niedziela, listopada 19, 2017

2658. Schodząc z kortyzolu

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wyrzut kortyzolu. Wyrzut? Cała wlewka! Trzęsące się ręce. Łamiący się głos. Łzy.
Nigdy w życiu nie bałam się tak o najukochańszego człowieka.

Fałszywy alarm. Teraz trzy dni będę z tego kortyzolu schodzić.

Do masakrującej książki dziś nie zaglądam. Tulli odłożyłam na rzecz Tulli. Schodziłam z kortyzolu dotykiem wspaniałego grubego papieru; powolnością przesuwania wzroku po literkach; kreską, która czasem poruszała delikatne w środku; śmiechem i uśmiechem wskutek treści. Podobno to książka dla dzieci — tej Autorki pierwsza dla dzieci, ale osobiście natknęłam się na kilka miejsc, których niuans wyłapią tylko dorośli. Schodziłam z kortyzolu w hamaku. Schodzę dalej przy innej Tulli.

To wcale nie taka wielka sztuka skakać przez płonące obręcze, kiedy się wie, że po drugiej stronie będzie to samo co po tej.

*

Wieczorami Ptiżużuu lubił odwiedzać zające w ich norze. Siadali na progu i patrzyli na gwiazdy. To było o wiele przyjemniejsze od zebrań na polanie, gdzie rosło drzewo, w którym puchacz miał swoją dziuplę. Można tak było siedzieć i patrzeć bez końca i być razem, i wcale się nie odzywać.

*

     — Co piszą? — interesowała się łasica. Nie umiała czytać, tak samo jak dzik i zające, ale przynajmniej tego żałowała.

*

I naraz pomyślała sobie, że ona sama też może być szczęśliwa. Przecież jest zwierzęciem, które ma imię, choć go nie zna. Zwierzęciem, dla którego jest ważny ktoś jeszcze, nie tylko ono samo. Imię, pomyślała łasica, która wcześniej nigdy na to nie wpadła, nosi się dla kogoś!

*

Nie wiemy, co nas teraz czeka. W takiej chwili powinniśmy wspierać się nawzajem.
     — Więc dlaczego nikt mnie nie wspiera? — rozżalił się dzik.
     — Dziku, na pewno rozumiesz, co to takiego „nawzajem”.
     — Nie rozumiem! Nie rozumiem! — wrzeszczał dzik, tupiąc kopytkami. — Ja chcę do małpy
!

Magdalena Tulli, Ten i tamten las, ilustr. Alicja Rosé,
Oficyna Wydawnicza Wilk & Król, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(ilustr. Alicja Rosé, tamże)

2657. Dwie damy, jedna kula i jedna laska w kinie

Gepardzica ze Smokiem jakiś czas temu polecili nam ten film.

*

Sadownik:
(wczoraj rano przez telefon
na chwilę przed sobotnią nauką
)
Dobrego dnia!

Jabłoń:
Idziemy w południe z Georginią do kina.

Sadownik:
Znowu na poranek*?

Jabłoń:
Na Najlepszego.

Film:
(oglądany z zakrywaniem drzewnych oczu
przez pierwsze pięćdziesiąt minut
)

     — Takie są zasady.
     — Kto to będzie wiedział? [że jedną z nich złamiesz]
     — Ja.

___________
* bo wtedy też byłyśmy rano.

sobota, listopada 18, 2017

2656. Tak jest i już

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytanie masakrującego ibuka przerywam czytaniem stosiku papieru. Po Tulli, przed Tulli i kolejną Tulli, przyszedł odpowiedni czas na tę książkę.

Czytając, na poziomie społecznym, wściekłość miesza się we mnie ze wstydem, że żyję w kraju, który za nic ma badania naukowe, fakty i ludzkie doświadczenie. Kraju, którego rząd szerzy mity, wspiera ciasne myślenie i zachwyca się króliczną mocą heteryków.

Czytając, na poziomie indywidualnym, odnajduję nie tylko paralele do mojej nieudowodnionej społecznie heteryckości, ale również czuję wdzięczność za wniesienie tej osobistej historii do sfery publicznej. Przypominam sobie film, mężczyznę i kobietę. I wracam do mojego zamyślenia z początku października: nowi studenci, rekordowa ich liczba w tym roku, a wśród nich jakieś 60–80 osób nieheteronormatywnych… jak się mają? jak się czują? jak dać im znać, że jestem po ich stronie?

Dla mnie wszystko, co się ze mną działo i dzieje do tej pory, jest normalne. Jakie ma być, skoro nigdy nie miałem innego życia?

*

Gdybym miał wybór, też chciałbym móc od tego uciec. Teraz jednak nie mamy już wyboru. Wiedza to droga w jedną stronę, nie da się nie wiedzieć tego, co już raz wyszło na jaw. Trzeba z ciężkim westchnieniem włączyć to w rejestr spraw bieżących, spraw, które istnieją. A potem poszukać rozwiązania, tak żeby wszyscy jak najmniej na tym ucierpieli.

*

Patrzy. Nadstawia ucha. Chce wiedzieć, jak to jest. Jak mi jest.

*

To jest dla mnie jedyna możliwa droga do bycia normalnym i idę nią, biorąc pod uwagę wszystkie konsekwencje.

