niedziela, listopada 17, 2019

3549. Neurologicznie o stracie

Audycja o książkach jednym uchem słuchana, bo albo już czytałam, albo nie moja bajka czytelnicza. Ostatnie minuty, rzucony tytuł i wiem, że po mnie, klik, klik… jest ibuk! Biorę. Skazana na neurologów, bardzo ciekawa byłam ich sposobu myślenia o uczuciach, emocjach, dobrostanie i stracie.

Pozostałam ciut zaskoczona i doszłam do wniosku typu „jajko i kura”. Nie mylą się ci, którzy uważają, że uczucia mają wpływ na pracę mózgu i nie mylą się pozostali, którzy uważają, że to praca mózgu ma wpływ na pojawiające się uczucia.

Zmieniony stan psychiczny jest ogólnym terminem używanym przez neurologów do opisywania zaburzeń w funkcjonowaniu mózgu, które powodują zmianę zachowania. Wyrażenie to stosuje się do opisania szerokiego zakresu zmienionych zachowań, od lekkiego zmieszania, dezorientacji aż po ekstremalny stan śpiączki.

*

Ścisły związek pomiędzy obwodami nerwowymi naszego mózgu a naszymi uczuciami i zachowaniami jest zarówno fascynujący, jak i niepokojący.

* * *

Gdy przepracowujemy żałobę, jesteśmy coraz bardziej świadomi cech naszych bliskich i ich wpływu na nasze życie.

*

W jaki sposób możemy nadać sens doświadczaniu straty u osoby znajdującej się w szczególnie niekorzystnej sytuacji osobistej? […] Bardzo ważne jest słuchanie instynktu i dowiadywanie się, co przynosi pocieszenie, a co skutkuje zwiększonym stresem.

*

Traumatyczna strata uświadamia nam, że nie jesteśmy w stanie kontrolować życia. Prawdę tę łagodzi uznanie uniwersalności straty w ludzkim doświadczeniu. Jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy doświadczają podobnych wyzwań.

*

Granica między poczuciem kontroli a poczuciem zagubienia jest bardzo cienka.

*

Najpierw staję na nogi, a potem powala mnie fala rozpaczy. Po wielu cyklach najlepiej jest przewidywać ten wzorzec, pamiętając, że ani ten najgorszy, ani najlepszy czas nie będzie trwać długo.

*

Jeśli nie szukasz rzeczy idealnych, możesz zobaczyć więcej z tego, co na ciebie czeka.

*

Jeśli dochodzimy do siebie powoli, zawsze surowo siebie oceniamy. Możemy się zastanawiać, czy nasze zachowanie jest ekstremalne albo czy nasz postęp jest nieodpowiedni.

*

Nikogo nie zaskakuje fakt, że po urazie fizycznym ludzie zdrowieją w różnym tempie i że niekorzystne okoliczności mogą opóźnić proces zdrowienia. A jednak gdy dochodzimy do siebie po stracie, nie możemy sobie wyobrazić, że kiedykolwiek poczujemy się cali i będziemy mądrzejsi w trudnym czasie.

*

Większa świadomość jest darem śmierci dla żyjących, którzy pozostają na świecie.
// Kyle Lee Williams

*

Te chwile, w których się wahamy i trwamy, są terapeutyczne — a tak bardzo brakuje ich w rozmowie.

*

Strata nie jest pojedynczym wydarzeniem, to seria niewypowiedzianych zdarzeń. Co jednak zwodnicze, wyglądamy tak samo — ukrywamy rany emocjonalnej traumy — otwarte, sączące się rany. Słowo „żałoba” pochodzi od „ciężaru”, tak jakby ludzie doświadczający żałoby byli obciążani zewnętrznymi kłopotami. Jednak żałoba jest długotrwałym procesem wewnętrznym. Rana jest ukryta, nawet przed nami.

Lisa M. Schulman, Mózg w żałobie,
przeł. Emilia Skowrońska,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne)

Dochodzenie do siebie polega na odnalezieniu nowej równowagi, w której budujemy zaufanie do tego, co nas czeka, i wiarę w naszą zdolność radzenia sobie z przeciwnościami losu, abyśmy mogli stopniowo odzyskać orientację w życiu.

*

Należy zachować równowagę między samotnością a uspołecznieniem się. Uzdrowienie emocjonalne zostaje wzmocnione, kiedy dostrzegamy i uznajemy nasze doświadczenie. Fakt, że rozumie nas inny człowiek, ma działanie terapeutyczne. Ludzie nie rozwijają się bez relacji; potrzebujemy kontaktu wzrokowego z innymi, poczucia przynależności i pełnego zakresu interakcji międzyludzkich, od intymnych po przypadkowe, od otrzymywania pomocy po pomaganie innym.

*

Kiedy życie zostaje przerwane przez stratę […], […] następuje czas na smutek, czas na adaptację, a następnie nieoczekiwany czas wyboru i samostanowienia. Wtedy należy otworzyć się na nowe możliwości, bo starych już nie ma. Nie możemy wybrać, czy się zestarzejemy, możemy jednak wybrać, czy się rozwiniemy. Nie zawiedźmy z braku wyobraźni, determinacji i wytrwałości.

*

Utrata powoduje poważne zmiany w życiu. Które drogi są teraz łatwiejsze, a które trudniejsze?

*

Obudzona przez demony w środku nocy czytam kolejne książki na Kindle’u. Czytanie osłabia drążące umysł robaki niepokoju, a słabe światło pomaga zasnąć.

*

Kreatywność ma uzdrawiające moce, które budzą i ożywiają nasze życie emocjonalne, łącząc nas z teraźniejszością.

*

Ścieżki neuronowe naszego mózgu są przebudowywane w odpowiedzi na doświadczenia, zarówno te dobre, jak i te złe. Tym właśnie jest neuroplastyczność: reorganizacją połączeń synaptycznych w odpowiedzi na doświadczenie lub naukę.

*

[…] jakość naszego życia zależy od tego, jak interpretujemy własne doświadczenia, a nie od samych doświadczeń. Następstwem urazu emocjonalnego nie jest wyzdrowienie, lecz uzdrowienie. Nie jesteśmy zdrowi, jesteśmy inni; niektóre rzeczy straciliśmy, a inne zyskaliśmy. Może i straciliśmy optymizm i niewinność, ale zyskaliśmy dojrzałość, wgląd w siebie i empatię. Musisz zresetować swoje cele.

*

Gdzieś po drodze dowiadujemy się więcej o sobie — o naszych mocnych i słabych stronach, osobistych preferencjach, aspiracjach i marzeniach. Szukamy odpowiedzi, mamy czas na refleksję. Jak chcemy spędzić czas, który nam pozostał, skoro po ogromnych trudach i cierpieniach wiemy już, co jest prawdziwe i ważne? […] Nie uciekajmy z płonącego budynku, spokojnie podążajmy wybraną ścieżką.

(tamże)

sobota, listopada 16, 2019

3548. 125/131

cztery imiona. cztery historie osobiste.
przy jednym stole — uwielbiam.

125/131

3547. Spełnione warunki

WARUNKI WYSTARCZAJĄCE:
Pan Ciasteczko wylądował w nocy.
Sadownik dziś rano ruszył do Małej Danii.

*

WARUNKI KONIECZNE:
Biały Kruk wytrzymał,
Orzeszek dożyła,
Jabłoń doszła.

Świętowaliśmy dziś Złotych Małżonków.

fot. Sadownik, fragment.

piątek, listopada 15, 2019

3546. 124/131

odnaleźć się. w trudnościach. w sobie.

124/131

*
Najpiękniejsze, co możemy przeżyć, to tajemnica.
Albert Einstein
(1879–1955)

czwartek, listopada 14, 2019

3545. 123/131

ślizgam się po powierzchni życia, użalając się ciut nad sobą. na coś czekam, ale jeszcze nie wiem na co. za to wiem, na kogo czekam — lubię to oczekiwanie.

123/131

3544. O pewnych wakacjach

Wróciwszy przedwczoraj z rehabilitacyjnego chodzenia po sadzie, usłyszałam, jak Biały Kruk krzyczy zza ściany: „pamiętasz?” i zaczyna czytać na głos poniższe słowa:

W starym młynie skrzypiało, chrzęściło i piszczało. Diabli młynarza brali. Pierwszy, wraziwszy mu widły w krzyże, ciągnął. Drugi, zagryzłszy młynarzową, doduszał kocura, który mu ogon nadgryzł i czoło podrapał. Czart trzeci wziął młynarza na rogi, lecz spróchniały róg trzasnął, a zmieszany diabeł musiał pomagać sobie kozikiem.

Nie pamiętałam, bo nie znałam tych słów, tej historii, tej książki. Diabły wszystkie i Anioł Stróż, który słysząc jeszcze potępieńcze pienia dusz do piekła wleczonych, szepnął melancholijnie: „Muszę się rozejrzeć za nowym etatem”, reklamy książce robić nie musiały.

Pamiętam za to doskonale, że na początku lat osiemdziesiątych i ja zaczynałam każdy wakacyjny dzień u Babci od dyktanda. Nienawidziłam ich wtedy. Dziś dużo bym dała, by usiąść z Nią przy jednym stole, spojrzeć w Jej oczy, zadać setki pytań, a potem dyktando napisać — choćby najtrudniejsze i na dwóję bez plusa.

