piątek, września 11, 2020

3947. 255/366  // Dzień 5.

pięć etapów żałoby, każdy z członków rodziny na innym — napisałam dwadzieścia dwa dni temu, godząc się z tym faktem.

pięć etapów, każdy z nich przynajmniej dwa razy w ciągu godziny to mój osobisty plażowy standard — tylko chmury czasami są szybsze. i chmury, i ja milczymy i rozkoszujemy się następującymi po sobie chwilami.

255/366

czwartek, września 10, 2020

3946. 254/366  // Dzień 4.

duło, gapiłam się na trawiasty upór w dyskusji z żywiołem. wiatr swoje, wysoka trawa na wydmach swoje. piękna, zapierająca dech w piersiach przy­po­wieść o życiu, wa­rto­ściach i ce­lach.

254/366

środa, września 09, 2020

3945. 253/366  // Dzień 3.

dobrze jest wrócić do miejsc, gdzie było się wyjątkowo szczęśliwą. nie jest łatwo wrócić do tych miejsc, gdy jest się coraz bardziej ogra­ni­czo­ną ruchowo, bo wciąż pamięta się tamten czas.

tamto łatwe szczęście wymaga teraz dodatkowych zabiegów, logistyki, czasu, chęci i sił — łzy nie pomagają, chyba że ze szczęścia.

253/366

niedziela, września 06, 2020

3942. 250/366

dzień 0. znów całym stadem i tylko stadem.
mościmy się we wspólnym życiu.

250/366

3941. Skończone nad ranem w Małej Danii

Tak już mam. Strony tytułowe i redakcyjne oglądam dość dokładnie. Interesuje mnie tytuł oryginału, upływ czasu pomiędzy ukazaniem się pierwszego wydania a tłumaczeniem i takie tam. Czytając esej o depresji wypatrzyłam istnienie serii wydawniczej Biała Plama. Klik, klik… kilka tytułów wciąż na stosiku czytelniczym zalega (napoczęte, przetrawione w połowie), jedna dawno za mną. Klik, klik… filmik z czytanym początkiem, ale klik, klik… wolę podczytnik i darmowy fragment. Upła­ka­łam się jak norka — muszę to mieć!

Czterdzieści opowieści, a w nich co najmniej kilkanaście powodów, dla których życie (przedgrobowe) jest piękne — o tym jest ta książka.

[cała pierwsza opowieść]

Jabłoń:
(wczoraj czytała Sadownikowi
fragment z pierwszej opowieści
)

W życiu pozagrobowym przeżyjesz powtórnie wszystkie swoje do­świad­cze­nia, ale tym razem zdarzenia będą ułożone w nowym porządku — wszystkie chwile podobne do siebie zostaną połączone.
     […] Piętnaście miesięcy zajmie ci szukanie zgubionych przedmiotów. Osiemnaście — stanie w kolejce. Dwa lata będziesz się nudzić, wyglądając przez okno autobusu lub siedząc w terminalu lotniska. Przez rok będziesz czytać książki.

David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści
o życiu pozagrobowym
, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Sadownik:
Nieprawda! W twoim przypadku
to będzie dużo dłużej!

     — Czy jestem wystarczająco odważny?
     Przed tobą wielka podróż. Po drodze będziesz musiał stawić czoła własnym lękom i przemóc je, znaleźć źródła zwątpienia i je przekroczyć, poznać szczyty własnej arogancji i z nich zstąpić, rozpoznać chmury litowania się nad samym sobą i je rozproszyć
.

Są trzy śmierci. Pierwsza, kiedy ciało przestaje funkcjonować. Druga, kiedy zostaje złożone do grobu. Trzecia to jakaś chwila w przyszłości, w której ktoś wymawia twoje nazwisko po raz ostatni.
     
[…]
     Teraz ze ściśniętym sercem czeka na upadek własnego mitu. Tak właśnie dzieje się w poczekalni — ponieważ żyjemy w głowach tych, którzy nas pamiętają, tracimy kontrolę nad własnymi biografiami i stajemy się tymi, za których oni chcą nas uważać
.

Gdy znajdziesz się w zaświatach, tamtejsi technicy poinformują cię, że stoisz przed wielką szansą — możesz dokonać w swoim dawnym życiu jednej dowolnej zmiany, a potem przeżyć je jeszcze raz.

Kiedy umierasz, jesteś opłakiwany przez wszystkie atomy, z których byłeś zbudowany. Do tej pory były ze sobą złączone przez lata w społecznościach, takich jak skóra czy śledziona. Ale nie giną wraz z twoją śmiercią — po prostu się rozchodzą w różne strony, jak zdemobilizowani żołnierze, żałując, że ten szczególny czas, który spędziły razem, właśnie się zakończył.

Będziesz tracił samego siebie, ale nie przejmiesz się tym.

Po śmierci nie będziesz oceniany na tle innych ludzi, ale na tle samego sie­bie, a konkretnie — na tle tego, kim mogłeś być. Zaświaty wyglądają mniej wię­cej tak samo jak świat, który znałeś do tej pory, tyle tylko, że teraz żyją w nim wszystkie wersje ciebie, które kiedyś były możliwe.

Gdyby ludzie potrafili strząsnąć z siebie całkowicie bagaż własnych tra­dy­cji, mądrości przodków, piosenek wyuczonych w dzieciństwie — myśli Bóg — znaleźliby się w miejscu, z którego widać właściwą odpowiedź.

Dzisiejsze bogactwo danych umożliwia rekreatorom rekonstrukcję tak wierną, że w życiu pozagrobowym jesteś doskonałą repliką oryginału. Wszystko wygląda tak realnie, że tylko czasem, tknięty poczuciem déjà vu, zastanawiasz, czy nie przeżyłeś już kiedyś tego wszystkiego. Nigdy się nie dowiesz, czy dzieje się to po raz pierwszy, czy też odgrywasz historię z odległej przeszłości.

David Eagleman, Suma. Czterdzieści opowieści o życiu pozagrobowym,
w serii Biała Plama, przeł. Krzysztof Środa,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2017.

W zaświatach wszystko istnieje jednocześnie we wszystkich możliwych stanach, nawet w stanach wzajemnie się wykluczających. Kiedy zjawiasz się tu po ziemskim życiu, w którym wybór jednej opcji sprawiał, że pozostałe opcje znikały, przeżywasz szok. Gdy wybierałeś życie z jedną kobietą, traciłeś pozostałe. Gdy wybierałeś jedne drzwi, nie mogłeś jednocześnie wejść drugimi.
     Tutaj możesz cieszyć się wszystkimi możliwościami naraz, prowadząc życia równoległe względem siebie
. […]
     […]
     — To wszystko jest zbyt skomplikowane dla marnego ludzkiego mózgu — wyznasz.
     Anioł podrapie się po głowie i zaproponuje:
     — Może w takim razie uprościmy to wszystko i ograniczymy się do spraw związanych z pracą
.
     […]
     — Nie daję rady — powiesz aniołowi. — Za dużo pracy naraz.
     — To może wymyślimy jeszcze prostszą sytuację. Może po prostu zamkniemy cię w jednym pokoju z kochanką?
     No i stało się. Jednocześnie rozmawiasz z nią czule i myślisz o czymś innym. Ona ci się oddaje i nie oddaje zarazem. Nie lubisz jej, a zarazem kochasz ją bezgranicznie. Ona z kolei w tym samym czasie podziwia cię i zastanawia się, czy nie byłoby jej lepiej z kimś innym.
     — Dziękuję — mówisz aniołowi. — Do tego jestem przyzwyczajony
.

(tamże)

3940. Ścinki z wilegiatury w Małej Danii









sobota, września 05, 2020

3939. 249/366  // 29. dzień wilegiatury

z nieszczęścia szczęście,
          z niemocy moc.

wywieść, wywlec, dowieść,
          dotknąć, poczuć.

kto ci zabroni?

249/366

Amy Macdonald, This Is the Life.

[suplement pikselowy: 9.09.2021]

3938. Serio? Serio!

Od zawsze. Uwielbiam sens, który dla mnie skrywa ten cytat:

Granice mego języka wskazują
granice mego świata
.

Ludwig Wittgenstein
(1889–1951)

Więc. Raz. Gdy zobaczyłam tytuł, który natychmiast skojarzył mi się z powyższym cytatem, moja uwaga została pochwycona.

Ponieważ. Dwa. Obrodziło domorosłymi psychiatrami wokół mnie (również z li­te­ra­mi przed nazwiskiem): masz depresję, masz depresję, a stwier­dze­nie: wyjmij kry­te­ria dia­gno­sty­czne i powiedz mi, na podstawie czego tak twier­dzisz (służę starym, ale jarym DSM-IV) ociera się zbyt mocno o logikę i arytmetykę i nie kwa­li­fi­ku­je się tym samym na rze­czo­wy argu­ment w dyskusji ze mną w roli wariatki. Z tej przy­czy­ny, wobec i zatem podtytuł przykuł moją uwagę na dobre, a treść pod­czyt­ni­ka zapadła we mnie decyzją. Biorę!

Ajuści! Trzy. I po książce, bo wszystkie inne (zacne, mądre, po­trze­bne i na­po­czę­te) rzuciłam w kąt. Jest to książka piękna, ważna, mądra i nie o biciu piany. Lektura obo­wiąz­ko­wa dla wszyst­kich, nie tylko dla tych, którym z łatwością przychodzi fe­ro­wa­nie dia­gno­za­mi. Książka może leczyć z wielu po­mysłów kształto­wa­nych przez kulturę mło­dości i wiecz­nej szczę­śli­wo­ści — mnie wy­le­czy­ła z pomysłu samo­bójstwa.

Drzewa, które rosną bez przeszkód, stoją dumnie wyprostowane. Ich gałęzie kierują się najpierw w górę, później na boki, a na koniec nieco w dół, tak żeby mogły się ugiąć pod ciężarem deszczu i śniegu. Jednak większość dorosłych drzew coś w swoim życiu przecierpiała — upadło na nie inne drzewo, pod ciężarem śniegu bądź zamarzającego deszczu złamały się niektóre gałęzie, zaatakowały je grzyby, dzięcioły lub chrząszcze porobiły w ich pniu dziury. Wskutek tych wydarzeń ich kształt uległ zmianie, pozostały blizny. Podobnie odbywa się to w naszym życiu i również nasz kształt jest wynikiem takich doświadczeń. Nikt nie pozostaje całkiem nienaruszony.

[…] myślenie, które wychodzi od standardu i wszystko inne nim mierzy, jest represyjne.

Tymczasem, niezależnie od tego, czy masz raka czy depresję, powrót do zdrowia często absolutnie nie zależy od ciebie. Można to odczuwać jako walkę, ale nie zawsze to, jak dzielnie walczysz, ma wpływ na wy­nik. […] Są rzeczy, które możesz robić, aby stawić jej czoło, […] ale w osta­te­cznym roz­ra­chun­ku nie zależy to tylko od ciebie.

Język jest piękny i trudny właśnie dlatego, że nigdy nie można powiedzieć tego, co się chce powiedzieć. Zawsze mówi się więcej lub mniej. Mniej, albowiem słowo, jak powiada Wittgenstein, jest drogowskazem, a nie rzeczą, na którą wskazuje, i więcej, ponieważ język wynosi nas ponad to, co indywidualne — słowa niosą w sobie rozmaite kulturowe i społeczne znaczenia — i może opisywać nowy świat.

Doświadczenia, dzięki którym możemy zrozumieć, że życie nie jest czymś oczywistym, również owo życie pogłębiają.

Samobójstwo jest dziełem rozpaczy (dojmującej i wyrafinowanej rozpaczy) […]. […]  po próbie zakończonej powodzeniem zostaje nie tylko trumna, muzyka pogrzebowa i mowy, załatwianie i płacenie, ale również wielkie poczucie winy i cierpienie tych, którzy żyją dalej. Poczucie winy i cierpienie pozo­sta­wia­ją ślady, które niczym koleiny ciągną się przez całe ich życie. Chociaż ich krawędzie się z czasem ścierają, koleiny nie znikają, podobnie jak nie znika żałoba, która przybiera tylko inną formę, i nadal mają wpływ na to, co się wydarza.

Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Co się wydarza, musi się wydarzyć i musimy w tym uczestniczyć. Wzorce, jakie w tym odkrywamy, pochodzą raczej od nas samych, przez co jednak nie są mniej prawdziwe.

Róbmy wszystko, co może pomóc nam przetrwać, dojść tam, gdzie chcemy się znaleźć — tak jakby męstwo nie było czymś wielkim i gwałtownym, co trudno z siebie wykrzesać, ale po prostu czymś, co pomimo lęku pozwala nam działać. Jeżeli coś wydaje się warte zachodu, starajmy się. Przyszłość jest tuż za rogiem.

Historie, które ludzie opowiadają sobie i innym, zmieniają się wraz z nimi. I zmieniają nas — zarówno nasze własne opowieści, jak i opowieści innych.

Zaraz pójdziesz spać, zostaniesz przeniesiona w inne miejsce, a jak wrócisz, wszystko zacznie się na nowo. „Na nowoto słowa, które obiecują zarówno powtórzenie, jak i coś nowego — słowa, z któ­ry­mi mu­sisz spró­bo­wać się zaprzyjaźnić.

(tamże)

piątek, września 04, 2020

3937. 248/366

perspektywa. priorytety.
czas na zmianę.

248/366

[…] nie zawsze da się dzielić swoimi prze­ży­cia­mi — tego nie możemy oczekiwać od każ­de­go ani nawet od siebie samych.

*

Jesteśmy zawsze w ruchu i największe zna­cze­nie dla naszego rozwoju ma to, że mo­że­my wciąż na nowo rozumieć samych siebie, rozumieć inaczej i dzięki temu się zmieniać.

Eva Meijer, Granice mojego języka. Esej o depresji,
w serii Biała Plama, przeł. Robert Pucek,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2019.

3936. Znów razem

Pan Ciasteczko:
(magnesiki kupił dwa)

Jabłoń:
(wiedziała tylko o jednym,
i że zawisł na lodówce w ulu już
)

*

Sadownik:
(dziś podarował niespodziankę)

Jabłoń:
(zachwyciła się krojem liter i kamieniem)

Sadownik:
A wiesz, co tu jest napisane?

Jabłoń:
Nie… znam tylko:
non omnis moriar.

Sadownik:
Lepiej sprawdź i zapamiętaj!

(po chwili)
Jabłoń:
(gdy już sprawdziła)
A Ty wiedziałeś, jak go kupowałeś?

Pan Ciasteczko:
(wiedział, bo non omnis moriar,
veni, vidi, vici i lekcje włoskiego)

Jabłoń:
(pod wrażeniem)

czwartek, września 03, 2020

3935. 247/366

psy­chi­ka jest ważna w ustach wyrobnika medycyny zachod­niej brzmi jak cier­pie­nie uszlachetnia. bo jak trwoga, to do bo­ga… inno­wierców.

choć na mój temat — w sy­tua­cji nie do po­za­zdro­szcze­nia — dobrze, że mnie tam nie było, gdy padły te trzy słowa*.

247/366

__________
* psychika jest ważna, nawet bardzo ważna, ale nie da rady zastąpić leczenia (choćby objawowego) — medycy zdziwieni?

wtorek, września 01, 2020

3934. 245/366

     it’s over. let it go.”*
zarezonowało.

245/366

__________
* [w:] reż. Thomas Carter, Trener, 2005.

3933. Uf, po!

Madame Fanaberia — moje osobiste wrażenie po prze­czy­ta­niu dwóch podetka­nych pod nos wy­wiadów z wielką, żyjącą pisarką — uświadomiła mi, że literaturę tworzą, w zde­cy­do­wa­nej większości, ludzie uprzy­wi­le­jo­wani spo­łecz­nie przez los, po­zba­wie­ni świadomości posiadanych przywilejów, co psychologicznie jest oczy­wi­ste, ale w czasach pandemii przy odrobinie empatii do szału może doprowadzić.

Ciąg skojarzeń towarzyszący czytaniu tej książki: madame Fanaberia, wielka li­te­ra­tu­ra, Proust, Sołżenicyn, Proust — wspaniałe towarzystwo! Prze­czy­ta­łam, zmę­czy­łam, przy­po­mnia­łam sobie, kto mi ją polecił, ale po co? Nie pamiętam. Kilka fajnych pomysłów, kilka scen, jedna robiąca pio­ru­nu­ją­ce wrażenie — dla niej na pewno warto przeczytać, ale nie wracać.

W tym moim prostym przejściu przez życie, jeśli umyka mi znaczenie i doniosłość chwil, dzieje się tak być może dlatego, że w każdym momencie ja też im „umykam”, uciekając do zamkniętego świata, sekretnego i własnego w najściślej pojmowanej intymności.

Myślę, że przeżywać czy śnić ja­kieś zda­rze­nie to jedno i to samo, a prawdziwe życie powszednie jest równie osza­ła­mia­ją­ce i dziwne, jak to ze snu.

Oto dlaczego nic nie rozumiem z tego, co dzieje się wokół mnie, i dalej „spadam” w życiu pośród zdarzeń i scenerii, pośród chwil i ludzi, kolorów i muzyki, coraz szybciej, sekunda po sekundzie, coraz głębiej, bez sensu, jak w studni ze ścianami wymalowanymi w zjawiska i w figury ludzi, w której moje „spadanie” jest tylko zwykłym przejściem i zwykłą trajektorią w próżni, stanowiąc jednak coś, co w dziwny i bezzasadny sposób można by nazwać „przeżywaniem własnego życia”…

Wszystko, co się dzieje, jest logiczne, z chwilą, w której się wydarza i staje się widoczne, nawet jeśli dzieje się we śnie, podobnie jak wszystko, co niespotykane i nowe, jest nielogiczne, nawet jeśli ma miejsce w rzeczywistości.

Cóż, niezależnie od tego, jaki byłby mój własny „sposób” i ból albo nieświadomość mojej śmierci, wszystko wokół mnie nadal pozostanie nieruchome w dokładnie zdefiniowanych kształtach i objętościach i może gdzieś na ulicy w tym momencie przystanie jakiś człowiek, wyjmie z kieszeni pudełko zapałek i zapali papierosa.

Cóż, każda chwila mojego życia, każdy ruch, który czynię, każdy ból, który czuję, wszystko, co zdaje mi się, że zdarza się w moim życiu, każde wydarzenie, które uważam za niezwykle ważne dla mnie, jest tylko zagubionym atomem w rozległym oceanie wydarzeń całego świata.

[…]   aby „uciec” od bólu.
     Cóż, zaobserwowałem właśnie, że to tworzy w sobie udrękę cierpienia, a wniosek był prosty: mianowicie aby uciec od bólu, nie powinieneś dążyć do „ucieczki” od niego, lecz przeciwnie — „zająć się” nim najstaranniej, jak to możliwe. Jak najstaranniej, jak najbliżej
.

Wyrażenie „niespełna rozumu” uważam za bardzo trafne na określenie bycia świadkiem wydarzeń świata w sytuacji lekkiego dystansu, bez pełni rozumu.

Na stacjach podróżni próbowali wejść do mojego przedziału i szybko wycofywali się, wyjaśniając innym:
     — W środku jest chory… inwalida…
     Teraz dobitniej docierało do mnie to, że jestem chory, że jestem poza żywym i codziennym światem ludzi zdrowych
.

A gdy cierpienie osiągnęło punkt szczytowy, zaczęło odpuszczać. W ciele jednego chorego nie ma miejsca na cały ból świata ani na wszystkie możliwe powikłania. W końcu albo chory musi umrzeć, albo następuje poprawa, która pozwala mu pozostać dalej „chorym”…

Cała rzeczywistość jest do mojej dyspozycji pod warunkiem, że wdycham ją głęboko i wydycham w tym samym czasie, bez planów i iluzji.

Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

W czasie, który „jeszcze nie upłynął”, drzemią wszystkie zdarzenia, wszystkie uczucia, myśli, sny, które jeszcze się nie zdarzyły i z których całe pokolenia ludzi czerpią dla siebie niezbędną rzeczywistość, sen oraz szaleństwo. Ogromne rezerwy demencji świata, którymi będzie się żywiło tylu marzycieli! […]
     To nieznany magazyn rzeczywistości, pełen mroków i niespodzianek.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 31, 2020

niedziela, sierpnia 30, 2020

3930. 243/366

chciałabym wiedzieć co dalej. chciałabym się nie bać.

z oślim uporem staram się znaleźć odpowiedź wyłącznie na jedno pytanie: co teraz?

243/366

     — Czego pan chce?
     W tym momencie zupełnie nie wiedziałem, co zamierzam powiedzieć.
     — Chciałbym rozmawiać z właścicielem zamku

Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

sobota, sierpnia 29, 2020

3929. 240–242/366

trzy zdania. jeden ból. dwa dni z głowy.

240–242/366

[…]  życie kondensuje się czasami w pewnych małych czynach i staje się wówczas dzie­się­cio­krot­nie, tysiąckrotnie trud­niej­sze i in­ten­sy­wnie­jsze niż zwykle, jak owe jądra ma­terii gwiez­dnej, które pływają w prze­strze­ni ko­smi­cznej i o któ­rych do­wia­du­je­my się, że z kolei ich materia jest tysiąc razy gęstsza niż materia naszej planety.

Max Blecher, Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny,
przeł. Joanna Kornaś-Warwas,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2018.

czwartek, sierpnia 27, 2020

3928. Piękna  i  Bestia  // Arachnolog

Onemu:
(zidentyfikował)
Tygrzyk paskowany.

Pan Ciasteczko:
(cyk i przysłał zdjątko)

*

Pan Zefir — Arachnolog
[aktualizacja: 28.08.2020]
na zajęciach praktycznych z anatomii.


fot. Saxifraga, fragment.

środa, sierpnia 26, 2020

3927. Mam trzy kamienie

Do tego wpisu prowadzili Terlikowska (gdyby była nieżywa, przewracałaby się w grobie), Obirek, Obirek i hop! Ponieważ napaliłam się jak szczerbaty na suchary, miałam plan: powolutku, kawa­łe­czek po ka­wa­łecz­ku wydzielać, ale jakby nie dzielić, pomnożyć mogłam tylko wra­że­nia, a nie liczbę stron. To książkowy drobiazg z kategorii: waga ciężka.

Nie jest sztuką przeczytać tę książkę. Sztuką jest zrozumieć chociaż jedno zdanie, gdzie zrozumieć nie oznacza tylko intelektualnego przyswojenia. Zrozumieć, czyli poczuć w trzewiach mądrość czytanych słów i zobaczyć, jak za­trzy­mu­je się na chwilę czas i uchylają się drzwi, których wcześniej nawet nie widzieliśmy.

Być może przestrzelę, pisząc te słowa — ja jako jedna sztuka człowieka wyśmienicie mieszczę się w ramach błędu statystycznego — ale to doskonała lektura dla osób nieuleczalnie chorych, szczególnie dla tych, których bliscy oskarżają (wprost i nie wprost), że nie walczą wystarczająco mocno. Nie o walkę chodzi, nie o styl — najważniejsze jest to, czy czujesz kontakt z trzema kamieniami.

Przypominam sobie tę symboliczną opowieść o pewnym rybaku, który chce wypłynąć wcześnie rano na połów, no i jest za… — niezbyt rozumiem się na tych sprawach — ale widocznie jest za ciemno czy coś takiego, jego stopa trafia na coś, co wydaje się workiem. Podnosi to, prawdopodobnie fala wyrzuciła to na brzeg z rozbitego statku. Otwiera i wyczuwa w środku kamyki. Wyciąga więc te kamyki i bawi się nimi aż do świtu, wrzucając je do morza. Sprawdza w ten sposób, czy potrafi po pluśnięciu rozpoznać, jak daleko rzucił kamyk.
     Kiedy dzień zaczyna świtać, zagląda do worka i znajduje w nim trzy cenne kamienie. Boże, worek był napełniony kosztownymi kamieniami, a on o tym nie wiedział! Za późno
.
     Nie jest za późno — zostały trzy kamienie. Nie jest za późno.

Wiesz, co to znaczy, kiedy masz gdzieś — czy to jest brzydkie wyrażenie? może nie powinienem go używać? — kiedy w ogó­le cię nie obchodzi to, co o tobie myślą i mówią inni? Wiesz, co to znaczy? Właśnie to jest wolność.

Pewien wielki mistrz zen często powtarzał, że doznał oświecenia. Uczniowie zapytali go kiedyś:
     — Mistrzu, co wyniosłeś z oświecenia?
     — No cóż — odpowiedział — powiem wam. Zanim zostałem oświecony, ciągle byłem w depresji. Kiedy otrzymałem oświecenie, nadal jestem w depresji.
     Zagadkowe, co? Widzicie, depresja się nie zmieniła; zmieniła się jego postawa wobec depresji
.

Wielki chiński mędrzec Tranxu cudownie to ujmuje: „Kiedy łucznik strzela nie dla wygranej, panuje nad wszystkimi swoimi umiejętnościami. Kiedy strzela, by wygrać mosiężną klamrę, staje się nerwowy. Kiedy strzela, by wygrać nagrodę ze złota, staje się ślepy. Jego umiejętności się nie zmieniły: to nagroda go rozdwaja. Zależy mu na niej! Myśli więcej o wygrywaniu niż strzelaniu i potrzeba zwycięstwa pozbawia go mocy”.

Zaangażuj się z całego serca w wir walki — ale bądź ponad nią. Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział: „Dla spokoju serca zrezygnuj z roli dyrektora naczelnego świata”. Nie jestem dyrektorem naczelnym; robię, co mogę. Angażuję się, a wynik zostawiam Bogu, życiu, przeznaczeniu.

Bardzo trudno zdefiniować dojrzałość, ale wpadłem na dosyć użyteczną definicję: dojrzałość ma miejsce wtedy, kiedy przestajesz obwiniać. Nie obwiniasz innych, nie obwiniasz siebie. Widzisz, co jest złe, i postanawiasz temu zaradzić. To dość dobra oznaka dojrzałości.

Wszędzie ludzie starają się „to” naprawić. Jak mogę to zmienić? Nie zmieniaj tego, zrozum to. Przyjrzyj się temu, obserwuj. To samo sobą się zajmie.

Anthony de Mello, Odkryć życie na nowo, przeł. Justyna Grzegorczyk,
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2013.
(wyróżnienie własne)

Im bardziej zajmujemy się sprawami Boga, tym bardziej prawdopodobne, że my, księża, zapominamy, kim jest Bóg — i tym bardziej stajemy się zadowoleni z siebie. Widać to w historii Jezusa. Jak sądzicie, kto pozbył się Jezusa? Kapłani — a któż by? Ludzie religijni. Na tym polega groza Ewangelii — rozumiecie?

[…]   przykro mi to mówić, w pewnym stopniu nawet wiele ze światowych religii. To wrogowie życia.

(tamże)

3926. Kochani rozjechani (II)  // Plotki flandryjskie

Pan Ciasteczko, cyk. Udało mi się ustalić tylko tyle, że rzeźbę zowią Pumpkeskal*. Autor? Facet! — założę się. Czy rzeźby mają tabliczki znamionowe?

Choć sama rzeźba mnie zachwyciła, to tytuł za­smu­cił — cuchnie patriarchatem. Żal mi auto­ra, kimkolwiek jest. Żal mi ludzi, co mocno się stereotypów trzymają, niczym tonący swoich brzytw.

Kamieniem nie rzucę, wśród znajomych nie mam tylko płasko­ziemców albo się doskonale kamuflują.

_____________
* Pumpkeskal is a dialect word which means gossip.


fot. Pan Ciasteczko, fragment.

3925. Kochani rozjechani (I)  // Kromeczki (XII)

Tradycyjne, sierpniowe. Sprawdziłam, już po raz piąty tu.


fot. Kaan, fragmenty. 

*

Kromeczka Saxifragi:
(po raz pierwszy)


fot. Saxifraga.

wtorek, sierpnia 25, 2020

3924. Zielnik (XVI)

Cudo w mieście postanowiło żyć! Niedaleko ula. Niosąca Pokój wypatrzyła. Z myślą o Drzewku cyk i… mam.

I mamy! Dzika, uparta bohaterka i wzór do na­śla­do­wa­nia. Patrzę i myślę: „wielko­miej­ska saxifraga”. Teraz tylko na wiedzę Profesory czekam.

Mój zachwyt nie ma granic. Można? Można!


fot. Niosąca Pokój.

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(narzędzie podsunęła i cyk)
Lobelia przylądkowa
[29.01.2021]

poniedziałek, sierpnia 24, 2020

3923. A u nas tylko hajlują

Pisana przez zwycięzców i stawiane przez nich pomniki historia — kto, co, w którym roku i dlaczego? Nie do mnie te pytania, grube fakty tego świata nie są moją mocną stroną — ogarniam tylko te najgrubsze. Jak pachniało tego dnia powietrze, jak dłu­go padał deszcz, jak sobie ludzie z losem poradzili, czy i jak odnaleźli sens — to już zupełnie inna historia, której wątkami jestem żywo zainteresowana. Stąd te opo­wia­da­nia, po których jest jakoś inaczej, mniej wygodnie z jednej strony, ale i obficiej.

U nas, kilkanaście lat później, młodzi najpolscy mężczyźni świątecznie hajlują na ulicach. Czy to nie chichot historii, że ich pra­dziad­ko­wie przeżyli II wojnę światową? My, dzięki prawnukom tych osób, możemy teraz dumnie kroczyć ku przepaści. Tylko pogratulować rządzącym, że nienawiść staje się naszym narodowym dobrem.

Zarówno im, jak i nam nagle zrobiło się za ciasno, mimo że wcześniej bywało tak, że własny dom wydawał się za duży. Walczyliśmy o naj­mniej­szy spłachetek łąki, nie wiedząc nawet, jak się ona nazywa.

Było to zło bez powodu, z takim nie można zawrzeć umowy, nie można go oszukać ani mu się poddać. Ono niczego nie żąda, niczego nie oczekuje.

Każdego dnia sytuacja coraz mocniej potwierdzała Kłamstwo o bośniackiej nienawiści, kłamstwo o tej ziemi lodowatej nietolerancji. Ale ponieważ nikt nie zrobił nic dla Prawdy, ona też przestała funkcjonować jako argument. Jeśli będziecie kiedyś pisali jakąś historię, nie wierzę, żebyście o niej choć wspomnieli. Nawet w przypisie. Prawda, jeśli już ktoś ją głośno wypowie, będzie obraźliwa zarówno dla Serbów, jak dla Chor­wa­tów i Muzułmanów. Pierwsi zachęcili do zbrodni i popełnili ją, a dru­dzy w swym cierpieniu uwierzyli, że tamci mają rację, że należy myśleć tak jak oni i robić to co oni. Wszystko, co stanie się potem, będzie tylko odbiciem tego katharsis w złu, ale nie będzie miało nic wspólnego z tym, czym Bośnia i Sarajewo były. Albo przynajmniej z tym, czym były dla mnie.

[…]   może wpadł do przyjaciela na Bistriku, może ukrył się przed ostrzałem, może został na obiedzie u ciotki Rozalii, może kogoś spotkał; każda godzina przynosiła nową pociechę i wyjaśnienie, ale opowieść ze szczęśliwym zakończeniem miała coraz bardziej skomplikowaną i nieprawdopodobną fabułę.

Każdy strzał wydawał się czuły i bliski, jakby przypominał, że tej nocy jeszcze ktoś nie śpi, jacyś ludzie z głowami pełnymi szaleństwa, smutku i trosk.

W pewnym momencie pyta, czy mi przykro, że trzy razy objechałem świat wzdłuż i wszerz, a skończyłem w oblężonym Sarajewie, więc mu wy­jaś­niam: Ja tutaj nie skończyłem, ja tu się urodziłem, i nie daj Boże, żebym wyzionął ducha gdzieś daleko stąd, gdzie nie ma człowieka, dla którego coś bym znaczył, gdzie nie wspomniałby mnie pies z kulawą nogą.

Tak, miękka jest ludzka dusza, jeśli chwycić ją w odpowiednim miejscu.

Kiedy spacerowali po mieście, ona roztapiała się w jego objęciach, a on, z czułością tutaj niezwykłą, opowiadał jej historie, które były równie odległe od rzeczywistości jak jego plany, ale w miłości funkcjonowały lepiej niż doskonale. Zlaja w istocie mówił jej to wszystko, co my, nudni i racjonalni mężczyźni, chcemy powiedzieć, ale nigdy nie wiemy jak.

Ludzie się zmieniają, kiedy są sami w ciemności. To dzieje się nie­odczu­wal­nie. Znam opowieść o człowieku, który zwyczajnie poszedł do łóżka, a rano obudził się zupełnie siwy. Nikomu nie umiał powiedzieć, co mu się śniło.

Wiem, jaka jest prędkość światła,
ale nie uczyliśmy się, jaka jest prędkość mroku
!

Dino z Zenicy, lat 12, uczeń, tymczasowo w Zagrzebiu

My, synu, jesteśmy akurat na tyle żywi, żebyśmy się nawzajem widzieli i stwierdzili, że żywi nie jesteśmy. To wszystko.

Nic nie jest jednakowe i nikt nie jest jednakowy, tylko ty jesteś zawsze jednakowo głupia”. Stara pięć minut milczała, potem się trochę boczyła, on podchodził do niej, obejmował ją jak przed pięćdziesięciu laty i czule szeptał: „I my pójdziemy kiedyś na tamten świat, jak Osmanoviciowie”. Osmanoviciowie byli starym małżeństwem z niższego piętra, w zeszłym roku zabił ich czetnicki granat, kiedy słuchali dziennika w radiu.

Życie ma sens tylko wtedy, jeśli umiesz chwycić je w garść, w przeciwnym razie kostucha zawsze cię zaskoczy i nigdy się nie dowiesz, czy byłeś naprawdę.

Boże, ja jestem tutaj i nie mogę pomóc ani sobie, ani jej, ale Ty jesteś tam, Ty możesz, więc nam pomóż!”. W jego głowie brzmiało to jak modlitwa.

Nigdy jej nie mówiłem, że nienawidzę roślin w pokojach. Wymagają uwagi i porządku, wymagają, żeby o nich myśleć, a ja nawet nie wiedziałem, jak trzeba myśleć o ludziach, których kocham.

[…] krucafuks i krucjalis […]!

Prawdziwi pijacy nie klną i nie tłuką szkła — oczekują ciszy, spokoju i kontemplacji, denerwuje ich każdy nagły ruch, za zbyt głośno wypowiedziane słowo chwytają butelki i zaczynają bójkę, która zawsze bywa fałszywie interpretowana w kronikach kryminalnych. A oni tylko bronią swojego prawa do ostatniego kielicha.

[…] zajmowali wyznaczone miejsca i  wracali spojrzeniem do tych, którzy ich odprowadzali.

Nie masz przekleństw i gróźb nad bośniackie. Wymyślają je tam od dawien dawna, lecz nie dlatego, żeby kogoś nastraszyć czy obrazić, a raczej po to, by pochwalić się wyobraźnią i udowodnić jej wyższość nad wyobraźnią innych.

A więc to było to. Miało sens i powód i nie opadało beznadziejnie na dno.

Piękno Paryża czy Londynu to tylko alibi zbrodniarzy, z których powodu nie ma już Warszawy, Drezna, Vukovaru i Sarajewa. A nawet jeśli są, mieszkają w nich ludzie, którzy w czasie największego pokoju będą się przygotowywać do ewakuacji, już gotowi wyrzec się swoich książek.

Miljenko Jergović, Sarajewskie Marlboro,
przeł. Magdalena Petryńska, Miłosz Waligórski i Maciej Czerwiński,
Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Mój stary nazistowski elegant nie dbał o zdobycze rewolucji, tylko głośno buczał, spokojnie i rytmicznie, niby jakiś buddyjski mnich.
     
[…]  Pierwszy raz w życiu był porządny i czysty, a wśród wszystkich tych hond, mazd i toyot wyglądał jak modelka z okresu romantycznego futuryzmu. […]
     Czasem zatykał mu się przewód paliwowy i wtedy znienacka gasł, raz pękł mu docisk sprzęgła, nigdy jednak poważnie się nie zepsuł. Połykał ogromne ilości benzyny, łatwo się brudził, ale to naprawdę drobiazgi. Zwłaszcza jeśli jeździsz dla czystej przyjemności i jeśli wyobraźnia wciąż jeszcze jest twoim sojusznikiem. Samochód nie służył mi po to, żeby gdzieś uciec albo gdzieś dojechać
.

(tamże)

niedziela, sierpnia 23, 2020

3922. 236/366

cisza paluchem ją wytyka. cisza poraniona, z którą ona nie wie, co zrobić. cisza i ona — przy­glą­da­ją się sobie.

236/366

3921. Ptasi złodziej  // Czerwone (II)

Orzeszek miała podejrzenie, że nie zamknęła na noc drzwi do „folii” i jakiś ptak napoczął pięknego pomi­do­ra bez zrywania z krzaczka. Wieszaliśmy psy na skrzy­dla­tym zwie­rzę­ciu, gdy ten uprawiał zło­dziej­ski proceder przez kilka dni z rzędu.

Wczoraj okazało się, że ptak ów ma czarne upierzenie, waży ponad trzydzieści kilo, jest nielotem i chodzi na czterech nogach. Orzeszek na własne oczy widziała, jak Heniutka wypuściła się po czerwoną pyszność.

Przedwczoraj, niczym kudłaty aniołek, tylko grzecznie asystowała Orzeszkowi przy przerabianiu owoców lata na zimowe przetwory.

3920. Zachwyt na ciut dłużej  // Czerwone (I)

Wczorajsze podsumowanie — jedna z najczęściej kupowanych książek dnia. Format (poziomy) okładki natychmiast przykuł moją uwagę. Ibukosknera we mnie nie widzi powodu, by kupować książkę za osiem złotych i dzie­więć­dzie­siąt jeden groszy tylko dlatego, że ładną cenę ma. Klik, klik, co jest w środku — wiercił w brzuchu dziurę format. Klik, klik, czytaj fragment i… kreska, światło, po mnie! Muszę to obejrzeć i przeczytać, natychmiast! Klik, klik, mam.

Żadne mobi (choć jest) na kundla, żaden epub (też jest) na kompa, pdf i zachwyt w pełnej krasie. Jeden neuron pamięci z innym neuronem się zderzył i przy­po­mnia­ło mi się, że Sadownik kilka TED-ów Autora mi pod nos dawno, dawno temu podsunął.

Pan Ciasteczko hotelową, późnowieczorową porą zaprzeczył, ale biorąc pod uwagę materię, która kręci Autora, która sauté mnie nie kręci, Pan Ciasteczko wie swoje, a ja swoje, bo [t]a opowieść jest metaforą, gdzie [p]odwórko stanowi symbol organizacji, dla których pracujemy […]. Ten świat to nie moja bajka, ale zachwyt książką jak najbardziej mój, bo w końcu życie to nie tylko organizacje, dla których pracujemy — tu i tam piłka w grze.


[…]   kiedy napotykamy życiowe przeciwności, sztuka polega na szukaniu sposobów na pokonanie ich albo ominięcie, a nie na skupianiu się na tym, co nam zawadza. Możemy sobie wyobrażać, co znajduje się za murem, albo stać i patrzeć w mur. Wybór należy do nas.

Jeśli jesteśmy zamknięci na pomysły,
wówczas to, co słyszymy, uznajemy za krytykę.
Jeśli jesteśmy otwarci na krytykę,
wówczas to, co otrzymujemy, uznajemy za porady
.

Najlepszy sposób na to, aby się przekonać,
czy coś zadziała, polega na zrobieniu tego
.

Nie dasz rady zrobić tego sam.
Nie udawaj więc, że dasz radę
.

Nieważne, kiedy zaczniemy.
Nieważne, od czego zaczniemy.
Liczy się tylko to, aby zacząć
.

Zmiana i spróbowanie czegoś nowego wymaga jednak pewnej odwagi. To wyprawa w nieznane. I co zrobisz, jeśli potkniesz się już przy pierwszym kroku? Może lepiej było się nie ruszać? Może lepiej zawrócić i położyć uszy po sobie? W końcu lepsze znane zło niż to, którego nie znamy.
     Może być jednak i tak, że jeśli wyruszysz z wła­ści­wy­mi ludźmi, oni dodadzą Ci odwagi, aby iść dalej
.

Rozum można przekonać, ale serce trzeba zdobyć.

Kto chce iść szybko, wyrusza sam.
Kto chce zajść daleko, wyrusza z innymi
.

   — przysłowie afrykańskie

Simon Sinek, Razem, czyli lepiej. Mała księga inspiracji,
ilustr. Ethan M. Aldridge, przeł. Piotr Cieślak,
Helion, Gliwice 2017.

Zawsze planuj z myślą o tym,
że żaden plan nie idzie zgodnie z planem


Nasze zmagania są krótkimi krokami, które musimy postawić na drodze do długo­dy­stan­so­wego sukcesu.

(tamże)

sobota, sierpnia 22, 2020

3919. 235/366

są podróże, w które nie wyruszasz z własnej woli — zostajesz wyp­chnię­ty w nieznane. bez możliwości powrotu, z atrakcjami w postaci wielu strachów, potworów, bestii i prześladowców.

pamiętaj: dasz radę!

235/366

[suplement pikselowy: 19.08.2021]

3918. Poprezentoleczenie (II)  // Nadzieja (I)

Tonęłam emocjonalnie sześćdziesiąt lat po śmierci dr Sadowskiej, czytając o Niej książkę. Chwilowej ulgi szukałam w bezmyślnym przewijania fejsbukowego ekranu. Tak wpadłam na drugie, ratujące mnie, koło ratunkowe. Było nim to zdjęcie i histo­ria Kathrine Switzer.

TRADYCJĄ maratonu [bostońskiego] było to, że biegną sami mężczyźni. A ona chciała zakłócić POWAGĘ przedsięwzięcia. Złamać ZASADY. Chciała wywrócić wszystkie WARTOŚCI do góry nogami i zniszczyć CYWI­LI­ZA­CJĘ… biegając. Przecież jeśli jednego dnia pobiegnie kobieta, to co się stanie następnego? Na pewno coś złego.
// Michał Kowalewski, [dostęp: 22.08.2020], źródło.


Autor zdjęcia (mi) nieznany.

Do tego koła ratunkowego przyczepiona była „butelka z karteczką”: gdy na re­porta­żo­wym forum napisałam, że tonę przy książce Szota, ale ratuję się tym zdjęciem, Kobiecy-Nos-Do-Dobrych-Rzeczy odpisała, że ta historia opowiedziana jest w zbiorze utworów wielu autorów Nadzieja. Wiedziałam o istnieniu tej książki. Ba! Miałam od wiele tygodni dużo powodów, by ją nabyć, poza szczytnym celem, dla którego powstała, ale do wczoraj mi się nie śpieszyło. Do wczoraj… bo takiej rekomendacji nie można było zignorować (jak miło zobaczyć, że nie tylko ja serduszka na papierze kreślę).


fot. Kobiecy-Nos-Do-Dobrych-Rzeczy.

Kilkunastu, wśród kilkudziesięciu, autorów, których koniecznie chcę przeczytać, którzy jednak razem siły nie mieli, bym zrobiła to miesiąc z hakiem temu. Chcę się delektować — postanowiłam wczoraj. Będę więc przez długi czas wracać do tego wyboru tekstów — jeden kawałek na tydzień lub dwa… Z tym czytaniem będzie jak z bieganiem Murakami’ego — bez pośpiechu, w kilkudziesięciu od­cin­kach, znani i nieznani.

Autorki tej opowieści nie było wśród kilkunastu nazwisk, które chciałam przeczytać, ale miałam pewność, że właśnie od Niej chcę zacząć. Zaczęłam.

W długich dystansach zawsze lubię początek, kiedy czuję, że jestem wewnątrz brzucha tej biegnącej bestii, zanim jej ciało rozciągnie się w czasie i przestrzeni, kiedy jestem częścią czegoś większego.

[…]   trzeba wiedzieć, co się robi, i robić to dobrze.

