niedziela, grudnia 22, 2019

3611. Momentum

Dla jednych to początek astronomicznej zimy. Dla innych jej środek. Dla mnie to pierwszy koniec zimy. Najkrótszy dzień roku. Wczoraj.

Wczoraj. Całe w podróży. Już za nami. Dziś dziarsko idziemy we wspaniałym nastroju ku wiośnie.

sobota, grudnia 21, 2019

3610. Życzenie świąteczne

Sponiewierani trudnym tygodniem odmóżdżaliśmy się wczoraj.

zamiast czuć i reagować,
będziesz musiał myśleć i wybierać
.

// Iron Fist, sezon 2., odcinek 8.

Kupiłam na pniu. Skroiłam na swoje potrzeby
i mam życzenie świąteczne:

zamiast reagować na myśli,
będziesz potrzebował czuć i wybierać
.

// Drzewko

piątek, grudnia 20, 2019

3609. U Orzeszka i Białego Kruka (LXI)

Jabłoń:
(trzeci dzień, dzwoniąc do Białego Kruka,
dodzwania się do przedsiębiorstwa
)

Biały Kruk:
Tu Fabryka Pierników*,
oddzwonię za dziesięć minut.

(dziś, po oddzwonieniu, sprzedał Drzewku
męski patent na skrawki ciasta
)

____________
* Jabłoń zachwycona podwójnym znaczeniem wyrażenia.

*

Biały Kruk:
(wieczorkiem napisał i zdjątka przysłał)
Konkurencyjne
…wyroby…


fot. Biały Kruk, fragmenty.

3608. Notes

Kaan:
(kupowała ulubione herbaty i…
dostała takiego pięknego „gratisa
”)

fot. Kaan, fragment.

*

Jabłoń:
(dostała to piękne „coś” i wie, że ten notes
trafił w najwłaściwsze ręce, i czeka na więcej
)


Kaan.

czwartek, grudnia 19, 2019

3607. Prasówka

Każdy przyjaciel ma w sobie jakichś nas, a kiedy odchodzi, zabiera tych swoich nas ze sobą jak prywatny talizman. Kiedy po latach go nam pokaże, trudno nam będzie siebie rozpoznać.

Karolina Lewestam, O przyjaźni, jeśli w ogóle się da,
Pismo, 12 (24), 2019.

Gepardzica:
(dokładnie dwa tygodnie temu
podesłała fotkę powyższego cytatu,
a potem dodała
)
To był fragment eseju
z magazynu Pismo.

Jabłoń:
Pismo będzie dostępne
w niedzielę w łazience?

Gepardzica:
Będzie dostępne, ale nie
w tej sali, gdyż albowiem
długość tekstu jednak
go dyskwalifikuje.

Jabłoń:
To będzie słowo na niedzielę :))))
(po chwili dorzuca, informując)
No i niedzielny wpis zrobił się sam. :))))
W niedzielę uzupełnię źródło i już.

Gepardzica z Kaan szybciutko wyprowadziły Jabłoń z błędu, że niedziela jak najbardziej aktualna, ale nie ta, o której Drzewko myślało, tylko kolejna.

Poczekałam na właściwą niedzielę. Pamiętałam. Ofociłam. Dziś przepisałam i proszę, już zawsze pod ręką będę miała nie tylko powyższy cytat.

Gdy człowiek się zmienia, zmienia się i przyjaźń. Jak? Chcę zrozumieć tę transformację, jakoś się w niej urządzić i zorganizować.

*

[…] silne związki międzyludzkie są oznaką zdrowia i statusu.

*

[…] o ile miłość anuluje miłość, o tyle nowa przyjaźń nie zagraża starej przyjaźni; to się zdarza, oczywiście (podobnie jak zdarza się funkcjonująca poliamoria), ale o jej istocie to nie stanowi.

(tamże)

* * *

Porządek czytania książek jest dla mnie ważny — stąd cierpliwe odnotowywanie na blogu, że to przeczytane, tamto skończone — bo każda z książek coś mi uświadamia, coś we mnie zmienia. Chcę wiedzieć, kto czytał tę czy tamtą książkę — tę / tamtą czytała ta, która skończyła czytać tę wcześniejszą.

Do artykułów, czasopism nie przywiązuję takiej wagi. Pilcha pisania nie lubię (a może jeszcze nie lubię — zaznaczyłam przed chwilą dwa tytuły do upolowania). Ten artykuł zrobił jednak na mnie wrażenie i informacja o nim musi się znaleźć tu, na tym blogu — tekst piękny, straszny i prawdziwy.

[…] nawet najwyższych lotów literatura nie daje pociechy. Niepełnosprawność nie jest prosta; nawet w centrum Warszawy niepełnosprawny musi dopasować się do miasta. Miasto do niego? Miasto nic nie musi. A on musi. On jest jak kot w wojsku – kot nie ma żadnych praw.

*

Wózek nie generuje spalin, a i tak potrafi wywołać omamy. Kogóż z nas nie przeszył strach jak z horroru: „Ja bez nóg? Nie daj Panie Boże!”. Owszem, czasem ktoś chwyci za klamkę zamykających się przed nami drzwi, czasem jakiś kierowca stanie na zielonym świetle i poczeka, aż obrócę wózek i pokonamy krawężnik tyłem. Namacalny dowód istnienia – jak to się teraz mówi – potencjału.

