Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
Wracaliśmy. W bieli. We mgle. Z przystankiem w lesie. Szykował się wielki problem z wybraniem jednego, dwóch zdjęć do tego wpisu, by i śnieg, i drzewa były zadowolone. Problem przestał istnieć, gdy każde ze zdjęć, które chciało tu być, dostało swój fragment pana Michała. Dzięki temu pomysłowi ja mam i słowa, i piksele pod ręką, a Heniutka trzyma łapę na śnieżnym znaczniku.
Spójrz na nich: biorą pod pachę dzieci
i jeżdżą nad morze, w góry,
„na wczasy”, do światła Południa,
byleby był basen i alkohol. […]
to oni będą twoimi mistrzami.
Ucz się zadowolenia.
Brania wszystkiego z uczuciem
unoszącej się lekko oczywistości.
Kierowania się w życiu
niewymagającą wiele zachodu
przyjemnością
i własnym interesem, twardo egzekwowanym,
którego nie nauczono ich się wstydzić.
Naucz się być mały i zwykły.
W nagrodę dostaniesz wielki i niezwykły
świat, który ułoży się u twoich stóp
niczym futro zdarte z zabitej owieczki.
*
Ta droga się nigdy nie kończy. […]
Naprzeciw świata ja.
Naprzeciw, ale nie przeciw.
Jestem rodzicem świata, dzieckiem świata, bratem, światem.
Ty też jesteś światem.
Obejmując ciebie, obejmuję cały świat.
*
Otwieram serce
dla problemu i wdzięczności,
dla trudnego i prostego,
dla przeszłego i obecnego.
Umysł się godzi ze wszystkim,
a miłość ku wszystkiemu wychodzi.
*
Galaktyki i gwiazdy zapłonęły, żebyś mógł być tutaj.
Jesteś. Tyle naprawdę wystarczy. Jesteś razem ze mną,
razem z bliskimi, dalekimi, razem z nieznanymi.
*
Oto imiona miłości:
Ona jest prostotą.
Uśmiechem.
Ciepłem.
Radością.
Serdecznością.
Życzliwością.
Odpoczynkiem.
Koleżeństwem.
Solidarnością.
Dobrodusznością.
Cierpliwością.
Niewinnością.
Łagodnością.
Czułością.
Ciszą.
Obecnością.
Spokojem.
Uwagą.
Szacunkiem.
I zaufaniem.
Jest też zobowiązaniem, chociaż nie można jej niczego kazać. Nie można jej wezwać. Przychodzi niepytana, tylko z wolnej woli. Męczy się i odradza razem z całym człowiekiem. Zasypia i się budzi. Odchodzi i wraca.
Miłość jest miła. Miłość się cieszy. Miłość nie daje się skrzywdzić. Miłość jest w dobrym humorze. Miłość jest zadowolona. Miłości niczego nie brakuje. Miłość ma do syta.
Michał Cichy, Do syta,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
Musiałam poczekać na dzienne światło, by cyk, ale nie musiałam czekać, by delektować się kreską i literkami. Przedwczoraj przy pierwszej kawie w ulu byłam w podwójnym niebie.
Istnienie tego piękna odkryłam przy okazji zająknięcia się na temat tej książki. Natychmiast zrobiłam klik, klik i szło do ula. Trzeba było tylko poczekać na powrót z giganta do domu. Popłakała mnie ta książka szybko i skutecznie, czyli jest taka, jak lubię — poruszająca.
Muchness is the full-hearted abundance of hope, joy, and imagination that each of us has when we come into this world. It is there for us to love, to dare, to dream, to create, and to live our best life.
*
You are bursting with promise, potential, and possibility. You have so much to give, and so much to offer.
This is your life. This is your time. This is your chance to do everything you’ve wanted to do.
Live bravely, care deeply, share freely. Get the most out of each shining moment. Fill your life with love and stuff your days with wonder. Because when you willingly throw yourself into everything you do, that’s when you come alive—that’s when the magic sparks.
*
Don’t wait for things to be simpler, easier,
or better. Life will always be complicated. Learn to be happy now. And know that no
matter the time or day, it will always be now.
*
Gratitude is the secret to happiness.
When you are grateful, you find
so much more to be grateful for.
*
*
Dream until it’s true.
Believing it’s possible is an
essential part of making it so.
*
*
If in doubt, love more.
The heart is much like a balloon:
the fuller it becomes,
the more it wants to fly.
*
Lose yourself in what you love.
Find yourself there too.
*
Stand up for what you believe, even if your legs are shaky.
Being brave and being afraid often occur at the same time.
Kobi Yamada,
Finding Muchness: How to Add More Life to Life, ilustr. Charles Santoso,
Compendium, Seattle (WA) 2021. (wyróżnienie własne)
W ulu czekały na mnie dwie papierowe książki i… niespodzianka, o której nie miałam pojęcia, bo Sadownik milczał w tej kwestii wyjątkowo profesjonalnie. Po pieczęci wiedziałam Kto, bo choć nigdy nie dzieliłam punktu w czasoprzestrzeni z Tą Artystyczną Duszą, widziałam wiele pięknych liter kreślonych Jej dłonią. Od Niej do mnie dwa uściski dłoni i 300 km.
Zachwycona musiałam poczekać na dzienne światło, by mieć to bóstwo nie tylko w książce, ale również tu, zawsze pod ręką.
Wciąż mam zaległą jedną książkę Autorki, ale ibukosknera nabył tę na gigancie w tak obrzydliwie niskiej cenie, że trzeba było poczucie własne książki reanimować natychmiast.
Doskonała, bo obrazoburcza, prześmiewcza, grubą kreską kreślająca bohaterów. A puenta? Majstersztyk! Kończyłam z wypiekami na twarzy w ostatnią noc na gigancie.
Znam repertuar boskich kar. Bóg karze bezbożnych dziadków niemocą, krnąbrne gospodynie karze bezdzietnością, narodzinami Dzikich, chorobami, nieszczęściami i pechem, wiosennymi przymrozkami, odejściami mężów i niedobrymi dziećmi. I śmiercią karze, ale rzadziej.
*
Najlepiej, jak człowiek wie, co było na początku, bo wtedy łatwiej z teraz, zawsze i z na wieki wieków.
*
Łono, to jedyne dopuszczalne słowo na to, co mają kobiety. Można nogi składać, pilnować księżyca, oszukiwać męża, ale Boga oszukać nie można, bo on wie, kto i kiedy powinien urodzić którą duszę.
