Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Mikołajewski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Mikołajewski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, grudnia 25, 2019

3618. Chłopcom / koniecznie podstarzałym

Są mężczyźni, w których z łatwością widzę delikatność, choć są postrzegani za niereformowalnych twardzieli. Są mężczyźni, których nieumiejętnie skrywana wrażliwość uśmiecha mnie od pierwszego gestu. Są tacy, którzy kryją swoją naturalną ludzką bezsilność za świetnym radzeniem sobie z życiem. Są. Wokół Ciebie też.

Są wiersze pisane przez mężczyzn, które wyjmują mnie z bucików. Czasem w tych wierszach mężczyzna pochyla się nad chłopcem… Robi mi to różnicę trudną do uchwycenia w słowie lub dwóch — różnica ta jest jednak znacząca.

Oto powód, dla którego Mikołajewski długo nie trafi do kanonu lektur. Pięknie do niego nie trafia.

chłopiec w wannie pięćdziesiąt lat temu
siedziałem nad własnym wstydem a w płyciźnie
rozedrganej wody uniosły się krzaki
którymi myślałem tylko ja na świecie
porosłem na kształt pęczniejącej na stawie
rzęsy wodnej wokół lilii
kwitnącej jak na przyspieszonym
filmie przyrodniczym z nieporadnych lat
sześćdziesiątych

i nagle nie wiem od dotyku wody czy własnego
wzroku wykipiałem życiem poszarpanym
na dziesiątki wstążeczek dziesiątki dusz zdradzonych
przez białko i różnicę ciepła
ryb powołanych i od razu śniętych

i nie wiedziałem że oto jak nigdy
objawia mi się życie jego potęga daremność
i wstyd stwórcy co czuje że niczego nie stworzył
a dał się zaskoczyć na akcie stworzenia
w chwili kiedy na próżno chciał złapać to życie
a ktoś właśnie nacisnął klamkę
od zewnątrz

Jarosław Mikołajewski, Listy do przyjaciółki,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

niedziela, marca 28, 2021

4187. Opróżnianie filiżanki wrażeń

Tomik wyczekany. Na wirtualnym stoliczku w dniu publikacji ibuka. Sma­ko­wa­ny nieśpiesznie przy trzech kawach. Męki trwające prawie cztery dni, by wybrać frag­men­ty, te najwłaściwsze, które chcę tu mieć pod ręką. Wybrane, zło­żo­ne, wy­rzu­co­ne. Dwa wieczory mierzenia się z własną ograniczonością i zmien­no­ścią natury. Dziś ostatnie podejście: wybrane, złożone, zostają tu.

Czy można wierszem gównianą historię opowiedzieć? Można. I można to zrobić pięknie. Mikołajewski potrafi to zrobić przepięknie.

On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.

*

Przed epidemią mówiliśmy o „wirusie nienawiści”. Nikt już nie rozumiał, co znaczy „wirus”. W umierających roz­poz­na­je­my w końcu skutek nienawiści. Zła to pociecha.

lekcja metafory

na lekcję metafory pan przyniósł dzisiaj
wirusa pogardy
i wirusa głupoty
 
wirusa spłaszczenia świętej wyobraźni
błogosławionej mateczki litości
i sługi bożej łaski przebaczenia
 
tak właśnie
powiedział
działa uproszczenie
 
pogarda
głupota
spłaszczona wyobraźnia
 
sproszkowane przebaczenie
i litość
 
[…]

jak wirus który nie jest metaforą niczego
tylko odwala swą zwykłą robotę
 
naturalną
bezkresną
niepodległą ocenom

*

Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.

wdzięczność

potrzebna jest nie bogu
lecz nam

*

Bóg zawsze nas łapie za język.

konsekwencje modlitwy

nie wódź na pokuszenie
i bóg zesłał starość

*

Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.

marzenie

nie ma wolnej woli
tylko przymus pieprzony który zbawi
bo skazał

*

wolę pytanie o sens
bo sensowniej
jest pytać bez szansy na dobrą odpowiedź

*

 
los to jest musieć i nie móc
inaczej

[…]

los jest bogiem
dlatego
bóg tak go nie lubi

*

pokój ludziom złej i dobrej woli
i ludziom niewoli
od własnego błędu
z którego rozliczać się będą przed sobą
w prywatnym czyśćcu
 
innego nie trzeba

*

musiałem przeoczyć
musiałem przeskoczyć
to nagłe pęknięcie
między kiedyś a teraz

*

oto w końcu doszło
do oczekiwanej harmonii
obu biegunów milczącego ciała
 
czas stopom spojrzeć w oczy
a oczom w stopy

*

sen we śnie
w którym właśnie w tej chwili
może jesteśmy
 
nie wiadomo które z nas
pyta
które odpowiada
 
długa droga przed nami

*

Moje sześćdziesiąte urodziny.

sto lat ale po co

żeby być coraz rzadszą rośliną
która puszcza liście stare
od urodzenia
 
i przeprosić cienie
zanim je spotkamy kiedy sami będziemy
już cieniem
 

Co dzień, wielokrotnie, jak zbir w ciemnej bramie, w myślach napadają na mnie starzy znajomi.

*

wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny
gdyby mimo wszystko zaczekał
na ciebie

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

rozproszone wspomnienia ożywają we mnie
jedno rodzi kilka
a każde z tych kilku
chyba kilkanaście migotliwych cieni
których nazywanie byłoby jak próba
chrztu ryb co do jednej
w rozległej ławicy

*

z pauzami
dysgrafią
zawahaniem pióra

*

Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest — w moim odczuciu — dość ser­deczny.

* * *

świat się mną najadł
zdradza skłonność do torsji

(tamże)

sobota, marca 20, 2021

4177. Chronos (III)  // Zielnik (XXVI)

Rzuciłam wszystkie cztery czytane książki, bo utknęłam w jednej z nich. Ze stosika nowość Mistrza z współautorem wyjęłam. Nie skończyłam, delektuję się, nie śpie­szę, ale jak przeczytałam o tej roślinie — upartej dość — to pomyślałam, że musimy ją mieć w zielniku. W ten sposób w zespole redagującym zielnik pojawił się męż­czy­zna, a w zasadzie dwóch umiejących pięknie pisać.

Ale najbardziej zależy mi na żółtym, mocnym jak rzemień janowcu. Już nie wiem, czy drogi mi jest sam kwiat, czy legenda i znaczenia, jakie nadał mu Giacomo Leopardi. Chodząc po suchym, popielistym Wezuwiuszu, dostrzegł wielki samotnik w janowcu, świadectwo człowieka i jego – naszego – losu. W poemacie La Ginestra (czyli Janowiec właśnie) pisze o losie żółtego kwia­tu jako bytu, który na dobrą sprawę w ogóle nie powinien istnieć. […] dano żyjątku (człowiekowi, roślinie…) „egzystencję na warunkach śmiesznych”. A mimo to – jesteśmy. My ludzie i on kwiat (po włosku: ona). I na do­da­tek potrafimy wypuszczać żółte płatki. Na znak, że trwamy. Znak nie tylko dla siebie — przede wszystkim dla innych, zwłasz­cza dla tych, co zwątpili. Zry­wam więc jedną ukwieconą łodygę ja­now­ca jak skarb i znak. Jak klucz do zasady zanegowanego, lecz upartego ist­nie­nia.

Jarosław Mikołajewski i Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)


Autor(ka) nieznany/a,
[dostęp: 20.03.2021], źródło.

Jarosław Mikołajewski:
Janowiec

niedziela, lutego 02, 2025

5702. Z oazy (CCCXX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nazwisko-wytrych — ibukosknera, gdy je widzi, nawet nie wy­wra­ca oczami.

Pamiętam, jak książeczka ta była nie­do­stępna w ibuku. Od nie­chce­nia klik, klik i zdziwionko, jest! Więc klik, klik i na czytniku, i za chwi­lę prze­czy­tane. Ubawiłam się i zamyśliłam, i zachwyciłam szkicami.

Od kiedy zacząłem poznawać mity greckie – […] – czułem się onie­śmie­lony ich głębią i urodą, choć już po kilku minutach lektury mu­sia­łem stwierdzić, że ten świat jest dla mnie trudny, szybko mnie nie­cierpliwi, wprawia w za­gu­bie­nie: za dużo w nim ojców tego sa­me­go dziecka, za dużo żon tego samego męża, za dużo niewiarygodnych przygód. Gubiłem się w nim. Czułem, że mógłby być prostszy, zre­du­ko­wa­ny do tego, co mnie samego interesuje i wzrusza najbardziej.

Ale przy całym wysiłku przybliżenia sobie archaicznej materii i ruchu każdą lekturę i tak zawieszałem po kilkunastu stronach, zagubiony, zde­zo­rien­towa­ny, przekonany o własnej niezdolności do rozumienia skomplikowanych podań.

[…] wpadłem na pomysł, a raczej na język, własnej mitologii. Sku­pio­nej na pojedynczych postaciach, które same opowiadają o so­bie, jed­no­wąt­kowo, poprzez epizody, o których myślałem jako o do­mi­nan­tach skomplikowanych historii.

Kto wie, czy nie pisałem tej „innej mitologii”, „mitologii osobnej”, naj­pierw z myślą o dzieciach. Nigdy zresztą nie wierzyłem, że jaki­kol­wiek świat dzieli się na opowieść dziecięcą i dojrzałą.

Jarosław Mikołajewski

🖇 🖇

🖇

[Afrodyta]  Czułam się dzieckiem nienazwanych żywiołów. […]
     Kiedy wyszłam z morza, zobaczyłam nagość w lustrze, które słońce roz­snu­ło na wodzie. Była moja. Była tym, co we mnie nazywali pięknem.

🖇

🖇

[Antygona]  Byłam trudna.
     Nie wszystkim mówiłam witajżegnaj.
     […]
     Kiedy Kreon zabronił pochować mojego brata, prócz żałoby miałam w sobie sprzeciw. Ale nie ten, który szamoce się w bezsilności.
     Pogrzebałam Polinejka własnymi siłami, wbrew zakazowi króla. I nie był to efekt namysłów, rozważań. To było coś jak podanie przybyszowi z da­le­kiej krainy szklanki wody. Jak odruchowe spojrzenie na spadającego Ikara. Na rozkwit lotosu.

🖇

[Niobe]  Byłam matką, jestem kamieniem. Myślałam, że jestem jedyną matką, którą spotkał ten los, ale Mnemosyne wydobyła mnie z błędu. Mnemosyne – pamięć. Błogosławiona, przeklęta. Ta, która boli.

🖇

🖇

[Hermes]  Nigdy nie planowałem zdarzeń mojego istnienia. Wywoływałem je tylko, a kiedy sprawy zwracały się przeciw mnie, reagowałem nie­po­ję­tym zmysłem okazji i ucieczki.
     […]  Czy zostanę zrozumiany, kiedy powiem, że mnie po prostu korciło? Czy znacie stan, któremu odpowiada to słowo? Nigdy nie dowiedziałem się, czym jest ta nieodparta siła, która wyprzedza myślenie i działanie. Nigdy nie poznałem imienia boginki czy boga, którzy napędzają kaprys po­chop­ne­go czynu.

🖇

[Ares]  Moimi rodzicami byli Hera i Zeus, co dawało mi poczucie bez­kar­ności. […]
     Na początku moja mowa była taknie. Podczas wielu wojen nauczyłem się jednak cieniować odczucia i sądy.

🖇

🖇

[Cerber]  Byłem psem Hadesu. Psem piekielnych podziemi.
     Nie ma mnie, tak jak nie ma już świata Olimpu.
     W ludzkim świecie nieludzkim trwa tylko nieśmiertelne moje ugryzienie, jakie zostawiam tym, którzy kogoś tracą.
     […]
     Żyję tylko w chwili, kiedy zanika życie.
     Jest to dziwne i niedziwne zarazem.

🖇

🖇

[Atena Nike]  Urodziłam się z obolałej głowy ojca, z własnej obolałej głowy biorę moją trudną opowieść.
     […]
     Niewiele rozumiałam z mojej własnej przeszłości i z losu przodków.

🖇

[Hera]  Przetrwaliśmy w ludziach, w ludziach więc widzę jego arogancję, podłość, okrucieństwo. A zwłaszcza dumę. Jej ślad pozostawił w męż­czyz­nach, którzy maltretują żony, a potem podczas obiadów, przy których się nudzą, wygłaszają nieznoszące sprzeciwu mądrości.
     To nawet nie chodzi o jego głupotę. To była nieuważność kogoś, kto za­wo­dzi i nie ma odwagi się do tego przyznać. […]
     Byłam zazdrosna. O co? O kogo? O to, czego nie było? O tego, którego nie ma?

🖇

🖇

[Hefajstos]  Robiłem dla ojca pioruny i berła.
     […]  Wielu ludziom przypominałem ich własnych ojców. Krzywdzących. Skrzywdzonych.

🖇

[Dafne]  Przestraszyłam się. Nie chciałam, żeby w moim życiu zdarzyło się coś, czego nie rozumiem. Prawie bezwiednie wyszeptałam prośbę, by tato zmienił mnie w drzewo. Nie myślałam, że to bezpowrotne.
     Nie znajdziesz mnie więc w tym grobie. Jestem w liściach, na których […]  gra […]  z czułością wiatr.

🖇

🖇

[Dedal]  Kiedy wzbiliśmy się w niebo, nie przewidziałem, że syn posłucha mojej nauki, żeby w życiu zawsze piąć się coraz wyżej i wyżej. Nie pomy­śla­łem, że w gorączce słońca wosk się roztopi, pióra opadną, a Ikar runie na ziemię. […]
     W późnych latach często myślałem, że geniusz tkwi nie tylko w pomy­sło­wo­ści, lecz również w tym, by przewidywać skutki własnych arcydzieł. Lecz cóż mi teraz po mojej mądrości?

🖇

[Ikar]  Mówił, żebym nie wznosił się zbyt wysoko, bo – twierdził – z każdej wysokości widać to samo. Ja jednak w powietrzu poczułem wyzwanie. Chcia­łem sprawdzić, jak blisko mogę podlecieć do słońca i nie runąć na ziemię.
     Dostałem skrzydła, zanim dostałem dojrzałość.

🖇

[Demeter]  Nie chciałam żyć, nie zależało mi na życiu innych. Kiedy pła­ka­łam, mówili, że to ryczy Etna. W rozpaczy nie rodziłam owoców. Pozwa­la­łam każdemu życiu umierać z zimna i głodu.
     Zeus, z troski o tych, którzy go wielbili i składali mu ofiary, sprawił, że Per­se­fona na pół roku do mnie powraca. Patrząc na rozkwit słoneczników i słońca, ludzie mówią, że poznali tajemnicę wiosny i lata. Oby nigdy nie we­szli w tajemnicę zimy. Mówię to z głębi wymrożonej jesieni.

🖇

🖇

[Dionizos]  Byłem bogiem oszalałej radości, jaką daje codzienne roz­ko­cha­nie w życiu. […]  Kochałem, jak wino zapuszcza w żołądek żarłocznego ro­ba­ka nieobojętności, wyostrza zmysły i na pierwszą chwilę biesiady de­sty­lu­je piękno świata. […]
     Żona mojego ojca do końca twierdziła, że nie jestem jego synem. Uwa­ża­ła, że jak na boga, za mało jest we mnie boskości. Dziś, kiedy mnie nie ma, chciałbym, by miała rację. Wino pozwalało mi bawić się często tą możliwością.

🖇

🖇

[Driady]  Żyjemy w lasach.
     Rodzimy się z drzewami, umieramy z drzewami.
     Każda z nas ma swoje drzewo, każde drzewo ma nas.
     […] 
     Głupi ludzie nie wiedzą, że ścinając drzewo, ścinają jedną z nas. Kiedy ścinają las, mordują tysiące dziewcząt. „Czemu ranisz?” – pytamy, kiedy zrywasz gałązkę.
     Jesteśmy dobre i mroczne jak las. Dajemy wytchnienie, lecz jeśli ktoś szkodzi drzewu, bronimy je i stajemy się mściwe. Spytajcie tych, którzy zgubili się w lesie.

🖇

[Eris]  Byłam boginią niezgody. Tej dobrej, która każe sprzeciwiać się złu i doskonalić swą sztukę, powalać granice, wychodzić na place, unosić pię­ści, wykrzykiwać święty protest wobec zła. I tej niedobrej, która za­zdro­ści i unosi się namiętnym gniewem.
     Kiedy nieproszona pojawiłam się na weselu, rzuciłam między boginie jab­łko z napisem „Dla najpiękniejszej”. Hera, Atena i Afrodyta posprzeczały się o nie, bo każda uważała, że najpiękniejsza jest ona.
     Bogiń już nie ma, spór trwa. I żyje podobno moja wynaturzona córka o wstydliwym imieniu Zawiść.

🖇

🖇

[Eurydyka]  Miałam więcej szczęścia od innych młodych kobiet. Nikt na mnie nigdy nie napadł. Kochałam i byłam kochana.
     […] 
     A jednak się odwrócił. Spojrzał. Stracił mnie na zawsze. Ja straciłam je­go. Na początku myślałam, że nie mógł się mnie doczekać. Teraz przy­cho­dzi mi do głowy, że wolał żyć z moim cieniem w sercu niż ze mną u boku.

🖇

[Orfeusz]  Wzlecieliśmy ku sobie jak stęsknione liście. […]
     Nie wiem, dlaczego odwróciłem głowę. Nie nadawałbym temu głę­bo­kie­go sensu. To była zwykła chwila zagapienia. Przedwczesnej ra­do­ści. Upoj­nej tęsknoty.

🖇

[Ismena]  Komu mam powiedzieć, że istnieją dwa momenty protestu, i że dzieli je czeluść. Ten pierwszy, gdy nie pada tuż po niegodziwości, i ten drugi, który unieważnia twoją szlachetność.

🖇

[Uranos]  Późno zrozumiałem, że władza to dzika bestia wy­pu­szczo­na z klatki naszej godności. […]
     Straciłem moc, zyskałem marzenie, które jest radością wszystkich ludz­kich starców – zajmować się wnuczką, wnukiem. Nie pamiętam, czy ma­rzenie to się spełniło. Byłem już bardzo archaicznym bogiem. Starym. Nie­pomnym.

🖇

[Zeus]  Sądzić, wybaczać, z nadprzyrodzoną mądrością bogów, którzy nie doświadczyli małości, lecz potrafią ją zrozumieć u innych? […]  Mój dziadek był Niebem, moja babcia Ziemią. Czy te zdarzenia tłumaczą to, że nie­bo i zie­mia walczyły we mnie o lepsze?
     […]
     Miejcie tyle mądrości, ile ja miałem władzy.
     Nie na odwrót.

Jarosław Mikołajewski, Mity osobne, ilustr. Alicja Nikiel,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

[Echo]  Z miłości rozpłynęłam się w powietrzu. Po­wietrzu.
     Ze wszystkiego, czym byłam, został tylko głos. Głos.
     Pogłos. Pogłos.
     Strużka głosu. Głosu.
     Nawet nie mojego. Mojego.
     Tylko tych, którzy mówią do mnie. Do mnie.
     Jestem tylko wtedy, kiedy do mnie mówisz. Mówisz.
     Więc mów. Mów.

🖇

[Iris]  Jestem błyskawiczna, nie mam nic wspólnego z przerażającą mocą błyskawicy. Mam w sobie jej szybkość.

(tamże)

niedziela, marca 24, 2024

5399. Z oazy (CCXLII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Trzy tygodnie z małym haczykiem czekania na elektroniczną pu­blikację tego tomiku. Więcej czekania niż czytania. Dużo więcej nadziei niż spełnienia. Pozostał niedosyt. Jak nigdy.

bo w raju nad nami zo­ba­czysz dziś tłumy
tych któ­rzy na darmo pu­kają w ży­letki

🖇

dzi­siaj które ju­tro
bę­dzie wczo­raj
a po­ju­trze sta­nie się
ni­gdy

🖇

że ka­myki są w miej­scu
wła­ści­wym
dla jego spo­koju
ale i dla świata
 
i mówi że de­ski
to nie jest wy­ci­nek
ale że to cała
rze­czy­wi­stość bytu

🖇

w po­ło­wie drogi mię­dzy tę­sk­no­tami
gdzie jedna noga idzie w jedną stronę
a druga mocno stoi tam gdzie była
[…]
świa­tło ci sprzyja
pro­wa­dzi cię droga
sama na­rzu­casz kie­ru­nek ży­wio­łom
pod­dana cze­muś czego nie do­się­gam
a co się mie­ści w po­nadna­tu­ral­nej
two­jej na­tu­rze na gra­nicy świa­tów

🖇

nie wiem która z bo­giń ofia­ro­wała mi dar
roz­po­zna­wa­nia pór roku
za­nim po wie­trze i słońcu mo­gła roz­po­znać je
skóra

od kiedy pa­mię­tam do mi­ło­ści nie kie­ro­wał mnie
ro­zum ani pra­gnie­nie tylko słodka
oczy­wi­stość

🖇

mó­wię do ulic i mó­wię do pla­ców wie­cie przy­ja­ciele
że dla mnie związki to wcho­dze­nie w przy­jaźń
i wieczna już droga choćby z samą my­ślą

🖇

na­gle na grze­bie­niu nie­ru­cho­mych scho­dów
z mi­ło­ścią wszyst­kich nie­zna­nych ję­zy­ków
za­ga­dały kółka ró­żo­wej wa­lizki
był w ich czar­nej mo­wie po­mruk po­że­gna­nia
bez­ce­re­mo­nialny i ro­zu­mie­jący
że ci
co się wi­dzą
prze­stają się wi­dzieć

🖇

je­ste­śmy na ob­raz
i nie­po­do­bień­stwo
tego kogo nie ma
w swoim nie­ist­nie­niu

🖇

a jed­nak ży­jemy w nie­do­bo­rze
w nad­mia­rze
jak każe naj­gor­szy ste­reo­typ ko­goś
komu nie wy­star­czy być wpi­sa­nym w koło

🖇

bądź bło­go­sła­wiona
coś zjedz
idź nad mo­rze

🖇

roz­ma­wia­łem z kawką
w ubo­gim pej­zażu
osie­dlo­wej trawy
[…]
spo­tka­li­śmy się jak dwoje
wiecz­nie mło­dych lu­dzi
cze­ka­ją­cych na mi­łość
i na nią go­to­wych

Jarosław Mikołajewski, Kocham cię,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

cza­sem jed­nak zni­kasz tak że cie­bie nie ma
choć zwy­kle cię nie ma tak że jed­nak je­steś

🖇

spo­tka­nie jest za­wsze lu­dzi nie­go­to­wych
i nie­do­sko­na­łych i nie ma co cze­kać
po­nad samo spo­tka­nie które jest mi­ło­sną
próbą skrzy­żo­wa­nia pro­stych rów­no­le­głych

szyn toru na pe­ro­nie dru­gim albo trze­cim

🖇

więc stało się wszystko co stać się mu­siało
czyli wszystko po pro­stu
choć to za­wsze mało

(tamże)

środa, września 23, 2020

3961. Pourlopownik (I)

O literkach Poety wymieniliśmy emile. Tknęło mnie, żeby sprawdzić, czy może coś nowego w ibuku się ukazało. Okazało się, że jeden ze starszych tomików wrócił w cyfrowym wydaniu. I dobrze, że wrócił, bo piękny. Bardzo piękny.

gdzie jest we mnie iskra ze stworzenia człowieka?

mgławice pieprzyków
drogi mleczne znamion
 
słupy milowe sutek
 
pory przydrożne
zmarszczki z kontrabandy
 
na kamieniu bruzdy
kwarce
żyłki piasku
 
szramy to już raczej
wyręka człowieka

szczelina możliwości już tylko
w rzeczach niemożliwych

wszystkie dobre zabawy polegają na znikaniu
 
kto lepiej zniknie
kto na dłużej
 
kto tak że reszta się wnerwi

coś kocha
coś nie dba
żartuje
tracę resztki wiary
i ją odzyskuję

grypa
w chorobie
budzę się gotowy na miłość

wstyd

jakimi sztuczkami
śmierć walczy o życie

śpię zawsze plecami do tego co najdroższe
 
czegoś chcą plecy
czego nie chcą oczy
 
coś chce czegoś
poza mną

ale kto za mnie się modli
tak skuteczną prośbą?
 
robi to świadomie
bo kocha?
 
zaklina?
 
ziemska matka?
ojciec nieziemski?
 
czy chór klauzurowych zakonnic
odmawia pacierz w bieszczadzkim klasztorze
za ludzkość
 
również za tę jej moją chwilę
i cząstkę

Jarosław Mikołajewski, Wyręka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

nie bój się tylu ludzi umarło
i jakoś przeżyli

już się rozdarłaś
na pół
a to darcie
kruszy jeszcze tynk u sąsiada
 
[…]

ile bym dał za tę miłość
pomyślałem
gdybym jej nie miał
 
i co za miłość
która nie prowadzi do ruin
a jeszcze płaci za wydartą masakrę

ze wszystkich spraw tego świata
zostanie poezja
dobroć
 
i piękno dotknięte chorobą

(tamże)

niedziela, stycznia 31, 2021

4119. Zamykając czytelniczy rok (II)

Broniłam się przed tą książką kilka miesięcy i cały 2020 rok. Dobrze mi szło, ale kilka dni temu w korespondencji z niesamowitą kobietą wypłynął Autor — wypłynął w samych superlatywach. Klik, klik, może jest coś nowego? Nie ma. Jest Ginczanka i ja (za głupia na Zuzannę).

Otwieram darmowy fragment, by upewnić się, że naprawdę jestem wciąż za głupia na tę książkę. Dwa akapity i… po mnie! Rzucam dwie książki, które mnie zajmują. Wpadam w tę książkę, wyjmuję z niej Poetkę, wpadam w Jej wiersze po uszy, kończę tomik i wracam do pierwszej z dwóch, odkładam po rozdziale, ląduję w tej książce na troszkę, odkładam, wciąż w drodze między pierwszą i tą, pierwsza, ta, pierwsza, ta… dopóki nie skończę obu. Druga odzywa się cichutko, ale z wyrzutem: a ja? Już do ciebie wracam.

Ginczanki nie czuję, ale miłość i pasję Autora czuję i uwielbiam. I dlatego ta książka jest pyszna. Autor — to, że poeta, ma kolosalne znaczenie w tej książce. Przyjaciel Autora samym swoim istnieniem i miłością do języka polskiego jest współ­win­ny istnienia tej książki — to niewymieniony na okładce współautor.

Lecz tylko próbować się liczy. Iść za bolesnym, osza­la­łym instynktem jedynej rzeczy, która ma sens, lecz jej sensu nie znamy.

*

Kiedy powinniśmy zacząć opowiadać? Czy w chwili, kiedy dowiedzieliśmy się już wszystkiego, czy kiedy nie wiemy nic albo prawie, a tym „prawie” jest intuicja, że ten ktoś zagęszcza w sobie coś ważnego dla nas, choć nie wiemy, ani co to jest, ani co w ogóle dla nas jest ważne?

*

Z perspektywy tego, co stało się potem — nie tylko jej śmierci, lecz przede wszystkim zachowania polskiej dozorczyni lwowskiego mieszkania Zuzanny, Chominowej, która ją zadenuncjowała — jakoś przerażająco wygląda jej wybór. W domu mówiło się po rosyjsku, ale ona postanowiła być polską poetką. Mogła postanowić inaczej.

*

Już mnie uwiera to pisanie o Ginczance. Męczy. Wyżyma. Czuję, że powinienem dać komuś za Ginczankę w pysk…

*

Podobno Zuzanna „liczyła” jeszcze na to, że trafi do Auschwitz („liczyć na Auschwitz” — tego by nikt nie wymyślił). Stało się inaczej — pod koniec 1944 roku Zuza i Blumka zostały rozstrzelane na wzgórzu w Płaszowie.

*

Z upływem czasu zmieniają się nazywalne motywacje, lecz rdzeń wciąż jest ten sam i tkwiąc w nas niezmiennie, daje szansę, byśmy po latach doszli do tego, co w nas najważniejsze.

*

[…] pisała na przykład: „Nie jestem niczym innym,/ jak mądrą odmianą zwierząt/ i niczym innym nie jestem,/ jak czujną odmianą ludzi”. A co to za autorka, to sobie zgadnij. […]
     […]

      Nic z tego, Sylwek, [Silvano De Fanti, włoski tłumacz z j. polskiego]
     nie zgadłeś!
        Ani Jasnorzewska-Pawlikowska, ani Poświatowska, ani zespół O.N.A. (swoją drogą skąd Ty, u diabła, znasz Agnieszkę Chylińską?).
        Poetka nazywa się Zuzanna Ginczanka.

*

Oprócz samej siebie nie znam innej dali.
// Zuzanna Ginczanka

*

[…] uzmysłowiłem sobie, że istnieje coś takiego jak pamięć o ludziach i zdarzeniach i pamięć własnej pamięci czy raz już opowiedzianych wspomnień. I są to dwie różne pamięci.

*

[…] po cóż byłoby pisać i myśleć, gdyby nie wiązało się to z ryzykiem?

*

No, teraz lepiej.
 
ZUZANNA
Lepiej, bo gorzej?
 
REŻYSER
Tak, lepiej, bo gorzej. Sama wiesz, jak jest.

*

Często dzieci coś wiedzą, ale nie wiedzą skąd.

*

Lokomotywę, o której wszyscy myślą, że jest o maszynie, a to może o gru­bej babie, która nagle się zakochała i poczuła leciutka jak piłeczka, jak „frasz­ka, igraszka, zabawka blaszana”… Sama pomyśl: „Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…”. Przecież to czysta erotyka dla grubasów, żaden tam utwór dla dzieci…
 
ELŻBIETA (rozbawiona)
Boże, a ja tyle razy czytałam Jureczkowi…
 
ZUZANNA
I dobrze! Bo to także dla dzieci, tyle że każdy rozumie z tego, co chce…

Jarosław Mikołajewski, Cień w cień. Za cieniem Zuzanny Ginczanki,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Wygłupiasz się, prawda? Nie myślisz, że to by było możliwe.
 
ZUZANNA
Bo głośno czy bo wesoło? Czy dlatego, że z tobą?

*

Co ma się dziać, już właśnie się dzieje…

*

Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno.
Budzę się zwykle w roli spóźnionego świadka,
kiedy cud już odbyty,
dzień ustanowiony
i zaranność mistrzowsko zmieniona w poranność.

(tamże)

środa, lutego 05, 2020

3694. Przy porannej kawie

Ostatni z przegapionych tomików już za mną. Skończył się przy nieprzegapionej kawie. Mogę czekać na nowy, szukając siebie w miejscach, w których od tak dawna mnie nie było lub nie było mnie jeszcze nigdy.

naprawdę nie musisz mnie tracić
by odzyskać
 
odzyskuj bez utraty

odzyskuj tak jak się stawia początek
tuż po dawnym
początku którego nie zamknęła kropka
ani krzyżyk

*

to życie takie dziwne
jakby całkiem nie moje
w tej chwili kiedy moje
jest bardziej niż zawsze

*

miłość nie ma początku bo jest sama
początkiem i jeśli kto kogoś to ona
świętuje nasze narodziny i śmierci
rocznice miesięcznice i dnice
choć w jej kalendarzu nie ma naszych
cezur nie ma ich w ogóle a jest wielka fala
która na chwilę nas wyniosła pod niebo

*

i jeszcze gorsze rzeczy pies ten
widział i przez nie teraz
wpatruje się w ciebie
oczami w których dostrzeżesz nie wyrzut
lecz wielkie
wymowne współczucie

*

przestraszyłem moim zachwytem
przerażone serce
.

*

genialna metoda na znieczulenie
wyjąć sobie ból z serca
patrzeć na niego jak na kruchy przedmiot
złamać i wyrzucić
do nieopróżnianego od miesięcy śmietnika

*

błogosławieni którzy
narażają się na śmieszność
bo im się spełnią sny najniemożliwsze

*

on też naczynie jeszcze bardziej kruche
poranione na krawędzi raniące

*

liczy się tylko by nie było obco by chociaż
przez chwilę było najbliżej

*

czarny piotruś
strach

Jarosław Mikołajewski, Basso continuo,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

niedziela, września 25, 2022

4764. Z oazy (LXII)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Pierwsza odtrutka po tamtej książce. Poezja zawsze pomaga mi wrócić do pionu.

Na szczęście świeżutki tomik Poety wydano również w ibu­ku. Bardzo już na niego czekałam, bo z fejsbuka wiedziałam, że wyjdzie. Wiele wierszy spotkałam również tam, nim finalnie znalazły dom między okładkami tego tomiku. Ten zbiór wierszy to dla mnie poezją pisany pamiętnik. Świeżutki, bo co krok echa tegorocznych wy­da­rzeń w Ukrainie.

trzymam cię za rękę nie później niż teraz
jak się trzyma za życie kogoś kto umiera

*

deszczowa pora to czas kiedy nagle
idąc pustą ulicą odkrywasz że jesteś
w otoczeniu innych całkiem
niewidocznych

*

zostanie po nas zagubiona chwilka

*

kiedyś moja miłość będzie tak dorosła
że nie spyta czy kochasz
ani nawet jak bardzo

*

i nieskończony w ograniczoności
czasu co pozostał na kawę i wyjście
tak by za mną wszystko było powitane
a niepożegnane bo nie ma powodu

*

tory są smutne najdoskonalej
aż wolno się dziwić że zrobił je człowiek
a nie stworzył na przykład
bóg który zatęsknił za swoim stworzeniem

*

dla żrących absyntów własnej zawodności
i cierpkiej pewności że jestem bezradny
 
tak
kocham kruchość
niemoc i nieciągłość

*


mam tak że kiedy przede mną
pragnienie i mądrość
wybieram to pierwsze jak wrodzony przymus
 
i nie wstydzę się tego
 
bo wiem z obserwacji i wiem od was
siostry
i wiem od was bracia
i wiem od was wszystkich co nie macie reguły
że wszyscy tak mamy
i nigdy inaczej
nie było nie będzie

*

nie umiem odtworzyć jak weszła we mnie
i przetrwała do dzisiaj pewność że jesteśmy
wszyscy jednym człowiekiem rozłupanym
na miliardy wcieleń o tym samym rdzeniu

*

że źródłem i celem
jest objąć człowieka

przytulić go myślą
ramionami
i wszystkim
czym można wrócić do pierwszego stanu
kiedy wszyscy byli
tak jak są
jednością
 
gdy wszyscy byli
tak jak są
miłością

[…]

nie byłoby buddy
jezusa
allaha
 
nie byłoby jahwe
ani świętej nicości
 
gdyby nie było tej założycielskiej
chęci i woli
przytulenia bliźnich
 
myślą
mową
uczynkiem i wzrokiem
 
słuchem
przez mowę
albo przez muzykę
 
węchem wyobraźni
i węchem wąchania
 
smakiem smakowania
i smakiem pragnienia

*

nie chcę nikogo
na własność
 
nie chcę być niczyją
własnością

Jarosław Mikołajewski, Życie na xanaksie,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

obok kobieta która jest z równego
a ja jej mówię
że kilka lat temu
na próżno szukałem tam
przedwojennej pocztówki
 
śmieje się i mówi
że teraz bym znalazł

(tamże)

wtorek, listopada 11, 2025

5940. Czekariat (CXXVI)


Kaan.
 

Myśląc o wolności tworzenia, warto patrzeć na dzieci, na ich radość kreowania. Kiedy dziecko rysuje obrazek, nie in­te­re­su­je go efekt finalny, a gotowe dzieło od razu oddaje ro­dzi­co­wi czy komuś innemu. Za to głęboko wchodzi w proces ry­so­wa­nia, podąża za kolorem, za kreską, za plamą.
Arti Grabowski

Czy jesteś gotowa, gotowy na to, aby pogodzić się z tym, że naj­waż­niejszym etapem w tworzeniu sztuki jest samo tworzenie? Dziecięce zatracenie się w procesie, czysta wyzwolona sztuka!
  //  Arti Grabowski

Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

*

[suplement 13.11.2025]
     Życzę, by w szkołach najpierwszym przedmiotem
     była niezależność: sztuka wybierania
     w poczuciu wolności od wszelkich nacisków
     tłumu i rodziny
. Przed każdym wyborem,
     jak mieć odwagę, by zejść na dno siebie
     i ujrzeć tam światło, poczuć własny oddech
     nietłumiony uciskiem żadnych oczekiwań.

Jarosław Mikołajewski, Na skrawku,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

środa, kwietnia 28, 2021

4212. Nim zacisnęłam pięści

Stara sprawa — na uchodźcach i elgiebetach bezgraniczną polską miłością do bliź­nich nie jedne wybory można wygrać. Brzydzę się polskimi katolikami. Brzydzę się nadwiślańskim katolicyzmem, co bierze się za najłatwiejsze, czyli urządzanie życia innym. Jak łatwo mieć gotowe odpowiedzi dla innych, gdy nie trzeba samemu mie­rzyć się z pytaniami.

Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie obraz wyjęty z tej książki, który wciąż za mną łaził i nie odpuszczał. Nie odpuszczała też książka. Na taką dwójkę nie było mocnych — napisałam prawie dwa tygodnie temu.

Nie byłoby tego wpisu na blogu, gdyby nie uchodźcza opowieść, którą skończyłam dwa dni temu. Te cytaty są doskonałym do niej wstępem. A obraz? Wciąż za mną łazi, tak jak Palermo.

Polscy prawicowi publicyści, a wraz z nimi niektórzy duszpasterze, a nawet księża biskupi straszą Polaków. Według nich grozi nam napływ mężczyzn, kobiet, dzieci i starców zagrażających naszemu podnoszącemu się z kolan, ale ciągle jeszcze biednemu krajowi. […] Przecież Polska może zapro­po­no­wać przyjęcie do siebie tych bezpiecznych – martwych uchodźców. Mini­stro­wie spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych nie będą mieli problemu ze sprawdzaniem ich statusu i ewentualnym monitoringiem podczas pobytu w naszym kraju.
// x. Wojciech Lemański

*

„Są uchodźcami czy emigrantami ekonomicznymi?”, pytają, jak gdyby uciekać od głodu było czymś mniej wzniosłym i uprawnionym od ucieczki przed wojną.
     Dlaczego? Po co?… Historii jest tyle ilu ludzi i żadna nie jest oczywista. Żadnej się nie wymyśli.

*

Nie zatrzyma się kogoś, kto ucieka od wojny albo wyprowadza rodzinę spod deszczu bomb, z nędzy i głodu. Jedyną rzeczą, jaką można zrobić, jest przygotowanie samych siebie na przyjazd gości. Metamorfoza własnej kultury. Klepsydra została odwrócona. Piasek przesypuje się z dołu do góry. Wędrówka trwa. I nigdy już się nie zatrzyma. Stawianie barier jest bezcelowe. Pozostaje nam tylko przemyśleć siebie.

*

A w ogóle, to dlaczego Europa uważa, że na spotkaniu z Afry­ką może stracić? Niech tylko pomyśli, czego się może nauczyć…

*

     — To grupy rodzinne? – pytam Sycylijczyka.
     — Rodzinne z wyboru…
     — Całe Morze Śródziemne jest rodziną – wtrąca Jean-Charles. – Oni to my, tylko z drugiego brzegu.

*

Zabytkowe serce Palermo to eklektyzm w czystej postaci: coś ze Wschodu, coś z Południa, coś z Północy, coś z Zachodu.


Francesco Lo Jacono, Veduta di Palermo, 1875,
[dostęp: 14.04.2021], źródło.

Na Sycylii, zapewnia Andrea [Cusimano], wszystko jest obce, czyli swoje. Niech dowodem będzie obraz Veduta di Palermo namalowany przez Fran­cesca Lo Jacona (także Lojacono) w XIX stuleciu. Przedstawia krajobraz z okolic miasta: piaszczystą drogę, zielone drzewa i krzewy, na ostatnim planie wapienne wzgórze z nagimi pionowymi turniami. Nie znam się na tym, lecz chyba to dość pospolite malarstwo, nasiąkłe nieznośnym ro­man­ty­zmem jak gąbka wodą. Lecz dla Andrei obraz ma wartość niezwykłą: większość roślin, które odmalował Lo Jacono, czego dowiedli najbardziej poważni botanicy i dendrolodzy, została na Sycylię przywieziona, tym­cza­sem tak wrosły w pejzaż, że bez nich nie ma Sycylii.

*

     Andrea [Camilleri] zaciąga się raz, drugi, trzeci.
     — Widzisz, Jaro… — mówi z zastanowieniem. – Europa albo się sta­nie gościnna, albo utonie. Od lat powtarzam, że to, co się dzieje, to nie jest mała emigracja, tylko ruch epokowy. Przybędą tutaj miliony.

*

     – Ale jakoś się nie martwię – mówi Andrea [Camilleri]. – Kraje takie, jakim teraz jest Polska, prędzej czy później ustąpią. Tyle tylko, że na razie przypominają lustrzane odbicia ISIS. Bo religijne zamknięcie łatwo staje się fanatyzmem. Poczucie, że ktoś, kto nie wierzy w to samo co ty, jest nieprzyjacielem twojej religii. Ciekawe, jak Kościół w Polsce tłumaczy to, że Franciszek leci do Afryki i chodzi sobie ramię w ramię z imamem.

*

Miłosierdzie dla tych, co nie żyją. Miłosierdzie dla nas, którzy coś muszą zrobić z życiem.

Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

środa, grudnia 04, 2019

3570. Leczenie duszy (III)

Wleczone leczone było cały weekend: rozmową przyjaciół, poetką i w końcu nieho­meo­pa­tycz­nie, najnowszym tomikiem poety. Uwielbiam i już, co samo w sobie źródłem problemu stać się może, gdy trzeba zdecydować się na wybór fragmentów. Ten! A dlaczego nie tamten? Bo tak. Wybieranie, przebieranie, dobieranie… zajęło trochę czasu.

Mogłoby być tyle, bo wszystko jasne. Dodać należy (czy trzeba?), że włóczy się poeta po życiu ciut dłużej niż ja, dotyka tych rzeczy, których w reklamie życia nie było (na pewno?)… trudnych, ale ważnych, czy potrzebnych tak bardzo do szczęścia? — dotykam i ja (nie tylko) myślą, mową, zatrzymaniem i każdym wykonanym krokiem (nie tym w myślach czy na papierze skreślonym). Brzmi jak groźba czy ostrzeżenie? Uleczone.

niech łagodna będzie tobie nawet miłość
kochających cię ludzi
 
[…]

oby twoje dłonie
zawsze miały radość
z nitki która cicho
rozbiera twój kłębek

*

pamiętam dzień kiedy ktoś
powiedział
jesteś stary

myślałem że były to
słowa na wyrost a to była
odroczona prawda

tak
 
[…]

a jeszcze niedawno
szeptałem coraz to inne imiona
które odpowiadały mi
moim imieniem

*

często jeszcze
lęk
 
nawet zawsze
 
nie o to co myślisz

o wszystko
inne niż to

*

próbujesz ukoić
lecz tylko przemieszczasz
 
nie idź z lękiem
jękiem
do lekarza
czy boga
 
nikt się nie pozna
 
ę
to jest kwestia bardzo
osobista
 
niczego bardziej intymnego
nie ma

*

ogromnieje nie tylko piękno które wzrusza

*

czy to też jest nieważkość?
 
sztuka unoszenia się w połowie drogi
pomiędzy rozpaczą a wielkim olśnieniem

*

byłem i nie wrócę
jeśli mnie przeoczysz
nasza strata

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

z zakonnicą w metrze

przepraszam skoro już siedzimy przy sobie czy
siostra naprawdę kocha jezusa?

ale tak poważnie jak
ja moje dzieci?

[…]

czy zwróciła siostra uwagę na
rozpiętość słów miłość i kocham?

siostra kocha jezusa ja kocham
córeczkę siostra
matkę boską ja tamtą dziewczynę
i psa kocham który mnie kocha jak
boga

a może ta miłość jest jedna i nie ma
różnicy pomiędzy waszym adresatem a
politeizmem moich ciągłych zakochań

no właśnie nie zdążyłbym spytać
zanim dojedziemy do stacji kabaty czy bywa siostra
nie tylko kochająca lecz i zakochana

w jezusie tak jak kiedy serce chce
wyskoczyć z piersi

zakochana czyli kochająca bez ślubów tylko
pod dotykiem różdżki rannych
dreszczy

ach to już kabaty pamiętajmy więc proszę
że najpierwsza jest miłość
ważniejsza od wiary
od nadziei
depresji tylko jak to przeżyć

(tamże)

poniedziałek, września 21, 2020

3959. Urlopownik (III)  // Nadzieja (II)

Poezji cykać po jednym autorze nie będę — zadecydowałam. By złapać dystans, inną perspektywę, zatrzymać się w czasie, słuchać morza, które kilkaset metrów dalej opowiadało swoją historię, by… Wiedziałam, tylko wierszem!

Parytet niezachwytu zachowany. Jedna poetka i jeden poeta swoimi pojedynczymi w tym zbiorze wierszami coś powiedzieli, ale do mnie nie przemówiło to wcale, więc nie będzie po nich tu śladu.

tak
wiem w tej chwili
umierają ludzie
 
nic więcej nie mogę
jak ich mocno kochać
razem z tymi co zmarli
w innej chwili bez chwili
na epidemie o innych imionach
 
słyszałem wczoraj że zamiast miłosnej
pieśni mam mieć dla nich
upór by pozostać
w swoim własnym domu

na pościeli tuż obok nieodkrytych kolan
kładzie się piesek

w czarnych kroplach oczu przynosi pytanie
jak dusza może zmieścić się
w trzech kilogramach

Jarosław Mikołajewski, Godziny myśli [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

Co jakiś czas ktoś grzebie w kieszeniach
naszej śmierci. W lęku który
drze się jak ptak na ostrym dyżurze.
 
Co jakiś czas ktoś podobny do nas.
W tej samej hotelowej restauracji.
Z tym samym liczydłem które
odejmuje mu rozum.
 
I z tą samą miłością
która płaci mandat
za przekroczenie
tych samych błyskawic
.

Ewa Lipska, Co jakiś czas [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

o
czarna chwilo
zniknij się
chcę do mnie wrócić
wrócić do „po staremu” ale
którędy
– – –

Teraz tak samo jak wtedy
na spotkanie ze mną podbiegło
NIC NIGDZIE NIGDY i NIKT

Utknęłam na skrzyżowaniu tego z tamtym
wydało mi się
jakby to nadal trwało wczoraj

widziałaś mnie – mówił obraz –
ja ciebie też – odrzekłam – ja też

Urszula Kozioł, Zamęt [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

środa, sierpnia 02, 2017

(2481+2). Czwarta

 wpis przeniesiony 1.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pierwszej, trzecia. Po trzeciej czwarta. Ta, czyli opowiadania.

Ta, bo pierwsze zdanie w podczytniku do niej brzmiało: „Czytając te opowiadania Wisława Szymborska śmiała się i wzruszała”. Pomyślałam o Gepardzicy, czy by się śmiała — dowiem się, jak wróci z urlopu. Ja chwilami płakałam ze śmiechu. W wielu miejscach czytałam z zapartym tchem, ciekawa jak to się skończy.

Teraz mogę powolutku brać się za drugą.

Choć nie, mówię bzdury — wcale nie myślałam, że się upiecze. Nic nigdy mi się nie upiekło. A już taka zbrodnia jak ta, żeby w Wigilię chcieć być sama — no nie…! Byłabym naiwna jak dziecko, gdybym wierzyła, że coś takiego ujdzie mi płazem

*

Ale co to mój boże z największej litery mój Boże więc co robisz że tego nie widzisz!

*

     — Widzi ksiądz, to bardzo dziwne uczucie, ale ja dopiero teraz, kiedy mam dziewięćdziesiąt lat, czuję, że naprawdę dojrzewam i wiem, co mam robić. Jest tak, jak gdybym śnił przez to całe życie i dopiero teraz rozumiem, co mi powtarzali rodzice, co było w podręcznikach szkolnych, co mówili pisarze w książkach, które niby czytałem, ale nigdy nie byłem we wnętrzu ich słów.

*

[…] ja się zgadzam na wszystko, co ma zdarzyć się dalej niż jutro. „Pójdzie pani ze mną na lunch?”. „Nie”. „A za tydzień?”. „Pójdę”. Bo dla mnie za miesiąc czy za tydzień nie istnieje.

*

     — Can you swim? — pytała pani De Mattei.
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you drive a car?
     — No, I can.
     — No, I can’t. Powtórz.
     — No, I can’t.
     — Can you fly?
     — Yes, I can’t.
     — Yes, I can albo No I can’t. Powtórz.
     Zanchini zawahał się.
     — Yes, I can — powiedział po dłuższej chwili
.

Jarosław Mikołajewski, Dolce vita,
Wydawnictwo AGORA, Warszawa 2012.

sobota, marca 27, 2021

4186. 86/365

gówna w kolorowe papierki z feministkami nie będę zawijać. Sadownik to rozumie. wiem, dlaczego tylko on.

86/365

*

jest tylko to że rozumiesz
i kochasz

[…]

raz wyjdzie lepiej
raz nie wyjdzie gorzej

jest jedna i druga strona mocy
niemocy

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

sobota, listopada 30, 2019

(3563+1). Synchroniczność

Zulka i Georginia wrócić z pogrzebu musiały. Wracały i…


fot. Georginia.

a przecież byliśmy przez chwilę ze sobą
co dla równoległych nie jest oczywiste

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

piątek, sierpnia 25, 2023

5167. Czekariat (LII)

Budował gniazda, wszędzie gdzie pracował — po­my­ślałam dziś, zaglądając do pa­mięci o zaprzeszłej prze­szłości. Najpiękniejsze z nich miał w zawodówce. Były tam: warsztat z równiutko powieszonymi na ścianie nad stołem narzędziami, pa­chnia­ło tam dre­wnem; ma­lut­ka ciem­nia fotograficzna; osobiście wykonany regał na książki z linami, jako ele­men­tem kon­struk­cji i jed­no­cze­śnie przejawem piękna; duże biurko, na którym nieprzypadkowe kubki, sto­jak na fajki oraz przepięknie pachnący tytoń do fajki; niebanalne kwiaty doni­czko­we, wy­jąt­ko­wo za­dba­ne, i dziu­ra w ścianie, z której wyglądał dziób projektora, by „dzie­cia­kom” pod­czas lek­cji wyświetlać filmy. Wszystko to na zapleczu sali lekcyjnej. Tamte Jego dzieciaki są ode mnie kilka lat starsze.

Z tamtych czasów była też najbardziej ceniona „pra­co­wni­cza” koleżanka, ale zna­łam ją tylko z opo­wie­ści. Aż do dnia, po którym nastąpił ten. I zostałam fan­ką tego, co spod Jej rąk wychodzi. Ta glina czekała na swoje sło­wa. Do­cze­ka­ła się, po­my­śla­łam z samego rana, czy­ta­jąc pozostawiony poniżej wiersz.

Cztery twarze i przepiękny koń, pięć odrębnych świa­tów, ale dla mnie również sper­so­ni­fi­ko­wa­ne cztery pory roku.

 
 
ah!, fragmenty.

*

BEZCIEBNOŚĆ
coś jak bezbrzeżność
bezradność
[…] 
tylko znacznie gorsze
bo dotyczy ciebie
  //  Jarosław Mikołajewski

*

Franz Schubert, Sonata na arpeggione i fortepian a-moll, Allegro moderato,
Daria Hovora (fortepian), Mischa Maisky (wiolonczela),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #55.
White Raven’s Liked List

niedziela, stycznia 12, 2020

3646. Czekając na deszcz

Klimat nie zmienia się. Dziesięć stopni na plusie w styczniu w Polsce to normalka. Australia płonie, bo chce lub wydaje nam się, że płonie, bo przecież jest daleko. Węgla starczy nam jeszcze na dwieście lat. Ręce do ziemi nie opadają wcale.

Czekam na deszcz i na elegię na śmierć świata w Australii.

Natychmiast przed oczami mam ten wiersz, nie wymyślony, ale podyktowany życiem, które dźgnęło. Niech nikt mi nie mówi, że Pan tak chciał wtedy, że tak chce dziś — kiepski to jest żart… jak wszystkie katolickie żarty nie śmieszy mnie wcale.

elegia na śmierć świń w nowoberezowie
14 września 2019


[…]

czy ich głos wniebogłosy
dla nich samych był wzniosły?

rozśmieszał ludzi?
podrywał kwiaty do lotu?

okrył kirem cmentarze i miejscową cerkiew?

stanął w gardle turystom odwieczną konserwą?

jedyną pamiątką po tym świńskim chórze
ponad dwóch tysięcy rozśpiewanych ryjów
będzie trafna metafora którą powtarzamy
kiedy w naszych oczach przegląda się ogień

nieludzki ból

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia, źródło.

niedziela, sierpnia 06, 2017

2487. Wtedy i teraz

 wpis przeniesiony 2.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są pytania, na które nie ma odpowiedzi szybkich, łatwych i przyjemnych. Są pytania, na które nie ma odpowiedzi w ogóle. W drodze, w której jestem, od kilku dni towarzyszą mi słowa Autora. I wciąż poruszają, wzruszają, tłumaczą jakoś świat i szaleństwo życia:

Spodziewalibyśmy się odpowiedzi, a tymczasem jej nie ma. Pozostaje tylko doświadczenie. Ono jest odpowiedzią.

Jarosław Mikołajewski, Terremoto,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

I wracają z uporem maniaka, więc upuszczam je tu. W drodze, w której jestem. W drodze, w której jest Georginia. Reksio! Dla nas.

Uśmiecham się na samo wspomnienie domowych konsekwencji naszych pierwszych pogaduch. Tak, są takie kwestie, w których rozumiemy się bez słów, nawet jeśli pięć godzin to mało, by się nagadać. Nie udało mi się wtedy wytłumaczyć tego zjawiska Sadownikowi.

mój aktualny stan posiadania: