niedziela, lipca 10, 2022

4687. Z oazy (XXXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Wypatrzona przy zamawianiu tamtej szpa­ga­ci­ko­wej książki. Jedna z ilustracji, po­da­na jako przedskoczek wrażeń z lektury całości, napuściła na mnie świadomość. Klik, klik i troszkę czekania. Nie było wyjścia.

Niby dla dzieci, ale mur budzi skojarzenia z rzeczywistością konstruowaną na polskiej granicy przez małych ludzi.


Uwielbiam zjadać MOJE szyszki
w cieniu MOJEGO drzewa.

*


A gdyby pewnego dnia ktoś uznał, że MOJE drzewo
nie jest MOIM drzewem, lecz JEGO drzewem?

*


Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że szyszek wystarczy
dla wszystkich, a cienia wystarczy dla dwojga.

Ale dobrze wiemy, jak to się skończy, drzewo należy do wszystkich,
szyszki należą do wszystkich, cień należy do wszystkich.

*


A może nawet wybudować mur.

*


Może za tym murem
jest las pełen drzew
całych obsypanych szyszkami.

*

Olivier Tallec, To jest MOJE drzewo,
przeł. Dorota Hartwich,
Wydawnicwto Druganoga, Warszawa 2022.

sobota, lipca 09, 2022

4686. 190/365

w błogokurzu*, poplamiona radością**,
wśród zacieków szczęścia***.

obniżyłam drastycznie poprzeczkę czy loty? czy może tylko uparcie delektuję się drobiazgami, pasę się szczegółami, karmię się smaczkami tak szybko przemijających chwil?

190/365

__________
    *   nie każdego przecież będzie jarać zdanie, którego oso­bi­sty urok jest nieprzekładalny na język polski: ha letto un libro a letto [przeczytał_a książkę w łóżku].
   **  oczadziałam z powodu kilku książek dla dzieci i jednej dla każdego.
  *** przyznałam się nie tylko przed sobą, że są ćwiczenia, których nie lubię, nie znoszę, nienawidzę i nie polubię. bo frustrują bezgranicznie, odzierają niemoc do gołej kości, nie prowadzą prostą drogą do lepiej, niczego nie obiecują, nie dają żadnej gwarancji. Rysia na to opowiedziała mi o swo­im zdrowym (to ważny detal) znajomym, który niena­wi­dzi biegać, ale robi to od lat i będzie robił, dopóki będzie mógł, bo… kocha stan po bieganiu. lżej robić te wszystkie paskudztwa, bo ja też kocham stan, gdy mam je zrobione.

*

Znalazła mnie więcej niż miesiąc temu. Zaskoczyła tak pięknie, ale nie językiem, bo po francusku umiem tylko: dzień dobry, do widzenia, d'accord i jednym mięsem rzucić. Nie prze­szka­dza mi, że ni w ząb nie rozumiem nic z tekstu. Wszystko to, co dzieje się w tle, wszystkie niewerbalne detale pasą i karmią mnie wciąż i bardzo. Sadownik zdziwiony łomoleniem niewło­szczy­zną znalazł ładną polską wersję: Ty i on, i ja, tańczmy

HK, Danser encore.

niedziela, lipca 03, 2022

4685. Chwila


4684. Z oazy (XXXIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Czysty przypadek i chwilowy brak wkurwu na brak wersji elektronicznej książki sprawił, że klik, klik i poczekać. Skoro dobrze wi­dzą­cy ludzie ciągną się w euro­pej­skim ogonie czytelnictwa, czemu dzieci sła­bo­wi­dzą­ce w kraju nad Wisłą miałyby samodzielnie czytać? Logiczne chyba, nie!

Boska w swej delikatności jest ta książka. Po przeczytaniu słów: „to oznacza koniec świata” przyszło mi do głowy, że każdy dojrzały człowiek ma w swym życiu za sobą przynajmniej jedno doświadczenie biblijnego potopu. Na swoją arkę Noego, umożli­wia­jącą przetrwanie i rozpoczęcie życia od nowa, mógł zabrać tylko swoje poranione serce, wrażliwość i nadzieję na ciut lepsze jutro. Życie przecież potrafi bujać aż do objawów choroby morskiej, nie ma co.

     — Co jeszcze? — dopytują się pingwiny.
     — Lód.
     — Co jeszcze?
     — Śnieg.
     — Co jeszcze?
     — I lód, i śnieg, i śnieg, i lód, i lód…
     — Jak myślisz, kto to wszystko stworzył?
     — Bóg? — pyta mały pingwin niepewnie.
     — Właśnie! — przytakują oba pingwiny. — I co na to powiesz?
     — W tej okolicy nie wymyślił zbyt wiele.

*

     — Motyl!
     Z radości pingwiny aż podskakują i zachwycone klaszczą w skrzydła [skrzydłami]. Dopiero dużo później dowiedzą się, że pojawienie się tego motyla była początkiem ogromnej katastrofy.

