piątek, sierpnia 15, 2025

5864. Gap się (III)

Czytanie uporczywe trwa. Dzięki temu, że książka jest szyta, można ją swobodnie wyginać bez ryzyka, że się rozleci. Gnę, miętolę, wyważam ciężar, znajduję właściwy punkt podparcia, walczę z kartkami, ale czytam. W skrócie, robię wszystko to, czego uprzywilejowany jeszcze zdrowiem człowiek robić nie musi.

Przestałam się zastanawiać, czy w ramach wygranego konkursu nie dało się bardziej spieprzyć składu. Teraz już tylko nieśpiesznie delektuję się nanoszonymi na mapę gapienia się kolejnymi punktami. Podziwiam, w jaki sposób ze sobą się łączą.

Jestem w idealnej intelektualnej podróży, podczas której mogę przyjrzeć się nie tylko za­wartości własnej głowy czy osobistemu doświadczeniu, ale otrzeć się o coś, o czym do tej pory nawet nie pomyślałam, a co warto przemyśleć i wziąć pod uwagę. Nie śpieszę się, nie poganiam, nie tresuję okoliczności życiowych. Jestem ponad to. W imię ciekawości dostosowuję się.

[…]  ludzki umysł ze wszech miar 
pragnie słuchać i przyswajać nowości.

Gerwazy z Tilbury

👁

Przyjemność płynąca z doświadczania nowości, wynikająca z pod­wyż­szo­ne­go poziomu dopaminy, ma swoje źródło w „zaskoczeniu”, które stymuluje mózg. […]  „Nie zawsze musisz lubić nowości”, twierdzi [Gregory] Berns, „za to twój mózg je uwielbia”.

👁

Szok, jaki po­wo­du­je to, co nietypowe, jest jednak doświadczeniem ulotnym. Poziom do­pa­mi­ny opada, kiedy dana rzecz lub osoba przestaje być no­wo­ścią. Poczu­cie nowości jest kruche, zaś zjawisko gapienia się ulot­ne, po­nie­waż im dłużej na coś patrzymy, tym mniej zaskakuje nas dany widok.

👁

W związku z tym, że jednocześnie pragniemy i boimy się tego, co nie­prze­wi­dy­wal­ne, to sytuacje, w których mamy do czynienia z gapieniem się, są peł­ne niepokojących sprzecznoci. Funkcjonalne i formalne stany naszych ciał, które określa się mianem niepełnosprawności, stanowią jedne z najbardziej niespodziewanych aspektów ludzkiej egzystencji. Podobnie jak śmierć, nie­peł­no­sprawność pojawia się nieproszona w naszym życiu, w świecie, który jednocześnie nas niszczy i pozwala trwać. Widok niepełnosprawności przy­po­mi­na o tym, co Bryan S. Turner nazywa „ontologiczną prypadkowością” (ontological contingency), prawdą o podatności naszych ciał na przy­pad­ko­wość losu. Każdy z nas nieuchronnie nabywa jedną formę nie­peł­no­spra­wno­ści lub więcej, nazywając ją w różny sposób: chorobą, uszkodzeniem, raną, starością, upośledzeniem, dysfunkcją czy zależnością. Ta niewygodna prawda kłuje w oczy każdego z nas, kto uwa­ża się za osobę sprawną oraz twierdzi, że niepełnosprawność nie przydarza się zbyt często, a jeśli już to innym, oraz że nie jest nieunikniona, ale w pew­nym sensie jest skutkiem poczynionych wyborów. W związku z tym nie chce­my widzieć niepełnosprawności.

👁

Dostrzegalne niepełnosprawne ciało wdziera się w nasz monotonny kra­jo­braz wizualny i zwraca na siebie nasza uwagę, często jednocześnie odwra­ca­jąc ją od człowieka, który ową niepełnosprawność posiada, jako osoby. Czasem nasze zaniepokojone oczy wytrzymują taki widok, a cza­sem uciekają przerażone. […]  Sposób, w jaki wyobrażamy sobie ludz­ką niepełnosprawność, daje nam zatem jedna z najlepszych okazji do tego, aby zrozumieć, w jaki sposób gapimy się na innych.

👁

👁

Wykorzystujemy gapienie się, rozumiane jako impuls fizjologiczny, do ce­lów praktycznych — gapiąc się, zbieramy informacje po to, aby poczuć się częścią świata i dokładniej go zrozumieć. Tę prowadzoną w okre­ślo­nym celu wzrokową eksplorację można uznać za sposób zwracania na coś uwagi. Stanowi ona zatem formę kapitatu społecznego, jedną z kluczowych życiowych umiejętności.

👁

Kultura reguluje wszelkie ludzkie zachowania, w tym procesy fizjologiczne: seks, jedzenie, wydalanie, postawe ciała, zachowania wzrokowe — w grun­cie rzeczy wszystko, co robią nasze ciała. To, jak patrzymy na siebie na­wza­jem, początkowo jest działaniem instynktownym, lecz szybko zmienia się w no­śnik znaczeń społecznych, podobnie jak w przypadku innych, na­tu­ral­nych funkcji cielesnych. W tym sensie wszelkie zachowania wzro­ko­we, a w szczególności silna potrzeba gapienia się, mają swoją kulturową historię.

👁

Miasta i przedmieścia, które zostały zdominowane przez auta, ograniczają, na przykład, mobilność osób niewidomych. Rzadko zdarza nam się nawet rozważać zalety bycia niewidomym, takie jak umiejętność sprawnego po­ru­sza­nia się w ciemności bez sztucznego oświetlenia lub pełniejszego ko­rzy­sta­nia z innych zmystów, takich jak wech czy dotyk.

👁

W kulturze konsumenckiej jesteśmy bombardowani nieskończenie powta­rzal­ny­mi obrazami, z których każdy kolejny jest bardziej agresywny i sen­sa­cyjny od poprzedniego.

👁

Nowa rzecz zwraca naszą uwagę, lecz nowa osoba przyciąga nasz wzrok w bardziej intymny sposób.

👁

[…]  racjonalizacja wykorzenia nas i upraszcza. Rzeczy i ludzie mu­szą wpasować się w istniejące wzorce i szablony, co umożliwia ich ana­li­zę przez współczesne systemy informacyjne. Racjonalizacja pojawia się w na­szym życiu codziennym w postaci ubrań z półek sklepowych, cześci za­mien­nych, pól wyboru na formularzach i numerów polis ubezpieczeniowych. Racjonalizacja nie ogranicza ludzkiej różnorodności, a raczej wymazuje nasze cechy osobnicze z rejestrów tego, kim jesteśmy i jak żyjemy. To wszechobecne ujednolicanie ludzkiej różnorodności i złożoności kształtuje to, jak rozumiemy siebie i innych.

👁

Standardowy model ludzkiego wyglądu i funkcjonowania, który zwykło się nazywać „normalnym”, kształtuje nasze rzeczywiste ciała i sposób, w jaki je sobie wyobrażamy. Normalność jako wyznacznik dobra, prawdy i zdrowia, określa również status i wartość ludzi we współ­cze­snym świecie.

👁

Oczekiwania odnośnie tego, jak nasze ciała powinny wyglądać i działać, rów­nież wpływają na to, jak postrzegamy siebie nawzajem. […]  Weźmy na przykład pozornie oczywistą „atrakcyjność”. Fizyczna atrakcyjność jest for­mą kapitatu społecznego. Im atrakcyjniej dana osoba się prezentuje, tym bardziej uważa się ją za osobe kompetentną i poważaną, co z kolei prze­kła­da sie na korzyści ekonomiczne i spoteczne.

👁

W gruncie rzeczy jednym z głównych przywilejów bycia zwy­czajnym jest uprzejma nieuwaga - czyli możliwość nie­zwracania na siebie uwagi gapiów.

👁

Męskie spojrzenie sytuuje patrzącego w pozycji uprzywilejowanej w re­la­cjach społecznych, w których mężczyźni są uprawnieni do tego, aby patrzeć na kobiety i traktować je jako przedmiot swojego spojrzenia.

👁

Gapienie się jest zawsze pytającym gestem wyrażającym zainteresowanie. Tego rodzaju empatyczny sposób reagowania na innych posiada jednak również wiele równoległych znaczen - poczynajac od dominacji, poprzez podziw, ciekawość, zdziwienie, posłuszenstwo, obrzydzenie, zamroczenie, otwartość, aż po szacunek.

Rosemarie Garland-Thomson, Gapienie się, czyli o tym
jak patrzymy i jak pokazujemy siebie innym
,
przeł. Katarzyna Ojrzyńska,
Fundacja Teatr 21, Warszawa 2020.

czwartek, sierpnia 14, 2025

5863. Jest moc…

Uśmiech. Statystycznie zdecydowanie częściej uśmiechają się osoby zawodowo „za­leż­ne”, np. kel­ner­ki, pracownicy niższych szczebli, recepcjoniści. Czasem to ich je­dy­ne na­rzę­dzie przetrwania lub pacyfikowania rzeczywistości kon­stru­owanej w biegu, zwy­kle nieprzytomnie, przez oso­by w da­nej sytuacji bardziej uprzywilejowane.

Uśmiech. Odkryłam, że uśmiech w sytuacjach społecznych nie musi być tylko wy­ra­zem spo­łecz­ne­go nie­uprzy­wi­le­jo­wa­nia. Może być wyrazem wewnętrznej mocy i du­cho­wej rangi. Uśmiechając się, wysyłam nieznajomej mi osobie niewerbalny sygnał: widzę cię, życzę ci dziś wszystkiego najlepszego.

Uśmiech. Więc? Możesz uśmiechnąć się, by coś ugrać, ale możesz też uśmiechnąć się, by zła­pać kon­takt z tym, co w to­bie najlepsze, nie oczekując niczego w zamian, bo naj­lep­sze już masz. Fizycznie obie opcje często wyglądają tak samo, ale w od­czu­ciu to dwie zupełnie inne bajki. W tym drugim przypadku dzieje się czysta magia.

Uśmiech. Że bełkot? Hmmm. Mam! Naprawdę myślisz, że Dalajlama podlizuje się światu?

5862. Czekariat (CXXI)


Kaan.
 

[…]  myślę o słowie „wysiłek”. Wysilać się. Nie chcę się wysilać. Nie chcę się miotać, wytężać, pindrzyć, mizdrzyć, robić z siebie kogoś, kim nie je­stem. Nie chcę się miotać, wytężać się po to, by inni myśleli, że jestem zdolna. Nie chcę się wysilać i nie chcę być zdol­na; jeśli dam radę, chcę być skru­pu­lat­na i chcę też umieć wziąć głęboki wdech.

Koniec z patrzeniem na ciało z zewnątrz, teraz przez cały ten czas, ja­ki mu pozostał na tej ziemi, mieszkam w nim ja. Koniec z wy­mo­ga­mi względem ciała – ze strony innych, siebie samej, ciało jest wolne, nie­skoń­cze­nie wolne, ciało się starzeje, ciało żyje.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

środa, sierpnia 13, 2025

5861. Z oazy (CCCLXVII)

Co­tygodniowe odliczanie literek, trzy. Poślizgnięte okrutnie na osi czasu.

To powieść z jazdą po wielu ban­dach. Żadnych delikatnych pociągnięć pędzla. To przede wszystkim opowieść o tym, że do najgłębszych pokładów siebie zawsze mu­si­my halsować. Wiele fragmentów czy­tałam na bezdechu. Mocna bardzo książka.

W świecie wspólnym dla wszystkich poza nim płynął jeden ogólnoludzki czas; stopniowo nabierało tam kształtu mroczne przeznaczenie, które każdy mieszkaniec postrzegał jako swoje własne.

🖇

Co robić? – wzniósł niemy krzyk rozpaczy. Tak właśnie wygląda moje ży­cie: gdzieś zawsze tkwi jakaś fatalna pułapka, która tylko czeka, żebym w nią wpadł. […]  „am rather in trouble”, sam bym chciał wysłać taki te­le­gram – tylko do kogo?

🖇

[…]  musiał zacząć starać się raz jeszcze uczynić zdatnymi do życia pust­ko­wie swojego wnętrza oraz pustkowie, które nastało w miejsce jego relacji z otaczającym go światem.

🖇

[…]  mózgi mieli zawiłe i pogmatwane jak przerośnięte amonity – prze­sta­wa­ły działać natychmiast, gdy tylko próbowali ująć coś całościowo.

🖇

Jak miałby odpowiedzieć na jej pytania zaostrzone na osełkach dobrych intencji i ciekawości?

🖇

     – […]  Proszę tędy. Zajęcia przygotowawcze naprawdę nie poszły na mar­ne. Na pewno coś mi z nich w głowie zostało i jeszcze kiedyś się przyda. Wystarczy, że będę cierpliwie czekał, w końcu na tym polega edukacja, prawda?
     Ptak podążył otoczoną bujnymi drzewami alejką za swoim byłym ucz­niem, optymistą trącącym lekko myślą oświeceniową, i wyszedł przed ce­gla­ny budynek w głębokim kolorze czerwonej ochry.

🖇

     – Zależy – odparła z lodowatą obojętnością, jakby chciała dobitnie dać mu do zrozumienia, jak głupie zadał pytanie.

🖇

     – Odjedziesz swoją czerwoną sportową bryką, zostawiając biednego przy­ja­ciela samego?
     – Kiedy biedny przyjaciel zalewa się w trupa, najlepiej właśnie zostawić go samego. Inaczej obie strony mają potem problemy.
     – Niesamowite! Ty naprawdę posiadłaś esencję ludzkiej mądrości!

🖇

Genuine: prawdziwy, autentyczny, szczery, uczciwy, realny, z praw­dzi­we­go zdarzenia – Ptak, w końcu nauczyciel angielskiego, przywołał w pamięci wszystkie znaczenia tego słowa i zaraz pomyślał, że od każdego z nich dzieli go teraz bardzo wiele.

🖇

Czy damy radę odbudować jakoś wspólne życie? A potem znowu to samo niezadowolenie, to samo niespełnione marzenie, Afryka tak odległa jak wcześniej…

🖇

Ich angielski, surowy przez ubogi zasób słów, sprawiał, że rozmowa przy­po­mi­na­ła grę. Mimo to udawało im się dyskutować zupełnie wprost, bez emocji, które stworzyłyby niepotrzebne napięcie.

🖇

Nie chciał, ale musiał przyznać: stracił przekonanie o własnej słuszności, absolutnie niezbędne, by obwiniać o cokolwiek innych.

🖇

     – Zanim whisky i tabletki zaczną działać, opowiem ci historię. Epizod z tej afrykańskiej powieści. Czytałeś fragment o duchach-złodziejach?
     Ptak w ciemności pokręcił głową.
     – Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, duchy-złodzieje wybierają w swoim mie­ście jednego z nich i wysyłają do jej domu. Pod osłoną nocy duch wy­pę­dza prawdziwy płód, zajmuje jego miejsce w macicy, a w dniu porodu przyj­mu­je postać niewinnego niemowlęcia.
     Ptak słuchał w milczeniu.
     – Dziecko niedługo potem zaczyna chorować. Matka składa ofiary, pro­sząc o uzdrowienie, a duch po kryjomu zabiera je i chowa w sekretnym miej­scu. Choroby nie da się wyleczyć: kiedy niemowlę w końcu umiera i zostaje pochowane, duch ucieka z grobu i wraca do swoich razem z całym skradzionym majątkiem. Chce mieć pewność, że zagarnie dla siebie całą miłość matki, tak by nie żałowała ofiar, dlatego przybiera postać bardzo pięknego niemowlęcia. Afrykańczycy wierzą ponoć, że takie dzieci rodzą się, by umrzeć.

🖇

Ratowanie sytuacji zupełnym kłamstwem sprawia, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, znowu trzeba zmyślać.
     – Racja – zgodził się Ptak.

🖇

     – Już wiesz, kim jestem? – zapytał, odwracając się w jego stronę.
     – Pewnie.

🖇

Jak pisał Kafka w listach do swojego ojca, jedyne, co rodzic może zrobić dla dziecka, to powitać je na świecie.

🖇

Chciał wziąć podłą, zachłanną część siebie, która bała się, ale zarazem pra­gnę­ła usłyszeć tę propozycję, i ukryć ją w jakimś ciemnym dole.

🖇

Przestrzeń jego snu była lejkowata: wchodził w nią bez trudu, od szerszej strony, ale by się obudzić, musiał pokonać wąskie gardło na drugim końcu.

🖇

Przez cały ten czas milczeli. Byli zbyt poirytowani, nie mieli pewności, czy zdołają cokolwiek powiedzieć, nie raniąc się nawzajem.

🖇

Mówił zupełnie spokojnie. Poczuł, że nareszcie udało mu się uniknąć naj­więk­szej pułapki; odzyskał zaufanie do samego siebie. […]
     – Chcę tylko przestać uciekać od odpowiedzialności.

🖇

     – Też masz wrażenie, że w płaczu niemowlęcia kryje się wiele różnych znaczeń? – zapytała […]. – Kto wie, może ma w sobie sens wszystkich ludz­kich słów.

🖇

W wieku sześciu lat Ptak zadał ojcu następujące pytanie:
     „Tato, gdzie byłem sto lat przed tym, jak się urodziłem? Gdzie będę sto lat po tym, jak umrę? Co się ze mną stanie po śmierci?”.

Kenzaburō Ōe, Osobiste doświadczenie,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Kusząca wizja prosto z piekła. Zgodnie z teorią Himiko w innym wszechświecie tak pewnie wyglądała rze­czy­wi­stość. Ptak otworzył oczy, by wrócić do wyzwań swojego świata, tego, który sam wybrał.

🖇

[…]  w prawdziwym życiu koniec końców jesteśmy zmuszeni, by postępować właściwie.

🖇

Nawet wśród tego rodzaju przeżyć są takie, które co praw­da przypominają samotną wędrówkę w głąb ja­ski­ni, ale koniec końców człowiek natrafia na tunel pro­wa­dzą­cy do wyjścia, do jakiejś ogólnoludzkiej prawdy.

🖇

Im dalej spod kontroli świadomości uciekały komórki nerwowe na powierzchni jego skóry i w całym ciele, tym mocniej doświadczał wspaniałości tej pory roku, pory dnia oraz tętniącego życiem poczucia wolności.

(tamże)

5860. Zielnik (XLIV)   // Czekariat (CXX)


fot. Saxifraga.
 

Połóż stopy na podłodze, żebyś miała kontakt z ziemią. Opisz wszystkie detale, wszystko, co zwraca twoją uwagę, co czujesz, słyszysz, widzisz. I pamiętaj, żeby opowiadać w czasie teraźniejszym.
     – Dobra – mówię i stawiam obie stopy na ziemi.

Naja Marie Aidt, Ćwiczenia z ciemności,
przeł. Maciej Bobula, Cyranka, Warszawa 2025.

Profesora Saxifraga:
Physoplexis comosa

Jabłoń:
(doszukała polskie imię tej piękności,
podobno brzmi tak, ładnie!
)
Diabelski szpon

wtorek, sierpnia 12, 2025

5859. Z oazy (CCCLXVI)

Co­tygodniowe odliczanie literek, dwa. To ta książka cisnęła, by odliczyć pierwsze literki, by ona nie utknęła w chronologicznej książkowej poczekalni. W zeszłym ty­god­niu minęła osiemdziesiąta rocznica zrzucenia bomby atomowej i z tej okazji się­gnę­łam po tę przejmującą lekturę. Choć w oryginale ukazała się w 1965 roku, jej wy­mo­wa wciąż jest do bólu aktualna. Niestety, nie ma pewności, czy jako ludzkość na­uczy­li­śmy się tego, czego trzeba z doświadczeń milionów istnień, które pochłonęła II Wojna Światowa czy, skoro mamy pamięć rybki akwariowej, tysięcy istnień, które teraz pochłaniają działania w Gazie czy w Ukrainie.

Publikacja ta nie dopełnia jednak Hiroszimy, którą w sobie noszę. Można powiedzieć, że ledwie musnąłem jej powierzchnię. Hiroszima nigdy się nie kończy – chyba że ktoś zakryje na nią oczy, zatka sobie uszy i zaknebluje usta.

🖇

Chciałbym opowiedzieć przede wszystkim o ludzkiej godności: najbardziej fundamentalnej kwestii, jaką odkryłem w Hiroszimie, i bez wątpienia do­kład­nie tym, z czego pragnę czerpać teraz siłę. Piszę „odkryłem”, lecz jak dla mnie ludzkiej godności nie sposób precyzyjnie zdefiniować. Wykracza poza zakres pojęć, których istotę da się odwzorować przy pomocy słów. […]  Była to godność niezwykle ludzka w swojej naturze, taka jaką podziwiałem od dziecka i zastanawiałem się, kiedy będzie mi dane ją osiągnąć. Gdy teraz o tym myślę, głównym psychologicznym czynnikiem przesądzającym o mo­ich częstych podróżach do Hiroszimy była właśnie ludzka godność, jaką czu­łem w tutejszych mieszkańcach.

🖇

[Yoshitaka Matsuzaka]  Pojawiło się we mnie pragnienie, by samodzielnie zająć się kuracją, by odrodzić się jako człowiek, i choć ucierpiałem w ataku nuklearnym, zdobyć na własność śmierć niebędącą jego następstwem, taką samą jak śmierć ludzi, którzy go nie doświadczyli.
     […]  „Proszę pamiętać, że istnieją też hibakusha pełni optymizmu, którzy nie cierpią przez powikłania i nie chcą, by inni robili z nich eksponaty ruchu na rzecz zakazu broni atomowej, i zamiast tego wolą na powrót stać się zwy­kłymi ludźmi, którymi byli wcześniej.

🖇

Oddajcie mnie
Oddajcie ludzi
Ze mną związanych

Wieczny pokój
Ludzkiego
Całego ludzkiego świata
Oddajcie pokój

[Sankichi Tōge (1917–1953)]
     To wołanie poeta wydobył z siebie właśnie dla nas, tych, którzy przeżyli…

🖇


O strefie zero nie ma się od kogo dowiedzieć.
[z:] Iri Maruki, Toshiko Akamatsu, Pikadon,
Potsudamu Shoten, Tokio 1950.

🖇

Tego ranka latem 1945 roku także przyjechało tu wielu podróżnych. Ci, któ­rzy osiemnaście lat temu wyjechali tego samego lub następnego dnia, prze­ży­li; ci, którzy nie opuścili miasta, musieli doświadczyć naj­okru­tniej­sze­go losu, jaki mógł spotkać człowieka w XX wieku. Niektórzy wyparowali na­tych­miast, inni zmagają się z nim do dziś, żyjąc ze strachem na myśl o licz­bie białych krwinek.

🖇

Cała Hiroszima to cmentarz. W każdym zakątku stoją pomniki ku pamięci zmarłych, niektóre nie większe od zwykłego kamienia.

🖇

[…]  gdy tylko wychodzę na zewnątrz, od razu napotykam zupełnie dla mnie nową, prawdziwą Hiroszimę. Wnikam w nią, chcę ją poznać bliżej, głębiej. Czuję, że to moja pierwsza wizyta w tym mieście, która dała mi szansę prawdziwego spotkania z nim; że będę tu wracał wiele razy i do­kła­dał starań, by zrozumieć ludzi prawdziwie hiroszimskich.

🖇

„Wie pan, jaki poziom białych krwinek ma zdrowa osoba?” Na moment ule­gam złudzeniu: „Skoro można mieć nawet osiemset trzydzieści tysięcy, to u zdrowego człowiek pewnie też jest ich całkiem dużo…”. Dowiaduję się, że mój poziom nie przekracza sześciu tysięcy. Nie mam odwagi dalej patrzeć przez mikroskop.

🖇

Kiedy mówi o pacjentach z białaczką, doktor [Fumio] Shigetō ma w oczach głęboką ciemność pełną smutku, której nie potrafię zapomnieć. On sam rów­nież jest hibakusha, on także widział piekło. Po dziś dzień z wielką ludz­ką godnością walczy przeciwko bombie atomowej, której cień nadal kryje się w organizmach ofiar – należy do ludzi, jakich nie ma nigdzie poza Hi­ro­szi­mą, jest prawdziwym człowiekiem hiroszimskim.

🖇

Redaktor [Toshihiro] Kanai pyta: „Z czego jest znana bomba atomowa: ze swojej potęgi czy z cierpienia, jakie wyrządza ludziom?”. Odpowiada bez cienia wątpliwości, że w oczach świata w Hiroszimie i Nagasaki chodzi o ni­szczycielską siłę broni nuklearnej, nie o tragedię ofiar.

🖇

[…]  zaniedbuje się podstawowy wysiłek, który powinien polegać na przed­sta­wianiu całemu światu doświadczenia ofiar broni nuklearnej. Hibakusha z Hiroszimy i Nagasaki, tak żywi, jak i umarli, z całego serca pragną, by cały świat dowiedział się o ludzkim cierpieniu, jakie zsyła bom­ba, nie o jej potędze.

🖇

Jakże wiele osób zwierzało mi się, że o ile wcześniej nic im nie dolegało, o ty­le od dnia ataku nie byli już zdrowi, choć nie wykazywali też jed­no­znacz­nych symptomów. W Hiroszimie panuje w tej kwestii pewien pa­ra­doks: z jednej strony obowiązuje pogląd, że ekspozycja na wybuch ato­mo­wy – doświadczenie, z jakim nikt wcześniej w historii ludzkości nie musiał się zmagać – może wywoływać najróżniejsze objawy i nie sposób z pew­no­ścią wykluczyć jej związku z żadnym z nich; z drugiej strony ofiary mogą liczyć na pomoc z państwowej kasy, dopiero gdy choroba osiągnie śmier­tel­ne stadium.

🖇

Pozostaje nam jedynie wolność do tego, by nosić w naszych ubogich wnę­trzach pamięć o tych, którzy mimo wszystko nie odbierają sobie życia. […]  Jestem przeżarty niemocą jak pleśnią, gdy jednak odkrywam na nowo głę­bo­ko ludzką, fundamentalną moralność w tutejszych ludziach, którzy wbrew wszystkiemu nie wybierają śmierci z własnej ręki, wraca mi odwaga.

🖇

Nawet kiedy człowiek wszystko traci, to jednak coś zyskuje – od czasu Błysku dogłębnie się o tym przekonuję.

🖇

Sentymentalne myślenie, powie ktoś? A gdybyście sami mieli ciało oszpe­co­ne keloidami i pragnęli punktu zaczepienia, który pomógłby wam uporać się z powodowanymi przez nie ranami na psychice, co innego by wam zo­sta­ło poza wiarą, że wasze blizny posiadają kluczową wartość potrzebną do zakazania broni jądrowej? Jak inaczej można dokonać sublimacji cier­pie­nia i strachu jałowego umierania na białaczkę w coś mającego sens?
     Hiroszima jest w każdym człowieku w Japonii, w każdym człowieku na świecie – my, którzy tylko przypadkiem jej uniknęliśmy, po­win­ni­śmy my­śleć o życiu i śmierci, plasując to nastawienie w samym centrum.

🖇

Hiroszima jest nie tyle dowodem potęgi nowej broni, ile dowodem eks­tre­mal­ne­go cierpienia, jakie ona wywołuje. Ludzie chcą o tym za­po­mnieć i żyć jakoś dalej, to powszechna postawa na całym świecie. I na Wschodzie, i na Zachodzie przywódcy mówią jednym głosem: utrzymujemy arsenał ato­mo­wy jako gwarancję pokoju. Istnieje zapewne miejsce na różne prze­wi­dy­wa­nia i teorie co do rzeczywistych skutków, jakie to przyniesie w kontekście prawdziwego pokoju […].

🖇

Spędzać dni, starając się od niej oddalić, nie wracać do niej świadomie – szczególnie jeśli uda się wyzdrowieć, wrócić do społeczeństwa i nie mieć z Hiroszimą nic wspólnego – to dla pacjenta największe szczęście. Jakże byłoby wspaniale, gdyby wszyscy mogli tego doświadczyć.

🖇

Zamiast uciekać, przyjął Hiroszimę całym sobą. Dla kogo to robił? Dla wszystkich ludzi, którzy będą żyć dalej, kiedy on poniesie już tragiczną śmierć – dla nas. Płomienne zaangażowanie Sadao Miyamoto wynikało właśnie z faktu, że widział przed sobą nieuchronny koniec. […]
     By pokonać lęk przed własnym tragicznym końcem, trzeba wierzyć, że pomoże on pozostałym stawić czoła śmierci.

🖇

Są ludzie, którzy nadal mieszkają w Hiroszimie i wcale nie milczą o eks­tre­mum ludzkiej tragedii, jaka się tu wydarzyła, nie zapominają, zamiast tego mówią o niej, badają ją, dokumentują – to ponure zajęcie wymagające nie­zwy­kłego wysiłku. […]  Mają, jako jedyni, prawo zapomnieć, zachować mil­cze­nie, a mimo tego dokładają starań, by jednak opowiadać, by zgłębiać i upamiętniać tę tragedię.

🖇

[…]  w Hiroszimie, gdzie miała być zrzucona bomba, żyją ludzie, którzy dołożą starań, by zmienić to piekło w coś bardziej ludzkiego.

🖇

Czy jest jednak coś straszniejszego i bardziej groteskowego niż potężni po­li­tycy, którzy rozumują tak lekceważąco – którzy zakładają, że ludzie i tak jakoś się wyratują, choćby zrzucić ich w najpotworniejsze bagno? Czy gdzie­kol­wiek indziej istnieje humanizm obleczony w równie absolutną po­dłość? Moim zdaniem odpowiedź brzmi: nie.

🖇

Pewnego dnia zapytał starszego lekarza, dlaczego Hiroszima musi cierpieć, mimo że wojna już się skończyła. […]  „Dlaczego? Przecież już po wszyst­kim”, myślał, zapewne przeczuwając, że dla mieszkańców Hiroszimy praw­dzi­wa, tragiczna wojna wcale się nie skończyła. Zrozumiał, że wręcz prze­ciw­nie: najgorsza, pełna niepewności walka dopiero się rozpoczęła i będzie trwać jeszcze całe dekady (w chwili obecnej trwa już dwie) albo nawet w nie­skończoność, pod postacią ryzyka wystąpienia syndromu atomowego u następnych pokoleń […].

🖇

„Dlaczego Hiroszima musi cierpieć, mimo że wojna już się skończyła?”, py­tał młody dentysta (inna rzecz, że następna okrutna wojna dopiero co się rozpoczęła) starszego lekarza, a w odpowiedzi usłyszał jedynie milczenie. Nawet gdyby wykrzyczał tę skargę tak głośno, by usłyszeli go ludzie na ca­łym świe­cie, nikt z nas nie potrafiłby odpowiedzieć. To absurd, którego ża­den człowiek nie jest w stanie wyjaśnić. […]  milczenie starszego nie by­ło milczeniem jednostki, ale całej ludzkości.

🖇

Nadal nie ma dowodu, który pozwalałby wierzyć, że dobro ludzi ratujących ofiary wygrało ze złem ludzi, którzy stworzyli bombę atomową. Każdy jed­nak, kto sądzi, że ostatecznie odrodzą się na tym świecie ludzka har­mo­nia i ludzki porządek, powinien bacznie przyglądać się trwającym od dwóch dekad zmaganiom hiroszimskich lekarzy, ich walce o wątpliwych szansach na zwycięstwo.

🖇

Nie wolno nam zapominać, że naiwne sumienia nas wszystkich, całej ludzkości, pozostają nietknięte właśnie dzięki samokontroli hibakusha, którzy nie poddają się mimo ogromnej rozpaczy.

🖇

Nas, ludzi spoza Hiroszimy, podobne historie przebudzają jak kwas wlewany prosto do oczu i uszu – ale szybko wyrzucamy je z pamięci.

🖇

Błysk sam nie spada, ktoś musi go zrzucić.

🖇

Przeszła kilka operacji – nie ze względów zdrowotnych, ale właśnie dla przy­wró­ce­nia dawnego wyglądu. Nauczyły ją jednego: „utraconego pięk­na” nie da się odzyskać. […]
     Pani Murato skorzystała z okazji i porzuciła chorobliwy stan przy­wią­za­nia do przeszłości, odmawiania kontaktu z rzeczywistością i odosobnienia. Nawróciła się na realny świat i przyszłość. […]
     Tamtego dnia pani Murato aż do ostatniej chwili wahała się, czy zabrać głos przed kamerami. To pokazuje, że jej przemiana nie jest niczym wyryta w kamieniu prawda wiary, przeciwnie, jej nawrócenie opiera się na co­dzien­nej walce.

🖇

[…]  ludzkie tragedie, które widziałem w Hiroszimie (choć były to tylko zerk­nię­cia okiem turysty), nawet te napełniające największą rozpaczą, upewniały mnie przynajmniej – bo nie mam odwagi sugerować, by we wszyst­kich można było odnaleźć coś pozytywnego – że w sercach Ja­poń­czy­ków bez żadnych wątpliwości kryje się ludzka godność.
     Spotkałem ludzi nieugiętych, którzy wciąż żyją na ziemi pełnej kieł­ku­ją­cych nasion najgłębszej rozpaczy i nieuleczalnego szaleństwa. […]  Mogłem wysłuchać ludzi, którzy mimo wszystko nie tracą zmysłów i sumiennie re­a­li­zują swoje dążenia, choć nie ma dla nich żadnej solidnej nadziei. W Hiro­szi­mie znalazłem okazję do realnej refleksji nad autentycznym człowieczeństwem.

Kenzaburō Ōe, Zapiski z Hiroszimy,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

A jednak tydzień później, gdy wyjeżdżaliśmy [Autor i Ry­ō­suke Yasue] z Hiroszimy, obaj wyraźnie czuliśmy pod palcami punkt zaczepienia niezbędny, by zacząć wy­dra­py­wać się ku realnej poprawie z dna przy­gnę­bie­nia, na które opadliśmy.

🖇

Skrupulatnie znajdował zajęcia, by za­peł­nić dni – tak nie robią ludzie, którzy stracili nadzieję.

🖇

Można powiedzieć, że ci, którzy zginęli przez bombę, od­dali za nas życie. Ich ofiara jest święta. Powinniśmy iść drogą pokoju, a oni, szlachetni ludzie, którzy oddali ży­cie, będą nad nami czuwać.

(tamże)

5858. Z oazy (CCCLXV)

Co­tygodniowe odliczanie literek, raz. Poślizgnięte jeden dzień, bo nijak nie miałam weny i siły, by zdecydować, według jakiego klucza wybrać fragmenty. Poszłam na sa­mo­ograniczający się żywioł. Wybrałam z gęstego najgęstsze, a potem z naj­gęst­sze­go najgęstsze-najgęstsze.

Ta lektura to trochę powrót do przeszłości i okazja do wspominek. Pamiętasz swój pierwszy telefon mobilny? Pamiętasz kształt swojego życia z czasu, gdy opłaciłeś pierwszy rachunek za usługi telekomunikacyjne? Pamiętasz puszczanie żebraka?

Wspominaliśmy z Sadownikiem również wcześniejszy czas. Wydaliśmy majątek na karty telefoniczne. Gdy byłam dzieckiem do dziadka dzwoniło się, zamawiając mię­dzy­miastową podając na koniec numer telefonu: 6. Niewyobrażalne dziś!

Co mnie obchodzi Ameryka? Ameryka nie jest światem, zatytułował Morris­sey swoją piosenkę, ale nie miał racji. Stany Zjednoczone są pęp­kiem świa­ta. Nie mówię tu nawet o postępującej katastrofie klimatycznej, w któ­rej odgrywają kluczową rolę. Przecież owa „ojczyzna wolności” daje przykład, że cała ta demokracja to nie jest coś, co trzeba traktować aż tak poważnie. Przekaz, który dobrze się przyjął w Polsce – rodzima prawica była wpa­trzo­na w Trumpa jak w obrazek – i który dał wy­mów­kę prze­róż­nym re­ży­mom: „Nas się czepiacie? Popatrzcie na USA!”.
     Takie masochistyczne śledzenie ponurych wiadomości ma swoją nazwę – doomscrolling. […]  problemy zostały. Zagłada klimatyczna, upadek demo­kra­cji, wojna z kobietami, konserwatywne widma krążące nad Polską i od­bie­rające życiu smak.

🖇

Frazy, których używamy na co dzień, stają się przezroczyste, ale wy­star­czy­ło­by przenieść się w czasie, żeby dostrzec ich niezwykłość. Co robi Colin z obrazka? „Gapi się w telefon”. Zabierzmy to zdanie wehikułem czasu do roku 1985 (jak w Powrocie do przyszłości) – jak zostałoby zrozumiane? Że ktoś waruje przy aparacie telefonicznym, czekając na rozmowę, jakby wpatrywanie się w ten aparat mogło w magiczny sposób przywołać dzwo­nią­ce­go. Dawne czasy, gdy słuchawkę trzymało się przy uchu, a nie przed nosem. […]
     „Gapienie się w telefon” brzmi pejoratywnie, bo ma tak brzmieć – to zda­nie mówiące o upadku obyczajów. Kiedyś ludzie ze sobą przebywali i roz­ma­wiali, perorują konserwatyści, a teraz nic, tylko gapią się w telefon.

🖇

Pogapmy się i my na ludzi gapiących się w telefon: co właściwie robią? Bez niegrzecznego zaglądania przez ramię można to odczytać z ruchu ich dło­ni – czy ruszają kciukiem niczym wycieraczką, przebijając się przez stru­mień treści na Twitterze lub Facebooku, czy tańcują po ekranie palcem, łą­cząc ze sobą symbole w jakiejś grze logicznej, czy po prostu trzymają te­le­fon i się gapią, więc niechybnie konsumują treści wideo?

🖇

Mam bowiem wrażenie, że coraz częściej, zamiast rozszerzać nasze moż­li­wo­ści (koncept cybernetycznego Człowieka+), [aplikacje] żerują na naszych słabościach, wchodzą wszędzie tam, gdzie zawiodło państwo albo zawiódł zdrowy rozsądek.

🖇

[…]  jak znaleźliśmy się w tym miejscu. Jak prosty wynalazek Ale­xan­dra Grahama Bella ewoluował do formy komputera o potężnej mocy obli­cze­nio­wej, noszonego w kieszeni. Jak pełen aplikacji smartfon wkroczył w różne dziedziny życia i je odmienił. I czy jeszcze potrafimy bez niego żyć?

🖇

„Wydaje ci się, że iPhone służy do rozmawiania i esemesowania, i robienia zdjęć, i używania aplikacji i internetu? iPhone służy do przeżywania bycia posiadaczem iPhone’a”, zauważył Jacek Dukaj, pisarz science fiction i ese­i­sta. Apple. Firma legenda, kochana i nienawidzona. […]
     W produktach Apple’a wszystko służy do tego, żeby przeżywać bycie po­sia­daczem apple’a. Przyjemność dawało już samo otwieranie pudełka, bo każ­dy element zestawu starannie zapakowano.

🖇

Rzeczy, które dziś należą do najbardziej podstawowych funkcji, ćwierć wieku temu stanowiły tylko obiekt marzeń.

🖇

W czasie kryzysu uchodźczego widok telefonów w dłoniach migrantów bu­dził oburzenie – jakby posiadanie przez osobę uciekającą przed wojną i ter­ro­rem prostego urządzenia elektronicznego miało świadczyć o… O czym właściwie? Że jest zamożna, ma dom i samochód, więc nie potrzebuje po­mo­cy? […]  Szybkie ćwiczenie. Musisz uciekać z domu – co ze sobą za­bie­rzesz? Urządzenie, które pozwala komunikować się ze światem, za­pew­nia nawigację, dostęp do informacji. Kawałek elektroniki, która będzie twoim adresem, gdy nie będziesz mieć adresu, twoim domem, gdy nie będziesz mieć domu. Z jakim telefonem wybiegniesz na ulicę, gdy zawyją syreny? Zajrzyj do swojej kieszeni lub torebki albo popatrz na swoje biurko.
     Doszukiwanie się logiki w seansach internetowej nienawiści prowadzi na manowce, bo nienawiść rządzi się nie logiką, lecz emocjami. Jakie emocje stoją za „biednymi Polakami patrzącymi na smartfony uchodźców”? Czy chodzi o samą zazdrość o elektroniczny gadżet (z jakiegoś powodu na zdję­ciu widziano zawsze „najnowszy model”), czy o coś więcej? Może po prostu nikt nie lubi ofiar, ludzi potrzebujących pomocy. Najłatwiej pozbyć się pro­ble­mu, jeżeli się uwierzy, że taka osoba wcale nie potrzebuje, by ktoś po­dał jej dłoń.

🖇

[…]  drzewo nie zakwitnie, dopóki nie nadejdzie czas kwitnienia, tak samo cywilizacja nie znajdzie zastosowania dla maszyn pa­ro­wych (znanych prze­cież już w starożytnym Rzymie), dopóki nie nadejdzie czas maszyn pa­ro­wych. Czas podróży międzyplanetarnych jeszcze nie nadszedł. Za to wreszcie nadeszły czasy błyskawicznej komunikacji – choć jej mniej lub bardziej zaawansowane wersje są znane od kilkudziesięciu lat. „List elek­tro­nicz­ny” wysyłało się szybko i docierał błyskawicznie, potem jednak cze­kał, aż odbiorca „sprawdzi pocztę”. Prawdziwą rewolucję w komunikacji sta­no­wił nie mail jako taki, ale wynalazek powiadomienia.

🖇

Komunikatory utrzymują nas w stanie ciągłej gotowości. Punkt widzenia zależy tu od punktu siedzenia – gdy coś do kogoś napiszemy, liczymy, że błyskawicznie dostaniemy odpowiedź. Ale przecież nie zawsze da się od razu odpisać, nawet jeśli aplikacja doniesie nam, że odbiorca zobaczył i przeczytał wiadomość. Pal licho sprawy służbowe, które i tak lepiej za­łatwiać mailem, żeby mieć potem podkładkę. Gorzej, gdy chodzi o interakcje międzyludzkie, zwłaszcza romanse. Piszemy do kogoś… Czy odbierze? Tak! Więc dlaczego nie odpisuje? Ludzie nie odpisują, bo akurat coś robią, bo najpierw układają starannie odpowiedź, a potem zapominają, że mieli od­pi­sać. Albo po prostu im się nie chce. To często problem czysto logi­stycz­ny, z dziedziny zarządzania czasem. Zadanie domowe z ma­te­ma­ty­ki: z iloma użytkownikami Messengera możemy utrzymywać stały kontakt w ciągu doby, jeśli chcemy jeszcze obejrzeć serial na Netflixie i przejrzeć TikToka oraz – nie wiem – wyjść na rower, popracować, pouczyć się i zrobić obiad?

🖇

Słowo „emoji” wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z „emotikonami”, czyli „ikonami emocji”. To japońskie słowo – zbitka „e” (obraz) i „moji” (znak). Oznacza obrazki, które przedstawiają nie tylko stany emocjonalne, lecz tak­że przedmioty i symbole.

🖇

W 2020 roku do standardu Unicode dołączyło sto siedemnaście nowych emo­ji, co daje łącznie zawrotną liczbę trzech tysięcy stu trzydziestu sześciu obrazków, którymi można urozmaicać tekst. […]  Co przedstawia obrazek, każdy widzi. Ale co ten obrazek naprawdę znaczy? To już zależy od oby­cza­ju. Przyjęło się na przykład, że „bakłażan” to symbol penisa. Dlaczego nie „ogórek”? Pewnie dlatego, że w wersji na iPhone’a ogórek jest pokrojony.

🖇

Warto o tym pamiętać – każda aplikacja jest zależna od kogoś, kto ma (mniej lub bardziej metaforyczny) guzik do jej wyłączenia. Jeśli nie jakiś nowy, lepszy Trump albo prezes zamordystycznej partii, to Mark Zuc­ker­berg, który pilnuje, żebyśmy zbytnio nie rozrabiali […].

🖇

[…]  zdjęcie jest odbierane inaczej. W realu wszystko trwa chwilę. Podczas spotkania z kimś nie rejestrujemy wszystkich szczegółów, wspomnienia skła­da­ją się z rozmytych plam. A tu zdjęcie, nad którym można ślę­czeć go­dzi­na­mi i znajdować nowe ciekawostki  […]  Surowe zdjęcie wpada często wprost do doliny niesamowitości. Rzeczywistość trzeba poprawić, żeby wyglądała na prawdziwą.

🖇

W mediach obrazkowych nie da się zignorować obecności kobiet, bo je po prostu widać. Wiele z nich, wbrew seksistowskim stereotypom, korzysta z nowoczesnych środków przekazu. Naturalnym odruchem obronnym pa­triar­chatu jest więc zdeprecjonowanie tych mediów jako „serwisów dla pu­sta­ków”. […]  W mediach opartych na obrazie i wideo można udawać, ale można też być sobą – zwłaszcza jeśli do tej pory było się osobą niewidzialną.

🖇

Kiedy jesteś częścią problemu, nie możesz być rozwiązaniem.

🖇

Komputery. Tak powinniśmy myśleć o swoich komórkach, choć wciąż uwa­ża­my je za coś odmiennego. Całkiem słusznie – wzięły się z zupełnie in­nej kultury i stworzyły zupełnie nową erę komputeryzacji. Nowy cyfrowy świat, w którym programy nazywa się apkami.
     […]  Smartfon to jednak coś zupełnie innego niż mały komputer. Zmienił sposób, w jaki konsumujemy i tworzymy treści.

🖇

Misją firmy Google jest ewidentnie cyfryzacja wszystkiego. Świata, kul­tu­ry – i ludzi. Na razie najlepiej idzie ze światem.

🖇

Wyszukiwarka Google i sieć społecznościowa Facebooka (tam treść teo­re­tycz­nie filtrują użytkownicy) były początkowo neutralnymi narzędziami, dziś jednak zajmują pozycję władzy. Klikną i znikasz.

🖇

Warto o tym pamiętać – każda fizycznie istniejąca maszyna, która do działania wymaga aplikacji, chmury, serwera, zamieni się w niezbyt wygodny przycisk do papieru w momencie, gdy ta usługa przestanie działać.

🖇

Nie ma żadnej apki, która pokona trzy zbędne schody, żaden iPhone nie otworzy bezsensownie ciężkich drzwi w galerii handlowej.

🖇

[…]  często największym wrogiem drobnych przedsiębiorców jest wielki biznes. […]  Apki są polityczne, nawet jeśli na ich ikonce tego nie widać.

🖇

Dziwnym trafem takie wynalazki jak zmywarka, robot sprzątający i Uber Eats pojawiły się, gdy w ramach równouprawnienia domowymi obo­wiąz­ka­mi musieli się zająć mężczyźni.
     Istnieje rodzaj konserwatyzmu podszytego zwykłą ludzką ignorancją, który każe na widok nowych rzeczy pytać: „Po co to komu?”. Zwykle pytają tak ludzie, którzy faktycznie nie wiedzą – po co – bo ta nowa rzecz roz­wią­zu­je pro­ble­my dla nich niewidzialne.

🖇

Prawicowcy lubią powtarzać: „Fakty nie troszczą się o twoje uczucia” (za „fakt” podają na przykład jakieś psychoewolucyjne bzdury). Tymczasem jest dokładnie na odwrót: ich emocje w ogóle nie troszczą się o pokrycie w rzeczywistości. Tak samo „prawda” nie była do tej pory przedmiotem zainteresowania platform cyfrowych.

🖇

[…]  jeśli chodzi o prawa człowieka, ekonomię i autoidentyfikację, młode kobiety są bardziej lewicowe od chłopców. Dlaczego tak się dzieje? Intuicja mi podpowiada, że chłopcom jest wygodnie, więc nie zastanawiają się nad światem. Dziewczyny po prostu się bronią.

Michał R. Wiśniewski, Zabójcze aplikacje.
Jak smartfony zmieniły nasz świat
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

[…]  cztery pytania dotyczące wpływu każdego medium: Co dane medium wzmacnia lub doskonali? Co zastępuje lub spycha na dalszy plan? Co – wcześniej zepchnięte z pie­de­stału – wydobywa z przeszłości? W co dane me­dium się przeobraża, gdy osiągnie szczyt swoich moż­liwości?

🖇

Wszyscy jesteśmy Tytusami. Małpą z komiksu, a do­kład­niej z jego XVII księgi, wydanej w 1985 roku. Na pierw­szym rysunku Tytus równocześnie czyta książkę, słucha radia, ogląda telewizję, gada przez telefon i psuje ma­szy­nę do pisania, stukając w nią stopami.

🖇

Stanisław Lem (1921–2006) to wszystko przewidział! Przewidział czytniki e-booków, komputery same piszące wiadomości, internet, wirtualną rzeczywistość i zabójcze drony. Niezły wynik, chociaż trzeba się trochę na­gim­na­sty­ko­wać, żeby ponaciągać niektóre detale. Ale na tym polega pisanie fantastyki – rzuca się pomysłami w nie­zna­ną przy­szłość, tak jakby się celowało rzutkami do nie­widzialnej tarczy. Może któraś trafi? Każdego fu­tu­ry­stę ograniczają jego czasy i osobiste poglądy.

🖇

W cybernetyczny system nie są uwikłani ludzie, których na to nie stać, oraz ludzie, których na to stać.

🖇

[…]  świat zmieniają ludzie, od zawsze wykorzystujący do tego celu narzędzia, które akurat mają pod ręką.

(tamże)

piątek, sierpnia 08, 2025

5857. Świętowali…

Pan Ciasteczko:
(wrócił)

Sadownik & Jabłoń:
(już po czterech latach dotarli po raz
pierwszy do
Bella Napoli di Enzo Rossi)

Sadownik:
(w trakcie pogaduch)
Jsem tvůj żýciowy prézent!

Jabłoń:
Zdecydowanie!
(pamiętała, że o tym już tu było)

5856. 220/365

wczoraj pierwszy raz w życiu usłyszałam w porę niemy krzyk własnego ciała. poszłam za jego kategorycznym: nie! pew­nie po­wie­dzą, że nie­ele­gan­cko, ale sprawnie ominęłam kulturę nie wy­pa­da, na­le­ży, jak możesz!?

220/365

Kiedy jednak ze spalonej ziemi wyrasta nowy pęd, trzeba mu zaufać i póki nie pojawią się nowe anomalie, trzymać na wo­dzy wyobrażenia przyprawiające o rozpacz. Nie ma in­ne­go sposobu, by w obliczu granicznych doświadczeń pozostać nie­ugiętym i zachować równowagę codziennego życia.

Kenzaburō Ōe, Zapiski z Hiroszimy,
przeł. Dariusz Latoś, PIW, Warszawa 2024.

wtorek, sierpnia 05, 2025

5854. Z oazy (CCCLXIV)

Odlicza­nie literek, cztery. Poślizgnięte na zatorze, który utworzyły trzecie literki. Wyjęłam tę książkę właśnie z nich. Podczas czytania przy­po­mnia­ło mi się, że od naj­młod­szych lat chciałam być duża, by móc decydować o so­bie. Ten drobiazg książ­ko­wy powinien być obowiązkowy dla każdej dorosłej osoby, by traktowała lepiej nie tylko dzieci, ale każdą napotkaną istotę, bez względu na to, czy będzie człowiekiem, psem, kotem czy odbiciem w lustrze.

Od zarania wzrastamy w poczuciu, że większe — ważniejsze od małego.
     — Jestem duży — cieszy się dziecko, postawione na stole. — Jestem wyż­szy od ciebie — stwierdza z uczuciem dumy, mierząc się z rówieśnikiem.
     Przykro wspinać się na palcach i nie móc dosięgnąć, ciężko drobnemi kro­kami nadążać za dorosłymi; z małej ręki wyślizgnie się szklanka. Nie­zręcz­nie z mozołem pnie się na krzesło, do pojazdu, na schody; nie może ująć klamki, wyjrzeć przez okno, zdjąć lub zawiesić, bo wysoko. W tłumie zasłaniają, nie dostrzegą, potrącą. Niewygodnie, przykro być małym.
     Szacunek i podziw budzi to, co duże, więcej zajmuje miejsca. Mały — po­spo­lity, nieciekawy. Mali ludzie, małe potrzeby, radości i smutki.
     Imponują: wielkie miasto, wysokie góry, wyniosłe drzewo.

🖇

 Kto i kiedy, w jak wyjątkowych warunkach, ośmieli się dorosłego pchnąć, szarpnąć, uderzyć? A jak codzienny i niewinny klaps, wymierzony dziecku, mocne pociągnięcie za rękę, bolesny uścisk pieszczoty.
     Poczucie niemocy wychowuje cześć dla siły; każdy, już nietylko dorosły, ale starszy i silniejszy, może brutalnie wyrazić niezadowolenie, siłą poprzeć żądanie i wymóc posłuch: może skrzywdzić bezkarnie.
     Uczymy własnym przykładem lekceważenia, co słabsze.

🖇

     — Pamiętaj, wiedz, zrozum.
     — Przekonasz się, zobaczysz.

🖇

Nic to. Kochamy dzieci. […]
     Czemu jednak — jakby ciężar, zawada, niewygodny dodatek? […]  na dziecko za cudze winy spada odpowiedzialność.
     […]   Jak rzadko jest takie, jakbyśmy pragnęli, jak często jego wzrostowi towarzyszy uczucie zawodu.
     — Już przecież powinno…

🖇

Jawi się skarga na niewdzięczną pracę: kogo Bóg chce ukarać, robi go wychowawcą.

🖇

Oto pochyła upadku wychowawcy:
     lekceważy, nie ufa, podejrzewa, śledzi, przyłapuje, karci, oskarża i karze, szuka dogodnych sposobów, by zapobiec;
     coraz częściej zabrania i bezwzględniej zmusza,
     nie widzi wysiłku dziecka, by zapisać starannie kartkę papieru lub go­dzi­nę życia; stwierdza oschle, że źle.
     Rzadki błękit przebaczeń[,] częsty szkarłat gniewu i oburzeń.

🖇

[…]  nie dzieci, a żywioł.

🖇

Dzieci stanowią dużą odsetkę ludzkości, ludności, narodu, mieszkańców, współobywateli, — stali towarzysze. Były, będą i są.

🖇

Istnieje kłamliwy zarzut, że życzliwość rozzuchwala dzieci, że odpowiedzią na łagodność będzie bezkarność i nieład.
     Ależ dobrocią nie nazywajmy niedbalstwa, niedołęstwa i bezradnej głupoty.

🖇

Zwaliliśmy na barki dziecka trud uzgodnienia rozbieżnych interesów dwóch równoległych autorytetów.
     Szkoła żąda, rodzice niechętnie dają. Konflikty między rodziną i szkołą obarczają dziecko.

🖇

Dziecko nie jest głupie; głupców wśród nich nie więcej, niż wśród dorosłych.

🖇

Ma dziecko przyszłość, ale ma i przeszłość: pamiętne zdarzenia, wspo­mnie­nia, wiele godzin najistotniejszych samotnych rozważań. Nie inaczej, niż my, pamięta i zapomina, ceni i lekceważy, logicznie rozumuje — i błądzi, gdy nie wie. Rozważnie ufa i wątpi.
     Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli; gdy trud­no, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.
     Szacunku dla jego niewiedzy.
     […]
     Szacunku dla niepowodzeń i łez.

🖇

Łzy uporu i kaprysu — to łzy niemocy i buntu, rozpaczliwy wysiłek pro­te­stu, wołanie o pomoc, skarga na niedbałą opiekę, świadectwo, że nie­ro­zu­mnie krępują i zmuszają, objaw złego samopoczucia, a zawsze cierpienie.

🖇

Winą dziecka będzie wszystko, co uderza w nasz spokój, ambicję i wygodę, naraża i gniewa, godzi w przyzwyczajenia, absorbuje czas i myśl. Nie uzna­je­my uchybień bez złej woli.

🖇

Hałaśliwie przemawiają złe czyny i złe dzieci, zagłuszają szept dobra, a dobra tysiąckroć więcej, niż zła. Silne jest dobro i niezłomnie trwa. Nieprawda, że łatwiej zepsuć, niż poprawić.

🖇

Rośnie nowe pokolenie, nowa wznosi się fala. Idą z wadami i zaletami; daj­cie warunki, by wzrastali lepsi. — Nie wygramy procesu z trumną chorej dzie­dzi­czności, nie powiemy chabrom, by były zbożem.

Janusz Korczak, Prawo dziecka do szacunku,
Wydawnictwo Avia Artis, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)
[rok Autora]

Tylko wobec Prawa i Boga kwiat jabłoni tyle wart, co jabłko, zielona ruń, ile łan dojrzały.

🖇

[…]  dzieci zasługują na szacunek,
zaufanie i życzliwość […].

🖇

Szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego.

🖇

Pozwólmy ochoczo pić radość poranka i ufać. Dziecko tak właśnie chce. Nie żal mu czasu na bajkę, rozmowę z psem, chwytanie piłki, dokładne obejrzenie obrazka, przerysowanie litery, a wszystko życzliwie. Ono właśnie ma słuszność. […]  Chwila trwa tyle, ile uśmiech lub we­stchnienie.

🖇

Dzielimy nieudolnie lata na mniej i więcej dojrzałe; niema niedojrzałego dziś, żadnej hierarchji wieku, żad­nych wyższych i niższych rang bólu i radości, nadzieji i zawodów.
     Gdy bawię się czy rozmawiam z dzieckiem — splotły się dwie równie dojrzałe chwile mojego i jego życia […].

🖇

Ile cudów we wzroście rośliny i człowieka, w sercu, mó­zgu, oddechu. Najdrobniejsze wzruszenie czy wysiłek — już mocniej serce łopoce, już tętno żywsze.
     Tę samą, moc i trwałość ma duch dziecka.

🖇

Kiedy, jeśli nie teraz,
otrzyma kwiat uśmiechu?

🖇

Tu nic nie da się wyłudzić ani wymusić.

(tamże)



5853. Z oazy (CCCLXIII)

Odlicza­nie literek, trzy. Poślizgnięte na wyborze cytatów. Obszernym, może zbyt, ale każdy z poniższych fragmentów chcę tu mieć.

Postanowiłam sięgnąć po tę lekturę, by przyjrzeć się ułamkowi arcypolskiej nie­na­wi­ści, bo kamieniem nie rzucę —zdecydowaną większość swojego życia nie lubię dzieci. Dokładniej, nie lubię, a w zasadzie nie znoszę, „rodzinnych” dzieci. Mam ku temu swoje powody. Kształtowały przez lata moją niechęć. „Obce” nie tylko lubię, niektóre mnie fascynują, wszystkie nie zmuszają mnie do bycia taką czy siaką, co daje mi wybor bycia życzliwą, z czego korzystam z ogromną przyjemnością.

Potraktowałam tę książkę niczym lustro, by przejrzeć się w niej wraz ze wszystkimi moimi uprzedzeniami. Sprawdzić, które z nich wciąż są aktywne, a które wyblakły i przeminęły. Ze sporym zdziwieniem odnotowałam, że polska nienawiść do dzieci — nieuwzględnianie ich potrzeb czy zdania, bagatelizowanie trudności, z którymi realnie mierzą się w swoim życiu — ma się świetnie w rodzinach z dorosłymi „dzieć­mi”, bo przecież czcij ojca i matkę swoją. W imię czwartego przykazania pozwalamy na szan­taż pod auspicjami rodzicielskiej „miłości”.

Odmawiam, uprzedziłam Sadownika, rodzinnych rozgrywek. Nie moje małpy, nie mój cyrk. Jestem na szczęście tylko synową.

Cytat z rezydentem Pałacu Prezydenckiego ku chwale ostatniego dnia jego rezy­den­tu­ry, byśmy nie zapomnieli, byśmy nie popadli w nostalgię, że dobry był. Nie był.

Na początku było hasło: Polacy nienawidzą dzieci. Na okładce przybrało ono formę podtytułu: Jak Polacy nienawidzą dzieci. Trochę dlatego, że […]  ła­two zebrać i pokazać przykłady tej niechęci, antypatii, nie­życz­li­wo­ści, nie­przy­chylności – albo odrazy, wstrętu, pogardy i awersji. […] 
     Zacząłem się więc zastanawiać, dlaczego właściwie Polacy nienawidzą dzieci?
     Może dlatego, że ich po prostu nie lubią. Tak jak część współczesnych mężczyzn zwyczajnie nie lubi kobiet, chociaż potrzebuje ich w swoim życiu. […]  Feminizm i prodziecięcyzm powinny iść ze sobą pod rękę, bo walczą z tymi samymi postawami.

🖇

Jak sobie radziliśmy bez wszechobecnych dziś samochodów? To pu­łap­ka w myśleniu o przeszłości – ludzie zawsze sobie jakoś radzili, zawsze jakoś żyli.

🖇

Cóż, z dzieciofobią jest jak z rasizmem w Teksasie z młodzieńczych wspo­mnień Williama Gibsona – nikt nie czuł się rasistą, bo wszyscy nimi byli.

🖇

Kto by się spodziewał, że jeśli odbierze się kobietom prawa re­pro­duk­cyj­ne, nie będą chciały rodzić? Kto mógł wpaść na to, że wpływ na decyzje pro­kre­a­cyj­ne mają warunki ekonomiczne? […]
     Kaczyński wpisał się w długą tradycję zawstydzania bezdzietnych kobiet. Dopiero od niedawna głośno mówią o tym, że nie chcą mieć dzieci – i że to wyłącznie ich sprawa. […]
     Piszę cały czas „kobiet”, bo mężczyzn społeczeństwo nie pilnuje w tej kwe­stii aż tak. […]
     Może dlatego, że macierzyństwo jest tylko kolejną okazją do spra­wo­wa­nia kontroli nad kobietą.

🖇

Populistyczna reakcja jest najgorszą z możliwych i pokazem hipokryzji. Ówczesny premier Morawiecki mówił o karach dla sprawców, a przecież rządy PiS-u przestały finansować telefony zaufania dla dzieci i młodzieży i zamykały szkoły przed edukatorami seksualnymi. Skrajnie prawicowa propaganda nazywała zresztą groomingiem edukację seksualną i wspie­ra­nie młodzieży LGBT, tymczasem prezydent Andrzej Duda w 2020 roku uła­ska­wił pedofila skazanego za przemoc domową i umożliwił mu kon­takt z ofiarą.

🖇

[…]  hałaśliwy kapitalizm, zwłaszcza jego polska odmiana, sprzedaje klasie średniej fantazję, że może się wykupić ze społeczeństwa i jego problemów. „Społeczeństwo nie istnieje”. Duch thatcheryzmu krąży od zarania III RP. Jeśli się w to uwierzyło, łatwo przyjąć postawę klienta, który ma zawsze rację.

🖇

Nienawiść do osób LGBT to nienawiść do dzieci. Do każdego dziecka nie­spo­dzian­ki, które jeszcze nie podzieliło się ze światem (i rodzicami) swoją tożsamością. Chciałbym żyć w świecie, w którym coming out będzie wy­glą­dał jak poinformowanie o nowej fryzurze, a nie jak pełna napięcia psy­chicz­nie wyniszczająca konfrontacja. Chciałbym świata, w którym opo­wia­da­ją­cy o młodzieży LGBT komiks Alice Oseman Heartstopper nie będzie nikomu potrzebny do przeżywania fantazji o akceptującej rodzinie.

🖇

[…]  gdy mowa o architekturze przyjaznej ludziom, chodzi o coś więcej niż projektowanie miast z poszanowaniem ruchu pieszego i rowerowego. Klu­czo­wy musi być dostęp dla ludzi z niepełnosprawnościami, zwłaszcza że jak ktoś zauważył, w niektórych sytuacjach wszyscy jesteśmy nie do końca sprawni, bo na przykład mamy zajęte ręce.

🖇

W miastach brakuje przestrzeni, jest odbierana pieszym, dzieciom, wózkom i rowerom, roszczeniowi kierowcy domagają się jej za darmochę.

🖇

[…]  śmiałość, jaka cechuje starsze kobiety strofujące i zaczepiające obce dzie­ci. Z jednej strony z racji wieku widzą się w roli babci, z drugiej traktują dziecko jako kogoś stojącego niżej na drabinie społecznej. Osoby wy­klu­czo­ne z powodu wieku i płci znajdują sobie jeszcze bardziej wykluczoną ofiarę.

🖇

[…]  żyjemy w społeczeństwie i dzieci są jego elementem, a nie tylko problemem rodziców. […]
     Ważne jest tylko, żeby nie przekraczać granicy – celują w tym zwłaszcza starsze panie, które na widok dziecka w jakimś emocjonalnym kryzysie po­dej­mują próby uspokajania go albo strofowania. To nigdy nie działa; nie wolno wpychać się z buciorami w sytuację, której nie rozumiemy i która do­tyczy nieznanej nam osoby. Chcesz pomóc? Przytrzymaj drzwi. Po­wstrzy­maj się od wzdychania.

🖇

Dorośli domagają się od dzieci zachowania, które dla nich samych jest trud­ne. Na przykład oczekują, że dzieci będą się błyskawicznie uczyć zasad. Każ­dy pewnie zna dorosłego, który nie potrafi zmienić jakiegoś swojego złe­go zachowania, wyzbyć się denerwującego zwyczaju. Próbujemy, tłu­ma­czy­my, w końcu się poddajemy. „Nie można nauczyć starego psa nowych sztu­czek” – głosi przysłowie. „Ma taki charakter” – mruczymy pod nosem, po­go­dzeni z losem. A od dziecka wymagamy, by dało się zaprogramować, i to za pierwszym razem!

🖇

Powinniśmy kontestować nasze schematy myślowe, podchodzić podejrzliwie do wygodnych formułek, zwłaszcza takich, za pomocą których próbuje się w prosty sposób nazwać większe zjawisko lub grupę ludzi.

🖇

W przedszkolach przed Dniem Ojca trwa nauka wierszyków. Zapytajmy więc osobę w wieku przedszkolnym, kto to właściwie jest tata. „Tata jest silny…”. Pokażmy więc palcem wciąż powszechną scenkę: „Skoro to tata jest silny, to dlaczego kobieta pcha wózek?”. „Urodziła, więc jest odpo­wie­dzial­na za dziecko”. A tata? „Pomaga mamie w opiece”. Polska szkoła jest konserwatywna, jakby nic nie zmieniło się od czasów, kiedy czytankę ilu­strował obrazek, na którym ojciec z synem bawią się kolejką, a matka z cór­ką w tym czasie nakrywają do stołu.

🖇

[…]  współcześni mężczyźni mają pro­ble­my, ale nie można ich rozwiązać, prowadząc wojnę płci. Przecież jeśli kogoś naprawdę obchodzą problemy mężczyzn, będzie starał się je zidentyfikować – i poszukać rozwiązania.

🖇

Mężczyzna nie jest w stanie pomóc chłopcu, jeśli wcześniej nie zabił w sobie toksycznego faceta. Dorośli mężczyźni zwykle są źródłem problemu, nie pro­po­nują natomiast jego rozwiązania. […]  Chłopców mogą uratować tylko kobiety, bo one jeszcze widzą w nich nie tylko przyszłych mężczyzn, ale prze­de wszystkim dzieci.

🖇

Staranne i zdyscyplinowane dziewczynki gani się za jakość pracy. Chłopcy zaś dostają komunikaty w stylu: „gdybyś nie grał tyle w piłkę, tylko trochę przysiadł do nauki, to ho, ho…”. Skutek jest taki, że gdy coś nie wyjdzie dziew­czynce, myśli, że to przez brak zdolności. Chłopiec zaś jest przekonany o własnej wartości.

🖇

Dziewczyny mogą nosić dżinsy i krótkie włosy, koszule i buciory, bo bycie chłopakiem jest okej. Ale dla chłopaka wyglądanie jak dziew­czy­na jest poniżające, bo uważasz, że bycie dziewczyną jest poniżające.

🖇

Dziewczyna zna doskonale męską kulturę, bo musi żyć w urządzonym przez mężczyzn świecie. Chłopak nic nie musi. Tak, absolutnym, podstawowym i głównym problemem współczesności jest brak szacunku dla dziewczynek. Seksizm, mizoginia, femmefobia, cały pakiet. Cierpimy przez to wszyscy jako społeczeństwo i jednostki.

🖇

Ile lat ma chłopiec, kiedy się dowiaduje, że jest po prostu lepszy od dziewczyn i mu się wszystko należy?

🖇

Seksizm wynosi się z domu, więc jego zwalczaniem powinna zajmować się szkoła. Niezbyt sobie z tym zadaniem radzi – już w przedszkolu dziecko odkrywa, że jest nie dzieckiem, ale chłopcem lub dziewczynką – i z tego powodu doświadcza różnego traktowania.

🖇

Femmefobia to szczególny i nieco intersekcjonalny przypadek mizoginii – to nienawiść nie tyle do kobiet, ile do szeroko pojętej kobiecości. Jej ofiarami padają również „zniewieściali” homoseksualiści. Można się uważać za fe­mi­ni­stę i mimo tego być femmefobem – oklaskiwać silne kobiety i krzywić się na widok księżniczek Disneya.

🖇

Wolę słowoemancypacja”. W nim jest zawarte pragnienie po­pra­wie­nia swojej pozycji, uwolnienia. Bunt to akt. Jaki ma cel? Zbuntować się można przeciw rozumowi i godności człowieczej. Bunt jest bezmyślny, to ściąganie czapki w proteście przeciwko matczynym nakazom, chociaż w uszy zimno. […]  Mamy narzędzia, żeby wychowywać wolnych ludzi. Wystarczy wyrugować przemoc, kłamstwa, kary i nagrody. Nagrodę daje samo życie.

🖇

Wierzyłem w Boga, bo wszyscy wierzyli, dopiero potem się dowiedziałem, że nie trzeba. Droga do ateizmu była w moim przypadku długim procesem emancypacji; zazdroszczę koleżance, że skonfrontowana z okropieństwami Kościoła wstała i wyszła w wieku lat jedenastu. Każdy chyba potrzebuje ja­kie­goś wstrząsu, punktu przełomowego, znaku z niebios. Silne uwikłanie w magię przekraczającą ludzki rozum – tego się nie da pokonać samym ro­zu­mem. […]  katolicyzmu nie da się pogodzić z wychowaniem bez nagród i kar, kara i nagroda są w jego DNA.

🖇

Dzieci są proste, dorośli je komplikują.
Dorabiają ideologię.

🖇

Prawda jest taka, że kiedyś istniało więcej przestrzeni wolnej, nie­upo­rząd­ko­wa­nej, którą można było sobie przejąć pod zabawę […]. Dziś ta prze­strzeń znika zajmowana przez osiedla deweloperskie, złośliwie, ale i traf­nie zwane polskimi obozami mieszkaniowymi.

🖇

Jak rozwijać wyobraźnię w czasach, w których dorośli wszystko wymyślili, opakowali i sprzedali? Może wrócić do patyka? Patyk może być koparką, mieczem świetlnym, różdżką czarodzieja i rakietą. W połączeniu z garn­kiem – perkusją. Ze starego kartonu można sobie zbudować zamek i bazę kosmiczną. Tylko nikt na tym nie zarobi.

🖇

Dlaczego, kiedy dzieci wołają „mamo”, ojciec udaje, że to nie do niego? Co najgorszego może się stać?
     – Mamo!!!
     – Tak?
     – Nie ty, druga mama.
     – Naprawdę potrzebujesz akurat jej?
     – No nie… Pomóż mi z tym.

     Abrakadabra, czary-mary, twoja stara to twój stary.

🖇

Dziecięce ciało, w przeciwieństwie do dorosłego ciała, jest cudem. Dorosłe ciało – cudem jeszcze działa, jest zniszczone czasem, stresem i używkami, a przede wszystkim podłączeniem do tego nieszczęsnego elektrycznego or­ga­nu, który je nieustannie przesterowuje, do mózgu – naszego zbawienia i naszej zguby. Wsadź brzdąca na wrotki – gibnie się, parsknie i pojedzie… Tyle go widzieli. Wsadź dorosłego, wyrżnie zadkiem w bruk. Za du­żo my­ślał, nie słuchał ciała, szukał ściany do podparcia, zamiast intuicyjnie re­agować. Trzeba się nauczyć NATURY, oduczyć KULTURY.

