Biały Kruk doniósł. że żurawie wróciły. a
Orzeszek posiała pomidory. wiosna
otwarta! (po raz drugi)

wracam i ja. do
siebie. wiem, bo
wraca zachwyt.
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Biały Kruk doniósł. że żurawie wróciły. a
Orzeszek posiała pomidory. wiosna
otwarta! (po raz drugi)

wracam i ja. do
siebie. wiem, bo
wraca zachwyt.
wpis przeniesiony 15.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Bukowski Bukowskim. Naznaczony swoją płcią nawet nie otarł się o kobiecość, choć myślał pewnie, że zdarzyło mu się to miliony razy. I właśnie dlatego wiersze wierszami, ale to w tej książce znikałam szpitalnymi nocami.
Chodziła za mną latami, pojawiając się znienacka to tu, to tam. Argument miała mocny: czeski kawałek literatury. Lubię czeskie filmy, lubię czeskie książki, ostatnio uwielbiam jednego czeskiego neurologa. Wyjścia jakby nie było.
Dawno nie czytałam tak wspaniałej powieści — na początku toczy się wolno (prawie pożałujesz, że się za nią wzięłaś), potem nabiera tempa, ciarki są, przyspiesza, do ostatniej sceny dobiegasz, a potem już jesteś tylko ze sobą, w zamyśleniu, poruszeniu wewnętrznym i zadumie. I czekasz już tylko na siebie.
Ja wciąż czekam.
Mam ciarki ze strachu… Nic nie jest takie, jak wcześniej, bo ona nie jest taka, jak wcześniej.
*
Bo tak, jak jest teraz, wcale być nie musi.
*
Wciąż natykam się na kolejne kawałki układanki. Ale nie mają sensu, nie łączą się w całość. A ja nie mogę tak dalej, mam tego dość. Nie chcę już przypadkowo trafiać na strzępki informacji, chcę w końcu połączyć je ze sobą, posklejać tę kupkę skorup, przyjrzeć się temu i poczuć ulgę.
*
Nauka kończy się tam, gdzie zaczyna się j a.
*
Wszystko się toczy tak, jak żeś chciała, swoim tempem… Ino pamiętaj, życia nie da się zaplanować, uporządkować, co do dnia, co do tygodnia, tak samo, bez przerwy. Żyjesz, jakbyś już martwa była. Tak nie można, nie można.
*
Za murami obronnymi ładu i namacalnych, jednoznacznych spraw czuła coś jeszcze. Coś, co tliło się poza granicami niezaprzeczalnie logicznego świata.
*
[…] coś w niej pękło i zaczęło wibrować, nie była pewna, czy to uczucie przerodzi się w płacz, czy w rozpaczliwy wrzask.
*
[…] sama wisz, że tak to już jest z wróżbami, trzeba ich po prostu wysłuchać, boć sens otwiera się pomału, stopniowo, tak jak kwiat, aż się cały rozwinie, a i to zależy od tego, czy człowiek umi dobrze przyglądać się światu. I jak bardzo chce dotrzeć do celu.
*
Nagle się przestraszyła. Nie wiedziała dokładnie czego, nie wiedziała, z jakiego powodu, wiedziała tylko, że narodziło się w niej coś nowego, coś, czego już nie stłumi i co nie pozwoli jej żyć, jak dotąd żyła.
*
[…] wstaje, podchodzi i obejmuje ją od tyłu. Dora czuła jej przesycony wypalanką gorący oddech na swoim karku. Zamknęła oczy i skuliła się, jakby chcąc utonąć w rozłożystych ramionach Janigeny. Właśnie tego potrzebowała. Czyjegoś zaangażowania. Nie chciała już zawsze polegać tylko na sobie.
*
Nagle nie stał już przed nią człowiek, który bezczelnie nadużywał swojej pozycji w społeczności niewykształconych górali, ale samotny, niespełniony mężczyzna, niemający odwagi wziąć losu we własne ręce i żyć według własnych przekonań.
Kateřina Tučková, Boginie z Žítkovej, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2014.

wpis przeniesiony 15.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jakiś kawałek mnie zawsze pojawia się tam dużo wcześniej, nim fizycznie dostarczymy tam mój pesel i moją osobę. Jakiś kawałek mnie nigdy tam ze mną nie idzie. Choć fizycznie jestem tu od piątku wieczorem, jakaś część mnie nie wróciła jeszcze do domu. Czekam na nią — bez niej jest bardzo ciężko.
Panie Bukowski, byłeś tam ze mną. I złościłeś mnie troszkę, że wiele wierszy znałam z innego tomiku. Jednak im dalej w las, tym łatwiej było mi to panu wybaczyć.
nie bój się odmawiać, stary,
wiele razy
mi odmawiano.
*
faktem jest
że powiedzenia domaga się
bardzo niewiele.
*
co do van Gogha, Mozarta, Dostojewskiego etc.
to nie sądzę żeby wybrali swój ból i cierpienie
lub żeby mieli na nie ochotę.
*
mamy tyle szczęścia
ile nam potrzeba —
*
nie umiem znosić przeciwności ale muszę.
tak już mam,
grzęznę.
*
w samym środku tego wszystkiego i kiedy zapyta:
mój boże, co tu się stało?
odpowiesz: nie wiem,
naprawdę nie wiem…
*
wszyscy jesteśmy schwytani na zawsze w
tę samą pułapkę
*
życie może się zmienić w ułamku
sekundy
ale czasem może to zająć
70
lat.
*
ona chciała tylko i potrzebowała
czego chce i potrzebuje większość ludzi:
szansy.
*
to wymaga sporego wysiłku
i wielu lat żeby stać się cholernie dobrym
w czymkolwiek
nawet w byciu pijakiem,
i jeszcze jedno
jak dotąd
wśród tych młodych zreformowanych pijaków nie spotkałem
żadnego
który stał się choć trochę lepszy
na trzeźwo.
*
wszystko jak na dłoni
w słońcu i w deszczu i w mroku
psy suną szybko chodnikiem
patrz na nie patrz patrz patrz
okiem i sercem
kiedy psy suną szybko chodnikiem
wiedząc coś czego my nigdy nie pojmiemy.
*
ale wiedziałem, że musi gdzieś być.
i wtedy się
zgubiłem.
*
mamy wszystko i nie mamy nic
*
i zastanawiałem się kiedy i gdzie
zdołam odpocząć i
dopasować się.
*
czasem gdy przebywasz w piekle
i ten pobyt się przedłuża
robisz się trochę narwany
a kiedy jesteś zmęczony ponad wszelkie
zmęczenie
czasem opanowuje cię jakieś
wariactwo.
*
z wyjątkiem bogów
każdy się stara jak może.
Charles Bukowski, Noce waniliowych myszy,
przeł. Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Piotr Madej,
Marcin Baran i Dobrosław Rodziewicz,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Zdjęcia. Nie robię, jeśli jeszcze niezrobione nie szarpną mnie za uczucia, nie zatrzymają, nie potrząsną mym jestestwem, nie przemienią czegoś we mnie. W poniedziałek wczesnym popołudniem nie wiedziałam, co z nimi będzie; czy w ogóle będą, bo to przecież już czwarty raz…
Za pierwszym razem leżałam na trzech różnych salach — ani razu nie wyściubiłam nosa z żadnej z nich bez diagnostycznego powodu. Za drugim nie zdążyłam dostać łóżka. Za trzecim pilnowałam dziennej kilometrówki. Raz, dwa, trzy, cztery…
Czwarty raz. Robiąc kilometrówkę pierwszego dnia wieczorem, zobaczyłam klapki przy łóżku nieznanej mi jeszcze wtedy pani — zobaczyłam inaczej i oniemiałam. Uderzyła mnie świadomość, jak wielkim przywilejem jest to, że przy łóżku stoją kapcie. Zobaczyłam i poczułam, jak wielki tkwi w nich potencjał możliwości.
Nie przy każdym łóżku na tym oddziale stoją kapcie, pantofle, klapki, buty…



Każde zdjęcie to
żywa opowieść, osobista historia,
karty od losu znaczone (kodem ICD-10),
człowiek, życie, lęki i nadzieje.




