tracąc tę*, którą znam,
odzyskuję siebie.
___________
* taką, jaką byłam.
*
Ólafur Arnalds, Arnór Dan & Douglas Dare, Say My Name.
[suplement pikselowy: 1.04.2021]

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
tracąc tę*, którą znam,
odzyskuję siebie.
___________
* taką, jaką byłam.
*
Ólafur Arnalds, Arnór Dan & Douglas Dare, Say My Name.
[suplement pikselowy: 1.04.2021]

Wleczone leczone było cały weekend: rozmową przyjaciół, poetką i w końcu niehomeopatycznie, najnowszym tomikiem poety. Uwielbiam i już, co samo w sobie źródłem problemu stać się może, gdy trzeba zdecydować się na wybór fragmentów. Ten! A dlaczego nie tamten? Bo tak. Wybieranie, przebieranie, dobieranie… zajęło trochę czasu.
Mogłoby być tyle, bo wszystko jasne. Dodać należy (czy trzeba?), że włóczy się poeta po życiu ciut dłużej niż ja, dotyka tych rzeczy, których w reklamie życia nie było (na pewno?)… trudnych, ale ważnych, czy potrzebnych tak bardzo do szczęścia? — dotykam i ja (nie tylko) myślą, mową, zatrzymaniem i każdym wykonanym krokiem (nie tym w myślach czy na papierze skreślonym). Brzmi jak groźba czy ostrzeżenie? Uleczone.
niech łagodna będzie tobie nawet miłość
kochających cię ludzi
[…]
oby twoje dłonie
zawsze miały radość
z nitki która cicho
rozbiera twój kłębek
*
pamiętam dzień kiedy ktoś
powiedział
jesteś stary
myślałem że były to
słowa na wyrost a to była
odroczona prawda
tak
[…]
a jeszcze niedawno
szeptałem coraz to inne imiona
które odpowiadały mi
moim imieniem
*
często jeszcze
lęk
nawet zawsze
nie o to co myślisz
o wszystko
inne niż to
*
próbujesz ukoić
lecz tylko przemieszczasz
nie idź z lękiem
jękiem
do lekarza
czy boga
nikt się nie pozna
ę
to jest kwestia bardzo
osobista
niczego bardziej intymnego
nie ma
*
ogromnieje nie tylko piękno które wzrusza
*
czy to też jest nieważkość?
sztuka unoszenia się w połowie drogi
pomiędzy rozpaczą a wielkim olśnieniem
*
byłem i nie wrócę
jeśli mnie przeoczysz
nasza strata
Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