Podejrzewam, że gdyby to było dzisiaj, to nazwano by mnie dysgrafikiem i miałbym z ortografią spokój, ale wtedy trzydzieści lat temu po prostu twierdzono, że jestem leniwym nieukiem i, co tu kryć, tumanem.
     Dyktanda miały ten stan rzeczy zmienić i… zmieniły. Podczas jednych wakacji byłem codziennie przez mojego wuja w sposób absolutnie bezlitosny wzywany do jego gabinetu na piętrze i
[…] musiałem przez godzinę pisać to, co on mi dyktował.
// Michał Zych, syn siostry żony St. Lema.

*

Zważywszy wszystko, rzec mogę, że zmyślny ze mnie jaszczur.

*

W kałuży krwi leżał trup świeży, lecz sztywny, z wyrazem zasmucenia na twarzy, której niewiele mu zresztą zostało. […] Wysoko unosił się sęp, nie śmiąc jednak brać się do posiłku ze względu na obecność detektywa.

*

Słaniający się słoń tłamsił trzciny, niebo zasłaniał rozcapierzonymi uszami, trąbą bębnił po żebrach, tupał, stękał aż ziemia drżała, a desperacja ta spowodowana była przez pewną pluskwę drzewną, która wyrzucona przez gąsienicę z mieszkania, osiedliła się pod jego ogonem.

*

W rynsztoku żmija na żółwiu siedziała i jadła bułkę z żółtkiem. Huknęło, z gospody wybiegł przodownik pracy i rzygnął. Na murze ktoś napisał „Nasz rząd nierządem stoi”.

*

Przeleciały trzy pstre przepiórzyce przez trzy pstre kamienice, poczem zjadły pięćdziesiąt deka rzeżuchy. W tym samym czasie chrząszcz brzmiał w trzcinie. Brzmiał tak górnie i chmurnie, że nawet zadżumione makolągwy wielce się dziwowały. Pod płotem siedziała sójka i gdakała, ponieważ uczyła się obcych języków.

*

Rodzina złożona z sześciorga skrzatów skrzętnie krzesała ogień przy pomocy hubki i krzesiwa. Iskry padały na chrust, lecz ten opornie jeno hałaśliwie trzaskał zamiast wybuchnąć płomieniem. „Nic z tego nie będzie” — rzekł najstarszy z krasnoludów i krzesiwem przyłożył rodzince.

*

W lesie żyją grzyby. Grzyb różni się od żyrafy tym, że nie nosi skarpetek. Zwykłe grzyby mają kapelusze, natomiast grzyby wieczorowe używają cylindrów.

*

[…] padalce nie szybują w przestworzach, ponieważ im na tym nie zależy. Słuch mają tak bystry, że słyszą dźwięki na kilka godzin przed ich rozlegnięciem się. Wzrok padalca jest zabójczy dla skorpionów i małży. Pewne szczepy indiańskie wykorzystywały przenikliwy wzrok padalców do wiercenia dziur w deskach. Padalec brzydzi się ludźmi, lecz chętnie zjada małpy oraz starszych chłopców robiących błędy ortograficzne.

*

Ukróciwszy opór nieszczęsnego, kazali mu zjeść sześć kilo ryżu wymieszanego z rodzynkami, ponieważ misjonarz miał być nadziewany. Nieszczęśnik z niesmakiem patrzał na kulinarne przygotowania. Ogień żwawo buzował, brytfanna wytarta skórką słoniny lśniła jak srebro, a czarny kuchcik z garnuszkiem wody w ręku pokrapiał misjonarza, aby ten się nie przypalił. Cudnie zarumienionego, z trzeszczącą skórką, zapieczono potem w beszamelu. Legenda głosi, że żaden misjonarz jeszcze tak Murzynom nie smakował. Wspominając wieczerzę, wykrzykują: „Jakiż to był dobry, delikatny i lekkostrawny człowiek!”.

*

Kupiec niewolników, sortując towar, krzepkich mężów przeznaczał do kopalni, niewiasty do kuchni, a młodzież nie znającą ortografii na rozkurz.

Stanisław Lem, Dyktanda czyli…,
Wydawnictwo Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2001.
(wyróżnienie własne)

Kto nie ma anioła stróża, może robić, co mu się żywnie podoba. Kiedy diabli strajkują, grzesznicy mają ferie.

*

Przerzuciłem się przeto na inne interesy. Oszukuję, kradnę, kłamię, cudzołożę, dzięki czemu doszedłem najwyższych godności państwowych.

(tamże)

środa, listopada 13, 2019

3543. 122/131

unieruchomione. słońce i spacery. czekają, aż przestanie lać.

122/131

3542. O nienawiści

Propozycja. Zaintrygowała mnie nienawiść w tytule, więc zaryzykowałam niepełny tysiąc groszy: klik, klik, kabelek, kundel i dwie chwile w nocy. Nienawiść jako symbol, metafora, ale też fakt — podoba mi się pojemność i senny wymiar tego terminu.

Nie ma co nienawidzić własnej nienawiści, ale warto ją poznać. Dlatego też ten drobiazg wydawniczy wart jest grzechu. Książka ta pozostawia człowieka w podobnym nastroju co Branson.

Podstawową bronią Nienawiści jest odbieranie zdolności do działania przez wmawianie Ci, że czegoś nie potrafisz. Jeśli uwierzysz w to, że nie dasz rady, nawet nie pomyślisz, żeby spróbować. Nienawiść podszeptuje, że nie powinieneś próbować, gdyż ze swoimi umiejętnościami nie masz szans.

*

[…] nie kryj się ze swoim amatorstwem (sercem, oddaniem).
// Austin Kleon

*

Cały czas jest do dyspozycji — to Ty decydujesz, jak go zagospodarować.

*

Wymówki są w gruncie rzeczy kłamstwami.

*

[Scott Barry Kaufman] odkrył, że u 72% ludzi nowe pomysły rodzą się podczas kąpieli. Skomentował to tak: „Ludzie są bardziej kreatywni pod prysznicem niż w pracy. […]”.

*

Czujesz się źle — twórz.
Czujesz się dobrze — twórz.
Czujesz się wspaniale — twórz
.

*

Jednym z najważniejszych powodów, dla których ludzie nie są twórczy, jest to, że dają się przekonać Nienawiści, jakoby nie byli dostatecznie dobrzy. […] Jeśli masz wątpliwości, czy jesteś wystarczająco dobry, pomyśl najpierw, czy rzeczywiście musisz być aż tak dobry.

*

Jeśli możesz się pogodzić z szybką porażką i nie boisz się jej, to szybciej skorygujesz swój kurs, szybciej się udoskonalisz, więcej się nauczysz i więcej osiągniesz.
     Skoro więc sytuacja, w której „coś idzie nie tak”, jest w porządku, to głupotą byłoby unikanie sytuacji, w których coś może pójść nie tak
.

*

ZAMKNIJ SIĘ I CIESZ SIĘ TYM, CO WIELKIE.

*

Nie bój się porażek. Im więcej sprawdzisz rzeczy, które nie wypalą, tym bardziej zbliżysz się do tego, co zadziała.

*

Większość ludzi twórczych mówi o sile napędzającej ich kreatywność mocniejszej od nich samych […].

*

Nie istnieje magiczna broń, za pomocą której mógłbyś się pozbyć Nienawiści raz na zawsze. Pozostaje Ci jedynie ciągłe wprawianie się w tworzeniu nowych rzeczy.

*

Zdecyduj się teraz. Przyszłość jest niewiadoma.
// Wayne Dyer

Dan Norris, Kreatywność i nienawiść. Twórz jak ludzie sukcesu,
przeł. Zbigniew Waśko, Helion, Gliwice 2017.

3541. O wyroku

Postronnych zachwytów wiele, ale nie dość, bym na tetralogię Autorki się zdecydowała — beletrystyka to wciąż nie jest moja mocna strona. A zdanie (własne) na temat twórczości tej pani Drzewko chciałoby jakieś mieć. Gdy więc doczytałam, że ta powieść nie jest jedną z wielu części, która każe mi się zadeklarować, że przeczytam cały cykl, zrobiłam klik, klik, kabelek, kundel i proszę bardzo.

Prosty tytuł. O nieprostych rzeczach opowieść — stabuizowanych, niepopularnych, czasem wstydliwych, ale istniejących powszechnie i nagminnie. To opowieść o „wyroku”, który — co zaskakuje, choć nie powinno — wiąże dwie strony. Jest taka faza rozwoju, gdy myślimy o tym, czego nie dostaliśmy od matki, ale nie przychodzi nam do głowy, że coś jej odebraliśmy.

Wspaniały tytuł, który sugeruje, że wszystko jest oczywiste — nic bardziej mylnego.

[…] przemilczane mówi więcej niż to, co zwerbalizowane.

*

Patrzyłam na nią ze zdziwieniem i rozczarowaniem i obiecywałam sobie, że nie będę do niej podobna, że naprawdę stanę się inna i pokażę, że straszenie nas tymi jej „nigdy, nigdy więcej już mnie nie zobaczycie” jest czymś złym i niepotrzebnym, że trzeba na serio coś zmienić albo na serio odejść, zostawić wszystkich, zniknąć.

*

[…] dziecka pragnie się ze zwierzęcym instynktem wzmacnianym przez bieżące przekonania.

*

[…] kucałam, otwierałam ramiona, żeby ją objąć, a ona wpadała w moje ciało jak pocisk, prawie mnie przewracała, przytulałam ją, ona też mnie przytulała.
     Czas ucieka, powiedziałam, zabiera ze sobą ich ciałka, tylko ramiona o nich pamiętają
.

*

[…] była sama, a jednocześnie ze wszystkimi przodkami wciśniętymi w ciało […].

