piątek, marca 08, 2024

5383. Czekariat (LXX)  //  68/366

przydarzyłam się sobie. wciąż
sobie się przydarzam. uparta też ja.

68/366


fot. Saxifraga, fragment.

Kto wie, czy pamięć nie polega na tym, by
przyglądać się rzeczom do samego końca
.*

Yūko Tsushima
(1947–2016)

___________
  *  [w:] Annie Ernaux, Ciała, przeł. Agata Kozak,
Wydaw­nic­two Czarne, Wołowiec 2024.

środa, marca 06, 2024

5381. W piórach (V)

*

zajebać miłością*!
Kompanka

________
  *  dawniej mówiło się: zagłaskać kota na śmierć. efekt ten sam.

5380. Czekariat (LXIX)

natura, kultura i… czas. ten nasz. skończony, ale bezcenny.


fot. Saxifraga.

Życie w duchu to utrzymywanie kontaktu
z boskimi siłami przenikającymi
nasz świat wewnętrzny i zewnętrzny.

bell hooks, Wszystko o miłości. Nowe wizje,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Filtry, Warszawa 2023.

wtorek, marca 05, 2024

5379. Poza słowami


fot. Hawwa, fragment.

*

Gabriel Fauré, Dolly Suite, op. 56, Berceuse,
Katia Labèque (fortepian), Marielle Labèque (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #30.

poniedziałek, marca 04, 2024

5378. Z oazy (CCXXXV)  //  Panna cotta (CXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Włoskie, poniedziałkowe, dokładne i bardzo precyzyjne liczenie. Marcowy deputat, a w zasadzie połowa, bo ja cwana, a świat kroczący w ślad inflacji.

Bardzo skrupulatnie wybieram włoskie czytanie. Zapoznaję się z podczytnikiem, sprawdzam proponowany wiek czytelników. Daję się zaczarować kresce, czasem konkretnemu słowu w tytule albo dostaję małpiego rozumu przy krokodylach i wilkach. Któregoś dnia pewnie się rozczaruję, ale póki co idzie mi dobrze.

W tym przypadku poszło mi rewelacyjnie. Książeczka — za dwa lata będzie miała pół wieku — niby dla dzieci, a skrywa najgłębszą wiedzę psychologiczną. Kryje ją w każdej ilustracji, w każdym dialogu. To jest perełka literatury dziecięcej do czy­tania przez dorosłych ze zrozumieniem w czasach zwątpienia (na końcu tego wpisu wersja anglojęzyczna). Lekarstwo, nie książka. Hawk!

pezzo, pezzetto, pezzettino
[kawałek, kawałeczek, kawalątek]

Il suo nome era Pezzettino. Tutti i suoi amici
erano grandi e coraggiosi e facevano
cose meravigliose. Lui invece era piccolo
e di sicuro era un pezzetto di qualcuno,
pensava, un pezzetto mancante.
Molto spesso si chiedeva di chi fosse
il pezzettino, e un bel giorno decise di scoprirlo.
  [Miał na imię Kawalątek. Wszyscy jego przyjaciele / byli wielcy i odważni i robili / nie­sa­mo­wi­te rzeczy. On natomiast był mały / i z pewnością był kawałeczkiem kogoś innego – / myślał o sobie – był jego brakującą cząstką. / Bardzo często zastanawiał się czyim był / ka­wa­łeczkiem i pewnego pięknego dnia postanowił to odkryć.]

🖇

 
 
 
 
 
 
 

«Scusa...» chiese allora a Quello-Che-Corre,
«per caso sono un tuo pezzettino?»
«Come potrei correre se mi mancasse
un pezzetto?» rispose Quello-Che-Corre
piuttosto sorpreso.
[   – Przepraszam… – zapytał wtedy Tego-Który-Biega – przypadkiem nie jestem cząstką ciebie?
    – Jak mógłbym biegać, gdyby mi czegoś brakowało? – odpowiedział Ten-Który-Biega nieco zdziwiony.]

🖇

 
 
 
 
 
 
 

«Sono un tuo pezzettino?» domandò
a Quello-Forte. «Potrei essere così forte
se mi mancasse un pezzetto?»
fu la risposta che ottenne.
[   – Jestem cząstką ciebie? – zapytał / Tego-Który-Jest-Mocny.
    – Mógłbym być tak mocny, gdyby mi czegoś brakowało? – brzmiała odpowiedź, którą otrzymał.]

🖇

E quando Quello-Che-Nuota emerse
dalle onde, Pezzettino gli rivolse la stessa
domanda. «Non potrei nuotare se mi mancasse
un pezzettino» rispose Quello-Che-Nuota
rituffandosi sott’acqua.
  [I kiedy Ten-Który-Pływa wyłonił się / z fal, Kawalątek zwrócił się do niego z tym samym pytaniem.
    – Nie mógłbym pływać, gdyby mi czegoś brakowało – odpowiedział Ten-Który-Pływa, znikając ponownie pod wodą.]

🖇

«Ehi, tu lassù!» gridò Pezzettino
quando ebbe raggiunto
Quello-Che-Vive-Sulle-Montagne.
«Sono un tuo pezzetto?»
Lui scoppiò a ridere. «Potrei arrampicarmi
se mi mancasse un pezzetto?» disse.
[   – Ej, ty tam na górze! – wrzasnął Kawalątek / by słowa dosięgnęły Tego-Który-Żyje-Na-Szczytach – / Jestem cząstką ciebie?
On wybuchł śmiechem. – Mógłbym się wspinać, / gdyby mi czegoś brakowało? – odkrzyknął.]

🖇

Pezzettino chiese la stessa cosa
a Quello-Che-Vola,
ma la risposta fu identica.
  [Kawalątek spytał o to samo / Tego-Który-Lata, / ale odpowiedź była identyczna.]

🖇

Alla fine, Pezzettino andò da Quello-Saggio
che viveva in una grotta. «Per caso, sono
un tuo pezzetto?» domandò.
«Credi che potrei essere così saggio
se mi mancasse un pezzetto?»
«Ma io devo essere di qualcuno!»
gridò Pezzettino.
«Come faccio a scoprirlo?»
«Vai all’isola Chi-Sono»
rispose Quello-Saggio.
  [Na koniec Kawalątek poszedł do Tego-Który-Jest-Mądry, / żyjącego w jaskini.
    – Może przez przypadek / jestem cząstką ciebie? – zapytał.
    – Myślisz, że mógłbym być tak mądry / gdyby mi czegoś brakowało?
    – Ale ja muszę być częścią kogoś! – / wykrzyczał Kawalątek. / – Jak to odkryć?
    – Udaj się na wyspę Kim-Jestem – odpowiedział Ten-Który-Jest-Mądry.]

🖇

Il giorno, Pezzettino salpò
con la sua barchetta.
  [Kawalątek wypłynął / swoją łódką.]

Dopo un viaggio lungo e burrascoso,
arrivò all’isola Chi-Sono.
Era stanco e bagnato.
  [Po długiej i burzliwej podróży / przybył na wyspę Kim-Jestem. / Był zmęczony i mokry.]

🖇

Che strano! L’isola era un ammasso di pietre.
Non un albero, no un filo d’erba.
Ma soprattutto, nessuna creatura vivente.
  [Jakie dziwne! Wyspa była kupą kamieni / Żadnego drzewa, żadnego źdźbła trawy. Co więcej, żadnej żywej istoty.]

🖇

Pezzettino camminò e camminò, su e giù,
finché, esausto, inciampò e cadde...
  [Kawalątek wędrował i wędrował, w górę i w dół, / do czasu, gdy wyczerpany potknął się i spadł….]

