niedziela, września 24, 2023

5201. Z oazy (CLXXXV)   // Panna cotta (CVI)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz. Ostatnia z tegorocznych, podarowanych mi uro­dzi­nowo książeczek. Nie, to nie jest opowiastka o miłości do kawy, architektury czy dostatecznie starych śladów kultury rozrzuconych po Rzymie. To jest pełno­­wy­­m­ia­ro­we romansidło (!) wymagające znajomości 500 słów w języku włoskim.

Wyrosłam już z tego poziomu znajomości języka. Uświadomiłam sobie, że do pełni szczęścia po­trze­bu­ję czasu przeszłego, zaprzeszłego, przyszłego, trybów warun­ko­wych i odro­bi­ny congiuntivo, taka się zrobiłam mądrala. W przypadku tej książeczki było dużo radości z nieprzyzwoicie lekkiego czytania, dużo miłości i zachwytu oka­zy­wa­nych zaimkom i dopełnieniom bliższym i dalszym.

     — Ciao, piccolo! Sei molto piccolo, sai?
     — MIAO!
     — Ah, vuoi mangiare? Io parlo italiano, vedi? Capisci quando parlo, vero?
     — MIAO!
     — Ho qui un panino... ti piace?
     — MIAO!
     — Ahaha, sì, ti piace!
     — Vuoi anche un po’ d’acqua? Ecco...
     — MIAO!
     — Come ti chiami? Io mi chiamo Karen.
     — MIAO MIAO!
     […]
     — Signorina, parla con me? — dice un signore.
     — No, no, scusi... parlo con questo gatto...
     — Gatto? Io non vedo gatti.
     — Ma dov’è? Miao dove sei?
      [— Cześć, mały! Jesteś bardzo mały, wiesz?
        — MIAU!
        — Och, chcesz coś zjeść? Mówię po włosku, widzisz? Rozumiesz, co mówię, prawda?
        — MIAU!
        — Mam tu kanapkę… podoba ci się?
        — MIAU!
        — Ochocho, tak, podoba ci się!
        — Chcesz też trochę wody? Oto…
        — MIAU!
        — Jak się nazywasz? Ja mam na imię Karen.
        — MIAU MIAU!
        […]
        — Panienko, mówi pani do mnie? — mówi pewien pan.
        — Nie, nie, przepraszam pana… rozmawiam z tym kotem…
        — Kot? Nie widzę kotów.
        — Ale gdzie on jest? Miao, gdzie jesteś?]

*

     — Alle sei qui?
     — Alle sei.
     […]
     Alle sei e dieci Karen ritorna al bar per l’appuntamento.
      [— O szóstej tu?
        — O szóstej.
        […]
        O 18:10 Karen wraca do kawiarni na spotkanie.]

*

     — Bene, bene! E poi? Vuoi un altro gusto?
     — Sì, crema.
     — Bene! Ecco il tuo gelato. E tu Claudio? Che gusti vuoi?
     — Come sempre: fragola, cioccolato e panna.
      [— Świetnie! A kolejna gałka? Może chcesz inny smak?
        — Tak, kremowe.
        — OK! Oto twoje lody. A ty, Claudio? Jakie chcesz smaki?
        — Jak zwykle: truskawka, czekoladowe i śmietankowe.]

     — Poi però questa sera voglio un altro cappuccino, ok?
     — Un cappuccino?
     — Sì, certo. Perché?
     — Karen, in Italia il cappuccino è solo per la mattina. Vero, Giovanni?
     — Beh, c’è chi prende il cappuccino anche alle 11, o anche alle 2 del pomeriggio. Ma di solito per noi italiani cappuccino significa colazione — dice Giovanni.
     — Solo a colazione? E la sera?
     — La sera, dopo cena, prendiamo un caffè. Quando io vedo una persona che prende il cappuccino la sera, capisco subito che è un turista! Vero, Claudio?
     — Sì, giusto!
      [— Potem, chociaż późne popołudnie, chcę cappuccino, OK?
        — Cappuccino?
        — Tak, zdecydowanie. Czemu?
        — Karen, we Włoszech cappuccino pije się tylko rano. Prawda, Giovanni?
        — Nie wiem, są tacy, którzy biorą cappuccino nawet o jedenastej czy o drugiej popołudniu. Ale zwykle dla nas Włochów cappuccino oznacza śniadanie — mówi Giovanni.
        — Wyłącznie na śniadanie? A popołudniu czy wieczorem?
        — Wieczorem, po kolacji, pijemy espresso. Kiedy widzę osobę, która zamawia cappuccino popołudniu czyvwieczorem, natychmiast wiem, że jest turystą! Prawa, Claudio?
        — Tak, prawda!]

*

     — Sì, certo. Ma... Adesso? Va bene, va bene. Certo, d’ac­cor­do. A tra poco.
      [— Tak, oczywiście. Ale… Teraz? Dobrze, OK. Oczywiście, w po­rząd­ku. Za chwilę.]

*

     — Ragazze, volete un caffè?
     — Io sì. Tu Karen?
     — No, io preferisco un cappuccino.
     — Un caffè e un cappuccino, perfetto. Arrivo subito!
     — Sai, Livia, Claudio dice che la sera gli italiani non prendono il cappuccino.
     — Sì, è così!
     — Ma io bevo il cappuccino anche la sera e poi… non sono italiana!
     — Ah, ah, è vero!
      [— Dziewczyny, chcecie kawę?
        — Ja tak. Ty, Karen?
        — Nie. Wolę cappuccino.
        — Espresso i cappuccino, wspaniale. Zaraz wracam!
        — Wiesz, Livia, Claudio mówi, że popołudniu Włosi nie zamawiają cappuccino.
        — Tak właśnie jest!
        — Ma ja piję cappucino również popołudniu i później… nie jestem Włoszką!
        — Ha, ha, to prawda!]

*

     — […]  Sei un po’ triste o sbaglio?
     — No, non sbagli.
      [— Jesteś smutna czy się mylę?
        — Nie, nie mylisz się.]

*

     — C’è un mazzo di rose per Lei.
     — Per me? E da chi?
     — Non so, signora. C’è un biglietto. Vuole il mazzo in camera?
     — No, scendo io. Grazie.
      [— Jest tu dla pani bukie róż.
        — Dla mnie? Od kogo?
        — Nie wiem, proszę pani. Jest bilecik. Chce pani bukiet do pokoju?
        — Nie, zejdę na dół. Dziękuję.]

Valeria Blasi, Amore e cappuccino,
Alma Edizioni, Firenze 2021.

     — […]  Ti va di andare lì?
      [— Masz ochotę tam iść?]

*

Di giorno è sempre pieno di turisti. Ma ora è notte e non c’è nessuno.
   [W ciągu dnia jest tu zawsze pełno turystów. Ale teraz jest noc i nie ma nikogo.]

*

[…]  vuole sapere, vuole capire.
[…chce wiedzieć, chce zrozumieć.]

*

     — […]  E grazie per le rose.
     — Ti piacciono? Sono 12, vero?
     — Sì, credo di sì.
     — Sai cosa significa regalare 12 rose rosse, per noi italiani?
      [— […] I dziękuję za róże.
        — Podobają ci się? Jest ich 12, prawda?
        — Tak, myślę, że tak.
        — Wiesz, co znaczy dla nas Włochów podarować 12 czerwonych róż?]

*

     — Lo so, ma questo non cambia niente. E poi, la moneta nella Fontana di Trevi, ricordi?
      [— Wiem, ale to niczego nie zmienia. A poza tym, pieniążek wrzucony do Fontanny di Trevi, pamiętasz?]

(tamże)

5200. ❤ ❤ ❤   // Panna cotta(CV)




ilustr. Alma.

Sono arrivate le medicine. Cinque
pacchetti. E le parole dell’infinite Cuore.

[Przyjechały zastrzyki. Pięć / opakowań. I słowa nieskończonego Serca.]

5199. Barter

I wszystko jasne: ja dla Niej piszę, a Ona asystuje przy kulinarnej krzątaninie, nim swoją Mamę wypuści z arcy­prze­pysz­nym daniem do ula.

Gepardzica:
(kilka dni temu przysłała kudłate zdjątko)
Twoja nowa czytelniczka! 😁


fot. Gepardzica.

Jabłoń:
Pixie, prawda?

Gepardzica:
Tak:) esencja subtelności!

*

Gepardzica:
(wczoraj po degustacji pokazuje,
że pod czujnym okiem gotowała
)


fot. Gepardzica.

Jabłoń:
Hmmm, czyli jadłam
niepełnowartościowy posiłek…

Gepardzica:
(wszystkiego się spodziewała,
ale nie takiego komentarza
)
???

Jabłoń:
(z udawanym wyrzutem)
Nie miałam na talerzu
ani kawałka świeżego kota…

*

[jeszcze ciepły, dzisiejszy suplement od Saxifragi]
Mars:
(też dba o to, by świat nie zszedł na psy)


fot. Saxifraga.

środa, września 20, 2023

5198. 263/365

skup się na czym­kolwiek — zachowuj się tak, jakby tylko to istniało, jakby od tego zależało całe twoje życie, jakby nic nie było równie ważne. nie przestawaj — to najlepszy sposób na cierpienie i jeszcze więcej cierpienia, dajesz!

a możesz też wyjrzeć przez okno i dostrzec drzewo, które chęt­nie opo­wie ci swoją historię — pozwól, by listowie nauczyło cię szczę­śli­we­go trwa­nia w wiecznym prze­mi­janiu.

263/365

poniedziałek, września 18, 2023

5197. 261/365

ży­cie osoby z nieuleczalną, postępującą cho­ro­bą, czyli moje, jest opo­wie­ścią o stra­cie i o mi­ło­ści.

życie zdrowej osoby jest opowieścią o stra­cie i o mi­łości. róż­ni­ca polega wyłącznie na tym, że zdrowemu człowiekowi wydaje się jeszcze, że musi teraz zająć się waż­niej­szy­mi rzeczami.

261/365

     – Nie za­mie­rzam ci tu pra­wić mo­ty­wa­cyj­nych ga­dek, je­śli tego się spo­dzie­wasz…
     Amat, trzę­sąc się cały z zimna, wy­rzuca z sie­bie sar­ka­styczne wes­tchnie­nie.
     – Nie? My­śla­łem, że krzyk­niesz „ból to tylko mięk­kość opusz­cza­jąca cia­ło” albo „zwy­cięzca nie ma­rzy o po­wo­dze­niu, on je two­rzy!”.
     Benji uśmie­cha się lekko. Mię­dzy pal­cami układa nową bi­bułkę, na­peł­nia ją sta­ran­nie i szuka za­pal­niczki.
     – Nie. Nie przy­je­cha­łem tu dla cie­bie. Tylko dla sie­bie.

*

„To MA być trudne!” – wy­krzy­kuje je­den z ju­nio­rów.