*

     — Myślą, że wiedzą lepiej — stwierdził Giovanni.
     — Czasami tak jest — powiedziałam — bo do tego, czego my ich nauczyliśmy, dodają to, czego nauczyły się bez nas, w swoim czasie, który nie jest naszym czasem
.

*

Gdy myśli krążą wokół nawet lekkiego bólu, ten w końcu osiąga granice wytrzymałości.

*

Głupotą jest myśleć, że można zwierzyć się własnym dzieciom, zanim skończą co najmniej pięćdziesiąt lat. Żądać, aby patrzyły na matkę jak na człowieka, a nie na funkcję.

*

Ileż zmarnowanych, utraconych chwil mam za sobą, a mimo to nadal obecnych w wirze wspomnień.

*

Czułam, że balansuje między cierpliwością a zdenerwowaniem, zrozumieniem a chęcią, by się rozpłakać.

*

Czasami trzeba uciec, żeby żyć.

*

Bo co ja w końcu takiego strasznego zrobiłam? […] Młodzieńcze nadzieje spełzły na niczym, czułam, że cofam się w zawrotnym tempie, że staję się jak moja matka, jak moja babka, jak cały szereg milczących czy urażonych kobiet, od których się wywodziłam. Stracone okazje.

*

Usiłowała zobaczyć w lustrze dawną siebie, zanim wydała na świat tę istotę, zanim na zawsze skazała się na więź z nią.

Elena Ferrante, Córka, przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2017.
(wyróżnienie własne)

Najtrudniej opowiedzieć o tym, czego sami nie potrafimy zrozumieć.

*

Wzruszenie i wdzięczność przejawiały się jako nagła potrzeba fizycznego kontaktu.

(tamże)

niedziela, listopada 10, 2019

sobota, listopada 09, 2019

3537. 118/131

kiedyś, by rozumieć, potrzebowałam liczb.
dziś, by rozumieć, potrzebuję uczuć.
wtedy i teraz — żyję tak, jak chcę.

118/131

3536. Dwa w jednym

Wygląda na to, że nie tylko rehabilituję się intensywnie (w ramach moich możliwości), ale również chronię.

3535. Pierwsza z trzech

Najczystszy przypadek — codzienny newsletter książkowy, nazwisko Autora wydało mi się znajome… klik, klik i wiedziałam, że to On. I dowiedziałam się, że mam zaległości czytelnicze (nomen omen, trzy!). Podczytnik tej książki mnie zafrapował i decyzja podjęła się sama. Klik, klik, a potem tylko zachwyt.

To książka złożona ze zwykłych zdań, ciut mniej banalnych sytuacji, najzwyklejszych ludzi, ale atmosfera, wszystko to, co między wierszami i oddechami — niezwykłe i poruszające. Autor — mistrz uważności i delikatności — bezcenna jest świadomość istnienia takich mężczyzn. A ta książka? Krótka, tylko na mały ząbek, ale za to bez żadnego zbędnego słowa.

Popatrzył na zegarek, jakby w nim kryła się odpowiedź, niczego tam jednak nie znalazł, z wyjątkiem niejasnego wrażenia, że to niewłaściwa pora na mnóstwo rzeczy.

*

Potem zapytał kobietę, czy ona ma dom.
     Cztery ściany i łóżko? Jasne.
     Nie w tym sensie. Prawdziwy dom. W swojej głowie.
     Chyba nie do końca rozumiem.
     Coś, co pani buduje, zadanie.
     O to chodzi.
     Tak, o to.
     Powiedziałam już, że nigdy niczego nie doprowadziłam do końca.
     A czy choć raz zdarzyło się pani rozpocząć
?

*

     Niech pani nie krzyczy, wszystkich pani pobudzi.
     Więc niech pan wraca!
     Bardzo proszę, nie róbmy scen na korytarzu.
     Dobrze, zróbmy scenę w windzie
.

*

Może nie jesteś taką porażką, jak ci się wydaje, powiedziała do siebie. I na chwilę poczuła w sobie śmiałość, która cechowała ją w młodości, gdy wiedziała, że nie jest od innych ani gorsza, ani lepsza, lecz zwyczajnie inna, w sposób wartościowy i niepowtarzalny.

*

     Pan mi nie wygląda na więźnia.
     Faktycznie, nie wyglądam.
     Trafił pan przez pomyłkę?
     Trafiłem z wielu powodów, które w sposób nienaturalny i niemodyfikowalny zbiegły się ze sobą.
     Nie rozumiem.
     Zabiłem człowieka.
     O kurde
.

*

     Może pan nie chciał.
     Może. Choć to by było skrajnie nielogiczne u kogoś takiego jak ja.
     Nigdy nie robi pan nic nielogicznego?
     Nie.
     Żadnego błędu?
     Wiele, ale nie są nielogiczne.
     To coś zmienia?
     Oczywiście
.

Alessandro Baricco, Trzy razy o świcie,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2019.
(wyróżnienie własne)

Ale kobieta powiedziała, że większość ludzi marzy, żeby zacząć od nowa, i dodała, że to wzruszające, a nie szalone. Stwierdziła, że w rzeczywistości prawie nikt nie zaczyna od nowa, ale Bóg jeden wie, ile ludzie spędzają czasu na wyobrażaniu sobie tego, zwłaszcza gdy siedzą po uszy w kłopotach, uwikłani w życie, które chcieliby zostawić. […] Zrozumiałam, że nie można się zmienić, nie ma na to sposobu, […] i nie zaczyna się od nowa, stając się kimś innym. W takim razie w jaki sposób?, zapytał mężczyzna. Kobieta milczała przez chwilę. […] Zaczyna się od nowa, żeby zmienić stolik, powiedziała. Zawsze mamy wrażenie, że trafiło nam się niewłaściwe rozdanie, i że z naszymi kartami zdziałalibyśmy więcej, gdybyśmy tylko usiedli przy innym stole. […] Jak już powiedziałam, dodała, nie można zmienić kart, dlatego pozostaje zmienić stół.
     Znalazła pani swój?, zapytał mężczyzna.
     Tak, odpowiedziała z przekonaniem, sam jego widok jest odrażający, wszyscy oszukują, pieniądze są brudne, a ludzie nic nie warci.
     Cudownie…
     Nie mogę wybrzydzać z kartami, jakie mam w ręku
.

*

Mężczyzna zamyślił się na chwilę. Potem odparł, że trzeba uważać, kiedy jest się młodym, bo przez całe życie żyjemy w takim świetle, którym się otoczyliśmy za młodu, choć on nigdy nie rozumiał dlaczego. Wie jednak, że tak jest. Powiedział, że wielu, na przykład, w młodości jest melancholikami i zostaje nimi na zawsze. Albo rośnie w cieniu i ten cień prześladuje ich przez całe życie. Dlatego trzeba uważać na zło, ponieważ w młodości się wydaje, że można sobie na nie pozwolić, ale prawda jest inna, że zło to zimne światło, w którym wszystko traci barwę raz na zawsze.

(tamże)

piątek, listopada 08, 2019

3534. 117/131

ostatni dzień pierwszego roku. z diagnozą.
życie przepięknie* układa się od nowa.

117/131

___________
* dzięki wspaniałym ludziom wokół mnie.

czwartek, listopada 07, 2019

3533. 116/131

systematyczność* gra w tej samej drużynie co ty. zaskakuje swoją delikatnością, gdy pozwolisz sobie nie oczekiwać rezultatu natychmiast lub na jutro. odkryłam ją na nowo i pokochałam — jest moim libero.

116/131

_________
* nienawidziłam, unikałam, w kontakcie z nią miałam poczucie krzywdy, bo przecież tak dużo jest ludzi, którzy nie muszą mieć z nią żadnego kontaktu — zupełnie wyparłam, w jak wielu dziedzinach nigdy nie musiałam korzystać z jej usług.

3532. O światach

Audycja. Klik, klik i książka czytana była bardzo powoli. To książka-mapa dwóch światów i niełatwej, niepewnej podróży z jednego do drugiego oraz cenie, która jest do zapłacenia (niemałej). Każdy akapit pomaga utworzyć własną mapę światów: tego, z którego się wyszło i tego, który się wybrało — jeśli miało się dostatecznie dużo szczęścia.

Ta książka „zmusza”, by przyjrzeć się swoim przywilejom — czy każdy z nas retrospektywnie może wskazać osobę, która nas „uratowała” — pomogła znaleźć się na drodze, która prowadziła do tego, kim chcieliśmy się stać? W moim życiu była taka Osoba — pojawiła się zupełnie przez przypadek.

Ta książka „pozwala” też zrozumieć, dlaczego tak dużo ludzi głosuje i będzie nadal głosować na partię małych faszyzujących ludzi — nie może być inaczej, bo oszukani nie głosują na tych, którzy ich najwcześniej oszukali.

Bo żeby czuć się […] upraw­nio­nym, mu­szą nas upra­wo­moc­niać na­sza prze­szłość, świat spo­łecz­ny, in­sty­tu­cje.

*

Są ma­rze­nia i jest rze­czy­wi­stość. Po­go­dze­nie jed­ne­go z dru­gim wy­ma­ga nie tyl­ko upo­ru, rów­nie nie­zbęd­ne są sprzy­ja­ją­ce okoliczności.