*

Gdy już chwytam za klamkę, mówi, że podziwia moją odwagę. Uśmiecham się i dalej nic nie mówię. Nie mówię, bo wiem, że to nie kwestia odwagi. To kwestia wyboru między koszmarem a życiem. Właściwie nie ma wyboru. Można tylko ze wszystkich sił dążyć do normalności, tak jak robią to wszyscy dookoła, tyle że w innych kwestiach. Każdy chory chce być zdrowy. Człowiek bez nogi stara się o protezę. Człowiek z jakąkolwiek dysfunkcją rehabilituje się, marząc o sprawności. Tak samo i ja, jak setki innych ludzi, których transseksualizm pozbawił odpowiedniej cielesnej powłoki, robią wszystko, by ją sobie zorganizować. Gdzie tu miejsce na odwagę?

Maciej Loter, Chłopiec w czerwonej sukience,
Videograf, Chorzów 2016.
(wyróżnienie własne)

*

Dojrzewam i umacniam się. W żółwim tempie, z wielkim trudem i tysiącem chwil zwątpienia, ale idę do przodu. Cofanie się nie jest dla mnie.

*

Kim jest mężczyzna? Kim jest kobieta? Jak się czują, będąc sobą? Jak się nie czują? Jak wyrazić to słowami, jak to sprawdzić?

*

Słyszę wtedy […]: „O tym, kim jesteś, nie świadczy to, skąd przychodzisz, ale to, jaką drogę wybierzesz”. Zamieram. Czuję, że to może być odpowiedź. Nieskomplikowana, elegancka w swej prostocie. I mądra.

*

Wiem, że można zdziałać cuda, jeśli dysponuje się wystarczająco silną wolą i odpowiednią ilością czasu. Mój strumień wylewał się z koryta wiele razy, błądził wśród bagien, czasem zamierał, niemal w całości wsiąkając w ziemię. Ale zawsze wracał tam, gdzie jest jego miejsce. Poszarpany brzeg, woda niosąca połamane gałęzie, głazy i skały — to są moje realia. Ale dzięki temu nie boję się wartkiego nurtu, wiem, jak panować nad żywiołem.

*

Bądźcie dumni z tego, że mimo tysiąca przeszkód stale i niezmiennie jesteście sobą.
     Bądźcie dumni codziennie!
     Bo warto.
     Warto żyć
.

(tamże)

piątek, listopada 17, 2017

2655. objawy odstawienne

objawy. drugi dzień mam. na widok każdej pary, trzymającej się za ręce, uśmiecham się jak wariatka. Pan Ciasteczko w chmurach, wraca do ula. wyleczy?

czwartek, listopada 16, 2017

2654. Smakując…

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pierwsza książka tej Autorki, wydana dwadzieścia i ciut lat temu, nie trąci myszką ani trochę. To szkatułka w intensywnie sennych kolorach. Kocham to miastocałkiem duże miasto […] tak jak ja potrzebuje czułych słów. Wcale nie dziwię się, że architekci zachwycili się tą książką. Rozumiem też, dlaczego ten fakt nie zachwycił Autorki. Powiedzieć, że to książka o mieście, to nic nie powiedzieć.

Czytać należy powoli. Dawkować jak lekarstwo lub drogocenny napój. Tak właśnie czytałam, mając wciąż z tyłu głowy odkrycie, że wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat podawane są w każdym domu na śniadanie, obiad i kolację.

Czytałam powoli, nie mogąc uwierzyć, że literki i słowa w pisanej wersji dla Autorki jako dziecka nie były łaskawe.

W rzeczywistości Dworzec Centralny to jeden ze środkowych przystanków na trasach tramwajów, spokojnie obwożących swoje numery od pętli do pętli przez całe miasto.

*

Policjant kierujący ruchem ulicznym żyje w mieście zbudowanym z tablic rejestracyjnych, do których dołączono karoserie, podwozia, silniki, kierunkowskazy. Dla telefonistki oplątana kablami metropolia aparatów telefonicznych wyrasta z centrali miejskiej jak z ukrytego kłącza. Miasto pijaka jest puste, składa się tylko z falujących świetlistych smug i z samych twardych kantów swobodnie unoszących się w przestrzeni. Jeszcze inne jest miasto umarłego, całkowicie pozbawione kaloryferów, wilgotne i ciemne, w którym nie można nawet poprosić o filiżankę gorącej herbaty i w którym żyć po prostu się nie da, zwłaszcza o piątej nad ranem, najzimniejszej ze wszystkich godzin.

*

Gdzie szczęście rodziców niemowlęcia, które pierwszy raz usiadło w wózeczku w jakieś ciepłe popołudnie, gdzie uśmiech niemowlęcia, teraz, po latach, kiedy wiadomo już wszystko o promocjach, awansach, wypadkach, rozwodach, pogrzebach?

*

Z dzieci przemienieni w dorosłych i sami także zdani na łaskę cudzych wspomnień, przechowywali w pamięci nie istniejące adresy i wnętrza, dźwigali budynki, place, ulice, z którymi nie mogli się rozstać.

