słów brak. ● tylko szczęście.

Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Przyszedł na nią czas. Przyszedł, byśmy się rozstały. Oś zaczął czytać na poważnie książki i ciekawią go w nich ludzie. Bardziej godnego nowego Właściciela nie mogła sobie wymarzyć.
Z książką tą łączy się anegdota. Gdy była nowością, środy były dla mnie niedzielą. Meldowałam się w kawiarni, zamawiałam kawę i czytałam sobie godzinami. Jednej z takich śród, wyjęłam właśnie tę książkę — tak pięknie pachniała nowością — i delektowałam się, czytając powolutku. Strona za stroną i nagle patrzę, a tu… jeden ze studentów, z którym, w trwającym wtedy semestrze, miałam zajęcia. Uśmiechnęłam się, bo to był bardzo fajny i dobry student, a tego, co przeczytałam w książce, nie wiedziałam wcześniej — nie obnosił się z tym.
W tej książce najbardziej, poza spotkaniami z ludźmi, cenię sobie portrety. I jeśli coś szczególnie chciałabym zachować, są to zdjęcia.
Teraz już mogę się z nią rozstać. Uśmiecham się na myśl, że będzie miał ją Oś. Uśmiecham się, bo któregoś dnia z niej wyrośnie i może ją komuś poda dalej…
— Podejdź i zapytaj.
Bo moim zdaniem [Tomasza Kwaśniewskiego] nie ma lepszego sposobu, żeby się dowiedzieć.
*
— Cześć, mam na imię Adam i jestem…
— …czarodziejem?!
— Księdzem.
[…]
Wiecie, jest coś takiego jak zakony.[…]
Czasem myślę, że chciałbym do nich wstąpić, bo tyle tego gadania, hałasu, a tam jest pięknie, cicho. Ale jak pomyślę, że miałbym sam sobie prać ten wełniany habit…
*
— A jak u Was z dziewczynami?
Paweł: — W związku z tym, że podobają się nam takie same, no to żeby się nie kłócić… I to w ogóle dotyczy wszystkich spraw, których nie da się podzielić albo mieć wspólnie…
Tomasz: — …zaklepujemy!
Paweł: — Kto pierwszy, ten lepszy.
*
— Cześć, mam na imię Edyta…
— Edyta?!
— No tak. Bo ja wyglądam jak mężczyzna, ale tak naprawdę czuję się kobietą.
*
— Cześć, mam na imię Edmund.
[…]
— I teraz już nigdy nie będziesz zły?
— Teraz już nigdy, nigdy nie będę zły. Dlatego, że bardzo was kocham i za nic nie chciałbym stracić możliwości spotykania się z wami.
Tulenia was od czasu do czasu.
Pytania, gdy wstajecie: „Mleko czy kakao?”.
— A skąd my mamy wiedzieć, że Ty nigdy, przenigdy nie będziesz zły?
— Tego się nie da wiedzieć. To jest kwestia wiary.
*
— Cześć, mam na imię Andrzej.
[…]
— A jakby ktoś do Pana na ulicy podszedł i zapytał, dlaczego Pan jest taki biały?
— To pewnie bym mu powiedział. A już z pewnością, gdyby to było dziecko. Ale ludzie w Polsce raczej nie pytają. Nie wiedzą, jak się zachować, nie rozumieją, nie pytają, tylko drwią i wytykają.
*
— Cześć, mam na imię Marek, mam pięćdziesiąt pięć lat i jestem prezesem firmy, która…
[…]
— A zdarza się Panu używać takich słów jak „ładny”, „brzydki”?
— Oczywiście, i to szczególnie w stosunku do osób.
Ładna kobieta dla mnie to nie jest ta, co jest wizualnie piękna, tylko ta, co ma ciepły głos, fajny charakter, piękny zapach… […]
Widzący wielu zalet nie dostrzegają. Wiele osób skreślają. A my odkrywamy tych, których wy skreślacie.
*
— Cześć, mam na imię Jarek, mam 33 lata.
[…]
— A szybko się na tym jeździ?
— Nawet sto na godzinę.
— Ale super!
— To rzeczywiście niesamowite, do jakiej formy można doprowadzić swoje niepełnosprawne ciało. I jeśli o to chodzi, to ja już widziałem takie rzeczy, że nic mnie nie zaskoczy.