*

I że naj­lep­sza jest wtedy, gdy sa­mej so­bie sta­wia wy­zwa­nia…

*

Za­sta­na­wia mnie, czy czło­wiek jest świa­domy, że
sta­nowi część cze­goś nie­spo­ty­ka­nego.

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

sobota, września 16, 2023

5196. 259/365   // Łódeczka dla Białego Kruka

ży­cie Białego Kruka zmieniło kolory wraz z moim początkiem tu. moje życie zmieniło barwy wraz z Białego Kruka tu końcem. jakim koń­cem, skoro nie tylko Beethovena wciąż tu z miłością grają?

259/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Ko­niec ży­cia jest tak samo nie­moż­liwy do po­wstrzy­ma­nia jak jego po­czą­tek, pierw­szych ani ostat­nich od­de­chów nie mo­żemy za­trzy­mać, tak samo jak nie mo­żemy za­trzy­mać wia­tru.

*

Naj­trud­niej­szy do znie­sie­nia fakt zwią­zany ze śmier­cią jest taki, że ży­cie po pro­stu to­czy się da­lej. Czas się nie przej­muje.

*

[…]  gdy umie­rają nie­któ­rzy lu­dzie, to tak, jakby urwała się wstążka od ba­lo­nika. Nie bra­kuje nam tego, kim byli, tylko tego, co tra­cimy, gdy ich nie ma.

*

Cmen­ta­rze po­wstały jako swo­iste punkty koń­cowe, jed­nak dla wielu z nas każdy na­gro­bek to znak za­py­ta­nia. Dla­czego? Dla­czego wła­śnie ty? Dla­czego tak szybko? Gdzie te­raz je­steś?

*

Gdzie­nie­gdzie leżą jesz­cze po­wa­lone drzewa, szkody wy­rzą­dzone przez wi­churę na­dal wi­dać w ogród­kach, wiatr z nie­zwy­kłą lek­ko­ścią dep­cze ilu­zję tego, że o czym­kol­wiek de­cy­du­jemy.

*

     – Bę­dzie za­je­bi­ście bo­leć przez za­je­bi­ście długi czas. Nie­któ­rzy do­ro­śli po­wie­dzą, że czas le­czy rany, ale tak, kurde, nie jest. Czło­wiek staje się je­dy­nie w chuj tward­szy. Boli wtedy, kurde, tro­szeczkę mniej.
     – Strasz­nie dużo klniesz. – Dziew­czynka się uśmie­cha, pierw­szy raz tego dnia ką­ciki jej ust się uno­szą.
     – Wcale że, kurwa, nie. Jest to w chuj nie­prawda! – re­cho­cze Benji.

*

Słowa? Nie ma na to słów.

*

Sta­ramy się po pro­stu żyć swoim ży­ciem, z in­nymi, z sa­mymi sobą. Przyj­mo­wać ra­dość, gdy ją czu­jemy, unieść ża­łobę, gdy nas po­chła­nia […].

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

*

Ludwig van Beethoven, VII Symfonia A-dur, Allegretto,
Members of the London Symphony Orchestra, Terry Davies (dyrygent),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #69.

5195. Gdzie ja żyję…

Mówi się, że Rosja to nie kraj, lecz stan umysłu. Czasem myślę tak o Polsce. Prawie osiem lat temu, dokładnie 3630 wpisów temu napisałam, nie przeczuwając tego, co przed na­mi: Nazwy partii. Prawo i Sprawiedliwość. O wszyst­kim jest, ale nie ma mowy o prawie czy sprawiedliwości […]. Mur, respiratory i handel wizami wtedy nawet jeszcze nam się nie śniły. Gdy wczoraj przeczytałam poniższy frag­ment, za­klę­łam szpetnie i pomyślałam, że w końcu wiem, gdzie żyję!

     – Czy tu­taj jest tak, jak się wy­daje? Ty­powe małe mia­steczko na pust­ko­wiu?
     – A ja­kie jest niby ty­powe małe mia­steczko na pust­ko­wiu? – pyta Pe­ter.
     – No wie pan, ta­kie, gdzie lu­dzie nie zno­szą wszyst­kich i wszyst­kiego. Wil­ków, urzę­dów, nie­zna­jo­mych…

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

Polska to nie kraj, to typowe małe szwedzkie miasteczko na pust­ko­wiu, niestety bez porządnego fikcyjnego klubu hokejowego, o którym ktoś napisałby wspaniały cykl po­wieści.

A gdy Hawwa przysłała mi ten rysunek, klamka zapadła. Wpis zrobił się sam. Wpis z mo­ra­łem: uważaj o czym ma­rzysz! Gdybym dziś miała dwadzieścia pięć lat, nie wzię­ła­bym stąd nic, nie zastanawiałabym się ani chwili i wy­je­cha­ła­bym do Szwecji. Mam dwa razy tyle lat, nie wy­je­cha­łam, a wygląda na to, że marzenie się spełniło, chujżeż! Wpis z wisienką, bo dwuznaczność ostatniega zdania na tym rysunku za­chwy­ci­ła mnie setnie!


ilustr. Remek Dąbrowski.

W ten spo­sób mie­rzy się ko­rup­cję w spo­łe­czeń­stwie. To nie oszu­stwo, je­śli nie lą­duje się za to w wię­zie­niu, i nie skan­dal, je­śli ni­gdy nie zo­sta­nie ujaw­niony. Na ra­zie to je­dy­nie ta­jem­nice. Wszyst­kie lasy są ich pełne.

*

Spra­wie­dli­wo­ści nie mie­rzy się naj­bar­dziej wpły­wo­wym miesz­kań­cem, ale tym naj­bar­dziej bez­bron­nym. Praw­dziwą miarą ko­rup­cji nie jest to, za co lą­du­jemy w wię­zie­niu, ale to, co je­ste­śmy zdolni ukryć.

(tamże)

czwartek, września 14, 2023

5194. 257/365

urodzeni w odstępie kilku dni lub miesięcy, kilku lub kil­ku­na­stu lat. a jeśli ży­je­my w tym samym cza­sie, by opie­ko­wać się sobą nawzajem? wspierać się wzajemnie każ­de­go dnia myślą, chwilą, gestem.

257/365

wtorek, września 12, 2023

(5192+1). Dzieci jako forma kontroli człowieka

Bezdzietność w wymiarze społecznym od podszewki poznałam. Drugie i trzecie dno bezdzietności zwiedziłam. Byłoby mi łatwiej, gdybym, nim ruszyłam w tę drogę, mia­ła pod ręką tę książkę. Nie szarpałabym się tak długo z seksizmem przebranymi za: wątpliwą życzliwością, głupimi mądrościami, przemyślaną starannie bez­myśl­no­ścią, najczystszymi projekcjami, współczuciem, któremu się wydaje, że coś o mnie wie, i naj­zwy­klej­szym w świecie chamstwem. Dużo nauczył mnie ten czas. Nie żałuję ani chwili.

Chcesz dowiedzieć się czegoś prawdziwego o życiu? Nie pytaj uprzy­wi­le­jo­wa­nych. Nie pytaj białego o rasizm, nie wie, że dyskryminuje ze względu na kolor skóry. Nie pytaj mężczyzn o sytuację kobiet. Nie pytaj ludzi z wielkich miast, jak się żyje w ich kraju. Zapytaj tych, którzy są konkretnych przywilejów pozbawieni.

[romantyzując macierzyństwo]  używają tej samej terminologii, co seksiści propagujący wizję z natury afirmujących życie kobiet karmicielek i wzmac­nia­ją w ten sposób główne dogmaty ideologii męskiej supremacji. Po­twier­dza­ją przez to, że macierzyństwo jest prawdziwym powołaniem kobiety, że kobiety, które nie są matkami, których życie bardziej skupia się na karierze, pracy twórczej czy politycznej, tracą coś ważnego i są skazane na emocjo­nal­nie niespełnione życie. Choć nie atakują one otwarcie ani nie umniej­sza­ją roli kobiet, które nie rodzą dzieci, sugerują (podobnie jak czyni całe spo­łe­czeń­stwo), że macierzyństwo jest ważniejsze i bardziej satysfakcjonujące niż inne formy pracy kobiet.

*

Biologiczne doświadczenie ciąży i rodzenia, bez względu na to, czy jest bolesne, czy radosne, nie powinno być utoż­sa­mia­ne z twierdzeniem, że kobiece rodzicielstwo jest z konieczności lepsze od męskiego.

*

Słownikowe definicje określenia „ojciec” łączą je z akceptacją odpo­wie­dzial­no­ści, nie zawierają jednak słów takich, jak „czułość” czy „przywiązanie”, choć słowa te wyznaczają znaczenie pojęcia „matka”.

*

Mężczyźni nie będą w równym stopniu uczestniczyć w pracach domowych dopóty, dopóki nie zostaną nauczeni, najlepiej już w dzieciństwie, że ojco­stwo ma takie samo znaczenie, jak macierzyństwo.

*

Powinno istnieć pojęcie
prawdziwego ro­dzi­ciel­stwa,
które nie czyni rozróżnienia między
troską macierzyńską a ojcowską.

*

Mężczyźni są socjalizowani do tego, by unikać po­dej­mo­wa­nia odpo­wie­dzial­no­ści za wychowywanie dzieci, i uni­ka­nie to jest wspierane przez ko­bie­ty, które wierzą, że macierzyństwo jest przestrzenią władzy, którą mo­gły­by utracić, gdyby mężczyźni w równym stopniu, co i one, uczestniczyli w rodzicielstwie. Wiele spośród tych kobiet nie chce dzielić się rodzi­ciel­stwem po równo z męż­czy­znami.

*

[…]  problemy pojawiające się wtedy, gdy dziecko ma tylko jednego rodzica lub jest wychowywane wyłącznie przez ko­bie­ty: wychowywanie przez ko­bie­ty dostarcza dzieciom niewielu męskich modeli zachowań, utrwala prze­ko­na­nie o tym, że rodzicielstwo jest zadaniem wyłącznie dla kobiet oraz wzmac­nia męską dominację i lęk mężczyzn przed kobietami.

*

Dominacja zazwyczaj obecna w rodzinie – dorosłych nad dziećmi, męż­czyzn nad kobietami – to różne formy opresji grupowej, które łatwo prze­kła­da­ją się na „prawomocną” grupową opresję innych ludzi, wy­zna­cza­ną przez „rasę” (rasizm), narodowość (kolonializm), „religię” albo „inne czyn­niki”.
  //  John Hodge

bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu
do centrum
, przeł. Ewa Majewska,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

The Black Eyed Peas, Where Is The Love?

what's wrong with the world, mama?
people living like they ain't got no mamas
[…] 
where is the love?
[…] 
if you never know [the] truth then
   you never know love
[…] 
we only got one world, one world
that's all we got one world, one world

5192. Z oazy (CLXXXIV)

Gdybym wyrobiła się z wyborem cytatów, ten wpis zaczynałby się tak: [t]ydzień od­tru­wania organizmu po kon­fe­der(r)a­tach za mną. Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Nie wyrobiłam się z wyborem. W konsekwencji nie wyrobiłam z odcedzeniem najważniejszych dla mnie fragmentów z wyboru cytatów. Fusy wrażeń po­trze­bo­wa­ły cza­su, by osiąść, bym mogła wyrzucić te wyimki, które tylko na pierwszy rzut oka wy­da­wały się tu niezbędne. Wyrzucanie zajęło mi dwa dni.