... e si ruppe in tanti pezzetti.
Quello-Saggio aveva ragione!
Pezzettino adesso sapeva che anche lui,
come tutti, era fatto di tanti piccoli pezzi.
  […i rozpadł się na dużo kawałeczków. / Ten-Który-Jest-Mądry miał rację! / Kawalątek teraz wiedział, że również on, jak wszyscy, był złożony z wielu małych kawałków.]

🖇

Si ricompose e quando fu sicuro
che non mancasse neanche uno
dei sui pezzetti, tornò alla barca.
  [A kiedy był pewien, / że nie brakuje mu żadnego / z jego kawałeczków, wrócił na łódkę.]

🖇

Remò tutta la notte per arrivare
a casa prima possibile.
  [Wiosłował całą noc, by wrócić  
do domu tak szybko, jak to możliwe.]

🖇


  [Wszyscy jego przyjaciele czekali na niego.
    – Jestem sobą! – wykrzyknął Kawalątek, cały / zachwycony. Jego przyjaciele nie byli pewni, / czy zrozumieli to, co Kawalątek / miał na myśli, mówiąc te słowa, ale wy­da­wał się im szczęśliwy. / I w ten sposób również oni czuli się szczęśliwi.]

Leo Lionni, Pezzettino, przeł. Maria Marconi,
Bababum di Babalibri, Milano 2011.
(wyróżnienie własne)


[dostęp: 3.03.2024], źródło.

*

*

[English Edition]

niedziela, marca 03, 2024

5377. Z oazy (CCXXXIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. To był ewidentnie tydzień, w którym ibuko­skne­ra nie wykazał się refleksem. Zobaczyłam tę książkę w nowościach i było po mnie. Klik, klik, chwila i na czytniku torowała sobie drogę na sam wierzch, a ibukosknera nawet jeszcze nie zdążył otworzyć ust. Seria z żurawiem knebluje go wyjątkowo szyb­ko ja­ko­ścią wybieranych do uczestnictwa w serii książek, co potwierdziła ta opo­wieść. Mocna! Wybrać fragmenty, by nie spojlerować, niczego nie odsłonić, było nie lada wyzwaniem.

W tym domu nie dziedziczy się pieniędzy ani złotych obrączek czy pościeli z wyhaftowanymi inicjałami, tutaj po zmarłych zostają nam łóżka i uczucie żalu. Zła krew i miejsce, w którym można przespać noc, to jedyne, co można odziedziczyć.

🖇

[…]  w tym domu trawi nas złość, ale to nie dlatego, że rodzimy się takie przetrącone. To się w nas przetrąca dopiero później, stopniowo, od za­ci­skania zębów.

🖇

Podeszłam do drzwi. W tej chwili krzesło upadło na podłogę, a drzwi szafy puściły. Dom zacisnął się wokół pokoju, nasłuchując.
     […]  przywarł do nas swoimi ścianami i sufitami, rzucił się na nas, nie wiadomo, czy po to, żeby nas ochronić, czy udusić, być może jedno i dru­gie, bo w tych czterech ścianach nie robi to większej różnicy.

🖇

Mnie to wisi, czy będą myśleć, że jestem szurnięta albo skretyniała, ale żeby mnie żałowali, to nie, nie ma mowy, bo nie zrobiłam tego wszystkiego, co zrobiłam, żeby mi teraz jeden dziad z drugim współczuli.

🖇

Owiał nas podmuch ciepłego, dusznego powietrza. W kuchennym kredensie zaczęły się o siebie obijać szklanki i talerze. Na górze słychać było odgłosy przesuwanych mebli, otwieranych i zamykanych szuflad. Dom był wściekły, podobnie jak my, zdradzała to każda dachówka i każda cegła.

🖇

Zrobiłam, co mogłam, ale tego, co człowiek ma w środku, nie da się łatwo wydłubać.

🖇

[…]  mówi nie rób skandalu nie chcę mieć kłopotów. Pieniądze zawsze są lepsze pieniądze potrafią naoliwić tak że nic nie skrzypi że wszystko wska­ku­je na swoje miejsce klikklikklik wszystkie części działają jak należy nic się rozpada nie łamie nie zacina ani nie przewraca. My biedacy spędzamy ży­cie na składaniu klocków, ale nic do siebie nie pasuje, a im wszystko się skła­da, na chłodno, na spokojnie.

🖇

[…]  w tej wsi nie ma nic więcej niż rozpadające się domy i rozpadający się ludzie ale za to w sąsiedniej wsi gdzie wszystko rozpada się wolniej den­ty­sta jest i wciąż możesz pójść usunąć ósemkę.

🖇

[…]  zawiesza obrazek na winorośli. Święty Sebastian przywiązany do ko­lum­ny i poprzebijany strzałami, piękny jak hortensja albo jak wulkan. […]  Sebastian zabiera choroby i zarazy, powiedziała, a ja poczułam w swoim ciele wściekłość. Jaka zaraza miałaby przyjść z zewnątrz gorsza od tej, któ­rą ma się w środku, splunęłam, i stara spojrzała na mnie wzrokiem, któ­re­go tak bardzo boją się we wsi, jakby prześwietlała ci wnętrze, i któ­re­go ja też się wcześniej bałam, ale teraz już nie, po tym, jak się wydarzyło, co się wy­da­rzy­ło, już nie.

🖇

Myślą, że jej słuchają, ale nie wiedzą, że
tak naprawdę do niej mówią.

🖇

Sprawiała wrażenie, jakby się zgubiła, jakby szukała czegoś, czego nie potrafi odnaleźć, albo jakby nawet nie wiedziała, czego szuka.

🖇

Nie toczył jej ten kornik, którego miała w sobie moja matka i ja też, nie czuła tego swędzenia, które nie daje spokoju ani nie pozwala odetchnąć innym.

🖇

Niewiemoczymmówisz, niewiemoczymmówisz.

Layla Martínez, Kornik, przeł. Maja Gańczarczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Tym właśnie jest rodzina, miejscem, gdzie dają ci dach nad głową i jedzenie w zamian za dzielenie życia z garstką żywych i umarłych.

🖇

Poszła tam z jakimiś wyobrażeniem,
a wróciła z czymś innym.

🖇

[…]  inaczej, jeśli coś jest na chwilę,
a inaczej, jeśli na zawsze.

(tamże)

5376. Z oazy (CCXXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Czekałam, doczekałam się! Nie patrzyłam na nic, ibukosknera nie zdążyl nawet jęknąć.

Ta powieść to druga strona medalu. „Łatwiejsza”, bo pozbawiona kłód, które piętrzą się w cispolskiej przestrzeni prawnej, a mimo to niewyobrażalnie trudna. O stracie, której większość z nas nie przeżyje, ale czytając może się nad nią pochylić.

Nie zgadzam się z tłumaczką, że w tej powieści są dwie niezależne i równorzędne historie. To praw­da, że nie łączy ich ten sam chronos czy okoliczności, ale jedna z nich jest przy­to­czo­na w funkcji usługowej, pełniąc rolę metafory, która uzupełnia drugą, główną opowieść.

Powieść Zanim mój mąż zniknie została przetłumaczona w ramach projektu „Tandemy translatorskie” dofinansowanego ze środków programu „Kreatywna Europa. Wsparcie obiegu literatury euro­pej­skiej”. Głównym założeniem programu jest przekład tytułów z rzadziej reprezentowanych języków, przede wszystkim bele­try­sty­ki odznaczającej się wysoką jakością literacką oraz poruszającej ważne społeczne problemy […].
     Przy przekładzie Zanim mój mąż zniknie współpracowały ze sobą Justyna Polanowska (mentorka) i Aleksandra Wróblewska (mentee) […].

