nie dotknę go. ale mogę podejść do okna.
pomyślałam wczoraj i cyk.
14/365

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Kwartał leżała i czekała. Skąd wiem? Bo gdy Kaan pożyczała mi ją w papierzu, przyniosła również liście i kasztany. Zrobiłyśmy cyk.
Leżała, czekała, stosik rósł. Ktoś, nie licząc Kaan, już przeczytał. Ktoś inny dostał tę książkę od krewnego. Ktoś jeszcze inny właśnie czyta. No — pomyślałam — przyszedł jej czas w moim czytelniczym zaułku.
Ta książka to taki literkowy odpowiednik kilkunastu lotek precyzyjnie umieszczonych w samym środku tablicy do darta. Poczucie humoru znieczula, ale nie czyni nieprzytomnym — zobaczonej szajby i świra nie da się odwidzieć, nawet jeśli utknęło się w stuporze przekonania, że terapii nigdy się nie potrzebowało.
[…]
jesteśmy tacy sami, a różnej twardości pancerze, jakie przywdzialiśmy na okoliczność bywania w świecie, chronią to coś w każdym z nas, co się żarzy, bez przerwy pulsuje.
⚧
W miarę świadomy człowiek, który uważa się za dorosłego, powinien przynajmniej raz zadać sobie pytanie: Dlaczego tak naprawdę denerwuje mnie drugi człowiek? To tylko pozornie błahe pytanie, albowiem próba udzielenia na nie uczciwej odpowiedzi może nas doprowadzić do bardzo bolesnego miejsca w nas samych.
⚧
Od dawna dostrzegam precyzyjne powiązanie tradycyjnego wychowania, religii i państwa. Wszystkie trzy sfery wspierają się i napędzają nawzajem w celu uzyskania perfekcyjnego, podatnego na manipulację, posłusznego NIEWOLNIKA, który pozyska kolejnych, a oni pozyskają kolejnych. Perpetuum mobile.
⚧
[…] czuję oburzenie i obrzydzenie na myśl o tym, że małym istotom każe się wierzyć, że są grzeszne. Co to znaczy niegrzeczna? Dziecko niegrzeczne to dziecko, które przejawia resztki niezależności. To dziecko, które nie opanowało kroków układu tanecznego, jaki społeczeństwo wykonuje w pełnej synchronii.
⚧
Cisza. Sześćdziesiąt spuchniętych sekund, rozdęte minuty, otyłość olbrzymia godziny. Cisza potrafi sprawić, że czas rozlewa się poza cyferblat, a wskazówki grzęzną, niezdolne do przerobienia tego nadmiaru. […] Kiedy zamilknąć postanawia rodzic, dusza dziecka roztrzaskuje się na drobne kawałki — mogłabym przysiąc, że słychać wtedy dźwięk tłuczonego szkła. Taka cisza jest perwersyjną torturą, zostawia niewidzialne ślady, których nie można obfotografować i&nbps;złożyć w&nbps;teczce na policji.
⚧
Od dłuższego czasu na własny użytek prowadzę zakrojone na szeroką skalę badania nad przydatnością powszechnie akceptowanych zasad, przekonań, umów społecznych. […] Lista gości. Nie rozumiem, dlaczego na śluby i pogrzeby trzeba zapraszać cały żyjący fragment drzewa genealogicznego. Nie tych, których lubisz, z którymi utrzymujesz relacje. Wszystkich.
⚧
Dałam sobie ostatnią szansę na zmianę. Czy zmiana nastąpiła natychmiast? O nie. Po drodze zawaliło się prawie wszystko, łącznie z długoletnim związkiem. Jeśli mówimy o zmianie, to wtedy, z oddychającej na pół gwizdka, pozostającej w bezpiecznym bezruchu baby, stałam się babą, która patrzy na zapierający dech w piersi rozpierdol.
Aż przyszedł ten dzień, gdy kiwając się jak sierota, pośród ruin, zza opadającego kurzu wreszcie zobaczyłam słońce.

⚧
Myślę, że za życia służymy sobie nawzajem. Jesteśmy sobie naprawdę potrzebni. W najczarniejszej godzinie zawsze pomagał mi człowiek. Pomogło mi, zupełnie nieświadomie, wiele i wielu z was. Drugi człowiek potrafi nas podtrzymać, czasem nawet ponieść.
⚧
Nie wahajcie się użyć własnego życia, by żyć, jak wam się podoba.
⚧
Problem polega na tym, że kiedy się pojawia, to nie ma szans go wydostać spod warstwy zaprzeczeń i zobaczyć w całej okazałości.
⚧
Tak wiele i wielu z nas mknie przez życie na autopilocie, zamiast chwycić kierownicę, na bieżąco podejmować decyzje o kierunku jazdy, odpalić muzykę na full, patrzeć na zmieniający się za oknem krajobraz i koniecznie stawać, gdy coś naprawdę zachwyci.
Szerokości, Mobilki! Do śmierci macie czysto!
⚧
[…] żyjąc bez NIE, dwa razy tracisz. Tracisz godność, siebie, a nic nie zyskujesz. W tym przypadku brak zysku oznacza stratę.
⚧
Nie jesteś problemem do rozwiązania, jesteś cudem do odkrycia. Może zamiast ryć na straganach z różnościami, zwrócić się do wewnątrz, do tego miejsca, gdzie pod grubą warstwą odgórnie narzuconych przekonań, powtarzanych przez wieki historii, w każdym z nas ukryty jest odprysk samego Boga, którego rozproszonymi cząstkami jesteśmy?
// Ewelina Stępnicka
⚧