*

Niepełnosprawnych jest w Polsce zapewne nie mniej niż na przykład obywateli LGBT i ta grupa społeczna podobnie ma przed sobą zadanie łamania tabu, może nawet łamanie tabu twardszego do złamania. Widzieliście kiedyś całujących się na ulicy ludzi na wózkach? Widzieliście młode dziewczyny po amputacji ręki lub nogi śmiejące się na zakupach? Mężczyzn na wózkach pijących piwo w letnich ogródkach? Gdzie są te miliony?

*

Ograniczenie sprawności czy przewlekła choroba w Polsce nadal oznaczają duże wydatki, trzeba rozwagi w planowaniu budżetu. Jednak w domach zamykać może nie tylko brak środków na przyjemności, ale także brak sił na dodatkową aktywność czy alienacja. Poza wszystkim mroczny wizerunek niepełnosprawności nieustannie pozostaje wkodowany w nasze społeczeństwo.

*

Czy na niepełnosprawność można się przygotować? Raczej nie.

*

Czy nastąpiło jakieś cudowne nawrócenie? Czy zyskałem materiał pisarski? Czy teraz bardziej cenię życie? Czy istnieje czas przed i czas po? Raczej nie. Przede wszystkim mój świat literatury został skurczony do jednego metra. Kiedyś stawałem na kanapie, krześle, drabinie, drewnianych schodkach i z ochotą oddawałem się wielogodzinnym poszukiwaniom książek, znajdowałem poszukiwane, odnajdowałem zagubione na wieki, przestawiałem, odstawiałem. Mogłem wszystko, byłem panem swojej biblioteki, czyli swego świata — i to było dobre. Teraz centrum mojego dowodzenia jest biurko. Inaczej powiem: do każdego przedmiotu mam drogę po stokroć bardziej utrudnioną i dalszą. Ale mam ją.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka, Wózek w ruchu,
Polityka, 51/52 (3241), 2019.
(wyróżnienie własne)

3606. Człowiek — nie brzmi dumnie

Autor znany mi, ale okładka przez lata skutecznie mnie odpychała od lektury tej książki. Omijałabym ją nadal bardzo skutecznie, ale ją dostałam. Treść pierwszego rozdziału, rozpoczynającego się od słów: Wyobraźmy sobie… wciąga natychmiast, mnie wprawiła w osłupienie, bo wyobraźni mi na ten eksperyment zabrakło. Mała zmiana rekwizytów i z eksperymentu wyłania się rzeczywistość.

Mała zmiana rekwizytów, szerokości i długości geograficznych i… może i my będziemy mieć, dzięki idei przekopu Mierzei Wiślanej, całkiem przyzwoitą katastrofę ekologiczną, bo kto władzy (tak dobrej i tak skutecznej) zabroni? Ludzka głupota nie zna granic w żadnym miejscu globu. Dlaczego mielibyśmy być mądrzejsi?

*

Człowiek Zachodu na Wschodzie. Już pierwszego dnia cieszę się, że pojechałem do Uzbekistanu sam. Będąc samemu, jest się siłą rzeczy znaczne bardziej otwartym na to, co na zewnątrz — na ludzi, przygody, propozycje, okazje. Podróżując w kilka osób, zapewne tworzylibyśmy zamkniętą grupę i nie potrzebowalibyśmy aż tak bardzo kontaktu z innymi. Mówilibyśmy w swoim języku, spędzalibyśmy czas ze sobą, na swój, europejski sposób. Będąc samemu, można w pełni delektować się zetknięciem Wschodu i Zachodu w samym sobie.

*

Człowiek z Zachodu wrzucony we wschodnią rzeczywistość musi się pozbyć wszystkich stereotypów, uprzedzeń i przyzwyczajeń. I przede wszystkim pokonać swoją nieufność. Wyzbyć się tego paskudnego poczucia, że każdy na pewno chce go oszukać. Lub okraść. Albo co najmniej naciągnąć. O ironio, boimy się, że ktoś nas naciągnie na 2 zł 58 gr na bazarze, a w domu, w Europie, codziennie jesteśmy naciągani na grube tysiące przez banki, instytucje, korporacje. Boimy się zjeść szaszłyk na targu, bo brudno i niehigienicznie, a u siebie ze spokojnym sumieniem chodzimy do McDonalda. Obrazy Wschodu, zwłaszcza krajów islamskich, rozpowszechniane przez media, napawają lękiem. „Porwą cię. Przecież tam jest Afganistan tuż obok. I wojna, i narkotyki, i handel bronią”. Wszystko to okazuje się oczywiście bzdurą. Nigdzie chyba nie doznamy tak wielkiej otwartości, bezinteresownej życzliwości i gościnności jak w tych krajach. Kiedy idę przez Mujnak, gdzie ludzie żyją w skrajnym ubóstwie, jestem zapraszany do domów, częstowany jedzeniem. Dostaję nawet chleb na drogę. „Pieniędzy nie chcemy. Przyślij nam zdjęcie, jak wrócisz do Polszy”.

*

Rozkładu jazdy raczej nie znajdziemy, to znaczy: jest przekazywany z :ust do ust, jak legenda.

*

Jak należy się targować? Po prostu musi Ci zupełnie nie zależeć, i to musi być widać. Nam się spieszy? Nie, ani trochę, nie pojedziemy dziś, to pojedziemy jutro. W zasadzie to my wcale nie musimy tam jechać. A już na pewno nie za 60 dolarów.
     O dziewiątej, gdy cena wynosi już jedynie 35 dolarów (za trzy osoby, żeby nie było wątpliwości), poddajemy się i kierujemy do triumfującego taksówkarza. Wsiadamy do najpopularniejszego pojazdu Uzbekistanu: to daewoo damas
. […]
     Na początku jest nawet nieźle — trzy pasy w każdą stronę. Pierwsze znikają pasy, po paru kilometrach znika także asfalt. I tak przez następnych osiem godzin: 500 km żeglugi po wydmach. Okazuje się, że drogę A380 dopiero budują. Obecna zasługuje co najwyżej na miano szlaku, bynajmniej nie jedwabnego
.

*

Nawet nie próbuję się targować. Zresztą aby się targować, to naprawdę trzeba to umieć robić; to umiejętność, którą trzeba wyćwiczyć. Nieśmiałe próby typu „A może jednak trochę mniej?” albo: „A nie spuściłby pan trochę z ceny?” nic nie dadzą, sprzedawca od razu zauważy, że nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi. A chodzi o to, by się poznać. Trochę ze sobą porozmawiać, wymienić kilka uprzejmości, czasami przysiąść na herbatę. Przede wszystkim: nie spieszyć się. Pośpiech jest oznaką braku szacunku.

Sufizm jest, można powiedzieć, introwertyczny. Koncentruje się na zgłębianiu natury człowieka, na walce z jego słabościami, które leżą na drodze do poznania Boga. To rodzaj wewnętrznego, osobistego, głębokiego dżihadu, zmierzającego do zjednoczenia z Bogiem. Sufi nie walczy z wrogiem na zewnątrz. Sufi szuka w sobie. Ciągłe poszukiwanie, doświadczenie i walka, ale nie ta z mieczem, jest drogą do Boga i istotą sufizmu.

*


Czterdzieści lat temu, stojąc w tym miejscu, miałbym nad sobą 30 m wody.

*

Przy tradycyjnych metodach uprawy (bawełna niemodyfikowana genetycznie) aby zebrać kilogram bawełny, trzeba zużyć od 17 000 do 30 000 litrów wody. Ten kilogram wystarcza na wyprodukowanie mniej więcej trzech bluz lub dwóch par spodni. Biorąc to wszystko pod uwagę, dość kiepskim pomysłem wydaje się uprawa tego surowca na masową skalę na pustyni. Dość kiepskim, ale oczywiście nie w ZSRR.

*

Według planu ZSRR w kilka lat miał się stać państwem samowystarczalnym. Był tylko jeden kłopot. Jak tu uprawiać te zboża i bawełnę, skoro Kazachstan to suche stepy, a Uzbekistan i Turkmenistan to nic więcej niż pustynia? Ale i o tym Nikita Chruszczow pomyślał w swym geniuszu. Wodę trzeba wziąć z Morza Aralskiego! Po co komu takie morze w środku pustyni? […]
     Czy planiści zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji? Czy wiedzieli, że to skończy się zniszczeniem rzek, osuszeniem jeziora i katastrofą ekologiczną? Czy byli świadomi, że zniszczą całe ekosystemy, dziesiątki gatunków zwierząt i życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi? Odpowiedź jest smutna: tak
.

*

[…] wyschnięcie Morza Aralskiego spowodowało dramatyczne zmiany klimatu w promieniu setek kilometrów. Duży zbiornik wody łagodził klimat. Zimą ogrzewał mroźne powietrze sunące znad Syberii, latem zaś poskramiał nieznośne pustynne upały. Dziś w porze letniej temperatury przekraczają tutaj 40 stopni. Zimą spadają do minus 40. Opady w tym rejonie w zasadzie nie występują.

*

Woda jest dziś takim samym surowcem jak ropa, gaz czy węgiel. Tak samo można ją sprzedać i tak samo można na niej zarabiać. A przede wszystkim można jej używać jako miażdżącego argumentu w polityce międzynarodowej wobec uzależnionych od dostaw wody państw Azji Środkowej.

Bartek Sabela, Może (morze) wróci,
Helion, Gliwice 2013.
(wyróżnienie własne)

środa, grudnia 18, 2019

wtorek, grudnia 17, 2019

3603. Na ząb

Przed snem. Na dobre sny. Na bycie w kontakcie z czymś większym w sobie. By westchnięcie Duszy usłyszeć. By na dnie serca się rozejrzeć. Połknęłam ten tomik.

Czego ty pragniesz
dlaczego tak mało
dlaczego tak wiele
o zgodę naszą nie pyta
dlaczego światło które nas prowadzi
wciąż rozbłyskuje i gaśnie

*

KIEDY RANEK
otworzy się na świat
spieszy mu z pomocą
słońce
a kiedy dzień już jest
nie umiemy
mu się odwdzięczyć

*

NIE JEST POETĄ
ten co zapisuje
ale ten co tę chwilę
na zawsze zapamiętał

*

LIŚCIE COŚ KRZYCZĄ
co te liście krzyczą
?
Chcą głosu
chcą powiedzieć
z czego się cieszą
Wśród tych głosów tajemnych
żyję jak niemowa
Nasze światy odległe
jakże was dosłyszeć
?

*

Świat jest dobry
świat nie jest dobry
świat jest sprawiedliwy
świat nie jest sprawiedliwy
Czy kluczem do wszystkiego
jest rzeczywistość
?
Depczemy tę półkulę
stopą nieuważną

*

MIAŁA BYĆ JASNA PRZESTRZEŃ
między Nim a nami
my mieliśmy być bezgrzeszni
On wyrozumiały
a przecież musiał wiedzieć
jakimi nas stworzył

*

JAK ZAPISAĆ TEN CZAS
jest choroba i ból
i jest ulga w bólu
byt wciąż niepokojony
bezmiar nieistnienia
pragnienie pociechy bez trwóg
nie mów już o tym więcej
cisza daje znak

*

wystawił nas Pan na wielką próbę
byśmy potrafili być szczęśliwi
nawet w rozpaczy i w chaosie

Julia Hartwig, Spojrzenie,
Wydawnictwo a5, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Jeśli przywołujecie ich w dobrej wierze
nie będziecie czekać zbyt długo
nawet nie wiecie jak są was blisko
bo nigdy tego nie sprawdzisz
niech nie opuszcza cię nadzieja
że dobre duchy cię nie osierociły

*

Nigdy nie opuszczać głębi
i trwać w dialogu z mrocznymi siłami

(tamże)

poniedziałek, grudnia 16, 2019

3602. Odprysk książkowy

Tak już u mnie jest, że z książki kolejna lub dwie wyskakują. Najczęściej ich nie mam, więc trzeba upolować lub zamówić — klik, klik i jest lub klik, klik, klik i poczekać kilka dni (czasem to czekanie okrutnie boli). Tym razem obyło się bez klikania, bez czekania.

Biedny chłopiec z książką w ręce” — tak pisał Wyspiański o Hamlecie. A Jan Kott koniecznie chciał się dowiedzieć, jaka to była książka.

Julia Hartwig, Błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2002.

Jana Kotta bardzo dobrze rozumiem — też bym chciała wiedzieć, jaka to była książka. Powyższy błysk uśmiechnął mnie i pogonił na odpowiednią półkę w ulu po ostatnią książkę Kotta (wydaną po śmierci autora).

Nie obyło się (przy okazji) bez wyjęcia z własnej biblioteki dwóch kolejnych książek, do których koniecznie muszę wrócić przed świętami, ale o tym kiedy indziej. Najpierw Kott. Byłam ciekawa, czy po prawie pełnoletnim już czasie od pierwszego czytania tej książki zmieni się mój odbiór — pokocham, a może uznam, że mogę się z nią rozstać.

Nie zmieniło się nic, jeśli chodzi o ilustracje — doskonałe. Zdziwiło mnie tylko, że ni cholery nie mogę ustalić ich Autora. Treść — każda kolejna dziesiątka lat na karku sprawia, że lepiej się tę książkę czyta i lepiej czyta się to, co w niej między wierszami. Zaliczenie jej do literatury dziecięcej dziś i siedemnaście lat temu było i jest dla mnie wciąż żartem idioty.

Tyle wrażeń ze świeżego czytania starej książki. Jest niepogryzdolona i mogę ją już oddać — trzeciego czytania nie będzie.

Moją wnuczkę zaprowadzono po raz pierwszy do ogrodu zoologicznego w Warszawie. Nie interesowały jej lwy. Patrzyła długo na starego goryla i on także bacznie się jej przypatrywał. Potem powiedziała bardzo cicho, bo była dobrze wychowana: „Tatusiu, dlaczego ten pan jest w klatce?”.

*

Mieszkanie jest dla kota jak świat. Nowe łóżko, jak mieszkanie po trzęsieniu ziemi. Pinia zmianę łóżka przechodziła jako osobistą tragedię, jeżeli tak można powiedzieć o kocie. Ale chyba można. Szymborska wie o kotach wiele, jak o ludziach. Jak ja o mojej Pinii. Nowe łóżko —

„… tego nie robi się kotu
”.

*

Poprzedniego wieczoru wyniosła z płonącego domu tych pięcioro, jedno po drugim. Brała je za karczki w pyszczek i wynosiła na dwór. Kiedy wyniosła dwoje ostatnich, cały dom płonął i pełen był czarnego gryzącego dymu. Strażacy już bali się tam wejść, polewali tylko sikawkami ten dom z trzech stron.
     Kiedy bura kotka wyniosła ostatnie z kociąt, padła bez ruchu. Była nieprzytomna. Zatruta dymem. Odratowano ją. Bura kotka śpi śmiertelnie zmęczona. Po jej grzbiecie biega pięcioro dzieci. Matka
.

*

Do klatki z gorylami wpadł dwuletni chłopczyk. Nie wiadomo jak. Może wspiął się po kracie i osunął w dół. Musiał upaść na głowę, bo nie płakał i stracił przytomność. Gorylica, ciągle ze swoim dzieckiem na głowie, podskoczyła do chłopca, wzięła go delikatnie w ramiona i zaniosła do bramki którą otwierano, żeby podać gorylom dzienne pożywienie i koryto ze świeżą wodą. Czekała tam spokojnie, aż przyjdzie ktoś i zabierze chłopczyka.

*

Klatki ze zwierzętami, jedne obok drugich, umieszczone były wzdłuż długiego korytarza. Rezusy przycupnięte w klatkach podawały sobie przez kraty kurczowo zaciśnięte łapki. Ten sznur z łapek rezusich siągnął się nieprzerwany od jednego do drugiego końca korytarza w uniwersyteckim zakładzie zoopsychologii. Od wieczora do świtu.
     Od czasu tej nocnej wizyty u rezusów mój przyjaciel Klaudiusz przeprowadza badania już tylko na ślimakach
.

*

Jeżeli muszla się nie stłucze, mewy podnoszą ją i rzucają jeszcze raz. Aż dostaną się do małży. Jak się tego mewy nauczyły? Od starych mew? A stare mewy od kogo? Rzucanie muszli, żeby się rozbiły, nie może być przekazane w genach. Jest edukacją. Ale co robiły mewy, kiedy nie było jeszcze asfaltowej szosy?

*

Jan Kott, Powiastki dla wnuczek,
Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2002.

*

Nie byłem dobrym ojcem. Dzieci mi przeszkadzały. Naprzód krzykiem, potem samą swoją obecnością.

*

Myślę, że miłość do wnuków przychodzi z jeszcze głębszych pokładów. Nazwałbym ją może metafizyczną, ale boję się takich słów..

(tamże)

3601. Perła w sercu

Z krwi, kości, oddechu i zacnych wad skonstruowane — mało idealne, ale fajne jesteśmy. I czasem któraś perłę rzuci. Tę podniosłam wczoraj.

nie krzyczę na Ciebie,
krzyczę do Ciebie
.

// Gepardzica

niedziela, grudnia 15, 2019

3600. Na collegium redakcyjnym


*

*

3599. Bukiecik

Pędzle Kaan:
(zniknęły, posiały się i nie ma ich)

Kaan:
(wczoraj napisała i przysłała fakt)
Nufki.


fot. Kaan, fragment.

Jabłoń:
(w zachwycie)

3598. Piękno i już (I)

     — naprawdę gryzdolisz po książkach?
     — naprawdę… tak, gryzdolę, ale tylko po swoich
.

*

Fakt istnienia błysków wyjęłam z tej książki. Z niej dowiedziałam się również, że pani Julia Hartwig nigdy nie pisała po książkach. Chciałam uwzględnić naturę Autorki i nie gryzdolić, ale emocje, poruszenie i zachwyt wzięły górę. Mój egzemplarz jest pogryzdolony i już. Pogryzdolony, nim zatrzymałam ten „grzech” w pikselu, by nie musieć przepisywać.

A błyski? Zachwycające! Są teraz dla mnie ukochaną formą literacką.

BŁYSKI to ślady codziennej krzątaniny umysłu, z której poezja chce się wydobyć na strzelistą drogę wiersza lub poematu prozą.

*

Co mam zrobić z tym bogactwem, którego nie zdążę wykorzystać?
     I jak opłakać mam bogactwo, które zmarnowałam
?

*

Kto staje między mną a słowem? Między wydarzeniem a opowieścią o wydarzeniu? Między wzruszeniem a skamienieliną? Między zielenią a słowem zieleń?

*

Mówić poważnie — to nierzadko już poezja. Albo żartobliwie — to też bywa poezja. Nie umiesz jej określić, ale dobrze wiesz, kiedy jest.

*

To, co zadziwia nas swoją odkrywczością, co przejmuje nas drżeniem, zachwytem lub zgrozą, rodzi się z niczego, z pioruna lub z szaleństwa.

*

Jesteś władcą.
     Jakiego królestwa? Uprzytomnij to sobie
.

*

*

Podobno kwiat drży, kiedy zbliżamy się do niego z nożem.
     Więc tak długo trzeba było czekać, by nauka potwierdziła jedność świata i ludzi, drzew, kwiatów i minerałów, głoszoną w ewangelii romantyków
?

*

Chłopak, który zawiązuje dziewczynie sznurowadło. Kobieta, która poprawia mężczyźnie krawat.
     Ile czułości
!

*

W każdym z nas jest coś z wiejskiego proboszcza.
     Nie przestajemy ganić, chwalić, jakbyśmy obdarowani byli zawsze łaską przekonywania
.

*

Pył miłości pył smutku pył zapomnienia
I nagle błyskawica oczyszczająca to wszystko
I ukazuje się zielona gałąź jak ramię Boga

*

Znielubiłam Gertrudę Stein za to, że wyśmiewała się z pisarstwa Hemingwaya wówczas, kiedy on uważał ją za swoją mistrzynię.

*

Gdzie jest hosanna, ta chwila uniesienia, którą kryje w sobie każdy dzień?
     Zna ją drzewo byle jakie, każde drzewo w południe
.

*

*

W klon trafiła błyskawica. Z zewnątrz żadnego śladu. Drzewo ukryło błyskawicę w sobie i miota się teraz jak chory nawiedzony przez demona.

*

Wszystko, co robisz bez wyraźnej konieczności, staje się jak cenny diament.

*

*

W sensie ścisłym język religijny nie mówi niczego o Bogu, lecz w najlepszym wypadku mówi coś na temat tego, jak można napotkać Boga w doświadczeniu.

*

*

Nie zapominać, że byli tacy, co w najcięższych chwilach historii robili to za mnie, robili to dla mnie”.

*

*

Jedzą. Piją. Nieznajomy biedak przysiada na ławce z boku. Patrzy wzrokiem życzliwym. Nie zazdrości im. Cieszą go roześmiane twarze.

Julia Hartwig, Błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2002.
(wyróżnienie własne)

*

Jest straszliwą i nieubłaganą regułą, że nikt nie może odmówić innym człowieczeństwa bez pomniejszania własnego” — powiedział Martin Luther King, bojownik o równoprawne miejsce Murzynów w społeczeństwie amerykańskim.

*

Gdyby go tak wywrócić podszewką na wierzch jak pajaca z sukna i wytrząsnąć zawartość tego worka?
     Wyleciałoby trochę trocin, ukryta sprężyna kwaknie: Precz z Murzynami! Precz z Żydami!
     A potem: Ojczyzna! Ojczyzna! Ojczyzna
!

*

*

Danielle Salenave: Dla jednych komunizm był zły, bo głosił ideę równości, sprawiedliwości, braterstwa; dla drugich — bo zdradzał te ideały.

*

(tamże)

sobota, grudnia 14, 2019

3597. —

zgodzić się na siebie wymaga odwagi.
czasem to heroizm. bywam heroiną.

jestem nią dziś.

[suplement pikselowy: 1.12.2022]

(3126+470). Czwartkowy seans

Czterysta siedemdziesiąt wpisów później (przypadek?). Kwartecik spotkał się (już prawie) tradycyjnie w grudniu. Przekształcił się zgrabnie w Czwartecik, czyli kobiece wyjście do kina. Z braku filmu, granego o odpowiedniej porze, który porwałby serce Drzewka (inauguracyjnie miała prawo wyboru filmu i miejsca), seans odbył się w miejscu, w którym żałuje się, że ma się tylko jeden żołądek.

Każdej z nas głodne Anioły wysoko umieściły poprzeczkę.

Najedzone, a w zasadzie nażarte, nie obsunęły się w łatwiznę ani dla MY (naszej paczki), ani indywidualnie dla każdej z nas.

nasze miejsce i już.

piątek, grudnia 13, 2019

3595. Rycz, maleńka, rycz!

Myślałam, że nic nie zdetronizuje mojej ulubionej ilustrowanej książki. I co? I myliłam się okrutnie. Georginia powiedziała „sprawdzam”, obdarowując mnie tą ilustrowaną mistrzynią świata — o której istnieniu do wczoraj nie miałam pojęcia. Maksymalnie na palcach dwóch dłoni mogę zliczyć te strony (na 130 możliwych), które nie doprowadziły mnie do łez lub nie poruszyły do głębi jestestwa. Wczoraj ryczałam jak bóbr, a Georginia obok, patrząc na to, co się ze mną dzieje, chichotała. Musi mnie lubić!

Sprawdziłam. Dzisiaj też przeciekam, gdy biorę tę książkę do rąk. Należy dodać — z kronikarskiego obowiązku — że trzeba ją mieć w „papierzu”… tego, co jest na wyklejkach, nie ma w ibuku… sprawdziłam.

To gienderowa książka, bo jej bohaterami nie jest rodzinka lisów, kretów czy stado koni. A mimo to, czyli dzięki temu, jest to książka o najważniejszych rzeczach w życiu. By stać się człowiekiem, nie wystarczy nim się urodzić. Potrzebujemy innych i „innego”, by dowiedzieć się, kim jesteśmy, jaki potencjał kryjemy, co możemy dać światu.

*

*

*

*

*

*

*

*

Charlie Mackesy, Chłopiec, kret, lis i koń,
przeł. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Albatros, Poznań 2019.

*

*

(tamże)

3594. U Orzeszka i Białego Kruka (LX)

Zima kończy się po raz pierwszy, gdy zaczyna przybywać dnia, czyli za osiem dni. Zima kończy się po raz drugi, gdy wracają do Małej Danii żurawie. Zima kończy się definitywnie w marcową równonoc dla wszystkich mieszkańców północnej półkuli.

Gdy zima trwa, Orzeszek i Biały Kruk profesjonalnie układają puzzle… gołym okiem widać, że pierwsza połowa połowy zimy za nami. Bo zima trwa 3 000 puzzli.


fot. Biały Kruk.

3593. Polska Gruzją Europy

Słowa: [ta] książka jest zbiorem tematów, które dotyczą każdego społeczeństwa, nie tylko gruzińskiego znajdziemy dopiero w posłowiu. Jest obrzydliwym, że nie można się z Autorką nie zgodzić, polemizować, nazwać przewrażliwioną — nie można, niestety.

Gdy, również w posłowiu, Autorka przyznaje, że napisała tę książkę z dwóch powodów: trochę na przekór i trochę ze złości, można wybaczyć sobie wkurw, który ma się prawie co chwilę, czytając każdy z kolejnych rozdziałów. Zadziwiające (chyba), że gdy tylko zmienić nazwy partii, cerkwię wymienić na kościół katolicki, natychmiast z hukiem lądujemy w Polsce — konstrukty myślowe nie mają nic z egzotyki dalekiego kraju. Wszystko jest o tym samym — władzy nad drugim człowiekiem.

[…] w gruzińskiej kulturze wszystko to, co związane jest z kobiecą seksualnością, wiąże się ze wstydem i winą.
     — Dziewczynkom mówi się: fuj, zakryj! schowaj! nie pokazuj! Ale penis traktowany jest jak paszport, jak coś, do czego podchodzi się z szacunkiem. My, gruzińskie kobiety, mamy wstyd we krwi
.

*

[…] kiedy w 2015 roku pojawiła się w mediach lakoniczna informacja o tym, że Ministerstwo Edukacji planuje wprowadzić do szkół przedmiot, który zawierać będzie elementy wychowania seksualnego, tolerancji oraz dotykać tematów związanych z równością płci, mniejszościami seksualnymi, przemocą domową oraz ekonomią, spotkało się to z gwałtowną reakcją społeczeństwa, a zwłaszcza Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej.

*

Gruziński portal informacyjny […] opublikował [w 2015] list ludzi kultury do ówczesnej minister nauki, Tamar Sanikadze.
     Zaczynał się tak:
     „Unia Europejska wyznaczyła Ministerstwu Edukacji Gruzji zadanie, które jest systemowym atakiem na nasze dzieci. Celami nowych obowiązkowych przedmiotów Ja i «środowisko» oraz «Moja Gruzja» są z jednej strony otrucie ich strasznymi dla ich wieku (7–13 lat) obscenicznymi informacjami, a z drugiej — odrzucenie narodowo-religijnego światopoglądu i zniszczenie odwiecznego sposobu życia”.
     Minister odpowiedziała, że temat konsultowany jest z Patriarchatem. I że ponoć słowa „płeć” oraz „mniejszość” mają nie pojawić się w programie nauczania tego przedmiotu
.

*

Wszystkie partie gruzińskie są konserwatywne, pomimo że wyrażają chęć integracji z UE, NATO i generalnie z Zachodem. Przez to także zgadzają się na respektowanie praw człowieka. Zawsze jednak podkreślają, że najistotniejsza jest gruzińska tradycja, w której skład wchodzi szczególna rola i miejsce Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej, a ta wyraziła ostry sprzeciw wobec antydsykryminacyjnej ustawy. Otwarcie wystąpiła przeciwko respektowaniu praw mniejszości seksualnych, twierdząc, że uderzają one w godność narodową i obrażają wartości chrześcijańskie. Cerkiew uważa, że homoseksualizm jest chorobą i grzechem.

*

[Ira] Nie mogę też powiedzieć, że Gruzja jest bezpiecznym miejscem dla osób LGBT. Do tego dochodzi potężny wpływ Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej, która uczy, że kiedy widzisz u siebie coś nienormalnego, czyli na przykład, że podobają ci się ludzie tej samej płci, to masz siedzieć cicho, wtedy zostanie ci to wynagrodzone po śmierci. A teraz się męcz. Wiem po sobie, że człowiekowi wierzącemu ciężko jest zaakceptować fakt, że jest gejem albo lesbijką.

*

[Ira] — Wyjście za mąż było dla mnie czymś oczywistym. Z koleżankami gadałyśmy głównie o ślubach. Miałam już nawet pierścionek zaręczynowy na palcu. Tylko mama mówiła, że może za wcześnie, no ale kto by słuchał mamy? Jak o tym teraz myślę, to w tamtym czasie niczego więcej od życia nie oczekiwałam. Myślałam, że tak musi być. Kolej rzeczy. I że tak wygląda ta cała miłość. Wszystko zburzył jeden gest mojej nowej koleżanki z uniwersytetu. Spędzałam z nią dużo czasu, lubiłyśmy być razem, jakoś mnie fascynowała. Tornike od samego początku był o nią zazdrosny, a mnie to śmieszyło. I pewnego razu mnie pocałowała. To było jak grom z jasnego nieba. Ten pocałunek wszystko zakończył. Zerwałam z Tornike, obraził się tak po męsku. Nie mógł zrozumieć, że skoro nie jestem lesbijką (bo długo się tak nie nazywałam), to dlaczego zostawiam go dla dziewczyny. Ja też nie rozumiałam, ale wiedziałam, że muszę to zrobić.

*

Według rankingu Rainbow ILGA–Europe, europejskiej gałęzi Międzynarodowego Stowarzyszenia Lesbijek, Gejów, Biseksualistów, Trans- i Interseksualistów, w 2018 roku Gruzja znajdowała się na 24. miejscu wśród 49 badanych krajów (Europa, Kaukaz Południowy i Turcja), jeśli chodzi o sytuację prawną osób LGBT. […] Polska plasuje się na 39. pozycji, Rosja na 46., a listę zamykają Armenia na 47., Turcja na 48. i Azerbejdżan na ostatnim miejscu.

*

[Weriko] — Kiedy mówi się w telewizji o LGBT, to głównie o gejach, lesbijek nie traktuje się poważnie. Lesbijka praktycznie nie istnieje w dyskursie publicznym. Jest transseksualna celebrytka, ale nie ma homoseksualnej. No i jeszcze powszechna opinia: „Jak posmakujesz faceta, to ci ten lesbizm przejdzie”, albo: „Nikt jej nie chciał, bo taka straszna, to się za baby wzięła”. Kiedy patrzą na nas jak na egzotyczne zwierzątka, to nie jest jeszcze tak źle. Problem zaczyna się, kiedy zaczynamy mówić, że jesteśmy tacy sami.

*

[Nino] W którymś momencie uświadomiłam sobie, że nie mogę tych ludzi namawiać, by dokonali coming outu, kiedy sama siedzę w szafie. Wcześniej uważałam, że homoseksualizm to jest zły nawyk, coś niedobrego i na pewno związanego z chorobą. Byłam mężatką. Można powiedzieć, że miałam wszystko: dobry dom, doskonale prosperującą praktykę adwokacką, dwie córki, opinię kobiety interesu. I nagle: trach! Od zawsze wiedziałam, ze jestem homoseksualna, ale nie miałam odwagi powiedzieć tego sobie wprost. Nigdy się tak nie nazwałam ani przed nikim się nie przyznałam. Nawet kiedy po drodze miałam jakieś romanse, to i tak nie nazywałam rzeczy po imieniu. Ja przecież nie mogłam być lesbijką! To tak wielki stygmat, że nie dopuszczałam do siebie takiej myśli nawet. Po prostu od czasu do czasu ciągnęło mnie do związków z kobietami. I tyle. Młodo wyszłam za mąż, miałam szesnaście lat. Byłam wtedy pewna, że małżeństwo mnie wyleczy. […] Wyszłam za niego, ale szybko zrozumiałam, że to był wielki błąd.

*

[…] to, że jestem kobietą w męskim ciele, nie zależy ode mnie. I nie robię tego specjalnie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Od czasu do czasu idę do cerkwi się pomodlić. Ostatnio coraz rzadziej, bo znajduję tam tylko nienawiść. Wolę pomodlić się w domu. W tym kraju są ci w stanie puścić płazem zabicie człowieka, ale nie odmienność. Odmienność jest niewybaczalna.

*

Monica: — Kiedy zakomunikowałam światu, że jestem kobietą, w moim życiu od razu zmieniło się wszystko. Przez te wszystkie lata żyłam tak, jak ode mnie wymagano. Mieszkałam z rodziną, zarobione pieniądze przynosiłam do domu, byłam jej pełnoprawnym członkiem ze swoimi obowiązkami, nakazami i zakazami. Mój coming out był jak chirurgiczne cięcie. Bezpowrotnie zostawiłam za sobą Miszo i jego świat. Poczułam się wolna, że już nie muszę udawać, że mogę być szczera ze wszystkimi i sama ze sobą. Ale to szczęście kosztuje mnie bardzo wiele. Nie spodziewałam się, że to będzie tak ciężkie i że tak wiele rzeczy będę musiała poświęcić. I to pewnie nie jest koniec konsekwencji mojego wyboru. Straciłam już wszystko, co miałam do stracenia: rodzinę, przyjaciół, oparcie. Jestem sama ze swoim życiem.

*

Temo: — Trzymam się norm. Czasem potrafię głośno śmiać się z transwestytów czy gejów. Nazywam ich pedałami, cipami i pederastami. Moi koledzy są przekonani, że ich nienawidzę. Spałem z dwiema dziewczynami, ale nie daje mi to żadnej satysfakcji. Jakbym miał porównać seks z facetem a z kobietą, to z kobietą jest jak z ławką w parku. Bez sensu. Jak się ożenię, to pewnie zrobię dzieci i na tym zakończymy nasze amory. Obrzydza mnie kobiece ciało, po prostu. Ale nie mogę się do tego przyznać, bo nie będę miał życia. Wielu z nas żyje na dwa fronty. To nie Ameryka ani nawet Europa. To Gruzja jest.

*

Nikt nie pozwoliłby żadnemu chłopakowi ożenić się z dziewczyną na wózku. Staram się żyć dla siebie. Nie planuję, idę z prądem. Chciałabym być przydatna, komuś potrzebna, ale staram się nie myśleć o przyszłości, bo to jest przygnębiające.

*

[Sofiko] — W Gruzji niepełnosprawność traktuje się jak karę od Boga za własne grzechy albo za przewiny przodków. W podejściu do tego tematu Gruzja jest podobna do Polski. Robi się z Boga jakąś straszną istotę, która zsyła cierpienie. To, że ktoś się rodzi albo staje niepełnosprawnym, to nie jest działanie Boga. To przypadek. Ale straszenie karą bożą to forma przemocy psychicznej. Trzymanie bata nad ludźmi. Pozwala utrzymać dyscyplinę, ale nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem.

*

Kobiety w Gruzji żyją pod presją społeczną. Mają dwie drogi wyboru: albo akceptowaną przez społeczeństwo rolę dobrej matki i żony, albo kobiety upadłej.

Stasia Budzisz, Pokazucha. Na gruzińskich zasadach,
przeł. Błażej Gałkowski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne)

*

Dla mnie rozmowy o równości są niezasadne w naszym kraju. Mamy swoją równość, w której każdy ma jasne zadania. Nikt mnie nie uczył robienia jedzenia, nigdy też nie widziałem swojego ojca w kuchni. Nie mam tego w genach.

*

     — Ilu was jest? Narodowców?
     — W tym kraju każdy szanujący się człowiek powinien być narodowcem i dbać o swój kraj i swoją rasę, o najlepsze geny. Jest nas większość, bo większość chce czystości i moralności
.

*

     — Wegetarianka. Czego wy w tej Europie nie wymyślicie? Są rzeczy, które w Gruzji się nie przyjmą nigdy: pederaści, muzułmanie i ten twój wegetarianizm też. To wbrew nam.

*

Kobiety boją się żyć w pojedynkę, bez patrona, bo w naszym społeczeństwie kobieta bez mężczyzny jest postrzegana jako nie do końca kobieta, człowiek nawet.

*

To rodzina najczęściej przeszkadza kobiecie opuścić machinę przemocy. Bardzo popularne są u nas mediacje, można nawet powiedzieć, że to specjalność gruzińskich rodzin. Kiedy coś się dzieje niedobrego, rodzina zaczyna intensywnie włączać się w sprawę. Nie ma żadnych badań, ale z mojego doświadczenia wynika, że większość kobiet ulega jej naciskowi i wraca do oprawcy.

*

[Merabi] Od zawsze myślałem sobie, że spotkało mnie wielkie szczęście, że w tym kraju urodziłem się mężczyzną. Nie jest powiedziane, że nam jest łatwo, ale na pewno nie jest tak trudno jak kobietom. Patrzę na moją dziewczynę, siostry, mamę, babcię i nie chciałbym tak żyć, choć pewnie do wszystkiego można przywyknąć. Ideowo jestem feministą, ale nie mogę się do tego otwarcie przyznać. Koledzy, rodzina i ojciec uznaliby mnie za wroga narodu.

*

Dziewczyna potrafi zepsuć dobre imię, syn nie. Nikt nie będzie oceniał jego życia seksualnego, jego zachowania, picia, palenia papierosów, trawy, która od sierpnia 2018 roku jest w Gruzji legalna. Ciągle słyszę od kolegów, których żony są w kolejnych ciążach: „czekam na chłopca”. A jak nie ma chłopca, to jest to wina kobiety. Bo kobieta w naszej kulturze jest winna zawsze. Kwestia posiadania dzieci też jest dla Gruzinów oczywistością. Jak ktoś ich nie ma, uważa się go za nieszczęśliwego. Mężczyźnie każe się szukać innej kobiety, która „da mu syna”, a ona przestaje się liczyć w oczach jego rodziny. Bo to przecież jej wina. Są dziewczyny bez instynktu macierzyńskiego, sam znam takie. Ale one tego nigdy nie powiedzą głośno, bo zaczęto by je uważać za nienormalne. Tak jakby normą dla kobiety było to, że musi uwielbiać dzieci. Facet może, a ona musi.

(tamże)