wtorek, czerwca 17, 2025

5807. Z oazy (CCCXLIV)  //  Panna cotta (CLXI)

Odliczanie literek, trzy, poślizgnięte na wrażeniach z fotofestiwalu. Smacznego pre­zentoczytania ciąg dalszy. Nie wy­bra­ła­bym tej książki po okładce (ominęłaby mnie nie lada frajda). Na szczęście zostałam obdarowana tą relacyjną opowieścią. Dawno nie rechotałam się tak mocno i tak długo, nawet za czwar­tym czy piątym czytaniem, bo… Kaczka nie przy­szła tylko raz, nie przyszła tylko po cukier, ale i po masło, mąkę, sól, w ostateczności kilka gotowych już ciasteczek.

Gdyby ta historia była pierwszym sezonem serialu, wejście na drugi sezon jest fan­ta­styczne: kaczka pada, a niedźwiedź jest rozbudzony i gotowy do działania. Ciekawe, po co pójdzie do Kaczki czy Borsuka (dwa domy dalej)…

🖇

[101 sposobów na bycie rozbudzonym]

«Non sono mai stato così stanco.
 Dormirei per settimane. Anzi, mesi!»
   — Nigdy nie byłem tak zmęczony.
Spałbym tygodnie. Dokładniej, miesiące!

🖇

«Non sono mai stata così sveglia. Chissà cosa fa Orso.»
   — Nigdy nie byłam tak rozbudzona. Kto wie, co robi Niedźwiedź.

«Non vedo l’ora di dormire. 3, 2, 1… oh, sì…»
   — Nie mogę doczekać się snu. 3, 2, 1… o, tak…

🖇

   — Niedźwiedziu! To ja, Kaczka! Otwórz! No, dalej!

   — Co jest, Kaczko? / Spało mi się tak dobrze!
   — Nudzi mi się! Porobimy coś?

🖇

«Giochiamo a carte?» / «No.»
«Guardiamo un film?» / «No.»
«Suoniamo?» / «No.»
«Chiacchieriamo?» / «No.»
   — Pogramy w karty?
   — Nie.
   — Obejrzymy film?
   — Nie.
   — Zagramy na gitarze?
   — Nie.
   — Poplotkujemy?
   — Nie.
   — Pogramy w karty?
   — To już mówiłaś.

   — Poczytamy na głos?
   — Nie.

🖇

   — Dobra, dobranoc!

🖇

   — Pssst! Niedźwiedziu! Tu Kaczka! Twoja sąsiadka!

   — Co jest?!
   — Chcę zrobić ciasteczka. Masz cukier?
   — Nie.

🖇

«Che scocciatrice quell’anatra!
Devo trovarmi dei nuovi vicini…

   — Co za nieznośna kaczka!
Muszę znaleźć sobie nowych sąsiadów…

…ma adesso sono troppo  
stanco… devo dormire.»

…ale teraz jestem zbyt 
zmęczony… muszę pospać.

🖇

   — Ale jak…?!
   — Zapasowy klucz.
   — Ale to na wszelki wypadek!
   — To jest wypadek.
   — Co jest? Co jest, Kaczko? Jaki wypadek?

   — Uderzyłam się w dziób. Widzisz?

🖇

«Anatra! Devi smetterla di svegliarmi… via! ORA!»
«Ma…»
«HO DETTO BUONANOTTE!»

   — Kaczko! Musisz przestać mnie budzić… won! TERAZ!
   — Ale…
   — POWIEDZIAŁEM: DOBRANOC!

🖇

«Uff. Orso è proprio scorbutico!
Quel suo caratteraccio mi fa stancare.»

   — Uff. Niedźwiedź jest naprawdę zrzędliwy!
Ten jego charakterek mnie męczy.

🖇

«C’era una volta in un regno… in un regno…»
   — Dawno, dawno temu w królestwie… w królestwie…

Jory John, ilustr. Benji Davies, Buonanotte!,
przeł. z j. angielskiego Laura Bortoluzzi,
Editrice Il Castoro, Milano 2016.

*

5806. Z oazy (CCCXLIII)  //  Panna cotta (CLX)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa, poślizgnięte na wrażeniach z fotofestiwalu. Smacznego prezentoczytania ciąg dalszy. Czekałam na tę książkę pra­wie dwa lata. To był ostatni gwizdek, by ją przeczytać. Spo­dziewałam się od­ro­bi­ny historii czer­wo­nej stajni. Nie ma jej w tej opowieść. Jest za to nie­by­wa­ła cie­ka­wostka do­ty­czą­ca ory­gi­nalnego octu balsamicznego z Modeny.

     — Ah, la macchina... Ma perché è rossa?
     — È rossa come il fuoco. Questa macchina ha il fuoco dentro.

           [  — Aaa, samochód… Ale dlaczego czerwony?
               — Jest czerwony jak ogień. Ten samochód ma w środku ogień.

🖇

     — Bene, molto bene. Allora, si­gno­ri­na Wolf, è pronta per questa esperienza?
     — Credo di sì...
     — È sicura?
     — Sì, ma perché mi fa questa domanda?
     — Perché questa non è una macchina come le altre. Si guida con i piedi, con le mani, con il cuore e la testa.
          [   — Dobrze, bardzo dobrze. Więc, panno Wolf, jest pani gotowa na to doświadczenie?
               — Myślę, że tak…
               — Jest pani pewna?
               — Tak, ale skąd tyle pytań?
               — Ponieważ to nie jest samochód jak inne. Prowadzi się go stopami, dłońmi, z sercem i głową.]

🖇

     — Il motore non è silenzioso, è rumoroso.
     — Quello non e rumore, il rumore di un motore Ferrari è come una musica.

          [   — Silnik nie jest cichy, jest głośny.
               — To nie hałas. Odgłos silnika Ferrari jest jak muzyka.]

🖇

     — È in ritardo.
     — A me sembra velocissimo. — dice Monika.
     — Non sto parlando del mio pilota, ma di Lei, signorina.
     — Mi dispiace, ma sono venuta con una Fiat 500, non con una Ferrari.
     — La Fiat 500 è una grande macchina, deve avere rispetto.
     — Sì, mi scusi.
     — È pronta per guidare “la rossa”?
          [   — Jest spóźnion_.
               — Mi wydaje się piekielnie szybki — powiedziała Monika.
               — Nie mówię o moim pilocie, ale o pani.
               — Przykro mi, ale przyjechałam Fiatem 500, nie Ferrari.
               — Fiat 500 to świetny samochód, zasługuje na szacunek.
               — Tak, przepraszam.
               — Gotowa jest pani poprowadzić „czerwonego rumaka”?]