Czytając konfederatów, trawiąc każdą napotkaną tam kreaturę i każdy opisany, nie­miesz­czą­cy się w mojej głowie, incydent, obiecywałam sobie, że gdy skończę ten re­por­taż, do końca września czytać będę wyłącznie powieści. Nie na długo starczyło mi zaparcia. Już w środę z ciekawości zajrzałam do darmowego fragmentu świeżutkiej książki Patrycji Wieczorkiewicz i Aleksandry Herzyk, a tam na dzień dobry bell hooks trafia w punkt:

Porzuceni emocjonalnie przez rodziców i społeczeństwo w ogól­no­ści, chłopcy często przeżywają złość, którą nikt się nie przej­mu­je, dopóki nie prowadzi do agresywnych za­cho­wań. Dopóki chłopcy, wypełnieni gniewem, spędzają całe dnie przed kom­pu­te­rem, nie mówią, nie budują relacji – ni­ko­go nie obchodzą.

I przypomniało mi się, że koniecznie chciałam zajrzeć do jednej z jej książek. I nie wróciłam do danej sobie powieściowej obietnicy, tylko klik, klik i wiadomo co. I na kil­ka dni znik­nę­łam, nurkując w tej książce, zaraz po tym, gdy Przegryw za­zna­czy­łam do upolowania.

To książka dla średniozaawansowanych z optyki społecznej, czyli dwanaście roz­dzia­łów o ślepej plamce przywilejów. Każda i każdy z nas doskonale wiemy i na bezdechu wymienimy, czego wzglę­dem innych ludzi nam brakuje (np. pieniędzy, wykształcenia, kontaktów, wia­ry, zimnej krwi, pozycji społecznej, rodziny), ale świa­do­mość tego, co mamy, za­wsze kuleje, choćby nie wiem, jak ją ćwiczyć i rozszerzać. Czy potrafisz bez zastanawiania się podać korzyści, jakie masz z powodu białej skó­ry? A jest ona nie lada przy­wi­le­jem.

Ta książka wyjaśniła mi, dlaczego nie kibicuję Kongresowi Kobiet; dlaczego dawno temu nie wypaliła Partia Kobiet; dlaczego tak wiele kobiet mówi: „nie jestem femi­ni­stką”, co niezmiennie wprawia mnie w osłupienie; dlaczego mężczyźni śmieją się sły­sząc słowo feminizm i co realnie przykrywa ten ich śmiech.

W gruncie rzeczy socjalizacja kobiet i mężczyzn wspiera potrzeby kultury, w której żyjemy. […]  Mężczyźni są z urodzenia nie bardziej agresywni niż kobiety bierne.
Patty Walton

*

To oczywiste, że społeczeństwo jest bardziej przychylne tym „femi­ni­stycz­nym” żądaniom, które nie są groźne, czy nawet wspierają utrwalanie status quo.

*

Kobiety są grupą najbardziej poszkodowaną przez seksistowską opresję. Podobnie jak w przypadku innych form opresji grupowej, również seksizm dokonuje się poprzez struktury instytucjonalne i społeczne, poprzez jed­no­stki, które dominują, wyzyskują czy opresjonują oraz przez same ofiary tych praktyk, socjalizowane, by zachowywać się w sposób, który wspiera istniejący stan rzeczy.

*

Mężczyźni nie są wyzyskiwani czy opresjonowani przez seksizm, ale istnieją sytuacje, w których cierpią oni wskutek jego istnienia.

*

Opresja seksistowska ma pierwszorzędne znaczenie nie dlatego, że leży u podstaw wszystkich innych form opresji, ale dlatego, że jest praktyką dominacji, której doświadcza większość ludzi, bez względu na to, czy są dyskryminowani, czy sami dyskryminują; wyzyskiwani czy sami wy­zy­skują. […] 
     W odróżnieniu od innych form opresji większość ludzi doświadcza se­ksi­zmu i/lub go praktykuje w kontekście rodziny. Jesteśmy zazwyczaj świad­ka­mi albo ofiarami rasizmu i dyskryminacji klasowej w sytuacjach, gdy wychodzimy poza dom, w szerszym kontekście społecznym.

*

[…]  wiele dylematów dzisiejszego ruchu feministycznego zawdzięcza on kobietom z klasy średniej, które kształtowały ten ruch w taki sposób, by sprzyjał on ich oportunistycznym interesom klasowym.

*

Wiele kobiet ma opory przed wspieraniem feminizmu, ponieważ nie są pew­ne znaczenia tego słowa. Inne, zwłaszcza te pochodzące z wy­zy­ski­wa­nych i opresjonowanych grup etnicznych, odrzucają to pojęcie, bo nie chcą być postrzegane jako zwolenniczki ruchu, który jest rasistowski; feminizm jest bowiem często utożsamiany z działaniami na rzecz praw białych kobiet.

*

Większość kobiet lepiej zna krytykę ruchu na rzecz wyzwolenia kobiet niż pozytywne znaczenia słowa „feminizm”.

*

Feminizm to walka na rzecz zniesienia seksistowskiej opresji. Jego celem nie jest poprawa sytuacji jakiejś wybranej grupy kobiet z określonej rasy czy klasy. Feminizm nie żąda dla kobiet większych przywilejów niż dla męż­czyzn. Feminizm może zmienić życie każdego i każdej z nas w sensowny sposób.

*

[Feminizm]  jest również dążeniem do przekształcenia społeczeństwa tak, by rozwój ludzi miał pierwszeństwo przed imperializmem, ekspansją eko­no­mi­czną i zaspokajaniem potrzeb materialnych.

*

W sensie politycznym wzniesione na dominacji białych, patriarchalne pań­stwo opiera się na rodzinie, która indoktrynuje swoich członków, wpa­ja­jąc im wartości wspierające hierarchiczną kontrolę i opartą na prze­mo­cy wła­dzę. W związku z tym państwo ma żywotny interes w pro­pa­go­wa­niu po­glą­du, że feminizm zniszczy życie rodzinne.

*

Kobiety, które są na co dzień wyzyskiwane i opresjonowane, nie mogą sobie pozwolić na to, by porzucić przekonanie, że jednak posiadają jakąś kontrolę nad swoim życiem, nawet jeśli jest to tylko kontrola częściowa. Nie mogą pozwolić sobie na postrzeganie samych siebie wyłącznie jako „ofiar”, po­nie­waż ich przetrwanie bezpośrednio zależy od ciągłego wy­ko­rzy­sty­wa­nia tej nawet niewielkiej władzy, jaką posiadają. Dla tych kobiet wiązanie się z in­ny­mi kobietami w oparciu o wspólną wiktymizację byłoby psy­cho­lo­gicznie demoralizujące. Wiążą się one z innymi kobietami na podstawie wspólnych form siły i posiadanych środków. To właśnie takie tworzenie więzi po­wi­nien wspierać ruch kobiecy. To ten typ więzi jest istotą siostrzeństwa.
     Tworząc więzi z pozycji „ofiar”, białe działaczki na rzecz wyzwolenia ko­biet nie musiały brać odpowiedzialności za konfrontowanie się z całą zło­żo­no­ścią własnego doświadczenia. Nie zadawały sobie trudu analizy wła­snych seksistowskich zachowań wobec ko­biet innych od siebie i nie badały wpływu przywilejów rasowych oraz klasowych na swoje relacje z ko­bie­ta­mi spoza wła­snej rasy i klasy. Identyfikując się jako „ofiary”, mo­gły zre­zy­gno­wać z odpowiedzialności za swoją rolę w podtrzymywaniu i prak­ty­ko­wa­niu seksizmu, rasizmu i dyskryminacji klasowej, czego do­ko­ny­wa­ły uzna­jąc, że tylko mężczyźni są wrogami.

*

Czarne kobiety potrafiły białym kobietom zazdrościć (ich wyglądu, ich ła­twego życia, atencji, z jaką podchodzą do nich „ich” mężczyźni); bać się ich (z powodu władzy ekonomicznej, jaką miały nad życiem wielu czarnych kobiet), a nawet je kochać (jako ich nianie czy służące), ale szacunek dla białych kobiet okazał się dla czarnych kobiet niemożliwy […]. Czarne ko­bie­ty nie odczuwają szczególnego podziwu dla białych kobiet jako kom­pe­tent­nych, pełnych osobowości, […]  zawsze widziały w nich roz­ka­pry­szo­ne dzie­ci, śliczne i zepsute, ale nigdy prawdziwych dorosłych zdolnych do roz­wią­zy­wania prawdziwych problemów tego świata.
  //  Toni Morrison

*

Białe kobiety z klasy średniej zainteresowane problematyką praw kobiet są z oczywistych powodów zadowolone z prostych definicji. Retorycznie wpi­su­jąc się w tę samą kategorię społeczną, co kobiety faktycznie opre­sjo­no­wa­ne, mogą spokojnie pomijać problemy rasy i klasy.
     Kobiety z niższych klas społecznych, szczególnie te, które nie są białe, nie będą definiowały wyzwolenia kobiet jako zrównania statusu kobiet i męż­czyzn, ponieważ na co dzień konfrontują się z tym, że nie wszystkie ko­biety mają taką samą pozycję społeczną. Mają one przy tym świadomość, że wie­lu mężczyzn z ich grup społecznych podlega wyzyskowi i opresji. Wie­dząc, że mężczyźni z ich grup społecznych są pozbawieni społecznej, politycznej i ekonomicznej władzy, nie uznałyby za wyzwolenie zrównania własnej po­zy­cji społecznej z tą, jaką zajmują oni. Choć zdają sobie sprawę z tego, że seksizm daje mężczyznom z ich grup społecznych przywileje, do których one same nie mają dostępu, postrzegają przesadną artykulację męskiego szo­wi­ni­zmu w wykonaniu mężczyzn z ich grupy raczej jako wynik poczucia bez­sil­no­ści i bezradności w ich relacjach z mężczyznami z grup po­sia­da­ją­cych władzę niż wyraz ich generalnie uprzywilejowanej pozycji społecznej.