z zakonnicą w metrze
przepraszam skoro już siedzimy przy sobie czy
siostra naprawdę kocha jezusa?
ale tak poważnie jak
ja moje dzieci?
[…]
czy zwróciła siostra uwagę na
rozpiętość słów miłość i kocham?
siostra kocha jezusa ja kocham
córeczkę siostra
matkę boską ja tamtą dziewczynę
i psa kocham który mnie kocha jak
boga
a może ta miłość jest jedna i nie ma
różnicy pomiędzy waszym adresatem a
politeizmem moich ciągłych zakochań
no właśnie nie zdążyłbym spytać
zanim dojedziemy do stacji kabaty czy bywa siostra
nie tylko kochająca lecz i zakochana
w jezusie tak jak kiedy serce chce
wyskoczyć z piersi
zakochana czyli kochająca bez ślubów tylko
pod dotykiem różdżki rannych
dreszczy
ach to już kabaty pamiętajmy więc proszę
że najpierwsza jest miłość
ważniejsza od wiary
od nadziei
depresji tylko jak to przeżyć
(tamże)
Biały Kruk:
(opowiada przez telefon o wymianie
zdań ze swoim wnukiem)
Co czytasz?
Wnuk:
Dla siebie czy dla mamy?
Jabłoń:
(zachwycona opowieścią)
Wleczone leczone było cały weekend… Pani Julia zszywała porwane, cerowała podziurawione, wiązała rozwiązane, rozplątywała supły bolesne. Nic sobie nie robiła z tego, że nie żyje od ponad dwóch lat.
Nie pierwszy raz mnie leczyła brakiem przecinków i kropek — jak zawsze skutecznie — oraz zadumą racząc mnie co chwilę jak gorącą herbatą w mroźny grudniowy wieczór. Grudzień już jest, mrozu i śniegu jeszcze nie ma.
Jak dotrzeć — i czy trzeba — do tego podziemnego świata
pamięci która śpi i czeka na zbudzenie
na łaskę zgody z tym co się zdarzyło
czy może na upokorzenie co płynie z niemocy
wobec przeszłości
*
taka nasza niepewność co ułudą a co prawdą
że wciąż wpadamy w pułapkę uczuć i doznań
*
Kogo to obchodzi że tuż pod moimi oknami
bank buduje wieżowiec?
Drzewa wycięto gniazda ptaków opustoszały
Było niebo nie będzie nieba
Były gałęzie drzew pełne liści
nie będzie gałęzi ani liści
Będzie martwa twarz betonu
i obojętni intruzi okien patrzący okno w okno
*
Los wie czasem dobrze kogo z kim zetknąć
choćby po to żeby to spotkanie stało się dla nas olśnieniem
*
Ocean jest i go nie ma Jakby z trudem znosił
swoją obecność u przedmieść Nowego Jorku
*
dzielić słodycze przeszłości
z gniewem smutkiem ze sprzeciwem
i zwierzęcą rezygnacją
*
Rękopis
W domu gdzie urodził się Beethoven
można oglądać w szklanej gablocie rękopis kompozytora,
z dziesiątkami przekreśleń i poprawek.
Jest to list do możnego księcia z prośbą o przyjęcie
skomponowanej właśnie symfonii.
Żadna z kompozycji tego geniusza
nie nosi na papierze śladów takiego wysiłku jak ów list
do nieznanego dziś nikomu władcy małego państewka.
*
Wchodzę w ciemność nocy
gotowa na jej przyjęcie
Co mi się przydarzy?
*
Nie zapominaj o przyjaciołach
przecież kiedyś cię kochali
Cicho cicho Spróbuj coś wybrać
Ale każdy wybór ma za sobą jakąś historię
w której być może nie okażesz się bez winy
*
To słowo
Dopuścić do tego?
Myśleć o tym nadal?
Czy zająć się byle czym
byleby się pozbyć tej pokusy
patrzenia dalej i dalej?
[…]
Niech padnie wreszcie to słowo: pustka
*
ulżyj winom których nie śmiemy wypowiedzieć głośno
spraw aby to co nas przekracza nie upokarzało nas
lecz budziło wdzięczność i zachwyt
Julia Hartwig, Wiersze wybrane
[z tomiku Nie ma odpowiedzi, 2001],
Wydawnictwo a5, Kraków 2010.
Mroźno
Pora na gorącą zupę i na herbatę
Żadnego śniegu
To nowa polska zima
z wyprzedażą w wielkich magazynach
z europejską grypą i biedą
i z europejskimi pretensjami
do wielkiego świata
*
Szukająca mimo wiedzy że niedocieczona jest tajemnica
Zachwyt był jej udziałem
choć kilkakroć odjęte jej było wszystko
co dawało zgodę na istnienie
[…]
Wszak to co pozornie skończone nadal trwa
ale nie da się czerpać stąd codziennej pociechy
Oglądając się wstecz mówiła:
Bądź wdzięczna Byłaś hojnie obdarzona
*
Anioł twierdzi że to co z pozoru zginęło zginąć nie mogło
Diabeł pokpiwa sobie z niego pytając czy jeśli tak się okaże
Anioł potrafi przełożyć te wiersze na angielski
bo przecież niewiele mogą zdziałać obaj
z wierszami pisanymi po polsku
*
Jak to się stało, że dopiero teraz, wczoraj wieczorem, w nocy,
przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje
jest niepojęte dla mojego umysłu.
Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci,
nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć
co jest mną, a co nie jest
i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze.
Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego,
wybór tylko z pozoru należał do mnie.
(tamże)
Zeszłotygodniowej kumulacji (kurestwa i śmierci) nie ustałam, odpadłam od swojego wewnętrznego pionu. Ból, złość, agresja i niemoc. Wleczone leczone było cały weekend poezją, poetką, poetą i ich spotkaniem, co spotkaniem przyjaciół było.
Tę książkę miałam na wirtualnej półce od kilku (!) lat. Czekała na mnie długo. Dziś nie rozumiem, jak mogłam na nią nie rzucić się zaraz po nabyciu drogą kupna. Jest fantastyczna, nieprzegadana, ludzka, ciepła i… leczy pięknie, choć kończy się za szybko.
Jest magicznym plasterkiem na rany, których nie widać — leczy szybciej niż srebro. I uśmiecha człowieka w tak wielu miejscach, że trudno jest dokonać wyboru cytatów. Musiałam poczekać trzy dni, by zdecydować, co chcę mieć tutaj pod ręką, bo nie mogę mieć wszystkiego.
Kiedy Julia dzwoni, żeby powiedzieć „wyjeżdżam”, tak naprawdę chce powiedzieć „nie martw się, jeśli nie zastaniesz mnie w domu”. Jej wiadomość jest znakiem troski o moją troskę o nią, o jej zdrowie i los.
*
[J.H.] Człowiek, który zabiera się do czytania wiersza, z góry wie, że przekroczy granicę codzienności. Szuka w poezji czegoś, co da mu wsparcie albo go zadziwi, ucieszy.
*
[J.H.]
Sam wiersz [pt. Prośba] zawiera pytanie: czy sztuka daje nam odpoczynek, czy sztuka potrafi zrobić z nami coś dobrego? […] I ten wiersz jest w gruncie rzeczy rodzajem modlitwy, prośby, która nie ma nic wspólnego z uczuciami religijnymi.
Nie wiem, jak można określić coś, co nie jest religijne, a jednak ma taki sens – chyba świecką modlitwą. W tym przypadku jest to modlitwa o to, żeby nie ranić świata i żeby świat nas nie ranił.
*
[J.H.] Pisząc wiersze, poeta mówi głównie o sobie. Taka jest natura poezji, że dba przede wszystkim o tego, który pisze. Poeta, nawet kiedy opowiada o innych, siebie samego stawia w sytuacji uprzywilejowanej. To jemu wiersz przynosi ulgę, choć ta pociecha bardzo jest uwikłana w kłopoty. Przecież istnieje druga strona radości, jaka płynie z pisania: niepewność, czy inni, czytelnicy, chcą i potrafią dzielić to, co poeta wyraża. Nie wiemy, na ile się nas rozumie.
*
[J.H.] Tak już jest, i tyle. To nieuświadomione, ale wynika z pewnego stanu, z tego, jak w tym momencie oglądam świat. Niby to my piszemy poezję, ale w znacznym stopniu to ona nam mówi, co pisać.
*
[J.M.] „O tym…”, „taka rozmowa”, „temat”… Co masz na myśli?
[J.H.] – Przecież wiesz. A skoro nie da się rozmawiać z żywymi, rozmawiam z duchami.
*
[J.M.] Podkreślasz w książkach ulubione zdania?
[J.H.] – Nie mam zwyczaju pisać ani kreślić w książkach. Są ludzie, którzy, i słusznie, uważają książki za swoją własność. Rozumiem to, ale nie mogłabym znieść myśli, że sama podkreśliłam coś w książce innego autora. Ale chętnie wypisuję.
Pamiętasz jakieś ważne wypisane zdanie?
– Raczej zasłyszane: „Dar miłości jest formą przeciw sile przemijania”.
*
[J.H.] Ale przyjaźń to również gesty, sposób mówienia, fizyczna bliskość.
*
[J.H.] Pożegnanie to nie jest dobre słowo, o czym wiesz, bo znasz mój ostatni zbiór Bez pożegnania. Pożegnań nie ma. Umierającym nie macha się ręką na do widzenia.
*
[J.M.] Przepraszam za intymne pytanie: o wiersz wyjątkowy w całej Pani twórczości – Przed brzaskiem – gdzie pyta Pani wprost: „Boże, / przestrzeni, / dokąd Ty mnie zabierzesz?”.
[J.H.] — No tak, to pytanie musiało paść, bo ten wiersz niejako z tomu się „wyrywa”. Idzie przecież o rzecz najzupełniej ostateczną, o kres istnienia. Jeśli gdzieś zapisuję takie refleksje, to w innych gatunkach niż poezja […]. Nie chcę tego pytania zadawać dwukrotnie — pytam raz, w tym właśnie miejscu, i w taki właśnie sposób, i nigdzie indziej. Ten wiersz wyraża, co myślę, a może raczej co czuję.
Jarosław Mikołajewski, Największe szczęście, największy ból,
Wydawnictwo a5, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