*

Czas ledwo nadążał za prędką myślą. Dni były już na wiele lat naprzód policzone i rozdysponowane, a jeśli w rachunkach tych kryły się jakieś błędy, to nigdy nie wiązały się one z superatą. Można by powiedzieć, że dni zostały zużyte zanim nadeszły, jak spodziewane aktywa, na których poczet zaciągnięto już długi.

*

Nic bowiem na świecie — nawet wyobrażenia — nie może zostać zniszczone całkowicie i ostatecznie.

*

Nie ma bowiem na świecie niczego, co byłoby tylko zmyśleniem.

*

Nie ma nikogo, kto wiedziałby, jak naprawić to, co popsute. Stało się jasne, że froterowanie podłóg, odkurzanie chodników, polewanie asfaltu wodą w upalne dni, a nawet malowanie ścian olejną farbą nie wystarcza. Lecz mieszkańcy tego miasta nie umieją zrobić nic więcej.

*

[…] dla nas bowiem kamienie mają tylko powierzchnię. Lite wnętrze kamienia należy już do innego świata.

*

Życie kamieni jest całkowicie wolne od przymusu. Kiedy tracą oparcie, po prostu spadają. Gdy upadną, leżą. Nie mają wprawdzie wpływu na formę, jaka zostanie im nadana, ale też przyjmują ją z największą obojętnością. Z takąż obojętnością trwają lub rozsypują się. Cokolwiek się dzieje, nigdy nie dodadzą do tego nic od siebie. Nie wkładają nawet najmniejszego wysiłku w żadne przedsięwzięcie.

*

Rozróżnienia! Życie i śmierć, drzewo i maszyna, początek i koniec! Każda nazwa, tak jak moneta, ma swój awers i rewers. Płacąc monetą nie można wydać jej połowicznie, zatrzymując dla siebie orła lub reszkę. Wszystko, co wielkie, jest także małe, i odwrotnie. Dwuznaczność jest skutkiem nazywania rzeczy po imieniu.

*

Nie ma na świecie rozwiązań tak złych, że nikt ich nie wybiera. Nawet najgorsze wyjście dla kogoś może okazać się najlepszym.

*

[…] bez miłości śniący nie mają dość sił, by dalej śnić.

*

Przez ten pośpiech nikt na nic nie patrzył dość uważnie, by dostrzegać również tła i drugie plany. Toteż myśl kierowała się pozorami i trudno było naprawdę rozpoznać każdą rzecz, na której spoczęło oko.

*

W każdym tkwi pestka, w pestce zawiązek drzewa i przeciwdrzewa, korona i korzeń. Wszystkie przyszłe sezony wegetacji czekają na swój czas w pestkach, w zawiązkach, w zawiązkach zawiązków. Owoc należy do drzewa, lecz mieści w sobie całe przyszłe drzewo razem z owocami, jakie na nim wyrosną.

*

Kiedy myślimy o świecie jak o drzewie, widzimy drzewo, kiedy myślimy o nim jak o maszynie, staje się maszyną. Nie jest opatrzony żadnym napisem, który rozstrzygałby tę kwestię, żadną sentencją, do której można by się odwołać. Kto tylko powie „jest drzewem”, z miejsca pomyśli o maszynie, kto powie „jest maszyną, pomyśli od razu o drzewie. Dlatego słowa „jest drzewem” i „nie jest drzewem” znaczą w istocie to samo.

*

Cokolwiek stanie się jakieś, nie może już być inne.

Magdalena Tulli, Sny i kamienie,
Wydawnictwo OPEN, Warszawa 1996.
(wyróżnienie własne)

*

Paul Klee, In the Beginning, 1916.

środa, listopada 15, 2017

(2652+1). Perspektywa

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

à propos.
łatwiej budować na bazie dobra w nas — umiejętności, postaw.
niż po raz milion trzysta pięćdziesiąt dwa tysiące miliard pierwszy
zaczynać od zera i fundamentów, próbując za każdą cenę zaprzeczać
umiejętnościom i postawom, mocy wewnętrznej i zdolnościom.

wtorek, listopada 14, 2017

2652. Stanów skupienia okolice

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mogę skupić się na tym, co nie działa. Mogę czuć złość, frustrację, że pomimo włożonej pracy, czasu i… a jakżeby inaczej, pieniędzy, jestem tu, gdzie jestem, a miałam być gdzie indziej. Mogę dowolnie — według własnych preferencji i fantazji — eskalować niezadowolenie, by z całą stanowczością stwierdzić, że wszystko jest do dupy i nie działa tak jak powinno. Niektórzy ten stan określają realizmem, zdrowym oglądem tego, co jest. Jednak zdrowia i zapału od tego nie przybywa. Bądźmy precyzyjni, mi nie przybywa ni cholery.

Mogę skupić się na tym, co nie działa. Krytyka jest moim kruszcem rodowym, rodzinnym dziedzictwem i potrafię z niej korzystać jak mało kto. Ale nie przybywa mi od tego niczego dobrego.

Mogę skupić się na tym, co działa. Przytomnie stwierdzić, że to już umiem, to daję radę zrobić, a na przystanek idę osiem minut, a nie pół godziny. Arsenał narzędzi, umiejętności przytomnie najpierw ocenić, potem docenić, by poczuć wdzięczność i bycie obdarowanym. Od tego przybywa mi wszystkiego, co najlepsze.