Giovanni Ducci, La Rossa,
Alma Edizioni, Firenze 2015.
(wyróżnienie własne)

     — No, è aceto balsamico di Modena.
     — Ah è buonissimo sull’insalata.
     — L’aceto balsamico dà gusto a tanti cibi, non solo all’insalata. Lo sa quanto tempo ci vuole per fare una bottiglia come questa? Dodici anni.
     — Dodici anni? Per fare una bottiglia così piccola?
     — Sì. Dodici anni
.
[   — Nie, to oryginalny ocet balsamiczny z Modeny.
     — Ha, jest wspaniały do sałatek.
     — Ocet balsamiczny nadaje smak wielu potrawom, nie tylko sałatkom. Czy wie pani, ile czasu potrzeba, by otrzymać taki ocet? Dwanaście lat.
     — Dwanaście lat? By otrzymać tak małą buteleczkę?
     — Tak. Dwanaście lat
.]

(tamże)

5805. Z oazy (CCCXLII)  //  Panna cotta (CLIX)

Odliczanie literek, raz, poślizgnięte na wrażeniach z fotofestiwalu. Za mną ty­dzień smacznego prezentoczytania. Wklejki, otwie­ra­jąca i za­my­ka­jąca, w stylu: niech cię ucieszą wszystkie różnice, niech!

A pomiędzy wklejkami bohaterzy, znani, lubiani i… awanturujący się! Wróciwszy do domu, od­wie­siwszy płaszczyk, po odłożeniu rę­kawiczek i czapki, kto by się nie wściekł, gdyby jego miś poczęstował go na dzień dobry: mogłabyś

🖇

Tego popołudnia, gdy łasica / wróciła do domu, niedźwiedź był zajęty. / Odwiedził ich borsuk.

«Noi stiamo giocando!», disse l’orso,
«potresti preparci qualcosa da mangiare?».

        — My bawimy się! — rzekł niedźwiedź — mogłabyś przygotować nam coś do jedzenia?

🖇

Alla donnola quella proposta non piacque.
«Il tasso è amico mio!» esclamò.
«Non puoi giocare con lui!»
«Il tasso non è mica tuo.
Tu puoi giocarci domani.»

Łasicy nie podobała się ta propozycja.
     — Borsuk jest moim przyjacielem! — wykrzyknęła. — Nie możesz się z nim bawić!
     — Borsuk nie jest tylko twój. / Możesz pobawić się z nami jutro.

🖇

Il tasso ebbe un’idea.
Potevano giocare tutti e tre insieme...
La donnola fu subito d’accordo.
«Giochiamo alla famiglia!» gridò.

Borsuk miał pomysł. / Mogli pobawić się wszyscy razem w trójkę…
Łasica natychmiast się zgodziła.
     — Pobawmy się w rodzinę! — wykrzyknęła.

🖇

La donnola era fuori di sé.
«Non si gioca così! Te l’ho detto mille volte!
Lo fai apposta per farmi arrabbiare!»
«Perché vuoi sempre decidere tutto tu.»
«E tu non rispetti mai le regole!»
«Non ci sono regole per giocare alla famiglia!»

Łasica wyszła z siebie.
     — Tak się nie gra! Mówiłam ci to tysiąc razy! / Robisz to specjalnie, by mne wkurzyć!
     — Dlatego, że chcesz zawsze decydować o wszystkim.
     — A ty nigdy nie przestrzegasz reguł!
     — Nie ma reguł w zabawie w rodzinę!

🖇

«Vuoi giocare a memory solo perché vinci sempre tu. Io il me­mo­ry non lo sopporto.»
«Bisogna anche imparare a perdere!» disse la donnola.

        — Chcesz grać w memory tylko dlatego, że zawsze wygrywasz. Nie znoszę tej gry.
        — Trzeba nauczyć się przegrywać — powiedziała łasiczka.

🖇

«Idea! Giochiamo a nascondino!»
«Io però non voglio cercare.»
«Allora non puoi giocare!»
«Vuoi decidere sempre tutto tu!»

             — Mam pomysł! Pobawmy się w chowanego!
             — Ale ja nie chcę szukać.
             — Więc nie możesz się z nami bawić!
             — Zawsze to ty chcesz o wszystkim decydować!

   — Bawienie się z tobą
jest niemożliwe!

🖇

A quel punto il tasso li interruppe.
Adesso doveva proprio andare a casa.
«Ma come?» gridarano stupiti l’orso
e la donnola. […]  «Ma domani devi tornare. […]»
[…]
«Domani», rispose il tasso,
«ho già appuntamento con la volpe».

W tym momencie borsuk im przerwał. / Właśnie teraz musiał iść do domu.
     — Jak to? — krzyczęli zaskoczeni niedźwiedź / i łasica. […] — Ale jutro musisz wrócić. […]
     — Jutro — odpowiedział borsuk / — mam już umówione spotkanie z lisem.

🖇

Jörg Mühle, Decidi sempre tu!,
z j. niemieckiego Giulia Genovesi,
Terre di mezzo editore, Milano 2024.

*

poniedziałek, czerwca 16, 2025

5804. Subiektywnik (III)

Tak obdarowani przez festiwal nie byliśmy od lat. Ten projekt skradł nam serca w ułamku sekundy, dotykając naszych miłości do naszych ojców i tatów. Długo potem rozmawialiśmy.

Biały Kruk był z nami, gdy po raz pierwszy od Jego śmierci Sadownik zamówił sobie piwo, które kilka lat temu ciągnął przez pół Europy, by pić je ze swoim teściem w Ma­łej Danii. Całą niedzielę pławiliśmy się we wdzięczności.


 [z:] Carlos Idun-Tawiah, Bohater, ojciec, przyjaciel.

Po 18 latach wspólnego życia z moim ojcem mamy zaledwie kilka wspól­nych zdjęć, a teraz, gdy już go nie ma, moje wspomnienia o nim wydają się wyblakłe. Kiedyś fotografia nie była tak powszechnie dostępna jak dziś, więc nasze rodzinne albumy nie oddają w pełni intymnej codzien­no­ści rozgrywającej się poza ścianami studia fotograficznego. […]  Pragnę uczcić ojcostwo jako dar, którego doświadczamy w różnych for­mach, dzięki obecności w naszym życiu wujków czy pastorów, oraz jako szanse, by oddziaływać na czyjeś życie wykraczające poza nas sa­mych i poza teraźniejszość. […]  a w tym projekcie chciałbym sprawdzić, czy jesteśmy w stanie spojrzeć na ojcostwo nieco inaczej, nie ja­ko na ob­cią­ża­jącą rolę, ale pełną miłości, szacunku dla dziedzictwa i ho­no­ru po­dróż na całe życie.
  //  Carlos Idun-Tawiah

5803. Subiektywnik (II)

Jedna książka, jeden projekt, wiele słów i te dwa zdjęcia. W tym roku czuliśmy się festiwalowo obdarowani. Uznaliśmy złą festiwalową passę za przerwaną.

