywilizację. Liberałowie radykalną modę. Tak naprawdę gender oznacza jednak koniec przyzwolenia na traktowanie dominacji nad kobietami jak powietrza i wyciąga na światło dzienne koszty, jakie system przerzuca na kobiety. Dominacja, o której mowa, rozciąga się od założeń, czego nie wypada dziewczynkom, a co wolno chłopcom, przez ograniczanie szans życiowych kobiet, mniejszy dostęp do cenionych miejsc pracy czy większych zarobków, a sięga aż po kontrolę kobiecej seksualności i przyzwolenie na molestowanie i przemoc seksualną. Przerzucane koszty funkcjonowania systemu to z kolei praca opiekuńcza, którą za darmo wykonują przede wszystkim kobiety — dotyczy to opieki nad małymi dziećmi, niepełnosprawnymi oraz osobami starszymi. Dlatego gender rzeczywiście jest niebezpieczny i jako klucz do wielu problemów stanowi wyzwanie rzucone status quo. Poważne potraktowanie kwestii gender oznacza dążenie do takiego przekształcenia społeczeństwa, by dominacja nad kobietami się skończyła, a praca opiekuńcza dzielona była równiej między mężczyzn i kobiety oraz, co nie mniej ważne, wspomagana była przez dobrze rozwinięte usługi publiczne.

*

Powinniśmy zaproponować zbudowanie innego sposobu zaangażowania łączącego odzyskiwanie sprawczości z odpowiedzialnością i solidarnością.

*

[…] czy kwestia uchodźców przypieczętuje na wiele lat panowanie rasistowskiego klimatu, w którym ludzie o innym niż biały kolorze skóry narażeni są na obelgi i ataki. Od przyjęcia uchodźców naprawdę zależy, jakim jesteśmy i jakim będziemy społeczeństwem. Gdy występuje się w obronie demokracji i mówi o potrzebie solidarności, ale pomija ofiary wojny, takie deklaracje stają się kompletnie bezwartościowe. Ideały testowane są wobec konkretnych wyzwań i wiążą się z podejmowaniem ryzyka. W przeciwnym wypadku stają się pustymi, nieautentycznymi formułkami. Bez uchodźców polska demokracja będzie w coraz większym stopniu ustrojem, w którym większość definiująca się w opozycji do obcych będzie narzucać różnym słabym grupom swoją wolę.

*

Pluralizm to przestrzeganie zasady, że każdemu należy się przestrzeń do życia i poszanowanie jego prawa do głosu. Jeśli państwo rządzone przez jedną partię gwałci te reguły, przestaje być wiarygodne i wspólne.

*

Na obecne zmiany trzeba spojrzeć nie z perspektywy kryzysu i wypalenia, ale pojawiania się nowych tendencji.

*

Nacjonalizm buduje fałszywe przekonanie, że wszyscy są jednorodnymi Polakami, liberalna wizja społeczeństwa zakłada z kolei, że wszyscy jesteśmy po prostu jednostkami.

*

Alternatywą dla jednostkowego awansu, który jest kolektywnym marzeniem klasy średniej, może być dążenie do poprawy swojego życia przez lepsze zorganizowanie państwa i satysfakcję z jego dobrego funkcjonowania.

Maciej Gdula, Nowy autorytaryzm,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

piątek, marca 30, 2018

(2522+280). Z Miejsca na Ziemi Bliźniaczej Liczby (II)

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Napisałam wtedy: pozostaję poruszona i tęskniąca. Dziś napisałabym to samo. Uwielbiam, gdy razem z Zalo tam jest. Jej Miejsce Mocy jest i dla mnie źródłem siły. Któregoś dnia postawię tam swoją stopę, swoją dłoń będę trzymać w dłoni Sadownika, a potem wszyscy pójdziemy zjeść coś pysznego i świętować to, że jesteśmy rodziną.

(fot. Bliźniacza Liczba, fragment)

2801. O drżeniu

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kaan widziała ekranizację tej książki i stwierdziła, że warto ten film obejrzeć dla dwóch dialogów w końcowej części. Drzewko woli najpierw czytać. Polowałam, a gdy upolowałam, napędzała mnie ciekawość poznania wspomnianych przez Kaan dialogów.