*

Na ostat­niej stro­nie bo­ha­ter poj­mu­je, że nie da się „wró­cić”, nie da się znieść gra­nic bu­do­wa­nych od tylu lat. Co naj­wy­żej moż­na pró­bo­wać po­łą­czyć te­raź­niej­szość z prze­szło­ścią, po­go­dzić się z sobą i ze świa­tem, któ­ry się po­rzu­ci­ło. Stwier­dza po pro­stu, że „zmie­rzył dy­stans” i że „mie­rząc dy­stans”, „kła­dzie się kres wy­gna­niu”.
     Ma ra­cję czy nie? Nie umiem od­po­wie­dzieć. Wiem tyl­ko, że mia­łem łzy w oczach, gdy do­tar­łem do koń­ca książ­ki
[…].

*

Mógł­bym po­wie­dzieć, że z jed­nej stro­ny sta­łem się tym, kim by­łem, a z dru­giej – od­rzu­ci­łem to, kim po­wi­nie­nem być. Oba te ru­chy szły u mnie w pa­rze.
     W grun­cie rze­czy by­łem na­zna­czo­ny dwo­ma spo­łecz­ny­mi wer­dyk­ta­mi: kla­so­wym i sek­su­al­nym. Nie da się przed nimi uciec. No­szę w so­bie pięt­no jed­ne­go i dru­gie­go. Ale po­nie­waż w pew­nym mo­men­cie ży­cia oba te wer­dyk­ty we­szły z sobą w kon­flikt, mu­sia­łem sam sie­bie ukształ­to­wać, roz­gry­wa­jąc je­den prze­ciw­ko dru­gie­mu
.

*

[…] nie by­łem „po­wo­ła­ny”. […] Prze­ciw­nie. Cze­kał mnie inny los: ko­niecz­ność spro­wa­dze­nia mo­ich pra­gnień na grunt moż­li­wo­ści spo­łecz­nych. Mu­sia­łem więc wal­czyć — naj­pierw z sa­mym sobą — żeby przy­znać so­bie zdol­no­ści i pra­wa, któ­re in­nym są dane z góry. Mu­sia­łem po­ru­szać się po omac­ku dro­ga­mi, któ­re dla uprzy­wi­le­jo­wa­nych są ni­czym ozna­ko­wa­ny szlak. A na­wet czę­sto sa­me­mu to­ro­wać so­bie dro­gę, po­nie­waż te ist­nie­ją­ce nie były otwar­te dla ta­kich jak ja. W po­ło­wie lat dzie­więć­dzie­sią­tych zy­ska­łem nowy sta­tus i nowe mię­dzy­na­ro­do­we śro­do­wi­sko, ode­gra­ły one dla mnie z opóź­nie­niem rolę, jaką kla­so­wy ha­bi­tus i kró­lew­skie dro­gi ka­rie­ry szkol­nej i uni­wer­sy­tec­kiej od­gry­wa­ją dla in­nych.

*

Po­czu­cie god­no­ści jest kru­che i nie­pew­ne, po­trze­bu­je zna­ków po­twier­dze­nia. Przede wszyst­kim nie mo­że­my od­no­sić wra­że­nia, że ma się nas za nic albo trak­tu­je się nas jak zwy­kłe dane z ta­blic sta­ty­stycz­nych czy ksiąg ra­chun­ko­wych, to zna­czy jak milczą­ce obiek­ty de­cy­zji po­li­tycz­nych.

*

Nie­ła­two jest wy­ma­zać hi­sto­rię. Dro­gi do tego stop­nia rozbieżne z tru­dem krzy­żu­ją się na nowo.

*

Na po­cząt­ku li­ceum je­den z na­uczy­cie­li po­wie­dział mi: „Nie zaj­dziesz da­lej niż do na­stęp­nej kla­sy”. Ba­łem się tego wy­ro­ku, póki nie za­li­czy­łem tej kla­sy. Ale w grun­cie rze­czy ten głu­pek ro­zu­mo­wał po­praw­nie: zaj­ście da­lej, a na­wet doj­ście do tego po­zio­mu nie było mi pi­sa­ne.

*

Ma­rzy­łem o wta­jem­ni­cze­niu w ar­ka­na my­śle­nia i re­flek­sji.

*

W mo­ich uszach na­zwy tych dy­plo­mów [licencjat, magisterium] brzmia­ły wspa­nia­le. Nie wie­dzia­łem, że już za­czę­ły tra­cić ja­ką­kol­wiek war­tość.

*

[…] nie ma cze­goś ta­kie­go jak ab­so­lut­ny „prze­wrót”, tak samo jak nie ma ab­so­lut­nej „eman­cy­pa­cji”; oba­la się coś w da­nym mo­men­cie — tro­chę się prze­su­wa­my, od­da­la­my, ro­bi­my krok w bok. By ująć to w ter­mi­nach Fo­ucaul­ta: nie ma co ma­rzyć o nie­moż­li­wym „wy­zwo­le­niu”, mo­że­my co naj­wy­żej prze­kro­czyć kil­ka wpro­wa­dzo­nych przez hi­sto­rię gra­nic, któ­re nas w ży­ciu krę­pu­ją.

*

Ka­pi­tal­ne zna­cze­nie mia­ło dla mnie zda­nie Sar­tre’a z jego książ­ki o Ge­ne­cie: „nie jest istot­ne, co z nas zro­bią, ale co sami zro­bi­my z tego, co z nas zro­bio­no”. Szyb­ko sta­ło się ono moją de­wi­zą. Za­sa­dą pew­nej asce­zy — pra­cy Ja nad sobą.

Didier Eribon, Powrót do Reims, przeł. Maryna Ochab,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Stop­nio­wo od­kry­wa­jąc wła­sne pra­gnie­nia i wła­sną płcio­wość, wkra­cza­łem więc do ka­te­go­rii już wcze­śniej okre­ślo­nej i na­pięt­no­wa­nej obe­lży­wy­mi sło­wa­mi i czu­łem lęk — jaki te sło­wa bu­dzą w tych, w któ­rych są wy­mie­rzo­ne – że do koń­ca ży­cia będę na nie na­ra­żo­ny. Obe­lga to cy­tat po­cho­dzą­cy z prze­szło­ści. Sens na­da­je jej to, że wcze­śniej po­wta­rza­li ją inni lu­dzie: „Osza­ła­mia­ją­ce sło­wo przy­by­łe z głę­bi wie­ków”, mówi Ge­net w jed­nym z wier­szy. Ale dla znie­wa­ża­nych ozna­cza też pro­jek­cję w przy­szłość: za­trwa­ża­ją­ce prze­czu­cie, że te okre­śle­nia i kry­ją­ca się w nich prze­moc będą im to­wa­rzy­szyć całe ży­cie.

*

Obe­lga rze­czy­wi­sta lub po­ten­cjal­na — to zna­czy ta, z któ­rą się sty­ka­my, bądź ta, z któ­rą bo­imy się ze­tknąć — wy­zna­cza ho­ry­zont na­sze­go sto­sun­ku do świa­ta i do in­nych.

*

Cóż to za po­żą­da­nie, któ­re musi mil­czeć, ukry­wać się, wy­pie­rać się sie­bie pu­blicz­nie, któ­re żyje w lęku przed wy­śmia­niem, na­pięt­no­wa­niem czy pod­da­niem psy­cho­ana­li­zie, a póź­niej, po po­ko­na­niu sta­dium stra­chu, sta­le musi się po­twier­dzać i do­ma­gać się pra­wa do ist­nie­nia […]? Ma ono w so­bie za­sad­ni­czą kru­chość, ła­twość zra­nie­nia, świa­do­mą sie­bie i do­zna­wa­ną za­wsze i wszę­dzie, jest pod­szy­te lę­kiem (na uli­cy, w pra­cy…). I to tym bar­dziej, że obe­lgą są tak­że wszyst­kie te pe­jo­ra­tyw­ne, de­pre­cjo­nu­ją­ce, sar­ka­stycz­ne, po­ni­ża­ją­ce sło­wa, któ­re się sły­szy, na­wet nie bę­dąc ich bez­po­śred­nim ad­re­sa­tem.

*

Świat ge­jow­ski i spo­so­by ży­cia ge­jów wią­żą się nie tyl­ko z sek­su­al­no­ścią, ale też ze spo­łecz­nym i kul­tu­ro­wym two­rze­niem sie­bie jako pod­mio­tu. Moż­na je opi­sać jako miej­sca, fi­la­ry i spo­so­by upodmio­to­wie­nia, jed­nost­ko­we­go i zbio­ro­we­go za­ra­zem.

*

[…] dla­cze­go lu­dzie tacy jak ja mu­szą zno­sić tę prze­moc i żyć w sta­nie cią­głe­go za­gro­że­nia?
     Trze­ba do tego do­dać spo­łecz­ne od­rzu­ce­nie i me­dycz­ną pa­to­lo­gi­za­cję (psy­chia­trycz­nych i psy­cho­ana­li­tycz­nych dys­kur­sów o ho­mo­sek­su­ali­zmie), któ­re są in­ne­go typu agre­sją — nie fi­zycz­ną, lecz dys­kur­syw­ną i kul­tu­ro­wą, któ­rej po­wszech­ność, by nie po­wie­dzieć: wszech­obec­ność w prze­strze­ni pu­blicz­nej, była wy­ra­zem ogól­nej ho­mo­fo­bicz­nej prze­mo­cy, jaką czu­li­śmy się do­słow­nie oto­cze­ni. Że to trwa do dziś, udo­wod­ni­ły nie­mal ob­sce­nicz­ne sym­bo­licz­ne po­gro­my, ja­kie się roz­pę­ta­ły pod­czas de­bat o uzna­nie praw­ne par jed­no­pł­cio­wych i ro­dzi­ców ho­mo­sek­su­al­nych: ileż tek­stów o „pre­ten­sjach na­uko­wych” – psy­cho­ana­li­tycz­nych, so­cjo­lo­gicz­nych, an­tro­po­lo­gicz­nych, praw­nych itp. – oka­za­ło się ni­czym in­nym jak try­bi­ka­mi ide­olo­gicz­nej i po­li­tycz­nej ma­chi­ny, ma­ją­cej za za­da­nie utrwa­le­nie usta­lo­ne­go po­rząd­ku i upodrzęd­nia­ją­cych norm oraz utrzy­ma­nie ge­jów i les­bi­jek w sta­nie po­czu­cia niż­szo­ści i nie­pew­no­ści sie­bie, z któ­rych pró­bu­ją się dziś wy­do­być
?