*

     — A co to za kary?
     — To niespodzianka. — Oba pinginy wymieniają między sobą spojrzenia i uśmiechają się złośliwie. — Być może Bóg nie miał zbyt wielu pomysłów przy stwarzaniu naszej okolicy, ale jeśli chodzi o kary, ma sporo fantazji.

*

Nagle arką mocno szarpie. Statek zaczyna się huśtać. […]  Trzęsąc się ze stra­chu, pingwiny obejmują się mocno. Ze wszystkich stron dochodzą okrop­ne wrzaski. Słychać: ryk niedźwiedzi, beczenie owiec, kwiczenie świń, trąbienie słoni, gęganie gęsi, krzyki małp, meczenie kóz, rżenie koni, uja­da­nie psów, pianie kogutów, kumkanie żab, gdakanie kur, pohukiwanie sów, syczenie węży, bekanie hipopotamów, milczenie saren, muczenie krów, wy­cie wilków, miauczenie kotów — krótko mówiąc: ogłuszający hałas.

     — Gdzie my jesteśmy?
     — Jesteście na samym dnie — szepcze gołąb — w brzuchu arki.

*

     — Kiedy to oznacza koniec świata.
     — Właśnie to jest zamierzeniem Boga. — Gołąb wyciąga z torby bu­te­lecz­kę, odkręca zakrętkę i pociąga potężny łyk. — Bóg chce zniszczyć całą zie­mię, by potem jeszcze raz zacząć od początku.

*

[…]  trudno jest być wściekłym na kogoś,
kto nic dla nas nie znaczy.

*

Od tego dnia gołębia i pingwina zupełnie nie da się rozdzielić. Wprawdzie zdarza się, że jedno czy drugie zwierzę robi im przytyki, dając do zro­zu­mie­nia, że taka mieszana para jest kompletnie nie w porządku. Przede wszyst­kim grzechotniki zaglądają do nich regularnie i tłumaczą, że Bóg z ca­łą pewno­ścią nie chciał takiego związku. Ale gołąb i pingwin wcale się tym nie przejmują. Bo przecież tymczasem bardzo się polubili!

Ulrich Hub, O ósmej na arce,
ilustr. Jörg Mühle, przeł. Anna Gamroth,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Miłość liczy się tylko wtedy, gdy obdarowuje się nią dobrowolnie.

(tamże)

4683. Panna cotta (XLIV)  //  Z oazy (XXXIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa, dwa i jedna trzecia. Nauczyciel prawie miesiąc temu podsunął mi tę lekturę pod nos. Cierpliwie na mnie czekała. Upał przesunął ją na wierzchołek książek i książeczek do przeczytania, a gdy się za nią wzięłam, otwo­rzy­ły się nowe drzwi.

Na wściekły upał zeszłego tygodnia Sadownik aplikował mi: klimatyzator, wiatrak i arbuza. Nie ruszałam się z łóżka. Dużo snu i dużo literek układanych po włosku pozwoliło mi nie stać się permanentną ofiarą temperatury.

Chyba przyjdzie mi przeprosić się z self-publish-ingiem, bo to właśnie dzięki tej formie publikowania utworów dobrze się bawiłam. Wróć, wciąż dobrze się bawię, bo przecież klik, klik, by coś sprawdzić w kategorii książki, umiem zrobić jak mało kto.

     — Ciao, amore mio.
     — Carlotta, venti minuti per scendere! Devo sempre aspettare.
     — […]  noi italiani siamo spesso in ritardo.
     — Ma tu hai detto: “scendo subito”.
     — Per noi “subito” significa: presto, fra poco.
       [ — Cześć, kochanie.
          — Carlotta, dwadzieścia minut, by zejść na dół! Zawsze muszę czekać.
          — […]  my, Włosi, często jesteśmy spóźnieni.
          — Ale powiedziałaś „natychmiast schodzę”.
          — Dla nas „natychmiast” oznacza: niedługo, za chwilę.]

*

     — […]  chi è l’inventore del telefono, Bell o Meucci?
     — Lo sanno tutti ce il vero inventore del telefono non è né Bell né Meucci, ma è [Innocenzo Vincenzo Bartolomeo Luigi Carlo] Manzetti.
       [ — […]  kto jest wynalazcą telefonu, Bell czy Meucci?
          — Wszyscy wiedzą to, że prawdziwym wynalazcą telefonu nie jest ani Bell, ani Meucci, ale Innocenzo Vincenzo Bartolomeo Luigi Carlo Manzetti.]

Giovanni Ducci, Pronto, sono morto!
[w:] Italian Short Stories, Roma 2021.
(wyróżnienie własne)

*  *  *

*

     — Come? Puoi ripetere?
       [ — Jak? Możesz powtórzyć?]

*

Nessuno risponde.
[Nikt nie odpowiada.]