*
[J.M.] Jak wygląda zaułek Hartwigów? [w Lublinie]
[J.H.] Mała uliczka, przy której nikt nie mieszka. Pnące się schodki, w których kto chce, może doszukać się rodzinnego przesłania, że sztuka dźwiga człowieka.
fot. Edward Hartwig, (1909–2003).
*
[J.H.] Kiedy piszesz, to chcesz coś powiedzieć. Musisz się skupić na tym, co już wiesz, lecz również otwierasz się na nowe rzeczy. Bo oto pisząc, natrafiasz na rafę, na problem i musisz się do niego ustosunkować. Jeśli piszesz szczerze, nie możesz go pominąć. Musisz go rozstrzygnąć. Powiedzieć, co o nim sądzisz, znaleźć argumenty.
*
[J.H.] Wiem, że mogę tyle, ile mogę, nie więcej. Trudno to nazwać zadowoleniem z siebie, raczej świadomością, że tak musi być. Żyję sobie ze swoimi sprawami i z pokornym pragnieniem, by wyrazić to, co mi jeszcze zostało.
(tamże)
***
Czytając poniższy fragment, wróciło do mnie stareńkie, nieużywane wspomnienie, gdy sto lat temu znalazłam swoje nazwisko na liście osób przyjętych na studia (moje pierwsze) bez egzaminów. Wróciłam do domu ze wspaniałą wiadomością, a na progu mieszkania przywitał mnie Biały Kruk gratulacjami i Gałczyńskim (Listy z fiołkiem, 1992) — do dziś nie wiem, czy dałby mi książkę, gdybym się nie dostała na studia.
W ostatnią sobotę wyjaśniło się, dlaczego z uporem maniaka używam zielonego atramentu — Gałczyński jest wciąż żywy, zielona gąsko, wiecznie żywy. Na wspomnianych studiach był jeden wykładowca, który niezmiennie przez cały semestr zawsze na początku zajęć mówił: Witam panów, więc Panie Hartwig… no cóż, nie mogło być inaczej.
[J.M.] Pisałaś do kogoś listy z wyrazami uwielbienia?
[J.H] — W klasie maturalnej tak zachwyciłam się poezją Gałczyńskiego, że aż mu to napisałam.
Co?
— Właśnie to — że jestem zachwycona. Odpisał: „Drogi Panie Hartwig”, chyba zielonym atramentem. Zawsze pisał w ten sposób: zagadkowo, prowokująco, niepoważnie. Jakieś „Przyjeżdżaj, wyślę konie na stację” czy „Przyjdź, zanim odejdzie słońce”.
(tamże)
ból niefizyczny
milczenie światów izolujące
intencja szlachetna
ciąg zdarzeń niezrozumiały
zaufanie (szczypta)
cisza lecząca
trochę czasu
— wymieszać i przeżyć do cna.
tylko jedną chwilę z tego wszystkiego zrozumieć czuciem
i otworzy się
piękny, nieznany dotąd świat.
receptura sprawdzona. otworzył się nowy świat. hawk!
ツ
Zulka i Georginia wrócić z pogrzebu musiały. Wracały i…

fot. Georginia.
a przecież byliśmy przez chwilę ze sobą
co dla równoległych nie jest oczywiste
Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.
Stoimy w tęczowym szeregu, trzymając się za ręce. W lewej dłoni Georginii moja prawa. W prawej dłoni Georginii Jego lewa dłoń. W Jego prawej dłoni dłoń Zulki, która, gdyby nie ja, znalazła się w lewej dłoni Georginii na pewno. Taki obraz mam od rana pod powiekami.
Ode mnie do Niego dwa uściski dłoni i od kilku dni bezczas. Nigdy się nie poznaliśmy, a ja i tak zbieram się po Jego śmierci jako obywatelka. Leczę się z bólu świadomości, że nasze państwo przez całe Jego dorosłe życie mówiło mu, że nie jest człowiekiem godnym praw człowieka.
Nie zabił go los — jak byłoby cieplutko społeczeństwu na sumieniu, gdyby umarł na raka, bo katolicki bóg tak chciał. Nie zabiła go bezmyślność, egoizm i brawura, choć byłoby miło suwerenowi, gdyby zginął na motorze lub w wypadku samochodowym.
Nie pociesza to Georginii, Zulki i innych z „trzynastki”. Nie odwoła Jego śmierci, bo… taki mamy klimat. Ale my staliśmy, stoimy i już zawsze będziemy stać w tęczowym szeregu, nie tylko dla Niego, nie tylko z Georginią i Zulką.
Marcin Majer
(1977–2019)

Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia.
*
Stawisko
[…]
Pamięć minionych dni towarzyszyła mu do końca
Zapisał tę chwilę kiedy pojawił się przed nim młody poeta
naznaczony jasną gwiazdą przeznaczenia
i powitał go słowami: Uwielbiam pana
*
Pieczęć
Co kryje się w milczeniu,
które jest ostatnią wiedzą o tym, że koniec jest bliski?
Wszystko, co powiedziano o tej chwili, milczenie odrzuca.
Nikt nie ma wstępu do tego milczenia.
Julia Hartwig, Wiersze wybrane,
Wydawnictwo a5, Kraków 2010.
— zachorowała na sm.
— dziwisz się? to było do przewidzenia.
— dobrze że ona, a nie ja czy ty.
*
odróżniać ludzką potrzebę kontroli świata i zdarzeń od potrzeby zrozumienia rzeczywistości własnego życia to jest sztuka. hawk!
*
a ja już wiem, że
nieuleczalna choroba:
(a) jest tajemnicą i
(b) uzdrawia.
*
Barbra Streisand, Classical Barbra,
Georg Friedrich Händel, Lascia ch'io pianga.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List ♥

[…] oświecenie to nic innego jak codzienne rzeczy i sprawy jeszcze nieubarwione naszymi nadziejami i obawami.
Lodro Rinzler, Przychodzi Budda do baru,
przeł. Bartosz Sałbut, Helion, Gliwice 2013.
czasem trzeba odczarować rzeczy*,
by zacząć doświadczać magii. czasem?
_____________
* urealniać pojęcia, wydarzenia, ludzi.
[suplement pikselowy: 7.04.2022]

do tej pory w tym miejscu widziałam tylko książki. setki, dziesiątki setek, z których tylko niektóre mam w swojej bibliotece. a wczoraj moją uwagę przykuł rezolutny psi ogonek. musiałam cyk! i wtedy za serce chwyciła mnie i krówka, i kamyki. cyk było nieuniknione. to szczególne miejsce, a wczoraj szczególnie ważna dla mnie praca.

*
jest moim Mistrzem nie z powodu muzyki… łomolę, gapię się w zachwycie, lecząc się Nim dziś ze skurwysyństwa, (wróć! nie mieszaj w to matek), z kurestwa, jakim mnie poczęstowano. kocham patrzeć na to, co wyrabia poza dźwiękami i frazowaniem — kocham na zabój! a miłość leczy najszybciej i najskuteczniej. wyszłam już z szoku poznawczego… tylnym wyjściem. hawk!
Bobby McFerrin, Improvisation at
The Kennedy Center, 16/01/2012.
…i zachwycił. już tylko dwadzieścia cztery dni ku solarnemu dnu. a potem pierwsza wiosna. do tego czasu pasę się światłem zatrzymanym w pikselach.

fot. Saxifraga, fragment.
words
create
worlds.
so are pictures.
Dziś rano przyszło do mnie zdanie:
życie to mój tymczasowy dom.
Zadomowiłam się w mądrości tych słów.
Rób, co chcesz, drugiej okazji nie będzie.
Czasem martwa rzecz uporem się wykazuje i dobija się do człowieka na wiele sposobów. I co zrobisz…
Raz, wiem o książce, pierwszym tomie, jako świeżutkiej nowości — nie moja bajka, ignoruję. Dwa, klientka czekająca na Tolliniego zagadnięta, gdy szłam w przerwie do toalety, czyta ów pierwszy tom i jest zachwycona — ignoruję, nie moja czytelnicza półka. Trzy, audycja, a w niej rozmowa przypominająca rozmowę o reportażu; klik, klik… o drugim tomie rozmawiali — zignorowałam, ale jakoś nie do końca.
Po namyśle postanowiłam kupić w audiobuku Sadownikowi i Białemu Krukowi. Coś mnie tknęło, klik w nazwisko Autora trylogii, klik w tytuł i… bingo! Tę książkę muszę mieć — moja półka po wielokroć! A ilustracje, palce lizać.
Biblioteka sejmowa powinna nabyć przynajmniej sto egzemplarzy tej opowieści, a Pinokio powinien wpisać obowiązkowe jej czytanie do konstytucji RP, bo klimat mamy kiepściutki w tym temacie.
Wydaje nam się bardzo ważne, by zarówno młodzi, jak i starsi wiedzieli, że to, z kim chcemy tworzyć związek, i to, czy nasze poczucie płci (nie) zgadza się z tym, co mamy wpisane w akcie urodzenia, nie świadczy o niczym więcej poza tym, z kim chcemy tworzyć związki i jakie mamy poczucie płci. Tyle.
*
Jedno z nas jest pisarzem i scenarzystą i denerwowało się, że w bajkach
dla dzieci występują niemal wyłącznie stereotypowe postaci: mamusia-miś
i tatuś-miś, w stereotypowych rolach płciowych. Drugie z nas jest
biolożką i wykładowczynią gender studies, którą niezmiernie mierziło
tłumaczenie uprzedzeń, bigoterii i dyskryminacji „naturalnością” i „biologią”. […]
Zróżnicowanie orientacji seksualnych (homo-, hetero-, bi-) i tożsamości
płciowych (trans-, cis-) jest naturalne. Jednych jest więcej, drugich
mniej. To nie daje większości prawa do dyskryminowania pozostałych
ani nie znaczy, że jedni są bardziej „naturalni” od drugich. W tej
książeczce chcieliśmy pokazać naszym młodszym i starszym czytelnikom
i czytelniczkom, że modele rodziny, związków i tożsamości płciowych
są w świecie przyrody niezwykle zróżnicowane. Wszystkie nasze
historyjki o zwierzątkach mają swoje źródło w badaniach naukowych
(patrz bibliografia).
— Nie, wszystko w porządku — odpowiedział Sam. — Tylko… Trochę się boję. Co jeśli inne dzieci mnie nie polubią? Albo… Albo jeśli sobie nie poradzę? Ciągle tak wolno czytam… „Ż” myli mi się z „ź”…
*
— To moi mężowie — powiedziała pani Marmozeta. — Julian i Stefan.
— Dwaj…? — Sam był nieco zdziwiony. Julian pomachał mu łapką
umazaną wapnem.
— Ano tak. Taki zwyczaj marmozet. Dzięki temu niby ma być dwa razy
łatwiej… Choć czasem jest dwa razy trudniej. Napijesz się czegoś?
*
Kiedy łabędzie skończyły swoją
opowieść i zaczęły chować do torby opakowania
po drugim śniadaniu, ślimaczek
zdobył się na odwagę i zapytał:
— Ja… Nie chcę być niegrzeczny ani
nic… Ale… To dwóch panów może wziąć
ślub?
— Jeśli się kochają, to czemu nie? —
odparł pytaniem na pytanie Tomek Łabędź
i z powrotem włożył na głowę kask.
„No faktycznie, czemu nie?” – pomyślał
Sam, po czym uśmiechnął się i pożegnał.
*
— Robię reportaż do szkoły. O burzy.
Nie czekając na pytanie, pani Wiewiórka zapewniła, że robi wszystko,
co w jej mocy, aby jak najszybciej uporać się ze skutkami ulewy i wichury
i że wszelkie zarzuty wobec ratusza, że działa nie dość energicznie, są
bezpodstawne, bo — niestety — taki mamy klimat, ale po następnych
wyborach…
Maria Pawłowska, Jakub Szamałek, Kim jest ślimak Sam?,
ilustr. Katarzyna Bogucka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)
Gepardzica piękny kawałek Mysiej przysłała.
Zatrzymała mnie na długo.
Wisienka na torcie… pożegnanie… strata…
niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie.
fot. Tomasz Wysocki, The Taste of Cherry #12.
kolor i faktura
smaku i zapachu
oczami zakradają się
na dno duszy mej. karmią.
Kaan.
Na samym dnie jest tylko dno śpiewa Rysiek. Zaliczając dno za dnem już wiem, że dno w moim przypadku ma zawsze drugie i trzecie dno znaczenia. Spadając tu przez cały świat, kurczowo wokół się czepiali nadziei chmur, nietrwałych słów, czyichś rąk, bo spadanie jest niewyobrażalnie nieogarnialne. Uczę się podnosić.
Dno, bąbelki i… wodorosty, bo czasami widzą niebo — nawet w czarnej dupie (niesamowicie politycznie niepoprawna fraza) są chwile, których nie oddałbyś za żadne skarby; ja na pewno nie oddałabym.
Odkrycie we wtorek przekonania w sobie, które może mnie tylko zabić „na śmierć”, przeraziło mnie, a potem podarowało mi perełkę, którą skonstruował specjalnie dla mnie Sadownik. Nazywam ją czerwonym pytaniem i zawsze mam je przy sobie:
co możesz zrobić dziś,
by poczuć się lepiej jutro?
Sadownik
*
Ryszard Rynkowski, Na samym dnie.