Te dwa zdjęcia wciąż robią mi dzień. Męska delikatność, wrażliwość w tym świecie tylko migoczą, połyskują, czasem wystają nieporadnie zza skrzętnie wzniesionymi konstrukcjami służącymi ukryciu serca. Aby wypatrzeć te aksamitności, trzeba tylko wiedzieć, gdzie i jak patrzeć.

[…]  nasze tożsamości nieustannie się zmieniają — nie są przy­wią­za­ne do granic, które odziedziczyliśmy. Może się zdarzyć, że i wy, tak jak ja, odnajdziecie tożsamość dzięki miłości.
Akshay Mahajan

W dzisiejszym zglobalizowanym świecie związek między przyczyną a skutkiem często bywa nieoczywisty. Tym bardziej powinniśmy zastanawiać sie nad tym, jak nasze działania uruchamiają błędne koło zdarzeń, które ostatecznie może obrócić się przeciwko nam. Ogień raz wzniecony prędzej czy później pochłonie także i nas samych.
 //  Massimiliano Corteselli

5802. Subiektywnik (I)

Wczoraj długo tę książkę w rękach trzymałam. Strona po stronie. Sadownik w tym czasie obejrzał wszystkie inne albumy w sali, nałogowi spokojnie się oddał, a gdy wró­cił, wciąż przewracałam kolejne stronice. I cyk, i cyk. W tych zdjęciach, para­dok­sal­nie, najważniejsze dla mnie jest w słowach.

Dotykanie w sobie queerowej części jest intymnym spotkaniem z osobistą wraż­li­wo­ścią, niezgodą na konformizm, z życiową energią, której nie sposób ujarzmić.

Błogo­sła­wie­ni, obdarowani i uprzywilejowani ci, co kontakt z tym kawałkiem siebie po­tra­fią złapać. Należy dodać, że muszą być odważni, jeśli są osobami hete­ro­sek­sual­ny­mi. Odwaga spotkania się z sam_ sobą jest wyjątkowo deficytowym zasobem, niedostępnym ultraprawicowym osobom, takie życie.

Leonard Matlovich
(1943–1988)

Where shall I begin?
For everything is connected with everything else...

— MANUEL boyFRANK, 1974

The court system will take care of the archaic laws, and
re-education will do the same for the public at large. Then
again, if all else fails, you can always break their windows.

— BEBE SCARPI, 1973

You know, there is always the storm that
strike you when at least less expected.

— GAÉTAN DUGAS, 1982

If you want Gay Power, then you‘re going to have to fight
for it. And you‘re going to have to fight until you win.

— SYLVIA RIVERA, 1970

Matthew Riemer, Leighton Brown, We Are Everywhere.
Protest, Power, and Pride in the History of Queer Liberation
,
Ten Speed Press, Berkeley (CA) 2019.

czwartek, czerwca 12, 2025

5801. Z oazy (CCCXLI)  //  Mortkowanie (VII)

Od­liczanie literek, trzy, poślizgnięte okrutnie. Szósty tom, dwieście siedemdziesiąt sześć innych książek i jest: siódmy tom. Pierwszy, który przeczytamy bez Białego Kruka. Ile już za mną tych „pierwszych razów bez”. Wciąż pojawiają się nowe, biorą mnie z zaskoczenia, obezwładniają i dobrą chwilę zajmuje mi pozbieranie się.

A siódmy tom? Nie dosyć, że najlepszy z wszystkich części, to jest również obietnica, że to jeszcze nie koniec.

To musiał być Mortka. Od niego się zaczęło, a to już moja dwu­dzie­sta książka. […]  Przez ten czas ja zmieniłem się jako autor, zmienił się też Mortka. Mam nadzieję, że obaj dojrzeliśmy. I że widać to w tych książkach.

Wojciech Chmielarz

A komisarz Mortka… powróci!

🖇🖇

     – […]  Teraz ty wytłumaczysz mi, co cię tak bawi?
     Mortka dopiero teraz się zorientował, że na jego twarzy pojawił się sze­roki uśmiech.
     – Powiedziałaś „kurwa”. Po polsku.
     Justine wzruszyła ramionami, jakby nie rozumiała, o co chodzi.
     – Spodobało mi się to słowo. Ma w sobie tę moc i wibrację, którą po­win­no mieć każde porządne przekleństwo – stwierdziła i ode­tchnę­ła głę­bo­ko. – Czego ty się właściwie spodziewałeś, Kuba?

🖇

     – Aspirantka – powiedział Mortka.
     – Słucham? – zdziwiła się Maria Szulej.
     – Aspirantka – powtórzył. – To słowo ma żeńską formę.
     Kobieta wciąż na niego patrzyła, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc, o co mu chodzi.
     – Zresztą nieważne – mruknął i machnął ręką. Potem zwrócił się do Zaj­dy: – Przepraszam za to pytanie, ale kim ona jest?
     Zajda wyszczerzył zęby.
     – Ona jest tobą, Kuba. Tylko w spódnicy.
     – W spodniach. Spódnice noszę pewnie rzadziej od niego – po­wie­dzia­ła Szulej, wskazując na Mortkę.
     – No to skoro już się znacie, zapraszam do siebie. Przygotuję nam coś do picia i porozmawiamy.
     […]
     Zajda zostawił ich samych. Stali naprzeciwko siebie, a Mortka zdał sobie sprawę, że oboje robią teraz to samo – zastanawiają się, kim jest, do diabła, ta druga osoba.

🖇

     – Wiesz, ile zaryzykuję, jeśli się zgodzę?
     – Wiem. Ale też wiem, że nic cię to nie obchodzi. Bo jesteś taka jak on. […]  Nie liczy się to, co wypada, tylko to, co jest słuszne.

🖇

     – To w jakim był wieku? Wiemy, że młody, ale osiemnaście? Dwa­dzie­ścia?
     – Myślę, że miał koło trzydziestki – zaryzykował odpowiedź.
     – Trzydzieści to dla ciebie ktoś młody? – mruknęła. – Ja mam niewiele więcej.
     – A ja ponad czterdziestkę i tak, jesteście jeszcze młodzi. I ten trupek, i ty.
     – Świata nie widzieliśmy i nic nie wiemy o życiu.
     – Dokładnie.
     Uśmiechnęli się do siebie i Mortka po raz pierwszy poczuł, że zawiązuje się pomiędzy nimi coś na kształt sympatii.