*

Wszyst­ko to — to zna­czy wszyst­kie prze­ży­wa­ne dzień po dniu, rok po roku obe­lgi, ata­ki, prze­moc wer­bal­na i kul­tu­ro­wa — wry­ło mi się w pa­mięć (chcia­ło­by się po­wie­dzieć: w mój byt). To pięt­no jest in­te­gral­ną czę­ścią ży­cia ge­jów, tak samo jak ży­cia wszyst­kich pod­mio­tów mniej­szo­ścio­wych i styg­ma­ty­zo­wa­nych.

*

[…] chwi­la, kie­dy wstyd prze­mie­nia się w dumę… Ta duma jest na wskroś po­li­tycz­na, po­nie­waż rzu­ca wy­zwa­nie głę­bo­kim me­cha­ni­zmom nor­mal­no­ści i nor­ma­tyw­no­ści. Nie jest tak, że czło­wiek znaj­du­je dla sie­bie nową for­mu­łę, wy­cho­dząc od ni­cze­go — ukształ­to­wa­nie wła­snej toż­sa­mo­ści, gdy wy­cho­dzi się od tej, któ­rą nam na­rzu­cił po­rzą­dek spo­łecz­ny, wy­ma­ga dłu­giej i cier­pli­wej pra­cy. I dla­te­go nie spo­sób uwol­nić się cał­ko­wi­cie od obe­lgi ani od wsty­du. Tym bar­dziej że świat bez­u­stan­nie przy­wo­łu­je nas do po­rząd­ku, re­ak­ty­wu­jąc uczu­cia, o któ­rych wo­le­li­by­śmy za­po­mnieć i któ­re cza­sem wy­da­ją się za­po­mnia­ne.

*

Na­sza prze­szłość wciąż jest na­szą te­raź­niej­szo­ścią. Kształ­tu­je­my się na nowo, od nowa two­rzy­my sa­mych sie­bie (po­dej­mu­jąc to za­da­nie nie­ustan­nie), ale nie kształ­tu­je­my się, nie two­rzy­my od zera.

(tamże)

3531. Rodzinnie

Stado:
(wraca z krótkiego rehabilo-spaceru)

(pod drzwiami klatki)
Sadownik:
(dając jej psiego chrupka,
usiłuje zmienić naturę Heni
)
De-li-kat-nie!

Jabłoń:
(razem z Sadownikiem znają niejednego psa,
co delikatnie bierze smakołyki
)
To nie husky, to labrador…
w dodatku średnio wychowany.

Sadownik:
Szkoda, że średnio.

Jabłoń:
(broni Kudłatą)
Co ty chcesz? My też
jesteśmy średnio wychowani.

Sadownik:
Mów za siebie.

3530. O dotyku

Chwyciło mnie zdjęcie kilkadziesiąt godzin temu i trzyma. Wiedziałam, że tu trafi, ale nie wiedziałam jak. Aż natknęłam się na poniższe słowa i wszystko stało się jasne, bo dotknąć można również fotografią, a ja uwielbiam ten rodzaj doświadczeń. Saxifrago, dziękuję.

Gdy kogoś dotykamy, czy to rękami, czy spojrzeniem, czy słowem, ważna jest intencja, z jaką to czynimy oraz przytomność.
// Justyna Rychlewska, [dostęp: 6.11.2019], źródło.


fot. Saxifraga.

środa, listopada 06, 2019

3529. 115/131

choć powolutku, to osobiście. krok za krokiem. szczęście, którego nie byłam świadoma przez czterdzieści lat.

115/131

poniedziałek, listopada 04, 2019

3527. 113/131

pytaj. proś. możesz dostać więcej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić*.

113/131

____________
* zapytałam, poprosiłam — wymagało to ode mnie odwagi. otrzymałam niewiarygodnie dużo — zaniemówiłam z wrażenia.

niedziela, listopada 03, 2019

3526. 112/131

wyjść na idiotkę. nie możesz i już. o co więc chcesz zapytać, co chcesz zrozumieć?

112/131

(3524+1). O miłości

Jabłoń:
(rehabilitacyjnie w parku,
łapie oddech na ławeczce
)
Kocham Cię.

Sadownik:
(obok, na tej samej ławeczce)
Za co?

Jabłoń:
Pomimo!

3524. O sympatii

Sadownik:
(po niedzielnym śniadanku we dwoje)
Lubię Cię…
(krótka teatralna przerwa)
…ale za co?

Jabłoń:
(zaraz się dowie, że strzela sobie w stopę)
Nie lubi się „za co” lecz „pomimo”.

Sadownik:
(ryknął śmiechem)
Jeśli „pomimo”, to
mam duuużo argumentów!

sobota, listopada 02, 2019

3523. 111/131

nic się nie zmieniło. a zmieniło się tak wiele.
nieznany mi dotąd wewnętrzny ogień trawi wątpliwości, obnażając odwagę.

111/131

3522. Kilerka

Zabiła mi rehabilitacyjną piłkę trzy dni temu.
Służy nam już tylko do zabawy.

piątek, listopada 01, 2019

3521. 110/131

trudna rozmowa. jedna, druga. dobry czas.

110/131

3520. Praktyka chodzenia

Patrz pod nogi! Patrz pod nogi!
Patrzyłam. Musiałam się zatrzymać.

3519. W listopadowym słońcu

ćwiczyłam, a Ona…

musiałam. cyk!

3518. Przy kawie

Tę książkę wyjęłam z tej. Zachwyciła mnie fotografia na okładce (wciąż to robi). Klik, klik, zamówiłam, poczekałam, Sadownik odebrał, przy kilku kawach łyknęłam, a potem zadumałam się nad atmosferą opisywanego miejsca i nad okrucieństwem społecznego życia, które w domu wariatów jest wyjątkowo grubą, dobrze widoczną kreską kreślone. Skończoną odłożyłam — nie będę do tej książki wracać.

Tu wiecznie piętrzą się góry udręki, ale szczyt stanowią ci, którzy codziennie przychodzą przepełnieni miłością i odchodzą zrozpaczeni. Nie można im spojrzeć w oczy, nie można tego po prostu znieść.

*

Czy po tygodniach pobytu tutaj będę miała jeszcze ochotę albo odwagę, żeby się śmiać? A może właśnie tak? Może w ogóle w takich miejscach należy dopiero nauczyć się śmiechu, żeby już na zawsze mieć go w sobie.

*

„Powinna pani znaleźć sobie przyjaciela”, powiedział ordynator już w pierwszej rozmowie. Trzeźwo i rzeczowo odparłam: „Czy mam się na ulicy rzucić pierwszemu lepszemu mężczyźnie na szyję. A gdyby to był pan?!”.

*

Dlaczego, jeśli istnieją aniołowie, żaden z nich nie ma za zadanie zapobiegać tu na ziemi rzeczom, którym wolno się zdarzyć dopiero w najgorszym piekle. Zapisuję to zwyczajnymi słowami, zapisuję, jakby to nie było nic szczególnego, a właściwie powinna bym rozwalić te ściany i kamień po kamieniu ciska w niebo, ażeby sobie uprzytomniło, że ma jakieś obowiązki także tu, na dole.

*

Soboty — Bóg wie czemu — mają w sobie zawsze coś nieodparcie świątecznego.

*

Boże, czemu nie ma tu ani jednej duszy, z którą można by dzielić strach i nie powiększać go?

*

[…] stała, potrząsała lekko słupkami łóżka i bezustannie szeptała nad moimi nogami: „Chcę twojej głowy, musisz mi dać głowę, oni już tam czekają w kaplicy”… „Niech pani idzie spać”, poprosiłam, siadając, ale ona koniecznie domagała się mojej głowy. Trudno było ją od tego rozsądnie odwieść. Długo musiałam szukać właściwych słów, aż wreszcie zdołałam powiedzieć: „Nie dziś, kochana pani, siostra Marianna zanadto ma nas na oku, nie pozwoliłaby na to, ale może jutro. Na pewno kiedyś się uda, a teraz niech pani już idzie spać”… Do tego stopnia więc już nauczyłam się tutaj tej na wpół racjonalnej, na wpół obłąkanej perswazji, że skłoniłam ją, by zostawiła mnie i moje łóżko w spokoju.

*

[…] panowie doktorzy długo stali nade mną, a jeden powiedział: „o co chodzi, przecież to dorodna i niebrzydka kobieta”…

Christine Lavant, Zapiski z domu wariatów,
przeł. Małgorzata Łukasiewicz,
Ossolineum, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

czwartek, października 31, 2019

3517. 109/131

czy JA tu jeszcze jestem? a jeśli nie? to kim teraz jestem?