Z tak poważną diagnozą najlepiej jest żyć bez pewności, że wiesz, co cię czeka, i tak żeby wykorzystać daną chwilę.
Lisa M. Schulman, Mózg w żałobie,
przeł. Emilia Skowrońska,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2019.
Audycja o książkach jednym uchem słuchana, bo albo już czytałam, albo nie moja bajka czytelnicza. Ostatnie minuty, rzucony tytuł i wiem, że po mnie, klik, klik… jest ibuk! Biorę. Skazana na neurologów, bardzo ciekawa byłam ich sposobu myślenia o uczuciach, emocjach, dobrostanie i stracie.
Pozostałam ciut zaskoczona i doszłam do wniosku typu „jajko i kura”. Nie mylą się ci, którzy uważają, że uczucia mają wpływ na pracę mózgu i nie mylą się pozostali, którzy uważają, że to praca mózgu ma wpływ na pojawiające się uczucia.
Zmieniony stan psychiczny jest ogólnym terminem używanym przez neurologów do opisywania zaburzeń w funkcjonowaniu mózgu, które powodują zmianę zachowania. Wyrażenie to stosuje się do opisania szerokiego zakresu zmienionych zachowań, od lekkiego zmieszania, dezorientacji aż po ekstremalny stan śpiączki.
*
Ścisły związek pomiędzy obwodami nerwowymi naszego mózgu a naszymi uczuciami i zachowaniami jest zarówno fascynujący, jak i niepokojący.
* * *
Gdy przepracowujemy żałobę, jesteśmy coraz bardziej świadomi cech naszych bliskich i ich wpływu na nasze życie.
*
W jaki sposób możemy nadać sens doświadczaniu straty u osoby znajdującej się w szczególnie niekorzystnej sytuacji osobistej? […] Bardzo ważne jest słuchanie instynktu i dowiadywanie się, co przynosi pocieszenie, a co skutkuje zwiększonym stresem.
*
Traumatyczna strata uświadamia nam, że nie jesteśmy w stanie kontrolować życia. Prawdę tę łagodzi uznanie uniwersalności straty w ludzkim doświadczeniu. Jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy doświadczają podobnych wyzwań.
*
Granica między poczuciem kontroli a poczuciem zagubienia jest bardzo cienka.
*
Najpierw staję na nogi, a potem powala mnie fala rozpaczy. Po wielu cyklach najlepiej jest przewidywać ten wzorzec, pamiętając, że ani ten najgorszy, ani najlepszy czas nie będzie trwać długo.
*
Jeśli nie szukasz rzeczy idealnych, możesz zobaczyć więcej z tego, co na ciebie czeka.
*
Jeśli dochodzimy do siebie powoli, zawsze surowo siebie oceniamy. Możemy się zastanawiać, czy nasze zachowanie jest ekstremalne albo czy nasz postęp jest nieodpowiedni.
*
Nikogo nie zaskakuje fakt, że po urazie fizycznym ludzie zdrowieją w różnym tempie i że niekorzystne okoliczności mogą opóźnić proces zdrowienia. A jednak gdy dochodzimy do siebie po stracie, nie możemy sobie wyobrazić, że kiedykolwiek poczujemy się cali i będziemy mądrzejsi w trudnym czasie.
*
Większa świadomość jest darem śmierci dla żyjących, którzy pozostają na świecie.
// Kyle Lee Williams
*
Te chwile, w których się wahamy i trwamy, są terapeutyczne — a tak bardzo brakuje ich w rozmowie.
*
Strata nie jest pojedynczym wydarzeniem, to seria niewypowiedzianych zdarzeń. Co jednak zwodnicze, wyglądamy tak samo — ukrywamy rany emocjonalnej traumy — otwarte, sączące się rany. Słowo „żałoba” pochodzi od „ciężaru”, tak jakby ludzie doświadczający żałoby byli obciążani zewnętrznymi kłopotami. Jednak żałoba jest długotrwałym procesem wewnętrznym. Rana jest ukryta, nawet przed nami.
Lisa M. Schulman, Mózg w żałobie,
przeł. Emilia Skowrońska,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne)
Dochodzenie do siebie polega na odnalezieniu nowej równowagi, w której budujemy zaufanie do tego, co nas czeka, i wiarę w naszą zdolność radzenia sobie z przeciwnościami losu, abyśmy mogli stopniowo odzyskać orientację w życiu.
*
Należy zachować równowagę między samotnością a uspołecznieniem się. Uzdrowienie emocjonalne zostaje wzmocnione, kiedy dostrzegamy i uznajemy nasze doświadczenie. Fakt, że rozumie nas inny człowiek, ma działanie terapeutyczne. Ludzie nie rozwijają się bez relacji; potrzebujemy kontaktu wzrokowego z innymi, poczucia przynależności i pełnego zakresu interakcji międzyludzkich, od intymnych po przypadkowe, od otrzymywania pomocy po pomaganie innym.
*
Kiedy życie zostaje przerwane przez stratę […], […] następuje czas na smutek, czas na adaptację, a następnie nieoczekiwany czas wyboru i samostanowienia. Wtedy należy otworzyć się na nowe możliwości, bo starych już nie ma. Nie możemy wybrać, czy się zestarzejemy, możemy jednak wybrać, czy się rozwiniemy. Nie zawiedźmy z braku wyobraźni, determinacji i wytrwałości.
*
Utrata powoduje poważne zmiany w życiu. Które drogi są teraz łatwiejsze, a które trudniejsze?
*
Obudzona przez demony w środku nocy czytam kolejne książki na Kindle’u. Czytanie osłabia drążące umysł robaki niepokoju, a słabe światło pomaga zasnąć.
*
Kreatywność ma uzdrawiające moce, które budzą i ożywiają nasze życie emocjonalne, łącząc nas z teraźniejszością.
*
Ścieżki neuronowe naszego mózgu są przebudowywane w odpowiedzi na doświadczenia, zarówno te dobre, jak i te złe. Tym właśnie jest neuroplastyczność: reorganizacją połączeń synaptycznych w odpowiedzi na doświadczenie lub naukę.
*
[…] jakość naszego życia zależy od tego, jak interpretujemy własne doświadczenia, a nie od samych doświadczeń. Następstwem urazu emocjonalnego nie jest wyzdrowienie, lecz uzdrowienie. Nie jesteśmy zdrowi, jesteśmy inni; niektóre rzeczy straciliśmy, a inne zyskaliśmy. Może i straciliśmy optymizm i niewinność, ale zyskaliśmy dojrzałość, wgląd w siebie i empatię. Musisz zresetować swoje cele.