🖇 🖇

Są chwile, w których wszystko się zmienia. Ojciec w drzwiach, wyspa na horyzoncie, zdanie w kuchni o poranku,

mężczyzna, kobieta, stół, kubek,

noce, po których ryży budzi się z białymi włosami.

🖇

Wszystko jest w normie, a jednocześnie zupełnie źle i w rozsypce. Ktoś dźga codzienność nożem. Dźgnięciem może być zdanie albo obraz.

🖇

Język się rozsypał. Nie rozumiałam już najprostszych słów:
mężczyzna,
kobieta,
przyszły tydzień,
     zatrzymywałam się w środku zdania z myślą, że ludzie najwyraźniej jed­nak używają słów, aby opisać innych i samych siebie. Byli ludzie, dla któ­rych istniał przyszły tydzień. Byli ludzie, którzy opowiadali o sobie, mó­wi­li o innych niezachwianymi zdaniami i wierzyli, że można tak robić.

🖇

Takie rzeczy też się zdarzają.
Kraje znikają, pojawiają się kontynenty.

🖇

Myślę sobie, co z niego zostanie, kiedy zniknie w nim mężczyzna? Co z niego zostanie dla mnie?
     […]
     – Nie chcę cię zostawiać.
     – Ale nie chcesz być moim mężem.
     Stoimy tam z tą rozbryzganą sprawą między nami.

🖇

I choćbym nie wiem jak mocno przyzywała ciemność, żadna ciemność nie wystarczy, żeby wypełnić to zimne miejsce. Żadna czułość, żaden do­tyk, żadne słowo tam nie dosięgnie.

🖇

Każda opowieść ma swoją wersję.
Każda wersja ma swój cel.

🖇

     – Czy bylibyśmy razem, gdybyś wiedziała, że jestem kobietą?
     […]
     – Czy bolałoby mniej, gdybym potrafiła płakać? Czy bolałoby mniej, gdybym mówiła o tym po trochu? Prosiła o rzeczy jedna po dru­giej i kłamała, że nie chcę więcej? Czasami żałuję, że wy­po­wie­działam to pierwsze zdanie.

🖇

Wpatruję się w biel, która pojawiła się na tapecie. To ten biały obszar na mapie, ta pusta nicość, gdzie toną statki. Całe koncepcje znikają.
     – Tak wiele o mnie nie wiesz – mówi teraz. – Tak wiele nie po­wiedziałam.

🖇

Chce wiedzieć, co się dzieje. Ale skąd mam wiedzieć, co się teraz dzieje.
     Pragniemy. Pragniemy tak wielu sprzecznych rzeczy naraz i w tym sa­mym czasie. I boimy się. Jesteśmy sztywni z przerażenia. Im ciszej ro­bi się wokół nas, im bardziej więdną nasze rozmowy, tym bardziej się boimy.

🖇

Chcę być opanowana, nie mam innej możliwości, ale za każdym razem czuję, jakbym miała się rozpaść. Nie znoszę współczucia. Nie znoszę też pozbawionej współczucia rzeczowości.

🖇

Próbowałem żyć. Próbowałem żyć przez czterdzieści lat. Nasze spotkanie było jak gruba płachta, którą przykrywa się grządki, żeby ziemia obumarła i się oczy­ści­ła. Ale chwasty się przez nią przedarły.
     Tak on teraz opisuje miłość.

🖇

Znów przychodzi dzień, kiedy nie mam ochoty wracać do domu. Przepadam w mieście, obserwuję ludzi, zazdroszczę przechodniom, zazdroszczę każ­dej zwyczajnie wyglądającej parze.

🖇

Fakt, że imię jest teraz zakazane, elektryzuje. Poraża jak prąd, gdy na­tra­fiam na nie gdzieś w środku zdania.
     W jak wielu miejscach to ukochane imię się pojawia. Wtapia się w są­sied­nie słowa i nie zamierza się od nich oderwać. Nawet jeśli usunę za­pro­sze­nia, prośby i nagany, ono wciąż daje o sobie znać w ostatnich sło­wach rozmowy, w zakrętach i złączeniach zdań. Potrzebuję tego słowa! Jakby to był ostatni dowód, że mieliśmy kiedyś wspólny język. Że przy­naj­mniej istniało coś, co dzieliliśmy i rozumieliśmy.

🖇

Kiedy Cristoforo Colombo, czyli Cristovão Colom, czyli Christophorus Co­lum­bus wracał ze swojej pierwszej wyprawy do Indii, na oceanie roz­sza­lał się sztorm. Gorszego załoga do tej pory nie doświadczyła. […] Christo­pho­rus rozkazał opuścić grot i nie bacząc na kurs, pozwolić statko­wi dry­fować razem ze sztormem. Statek unosił się, przechylał i opadał.

🖇

     – Bili cię w szkole?
     – Czasami.
     – Dlaczego?
     – Nie wiem.
     – I co się stało, że przestali?
     – Nie pamiętam.
     – Powiedziałeś komuś?
     – Nie, nikomu.
     – Nawet rodzicom?
     – Nie.
     – Dlaczego nie?
     – Wtedy byłoby jeszcze gorzej.

🖇

Mapa trzyma, mówi Cristovão, życie niesie.

🖇

Nie wiem, co powiedzieć, jakby na świecie nie było już nic do powiedzenia. Popadamy w pozbawione słów zdziwienie.

🖇

Mój mąż przecieka już jak sito, słabnie i opada w głębinę. Może szkielet to jedyne, co się zachowa, gdy wszystko to, co miękkie, zmieni się lub zniknie. W środku to przecież ten sam człowiek. Czy mówiąc to, mieli na myśli kości?

🖇

Przeczesuję życie, wspomnienie po wspomnieniu, zaimek po zaimku i pró­bu­ję zdecydować, gdzie był mężczyzna, a gdzie kobieta.
     Pokazuję zdjęcie i jeżeli mówię: Tak wygląda, to jest kobietą. Jeśli mówię z kolei: Tak wygląda teraz, to jest dawnym mężczyzną.
     Może tak już będzie, że w moim życiu pozostanie ta trudna do opo­wie­dze­nia faza przejściowa. Czas, w którym zaimki się buntowały. Przed nią wszystko było jasne, chwilę po niej także, ale pomiędzy jest ten bezkresny czas, kiedy rzeki wędrują po mapie pozbawione swojego koryta.

🖇

Słowa są zdradzieckie. Imiona, rzeczowniki i zaimki osobowe w obcych językach to jedno wielkie pole minowe. Jak mówić, ja ty on ona. Za każdym razem, gdy mówię były mąż, w mojej głowie aż huczy.
Były. Mąż,
dawniej Mężczyzna
Były/Mężczyzna,
obecnie kobieta,

mój były mąż jest obecnie kobietą, ale moim byłym mężem i Byłym Mężczyzną.

🖇

Nie dałam rady, próbowałam, ale na nic więcej nie było mnie stać. Na mi­łość, która nie patrzy na płeć, na wyzutą z intymności wierność, na pa­no­wa­nie nad własnym pożądaniem. […],
     nie byłam w stanie pragnąć kobiety, nie byłam w stanie spotkać się z mo­im mężem bez mężczyzny, którym był, nie byłam w stanie kochać bar­dziej, nie by­łam w stanie kochać człowieka, który wewnątrz był taki sam, nie by­łam już w stanie w ogóle kochać, drapiąc ściany, zostaję ścią­gnię­ta po scho­dach, szwy się prują, spoiwo nas łączące puszcza i pragnę wykopać przez okno swo­ją drewnianą nogę. To nas spotyka, mimo że był mężczyzną, który do­krę­cał wszystkie śruby za mocno, po którym nie mogłam od­krę­cić kur­ków w kranie, farba odchodzi z balustrady schodów, to nas spotyka.
     A potem już go nie ma.
     – Nie wracaj tutaj więcej na noc – proszę tak łagodnie, jak tylko potrafię.
     Patrzy na mnie ze zdumieniem.