*

     — Libero, io esco a fare spese.
     — Ah sì, dove vai?
     — Al supermercato. Voglio comprare qualcosa da mangiare.
     — Allora si dice “fare la spesa”, non “fare spese”.
     — Va bene, vado a “fare la spesa”. Vuoi qualcosa?
     — Sì, della frutta.
       [ — Libero, wychodzę połazić po sklepach (tzw. shopping).
          — Ach tak, gdzie idziesz?
          — Do spożywczaka. Chcę kupić coś do jedzenia.
          — W takim razie mówi się „robić zakupy”, a nie „idę na zakupy”.
          — OK, idę zrobić zakupy. Chcesz coś?
          — Tak, trochę owoców.

Giovanni Ducci, Pasta per due,
Alma Edizioni, Firenze 2017.
(wyróżnienie własne)

     — Minni! Che fai qui! Sei matta!
       [ — Minni! Co tu robisz! Oszalałaś!]

(tamże)

*

4682. Z oazy (XXXII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Ta książka nie ma nic wspólnego z językiem włoskim, choćby nie wiem, jak bardzo Drzewko zachwycało się ostatnimi trzema literami tytułu. Czas teraźniejszy, czaso­wni­ki regularne — druga osoba liczby mno­giej w języku włoskim ma odpowiednio koń­ców­kę: -ate, -ete lub -ite, a Drzewku wszystko, jeśli tylko może kojarzyć się dobrze, kojarzy się z językiem włoskim lub psychologią procesu. I dobrze, że skojarzenie nietrafione podjęło decyzję.

To drobiazg wydawniczy z serii self-publishing-u, co przegapiłam, nabywając. I dobrze, że rozstrzepanie wzięło górę.

Bardzo dobrze, bo kilka wspaniale ułożonych literek wyjęłam z tej książeczki. O kim pomyślałam przy pierwszym cytacie? Nie, żaden Włoch nie przyszedł mi do głowy! Rodzimy ludzki owoc — aż trudno uwierzyć, że miłości — przyszedł mi na myśl. Jego nienawiść czyni go jeszcze mniejszym, niż wskazywałby na to jego wzrost. Mały, śmieszny człowiek, organizujący nam mało śmieszne środowisko do życia.

Nie ma co się łudzić, „mały”, który pielęgnuje w sobie złe uczucia nigdy „wielkim” się nie stanie.

*

W całej historii religii, począwszy od biblijnych wojen, nieuspra­wie­dli­wio­nej rzezi innowierców przez krzyżowców, aż do terroryzmu w naszych cza­sach — występuje przemoc. Czy to są muzułmańscy samobójcy, wojownicy Al-Kaidy, czy żydowscy ekstremiści lub chrześcijańscy fundamentaliści: wszyscy oni nie przestają snuć apokaliptycznych marzeń. Mimo przesłania, jakie zawarte jest w Piśmie Świętym Miłuj bliźniego jak siebie samego, prze­moc towarzyszy religiom jak cień. Można wysnuć wniosek, że religie potrzebują przemocy, by istnieć, a przemoc potrzebuje religii, by się usprawiedliwić.

*

[…]  religia może stanowić jedynie pretekst, szczególnie, że jest zwią­za­na z bogactwami naturalnymi (ropa, gaz, woda, kobiety). To, co łączy muzuł­mań­skich, chrześcijańskich, żydowskich ekstremistów, to nie­nawiść do świec­kie­go społeczeństwa.

*

Byłem tam i zapewne dużo widziałem, ale nie pamiętam, bo bardzo się śpieszyłem, by zobaczyć wszystko.

*

Niepowtarzalność, kruchość życia, perspektywa śmierci odbija się jak w lu­strze i powstaje pytanie czy Nicość przygląda się Istnieniu czy Istnienie Nicości.

*

Zasada parmenidejska głosi, że nic nie może powstać z niczego, a to, co jest, nie może przestać być.

*

Może Nicość to czysta objętość bez granic a może jest to pojęcie bez­sen­sow­ne. Może Nicość nie istnieje. W matematyce Zero nie jest nicością tylko wyznacznikiem równowagi.

*

Doświadczamy wolności, gdy stajemy się świadomi tego, po co zostaliśmy wrzuceni we wszechświat. Świadomi życia i śmierci. Radości i bólu. Nader wszystko świadomości tego, że jak będzie wyglądało nasze życie zależy tylko od nas.

*

Ludzie dzielą się na dwie kategorie: na szukających sensu życia i nie­znaj­du­ją­cych go, oraz na tych, którzy go znaleźli, nie szukając.

*

Póki nasz świat jest poukładany, póki nic się nie wali nie za­sta­na­wia­my się nad sensem i celowością życia, mimo że ma­my wewnętrzną potrzebę posiadania takiego sensu.

*

Wolność jest przerażająca, a to, dlatego, że jej nie znamy. Mamy tylko wyobrażenie o wolności.

*

Czy to z miłości do siebie wiążemy liny do palika, żeby nie zgubić się w życiu czy też ze strachu, że możemy chcieć od­rzu­cić oczekiwania innych wobec nas i zacząć życie po swojemu.

