niedziela, lutego 16, 2025

5717. Z oazy (CCCXXIII)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz, poślizgnięte na zapalonym oku i dniach tygodnia poprzedzających tę niedzielę. Jakby było mało, unieruchomione niemocą za­jąk­nię­cia się na temat skończonej dużo wcześniej książki.

Ta książka nie pozostawi cię obojętn_ wobec świata, własnych poglądów, prze­ko­nań czy zapatrywań. Jej konstrukcja ma wadę, która jest jednocześnie zaletą: to jest zbiór esejów.

Wada polega na tym, że na wiele, błyskotliwych skądinąd, akapitów, poddanych tyl­ko nieznacznej zmianie sty­lu, oso­ba czytająca napatacza się kilkakrotnie, co może bu­dzić odrobinę frustra­cji, ale może być wysokogatunkową ilustracją, która w przy­stęp­ny sposób pokazuje, jak wyglądają początkowe objawy choroby nękającej nau­ko­wy świat, tzw. punktozy. Można też tę wadę uznać za zaletę w odcieniu słów kro­pla drąży skałę. Mo­że jak człowiek naście razy prze­czyta to samo, to nie tylko treść, ale rów­nież zna­czenie wyryje mu się w sercu, zmieniając bezpowrotnie coś w życiu codziennym owej ludzkiej istoty: czegoś będzie więcej, czegoś mniej, a jeszcze coś innego odej­dzie nareszcie do lamusa.

Społeczeństwo dyscyplinarne to społeczeństwo negatywności. Określa je ne­ga­tywność zakazu. Dominuje w nim fraza: nie wolno. Słowu należy rów­nież odpowiada negatywność, związana z przymusem. Społeczeństwo osią­gnięć wyzbywa się coraz bardziej negatywności […]. Pozytywną frazą spo­łe­czeń­stwa osiągnięć jest nieograniczone móc. Afirmatywna pierwsza oso­ba liczby mnogiej – Yes, we can – wyraża wła­śnie pozytywny charakter te­go społeczeństwa. W miejsce zakazu, nakazu czy reguły wchodzą projekt, inicjatywa i motywacja. Społeczeństwo dys­cy­pli­nar­ne jest jeszcze opa­no­wane przez nie. Jego negatywność generuje sza­leńców i prze­stęp­ców. Społeczeń­stwo osiągnięć produkuje natomiast cho­rych na depresję i nie­udaczników.

🖇

Wyzyskiwanie siebie jest wydajniejsze niż wyzyskiwanie kogoś, po­nieważ towarzyszy mu poczucie wolności. Podmiot osiągnięć pod­po­rząd­kowuje się wolnemu, stworzonemu przez siebie przymusowi.

🖇

Podmiot osiągnięć jest wolny od zewnętrznej instancji władzy, która mo­gła­by go zmuszać do pracy i wyzyskiwać. Podporządkowuje się tylko sobie. Zanik zewnętrznej instancji władzy nie usuwa jednak struktury przymusu, wręcz przeciwnie: jednoczy wolność i przymus w jednym. Podmiot osiąg­nięć wystawia się na działanie wolnego przymusu maksymalizacji i wy­daj­no­ści. Tak wyzyskuje sam siebie. Wyzyskujący staje się zarazem wy­zy­ski­wa­nym, sprawcą i ofiarą, panem i poddanym. By osiągnąć większe przy­spie­sze­nie, system kapitalistyczny przełącza się z wyzysku innych na samowyzysk.

🖇

Na tym polega podstęp neoliberalizmu. Kto ponosi porażkę, sam jest sobie winny i nosi tę winę odtąd wszędzie ze sobą. Nikogo innego nie można obarczyć odpowiedzialnością za porażkę.

🖇

Także inwigilacja działa w trybie smart. Jesteśmy ciągle zachęcani do dzie­le­nia się potrzebami, życzeniami i upodobaniami, do opowiadania naszego życia. […]  Wolność i inwigilacja stają się nie do odróżnienia.

🖇

Nie móc już móc prowadzi do niszczących samooskarżeń i do auto­agresji. Podmiot osiągnięć jest w stanie wojny z samym sobą. Chory na de­pre­sję to inwalida tej wewnętrznej wojny. Depresja jest chorobą spo­łe­czeń­stwa cier­pią­ce­go na nadmiar pozytywności.

🖇

[…]  głęboka nuda jest kulminacją duchowego odprężenia. […]  Nuda to „ka­wał ciepłego, szarego sukna, podbitego jaskrawym, róż­no­barw­nym jed­wa­biem”, w który „spowijamy się, gdy marzymy”. […]  Wraz z za­ni­kiem odprę­że­nia zatraca się też „dar nasłuchiwania” i zanika „wspól­no­ta na­słu­chu­ją­cych”. Nasza wspólnota aktywnych to jej dia­me­tral­ne prze­ci­wień­stwo. „Dar nasłuchiwania” opiera się właśnie na zdolności głębokiej, kontemplacyjnej uwagi, do której nadpobudliwe ego nie ma dostępu.