*

Białe kobiety i czarni mężczyźni znają obie strony sytuacji – mogą funk­cjo­no­wać w roli opresora albo podlegać opresji. Czarni mężczyźni mogą być ofiarami rasizmu, ale seksizm daje im możliwość działania z po­zy­cji opre­so­ra w stosunku do kobiet. Białe kobiety z kolei mogą stać się ofiarami se­ksi­zmu, ale rasizm pozwala im na wyzyskiwanie i opresjonowanie czar­nych. Obie te grupy stworzyły ruchy społeczne, które umożliwiały im działanie na rzecz własnego interesu i wspieranie ciągłości opresji innych grup. Seksizm czarnych mężczyzn podważa walkę z rasizmem, podobnie jak ra­sizm bia­łych kobiet stanowi przeszkodę dla zwalczania seksizmu.

*

Uprzywilejowane feministki zasadniczo nie potrafiły mówić do różnych grup kobiet, rozmawiać z nimi oraz zabierać w ich imieniu głosu, ponieważ albo nie w pełni rozumiały wzajemne relacje zachodzące między opresją płciową, rasową i klasową, albo nie traktowały tych relacji poważnie. Femi­nistyczne analizy sytuacji kobiet skupiają się zazwyczaj wyłącznie na płci społeczno-kulturowej […]. Odzwierciedlają typową dla zachodniego pa­triarchalnego umysłu tendencję do fałszowania rzeczywistego życia ko­biet poprzez nacisk na to, że płeć społeczno-kulturowa jest jedynym wy­znacz­ni­kiem sytuacji kobiet.

*

Kiedy ruch na rzecz wyzwolenia inspiruje się głównie nie­na­wiścią do wroga, a nie wyobrażeniem nowych moż­li­wo­ści, zaczyna się on stawać przyczyną własnej klęski.

*

[…]  feminizm nie polega na tym, żeby osiągnąć sukces, zostać dyrektorką w korporacji lub wygrać wybory; nie polega on też na tym, by tak jak mąż robić karierę, jeździć na narty, spędzać dużo czasu z partnerem i dwójką uroczych dzieci – a wszystko dzięki temu, że masz gosposię, która czyni to wszystko możliwym, ale sama nie ma pieniędzy lub czasu na takie życie; feminizm nie polega też na tym, by otwierać Bank Kobiet albo spędzić weekend na drogim warsztacie, który zrobi z ciebie kobietę asertywną (ale nie agresywną); przede wszystkim zaś nie polega on na tym, że stajesz się agentką CIA, policjantką czy generałką piechoty morskiej.
  //  Carol Ehrlich

*

W systemie kapitalistycznym patriarchat ma taką konstrukcję, że seksizm ogranicza zachowania kobiet w pewnych sferach, choć zarazem daje im wolność w innych. Brak ekstremalnych ograniczeń sprawia, że wiele kobiet nie bierze pod uwagę tych obszarów, w których się je wyzyskuje czy dy­skry­mi­nu­je ze względu na płeć; mogą one nawet żywić przekonanie, że nie ma żadnej opresji względem kobiet.

*

Być na marginesie to zarazem być częścią całości, ale również pozostawać poza centrum.

*

Radykalny feminizm, i nie obejmuje to w żaden sposób wszystkich sta­no­wisk w ruchu wyzwolenia kobiet, postuluje, że dominacja jednej istoty ludz­kiej nad inną jest najbardziej podstawowym złem w społeczeństwie. Jego celem jest walka z dominacją w stosunkach między ludźmi.
  //  Celestine Ware

*

Rasizm uczy rozdętego poczucia ważności i wartości, zwłaszcza kiedy współwystępuje z uprzywilejowaną pozycją klasową.

*

Bunt jest stadium w rozwoju rewolucji, lecz nie jest on samą rewolucją. Jest ważnym etapem, gdyż odpowiada „powstaniu”, stanowi potwierdzenie przez uciskanych ich własnego człowieczeństwa. Bunt stanowi dla opre­sjo­no­wa­nych i wszystkich innych osób wyraźną informację o tym, że sytuacja jest już nie do zniesienia. […]  Bunt wstrząsa społeczeństwem, lecz nie do­star­cza tego, co niezbędne dla budowy nowego porządku społecznego.
  //  Grace Lee Boggs i James Boggs

*

Nie ma w naszym społeczeństwie sposobu zarobienia dużych pieniędzy – żadnego sposobu – który nie wiązałby się z wyzyskiem innych ludzi.
  //  Vivian Gornick

*

[…]  wszyscy jesteśmy ranieni przez sztywne role płciowe.

*

[…]  samo stwierdzenie „mężczyźni są wrogami” było w gruncie rzeczy po prostu odwróceniem męskiej supremacyjnej doktryny „kobiety są wrogami” – starej interpretacji rzeczywistości powtarzanej od czasów Adama i Ewy.
     Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że nacisk na wizję „mężczyzny ja­ko wroga” odwracał uwagę od poprawy relacji między kobietami i męż­czy­zna­mi oraz od sposobów, które umożliwiłyby mężczyznom i ko­bie­tom wspól­ne oduczanie się seksizmu.

*

Stwierdzenia takie, jak „każdy mężczyzna to wróg” i „wszyscy mężczyźni nienawidzą kobiet” wrzucały wszystkich mężczyzn do jednego worka, su­ge­rując tym samym, że mają oni równy dostęp do męskich przywilejów.

*

Z perspektywy społecznej jednak wszystko wygląda zupełnie inaczej. Im je­steś bogatsza, tym mniejszą uwagę zwracasz na tych, od których zależysz. Pieniądz może ci kupić całkiem sporo dystansu. Jeśli masz go wy­star­cza­ją­co dużo, możesz nawet nie musieć nigdy nikogo widywać. To wielki luksus mieć pełną kontrolę nad tym, na co spoglądasz […].
  //  Cathy McCandless

*

Feministyczne działaczki często mówią o wykorzystywaniu kobiet przez mężczyzn w taki sposób, jakby było to egzekwowanie jakiegoś przywileju, a nie wyraz moralnego bankructwa, szaleństwa i dehumanizacji. […]  Ideologia seksistowska dokonuje u mężczyzn takiego prania mózgu, że wierzą oni, iż ich brutalne wykorzystywanie kobiet przynosi im korzyści, które w rzeczywistości nie istnieją. Jednak feministyczne działaczki po­twier­dza­ją tę logikę, podczas gdy powinnyśmy stale nazywać takie dzia­ła­nia po imieniu, wskazując, że są to wypaczone relacje władzy, ogólny brak kontroli nad własnym postępowaniem, emocjonalna bezsilność, skraj­na irracjonalność czy, w wielu wypadkach, zwyczajne szaleństwo. […]  Tak długo, jak mężczyźni będą przechodzili pranie mózgu, które po­zwa­la po­sta­wić znak równości między brutalną przemocą wobec kobiet i przy­wi­le­jem, nie będą oni potrafili zrozumieć szkód, jakie wyrządzają samym so­bie i in­nym, nie będą też mieli żadnej motywacji do zmiany.

*

[…]  ciężkie czasy mają doskonały wpływ
na otwieranie ludziom oczu.

*

[…]  czytanie i pisanie pomaga jednostkom rozwijać wyobraźnię i umie­jęt­ność myślenia. […]  dostęp do rozmaitych interpretacji rzeczywistości zwięk­sza umiejętność samodzielnego myślenia, działania wbrew normom kultury i tworzenia alternatyw dla społeczeństwa – każda z tych rzeczy ma dla działania politycznego fundamentalne znaczenie.
  //  Charlotte Bunch

*

Twierdzenie, że kobiety muszą uzyskać władzę, zanim będą mogły sku­tecz­nie stawić opór seksizmowi, jest zakorzenione w fałszywym prze­ko­na­niu, że kobiety nie posiadają władzy. Kobiety, nawet te spośród nas, które są naj­bar­dziej uciśnione, sprawują jakąś władzę. […]  Jedną z naj­bar­dziej zna­czą­cych form władzy, jaką posiadają uciśnieni, jest „od­mo­wa uznania ta­kiej definicji ich samych, która jest narzucana przez tych, któ­rzy posiadają władzę”.

*

Ucząc się wykonywania prac domowych, dzieci i dorośli podejmują od­po­wiedzialność za porządkowanie materialnej rzeczywistości wokół siebie. Uczą się cenić to, co ich otacza i o to dbać. Ponieważ tak wielu chłopców w ogóle nie uczy się prac domowych, gdy dorastają, są kompletnie po­zba­wie­ni sza­cun­ku dla otoczenia i często brakuje im umiejętności dbania o sie­bie i dom.

*

[…]  bycie mężczyzną jest równoznaczne z posiadaniem siły, agresją i wolą dominacji oraz stosowaniem przemocy; zaś bycie kobietą oznacza słabość, bierność oraz wolę karmienia i afirmacji życia innych. Takie dualistyczne myślenie tymczasem stanowi podstawę wszystkich form społecznej do­mi­na­cji w społeczeństwach Zachodu.

*

[…]  miłość jest aktem odwagi, a nie lęku […].
Paulo Freire
(1921–1997)

*

Wielu rodziców uczy swoje dzieci, że przemoc jest naj­prost­szym i naj­bar­dziej akceptowalnym sposobem zakończenia konfliktu i potwierdzenia wła­dzy. Mówiąc rzeczy takie, jak „Robię to tylko dlatego, że cię kocham”, kiedy używają przemocy fizycznej wobec swoich dzieci, rodzice nie tylko zrów­nu­ją przemoc z miłością, ale też proponują im taką wizję miłości, która utoż­sa­mia ją z bierną akceptacją, brakiem wyjaśnienia i dyskusji. W wielu do­mach małe dzieci i nastolatki dowiadują się, że ich chęć prze­dysku­to­wa­nia z rodzicami różnych kwestii jest przez nich odbierana jako podważanie ro­dzi­cielskiej władzy czy autorytetu, jako „niekochanie ich”. Rodzice uży­wa­ją siły, by odpowiedzieć na to, co uznają za zamach na swój autorytet. […]  Miłość i przemoc są w naszym społeczeństwie tak mocno ze sobą związane, że wiele osób, szczególnie kobiet, boi się, że wyeliminowanie przemocy do­pro­wadzi do utraty miłości.

*

Podobnie jak większość mężczyzn, większość kobiet jest od dzieciństwa uczo­na, że dominacja i kontrola to podstawowe formy ekspresji władzy. Choć kobiety jeszcze nie zabijają w wojnach i nie kształtują polityki rządów na równi z mężczyznami, to wierzą one, podobnie jak grupy mężczyzn u wła­dzy oraz w ogóle większość mężczyzn, w dominującą ideologię naszej kultury. Gdyby to kobiety miały władzę, społeczeństwo nie zostałoby zorganizowane inaczej niż teraz. Zorganizowałyby je inaczej tylko wtedy, gdyby miały inny system wartości.