Delikatna, subtelna, z łatwością odnajdująca w naszym ciele drogę do osobistego doświadczenia z okresu niepewności. Wprawia w drżenie. I właśnie to drżenie jest najcenniejsze podczas czytania tej książki.

[…] nie zniżę się też do poinformowania cię, że dwie noce temu dołożyłeś kolejny roczny słój do mojej duszy.

*

[…] komory serca, jak zapadnie żądzy, tunele czasoprzestrzeni i szuflada z podwójnym dnem, nazywaną przez nas tożsamością, rządzą się uwodzicielską logiką, zgodnie z którą najkrótsza droga z prawdziwego do wyobrażonego życia, z tego, kim jesteśmy, do tego, kim chcemy być, prowadzi krętymi schodami zaprojektowanymi z szelmowskim okrucieństwem M.C. Eschera.

*

Zawiąż mi oczy, weź mnie za rękę i nie żądaj, abym myślał — zrobisz to dla mnie?

*

Każdy przechodzi okres traviamento — kiedy wybieramy w życiu inny kierunek, inną via. Dante przeżył coś takiego. Niektórzy się potem odnajdują, niektórzy udają, że się odnaleźli, niektórzy nigdy nie wracają, inni tchórzą, jeszcze zanim skręcą, a jeszcze inni boją się zejść z dotychczasowej drogi i do końca żyją niewłaściwym życiem.

*

Chcę poznać twoje ciało, chcę wiedzieć, co czujesz, chcę poznać ciebie, a za twoim pośrednictwem siebie.

*

[…] nawet jeśli w dłuższej perspektywie ludzie mogą się okazać trudni we współżyciu, większość z nich ma dobre intencje i coś pozytywnego do przekazania. Nikt nie jest samotną wyspą, nie możesz odgradzać się od innych, ludzie potrzebują ludzi, blablabla.
     Pomyliłem się jednak w swoich przewidywaniach.
     — Jesteś zbyt mądry, aby nie wiedzieć, jak rzadkie i wyjątkowe było to, co was łączyło
.
     […]
     — Nie bój się, to do ciebie przyjdzie. Przynajmniej mam taką nadzieję. Przyjdzie w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Natura ma sprytne sposoby na znajdowanie naszego najsłabszego punktu. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Rozumiem, że w tej chwili nie chcesz niczego czuć. Może nigdy nie chciałeś. Może nie ze mną masz ochotę rozmawiać o tych sprawach. To wszystko nie zmienia faktu, że coś czułeś. […] — W takim razie powiem jeszcze jedno, żeby nie było niejasności. Może byłem blisko, ale nigdy nie miałem tego, co ty. Zawsze mnie coś powstrzymywało albo stało na przeszkodzie. To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podarowane tylko raz. […] Byłbym fatalnym ojcem, gdybyś pewnego dnia chciał ze mną o tym porozmawiać i miał poczucie, że drzwi są zamknięte albo za mało otwarte.

André Aciman, Tamte dni, tamte noce, przeł. Tomasz Bieroń,
Wydawnictwo Poradnia K, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, marca 26, 2018

2800.

dwa dni temu. wydarzyło się. w sumie nic, ale coś.
wysunęła mi się z rąk książka. wysunęła się bezpiecznie — zatrzymała się na udach. zaflirtowało ze mną owo wysunięcie. powtórzyłam je świadomie jeszcze raz. a potem jeszcze raz i raz, i raz, tylko bardziej.

dwa dni temu. wydarzyło się. w sumie nic, ale coś.
wciąż robi na mnie wrażenie. wciąż pracuje.

wypuść z rąk troski, myśli, przekonania, wszystkie mentalne sznurki i sznureczki. puść wszystko. a gdy to zrobisz, nie śpiesz się… kim się stajesz? co z tobą zostało? co jest?

.miłość.

2799. Szukać, znaleźć, czyli sens

 wpis przeniesiony 7.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie ma jednej precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego zajrzałam właśnie teraz do tej książki. Polowałam na nią od momentu wydania i do dziś ani przez jeden dzień cena tej książki nie mieściła się w akceptowanych przeze mnie widełkach cenowych. Z jakiegoś jednak powodu postanowiłam nabyć i wygrzebać z tej książki coś dla siebie, żeby nie robić tego, gdy będzie za późno.