Każde zdjęcie to również spotkanie. Każdą osobę poprosiłam o zgodę na zrobienie zdjęcia. O prywatność każdej osoby zadbałam, bo fisia na tym punkcie mam nie od wczoraj. Każdej osobie podziękowałam. Nie każde zrobione zdjęcie wykorzystałam, ale z każdą osobą dzieliłam jakiś czas na oddziale.
wpis przeniesiony 15.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Panie Bukowski, rano było rano. Pakując się, zdecydowałam, że listonosz nie idzie ze mną planowo do szpitala. Twoje wiersze — te, które pokazał mi Smoku — idą, a listonosz nie. Trzeba było z nim skończyć dziś.
Rano było rano, a ja wciąż żyłem.
Może napiszę powieść — pomyślałem.
A potem to zrobiłem.
Panie Bukowski, dobrze, że pan to zrobił nieraz. Pierwszy kawałek pana prozy za mną — umiem już pana czytać. Klucz, według którego bardzo ostrożnie wybierałam tytuł (miłość do pana literek młodziutka), był dość prosty.
Po pierwsze, Listonosza pożyczyłam od Gepardzicy i Smoku, a w zasadzie od Smoku przez Gepardzicę, jakieś dwa lata temu — pamiętam, że było ciepło. Pożyczyłam na tyle dawno, że Smoku uzupełnił swój „papierzowy” zbiór o nowe wydanie — widziałam (!), panie Bukowski, całą półkę, na której pan stoi.
Po drugie, uciekłam się do następującej sztuczki. Uwielbiam pana wiersze, już pan to wie… gdy pierwsze rozdziały Listonosza połamać na wersy i strofy… są to wspaniałe wiersze… wie pan o tym?
I tu zaczyna się znana opowieść o tym, jak kobiety zwalają się człowiekowi na kark. Myśli, że ma trochę wytchnienia, aż tu patrzy i zjawia się kolejna.
*
Było to jedno z moich najlepszych przeżyć w łóżku. Słyszałem szum wody, słyszałem wędrujące fale. Miałem wrażenie, że niesie mnie ocean, że to się nigdy nie skończy. Potem zsunąłem się na bok.
— O Jezu Chryste — jęknąłem. — Jezu Chryste!
Nie mam pojęcia, jakim cudem Jezus Chrystus zawsze wdawał się w takie sprawy.
*
— Słuchaj, chłopcze. Może zrezygnujesz z tej roboty? Idź do siebie i pisz. Popracuj nad tym.
— TO MOŻE ZROBIĆ TAKI GOŚĆ JAK TY — odparł — BO MASZ WYGLĄD PIJACZYNY. LUDZIE BĘDĄ CIĘ ZATRUDNIAĆ, PONIEWAŻ MYŚLĄ, ŻE NIGDZIE INDZIEJ NIE DOSTANIESZ PRACY I ZOSTANIESZ U NICH. MNIE NIE ZATRUDNIĄ, BO PATRZĄC NA MNIE, DOSTRZEGAJĄ MOJĄ INTELIGENCJĘ I MYŚLĄ: NO CÓŻ, TAKI INTELIGENTNY CZŁOWIEK JAK ON NIE ZOSTANIE U NAS, WIĘC NIE MA SENSU GO ZATRUDNIAĆ.
— Mimo to radzę ci, idź do siebie i pisz.
— ALE JA MUSZĘ MIEĆ ZAPEWNIONY BYT!
— Dobrze, że inni nie myśleli w ten sposób. Dobrze, że van Gogh tak nie myślał.
— BRAT KUPOWAŁ MU FARBY! — odparł chłopak.
*
— Bracia i siostry! — mówiłem.
— Bracie Hank!
— Cześć, bracie Hank!
Toczyliśmy ze sobą grę, grę czarnych z białymi, a oni lubili w niej uczestniczyć. Boyer podchodził do mnie, dotykał mojej ręki i mówił:
— Człowieku, gdybym miał twoją karnację, byłbym milionerem!
— Na pewno, Boyer. Tylko tego ci trzeba: białej skóry.
*
— O cholera — odparłem. — Mogę mu załatwić pracę.
— Gdzie? Jak?
— Przyjmują do pracy na poczcie, we wszystkich działach. Nieźle płacą.
— NA POCZCIE! ROBBY JEST ZBYT WRAŻLIWY, BY PRACOWAĆ NA POCZCIE!
— Przepraszam, myślałem, że warto spróbować. Dobranoc.
*
— Jak mogę pracować w nocy przez dwanaście godzin, wyspać się, umyć, zjeść, dojechać i wrócić z pracy, odebrać pranie, zapłacić czynsz i za gaz, zmienić opony, załatwić wszystkie te drobne sprawy i jeszcze uczyć się do egzaminu? — zapytałem jednego z instruktorów w sali ćwiczeń.
— Zrezygnuj ze snu — poradził.
Spojrzałem na niego. Nie robił sobie jaj. Ten cholerny głupiec mówił zupełnie poważnie.
*
Przypomniałem sobie, jak jeden ze starszych listonoszy wskazał na swoje serce i powiedział: „Chinaski, kiedyś to poczujesz, poczujesz dokładnie tutaj!”
„Atak serca?”
„Oddanie służbie. Zobaczysz. Będziesz z tego dumny”.
„Bzdura!”
Ale ten człowiek mówił szczerze. Myślałem o nim teraz.
*
— Co facet taki jak ty robi w takim miejscu?
— Wszystkie dziewczyny zadają mi to pytanie.
— To naprawdę szczurza nora.
— Nie pozwala mi zadzierać nosa.
*
— Historia jest po naszej stronie, dziecinko. Nie możemy być w błędzie!
*
Postawiłem klatkę na ziemi, otworzyłem drzwiczki i usiadłem na schodach.
Ptaki spojrzały na drzwi klatki. Nie mogły tego zrozumieć, i mogły zarazem. Czułem, jak ich ptasie móżdżki próbują zaskoczyć. W klatce miały jedzenie i wodę, ale czym była ta otwarta przestrzeń?
Zielono-żółta papużka pierwsza ruszyła w nieznane. […]
Potem nadeszła kolej na tę czerwoną z zieloną piersią. Wyglądała na o wiele bardziej niezdecydowaną. Nerwowo chodziła po dnie klatki. Piekielnie trudna decyzja. Muszą je podejmować ludzie, ptaki, wszystkie istoty. Ciężka sprawa.
Charles Bukowski, Listonosz,
przeł. Marek Fedyszak, wydanie czwarte,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