Monika Ewa Drausal, Varietate,
Ridero, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Racjonalizacja dorosłych sprawia, że z życia znikają rze­czy, które dają radość i są siłą twórczą. Presja i ocze­ki­wania świata zabijają spontaniczność i wy­mu­sza­ją powagę.

*

Czasem wystarczy zatrzymać się i posłuchać, co się ma do powiedzenia.

(tamże)

sobota, lipca 02, 2022

4681. 183/365

wszystkie karty z rąk mi wypadły, gdy świa­do­mość walnęła pięścią w stół, by zaraz po­tem z ciszy wydobyć tylko jedno pytanie:
     — jakim swoim darem nie dzielisz się z in­ny­mi? bo przecież ewidentnie się nie dzielisz, skoro on nie wzrasta, nie rozkwita, a ty sama nic o nim nie wiesz — dodała.

183/365

[suplement pikselowy: 25.08.2022]

środa, czerwca 29, 2022

4678. 178–180/365

wczoraj i przedwczoraj na ścia­nie w sy­pial­ni o piątej rano nie­win­nie umie­szcza­ło szki­ce z roś­lin­ny­mi mo­ty­wa­mi. potem już tylko bez­sze­lest­nie zabijało (który już dzień?). dziś (chwilowo) już nie.

178–180/365

czwartek, czerwca 23, 2022

4677. Czekariat (XXV)

Zachwycając się tym zdjęciem, zastanawiałam się, jak długo będzie cze­ka­riu­szem. Okazało się, że niedługo. Piękno przyciągnęło szybciutko piękno i za­klę­tą w literki mądrość.


fot. Saxifraga.

[…]  nie martw się o przegraną.
Jeśli tak ma być, to tak będzie —
najważniejsze, żeby się nie spieszyć.
Dobre rzeczy nigdy nam nie umykają
.

John Steinbeck
(1902–1968)

środa, czerwca 22, 2022

4676. Panna cotta (XLIII)  //  173/365

il nostro amore è un po’ vecchio.
anch’io, anche Sadownik. che fortuna!*

173/365

__________
  * nasza miłość jest troszkę stara.
tak jak ja i Sadownik. co za szczęście!

*

Trzeci tydzień nie wypuszczam z rąk dwóch piosenek. Potrze­buję upuścić choć jedną (druga), by zrobić miejsce na nową dostawę, która mo­że już dziś. Jeden z moich ulubionych poetów, wra­żli­wy ob­ser­wa­tor świata odmienia Włochy nie tylko przez przy­pad­ki, mia­sta czy poetów, ale również przez architekturę, sztu­kę i mu­zy­kę. Dzieli się tą ostatnią w co­śro­do­wych audycjach radio­wych. Tę piękną pio­sen­kę o nie­mło­dej miłości wyjęłam z tej świeżutko odkrytej (dobrą chwi­lę temu) audycji i… łomolę.


Ex-Otago, Solo una canzone.

abbracciami per favore
a te posso dire tutto
tutto ciò che sento

wtorek, czerwca 21, 2022

4675. Panna cotta (XLII)  //  Z oazy (XXXI)

Doczytałam w stopce redakcyjnej, że mój egzemplarz należy do jede­na­ste­go wy­da­nia tej książki. Urodzinowa traktuje o złości. Choć model radzenia sobie z nią — idź do swojego pokoju, wróć, jak się uspokoisz — trąci myszką, to samo przedstawienie złości jest fantastyczne i ponad­cza­so­we. Kamieniem mogą rzucić tylko ci, któ­rych w dzieciństwie nauczono dobrego sposobu radzenia sobie z nią. Nie znam zbyt dużo ta­kich, dlatego tytuł prze­tłu­ma­czyłam dla niedzieci dość pojemnie, bo duzi też sobie średnio ze złością radzą.

I pomyśleć, że przydział na jedną włoską książeczkę w tym miesiącu nie został prze­ze mnie jeszcze wykorzystany. Z tego, co wiem, to jeszcze nie koniec urodzi­no­wych li­te­rek. Potrzebuję tylko poczekać, ale z każdym dniem jest tego czekania coraz mniej.

[RRRRRRRHAA,
 COŚ pojawiło się nagle.]

*

[     — Cześć — mówi COŚ. — Co robimy?
       — Ww… wszystko, co chcesz — odpowiedział Roberto.]

[     — Rozumiesz? Przestań!]

*

[I moja ulubiona książka!
 Ma sponiewierane wszystkie strony, / biedaczka.]

[Teraz, / tak jest lepiej.]

Che rabbia!
[Co za wkurw!]

Mireille d'Allancé, Che rabbia!,
z j. francuskiego przeł. Anna Morpurgo,
Bababum di Babalibri, Milano 2019.


[     — Tato, zostało trochę deseru?]

(tamże)

*

4674. Z oazy (XXX)

Po tę książkę sięgnął zachwyt okładką i ciekawość dotycząca wątków plecionych bliskimi re­lacjami — tymi z wyboru i tymi, z których nie można się wymiksować. I był to strzał w dziesiątkę, w szczególności jeśli chodzi o relacje rodzinne, te nie z wyboru. Dla mnie to książka o tym, że ludzie najczęściej mają dobre intencje i sta­ra­ją się, jak tylko mogą. A nieporozumienia? Czasem te grube, często te przez dzie­się­cio­le­cia omijane, biorą się w szczególny sposób z tego starania.