Tomasz Kwaśniewski, Jedno oko na Maroko, fot. Anna Bedyńska,
Czarna Owca, Warszawa 2013.

wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Aslan i Anakin w jednym stali domu,
Aslan na górze, a Anakin na dole.
A ja w kudłatym zachwycie.


fot. Zkemi.
Poznałam wczoraj tych braci.
Nie miałam pojęcia, że koty mogą mieć tak niebieskie oczy.
Byli nieprzyzwoicie grzeczni: pacz, mamo, tu na blaciku kuchennym jest jeden centymetr kwadratowy miejsca, to ja sobie tutaj cichutko przycupnę i będę paczał, co robisz. Płakałam ze śmiechu, patrząc na twarde kocie negocjacje nieuwzględniające opcji sprzeciwu.
Byli nieprzyzwoicie grzeczni: ciociu, te zdjęcia, co ci mama wysłała, to nieprawda — my nigdy — to czysta manipulacja faktami rodem z poczytnego brukowca, wiesz.
A Zkemi mówi o nich z miłością: Dziady jedne!
Ostatni dzień roku. Ostatni masaż. I melodia, i głos.
Oniemiałam z wrażenia. Słuchałam całym ciałem, całą sobą.
*
gdy zaczynasz dietę — przegrałeś.
wygrywasz, gdy zmieniasz sposób odżywiania.
Osti
*
Anjani Thomson, Blue Alert.
bits of beauty everywhere
[…]
she breaks the rules so you can see
she's wilder than you'll ever be
you talk religion but she won't convert
her body's twenty stories high
Jabłoń:
(wczoraj podesłała Białemu Krukowi
otrzymany od Georginii monolog)
[najlepsze od 1min:10s]
Beata Tyszkiewicz, O nałogach.
zawsze trzeba mieć coś, co można rzucić,
bo wtedy ma pani wiarę w siebie,
że pani poprawi sobie stan zdrowia.
Biały Kruk:
(odpisał prawie natychmiast)
Przepiękne! Zastanawiam się,
co by tu można jeszcze
(teoretycznie) rzucić. :)
Jabłoń:
(też się szybko uwinęła)
TYLKO teoretycznie!
Gepardzica:
(napisała i zdjątko przysłała)
Dobrego Ostatniego Dnia AD 2018!

fot. Gepardzica.
Kaan:
No tak, bo z życiem jak z oddychaniem,
można założyć, że robi się samo.
Ale można też nad nim popracować ;),
nauczyć się brać z niego bardziej ❤
albo chociaż je zauważać ❤.
Dobrego Wam!
Jabłoń:
(w zachwycie skradła chwilę i mądrość ku pamięci,
pokolorowała i pogrubiła po swojemu)
ta wymiana literek wciąż robi na mnie wrażenie, rezonuje,
porusza, żyje we mnie, więc chcę ją tu mieć.
poprosiłam o zgodę na zacytowanie. dostałam.
ta wymiana literek wciąż (bez najmniejszych zmian), więc ją tu mam.
Kaan:
(napisała wiele dni temu)
Słuchaj, nie masz wrażenia,
że grasz w jakimś filmie?
À propos choroby…
Jabłoń:
(odpisała)
Mam wrażenie, że tamto życie
nie było moje, a to jest.
Kaan:
Właśnie!
wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Nowoczesność w nas może przy nich zatrzymać się, westchnąć nad swym losem, wytchnąć.
Mające bliżej do sześćdziesiątki niż pięćdziesiątki wiersze staroświeckiej jak przecinek autorki ani myślą o emeryturze. Są dostępne tylko w „papierzu” i choć musiałam na nie czekać (święta, poświęta, wrócić do ula, odebrać), to wybaczam długie czekanie z łatwością, bo literki w tomiku nieczarne, a numery stron złożone cyframi nautycznymi. W ogóle pięknie złożone szymborską cudo.
Oczywiście, że przegapiłabym to wydanie, gdyby nie spotkanie, gdzie obejrzałam świeżutki egzemplarz Gepardzicy.
Pewnego dnia odpowiedź padła przed pytaniem.
Którejś nocy odgadli wyraz swoich oczu
po rodzaju milczenia, w ciemności.
*
Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.
[…]
Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.
*
kiedy już wszystko będzie przeliczone
aż do ziarenka piasku. Cóż za człowiek.
Szczeliną między faktem a zmyśleniem
uszedł naszej uwagi. Odporny
na każdy los. Strąca ze siebie
każdą, jaką mu daję, postać.
Cisza zrosła się nad nim, bez blizny po głosie.
Nieobecność przybrała wygląd horyzontu.
*
Jesteśmy bardzo uprzejmi dla siebie,
twierdzimy, że to miło spotkać się po latach.
Nasze tygrysy piją mleko.
Nasze jastrzębie chodzą pieszo.
Nasze rekiny toną w wodzie.
Nasze wilki ziewają przed otwartą klatką.
Nasze żmije otrząsnęły się z błyskawic,
małpy z natchnień, pawie z piór.
Nietoperze jakże dawno uleciały z naszych włosów.
Milkniemy w połowie zdania
bez ratunku uśmiechnięci.
Nasi ludzie
nie umieją mówić z sobą.
*
Zrobiło się nieswojo, zapadło milczenie. Prawdy ogólne mają to do siebie.
*
Hodował róże przez u zwykłe.
Wisława Szymborska, Sól,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.