*
Gdzieś po drodze dowiadujemy się więcej o sobie — o naszych mocnych i słabych stronach, osobistych preferencjach, aspiracjach i marzeniach. Szukamy odpowiedzi, mamy czas na refleksję. Jak chcemy spędzić czas, który nam pozostał, skoro po ogromnych trudach i cierpieniach wiemy już, co jest prawdziwe i ważne? […] Nie uciekajmy z płonącego budynku, spokojnie podążajmy wybraną ścieżką.
(tamże)
WARUNKI WYSTARCZAJĄCE:
Pan Ciasteczko wylądował w nocy.
Sadownik dziś rano ruszył do Małej Danii.
*
WARUNKI KONIECZNE:
Biały Kruk wytrzymał,
Orzeszek dożyła,
Jabłoń doszła.
Świętowaliśmy dziś Złotych Małżonków.
fot. Sadownik, fragment.
odnaleźć się. w trudnościach. w sobie.
124/131
*
Najpiękniejsze, co możemy przeżyć, to tajemnica.
Albert Einstein
(1879–1955)
ślizgam się po powierzchni życia, użalając się ciut nad sobą. na coś czekam, ale jeszcze nie wiem na co. za to wiem, na kogo czekam — lubię to oczekiwanie.
123/131
Wróciwszy przedwczoraj z rehabilitacyjnego chodzenia po sadzie, usłyszałam, jak Biały Kruk krzyczy zza ściany: „pamiętasz?” i zaczyna czytać na głos poniższe słowa:
W starym młynie skrzypiało, chrzęściło i piszczało. Diabli młynarza brali. Pierwszy, wraziwszy mu widły w krzyże, ciągnął. Drugi, zagryzłszy młynarzową, doduszał kocura, który mu ogon nadgryzł i czoło podrapał. Czart trzeci wziął młynarza na rogi, lecz spróchniały róg trzasnął, a zmieszany diabeł musiał pomagać sobie kozikiem.
Nie pamiętałam, bo nie znałam tych słów, tej historii, tej książki. Diabły wszystkie i Anioł Stróż, który słysząc jeszcze potępieńcze pienia dusz do piekła wleczonych, szepnął melancholijnie: „Muszę się rozejrzeć za nowym etatem”, reklamy książce robić nie musiały.
Pamiętam za to doskonale, że na początku lat osiemdziesiątych i ja zaczynałam każdy wakacyjny dzień u Babci od dyktanda. Nienawidziłam ich wtedy. Dziś dużo bym dała, by usiąść z Nią przy jednym stole, spojrzeć w Jej oczy, zadać setki pytań, a potem dyktando napisać — choćby najtrudniejsze i na dwóję bez plusa.>
Podejrzewam, że gdyby to było dzisiaj, to nazwano by mnie dysgrafikiem i miałbym z ortografią spokój, ale wtedy trzydzieści lat temu po prostu twierdzono, że jestem leniwym nieukiem i, co tu kryć, tumanem.
Dyktanda miały ten stan rzeczy zmienić i… zmieniły. Podczas jednych wakacji byłem codziennie przez mojego wuja w sposób absolutnie bezlitosny wzywany do jego gabinetu na piętrze i […] musiałem przez godzinę pisać to, co on mi dyktował.
// Michał Zych, syn siostry żony St. Lema.
*
Zważywszy wszystko, rzec mogę, że zmyślny ze mnie jaszczur.
*
W kałuży krwi leżał trup świeży, lecz sztywny, z wyrazem zasmucenia na twarzy, której niewiele mu zresztą zostało. […] Wysoko unosił się sęp, nie śmiąc jednak brać się do posiłku ze względu na obecność detektywa.
*
Słaniający się słoń tłamsił trzciny, niebo zasłaniał rozcapierzonymi uszami, trąbą bębnił po żebrach, tupał, stękał aż ziemia drżała, a desperacja ta spowodowana była przez pewną pluskwę drzewną, która wyrzucona przez gąsienicę z mieszkania, osiedliła się pod jego ogonem.
*
W rynsztoku żmija na żółwiu siedziała i jadła bułkę z żółtkiem. Huknęło, z gospody wybiegł przodownik pracy i rzygnął. Na murze ktoś napisał „Nasz rząd nierządem stoi”.
*
Przeleciały trzy pstre przepiórzyce przez trzy pstre kamienice, poczem zjadły pięćdziesiąt deka rzeżuchy. W tym samym czasie chrząszcz brzmiał w trzcinie. Brzmiał tak górnie i chmurnie, że nawet zadżumione makolągwy wielce się dziwowały. Pod płotem siedziała sójka i gdakała, ponieważ uczyła się obcych języków.
*
Rodzina złożona z sześciorga skrzatów skrzętnie krzesała ogień przy pomocy hubki i krzesiwa. Iskry padały na chrust, lecz ten opornie jeno hałaśliwie trzaskał zamiast wybuchnąć płomieniem. „Nic z tego nie będzie” — rzekł najstarszy z krasnoludów i krzesiwem przyłożył rodzince.
*
W lesie żyją grzyby. Grzyb różni się od żyrafy tym, że nie nosi skarpetek. Zwykłe grzyby mają kapelusze, natomiast grzyby wieczorowe używają cylindrów.
*
[…] padalce nie szybują w przestworzach, ponieważ im na tym nie zależy. Słuch mają tak bystry, że słyszą dźwięki na kilka godzin przed ich rozlegnięciem się. Wzrok padalca jest zabójczy dla skorpionów i małży. Pewne szczepy indiańskie wykorzystywały przenikliwy wzrok padalców do wiercenia dziur w deskach. Padalec brzydzi się ludźmi, lecz chętnie zjada małpy oraz starszych chłopców robiących błędy ortograficzne.
*
Ukróciwszy opór nieszczęsnego, kazali mu zjeść sześć kilo ryżu wymieszanego z rodzynkami, ponieważ misjonarz miał być nadziewany. Nieszczęśnik z niesmakiem patrzał na kulinarne przygotowania. Ogień żwawo buzował, brytfanna wytarta skórką słoniny lśniła jak srebro, a czarny kuchcik z garnuszkiem wody w ręku pokrapiał misjonarza, aby ten się nie przypalił. Cudnie zarumienionego, z trzeszczącą skórką, zapieczono potem w beszamelu. Legenda głosi, że żaden misjonarz jeszcze tak Murzynom nie smakował. Wspominając wieczerzę, wykrzykują: „Jakiż to był dobry, delikatny i lekkostrawny człowiek!”.
*
Kupiec niewolników, sortując towar, krzepkich mężów przeznaczał do kopalni, niewiasty do kuchni, a młodzież nie znającą ortografii na rozkurz.
Stanisław Lem, Dyktanda czyli…,
Wydawnictwo Przedsięwzięcie Galicja, Kraków 2001.
(wyróżnienie własne)

Kto nie ma anioła stróża, może robić, co mu się żywnie podoba. Kiedy diabli strajkują, grzesznicy mają ferie.
*
Przerzuciłem się przeto na inne interesy. Oszukuję, kradnę, kłamię, cudzołożę, dzięki czemu doszedłem najwyższych godności państwowych.
(tamże)
Propozycja. Zaintrygowała mnie nienawiść w tytule, więc zaryzykowałam niepełny tysiąc groszy: klik, klik, kabelek, kundel i dwie chwile w nocy. Nienawiść jako symbol, metafora, ale też fakt — podoba mi się pojemność i senny wymiar tego terminu.
Nie ma co nienawidzić własnej nienawiści, ale warto ją poznać. Dlatego też ten drobiazg wydawniczy wart jest grzechu. Książka ta pozostawia człowieka w podobnym nastroju co Branson.
Podstawową bronią Nienawiści jest odbieranie zdolności do działania przez wmawianie Ci, że czegoś nie potrafisz. Jeśli uwierzysz w to, że nie dasz rady, nawet nie pomyślisz, żeby spróbować. Nienawiść podszeptuje, że nie powinieneś próbować, gdyż ze swoimi umiejętnościami nie masz szans.
*
[…] nie kryj się ze swoim amatorstwem (sercem, oddaniem).
// Austin Kleon
*
Cały czas jest do dyspozycji — to Ty decydujesz, jak go zagospodarować.
*
Wymówki są w gruncie rzeczy kłamstwami.
*
[Scott Barry Kaufman] odkrył, że u 72% ludzi nowe pomysły rodzą się podczas kąpieli. Skomentował to tak: „Ludzie są bardziej kreatywni pod prysznicem niż w pracy. […]”.
*
Czujesz się źle — twórz.
Czujesz się dobrze — twórz.
Czujesz się wspaniale — twórz.
*
Jednym z najważniejszych powodów, dla których ludzie nie są twórczy, jest to, że dają się przekonać Nienawiści, jakoby nie byli dostatecznie dobrzy. […] Jeśli masz wątpliwości, czy jesteś wystarczająco dobry, pomyśl najpierw, czy rzeczywiście musisz być aż tak dobry.
*
Jeśli możesz się pogodzić z szybką porażką i nie boisz się jej, to szybciej skorygujesz swój kurs, szybciej się udoskonalisz, więcej się nauczysz i więcej osiągniesz.
Skoro więc sytuacja, w której „coś idzie nie tak”, jest w porządku, to głupotą byłoby unikanie sytuacji, w których coś może pójść nie tak.
*
ZAMKNIJ SIĘ I CIESZ SIĘ TYM, CO WIELKIE.
*
Nie bój się porażek. Im więcej sprawdzisz rzeczy, które nie wypalą, tym bardziej zbliżysz się do tego, co zadziała.
*
Większość ludzi twórczych mówi o sile napędzającej ich kreatywność mocniejszej od nich samych […].
*
Nie istnieje magiczna broń, za pomocą której mógłbyś się pozbyć Nienawiści raz na zawsze. Pozostaje Ci jedynie ciągłe wprawianie się w tworzeniu nowych rzeczy.
*
Zdecyduj się teraz. Przyszłość jest niewiadoma.
// Wayne Dyer
Dan Norris, Kreatywność i nienawiść. Twórz jak ludzie sukcesu,
przeł. Zbigniew Waśko, Helion, Gliwice 2017.

Postronnych zachwytów wiele, ale nie dość, bym na tetralogię Autorki się zdecydowała — beletrystyka to wciąż nie jest moja mocna strona. A zdanie (własne) na temat twórczości tej pani Drzewko chciałoby jakieś mieć. Gdy więc doczytałam, że ta powieść nie jest jedną z wielu części, która każe mi się zadeklarować, że przeczytam cały cykl, zrobiłam klik, klik, kabelek, kundel i proszę bardzo.
Prosty tytuł. O nieprostych rzeczach opowieść — stabuizowanych, niepopularnych, czasem wstydliwych, ale istniejących powszechnie i nagminnie. To opowieść o „wyroku”, który — co zaskakuje, choć nie powinno — wiąże dwie strony. Jest taka faza rozwoju, gdy myślimy o tym, czego nie dostaliśmy od matki, ale nie przychodzi nam do głowy, że coś jej odebraliśmy.
Wspaniały tytuł, który sugeruje, że wszystko jest oczywiste — nic bardziej mylnego.
[…] przemilczane mówi więcej niż to, co zwerbalizowane.
*
Patrzyłam na nią ze zdziwieniem i rozczarowaniem i obiecywałam sobie, że nie będę do niej podobna, że naprawdę stanę się inna i pokażę, że straszenie nas tymi jej „nigdy, nigdy więcej już mnie nie zobaczycie” jest czymś złym i niepotrzebnym, że trzeba na serio coś zmienić albo na serio odejść, zostawić wszystkich, zniknąć.
*
[…] dziecka pragnie się ze zwierzęcym instynktem wzmacnianym przez bieżące przekonania.
*
[…]
kucałam, otwierałam ramiona, żeby ją objąć, a ona wpadała w moje ciało jak pocisk, prawie mnie przewracała, przytulałam ją, ona też mnie przytulała.
Czas ucieka, powiedziałam, zabiera ze sobą ich ciałka, tylko ramiona o nich pamiętają.
*
[…] była sama, a jednocześnie ze wszystkimi przodkami wciśniętymi w ciało […].
*
— Myślą, że wiedzą lepiej — stwierdził Giovanni.
— Czasami tak jest — powiedziałam — bo do tego, czego my ich nauczyliśmy, dodają to, czego nauczyły się bez nas, w swoim czasie, który nie jest naszym czasem.
*
Gdy myśli krążą wokół nawet lekkiego bólu, ten w końcu osiąga granice wytrzymałości.
*
Głupotą jest myśleć, że można zwierzyć się własnym dzieciom, zanim skończą co najmniej pięćdziesiąt lat. Żądać, aby patrzyły na matkę jak na człowieka, a nie na funkcję.
*
Ileż zmarnowanych, utraconych chwil mam za sobą, a mimo to nadal obecnych w wirze wspomnień.
*
Czułam, że balansuje między cierpliwością a zdenerwowaniem, zrozumieniem a chęcią, by się rozpłakać.
*
Czasami trzeba uciec, żeby żyć.
*
Bo co ja w końcu takiego strasznego zrobiłam? […] Młodzieńcze nadzieje spełzły na niczym, czułam, że cofam się w zawrotnym tempie, że staję się jak moja matka, jak moja babka, jak cały szereg milczących czy urażonych kobiet, od których się wywodziłam. Stracone okazje.
*
Usiłowała zobaczyć w lustrze dawną siebie, zanim wydała na świat tę istotę, zanim na zawsze skazała się na więź z nią.
Elena Ferrante, Córka,
przeł. Lucyna Rodziewicz-Doktór,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2017.
(wyróżnienie własne)

Najtrudniej opowiedzieć o tym, czego sami nie potrafimy zrozumieć.
*
Wzruszenie i wdzięczność przejawiały się jako nagła potrzeba fizycznego kontaktu.
(tamże)

kiedyś, by rozumieć, potrzebowałam liczb.
dziś, by rozumieć, potrzebuję uczuć.
wtedy i teraz — żyję tak, jak chcę.
118/131
Wygląda na to, że nie tylko rehabilituję się intensywnie (w ramach moich możliwości), ale również chronię.