Z wdzięcznością dużo łatwiej iść dalej. Nauczyłam się tego dziś, idąc na przystanek tramwajowy. A może tylko mi się przypomniało. Bo to trzeba wciąż i od nowa przypominać i przyswajać. Bądźmy precyzyjni, ja potrzebuję przypominać sobie, przyswajać, przywrzeć do tego, przyodziać się w to od stóp do głów — uczynić z tego drugą naturę.

(1880+771). O żeż!

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie pomyślałabym, że spotkam jeszcze książkę na miarę Mininawyków, która w zeszłym roku urządziła trzęsienie Świata Przekonań Dotyczących Trwałej Zmiany, wprowadzając całkowitą zmianę aranżacji mentalnych żyrandoli.

Nie pomyślałam, ale właśnie taka książka wpadła mi w ręce i wywołała trzęsienie Świata Rzeczy. Rewolucja trwa!

Czy między wami a przedmiotem, który trzymacie w rękach, istnieje żywa relacja?

*

Jeżeli jesteście w stanie ocenić dany przedmiot nie pod kątem jego wyjątkowości lub drogocenności, ale z punktu widzenia swoich obecnych potrzeb, to znaczy, że zyskaliście wewnętrzną siłę.

*

Jeżeli przedmiot posiada jakąś wartość, to dlatego, że ktoś z niego korzysta.

*

Żeby się zmienić, trzeba działać. Nie ma innego wyjścia.

*

[…] dzień w dzień upieracie się przy segregowaniu/porządkowaniu, niczego się wcześniej nie pozbywając. To jest właśnie powód, dla którego macie trudności ze sprzątaniem i uznajecie je za nieprzyjemne. Zamęczając się w ten sposób, marnujecie tylko swój cenny czas. Niektórzy twierdzą, że uwielbiają sprzątać — i bardzo dobrze! Ale myślę, że większość z nas wolałaby wykorzystać ten czas na robienie czegoś innego.

*

Niestety przedmioty, w przeciwieństwie do ludzi, nie mogą podejmować decyzji samodzielnie i nie wyjdą z waszych domów na własnych nogach. Wasza ocena: użyteczne czy bezużyteczne, pociągnie za sobą działanie […], które obowiązkowo musicie wykonać wy sami.

*

Ważne jest, abyście zaczęli działać, dbając przy tym o wasze życie codzienne. Naprawdę można się przy tym dobrze bawić.

*

Przedmioty są produkowane po to, żeby służyć ludziom. „Czuję się taki samotny!”, „Użyj mnie!”, „Jeśli ze mnie nie skorzystasz, oddaj mnie komuś, kto mnie potrzebuje!” Przedmioty czują do was żal. Ponadto nie dotrzymujecie swojej obietnicy: „Pewnego dnia je wyrzucę”.

*

[…] czas jest tylko następstwem kolejnych teraz.

*

Serce nie zmienia postępowania, to postępowanie zmienia serce.

*

[…] pojęcie posiadania to tylko subiektywne wrażenie.

Hideko Yamashita, DAN-SHA-RI. Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysł,
przeł. Paweł Łapiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

niedziela, listopada 12, 2017

2650. Pocztówki z podróży

z cieplejszego kraju zdjęcia dla każdego z nas — odpowiednio do preferencji lub natury — przyszły.

przy tych rozpływam się. nie tylko z powodu słońca.


(fot. Gepardzica & Smoku, fragmenty)

(2640+9). Mary powisła!

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zawisł obraz, którym zostaliśmy wirtualnie obdarowani jakiś czas temu, a który, dzięki spotkaniu w tej samej czasoprzestrzeni, przesiadł się z auta do auta.

Zawisł. Położyliśmy się oboje, by przyjrzeć się, jak mu — temu obrazu — na naszej ścianie. I ruszyły spostrzeżenia, skojarzenia i fantazje: szkoda, że nie murzynkao!, to brunetka

Mary powisła — pomyślałam, robiąc zdjątko dokumentujące zadomowienie się postaci z obrazu. Natychmiast ucieszyłam się niewybredną finezją wyobraźni wyjętej wprost ze świata tytułów internetowych portali informacyjnych.

E. Musiał, 1991.

2648. Afterka

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Margo:
(we wtorek)
Mam dla ciebie wiadomość!
(pokazała to cudo na sobie)

Jabłoń:
(padła z wrażenia, a po powrocie do domu
zmierzyła się, kolor wybrała, przegadała z Sadownikiem sens
)

Sadownik:
(nie ruszając się z miejsca, w którym się znajdował, nabył)

*

Haramaki:
(w piątek wieczorem, dzięki Sadownikowi, trafiło do dłoni Drzewka)

Testuję. A w zasadzie nie wyobrażam już sobie życia bez.
Mam ciepłe dłonie i stopy. To zupełnie inny świat!
Nie miałam pojęcia, jak bardzo mi tego ciepła brakowało przez dziesiątki lat.

*

(ryc. źródło)

*

Prostota nie czuje się gorsza […] może być dumna
z własnej czułości i inteligencji skrytych w sobie

Ikkō Tanaka
(1930–2002)

*

(więcej…)

piątek, listopada 10, 2017

2647. Obudź się Ty!

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Słuchałam audycji, a raczej jej powtórki, jakiś czas temu. Postanowiłam przeczytać tę książkę. Polowałam, polowałam, upolowałam. Ale to nie ja czytałam, nie ja wybierałam cytaty. Tę książkę czytał mój powikłany pokopytkowy świat. Widzę, jak monotematycznie wybrał fragmenty do ocalenia i do podnoszenia na duchu. Co zrobić. Taka soczewka, przez którą filtruje on teraz Życie i Świat.

Pomyśl o zdaniu: „Powrócił odruch kichania.” — wysyła ono w kosmos możliwości, które cały czas miałeś i masz.

Oczywiście, w książce wiele innych wątków, które podnoszą ciśnienie skutecznie, ale pokopytkowy świat odmawia cytowania, rozdmuchiwania, i wkurwiania się na blogu.

Trzeba mieć pasję. […] Pasję, która jest ważniejsza niż wszystko inne, która każdego dnia pcha człowieka do przodu. Trzeba coś kochać. Tak jak ja [Piotr Winiarz] kocham żużel.

*

Jeśli się pracuje, zawsze są efekty. Istota sukcesu tkwi w tym, żeby cieszyć się nawet okruchami poprawy.

*

[…]
     wrócić do domu, a potem
     wrócić do zdrowia
.

*

[…] trzeba też cieszyć się z maleńkich kroczków, zaakceptować inność życia.

*

Najważniejsze, by nie oczekiwać natychmiastowych efektów i skupić uwagę na tym, co dzieje się teraz. Cieszyć się ze wspólnie spędzonych chwil […].

*

Czasem nie ma co na siłę ćwiczyć, lepiej puścić piosenkę

*

W każdym działaniu jest samorealizacja.

*

Trzeba patrzeć w dłuższej perspektywie.

*

A ludzie nam pomagają nawet, jak opadamy z sił.

*

Jako neurochirurg często mam do czynienia z ludźmi w bardzo trudnej sytuacji, bardzo ciężko uszkodzonymi. Dlatego wiem, że nie można wartościować życia. Doświadczyłem nieraz, że często ludzie zdrowi, w pełni sił, mają problem ze sobą. Nie czują żadnej satysfakcji z życia, choć obiektywnie nie mają żadnych ograniczeń. A z kolei osoby z wielkimi ograniczeniami nieraz są bardzo szczęśliwe.

*

Każdy neurolog powie: trzeba robić swoje i czekać.

*

Muszę przyjąć do wiadomości fakty, bo nie mam innego wyjścia. Ci nie znaczy, że nie szukam pomocy. Cały czas coś się dzieje. […] właściwie co mogę powiedzieć osobie, która mówi, że to bez sensu? Nie mam z nią wspólnej płaszczyzny myślenia. […] Czy nie lepiej w tym czasie znaleźć grupę ludzi, którzy chcą coś robić?

Katarzyna Pinkosz, Wybudzenia. Powrót do życia. Polskie historie,
Wydawnictwo Eureka, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(2115+531). Koci Nauczyciel (II)

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dziś. sprawdziłam. dziś, czyli 367 dni później. główny gmach. ten sam hall, drugi z dwóch chodników o innej niż wtedy porze dnia, bez szans na słońce. kudłaty Nauczyciel nauczał: zaufaj chwili, zaufaj sobie, zaufaj innym, zaufaj życiu, zaufaj! tak po prostu, zaufaj.

przystanęłam na dłuższą chwilę. najpierw podziwiałam Nauczyciela. potem patrzyłam, jak młodzi mężczyźni — delikatność i i wrażliwość odsłaniając swym czynem — uważnie Go obchodzą. na koniec usiadłam na ziemi i cyk. Nauczyciel ani drgnął, bo pracował. uczenie ludzi — wielu wie — to niełatwa rzecz.

znów w listopadzie.

czwartek, listopada 09, 2017

(2495+150). Poza nabiałowy kompas

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka to… No właśnie co? Polemika do znikniętego sera? Rozwinięcie idei? Inna perspektywa? Kolejny etap? A może wszystko po trochu? Jedno jest pewne, ten drobiazg wydawniczy również może stać się evergreenem — dlaczego nie?

Powiedz mi zatem, co jest ważne? Dowiedziałeś się, w którym iść kierunku? Do jakiego celu powinieneś dążyć, zdaniem mądrej księgi? Kiedy jesteś wydajny w swoim działaniu? Według jakich norm mierzona jest twoja efektywność?

*

Czy można dążyć do szczęścia, jeśli samo dążenie cię nie uszczęśliwia?

*

Dlaczego to go zajmowało? Jaki miał w tym cel? Całe życie zadawano Wielkiemu te pytania.
     Zwykle nie odpowiadał. A jeśli już, to mówił tylko:
     — Ja jestem celem.
     Nikt się nie kwapił do zadania pytania, co przez to rozumie.
     Wielki był myszą zadowoloną. Odkrył to, co dawało mu szczęście. I tym się właśnie zajmował. Nie przejmował się, czy inni go rozumieją
.