*
Wie ksiądz, to mógł być największy sukces mojego ojca, ta pewność. Ta absolutna, niewzruszona pewność co do tego, jaki jest świat, pewność tak wielka, że nikomu z nas przez lata nie przyszło do głowy, że mogłoby być inaczej.
*
W proboszczu Bóg wziął się z lęku przed nieważnością.
*
W mojej matce Bóg wziął się z lęku przed śmiercią, w ojcu z lęku przed życiem.
Oj życia, proszę księdza, to się ojciec bał. Że go zaleje, zmiecie z powierzchni, pochłonie, że przydusi go do ziemi albo od niej oderwie i rzuci na nieznany ląd. Ojciec trzymał się swojego kawałka życia kurczowo, aż mu palce bielały na kostkach.
*
Chłopcy mają łatwiej, bo mają grzechy męskie, jak zbite okno, udręczony kot i podbite oko. Nie zrozumieją dziewczyńskich grzechów. Poza tym dziewczynki są grzeczne, więc trudniej coś uzbierać.
*
Dziadek mówił, że Bóg prędzej pójdzie z nim w las, niż będzie siedział w złoconym tabernakulum.
*
A jeśli, proszę księdza, Bóg jest wszędzie, bo po prostu taką ma naturę? I wcale nie po to, by człowieka łapać, ale by być przy nim blisko, tak jak chce się być blisko kogoś, kogo się kocha? Może nie rozważa wcale w tym wszędzie i zawsze, uczynków, tylko cicho cieszy się, że nie jest już sam? Kuca na środku drogi i patrzy na mrówkę niosącą na plecach pszczołę. I może patrzą z nim inni Bogowie, których zna jeszcze od Starych Testamentów, a nawet i wcześniej.
*
Jak dobrze – wzdycha z ulgą do telewizora – że urodziliśmy się tu, gdzie mieliśmy się urodzić, tacy, jacy powinniśmy być.
Martwiło mnie, co z tamtymi, z milionami ludzi, którzy nie urodzili się w naszej ojczyźnie, tylko gdzieś daleko, w dzikich miejscach, wśród niewiernych, nie pod tym Bogiem. Co z tymi, którzy nie wiedzą nawet, jak bardzo się mylą, składając kwiaty pod stopami otyłego bóstwa, odmawiając odwrotnie modlitwę, czekając na Jezusa, który nie tylko już przyszedł, ale zdążył za nas wszystkich umrzeć i zmartwychwstać.
– Mamo, co z nimi wszystkimi będzie?
– A co ma być? – dziwi się.
Proszę księdza, co z nimi? Gdzie oni pójdą po śmierci? I co jeśli my to oni?
*
Czasem proboszcz nas straszy światem bez krzyży, bo są, mówi, i takie.
– Co by wówczas podtrzymywało nasze niebo? – pyta.
*
Ale to jak ze wszystkim. Człowiek wyjdzie z matki, a matka z człowieka nie.
*
Nie, proboszcz nie kłamał. Każde zdarzenie ma przecież kształt wieloboczny, a człowiek widzi tylko od jednej strony, jedną parą oczu. Niby więc wiadomo, co się zdarzyło, ale przecież tylko jeden bok świata zostaje w pamięci. A i ta przecież jest różna.
[…]
Każdy ma inną krzywiznę pamięci, inaczej załamuje światło, inaczej cień rzuca, czarna obwódka zdarzeń inaczej odbija się na siatkówce i inną drogą wędruje gdzieś dalej, do głowy albo do serca. Czy można więc mówić, że ktoś źle zapamiętał?
*
Jeśli wyobrazić sobie Boga w tym wszystkim, co wymaga czasu albo czułości, łaski albo spokoju, co wymaga pochylenia się, by dostrzec lub odejścia daleko, by pojąć. Co wymaga czasu, by oswoić, zrozumienia, by trwać obok, szacunku, by przeżyć. Bóg, który wymaga, by wyjść poza człowieczeństwo, które nosi się z dumą przypięte na piersi, wyjść poza dom, który wydaje się własny, i poza ciało, które wydaje się ludzkie, poza czas, którym się kieruje i poza przestrzeń, którą się zarządza.
*
Niewierzące? Nie, nie przychodzi się po cud bez wiary. Inna rzecz, w co się wierzy.
*
Nie wiem. Jak mnie kto zapyta, to z ręką na sercu powiem, że nie wiem. Ale przyszliście do mnie i jedno wiem tylko, że wszyscy tacy sami jesteśmy, że tego samego się boimy, a wśród tych lęków, to człowieka boimy się czasem bardziej niż Boga. I cud to chyba jest wtedy, jak się człowiek do człowieka zwraca i ten drugi robi w sobie miejsce, i słucha. Zwrócić się, zamiast do nieba, to do człowieka, w oczy spojrzeć, spróbować zrozumieć i być przy kimś. Pytaliście ciągle: od kogo ten cud? A może to trzeba pytać odwrotnie. Dla kogo ten cud?
Anna Ciarkowska, Dewocje,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021. (wyróżnienie własne)
Czekałam na tę książkę bardzo. Miałam ją na czytniku w dniu ukazania się. Byłam wtedy na lipcowym gigancie. Próbowałam czytać, ale po kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że nie mam pojęcia, co czytam, bo obkurczona śmiercią Orzeszka, starałam się utrzymać na powierzchni życia. Odłożyłam. Odłożyłam na długo.
Znów na gigancie, ale teraz już mogłam czytać ze zrozumieniem i czuciem. Zachwycająca książka, podobnie jak i dwie wcześniejsze Autora — ten sam klimat, ta sama uważność, ale teraz jest o źródle uwagi, która zwraca się ku szczegółom chwil.
Cytaty? Wybór? Piewsza myśl jeszcze na gigancie — nie da się! Na pomoc przyszła podróż powrotna do ula. Tu? Drugi sort cytatów pierwszej klasy w drugim dniu w ulu (pełny dzień pierwszy był szaleństwem — nie miałam szans, by dotrzeć do komputera).
Jest medytacja pomocą dla ludzi, których dotychczasowe możliwości się wyczerpały. Wypalenie. Choroba. Depresja. Kryzys. Osamotnienie.
*
Wyceniony w pieniądzach nie jestem wart dużo. Na szczęście na wartość własną składają się też czynniki niewymierne. Uczucia, więzi, spełnienie talentów. Tego mam dużo i mam z czego czerpać na całą resztę życia.