🖇

Nie zachowuj się tak, jakbyś wszystko wiedziała! Bo gówno wiesz! Szcze­gól­nie o mnie! […]  To miejsce było przepełnione wspomnieniami, duchami z prze­szłości, które czekały na okazję, żeby się na niego rzucić i go roz­szar­pać. Nie dostrzegał ich, bo skrywały się w cieniu, a teraz, kiedy zwietrzyły swoją szansę, nie zamierzały jej zmarnować.

🖇

Zawsze to było dla niego najważniejsze – robienie tego, co trzeba, nie­za­leżnie od wszystkiego. Tylko dokąd to go zaprowadziło? […]
     W którym momencie to się zaczęło? Kiedy zaczął tracić kontrolę nad własnym życiem?

🖇

[…]  zagryzał wargi, jakby miętolił słowa w ustach, nie po­tra­fiąc się zde­cy­do­wać, które z nich uwolnić.

🖇

[…]  dotarł do rozwidlenia dróg. Zatrzymał się. Popatrzył w lewo i w pra­wo, szukając czegokolwiek, co mogłoby mu pomóc podjąć decyzję, w którą stronę jechać.

🖇

     – Przepraszam cię za wczoraj – odezwał się, kiedy jechali już prostą dro­gą w stronę Rozdroża Izerskiego. – Nie wiem, co mnie ugryzło.
     – Myślę, że wiesz – odpowiedziała. – Podważyłam sposób, w jaki pa­trzysz na samego siebie, fundament twojej samooceny, a to zawsze jest bo­le­sne. Żeby nie musieć skonfrontować się z tym bólem, wybrałeś wy­par­cie. To też bardzo naturalna reakcja. Powinnam się jej spodziewać.
     Policjant otworzył usta, a potem zamknął je bardzo powoli. Po­czer­wie­niał, zmarszczył brwi, jakby zaraz miał wybuchnąć, ale zamiast tego po prostu prychnął rozbawiony.
     – Kurwa – rzucił. – Ja chciałem cię tylko przeprosić, a nie za­czy­nać kolejną awanturę!
     Tym razem to ona wydawała się zakłopotana.
     – Tak – żachnęła się. – Teraz to ja… Sorry.
     – Ale miałaś dużo racji w tym, co mówiłaś. I w tym, co o mnie myślisz.
     – A skąd wiesz, co o tobie myślę?

🖇

Z perspektywy czasu zastanawiał się, czy nie otarł się wtedy o depresję. Szczególnie że właściwie cały czas chodził zagniewany. Może stąd brała się ta jego obsesja postępowania słusznie, nieumiejętność odpuszczenia, którą potem na różne sposoby sobie racjonalizował.

🖇

     – […]  A może…
     – Może co?
     – Może tak właśnie trzeba. Wierzyć albo wmawiać sobie takie opty­mi­stycz­ne scenariusze.
     – Raczej naiwne.
     – Jak zwał, tak zwał. Chodzi mi o to, że jeśli zawsze będziesz zakładała naj­gorsze rozwiązanie, to…
     – Nigdy się nie rozczaruję.
     Roześmiał się. Szczerze.

🖇

     – Jest pani gotowa?
     Nie była. Chciała stąd odejść. Chciała krzyczeć.
     – Tak – powiedziała.

🖇

     – Twoje roślinki cieszą się na twój widok?
     – Będziesz się śmiał, ale tak. Podlewam je tak rzadko, że kiedy mnie wi­dzą z butelką, to, przysięgam, merdają listkami.
     – Mają z tobą ciężko.
     – No… Mam z tego powodu wyrzuty sumienia.

🖇

[…]  zachichotał. Gardłowo, chropowato, jakby w środku po­ru­sza­ły się zardzewiałe zębatki dawno zepsutego mechanizmu.

🖇

Jeszcze brakowało mu kilku elementów, żeby zrozumieć, co działo się w tej małej sudeckiej wsi przez ostatnie kilkadziesiąt lat, ale w końcu dostrzegał wzorzec. I ona też go widziała.

🖇

Żadnej odpowiedzi.
     Z doświadczenia wiedziała już, że w takiej sytuacji najważniejsze są cierpliwość i spokój.

Wojciech Chmielarz, Rytuał,
Marginesy, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

     – Kuba…
     – Pożegnanie jest wtedy, kiedy obie strony wiedzą, że się żegnają. A nie wtedy, kiedy jedna coś sobie wymyśla i nic nie mówi drugiej!

🖇

     – Przeceniasz moje możliwości […].
     – Ona jest taka jak ty, Sucha.
     – Co masz na myśli?
     – Zależy jej. Jeśli mnie chcesz, to znajdź sposób.

(tamże)

środa, czerwca 11, 2025

5800. Osierocone pogaduchy

Sadownik:
(trzy dni temu)
Tęsknisz za Heniutą?

Jabłoń:
Okrutnie…

💔


Matylda Damięcka, fragment,
[dostęp: 11.06.2025], źródło.

[suplement 12.06.2025]
dziś w nocy przyśniła mi się pierwszy raz od czasu, gdy umarła. dziękuję.

5799. Z oazy (CCCXL)

Od­liczanie literek, dwa, poślizgnięte na długim czasie, całej skrzynce skórek od ba­na­na. Niepasująca do żadnego klucza: nie o śmierci, nie o miłości. A może i troszkę o miłości, i odrobinkę o śmierciach wszelkiego rodzaju, kształtu i wielkości. Jakby by­ło mało, to jeszcze beletrystyka. Dlaczego? Hmmm. Kierowałam się chęcią ucie­czki z własnego świata. Udało się. Choć nie poleciłabym tej książki, to smaczki da­łam radę wydłubać.

Śni­łem w nocy ta­kie zda­nie. A wła­ści­wie nie zda­nie, tylko frazę: „żona mo­jego dzie­ciń­stwa”. Rano przy­po­mnia­łem so­bie wszyst­kie żony, które mia­łem w dzie­ciń­stwie, na­tu­ral­nie na czele z moją matką.
     Co naj­mniej tu­zin żon i ani jed­nego roz­wodu. Żad­nego bólu.