*

Prosisz myszy, żeby robiły rzeczy, których nigdy się nie uczyły. Prosisz je, aby zadawały pytania i myślały, one jednak wolą przyjmować wszystko jako dane z góry. Prosisz je, aby szukały siebie, ale one są zajęte poszukiwaniem sera. Prosisz, aby żyły swoim życiem, ale one są zajęte bieganiem po labiryncie.
     Ty, Zet, prosisz je, aby
były. A one zostały tylko nauczone robić.

*

Wierzę, że pragnienie inspiracji jest silniejsze niż pragnienie sera.

*

     Labirynt był duży. Ale jednak nie dość duży.
     Labirynt decydował o życiu. Ale nie o jego życiu.
     Wprawdzie labirynt był wszystkim, co Wielki znał, jednak nie wszystkim, co był sobie w stanie wyobrazić.
     Decyzja zapadła
.

*

Podważyłem założenia. Złamałem zasady. Zlekceważyłem ograniczenia. Nie uwierzyłem, że cokolwiek jest nam dane z góry raz na zawsze.

*

W jaki sposób doszedłeś w życiu do punktu, w którym byłeś w stanie przeskoczyć ścianę?

Deepak Malhorta, To ja zabrałem Twój ser,
przeł. Dariusz Bakalarz, Studio EMKA, Warszawa 2013.

środa, listopada 08, 2017

(2636+5+2). Nieoczywistości

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytałam powolutku, przeżywałam obraz po obrazie, uczucie po uczuciu, chwilę po chwili. Poezja prozą pisananapisałam i zdanie podtrzymuję. Ta książka ma tylko jedną wadę — szybko się kończy. Ale za to daje do myślenia na dłużej. Moje obie Babcie przeżyły wojnę. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak ten fakt odbił się na ich i moim życiu, jaki miał wpływ na relacje rodzinne. Zaczynam rozumieć milczenie uprawiane rodzinnie, które „znika” fakty, zamiata pod dywan trudności — to nieznana mi do tej pory perspektywa, ale też potrzebna mi zaduma.

[…] zdążyłam się nauczyć czytać, pisać i rachować, co prawda z błędami i o wiele za późno. Zdążyłam się przekonać, jak wiele rzeczy idzie zawsze na opak, i nawet zdążyłam się z tym pogodzić.

*

To wszystko jest za trudne – powiedziała sobie, mając na myśli naprawdę wszystko. Na jawie też nie szło jej najlepiej. […] Wiele razy musiała przyzwyczajać się do faktów, których nikt by się nie domyślił. […] Może innym też się tylko wydaje, że pod nogami czują twardy grunt. O tym, że szli po linie, dowiadują się znienacka, na chwilę zawisają w powietrzu, oszołomieni, i spadają.

*

[…] odzyskałaby mowę, dotarła do właściwych słów i być może zaczęłaby zadawać pytania. Gdyby pytała, zapewniłabym ją, że to wszystko, co ją spotyka, nie dzieje się z jej winy. A z czyjej? – pewnie chciałaby wiedzieć. Z niczyjej. Świat ma skłonność do stwarzania takich sytuacji – powiedziałabym. Dlatego to się zdarza. Niektórym. Raz temu, raz tamtemu. Właśnie tak.

*

Chciałam ją uspokoić […]. Pocieszyłabym ją: dręczenie innych nic by jej nie dało. Oni też nic z tego nie mieli oprócz krótkotrwałej, wątpliwej ulgi. Ale nie znałam sposobu, żeby ją przekonać, że kłopoty, z którymi się boryka, są starsze od niej.

*

Nie, dziewczynka nie zrobiła tego złośliwie. Nie wiedziała, że ciszę będzie słychać.

*

Przypadek? Pech? Dziewczynka nie wiedziała, co o tym myśleć. Więc myślała to co inni – że może na to zasłużyła. Zawsze była w kłopotach, ale nie dramatycznych. Raczej przewlekłych jak nieuleczalna choroba. Gorzki osad odkładał się w sercu albo wątrobie niczym trujące związki ołowiu.

*

Oglądała sobie wiszącą na ścianie zagadkową tablicę Mendelejewa i wcale nie rozpaczała. Patrzyła na tę listę wszystkiego, z czego podobno składa się świat. Z czego właściwie się składał? Z dużych i małych literek?

*

Przeleciało mi przez myśl, że będzie chciała wiedzieć, kim jestem, i że z tego tak łatwo nie wybrnę.
     Nic podobnego. Ta sprawa w ogóle jej nie zaprzątała. Jakby czekała na kogoś podobnego do mnie. Na kogoś, kto zatrzyma ją i powie to, co powiedziałam. Były w niej niewyczerpane zasoby ufności, których nikt się nie domyślał. Na co dzień nie robiła z nich użytku, ale tylko dlatego, że brakowało okazji
.

*

Kiedy było naprawdę ciężko, mój wzrok szorował po trotuarze. Tam przyklejały się postanowienia.