109/131

*

Prezent:
(otrzymany przez Pana Ciasteczko
od pani od języka włoskiego z okazji Halloween; reszta
ekipy też poniosła do domu takie mózgi-mydełka
)

wtorek, października 29, 2019

poniedziałek, października 28, 2019

3512. 106/131

idę, niebezpiecznie balansując na grubej linii — ze wszystkich sił staram się trzymać środka. po lewej rozpacz, po prawej zwątpienie. najtrudniejszy jest pierwszy krok, gdy rano budzi mnie ból.

106/131

3511. Na księżycu, czyli w Danii

Po rosyjskim czytaniu tułałam się po kilku książkach, nie mogąc przy żadnej zagrzać miejsca. Rozgrzebałam ze trzy (niczym minister kultury małych ludzi), nim trafiłam na tę starą, bardzo starą zaległość.

Ta książka jest niczym opowieść księżycowa — wiele rzeczy nie mieści się w głowie. Przyjemnie jest przechadzać się po znanej formie, w jakiej książki Autora ukazały się w Polsce. Gdyby ta opowieść tematyczna miała morał, brzmiałby on tak: nie myl bogactwa z dobrostanem.

Kiedy Rita była dzieckiem, była przekonana, że istnieją tylko trzy kolory: czarny, szary i brązowy. Jej ojciec postanowił to zmienić i zaczął ją zabierać na poszukiwanie skarbów po całym mieście: szukali kolorów, piękna i dobra.

*

Poranek może być do niczego, co nie zmienia faktu, że nadal masz cudowne życie.

Jeśli spojrzymy na angielskie słowo companion, hiszpańskie compañero czy francuskie copain, zauważymy, że wszystkie pochodzą od łacińskiego companis i oznaczają „kogoś, z kim dzieli się chleb”.

*

[…] hałas, który robią sąsiedzi, przestaje być dokuczliwy, kiedy znamy ich imiona i historie.

*

Życiowe porażki trudniej znieść, kiedy się nie zna żadnych przekleństw.

*

Nie chodzi bowiem tylko o to, żeby widywać się z ludźmi — chodzi o to, żeby się ze sobą kontaktować. Rozumieć się nawzajem. Ufać sobie na tyle, żeby móc opuścić gardę, pozwolić innym dowiedzieć się, co naprawdę myślimy. Dopuścić do siebie drugiego człowieka.

*

Trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko. […] Nasz język kształtuje nasze zachowania, a przysłowie ma nam przypominać, że wszyscy jesteśmy dla siebie nawzajem opiekunami.

*

Ciesz się podróżą do wybranego celu, ale nie zapominaj, że jego osiągnięcie nie przyniesie ci całkowitego zaspokojenia.

*

[…] wiara w uzdrawiającą moc książek zrodziła się w starożytnym Egipcie i Grecji, gdzie biblioteki uważano za miejsca uzdrawiające duszę, o czym informowały czytelników odpowiednie inskrypcje.

*

W niemieckim jest też określenie na prezent, który się wręcza w ramach przeprosin: Drachenfutter — dosłownie karma dla smoka.

Meik Wiking, Lykke. Po prostu szczęście,
przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Jeśli kraj podwaja swoje bogactwo, ale 90 procent tego bogactwa trafia do 10 procent najbogatszych obywateli, to nie jest to wzrost. To chciwość.

*

Miasto osiąga sukces nie wtedy, kiedy staje się bogate, ale kiedy jego mieszkańcy są szczęśliwi. […] Mówimy ludziom: jesteście ważni nie dlatego, że macie pieniądze, ale dlatego, że jesteście ludźmi. Kiedy traktujemy człowieka jak kogoś wyjątkowego, wręcz świętego, to zaczyna się tak zachowywać. Chodzenie jest dla nas równie naturalne jak dla ptaków latanie.
// Guillermo Peñalosa

*

Społeczeństwa należy oceniać nie na podstawie sukcesów tych, którzy są pierwsi na mecie, ale na podstawie stosunku do tych, którzy upadli.

*

Wielkie rzeczy nierzadko mają skromne początki.

(tamże)

3510. Śmiech przez łzy

Jabłoń:
(jakieś cztery tygodnie temu
w Małej Danii pędzi o balkoniku
)

Biały Kruk:
Ty jesteś Julia na balkonie!

*

Wtedy zapadła decyzja, jak będą nazywać się osobiste cztery kółka Drzewka. Przyszedł czas oswajania się.

*

Żulian & Jabłoń:

Mama Babuni:
(wczoraj napisała)
Z takimi butami
Ty się przejmujesz chodzikiem?!

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

niedziela, października 27, 2019

3509. 104–105/131

ostatnie takie słońce przez prawie cały weekend. pierwsze kroki w należących do tej samej pary butach. pierwszy raz od sześciu tygodni w (a) jeansach, (b) parku i (c) ruchomym szczęściu.

104–105/131

piątek, października 25, 2019

3508. 102–103/131

osobisty przewrót kopernikański jest nie do opisania słowami. wiadomo tylko, że nie może być już tak, jak było. a trzy takie przewroty pod rząd w ciągu kilku dni?

102–103/131

środa, października 23, 2019

wtorek, października 22, 2019

3505. 100/131

słowa. niby nic, bo na wiatr rzucane. a mogą zabić [na lata].

100/131

3504. Pechowe czytanie (IX)

Zachciało mi się wrzucić coś rosyjskiego na ząb. Zachcianka zaspokojona (z nawiązką) chudziutką, na szczęście, książką. Niespełna sto pięćdziesiąt stron mieli człowieka dokładnie i metodycznie, pozostawiając mu tylko jedną sprawną dłoń, by szybko książkę odłożyć dla swojego dobra choć na chwilę. Niektórych scen nie sposób pozbyć się sprzed oczu nawet po skończeniu całości.

Pietrow przygnębiony… Musieli uśpić kota domowego, „żeby się nie męczył”. Córka znalazła go na ulicy, wzięli go do siebie. Ale rok później żona powiedziała, że nie będzie w domu zapachów znosić. Zaczęła histeryzować. A kota żal było wyrzucić na ulicę, był już domowy. Wygląda na to, że to jej histeria męczyła kota i to od jej histerii go uwolnili, uśpiwszy. A jak od żony się uwolnić, Pietrow nie wie, choć o tym myśli.

*

[…] porządek w porządku, taka organizacja życia, że po to, by nie być bity, bijesz sam. Wszystko na strachu oparte. Człowiekowi wszystkiego trzeba zabronić, bo strach dopuścić go do wolności, więc ci, co pracują, to pracują ze strachu, że znajdą się na ulicy, czyli niby na wolności, a jeśli ktoś podporządkowuje się bez słowa, to ze strachu, ze zgromadzonej przez całe pokolenia rosyjskiego ludu wiedzy, że wolność to brak porządku, właśnie wymuszona konieczność, a zakaz to konieczność nie wymuszona, tylko właśnie powszednia. I podporządkować się to tak, jakby się samemu tego chciało.

*

A tymczasem wszyscy wedle takiego porządku, jakiego pojąć nie sposób, dzień w dzień żyją i przeżywają — każdy coś swojego przezwycięża, coś pokonuje, nie wiadomo co — wzmacniając się jako ludzie, to znaczy rozwijając w sobie, jak mięsień, człowieka — istotę, której natura pozwoliła wszelkimi możliwymi i niemożliwymi sposobami znajdować wyjście ze wszystkich okoliczności, dla każdego innego żywego stworzenia, a nawet dla samej przyrody, zupełnie bez wyjścia, z okoliczności, w których, powiedzmy, nie wytrzymałoby i zdechło zwierzę, pękł kamień, zginęła woda, ogień, ziemia itd.

*

Najbardziej przerażające w naszych czasach jest to, że boją się nie tchórze, tylko ludzie odważni.

*

Amputowane nogi w skrzynce z dykty — wszystkie jako bezpańskie wiozą do krematorium na spalenie. Ja wydawałem, a chłopaki z tej służby opowiedzieli bajkę. Kiedyś leniwy kierowca wrzucił swój ładunek do rzeki, no i to wszystko pływało, a milicja, wyłowiwszy, szukała potem góry trupów.

*

Zagadałem się z Chińczykiem, przywiozło tu jednego pogotowie… Najbardziej uderzająca cecha: odnosi się z powagą do wszystkiego, a zwłaszcza do samego siebie. Rozwaga jak u starych kobiet. Starcza mimika i potakiwanie. Naiwni, wierzą we wszystko, co słyszą, jakby sami nie umieli kłamać. To znaczy — kiedy chcą zełgać, to pewnie po prostu milczą, nie wypowiadają się na głos, u nich kłamstwo jest odmianą milczenia, co zdecydowanie odróżnia ich od nas, Rosjan.

*

Pogotowie przywiozło bezdomnego… Murzyna. Jakiś Etiopczyk, mamrocze coś bezradnie. W izbie przyjęć przestraszyli się — cudzoziemiec. Gdyby był nasz, to przyjęliby go jak w piekle, a do niego odnosili się jak Pan Bóg przykazał, prawie z szacunkiem.

*

Jeśli całe życie poświęcić na oczekiwanie śmierci, to czego jak czego, ale jej z pewnością się doczekamy.

*

Ile ja tu widziałem śmierci… Czy widzieliście, jak ludzie umierają? W szpitalu widzi się to jak na wojnie, tylko to inna wojna, milcząca. Walczą, jedni mężnie, inni bez żadnej nadziei, i tak czy inaczej wszyscy skazani są na to, by kiedyś umrzeć.

     Szpital to jednak coś jak więzienie.
     Każdy ma wyrok.
     Strażnikiem w tym więzieniu jest choroba
.