*
Nie rezygnuj zbyt łatwo, nie odchodź na inne miejsce. Tu, gdzie jesteś, jest wszystko. […] Zostań i szukaj dalej, głębiej niż dotychczas.
*
Człowiek się nie zmienia. Człowiek siebie odkrywa.
Człowiek się nie zmienia. Człowiek może inaczej na siebie spojrzeć.
Człowiek się nie zmienia. Człowiek może nauczyć się lepiej postępować.
Człowiek się nie zmienia. Kiedy człowiek ma siebie samego dość, niemożność zmiany charakteru budzi złość, rozpacz i rezygnację. Człowiek poddaje się. Przychodzi pogodzenie. „Nie zmienię się. Będę zawsze, kim byłem”.
I dopiero wtedy zaczyna się niezauważalna i powolna zmiana.
*
Rzeczywistość zawsze staje się na swój własny sposób, zawsze odrobinę inaczej – a w tej odrobinie nieprzewidywalności kryje się wielka przyjemność.
*
Miłość jest lekiem na ból. Często bolą nas nasze rodziny, nasi najbliżsi krewni. Bywa, że nie da się ich pokochać, ale można ich uszanować. Nie dać się dalej ranić. Czasem dystans jest wyrazem miłości, miłości w najwyższym stopniu, jaki jest możliwy w relacji, której nie możemy zerwać, bo nawet zerwana pozostanie więzią i będzie nadal źródłem zranień.
*
Największe jest zawsze nienazwane, a tylko droga bez imienia i celu prowadzi naprawdę daleko.
*
Medytacja jest drogą miłości i mądrości, a oba te pojęcia spotykają się w czymś tożsamym, w głębi są jednym. Prawdziwa miłość jest mądra, a prawdziwa mądrość umie kochać.
*
Droga jest nieskończona i wieczna. Po prostu przestajesz dręczyć innych pytaniami.
*
Oświecenie zwane w wersji taoistycznej mądrością to nie jest atakowanie ośmiotysięcznika. To, co najważniejsze, już w nas od dawna jest. Potrzebujemy tylko wglądu, żeby to w sobie znaleźć. Niepełne, doskonałe, w zupełności wystarczające.
*
Poglądy są przeceniane.
To tylko metki, nalepki, znaki własności i posłuszeństwa. […]
To nie my mamy poglądy, tylko one mają nas.
*
Słowa, owszem, mogą zmienić wszystko, ale nie trzeba ich traktować zbyt serio. To w końcu tylko drgania w powietrzu i krople na papierze. Słowa są pojazdami, które przez jakiś czas dokądś prowadzą, a potem nieruchomieją i pokrywają się rdzą. […]
Nie ma dobrego słowa, które potraktowane bez serca nie zmieniłoby się w czyste zło.
*
Czytać należy głównie między wierszami.
*
Droga, po chińsku tao, prowadzi nas przez całe życie, bez ustalonego celu. Jest synonimem przemiany. I jest stopniowa. Zawsze możemy pójść o krok dalej. Nasza wewnętrzna podróż trwa w nieskończoność.
*
Wolność to „nie” powiedziane temu, co nie kocha. Miłość to „tak” powiedziane temu, co nie odbiera wolności.
Miłość jest tam, gdzie nie ma strachu.
*
Wyzbycie się rozróżnień, osądzającego „ja”, imperatywu „albo-albo”, uspokojenie emocji. To jest program na resztę życia, ale medytacja tym właśnie jest – programem na resztę życia.
*
Jeżeli już mielibyśmy wyłuskać z medytacji jakieś wartości naczelne, byłyby nimi spokój, zwykła, codzienna dobroć i współczucie. I wyrozumiałość. „Bądź wyrozumiały” – taką wartość można praktykować codziennie w przeciwieństwie do „miłowania nieprzyjaciół”, które opiera się na utopijnej antropologii i nie udaje się nawet katolickim arcybiskupom czy też może zwłaszcza katolickim arcybiskupom.
*
Monoteizm idzie ręka w rękę z monarchią. Tradycyjna wyobraźnia religijna nie pasuje dobrze do systemu demokratycznego, w którym zamiast zaciekłej walki dobra ze złem jest uszanowanie różnic w poglądach, sprzeczne interesy godzi się dzięki kompromisom, a wartości jak najbardziej podlegają głosowaniu. Kościół nie wynalazł jeszcze sposobu, w jaki mógłby współżyć z demokracją. Jedyna demokracja, jaka by mu się podobała, to taka, która do prawa cywilnego i karnego wpisałaby religijne normy.
*
Tam gdzie nie ma braków, gdzie człowiek zadowala się tym, co ma, i tym światem, który jest, zanika potrzeba tworzenia wartości moralnych. […]nie ma takiej moralności, która by nie wykluczała człowieka innego. Nie ma takiej moralności, która by nie odbierała myślącemu człowiekowi samodzielności. Czyli wolności. Czyli sumienia.
*
Czym są wartości? Wartości to jest to, czego nam za mało.
*
Ciekawe, że tak zwane przykazania nie są wbrew nazwie nakazami, a można by to sobie wyobrazić. „Dbaj o swoich” i „nie wchodź bez potrzeby w konflikty z obcymi” chyba by wystarczyło. Przykazania wyrażają się jednak w zakazach. Tak jest prościej. Łatwiej to grupie egzekwować. Wartość podstawową, jaką jest przeżycie i bezpieczeństwo, zapewniają zakazy zabijania, kradzieży, kłamstwa, rozwiązłości seksualnej i tak dalej.
*
Religia czyni dobrych lepszymi, ale złych gorszymi.
*
Możemy się zdziwić, jak rzadko inni ludzie działają ze względu na nasze dobro. Świat jest pełen egoistycznych altruistów, których altruizm sprowadza się do zmuszania bliźnich do działań wbrew ich dobru. Ludzie zaspokajają swoje potrzeby, używając do tego innych ludzi, wszystko pod hasłem walki z egoizmem. Altruizm może być jedną z najbardziej podstępnych postaci zła w ludzkich stosunkach.
*
– Czy możliwy będzie kiedyś Polak-buddysta, tak jak teraz Polak-katolik?
– Tak – odpowiedział Miłosz, ale było to jedyne słowo, które skreślił przy autoryzacji.