Przewertowałam ostatnio sceny z własnego życia, by sprawdzić, ile razy dopuściłam się grzechu zaniechania z lęku przed opiniami ludzi. Ogarnął mnie wielki smutek. Bardzo dużo tego było. […]
Właśnie to jest najsmutniejsze. Ludzie nawet nie muszą nic mówić, ręce wiążemy sobie sami — przerabiając w wyobraźni prawdopodobne reakcje otoczenia.
Ludzie zawsze powiedzą to, co chcą powiedzieć, bez względu na to, co zrobimy. Dlaczego im nie pozwolić? Po co nadawać rangę ich słowom?
⚧
Pomalutku, w swoim tempie wróć do siebie. Poznaj swoją prawdę i nie walcz o jej uznanie.
⚧
Czasem rozważając, jaki jest sens istnienia, dochodzę do wniosku, że może sprowadza się on do żmudnego wygrzebywania się z tych wszystkich przekonań i powrotu do najbardziej nieskalanej wersji samych siebie, by rozejrzeć się po świecie i bez obciążeń i podszeptów z zewnątrz sprawdzić, co sami o nim myślimy. Często pytam siebie: Skąd to wiem, kto i kiedy mi to powiedział, czy mogę wierzyć, że ta osoba naprawdę wie?
⚧
Wszystkim, którzy brzmią jak znani mi dorośli i każą usiąść na karnego jeża za to, że żyję, jak chcę, mówię serdeczne: Bez jaj.
Katarzyna Nosowska, Powrót z Bambuko,
Wielka Litera, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Wolność, jak się okazało, lubi wszystkiego mniej. Wolność jest eremitą, źle się czuje w tłumie. Wolność wbrew pozorom nie przepada za dyskusją, ceni milczenie, nie zależy jej na poklasku, o nic nie rywalizuje. Lubi ciszę, nie przypina sobie dzwonków do kapelusza, nie wali kijem w garnek, żeby było słychać, gdy nadchodzi.
[…]
Wolność jest wtedy, gdy rozumiesz, że jeśli inny ma, to nie znaczy, że dla Ciebie zabraknie. Gdy patrząc na drugiego człowieka, postanawiasz widzieć w nim delikatność i piękno, choćby były umorusane lub zabetonowane agresją, złością, podłością, które chronią jego wielokrotnie poturbowane JA. Gdy pozwolisz ludziom żyć i upadać, odpuścisz kontrolę, ale też nie odwrócisz się od siebie, kiedy zdarzy Ci się potknąć.
(tamże)
Druga część z Tatusiem Muminka w tytule i… wszystko jasne — męskie świry i zajoby. Zęby zgrzytały, ale są trzy wątki warte grzechu. Fason niezmiennie trzyma mała Mi. Mama Muminka — poza tym jak próbuje się wyrobić w patriarchacie — pięknie tęskni. A historia z Buką łapie za serce.
Mała Mi nie jest osobą, która by rozmawiała z kimkolwiek, starając się go przekonać. Ona albo działa bez chwili wahania, albo nie działa wcale.
⚾
— Hej! — zawołał Tatuś. — Jestem zły.
— To dobrze — odparła Mi z uznaniem. — Wyglądasz, jakbyś zrobił sobie z kogoś prawdziwego wroga. To zwykle pomaga.
⚾
— Widzicie — rzekł Tatuś, nachylając się nad stołem. — Morze to wielkie stworzenie, które jest czasem w dobrym humorze, a czasem w złym, i nikt z nas nie wie dlaczego. Bo my widzimy tylko powierzchnię wody. Ale dla tych, co lubią morze, jest to obojętne… Kocha się na dobre i na złe.
⚾
Nie miał czasu do stracenia, lecz im bardziej się spieszył, tym wolniej wszystko się działo.
⚾
— Mamy nie giną tak łatwo — rzekła mała Mi. — Zawsze je można znaleźć w jakimś kącie, trzeba tylko poszukać. […]
— Gdzie byłaś?! — wybuchnął Tatuś.
— Ja? — spytała Mama niewinnie. — Byłam na małej przechadzce, żeby się trochę przewietrzyć.
⚾
Tatuś przestawił coś w swojej głowie — tego dnia poszło mu to bardzo łatwo — i zaczął swobodnie rozmawiać z morzem, tak jak to czynili jego przodkowie.
⚾
Była tym wszystkim bardzo ubawiona i wyglądało na to, że lada chwila powie coś całkiem nieodpowiedniego. Ale nie powiedziała.
⚾
— Nie jesteś zbyt miła — powiedziała Mama Muminka.
— No to co! — krzyknęła mała Mi.
⚾
Jej oczy były wesołe i zdawały się kpić z niego, jakby dając do zrozumienia, że znają wszystkie jego tajemnice.
I jakoś sprawiło mu to ulgę.
⚾
Była tym wszystkim bardzo ubawiona i wyglądało na to, że lada chwila powie coś całkiem nieodpowiedniego. Ale nie powiedziała.
⚾
W tym momencie uderzyła w Tatusia olbrzymia fala, zmywając z niego całą złość.
⚾
Tylko mała Mi zobaczyła Muminka. Dostrzegła też Bukę wyczekującą na piaszczystym brzegu.
Mi wzruszyła ramionami i zakopała się z powrotem w mchu. Nieraz już widziała ludzi, którzy czekali jedni na drugich w złym miejscu, z głupią miną, jakby się zgubili. „Nie ma na to rady — pomyślała — widocznie tak musi być”.
⚾
Bierzesz wszystko zbyt dosłownie — powiedziała mała Mi z pogardą.
⚾
Jak ona się zachowuje! – pomyślał Muminek. – Robi wszystko, co jej się podoba, i nikt nie protestuje. Robi, co chce, i już.
⚾

Na ścianie zakwitał jeden kwiat po drugim: róże, nagietki, bratki, peonie… Mamę ogarnęło nieomal przerażenie, że tak dobrze umie malować.
⚾
Kiedy tak siedzieli, popijając kawę, wydało im się nagle, że coś wraca znów na swoje miejsce.
⚾
Buka nie bała się już, że zostanie oszukana.