🖇

Uwiel­bia­łem roz­ma­wiać z nimi jak z do­ro­słymi. […]  Za­czy­namy cał­kiem neu­tral­nie:
     – Wiesz, kto znosi jajka?
     – Kura znosi jajka. Prze­cież nie może zno­sić krów ani ze­gar­ków.
     – A kto zniósł kurę?
     – No… drzewo. – I pro­szę, z jaką lek­ko­ścią wy­cho­dzi się z za­mknię­tego kręgu pa­ra­doksu, z jaką ła­two­ścią zmie­nia on po­stać.
     – A drzewo, kto je znosi?
     – Na­siono. – Tu wy­raź­nie wi­dać, że się już do­wie­dział.
     Nieco roz­cza­ro­wany po­sta­na­wiam go wy­ki­wać.
     – Na­siono? A jak ta­kie małe na­siono uro­dzi ta­kie duże drzewo?
     – Nooo… – za­sta­na­wia się po­nad mi­nutę. Moja re­plika go zmie­szała. Nor­malne, żeby więk­sze ro­dziło mniej­sze, a tu­taj… – Nooo… w ta­kim ra­zie ko­rze­nie!
     – A kto zniósł ko­rze­nie? – kon­ty­nu­uję.
     – Pio­runy – od­po­wiada bły­ska­wicz­nie – upa­dają na zie­mię i ro­bią się ko­rze­niami
.
     Pod­daję się. Nie wpadł­bym na to po­do­bień­stwo pio­ru­nów do ko­rzeni.

🖇

Kiedy roz­pad­nie się mał­żeń­stwo i zo­sta­nie już roz­dzie­lony ostatni wspólny ser­wis, po­zo­staje jesz­cze inny po­dział, po­dział przy­ja­ciół ro­dziny. Każde mał­żeń­stwo two­rzy wo­kół sie­bie ja­kieś śro­do­wi­sko, ja­kąś bio­ce­nozę, za­sie­dloną przez krew­nych, za­przy­jaź­nione ro­dziny, po­ja­wia­ją­cych się od czasu do czasu zna­jo­mych. […]  Na­gle wszy­scy się ulot­nili, nie wie­dzieli, jak re­a­go­wać. In­cy­den­talne próby spo­ty­ka­nia się tylko ze mną, a przy­pusz­czam, że i z Emą, były tra­giczne. Za­wsze bra­ko­wało tego dru­giego. Ktoś z nich po­wie­dział, że to tak, jak­by­śmy w trójkę za­miast w czwórkę umó­wili się na bry­dża, roz­dali karty i uda­wali, że ni­kogo nie bra­kuje. Tak było.

🖇

Apo­ka­lipsa nie jest straszna. Jakby ją opi­sać, przy­po­mina ra­czej ilu­mi­na­cję. Wojna świa­towa jest nie­groźna.
     Apo­ka­lipsa i wojna tylko od­cią­gają uwagę. Po to zo­stały po­słane. To, co w każ­dej chwili może się wy­da­rzyć, jest o wiele bar­dziej prze­ra­ża­jące i, o iro­nio, bar­dzo trudne do do­strze­że­nia.

🖇

Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. Do za­czer­nie­nia w ten spo­sób po­zo­stało już tylko kilka kar­tek. Co kryje się za tymi trzema li­te­rami? Nic. Cała mar­ność ży­cia.
     Dziś mija rok od mo­jego roz­wodu z Emą.
     Wciąż jesz­cze nie ode­bra­łem od niej kilku snów i in­nych dro­bia­zgów.
     Sny są jak koty, od po­przed­niego domu od­wy­kają ostat­nie.

🖇

Dla­czego wszystko nie jest ta­kie pro­ste jak w ele­men­ta­rzu?

🖇

Chcia­łem, by stało się coś ta­kiego, co na­gle od­mie­ni­łoby wszystko. Wła­śnie te­raz. Przy­naj­mniej ja­kiś znak. Ni­gdy na­sze przy­wią­za­nie do dru­gie­go czło­wieka nie jest tak silne jak wtedy, gdy go tra­cimy.

🖇

Ist­niał ja­kiś nie­znisz­czalny me­cha­nizm, który działa nie­za­wod­nie w de­struk­cyj­nych spra­wach.

🖇

My­ślę o po­wie­ści zbu­do­wa­nej z sa­mych cza­sow­ni­ków. Żad­nych wy­ja­śnień, żad­nych opi­sów. Je­dy­nie cza­sow­nik jest uczciwy, chłodny i do­kładny. Po­czą­tek kosz­to­wał mnie trzy noce. Od­pa­la­łem pa­pie­ros od pa­pie­rosa i w re­zul­ta­cie ni­czego nie na­pi­sa­łem. Jaki po­wi­nien być pierw­szy cza­sow­nik? Każdy wy­da­wał się zbyt słaby, nie­ade­kwatny. Każdy był na­stęp­nym. […]  Je­stem prze­ko­nany, że wszystko za­częło się od cza­sow­nika. No bo jak ina­czej. Wsta­łem. Za­pa­li­łem. Pod­sze­dłem do okna. We­szła moja żona. Kła­dziesz się? Nie.

🖇

Zdzi­wiło mnie, że nie czuję żad­nej nie­na­wi­ści, żad­nej za­zdro­ści. Jak można za­re­ago­wać na nie­po­jęte? Co zro­bić?

Georgi Gospodinow, Powieść naturalna,
przeł. Marta Hożewska-Todorow,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Przy­szło mi na myśl, że je­den z tych sze­ściu Bo­żych dni z pew­no­ścią trwał, we­dług na­szego dzi­siej­szego po­ję­cia, około mi­liona lat. W ten spo­sób mogę po­go­dzić Boga z Dar­wi­nem. To, co ten drugi przy­pi­suje ty­siącom lat ewo­lu­cji, i to, co pierw­szy stwo­rzył w ciągu dni, jest tym sa­mym, wy­star­czy tylko ujed­no­li­cić jed­nostki miary.

🖇

Po­zo­staje mi na­dzieja, że któ­re­goś dnia spo­tkamy się w ja­kiejś in­nej po­wie­ści. No i to chyba wszystko.

🖇

To, co naj­lep­sze, za­wsze wy­da­rza się ostat­niego wie­czoru.

(tamże)

5798. Z oazy (CCCXXXIX)

Od­liczanie literek, raz, poślizgnięte ponad dwa tygodnie i jeszcze jeden dzień świę­to­wa­nia. Poślizgnięte, bo im bardziej dotykająca książka i im piękniejsza, tym trud­niej zdecydować, które fragmenty chcę mieć pod ręką. Fusy wrażeń i zachwytu dłu­go opadały. Trudno było też zdecydować się na wielkość i kształt oczek sitka, przy pomocy którego należało odcedzić kawałki tej historii. Trwało. Wewnętrzna po­le­mi­ka, ne­go­cja­cje. Wszystko to trwało wyjątkowo długo.

Dużo w tej książce fragmentów, przy których osoba z doświadczeniem straty uko­cha­ne­go rodzica, przytakuje, kiwa głową ze zrozumieniem, czuje zachwyt, że udało się Autorowi tak pięknie zatrzymać w słowach kruchy fragment tego doświadczenia. Te słowa czynią czytającą osobę zrozumianą, mniej samotną, czynią żywą częścią ludzkiego plemienia osieroconych. Od tych słów można się odbić, by ujrzeć piękno życia i miłości, by nabrać ochoty na jedno i drugie, by ogrzać się przy wdzięczności za czas, który — choć nie wróci — był naszym udziałem.