— Dlaczego nie możesz się uczyć?
— Właśnie dlatego tu przyszedłem. Żeby pana o to zapytać. Pewnie jestem stuknięty, ale wszystkie te ulice przecinają się w różnych miejscach. Proszę spojrzeć.
I wręczałem mu schemat podziału na sześciu zszytych u góry kartkach, zapisanych z obu stron drobnym drukiem.
Psychiatra przerzucał kartki.
— I masz to wszystko zapamiętać?
— Tak, doktorze.
— Cóż, mój chłopcze — rzekł, oddając kartki — nie zwariowałeś, nie chcąc uczyć się tego. Byłbym raczej skłonny uznać, że zwariowałeś, gdybyś chciał się tego nauczyć. Należy się dwadzieścia pięć dolarów.
Tak więc dalszej psychoanalizie poddałem się sam i zachowałem forsę dla siebie.
*
No cóż, wziąłem schemat podziału na rejony i skojarzyłem wszystko z seksem i wiekiem. […]
Jestem pewien, że egzaminatorzy nie wpuściliby mnie do tej szklanej klatki, gdyby wiedzieli, o czym myślę, patrząc na otrzymane karty. Wszystkie wyglądały dla mnie jak starzy znajomi.
Mimo to w paru orgiach coś poplątałem. Za pierwszym razem trafiłem dziewięćdziesiąt cztery razy.
Dziesięć dni później, gdy tam wróciłem, dokładnie wiedziałem, kto komu co robi.
W ciągu pięciu minut rozdzieliłem bezbłędnie sto procent kart.
I dostałem list gratulacyjny od Naczelnika Poczty Miejskiej.
(tamże)
wczoraj. otrzymała tak pięknie opakowany prezent, że nie zazdrościłam Jej
podejmowania decyzji o jego rozpakowaniu. zdążyłam zatrzymać w pikselu. cyk!

tomik. dopiero po kilku latach znajomości z Nią dowiedziałam się
o Jego istnieniu. ostatnie dwa lata, najpierw
nieśmiało, a potem na bezczela domagałam się
swojego egzemplarza. dostałam. wczoraj.
naucz mnie
na odwrót
naprzeciw
na przekór
mnie
im
sobie
naucz mnie
jeszcze raz
po raz
pierwszy
*
to z lewej
to z prawej
strony
czasem
w gardle
a czasem
na dłoni
uparcie wybija
z głowy rozsądek
i do znudzenia
tłumaczy się z miłości
*
otwieram szeroko
oczy
ramiona
uda
próbuję objąć to
czego
nie rozumiem
*
może jednak
zaryzykuję
kolejny dzień
bez
odpukań
w niemalowane
zapluwań
przez ramię
zarzekań
że nie tak do końca
mi zależy
może nawet
znów uwierzę
w marzeń obcowanie
snów spełnienie
Amen
Agata Gebhardt, Ona, ilustr. Kamil Targosz, Kraków 1999.
(wyróżnienie własne)

właściwe miejsce.
właściwy czas.
najwłaściwsi ludzie.
wczoraj. to był wyjątkowo wspaniały wieczór.

Pobyć, ułożyć sobie, poczytać. Nie zapieprzać jak bączek na środku pokoju, bo grozi to rozpryśnięciem się na tysiące kawałków. Dlatego też, jeśli mogę być z kimś długo w jednym miejscu i czuć się dobrze, to wtedy wiem, że to jest właściwa osoba. Jest ich mało, ale lubię też takie, które rozumieją, że ja muszę sobie gdzieś pójść sama. Zniknąć i nie reagować na te wszystkie „ej no, zostań jeszcze”. Nie zostanę. Ale kiedy będę z wami wszystkimi, to na sto procent. Wezmę coś od was, wy coś weźmiecie ode mnie. I już, tak to działa.
Sylwia Chutnik, Lubię ludzi, ale bez przesady.
[manifest ekstraintrowertyczek]

wpis przeniesiony 15.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Przyszła do mnie, gdy jakiś czas temu krążyłam myślami wokół prezentu, który miałam wybrać dla mądrej, wrażliwej osoby, której ulubionym (według mnie) pytaniem jest: kim jestem? Nie znam trudniejszego pytania, więc i wybór prezentu nie należał do najłatwiejszych.
Przyszła do mnie, uruchamiając pełen wachlarz negatywnych wrażeń: słodko-pierdząca okładka, słodko-pierdzący tytuł, uwłaczająca godności ludzkiej nazwa wydawnictwa, które, jak się potem okazało, niewprawione jest jeszcze w składaniu karty redakcyjnej książki.
Przyszła i mizdrzyła się do mnie nieprzyzwoicie niską ceną ibuka. Postanowiłam zaryzykować, by sprawdzić, czy warto zainwestować w papier, czy książka ta ma rzeczywiście moc kontaktowania nas z naszym najgłębszym „ja” (jakkolwiek je pojmujemy). Według mnie ma. A gdy dotarłam do miejsca, w którym pojawia się para w Paryżu, nie miałam wątpliwości — to jest ten prezent, którego szukałam.
Prezent wręczony. Mogę zająknąć się na temat tej książki. Pal sześć okładkę, tytuł… Najbardziej w niej cenię cytaty i pytania. Dzisiejszy dzień był wyjątkowy.
To podróż, w którą musiałam wyruszyć sama.
*
Nasze plany mogą lec w gruzach. Niektóre są ważniejsze niż nasze. Mogą nie zostać zrealizowane w odpowiednim czasie, za to liczy się praca wykonana przez nas oraz przez tych, którzy po nas nadejdą.
Nie przejmuj się własnymi problemami. Nie miałbyś ich, gdybyś ich nie potrzebował.
*
Masz więcej siły na pokonanie przeszkód
niż przeszkód do pokonania.
Paramahansa Yogananda
(1893–1952)
*
[…] nauczyłam się też, że gdy staję ze swoim lękiem twarzą w twarz, to lęk znika, a ja rosnę w siłę.
*
Bóg zaczyna się tam, gdzie ustaje ruch.
*
Kto otwiera na ciebie swoje serce i obdarza miłością, a przed kim ty otwierasz swoje?
*
Jakie umiejętności mógłbyś zaoferować jako wolontariusz w kraju, w którym nie znasz języka?
*
Czy świat się o nas troszczy i daje nadzieję?
*
Gdybyś mógł zmienić wszystkie negatywne myśli, to które by to były i na jakie byś je zamienił?
*
Budząc się rano, pomyśl, jaki to wspaniały skarb
żyć, oddychać i móc się radować.
Marek Aureliusz
(121–180)
*
Jeśli znajdziesz chociaż pięć, dziesięć lub dwadzieścia minut, żeby usiąść w ciszy, z dala od zgiełku, i poprosisz Wszechświat o wskazanie drogi, On to uczyni. Uważaj tylko, o co prosisz, ponieważ możesz to dostać. To pewnik kwantowy.
*
Postępy pojawiają się dzięki cierpliwości i podejmowaniu prób. […] Wszystkie odpowiedzi znajdują się w tobie. Musisz jednak chcieć zrobić pierwszy krok.
*
Czasami nasz wewnętrzny ogień gaśnie
i zostaje na nowo wzniecony przez iskrę
innej osoby. Wszyscy mamy powody,
by żywić głęboką wdzięczność wobec tych,
którzy zapalili w nas płomień.
Albert Schweitzer
(1875–1965)
*
Nigdy nie rezygnuj z czegoś, czego naprawdę pragniesz.
*
Najcenniejsza jest ta siła, która
pozwala ci podnieść się po stracie.
Kyō Shirodaira
*
Dowiesz się, jak daleko zaszłaś, dopiero gdy spojrzysz w tył i zobaczysz, gdzie zaczynałaś.
*
Wszyscy potrzebujemy kogoś do pomocy w spełnianiu naszych marzeń.
*
Dokończ zdanie: Dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy, ponieważ…
Roxana Bowgen, Współczesna bogini. Jak wiara w siebie
może zmienić wszystko, przeł. Katarzyna Dumińska,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016.
(wyróżnienie własne)