Tove Jansson, Tatuś Muminka i morze, [cykl],
przeł. Teresa Chłapowska, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2014 roku
beznadziejne.
Jakie podniecające jest życie! — pomyślał Muminek. — Wszystko może się nagle zmienić, i to zupełnie bez powodu!
⚾
Jeżeli natychmiast nie urządzimy wycieczki, to wszyscy zwariujemy!
⚾
[…] poniechał wszelkich rozmyślań i tylko żył pełnią życia, od samego koniuszka ogona aż po uszy.
(tamże)
szczerość. niech
nas łączy. gdy dzieli
nas sposób, w jaki
doświadczamy życia.
13/365
*
Jason Yang feat. Mariko, Transcendence.
Smoku prawie rok temu podarował mi tę książkę, mając pewność, że mnie zachwyci. Zaczęłam prawie od razu. Wspaniały język, ale materia (pozbawiona sierści) męcząca. Odłożyłam.
Zielsko osiedlowe, Saxifraga, zielnik, jesień, zima, Saxifraga z poleceniem Autorki u Nogasia w audycji o książkach. Audycja. Wróciłam.
Poezja zielonej Poetki prozą pisana. Zagłuszała tęsknotę za osiedlowym zielskiem, na którego świeżą zieloność trzeba jeszcze trochę poczekać. Kawałeczek. Odłożyć. Kawałeczek. Odłożyć.
Aż pojawiły się w książce drzewa i rośliny ruderalne. Nie mogłam już odłożyć. Smoku miał rację, zachwyciła mnie ta książki. Zachwyciła mnie każda spotkana w książce Istota.
Szatkujemy nasze terytoria w trójwymiarową kratkę. Tylko tak. A przecież nie ma teorii fizycznej, która by nas w tej wierze upewniała: że na świecie istnieją tylko trzy wymiary, nie ma dowodu, że tu tak jest strasznie prosto. Sami to wymyśliliśmy. Czy dlatego, że to, co trudno jest wyrysować w wyobraźni, staje się niemal niemożliwe do wyrażenia językiem?
☾
Wciąż za oknem jest światło, patyki, badyle, powietrze i jeszcze my.
☾
W przyrodzie zachwycają nas porody liści i owoców, zapach olejków eterycznych z owulujących kwiatów, puchate futerka, mleczne zęby, różowa skóra i kocięta. A przecież i tak wszystko to musi umrzeć. Dokładnie tak samo, jak zechciało powstać, wyłonić się z gęstwiny nieprawdopodobieństwa: że właśnie ty tu teraz jesteś, powstały z miliardów możliwości, wygrałeś jak to jabłko, po które sięgasz, i powietrze, którym oddychasz.
Poznanie podstaw genetyki generuje wielkie zdziwienie, niedowierzanie także we własne istnienie. Nie chodzi o emocjonalne uniesienia, bo to tylko matematyka, prawdopodobieństwo i straszliwie mała liczba w wyniku tej kalkulacji.
☾
Każdemu przytrafiają się bowiem zaburzenia w ciągłości istnienia, znamy je dobrze. U roślin objawiają się one potem chaotycznymi incydentami w symetriach komórek, życiowym bałaganikiem, jakby to było zwykłe roślinne przejęzyczenie w trakcie zdeterminowanego porządku codzienności.
☾
Przyglądam się lipom od dawna. Na razie nauczyły mnie, że nie zawsze drzewa będą stawiać opór materii, czasem się poddają, rozrysowując żyły włókien tuż pod korą, naciągną je, zasznurują, by w środku pozwolić sobie na miękkość i łagodny stan bez wojny i naprężeń na granicy życia.
☾
Nic się nie zmieniło. Zmieniam się ja.
☾
Jesteśmy zbudowani z tych samych liter dziewięćdziesięciu pierwiastków i umieszczeni w tej samej fizycznej przestrzeni, sprawiedliwie rozporządzającej swoimi prawami, którym podlegamy naprawdę bez wyjątku.
☾
Myślę, że w świecie następujących po sobie, w sobie i ze sobą zjawisk ożywionych i nieożywionych nigdy nie możemy tego [prawdziwego początku choroby rośliny] jednoznacznie określić. Nawet strzał pioruna ma swój początek w chmurach, a te w oceanach, morzach, kałużach i w rozlanej herbacie.
☾
To nie to. Nikt nie uwierzy, nikomu nie wolno pokazywać. Ale popatrzeć można.
☾
Znajomość reakcji roślin na środowisko, na inne istoty, także te, które je zjadają albo szukają w nich niszy do życia, jest u ludzi wciąż dość niska, a w głównej mierze bardzo wybiórcza. Trudno odnaleźć wszystkie nici gmatwaniny zależności biosfery. W przyrodzie przeplatają się niezliczone drogi bytów, które mają swoje źródła w każdej chyba strefie istnienia i nieistnienia.
☾
Na kawałku trawy, między chodnikiem a asfaltem, eksploduje wiara w przetrwanie. Przydrożna kapliczka dla beznadziejnych i skończonych.
☾
Bo w stolicy będą kiedyś szumieć graby, a po Marszałkowskiej harcować lisy. Naturalnie pod jednym tylko warunkiem — gdy damy im spokój i pójdziemy stąd na jakiś tysiąc lat.
☾
[…] w nieznośnej niemocy można tylko milczeć.
☾
W trakcie studiowania ruchów roślin niebywałe wydawało się też to, że rośliny rosną tylko wtedy, gdy tańczą. Albo inaczej: one tańcząc, rosną, a ten proces również odbywa się w synchronizacji z Księżycem.
Urszula Zajączkowska, Metamorphosis of Plants,
Patryk Walczak, Polski Balet Narodowy.
Tańcząc, opisują swoją wzajemność i swoją odrębność. Dotykają się. Dotyk roślin w grupie, rytm ich wspólnego ruchu, głaskania się i odpychania, jest jednym z sygnałów zaświadczających, że nie jest się samemu i że kierunek wzrostu został obrany prawidłowo, bo jest bardzo podobny do tego, jaki jest u innych, bliskich.
☾
Prawdziwy cud przemienienia wody w krew dzieje się w naturze, gdy karmiony łąką skowronek złoży jaja, gdy wylęgają się kijanki, gdy urodzi się szczur.
☾
[…] podpatrując rośliny, nie powinniśmy widzieć w nich stworzeń niedoskonałych, niezbyt rozwiniętych, według jakichś ludzkich kryteriów gorszych, lecz po prostu innych.
Inność roślin wyraża się głównie tym, że one w zdecydowanej większości nie muszą nikogo i niczego zabijać, by się odżywiać, wzrastać i zasiedlać, oraz tym, że są przykute do miejsca na zawsze, są więc jeszcze bardziej współodczuwające z otoczeniem. Muszą. Nie uciekną.
☾
Wzrost roślin jest bowiem ciągłym dialogiem ze środowiskiem i grawitacją, niekończącymi się ustępstwami albo i upartym stawianiem na swoim, skazującym nierzadko na ostateczną odprawę w gestach ewolucji. Bo rośliny, które nie słuchają otoczenia, muszą umrzeć.
☾
[…] odrębna jest anatomia każdego gatunku drzewa. Nie to co pudel i jamnik, które w środku wyglądają niemal tak samo. W końcu nie ma atlasów anatomii poszczególnych ras psów. Wątroba to wątroba, a aorta to aorta. A brzoza w środku wygląda zupełnie inaczej niż wierzba czy topola, a dąb czerwony jest różny od czeremchy.
Urszula Zajączkowska, Patyki, badyle,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