Wszystko moje, nic własnością,
nic własnością dla pamięci,
a moje dopóki patrzę.
Wisława Szymborska, Elegia podróżna z tomiku Sól,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2018.
Jabłoń:
Chodź do jadalni… potrzebuję asystenta…
stół muszę przesunąć, by zrobić zdjęcie…
Sadownik:
Kochana, ja już się dzisiaj nadźwigałem…
zakupy… zgrzewki wody…
żonę na cmentarz zawiozłem, a nawet…
zabrałem ją potem do domu!
Jabłoń:
(docenia, że mogła zapalić światełka
Jej i George’owi, ale też ryczy ze śmiechu,
że dobry pan zabrał ją do domu)
Ale chodź, proszę…
Sadownik:
(poszedł i asystował… bo kocha przecież)
Jabłoń:
(wchodząc wczoraj po południu do jadalni)
Jaki słodki łoś!
Orzeszek:
To nie łoś, to renifer.
Pan Renifer:
(niczym świąteczna boża krówka zagadał do Jabłoni)
Cykniesz mi portrecik?
Jabłoń:
Pewnie, że cyknę!
(cyknęła dziś)

wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Pierwszy raz w życiu cztery książki na raz czytałam. Pierwszą skończyłam wczoraj. Drugą o jedzeniu czytam kawałek po kawałeczku. Trzecią o mózgu połykam. Czwartą, właśnie tę, skończyłam dziś. Wpadła mi w ręce przez przypadek — wyjęłam ją z Reginy Brett, dziwując się ogromnie, że przegapiłam dwie książki ulubionego Mnicha, choć na półce stoją prawie wszystkie.
Niestety, wspomnianych dwóch (wtedy jeszcze mi nieznanych) nie ma w ibuku, tylko „papierz”. Zgrzytając zębami, musiałam poczekać, aż zamówione przyjdą. Miałam szczęście, zdążyły przyjść przed świętami, więc mogłam świątecznie się delektować.
Ta książka koi i uczy, uczy i koi, zaprasza. Świąteczna, nie gubi swej mocy również po świętach.

Gdy odnosimy wrażenie, że jesteśmy zupełnie sami i nikt nas nie wspiera, możemy przypomnieć sobie, że to tylko percepcja. Nie jest dokładna. Pomyśl o drzewie, które teraz stoi na zewnątrz. Drzewo wspiera nas swoim pięknem, świeżością i tlenem, którym oddychamy. Ten rodzaj wsparcia jest także rodzajem miłości. Świeże powietrze na zewnątrz, rośliny, które nas karmią i woda, która spływa z kranu na nasze dłonie, wszystkie one nas wspierają.
*
Bycie jest sztuką i praktyką.
*
Nic nie jest w stanie przetrwać bez pokarmu. Wszystko, co konsumujemy, działa albo jako lekarstwo, albo jako trucizna. Myśląc o odżywianiu, zazwyczaj myślimy o tym, co wkładamy do ust, ale to, co konsumujemy oczami, uszami, nosem, językiem i ciałem także jest pokarmem.
*
Nie mówimy strachowi, by odszedł; uznajemy go. Nie mówimy naszej złości, by odeszła; przyjmujemy ją do wiadomości. Te uczucia są jak małe dziecko szarpiące nas za rękaw. Podnieś je i czule obejmij. Przyjmowanie do wiadomości naszych uczuć bez osądzania ich lub odpychania, obejmowanie ich z uważnością jest aktem powracania do domu.
*
Gdy ludzie rozumieją, ich złość słabnie.
*
[…] sprawiamy cierpienie innym, ponieważ, jak nasi przodkowie, nie wiemy, jak poradzić sobie z odziedziczonymi energiami.
*
Przeszłość niezupełnie minęła. Skoro wiemy, że nasza komunikacja trwa, to wiemy również, że przeszłość wciąż tu jest, przebrana za obecną chwilę. W końcu cierpienie też wciąż tu jest; możesz go dotknąć.
*
Gdy idziesz, nie chodź dla samego siebie; chodź dla swoich przodków i społeczności. […] Zobacz siebie w społeczności i zobacz społeczność w sobie.
*
Niektóre najsilniejsze aspekty naszej komunikacji nie zawierają słów. Gdy się przytulamy, nasze serca się łączą i wiemy, że nie jesteśmy oddzielnymi istotami.
Thích Nhất Hạnh, Sztuka komunikacji według mistrza Zen.
Praktyczny przewodnik umiejętnego słuchania i mówienia,
przeł. Barbara Mińska, Studio Astropsychologii, Białystok 2018.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 13.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Dziękuję […], że nie zostawisz mnie teraz — napisałam prawie siedem tygodni temu do Psiej Gwiazdy. Napisałam, ale jednocześnie pozostałam z emocjonalnym ładunkiem, ukrytym w tych słowach i z przeczuciem, co za tym może się kryć.
Przyszła do mnie sama i była naturalnym krokiem w stronę tego przeczucia. Nie broniłam się. Ta książka to zaproszenie do intymnej podróży po tym, co nosisz w środku. Zaskoczy cię, kogo spotkasz, kto stanie naprzeciwko ciebie, jaką historię opowie, o czym przypomni, czym się podzieli. Nie należy się śpieszyć, czytając; dobrze jest wykonać pisemne ćwiczenia na papierze; zwracać uwagę na to, co robią z nami użyte przez Autora słowa, frazy — wszystko ma znaczenie.
Czytając tę książkę, ważne jest, by pamiętać, że jest to jedna z leczących perspektyw, ale nie jedyna. Jeśli bowiem uwierzyć, że tylko tak można patrzeć na życie, to książka ta zrobi więcej złego niż dobrego — zostawi lej po bombie, a w dłoniach granaty bez zawleczek.
W żadnym razie nie jest to książka dla osób, których integralność fizyczna została w dzieciństwie naruszona w karalny prawem sposób, których rodziny ukrywały ten fakt, „nie widziały” żadnej przemocy, zmuszały do milczenia. W przypadku takich osób, jeśli nie pracowały nad tą częścią swojej historii z psychoterapeutą (nie psychologiem!), książka ta będzie włączoną do prądu i uruchomioną maszynką do mielenia ludzkiego mięsa i godności — posieka.
Kto patrzy na zewnątrz, śni;
kto patrzy do środka, przebudza się.
Carl Gustaw Jung
*
[…] żadne doświadczenie nie idzie na marne. Wszystko, co się nam przydarza ma wartość, nawet jeśli nie potrafimy jej od razu docenić. Wszystko, co nas spotyka, w końcu dokądś nas prowadzi.
*
Być może objaw, którego doświadczasz, próbuje cię nakłonić, żebyś zrobiła krok, którego nie zrobiłaś wcześniej, a teraz nie możesz już dłużej zwlekać.
*
Kiedy zatrzymujemy się, żeby przyjrzeć się swoim objawom, możemy odkryć głębszą prawdę. Objawy często działają jak drogowskazy wskazujące miejsca, które wymagają leczenia lub pracy.
*
Jak w wielu opowieściach o wyleczeniu i przemianie, to, co początkowo wydawało się wrogiem, okazało się ostatecznie największym sprzymierzeńcem. […]
Ostatecznie, zdrowienie to praca wewnętrzna.
*
Udało nam się spotkać w tym miejscu, poza myślami, poza umysłem, gdzie istnieje już tylko najgłębsza miłość.
*
Czułem bardzo mocno, że jestem pod wpływem spraw i pytań, których nie załatwili i na które nie odpowiedzieli moi dziadkowie, rodzice i dalecy przodkowie. […] czułem, że muszę odpowiedzieć na pytania, które los postawił przed moimi przodkami i na które jak dotąd nikt nie dał odpowiedzi, lub że muszę zamknąć, albo przynajmniej kontynuować to, co pozostało niedokończone.
// Carl Gustav Jung
*
Wycofaj się na taką odległość, żebyś poczuła/poczuł, jak płynie w tobie twoje własne życie.
*
Annie Rogers: „To co nieświadome jest uparte, powtarza się i potrafi wyważyć drzwi, żeby zostać usłyszane. Jedynym sposobem, by je usłyszeć, zaprosić do pokoju, jest zaprzestanie prób narzucenia mu czegokolwiek, przede wszystkim własnych pomysłów, i wysłuchanie tego, co niewypowiadalne, ale wszędzie obecne, w mowie, w uczynkach, w snach i w ciele”.
*
Nie rozumiejąc swoich uczuć, nie możemy zdecydować, jaki powinien być następny krok.
*
…słowa, jak Natura, w pół odkrywają,
a w pół kryją Duszę swą…
Alfred Tennyson
*
Często pod słowami pełnymi złości kryje się smutek. Ten smutek cię nie zabije, natomiast złość może to zrobić.
*
Łatwiej czuć złość i odrętwienie niż ból i smutek.
*
Nie możesz zmienić rodziców, ale możesz zmienić sposób, w jaki ich przeżywasz.
*
Jaskinia, do której najbardziej boisz się wejść,
staje się źródłem, którego poszukujesz.
Joseph Campbell
*
[…] musisz sprawdzić, czy słowa oddają dokładnie uczucie, które nosisz w sobie. Poświęć czas, żeby to sprawdzić.
*
Potrzebujesz podejść czy odsunąć się? Czy twoje ciało mówi ci, jaki jest właściwy dystans? Właściwa odległość potrafi coś w nas otworzyć, zmiękczyć i odprężyć. Gdy uda się nam ją znaleźć, mamy w sobie więcej przestrzeni na własne uczucia.
*
Niestety, milczenie na temat przeszłości wcale nie chroni […]. To co ukryte przed okiem i umysłem, rzadko kiedy znika.
*
Nasze życie, choć możemy nie do końca zdawać sobie z tego sprawę, pozostaje pod głębokim wpływem naszych wewnętrznych obrazów, przekonań, oczekiwań i opinii.
*
Ważne, żeby pielęgnować w sobie uczucie, które będzie przewodnikiem i wsparciem.
*
Niewielu z nas potrafi jednak użyć trudności jako znaków wskazujących właściwy kierunek. Zamiast tego skupiamy się na przeżywaniu cierpienia i rzadko podróżujemy w kierunku jego prawdziwego źródła. Gdy nauczymy się doceniać mądrość swojego wewnętrznego języka, objawy cierpienia staną się naszymi największymi sprzymierzeńcami.
*
Dzielenie miłości z innymi ludźmi to chyba najtrudniejsze z naszych zadań, sprawa ostateczna, ostatnia próba i sprawdzian, a także praca, tak iż wszelkie inne zajęcia to tylko przygotowanie do niej.
// Rainer Maria Rilke
*
Wiesz teraz, że twój sekretny język lęku wcale nie mówił o lęku. Mówił o miłości. Miłości tych, którzy żyli przed tobą, przekazywanej z pokolenia na pokolenie, miłości, która upiera się, żebyś żyła pełnią życia i nie powtarzała nieszczęść z przeszłości. To wielka miłość, cicha miłość, bezgraniczna miłość, która łączy cię ze wszystkimi i wszystkim. I ma zdolność leczenia.
Mark Wolynn, Nie zaczęło się od ciebie. Jak dziedziczona trauma
wpływa na to, kim jesteśmy i jak zakończyć ten proces,
przeł. Maria Reimann, Czarna Owca, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

dlaczego tak mało marzysz?
zamknij oczy. nie śpiesz się. dodawaj szczegóły.
kolor. zapach. ruch. dźwięk. nie ustawaj. jeszcze
więcej dźwięków, ruchu, zapachów, odcieni, blasków.
jelitówka nas powaliła. wszystkie plany zmieniła.
ale marzenia się nie dały. marzyły się z detalami.
między snem a snem. przez cały schorowany dzień.
biegnij, mała, biegnij!
Czasem święta mogą zaskoczyć. Na przykład tym, że na kołek nie trzeba odwieszać znaczących relacji, co krwią, genem, korzonkami niesplątane.
To pierwsze w moim życiu takie święta.
*
To pierwsza w moim życiu taka kartka.
Degustowałam ją wczoraj. Nadgryzam ją wzrokiem dziś. Napisałam już: zachwycam się nią bardziej niż świątecznie…

Kaan:
(napisała)
Dziwny dzień. Nie wiem jak Wy, ale
ja czuję się mocno niedoinformowana.
Jaki jest anioł na dziś? Się pytam.
Georginia & Jabłoń:
(potwierdziły, że też by chciały wiedzieć)
Gepardzica:
(ogarniająca rzeczywistość niewirtualną,
znalazła się po jakimś czasie i dała znak życia)
No, już, już!

fot. Gepardzica.
Kaan, Georginia, Gepardzica i Jabłoń:
(w czterech różnych miejscach w Polsce, ale połączone)
Jabłoń:
(uznała, że anioł nie tylko na dziś)
Przedwczoraj. Skończył się czarny miesiąc.
Nie myślałam o tym, bo żyłam rehabką neuronową i spotkaniem.
Wczoraj. Zaczęła się dla mnie Wiosna.
Może wiać, śnieżyć, ziębić, mrozić — może wszystko (co chce)
i nie zmieni to nic — przybywa dnia — idzie na życie.
Dziś. Obudziłam się rano ze świadomością, że jeszcze chwilę wcześniej w moim śnie Gepardzica szła do ogrodu sadzić żonkile, bo już najwyższy, wiosenny czas.
Proroczy sen… Witamy w nowym, najlepszym (innego nie będzie) Życiu.
Jeszcze troszkę i pójdę osobiście kupić hiacynty — postanowiłam. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Najwyższy czas, by mieć to doświadczenie w swoim dobrożyciowym portfolio.