À propos nieskasowanych numerów telefonów. Mam takich trzy.

Kiedy odchodzi mój ojciec, świat, ma się rozumieć, nie wie o tym […], życie się toczy…

🖇

Ta książka nie ma jednoznacznego gatunku, musi go sobie sama wynaleźć. Tak jak śmierć nie ma gatunku. Tak jak życie. A ogród? Może on sam jest gatunkiem albo zawiera w sobie wszystkie pozostałe?

🖇

Nie ma chmur nad chmurami,
nie ma chmur nad chmurami,
tak jak po naszej śmierci nie ma już śmierci…

      Napisałem w jednych ze swoich wczesnych notesów, co ja w ogóle wtedy rozumiałem ze śmierci? Potem odkryłem podobne słowa także w innych książkach. Pozostaje nam chociaż pocieszenie, że śmierć rodziców prze­ży­je­my tylko raz. O własnej śmierci nawet nie mówię. Jej nie przeżyjemy nawet raz.

🖇

O czym mówimy, gdy mówimy o śmierci? O tych, którzy odeszli czy o sobie? O samej nieobecności? Tak bardzo go nie ma, że tą nieobecnością zajmuje każdą wolną minutę.
     Jego dotychczasowe istnienie potwierdzało moje własne istnienie […]. Z drugiej strony, jego nieobecność puszcza w ruch całą mechanikę pamięci. Rzeczy, o których od dawna nie myślałem, teraz budzą się, budzę je, żeby mieć pewność, że to wszystko było. Pamięć dobrowolna i mimowolna pra­cu­ją razem, puszczają w ruch zaklinowany mechanizm wspomnień, wy­bie­la­ją lub do­po­wia­dają tam, gdzie nie widać wyraźnie. I należy przyznać, że jest to tak samo praca pamięci o tym, kto odszedł, jak i zwrócona na nas, egocentryczna w pewnym sensie praca nad ocaleniem samych siebie, nad własnym pozostaniem po czyimś odejściu. […]
     O czym mówimy, gdy mówimy o śmierci? Oczywiście o życiu, o jego całej zachwycającej nietrwałości.

🖇

Nie wiem, co zrobić z tym, co piszę, co niby jest o nim, ale też o mnie i wszystkich ojcach, których próbujemy dogonić.

🖇

Z drobnych porażek mój ojciec robił piękne historie. A potrafił ponosić po­rażki.
     W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym miał czterdzieści pięć lat, dziś powiedziałbym tylko czterdzieści pięć lat. Upadek muru ber­liń­skie­go i wpadnięcie w maszynkę do mielenia mięsa lat dziewięćdziesiątych wy­rwało kilka pokoleń z dotychczasowego życia.

🖇

W kulturze, w której nie ma zwyczaju mówienia mocnych słów, jak kocham cię, martwię się o ciebie, tęsknię za tobą i tak dalej, człowiek znajduje in­ne sposoby okazywania miłości.

🖇

Do teraz wiedziałem, że łacina jest martwym językiem.
     Teraz wiem, że jest językiem śmierci.
     Śmierć mówi po łacinie.
     Każdy opis medyczny, nawet jeśli opisuje normalny oddech i różowe ślu­zówki, tak naprawdę wyciąga cię ze zwykłego porządku żywych. Język sta­je się kliniką. I im bardziej szczegółowy jest opis, tym bardziej od­izo­lo­wa­ny staje się człowiek. Już nie człowiek, a pacjent. Już tu następuje pierw­sza pod­mia­na. Obiektywny opis twojego stanu tak naprawdę powoli za­mie­nia cię w obiekt. […]  Każdy szczegółowy opis paradoksalnie prowadzi do od­czło­wieczenia.

🖇

Jeśli miałbym komu, z pewnością wysłałbym dziś taką wiadomość: Umarł mój ojciec. Nie wiem, co mam robić.
     Nie wiem, co mam zrobić z dniami i nocami, najbardziej nie wiem, co zrobić z popołudniami, tam zaczaiła się tęsknota, niczym kot, który ani drgnie, siedzi i na mnie patrzy; jak bawół, który klapnął po­środku pokoju i nie ma go jak obejść.
     Nie wiem, co mam robić z latem, które było związane z nim i mamą, z domem i ogrodem, nie wiem, co robić z wszystkimi pojawiającymi się wspomnieniami, z przeszłością, nie wiem, co zrobić z dniami, które nad­chodzą.

🖇

Jestem pewien, że dziecięce oko posiada umiejętność rozszerzania prze­strze­ni. Kiedy jesteś wzrostu róż albo tulipanów, patrzysz na świat z bliska, jesteś na jego wysokości, a on na twojej.
     Dojrzewanie oddala i zmniejsza.

🖇

Tęsknota za czereśnią, którą zasadził parę lat temu i teraz powinna po raz pierwszy dać owoce.
     Właśnie w przyszłości drzewo smutku zakwitnie, będzie owocować i sta­wać się coraz bardziej rozłożyste.
     Śmierć jest czereśniowym drzewem, które dojrzewa bez ciebie.

🖇

Żałoba jest tak naprawdę egocentryczna, żałoba po sobie samym w opuszczonym świecie. Jak ja będę żyć bez

🖇

Ważne, aby ich trzymać za rękę, kiedy umierają, mówię przyjacielowi, któ­ry również stracił ojca.
     Ważne, żeby ich potem puścić, odpowiada po krótkim milczeniu.

🖇

Spytajcie jego, on to wszystko wie, mówili krewni. Tej niezapisanej rodzinnej historii już nie ma. Wiem, że wraz ze śmiercią mojego ojca odszedł nie jeden, ale kilka światów.

🖇

Stoję w ogrodzie, jest wiosna. Dziwne, myślę, taty nie ma, a wiosna przy­szła.

🖇

Mój ojciec był jak ten Atlas, trzymający na swych ramionach tony prze­szło­ści. Teraz, kiedy odszedł, czuję, jak cała ta przeszłość pęka, po cichu na mnie spada i zasypuje swoimi wszystkimi popołudniami. Cicho rozsypujące się popołudnia dzieciństwa. I nie mam kogo zawołać na pomoc.

🖇

To jest długi smutek, mówi pewien przyjaciel. Brzmi pięknie, ale ja jestem jeszcze w bólu. Najpierw jest długi ból. Smutek nadchodzi potem…
     […]  duży żal paraliżuje, zamienia w kamień, jest poza słowami. […]
     Tak, to najpewniej jest mały ogień żalu, skoro da się mówić, pisać, ukła­dać słowa. Zastanawiam się tylko, czy chrust tych słów go uspokaja, czy tak naprawdę bardziej rozpala.