*

[Nancy Hartsock]  te jej [władzy]  interpretacje, które są kreatywne i afirmujące życie, te, które zrównują władzę ze zdolnością do działania, z siłą i umiejętnościami, z działaniami, które dają poczucie spełnienia.

*

Okazywanie wrogości jako cel sam w sobie jest bezużyteczne, ale kiedy staje się katalizatorem popychającym nas do większej jasności i zrozumienia, spełnia ważną funkcję.

bell hooks, Teoria feministyczna. Od marginesu
do centrum
, przeł. Ewa Majewska,
Krytyka Polityczna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Wydarzenia takie, jak to, które na początku wydają się wyłącznie negatywne ze względu na napięcie czy wro­gość, mogą prowadzić do pozytywnego rozwoju. Jeśli kobiety będą zawsze szukały „bezpieczeństwa”, unikały konfrontacji, być może nigdy nie doświadczymy żadnej rewolucyjnej zmiany, żadnej transformacji, tak in­dy­wi­du­al­nie, jak i zbiorowo.

*

Seksizm, rasizm i dyskryminacja klasowa oddzielają kobiety od innych kobiet.

*

Kiedy kobiety walczą z prawdziwym oddaniem o to, byśmy zrozumiały dzielące nas różnice, byśmy zmieniły błędne, zaburzone perspektywy, kładą podwaliny pod doświadczenie politycznej solidarności. Solidarność to nie to samo, co wsparcie. Aby jej doświadczyć, musimy mieć wspólne interesy, przekonania, cele, które nas jednoczą w budowaniu siostrzeństwa. Wsparcie może być okazjonalne. Może zostać udzielone i równie łatwo odebrane. Solidarność natomiast wymaga nie­przer­wa­ne­go, ciągłego zaangażowania.

*

Nie jesteśmy opresjonowane w równym stopniu. Nie ma się co z tego cieszyć. Musimy mówić z własnego wnętrza, z perspektywy własnego doświadczenia, naszej opresji – branie na siebie opresji kogoś innego nie jest żadnym po­wo­dem do dumy. Nie powinnyśmy nigdy mówić w imie­niu osób, których doświadczeń nie przeżyłyśmy.
Isabel Yrigoyei

*

Gdy rozmawiam z białymi kobietami o więzach ra­so­wych, często negują ich istnienie; przypomina to męż­czyzn seksistów, którzy negują swój seksizm. Dopóki białe kobiety nie zrozumieją dominacji białych i jej nie podważą, nie ma miejsca na więzi między nimi i ko­bie­ta­mi z innych grup etnicznych.

*

Jedna z azjatyckich studentek pochodząca z Japonii tłumaczyła, że ma opory, by uczestniczyć w orga­ni­za­cjach feministycznych, bo działaczki fe­mi­ni­stycz­ne zwy­kle mówią bardzo szybko i bez przerwy, wszystko chwy­ta­ją w lot i błyskawicznie udzielają odpowiedzi. Jej na­to­miast od dzieciństwa wpajano, że zanim zabierze się głos, trzeba się przez chwilę zastanowić, rozważyć wpływ własnej wy­po­wie­dzi na innych – co jej zdaniem charakteryzuje większość Amerykanów azjatyckiego pochodzenia.

*

Podziały między kobietami wynikają z seksistowskich po­staw, rasizmu, przywilejów klasowych oraz mnóstwa innych uprzedzeń. Wspierające więzi między kobietami mogą pojawić się tylko wtedy, gdy stawimy czoła tym podziałom i podejmiemy kroki konieczne dla ich eliminacji.

(tamże)

poniedziałek, września 11, 2023

5191. 254/365

naprawdę nie mogę włożyć ulubionych spod­ni na święta? ile mi tych świąt zostało?

wymarzone spodnie, na tyłek wciągnięte kilka choinek i nie­ku­pio­nych wielka­noc­nych baranków później, wyciskały łzy do środka, bo obowiązywał świąteczny zakaz łez na zewnątrz.

254/365

#shortStories

niedziela, września 10, 2023

5190. Czekariat (LIV)


fot. Funfel Saxifragi, fragment.

Dialog nie może […]  istnieć bez obecności
głębokiej miłości do świata i ludzi.
Nazywanie świata, które samo jest aktem
tworzenia i odtwarzania, jest niemożliwe,
jeśli nie łączy się z miłością.

Paulo Freire
(1921–1997)

Miłość jest zarazem podstawą dialogu i samym dialogiem.

5189. Z oazy (CLXXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Czytałabym tę książkę w sierpniu, bo przynależy do sierpniowego koloru lektur, ale ukazała się dopiero we wrześniu. Ty samym wła­da­nie sierpnia w moim sercu rozciągnęło się o dodatkowe sześć dni.

Po co mi takie lektury? Pytał już nie raz Sadownik. Po to, by dzielić z kimś wszyst­kie kolory — ich cienie i półtony — które niesie ze sobą żałoba po bardzo ważnej w na­szych życiach Osobach. Współdzieląc wszystko to, co między wierszami i akapitami, łatwiej mi stanąć obok siebie i przyjrzeć się temu, co dzieje się we mnie, ła­twiej mi to rozumieć, łatwiej na nowo układać nieukładalne puzzle życia. Po to mi te lektury. Nie szukam ich, ale one mnie znajdują. Nie czytam ich, ja je połykam.

Wszystko, co teraz piszę, trochę traci sens w obliczu tego, co dzieje się w Ukra­i­nie. Rosyjscy żołnierze zabijają jej cywilnych obywateli dla samego zabijania. Jakby sprawiało im to przyjemność. Czy w każdym człowieku drzemie Lucyfer? Chyba jednak nie, bo część Rosjan, acz niewielka, albo wyjeżdża z Rosji, albo demonstruje sprzeciw wobec wojny. Mimo że grozi za to nawet piętnaście lat więzienia.

Andriy Khlyvnyuk, Ой у лузі червона калина.

*  *  *

Tomek dowiedział się o tragicznych losach większości człon­ków uchodźczej grupy. O ucieczce, o śmierci bliskich, o zburzonych do­mach, o głodzie, po­czu­ciu bez­na­dziei i tym, co najgorsze – ciągłym, bez­li­to­snym strachu. O tym wszystkim, o czym los pozwolił nam zapo­mnieć i martwić się bzdurami.

*

Życie tak wielu ludzi jest zupełnie inne, niż nasza pobieżna ocena może sugerować.

*

Każda śmierć jest nieodwracalna i może dlatego tak bardzo się jej boimy. Boimy się tej własnej i śmierci najbliższych, a z taką beztroską zabijamy obcych. Szczególnie obcych gatunkowo.

*

Teraz, z perspektywy straty i czasu, jaki mija, zapominam złe chwile, a wy­raźnie widzę wszystko, co mi dawał. Dopiero dziś wiem, jak to było ważne.
 
     Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej.

*

Gdy tylko podnosił się z łóżka i schodził na dół, zapalał papierosa i siadał przy stole. Potem całował Bubka i każdego zwierzaka, który wspinał mu się na kolana, i zapalał drugiego. Wstawiał wodę na herbatę i zapalał trzeciego.
     Prosiłam: – Pal co drugiego.
     Godził się bez oporów i każdy następny był drugi.

*

Trudno jest obcować z introwertykami. Trzeba dać im czas. […]  Sądzę, że to, co dzieje się w środku introwertyka, zadziwiłoby każdego pirotechniczną mocą.

*

Dalej nie wierzę, że to się stało. […]  Siedzę przy stole i patrzę na Twoje krzesło. Puste.

*

Dziś umarł malutki jeżyk. […]  Wiem, wszyscy umieramy, ale smutno mi. Ostatnio ciągle mi smutno.

*

Tak to jest z tą śmiercią, każdy się jej boi, ale nie każdy z tego samego powodu.

*

Dreptaliśmy w kółko, wypatrując podgrzybków, gdy nagle Tomek zaczął bez­głośnie przywoływać mnie skinieniem ręki. Podeszłam cichutko i cóż wi­dzę? Na ziemi leży duży, dorodny łoś. Zbliżyliśmy się o kilka kroków, a on tylko patrzył, jakby nie miał zamiaru wstawać. Tomek uznał, że na pewno potrącił go samochód i zwierzę ostatkiem sił dowlokło się do tego miejsca. Co robić? Nie można go było zostawić […]. Już w miarę spokojni, bo za kilka godzin miał przyjechać po łosia profesjonalny transport, zastanawialiśmy się, co będzie ze zwierzęciem po tym, jak zostanie mu udzielona pomoc. Nad­je­chał leśniczy i zaoferował doskonałe miejsce na rekonwalescencję.
     – Pewnie ma złamaną nogę – gdybaliśmy, popijając herbatę z termosu. Nagle łoś wstał, otrzepał się, po czym oddalił się spokojnym, rów­nym kro­kiem. Ucieszyliśmy się jak dzieci! Szybko odwołaliśmy „pogotowie ra­tun­ko­we”, a w domu śmialiśmy się z całej sytuacji do późnego wieczora, a nawet jeszcze następnego dnia rano. Nasz łoś stał się symbolem tego, że za­wsze może być lepiej, niż się wydaje na pierwszy, a nawet dru­gi rzut oka.

*

Zawsze przed snem proszę Cię „wróć choć we śnie”. A Ty nie wracasz.

*

*

Ważne, że było. A może jest dalej?
     Tak bym chciała, żebyś gdzieś był.

Dorota Sumińska, Moje życie z Tomkiem,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Teraz nie robię ani jajecznicy, ani pasty. Czasem gotuję na twardo, ale już mi tak nie smakują.
     Nie mam też kogo spytać: Co ci się śniło?

*

I to jest to straszne oblicze śmierci. Nie ona sama, ale ból, jaki wywołuje w sercach tych, co zostali po drugiej stronie.

(tamże)

5188. Z oazy (CLXXXII)

Tydzień odtruwania organizmu po kon­fe­der(r)a­tach za mną. Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Poezji prozą mi się zachciało. Trafiłam w dziesiątkę.

To książka z cyklu tych, które nazywam sierpniowymi, czyli tymi, które dotykają nie­od­wracalnego. Miłość, intymność trudnych sytuacji, bezsłów, czas i los grają tu pierwsze skrzypce. I dedykacja, w której mieści się nieskończona liczba światów, za którymi tak bardzo tęsknię.

Utracie.
I jeszcze – ptakom.
//  dedykacja

*

Otwiera oczy i jeszcze przez sekundę można w nich zobaczyć drugą stronę życia, sen.

*

Mówię: Wiesz, zawsze chciałam być suką tej wsi, mieć cały Maj na wła­sność. Nie znać granic. Kusiło mnie, żeby być daleko od tego, co ludzkie. Mieć psie ciało i zgodnie z nim postępować, ulegać głodowi, niczego sobie nie odmawiać. Łasić się tylko do wybranych, podgryzać i oszczekiwać wszystko inne. Być wybredną suką. Kochać jednego człowieka, wobec niego mieć obowiązki, jego słuchać. I jeszcze: znikać na wiele dni. Mieć do tego prawo, korzystać.
     Korzystać, powtarza Ann.
     Szczekania niosą się i budzą kolejne dźwięki.
     Wyje cała wieś.

*

Szpic nie pozwala się do siebie zbliżyć. Przyjmuje jedzenie, ale nic za to nie daje, nie towarzyszy, nie szczeka, nie przywiązuje się do nikogo. […] 
     Nie wiadomo, gdzie spędza noce, mówię do Ann, która wyniosła mu przed dom miskę z wodą i kości świni, których dziadek specjalnie z myślą o Szpicu nie wyssał.
     Wyobraź sobie, mówi ona, że on jest nocą, zatem jest wszędzie.
     Przytakuję, podoba mi się ta myśl.

*

Całuję go w pysk, którym on kłapie na sen.

*

Dunaj nie stawia czoła burzy, chce ją przeczekać. Chowa się w szafie w sie­ni. Zakopuje się w obrusy i narzuty.

*

Wołam psa. Dunaj, widziałam to przed pójściem po krowy, zakopał się w sto­do­le, w sianie. Rozpoznał jednak teraz odejście burzy i mój gwizd.

*

Dunaj tym razem skrył się pomiędzy krowami. Przyglądam się tym wielkim ciałom i temu trzęsącemu się psu. Ich siła go uspokaja, zasypia pomiędzy nimi. Mieszają się tu części ciał: psia głowa, miękkie wymiona, rogi, ciepłe pyski.

*  *  *

Czasem zapominam, ile mam sił w rękach. Czasem nie dostrzegam, że podnoszę na siebie rękę. Zapominam się w tym.

*

Należy ochrzcić chorobę, stworzyć dla choroby dobre warunki, przyjąć ją, mówię. Teraz jest członkiem rodziny. Należy jej się imię, które coś znaczy, które kojarzy się z życiem, nie ze śmiercią. Należy mówić do choroby i w tym mówieniu nie zapominać o chorej. Należy podejść chorobę, spró­bo­wać ją oswoić. Nadać jej imię. Tak, dobrze mówisz, jak psu. Tak jak psu. Oswoić chorobę?, dopytuje.
     Snuć chorobę jak opowieść. Opisywać ją, żeby było w niej życie, mówię. Karmić ją jak zwierzę, nie zapominając przy tym o chorej, ale pamiętając, że choroba i babka to nie jedno. Choroba to, wyobraź sobie, huba, która obrosła ten dom.
     A gdyby dać jej imię po zmarłej?, dopytuje.
     Choroba nie znosi śmierci, to jest jej koniec, przekonuję.
     Ufam temu, co mówię. Przyglądam się temu, co wypowiedziałam, dziwię się kategoryczności moich osądów, ale ciągnę to: Nazwiesz chorobę imie­niem zmar­łej, to podejdzie babce do gardła. Będzie się mścić. Choroba ma w sobie coś ze zdradzonej kobiety. Choroba nie wybaczy, nie cofnie się. Jeśli chorujące ciało drga, boi się, to rozgaszcza się w nim. Rośnie. Choroba nie znosi konkurencji, jeśli rośnie, to zajmuje to, co dookoła: rośliny, ściany do­mu, grube zimowe płaszcze.
     […]
     Najchętniej jej chorobie nadałabym imię wzięte z przekleństwa, mówi.
     Nie wzywaj imienia przekleństwa, mówię jej, takie imię wróci, zajmie ci brzuch lub pierś. Rozkwitnie.

*

Wzrok potrzebuje zieleni […].

*

Odkąd choroba zamieszkała w naszym domu, śnią mi się zwierzęta po­ra­żo­ne wścieklizną, mówi. Śnią mi się psy wygrzebujące dziury pod agre­stem i układające tam swoje ciała.
     Przytakuję.
     Chorujemy wszyscy, wszystkim nam choroba podchodzi do gardła, myślę.

*

Wychodzę na werandę i zapalam klubowego. Pomiędzy machami mówię: Choroba jako kurewstwo i jako błogosławieństwo.

*

Ann jest piękna w chwilach, kiedy bierze na usta nasze choroby i mówi o nich jak o czymś chwilowym, jak o czymś, co trzeba przeleżeć, na co istnieje lek.
     […] 
     Choroba to przebiegła pani, pracuje wolno, starannie, w ciągu dnia od­wra­ca uwagę od chirurgicznych cięć w ciele chorego. Z pewnością przy­śpie­sza ruchy w ciągu nocy. Zmiany są na tyle delikatne, że można je za­ob­ser­wo­wać tylko z perspektywy kilku dni niewidzenia, bo jeśli jest się przy cho­rym dzień w dzień, godzinę za godziną, to ma się w sobie ślepość, która mu­si się brać z zaufania do życia. Myślę o tym długo w śnieżną noc.

*

Karmicie chorobę, nie mnie, mówi babka.
     Karmimy życie, mówię.
     Kurwa, myślę.

*

Wchodzę do wanny, zanurzam ciało w wodzie.
     Klamka przechyla się ku podłodze. Drzwi otwiera Ann. Nie puka. Odkąd zachorowała babka, w tym domu się nie puka. Choroba pootwierała wszystkie drzwi.
     Wszędzie można wejść, nie ma tu miejsca na intymność, nie możemy sobie tutaj na nią pozwalać.
     Wszystko jest wystawione na widok.
     Wszystko przygląda się wszystkiemu.
     Wszystko patrzy na wszystko.
     Wszystko stało się wspólne.
     Pachnie lasem, mówi Ann.
     Tak, przytakuję.
     Podpalmy go, mówi i wyjmuje papierosa.
     Siada na podłodze, opiera plecy o wannę, jej głowę mam na wyciągnięcie dłoni. Odchyla ją do tyłu. Zamyka oczy. Jest piękna. Papierosa no­si­ła ze so­bą cały dzień w przedniej kieszeni koszuli. Podpala go, zaciąga się i po­da­je mi z celebracją, jakby podawała hostię.
     Palenie choroby, mówię, zaciągam się i zanurzam ciało w wodzie.
     Wystaje z niej już tylko dłoń z papierosem. Po chwili czuję, że odbiera mi go Ann.

*

Ona rzuciła wtedy na mnie przekleństwo.
     Chciałbyś, żeby je z ciebie zdjęła?, pytam.
     Nie, odpowiada, nie.

*

Mam dla ciebie historię o jednym ze zwierząt, takim, które zmar­twych­wsta­je w chłodzie i wilgoci, a ginie w wietrze i słońcu. To jedyne zwierzę, któ­re­mu nie nadałam tu imienia. Nie potrzebuje imienia. Przybiera różne kształ­ty, nic nie waży. Zawsze wychodzi z jednego miejsca. Lata temu pod­gląd­nę­łam, skąd się sączy. Jest taka jama w południowym brzegu potoku. Wy­cho­dzi stamtąd.
     Nazywasz mgłę zwierzęciem?, pyta Ann.
     Tak.

*

Dzwonią i wpraszają się. Zapraszam, mając nadzieję, że będzie tak jak wcześ­niej, że nikt się nie zjawi. Mylę się. Wielka jest bowiem siła przy­cią­ga­nia choroby i ciekawy dla oczu innych jest jej spektakl.
     […] 
     Goście mówią wiele, zajmują usta słowami.
     To ciekawe, ludzie, którzy przyjeżdżają pooglądać chorobę, nie potrafią mówić w języku, który przystawałby do choroby, myślę. Mówią o śmierci, intensywnie, z uporem. Płaczą. Babka przerabiała to już wiele razy, jest niewzruszona.
     Moja babka jest silna, myślę.
     Powiedzcie coś o życiu, prosi gości.

*

Choroba babki trwa już milion lat, mówię do Ann.
     Tak, milion lat, przytakuje, niech trwa.

*

Pij, mówi Ann, podtykając mi termos pod usta.
     Herbata z dzikiej róży parzy mój język.
     Wszyscy jesteśmy tu chorzy, zaczyna, wszyscy.
     […] 
     Patrzę w Ann. Jest piękna. Pachnie szałwią.
     Przyszłam tu po twoich śladach, po drodze widziałam inne, ale tylko twój był powłóczysty, bo nawet chodzisz tak, że widać, że chodzisz chora, do­tknię­ta czymś. Wszyscy jesteście w tym domu chorzy, wiesz?

*

Słowo pracuje w jej ustach, jest krągłe, ale są w nim miejsca napięć, które w odpowiednich punktach łagodnieją.

*

Róża, twoja wnuczka jest bez męża, wiesz, że wszystkie niezamężne mają stro­ić. Niech przyjdzie w pierwszą sobotę grudnia. Trzeba, żeby stro­ić ko­ściół, ubierać choinki, myć podłogi. Powiedziałam im na to, że moja wnucz­ka, że ty, jest w świecie. Sprowadź ją, powiedziała mi jedna z nich, inna, ta, która usługuje na plebanii. Powiedziałam im, że moja wnuczka jest za­męż­na ze światem, tak im powiedziałam, i dodałam, że już nie należy do nas. Cofnęły się i wyszły z sieni. Możliwe, że je uraziłam, ale nikt kobietom tego domu nie będzie rozkazywał.

*

Nocą budzą nas uderzenia konarów o szybę. Wiatr ochłodził ciało domu, pracuje w jego kościach.

*

Lubię podtrzymywać ogień, wzniecać ciepło, lubię w tej chorobie zajmować czymś ręce. Suche gałęzie poddają się moim dłoniom, w takich chwilach wiem, że będzie z tego gorąc dla mojej chorej.
     Tego ranka wkładam do piecyka wysuszone gałęzie choinki. Dziadek ma w zwyczaju zabijać drzewka. Robi to dla ich zapachu. Chce, żeby nosiły cię­żar posypanych brokatem bombek, żeby lśniły anielskimi włosami. Póź­niej, tuż po kolędzie, wpycha drzewko do komórki i czeka rok, aż wy­schnie. Po roku przeznacza je na podpałkę.

*

[…]  kolejny raz tego dnia wchodzę w sen.

*

Tylko wtedy, kiedy Ann jest blisko, orientuję się w czasie. Ann pilnuje czasu. Wie. […]  to, co za oknem, nie podpowiada, czy to poranek, czy wczesny wieczór.

*

     Zwęszyli utratę.
     Zwęszyli słabość.
     Zwęszyli potrzebę.
     Dziadek nie mówi mi o szczegółach, o interesach z tymi ludźmi. Tyle: To wszystko dla babki.

*

Łakoma jest żałoba, myślę.