ilustr. Kristen Johns, źródło.
mamy ochotę — zapytał. oczywiście — odpowiedziałam.
Neska. Pan Ciasteczko. Heniutka.
i ja. po raz pierwszy w tym miejscu.
// kliknąć możesz w poniższy obrazek lub pójść tam z psem…
zachwycona, najedzona i zapowiadająca powtórki.
te nutki zabrałam stamtąd ze sobą:
John Legend, By Christmas Eve.
*
Jabłoń:
(gdzieś pod koniec trasy)
Przestałam czytać smutne książki, bo…
…zagnieżdżają się w ciele.
Sadownik:
Dopiero teraz?
Jabłoń:
Nigdy nie jest za późno, by coś wyplenić.
*

Georginia, Gepardzica i Kaan. Gepardzica, Kaan i Georginia.
Kaan, Georginia i Gepardzica. Gepardzica, Georginia i Kaan.
Georginia, Kaan i Gepardzica. Kaan, Gepardzica i Georginia.
I ja. I nasza spontanicznie ułożona choinka AD 2018.

Jabłoń:
(w takich chwilach umie się tylko zachwycać i cyk)


*
nasze miejsce, gdy raczymy się
wspólnym, pysznym czasem.
(gdy klikniesz w powyższy obrazek,
przeniesiesz się do menu możliwości)
*
LP, Girls Go Wild.
I really love you
you know I really do
whatever happens
I hope you're happy too
*

osiem dni temu. w rehabkowej szatni. rozmawiałam z pewnym panem. drżał i miał łzy w oczach, gdy dzielił się ze mną wiadomością, że prof. Dębski jest w bardzo ciężkim stanie. nie mogłam uwierzyć w to, co mówił. było nam bardzo trudno życzyć sobie nawzajem dobrego dnia, gdy się rozstawaliśmy, idąc do naszych żyć i spraw.
wczoraj z tym panem zamieniliśmy kilka słów,
mając nadzieję na nadzieję.
prof. Dębski odszedł. dziś.
my i nasz podziw dla Niego zostaliśmy. tu.
chcę zachować w pamięci to zdjęcie… kontaktuje mnie z tym, co mam najlepszego do zaoferowania, co zupełnie poza słowami jest. dotyka również delikatności, wrażliwości i oddania, które pozwolił mi zobaczyć w swoich oczach pewien pan osiem dni temu. dziękuję.
świat potrzebuje teraz jeszcze więcej delikatności, oddania, wrażliwości, wszystkiego tego, co w nas najlepsze, bo odszedł mądry Człowiek, nie tylko lekarz.
prof. Romuald Dębski
(1956–2018)

fot. Adam Stępień, fragment,
[dostęp: 20.12.2018], źródło.
wpis przeniesiony 12.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)

Przygoda ta bierze swój początek w czwartek. Miałam przywilej obejrzenia sfotografowane przez Kaan studium początkowe rodzącego się obrazu. Nie wiedziało to studium, że jest początkowe i zrobiło na mnie końcowy efekt. Zatrzymało mnie na długo, przykuwając moją uwagę kolorami. Błękit i róż stereotypowe myślenie mi włączyło (chłopięce, dziewczęce), by pogalopować w zupełnie nieznane. Zamknęłam oczy.
Dałam sobie czas, by poczuć na twarzy jedwabną chustę, a potem przyglądałam się oczyma wyobraźni pojawiającym się na niej kolorom. Lewy łuk brwiowy, nos, prawy policzek, broda, ucho, oko jedno, drugie, kąciki ust, czoło. Karmazynowy, błękit, róż, antracyt, sjena palona, zieleń, żółty, pomarańczowy.
Lewe oko, powieka, oczodół — błękitne — wewnętrzny mężczyzna — byłam ciekawa, co czuje, co widzi, co chce powiedzieć. Prawy policzek — różowy — wewnętrzna kobieta — byłam z tym, co czuła, co chciała powiedzieć. Pozostałe kolory — jakie reprezentują postacie? Wewnętrzna matka, wewnętrzny ojciec, źródło miłości, radości, wewnętrzna zachwycona życiem mityczna androgynia, moje najgłębsze „ja” — długo ze mną rozmawiały.
Ciekawe, co opowiedziałaby Twoja twarz?
*

Autorka: Kaan.
wpis przeniesiony 12.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Reklama dźwignią handlu. Się wie, ale czasem się nie pamięta. Osiem dni temu na przystanku autobusowym przykuła moją uwagę wspaniała reklama złożona ze słów:
Ernest Hemingway przechwalał się kiedyś, że potrafi zawrzeć całe opowiadanie w sześciu słowach. I naprawdę mu się to udało:
„Na sprzedaż: dziecięce buciki, nigdy nienoszone”.
[…] Wiele lat później magazyn „Smith” zapoczątkował modę na sześciowyrazowe pamiętniki i opublikował przykłady nadesłane przez czytelników. Te spodobały mi się najbardziej:
[…]
Zwiedziłam świat i wróciłam do domu.
Odnalazłam Boga, ale nadal szukam męża.
Ateista na sto procent — dzięki Bogu.
Para wygodnych butów w świecie szpilek.
Oczywiście, że zapragnęłam przeczytać tę książkę — choć nie przepadam za stylem pisania autorki — bo pomysł wydał mi się fascynujący. Inne, fantastyczne opowieści w tym rozmiarze wyjęłam już z książki:
Znajdź intruza, zaproś go do środka.
Wszystko przychodzi nagle: rozwój, ból, zachwyt.
Po podzieleniu się entuzjazmem z Kaan, zostałam obdarowana piękną realizacją tego pomysłu już spoza książki:
Znałam ją od zawsze do końca.
Kaan
*
Reklama dźwignią handlu. Się wie, ale czasem się zapomina. Przytoczony na początku fragment pojawia się… w ostatnich dziesięciu procentach rozdziałów książki. Ale starałam się bawić dobrze przez całą publikację.
A co, jeśli to [przykre doświadczenie] nie wydarzyło się tobie, tylko dla ciebie?
*
Jeśli czekasz na jakiś znak — właśnie go dostałeś.
[…]
W głębi duszy wiesz, na czym polega. Nie zważaj na otaczający cię chaos, zignoruj własny opór i wsłuchaj się w ten głos wewnątrz siebie, który woła, żebyś zabrał się do pracy.
*
Droga […] bywa kręta i wyboista. Jeśli poczujesz się zagubiony, przypomnij sobie, dlaczego chcesz nią podążać.
*
Jeśli nie poprzesz swojego „tak” działaniem, w rzeczywistości będzie znaczyło tyle co „nie”.
*
Rób albo nie rób. Nie ma próbowania.
Yoda
*
Poszerzaj swoje horyzonty. Pozwól światu się zaskoczyć. Udawaj, że właśnie spadłeś na Ziemię z Marsa i nie masz pojęcia o zwyczajach tubylców.
*
Żyj swoim życiem, uśmiech po uśmiechu.
*
Wystarczy, że istnieję. Jestem — i jestem szczęśliwa.
Ciesz się życiem, szczęściem, obfitością, zdrowiem i wolnością tak mocno, jak tylko potrafisz. To od ciebie zależy, na ile otworzysz się na radość. Źródło wszelkiego dobra jest niewyczerpane, ale żeby z niego nabrać, musisz uwolnić się od swojej starej historii.
*
Nie bój się (wcześnie wstawać; popełniać błędów; ponosić często porażek; zadzwonić od czasu do czasu).
*
Obym miał dziś odwagę
Żyć życiem, które bym kochał,
Nie odkładać już marzeń na później
Tylko wreszcie zrobić to, po co się tu znalazłem,
I nie marnować już serca na strach.
// John O’Donohue, Poranna modlitwa (ang. A Morning Offering), 2008.
*
Rób przerwy w pracy, jeśli ich potrzebujesz. Idź na spacer. Weź prysznic. Zabierz ze sobą długopis. Pomysły znajdą cię same.
*
Słowa niosą ogromną moc. Potrafią nie tylko ranić, ale też uzdrawiać.
Naprawdę są życiem.
*
Jak wypełnisz przestrzeń dzielącą osobę, którą jesteś dziś, od osoby, którą pragniesz się stać?
Regina Brett, Mów własnym głosem. 50 lekcji jak głosić swoją prawdę,
przeł. Olga Siara, Insignis Media, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

korytarzem prosto, a potem maksymalnie w lewo. aż do oszklonych drzwi prowadzących do chorych płuc. dotknąć palcem szybki.
zawrócić.
teraz prosto, a potem maksymalnie w prawo. aż do oszklonych drzwi prowadzących do chorych żołądków. dotknąć palcem szybki.
zawrócić.
…do oszklonych drzwi… płuca, żołądki, płuca, żołądki…
dotknąć szybki zawsze.
powtórzyć. codziennie. jakby się szło po raz pierwszy.
wczoraj, gdy zawracałam przy granicy z płucami.
napotkane wieczorne piękno zatrzymało mnie na chwilę. cyk.
wszystkiego tam: 7 200 m


// żeńskie tureckie imię o pięknym znaczeniu:
Dobra wiadomość
// poznałam fantastyczną Osobę o tym imieniu,
robiąc swoją korytarzową kilometrówkę.

moja choroba zapytała:
gdzie nie chcesz iść?
w jaki sposób nie chcesz już nigdy chodzić?

poczekałam, by odpowiedź odnalazła mnie sama:
chcę pozostać w miejscu swojego najgłębszego „ja”,
jednocześnie wychodząc ku nieznanemu bez strachu.

życie jest za krótkie, by
zajmować się tym, czego nie chcę robić.
*
z soboty na niedzielę. spadł pierwszy porządny śnieg. tam.
w Małej Danii, u Kaan, u Gepardzicy i Smoku, u Sadownika też.

zielone światełko przeciwpożarowe.
zielone światełka ośnieżonego przedświątecznego czasu.
zielone zrobiło mi chwilowy wyłom w postanowieniu
monochromatycznego zapamiętywania wrażeń.
wpis przeniesiony 12.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Postanowiła opowiedzieć innym o tym, jak wspaniałym, inspirującym wyzwaniem może być porządkowanie spraw doczesnych. A ja postanowiłam przeczytać Jej opowieść. Postanowiłam z wielu powodów. Paradoksalnie, zostałam po tej książce z roboczym pytaniem: co czyni mnie szczęśliwą?
To niesamowite, a przy tym nieco dziwne, jak dużo przedmiotów potrafimy zgromadzić w ciągu naszego życia.
*
Robię porządki przed śmiercią, co po szwedzku nazywa się döstädning. Dö to śmierć, a städning — sprzątanie, porządkowanie.
*
W porządkach przed śmiercią chodzi właśnie o to, żeby nie marnować czasu.
*
Starzenie się, o dziwo, wymaga sił. […] Prędzej czy później dopadnie nas niemoc, a wtedy będziemy się cieszyli każdą czynnością, którą zdołamy wykonać bez pomocy innych.

Najważniejsza jest wasza własna przyjemność i wszystkie przywołane wspomnienia. Miło jest przeglądać różne rzeczy oraz przypomnieć sobie ich wartość i znaczenie. A jeśli nie pamiętacie, dlaczego coś ma mieć dla was znaczenie ani po co to trzymacie, to znaczy, że nie jest tego warte i można się z tym rozstać.
*
Im większe zaangażowanie, tym mniej pracy.
*
Jedna z moich córek powiesiła w swojej kuchni tabliczkę z hasłem: „Lepiej całuję, niż gotuję!”. To cenna wskazówka i uczciwe ostrzeżenie dla gości, którzy mogą się spodziewać wieczorem wszelkiego rodzaju niespodzianek – dobrych i złych.
*
Nie bójcie się oddawać książek z notatkami.

Przedmioty są moją słabością. Trochę trwało, nim to zrozumiałam, ale przecież można się cieszyć przedmiotami, nie będąc ich właścicielem. Choć może się to czasem wydawać trudne, nauczcie się cieszyć widokiem przedmiotów, a nie kupowaniem ich.
*
Pozwolić rzeczom, ludziom i psom odejść, kiedy nie ma lepszej alternatywy, to dla mnie bardzo trudna lekcja. Lekcja, którą wraz z upływem lat przerabiam coraz częściej.
*
Większość ludzi, jeśli tylko trochę się postara, znajdzie kogoś, komu będzie mogło przekazać swoje rzeczy. […] Przejrzyjcie dobytek, powspominajcie i przekażcie innym.
*
W porządkowaniu spraw doczesnych nie chodzi tylko o rzeczy. Gdyby tak było, wszystko byłoby prostsze. Choć nasz dobytek może przywoływać wspomnienia, to trudniej jest ze zdjęciami i słowem pisanym.
*
Kobiety z mojego pokolenia wychowywano tak, żeby nie wchodziły nikomu w drogę, nie sprawiały kłopotu swoją obecnością. Inaczej było w przypadku mężczyzn, którzy wypełniali sobą całą darowaną im przestrzeń. Córka czasem mówi mi, że moje starania, by nie sprawiać żadnego kłopotu swoją obecnością, same stają się kłopotliwe. Mężczyźni nie myślą tak jak ja, a powinni. Oni również mogą być dla kogoś zawalidrogą.

Margareta Magnusson, Sztuka porządkowania życia
po szwedzku. Jak sprawić, żeby najbliżsi
zachowali po nas wyłącznie dobre wspomnienia,
ilustr. Margareta Magnusson, przeł. Jerzy Malinowski,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2018.

Jabłoń:
(w trudnym dla niej rozkroku między tu i tam)
Sadownik:
Kocham Cię…
(westchnął)
…bo nie powiem, że lubię.
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
*
Łomolę drugi dzień. I gapię się, studiując to, co pomiędzy, czyli relacje. To coś, co między ludźmi pojawia się lub jest. Niewidzialne, ale odczuwalne. Niematerialne, ale upragnione. Jest czasem na chwilę, czasem na całe życie.
Wszystko to w tym obrazku jest.
Zaz, Qué vendrá.
qué vendrá, qué vendrá
yo escribo mi camino
sin pensar, sin pensar
dónde acabará
qué vendrá, qué vendrá
yo escribo mi camino
si me pierdo es que ya me he encontrado
y sé que debo continuar