🖇

Całe popołudnie mieliłem w głowie to zdanie. A moja kotwica robi się coraz lżejsza… Słowa znajdują nas, kiedy trzeba. Powiedziałem coś, nie do końca świadomie, może z powodu piękna samego zdania, a dopiero teraz, po śmier­ci mojego ojca, wypełnia się ono sensem. Ale od tego nie robi mi się lżej.

🖇

I znów to odblokowanie tęsknoty przez konkretne małe rzeczy.
     […] 
     Czasem zapominam, że go nie ma i są to szczęśliwe momenty, zaczynam wybierać jego numer i wtedy do mnie dociera.
     […] 
       Mijają ostatnie dni grudnia. Ostry brak około siódmej wieczorem. Za dwa dni jakiś nowy rok. Święta są wyjątkowo ciężkie w czasie żałoby.

🖇

Podświadomie układam w głowie listę pierwszych rzeczy po śmierci ojca.
     Pierwsze święta bez niego. Zostawiliśmy nieposprzątany stół, jak robi się z powodu zmarłych.
     Pierwszy Nowy Rok, kiedy nie usłyszę jego głosu pięć minut po dwu­na­stej.
     Pierwsza podróż, kiedy nie powie mi szczęśliwej drogi przed lotem.
     Pierwsze nieusłyszenie się przez telefon w moje urodziny.
      Wygląda na to, że po śmierci, tak jak po każdych na­ro­dzi­nach, świat zaczyna się od nowa. Prywatne odliczanie czasu zmienia się po takich wydarzeniach i rozpoczynają się nowe ery. Zaczynasz mówić – a, to było przed śmiercią mojego ojca. Albo – kiedy żył mój ojciec. Albo – dwa lata po... Tak samo było po narodzinach mojej córki. Świat na­gle pękł na pół – przed nową (albo jej) erą i potem.

Georgi Gospodinow, Ogrodnik i śmierć, przeł. Magdalena Pytlak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

Wiem tylko, że kiedy pojawią się przebiśniegi albo otworzy się pierwszy tulipan, mój ojciec ogrodnik (czy też mój ojciec – ogród) tam będzie.

🖇

ludzi którzy się śnią jest więcej niż nas./ Za to nie zaj­mu­ją miejsca… – pisze Tomas Tranströmer […]
     Zmarłych także jest więcej niż nas, myślę, czytając te wersy. I choć nie zajmują miejsca, zamieszkują inne po­ko­je, przechodzą przez inne, niewidzialne drzwi do cza­su, w którym nasze drogi się na chwilę przecinają.

🖇

Wzniosłe jest wszędzie.

🖇

Nieśmiertelność również jest kategorią botaniczną. Wszystkie rośliny, które my uważamy za poprzedni etap ewolucji, znają tak naprawdę o jeden cud więcej, mają jedną supersiłę więcej niż my. Wiedzą, jak umrzeć, by powrócić do życia.

🖇

Nie skasowałem numeru taty ze swojego telefonu. Jeszcze nie. Nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię.

(tamże)

sobota, czerwca 07, 2025

5796. One dziś cyk!


 fot. Hawwa, fragment.
 


fot. Saxifraga, fragment.
 

Każde spotkanie ma znaczenie.
Saxifraga

5795. 158/365

co dzisiaj jest w zasięgu moich możliwości, ramion czy dłoni? nie zapominać, korzy­stać! wykorzystać po sam kres: chwilę, szan­sę, okruszek.

158/365

czwartek, czerwca 05, 2025

5794. Powyborczy urobek językowy

Wybory prezydenckie wzbogaciły dziś moje słownictwo. Byłam ciekawa, czy i jakie imię zmarnowali Włosi na określenie alfonsa. Dopytałam. Z włoskiego na polski w wolnym tłumaczeniu, zachowując naturę przyrostków, brzmiałoby: ojcur lub do­kładniej, zachowując również strukturę słowa, tatur.

[najsłynniejszy polski alfons]
il pappone polacco più famoso
[Karol Nawrocki]

alternatywny tytuł wpisu:
5794. Panna cotta (CLVIII)

• •
[suplement 16.05.2026]
sły­szę
jak byle kto mówi byle co
do byle kogo
 
by­le­ja­kość ogar­nia masy i elity
 
ale to do­piero po­czą­tek

Tadeusz Różewicz, Wiersze ostatnie,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2024.

wtorek, czerwca 03, 2025

5793. Panna cotta (CLVII)

Leczę się dwudziestoma ośmioma sekundami kreskówki, które wczoraj mnie od­na­la­zły, by oszczędzić mojej duszy zgrzytania zębami. Jestem retro, wiem. Bo uro­dzi­łam się stara, bo blogi wyszły z mody lata świetlne temu, ale że w cenie nie są już uczciwość i przyzwoitość, to czyni moją osobę retro-retro. Mi serve un abbraccio!

Sei troppo arrabbiato! Ti serve un abbraccio!
[z:] Wyfrunięci, 2023.

po wyborach prezydenckich…
siamo troppo, troppo arrabiati!
[jesteśmy wku***eni!]

niedziela, czerwca 01, 2025

5792. Wczorajsza chwila

[suplement 2.06.2025]
Jeżeli pielęgnujesz w sercu zieloną gałąź – przyleci ptak i zaśpiewa.
  — powiedzenie chińskie

5791. Z oazy (CCCXXXVIII)

Po­gigantowe odliczanie literek, siedem, poślizgnięte na sześciu dniach. Wyczekana. Zaczęta przed gigantem, przed śmier­cią Heniutki. Oczekiwana z nie­bywałym entu­zja­zmem, jakbym kom­pletnie zapomniała, że spod ręki tej Autor­ki wychodzą literki wyłącznie cięż­kie­go kalibru. Szybko złapałam, że te są arcy­cięż­kie. Odłożyłam. Wró­ci­łam do tej książ­ki na kilka dni przed końcem giganta, trochę w reakcji na red­pillo­we dyskusje wokół tamtego iesbeenu.

Ta lektura przewraca. Mnie potężnie zachwiała, coś we mnie tąpnęło. Nie dała rady przewrócić tylko dlatego, że zrobiła to wcześniej śmierć mojej bardzo sta­rej ku­dła­tej dziew­czyn­ki. Przemieliła mnie. Już „tylko” to mogła mi zrobić.