Stado:
(razem na wieczornym spacerze)
Nieznana Pani:
(w ciemności ciut dalej, ale głośno przez telefon do kogoś)
Jestem dziś dobrą żoną.
Jabłoń:
Dobra żona? Oksymoron?
Sadownik:
(ze znawstwem)
Oksymoron? Święty Graal!
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Usłyszałam te słowa w sobotę. Porwały mnie. Do dziś
pracują we mnie — stwierdziłam przy porannej kawie.
Pracują mocno. Zachwycają i cieszą, gdy tylko do nich wracam. Zmieniają perspektywę, poszerzają horyzont. Wprawiają w zadumę. Odrywają mnie od myślenia o tym, co w najbliższym czasie mnie czeka, a co przeraża mnie śmiertelnie.
// po-superwizyjna perełka:
ludzie robią tak, jak myślą.
rób tak, jak czujesz.
JiM

magia białej Małej Danii widziana okiem
Białego Kruka dwa dni temu. te zdjęcia.
dostałam je i zamieniłam w puzzel dziś.
chwilę po tym, gdy o nich rozmawialiśmy.

fot. Biały Kruk, fragmenty.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jessoo, nieprzyzwoicie błyskotliwy, do bólu spostrzegawczy i… szczególarz w kwestiach rzeczy, uczuć i wewnętrznych stanów — tyle mam o panu do powiedzenia.
Panie Bukowski, byłam wyśmienicie uparta, by się na panu nie poznać — zatrzymać się na pana dorodnej mizoginii i powiedzieć: pierdolę, tego się nie da czytać. Jeśli mam być szczera, właśnie tak zrobiłam z pana prozą. Ale zdążyłam zakochać się w pana wierszach na czterdzieści kilka dnia przed dwudziestą piątą rocznicą pana śmierci. Już prawie ćwierć wieku pisze pan wiersze gdzie indziej…
Za rok będzie setna rocznica pańskich urodzin. Dam panu znać, jak mi idzie z literkami, które pan zostawił na tym świecie. Na pewno wie pan, że Smoku ma wszystkie pana ziemskie literki i to w „papierzu”. Pan doceni, bo ja pana w „papierzu” nie chcę, nie zamierzam i mowy nie ma.
chwilami miewam wrażenie, że tylko niepełnosprawni
i obłąkani lubią czytać moje książki —
ci, co nie całkiem rozumieją
Chaucera.
Skąd pan to wiedział? Na przykład o mnie? Wszystko się zgadza. W ostatniej kwestii: nie tylko nie rozumiem Chaucera wcale, ja go nie znoszę — zaliczyłam na studiach literaturę i starczy.
jeżeli samo nie wyrywa się z ciebie
na przekór wszystkiemu,
nie rób tego.
póki nie wyłania się nieproszone z twojego
serca, umysłu, ust
i bebechów,
nie rób tego.
[…]
kiedy naprawdę przyjdzie pora
i jeśli zostałeś wybrany,
zrobi się
samo i odtąd już będzie się robiło
póki nie skonasz ty albo ono w
tobie.
innej drogi nie ma.
i nigdy nie było.
*
robi się tak: zgarniasz wszystko, z czym ci się pofarci, i udajesz,
że wiesz więcej niż kiedykolwiek
będziesz wiedział
no nie?
*
wracam chodnikiem
do siebie
uważając
żeby nie nadepnąć
na rysę.
*
w miarę jak gra się toczy, powinieneś
starać się wypowiadać coraz wyraźniej
to, w co szczerze
wierzysz
nawet jeśli to, w co szczerze
wierzysz
okaże się
pomyłką.
*
dziwne, nie?
jakim cudem dwoje tak różnych ludzi może
mieszkać pod jednym
dachem
ot
tak.
*
[Hemingway, van Gogh, Chatterton, Fitzgerald,
Mozart, Beethoven, Tołstoj, D.H. Lawrence, Sokrates,
Nietzsche, Dostojewski, Czajkowski, Huxley, Brahms]
ale wszyscy ci ludzie
— dawniej i teraz — tworzyli i tworzą
nowe światy dla
reszty z nas
mimo ognia i mimo lodu
mimo
wrogości rządów
mimo wrodzonej nieufności mas
tylko po to, żeby umierać
pojedynczo
i zazwyczaj
w osamotnieniu.
należy ich podziwiać
za odwagę
za cały ten trud
za to, co w nich najlepsze i
najgorsze.
niezła banda!
to z nich bije światło!
to z nich bije radość!
*
niejeden potrzebuje całego życia, żeby nauczyć się
reagować w pewnych krytycznych sytuacjach.
warto poczekać, aż pojawi się dojrzałość
i pewność siebie.
spróbuj kiedyś, to zobaczysz, jak rozkosznie jest czuć
w sobie moc i
życie.
*
coś namalować, napisać i tak dalej,
jak tylko zainstaluje lepsze
oświetlenie,
przeprowadzi się do nowego
miasta, wróci z dawno zaplanowanej
podróży
albo jak tylko...
prosta sprawa: oni wcale nie chcą
wziąć się do roboty
albo nie mogą,
bo gdyby chcieli i mogli, czuliby palący
świąd z piekła rodem
którego nie zdołaliby zignorować
i zamiast „jak tylko”
szybko powiedzieliby
„teraz”.
*
stworzono nas, żeby udawały nam się rzeczy
łatwe
i żebyśmy potrafili jakoś jednak przeżyć te
trudniejsze.
*
nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam.
raz po raz będziesz lądował
w prawie niemożliwych
sytuacjach.
[…]
nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
a wart jesteś uratowania.
niełatwo będzie zwyciężyć w tej wojnie
ale jeśli w ogóle coś warto wygrać
to właśnie ją.
pomyśl nad tym.
[…]
tylko sam możesz się uratować.
zrób to! zrób!
a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym
mówię.
*
człowiek musi zatoczyć koło,
w końcu wrócić tam, gdzie
był przedtem.
czasem chwilę to
trwa.
a czasem może w ogóle nie da się
zrobić.
Charles Bukowski, Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę,
przeł. Michał Kłobukowski,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

o piatej rano, nim poszłyśmy na poranny spacer
z Heniutką, uśmiechnęły mnie te słowa.

a potem uszczęśliwił mnie fakt, że
wiem, kto te słowa napisał. dla mnie.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Tam. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, przeczytałam ulotkę do podawanego mi leku. Wśród skutków ubocznych największe wrażenie zrobiła na mnie cukrzyca posterydowa — uderz w stół, a nożyce przydzwonią w kubeczek herbaty słodzony prawie czterema łyżeczkami cukru. Jeszcze w szpitalu postanowiłam: wracam do domu i nie słodzę w ogóle.
Tak zrobiłam. I zdziwiłam się ogromnie, gdy po trzech dniach niesłodzenia zaczęły do mnie wracać… smaki. Decyzja podjęta ze strachu przemieniła się w świadomą decyzję eliminacji cukru, ale nie słodyczy z owoców, warzyw, radości i miłości.
I wtedy przyszła do mnie ta książka. Nie przekonała mnie wyjętym z brukowca tytułem; klik, klik, przeczytałam podczytnik i fragment, nim zrobiłam kolejne klik, klik, by mieć ją na swoim kundlu.
I była ze mną (gdy robiłam wyskoki w inne książki), i wciąż jest (dając mi argumenty do obrony przed dietą zgodną z grupą krwi, której sekunduje Sadownik), i będzie (choć zaraz wracam do wierszy Bukowskiego).
Sadownik ma ubaw, bo dwie moje ulubione apki na telefonie od ponad miesiąca dotyczą chodzenia i jedzenia.