*

Widzę, że jej wzrok podąża za światłem, które rzuca szybka niedziałającego zegarka, który mam na nadgarstku. Mam go po ojcu, a czas jest w nim za­trzy­ma­ny na chwili jego odejścia.

*

Opowiadamy, tym napędzamy życie.

*

Wiatr jest pieśnią ziemi i wchodzi w las. Wiatr pracuje w konarach drzew, jest ciepły, suchy. Tym, których napotyka na swojej drodze, podchodzi do oczu, napełnia im gardła. Nie można nim swobodnie oddychać, pochłania cały tlen, chociaż sam nim jest, myślę.
     Wiatr miele las.
     […] 
     Ann we wczesnojesiennym wietrze jest śliczna, bezbronna, blada.
     Wiatr jest pieśnią ziemi, mówię.
     Jest duchem lasu.
     Jest sumieniem lasu.
     Jest krwiobiegiem.
     Jest litanią.
     Pachnie.
     Śpiewa.
     Ściemnia się, mówi Ann.
     Wiatr to opada, to podnosi się z drzew.
     Czy wiatr nie zmienił biegu wydeptanych przez zwierzęta ścieżek?, pyta Ann.
     Ona nie ufa wiatrowi, słyszała o nim straszne historie.
     Jeśli wiatr upatrzy sobie ofiarę, to zaczyna wiać w niej, w środku, mówi.
     Ann nie chce wpuszczać wiatru w siebie.
     Boi się.
     Boję się, mówi.
     […] 
     Ale teraz jesteśmy w lesie. Wiatr podchodzi do nas.
     Jest silnym zwierzęciem, myślę.
     Jeśli wciągniesz w siebie wiatr, tak jak wciągasz powietrze, to będzie już w tobie wiał, mówi Ann, zatykając dłonią moje usta. Nie oddychaj nim. Idź ścieżką wydeptaną przez jałówki, wydaje polecenie, odejmuje dłoń i po­zwa­la mi oddychać.

*

Tak wiele jest w nim cichego, myślę. Jak usłyszeć, co w nim?

*

Najstraszniejsza jest wtedy, kiedy patrzy tak, że nie wiadomo, do kogo na­le­żą jej oczy.

*

Jej twarz drga, coś się w niej uśmiecha, ale nie usta. Spuszcza wzrok.

Małgorzata Lebda, Łakome,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

Myślę, że każdy ma jakieś dzikie w sobie.
     Twoje dzikie jest jeleniowate?, pytam.
     Przytakuje.
     A twoje?
     Hmm, mruczę, moje mogłoby być z lisa.

*

Co mam z tym zrobić?, pytam.
     Karmić, mówi.

*

Nie krzyczę. Nie podnoszę głosu. W tej rodzinie każda czu­łość dzieje się w ciszy. Dźwięk zostaje u mnie w środ­ku i rozchodzi się po wnętrzu i tam drga, drga.

*

Myślę sobie, że piękne są byty, które wzmacniają inne byty.

*

Idzie czas, trzeba uzbroić się w drewno, w miód, mówi.

*

Rytuały, ceremonie zawsze będą we mnie, myślę.

(tamże)

piątek, września 08, 2023

(5185+1). 251/365

patrzę na ciebie*. patrzę i już wiem, że zawsze po­trze­bu­ję pamiętać, że jesteś tajemnicą. gdy widzę ją w tobie, ruszam w podróż, o której zawsze marzyłam.

251/365

_________
  *  dziś jesteś marzeniem, tęsknotą, wspomnieniem.

czwartek, września 07, 2023

5185. 250/365

patrzę na ciebie*. patrzę i widzę tajemnicę, i uśmiecham się. mogę się przysiąść?

250/365

_________
  *  bywasz snem, bólem, lękiem, myślą, marzeniem, tęsknotą, człowiekiem, psem, wspomnieniem.

środa, września 06, 2023

5184. 249/365

dziś, pierwszy raz nie do lekarza, nie na rentgen, usg czy tomo, nie na operację, nie na zdjęcie szwów, nie na rentgen kon­tro­l­ny. dziś do fryzjera a potem.

skończyłam czytać książkę, na któ­rej publikację czekałam po­nad dwa miesiące, którą ku­pi­łam w przedsprzedaży tydzień te­mu, a dziś o drugiej w nocy mia­łam na czytniku.

249/365

Ciągle myślę o tym, jak płytko patrzymy na świat. Jak mało zauważamy, a potem, gdy jest już za późno, tęsknimy za nie­zauważonym.

Dorota Sumińska, Moje życie z Tomkiem,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

*

Krystyna Prońko, Małe tęsknoty,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #74.

wtorek, września 05, 2023

5183. 248/365

zdziwiona, że ze­brało się tak dużo rzeczy do zrobienia. jak zmówiły się, by stanąć dziś razem w ogonku po jej uwagę? zgadały się wiadomością tekstową czy jak?

248/365

poniedziałek, września 04, 2023

5182. Z oazy (CLXXXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Spóźnione, bo osta­tecz­na zgoda co do wyboru cytatów do tego wpisu, wykuta w we­wnętrz­nym dia­logu z samą sobą, jest dzi­siej­sza. Łatwo było wczoraj tu, jesz­cze łatwiej tam. Ten wybór był wyzwaniem. Ogromnym, bo nie wszystkie fragmenty, które chciałabym tu mieć, zmieściły się.

W dniu publikacji, sześć lat temu, tę książkę miałam na wirtualnym stosiku czy­tel­ni­czym, a Biały Kruk chwilę potem w swojej poczcie elektronicznej. Po dwóch dniach powiedział, że pięknie napisana, choć przejmująco smutna. W owym czasie nie mia­łam wyporności na żaden rodzaj smutku, książka utknęła na stosiku. Ale!

Goszcząc wśród ulubionych utworów Białego Kruka, milionowy raz pasąc uszy i du­szę an­dan­te, zderzyły mi się kulki w głowie, że dużo Szostakowicza ostatnio w moim życiu, i przypomniało mi się, że na stosiku nieprzeczytany Barnes, ten wśród dwóch innych książkowych, barnesowych, czekariuszy.

Minęło sześć lat od publikacji tej książki. Przed smutkiem uciekłam wtedy, nie dało się uciec teraz. Jest ogromny, bo to sto osiemdziesiąta pierwsza pozycja książkowa prze­czy­ta­na prze­ze mnie w czasie wojny tuż obok nas. Pięk­na i niemiłosiernie przejmująca lektu­ra. Dziwię się, że tak długo musiała na mnie czekać. Aż trudno uwierzyć — do ostat­niej strony — że Brytol tak doskonale był w sta­nie oddać atmosferę i gro­zę cza­sów, w któ­rych przyszło żyć kompozytorowi. Na po­hy­bel — zapożyczenie z języka ukra­iń­skiego — Rosji za tam­ten i ten czas po­win­niśmy bardzo głośno słuchać Szo­sta­ko­wicza.

Odtruwałam się tą książkach po miszczah. Powolutku rozsiadają się w main­stream­o­wych mediach, więc dotarło do mnie, że idą po nas z pro­po­zy­cją bonu zdro­wot­ne­go, bo u weterynarza nie ma kolejek, więc lepiej leczyć nas jak psy. Może po­win­nam na nich zagłosować, biorąc pod uwagę, że naj­częściej wykonywaną pro­ce­du­rą we­te­ry­na­ryj­ną jest eutanazja. W moim przypadku ów bon byłby niczym bilet do Szwaj­ca­rii — dzieło prestidigitatora czy innowacja?

W pewnym momencie wszyscy się tym stawali: sposobami na przetrwanie.

*

Ilf i Pietrow napisali: „Nie wystarczy kochać radzieckiej potęgi. Radziecka potęga musi kochać was”. Jego radziecka potęga nigdy nie pokocha. Miał nieodpowiednie pochodzenie: wywodził się z liberalnej inteligencji tego po­dejrzanego miasta, jakim jest Sankt Leninsburg. Czysta proletariacka krew była dla Sowietów tak ważna jak dla nazistów czysta krew aryjska. Co wię­cej, był na tyle próżny albo głupi, by zauważać i pamiętać, że to, co partia powiedziała wczoraj, często stoi w oczywistej sprzeczności z tym, co partia mówi dzisiaj. Chciał, żeby zostawiono go samego z muzyką i rodziną, i przy­ja­ciółmi: najprostsze pragnienie, a przy tym zupełnie nie­speł­nialne.

*

Starał się postępować najlepiej, jak potrafił, co jest wszak szczytem naszych możliwości.

*

Być Rosjaninem znaczyło być pesymistą; być człowiekiem radzieckim zna­czy­ło być optymistą. Dlatego pojęcie „Rosja radziecka” to sprzeczność sama w sobie. Władza nigdy tego nie rozumiała. Uważała, że jeśli zabije się dość ludzi, a reszcie zaaplikuje propagandę i terror, w społeczeństwie zapanuje optymizm. Ale jaka w tym logika? Podobnie jemu powtarzali, na różne spo­so­by i w różnych słowach, ustami biurokratów od muzyki i wstęp­nia­ka­mi w prasie, że chcą „Szostakowicza optymistycznego”. To też sprzeczność sa­ma w sobie.

*

Jakie znaczenie mają nazwy? Urodził się w Sankt Petersburgu, zaczął do­ra­stać w Piotrogrodzie, skończył dorastać w Leningradzie. Albo w Sankt Leninsburgu, jak lubił go czasem nazywać. Jakie znaczenie mają nazwy?

*

Czy miał jakąś wiarę w komunizm? Na pewno tak – jeśli po drugiej stronie był faszyzm. Ale nie wierzył w utopię, w możność udoskonalenia ludzkości, w inżynierię dusz ludzkich.

*

Ważne było nie tyle, czy dana opowieść odpowiada faktom, ile to, co z niej wynika. Choć było też tak, że im dłużej historia krążyła, tym prawdziwsza się stawała.

*

[…]  nie ćwiczył swojego ciała; tylko je zamieszkiwał. Pewien przy­jaciel kiedyś zademonstrował mu coś, co określił jako gimnastykę dla inte­li­gentów. Należało wziąć pudełko zapałek i wysypać jego zawartość na po­dło­gę, po czym, pochylając się, zebrać zapałki, po jednej.

*

Od kilku lat wznosił taki sam noworoczny toast. Przez trzysta sześćdziesiąt cztery dni w roku kraj musiał wysłuchiwać codziennych szaleńczych za­pew­nień władzy, że wszystko jest jak najlepiej na tym najlepszym ze światów, że oto powstał raj – albo powstanie wkrótce, gdy porąbie się jeszcze kilka drew i poleci jeszcze milion wiórów, i zastrzeli się jeszcze kilkaset tysięcy sabotażystów. Że nadejdą szczęśliwsze czasy – o ile już nie nadeszły. A tego trzysta sześćdziesiątego piątego dnia wznosił kieliszek i mówił z najwyższą powagą: „Wypijmy za to – żeby już nie było lepiej!”.