Pomijając rozdział o posłudze kapłańskiej — tylko dzięki mądrości x. Kaczkowskiego do przeczytania bez znaczących przekleństw, choć momenty ma — całość jest ważną lekturą dla osób, których bliscy mierzą się z nieuleczalną chorobą. Pacjentom jednak bym jej nie polecała.

Bo chorowanie to przecież wciąż życie, które można wypełnić sensem.

*

[x. J.K.] […] zapewniam, że w dalszej części będę również czuły.
     [K.J.] Również czuły znaczy: nie tylko czuły?
[x. J.K.] Paskudna jędza! Ale ok, skoro dociskasz: tak, są takie sprawy, które należy stawiać na ostrzu noża.

*

[Helena Kaczkowska] Ludzie nie powinni chorować ani umierać w samotności — powinni być przy nich ci, którzy ich kochają.

*

Agresja człowieka […] to często przykrywka złości wobec choroby i trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł on albo jego bliski […].

*

Rzeczywiście, prawdą jest, że kiedy człowiek znajduje się w kryzysie, wówczas w jego życiu może zadziać się wiele ważnych i dobrych rzeczy. Takim kryzysem jest na pewno choroba własna albo kogoś bliskiego. To sytuacja często ekstremalna, w której człowiek gotów jest na radykalne zmiany w swoim życiu […].

*

[K.J.] Strasznie trudno się rozstać z tymi, których kochamy.
     [x. J.K.] To potwornie boli.

*

Każdy z nas jest w stu procentach zdiagnozowany na cielesną śmierć. I w tej diagnozie nie ma szansy na błąd. Idea medycyny paliatywnej w swojej mądrości stara się ten nieuchronny lęk przed śmiercią, dotykający każdego z nas, łagodzić. I niech mi Państwo wierzą, że to się udaje. Naprawdę można dobrze przeżyć swoją śmierć […].

*

[…] jak podkreśla prof. Jacek Łuczak, jeden z największych autorytetów w dziedzinie medycyny paliatywnej — „Morfina jest bezpieczniejsza od środka przeciwbólowego kupowanego w aptekach w dużych ilościach bez recepty, bo ona jest umiejętnie dawkowana przez lekarza, który wie, jak ją stosować. [...]”.

*

Człowiek ma prawo chronić siebie przed relacjami, które z jakichś powodów są dla niego szkodliwe.

*

Im gorsza komunikacja, im bardziej powierzchowne relacje, tym trudniej się choruje, zdrowieje i... umiera. W ogóle trudniej się żyje, również tym, którzy są zdrowi.

*

Trzeba być po prostu mądrze uważnym na drugiego człowieka. Z jednej strony szanować jego autonomię, z drugiej — nie pozostawiać go samemu sobie.

*

Ciężka choroba to – jak już mówiliśmy – trzęsienie ziemi w życiu całej rodziny, tu nie ma co chojraczyć.

*

W życiu w ogóle, czyli również w życiu z chorobą, najważniejsza jest bliskość.

*

[…] dojrzały człowiek zdaje sobie sprawę z własnych słabości oraz ograniczeń i dzięki tej świadomości ma szansę stawić im czoło i pokonywać je. Oznaką niedojrzałości, naiwności, a wręcz zuchwałości jest przeświadczenie, że w sytuacjach granicznych — a do takich należą choroby, o których tu mówimy — poradzę sobie sam. Dotyczy to i chorego, i opiekujących się nim bliskich.

*

[K.J.] Z rodziną jest, jak w tym Arystotelesowskim twierdzeniu: „całość jest czymś więcej niż sumą części”. Każda z osób wpływa na wszystkich pozostałych członków systemu rodzinnego. Choroba jednego członka rodziny sprawia więc, że na swój sposób „chorują” też pozostali.

*

Choroba jednak nie zwalnia z bycia człowiekiem, od którego wciąż wiele zależy i który ma drugiemu wiele do dania.

*

Daj sobie kilka tygodni, może miesięcy” […] życiowe doświadczenie pokazuje, że cierpliwość może przynieść efekt.

x. Jan Kaczkowski, Katarzyna Jabłońska (red.), Żyć aż do końca.
Instrukcja obsługi choroby
, Biblioteka Więzi, Warszawa 2017.