*

Kradli bardzo gospodarnie: nasmarowali zawiasy olejem, nic innego nie uszkodzili, jednym słowem — zdmuchnęli niczym puszek, przecież dla siebie kradli, nie dla obcych. Na co mogło się zdać skrzydło bramy, w dodatku jedno? Dla jakiegoś gospodarstwa z garażem, zobaczyli, że to szpital, no to postanowili po kryjomu zwinąć. Wzięli pod uwagę, że szpital to instytucja państwowa, czyli z bramą czy bez bramy, i tak tam burdel panuje.

*

Hydraulik rozmyśla: „Jakie czasy, taki pieniądz… Co to teraz pięćdziesiąt tysięcy? Butelka wódki… A za sowieckich czasów? To mieszkanie w spółdzielni, dacza i wóz… I jeszcze na skrzynkę wódki by zostało

Oleg Pawłow, Dziennik szpitalnego ochroniarza, przeł. Wiktor Dłuski, Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2019.

poniedziałek, października 21, 2019

niedziela, października 20, 2019

3502. 98/131

poza chorobę. patrzeć. z zaciekawieniem, a nie z niedowierzaniem.

98/131

3501. Pechowe czytanie (VIII)

Dopiero przy tej książce zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób publikacje książkowe są nominowane do Nike. Zachwyt i peany, a nawet opinia, że właśnie ta książka powinna dostać nagrodę, są przeze mnie zupełnie niezrozumiałe.

Winne czytaniu tego skromnego dziełka są te słowa: […] ma pani ogień? Odpowiedź zajęła mi kilka lat, ale pytanie było jak iskra. Moja wyobraźnia zajęła się i stanęła w płomieniach.

Zachwyciły mnie. Szkoda, że nie ma w tej książce nic równie pięknego. Ot, książczyna, której narratorką jest kundel (suka rasy mieszanej) w kagańcu patriarchatu, któremu wydaje się, że zerwał się z łańcucha. Przeczytałam, bo odpalił się orzeszkowy gen (zaczęłaś, skończ). Bardzo mi przykro, że można nie tylko pisać, ale nawet myśleć w ten sposób o kobiecej seksualności. Krótka wymiana ognia już w tytule zapowiada, że będzie wspomnieniem ósmej części szybkiego numerka rozłożonego horyzontalnie na prawie dwustu stronach.

Nominacja do Nike 2019? Kiepski żart, choć jednocześnie fakt.

Zaciągnąć go do siebie i ostatni raz naszprycować się życiem, miłością, kusą wiecznością dla dwojga, nie, a może…, nie.

*

Przepalony klosz kinkietu przepuszcza skąpe światło. Oglądamy się. A więc to jest mój Romeo. No nie. Bywało lepiej. Romeo. A ja chcę Parysa. Dajcie mi go. Oddam Królestwo i Kurestwo, wszystko za Parysa. Parys, nawet za króla Leara. Dopłacę. Parysa.
     Co jakiś czas przejeżdżają tramwaje, czuję drgania ścian
.

*

Nic na to nie wskazuje, ale mężowie, jak przypuszczam, też kiedyś byli mężczyznami.

*

Chodzisz na terapię? To się czasem podobno przydaje, tłumaczy pospiesznie, nerwowo. Ja też nie wierzyłem w tę całą psychologię, ale to w sumie nie kwestia wiary, tylko umiejętności.
     Z posępną wyższością mówi, jakby wypisywał mi receptę.
     Sam tego nie wymyśliłeś.
     Ale sam zapamiętałem.
     Nie potrzebuję żadnej terapii.
     No tak, kpi ze mnie cicho. Terapia, ty tego nie potrzebujesz, ty przecież piszesz wiersze.
     Żegna się niechlujnie, pospiesznie. Doskonale wie, gdzie mnie dotknąć, żeby bolało. Lekarze wiedzą to szybciej. Z innymi mężczyznami zajmuje to trochę więcej czasu
.

*

Ja ci tę wiarę w Boga przywrócę. W Boga i rodzinę. No i może też w tę całą miłość czy jak to się między niewiastami nazywa. Chociaż z tą całą miłością to tylko zawracanie gitary.

*

Chcę z tobą normalnej rodziny.
     Roześmiałam się.
     Ale po co mówisz „normalnej”. Rodzina wystarczy. Bo rodzina brzmi dumnie. Jak człowiek
.

*

Przemawiała mi do rozsądku. Jakby już od dziecka przyzwyczajona do tego, że można przemawiać tylko do tego, czego nie ma.

Zyta Rudzka, Krótka wymiana ognia,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2019.

3500. U Orzeszka i Białego Kruka (LIX)


fot. Biały Kruk.

3499. Pechowe czytanie (VII)

Cisza wyborcza. Audycja, której słuchają Orzeszek i Biały Kruk tydzień w tydzień. Tej konkretnej w dniu wyborów i ja jednym uchem słuchałam. Ostatnie pięć minut i padł tytuł książki! Zaraz po tym, gdy go usłyszałam, stuk, stuk, klik, klik i miałam ją na swoim kundlu. I wiedziałam, że stosik czytelniczy, opróżniany powoli, musi poczekać, bo ta wepchnęła się w moje ręce i nie miała zamiaru negocjować: my way or highway.

Zaczęłam w Małej Danii i skończyłam, środek czytając w ulu. Osłupienie, niedowierzanie, bezsilność i przecieranie oczu ze zdziwienia — to wszystko towarzyszyło mi podczas lektury. Nie miałam pojęcia, że część mego doświadczenia to chory standard.

Dwa dni zastanawiałam się, jak wybrać i pogrupować cytaty, bo książka ta nie jest jednowymiarowa i jest bardzo ważna. Że najlepiej w Polsce być młodym zdrowym białym katolikiem to się wie. Że bycie kobietą w Polsce nie jest łatwe też się wie. Dlaczego bycie pacjentką (o dowolnej orientacji) nie miałoby być jeszcze trudniejsze? (#B)

Drugi ważny dla mnie wątek dotyczy prostej rzeczy: ludzie kochają mężczyzn lub kobiety, ale w przypadku niektórych osób polskie społeczeństwo, nie wiedzieć czemu, daje sobie prawo, by robić wielkie halo i decydować, co jest normą, a co nie. Jeśli o mnie chodzi, nic się nie zmieniło, wciąż nie mogę się temu nadziwić. (#A)

#A:

Aby stać się osobą dojrzałą, potrzebujemy stosownych wyzwań, zawodowych i rodzinnych, musimy się z nimi mierzyć. Dobrze na przykład mieć pracę na miarę swoich umiejętności oraz spełniać się w relacjach społecznych.
     Na tej przesłance Ted Olson, prawnik Reagana i Busha, buduje swój konserwatywny argument na rzecz małżeństw jednopłciowych w USA. Wszyscy obywatele mają takie samo prawo do stabilizacji i do kształtowania związków rodzinnych w sposób jawny i odpowiedzialny.
     Przed Olsonem i jego kilkuletnią batalią prawną, toczoną na różnych poziomach Sądu Najwyższego, o niedojrzałość przez cały wiek dwudziesty podejrzewano osoby, by rzec najogólniej, nieheteronormatywne. Wcześniej uważane były za kryminalistów. Zwłaszcza jeśli nie zakładały rodzin
.

*

Moment mija. Ona opowiada o mężu, który ją wspiera, o planach, jakie robią na przyszłość. Ja znów się przed nią zamykam. Po prostu uprzejmie milczę. O, za granicą byłoby inaczej, jakże naturalnie byłoby się odwzajemnić. Zrewanżować się jakąś anegdotą, choćby powierzchowną, byle zabawną. Ale żyję tak, jak powinnam, za bardzo nie narzucając się nikomu. W zamian jestem „u siebie”, we „własnym kraju”. […] A co niby miałam jej powiedzieć? Jej życie to solidna pełnia; moje to garść obietnic. Jestem w wieku, który nazywa się statecznym, a o najbliższej mi osobie mówię: „moja dziewczyna”.

*

Być osobą nie z szablonu, postacią z tajemniczego pogranicza, nieheteronormatywną perełką, nawet jeśli się jest przy okazji człowiekiem kultury, to znaczy przyjąć na siebie pewien los — taki, że się zostaje potencjalnym obiektem szantażu lub choćby delikatnego, ledwie wyczuwalnego spychania na margines. A każda taka wpadka, co to się zdarza każdemu, bo się zapomniał, bo się gdzieś zasiedział, w ich przypadku składa się na „przeszłość”. A przeszłość zawsze można wyciągnąć.

*

Słuchanie bólu? Owszem, gdyż ból jest ważny, jest oznaką stanu zapalnego, a w tej analogii oznacza dawanie wiary własnym oznakom niewygody. Słuchanie głosów poszkodowanych.
     Stawanie murem za każdą grupą, która jest w danym momencie atakowana. Bez względu na sympatie. Jeśli są to bezdomni, to bronimy bezdomnych. Jeśli cudzoziemcy, bronimy cudzoziemców. Jeśli zwierzęta w lesie, bronimy zwierząt. Stawianie oporu maszynie nienawiści, która z początku tylko testuje naszą tolerancję, zanim przejdzie od słów do czynów
.

*

Nie mogę, nie potrafię już więcej czytać prasy, w której obiektem drwin stają się moi przyjaciele. To oni mają być rzekomo zagrożeniem porządku społecznego. Bo optymistycznie i nieugięcie pragną, żeby porządek prawny ich uwzględnił.