Zakończenie historii? Takie, jaki lubię najbardziej.

Znajdziecie rozwiązanie. Nic nie jest jeszcze stracone, o to mi chodzi. Nic nigdy nie jest stracone. Albo nic nie jest stratą, albo jest nią wszystko. Ale wam dwóm mogło się przydarzyć coś gorszego niż to, że ty stałeś się częścią życia Mike’a, a on stał się częścią twojego życia. Rozumiesz?
     Rozumiem.
     Więc nie martw się.

*

[…]  próbował robić to samodzielnie, ale potem się podda­wał. Prawie przez cztery tysiące dni swojego życia.

*

No właśnie, mówi Mitsuko. Więc powiedz mu o tym. Użyj dokładnie tych słów.
     I wtedy zmieni zdanie?
     Tego nie wiem. Może być bardzo różnie. Ale podejmie taką decyzję, jaką będzie chciał, a nie taką, jaką wydawałoby się mu, że tylko powinien pod­jąć. Albo taką, która jest po prostu najłatwiejszą ścieżką w wędrówce naprzód.
     Poradzisz sobie, mówi Mitsuko. Wszystko będzie dobrze. Przyrzekam ci.
     Może i tak.
     Na pewno.

*

Mówisz bez sensu.
     Po prostu nie chcesz go dostrzec.

*

Na razie nic mi nie trzeba.
     Jasne. Ale czasami odpowiednia chwila po prostu mija.

*

To tyle. Ważne, że wiesz. I ważne, że ja wiem, że ty wiesz.
     Wiem, odpowiadam.

*

Nie wiem, co ojciec by zrobił.
     Zaakceptowałby to albo nie. To nie zależy od ciebie.

*

Ważne chwile nigdy nie są ważne w tym momencie, kiedy, kurwa, przychodzą.

*

Zmilczałem to. Ale pomimo wszystko nastawiłem uszu.
     Nie było jednak czego słuchać.
     Więc staliśmy tak, słuchając niczego.
     Jak gdyby czytając mi w myślach, Eiju odezwał się: Cisza to także dźwięk.
     Będzie ci jej brakowało, kiedy zniknie, dodał i popił piwo.

*

[…]  wszyscy mamy bardzo niewiele czasu, dodałem. Wiesz? I bardzo bym nie chciał, żebyś go zmarnował.

*

Co teraz? zapytałem i przysięgam bogu, że o mało nie wzruszył ramionami.
     Nic, odrzekł.
     Chodzi mi o to, co ja mogę zrobić, powiedziałem.
     Wiem, o co ci chodziło.
     Wszystkim się wydaje, że mogą zrobić coś więcej, dodał. Ale prawda wygląda tak, że czasami właściwie już to robią.

*

Po prostu przytul go od czasu do czasu. Niech wie, że nie jest przezroczysty.

Bryan Washington, Upamiętnienie,
przeł. Maciej Świerkocki,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Każdy ma kogoś, dla kogo jest szwarccharakterem.

*

To nic nie znaczy, mówię.
     Nic nie znaczy nic, mówi Mike.

(tamże)

4673. Panna cotta (XLI)  //  Z oazy (XXIX)

Czerwiec jest dla mnie szczególnym miesiącem, bo dostaję urodzinowe prezenty. Wszystko, czego potrzebuję do dobrego życia, mam od lat, ale… W tym roku roz­błysło mi oko. Wiem, wiem, jestem pewna, czym chcę być obdarowana!

Od miłości trudno się Drzewku oderwać, pierwsza propozycja rozłożyła mnie już sa­mą okładką, a potem, gdy już prawnie należały się tej książce moje dłonie i uwaga, zachwyciła mnie każda ilustracja.

To książka z lekkim smrodkiem wychowawczym, jakby czytanie książek nie mogło służyć tylko i wyłącznie przyjemności. W wolnym tłumaczenie brzmi tak: miłość mi­ło­ścią, ja ciebie też, ale czas spać i nie ma takiego zaklęcia, które odwoła ten stan rzeczy, śpij już, mała cholero dowolnego gatunku, śpij!

Wisienką na torcie było odkrycie wersji czytanej tej książki. Przeczytana jest po pro­stu fenomenalnie. Nie trzeba rozumieć żadnego włoskiego słowa, by wyłapać w to­nie głosu mistrzosko odtworzone rodzicielskie zniecierpliwienie. Popłakałam się ze śmiechu.

*

     — Mamo, nie śpij!
     — Dlaczego?

     — Bo jeszcze ci nie powiedziałem, że kocham cię jak…

*

Cristina Petit, Carlotta Passarini, Ti voglio bene come…,
Pulce Edizioni, Santarcangelo di Romagna 2020.

*

4672. Z oazy (XXVIII)

Nie czekałam na nią dwa lata — taki czas dzieli drugą i trzecią książkę od odpo­wied­niej dla niej po­przed­nicz­ki. Czekałam na tę prawie dwa razy dłużej, ale było warto. Byłam za­chwy­co­na, gdy pojawiła się w zapowiedziach. Wystarczyło poczekać, a to już prawie umiem.

To książka o tym, co cywilizacja, demokracjainne zdobycze białego, kulturalnego, chcącego dobrze a nawet lepiej człowieka robią całemu światu, choć na Grendlandii absurd tych działań widać jak na dłoni. To opowieść o tym, że większy i silniejszy mo­że więcej, może bezkarnie, a konsekwencje sa tym, z czym mierzą się ci mali. To książka o tym, że choć czasem wydaje nam się, że je­steśmy duzi, sprytni i silni, to jesteśmy — każda i każdy z nas — malutcy i bezbronni niczym Ziemia. To książka o małych, ale ważnych, arcyważnych jak każde jednostkowe życie.

Najpierw czekałam, aby się ukazała. Potem kolejne rozdziały wydawałam niczym druki ścisłego zarachowania, powoli, z namysłem. A gdy było po książce musiałam poczekać, aż opadną wrażenia, aż nadejdzie właściwa dla tej książki niedziela. Na­de­szła dwa dni temu, ale okazało się, że najpierw trzeba ograniczającą rzeczywistość ogarnąć, przytulić, nie zabić, obłaskawić, by dała żyć. Zaleganie wrażeń nie robi mi dobrze w żadnym języku. Dlatego też dziś udaję, że jest niedziela.

alternatywny tytuł wpisu:
(3004+11+1+1656). Czwarta

Mimo wiatru nadal słyszę śpiew Juaanny. To kołysanka dla wszystkich, do których tego dnia nie będą prowadziły świeże ślady. Na grobie Gerta nie pali się światło. Widać, że ktoś był, ale doszedł tylko do tyłu krzyża, stanął mu za plecami. Wygrzebuję spod śniegu kilka kamieni, buduję osłonę dla płomieni i stawiam znicz. Jest mi tak zimno, że nie mam się czym rozpłakać. Juaanna podchodzi i obejmuje mnie wpół.

*

„Człowieku, czemu jesteś taki szczęśliwy? Bo tacy powin­ni­śmy być. Nasza przyszłość? Nic o niej nie wiemy. Bądź szczę­śli­wy”. Coś takiego – śmieje się. – Proste.

*

[Aleqatsiaq Peary]  Dobrze mi idzie ze słowami. Dopiero niedawno nau­czy­łem się mówić to, co myślę, i niektórzy uważają, że jestem zbyt bez­po­śred­ni… Przez całe życie tylko słuchałem. Pamiętam dobrze, że kiedy ojciec powtarzał: „Nigdy nie wskazuj palcem na białego człowieka”, pytałem: „Dlaczego nie?”, ale nie doczekałem się odpowiedzi.

*

Widok za oknem to opowieść nie dla języka pisanego.

*

Początek nocy polarnej to czas odwiedzin. Idziesz ty albo przychodzą do ciebie.
     Sąsiedzi rozpoznają się po głosach. Na pytanie „kinauna?”, kto to?, odpowiadają „uanga”, to ja, i już wiadomo.

*

W ciemności ciało mniej się boi. Idziemy po prostu za saniami, a one nie pozwalają się przewrócić. Kilometr po kilometrze, w zgodzie na to, że we wszystkim, co nas różni, potrafimy bez słowa wyrównać krok.

*

Czasem myślę, że w ciemności jest wszystko i że nie można bez niej żyć.
     A innym razem – jak teraz – że można od niej ochujeć.

*

Nasza kultura bazuje na wzorcach osobowych i opowieściach. Tylko tak można dotrzeć do ludzi: opowiadając własne historie, dzieląc się trudnymi doświadczeniami, swoimi upadkami.

*

[…]  reszta świata potrzebuje tutejszego sposobu myślenia, ograniczania się, milczenia.

*

[…] ugguk – foka wąsata.
     – G czytamy jak h, więc wymawiasz „uh-huk”.
     Wymawiam.
     – Nie, wymawiasz „uhhuk”. Wymawiaj „uh-huk”.
     Wymawiam. Ilannguaq się śmieje.
     – To brzmi jak uhuk, czyli penis. „Uh-huk”.

*

Wywodzę się z kultury słowa pisanego, a ono upraszcza i definiuje, odbiera opowieściom kontekst, narzuca wstęp, rozwinięcie i zakończenie, więc na pewno do tego miejsca użyłam już bezwiednie iluś krzywdzących określeń, mimo że ważę słowa i ucinam przymiotniki.

*

Ja chcę wrócić choć raz i mam nadzieję zastać wszystkich w tych miejscach, w których będą sobie życzyli być zastani.