*

Zaczęłam ją lubić, najpierw potajemnie. Jej oderwanie od rzeczywistości jakoś nas od siebie nie oddalało. Gdybym ją wtedy opuściła, brakowałoby mi jej. A przy tym nic jeszcze nigdy nie dodało mi tyle sił, co pójście pod prąd cudzych o niej sądów.

*

Znak „równa się”, który pod przymusem pisałam na tablicy, był jak kładka prowadząca w nicość. Nie wyobrażałam sobie, w jaki sposób na końcu takiej kładki miałby się pojawić wynik.

*

Gdybym była literką „a”, po której stronie nosiłabym laseczkę? A kto to może wiedzieć? Po prawej, rzecz jasna, to pamiętałam, lecz która jest ­prawa? Głowiłam się nad tym za każdym razem z osobna, wiedząc, że prawa i lewa nie są określone raz na zawsze, wiele zależało od tego, gdzie się stoi i w którą stronę patrzy.

*

Z dnia na dzień stałam się kimś, z kim wcześniej się nie znałam. Kimś, z kim nie było mi przyjemnie się poznać.

*

Dziedzictwo jest trudne, składa się ze zbyt wielu nieszczęść, w których zbyt wielu ludzi odziedziczyło udziały, a nikt nie wie, jak je zainwestować i co w ogóle z nimi zrobić. Dotyczy to zwłaszcza upokorzeń, które chciałoby się po prostu wykreślić z inwentarza albo pozbyć się ich, oddając komuś innemu, nieważne, czy tego chce. Wiadomo jednak, że nikt nie przyjmie ich po dobroci, w tej sprawie bez przemocy się nie obędzie.

*

[…] do czego ta aluzja? Nie pytam, lepiej tego nie ruszać.

*

Z lekcji fizyki wynosimy przekonanie, że żadna forma energii nie znika bez śladu, przechodzi co najwyżej w inną formę, czasami po drodze przewracając to i owo. Toteż nie dziwi nas, kiedy energia przemocy przekształca się w błądzącą bez celu i kierunku energię cierpienia, żalu i nienawiści. W tej postaci przechodzi ona na własność dzieci i wnuków, można jej nawet użyć, ale zakres zastosowań okaże się ograniczony. Na przykład da się przekształcić ją w siłę – ale nie w pracę, jak sugerowałby podręcznik. Nikt nie jest jej panem. To ona, energia żalu i nienawiści, pamięć poniżenia, zaczyna nami rządzić i nie wiemy już sami, za kogo mamy się uważać. Wiemy tylko, że nasz ogólny bilans się nie domyka, pozostaje ujemny.

*

Człowieka nie można złamać, nawet kiedy odbierze mu się wszystko, nawet kiedy się go wtrąci do samego piekła – powtarzano, wysoko podnosząc poprzeczkę. Piekło miało być miejscem jak inne — tam także trzeba umieć się znaleźć — zwyczajnym punktem kontroli jakości materiału, z którego byliśmy ulepieni. Grzmiący ton miał zagłuszyć inną, bardziej pospolitą prawdę: że człowieka można złamać bez trudu, i to na różne sposoby.

*

Otóż Niemcy najpierw wygrali, potem przegrali, Rosjanie na odwrót, przegrali najpierw, a wygrali potem. Nasz kraj przegrał i najpierw, i potem.

Magdalena Tulli, Włoskie szpilki, SIW Znak, Kraków 2017.
(wyróżnienie własne)

wtorek, listopada 07, 2017

2642. Robię w wymuszeniach

 wpis przeniesiony 4.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Historia ta, niczym dobrze napisany esej, ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dziś przytrafiło mi się zakończenie. Czas postawić ostatnią kropkę.

Wstęp, czyli idealny model:
Społeczeństwo składa się ze świadomych osób, które wiedzą i czują, że poruszanie się komunikacją miejską ma wymiar publiczny. Oznacza to, że wsiadając do tramwaju, autobusu, kolejki czy trolejbusu, w miarę swoich możliwości, z automatu stajemy się współodpowiedzialni za losy innych pasażerów. Dzięki temu widzimy całą postać starszego pana, gdy z mozołem wsiada, a nie tylko modlimy się, by nie zbliżał się do miejsca, gdzie wygodnie siedzimy i grzebiemy w telefonie, relaksując się po upiornych korpogodzinach.

Rozwinięcie z brodą, czyli empirią przez czas:
Gdy półtora roku temu nabrałam kompetencji i odwagi, by po raz pierwszy o dwóch kulach wsiąść do komunikacji miejskiej, bardzo się zdziwiłam. Wsiadałam pierwszymi drzwiami, by kierowca autobusu mnie widział. Na pierwszych siedzeniach dwie dwudziestoparolatki po joggingu, z pazurami w kolorze wściekłej pomarańczy, były tak zmęczone, że nie mogły mnie wyłowić z mgły osobistej niemożności. Człowiek — o czym przekonałam się boleśnie, gdy autobus ruszył — nie ma odpowiedniej liczby rąk, by bezpiecznie podróżować komunikacją miejską o dwóch kulach. Miałam szczęście, ja traciłam równowagę, ale pewna starsza pani mnie złapała. Gdy już byłam bezpieczna, gdy miałyśmy z panią miłą rozmowę za sobą, jeden z ruchomych ekranów edukował podróżnych tekstem: bądź bezpieczny! zawsze trzymaj się uchwytów, gdy pojazd pozostaje w ruchu. Kura przez wu, pomyślałam, bardzo śmieszne dla człowieka o dwóch kulach, ale bez trzech rąk.