🖇

Staliśmy się urwiskiem z punktem widokowym, na które ludzie przychodzą podziwiać krajobrazy. Tu wieje obcy wiatr, spadek przyprawia o zawrót głowy, a krajobraz mrozi i otrzeźwia. Ludzie stoją za barierką i chcą roz­ma­wiać na głębokie tematy. Zaczynają rozmyślać o tożsamości i płci, o tym, na ile można poznać drugiego człowieka i jak nieprzewidywalne jest życie. Chcą podzielić się własnymi doświadczeniami, doceniają naszą otwar­tość. Stoimy i podziwiamy spadek. Wysłuchuję historii o raku, prze­mo­cy, śmierci, zaginięciu. Mówią mi o tym wszystkim, bo chcą od­po­wie­dzieć szczerością na szczerość.
     I za wszystkim tym kryje się wszystko to, czego nie mówią i o co nie py­tają: Naprawdę nie wiedziałaś? Naprawdę byłaś taka głupia?

🖇

Do każdej pozbawionej wspomnień wyrwy i pozbawionego historii miejsca szeptałam: Lili.

🖇

Jakże umiejętnie wiedzie po fałdach cypli i zatok. Kreśli i unaocznia coś, cze­go potrzebuję.
     Potrzebuję tego krajobrazu. Fałdów wybrzeży i głębiny wód, obcej ro­ślin­no­ści wysp i szelestu lecących w ciemności ptaków, całego oceanu i no­wej epoki, pojawiającego się w atlasie nowego kontynentu, wszystko to jest dla mnie, bym mogła opowiedzieć to, co się dzieje,
tylko dla mnie,
tak blisko, że ledwo dostrzegam kontury
.
     Gdy przykładam narysowaną przez Kolumba Hispaniolę do Haiti i Republiki Dominikany w moim własnym atlasie, pięknie do nich pasuje. Minęły wieki, nazwy się zmieniły, ale ta linia w dalszym ciągu jest prawdą.
     Bardziej do niego się nie zbliżę.

🖇

Spoglądam na drogę, jakbym mogła jeszcze dostrzec, kto stąd wczoraj od­szedł. Ktoś wykluł się z tych porzuconych ubrań. Ktoś, czyje całe do­tych­cza­so­we życie znajduje się teraz w tym śmietniku.

🖇

     – Nie żałuję tego, co zrobiłam – mówi drżącym głosem i zatacza łuk po­ma­lowanymi na fioletowo paznokciami. – Czasami tylko myślę, że mogłam bardziej doceniać ten czas, kiedy jeszcze tu byłaś. Żałuję, że częściej nie cho­dzi­łam spać z to­bą o tej samej porze. Że nie budziłam się z tobą o tej samej porze. O takich rzeczach myślę.

🖇

Czas niesie nas ze sobą.

🖇

Ląd! Te nogi rozpoznaję. Ląd! Przez chwilę wszystko jest prawdą. Chwy­tam się tego obrazu, chcę choć przez chwilę wspominać jego nogi, jeszcze przez tę chwilę.
     – Dlaczego ostatnio jesteś taka zimna? – pyta. – Nawet nie patrzysz w oczy.
     Ma piękne, ciemne, otoczone sztucznymi rzęsami oczy. Ale spod makijażu i rzęs nadal patrzy spojrzenie mojego męża i to spojrzenie rozpoznaję.
     Odpowiadam: – Wystają z ciebie kawałki ciała mojego męża.
     – Wiesz co, nie muszę tego wysłuchiwać – mówi kobieta.

🖇

Gest jest przedłużeniem słów.

🖇

Czasami, gdy patrzysz na oddalające się plecy, wiesz, że ten czło­wiek już nigdy nie wróci. Czasami, gdy zamykasz szpitalne drzwi, czu­jesz, że ta wi­zy­ta była tą ostatnią. Tego dnia tak samo patrzyłam na swo­je­go męża i wie­dzia­łam. Dziś po raz ostatni byłam kobietą, kobietą u boku mojego męża.

🖇

Był 7448 nieznanymi wyspami, z których zdążyłam zbadać tylko niektóre.

Selja Ahava, Zanim zniknie mój mąż,
przeł. Justyna Polanowska i Aleksandra Wróblewska,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Są chwile, w których coś się zaczyna, coś pęka, coś przekracza dawną granicę i wychodzi poza kra­wędź. Ale są także chwile, w których ktoś wra­ca. I wówczas można próbować ubrać w słowa to, gdzie się było i czego się doświadczyło.

🖇

Trzydzieści lat po tym, jak Cristóbal odnalazł Indie, na Amerykę istniała już nazwa. Ameryka miała również kontury, a kula ziemska nowy obwód. Trzydzieści lat później prasa drukarska odbiła świat na papierze i wkrót­ce w każdym domu na ścianie wisiała mapa. […]
     Także życie odbijano na grubszym papierze. Obrazy już nie prześwitywały, widziałam jedną twarz, od­róż­nia­łam od siebie słowa, nauczyłam się mówić.
     Mimo to przeszłość była antypodami. Były w niej nie­pa­sujące do siebie fragmenty i takie, których całkiem bra­ko­wało. Poruszała się pode mną, śledziła moje kroki, ale nie wypełzała już zza krawędzi świata, chyba że pod postacią małych, przypadkowych przebłysków.

🖇

Przyszła zima. Przyszli nowi ludzie, którzy znali Lili wy­łącznie jako Lili. Pojawiły się słowa, które trzy­ma­ły się swoich miejsc, imiona, które się nie wa­ha­ły, zaimki, któ­re już się nie po­ty­ka­ły. Zre­zy­gno­wa­łam z „by­łego męża” i przerzuciłam się na „eks”. Przez dwa lata nie zwra­ca­łam się do niego po imieniu, ale w końcu dałam za wy­gra­ną i powiedziałam: Lili.

🖇

Przyszedł dzień, kiedy minęłam go w kawiarni i nie po­zna­łam. Musnęłam róg stolika, przy którym siedziało dziesięć naszych wspólnych lat, i odwróciłam się tylko dlatego, że ktoś zawołał mnie po imieniu.

🖇

Tak czy inaczej, było jednak coś, czego Cristovamowi nie zdołano ukraść. […] A tym czymś był wiatr.

(tamże)

(5373+2). Będąc z młodym staruszkiem… (II)

Sadownik & Jabłoń:
(po domknięciu świętowania urodzin młodego
staruszka, rozchodzą się do prac w podgrupach
)

Jabłoń:
(całuska na krótkie pożegnanie dostała)
Jak się fajnie takiego starszego pana całuje…

Sadownik:
Dla ciebie: pana gówniarza! Starucho!

🎂

sobota, marca 02, 2024

5374. 62/366

zielony ład. nie dla formy, nie dla tempa — mówią, łamiąc* konsty­tucję.

zdaje się, że już za chwilę i ta forma, i to tempo to będzie zwy­czajnie za mało i za późno dla niebieskiej planety, byśmy jako gatunek mogli tu pozostać.

62/366

____________
  *

Art. 5.: Rzeczpospolita Polska […] zapewnia ochronę śro­do­wi­ska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Art. 68. Punkt 4.: Władze publiczne są obowiązane do […] zapo­biegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.