*

Pytam o przyszłość.
     – Przyszłość to luksus – odpowiada mężczyzna. – Również dla cywi­li­zo­wanych ludzi, tyle że my o niej nie myślimy, bo zakładamy, że będzie częścią naszego życia.

Ilona Wiśniewska, Migot. Z krańca Grenlandii,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Tu wszystko zależy od nastawienia. Ja wybrałem bycie szczęśliwym.

(tamże)

poniedziałek, czerwca 20, 2022

4671. 171/365

a jeśli myli* się moja złość, proponując mi tunelowe widzenie? a jeśli moje: bezsilność i  poczucie beznadziei mylą** się? może to tylko ostry zakręt albo nieozna­ko­wa­ne roz­widlenie losu.

__________
   *  w ocenie sytuacji.
  ** w ocenie mojego stanu i potencjalnej przyszłości.

171/365


[suplement: 23.06.2022],
pozostałe dwie ilustracje tu.

sobota, czerwca 18, 2022

4670. Rodzinnie

Jabłoń:
(wciąż w porannym łóżeczku)
Dacie mi jeszcze pięć minut?

Biały Kruk:
(do Sadownika)
Dasz jej pięć minut?

Sadownik:
Dałem jej całe swoje życie,
dam i pięć minut.

Jabłoń:
(gotowa oskarżyć Sadownika
o podlizywanie się jego teściowi
)
Zbierasz punkty?
Kocie, nie jestem Żabką!

piątek, czerwca 17, 2022

4669. [*]

Rozkochał nas w labradorach. Stał się ojcem po­my­słu, by czarną la­bra­dor­ską kuleczkę przy­nieść do ula. Z wdziękiem i bez żadnego wy­sił­ku zro­bił obie te rzeczy. Fidus.

Wczoraj zwaliła nas z nóg informacja, że dzień wcześniej pożegnali Go Jego Ludzie. Tak trudno znaleźć sobie miejsce, wiedząc, że Fidusa nie ma już po tej stronie tęczy. Jego Duch — to pewne — po­zo­stanie z nami na zawsze. Świadczy o tym każda łza.

Fidus
(2007–2022)


fot. Człowiek Fidusa.

środa, czerwca 15, 2022

4668. Z oazy (XXVII)

Na gigancie wpadłam na pomysł, że o książkach będzie tu tylko w niedziele. Byłoby to niczym porozumiewawcze mry­gnięcie okiem do tych, którzy wpisów o książkach nie znoszą. Pomysł przedni, ale już na początku nie­sub­or­dy­na­cja książkowa. Prawie trzy tygodnie chodzę z wrażeniami na temat tej książki i nijak nie mogę ich upuścić. Pocze­ka­ła­bym do niedzieli, najbliższej lub kolejnej, ale nie­upu­szcze­nie tej książki zatkało mnie, zatrzymało i jedy­nym ratunkiem dla mej Duszy jest zostawić tę książ­kę tu, zrobić to jak najszybciej.

Nie wiem, co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę lekturę. Na pewno nie okładka, na pewno nie jamnik, a w zasadzie jamniczka, ale pies mógł mieć z tym coś wspólnego, może starość Heniutki. Nie mam pojęcia. Sięgnęłam. Szybko wsiąkłam w opowieść i długo po tej książce szukałam pionu.

Proszę, nigdy nie przestawajcie kochać książek, bo one zabiorą Was, gdzie tylko zechcecie.

*

Życie w chwilach największego uniesienia nawet w połowie nie ekscytowało mnie tak jak ją.

Najwspanialsze w psach jest to, że zdają się po prostu wiedzieć, kiedy są najbardziej potrzebne. Rzucają wtedy wszystko, aby być przy człowieku.

*

Poczekalnie weterynaryjne czasami aż kipią od emocji. Koty w transporte­rach są zawsze wystraszone, a ich właściciele równie nerwowi. Zdarzają się zadowolone psy, którym nic szczególnego nie dolega, przyszły na rutynową kontrolę i nie posiadają się z radości, że mają okazję zwiedzić kawałek świa­ta i dostać ciastko za odwagę. Zdarzają się psy niespokojne, które nie­na­widzą weterynarzy bez względu na okoliczności.

*

Nie wierzę w przeznaczenie. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wierzę w anioły. Nie wierzę w Niebo ani w to, że nasi bliscy patrzą na nas z góry. Niemniej słońce tak miło przygrzewa, wiatr tak przyjemnie chło­dzi, towarzystwo jest tak doskonałe, a całe popołudnie tak upajające, że trud­no nie usłyszeć niesionego wiatrem głosu Lily.
     – NIE! WOLNO! SIĘ! SMUCIĆ! DŁUŻEJ! NIŻ! MIESIĄC!
     Nie, miesiąc to o wiele za mało na uporanie się z żałobą, chcę zapro­te­sto­wać. Niemniej według psiego kalendarza minęło już siedem mie­się­cy. Po­nad dwieście dni. A to i tak nie ma znaczenia, bowiem dla Lily każdy dzień mojego smutku był dniem straconym.

*

Śmierć jest częścią życia. Im wcześniej się to zrozumie, tym więcej czasu zostaje na cieszenie się jego pełnią.

*

[…]   jak to możliwe, że dajemy radę żyć ze świadomością nieuchronnej śmierci swojej i bliskich. Jaki jest sens tego wszystkiego. Po co w ogóle wstawać z łóżka w obliczu takiej beznadziei. A może właśnie obietnica śmierci pobudza do życia. Trzeba korzystać z tego, co mamy, dopóki trwa. Czy wiedza, że każdy dzień może być tym ostatnim, wzmacnia w nas wolę życia?

*

Chyba zdołałem zażegnać kryzys, ale z doświadczenia na morzu wiem, że duże statki obracają się powoli.

*

Czy to dobry moment na szczerość? Nie mam nic innego do zaofiarowania.

*

Myśl o niesprawiedliwości losu jest jedynie zwróceniem uwagi na pewien fakt. Obserwacją. Takie po prostu jest życie. Tak funkcjonuje świat. Rządzi nami przypadek. Tak naprawdę nikt niczego nie rozdziela. Nikt nie pilnuje, by każdy dostał wszystkiego po równo.
     Mieliśmy tak wiele przygód. Wszystkie były cudowne.
     Były.
     Czas przeszły.
     […]   Życie jest największą z przygód. Czuć w sobie siłę huraganu – to do­piero niezwykłe poczucie.

*

Pytanie: Jaki jest twój ulubiony dźwięk lub odgłos?
     Odpowiedź: Wzdychanie szczeniaczków.

*

[…]   jakoś przetrwałem i idę dalej. Dołączenie do świa­ta żywych wy­da­je mi się absolutną koniecznością. Za długo mnie tu nie było.

*

     – Co masz do stracenia? – pyta.
     – Co mam do zyskania? – ripostuję.

*

Za każdym rogiem kryje się nowa szansa na zaczęcie wszystkiego od nowa, z czystą kartą. Każde odbicie piłeczki przynosi radość i obietnicę kolejnej pogoni.

Steven Rowley, Do widzenia, Lilly, przeł. Magdalena Rychlik,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Nie utrzymasz psa na dystans, to niewykonalne. Będzie uparcie wdzierać się do twojego życia, czy ci się to po­do­ba, czy nie. Trudno jest też przed nim cokolwiek uda­wać, tak jak ludzie często to robią w relacjach ze sobą nawzajem. Psy zazwyczaj widzą cię całego i kochają bezwarunkowo.

*

Chyba wiedziałem, że ta chwila nadejdzie. Jeden roz­dział się kończy i zaczyna drugi.

*

O wiele łatwiej jest się podnieść i stanąć na nogi, kiedy się naprawdę wie, kim się jest.

*

Słuszna decyzja. Zła decyzja. Szczęśliwe wspomnienia. Smutna rzeczywistość. Dobrze. Niedobrze. Góra. Dół. Wygrana. Przegrana. Życie. Śmierć.

(tamże)

niedziela, czerwca 12, 2022

4667. Czekariat (XXV)

Pojechała na plener. Malowała. Wróciła, a kolejka po­ciąg­nięć pędzlem cze­ka­ła i czekała cierpliwie (tak czekać umieją tylko obrazy), nie starzejąc się ani tro­chę. Dłu­żej czekać nie mogła kolejka, nie mogły obra­zy. Nie mogłam i ja ruszyć w nowy tydzień, bez upu­szcze­nia tych cichych czekariuszy tu, by mieć je pod ręką już zawsze.




Kaan.

4666. Festiwal z drugiej ręki

Do drugiej lokalizacji festiwalowej drugi rok nie mam już dostępu. Jako wysłannik idzie tam Sadownik, a ja w tym samym czasie przy kawie czytam sobie. W zeszłym roku wrócił po dwudziestu minutach zdegustowany. W tym roku wrócił po godzinie z ha­kiem, czyli działo się dobrze.

Umowę mamy następującą: jeśli coś będzie się Sadowni­ko­wi podobać, zrobi cyk, by gdy zejdzie na dół mi pokazać. Było tego całkiem sporo, ale jeden projekt, w szcze­gól­no­ści jego dwa zdjęcia wyjęły mnie z bucików. W temacie było — jak zeznał Sado­wnik — coś z rzeką, a połączenie żywiołu z ludzkim ciałem, poza tym, że za­chwy­ci­ło, na­tych­miast przypomniało o innym fotografie, który zrobił na mnie podobne, pio­ru­nu­ją­ce wrażenie. Bonusem w oglądaniu zdjęć w ten sposób okazały się dla mnie por­tre­ty nie­wprost Sadownika, które muszę tu mieć razem z rzeką.

Korekta w obsłudze tej festiwalowej miejscówki od przy­szłe­go roku będzie dotyczyła robienia cyk informacjom o Autorkach i Autorach oraz tytułom projektów. Tu też usta­le­nie szcze­gółów post factum nie jest łatwe.