🖇

Radość z eksploracji świata łatwo zniszczyć; niepotrzebnie nastraszyć, za­wstydzić, rozpocząć metamorfozę w dorosłego. Dorosły patrzy na dziecko uczące się jeździć na rowerze i walczy ze sobą – musi się wyzbyć swojej do­ro­słości i nadmiernego myślenia, puścić kijek, nie myśleć o tym, co może się stać najgorszego. Ono zaraz się przewróci! Nie, nie przewróci się. Gibnie się, parsknie i pojedzie dalej, a ty zostaniesz z tyłu, wiedząc, że to pierwszy krok ku zupełnej niezależności; pierwszy raz takiś zbędny.

🖇

Mówimy o antyfeministycznym backlashu trwającym już trzy dekady! Komu na tym zależy? Wszystkim, którzy wolą prowadzić wojnę płci, zamiast zająć się prawdziwym wykluczeniem, na przykład rasowym i klasowym. Gdy się bliżej przyjrzeć statystykom, okaże się, że problemy w szkole mają nie chłopcy, tylko dzieci z niższych klas, pod­le­ga­ją­ce przeróżnym wykluczeniom. Określiwszy ich mianem „chłopcy”, prze­ga­pia się prawdziwe źródła problemu, co oczywiście jest na rękę spra­wu­ją­cym władzę konserwatystom. Po co walczyć z systemowym rasizmem (głównie USA) i klasizmem (głównie UK), gdy można zwalić winę na roz­kwit feminizmu? Nawet winę za antyintelektualizm chłopców pró­buje się zrzucić na dziewczyny.

🖇

[…]  źródłem tych wszystkich zachowań jest brak szacunku dla dziecka, tra­kto­wa­nie go jako kogoś, kogo w ogóle można karać i karcić. Pobicie, klaps i szturchnięcie to to samo działanie wykonane z różną siłą.

🖇

Może powinniśmy patrzeć na każde mijane dziecko jak na podróżnika w czasie – kogoś, kto wyruszył w przyszłość, której my już nie poznamy.

🖇

W całej tej chryi z psiećmi i papieżami widać też, jak bardzo niektórzy lubią zaglądać innym do talerza, w majty i do mieszkań. Osoby, które nie planują mieć dzieci, muszą znosić nieprzyjemne uwagi wujków i cioć. („A gdzie jakiś kawaler?” „Nie wiem, kurwa, w kawalerce?” – podsumowuje wigilijne dia­lo­gi jeden z memów). Z kolei po narodzinach pierwszego dziecka życzliwi pytają: „Kiedy następne?”.

🖇

[…]  musimy jako społeczeństwo przestać patrzeć na siebie jako na konkurujące ze sobą jednostki i zacząć traktować siebie właśnie jako społeczeństwo.

Michał R. Wiśniewski, Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy 
nienawidzą dzieci
, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.
(wyróżnienie własne)

[…]  pokładam w dzieciach nadzieję na przyszłość, której nigdy nie zobaczę.

🖇

Czasem, by zmienić los, należy coś zbroić.

(tamże)

poniedziałek, sierpnia 04, 2025

5852. Z oazy (CCCLXII)

Odliczanie literek, dwa. Bardzo długo na tę książkę polowałam. Gdy więc upo­lo­wa­łam, rzuciłam wszystko inne, co miałam czytelniczo rozgrzebane.

To pierwsze popożarowe czytanie. Leczące, zwracające mnie życiu i moim światom. Kojące i przyglądające się mojej osobistej ucieczce z nadwiślańskiej wersji Jante.

Pomysł na książkę rewelacyjny! Jante przeplatane mostami, ludźmi, ich historiami i książką, którą już upolowałam, której pierwsze akapity już za mną.

Są takie zbiegi okoliczności, które
przypominają wyrafinowany plan.

Andrzej Stasiuk

🖇

Tutaj wszystko zawsze było i jest prawdziwe i namacalne, a jednocześnie nienachalne – ukształtowanie terenu, pogoda, zapachy, smaki i kolory są wolne od przesady. Wszystko stanowi efekt prostego istnienia świata, nie wypływa z żadnej opowieści.

🖇

Po drodze, za każdym razem, gdy kogoś mijaliśmy, podnosił z kierownicy palec wskazujący. Kierowca jadący z naprzeciwka robił to samo.
     – Dzięki temu drobnemu gestowi wiemy, że jesteśmy z jednego plemienia – wyjaśnił profesor. – Że ten mały raj należy do nas.

🖇

Steen Klitgård Povlsen: Prom zmusza do zatrzymania się. To wyraźna gra­ni­ca. Czasem trzeba poczekać w kolejce na nabrzeżu, potem wjeżdża się na pokład i powoli przepływa na drugą stronę. Na promie wszystko zwalnia i na Fur zostaje już takie spowolnione. To jest dobre. Most by to zniszczył. Prom chroni rytm wyspy. A do tego zależy od pogody – kiedy jest silny wiatr albo duża fala, może nie popłynąć. To bardziej naturalne.

🖇

[…]  Duńczycy są jak ludzie siedzący przy ognisku – ramię w ramię, ciasno, plecami do groźnej ciemności. Ogrzewają się, dają sobie nawzajem poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty. Taka wspólnota nie jest skierowana przeciwko żadnemu konkretnemu wrogowi, ale stanowi ochronę przed nieznanymi si­ła­mi, które mogłyby jej zagrozić i zburzyć jej jedność. W takim modelu nie ma antagonizującego podziału na „my” i „wy” („oni”) – jest introwertyczna postawa „my”.

🖇

Obok hygge, designu, kuchni, kryminałów, zamiłowania do kawy, cyna­mo­no­wych bułek i lukrecji prawo Jante jest jednym z najczęściej wymie­nia­nych elementów nie tylko duńskiej, ale w ogóle skandynawskiej kultury.

🖇

Duńczycy i Norwegowie mówią Janteloven.
Szwedzi – Jantelagen.
Farerzy – Jantulógin.
Islandczycy – Jantelögin.
Finowie – Janten laki.
Ale wszyscy doskonale się rozumieją.

🖇

No, ująłeś mnie tym pomysłem. Wszyscy wiedzą, co to jest Jante, ale nikt go już nie szuka. Jakbyśmy się pogodzili z tym, że w nas wrosło. Czasem mam wrażenie, że to przeszłość, że Jante jest tylko takim miejscem, któ­re było. Bo kto dziś czyta Sandemosego?

🖇

Marcus z Knippelsbro […]
     Ja nie jestem z Kopenhagi, przyjechałem z Jante. To daleko stąd, rzadko tam bywam, staram się jak najrzadziej. Wiesz, to jedno z tych miejsc, z któ­rych się ucieka, gdy tylko człowiek zacznie sobie uświadamiać, gdzie jest.

🖇

[…]  Jante to tak naprawdę jedno wielkie wiadro pełne krabów, w którym każdy, kto próbuje się wydostać, jest ściągany w dół przez pozostałych.

🖇

     – […]  Oczywiście, że mogłem mieć lepsze dzieciństwo, ale mogłem mieć też gorsze. Na to, jakie było, nie miałem i nadal nie mam wpływu. Mogę je­dy­nie spojrzeć na nie z dystansem, przepracować pewne rzeczy i iść dalej.

🖇

     – Myślisz, że to jest Jante? – pytam go, patrząc za okno.
     – To nie ma nic wspólnego z geografią.

🖇

     – […]  Dziwna rzecz z tym pozytywnym prawem Jante. Bo to też jest pra­wo, też na­pi­sane w trybie rozkazującym. A każde prawo to forma opre­sji, re­gu­la­cji, próba podporządkowania sobie innych. Pokaż, że jesteś kimś, bądź kimś. Anty-Jante także zmusza cię, żebyś się wpasował, ramy ciągle są wąskie, tyle że inne.

🖇

Może by odnaleźć Jante, wystarczy udać się w przeciwną stronę?

🖇

[…]  Salling-sundbroen. Kiedyś chciała z niego skoczyć, teraz po prostu moc­niej zaciska dłonie na kierownicy i delikatnie dodaje gazu. Mówi, że konie­czność pokonania tego mostu wszystko zmienia.
     – Musisz zmierzyć się z tą przestrzenią. Z tą otchłanią pod tobą. Nie da się jej zignorować, trzeba ją oswoić albo całe życie spędzić na jednym z brzegów.
     […]
     Terapia trwała kilkaset godzin.
     – Od „przetrwać” doszłam do „żyć” – mówi Birgitte.
     […] 
     – Nauczyłam się, że myśląc o karze dla niego, ciągle skupiam się nie na tym, na czym powinnam. Najważniejsza jestem w tym ja, moja przyszłość, moje życie […].
.      – Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam tych wszystkich ludzi, którzy wiedzieli i powinni byli zareagować, dlaczego milczeli.

🖇

🖇

Kamienie, słowa, ogień, szepty, spojrzenia, gesty. Niewiele, to nie nawał. Ale jest ich dokładnie tyle, ile trzeba, żeby cień stał się mrokiem.

🖇

[…]  zrozumiałem, że szukając Jante, trzeba odwrócić się do niego plecami i podążyć tropem uciekinierów.

🖇

     – […]  Taki most bardziej między ludźmi niż między dwoma punktami w prze­strze­ni. Aha, w jednym miejscu w barierkę chcę wstawić okno.
     – Po co okno?
     – Będzie z niego widać wyjście z zatoki. Żeby każdy mógł z łatwością odnaleźć drogę ucieczki.
     – Ucieczki? Użyłaś tego słowa celowo?
     – Tak. Zawsze trzeba mieć opracowaną drogę ucieczki.

Filip Springer, Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.

[…]  Jante istnieje po to, by z niego uciekać.

🖇

[…]  być może nie ma sensu szukać Jante – miejsca, z którego się ucieka. Może zamiast skupiać się na po­czątku ucieczki, lepiej przyjrzeć się temu, co jest na jej końcu?

🖇

– Arnakke to piękne miejsce.
     – To prawda.
     – Wie pan, za co najbardziej je lubię? – pyta, nie od­ry­wając ode mnie wzroku. Nie czeka jednak na od­po­wiedź. – Dopiero stamtąd nie widać Jante.

🖇

Znałem drogę i wierzyłem, że świat
wydarzy się tak jak zwykle.

🖇

[…]  Mie Olise odkrywa, że wszystko jest częścią stru­ktu­ry złożonej z przeszłości, teraźniej­szo­ści, prawdy i fikcji i że każdy element tej struktury na­da­je znaczenie pozo­stałym.

(tamże)