niedziela, lipca 17, 2022

4698. Z oazy (XXXIX)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Wypatrzylam ją w listopadzie zeszłego roku i od razu wiedziałam, kto musi ją dostać na naj­bliż­sze urodziny. Wystarczyło tylko po­cze­kać do lipca. Chyba jestem nienaj­gor­sza w czekaniu. Nie zająknęłam się ani sło­wem, nie dałam po sobie nic poznać, nim nie przyszedł właściwy czas. Po dro­dze zgu­bi­łam Autora, zgubiłam tytuł, pamiętałam tyl­ko ilustrację z okładki. Odna­la­złam, bo sprawdziłam, jakie książki czytałam w li­stopadzie.

Jej urodziny były powodem, by nie tylko Ona miała tę książkę, mam i ja. Napisać, że piękna i mądra, to nic nie napisać. To zupełnie nie szkodzi, by się nią cieszyć.

Failure can be disappointing, and even heartbreaking, but the story doesn’t end there. Because failure has so much to offer. It’s necessary step to learn­ing, to growing, to getting better. It can show us how badly we want some­thing—and how hard we are willing to work to get it. It challenges us to be brave, to take heart, and to try again.
 //  z przedniego skrzydełka okładki

*

“When we make it safe to fail,
 we make it safe to succeed.”

*

*

*

“And I’m grateful for every one of
 them [my failures] because they helped me become
 who I am today.”

*

But if I were honest, I wanted to believe I could.

So, even though I worried that I wasn’t good enough,
I decided to try again.

Kobi Yamada, Trying, ilustr. Elise Hurst,
Compendium, Seattle (WA) 2020.
(wyróżnienie własne)


“The truth is, we are all failures.
 The dreamers, the doers, the creators...
 Being a failure means you loved something.
 You cared. It means you stepped forward,
 you didn’t hold back, you tried
.”

(tamże)

*

4697. Panna cotta (XLVI)  //  Z oazy (XXXVIII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. A w zasadzie ostatnie dwie trzecie „raz”, bo chodzi o dwa ostatnie opowiadania. Książka była strzałem w dziesiątkę, by zacząć czytać proste teksty dla nie­dzie­ci. To były dla mnie nie tylko trzy ciekawe historie, ale prze­de wszystkim orgia na temat czasowników w czasie teraźniejszym i przeszłym, trybu rozkazującego oraz okoliczników czasu i miejsca. Coś pięknego!

Gdyby ktoś, nim przeczytałam tę książkę, zaproponowałby mi posłuchanie Toto Cutugno, powiedziałabym: nie znam. I skłamałabym, bo piosenkę L’italiano znam od dziecka (jako melodię), choć oczywiście nie wiedziałam, jaki tytuł ma piosenka i kto ją śpiewa. Teraz już wiem, ale łomolę inną piosenką Toto.

As a teacher, I always encourage and support those who strive to learn.

*

The main goal, of course, will be to read the whole book to the end […].
 //  Giovanni Ducci, Introduction.

*  *  *

     — Studi? Lavori? Che fai? Cosa ti piace?
     — […] studio arte. Mi piace […] mi piacciono i datteri… amo Modigliani. Adoro […].
       [ — Studiujesz? Pracujesz? Czym się zajmujesz? Co lubisz?
          — […] studiuję sztukę. Lubię […] lubię daktyle… kocham Modigliani’ego. Uwielbiam […].]

*

Signore e signori, facciamo un grosso applause a Toto Cutugno!
     […]  Stasera ascolteremo una bellissima canzone da un anno fa, si chiama L’italiano.
       [Panie i panowie, powitajmy oklaskami Toto Cutugno!
          […]  Dziś wieczorem wysłuchamy jednej z przepięknych piosenek zeszłego roku, jej tytuł brzmi L’italiano.]

*

Cos’è l’arte? È difficile rispondere. Forse è qualcosa che produce un’emozione.
       [Co jest sztuką? Trudno odpowiedzieć. Może jest to wszystko to, co wywołuje emocje.]

Giovanni Ducci, Cacciucco con 5 c
[w:] Italian Short Stories, Roma 2021.
(wyróżnienie własne)

     — Ah, vedo che le notizie corrono.
     — Le notizie corrono e le brutte notizie volano.
       [ — O, widzę, że wiadomości szybko się rozchodzą.
          — Wiadomości się rozchodzą a złe wieści latają.]

*

     — Facciamo una prova. Se domani Marylin Monroe ti invita a cena, tu che cosa fai?
     — Io accetto l’invito, naturalmente.
     — Ma no! Non devi accettare, devi rifiutare.
     […]
     — Pero se domani Marylin Monroe ti invita a cena e tu accetti, sai che succeede?
     — Che succeede?
     — Succede che durante la cena bevi troppo vino e le parli del nostro progetto. […] Così il giorno dopo, gli americani scoprono il nostro segreto.
       [ — Zróbmy próbę. Jeśli jutro Marylin Monroe zaprosi cię na kolację, co zrobisz?
          — Przyjmę zaproszenie, naturalnie.
          —Ależ nie! Nie wolno ci przyjąć zaproszenia, musisz je odrzucić.
          […]
          — Ale jeśli jutro Marylin Monroe zaprosi cię na kolację, a ty przyjmiesz zaproszenie, to co się stanie?
          — Co się stanie?
          — Podczas kolacji wypijesz za dużo wina i opowiesz jej o naszym projekcie. […]  W ten sposób dzień później wszyscy Amerykanie będą znać nasz sekret.]

Giovanni Ducci, Programma 101
[w:] Italian Short Stories, Roma 2021.
(wyróżnienie własne)

Toto Cutugno, Solo noi.

4696. 198/365

trudno spotkać mężczyznę, którego kocham. wyjechany, za­ro­bio­ny lub zmęczony, stara się wyrobić między nie­skoń­czo­ną licz­bą tyczek, które sam rozstawił sobie dodatkowo na tra­sie, by zadowolić swoje demony.

odmówiłam definitywnie kibicowania.

198/365

sobota, lipca 16, 2022

4695. 197/365

nie lubiłam go — był powodem wielu (eufemizm!) moich oso­bi­stych dramatów, problemów i kłopotów. szcze­gól­nie gdy za­cho­ro­wał. od dziś jest moim przyjacielem — mój mózg.

197/365

4694. Samochodowa gra (II)

Na dwupasmowej drodze nie gra się w starą, dobrą grę. Wymyśliliśmy nową. Po­trzeb­ny jest rekwizyt w postaci spotify-a. Jeden gracz wybiera piosenkę. Drugi prze­bi­ja ta­ką piosenką, która pod jakimś względem jest „bardziej”. Potem znów pierwszy gracz, i dru­gi, i pierwszy, i dru­gi… aż dojedzie się do celu podróży. Skojarzenia z epo­ki lub dotyczące zastosowań utworu bardzo mile widziane. Odgrzaliśmy takie kawałki, któ­rych od dziesięcioleci nie słyszeliśmy.

Jabłoń:
(szuka utworu, by przebić)
Mam! Ale nie pamiętam artysty,
nie pamiętam tytułu utworu…
grał na saksofonie sopranowym.

Sadownik:
To ten podobny kształtem do klarnetu?

Jabłoń:
Tak.

Sadownik:
Kenny G.

Kenny G., The Moment.

*

(gra Mr. Big)
Jabłoń:
(szuka utworu, by przebić)
Mam tego muzyka przed oczami!
(po chwili znajduje)
Wiem!

Sadownik:
(nim wybrzmią pierwsze takty)
Alice Cooper!

Jabłoń:
Skąd wiedziałeś?

Sadownik:
W podobnym czasie dorastaliśmy…

Alice Cooper, Poison.

piątek, lipca 15, 2022

4693. Panna cotta (XLV)  //  196/365

inny rytm, inna melodia. pociągająca, prze­wrot­na — z punktu widzenia ojczystego ję­zy­ka — diametralnie inna filozofia po­dej­ścia do życia.

nauka języka obcego jest dla mnie tańcem umysłu i serca wokół zna­czeń, światów i moż­li­wości, tworzonych przez słowa i dźwięki.

196/365

Lucio Dalla, Attenti al lupo.

wtorek, lipca 12, 2022

4692. 193/365

od lat nie zgadzają się co do natury tego dnia. były narzeczony obchodził dziś dziewiętnastą rocznicę ślubu. była narzeczona przy tym samym stole świę­to­wa­ła pierwszy dzień dwudziestego roku małżeńskiego życia na dobre i na złe, by na dobre im wyszło.

193/365


poniedziałek, lipca 11, 2022

4691. Nożeż!

Typ. A w zasadzie typka, bo zachowanie to jest głównie prezentowane przez kobiety. Nie znoszę, nie szanuję, gardzę. A ona swoje: „co ludzie powiedzą”, nieuczesana, nie­umalowana, niewyprasowana nie wyjdzie nawet na korytarz klatki schodowej. Kura przez wu! Naprawdę?

Obie niewerbalnie odpowiadamy sobie nawzajem na pytanie dotyczące tej samej materii tymi samymi słowami zakończonymi znakiem zapytania, choć każda z nas ma na myśli zupełnie co innego:
     — Chyba żartujesz? — pyta ona.
     — Chyba żartujesz? — pytam ja.
      Nie mieści nam się w głowie — jej, że mam to i owo gdzieś; mi, że ona śmier­tel­nie poważnie do tego i owego podchodzi. Naprawdę!

W większości wypadków gumuję się z interakcji z typkami, ale korzonki, odrosty, na­roś­la i wyjścia brak, gdy nie wolno użyć relacyjnej piły tarczowej. Czując przez skórę nadciągającą dyplomatyczną trudność, antycypując spotkanie z typką, chcąc sobie pomóc choć odrobinę, zapytałam:
     — Jabłonko, kura przez wu, o co tak dokładnie ci chodzi?

Wlazłam w taką, co ważne dla niej, co ludzie powiedzą, co musi być uczesana, umalowana, wyprasowana, grzeczna, gładka, miła, uległa, dobrocią ociekająca, pozornie dbająca o wszystkich. I? I? I zadziwienie!

Ta, co w nią wlazłam, musi tak, bo… to daje jej bazowe poczucie bezpieczeństwa. Kura przez wu! Naprawdę? Naprawdę!

I dotarło do mnie, że ja mogę sobie pozwolić na brak zainteresowania tym, co ludzie powiedzą, na permanentne nieumalowanie, zamawianie bałaganu na głowie u fry­zje­ra i nieprasowane to i owo, bo jestem… silna i mocna. Moje bazowe poczucie bez­pie­czeń­stwa zbudowane jest na czymś innym.

Nie znoszę, nie szanuję, gardzę. Już tego nie czuję. W końcu rozumiem, o co chodzi. I naprawdę lubię być mocna i silna.

niedziela, lipca 10, 2022

4690. U Białego Kruka (XCV)

Głowy do nazwy tego dania nie mamy. Biały Kruk zapytał: zjesz la cucarachę? Doskonale wiedziałam, o co chodzi — pewnie, że zjem karalucha!

Danie, nazywane w Małej Danii la cucaracha i ka­ra­luch, w świe­cie nosi nazwę: szakszuka, doklikałam się, i jest pyszne.


Biały Kruk przygotował i podał.

Wczorajsze spokojne, ciepłe śniadanko z Białym Krukiem. Przy najbliższej okazji poproszę o powtórkę.

4689. Z oazy (XXXVII)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Dziś to ciut nieświeży numer Polityki, ale kilka zdań z niego wyjętych trafia bar­dzo precyzyjnie w sedno i nijak się nie prze­ter­mi­nu­je, jeśli chodzi o kontakt z oso­ba­mi żyjącymi z nieuleczalnymi i da­ją­cy­mi po­pa­lić chorobami. Muszę te słowa tu mieć zawsze pod ręką, bo zdrowym ludziom pro­ściej tego nie da się zakomunikować.

Chodzi o to, żeby nie dodawać cierpień cierpieniu. Chodzi o to, żeby za­cho­wać spokój w niepokoju, nie panikować w panice, nie płakać w morzu łez. Być blisko przy kimś, kto jest daleko.

Krzysztof Siwczyk, Dobra śmierć,
Polityka, 27/2022.
(wyróżnienie własne)

Klik, klik. Bio autora. Klik, klik, spróbujmy. Poeta-dzieciak, ale wiersze jeszcze nie dla mnie, za dorosłe, za dużo mroku prowadzącego w nieznane, choć już jestem da­le­ko. A może tylko mam wystarczająco dużo swojego mroku powszedniego?

więc to już wymarsz wyjście
w kierunku przed siebie za chodzikiem

*

pod piaskiem pod ziarenkami piasku podróżują
niejasne rysunki palcem czyjeś brewerie
fantasmagorie bohomazy którym nadajesz oto kształt
siedząc najspokojniej w świecie z wiaderkiem i przesypujesz

jakby już wszystko było policzone na poczet przemiany

*

zapalczywa wola posiadania przedmiotu
piłki ostu mniejszych nieco rzeczy do zjedzenia
organizuje oto tu przygody podmiotu
wyznacza ich ruchomy horyzont
gdy nic nas nie rozumie nikt
nie mówi że ma to inne znaczenie

*

[…] na widoku czujnego spojrzenia
które chce wierzyć że może kończyć się dłużej lub inaczej

*

katalogi wynaturzeń na meblach w poczekalni
mają dziś nowe wydania wydzierasz z nich strzępy
obrazków wkładasz je jako zakładki do historii
paru apokalips […]

*

Głos 1:
Mogę się przydać jeszcze
Głos 2:
Mało tego, przydarzyć
Głos 1:
Mało tego, darzyć

*

czego się nie dotknie emanuje koniecznym sensem jak miło
widzieć zabawy kompasem z listka w nich odbywa się
wyraźna gra wtajemniczeń z jakiej dawno wypadłem
wprost w samotne rozdania nadziei gdzieś na marginesach nocy

*

skąd wiesz gdzie najlepiej się udać nie pytam
tylko idę w twoje ślady znikania z drugiej strony
jestem winny ci wyjaśnienia bez których się obędziesz

*

w twoim kierunku udaje się kiełek starca pchany zefirem

*

brzydliwe następstwa oczywistych zawierzeń
zostają daleko za nami kiedy wychodzimy
w otchłanną przejrzystość końca kalendarzy
jest jakby wszystko możliwe ponownie
stawia kroki jakieś ja mówi gdzie iść wyraźnie
po imieniu pozostaje echo […]

*

spadnie w studnię czasu z dna gramatyk bo jak inaczej
wrócić z dokądkolwiek wypisz wymaluj nijak

Krzysztof Siwczyk, Jasnopis,
Wydawnictwo a5, Kraków 2016.

światło kroczy między wersami nie mi
pisanymi tylko tobie pewnie się powiedziało
że nic za tym nie idzie choć nawraca

*

pozwól się zabrać do czego prowadzisz

*

prowadź jasno do celu nim jesteś pisana nie oglądaj się
nie ma za czym masz to przed sobą kochana

*

nie przejmuj się i przyjmij do wiadomości brak dramatu

(tamże)

4688. Z oazy (XXXVI)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Ha! Czekałam na tę książkę bardzo. Czekając, nie miałam żadnych trudności z utoż­sa­mie­niem się i z ku­la­wą kaczką, i ślepą kurą.

O czym jest ta książka? O demonach, które nas ograniczają lepiej, bardziej i mocniej niż ewentualne, towarzyszące nam na co dzień niepełnosprawności. O lekarstwie, a w zasadzie lekarstwach na demony — niebywale skutecznych lekarstwach.

     — Gdzieś na świecie — szepcze kura — jest miejsce, w którym spełniają się najbardziej sekretne marzenia. Idziesz ze mną?

*

     — […]  No więc, gdzie to jest?
     — Nie mam pojęcia — mówi kura. — Ale jak tam dojdę, od razu będę wie­działa. Najważniejsze, żeby ruszyć w drogę.
     — Jednak się rozmyśliłam! — Kaczka cofa się szybko. — Przecież tak po prostu nie pomaszeruję w nieznane.

*

[…]  do celu najszybciej dochodzi się małymi kroczkami.

*

     — […]  Dlaczego nie mogę sobie przypomnieć własnego marzenia?
     — To znaczy, że nie jest już takie ważne.
     — Ale jak to?
     — Kto rusza w podróż, ten się zmienia — mówi słodkim głosem kaczka. — Więc twoje marzenia też się zmieniły.

*

     — Wiesz, co mi w tobie przeszkadza? — pyta cicho.
     — Co?
     — Nic.


Ulrich Hub, Kulawa kaczka i ślepa kura,
ilustr. Jörg Mühle, przeł. Eliza Pieciul-Karmińska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

4687. Z oazy (XXXV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Wypatrzona przy zamawianiu tamtej szpa­ga­ci­ko­wej książki. Jedna z ilustracji, po­da­na jako przedskoczek wrażeń z lektury całości, napuściła na mnie świadomość. Klik, klik i troszkę czekania. Nie było wyjścia.

Niby dla dzieci, ale mur budzi skojarzenia z rzeczywistością konstruowaną na polskiej granicy przez małych ludzi.


Uwielbiam zjadać MOJE szyszki
w cieniu MOJEGO drzewa.

*


A gdyby pewnego dnia ktoś uznał, że MOJE drzewo
nie jest MOIM drzewem, lecz JEGO drzewem?

*


Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że szyszek wystarczy
dla wszystkich, a cienia wystarczy dla dwojga.

Ale dobrze wiemy, jak to się skończy, drzewo należy do wszystkich,
szyszki należą do wszystkich, cień należy do wszystkich.

*


A może nawet wybudować mur.

*


Może za tym murem
jest las pełen drzew
całych obsypanych szyszkami.

*

Olivier Tallec, To jest MOJE drzewo,
przeł. Dorota Hartwich,
Wydawnicwto Druganoga, Warszawa 2022.

sobota, lipca 09, 2022

4686. 190/365

w błogokurzu*, poplamiona radością**,
wśród zacieków szczęścia***.

obniżyłam drastycznie poprzeczkę czy loty? czy może tylko uparcie delektuję się drobiazgami, pasę się szczegółami, karmię się smaczkami tak szybko przemijających chwil?

190/365

__________
    *   nie każdego przecież będzie jarać zdanie, którego oso­bi­sty urok jest nieprzekładalny na język polski: ha letto un libro a letto [przeczytał_a książkę w łóżku].
   **  oczadziałam z powodu kilku książek dla dzieci i jednej dla każdego.
  *** przyznałam się nie tylko przed sobą, że są ćwiczenia, których nie lubię, nie znoszę, nienawidzę i nie polubię. bo frustrują bezgranicznie, odzierają niemoc do gołej kości, nie prowadzą prostą drogą do lepiej, niczego nie obiecują, nie dają żadnej gwarancji. Rysia na to opowiedziała mi o swo­im zdrowym (to ważny detal) znajomym, który niena­wi­dzi biegać, ale robi to od lat i będzie robił, dopóki będzie mógł, bo… kocha stan po bieganiu. lżej robić te wszystkie paskudztwa, bo ja też kocham stan, gdy mam je zrobione.

*

Znalazła mnie więcej niż miesiąc temu. Zaskoczyła tak pięknie, ale nie językiem, bo po francusku umiem tylko: dzień dobry, do widzenia, d'accord i jednym mięsem rzucić. Nie prze­szka­dza mi, że ni w ząb nie rozumiem nic z tekstu. Wszystko to, co dzieje się w tle, wszystkie niewerbalne detale pasą i karmią mnie wciąż i bardzo. Sadownik zdziwiony łomoleniem niewło­szczy­zną znalazł ładną polską wersję: Ty i on, i ja, tańczmy

HK, Danser encore.

niedziela, lipca 03, 2022

4685. Chwila


4684. Z oazy (XXXIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Czysty przypadek i chwilowy brak wkurwu na brak wersji elektronicznej książki sprawił, że klik, klik i poczekać. Skoro dobrze wi­dzą­cy ludzie ciągną się w euro­pej­skim ogonie czytelnictwa, czemu dzieci sła­bo­wi­dzą­ce w kraju nad Wisłą miałyby samodzielnie czytać? Logiczne chyba, nie!

Boska w swej delikatności jest ta książka. Po przeczytaniu słów: „to oznacza koniec świata” przyszło mi do głowy, że każdy dojrzały człowiek ma w swym życiu za sobą przynajmniej jedno doświadczenie biblijnego potopu. Na swoją arkę Noego, umożli­wia­jącą przetrwanie i rozpoczęcie życia od nowa, mógł zabrać tylko swoje poranione serce, wrażliwość i nadzieję na ciut lepsze jutro. Życie przecież potrafi bujać aż do objawów choroby morskiej, nie ma co.

     — Co jeszcze? — dopytują się pingwiny.
     — Lód.
     — Co jeszcze?
     — Śnieg.
     — Co jeszcze?
     — I lód, i śnieg, i śnieg, i lód, i lód…
     — Jak myślisz, kto to wszystko stworzył?
     — Bóg? — pyta mały pingwin niepewnie.
     — Właśnie! — przytakują oba pingwiny. — I co na to powiesz?
     — W tej okolicy nie wymyślił zbyt wiele.

*

     — Motyl!
     Z radości pingwiny aż podskakują i zachwycone klaszczą w skrzydła [skrzydłami]. Dopiero dużo później dowiedzą się, że pojawienie się tego motyla była początkiem ogromnej katastrofy.

*

     — A co to za kary?
     — To niespodzianka. — Oba pinginy wymieniają między sobą spojrzenia i uśmiechają się złośliwie. — Być może Bóg nie miał zbyt wielu pomysłów przy stwarzaniu naszej okolicy, ale jeśli chodzi o kary, ma sporo fantazji.

*

Nagle arką mocno szarpie. Statek zaczyna się huśtać. […]  Trzęsąc się ze stra­chu, pingwiny obejmują się mocno. Ze wszystkich stron dochodzą okrop­ne wrzaski. Słychać: ryk niedźwiedzi, beczenie owiec, kwiczenie świń, trąbienie słoni, gęganie gęsi, krzyki małp, meczenie kóz, rżenie koni, uja­da­nie psów, pianie kogutów, kumkanie żab, gdakanie kur, pohukiwanie sów, syczenie węży, bekanie hipopotamów, milczenie saren, muczenie krów, wy­cie wilków, miauczenie kotów — krótko mówiąc: ogłuszający hałas.

     — Gdzie my jesteśmy?
     — Jesteście na samym dnie — szepcze gołąb — w brzuchu arki.

*

     — Kiedy to oznacza koniec świata.
     — Właśnie to jest zamierzeniem Boga. — Gołąb wyciąga z torby bu­te­lecz­kę, odkręca zakrętkę i pociąga potężny łyk. — Bóg chce zniszczyć całą zie­mię, by potem jeszcze raz zacząć od początku.

*

[…]  trudno jest być wściekłym na kogoś,
kto nic dla nas nie znaczy.

*

Od tego dnia gołębia i pingwina zupełnie nie da się rozdzielić. Wprawdzie zdarza się, że jedno czy drugie zwierzę robi im przytyki, dając do zro­zu­mie­nia, że taka mieszana para jest kompletnie nie w porządku. Przede wszyst­kim grzechotniki zaglądają do nich regularnie i tłumaczą, że Bóg z ca­łą pewno­ścią nie chciał takiego związku. Ale gołąb i pingwin wcale się tym nie przejmują. Bo przecież tymczasem bardzo się polubili!

Ulrich Hub, O ósmej na arce,
ilustr. Jörg Mühle, przeł. Anna Gamroth,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Miłość liczy się tylko wtedy, gdy obdarowuje się nią dobrowolnie.

(tamże)

4683. Panna cotta (XLIV)  //  Z oazy (XXXIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa, dwa i jedna trzecia. Nauczyciel prawie miesiąc temu podsunął mi tę lekturę pod nos. Cierpliwie na mnie czekała. Upał przesunął ją na wierzchołek książek i książeczek do przeczytania, a gdy się za nią wzięłam, otwo­rzy­ły się nowe drzwi.

Na wściekły upał zeszłego tygodnia Sadownik aplikował mi: klimatyzator, wiatrak i arbuza. Nie ruszałam się z łóżka. Dużo snu i dużo literek układanych po włosku pozwoliło mi nie stać się permanentną ofiarą temperatury.

Chyba przyjdzie mi przeprosić się z self-publish-ingiem, bo to właśnie dzięki tej formie publikowania utworów dobrze się bawiłam. Wróć, wciąż dobrze się bawię, bo przecież klik, klik, by coś sprawdzić w kategorii książki, umiem zrobić jak mało kto.

     — Ciao, amore mio.
     — Carlotta, venti minuti per scendere! Devo sempre aspettare.
     — […]  noi italiani siamo spesso in ritardo.
     — Ma tu hai detto: “scendo subito”.
     — Per noi “subito” significa: presto, fra poco.
       [ — Cześć, kochanie.
          — Carlotta, dwadzieścia minut, by zejść na dół! Zawsze muszę czekać.
          — […]  my, Włosi, często jesteśmy spóźnieni.
          — Ale powiedziałaś „natychmiast schodzę”.
          — Dla nas „natychmiast” oznacza: niedługo, za chwilę.]

*

     — […]  chi è l’inventore del telefono, Bell o Meucci?
     — Lo sanno tutti ce il vero inventore del telefono non è né Bell né Meucci, ma è [Innocenzo Vincenzo Bartolomeo Luigi Carlo] Manzetti.
       [ — […]  kto jest wynalazcą telefonu, Bell czy Meucci?
          — Wszyscy wiedzą to, że prawdziwym wynalazcą telefonu nie jest ani Bell, ani Meucci, ale Innocenzo Vincenzo Bartolomeo Luigi Carlo Manzetti.]

Giovanni Ducci, Pronto, sono morto!
[w:] Italian Short Stories, Roma 2021.
(wyróżnienie własne)

*  *  *

*

     — Come? Puoi ripetere?
       [ — Jak? Możesz powtórzyć?]

*

Nessuno risponde.
[Nikt nie odpowiada.]

*

     — Libero, io esco a fare spese.
     — Ah sì, dove vai?
     — Al supermercato. Voglio comprare qualcosa da mangiare.
     — Allora si dice “fare la spesa”, non “fare spese”.
     — Va bene, vado a “fare la spesa”. Vuoi qualcosa?
     — Sì, della frutta.
       [ — Libero, wychodzę połazić po sklepach (tzw. shopping).
          — Ach tak, gdzie idziesz?
          — Do spożywczaka. Chcę kupić coś do jedzenia.
          — W takim razie mówi się „robić zakupy”, a nie „idę na zakupy”.
          — OK, idę zrobić zakupy. Chcesz coś?
          — Tak, trochę owoców.

Giovanni Ducci, Pasta per due,
Alma Edizioni, Firenze 2017.
(wyróżnienie własne)

     — Minni! Che fai qui! Sei matta!
       [ — Minni! Co tu robisz! Oszalałaś!]

(tamże)

*

4682. Z oazy (XXXII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Ta książka nie ma nic wspólnego z językiem włoskim, choćby nie wiem, jak bardzo Drzewko zachwycało się ostatnimi trzema literami tytułu. Czas teraźniejszy, czaso­wni­ki regularne — druga osoba liczby mno­giej w języku włoskim ma odpowiednio koń­ców­kę: -ate, -ete lub -ite, a Drzewku wszystko, jeśli tylko może kojarzyć się dobrze, kojarzy się z językiem włoskim lub psychologią procesu. I dobrze, że skojarzenie nietrafione podjęło decyzję.

To drobiazg wydawniczy z serii self-publishing-u, co przegapiłam, nabywając. I dobrze, że rozstrzepanie wzięło górę.

Bardzo dobrze, bo kilka wspaniale ułożonych literek wyjęłam z tej książeczki. O kim pomyślałam przy pierwszym cytacie? Nie, żaden Włoch nie przyszedł mi do głowy! Rodzimy ludzki owoc — aż trudno uwierzyć, że miłości — przyszedł mi na myśl. Jego nienawiść czyni go jeszcze mniejszym, niż wskazywałby na to jego wzrost. Mały, śmieszny człowiek, organizujący nam mało śmieszne środowisko do życia.

Nie ma co się łudzić, „mały”, który pielęgnuje w sobie złe uczucia nigdy „wielkim” się nie stanie.

*

W całej historii religii, począwszy od biblijnych wojen, nieuspra­wie­dli­wio­nej rzezi innowierców przez krzyżowców, aż do terroryzmu w naszych cza­sach — występuje przemoc. Czy to są muzułmańscy samobójcy, wojownicy Al-Kaidy, czy żydowscy ekstremiści lub chrześcijańscy fundamentaliści: wszyscy oni nie przestają snuć apokaliptycznych marzeń. Mimo przesłania, jakie zawarte jest w Piśmie Świętym Miłuj bliźniego jak siebie samego, prze­moc towarzyszy religiom jak cień. Można wysnuć wniosek, że religie potrzebują przemocy, by istnieć, a przemoc potrzebuje religii, by się usprawiedliwić.

*

[…]  religia może stanowić jedynie pretekst, szczególnie, że jest zwią­za­na z bogactwami naturalnymi (ropa, gaz, woda, kobiety). To, co łączy muzuł­mań­skich, chrześcijańskich, żydowskich ekstremistów, to nie­nawiść do świec­kie­go społeczeństwa.

*

Byłem tam i zapewne dużo widziałem, ale nie pamiętam, bo bardzo się śpieszyłem, by zobaczyć wszystko.

*

Niepowtarzalność, kruchość życia, perspektywa śmierci odbija się jak w lu­strze i powstaje pytanie czy Nicość przygląda się Istnieniu czy Istnienie Nicości.

*

Zasada parmenidejska głosi, że nic nie może powstać z niczego, a to, co jest, nie może przestać być.

*

Może Nicość to czysta objętość bez granic a może jest to pojęcie bez­sen­sow­ne. Może Nicość nie istnieje. W matematyce Zero nie jest nicością tylko wyznacznikiem równowagi.

*

Doświadczamy wolności, gdy stajemy się świadomi tego, po co zostaliśmy wrzuceni we wszechświat. Świadomi życia i śmierci. Radości i bólu. Nader wszystko świadomości tego, że jak będzie wyglądało nasze życie zależy tylko od nas.

*

Ludzie dzielą się na dwie kategorie: na szukających sensu życia i nie­znaj­du­ją­cych go, oraz na tych, którzy go znaleźli, nie szukając.

*

Póki nasz świat jest poukładany, póki nic się nie wali nie za­sta­na­wia­my się nad sensem i celowością życia, mimo że ma­my wewnętrzną potrzebę posiadania takiego sensu.

*

Wolność jest przerażająca, a to, dlatego, że jej nie znamy. Mamy tylko wyobrażenie o wolności.

*

Czy to z miłości do siebie wiążemy liny do palika, żeby nie zgubić się w życiu czy też ze strachu, że możemy chcieć od­rzu­cić oczekiwania innych wobec nas i zacząć życie po swojemu.

Monika Ewa Drausal, Varietate,
Ridero, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Racjonalizacja dorosłych sprawia, że z życia znikają rze­czy, które dają radość i są siłą twórczą. Presja i ocze­ki­wania świata zabijają spontaniczność i wy­mu­sza­ją powagę.

*

Czasem wystarczy zatrzymać się i posłuchać, co się ma do powiedzenia.

(tamże)

sobota, lipca 02, 2022

4681. 183/365

wszystkie karty z rąk mi wypadły, gdy świa­do­mość walnęła pięścią w stół, by zaraz po­tem z ciszy wydobyć tylko jedno pytanie:
     — jakim swoim darem nie dzielisz się z in­ny­mi? bo przecież ewidentnie się nie dzielisz, skoro on nie wzrasta, nie rozkwita, a ty sama nic o nim nie wiesz — dodała.

183/365

[suplement pikselowy: 25.08.2022]

środa, czerwca 29, 2022

4678. 178–180/365

wczoraj i przedwczoraj na ścia­nie w sy­pial­ni o piątej rano nie­win­nie umie­szcza­ło szki­ce z roś­lin­ny­mi mo­ty­wa­mi. potem już tylko bez­sze­lest­nie zabijało (który już dzień?). dziś (chwilowo) już nie.

178–180/365

czwartek, czerwca 23, 2022

4677. Czekariat (XXV)

Zachwycając się tym zdjęciem, zastanawiałam się, jak długo będzie cze­ka­riu­szem. Okazało się, że niedługo. Piękno przyciągnęło szybciutko piękno i za­klę­tą w literki mądrość.


fot. Saxifraga.

[…]  nie martw się o przegraną.
Jeśli tak ma być, to tak będzie —
najważniejsze, żeby się nie spieszyć.
Dobre rzeczy nigdy nam nie umykają
.

John Steinbeck
(1902–1968)

środa, czerwca 22, 2022

4676. Panna cotta (XLIII)  //  173/365

il nostro amore è un po’ vecchio.
anch’io, anche Sadownik. che fortuna!*

173/365

__________
  * nasza miłość jest troszkę stara.
tak jak ja i Sadownik. co za szczęście!

*

Trzeci tydzień nie wypuszczam z rąk dwóch piosenek. Potrze­buję upuścić choć jedną (druga), by zrobić miejsce na nową dostawę, która mo­że już dziś. Jeden z moich ulubionych poetów, wra­żli­wy ob­ser­wa­tor świata odmienia Włochy nie tylko przez przy­pad­ki, mia­sta czy poetów, ale również przez architekturę, sztu­kę i mu­zy­kę. Dzieli się tą ostatnią w co­śro­do­wych audycjach radio­wych. Tę piękną pio­sen­kę o nie­mło­dej miłości wyjęłam z tej świeżutko odkrytej (dobrą chwi­lę temu) audycji i… łomolę.


Ex-Otago, Solo una canzone.

abbracciami per favore
a te posso dire tutto
tutto ciò che sento

wtorek, czerwca 21, 2022

4675. Panna cotta (XLII)  //  Z oazy (XXXI)

Doczytałam w stopce redakcyjnej, że mój egzemplarz należy do jede­na­ste­go wy­da­nia tej książki. Urodzinowa traktuje o złości. Choć model radzenia sobie z nią — idź do swojego pokoju, wróć, jak się uspokoisz — trąci myszką, to samo przedstawienie złości jest fantastyczne i ponad­cza­so­we. Kamieniem mogą rzucić tylko ci, któ­rych w dzieciństwie nauczono dobrego sposobu radzenia sobie z nią. Nie znam zbyt dużo ta­kich, dlatego tytuł prze­tłu­ma­czyłam dla niedzieci dość pojemnie, bo duzi też sobie średnio ze złością radzą.

I pomyśleć, że przydział na jedną włoską książeczkę w tym miesiącu nie został prze­ze mnie jeszcze wykorzystany. Z tego, co wiem, to jeszcze nie koniec urodzi­no­wych li­te­rek. Potrzebuję tylko poczekać, ale z każdym dniem jest tego czekania coraz mniej.

[RRRRRRRHAA,
 COŚ pojawiło się nagle.]

*

[     — Cześć — mówi COŚ. — Co robimy?
       — Ww… wszystko, co chcesz — odpowiedział Roberto.]

[     — Rozumiesz? Przestań!]

*

[I moja ulubiona książka!
 Ma sponiewierane wszystkie strony, / biedaczka.]

[Teraz, / tak jest lepiej.]

Che rabbia!
[Co za wkurw!]

Mireille d'Allancé, Che rabbia!,
z j. francuskiego przeł. Anna Morpurgo,
Bababum di Babalibri, Milano 2019.


[     — Tato, zostało trochę deseru?]

(tamże)

*

4674. Z oazy (XXX)

Po tę książkę sięgnął zachwyt okładką i ciekawość dotycząca wątków plecionych bliskimi re­lacjami — tymi z wyboru i tymi, z których nie można się wymiksować. I był to strzał w dziesiątkę, w szczególności jeśli chodzi o relacje rodzinne, te nie z wyboru. Dla mnie to książka o tym, że ludzie najczęściej mają dobre intencje i sta­ra­ją się, jak tylko mogą. A nieporozumienia? Czasem te grube, często te przez dzie­się­cio­le­cia omijane, biorą się w szczególny sposób z tego starania.

Zakończenie historii? Takie, jaki lubię najbardziej.

Znajdziecie rozwiązanie. Nic nie jest jeszcze stracone, o to mi chodzi. Nic nigdy nie jest stracone. Albo nic nie jest stratą, albo jest nią wszystko. Ale wam dwóm mogło się przydarzyć coś gorszego niż to, że ty stałeś się częścią życia Mike’a, a on stał się częścią twojego życia. Rozumiesz?
     Rozumiem.
     Więc nie martw się.

*

[…]  próbował robić to samodzielnie, ale potem się podda­wał. Prawie przez cztery tysiące dni swojego życia.

*

No właśnie, mówi Mitsuko. Więc powiedz mu o tym. Użyj dokładnie tych słów.
     I wtedy zmieni zdanie?
     Tego nie wiem. Może być bardzo różnie. Ale podejmie taką decyzję, jaką będzie chciał, a nie taką, jaką wydawałoby się mu, że tylko powinien pod­jąć. Albo taką, która jest po prostu najłatwiejszą ścieżką w wędrówce naprzód.
     Poradzisz sobie, mówi Mitsuko. Wszystko będzie dobrze. Przyrzekam ci.
     Może i tak.
     Na pewno.

*

Mówisz bez sensu.
     Po prostu nie chcesz go dostrzec.

*

Na razie nic mi nie trzeba.
     Jasne. Ale czasami odpowiednia chwila po prostu mija.

*

To tyle. Ważne, że wiesz. I ważne, że ja wiem, że ty wiesz.
     Wiem, odpowiadam.

*

Nie wiem, co ojciec by zrobił.
     Zaakceptowałby to albo nie. To nie zależy od ciebie.

*

Ważne chwile nigdy nie są ważne w tym momencie, kiedy, kurwa, przychodzą.

*

Zmilczałem to. Ale pomimo wszystko nastawiłem uszu.
     Nie było jednak czego słuchać.
     Więc staliśmy tak, słuchając niczego.
     Jak gdyby czytając mi w myślach, Eiju odezwał się: Cisza to także dźwięk.
     Będzie ci jej brakowało, kiedy zniknie, dodał i popił piwo.

*

[…]  wszyscy mamy bardzo niewiele czasu, dodałem. Wiesz? I bardzo bym nie chciał, żebyś go zmarnował.

*

Co teraz? zapytałem i przysięgam bogu, że o mało nie wzruszył ramionami.
     Nic, odrzekł.
     Chodzi mi o to, co ja mogę zrobić, powiedziałem.
     Wiem, o co ci chodziło.
     Wszystkim się wydaje, że mogą zrobić coś więcej, dodał. Ale prawda wygląda tak, że czasami właściwie już to robią.

*

Po prostu przytul go od czasu do czasu. Niech wie, że nie jest przezroczysty.

Bryan Washington, Upamiętnienie,
przeł. Maciej Świerkocki,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Każdy ma kogoś, dla kogo jest szwarccharakterem.

*

To nic nie znaczy, mówię.
     Nic nie znaczy nic, mówi Mike.

(tamże)