Świat specjalistów od żywienia zanadto jest podzielony na odrębne obozy, podążające za swoimi guru. Czy dzieje się tak w jakiejkolwiek innej dziedzinie badań naukowych? Przecież 2 + 2 = 4, bez względu na to, co o tym myśli twój ulubiony matematyk. Ale to dlatego, że nie ma wartej miliardy dolarów gałęzi przemysłu, która czerpałaby zyski z mieszania w arytmetyce. Gdybyś z różnych stron otrzymywał sprzeczne komunikaty na temat zasad elementarnych rachunków, to zapewne wybrałbyś sobie w desperacji jakiś jeden autorytet, ufając, że to on właśnie reprezentuje prawdziwą naukę. Kto ma czas rozeznawać się w całej dostępnej literaturze przedmiotu?
*
Pokarmy nie dzielą się na dobre i złe, tylko na lepsze i gorsze.
*
W jaki sposób wykorzystujemy otrzymaną informację, mocno zależy od cech osobistych. Często jest też warunkowane naszą sytuacją życiową i gotowością podjęcia ryzyka. Dysponując tymi samymi danymi, dwie osoby mogą podjąć całkowicie przeciwstawne, lecz równie zasadne decyzje. Z tego powodu niechętnie mówię ludziom o moich własnych wyborach. […] Wolę […] zaprezentować stan badań i pozwolić, by wybierali sami.
*
A więc jakie jedzenie jest dla nas dobre, a jakie szkodliwe?
Wygląda to na dość proste pytanie. Ale w rzeczywistości niełatwo na nie odpowiedzieć. Ilekroć podczas wykładu ktoś pyta mnie, czy pewien produkt jest zdrowy, czy nie, nieodmiennie odpowiadam pytaniem: „W porównaniu z czym?”. Na przykład: czy jajka są zdrowe? W porównaniu z owsianką na pewno nie. A w porównaniu z leżącymi obok na talerzu parówkami? Tak.
A ziemniaki? To warzywo, więc muszą być zdrowe, nieprawdaż? Ktoś zapytał mnie o to kilka lat temu, kiedy grupa badaczy z Uniwersytetu Harvarda podniosła zagadnienie purée ziemniaczanego. Zdrowe to czy nie? W porównaniu z frytkami — zdrowe. Ale w porównaniu z takim samym purée z batatów — nie.
*
[…] kiedy jesz zieleń, w gruncie rzeczy jesz całą tęczę.
*
Nie marnuj swego apetytu na byle jakie jedzenie. Nie chciałbym się wydać snobem kulinarnym, ale jeśli zamierzasz zjeść coś, co nie jest możliwie najzdrowsze, to przynajmniej rozkoszuj się tym, a nie napychaj.
*
Gdy zdrowo się odżywiasz, twój gust ulega zmianom. To fascynujące zjawisko. Twoje kubki smakowe nieustannie się dostosowują, dosłownie z minuty na minutę. Kiedy pijesz sok pomarańczowy, jest on dla ciebie słodki. Ale jeśli wcześniej najadłeś się cukierków, może ci się wydać nieprzyjemnie gorzkawy. Na dłuższą metę im więcej jesz zdrowych potraw, tym bardziej ci smakują.
*
Dlaczego rośliny strączkowe, orzechy i ziarna zbóż tak bardzo sprzyjają zdrowiu? Może dlatego, że wszystko to są nasiona. Przemyśl to sobie: wszystko, czego potrzebuje żołądź, żeby wystrzelić do nieba jako dąb, to woda, powietrze i światło słoneczne. Cała reszta mieści się w nasieniu, które jest wyposażone w mnóstwo składników odżywczych pozwalających mu rozwinąć się w roślinę lub drzewo. Czy jesz czarną fasolę, orzechy włoskie, brązowy ryż czy ziarno sezamowe, w gruncie rzeczy wchłaniasz miniaturową dawkę całej rośliny.
Michael H. Greger, Gene Stone, Jak nie umrzeć przedwcześnie.
Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem,
przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

*
Greger's Daily Dozen Checklist.
śnieżny znacznik jest
dla Heniutki, bo ona uwielbia śnieg;
dla nas, by za jakiś czas mówić: pamiętasz…
świeża dostawa białego była nad ranem.
nim spotkałam to zdjęcie rano.
nim chwilę potem zakochałam się
w wierszach Bukowskiego. na amen.

życie pełne jest cudownych
zrządzeń losu
tu, w chłodny mroczny
wieczór zimowy.
Charles Bukowski, Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę,
przeł. Michał Kłobukowski,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Smoku jest Wielbicielem twórczości Bukowskiego. Jest — przez wielkie Wu. Ja jestem cichą wielbicielką związku Gepardzicy i Smoku. Przez wzgląd na Smoku od czasu do czasu próbuję — odkładając na bok niechęć do mizoginii Bukowskiego — sprawdzam, czy już? Poszłam za zdaniem Smoku: w przypadku Bukowskiego moja miłość jest ślepa. Wystarczy mi jedno celne zdanie i już jestem zachwycony.
Spróbowałam dziś. Przy tym wyborze i ja jestem zachwycona. Na tyle, by wybaczyć autorowi kilka wierszy (też!). A On tak: a ja nad maszyną do pisania jak nad pralką, a ja padam z wrażenia, bo te słowa natychmiast przenoszą mnie do innego świata.
Są wiersze Bukowskiego, w których lubię przysiąść między wersami, słowami i chłonąć to, co ze mną robią — jakoś lepiej wtedy rozumiem świat. Są właśnie takie wiersze (też!) w tym wyborze wierszy, tomiku (?), książce.
samotność ma wiele zalet
ale w byciu we dwoje jest jakieś dziwne ciepło.
[…]
nie lubię tych obłędnych i zbędnych kłótni które zawsze wybuchają
i nie lubię wtedy siebie
kiedy nie ustępuję na krok
i nic nie rozumiem.
*
nieuchronnie odeszło, wszystko,
chyba, a ja zapalam papierosa i
czekam najstarszej z
klątw.
*
i to jak szliśmy dziś wieczór
a niebo lazło nam w uszy i kieszenie
*
ale jak mam rozumieć miłość
skoro każdy rodzi się
w innym czasie i miejscu
a spotykamy się tylko
dzięki sztuczce stuleci
i trzem przypadkowym krokom
w lewo?
*
wszystkie wydają się więcej niż dobre
i tak wyraziście
prawdziwe.
ale nic na to nie poradzisz, że jesteś
kobietą. każdemu przydzielono rolę
czegoś. pająka, kucharza.
słonia. jakby każdy z nas był
obrazem i wisiał gdzieś na
ścianie w galerii.
*
Od tamtej chwili — do tej...
według ichniego pomiaru mogły minąć lata,
ale w głębi mojej pamięci to tylko jedno zdanie
tyle jest dni
kiedy życie staje, hamuje i siada
i czeka jak pociąg na torze.
[…]
już nie wiem gdzie jesteś,
a potem idę dalej i myślę gdzie
się podziewa życie
kiedy ustaje.
*
ani razu nie powiedziałeś
że mnie kochasz!
a chciałaś mieć
kłamcę
czy kochanka?
*
a prawdopodobieństwem, które powraca
jest dołek głęboki jak piekło
[…]
ale jest jeszcze inne prawdopodobieństwo —
ten rozbujany wzlot, który zawsze nadchodzi potem
[…]
bywam zgorzkniały
ale czasem życie smakowało
słodko. boję się tylko
to powiedzieć.
*
jest w sercu miejsce
które nigdy się nie napełni
przestrzeń
i nawet w
najlepszych chwilach
i
najwspanialszych
czasach
będziemy to wiedzieli
będziemy to wiedzieli
właśnie wtedy
najbardziej
jest w sercu miejsce
które nigdy się nie napełni
a
my będziemy czekać
i
czekać
w tej przestrzeni.
*
czasem
dyskutowaliśmy o latach trzydziestych
kryzysie światowym
i niektórych drobnych sztuczkach, których
on nas nauczył –
na przykład tego, jak przetrwać, nie mając
prawie nic
i jeszcze pójść
do przodu.
Charles Bukowski, O miłości, przeł. Michał Kłobukowski,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

nie miałem żadnego wykształcenia
tylko
szalone sny –
i niektóre nawet w końcu się
rozwinęły (no bo skoro
już się tu jest
równie dobrze można zawalczyć
o cud)
*
w starym aucie, zwłaszcza jeżeli kupisz używane
i jeździsz nim latami,
w końcu się zakochujesz
*
a te trudne
słowa
które zawsze bałem się
wymówić
teraz mogą być
wypowiedziane:
kocham
cię.
(tamże)
*
Linda Lee & Charles
(źródło)
Sadownik:
(dokładnie tydzień temu przysłał Drzewku ten obrazek)

(źródło)
*
(dziś z rana)
Pan Ciasteczko:
(napisał z Ukrainy)
Dzień dobry, kochana Żmijko :)
Jabłoń:
Dzień dobry, Gadzino :*
Pan Ciasteczko:
Dobrze, że ja jadowity nie jestem ;)
Jabłoń:
A ja i owszem.
(ale dodaje po chwili z nadzieją)
Czy nie?
Pan Ciasteczko:
Nie wiem, bo po dwudziestu latach
mogłem się uodpornić :)))
mój organizm. ma niebywałe poczucie humoru.
od rana słyszę jego (wręcz dziecięcy) chichot.
mój organizm. nauczył mnie dziś, że nagłe zmiany planów (tych sztywnych, poważnych, dorosłych) są… fajne! żartowniś. wciąż się śmieje i upewnia się: fajnie było, nie?
było najpierw przerażająco, a potem zaskakująco. nagłe zmiany planów… pierwszy raz widzę to inaczej… są naprawdę fajne!
Sfotografowała wczoraj/dziś wiele murali. Ten
chwycił mnie za serce, umysł i duszę.
Chcę go mieć tu, pod ręką.

fot. Zkemi.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik:
(wczoraj, wieczorową porą udając urażenie)
To JA powiedziałem, że żyjesz normalnie
przez następny rok, nie Psia Gwiazda.
Jabłoń:
Naprawdę? Czyli nie przesłyszałam się?
Sadownik:
Powiedziałem to wtedy, gdy planowałaś
zaniechać robienia wszystkiego, co kochasz.
*
Dementuję. To nie Psia Gwiazda powiedziała: normalnie żyjesz przez najbliższy rok. Powiedział to Sadownik, bym nie zdążyła obrócić w zgliszcza swojego Dobrego Życia. Kazał wtedy przyrzec, że do tematu zmian wrócimy najwcześniej w czerwcu 2019 roku. Obiecałam.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
tajemnicą niech pozostanie zawartość.
zwłaszcza że połowy już nie ma.
piiiiiszne! to wiadomo.

pozostaję w osłupieniu, skąd Kaan
(spontanicznie całkiem) miała takie
pudełeczko i kokardkę? łapią mnie za serce. cyk!

Jedzenie jest grą o sumie zerowej: kiedy decydujesz się coś zjeść, zwykle decydujesz zarazem, że nie zjesz czegoś innego. Jasne, możesz po prostu odejść głodny, ale w końcu organizm zmusi cię do wyrównania niedoborów. Zawsze więc, gdy się posilasz, ponosisz koszty wyboru.
*
Koszty wyboru to nie tylko te składniki odżywcze, które mógłbyś spożyć, ale również niezdrowe składniki, których mógłbyś uniknąć.
Michael H. Greger, Gene Stone, Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby dłużej cieszyć się zdrowiem,
przeł. Paweł Luboński, Czarna Owca, Warszawa 2016.
Diagnoza — przewlekła, postępująca, nieuleczalna choroba — znika życie, które znasz. Zniknęła moje. A potem przychodzi nowe.
Psia Gwiazda powiedziała: żadnych rewolucji, normalnie żyjesz przez najbliższy rok, ale przewlekła, postępująca i nieuleczalna, choć weszła w moje życie niepostrzeżenie i na paluszkach, nie przewiduje starej, dobrej normalności, żąda rewolucyjnych zmian i soczystego życia.
Nazwisko Autora wyjęłam z tej książki podczas ostatniego pobytu tam. Jeszcze tam kupiłam, na kundla ściągnęłam, ale dopiero wczoraj skończyłam. Czytałam ponad miesiąc — niektóre rozdziały połykałam, od niektórych odrywało mnie notorycznie życie, ostatnie stanowiły ciekawostkę.
Dzięki tej książce przeprosiłam nerw błędny, że miałam Go (jak sama nazwa wskazuje) za błąd, pozostałość po ewolucyjnej prehistorii, niczym wyrostek robaczkowy.
Wiedziałam to od początku, ale z przyjemnością przeczytałam, że diagnoza nie musi być traktowana jak wyrok śmierci, że istnieją sposoby, by radzić sobie z chorobą lepiej, niż myśli większość ludzi.
I zrozumiałam najważniejsze: nigdy nie myl diagnozy z prognozą.
Nie tylko mózg wysyła sygnały do ciała, by na nie wpływać; ciało również wysyła do mózgu sygnały, wpływając na niego, istnieje więc pomiędzy nimi stała, dwukierunkowa komunikacja.
*
Każdy ze zmysłów przekłada jedną z wielu otaczających nas form energii na sygnały elektryczne, których mózg używa, aby działać.
*
Angielskie słowo heal, czyli uzdrawiać, pochodzi od staroangielskiego haelan i nie oznacza po prostu „uzdrawiania”, ale „czynienie całością”.
*
[…] „małe kroki” wcale nie są małe.
*
[…] mózg jest organem „używaj lub trać” i gdy chodzenie staje się trudniejsze, zwolnienie tempa spowoduje, że wszelkie obwody chodzenia, jakie pacjent wciąż posiada, zaczną słabnąć przez nieużywanie. Gdy już zupełnie znikną, a pacjent będzie ponownie próbował ich użyć, może ponieść klęskę, a mózg jako wykrywacz wzorców „nauczy się”, że nie może chodzić przez „wyuczone nieużywanie”.
*
Nie mogę się spieszyć, ponieważ gdy tylko to robię, nie radzę sobie.
*
[Wilder Penfield, kanadyjski neurochirurg] wykazał, że powierzchnia ciała reprezentowana jest w mózgu przez mapę. Ale rozmiar poszczególnych części ciała na mapie mózgu jest proporcjonalny nie do jej rzeczywistego rozmiaru w ciele, ale raczej do tego, jak często i jak precyzyjnie jest używana.
*
Samo myślenie o wykonaniu ruchu wywołuje ruch, nawet jeśli bardzo subtelny.
*
[…] muzyka instrumentalna jest jedyną sztuką, której forma i treść są nieuchwytne. […] Piękno muzyki instrumentalnej zdaje się pochodzić nie spoza niej samej, ale z jej wnętrza.
A jednak choć zupełnie nieuchwytna, ta niewidzialna sztuka sięga miejsc w sercu i umyśle, których nie może dotknąć nic innego.
*
Nic dziwnego, że ludzie poruszają się w rytm piosenki — większość mózgu, łącznie z korą motoryczną, zsynchronizowana jest z rytmem. Ale ujednolicenie następuje również pomiędzy ludźmi. Gdy muzycy wspólnie improwizują, ich dominujące fale mózgowe zaczynają się ze sobą synchronizować.
*
[…] niezależnie od kultury, w jakiej się urodziliśmy, wszyscy zaczynamy życie w ciemności i znaczna część naszego rozwoju właśnie w niej się dokonuje. Nasz pierwszy kontakt z egzystencją zamyka się w wibracjach bicia serca naszej matki, fali jej oddechu i muzyce jej głosu, w jego melodii i rytmie, gdy nawet nie znamy znaczenia jej słów. Taka tęsknota za źródłem pozostaje z nami na zawsze.
*
Jak ujmuje to Paul [Madaule], celem naszych układów sensorycznych „jest zarówno sięganie do świata, ale również chronienie nas przed światem wrażeń. Ale jeśli jesteś zbyt wrażliwy, budujesz mechanizmy, by odciąć świat”.
*
Gdy ludzie czują się bezpiecznie, przywspółczulny układ nerwowy wyłącza rekcję „uciekaj lub walcz”. Jak genialnie zademonstrował Porges, układ przywspółczulny włącza również „układ zaangażowania społecznego” oraz mięśnie ucha środkowego, pozwalając ludziom słuchać, komunikować się i łączyć ze sobą nawzajem. […] Znajdowanie się w „trybie przywspółczulnym” to bycie spokojnym, pozbieranym i połączonym.
*
[Alfred Tomatis (1919–2001)] odpowiadał: „Język również posiada wymiar fizyczny. Wywołując wibracje w powietrzu wokół, język staje się pewnego rodzaju niewidzialnym ramieniem, którym „dotykamy” słuchającej nas osoby w każdym tego słowa znaczeniu”.
*
[…] pewne rodzaje muzyki sprawiają, że ludzie czują, iż muszą wstać i tańczyć.
*
Pozycja stojąca jest rezultatem walki pomiędzy dwiema równie ambitnymi, starożytnymi siłami. Jedna to wyprostowana, dwunożna pozycja ludzi, dar milionów lat ewolucji, która wytworzyła układ mięśni prostujących kręgosłupa i pleców oraz kontrolę układu nerwowego, który utrzymuje nas w pionie. Drugą siłą, znacznie starszą, jest grawitacja. Chodzenie w większości, jak widzieliśmy, jest kontrolowanym upadkiem do przodu, złożonym procesem, który wymaga nieustannej reakcji pnia mózgu, aby coś nie poszło źle.
*
[…] podczas snu komórki glejowe otwierają specjalne kanały, które pozwalają produktom ubocznym i nagromadzonym toksynom (łącznie z białkami, które gromadzą się przy demencji) uwolnić się z mózgu do płynu mózgowo-rdzeniowego, który obmywa większość mózgu. Ten wyjątkowy system kanałów jest dziesięć razy aktywniejszy w śpiącym mózgu niż podczas stanu czuwania. To pomaga wyjaśnić, dlaczego brak snu prowadzi do pogorszenia funkcjonowania mózgu: zbyt mało snu prowadzi do toksycznego mózgu.
Norman Doidge, Jak naprawić uszkodzony mózg. Od udarów
i chronicznego bólu po choroby neurodegeneracyjne,
przeł. Barbara Mińska, Wydawnictwo Vital, Białystok 2016.

Wolał określenie poprawa. „«Poprawa»” — pisał [Feldenkrais] — „jest stopniowym polepszaniem się stanu, które nie ma ograniczeń. «Wyleczenie» jest powrotem do poprzedniego stanu aktywności, który nie musiał być doskonały ani nawet dobry”.
*
Dotyk był zawsze dla niego [Feldenkraisa] ważny, ponieważ wierzył, że gdy jego układ nerwowy łączy się z układem innej osoby, tworzą jeden układ, „nowy zespół… nową jednostkę (…) Zarówno dotykany, jak i dotykający czują to, co wyczuwają przez łączenie rąk, nawet jeśli nie rozumieją i nie wiedzą, co się dzieje.
*
Przypadkowe ruchy dają różnorodność, która prowadzi do przełomów rozwojowych. Monumentalne korzyści, jak odkrył Feldenkrais, płyną nie z mechanicznego ruchu, wręcz przeciwnie — z przypadkowych ruchów.
*
Czekam, żeby usłyszeć mój następny oddech.
Moshé Feldenkrais
(1904–1984)
*
Zmniejszaj wysiłek, gdy to możliwe. Użycie siły jest przeciwieństwem świadomości; uczenie się nie zachodzi, gdy się wysilamy.
*
W judo, tak jak w życiu, nigdy nie możemy być zablokowani — przez nawyk, sposób myślenia lub przez podejście — i nawet gdy myślimy, że jesteśmy zablokowani, często tak nie jest.
(tamże)
…mojego układu immunologicznego:
dziękuję, że mnie bronisz, ale robiąc to
tak zaciekle, pozbawiasz mnie życia.
Może i znalazłam, ale w środę rano tąpnęło we mnie wszystko. Pochłonęła mnie czerń, brak nadziei i bezsilność, antycypując dwie kolejne śmierci, o których informacja dotarła do nas odpowiednio kilka godzin później i dwa dni później.
Żyłam trochę z przyzwyczajenia i poczucia obowiązku — nie myłam naczyń, dopóki nie skończyły się kubki i sztućce — trzy doby. Dziś rano, opuszczając dno, spotkałam w kuchni takie piękno…

szukam nadziei… napisałam. przestałam na chwilę. zziębnięta zamknęłam okno w sali. i znalazłam na parapecie słowa, które mnie poruszyły. cyk!

karczemna awantura z soboty wciąż we mnie jakoś siedzi. wczorajszy dzień wciąż we mnie jest. jestem z trudnym w trudnym. szukam nadziei…
*
Bardziej niż śmierci boję się
życia bez przyjemności i celu.
Claire Wineland
(1997–2018)
Czasem to, co już się ma, jest
najlepszym, co można mieć.

Autor(ka) nie do ustalenia, fragment, źródło.
*
Disturbed, The Sound of Silence.
Jabłoń:
(z rana sms wysłała, że wszystko u niej ok;
nie dzwoniła wczoraj wieczorem, bo padła,
a o trzeciej nad ranem, gdy się obudziła,
nie śmiała pisać, by nie budzić)
Biały Kruk:
(odpisał)
A gdybyś zadzwoniła, to może nie zgubiłbym w Hiszpanii karty kredytowej i mógłbym zapłacić za naprawę ślubnej sukni mamy*… Może nie rozebrałbym w drobiazgi traktora i nie szukał potem do rana brakujących części…
Jabłoń:
(zachwycona jeszcze wieczorem kruczymi snami)
___________
* Orzeszka.

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Próg, próg, próg! Początkujący adepci psychologii procesu często częstują innych tą frazą i na tym etapie studiów ona nigdy nie brzmi jak dobra informacja, jest (nieintencjonalnie) oskarżeniem — hiperbola? — niechlubny fakt. Wiem, przeszłam przez to i ja.
Symptomy powstają na progu. Ciut bardziej zaawansowani adepci psychologii procesu częstują chorych tą rewelacją, informując ich tym samym nie wprost, że sami są sobie winni. Zostałam poczęstowana tą mądrością nie raz i zawsze miałam ochotę strzelić w mordę niedouczonych mądralińskich. Symptomy… panie i panowie, to nie jest takie proste.
Przy porannej kawie wdzięczność rozlała mi się po ciele, bo:
zawsze jestem na progu.
zawsze mam w jakiejś sprawie dyskomfort.
i całe szczęście! to znaczy, że
żyję i mogę się rozwijać, zmieniać, kochać.
Ty też zawsze jesteś na progu.
i całe szczęście!

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.
piąta rano. chwila. cisza. Heniutka i ja.
uwielbiam. ● i takie cudo zimowe. dziś.

To właśnie na peryferiach czają się zagrożenia i możliwości, na które nie zwracamy uwagi. Tam mieszkają nowości.
*
Norman Mailer, uszczypliwy powieściopisarz, napisał […]: „W każdym momencie naszego życia albo nieco bardziej się rozwijamy, albo trochę bardziej wycofujemy, nieco pełniej żyjemy, albo trochę bardziej umieramy”. Podejrzewam, że coś takiego dzieje się w mózgu.
Norman Doidge, Jak naprawić uszkodzony mózg. Od udarów
i chronicznego bólu po choroby neurodegeneracyjne,
przeł. Barbara Mińska, Wydawnictwo Vital, Białystok 2016.
it’s crucial to do things—
pomyślałam, idąc po rehabce po świeżutkim,
nieużywanym przez nikogo jeszcze śniegu.
*
Carly Simon, Coming Around Again/Itsy-Bitsy Spider, 1987.
I know nothing stays the same,
but if you’re willing to play the game,
it’s coming around again.
so don’t mind if I fall apart,
there’s more room in a broken heart.
and I believe in love.
czekał na Nią w samochodzie.
czekałam, aż się do Niej wprowadzi. zamieszkał. już!

Autorka: Kaan, fot. Georginia.
wpis przeniesiony 14.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wyjmuję książki z książek, audycji, czasopism. Znajdują mnie one na przystankach autobusowych, w dłoniach innych pasażerów komunikacji miejskiej. O istnieniu tej dowiedziałam tak. Szukałam okładki książki pt. Jedno oko na Maroko i, ku memu zdziwieniu, wyskoczyła mi okładka tej, którą skończyłam wczoraj. Klik, klik i „papierz” już do mnie szedł.
Wiem, że przedwczoraj wieczorem synchronicznie — Oś w swoim domku, a ja w ulu — czytaliśmy dwie różne książki o tym samym tytule. Uśmiechałam się na samą myśl o przewrotności tego faktu.
A książka? Ta, którą czytałam, gdy Oś czytał swoją? Doskonała. Wygląda na to, że potrafię również wyjąć książkę z okładki innej.
Niepostrzeżenie dla mojej rodziny, mojego lekarza i mojego wydziału komunikacji, w wieku siedemnastu lat ślepłem sobie spokojnie za kierownicą pontiaca acadian rocznik 1982, należącego do mojego ojca.
*
[…] niewidzenie nie jest nieobecnością. Obraz, którego nie widzisz, nijak nie informuje cię o swoim istnieniu, póki na przykład nie miniesz znaku stopu, który nagle pojawi się na skraju twojego pola widzenia. Dopiero wtedy przychodzi ci do głowy, że coś tam jednak było, coś, co nie pojawiło się tam, gdzie powinno.
*
Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku innych chorób, szczególną cechą tej mojej jest brak granic. Konsekwencje utraty wzroku nie ograniczają się do mnie. Wpływają na życie innych, rodziny, przyjaciół i obcych i zmieniają je. […] Na tym polega prawdziwy problem i prawdziwy ból. Nie mogę zatrzymać ślepoty tylko dla siebie.
*
Dopiero kiedy nie mogłem używać rąk, pojąłem, jak bardzo zacząłem na nich polegać.
*
Nagle nie miałem argumentów przeciwko nieuniknionemu. Duma nie wystarczała, by zrezygnować z laski. […] Niepostrzeżenie ujawnił się zupełni nowy porządek świata.
*
O ile nie mogłem kontrolować swojej ślepoty, przynajmniej mogłem kontrolować jej pojawienie się w rozmowie.
*
Czas było zrobić coś dla siebie, samodzielnie, po raz pierwszy od bardzo dawna. Musiałem znaleźć własne tempo i zapomnieć o życiu uczepiony czyjejś ręki.
[…] mówiłem wprost […]. Zawieraliśmy kompromisy. Nikt się nie krzywił i nikt mnie nie wyrzucił […]. Skłoniłem sam siebie, świadomie, do życia zgodnie z moimi możliwościami, z możliwościami mojego ciała.
*
Poeta, którego kiedyś znałem, zdefiniował to w ten sposób: „Miłość —powiedział — jest pełnym współczucia zrozumieniem dysonansu miedzy sercem a światem”.
*
Widzieć oznacza coś przegapiać. Zawsze mamy do czynienia ze stratą.
Ponadto widzenie wymaga czasu. Światło podróżuje ze stałą prędkością, podobnie jak impulsy z siatkówki przez komórki nerwowe do mózgu, gdzie tworzą się obrazy. […] to, co widzieliśmy, już się stało, chwilę temu, tak jakbyśmy stale żyli w przeszłości. Świat, który widzimy, jest zawsze światem minionym.
*
W deszczu za oknem słyszę to, czego nie mogę zobaczyć.
*
„Kto mówi?”. Przez całe dnie i noce: „Kto mówi?” i „Kto tu jest?”. Jeśli słyszysz te pytania wystarczająco często, zaczynasz dumać nad głębią kryjącą się w odpowiedzi. Nie wiem, chciałem odpowiedzieć. Nie wiem, kto tu jest. Kim jesteśmy? Kim ty jesteś? Czy ktoś z nas może na to odpowiedzieć?
*
Nasze oczy wysyłają nas tam, w miejsca, na które patrzymy.
*
Żadnych zahamowań, żadnych przeprosin. Ani jedno, ani drugie nie było dla Seamusa konsekwencją ślepoty. Dla niego bezradność i wpadki gwarantowały towarzystwo. Jego zdaniem to było dobre. Bardzo to w nim lubiłem.
*
[…] robiła co mogła, by ukryć się […] w milczeniu.
Ryan Knighton, Jedno oko na Maroko,
przeł. Monika Wyrwas-Wiśniewska,
Wydawnictwo Wołoszański, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

urządziłam dziś osobisty Dzień Wdzięczności.
słowa mają moc. wierzę. zapisałam je.
zaadresowałam. wysłałam w świat.

na deser popołudnio-wieczór. Chris, Sadownik i ja.
Oni jedli kaczkę. ja wśród gorącego bukietu warzyw
korzeń kwiatu lotosu — cóż za kształt i smak!

o zawartości słoiczków trudno napisać coś
precyzyjniej i prawdziwiej niż: piiiiiszne!
ale to oprawa graficzno-estetyczna chwyciła mnie
za serce, nie puszcza i kazała zrobić cyk.

dostałam to cudo od Kaan.

raniutko byłyśmy pięknie przysypane.
szczęściem i przywilejem jest wyjść
na poranną ciszę w Jej towarzystwie.
a potem wrócić do ciepłego ula.

wczoraj w Małej Danii. sypnęło.
Heniutka doczekała się białego
dziś pod wieczór. tylko poprószyło.
znacznik śnieżny Kudłata ma. trzeba było odnotować.

fot. Biały Kruk, fragment.
wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
rozwala w mig sudoku. na spółkę
z mężem roznoszą w pył krzyżówkę.
potem wyrywa stronę. składa ją
i wkłada do torebki strunowej,
gdzie już są wykreślanki sprzed tygodnia,
dwóch, trzech… i tak co tydzień.
zaniemówiłam, gdy w piątek Orzeszek dała mi
tę torebkę. wczoraj skończyłam ostatnią planszę.

Kiedy wszystkich i wszystko traktujemy z należną uwagą, niezakończone sprawy z przeszłości mogą pozostać w przeszłości, a my, odzyskawszy wolność, łatwiej pójdziemy do przodu.
*
[…] poczuł miłość, która zawsze tam była. Teraz był gotowy, żeby ją przyjąć.
Mark Wolynn, Nie zaczęło się od ciebie. Jak dziedziczona trauma
wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces,
przeł. Maria Reimann, Czarna Owca, Warszawa 2017.