*
Próbowałem stawiać światu wymagania, ale on się od tego nie zmienił. Tak, świat jest pełen śmierci, utraty, bólu i cierpienia.
Świat nabiera piękna, kiedy człowiek nabiera zaufania. Najlepszą drogą naprawy świata jest dojście do ładu z samym sobą.
*
– Nie możesz stale nadawać. Musisz umieć przestawić się na odbiór – powiedział Maciek Maleńczuk. […]
Przestawić się na odbiór. Jedno z najważniejszych pouczeń duchowych, jakie odebrałem w życiu. Przestawić się na odbiór to znaczy uwolnić zmysły i wstrzymać aktywność. Poddać się światu. Zamieszkać w teraz.
*
Zmęczenie jest dobre. Wyczerpanie jest straszne.
*
Żeby zrozumieć to, co ważne, trzeba nabrać nawyku pytania przy każdej okazji „dlaczego”. Jest to pytanie trudne, bo kwestionowanie naszych poglądów oznacza kwestionowanie naszych przynależności, a tego grupa nie wybacza.
Michał Cichy, Do syta,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021. (wyróżnienie własne)
Czysty przypadek, intrygująca okładka lub przeznacznie doprowadziły mnie do tej książki. Ibukosknera nawet nie próbował dyskutować na temat niekupowania jej teraz, musiałam ją mieć, a ona w mgnieniu oka znalazła się na szczycie książek do przeczytania.
Rewelacyjny pomysł na konstrukcję „powieści”, bo to powieść–niepowieść, księga tysiąca i jednej opowieści. Gdybyś miał przeczytać tylko jedną książkę w tym roku, to tylko TĘ! Są w niej, poza główną historią, niesamowite fakty o ptakach, ciekawostki z wielu dziedzin ludzkiej działalności oraz czasu, gdy nie śniło się nikomu, że Ty czy ja pojawimy się na świecie. To najwłaściwsza książka na czas, gdy nie każdy człowiek w naszym kraju uważany jest domyślnie za człowieka.
Tylko jedna rzecz w tej książce jest spieprzona albo przez tłumaczkę, albo przez Autora. Że nikomu do głowy nie przyszło, by sprawdzić prawdziwość poniższego przykładu. Nie, nie można tego nazwać literówką, bo pojawia się w dwóch miejscach w książce (ctrl+c, ctrl+v nikogo nie usprawiedliwiają). Ponieważ zacne, to chcę to tu mieć, ale już w poprawnej wersji:
Liczby zaprzyjaźnione to dwie liczby naturalne powiązane ze sobą tak, że kiedy dodać do siebie wszystkie ich dzielniki właściwe z wyjątkiem ich samych, to suma tych dzielników będzie równa drugiej liczbie.
Dzielniki właściwe liczby 220 to 1, 2, 4, 5, 10, 11, 20, 22, 44, 45[55] i 110, co razem daje 184[284]. A dzielniki właściwe liczby 284 to 1, 2, 4, 71 i 142, zaś ich suma wynosi 220. Dlatego matematycy uważają te liczby [220 i 284] za zaprzyjaźnione. To jedyne liczby tego rodzaju mniejsze niż tysiąc.
A poza tym, już tylko zazdroszczę każdej osobie, która tę książkę ma przed sobą. I wracam, nie tylko myślami, do przepięknego projektu fotograficznego, który widziałam na FotoFestiwalu w Łodzi pięć lat temu — wciąż mnie porusza, sprawdziłam.
Nosili ze sobą swoje historie.
Nie miało znaczenia, że w kółko powtarzają te same słowa. Wiedzieli, że ludzie, do których mówią, słyszą je po raz pierwszy; oni byli na początku własnych alfabetów.
*
Coś chwytliwego, prowokującego do namysłu, ale jednocześnie neutralnego. Coś znaczącego, ale tak, by nikogo nie obrażało. Bojownicy o Pokój. To mogłoby się sprawdzić. Miało w sobie sprzeczność. Uczestniczyć w walce. Walczyć o wiedzę.
*
Bassam i Rami stopniowo zaczęli rozumieć, że siłę swojej żałoby również mogą wykorzystać jako broń.
Bassam Aramin i Rami Elhan,
[dostęp: 5.12.2021],
źródło.
Jeśli podzielić śmierć przez życie, otrzyma się okrąg.
* * *
Termin mayday — ukuty w Anglii w 1923 roku, ale wywodzący się z francuskiego venez m’aider, „na pomoc” — zawsze powtarza się trzykrotnie, mayday mayday mayday. Powtórzenie jest tu kluczowe — wypowiedziane tylko raz mogłoby zostać odczytane niewłaściwie, lecz przy trzech nie da się go z niczym pomylić.
*
Kałasznikow martwił się o swoje dziedzictwo; pragnął zostać zapamiętany jako poeta, nie twórca karabinów.
*
Działanie ludzkiego oka do dziś jest uważane przez naukowców za zjawisko równie tajemnicze, co szczegóły ptasich wędrówek.
* * *
זהלאייגמרעד שנדבר
To się nie skończy, dopóki nie zaczniemy rozmawiać.
*
Rami często czuł się tak, jakby było w nim dziewięciu albo dziesięciu walczących ze sobą Izraelczyków. Jeden rozdarty. Drugi pełen wstydu. Izraelczyk zauroczony. W żałobie. Zachwycony wynalezieniem sterowca. Świadomy, że sterowiec go obserwuje. Obserwujący. Pragnący być obserwowanym. Anarchista. Protestujący. Zmęczony całym tym widzeniem.
Kręciło mu się w głowie od noszenia w sobie tylu sprzeczności, tylu różnych ludzi jednocześnie.
*
Jakże często, pomyślał Rami, ratuje nas to, co najzwyklejsze.
*
Bassam przerzucał w myślach kilka różnych wątków, wypróbowywał, przestawiał, przeskakiwał, żonglował, rozbijał ich linearność. […] Przesiedziałem siedem lat w więzieniu, a potem dla odmiany się ożeniłem. […] Jestem jedynym człowiekiem w historii świata, […] który pojechał do Anglii i zachwycił się pogodą.
*
Nauczył się, że lekiem na los jest cierpliwość.
*
Nie ma symetrii między więźniem a strażnikiem. Należy zniszczyć więzienie. Okupacja została oparta na błędnym przekonaniu o gwarancji bezpieczeństwa. Należy z tym skończyć. Dopóki to się nie uda, jakiekolwiek inne wyjście jest niemożliwe.
*
Wczoraj byłem sprytny, więc chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zacząłem zmieniać siebie. // Rumi
*
Kiedy coś się przeżywa, to już nie jest tak banalne.
*
W liście do Ramiego Bassam napisał, że ból wymaga, by najpierw go pokonać, a potem zrozumieć.
*
Najszlachetniejszym dżihadem jest podbicie siebie samego.
*
Niektórzy ludzie mają interes w milczeniu. W interesie innych jest sianie nienawiści wyrosłej ze strachu. Strach zarabia pieniądze i ustanawia prawa, odbiera ziemię i buduje osiedla, strach lubi, kiedy wszyscy są cicho. I bądźmy szczerzy, w Izraelu jesteśmy ekspertami od strachu, on nas zajmuje. Nasi politycy lubią nas straszyć. Lubimy straszyć siebie nawzajem. Chętnie używamy słowa „bezpieczeństwo”, żeby uciszać innych. Ale to nie o to chodzi, tylko o zajmowanie cudzego życia, cudzej ziemi, cudzej głowy. Tu chodzi o kontrolę. A kontrola to władza. Nagle z wielką siłą dotarło do mnie, jak wielką moc ma mówienie prawdy w sprzeciwie władzy. Władza zna prawdę. Stara się ją ukryć. Dlatego władzy trzeba się głośno przeciwstawiać.
*
[…]
nie jesteśmy skazani na porażkę, ale musimy odsunąć od władzy tych, którym opłaca się zamykać nam usta.
*
[Rami] Mam w sobie wiele miłości do mojej kultury i rodaków i wiem, że rządzenie innymi, opresja i okupacja to nie są żydowskie wartości. Być Żydem — to szanować sprawiedliwość i równość. Żaden lud nie może sprawować władzy nad innym ludem i żyć w bezpieczeństwie i pokoju. Okupacja nie daje nam żadnej z tych rzeczy, a w dodatku jest nie do utrzymania. Sprzeciw wobec okupacji nie jest w żadnym, najmniejszym stopniu przejawem antysemityzmu.
*
Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić rozmiaru krzywdy, jaką wyrządzamy, nie słuchając się nawzajem. Mam na myśli krzywdę na każdym możliwym poziomie. To jest nie
do zmierzenia. Może i zbudowaliśmy sobie mur, ale on tak naprawdę jest w naszych głowach […].
*
[Bassam]
W dzieciństwie sądziłem, że bycie Palestyńczykiem, muzułmaninem, Arabem to kara od Boga. Nosiłem to przekonanie jak wielki kamień u szyi. Dzieci zawsze pytają: Dlaczego? Dorośli zapominają o tym pytaniu. Po prostu przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Zburzyli nam domy. Przyjmujemy. Tłoczą nas przed punktami kontrolnymi. Przyjmujemy. Kazali nam zdobyć pozwolenie na rzeczy, które sami mają za darmo. Przyjmujemy. W więzieniu jednak zacząłem rozmyślać nad naszym życiem, tożsamością, nad byciem Arabem, a to zaprowadziło mnie do myślenia o Żydach.
[…] postanowiłem zrozumieć, kim ci ludzie byli naprawdę, jak cierpieli i co sprawiło, że w czterdziestym ósmym roku odwrócili role i stali się naszymi oprawcami, ukradli nam domy, zabrali ziemię, zgotowali nam Nakbę, naszą katastrofę. My, Palestyńczycy, staliśmy się ofiarami ofiar. Chciałem zrozumieć więcej. Skąd to wszystko się brało?
*
Musimy się nauczyć korzystać z siły swojego człowieczeństwa. Bez litości sięgać po metody pokojowe. Słuchać tego, co mamy sobie do powiedzenia. To nie jest niemoc, to nie jest słabość, wręcz przeciwnie, na tym polega bycie człowiekiem.
*
Rami powiedział zebranym, że wszystkie mury muszą upaść, bezwzględnie. Nie jest naiwny, wie, że powstaną kolejne. Świat składa się z murów. Ale mimo to jego zadaniem jest doprowadzić do pęknięcia tego, który widzi najwyraźniej.
*
Milczenie należy kwestionować. […] Co to znaczy pamiętać, a co — nigdy nie zapomnieć.
Colum McCann, Apeirogon,
przeł. Aga Zano, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021. (wyróżnienie własne)
*
Apeirogon — Discussion with Colum McCann, Bassam Aramin and Rami Elhanan.
confussion is OK.
*
you find the form. the form finds you.
you're working, you're working, you're working, and
it finds you.
Czysty przypadek sprawił, że świat poinformował mnie o istnieniu tej książki. Zaryzykowałam — ibukosknera sapał mi przez ramię — bo ciekawa byłam tego dwugłosu.
Drugi głos mnie rozczarował swoim nie pamiętam, jak to było, ale reszta książki zachwyciła mnie w znaczącej części mądrością, przytomnością, ale też opisem niełatwej drogi, po której autorka jako rodzic szła po raz pierwszy. Jakie na tej drodze spotyka się postacie i sny, jak trudno jest odpuścić, jak piekielnie trudno jest mieć pewność, że należy coś odpuścić, by mieć szansę na coś dobrego, czego istnienia nawet nie przeczuwamy, wiedzą tylko ci, którzy na tego typu drogach się znaleźli.
Niby dowiedzieliśmy się czegoś nowego, a tak naprawdę stało się tylko tyle, że nasze obawy się potwierdziły. Na pewno jesteśmy o krok do przodu, bo nauczyliśmy się tego naprawdę ładnego słowa, jakim jest aniridia. Natomiast nikt nie powiedział, co będzie dalej. Radźmy więc sobie sami.
*
[…]
gramy na zwłokę. Prosimy los, aby dał nam jeszcze trochę czasu. I dał.
*
Nawet gdyby to było możliwe, nie zamieniłabym się z moim synem. Nie, i kropka. W każdej chwili oddałabym mu jedno oko. Ale drugiego już nie. Toznaczy, może i oddałabym mu swój wzrok, ale nie chciałabym tak żyć. Od niego z kolei oczekuję, aby chciał. Naprawdę tego oczekuję.
*
Bo rodzice jeszcze jakoś sobie radzą, ale dziadkowie systematycznie załamują się z powodu bezradności i wymagającego poważnego leczenia chorego poczucia współzawodnictwa. Mianowicie że oni potrafili urodzić zdrowe potomstwo, stworzyli warunki do powstania kolejnych doskonałych pokoleń, a tu nagle ich wspaniałe dziecko wyskakuje z takim wybrakowanym stworzeniem.
*
Nie wiem, czy droga, którą obrałam, jest dobra, dokąd prowadzi i czy w ogóle dokądkolwiek prowadzi. Możemy swobodnie eksperymentować, w końcu to nasze życie.
*
[…] powracającym argumentem, który ucinał dyskusję, było zdanie wypowiadane przez moją córkę, wznoszącą się niczym twierdza nad swoim młodszym bratem i wymierzającą w niego ostateczny cios:
– To ja byłam tutaj pierwszym dzieckiem.
I miała rację.
*
Jest nadzieja. […]
przerwałam jej ten pięknie opakowany lekarski monolog.
– Pani profesor, problem w tym, że już nie ma więcej gęsi. Skończyły się.
Popatrzyli na mnie w osłupieniu.
– Ma tylko dwoje oczu. Jedno z nich wzięliśmy w swoje ręce i straciliśmy je. Drugie jest tylko jego. Jak dorośnie, sam zdecyduje, co chce z nim zrobić. Do tego czasu nauka będzie się rozwijała, zostaną wynalezione nowe wspaniałe urządzenia, niech potem nam nie mówi, że to przez nas nic nie osiągnął, bo nie potrafiliśmy pogodzić się z porażką. Potrafimy. To drugie oko już nie jest nasze. Ja rozumiem, że pani profesor ma inne doskonałe pomysły, tylko w międzyczasie zabrakło gęsi.
*
Z podziwem patrzyłam, jak w początkowych latach w Ślepszkole trener uczył te małe krety strzelania do celu z łuku. Myślałam, że to jakiś żart. Młody trener z entuzjazmem tłumaczył im, że trafienie do celu nie jest w pierwszej kolejności kwestią widzenia, lecz kontrolowanej pracy mięśni. Jeśli tarcza znajduje się daleko, on też nie zawsze ją widzi, ale to nieistotne.
*
Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, podobnie zresztą jak o innych rzeczach, ale wiedzieliśmy, że nie unikniemy tego, co nas czeka. Choć bardzo chcieliśmy uniknąć.
*
Gniew wynikający z utraty sprawia, że człowiek mówi straszne rzeczy. […] aż w końcu zrozumiałam: to nie jest prezent od losu dla mnie, ani dla jego ojca, ani siostry, tylko dla niego. To on go otrzymał i to on musi coś z nim zrobić.
*
Musiało minąć co najmniej kilka lat, zanim pogodziliśmy się z tym na zawsze.
*
– Przestań panikować, uspokój się! – fuknął pod nosem dzieciak. – Stanęłaś o wiele dalej – powiedział stanowczym głosem. […]
– Uspokój się – powtórzył mój syn. – Po pierwsze pamiętam, jak długo szliśmy od samochodu do miasta. Po drugie powinniśmy minąć cukiernię albo piekarnię oraz warsztat samochodowy. Jeszcze tego nie zrobiliśmy.
– Bo co, może je widziałeś?
– Nie, mamo, czułem. A teraz chodźmy już.
*
[…]
chyba nadal nie do końca pojmuję, lecz jedynie akceptuję fakt, że sam widok czegoś nie jest dla niewidomych aż tak istotny jak dla nas.
Erzsi Sándor, Cóż innego mogłabyś zrobić, Matko!,
przeł. Klara Anna Marciniak, Studio EMKA, Warszawa 2021. (wyróżnienie własne)
Nie biorę pod uwagę innego scenariusza. To znaczy zrobię to, ale dopiero później. Teraz chodźmy już stąd.
*
Jedynie wiedza, poznanie oraz doświadczenie pomagają ludziom przezwyciężyć początkowy lęk przed innością. I nie ma znaczenia, kto i na ile jest inny. Dziecko, dorosły, niepełnosprawny, Rom, Żyd czy gej. A czasem osoba z niepełnosprawnością sprzężoną.
*
Nie twierdzę, że społeczeństwo, które w większości składa się z widzących członków, dowartościowuje przeciętne osoby, ale wiem na pewno, że od mniejszości, od niepełnosprawnych, oczekuje stokroć więcej.
W dniu, w którym ibukosknera dał sygnał, że już mogę nabyć ten tomik, cena tego pęczka wierszy nie była rozsądna, niska czy atrakcyjna, była żenująca.
Na szczęście wyznacznikiem ilości i jakości piękna nie była ani cena, ani szata graficzna okładki, ani beznadziejnie złożony tytuł. Oboje, ja i ibukosknera, byliśmy przez chwilę z powodu tego tomiku w niebie, choć każde z nas z innego powodu.
Ta miłość
była oczkiem w głowie
neuronowych sieci. […]
Kiedy wyciekły
dane z naszych serc
skasowaliśmy pamięć
aby plany na przyszłość
zyskały na czasie.
*
Nie mogę ci obiecać
że jeśli jeszcze kiedyś
wyjdziemy na młodość
(uniewinnieni kochankowie)
nie zdarzy się to samo:
Jej książka, podobnie jak książka Benjamina Ferencza, trafiła do mnie w ten sam sposób — przez czysty przypadek. Autorkę i Autora dzieli siedem lat, ale łączy sensowne życie, długowieczność i niemieszczące się w głowie, straszne czasy XX wieku.
Jeśli masz dziś wyporność tylko na jedną książkę ocaleńców z piekła idei, niech ta będzie pierwszą. Pozwala z innej perspektywy patrzeć na nieszczęścia, które bez zaproszenia wkradają się w nasze dni, noce, a czasem życia.
Uczucia są energią. Nie można się ich pozbyć, trzeba je przeżyć. Musimy być z nimi, a to wymaga odwagi. Nie musimy nic z nimi robić, wystarczy po prostu być.
*
[…] gdy doświadczasz wielkiej straty, nic nie jest już takie samo. Żal może być zaproszeniem do przewartościowania swoich priorytetów i podjęcia nowych decyzji – do odnalezienia na nowo radości i celu, do powrotu do najlepszej wersji samego siebie, do zaakceptowania faktu, że życie wskazuje nam inny kierunek.
*
[…]
możemy być poranieni, a jednocześnie pozostać całością, znaleźć szczęście i spełnienie w życiu pomimo straty.
*
Życie […] jest darem. Darem, który sabotujemy, skazując się na więzienie strachu przed karą, porażką czy porzuceniem; z powodu potrzeby aprobaty; ze wstydu i poczucia winy; z powodu poczucia wyższości lub niższości; ponieważ chcemy mieć władzę i kontrolę. Celebrowanie daru życia polega na znajdowaniu darów we wszystkim, co się nam przydarza, nawet jeśli czasem są to skomplikowane sprawy, nawet gdy nie jesteśmy pewni, czy przeżyjemy. Celebrujmy życie, koniec i kropka. Żyjmy z radością, miłością i pasją.
*
[…]wybór nadziei wpływa na to, co każdego dnia przyciąga moją uwagę.
[…] strata i trauma nie oznaczają, że masz przestać żyć pełnią życia.
*
Gniew to drugorzędna emocja […]. Wykorzystujemy gniew, by dostać się do tego, co kryje się w środku – do strachu lub żalu.
*
[…]
miłość nie jest tym, co czujesz. Jest tym, co robisz.
*
Twój wewnętrzny nazista jest tą częścią ciebie, która potrafi oceniać, osądzać i nie odczuwa współczucia; która nie pozwala ci czuć się wolnym i represjonuje innych ludzi, jeśli sprawy nie idą po twojej myśli.
*
Kiedy jesteśmy agresywni, decydujemy za innych. Kiedy jesteśmy pasywni, inni decydują za nas. A kiedy jesteśmy pasywno-agresywni, uniemożliwiamy innym, by decydowali o sobie.
*
Każdy wybór ma swoją cenę – coś zyskujesz, coś tracisz.
*
Ciekawość jest życiodajna. Pozwala nam ryzykować. Kiedy jesteśmy przepełnieni lękiem, żyjemy w przeszłości, która się już wydarzyła, albo w przyszłości, która jeszcze nie nadeszła. Kiedy jesteśmy ciekawi świata, żyjemy w teraźniejszości, jesteśmy gotowi odkrywać, co się dalej wydarzy.
*
Nie musisz się spieszyć z decyzją. Najlepiej zatrzymać się na chwilę, zastanowić raz i drugi i próbować zrozumieć. Odpowiedź pojawi się z czasem, gdy będziesz żyć pełnią życia – na ile to możliwe – i pozostaniesz tym, kim już jesteś: silnym człowiekiem.
*
Nie musimy lubić trudnych i bolesnych rzeczy, które się nam przytrafiają. Kiedy przestajemy z nimi walczyć i się im opierać, zyskujemy więcej energii i wyobraźni, dzięki czemu możemy podążać do celu zamiast donikąd.
*
Łzy są dobre. Oznaczają, że dotarła do nas ważna emocjonalna prawda. […] Odkrywamy wtedy coś istotnego. Ta chwila uwolnienia to moment bezbronności, czułości, ale też wielkiej wnikliwości.
*
– Kiedy twoje ciało cię rani – powiedziałam Alison – nie karz go za to, nie oburzaj się, nie miej pretensji, nie żądaj, by się zmieniło. Powiedz mu: „Słucham cię”. […]
– Co chcesz mi powiedzieć? – pytała. – Co jest dla mnie najlepsze? Co mnie teraz wzmocni?
*
Rodzimy się, by kochać; uczymy się nienawidzić. Tylko od nas zależy, co wybierzemy.
*
Najlepszym sposobem pozbycia się potrzeby posiadania racji jest zdobycie mocy. Moc nie ma nic wspólnego z tężyzną fizyczną ani dominacją. Oznacza, że masz siłę, by znaleźć właściwą odpowiedź, zamiast reagować emocjonalnie; by zapanować nad własnym życiem, by całkowicie kontrolować swoje wybory.
*
LOVE* is a four-letter word, that sounds TIME.
____________ * nie zniosłam tłumaczenia na j. polski, więc musiałam przetłumaczyć sobie na język oryginału, by miało sens.
Edith Eva Eger,
Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie,
przeł. Magdalena Hermanowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2021.
Dziękuję wszystkim pokoleniom, które nadejdą po mnie, oraz przodkom, którzy byli przede mną.
[…] zawsze możemy żyć wolni i nie być ofiarami – nikogo ani niczego.
bądź wybredna — wybieraj światy, perspektywy, ludzi, sytuacje. wybieraj tylko to, co ci służy i prowadzi tam, gdzie chcesz się znaleźć. i nie ustawaj!
Nadzieja jest ciekawością. Gotowością, by podtrzymywać w sobie płomień i rozświetlać jego blaskiem najczarniejsze miejsca i momenty życia.
Nadzieja jest najodważniejszym aktem wyobraźni, jaki znam.
Edith Eva Eger,
Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie,
przeł. Magdalena Hermanowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2021.
Ludzie myślą, że intymność to seks, ale intymność dotyczy prawdy.
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że możesz powiedzieć komuś swoją prawdę,
kiedy możesz pokazać się mu, kim naprawdę jesteś,
a jego odpowiedź brzmi: „Jesteś ze mną bezpieczna”, to jest to. Intymność. // Christiane Singer (1943–2007)
Słowami Edith Eger poruszona — [s]iła i umiejętności naszych przodków są częścią nas — postanawiłam, że nie chcę wrażeń po tej książce trzymać w sobie ani dnia dłużej.
Piękna, mądra i… bebesząca do głębi książka. Pozostawia bolesny ślad i wrażenia, które zatrzymują, zamrażają, pozostawiając Duszę osłupiałą, ale wciąż bardzo żywą.
Nie sposób po tej lekturze pozbierać się, bez myślenia o sile przodków, którą każdy w sobie ma, choć czasem (eufemizm?) o tym zapominamy. Bo ta książka jest również o tej pięknej sile. Czy ta siła rodzi miłość, czy może milość budzi tę siłę? Nie mam pojęcia. Wystarczy, że ją poczujemy.
1964. Rozpoczynając kampanię nalotów dywanowych w Wietnamie Północnym, generał Curtis LeMay […] powiedział, że bombardowaniami zamierza cofnąć Wietnamczyków „do epoki kamienia łupanego”. Zatem zniszczenie ludzi oznacza cofnięcie ich w czasie. Armia amerykańska ostatecznie spuściła ponad dziesięć tysięcy ton bomb na kraj nie większy od Kalifornii, przewyższając tym liczbę bomb zrzuconych podczas całej drugiej wojny światowej.
*
Piszę do ciebie z wnętrza ciała, które kiedyś było twoje. To znaczy piszę jako syn.
*
Tak, była wojna. Tak, wyszliśmy z jej epicentrum. Na tej wojnie kobieta nadała sobie nowe imię – Lan – w tym imieniu ogłosiła się piękną, a potem uczyniła z tego piękna coś, co warto zachować. Z tego narodziła się córka, a z tej córki syn.
Cały czas powtarzałem sobie, że urodziliśmy się z wojny – ale myliłem się, mamo. Zrodziliśmy się z piękna.
*
Ten człowiek. Ten biały człowiek. Ten Paul otwierający drewnianą furtkę ogrodu, która z metalicznym brzękiem się za nim zatrzaskuje, nie jest moim dziadkiem z krwi, ale z działania.
*
Być albo nie być. Oto jest pytanie. Pytanie, owszem, ale nie wybór.
*
Kiedy kończy się wojna? Kiedy mogę wymówić twoje imię i mieć na myśli tylko twoje imię, a nie to, co zostawiłaś za sobą?
*
Co mamy na myśli, gdy mówimy o ocalałym? Może ocalały jest ostatnim, który wraca do domu, ostatni danaid, który wyląduje na gałęzi ciężkiej od duchów.
*
Mam odwagę powiedzieć ci, co było dalej, ponieważ szansa, że ten list do ciebie dotrze, jest niewielka – niemożliwość tego, że przeczytasz to wszystko, sprawia, że mogę mówić.
*
Ponieważ jestem twoim synem, to, co wiem o pracy, jest tożsame z tym, co wiem o stracie. A to, co wiem o jednym i drugim, wiem z twoich rąk.
*
Mamo. Powiedziałaś mi kiedyś, że wspomnienia są wyborem. Ale gdybyś była bogiem, wiedziałabyś, że są powodzią.
*
Z powodzeniem unikamy mówienia o przeszłości, otarłszy się o nią nad ranem.
*
Tak wiele chcę ci powiedzieć, mamo. Kiedyś byłem na tyle głupi, by wierzyć, że wiedza coś mi wyjaśni, ale niektóre rzeczy są tak zniekształcone pod warstwami składni i semantyki, pod dniami i godzinami, nazwiskami zapomnianymi, uratowanymi i odrzuconymi, że sama świadomość istnienia rany niczego nie wyjaśnia.
*
Mówią, że piosenka może być pomostem, mamo. Ja mówię, że to także grunt, na którym stoimy. A może śpiewamy, żeby nie upaść. Może śpiewamy, żeby się podtrzymywać.
* * *
Nie wiedziałem wtedy tego, co wiem teraz: być amerykańskim chłopcem, a później być amerykańskim chłopcem z bronią to przenieść się z jednego końca klatki na drugi.
*
– Kurwa, jak ja nienawidzę taty.
Do tej pory nie sądziłem, że biały chłopiec może czegoś w życiu nienawidzić. Przez tę nienawiść chciałem go poznać na wylot. Ponieważ właśnie to dajesz każdemu, kto cię widzi, pomyślałem. Bierzesz na klatę ich nienawiść i przechodzisz przez nią jak przez most, żeby stawić im czoło, wejść do nich.
* * *
Jeśli mamy szczęście, koniec zdania jest miejscem, od którego możemy zacząć.
*
[…]
czytanie to przywilej, który przyznałaś mi przez to, co sama straciłaś. Wiem, że wierzysz w reinkarnację. Nie wiem, czy ja w nią wierzę, ale mam nadzieję, że to prawda. Bo wtedy może wrócisz tu następnym razem. Może będziesz dziewczyną i może znowu będziesz Różą, i będziesz mieć pokój pełen książek i rodziców czytających ci bajki na dobranoc w kraju nietkniętym przez wojnę. Może wtedy, w tym życiu i w tej przyszłości, znajdziesz tę książkę i dowiesz się, co się z nami stało. I będziesz mnie pamiętać. Może.
*
Poszukuję. Tym właśnie jest pisanie, oprócz tych wszystkich bzdur, schodzeniem tak nisko, że świat w końcu miłosiernie oferuje nowy kąt widzenia, szerszą perspektywę złożoną z małych rzeczy […].
*
Czy tym jest sztuka? Wzruszeniem na myśl o tym, które uczucia są nasze, kiedy tak naprawdę znalazł nas ktoś inny, także stęskniony?
Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę,
przeł. Adam Pluszka,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021. (wyróżnienie własne)
Wiem, to też nic nie znaczy. Ale niektóre nic zmieniają się później we wszystko.
W wietnamskim słowo oznaczające tęsknotę za kimś i pamiętanie go jest takie samo: nhớ. […] Tęsknię za tobą bardziej, niż cię pamiętam.
*
Pamiętaj: reguły, podobnie jak ulice, mogą zaprowadzić cię tylko do znanych miejsc. Pod siatką jest pole – zawsze tam było – gdzie zgubić się nie znaczy się mylić, ale po prostu więcej. Z reguły bądź bardziej.
Z reguły tęsknię za tobą.
*
Przepraszam, że ciągle mówię „Jak się masz?”, kiedy naprawdę mam na myśli „Czy jesteś szczęśliwa?”.
Istnienie tej książki odkryłam przez przypadek, szukając Autora ilustracji. Natychmiast zrobiłam klik, klik i już do mnie szła. Przyszła do ula dzień przed wyjazdem na gigant, dzień po naszym całostadnym z ula wyjeździe.
Podróż na gigant zajęła jej jeszcze tydzień. Gdy tylko wpadła w moje ręce, podarowała mi wielozmysłowe, fantastyczne doznanie, a potem pobiegła ucieszyć moją gigantową koleżankę. Gdy wróciła, uznała, że nie może czekać na koniec giganta, musi tu być już i zaraz. Z wyrzutem poinformowała mnie, że przecież w niedziele mam luz, to może? Niech będzie.
Dziś pierwszy dzień drugiej połowy turnusu, przedostatnia niedziela tu. Upuszczam więc książki, nim jutro ruszę do rehabilitacyjnej roboty.
I put all my heart into each picture and I think that’s why they speak to people—each and every one has a little piece of my soul in it.
*
*
*
*
*
An Elder Dragon
is a Tiny Dragon
who never give up.
*
*
James Norbury, Big Panda and Tiny Dragon,
Michael Joseph, London 2021.