☾
[…] kot może być blisko, ale jak on chce, można mu patrzeć w oczy, ale do momentu, który on przyjmie za ostateczny. Może domagać się dotyku, gdy będzie tego potrzebował i do czasu, który też on ustala. Niekiedy wykaże się łaską i wskoczy na kolana. Aby go głaskać lub grzać. Bo kot przede wszystkim wymaga od nas elementarnego szacunku i uznania. To samo pokrzywa.
Ale spróbuj się zbliżyć, zauważyć ją, kiedy tego nie chce, spróbuj, proszę. Zaraz wyciągnie pazur, ząb, włosek, który wciśnie w twój ciekawski paluch, bez wysiłku. Właściwie wysiłek bierzesz na siebie ty. Więc po co tam idziesz?
(tamże)
Czekariusze. Przeterminowani tak, że straciłam nadzieję, odpuściłam, poszłam dalej. Wczoraj, gdy kończyłam książkę, wiedziałam już, że znalazły mnie słowa, których oni i ja potrzebowaliśmy.
Wdech. Wydech. I świadomość, że może mam w sobie ćmę, łosia, płatek kwiatu dalii, skrzyp polny, nóżkę karalucha lub skrzydełko mola spożywczego. I jest jakoś inaczej. Spokojniej. Wdech.
[…] rośliny czują śmierć i na swój zielski sposób wiedzą, że odczepiające się od suchych pędów liście spadną na ziemię i zaczną rozdawnictwo cząsteczek. Dlatego też jeszcze za ich życia zabierają z nich to, co cenne, na przykład chlorofil. Skoro roślina będzie żyć, to ograbi wszystko, co oddaje śmierci: a wyrazem tego jest jesienny piękny kolor liści, żółty, czerwony — bo już bez chlorofilu. Takie liście można oddać, niech sobie gniją, skoro muszą.

fot. Saxifraga, fragment.
[…]
kiedyś to się musiało skończyć i ciało trzeba było oddać do wszechświatowej przemiany energii i masy.
[…] Wystarczy się na to zgodzić, a wtedy cała pozostałość naszego czasu złagodnieje.
Pewność rozkładu, pewność oddania się procesom rozdziału nas na cząstki elementarne sprawia, że nikt nie powinien myśleć o sobie, że jest niczym, bo niezależnie od przekonań i wiary lub niewiary, zawsze przecież tu, na Ziemi, jest się garścią atomów świata.

fot. Saxifraga, fragment.
W każdym lesie czy łące pęczniejącej nadzieją życia ktoś, coś, ma wielką moc czarowania materii, nadawania jej nowego znaczenia, materii, która będzie służyć gestami ewolucji w kreacji bogactwa świata, tylko niech się najpierw podda, niech przestanie żyć.

fot. Saxifraga, fragment.
Liście odrywają się, szturchnięte wiatrem. Mają pierwszy i ostatni czas całkowitej swobody w powietrzu. Kilka sekund niezależności.
☽
Towarzystwo, które nas wtłoczy w nowy, lepszy byt jest nieme, przynajmniej z naszej perspektywy. Milcząco się o nas zatroszczy i odda innym w innych. Czy to nie wystarczający powód do wdzięczności?
Urszula Zajączkowska, Patyki, badyle,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
katedra bólu — strzeliste wieże, krwisto-sine witraże.
katedra bólu — naukowe zacięcie, pytania: gdzie i w jaki sposób?
majestat, przed którym — jako innowierca czy naukowy ignorant — i tak się zatrzymasz, pochylisz, wymamroczesz: o, boże…
10/365
— pomnażasz to*, na co zwracasz uwagę — rzuciła przez ramię świadomość całkiem od niechcenia.
— banał!
— ale niebanalny, sprawdź.
8/365
__________
* złość, radość, wstręt, zachwyt, zadziwienie.
*
[…] na sekundę drasnąć swoją niepewność, podrażnić przeczucie, nakarmić fantazje z pogranicza paranoi i ignorancji, a potem mieć odwagę ruszyć dalej, założyć eksperyment, setki jego prób, i dogłębnie na wszystko patrzeć tylko swoim okiem i tylko swojemu oku zawierzając.
Urszula Zajączkowska, Patyki, badyle,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
Druga część cyklu. Czwarta ukaże się pod koniec stycznia 2021. Im dalej w las, tym trudniej znaleźć właściwe słowa, bo każde jest ułomne, ograniczające i wiodące na manowce.
Choć pewnie można, nie polecam czytania w oderwaniu od porządku ustanowionego przez Autora. Pośpiech też jest niewskazany. Gdyby ktoś mnie pytał, nim włożysz oczy i serce w ten cykl, najpierw zajrzyj do tej książki.
W tej części jest… trochę sierści. Nie dziwi mnie to wcale — psy są wielkimi Nauczycielami bycia tu i teraz.
Pewne stare tradycje tubylcze głoszą, że świat odczuwa nasze spojrzenie i natychmiast na nie odpowiada.
℺
Nagle twój sen pasuje do snu pod powiekami wszystkich,
a jego skutkiem jest ten świat.
Inne wołanie nie zrodziłoby ani żadnego świata,
ani ciebie, ani rzeki, ani naywoływania sów.
Twoja postawa tutaj ma znaczenie. To, jak nasłuchujesz nadejścia nowych zdarzeń. Jak oddychasz.
// William Stafford.
℺
[…] życie ujawnia przed nami swoje oblicze w naszym ciele, umyśle i sercu.
℺
Głębokie znaczenie słowa „rehabilitacja” to „nauczyć się znów żyć we własnym wnętrzu” (od francuskiego habiter, co oznacza „przebywać”, „zamieszkiwać”).
℺
Zanim zrozumiesz, czym naprawdę jest dobroć,
musisz wiele stracić […]
[…]
Potem już tylko dobroć ma sens,
tylko dobroć zawiąże ci buty
i wypchnie cię w dzień, byś wysłał listy i kupił chleb,
tylko dobroć uniesie głowę pośród tłumu, by powiedzieć:
To mnie szukałeś,
a potem podąża za tobą wszędzie
jak cień albo jak przyjaciel.
// Naomi Shihab Nye.
℺
[…] łagodność nie jest luksusem, lecz kluczowym elementem pozwalającym nam odzyskać zmysły, dosłownie i metaforycznie.
℺
[możemy] bardzo dużo nauczyć się od wszystkich ludzi ofiarowujących nam swoją miłość, mądrość i zrozumienie, gdy na niezliczone sposoby stają się naszymi nauczycielami. Niezależnie od tego, czy już odeszli, są wśród nas, czy dopiero się pojawią, ich obecność w naszym życiu to prawdziwe dobrodziejstwo, prawdziwy dar dla nas.
℺
[…] wszyscy jesteśmy liśćmi tego samego drzewa. W tej wspólnocie każdy z nas ma swój wyjątkowy punkt widzenia i niepowtarzalne miejsce. Wszyscy jesteśmy kompletni, zależy od nas życie całego drzewa, jego odżywianie, ale i my zależymy od niego.
℺
Dopóki się czemuś nie poświęcimy, grozi nam chwiejność, możemy się wycofać, zawsze jesteśmy nieskuteczni.
[…] w chwili, gdy bez reszty w coś się angażujesz, Opatrzność wykonuje sprzyjający ci ruch. Ku naszej pomocy wydarzają się rzeczy, które inaczej nigdy by nie nastąpiły. Z tej jednej decyzji wypływa cały strumień zdarzeń, przeciągając na naszą stronę wszelkiego rodzaju okoliczności, koincydencje i materialne wsparcie, którego nikt nie mógłby sobie nawet wyobrazić. Bierz się więc za wszystko, co możesz zrobić albo o czym śnisz. Śmiałość ma w sobie geniusz, moc i magię.
// Goethe [nie ten, o którym myślisz]
℺
Jeśli to życie jest naszym prawdziwym nauczycielem, prędzej czy później rozumiemy, że staje się nim także każdy, kogo spotykamy na swojej drodze, a każda chwila, każde wydarzenie stanowi okazję do praktykowania, spoglądania pod powierzchnię przejawów rzeczy, pod powierzchnię naszej skłonności do odreagowywania, napinania się, emocjonalnego zamykania się na świat, zwłaszcza gdy sprawy toczą się nie „po naszej myśli”, tak samo zresztą jak wtedy, gdy niby się toczą.
Jon Kabat-Zinn, Obudź się, [cykl],
przeł. Roman Skrzypczak, Czarna Owca, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

[…] świadomość to także całkowita tajemnica, ponieważ nie jest moim tworem, lecz jakością nieoddzielną od bycia żywą istotą, czasem pojawiającą się przed nami jak płochliwe zwierzę. Jeśli zachowuję się cicho i nie robię żadnych gwałtownych ruchów w przestrzeni umysłu, zwierzę zostaje, nie ucieka.
℺
Nasz pies wie, że dźwiękowy krajobraz obejmuje zarówno wszystko, co jest słyszalne, jak i to, czego zabrakło. Gdy słyszy otwieranie i zamykanie drzwi, ale nie towarzyszy mu kliknięcie zatrzaskującego się zamka, wtedy wie, że może zwiać z domu. Po prostu wie. To tylko przykład, jak luki w krajobrazie dźwięków stają się nośnikami ważnych informacji, gdy jesteśmy na tyle precyzyjnie dostrojeni, aby wykryć nieobecność dźwięków oraz zmiany rytmu brzmień i ciszy.
℺
Powiedz, co zamierzasz wreszcie robić
z twoim jedynym zwariowanym i cennym życiem?
// Mary Oliver
℺
Różne zmysły to po prostu różne punkty dostępu do świadomości. Nie chodzi o to, aby uznać, że te czy inne drzwi prowadzące do komnaty świadomości są lepsze niż pozostałe, lub aby w nich stanąć i komentować widoki.
(tamże)
— chwila…
— ta?
— tak.
7/365
*
Nic nie zastąpi zapału i pasji napędzających nasze dążenie do spełnionego, przesyconego wdzięcznością życia.
Jon Kabat-Zinn, Obudź się,
przeł. Roman Skrzypczak,
Czarna Owca, Warszawa 2020.
Dalekowschodni kunszt — myślę sobie — zaklęty w owocach rodzimej rośliny — nauczyła mnie Saxifraga.
fot. Saxifraga, fragmenty.
Profesora Saxifraga:
Trzmielina brodawkowata
Biały Kruk:
(dziś napisał)
U nas biało.
Jabłoń:
Bez zdjęcia nie uwierzę…
Biały Kruk:
No to masz!

fot. Biały Kruk, fragment.
Wypatrzyłam to cudo miesiąc, półtora temu. Wtedy nie było szans, by ustać robienie zdjęcia. Odnotowałam i ze smutkiem odłożyłam ad acta.
Ponieważ wczoraj Saxifraga zielony kaganek wiedzy wniosła, dziś było cyk na rehabilitacyjnym minispacerku.

Profesora Saxifraga:
Trzmielina Fortune’a

rozwijać w sobie umiejętność dostrzegania piękna. nie od święta, lecz co dnia. od dziś przez cały rok.
1/365
[…] nasze życie bezustannie, nawet w najtrudniejszych, najbardziej bolesnych chwilach, nosi w sobie zaczyn nowych możliwości, których nie powinniśmy przegapić.
Jon Kabat-Zinn, Obudź się, przeł. Roman Skrzypczak,
Czarna Owca, Warszawa 2020.
*
This may be the moment you have been secretly waiting for; the challenge to contact your deepest nature.
Arnold
Mindell, The Quantum Mind and Healing,
Hampton Roads,
Charlottesville (VA) 2004.
Wszystkie przyjacielskie Szpagaciki już dawno wyrosły z książek dla dzieci, które uwielbiam. Od czasu do czasu próbuję przymierzyć się do czegoś odpowiedniego do ich wieku. Najczęścięj nie daję rady i wracam na „dzieciową” półkę zachwytu.
Z tą książką było inaczej. Haczykiem, który skutecznie połknęłam, były oczywiście ilustracje. Na szczęście nie skończyło się na obrazkach. Szkoda, że za moich nastoletnich czasów nie było takiej książki. Dobrze, że jest teraz i może znaleźć się w dłoniach wszystkich kochanych Szpagacików.
[…] każdy z nas jest bohaterem, który odbywa swoją podróż. Często więcej niż raz w życiu.
✎
Baśnie są bardziej niż prawdziwe nie dlatego, iż mówią nam, że istnieją smoki, ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać.

Milczała w taki sposób, który dawał mi przestrzeń do wyrzucenia z siebie wielkiego kamienia.
✎
Chodzi o drogę, o ciągłe podnoszenie się, wyciąganie wniosków, przebaczanie sobie i innym i o świadomość, że to nam właśnie daje szczęście. Poczucie sensu wypływające z życia, które było, jest i będzie zawsze warte przeżycia.
✎
Serce jest mapą pokazującą to, dokąd zmierzamy. Zmarszczki i blizny są mapą pokazującą to, gdzie byliśmy.
✎
Przeszłość jest czymś niezwykłym. Niby już jej nie ma, a tkwi w nas.
✎
Nieważne, czy strata polega na tym, że ktoś odchodzi z tego świata, czy odchodzi z naszego życia, czy kogoś tak naprawdę nie było nigdy. Strata może dotyczyć człowieka albo rzeczy materialnych, czy w ogóle czegoś nienamacalnego: naszych marzeń, aspiracji, zdolności, nadziei… […]
[…] Rozrachunek z przeszłością jest możliwy poprzez dotknięcie tego wszystkiego, co się zdarzyło. Zrozumienie, przepłakanie, przebaczenie.
✎
Często to, co widzimy na zewnątrz, nie ma wiele wspólnego z tym, co ten ktoś czuje.
✎
[…] to, z czym się zmagamy, nasze porażki i błędy, nasze trudy i nasz ból, to wszystko może objawić swój sens nagle i niespodziewanie.

[…] mierzenie się z tym, co trudne, jest dla nas ważne i potrzebne.
✎
Rowling, która studiowała filologię klasyczną, nie nazwała eliksiru szczęścia Fortuna fortunae — wtedy oznaczałoby, że eliksir szczęścia przynosi fortunę, czyli szczęście rozumiane jako fart. Ona nazwała go Felix felicis. A felicitas oznacza wewnętrzne poczucie szczęścia. To ono unosi nas nad ziemię i pozwala latać.
Przemek Staroń, Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli
jak radzić sobie z życiem, ilustr. Marta Ruszkowska,
Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Wiem i czuję już, że to właśnie jest istota życia: nigdy nie będzie punktu, w którym będę mógł uznać, że już wszystko wiem i rozumiem.
(tamże)
kawa. wczoraj w południe nad wodą.
dzisiaj w drodze, jutro w ulu.
365/366
fot. Sadownik, fragment.
gdy zatrzymasz się na poziomie słów, nieporozumienia masz jak w banku. jeśli pozostaniesz na poziomie emocji, szykuj się na konflikty. na poziomie uczuć, doświadczysz głębi relacji — nie tylko z wybranymi ludźmi czy zwierzętami — jara mnie, że można pójść dalej*.
364/366
__________
* na poziomie energii doznasz tylko… zachwytu.
Zdania i akapity całe, które rezonują z najgłębszym dobrem w nas, są w tej książce. Skąd ta pewność? Gdyby nie było tego dobra w nas, mądrość tej książki nie miałaby z czym rezonować.
Wybieranie cytatów było karkołomnym zajęciem, ale coś we mnie uparcie powtarzało: im mniej, tym lepiej.
Dopóki oddychamy, wciąż mamy możność, żeby wybrać życie i zastanowić się, czego taki wybór wymaga.
℺
Zdaje mi się, że moja łódź
uderzyła, gdzieś tam w głębinach,
w coś ogromnego.
A jednak nic
się nie dzieje! Nic… Cisza… Fale…
– Nic się nie dzieje? Czy może stało się już wszystko
i stoimy teraz, spokojnie, pośród nowego życia?
// Juan Ramon Jiménez, Oceans.
℺
[…] zmiana stosunku do przeżywanego doświadczenia daje nam więcej swobody w nastawieniu i działaniach, nawet gdy nie wiemy, co zrobić.
℺
Paradoksalnie mamy już to, czego szukamy lub co pragniemy praktykować. Musimy tylko sami sobie zejść z drogi, co jak na ironię często wymaga pewnego wysiłku.
℺
Sytuacja, wobec której stajemy w tej chwili, i to, jak rozumiemy ten moment, kształtuje to, co może pojawić się w następnej chwili i w kolejnej. Nie jest to z góry postanowione i ostatecznie nie da się tego procesu wtłoczyć w żaden szablon. Pozostaje on tajemnicą.
Jon Kabat-Zinn, Medytacja to nie to, co myślisz, [cykl],
przeł. Roman Skrzypczak, Czarna Owca, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

[…] potrzebujemy wewnętrznych zasobów życzliwości, szczodrości, współczucia i dobrej woli.
℺
[…] chwila po chwili, oddech za oddechem, dzień po dniu widzimy i osobiście odczuwamy wewnętrzne i zewnętrzne skutki własnych działań, słów, a nawet myśli, emocji i mimiki.
℺
Żaden cel nie jest zbyt mały, żaden wysiłek nie jest pozbawiony znaczenia. Każdy krok na tej drodze się liczy i jak się przekonamy, liczy się też każda i każdy z nas.
(tamże)
której części Twojego cierpienia nie widzę? to pytanie odnalazło mnie dopiero wtedy, gdy wilczyca stała na szczycie wzgórza. dopiero tam, daleka od naszego wspólnego życia, byłam gotowa, by wrócić i zająć się tropieniem odpowiedzi.
363/366
nie odsłyszysz tego, co usłyszałaś. nie odwidzisz tego, co zobaczyłaś. odgryzłaś się, odszczekałaś, a teraz ruszaj na poszukiwania wewnętrznej wilczycy — zaordynowałam sobie.
362/366
Czytanie czterech książek to od jakiego czasu normalka. Druga w aktualnym zestawie zachęca mnie do porzucenia tego procederu, ale zanim podejmę to wyzwanie, właśnie z drugiej wyjęłam, o zgrozo, tę, piątą! Nazwisko wyjęte z drugiej, sprawdziłam, czy autor dostępny w ibuku. Nie, więc dziękuję, ale za to okazało się, że o tym samym nazwisku Autorka, mózg i całkiem świeża książka. Trzy razy się nie zastanawiałam.
Policzyłam. To czwarta książka o alzheimerze, po którą sięgnęłam, (i, ii, iii). Ta jest zdecydowanie najlepsza, bo jest nie tylko o tym, co straszne, smutne, niewyobrażalne i nieuniknione, ale przede wszystkim o niepoddawaniu się, o wspaniałym niepoddawaniu się. Ta książka jest fenomenalną inspiracją.
Kto wie, co mnie czeka, jeśli będę wystarczająco odważna.
*
Niewielu z nas zadowala się zwykłym tu i teraz. Zazwyczaj idziemy przez życie z przekonaniem, że mamy mnóstwo czasu na przejmowanie się drobiazgami: burknięciem koleżanki w pracy, spóźniającym się autobusem, deszczem tryskającym z chmur, gdy akurat zapomnieliśmy parasola. Ileż to razy siedzimy w poniedziałek w pracy i żałujemy, że to jeszcze nie weekend? Albo mamy nadzieję, że szybko zlecą tygodnie do tak bardzo oczekiwanego urlopu? A potem wydarza się coś, po czym stajemy jak wryci — rozwód, czyjaś śmierć, postępująca choroba. Coś, co uprzytomnia nam, że jest tylko dziś.
*
— Zanim zaczniemy, być może powinnam obalić jeszcze jeden mit. U wielu ludzi hasło „demencja” od razu wywołuje skojarzenia z końcem. Być może tak myślała również część z was. Stoję tu przed wami, by pokazać, że w demencji jest też początek i mnóstwo czasu, zanim nadejdzie końcowy etap. Nie spisujcie nas automatycznie na straty, bo bez względu na swój wiek wciąż mamy wiele do zaoferowania. Tyle że możemy to przekazać w inny sposób.
Wendy Mitchell w rozmowie z Lorraine Kelly, 2019.
*
Co stało się z całym tym czasem, który zdawał się stać przede mną otworem?
*
Często spotykam się z pytaniami, jak pomimo demencji jestem w stanie robić samodzielnie to wszystko, co robię. Odpowiedź brzmi: z trudem. Ale nic nie jest niemożliwe, nawet dla osoby z chorobą mózgu.
*
Czy chcę brnąć przed siebie aż do chwili, gdy zobaczę, jak zbliżam się do krawędzi przepaści? Kiedy będzie można powiedzieć, że jestem już wystarczająco blisko? Czy kiedy zyskam tę pewność — kiedy znajdę się dostatecznie blisko, by spojrzeć w dół i zobaczyć pustkę — czy wówczas będzie już za późno, żeby to powiedzieć?
*
W takich chwilach, gdy w mózgu odzywa się dzwonek frustracji, chcę się poddać. Byłoby łatwiej. Ale nie robię tego. Nie, jeżeli chcę wygrywać dzień po dniu; nie, jeżeli chcę wciąż wyprzedzać o krok chorobę. Choć ona też codziennie ma swoje małe zwycięstwa.
*
Gdy ktoś powtarza wam dzień w dzień, że cierpicie, w końcu zaczynacie w to wierzyć. Codziennie „zmagamy się”, by jakoś obejść trudności, przed którymi stajemy, ale — z pewną pomocą — możemy znaleźć sposoby, by je pokonać.
Wszyscy w sali przysłuchują mi się z uwagą. Mówię zebranym, że konstrukcję „cierpieć na” można zastąpić sformułowaniem „żyć z”.
— Nie neguję ani nie umniejszam wagi naszych wyzwań. Mówię tylko, że
to lepiej brzmi.
Kiwają głowami. Dociera to do nich.
Wracam myślami do tego, jak poznałam własną diagnozę, i myślę o tym, że dzięki aktywnemu zmienianiu swojej perspektywy udało mi się zastąpić niemożliwe możliwym.
*
Są straty, ale są też zyski i przez kolejny ulotny moment zdaję sobie sprawę, że postępująca choroba może w szczególny sposób zogniskować umysł.
*
[…] ja — ta skryta osoba we mnie, zagrzebana pod lawiną choroby, która paradoksalnie każdego dnia otwiera przede mną nowe możliwości, nowe doświadczenia, a ja je zgarniam obiema rękami, ponieważ choroba dała mi też dar wyraźnego poczucia, jak krótkie jest życie. Biorę łyczki herbaty i uśmiecham się, skłócona ze swoim schorowanym mózgiem, a jednak dziwnie za to wdzięczna. Czy takie okropieństwo jak diagnoza postępującej choroby naprawdę można traktować jak coś dobrego?
Wendy Mitchell, Ja, którą kiedyś znałam. Moje życie z chorobą
Alzheimera,
przeł. Dariusz Rossowski, Feeria, Łódź 2020.
(wyróżnienie własne)

Niekiedy w twoim życiu pojawia się ktoś i od razu wiesz, że pozostanie już u twojego boku na zawsze.
(tamże)
*
Wendy Mitchell, What Happens When You Have Alzheimer's Disease.
te święta. będą inne. niech uchylą przed nami drzwi, których istnienia nie przeczuwaliśmy.
359/366
A dlaczego tak mało muminkowych cytatów z siódmej części? Albowiem, ponieważ, bo tak! Mało muminkowych cytatów wynikało z faktu, że wigilijnym okruchom należał się osobny, świąteczny wpis. Ten wpis.
[…] wychodzili z siebie, ponieważ nadchodziła wigilia.
⚾
– Nudzicie mnie tym waszym spaniem, a wigilia się zbliża, może nadejść dosłownie w każdej chwili!
[…]
– Czy to już wiosna? – mruknął Muminek.
– Wiosna? – powiedział Paszczak nerwowo. – Mówiłem o wigilii, rozumiesz, o wigilii. A ja nic nie zdążyłem przygotować i nic nie mam, a oni mnie tu posyłają, żebym was odgrzebał.

— Mamusiu! Zbudź się! — zawołał Muminek przerażony. — Stało się coś strasznego! To się nazywa wigilia!
— Co chcesz przez to powiedzieć? — spytała jego Mama,
wysuwając pyszczek spod kołdry.
— Nie wiem dokładnie — odpowiedział Muminek. — Ale nic nie jest przygotowane i coś przepadło, i wszyscy biegają jak zwariowani.
⚾
Postarajcie się o choinkę, zanim się ściemni.
[…]
— Zanim się ściemni — szepnęła Panna Migotka. — Ona powiedziała: zanim się
ściemni. A więc niebezpieczeństwo nadejdzie dziś wieczorem.
— Widocznie trzeba mieć choinkę, żeby jakoś sobie dać radę – zastanawiał się Tatuś.

— Przyjemnej wigilii! — szepnęło leśne stworzonko nieśmiało.
— Jesteś pierwszy, który uważasz, że Wigilia może być przyjemna —
odpowiedział Tatuś. — Czy wcale się nie boisz, co będzie, kiedy rzeczywiście nadejdzie?
⚾
— Czy myślisz, że Wigilia jest bardzo głodna? — spytała Mama z niepokojem.
— Chyba nie więcej niż ja — powiedział Tatuś tęsknym głosem. Siedział w śniegu i marzł owinięty kołdrą po uszy. Ale małe stworzenia muszą zawsze być bardzo, bardzo uprzejme wobec wielkich mocy przyrody.
⚾
[…] sierść drżała im ze wzruszenia.
Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
siedem sekund. wdech, wydech i odrobina jeszcze jednego wdechu. tyle dziś przybyło dnia.
357/366
Jabłoń:
(mając dość lodowanych nóg przed snem,
zamówiła u Zkemi wełniane kolanówki)
ZKemi:
(na zakończenie rozmowy przypomina)
Przyślij mi esemes z długością łydki.
Jabłoń:
(zmierzyła, wysłała i długo nie czekała na odpowiedź)
ZKemi:
Rajstop jeszcze nie robiłam… ;)
(i machnęła seksowne, ciepłe kolanówki)

Gdy wróciłam do Muminków, sprawdziłam i ku memu zdziweniu okazało się, że właśnie ta (i tylko ta) część utknęła w lekturach obowiązkowych polskiej szkoły. Dlaczego ta, nie udało mi się zrozumieć — polska szkoła jest tworem, którego sensu nigdy nie pojęłam. Jestem natomiast pewna, że jak czytało się tylko tę część w trybie „musisz”, to można Muminki znienawidzić.
Gdy zna się bohaterów poprzednich części, zabawa jest przednia — trochę nerwic, natręctw, osobliwości i zawsze dobre zakończenie każdego opowiadania.
– Nigdy nie jest się zupełnie wolnym, jeśli się kogoś za bardzo podziwia — powiedział nagle Włóczykij. — To wiem.

⚾
Tymczasem wyprowadziłem się ze starego mieszkania i zacząłem żyć na dobre! To takie emocjonujące! Kiedy nie miałem imienia, rozumiesz, biegałem tylko i najwyżej przeczuwałem to czy owo na temat tego czy owego, a wydarzenia trzepotały wokół mnie; czasem były niebezpieczne, czasem nie, ale nic nie było PRAWDZIWE, rozumiesz?
Włóczykij usiłował coś powiedzieć, ale stworzonko mówiło dalej:
– Teraz jestem osobą, która należy do siebie, i wszystko, co się dzieje, ma znaczenie. Nie dzieje się bowiem „ w ogóle”, ale wydarza się MNIE, Ti-ti-uu. A Ti-ti-uu patrzy na sprawy tak albo inaczej — jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
– Jasne, że cię rozumiem — odpowiedział Włóczykij. — Bardzo dobrze.
⚾
– Zobaczysz: prędko staniesz się dorosły, jeżeli będziesz taki — powiedział Homek. — Będziesz jak tatuś i mamusia, i dobrze ci tak. Będziesz widział i słyszał w zwykły sposób, to znaczy, nic nie będziesz widział ani słyszał, tak to się skończy.
⚾
Ja w każdym razie wiem, jak to jest. Świat przed katastrofą zawsze wygląda tak cicho i spokojnie.
⚾
Najdziwniejsze zaś było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła.
⚾
Znów wszystko zepsuli. Powinno być tak: najpierw ma się tajemnicę, a potem robi się niespodziankę. Ale gdy mieszka się z rodziną, ani z pierwszego, ani z drugiego nic nie wychodzi. Wszystko wiedzą od początku i od początku nie ma się już z czego cieszyć.
⚾
I nie mam już sił zastanawiać się nad tym, co to wszystko ma znaczyć. Ale wygląda na to, że wszystko idzie dobrze.

Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, [cykl],
przeł. Irena Szuch-Wyszomirska,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.

okładka z wcześniejszego
(pamiętanego z młodszych czasów)
wydania, bo to z 2013 roku
beznadziejne.
⚾

To jest wieczór na piosenkę — pomyślał Włóczykij. – Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty, i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi z sobą dobrze.
(tamże)
przyjaźń. jeśli jesteś wobec siebie uczciwy i mówisz: przyjaźń, to tak naprawdę mówisz: miłość.
bo przyjaźń to tylko naczynie na miłość — zrozumiałam.
354/366


[suplement pikselowy: 3.06.2021]

Przemieszczanie. Właśnie temat spowodował, że obraz stał się czekariuszem — czegoś mi brakowało. Przestał czekać, gdy odnalazły mnie słowa o wędrówce. Nic dodać, nic ująć — mieć pod ręką.

Kaan.
*
Być może dopiero wtedy, gdy nie wiemy, co zrobić,
znajdujemy naszą prawdziwą misję,
i gdy nie wiemy już, jaką pójść drogą,
zaczynamy swą prawdziwą wędrówkę.
// Wendell Berry
Pan Ciasteczko:
(wrócony z delegacji, zaparkował na stole
świeżo otrzymanym, nowym wozem)
Jabłoń:
(popłakała się ze śmiechu)
Najmłodszy czekariusz. Razem z ważką postawili mnie pod ścianą: dziś! Bez dyskusji, bez wymówek, bez czekania.
Temu, co mnie porusza, nie próbuję oporować — poddaję się (w dwóch znaczeniach).
Nasturcja. Uwielbiam. Nasturcja. Niebanalna. Nasturcja. Kolor, który wróci, trzeba tylko trochę poczekać.

fot. Saxifraga, fragment.
Decyzja zapadła. Czekające w kolejce nie chcą czekać ani dnia dłużej. Bo na co? Wracam do tego zdjęcia i wracam. Jest dla mnie niczym światełko w tunelu, którego potrzebuję nie tylko w przeciągu coraz krótszych dni. Wracam do tego zdjęcia od ponad dwóch miesięcy i już chcę je mieć pod ręką.
Pozostaje poczekać na oko Profesory, by sprowadziła moją botaniczną ignorancję na właściwe tory.

fot. Saxifraga, fragment.
Profesora Saxifraga:
Nawłoć
— czy wie pani, że jest pani delikatną ważką? — zapytał, dotykając ją słowami.
do tej chwili nie wiedziała.
*
Natychmiast stanęła przed moimi oczami. Wspaniała ważka przypomniała, że czeka w blogowych blokach startowych od… prawie czterech miesięcy. Przyszedł jej Czas. Skrzydła są, piór nie ma.

fot. Niosąca Pokój.
cisza zaklęta w odłożonych przedmiotach.
porusza mnie i przypomina o miłości.
uwielbiam sposób, w jaki ona zakłada i zdejmuje
okulary (tylko do czytania).
351/366

fot. Ona.
szaro i buro od rana, a ona kwitnie, nic sobie z tego nie robiąc. gapię się na nią i próbuję ustalić odpowiedź na dość zasadnicze pytanie.
ile dziesiątek lat zajmuje człowiekowi dojście do tego azaliowego stanu ducha?
348/366

Gepardzica:
(trzy dni temu)
Jakbyś nie wiedziała,
to jest Azalia.