Art. 74. Punkt 1.: Władze publiczne prowadzą politykę za­pew­nia­jącą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przy­szłym pokoleniom..

Art. 74. Punkt 2.: Ochrona środowiska jest obo­wiąz­kiem władz publicznych.

Art. 76.: Władze publiczne chronią konsumentów, użyt­ko­wników i najemców przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu […].

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej,
uchwalona i zatwierdzona w 1997 roku,
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 01, 2024

5373. Będąc z młodym staruszkiem…

Sadownik:
(wrócił do ula z wyjazdu
i przyzwyczaja się do świeżutkiego,
nowego stanu licznika
)
Jaki ja jestem już stary…

Jabłoń:
Skarbie, co Ty mówisz?
Przecież masz dopiero 30* lat!

Pan Ciasteczko & Pan Jednorożec:
(nie zgłosili żadnych zastrzeżeń
co do stanu licznika swoich ciał
)

🎂

___________
  *  i co z tego, że szesnastkowo, to wciąż tylko 30, będąc precyzyjnym: 30h.

czwartek, lutego 29, 2024

5372. [*]

Bez tego chłopca nie byłoby tu ponad pół setki wpisów — póki co, bo ostatnie słowo, mam nadzieję, nie zostało powiedziane. To od Nie­go się zaczęło, by zaraz potem wraz z Zefirem lob­bo­wał za spotkaniem Drzewka z Ich Kudłatą Mamą.

Dziś dowiedziałam się, że w życiu pry­wat­nym był z hiszpańska lwem (Leo). Tu, w ży­ciu publicznym, wiódł mię­dzy­pla­ne­tar­ne życie. Dbał o to, by świat nie zszedł na psy. Mam nadzieję, że wciąż będzie dbał. Zie­lo­ność Jego oczu nie zgodziła się na czar­no-białe piksele.

Leo Mars
(2012–2024)


fot. Saxifraga.

środa, lutego 28, 2024

5371. W piórach (IV)  //  59/366

uwierzyłeś, że masz lepiej lub gorzej?
bezsilność się nie stopniuje. i tyle.

59/366

Zaprawdę powiadam Wam, są siły i siły,
przody i tyły, poczęcia i mogiły. A chóry
śpiewały, nie wyły, bezkresy nas zrodziły. —

 //  Kompan

5370. [']

Salvo:
(w niedzielny wieczór napisał)
Przyślesz te dwa zdania dla/o Irci?

Jabłoń:
(nijak w jednym zdaniu trzeci dzień zmieścić się
nie mogła, ale w dwóch już tak, więc posłała po chwili,
po ostatnim rzucie okiem i ostatniej korekcie
)

*

Choć mogłaby swojemu Losowi znacząco na­ubli­żać, że tego i tam­te­go nie dał oraz że wiele szybko zabrał, Ona była uparta, w naj­lep­szym tego słowa znaczeniu, i na przekór wszystkiemu reali­zowała swoje plany, doprowadzając cza­sem tych, których ko­chała, do furii, gdy gubi­li z pola widzenia fakt, że robiła różne szalone rzeczy wła­śnie z myślą o nich.

Była damą w obyciu, robiła najlepszy tort makowy na świecie i umiała cieszyć się naszą obecnością.


fot. Syn Salvo.


fot. Florysta z Fjoł, fragment.

*

Poniższy „kawałek” Mozarta był ulubionym Orzeszka i wybrzmiał na końcu Jej po­grze­bu. Był pierwszym utworem, który odtworzono, nim ruszy­li­śmy w ostatnią drogę Białego Kruka. Łomo­lę tym adagio od wczoraj na cześć Cioci Irki, która w swym sercu pomieściła tak wiele osób. Łomolę dziś, w dniu Jej pogrzebu.

W.A. Mozart, 23. Koncert fortepianowy A-dur, Adagio,
Chamber Orchestra of the Bavarian Radio,
Hélène Grimaud (fortepian), Radosław Szulc (dyrygent).

wtorek, lutego 27, 2024

5369. 58/366

powiedział to ponad miesiąc temu. od tego czasu noszę przy sobie przepiękną dwu­znacz­ność tych słów. i uśmiecham się otu­lo­na do­bry­mi chwilami tych, którzy byli tu przede mną, i czuję wdzięcz­ność, bo w ja­kiś sposób wciąż ze mną są.

58/366

każde ludzkie życie jest nieskończone.
JiM

*

Samuel Barber, Adagio na smyczki,
The Vienna Philharmonic, Gustavo Dudamel (dyrygent).

5368. Z oazy (CCXXXII)

O­dliczanie literek w cieniu wspomnienia po niedzieli, trzy. Poślizgnięte na tym cieniu o jeden dzień. Bach był pierwszym powodem, dla którego sięgnęłam po tę książkę. Drugim był fakt, że Autorka jest Australijką.

Pojedyncze sceny. Pełne nadziei, wyobrażeń, przekonań, uwikłań i poglądów oraz ludzi, którzy tylko pozornie się spotkali. Ta książka jest tylko i aż tym. Kilka utwo­rów mu­zy­ki klasycznej w „gratisie”. Drobna lektura o sporym ciężarze umie­szczo­nym między wierszami.

Tym, co „komunikuje się” z „istotą” wewnątrz tych postaci, jest ra­czej muzyka niż mowa. Ta książka […] przemilcza to, co język mógłby jedynie przesłonić i zafałszować.

[…] muzyka to w równym stopniu postać, co przeznaczenie.

Ben Lerner

🖇 🖇

[…] miał fioła na punkcie przeszłości. Wierzył w nią, podtrzymywała go na duchu, wykorzystywał ją do tego, by wpleść sens we wszechogarniający chaos.

🖇

Elizabeth obserwowała Athenę zza stołu kuchennego i czekała, aż ta się od­wró­ci i pokaże twarz, której wyraz, gdy już to zrobiła, okazał się zupełnie inny od wyobrażeń Elizabeth.
     – Jak ty to wytrzymujesz? – zapytała.
     – Wytrzymuję? – Czy to kolejny dramatyczny komentarz Elizabeth, czy też naprawdę chciała wiedzieć? – W głębi serca go porzuciłam – odparła. – To jest praca. Muszę tylko wytrwać do czasu, kiedy będziemy mogli się go pozbyć.

🖇

     – Nie śpisz jeszcze? – zapytała Athena.
     – Nie.
     – Przestań myśleć. Jak mogę zasnąć obok głowy pełnej myśli?

🖇

Zaskoczył ją nie sam fakt, ale nagłość. Nic nie powiedziała. Patrzyła na niego. […]
     Spojrzał na nią ostro. Które z nich odrzuciło drugie?

🖇

     – Ja? To on zaczął!
     – Oboje zaczęliście – wtrącił Arthur. – Mnie nie przeszkadza, jak ludzie się kłócą. W zasadzie moim zdaniem to nawet ciekawe.

🖇

Który z jej zmysłów rozpoznał go pierwszy?

🖇

     – W tym jest pełno błędów, jak dziur w serze. Nigdy nie jest dobrze. Za­wsze coś idzie nie tak.
     – Więc jaki sens to grać?
     – Hmmm. Na twoim obecnym poziomie zawsze jest coś nie tak. Później… To przychodzi z doświadczeniem. Musisz mieć trochę cierpliwości. Wiesz, co to cierpliwość?
     – Tak. Nie spieszyć się. Czekać.
     – Właśnie. Nie pędź tak. Nie martw się i nie denerwuj. Nie spiesz się i po­pra­cuj nad tym. Przyjrzyj się każdemu problemowi z osobna i prze­ana­li­zuj, dlaczego sprawia ci kłopot. Widzisz?