Dla tych wszyst­kich kobiet,
które wciąż cze­kają na prze­pro­siny

Mam dość cze­ka­nia. Mój ojciec nie żyje już od dawna. Ni­gdy wię­cej nie wypo­wie do mnie żad­nych słów. Nie prze­prosi. Więc muszę to sobie wyobra­zić. Ponie­waż tylko w wyobraźni, tak jak we śnie, możemy prze­kra­czać gra­nice, pogłę­biać opo­wieść i two­rzyć alter­na­tywne roz­wią­za­nia.

🖇🖇

Czy lękamy się cze­goś bar­dziej niż czu­ło­ści? Żadna wojna, żadna nie­na­wiść, żadne okru­cień­stwo nie napa­wają nas takim poczu­ciem bez­bron­no­ści. Co z nią uczy­nić?

🖇

Gwałt to spa­czona refrak­cja wszyst­kiego, co zaprze­czone i odrzu­cone w lu­dziach, uwol­nione przy mak­sy­mal­nej pręd­ko­ści. Tak wygląda przy­wi­lej sie­jący spu­sto­sze­nie.

🖇

Na jaką samo­świa­do­mość pozwala czło­wie­kowi uprzy­wi­le­jo­wa­nemu i upraw­nio­nemu życie pełne przy­wi­le­jów i upraw­nień? Jeśli rodząc się, wkro­czy­łeś w okre­ślony para­dyg­mat, co mogłoby cię skło­nić do spoj­rze­nia na zewnątrz?

🖇

Kiedy twoje ist­nie­nie jest warun­ko­wane przez kłam­stwo, zasto­suj tak­tykę wyuczoną w szkole wła­dzy i obłudy. Doko­naj zamiany ról. Uczyń ofiarę swego kłam­stwa kłamcą. […]  Czyż nie jest to w wiel­kiej mie­rze opo­wieść o histo­rii? Ci, któ­rzy mają wła­dzę, two­rzą kłam­stwo, pro­mują je i wysy­łają w drogę na całą wiecz­ność.

🖇

[…]  żadna struk­tura oparta na potrze­bie nisz­cze­nia kogoś innego nie jest spra­wie­dliwa ani trwała.

🖇

Jeśli coś napawa mnie naj­więk­szym wsty­dem, to jest to owa aro­gan­cja, to poczu­cie wyż­szo­ści i duma. […]
     Byłem wycho­wy­wany w cza­sach, kiedy męż­czyzn ceniono za kon­tro­lo­wa­nie i powstrzy­my­wa­nie emo­cji. Byli podzi­wiani za swą żela­zną wytrwa­łość w dąże­niu do wyty­czo­nego celu. Ni­gdy nie prze­pra­szali. Ni­gdy nie za­da­wali pytań. Ni­gdy nie wyja­śniali. Ni­gdy nie odkry­wali kart. Nie mówili. Ich mil­cze­nie było dowo­dem siły i męsko­ści. Ocze­ki­wano od nich, że będą rzą­dzić świa­tem i prze­wo­dzić z deter­mi­na­cją i pew­no­ścią sie­bie. Istota życia męż­czyzny pole­gała na utrzy­ma­niu jego pozy­cji.

🖇

[…]  histo­ria, która nie jest uwi­docz­niona, opo­wie­dziana lub komuś przy­na­leżna, odzna­cza się naj­więk­szą siłą.

🖇

To twoja rodzina. Zawsze spra­wia­łaś kło­poty. Dla­czego się nie dosto­su­jesz?

🖇

[…]  prze­pro­siny wyma­gają naj­bar­dziej pier­wot­nej intym­no­ści. […]  nie­od­zow­ne w prze­pro­si­nach jest ponowne odtwo­rze­nie pod­sta­wo­wych skład­ni­ków tego wszyst­kiego, co nas okre­ślało.

🖇

Czym, spy­tasz, jest życie bez zdu­mie­nia? Jest bez­barwne i po­sęp­ne. Jest ży­ciem narzu­co­nej pew­no­ści i przy­mu­so­wej rutyny. Jest pozba­wione splen­doru, eks­cy­ta­cji, a drzwi pro­wa­dzące do za­chwy­tu są zary­glo­wane.

🖇

Cie­ka­wość jest formą altru­izmu. Jej naj­waż­niej­szy i bez­wa­run­kowy ele­ment to dostrze­że­nie dru­giej osoby, to zaś wymaga prze­bi­cia próż­nej i hanieb­nej sko­rupy poczu­cia wła­snej waż­no­ści.

Eve Ensler, Wybacz mi, przeł. Jan Kabat,
Świat Książki, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

Kim jesteś, Eve? Prze­ga­pi­łem wszystko. Prze­ga­pi­łem cie­bie.
     I tęsk­nię za tobą.
     Nie chcia­łem cię poznać ani dostrzec. I była to pod pew­nymi wzglę­dami naj­bar­dziej nisz­czy­ciel­ska i ka­rzą­ca strata. Czyż nie tego tak naprawdę wszy­scy pra­gnie­my? By nas pozna­wano?

🖇

Prze­pra­szam. Prze­pra­szam. Pozwól, bym posie­dział tu­taj, w tej ostat­niej godzi­nie. Pozwól, bym tym razem zro­zu­miał. Pozwól, by wstrzą­snęła mną twoja czu­łość. Po­zwól, bym zary­zy­ko­wał i stał się kru­chy. Pozwól, bym stał się bez­bronny. Pozwól, bym się zatra­cił. Pozwól, bym znie­ru­cho­miał. […]  Pozwól, bym był twoim ojcem.
     Pozwól, bym był ojcem, który jak zwier­cia­dło odbija ku tobie twoją życz­li­wość.

(tamże)

5790. Czekariat (CXV)


fot. Saxifraga, fragment.
 

I nagle mamy wrażenie, że wszystkie rzeczy tego świata są na własnym miej­scu; podobnie inni ludzie i my sami spoglądający z jedynego słusz­ne­go miej­sca, jakie zostało nam dane. Odnosimy wra­że­nie, że ludzie, rzeczy i wspo­mnie­nia znalazły swoje miejsce na ziemi. […]  Przez całe życie umie­li­śmy być tylko panami lub sługami, ale w tamtej ta­jemniczej chwili, w mo­mencie cał­ko­wi­tej równowagi zrozumieliśmy, że na ziemi nie ma prawdziwego pa­no­wa­nia ani prawdziwej służalczości. Tak więc teraz, wracając myślami do naszej tajemniczej chwili, za­sta­na­wia­my się, czy innym przytrafił się już podobny moment, czy może jest jeszcze gdzieś daleko. Trzeba to wiedzieć. To najważniejszy moment ludzkiego życia […].

Natalia Ginzburg, Małe cnoty,
przeł. Weronika Korzeniecka,
Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025.