*

Pisał muzykę dla wszystkich i dla nikogo. Pisał muzykę dla tych, którzy po­tra­fią ją docenić, bez względu na ich pochodzenie. Pisał muzykę dla uszu, które słyszą.

*

Czemu, zastanawiał się, władza naraz zwróciła uwagę na muzykę i na niego? Władzę zawsze bardziej niż nuty interesowały słowa: pisarzy, nie kompozytorów, mianowano inżynierami dusz ludzkich. Pisarzy potępiano na pierwszej stronie „Prawdy”, kompozytorów – na trzeciej. Dwie strony różnicy. Ale nie była to błahostka: mogła przesądzić o życiu lub śmierci.

*

Polecono mu, by publicznie odwołał swoje poglądy. Kiedy szedł do mów­ni­cy, zastanawiając się, co takiego mógłby powiedzieć, wciśnięto mu do ręki przemówienie. Odczytał je bezbarwnym głosem. Obiecał w przy­szło­ści sto­so­wać się do partyjnych dyrektyw i pisać melodyjną muzykę dla ludu. W po­ło­wie oficjalnego potoku słów oderwał wzrok od tekstu, uniósł głowę, rozejrzał się po sali i powiedział bezradnie: „Zawsze wydawało mi się, że kiedy piszę szczerze, zgodnie z tym, co czuję, moja muzyka nie może być «przeciwko» ludowi, i że ostatecznie ja też… w jakimś niewielkim stopniu… ten lud reprezentuję”.

*

Cóż, jak powiadają, to nie takie proste – życie przeżyć.

*

Podziwiał tych, którzy stawili czoło władzy, mówiąc prawdę. Podziwiał ich dzielność i uczciwość moralną. Czasem im też zazdrościł; ale to było skom­pli­ko­wa­ne, bo po części zazdrościł im śmierci, tego, że skrócono im mękę życia. […] 
     Ale ci bohaterowie, ci męczennicy […]  nie umarli sami. Ich heroizm nisz­czył też wielu wokół. I dlatego nie było to proste, nawet kiedy było jasne.
     I oczywiście ta niezbita logika działała w obie strony. Ocalając siebie, ocalało się też tych wokół, tych, których się kocha. A skoro zrobiłbyś wszyst­ko, żeby ocalić tych, których kochasz, robiłeś wszystko, żeby ocalić siebie.

*

Potrafił pracować w każdych warunkach, bez względu na otaczający go chaos i niewygodę. To było jego zbawienie.

*

Jeśli muzyka jest tragiczna, ci o oślich uszach oskarżają ją o cynizm. Ale kiedy kompozytor czuje gorycz albo rozpacz, albo popada w pesymizm, to znaczy, że wciąż w coś wierzy.
     Co można przeciwstawić zgiełkowi czasu? Tylko muzykę, którą nosimy w sobie – muzykę naszego jestestwa – którą czasem ktoś przekształca w rze­czy­wi­stą muzykę. Która, na przestrzeni dziesięcioleci, jeśli jest na tyle silna i prawdziwa, i czysta, że zdoła zagłuszyć zgiełk czasu, przekształca się w szept historii.
     Tego się trzymał.

*

Kiedy wszystko inne zawodziło, kiedy zdawało się, że nie ma na tym świecie nic prócz nonsensu, trzymał się jednego: dobra muzyka zawsze bę­dzie do­bra, a wielka muzyka jest niepodważalna.

*

W tamtym okresie były dwa zdania – jedno pytające, drugie twierdzące – od których lał się pot, a silni mężczyźni srali w gacie. Pytanie brzmiało: „Czy Stalin wie?”. A stwierdzenie, jeszcze bardziej niepokojące: „Stalin wie”.

*

Strach: co wiedzą o nim ci, którzy go wywołują? Wiedzą, że działa, a nawet jak działa, ale nie wiedzą, jakie to uczucie.

*

W czasach studenckich – tamtych latach radości, nadziei i poczucia nie­znisz­czal­no­ści – przez trzy lata harował jako pianista kinowy. […]  Była to trudna, poniżająca praca; niektórzy właściciele okazywali się sknerami – woleli cię zwolnić, niż wypłacić wynagrodzenie. Niemniej powtarzał sobie, że Brahms przygrywał w hamburskim burdelu dla żeglarzy. Co wprawdzie może jednak było przyjemniejsze.

*

Zrezygnowany Korsakow wysłał pocztówkę, w której napisał: „Jeśli mamy iść, to chodźmy, jak powiedziała papuga do kota, który trzymał ją za ogon i wlókł po schodach w dół”.
     Tak – nieraz tak właśnie postrzegał swoje życie. I uderzył głową o sta­now­czo zbyt wiele stopni.

*

Oczywiście nikt nie umiera dokładnie we właściwej chwili: niektórzy umie­ra­ją za wcześnie, inni za późno. Niektórym udaje się mniej więcej utrafić w rok, ale potem wybierają zupełnie niewłaściwą datę. Biedny Prokofiew – umrzeć tego samego dnia co Stalin! Siergiej Siergiejewicz doznał udaru o ósmej wieczorem, a zmarł o dziewiątej. Stalin zmarł pięćdziesiąt minut później. Umrzeć, nie wiedząc, że wielki tyran wyzionął ducha! Cóż, to właś­nie cały Siergiej Siergiejewicz. Mimo że tak skrupulatnie pilnował cza­su, nigdy do końca nie nadążał za Rosją. Jego śmierć była więc przejawem absurdalnej synchronii.

*

Może jego zachowanie chwilami ocierało się o manię, ale było to konieczne. Jeżeli świat wymyka się spod kontroli, trzeba się upewnić, że mamy pod kontrolą te obszary, które kontrolować możemy. Choćby one były naj­mniejsze.

*

Nie bał się już, że zostanie zabity – to była prawda, i powinna cieszyć. Wiedział, że pozwolą mu żyć i że otrzyma najlepszą opiekę lekarską. Ale, w pew­nym sensie, to było gorsze. Bo żywych zawsze da się jeszcze upodlić. Czego nie można zrobić zmarłym.

*

Dawniej były rozkazy; teraz były sugestie. Tak więc jego rozmowy z władzą stały się, czego z początku nie dostrzegł, bardziej niebezpieczne dla duszy.

*

Zadał sobie pewne pytanie. Brzmiało tak:

     Lenin uważał, że muzyka przygnębia.
     Stalin myślał, że muzykę rozumie i docenia.
     Chruszczow muzyką gardzi.
     Co jest najgorsze dla kompozytora?

     Na niektóre pytania nie ma odpowiedzi. A kiedy umierasz – przy­naj­mniej py­tania cię opuszczają. Kulawego grób wyleczy, jak mawiał Chruszczow. Nie urodził się kulawy, ale możliwe, że okulał, moralnie, duchowo. Kulawy, który ma wiele pytań. A może śmierć leczy nie tylko pytającego, leczy także pytania. Z perspektywy czasu każda tragedia wygląda jak farsa.

*

Może odwaga jest jak piękno. Piękna kobieta starzeje się: i widzi tylko to, co odeszło; inni widzą tylko to, co pozostało. Niektórzy gratulowali mu wy­trwa­ło­ści, tego, że się nie podporządkował; twardego rdzenia skrytego pod histeryczną fasadą. On widział tylko to, co odeszło.

*

Byli też tacy, którzy rozumieli nieco więcej, którzy cię wspierali, ale jed­no­cześnie byli tobą rozczarowani. Którzy nie byli w stanie pojąć jednego prostego faktu: że w Związku Radzieckim nie da się mówić prawdy i żyć.

*

Wszyscy zawsze chcieli od niego więcej, niż był w stanie dać. A on zawsze chciał dawać tylko muzykę.
     Gdyby to było takie proste.

*

Co on sobie cenił? Muzykę, rodzinę, miłość. Miłość, rodzinę, muzykę. Hie­rar­chia ulegała zmianom. Czy ironia mogła ochronić jego muzykę? Na tyle, na ile muzyka stanowiła tajny język, który pozwala przemycić pewne treści, tak, by nie wychwyciły ich niepożądane uszy. Ale nie mogła istnieć jedynie jako szyfr: czasem pragnęło się powiedzieć coś wprost.

*

Nie chciał robić z siebie postaci tragicznej. Ale czasem, nad ranem, kiedy jego świadomość śmigała, myślał sobie: a więc do tego sprowadziła się historia.

*

Kto wie, co uzna przyszłość? Spodziewamy się po niej zbyt wiele – mamy nadzieję, że zrewiduje teraźniejszość.

*

Kiedy życie mówi ci: „I tak to”, kiwasz głową i nazywasz to przeznaczeniem.

Julian Barnes, Zgiełk czasu,
przeł. Dominika Lewandowska-Rodak,
Świat Książki, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

Niewiele wiedział o sztukach wizualnych i nie mógłby podjąć z tamtym poetą dyskusji o abstrakcjonizmie; ale wiedział, że Picasso to drań i tchórz. Jakżeż łatwo być komunistą, kiedy nie żyje się w komunistycznym kraju! Picasso spędził całe życie, malując swoje gówniane obra­zy i wiwatując na cześć radzieckiej władzy. Ale nie daj Boże, żeby jakiś biedny artysta cierpiący pod rzą­da­mi tejże spróbował malować jak Picasso. Picasso mógł swo­bod­nie głosić prawdę – czemu nie głosił jej w imie­niu tych, którzy nie mogą? Ale on siedział jak bogacz w Pa­ry­żu i na południu Francji, malując w kółko tego swo­je­go ohydnego gołąbka pokoju. Nienawidził widoku tego cholernego gołąbka. I nienawidził niewoli idei rów­nie mocno jak niewoli fizycznej.

*

Rosja, moja droga matka,
Niczego przemocą nie bierze;
Tylko to bierze, co jej sami damy,
Gdy nóż nam do gardła przyłoży.

*

Tak, dziękuję, znakomity pomysł: nowe utwory, za­ka­za­ne w Rosji, grane na Zachodzie. Czy oni potrafią sobie wyobrazić, na jakie ataki by się wystawił? Byłby to naj­lep­szy dowód, że chce przywrócić w Związku Ra­dzie­ckim kapitalizm. Ale mógłby pan po prostu tworzyć, tak? Tak, mógłby tworzyć muzykę, której nikt by nie grał ani grać nie mógł. Tyle tylko, że muzyka jest po to, by jej słuchano – w czasach, w których powstaje. Mu­zy­ka nie jest jak chińskie jajo: nie staje się lepsza od tego, że leży latami w ziemi.

*

kto potrafi powiedzieć, co byłoby lepsze? Tego dowiadujemy się po fakcie, kiedy jest już za późno.

(tamże)