#B (systemowo):

Psychosomatyka to odpowiedź na wszystko, kiedy nie widzi się biologicznej przyczyny. Co nie znaczy, że jej nie ma.
// Jennifer Brea

*

Chroniczność znaczy tyle, że cokolwiek to jest i czy zyskało już nazwę, niczym nowo odkryta planeta, nie da się już tego odwrócić.

*

Sprawa jest prosta, choroba, grzech i śmierć to „błędy w myśleniu”. Uleczenie nastąpi dzięki modlitwie. Pogorszenie stanu zdrowia, nie mówiąc już o śmierci, świadczy o tym, że myśl wciąż jest wypaczona, a modlitwa – nie dość skuteczna.

*

[…] jak dowodzi Sander Gilman, jest choroba (disease) i choroba (illness). Na tę pierwszą się zapada. Ta druga jest stylem przeżywania. Co tu jednak przeżywać, gdy otoczenie nam mówi, że musimy się wstydzić? Jak powstrzymać się od znikania, jeśli obiecuje ono przynajmniej ukojenie?

*

Obawiać się można tylko tego, co potrafimy sobie wyobrazić.

*

Freud uważał konwersję na chrześcijaństwo za rodzaj uwiedzenia, podążania za syrenim głosem, któremu nie zamierzał się poddać. Nie planował się też przystosować do roli obiektu uprzedzeń. Zamiast tego dokonał własnego przewrotu kopernikańskiego. Przeniósł odium chorobliwości z Żydów na kobiety. […] Żydzi przestali chorować na neurastenię, a na rozmaite nerwowe przypadłości miały odtąd chorować kobiety.
     Na początku dwudziestego wieku w Wiedniu pojawia się nowy typ kobiet — takich, które chciałyby konkurować z mężczyznami, zdobywać, naprawiać, budować. One też kończą jako pacjentki Freuda, często z objawami somatyzacji. W miarę rozwoju immunologii umacniało się zarazem przekonanie o tym, że przypadłości mogą być realnie umocowane w ciele.
     Pacjentka zatem postrzegana jest przez Freuda jako uchodźczyni z kraju płci naznaczonej chorobą (bo założeniem jest, że kobiecość sama w sobie jest chorobą), która pragnie, świadomie lub nie, dokonać konwersji na męskość (poprzez ambicje naukowe, zawodowe, bądź też przez fantazje uwodzicielskie), czyli wyzdrowieć.
     To niemożliwe, bo konwersja osłabia. Skłania do melancholii albo do histerii, czyli do przesadnego przeżywania własnych symptomów
.

*

     — Myślimy, że eksternalizuje pani niektóre emocje poprzez swoje symptomy.
     — Naprawdę?
     — Tak, a w zasadzie sama je pani tworzy. Jest to pani wewnętrzna rzeczywistość, ale to pani sprawia, iż przybiera ona kształt choroby.
     Podoba mi się ten pomysł. Jeśli mogę tworzyć własne symptomy, to znaczy, że mogę je też odwołać. Przede wszystkim oznacza to wolność od medycznego kołowrotu, dobijania się o wizytę, błagania o uwagę, zgadywania, czy po drugiej stronie biurka siedzi ktoś przyjazny, czy też na odwrót, opryskliwy i w złym humorze. Wolność od czekania trzy miesiące na to, żeby pokazać wyniki rentgena lekarzowi, który chce i mógłby mnie wyleczyć. Wolność od czekania rok na wizytę u specjalisty, dwa lata na operację, osiem miesięcy na rehabilitację.
     Mogę zatem leczyć się sama. A do tego — tanio, najtaniej
!

*

Kate Abramson zastanawia się, po co niektórzy ludzie dręczą innych, wmawiając im, że ich pragnienia i potrzeby rozmijają się z obiektywną prawdą, a nawet że są objawem choroby psychicznej. Dlaczego nie wystarczy powiedzieć „mam odmienne zdanie na ten temat”? Czemu forma komunikacji, którą wybierają ci ludzie, musi koniecznie przybrać formę kategoryczną: „czy ty w ogóle potrafisz zachowywać się normalnie?”, „to jest chore!”, „zamówić ci wizytę u psychiatry?”. I odpowiada, że chodzi po prostu o element kontroli. Żadna inna odzywka nie daje gwarancji, że ofiara zostanie momentalnie wytrącona z równowagi. Miną cenne sekundy, zanim się pozbiera.

*

Czy strach, który jest echem przeszłości, będzie już zawsze hamować moje kroki?

*

Gaslighting jest formą przemocy emocjonalnej stosowaną najczęściej wobec kobiet. Ale przez kogo? W rozmaitych sytuacjach, gdy matka podważa zdolność córki do racjonalnego myślenia, gdy lekarka nie dowierza pacjentce — co zdaje się być statystyczną normą, jeśli chodzi o choroby neurologiczne i autoimmunologiczne — jest to niestety przemoc kobiet wobec kobiet.

*

Ludziom mówi się, żeby nie przejmowali się byle czym. Idą do lekarza i tyle słyszą: „Niech pani się tak nie przejmuje. Proszę sobie odpocząć”.

*

Czy naprawdę taniej jest wmawiać pacjentce, że generuje symptomy ze strachu? Przecież ktoś będzie płacić za leczenie choroby, którą rozpoznano z opóźnieniem, a więc w stadium bardziej zaawansowanym.

*

To życie byłoby całkiem do zniesienia, gdyby tylko ktoś dał mi gwarancję, że ból nie podbije dalszych terytoriów, że skończy się na jednej sztywnej nodze.
     Tak zaczyna się negocjowanie z chorobą. Ale nie ma takiej gwarancji. Niestety, brak tam po drugiej stronie rozumnego bytu, zdolnego dogadać się, podpisać pakt. Choroba to nie sułtan z opowieści tysiąca i jednej nocy, jest głucha na piękno literatury, nie da się jej oczarować. Jej rozkoszą jest zginąć razem ze mną
.

*

Ważne jest, by oddawać sprawiedliwość lekarzom, którzy, jeśli chcą traktować swoją pracę poważnie, często pracują ponad siły. System medyczny nie rozlatuje się tylko dzięki wysiłkowi zatrudnionych w nim osób.

Izabela Morska, Znikanie,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

#B (indywidualnie):

Moje ciało gwałtownie stara mi się coś przekazać. Tylko nie znam tego języka. Mówi do mnie w farsi, poszeptuje w paszto.

*

Zadziwiają mnie sprawy, którym wcześniej nie poświęcałam wiele czasu. Na przykład, ile siły wymaga codzienne funkcjonowanie! Na to, żeby wstać, wziąć prysznic, rozmawiać, planować, wykonać cokolwiek z tego, co się zaplanowało! Ile skupienia potrzeba, żeby ruszyć z miejsca ludzką maszynę! Ile precyzji, żeby podnieść rękę na wymaganą wysokość.

*

[…] od kiedy przyznaję przed sobą, że jestem chora, kieruje mną nieznużone postanowienie, żeby nauczyć się być w porządku przynajmniej wobec samej siebie.

*

W obolałym ciele rzeczywistość staje się kanciasta. O wiele łatwiej się o coś otrzeć, uderzyć. Dłużej odczuwa się skutki czegoś, co inaczej byłoby tylko omsknięciem.

*

Życie po klęsce wcale nie musi oznaczać rezygnacji. Nadal można się kręcić, ugotować egzotyczną potrawę. Ma ono w sobie jednak spokojną łagodność życia po życiu.

*

Małe kroki w dobrym kierunku. Postanowienie, żeby ocalić to, co się da, z oryginalnego planu.

*

Przypominam sobie przyjemność, jaka zwykła dla mnie płynąć z bycia sobą.

(tamże)

piątek, października 18, 2019

3497. 96/131

dwa poniższe zdania (drugie!). trzeci dzień pracują we mnie. suma mego doświadczenia robi mi niemałą różnicę.

96/131

*

If you have some catastrophic change in your life, like disease or injury, one of the most difficult things facing you is letting go of the past—the easy, idyllic past—and focusing on the life you have now. It’s easy to forget that even before catastrophe, you didn’t think of your life as easy.

Darene Cohen, Turning Suffering Inside Out,
Shambhala Publications, Boston 2000.

czwartek, października 17, 2019

środa, października 16, 2019

3495. 94/131

co chcesz robić, ale nie robisz, bo nie umiesz? skąd pomysł, że jak tego nie robisz, to w końcu się nauczysz? no właśnie, skąd?

94/131

*

[…] notice very subtle things that catch your attention, hold on to them, then let them speak to you.

Amy Mindell, The Dreaming Source of Creativity,
Lao Tse Press, Portland, 2005.

wtorek, października 15, 2019

3494. 93/131

w dołku — co robiłam, mając wrażenie/przekonanie/pewność, że tkwię w nim po same uszy? spisać i robić jutro wyłącznie to, czego na tej liście nie ma — zaordynowałam sobie wczoraj późnym wieczorem. działa*!

93/131

_____________
* zadziałało dziś; jutro drugi dzień testów.

poniedziałek, października 14, 2019

3493. 92/131

poezja bycia we własnym domu wyostrzyła apetyt na więcej. proza bycia we własnym domu sprowadziła apetyt do parteru. jeszcze dużo czasu upłynie, nim swobodnie będę się przemieszczać po ulu, nim pójdę z psem na spacer, nim wszystko inne, co sprawia, że żyję bardziej, mocniej i po swojemu.

92/131

niedziela, października 13, 2019

3492. 91/131

na wybory, jazda! do ula na chwilę i cztery noce. zapach naszego domu, wciągany nosem, uszami i całą powierzchnią ciała, uszczęśliwia.

91/131