🖇

     – Nudzi mi się – powiedziała Vicki. – Odnudź mnie, Thena!
     Athena parsknęła śmiechem.
     – Ja nawet nie wiem, co to jest nuda.

🖇

Dlaczego nie możesz się z tym pogodzić? I wykorzystać tego jak najlepiej?

🖇

Nie bał się aparatu ani świata. Lubił go i oczekiwał, że świat będzie lubił jego. Jakie słowo mogłoby opisać cechę, która jaśniała w jego prostej, otwartej twarzy? To była dobroć.

🖇

     – Naprawdę? Byłam jeszcze mała. Nie znałeś mnie wtedy, prawda?
     – Widziałem cię. Pozwolili mi wziąć cię na ręce.

🖇

     – Niedługo skończę czterdzieści lat – powiedziała.
     Doktor Fox otworzył oczy i wydał z siebie osobliwy okrzyk.
     – A! Zatem wychodzisz na prostą. Po czterdziestce nie możesz już nikogo skrzywdzić i nikt nie może skrzywdzić ciebie.

🖇

Wiem, co to znaczy z kimś ugrzęznąć. Nie możesz tak o tym myśleć. To cię tylko unieszczęśliwi.

🖇

W takim nastroju, zdziczała z tęsknoty za domem i z samotności, prze­mie­rza­ła miasto i rzucała mu wyzwanie do ataku. Miasto nie zwracało na nią uwagi.

🖇

Czuł, jak konsekwencje tego jednego wydarzenia rozciągają się w nieskończoność.

🖇

a ubrania na sznurku zaschną w sztywne kształty, które rozluźnią się przy dotknięciu,
     a ktoś włączy czajnik,
     a z dnia na dzień Poppy przestanie trzymać Philipa za rękę: on opuści prawą dłoń na jej lewą, żeby mogła ją ująć, ale nic się nie stanie, a kiedy on spojrzy w dół, ona będzie stała obok niego, wypatrując przerwy w ruchu drogowym, i nie będzie już trzymała go za rękę, i nigdy już tego nie zrobi,
     […]
     a Athena zagra Bacha na pianinie, w pustym domu, lewą ręką będzie trzymała miarowy rytm, a prawą poprowadzi arpeggia, pośle je daleko, podrzuci garście nut wysoko w iskrzące się powietrze!

Helen Garner, Małe preludia, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Podoba mi się twoja piosenka. Dam ci radę. Wróć do do­mu i napisz ją jeszcze raz. Wyrzuć z niej banały. Każdy zna „To zawsze tak się dzieje” albo „Weszłam w to w peł­ni świa­do­ma”. Usuń te rzeczy. Zostaw tylko obra­zy. Wiesz, o co mi chodzi? Musisz wyznaczyć granicę między tym, co rozumiesz, a tym, czego nie rozumiesz. Między banałem a tym drugim. Zrób luki. Nie zagłębiaj się w to. Nie wyjaśniaj wszystkiego. Zostaw dziury. Muzyka zrobi resztę.

🖇

Otworzyła nuty. – Bach dla dzieci. Boże, posłuchajcie tego, ależ to pompatyczne. „Bach nigdy nie jest prosty, ale to jeden z powodów, dla których wszyscy powin­ni­śmy starać się go opanować”.

(tamże)

*

J. S. Bach, Małe Preludia 1–12,
Tatiana Nikołajewa (1924–1993), fortepian.

poniedziałek, lutego 26, 2024

5367. Z oazy (CCXXXI)

O­dliczanie literek w cieniu wspomnienia po niedzieli, dwa. Czekałam na tę książkę bardzo i wcale nie najkrócej. W dniu publikacji połykałam pierwsze akapity, a po­tem utknęłam, bo to nie jest powieść, tylko patchwork wrażeń, wspomnień i myśli, czasem bardzo luźno połączonych.

Pandemiczny czas. W odniesieniu do tego czasu wybrałam tylko dwa fragmenty, do kolejnych dwóch zobligowała mnie okładka, reszta wyimków dotyczy języka, pi­sa­nia, czy­ta­nia, przemyśleń czy komentarzy dotyczących pomysłów, jakie świat ma na ludzkie życie. Są i o świecie, którego już nie ma, któ­ry jest, choćbyśmy nie wiem jak zaciskali po­wie­ki zamkniętych od lat oczu czy wrze­szcze­li, że czarne nie jest czarne.

Byłam jedyną pieszą, przecznica po przecznicy, miałam tylko dla siebie pół hektara Central Parku. (I och, te myszołowy rdzawosterne, bieliki ame­ry­kań­skie lądujące niemal u twoich stóp). Jeśli w przeszłości często pra­gnę­łam znaleźć się gdzie indziej, wdzięczna za każdy powód, który chwilowo zabierał mnie z Nowego Jorku, to po wybuchu pandemii nie chciałam już wyjeżdżać. Nie czułam powszechnego rozżalenia na tych, którzy uciekli do swoich domów na wsi, rozumiałam jednak marzenie wielu ludzi, żeby ci, którzy wyjechali – oraz miliony turystów – już nie wrócili.

🖇

Wśród pandemicznych hobby obserwowanie ptaków znalazło się wysoko na liście popularności. Szczęście w nieszczęściu, że pierwsza fala pandemii zbiegła się z wiosenną migracją. Zastępcza radość oglądania stworzeń, któ­re mogły latać wolno i się socjalizować. Radość dawało też przyglądanie się czemuś, czego nigdy wcześniej nie zauważaliśmy, zajęci czymś innym. Cze­muś zwyczajnemu.

🖇

Co rano budziłam się, czekając na to proste zadanie w moim planie: przejść kilka przerażająco wyludnionych przecznic i sprawdzić, co słychać u mo­je­go pie­rza­ste­go po­do­piecznego. Była to jedna z niewielu rzeczy, które wie­dzia­łam, że dam radę ogarnąć, i nie musiałam pytać samą siebie: dla­cze­go to robię?

🖇

Nie mogąc latać, Eureka [papuga] z rozmysłem ćwiczył nogi, maszerując w kółko po pokoju albo – częściej – przechadzając się po tym samym frag­men­cie podłogi. Robił to w tak dostojny sposób, że miarowy krok i lekko schylona głowa nadawały mu wręcz posturę myśliciela.
     Tak jak przewidziała Iris, czasami przyłapywałam go, jak mówi do sie­bie, cicho mamrocze i gdacze, zwykle wtedy, gdy spaceruje. (Ona po­dej­rze­wa­ła, że oblicza równania).

🖇

„Czegoś brakuje. Coś utraciliśmy”. Chyba to właśnie leży u podstaw mojego pisania.

🖇

Dlaczego powieści? – chciał wiedzieć Vetch. – Dlaczego nie poezja?
     Opowiedziałam mu o przypuszczeniach Faulknera: że każdy po­wie­ścio­pi­sarz to pisarz, który zaczął od pisania poezji – bez powodzenia, potem próbował pisać opowiadania – i poległ, aż w końcu zajął się pisaniem powieści.
     […]
     – Czy to znaczy, że długą powieść łatwiej napisać niż krótszą?
     – Hm, nie. Ale, pożyczając słowa pewnego krytyka, w niemal każdej dłu­giej książce, którą czytam, dostrzegam krótką, która miga się od pracy.

🖇

[…] stwierdzenie Briana Moore’a, że podczas gdy sukces czyni cię kimś, kim wcześniej nie byłeś, porażka robi z ciebie „bar­dziej intensywny destylat” tego, kim jesteś.

🖇

[…] być może w naszych mrocznych czasach postprawdy, rażącej hipokryzji i przy coraz częstszym wykorzystywaniu opowieści jako środka do zabu­rza­nia i zaciemniania rzeczywistości potrzebujemy literatury osobistej historii i refleksji: bezpośredniej, autentycznej, skrupulatnej, gdy chodzi o fakty.

🖇

Jakby pewnego ranka cały świat obudził się 
i zażył wielką tabletkę głupoty.

🖇

„Wierzę, że ludzie są bardziej dobrzy niż źli”. Kiedy Obama wypowiadał te słowa, powtarzał tylko, co wcześniej mówiło wielu. Inna wersja: „Wierzę, że na świecie jest więcej dobrych niż złych ludzi”. Za tym jednak nie idzie stwierdzenie, że dzięki liczbom dobro zwycięży.

🖇

Czy istnieje coś bardziej prze­wi­dy­wal­ne­go niż ludzkie okru­cień­stwo? Albo bardziej przerażającego niż patrzenie, jak wcześnie się ono zaczyna?

🖇

Jeśli to prawda, że nieumiejętność radzenia sobie z przyszłością to oznaka zaburzeń umysłowych: nie znam nikogo, kto obecnie nie byłby zaburzony – i nie byłby zaburzony od jakiegoś czasu.

🖇

Należało pracować, i to ciężko, bo nie było lepszego sposobu, by sobie po­ra­dzić w tak niespokojnych czasach. Ale to nie to samo, co nadzieja.

🖇

Nawet jeśli coś innego jest ze mną nie tak, to akurat ten ból, ten smutek, były normalne.

🖇

Po jedzeniu chcieliśmy iść na dach, ale tamtego dnia nieustannie i po­twor­nie lało.
     Nowe wyszukiwanie: „pada żabami”.
     Pochodzenie także sporne, prawdopodobnie żartobliwe. W innych kra­jach i językach deszcz pada kotami i psami, krowimi sikami, sznurami, siekierami, łomami, wężami, jaszczurkami, ropuchami, szewcami lub uczniami szewców, staruszkami, staruszkami z kijami, staruszkami z laskami, mężami.

🖇

Mówiono nam, że będziemy potrzebować dziesięcioleci, by zbu­do­wać życie, o jakim marzyliśmy. Nie powiedziano nam za to, że kie­dy nam się to uda, to życie wkrótce zniknie.

🖇

W pewnym momencie każdy Amerykanin potrzebujący podwózki zaczął wy­glądać podejrzanie: dlaczego ten człowiek nie ma samochodu? Wspa­nia­le byłoby przywrócić autostopowi popularność. Mniej pojazdów na drogach – któż by tego nie chciał? Ale to się nie wydarzy. Nie w społeczeństwie, w któ­rym cały czas rośnie strach przed obcymi.

🖇

Zawsze jest kartka papieru. Zawsze jest pióro.
Zawsze jest jakaś droga wyjścia.
Henry Louis Mencken
(1880–1956)

🖇

Problem z każdym pierwszym zdaniem – powiedziała Joan Didion – jest taki, że z nim zostaniesz. Wszystko inne wypłynie z tego właśnie zdania. A kiedy napiszesz pierwsze dwa – nie masz już żadnego wyboru”.
     Z a n i m   zaczniesz – zbyt wielki wybór. A potem ledwie mrugnięcie – i już żadnych możliwości.

🖇

[…]  jeśli rezygnujesz z macierzyństwa, przestaje cię szanować mnóstwo osób, w tym takie autorytety jak papież, który nie­da­wno potępił chęć posiadania „futrzastych” dzieci jako „zjawisko kulturowej degradacji”.

Sigrid Nunez, Słabsi, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

[…] przypominam sobie, co powiedział Stephen Hawking: „Ludzkości zostało na Ziemi jedynie jakieś sto lat”.
     Stephen Hawking powiedział to w 2017 roku.

🖇

„Których trzech pisarzy, żyjących lub zmarłych, za­pro­sił­byś na literackie przyjęcie?” – to pytanie często zadaje się autorom w wywiadzie dla „The New York Times Book Review”.
     Edmund White wyraził to, co James Merrill po­wie­dział o pewnym młodym fanie: „Dlaczego on chce nas zo­ba­czyć na żywo? Czy nie zdaje sobie sprawy, że to, co w nas najlepsze, znajduje się na kartce, a on spotka się tylko z pustym ulem?”.

🖇

„Pisz, żyj tym, co się dzieje – radził Christopher Isher­wood. – Życie jest zbyt święte na wymyślanie – choć cza­sa­mi możemy o nim kłamać, by je uwznioślić”.

🖇

Przypomniała mi się zwiedziona Psyche: zakrada się do ciemnego łóżka ze sztyletem w dłoni, oświetla lampą śpiące ciało, wydające się jej wielkim wężem, którego ma zabić, i zamiast tego znajduje Erosa.

🖇

Ta część nas, pragnąca ślubu i rodziny, to część, która pragnie być normalna, taka jak inni ludzie, kroczyć ścieżką, która – bo tak nas wychowano – prowadzi nie tylko do szczęścia, ale także do szacunku, akceptacji, przy­na­leżności do jakiejś wspólnoty. Ta część nas, pra­gną­ca czarodziejskiej miłości jak z romansu, to część, która chce postradać zmysły.

🖇

Liberałowie mówią: społeczeństwo powinno żyć go­dzi­wie. I jasne, brzmi świetnie. Ale wcią­ga­nie kolejnych lu­dzi na nasz poziom zamożności zniszczy tylko kolejne ekosystemy, wybije miliony roślin i zwierząt, spra­wia­jąc, że coraz większe połacie ziemi staną się nie­zda­tne do życia. Tak naprawdę trzeba sprawić, by wszyscy funkcjonowali bliżej poziomu ubóstwa. Ale o tym oczy­wi­ście nikt nie chce słyszeć.

(tamże)

5366. Z oazy (CCXXX)  //  Panna cotta (CXXII)

O­dliczanie literek w cieniu wspomnienia po niedzieli, raz. Dziesięć dni temu na pytanie, czy odbierze mi książeczki, odpowiedział pytanie: książeczki? Wytłuma­czy­łam się z ergonomiki realizowania deputatu na drukowane włoskie literki. Od tego miesiąca, jeśli upoluję dwie książeczki w miękkiej oprawie, z których kupno każdej osobno oznaczałoby doliczenie dodatkowo kosztów przesyłki, a kupno obu oznacza darmową przesyłkę, to mam święte prawo kupić obie. Tak też zrobiłam.

Pierwszą gruffalową książeczkę czytałam kilka dni przed wybuchem wojny w Ukra­i­nie. Druga książeczka Autorki była ostatnim iesbeenem przeczytanym przeze mnie przed tym, gdy zaczęła się ta wojna. Ta była jedną z trzech ostatnich przeczytanych przeze mnie książek w drugim roku wojny. Muszą nam się mieścić w głowie rzeczy, które dwa lata i cztery dni temu nie chciały się pomieścić nawet w wyobraźni.

To książka o strachu, że wielkie oczy ma, monstrualne kształty i może mieć nad na­mi wielką władzę, ale nie musi. Jeśli jest to możliwe, dobrze jest podejść do niego bliziutko, nawet jeśli wszyscy mówią, że to głupi pomysł. Szczególnie, gdy tak mówią!

La sera era scura, la notte viccina,
il Gruffalò disse alla sua piccolina:
Per noi gruffalò è molto rischioso
entrare nel bosco buio e frondoso.
Tanti anni fa […] il Topo Tremendo mi ha teso un agguato!

  [Było już ciemno, zbliżała się noc, / Tata Gruffalò powiedział do swojej maleńkiej córeczki:
     — Dla nas gruffali to bardzo niebezpieczne wchodzić do ciemnego, liściastego lasu. / Wie­le lat temu […] Straszny Mysz zaatakował mnie z zaskoczenia!]

🖇

La notte era scura, il babbo russava
la piccola invece un po’ si annoiava.
  [Była ciemmna noc, tata chrapał, / zaś Maleńka odrobinkę się nudziła.]

«A me nessun topo ha mai fatto paura, —
disse fra sé. — Andrò all’avventura!»
Il cielo era nero, la neve in tempesta,
la piccola entrò nell fitta foresta.
  [   — Nigdy żaden mysz mnie nie przeraził — / po­wie­działa do siebie. — Ruszam ku przygodzie! / Niebo było czarne, trwała burza śnieżna, / Maleńka weszła w gęsty las.]

🖇

Oibò, che cos’è questa scia tutta storta?
Chissà di chi è e chissà dove porta?
Ecco qualcosa che avanza strisciando,
forse è la coda del Topo Tremendo...
  [Fuuj, co to za ślad, cały pokręcony? / Kto wie, do kogo należy i gdzie prowadzi? / Oto coś, co pełza naprzód, / może to jest ogon Strasznego Mysza…]

🖇

Ma è solo un serpente che sta lì vicino,
ha gli occhi dolci e un musetto carino.
  [Ale to jedynie wąż, który żyje niedaleko, / ma słodkie oczy i uroczy pyszczek.]

Il Topo l’ho visto, è un assai tosto,
mangia per cena gruffalò arrosto!
.
  [   — Mysz, którego widziałem jest bardzo silny, na kolację jada pieczone gruffale.]

🖇

La neve cadeva, il vento ululeva,
nella foresta la piccola andava.
  [Śnieg padał, wiatr wył, / Maleńka szła dalej lasem.]

🖇

Oibò, che cos’è questa traccia contorna?
Chissà di chi è e chissà dove porta?
Due occhi brillano sul tronco scuro,
il Topo Tremendo è lassù di sicuro!
  [Fuuj, co to za ścieżka złożona z samych konturów? / Kto wie, do kogo należy i gdzie prowadzi? / Dwoje oczu świeci na ciemnym pniu, Straszny Mysz jest tam na górze, to pewne!]

🖇

Ma scende sul ramo una vecchia civetta.
Si cerchi il Topo, dammi retta.
  [Ale to stara sowa zeszła na dół na gałąź.
   — Szukasz Mysza, posłuchaj mnie.]

L’ho visto da poco, è un tipo feroce,
mangia per cena gruffalò alla brace!
.
  [Widziałam Go ostatnio, jest groźnym typem, / na kolację jada gruffale z grilla.]

🖇

Il gelo pungeva, la notte era scura,
la piccola andava senza paura.
  [Mróz kąsał, noc była ciemna, / Maleńka szła dalej bez strachu.]

🖇

Oibò, che cos’è questa traccia strana?
Chissà se porta dentro una tana?
Ecco due baffi! Starà già dormendo,
tranquillo e beato, il Topo Tremendo?
  [Fuuj, co to za dziwne ślady? / Kto wie, czy prowadzą do legowiska? / Oto dwa wąsy! Chyba już śpi, / spokojnie i błogo, ten Straszny Mysz?]

🖇

Ma esce la volpe, ha a coda rossiccia
e nemmeno un spina sulla pelliccia.
  [Ale wychodzi lisica, ma czerwonawy ogon / i nie ma ani jednego kołtuna na sierści.]

Il Topo l’ho visto, dormiva da un po’,
si è fatto un infuso di gruffalò!

  [   — Mysz, którego widziałem, spał przez chwilkę, zrobil sobie napar z gruffali.]

— Io non ci credo, è soltanto un gioco!
Per me non esiste nessun Gran Topo!
  [   — Nie wierzę ci, to jedynie taka zabawa! / Dla mnie nie istnieje żaden Wielki Mysz!]

🖇

Poi finalmente, un topino.
— Guarda, guarda, che bello spuntino!
Io me lo mangio con pane e nutella,
il Topo Tremendo è una sciocca storiella!
  [W końcu mała mysz. / — Popatrz, spójrz, co za wspaniała przekąska! / Zjem ją z chlebem i nutellą, / Straszny Mysz to głupia historyjka!]

🖇

Salgo sul ramo e lo vado a chiamare,
tu resta lì, devi solo aspettare...

  [   — Wejdę na gałąź i zawołam Go / ty zostań na dole, musisz tylko poczekać…]

🖇

 [Pojawia się jasny księżyc / i rzuca przerażający cień na ziemię.]

 [Kim jest to potężne i owłosione stworzenie / ze stalowymi wąsami i kolczastym ogonem, / wielkie i złe, z oczami pełnymi żaru / i wielkim orzechem pod pachą?]

🖇

— Allora esiste il Gran Topo Tremendo! —
gridò la piccina, nel bosco fuggendo.
  [   — Więc istnieje Wielki Straszny Mysz! — krzyczała Malutka w lesie podczas ucieczki.]

🖇

Oibò, che cos’è questa traccia gigante? —
esclama il topino, e parte all’istante.
  [   — Fuuj, co to za gigantyczny ślad? / — wykrzyknął Myszek i ruszył natychmiast.]

Il topolino cammina cammina...
  [Myszek idzie, idzie…]

...segue le impronte fino alla tana.
  […podąża śladami aż do gruffalowego legowiska.]

🖇

Eccola lì, la piccina è tornata,
meno spavalda e meno annoiata.
  [Oto ona tam, Malutka, wróciła, / ciut mniej dzielna i mniej znudzona.]

🖇

[Lepiej spać, dopóki można,  
w ciepłych ramionach gruffalowego tatusia. ]

Julia Donaldson, Il gruffalò e la sua piccolina,
ilustr. Axel Scheffler, z j. angielskiego przeł. Giovanna Pecoraro,
Edizioni EL, San Dorligo della Valle 2015.

*

sobota, lutego 24, 2024

5365. Zatrzymane cienie  //  Czekariat (LXVIII)

Cyk w poniedziałek. Cyk we wtorek. Odcedzone piksele czekały na słowa, którym miałyby ochotę towarzyszyć. Są.

Wierzę w ludzką biofilię. Wierzę, że więź z innymi żyjącymi stwo­rze­nia­mi, pragnienie, by być blisko i mieć z nimi kontakt, a także miłość do piękna natury, tkwią w naszym DNA. Jak jednak porównać to z rzeczywistością, którą widzi każdy w naszych czasach: ludzkim pę­dem, by czynić świat coraz brzydszym, a ostatecznie go zniszczyć?

🐚

[…] nasza ocena zdolności nieludzi do myślenia i odczuwania od za­wsze jest nietrafiona – co przynajmniej zaczynamy w końcu ro­zu­mieć. Gdy­by­śmy od początku bardziej uważali, ileż moglibyśmy się już na­uczyć o tym, co znaczy być zwierzęciem, jak funkcjonować w naturze, z któ­rą gatunek ludzki tak często niszczycielsko się nie zgadza.

Sigrid Nunez, Słabsi, przeł. Dobromiła Jankowska,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2024.

piątek, lutego 23, 2024

5364. W warzywniaku (III)

Jabłoń:
(naćpana zachwytem po trzech seriach ćwiczeń,
których bazą jest stanie przy ścianie
)

Rysia:
Prostowniki są antydepresyjne!

Jabłoń:
(z przyjemnością wciągnęła
nosem elementy biochemii
*)

🍆

__________
  *  wyprostowana postawa ciała zwiększa produkcję testosteronu; kulenie się, garbienie zwiększa poziom kortyzolu.