Ta historia nauczyła mnie, że trzeba inaczej wsiadać do pojazdu komunikacji miejskiej — jak to mówią zajmujący się psychologią procesu — wsiadać „z innego właściwego miejsca”. Przykładem działania z niewłaściwego miejsca może być proszenie, które w rzeczywistości jest żądaniem. Z właściwego miejsca prosisz z miejsca osoby, która prosi; żądasz, mając prawo żądać; kochasz, by kochać, a nie liczyć na korzyści.

W ciągu kilku miesięcy do perfekcji opanowałam wchodzenie w wewnętrzny stan, który był niezbędny, by ktoś zaproponował mi swoje miejsce. Doszłam do wprawy i wielu ludzi jednocześnie podnosiło się, by mi ustąpić, gdy tylko przekraczałam próg pojazdu. Po drodze kule wymieniłam na laskę. Wciąż wszystko działało.

Minęły kolejne miesiące. Przyszedł dzień, gdy ja do tramwaju, z właściwego miejsca, we właściwym stanie wewnętrznym i… zong! Nikt się nie podniósł. Zbyt długo bawiłam się w tę zabawę, by nie potraktować jej jak wieloetapowej gry. Nikt się nie podniósł… czyli przeszłam na kolejny poziom trudności. Hurra, kolejna plansza do rozgryzienia. Acha, dotarło do mnie, nie jest sztuką wejść we właściwym stanie wewnętrznym … sztuką jest podejść do miejsca z krzyżykiem, nawiązać relację z człowiekiem, który tam siedzi i poprosić, by ustąpił miejsca. To tylko pozornie jest idiotycznie łatwe. Ale przecież lubię gry i zabawy, lubię relacje, lubię ludzi.

Na tej planszy spędziłam trochę czasu. Brałam odwet na młodych zdrowych siksach z wielkimi pazurami. Doszłam do perfekcji. Aż przyszedł dzień, gdy na miejscu z krzyżykiem nie siedział młody człowiek zainfekowany odrobiną staroświeckiego wychowania. Na miejscu z krzyżykiem siedział „kark” i czytał pięknie ilustrowaną książkę, co samo w sobie wydawało się absurdem. Ewidentnie znalazłam się poziom wyżej, bo kark, jak wstanie, to już nie poczyta i ja, osoba czytająca ciut, rozumiałam ten ból bardzo dobrze. No ale nie zagrać, grzech! Podeszłam, poprosiłam i otrzymałam dwie wzajemnie wykluczające się odpowiedzi: pan wstał, ale jednocześnie klął pod nosem. Widząc to, wiedziałam, że część tego człowieka mi ustąpiła, więc gadać mam do tej, która klęła, na czym stoi ten dziadowski świat. Do tej części ze zrozumieniem powiedziałam, że wiem, że są schorzenia, których nie widać i, że jeśli on potrzebuje tego miejsca, to ja się wycofuję, życząc mu zdrowia. Różne miejsca w nas spotkały się w tamtej chwili, widzieliśmy nasze potrzeby naprawdę, finalnie było to spotkanie pełne zrozumienia.

Dziś przeszłam na ostatni z możliwych poziomów. Nie jest już dla mnie sztuką wejść z właściwego miejsca wewnętrznego. Nie jest przyjąć oferowaną pomoc. Nie jest poprosić osobę zajmującą miejsce z krzyżykiem. Sztuką jest podejść do osoby, która na zwykłym niekrzyżykowym miejscu siedzi i poprosić w prawdzie ktosia, kto potrzebuje pomocy tej Osoby. Tramwaj przyjechał wcześniej. Ostatnimi drzwiami wsiadłam w ostatniej chwili, dojście do miejsca z krzyżykiem było poza moimi możliwościami. Zrobiłam to. Game over. Czas laski zaczyna się kończyć — poczułam z wdzięcznością.

Zakończenie:
Dla mnie to już żadna wielka sztuka, ale:

Jest sztuką posiadanie umiejętności wejścia tak, by
chciano ci ustąpić w środkach komunikacji miejskiej.

*

Jest sztuką poprosić, a nie żądać,
o ustąpienie miejsca z krzyżykiem.

*

Jest sztuką poprosić o pomoc tych,
którzy mają prawo ci odmówić.

Jeśli masz kontakt z kobietą w ciąży, która obraża się, że nikt nie zauważa jej brzucha i nie ustępuje — pogratuluj jej! To nie ludzie-świnie, ona po prostu przeszła w tej grze na wyższy poziom!

*

Epilogu, początek:
Pytano mnie nieraz, dlaczego jeszcze chodzę z laską. Trudności, z którymi się mierzę, obracałam w żart: robię w wymuszeniach (komunikacyjnych). Trudności nie zniknęły, ale ja już wiem, że game over, the winner is

Finiszuję i bardzo tym się jaram, bo przecież Jakuszyce, welcome to
¡El reksio! I kropka.


Tengo cuarenta y uno reksios: