niedziela, stycznia 15, 2023

4896. Z oazy (CIV)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Jeszcze ciepła świeżynka wydawnicza (grudzień 2022). Minimum słów, maksimum wrażeń. Zachwyca mnie w tej książce trój­wy­mia­ro­wość każdej postaci, ich ruch, plany i intencje, nastrój, w którym się znajdują. To nie jest książka czy album, lecz księga tysiąca i jednej opowieści, które są tworzone w czasie rzeczywistym, podczas przyglądania się detalom.

Każda strona, każda postać, każdy płatek i patyczek to indywidualne zaproszenie i inspiracja, by dać się porwać roz­rzu­co­nym spinaczom, zapałkom, wykałaczkom czy temu wszystkiemu, co jeszcze wczoraj tworzyło bałagan w szufladzie, a teraz może być początkiem uniwersum. Budzi się uśpiony, dziecięcy zachwyt kamykiem, list­kiem, gałązką.

[…]  details of the natural world: the abundant diversity of shapes, colors, movements, sizes, and forms of each petal, blade of grass, or barren stick.

*

*

*
So, follow the way
nature dreams
within and around you.
It can bring new creativity
and inspiration
for you
and our world.

*

*

*

*

Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures Using Flowers and
Other Pieces of Nature
, Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

I hope these flower figures will inspire you to allow your dreaming pro­cess to influence and enrich your everyday life.

(tamże)

4895. Z oazy (CIII)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. O czym jest ta książka? Po pierwsze, o tym, czego bazowo brak w polskiej debacie publicznej, czyli umiejętności słuchania ze zro­zu­mie­niem, o wo­li usłyszenia, o umiejętności argumentowania i rozróżniania opinii od faktów czy mitów od liczb.

Po drugie, o tym, co nie­ste­ty jest podstawowym składnikiem polskiego życia spo­łecznego: jeśli głos kobiety ma być usłyszany, najlepiej, żeby była ona trzy razy lepiej wy­kształ­co­na niż oponent; musi mieć zdolność pomieszczenia męskiego punktu wi­dze­nia, by być po­trak­to­wa­ną na serio, i być mądrzejszą, by to, co ma do po­wie­dze­nia, w ogóle zostało uwzględnione. Taki mamy klimat.

[…]  Kar­te­zjusz, uwa­żał, że cie­ka­wość jest pierw­szą emo­cją, a wszyst­kie po­zo­stałe po­cho­dzą od niej.

*

KW: Mamy więc dwa różne spo­soby opisu świata. Ten, który ja re­pre­zen­tuję, można opi­sać tak: lu­dzie są, jacy są. Le­piej, aby­śmy wzięli to pod uwa­gę i ure­gu­lo­wali pewne szcze­gól­nie dra­ma­tyczne kwe­stie, niż cią­gle po­wta­rzali, że po­winni być inni. Świa­to­po­gląd ka­to­licki, który ty re­pre­zen­tu­jesz, zre­kon­stru­owa­ła­bym na­to­miast ra­czej tak: to i to uzna­jemy za do­bre, za­tem tak i tak po­winno być.

*

KW: […]  za­miast spie­rać się co do tego, czy mamy do czy­nie­nia z „pło­dami”, czy z „dziećmi nie­na­ro­dzo­nymi”, przyj­mijmy, że roz­ma­wiamy o ży­ciu ludz­kim. W ten spo­sób usu­wamy war­stwę ję­zy­kową sporu, na któ­rej za­trzy­muje się więk­szość dys­ku­sji.

*

KW: […]  Oboje mó­wimy: ży­cie jest wielką, fun­da­men­talną war­to­ścią. Ale ja je­stem skłonna uwzględ­nić inne war­to­ści. Cho­dzi tu o to, że ko­bieta ma w tej sy­tu­acji au­to­no­mię, god­ność, wol­ność. Ty do­dasz pew­nie – wła­sne su­mie­nie. Opo­wia­dam się za za­ufa­niem do dru­giego czło­wieka, jego de­cy­zji, jego su­mie­nia. Ty wo­lisz, aby roz­wią­zać sprawę praw­nie: wolno, nie wolno.

*

KW: […]  ży­cie i wol­ność są ze sobą w trud­nej re­la­cji, cza­sem trzeba przy­znać pry­mat ży­ciu, cza­sem zgo­dzić się na to, by pry­mat miała wol­ność.

*

TT: W te­ma­cie abor­cji mo­żemy, brzydko mó­wiąc, nie­ustan­nie wal­czyć. To tym przy­jem­niej­sze, że przy oka­zji we wła­snych oczach wy­cho­dzimy na jesz­cze bar­dziej spra­wie­dli­wych. Mamy za­tem z jed­nej strony obroń­ców au­to­no­mii ko­biet, z dru­giej zaś obroń­ców cy­wi­li­za­cji ży­cia. A na te­ren eu­ta­na­zji nikt nie wcho­dzi, bo jest on dla wszyst­kich nie­wy­godny.

*

TT: […]  na­sze ży­cie i umie­ra­nie ma zna­cze­nie także dla wspól­noty.

*

KW: Pa­mię­tam, że w trak­cie pro­te­stów po za­ostrze­niu prawa abor­cyj­nego w 2020 roku wiele ko­biet po­wta­rzało w gnie­wie: „Im bar­dziej lu­dzie nie ma­ją po­ję­cia, tym moc­niej uczest­ni­czą w tej de­ba­cie”. A może w de­ba­cie o eu­ta­na­zji wła­śnie trud­niej jest uczest­ni­czyć w mocny, po­la­ry­zu­jący spo­sób, bo wiele osób ma do­świad­cze­nie, jak mó­wisz, opie­ko­wa­nia się osobą cier­piącą, a za­tem nie są chętni, by ła­two fe­ro­wać mo­ralne wy­roki? A w kwe­stii abor­cji brak do­świad­cze­nia skut­kuje ła­twą ra­dy­ka­li­za­cją.

*

TT: Ostat­nio je­stem bar­dzo ostrożny, gdy cho­dzi o uży­wa­nie ostrego ję­zyka, bo nie­stety mam wra­że­nie, że on cał­ko­wi­cie blo­kuje roz­mowę.

*

KW: Po­wie­dzia­łeś, że w twoim świa­to­po­glą­dzie fun­da­men­talny jest sza­cu­nek dla ży­cia – ale nie jest tak, że w moim tego sza­cunku nie ma. […]  ży­jąc, mo­żemy nadać swo­jemu ży­ciu za­sad­ni­czą mo­ralną war­tość, zna­cze­nie, cel. Dla jed­nych to może być głę­boka re­la­cja z ro­dziną i swo­imi dziećmi. Dla in­nych – po­moc in­nym lu­dziom, by­cie po­trzeb­nym wspól­no­cie. Dla jesz­cze in­nych – re­ali­za­cja ta­lentu, na przy­kład za­wo­do­wego. Speł­nie­nie swo­jego fun­da­men­tal­nego celu jako czło­wieka sta­ro­żytni Grecy na­zy­wali areté, czyli dziel­no­ścią etyczną.

*

KW: […]  Prze­ciw­nicy mał­żeństw jed­no­pł­cio­wych zwy­kle pre­zen­tują spra­wę w spo­sób uprosz­czony. Brzmi to tak: mamy zna­ko­mitą in­sty­tu­cję mał­żeń­stwa he­te­ro­sek­su­al­nego, która zo­sta­nie au­to­ma­tycz­nie znisz­czona przez wpro­wa­dze­nie mał­żeń­stwa jed­no­pł­cio­wego. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak nie ma tu po­praw­nego wy­ni­ka­nia lo­gicz­nego. Mał­żeń­stwo he­te­ro­sek­su­alne tak czy ina­czej jest w kry­zy­sie, z po­wodu od­dzia­ły­wa­nia wielu in­nych czyn­ni­ków i nie wy­nika z tego, że mał­żeń­stwo jed­no­pł­ciowe je „do­bije”.

*

KW: […]  Świet­nym przy­kła­dem jest Szwaj­ca­ria, za­raz za nią – Niemcy. Dla­czego tam się to dzieje? Ze względu na dwa pro­za­iczne za­ło­że­nia. Po pierw­sze, że le­piej, aby na­szym oby­wa­te­lom było do­brze u nas, a nie za gra­nicą. Niech się po­bie­rają, je­śli chcą to z oso­bami tej sa­mej płci, ale niech nie emi­grują, bo wtedy swój war­to­ściowy wkład we wspól­notę prze­niosą gdzie in­dziej. Po dru­gie, dla spo­łe­czeń­stwa lep­sza jest taka sta­bil­ność, na jaką nas stać, a nie ja­kaś wy­obra­żona, która tak na­prawdę nie ma szansy za­ist­nieć. […]  Mał­żeń­stwa jed­no­pł­ciowe wzmac­niają pań­stwo, a ich brak je osła­bia.

*

TOMASZ TER­LI­KOW­SKI: Czym jest dla cie­bie Ko­ściół ka­to­licki?
     KARO­LINA WIGURA: Py­tasz mnie o do­świad­cze­nie oso­bi­ste czy o ana­lizę so­cjo­lo­giczną?
     TT: Naj­pierw to pierw­sze, a po­tem dru­gie.
     KW: Ko­ściół jest ważną czę­ścią mo­jej so­cja­li­za­cji i jesz­cze waż­niej­szym roz­cza­ro­wa­niem.

*

KW: […]  je­stem prze­ciw­niczką głę­bo­kiego ma­te­ria­li­zmu, który za­kłada, że nie ist­nieje żadna du­cho­wość. U Spi­nozy cały świat prze­sy­cony jest du­cho­wo­ścią, si­łami, za­sa­dami Na­tury – to wła­śnie ży­cie i od­dzia­łu­jące na nas wszyst­kich siły.

*

KW: […]  Ogromna więk­szość lu­dzi po­trze­buje do­ko­na­nia wy­boru. Albo ina­czej: ogromna więk­szość lu­dzi nie wy­biera, tylko jest wy­cho­wana do cze­goś, ale ci, któ­rzy pro­wa­dzą to ro­zu­mo­wa­nie, po­trze­bują wy­brać. Mo­żemy do­ko­nać tego wy­boru świa­do­mie, opo­wia­da­jąc się po jed­nej ze stron, albo on do­ko­nuje się w nas, w ta­kim zna­cze­niu, że wy­da­rze­nia, sy­tu­acje, na­sze bio­gra­fie, do­ko­nują go za nas. Nie je­ste­śmy jed­nak w sta­nie w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści trwać w „albo-albo” przez cały czas.

*

TT: […]  Stra­ci­li­śmy rów­nież wspól­notę ję­zyka. Ję­zyk służy dzi­siaj walce i spo­rowi, a nie pró­bie wza­jem­nego zro­zu­mie­nia. Wresz­cie, co jest naj­bar­dziej nie­bez­pieczne, stra­ci­li­śmy umie­jęt­ność po­go­dze­nia się ze świa­do­mo­ścią, że w wielu spo­rach każda ze stron ma do­bre in­ten­cje.

*

Wiara i nie­wiara to za­le­d­wie po­stawy przy­bie­rane przez umysł w ob­li­czu nie­wy­obra­żal­nej rze­czy­wi­sto­ści. Świat po­zba­wiony Boga jest rów­nie ta­jem­ni­czy jak ten prze­peł­niony bo­sko­ścią, a róż­nica mię­dzy nimi wcale nie musi być tak wielka, jak nam się wy­daje.
  // John Gray [w:] Sie­dem ty­pów ate­izmu.

*

KW: Na prze­kór wszyst­kiemu szu­kam kom­pro­misu mię­dzy twoim a moim sta­no­wi­skiem, bo cza­sem mam wra­że­nie, jak­bym była oto­czona wy­łącz­nie przez etycz­nych mak­sy­ma­li­stów, któ­rzy wza­jem­nie pró­bują się ze­pchnąć ze sceny. Jest tak z więk­szo­ścią dys­ku­sji, które tu od­by­li­śmy. Mak­sy­ma­li­zmy iskrzą, po­li­tycy skru­pu­lat­nie to wy­ko­rzy­stują, a sprawa staje się nie do roz­wią­za­nia. Mak­sy­ma­lizm brzmi do­brze w bar­dzo ogól­nych ka­te­go­riach. Na­to­miast, gdy zej­dziemy na po­ziom po­je­dyn­czego czło­wieka, jego roz­te­rek, de­cy­zji mo­ral­nych, sprawa za­czyna być bar­dzo trudna.
     A może w ogóle po­win­ni­śmy za­cząć gdzie in­dziej. Nie od etyki uni­wer­sal­nej, ale pry­wat­nej. Od jej mi­ni­mal­nej wer­sji. Zo­bacz, na co dzień uczymy swoje dzieci róż­nych za­sad. A gdy­by­śmy mieli moż­li­wość na­ucze­nia ich tylko jed­nej za­sady, to co mo­głoby nią być?
     Fran­cu­ski fi­lo­zof Paul Ri­cœur na­pi­sał kie­dyś, że bra­ter­stwo to za wiel­kie ży­cze­nie wzglę­dem ludz­kiego świata. O wiele lep­sza, zda­niem Ri­cœura, jest nor­mal­ność. Pa­le­styń­czyk i Żyd nie mu­szą wza­jem­nie się ko­chać, wy­star­czy, że je­den z nich sprze­daje dru­giemu chleb, a drugi do niego nie strzela. To jest wła­śnie nor­mal­ność. Po­trzeba nam tylko tyle, aby świat stał się lep­szy. Re­ali­za­cja mniej­szych ce­lów nie­sie ze sobą więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo po­wo­dze­nia, pro­wa­dzi do mniej­szego znie­chę­ce­nia.

Karolina Wigura, Tomasz Terlikowski,
Polka ateistka kontra Polak katolik,
Fundacja Kultura Liberalna, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

TT: […]  Ka­czyń­ski wciąż trzyma rząd dusz po pra­wej stro­nie. Zaś po­wrót Do­nalda Tu­ska do pol­skiej po­li­tyki je­dy­nie mu to uła­twia.

*

KW: […]  rze­czy są po pro­stu ta­kie, ja­kie są…

*

KW: […]  trzeba bar­dzo się na­pra­co­wać, aby wy­grać wy­bory z po­pu­li­stami, ale naj­więk­sze za­gro­że­nie przy­cho­dzi do­piero póź­niej: jak nie prze­grać za­raz po­tem.

*

KW: […]  W na­szym kraju jest ileś ta­kich klu­czo­wych kwe­stii, któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie uczci­wie i do­głęb­nie omó­wić, bo stały się za­kład­ni­kami wojny pol­sko-pol­skiej. Za­tem uczest­nicy dys­ku­sji mar­twią się, by nie po­wie­dzieć cze­goś, co obu­rzy ich wła­sną stronę – i to ich po­wstrzy­muje przed tym, co jest, uży­wa­jąc ję­zyka Geo­rge’a Or­wella, „tuż przed na­szym no­sem”.

*

TT: Jest jesz­cze jedna kwe­stia, o któ­rej chciał­bym po­roz­ma­wiać. Już dwa razy lu­dzie uwie­rzyli, że sys­tem mię­dzy­na­ro­dowy może nas przed czymś ochro­nić. Naj­pierw przy oka­zji Ligi Na­ro­dów – wtedy z błędu wy­pro­wa­dzili ich Adolf Hi­tler i Jó­zef Sta­lin. Po­tem, dzięki ONZ, UE, NATO, udało się utrzy­mać po­kój nieco dłu­żej. Ale te­raz to Wła­di­mir Pu­tin po­wie­dział „spraw­dzam”. Kło­pot po­lega na tym, że dla wielu Eu­ro­pej­czy­ków z za­chodu Eu­ropy ta wojna to­czy się gdzieś da­leko. Jak uwa­żasz, na ile spo­łe­czeń­stwa li­be­ral­nej de­mo­kra­cji, przy­zwy­cza­jone do pew­nego po­ziomu ży­cia, będą go­towe zre­zy­gno­wać w imię obrony Ukra­iny z tego, jak żyją?
     KW: Do­póki ja­kiś po­cisk nie spad­nie, nie na przy­sło­wiowe pole, tylko na ja­kiś ważny obiekt w pań­stwach na­tow­skich, oby­wa­tele państw w Za­chod­niej Eu­ro­pie za­sad­ni­czo będą przed­kła­dać swoją wy­godę nad obronę war­to­ści.

*

KW: […]  co­raz bar­dziej ro­zu­mie się to, że Pu­tin nie my­śli w taki sam spo­sób, jak reszta Eu­ropy. Z pol­skiej per­spek­tywy to może być oczy­wi­stość – ale nasi za­chodni są­sie­dzi do­piero za­czy­nają to ro­zu­mieć. Na przy­kład w Niem­czech przez długi czas uwa­żano, że skoro naj­waż­niej­szym ha­słem po dru­giej woj­nie świa­to­wej jest „ni­gdy wię­cej”, to wszy­scy się do tego będą do­pa­so­wy­wać. Ale Pu­tin rów­nież ma swoje „ni­gdy wię­cej” i jest ono zu­peł­nie inne. W jego przy­padku tym, co ni­gdy wię­cej ma się nie po­wtó­rzyć, jest roz­pad ro­syj­skiego im­pe­rium. Za­chód musi to po­jąć, a my, Eu­ro­pej­czycy ze Wschodu, mamy za za­da­nie cier­pli­wie i aż do skutku mu to tłu­ma­czyć.

(tamże)

4894. Z oazy (CII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Zaciekawił mnie podczytnik tej książki, gdy tylko się ukazała, ale cena skutecznie mnie odrzuciła. Zaznaczyłam więc ją do upolowania i biernie czekałam. Z tego właśnie powodu nie trafiła do najlepszych, prze­czy­ta­nych przeze mnie w 2022 roku, książek. Nie zdążyłam jej kupić, bo pod koniec grudnia zo­sta­łam nią obdarowana.

Zdecydowanie jest dla mnie pierwszą najlepszą książką roku 2023. Według mnie bez żadnego problemu obroni się jako styczniowa lektura obowiązkowa dla tych, którzy rok w rok tworzą listę celów na nowy rok, by już po pierwszym kwartale mieć do wyboru: albo mierzyć się z poczuciem winy, albo szybko zapomnieć o stworzonej liście celów, albo obiecać sobie, że spisane cele to jednak nie są na rok lecz na dwa lata, by móc trwać w oparach złudzenia kontrolowania własnego życia.

Lubię w książkach spotykać książki — te, które znam, i te, które chciałabym prze­czy­tać. Nie zdziwił mnie uśmiech na mej twarzy, gdy w tej został przywołany Morgan Scott Peck, a dokładniej ten sam cytat, który i ja pięć lat temu wydłubałam niczym rodzynkę z drożdżowego ciasta.

Rzecz nie w tym, że jesteśmy zbyt zajęci albo nasza uwaga zbyt łatwo ulega rozproszeniu, tylko że nie chcemy przyjąć do wiadomości prawdy o czytaniu. Tej mianowicie, że jest to czynność, która zasadniczo odbywa się własnym tempem. […]  uważne przeczytanie fragmentu tekstu po prostu zabiera tyle czasu, ile zabiera.

*

Absurdem jest, żebyś musiał zrobić więcej, niż możesz. […]  Powinieneś zro­bić tyle, ile będziesz potrafił, zostawić to, z czym nie zdążysz, i uznać, że dyk­ta­torski wewnętrzny głos nalegający, żebyś zrobił wszystko, jest naj­zwy­czaj­niej w błędzie. […]  musimy podjąć pewne trudne decyzje: którym piłkom pozwolić upaść, kogo rozczarować, które wieloletnie ambicje po­rzu­cić, w których rolach zawieść.

*

Pierwsza [reguła cierpliwości]  brzmi: naucz się
czuć komfortowo mimo obecności problemów
.

*

Każda chwila, w której podejmujemy decyzję, staje się okazją, by wybrać coś z menu pełnego zachęcających propozycji – menu, którego mo­gli­śmy w ogóle nie otrzymać.

*

Dążenie do poczucia pewności jest z natury skazane na porażkę, co oznacza, że masz pozwolenie, żeby przestać to robić.

*

Spędzamy całe dnie, martwiąc się, bo nie panujemy nad tym, co nas czeka. A mimo to większość z nas prawdopodobnie zgodziłaby się ze stwier­dze­niem, że dotarliśmy do aktualnego miejsca w życiu, nie wy­wie­ra­jąc na to większego wpływu. Rzeczy i zdarzenia, które uważamy za naj­war­to­ściow­sze elementy naszego życia, zawsze okazują się skutkiem bezładnego zbiegu przypadkowych zdarzeń, których nie sposób by­ło­by zaplanować i których zdecydowanie nie da się już odmienić.

*

[…]  jedyne, czym plan jest – jedyne, czym fizycznie
może być – to określenie bieżącej intencji.

*

Czym bowiem, w gruncie rzeczy, jest martwienie się? To nawracające przeżycie, w którym umysł próbuje wytworzyć poczucie bezpieczeństwa w odniesieniu do przyszłości, ponosi porażkę, a potem próbuje jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz – tak jakby samym wysiłkiem włożonym w nie­po­ko­je­nie się mógł zapobiec katastrofie. Paliwem dla niepokoju jest zatem wewnętrzna potrzeba, by wiedzieć zawczasu, że nam się uda.

*

To ostatnia rzecz, za którą czujemy wdzięczność, prawda? Że się przydarzyliśmy.
Wiesz, nie musiałeś się przydarzyć.
Nie musiałeś. A jednak ci się udało.
 // Douglas Harding (1909–2007)

*

[…]  jeśli uda ci się skupić uwagę, nieważne, jak rzadko ani na jak krótki czas, na niesamowitości istnienia i na tym, jak mały skrawek tegoż istnie­nia ci przypada – prawdopodobnie odczujesz namacalną zmianę we wra­żeniu, jakie wywołuje w tobie istnienie tu i teraz, bycie żywą istotą niesioną przez nurt czasu.

*

[…]  rzeczy, na których skupiamy uwagę,
definiują, czym dla nas będzie rzeczywistość.

*

Z kolei gdy poświęcimy uwagę temu, że w ogóle mamy możliwość do­świad­cze­nia czegoś irytującego, często nabieramy innego spoj­rze­nia na sprawę. Nagle zaczyna się jawić jako coś niesamowitego to, że w ogó­le istniejemy i coś przeżywamy, i ta świadomość zupełnie przerasta rangą fakt, że dane doświadczenie, tak się składa, jest irytujące.

*

Wyczuwamy, że istnieją sposoby spędzania czasu, któ­re są ważne i dają spełnienie, nawet jeśli nie w pełni umiemy okre­ślić, na czym polegają.

*

Nasz zasadniczy problem nie polega na tym, że dysponujemy ograniczoną ilością czasu. Dużo szkodliwszy […]  jest nieświadomie odziedziczony uciąż­li­wy zestaw wytycznych dotyczących spędzania czasu, które zasadniczo gwa­rantują, że zrobimy sobie krzywdę.

*

Na dłuższą metę wszyscy jesteśmy martwi.

*

[…]  być może postrzegał otoczenie bardziej intensywnie, do­zna­wał po­czu­cia bezczasu, które współczesny franciszkanin i pisarz Richard Rohr na­zy­wa „życiem w głębokim czasie”. […]  do dziś napotykamy okazjonalnie wy­sep­ki głębokiego czasu. Ma to miejsce w chwilach, w których, jak napisał Gary Eberle, wślizgujemy się „do krainy, w któ­rej jest dość wszystkiego, w której nie staramy się zapełnić pustki ziejącej w nas albo w świecie”. Gra­ni­ca pomiędzy naszym ja a resztą rzeczywistości zaciera się, a czas staje w miejscu. „Zegar, rzecz jasna, nie zatrzymuje się – pisze Eberle – ale prze­sta­jemy słyszeć jego tykanie”.

*

[…]  strach jest częścią życia i nic wielkiego mi się nie stanie, jeśli go doświadczę.

*

Większość z nas w taki czy inny sposób inwestuje ogromną ilość energii, żeby uniknąć spotkania w cztery oczy z rzeczywistością, w której się znaj­du­je­my. […]  Strategie, które obieramy w celu zwiększenia produktyw­no­ści, za­sad­niczo pogarszają naszą sytuację, bo większość z nich to po prostu me­to­dy sprawniejszego unikania.

*

[…]  im odważniej konfrontujemy się z prawdą o naszej skończoności – i działamy w zgodzie z nią, zamiast z nią walczyć – tym łatwiej o produktywność, radość i poczucie, że to, co robimy, ma znaczenie.

*

Czasownik „decydować” wywodzi się z łacińskiego wyrazu decidere, któ­ry znaczyodcinać”. Jest bliskim kuzynem takich słów, jak cezura albo precyzja.

*

Jeśli zamierzamy skorzystać z naszego krótkiego czasu na tej planecie, czyli znaleźć w nim źródło pewnej przyjemności, lepiej zacznijmy teraz.

*

Być może warto, żebyśmy wpletli w codzienne życie więcej zajęć, które są celem samym w sobie. Innymi słowy, żebyśmy poświęcili część swojego cza­su na rzeczy, od których nie oczekujemy niczego poza tym, że będziemy je robić.

*

[…]  doświadczyć życia takiego, jakim realnie, skończenie – i całkiem często niesamowicie – naprawdę jest.

*

[…]  to, co zrobimy ze swoim życiem, nie ma większego znaczenia. Wszech­świa­to­wi jest absolutnie obojętne, w jaki sposób wykorzystamy nasz czas.

*

Nigdy nie staniemy się silniejszym partnerem w relacji z chwilami naszego życia, ponieważ jesteśmy wyłącznie tymi chwilami.

*

Wszyscy znajdujemy się w sytuacji średniowiecznych murarzy. Dokładamy po kilka nowych kamieni do katedry, której ukończenia z pewnością nie do­cze­ka­my. Mimo wszystko, warto ją zbudować.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwik, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

[…]  akceptacja ograniczeń to organizowanie dni ze świa­do­mością, że w żadnym razie nie starczy ci czasu na wszystko, co chciałbyś zrobić albo czego się od ciebie oczekuje, i nie ma najmniejszego powodu, żebyś miał to sobie za złe.

*

[…]  głównym czynnikiem sprawiającym, że nasze wybory mają znaczenie, jest właśnie to, że skutkują przeżywaniem pewnych rze­czy kosztem innych.

*

Akceptacja własnych ograniczeń oznacza także opie­ra­nie się pokusie zostawiania sobie opcji (co jest tylko ko­lej­nym sposobem na podtrzymanie wrażenia, że ma się kontrolę nad życiem) na rzecz celowego podej­mo­wa­nia dużych, onieśmielających, nie­od­wra­cal­nych zo­bo­wią­zań.

*

Dopiero kiedy całym sercem pojmiesz, że pewne rze­czy naprawdę są niemożliwe, zdobędziesz siłę, żeby się prze­ciw­stawić. Od tej chwili, niezależnie od swojej sy­tu­a­cji, będziesz mógł skoncentrować wysiłki na bu­do­wa­niu takiego życia, jakie uznasz za najbardziej war­to­ściowe.

*

[…]  wbrew temu, co się mówi, nie liczy się myśl, tylko wysiłek. A konkretnie – niewygoda. Czyniąc proces wy­god­niej­szym, odzieramy go ze znaczenia.

*

Uwaga tymczasem po prostu jest życiem. Doświadczenie bycia żywym składa się wy­łącz­nie z sumy wszystkich rzeczy, którym poświęcamy uwagę.

*

Nie chodzi więc tylko o to, że urządzenia elektroniczne odciągają naszą uwagę od ważniejszych spraw. Więk­szym kłopotem jest to, że zmieniają sposób, w ja­ki te sprawy definiujemy.

*

Tancerze również wiedzą, że kiedy zapominają się w tań­cu, synchroniczność staje się bramą do innego wymiaru – do uświęconej krainy, w której granice własnego ja rozmywają się, a czas przestaje istnieć.

(tamże)

piątek, stycznia 13, 2023

4893. 13/365

w żałobie propriocepcja czasu nijak nie może się odnaleźć. dziś, obiek­tyw­nie — wypełniły się cztery tygodnie. subiektyw­nie — czasem wra­żenie, że ten czas ruszył wieczność temu, dużo częściej zaś, że wszystko wydarzyło się przedwczoraj i posypuje rany solą.

13/365

J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria,
Glenn Gould (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #8.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

czwartek, stycznia 12, 2023

4892. Niemoc pod włos obłaskawiana

Dzisiaj nie jest niedziela, więc nie będzie o literkach per se, lecz o pomyśle, który zna­la­złam we wspaniałej książce, który prawie natychmiast chciałam na so­bie prze­te­stować.

Ponieważ przedwczoraj przyszła świeżutka książka Amy, postanowiłam wybrać ilu­stra­cję na chybił trafił i spędzić z nią czterdzieści pięć mi­nut jednym ciągiem. Nie zdziwiło mnie wcale, że los podsunął mi pod nos jedyną w całym au­tor­skim wy­bo­rze, która ma kudłaty wymiar. I… I wszystko, choć zastygłe na kartce papieru, za­czę­ło się ru­szać i opowiadać historię, w którą z przyjemnością się zanurzyłam. Leczyli mnie — i pani, i piesek, i wiatr, a książka Amy stała się księgą opowieści, nastrojów, mocy i nadziei, ale o tym w niedzielę.

Każdy, kto zapisuje się na zajęcia z [Jennifer]  Roberts, otrzymuje zadanie – zawsze to samo […]:  należy wybrać jedno dzieło spośród obrazów i rzeźb wy­sta­wio­nych w miejscowych muzeach i wpatrywać się w nie przez trzy godziny bez przerwy. Nie wolno w tym czasie zaglądać do poczty elek­tro­nicz­nej i me­diów społecznościowych. Ani wyskakiwać do Star­buck­sa. (Roberts do­pusz­cza wizyty w toalecie, ale niechętnie).

O wiele za łatwo jest wmówić sobie, że spędziwszy kilka sekund, patrząc na obraz, naprawdę się go widziało.

*

Roberts chce, żeby jej studenci doświadczyli na własnej skórze, jak za­ska­ku­ją­co koszmarne wrażenie towarzyszy utknięciu w jednym miejscu bez moż­li­wo­ści wymuszenia szybszego obrotu spraw, a także dlaczego warto prze­wal­czyć te uczucia, żeby odkryć, co leży po drugiej stronie.

*

Nagrodą za rezygnację z fantazji o kontrolowaniu tempa rzeczywistości jest osiągnięcie, nareszcie, rzeczywistego poczucia kontaktu z tą rzeczy­wi­sto­ścią. Czy też, że ujmę to w ten sposób, możliwość porządnego zabrania się do życia.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*  *  *


Amy Mindell, Nature Dreams. 125 Art Figures
Using Flowers and Other Pieces of Nature
,
Kindle Direct Publishing, Seattle (WA) 2022.

4891. 12/365

     — proszę, zabierz mnie w miejsce tę­tnią­ce życiem, gdzie nie trzeba mierzyć się z kon­sek­wen­cja­mi śmierci.

zabrał. urok przedwczorajszej chwili, za­trzy­ma­nej w pikselach, od­cedziłam dziś.

12/365

*

Roberta Flack, Fine, Fine Day.

it's a fine, fine day
when a love like yours comes my way
it's a fine, fine day
living here with you
me and you

środa, stycznia 11, 2023

4890. 7–11/365

skomplikowała z okrucieństwa, z niemocy, z bezradności czy z braku wyo­braź­ni? piąty dzień utknięta w niemocy bezmyślnie utrud­nio­nej żałoby leczę się muzyką.

nie ma znaczenia, jak mogła (?!) — mogła, skoro zrobiła to, co mi w gło­wie do dziś i po wsze czasy po­mieścić się nie będzie mogło — nie musiała.

7–11/365

Nie wygramolisz się na bezpieczny brzeg, kie­dy sam jesteś rzeką. Brak pew­ności siebie i bez­bron­ność są zatem stanem domyślnym. W każ­dej z chwil, którymi niezaprzeczalnie je­steś, może zdarzyć się wszyst­ko, od maila z na­głą wia­do­mo­ścią, która sabotuje twoje plany na po­ra­nek, po bolesną stra­tę, która sprawi, że twój świat zadrży w posadach.

Oliver Burkeman, Cztery tysiące tygodni,
przeł. Michał Jóźwiak, Insignis Media, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Felix Mendelssohn-Bartholdy, Pieśń bez słów, cykl 2.:
op. 30 nr 7 Es-dur, op. 30 nr 1, Péter Nagy (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #6.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

piątek, stycznia 06, 2023

4889. 6/365

trzej królowie? nie! dzięki kilku wielkim sercom już wszystkie trzy osierocone kudłate losy są w najlepszych ludzkich rękach.

6/365

4888. [Też] Czekariat (XXXII)

Człowieka Fidusa:
(kilka dni temu przysłała cytat, który dotknął,
poruszył i przeciekały od niego oczy
)

Żałoba to miłość, która
nie ma dokąd pójść.

— Jamie Anderson

Stado:
(wczoraj w drodze)

Trójka Tych, co pozostali:
(wczoraj mieli gdzie pójść, choć nie było łatwo tam wejść,
bo w tym miejscu ostatni raz byli w czwórkę
)

Ludovico Einaudi, Natural Light,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #82.

Nigdy się nie spotkali. Biały Kruk bardzo lubił Jej opie­rzone piksele. Kilka Jej zdjęć trafiło na dłużej na tapetę Jego komputera. Ona w jakiś sposób Go lu­bi­ła. W Nowy Rok zrobiła to cyk.


fot. Saxifraga.

czwartek, stycznia 05, 2023

4887. 5/365

     — rozmawiasz ze mną jak z dzieckiem!
     — nie. dzieci zawsze traktuję na serio.

5/365

środa, stycznia 04, 2023

4886. 4/365

dotykam skończoności. rzeczy, ciał i chwil.
w tym momecie bez bólu, z wdzięcznością.

4/365

[suplement pikselowy: 5.01.2023]

*

Georges Bizet, Carmen, Suita nr 1, Séguedille,
Barcelońska Orkiestra Symfoniczna,
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #1.

wtorek, stycznia 03, 2023

4885. 3/365

chciałabym móc do Niego zadzwonić. po­wie­dzieć, że trudno jest mi być sierotą, że tęsknię, że wkurwiam się czasem okrut­nie na to, że muszę spijać piwo, którego na­wa­rzył ra­zem z Orzesz­kiem przez ostatnie czter­dzieści lat przymykania oczu, chowania gło­wy w piasek i zamiatania pod dywan.

tymczasem zapalam dla Niego światełko i szepczę:
     — możesz iść dalej Tato, dam radę, idź.

3/365

Fryderyk Chopin, Sonata wiolonczelowa g-moll op. 65,
Emmanuelle Bertrand (wiolonczela),
Pascal Amoyel (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #28.

poniedziałek, stycznia 02, 2023

4884. 1–2/365

nie, nikt więzami krwi połączony nie za­py­tał, czy potrzebuję jakiejś pomocy, nikt wię­za­mi krwi spętany nie zaproponował wspól­ne­go świątecznego dnia czy spotkania na kawę między świętami. przy­ja­cie­le* i zna­jo­mi* Białego Kruka spytali, przy­nieś­li je­dze­nie, spę­dzi­li z nami trochę czasu, wciąż py­ta­ją; to samo robili i ro­bią nasi przyjaciele*.

święta, chrześcijańska rodzino wraz z mi­ni­ster­stwem ro­dzi­ny… pieprz­cie się!
  //  Sól w oku, Czarna Owca, Wolny Człowiek

2/365

___________
  *  ogromnie Wam dziękujemy! również za Wasze dobre myśli i słowa.

dzień spopielenia miał być najtrudniejszy… nie był. pogrzeb miał być bardzo trudny… nie był. najtrudniejszym było dziś zamknąć drzwi do świata, który już nigdy nie wróci, pojechać do ula i nie móc zameldować Białemu Krukowi, że szczęśliwie jesteśmy już w swoim domu.

1/365

niedziela, stycznia 01, 2023

4883. Z oazy (CI)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Co jakiś czas robię remanent w papierowych książkach. Oddaję te, z któ­rych wyrosłam. Sprawdzam, czy są w ibuku te, do których chciałabym wrócić. Tak było z książką tej Autorki. Nie ma jej w ibuku, ale za to od­kry­łam, że jest w wersji elektronicznej inna jej opowieść, o której istnieniu nie mia­łam zielonego pojęcia.

Na trudny czas, gdy czytanie w naturalny sposób aspiruje do formy sportu ekstre­mal­ne­go, te literki były doskonałym wyborem. Potrzebowałam magii sierści i sensu ukrytego między sło­wa­mi równie mocno jak powietrza, dobra i otaczającej mnie z każdej strony miłości.

Można być prawdziwym tygrysem albo czymś innym.
     Tylko czym?
     Dzikiem, jeleniem, wilkiem, krukiem?
     Ryzykowała, że zostanie czymś innym, jeśli nie będzie w stanie być w całości tygrysem?

*

Czy nie doświadczała takiego samego poczucia zagubienia, obserwując płatki śniegu opadające na jej futro? Przez chwilę miała przed oczami absolutną doskonałość. To, co wydawało się tylko małym punktem, gdy było w powietrzu, na jej łapie zmieniało się w malutką idealną gwiazdkę, która jednak trwała tylko jedno mrugnięcie oka.
     A zatem?
     Jaka tajemnica kryła się za nietrwałością?

*

     Przed nią nie było nic.
     Czy taki był cel jej życia?
     […] 
     Powtarzanie tego, co robili inni? Czy na pewno taki był Sens Życia?

*

Porzucić utartą drogę dla niepewnej przyszłości, już to samo nosiło w sobie ziarno szaleństwa. Wiedziała, że od zawsze to była reguła. Ale jeśli jej to nie wystarczało? Jeśli to jej nie zadowalało?

*

Jednej rzeczy Tygrysica była pewna. Zamiast wybierać, to ona została wybrana.
     Ale przez kogo?
     Dlaczego?
     Kiedy?

*

Nagle przypomniały jej się słowa Człowieka z Chaty: „Smutne życie tego, kto nigdy nie napotkał ściany”.
     […] 
     – Czym jest ściana? – zapytała kiedyś.
     – To przeszkoda, która blokuje ci drogę.

*

     – To dobrze?
     – To dar. I jak każdy dar, jest również obciążeniem.

*

     – To, czy dojdziesz tam czy nie – powiedział – zależy od ognia, który masz w sobie.
     – Można mieć w sobie ogień? – zapytała go zdziwiona.
     – Jest lodowaty ogień, który niszczy, oraz gorący, który buduje. Oba za­mieszkują w naszych sercach. To my decydujemy, któremu pozwalamy zapłonąć.

*

Skarbu nigdy nie znajduje się za drzwiami.

*

Zapomnieć o swojej niewinności.
     Czy mógł istnieć większy błąd?
     W pewnej chwili, patrząc przed siebie, Tygrysica dostrzegła, że w skalnej ścianie otworzyło się Przejście. Nie było ani za wąskie, ani za szerokie. Wy­da­wało się wycięte w sam raz dla niej. Jak to możliwe, że nie dostrzegła go wcześniej? […] 
     Chciała odkryć, co kryje się za tą szczeliną.

*

     – Jeśli chcesz, mogę cię wypuścić.
     – Ale tu jest łańcuch i kłódka.
     – Każda kłódka ma swój kluczyk – odparł.

*

Po raz pierwszy widziała łzy.
     – Nie udało mi się – Człowiek w Łachmanach powtarzał niczym smutną pieśń. – Nie udało mi się. Chciałem być tygrysem, ale pawiany mnie pokonały.
     Tygrysica cierpliwie pozwoliła mu się uspokoić, a potem powiedziała:
     – Jeśli pomożesz tygrysowi, sam staniesz się też tygrysem.
     Człowiek w Łachmanach podniósł oczy znad jej futra. Jego oczy były czerwone i spuchnięte, ale w źrenicach zaczynało błyszczeć coś, co nie było już rozpaczą.

*

Czasem tak bywa. Ktoś rodzi się i nie chce iść drogą, którą inni dla niego wytyczyli.

*

Dlaczego tkwiła tam przez tak długi czas?
     Nie potrafiła odpowiedzieć.
     Czy pszczoła wie, dlaczego przyciąga ją kwiat? W pewnej chwili w ta­jem­ni­czy sposób jakaś siła woła cię i nie możesz się oprzeć temu głosowi. To, co innemu wydawałoby się szaleństwem, tobie zdaje się jedyną możliwą drogą.

*

     – Idź dalej, to jeszcze nie jest to miejsce.
     Ale dalej gdzie?
     Dalej dlaczego?

Susanna Tamaro, Tygrysica i akrobata, przeł. Oskar Styczeń,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

To była właśnie jej droga.
     Nie było już z niej powrotu.
     Tak jak i niemożliwe było zatrzymać się.

*

     – To ty do mnie mówiłeś? – zaryzykowała w końcu Tygrysica.
     – Tak – odpowiedział Człowiek.
     – Ale ludzie i tygrysy nie mówią tym samym językiem.
     – Nie mówią, jeśli nie chcą. Ja wdycham, ty wy­dy­chasz. Cały kosmos tym oddycha. Dlatego każdy głos jest tym samym głosem.

*

     – Wszystko to jest takie smutne – po­wie­działa Młoda Tygrysica.
     – Wszystko ma swój sens […].

*

Czy była różnica między tym, jak rzeczy wyglądają, a czym są w rzeczywistości?

(tamże)

4882. Z oazy (C)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Kiedy ostatni raz czytałam coś tak gęstego, tak lekkim językiem napisanego? Nie pamiętam. Zdecydowanie dorzucam tę książkę do najlepszych, przeczytanych przeze mnie, książek 2022 roku.

Trudny Czas zawieszał na kołku swoją niewiarygodną moc, gdy czytałam, a w za­sa­dzie połykałam, tę książkę. Kilka, kilkanaście, a może kilkaset osób w Polsce po­win­no ją prze­czy­tać ze zrozumieniem, nim zachce im się publicznie zabierać głos.

#płeć:

[…]  fakty i definicje nam nie pomogą. Te naprawdę najtrudniejsze i naj­po­ważniejsze problemy prowadzą nas na terytorium wartości, gdzie fakty stają się tylko argumentami, ale przytaczanymi na obronę tezy, która z faktów wcale nie wynika. To prastary problem, który określa się często w naszym filozoficznym slangu mianem gilotyny Hume’a: nie da się przejść od zdaniajest tak i tak do zdania powinno być tak i tak”.

*

Język potoczny nam nie pomoże – stanowi nieprecyzyjne narzędzie służące do szybkiej komunikacji i pełen jest uproszczeń, które nie są w stanie objąć prawdziwej złożoności świata.

*

[…]  misgendering oraz deadnaming to nie tyle błąd, ile forma przemocy.

*

Nie ma też takiego człowieka na ziemi, który byłby w stanie jednoznacznie stwierdzić, gdzie kończą się „prawdziwe” tożsamości płciowe, a zaczynają zabawa, prowokacja i eksperyment.

*

płeć:   
chromosomalna / gonadalna / genitalna /
fenotypowa / metrykalna /
społeczna / psychologiczna   

#rasa:

Wszystko zaczęło się od lęku przed obcym.
     To nasza uniwersalna cecha. Osoby z daleka zawsze są jakby… inne. Dziwnie mówią, dziwnie wyglądają, dziwnie się zachowują. Trudno wręcz nam przyznać, że są takimi samymi ludźmi jak my; być może stanowią raczej jakąś przedziwną formę pośrednią między nami a dzikimi bestiami?

*

[…]  im silniej wierzymy w „prawdziwe, głębokie” różnice umysłowe między grupami etnicznymi, tym bliższe nam musi też być założenie, że przed­sta­wi­cie­le tych grup nie myślą po prostu tak samo, ale wolniej, lecz myślą inaczej.

*

Choć znajomość prawdy nie zawsze wystarcza, aby zmienić ludzkie postawy, to właśnie ona musi zawsze stanowić punkt wyjścia.

*

Musimy chyba nie tyle zrobić krok wstecz, ile wrócić na pole „start” i przy­po­mnieć sobie, od czego się to wszystko zaczęło. Źródłem omawianego tu problemu jest nasza niezdrowa obsesja, żeby nie tylko wiecznie się po­rów­ny­wać z innymi, ale ponadto robić to w naiwny, liniowy sposób. Ładny–brzydki. Mądry–głupi. Lepszy–gorszy. Zachowujemy się jak pięciolatki. Gdy tylko się zorientowaliśmy, że grupy ludzkie różnią się od siebie, od­ru­cho­wo uznaliśmy, że dzielą się na lepszegorsze. Tak się zresztą zwy­cza­jo­wo definiuje rasizm: jako coś więcej niż samo tylko stwierdzenie, że rasy ludzkie istnieją i są od siebie różne. Rasiści dzielą je bowiem także na lepszegorsze.

*

[…]  humanistyczny program afirmacji „pięknej różnorodności” gatunku ludzkiego. Aby mógł się powieść, musielibyśmy umieć spojrzeć na siebie i na swoich bliźnich z autentycznie bezstronną, nie­za­in­te­re­so­wa­ną, pozbawioną uczucia zagrożenia obiektywnością – po bud­dyjsku wręcz wypraną z po­trze­by chcenia i zawłaszczenia, choćby in­te­lek­tu­al­ne­go. Czyżbyśmy my wszyscy – biali, czarni, żółci, czerwoni – jesz­cze do tego nie dojrzeli?

#inteligencja:

[…]  sam wynik testu IQ dostarcza nam bardzo ubogiej wiedzy o człowieku. To magiczny numerek, stworzony przez wielbicieli numerków dla wiel­bi­cieli numerków, mówiący o tym, jak dobrze ktoś się czuje w świecie numerków.

*

[…]  w rasizmie nigdy nie chodziło o różnice wzrostu, siły, zręczności i em­pa­tii ani o odmienną sztukę, taniec, kuchnię, język czy kosmologię. To wszyst­ko bylibyśmy w stanie wybaczyć i zrozumieć. Podstawowy zarzut zawsze brzmiał: „Oni są głupsi od nas, więc to zwierzęta”.

*

Zauważmy też, że chyba jedynym naprawdę nowym gatunkiem super­bo­ha­te­ra naszych czasów jest geek: człowiek ostentacyjnie wręcz nie­wy­sporto­wa­ny i społecznie upośledzony, niezainteresowany sztuką, przyrodą czy miłostkami, za to czujący się jak ryba w wodzie w świecie symboli. Jest to o tyle zabawne, że wyobrażenie to stoi w zupełnej sprzeczności z wiodącą naukową definicją inteligencji, która uwzględnia przecież ogólną umie­jęt­ność orientowania się w sytuacji – a ową sytuacją nie musi być tablica za­peł­nio­na równaniami, ale również wchodzący do pokoju członek rodziny, w którego ruchach można przy odrobinie domyślności wyczytać, że coś go trapi. Filmowe bystrzaki nie tylko jednak tego nie łapią, ale też są z tego po­wodu dumne.

*

[…]  na liście nazwisk członków organizacji high IQ nie znaj­dziemy żadnego wybitnego naukowca, pisarza, lekarza czy filozofa.

#choroba:

[…]  wielu ludzi, zamiast odkrywać problemy, aktywnie je w sobie wy­twa­rza, porównując swój organizm z fikcyjnym, nierealistycznym ideałem. Nie powinniśmy oczekiwać od życia, że będziemy zawsze mieli zdrową cerę, ode­tka­ny nos, symetryczne ciało i prawidłowy poziom każdego składnika krwi, że będziemy wolni od nocnych niepokojów, porannego przygnębienia i dziwnych myśli, że będziemy mieli uporządkowaną relację z partnerem, plan na życie i zawsze odpowiedni poziom energii. To nie są realistyczne oczekiwania.

*

Niepokój i depresja istnieją. Cierpienie psychiczne istnieje. Ale normalność i nienormalność, zdrowie psychiczne i choroba psychiczna, a także oparte na tych kategoriach diagnozy mogą być mniej rzeczywiste, niż się po­wszech­nie uważa.
  //  David Rosenhan

*

Sam fakt, że coś jest nieprzyjemne, nie oznacza z definicji, że powinniśmy to coś od razu eliminować: czy naprawdę życie ludzkie musi się składać z samych radości?

*

Włosy podlegają bardzo silnej kontroli społecznej, co doskonale ilustrują różnice płciowe: łysy mężczyzna z owłosionymi pachami – dobrze; łysa kobieta z kudłatymi pachami – źle. Krótko mówiąc, jedynym kątem na­tar­cia, aby uczynić z łysienia jednostkę chorobową, są kwestie spo­łecz­ne i psychologiczne. […]  wielkie pole do popisu mają sprze­daw­cy leków i terapii łysienia: im więcej osób przekonamy, że łysienie jest złe, tym większa będzie nasza baza klientów. Z biznesowego punktu widzenia nie ma nic gorszego niż człowiek pogodzony ze swoim łysieniem: żaden der­ma­to­log na świecie nie zmusi swojego pacjenta do przyjmowania leków, a tym bardziej przeszczepu włosów, jeżeli ten po usłyszeniu „diagnozy” wzru­szy po prostu ramionami.

*

Gdyby zaś spróbować zrekonstruować osobowość całego naszego gatunku, to z każdą kolejną dekadą „naszych czasów” wydaje się ona coraz bardziej neurotyczna i narcystyczna.
     Zachowujemy się więc – zwłaszcza my, mieszkańcy państw roz­wi­nię­tych, do których szybko dołączają kolejne kraje – jak gazele, które pozbyły się już problemu gepardów, lwów i krokodyli, ale z czystego przy­zwy­cza­je­nia do lękliwości zaczynają powoli bać się myszoskoczków i z niepokojem stąpać w pobliżu każdej większej nierówności terenu: a co, jeśli skręcę sobie na niej nóżkę?
     Z takim nastawieniem nie da się swobodnie galopować po sawannie.

*

W medycynie nie ma „oficjalnej” definicji choroby – ani zdrowia.

Łukasz Lamża, Trudno powiedzieć. Co nauka mówi
o rasie, chorobie, inteligencji i płci
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.
(wyróżnienie własne)

Fakty to pryszcz. Mają one też zaskakująco nie­wiel­ki wpływ na najważniejsze wyzwania, przed którymi dziś stajemy – dziś, gdy po wielu stuleciach zaczynamy się powoli orientować, jak bardzo skomplikowany jest ów niewinny gatunek nagiej małpy, który kilkaset tysięcy lat temu wylazł z Afryki.

*

Społeczeństwo i język powstawały w czasach, gdy nasze rozumienie samych siebie było w naj­lep­szym razie umiar­ko­wa­ne. Dopiero od kilku­dzie­się­ciu lat na po­waż­nie mierzymy się z ogromem pro­ble­mów, jakie na­po­ty­ka­my, chcąc urządzić nieco mądrzej nasz świat.

(tamże)

4881. Z oazy (XCIX)  //  Panna cotta (LXXIV)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Grudniowy przydział włoskich literek, przeczytany w grudniu kilka razy. Jest to hi­storia, która jest poruszającą metaforą odkrywania w sobie i w innych poten­cja­łu — jego nieoczywistości, ale i potrzeb oraz warunków, których spełnienie jest ko­niecz­ne, by mógł się rozwijać.

Co w nas — wciąż żywe, do tej pory nieznane nam ani trochę — chciałoby wy­kieł­ko­wać w 2023 roku?

Martino era un piccolo castoro che vi­ve­va in un albero accanto a un campo di girasoli: ogni estate, dalla sua fine­stra, se ne stava incantato ad ammi­rar­li per ore.
[Martin był małym bobrem, który mieszkał w drze­wie obok pola słoneczników: każdego lata oczarowany zachwycał się nimi godzinami.]

*

Per il suo terzo compleanno, il nonno regalò a Martino un seme.
     — Da oggi questo è tuo. Mi raccomando, trattalo bene, perché i semi sono vita.
[Martinowi, na jego trzecie urodziny, dziadek podarował nasiono.
     — Od dziś to jest twoje. Zalecam, byś traktował je dobrze, ponieważ nasiona są żywe.]

     — […] Anche dentro di te c’è un seme, sai?
     — Come è possibile, nonno? Io sono un castoro!
     — Un giorno capirai. Per il momento, occupati del semino che ti ho regalato!
[    — […] Również w środku ciebie jest nasiono, wiesz?
     — Jak to jest możliwe, dziadku? Ja jestem bobrem!
     — Pewnego dnia zrozumiesz. Póki co, zajmij się nasionkiem, które dostałeś!]

*

Tutto contento, Martino girava per il bosco e mostrava orgoglioso agli altri animali il suo nuovo tesoro.
     Si immaginava che da quel semino sarebbe cresciuto un girasole altissimo, che avrebbe potuto scalare toccando le nuvole del cielo.
     Allora Martino andò dal tasso a chiedere una pala e dalla rana per farsi prestare un annaffiatoio.
[Cały zadowolony, Martin krążył po lesie dumny i pokazywał innym zwierzętom swój nowy skarb.
     Wyobrażał sobie, że z tego nasionka wyrośnie tak wysoki słonecznik, że będzie mógł się wspiąć do nieba i dotykać chmur.
     Potem Martin poszedł do borsuka poprosić o łopatkę i do żaby, żeby pożyczyć konewkę.]

*

[…]  ma dal seme di Martino non spuntava neppure un timido germoglio. Martino non capiva come mai da un seme così bello non uscisse nulla.
[[…] ale nasionko Martina nie wypuściło nawet nieśmiałego kiełka. Martin nie rozumiał, jak to możliwe, że z tak pięknego nasionka nic nie wyrosło.]

*

     — Sei sicuro che sia un seme di girasole? — chiese allora Vito.
     — Hmm, in effetti no. Quando il nonno me l’ha regalato, ho pensato subito che fosse del mio fiore preferito…
[   — Jesteś pewien, że to ziarenko słonecznika? — zapytał szop Vito.
     — Hmm, właściwie to nie. Kiedy dziadek mi je podarował, natych­miast pomyślałem, że to moja ulubiona roślina.]

Freccia, dopo aver analizzato il semino, dissse:
     — Questo seme non è di girasole, ma di glicine!
     — Un glicine? E che fiore è? — chiese Martino un po’ deluso.
[Lisia Strzałka, po obejrzeniu nasionka, powiedziała:
     — To ziarenko nie jest nasionem słonecznika, lecz wisterii!
     — Wisteria? Co to za roślina? — zapytał Martin troszkę rozczarowany.]

*

Martino era confuso: aveva sempre sognato un girasole, non un glicine!
[Martin był skołowany: zawsze marzył o słoneczniku, nie o wisterii!]

*

     — Volevo un girasole, ma ora sono felice di avere un glicine. Se deciderai di germogliare, io sarò qui ad aspettarti.
     Poi si infilò sotto le coperte e si mise a dormire.
[     — Chciałem słonecznik, ale teraz jestem szczęśliwy, że mam wisterię. Jeśli zdecydujesz się wyrosnąć, będę tu czekać na ciebie.
     Później wślizgnął się pod kocyki i poszedł spać.]

*

Martino corse dal nonno: — Il seme è fiorito!
     — Bravo, castorino mio!
[Martin pobiegł do dziadka: — Nasionko wykiełkowało!
     — Wspaniale, mój borsuczku!]

Perché chi nasce glicine non può trasformarsi in girasole, ma può provare a diventare il glicine più colorato e profumato del monto!
[Ponieważ kto narodził się wisterią, nie może zmienić się w słonecznik, ale może spróbować stać się najbardziej kolorową i pachnącą wisterią na świecie!]

Luca Mazzucchelli, Cresci come un fiore, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

piątek, grudnia 30, 2022

4879. 364/365

dziś, pierwszy błękit nieba, pierwsze pro­mie­nie słońca. tyle rze­czy przed nami po raz pierwszy bez Białego Kruka, z Białym Krukiem wyłącznie w nas. tylko serce ła­mie się milion czte­ry­sta pięć­dzie­sią­ty ósmy raz, wywołując ten sam, nie­zmien­nie upior­ny ból.

364/365

środa, grudnia 28, 2022

4878. 362/365

bóg jest miłością — przeczytałam na pobliskiej tablicy nagrobnej.
     — ty też jesteś miłością — szepnęła świadomość. — bądź z nią w kontakcie, cokolwiek robisz.

362/365

wtorek, grudnia 27, 2022

4877. 361/365

nie zawsze znajdując tam, gdzie jej szukamy, nie ustajemy w poszukiwaniu miłości. szukajmy również przyjaźni. w niej są niezmierzone pokłady miłości.

361/365

poniedziałek, grudnia 26, 2022

4876. Z oazy (XCVIII)

Niedzielne, świąteczne odliczanie literek w świąteczny poniedziałek, trzy. To książ­ka, na której temat wymieniliśmy z Białym Krukiem wiadomości na chwilę przed tym, nim nastały ostatnie godziny Jego Życia. Ani On, ani ja, nie wiedzieliśmy, że ostatnie, nim się nie wypełniły do cna.

Czytałam tę książkę już jako sierota. Wspaniały z niej plasterek na nie­od­wra­cal­ne.

Co roku o tej porze, gdy ciemność wcześnie zapada, Nostalgia zdejmuje z sza­fy ozdoby na choinkę. Zabawne, jak delikatna i uroczysta jest dla niej ta chwila, kiedy otwiera stare pogniecione pudełko po swoich pierwszych łyżwach. Oddycha głęboko, podnosi kartonowe wieczko.

Minione grudnie, które spały cicho w pudełku przez cały rok, wracają wszyst­kie na raz, jedne przez drugie. […]  I smak — mocniejszy od wszyst­kich innych smak marzeń, żeby święta się udały, żeby było pięknie jak w baj­ce… Tych spełnionych i tych, które rozprysły się niczym stłu­czo­na bombka w drobny mak.

*

Lęk koleguje się z Ciekawością, bo tylko
Ciekawość zagląda czasami pod szafę.

*

Szybko się okazało, że wiele ich łączy, chociaż są tak różni od siebie. Go­dzi­ny spędzane razem pod szafą mijały im jak kilka minut. Nikt nie słucha tak chętnie jak Ciekawość. I co jak co, ale z Lękiem nie sposób się nudzić. Te opowieści!

Ech, ten to ma dobrze. Tylu rzeczy się obawia, że nigdy się nie nudzi.
     Ciekawość nawet się nie domyśla, że uśmierzyła Największy Lęk Lęku. Że to dzięki niej Lęk wreszcie poczuł, że może uroczyście wykreślić Najgorszą Rzecz ze swojej listy.
     I tak pewnego wieczoru usiadł, wlepił oczka w wieczko puszki i cichutko skreślił swoją Największą Obawę.
     Jaką?
     Że Nikt Go Nigdy Nie Polubi.

*

Cierpliwość najlepiej czuje się w lecie, bo latem już zupełnie nie wypada nikogo ani niczego popędzać. Uczą tego owoce, które rosną w swoim tempie, ale i tak zachwycają. Na dobre rzeczy warto czekać.

Co tu kryć, Cierpliwość najbardziej lubi Spokój — tylko że Spokój zawsze przychodzi ze swoim psem. A gdzie pojawia się pies, tam prędzej czy później zjawiają się: Radość, Czułość, Ciekawość, Zadowolenie, Entuzjazm, Niecierpliwość, Wdzięczność, Wzruszenie, Zaufanie, Odwaga, Wierność, Beztroska, Głupawka, Zachwyt, Maślane Oczy, Lojalność, Mi­łość i Przyjaźń. I nakarm tu taki tłum! Ani się obejrzysz, a całe kon­fi­tu­ry truskawkowe zjedzone.

*

*

Mało kto wie, że Odwaga ma starszego brata. Z tych starszych braci, co to się ich podziwia od maleńkości, kocha całym sercem, jest się z nich dumnym i nieustannie się o nich martwi. Odwaga zawsze mówi, że on to do­pie­ro jest odważny. To Zaufanie. Jej brat buduje mosty.

Ale gdy ktoś ją [Odwagę]  pyta, co wymaga najwięcej odwagi, ona myśli o mostach, które podtrzymywał w powietrzu jej brat — tych, co przerwały próbę czasu, i tych, co z hukiem spadły mu na głowę — i odpowiada:
     — Zaufać.

*

Wdzięczność lubi wracać do dobrych chwil.
     Czasami trudno je znaleźć. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Nie dlatego, że dobrych chwil nie było lub że było ich niewiele. To przez to, że Pamięć zaw­sze upycha je po dalszych szufladach, a wszystkie przykre rzeczy wkłada do szuflad z napisem WAŻNE!

Wdzięczność nie ma o to żalu. Rozumie, dlaczego Pamięć złe rzeczy uważa za najważniejsze, a dobre jej umykają. To dlatego, że jej pierwszym i naj­star­szym zadaniem jest chronić swojego człowieka przed nie­bez­pie­czeń­stwem. Dlatego Pamięć podkreśla czerwonym flamastrem to, co prze­stra­szy­ło lub sprawiło ból. […]  Żeby tego na przyszłość uniknąć. Dla Pamięci to jest najważniejsze, i już.

Wdzięczność bardzo lubi zaglądać do szuflad z tymi nieważnymi rzeczami. Tam Pamięć odkłada spokojne dni, smaczne obiady, uśmiechy, zachody słoń­ca i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Wdzięczność otwiera którąś i znaj­du­je poupychane cuda. Chwile zrozumienia, spadające gwiazdy, książkowe odkrycia. Zbieranie wygładzonych przez morze kamyków, które fale wy­rzu­ci­ły na brzeg.

*

Wdzięczność robi sobie kubek kakao i idzie korytarzami Pamięci poszukać czegoś, na co chciałaby jeszcze raz popatrzeć. Mija regały z szufladami z napisem WAŻNE!, ale jakoś nigdy nie ma ochoty do nich zajrzeć.
     Idzie tam, gdzie Pamięć odłożyła różne inne rzeczy, i rozsiada się wśród swoich skarbów.
     Wie, że za chwilę dołączy tu do niej Nostalgia.

Tina Oziewicz, Co lubią uczucia?, ilustr. Aleksandra Zając,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

4875. Z oazy (XCVII)

Niedzielne, świąteczne odliczanie literek w świąteczny poniedziałek, dwa. Naj­trud­niej­sze, bo graniczne. To druga z dwóch ostatnich, które skończyłam, nim wy­da­rzył się piątek, 16 grudnia, nim runęły wszystkie plany, nim zostałam szczelnie otoczoną mi­ło­ścią sierotą.

Haiku jest dla mnie przede wszystkim szybką formą dostępu do zadumy. Szukałam innej książki, nie ma jej w wersji elektronicznej, znalazłam tę. I dobrze.

W językach innych niż japoński stosuje się podział na trzy wersy, podczas gdy oryginalne haiku japońskie pisane jest w jednej linijce.

*

Haiku jest po prostu „podszeptem chwili”.

*

nie ma już ludzi
tych którzy byli przy mnie
kiedy się stałam

*

obłoki różu
nie mieszkają na niebie
nosisz je w sobie

*

zatrzymany czas
zapisany jest snami
trwa w codzienności

*

dzień niby zwykły
a tyle w nim dobrych chwil
już jest wspomnieniem

*

noc bez księżyca
ciszą zapala świece
i widzisz więcej

*

utonął w chmurze
niewidoczny dla oczu
drugi brzeg świata

Małgorzata Tafil-Klawe, Haiku? niby-haiku?,
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016.
(wyróżnienie własne)

człowiek i smutek…
kiedyś nadejdzie ten czas
i poznasz wszystko

*

słyszysz śpiew wiatru?
byłaś, jesteś i będziesz
w mojej wędrówce

(tamże)