[…]   mam biec, a jeśli mam biec, to oficjalnie, zgodnie z prawem, po bożemu, tutaj masz papiery do wypełnienia, tutaj masz wpisowe do zapłaty, wyskakuj z dwóch dolarów, a tutaj masz regulamin maratonu bostońskiego, gdzie nie znajdziesz ani słowa o płci uczestników, więc możesz tym regulaminem walnąć każdego, kto zechce cię usunąć z trasy.

Jest tylko czas, który musi upłynąć do mety i ja mu na to pozwolę. Lewa, prawa, lewa, prawa, wdech, wydech.

[…]   kątem oka dostrzegam, jak Jock Semple ląduje w rowie wypchnięty z drogi silnym ramieniem Toma. Biegnij, ile sił, krzyczy Arnie, nie oglądaj się, tylko biegnij. Biegnij, Kathy, biegnij!
     No to biegnę
. […]
     […] To nie ty masz kibicować komuś, to ktoś ma kibicować tobie, życie jest po to, żeby żyć, a nie tylko się przyglądać.
     No to żyję, bez przyglądania
.

Czeka nas dużo więcej.

Aleksandra Zielińska, Numer 261 [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

3917. Poprezentoleczenie (I)

Podczas czytania o dr Sadowskiej musiałam robić przerwy, szukać kół ratunkowych, by mnie ta książka nie zatopiła. Na fejsbuku jeden z moich znajomych umieścił takie cudo:

(...) wiesz kiedy zaczyna się szczęście?
Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać
Tego, co ludzie powiedzą.
Tego, jak go ocenią.
Tego, co zrobią, jak się dowiedzą.
Kiedy przestaje się bać:
Żyć po swojemu.
Żyć na własny rachunek i odpowiedzialność.
Wybierać, chociaż wybory te nie zawsze są oczywiste i klarowne.
Kiedy przestaje się bać:
Chwilowej samotności.
Własnego towarzystwa.
Własnych uczuć.
Kiedy zaczyna wierzyć, że życie jest dobre.
I rozumie, że sam strach zabija życie
.
  — Guus Kuijer*

__________
* na pewno jest autorem pierwszych dwóch wersów; czy reszty — nie wiem.

Myśląc, że Guus Kuijer jest poetą, zrobiłam klik, klik z nadzieją na tomik poezji. Klik, klik i… okazało się, że to autor książek dla dzieci. Klik, klik, jedną z jego książek przetłumaczono i wydano po polsku. Klik, klik, jest w ibuku! Byłam w niebie.

Ta książka była jednym z dwóch wspaniałych kół ratunkowych, które pomogły mi utrzymać się na powierzchni. Pani Van Amersfoort jako pierwsza podała mi rękę.

     Bach!
     „Bóg…”
     Bach!
     „nie…” Bach!
     „istnieje…” Bach!
     „Bóg…”
     Bach!
     „nie…” Bach!
     „istnieje…”.
     Kiedy lanie wreszcie się skończyło, a on naciągnął majtki i spodnie na płonące pośladki, wiedział, że Bóg Ojciec został z niego raz na zawsze wybity
.

Obróciła się w stronę regałów. — Kim właściwie chciałbyś zostać?
     — Szczęśliwym — odpowiedział Thomas. — Jak dorosnę, zostanę szczęśliwym
.
     Pani Van Amersfoort miała sięgnąć na półkę po jakąś książkę, ale zaskoczona obróciła się do Thomasa. Popatrzyła na niego ze śmiechem i oznajmiła:
     — To cholernie dobry pomysł. A wiesz, kiedy zaczyna się szczęście? Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać
.

Dopiła kawę, a Thomas skończył oranżadę.
     — Byłeś dzisiaj bardzo dzielny — pochwaliła. — Wszedłeś do mojego mieszkania, choć inne dzieci mówią, że jestem czarownicą.
     Thomas nie śmiał na nią spojrzeć. Wiedziała o tym! Mówi mu to bez ogródek, prosto w twarz.
     — Zresztą, mają rację — dokończyła. — Jestem czarownicą
.

Rozłożył list, przeczytał i westchnął głęboko. Świat wstrzymał oddech. Czy Thomas to zrobi? Czy się ośmieli? Świat tego nie wiedział — czekał w napięciu na rozwój wypadków.

Jezus stał przed kominkiem w miedziane jaszczurki. Patrzył na modlącego się mężczyznę.
     — A więc to on? — upewnił się Jezus.
     — Tak — potwierdził Thomas.
     — Wydaje mi się, że ma dobre zamiary — ocenił Jezus. — Ale się boi. Właściwie to tchórz, wiesz?
     — Nie wiem — odpowiedział Thomas.
     — Chowa się jak wystraszony dzieciak za szerokimi plecami Boga — wyjaśnił Jezus
.

„Tata się na to nie zgodzi” — pomyślał, ale tego nie powiedział.
     — O nic się nie martw, Thomasie — pocieszyła go pani Van Amersfoort. — Nie ma obawy. Życzyłeś sobie przecież plag egipskich, prawda? Nie żaby, nie komary i nie zaraza, tylko my jesteśmy najlepszą plagą. My, kobiety i dzieci. Żaden faraon się nam nie oprze
.

     — Tylko darmozjady i ciamajdy są szczęśliwi — po­wie­dział tata. — Życie to walka.
     […]
     — Naprawdę musiał pan walczyć? — podjęła starsza pani z zębami. — Był pan w ruchu oporu? Jest pan dzielny? Chroni pan dzieci i żonę przed złem świata? Bierze pan w obronę słabszych? Okazuje pan serce zwierzętom
?

W jej wzroku nie było złości, nie było też życzliwości, po prostu patrzyła. Z jej oczu nie dało się nic wyczytać.
     
[…]
     „Margot już się nie bała — napisał Thomas w 
Książce wszystkich rzeczy — i na moich oczach zmieniała się w czarownicę”.

Guus Kuijer, Książka wszystkich rzeczy, przeł. Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

     — No i, Thomasie? — zapytałem ostatniego dnia. Od dawna byliśmy na ty. — Udało ci się?
     — Co takiego, Guus?
     — Zostać szczęśliwym.
     — Tak — odpowiedział.
     Po czym wypiliśmy po kubku gorącego kakao
.

     — Czy nadal jest pan zuchwały? — zapytałem, gdy staliśmy już w drzwiach.
     Pan Klopper skinął twierdząco głową.
     — W pańskim wieku?
     — Nie inaczej — odparł i zniknął za zasłoną gęsto padającego śniegu
.

(tamże)