🖇

Rewersem społeczeństwa osiągnięć i aktywności jest nadmierne zmęczenie i wyczerpanie. […]  Ekscesywne zwiększanie wy­daj­no­ści prowadzi do zawału duszy.

🖇

Powinieneś ma swoje granice. Mogę nie ma żadnych. Jest otwarte ku górze. Stąd przymus wychodzący od móc także nie ma granic. Znajdujemy się więc w paradoksalnej sytuacji. Wolność jest właściwie antytezą przymusu. Być wolnym oznacza być wolnym od przymusów. Jednak ta wolność, która ma być przeciwieństwem przymusu, sama wytwarza przymusy.

🖇

Teoria stanowi istotną decyzję, która pozwala ujrzeć świat całkowicie inaczej, w zupełnie nowym świetle.

🖇

Eksploatacja siebie jest bardziej wydajna niż eksploatacja innych, ponieważ towarzyszy jej uczucie wolności. Pierwszym symptomem wypalenia jest pa­ra­dok­sal­nie euforia. Ogarnięci euforią, rzucamy się w wir pracy. Na końcu następuje załamanie.

🖇

Święto jest zdarzeniem, miejscem, w którym obcujemy z bogami, w którym samemu można zaznać boskości. […]  Żyjąc w czasie bez święta, w czasie sprofanowanym, tracimy więź z boskością.

🖇

Nie tylko przestrzeń świętości, lecz także przestrzeń pragnienia jest nie­trans­pa­rentna. Przestrzeń pragnienia jest raczej „zakrzywiona”.

🖇

Kapitał podporządkowuje sobie dzisiaj wszystko. Lifetime value oznacza sumę wartości, które można wyabstrahować z człowieka jako klienta, gdy każdy moment jego życia ulega komercjalizacji. […]  Nie ma już obszaru ży­cia, którego nie zawłaszczyłaby komercja i monetyzacja. Hiperkapitalizm obra­ca wszelkie związki międzyludzkie w związki komercyjne. Odbiera czło­wie­ko­wi godność i zastępuje ją w całości wartością rynkową.

🖇

Produkcja kapitalistyczna również nie ma celu.
Jej nie interesuje już dobre życie.

🖇

Przezroczystość nie czyni też umysłu jaśniejszym. Masa informacji nie tworzy prawdy. Im więcej informacji zostaje wypuszczonych, tym mniej przejrzysty staje się świat.

🖇

Więcej informacji nie prowadzi wcale, co udowodniono, do lepszych decyzji. […]  zarówno myślenie, jak i inspiracja potrzebują pustki.

🖇

Przyspieszyć pozwala się jedynie taki proces, który jest addytywny, a nie narracyjny. Działanie procesora jest całkowicie transparentne, ponieważ przebiega czysto addytywnie. Rytuały i ceremonie są natomiast fe­no­me­na­mi narracyjnymi, poza imperatywem przyspieszenia.

🖇

Ekonomia kapitalistyczna absolutyzuje przetrwanie. Karmi się iluzją, że więcej kapitału wytwarza więcej życia, więcej zdolności do życia. Sztywny, rygorystyczny rozdział życia i śmierci wtrąca samo życie w upiorne odręt­wie­nie. Troska o dobre życie ustępuje histerii przeżycia.

🖇

W neoliberalnym społeczeństwie sukcesu takie objawy negatywności jak na­kazy, zakazy i kary ustępują takim pozytywnościom jak motywacja, sa­mo­optymalizacja i sa­morealizacja. Przestrzenie dyscyplinarne zostają za­stąpione strefami wellness. Ból traci wszelkie odniesienie do władzy i pa­no­wa­nia. Zostaje odpolityczniony do postaci zagadnienia medycznego.

🖇

Duch jest tylko wtedy „potęgą”, „kiedy patrzy negatywności prosto w oczy i zatrzymuje się przy niej.
Georg Wilhelm Friedrich Hegel

🖇

Eros natomiast umożliwia doświadczenie Innego w jego inności, które wy­pro­wadza Ja z narcystycznego piekła. Eros uruchamia dobrowolną od­mo­wę siebie, dobrowolne opróżnienie siebie. Podmiot miłości ogarnięty zostaje przez wyjątkową słabość, której równocześnie towarzyszy poczucie siły. To uczucie nie jest jednak dziełem Ja, lecz darem Innego.

🖇

Miłość udowadnia, że wieczność może zaistnieć w czasie życia.

🖇

Miłość, jak pisze [Marsilio] Ficino, jest „najgorszą ze wszystkich plag”, jest „przemianą”. Miłość „pozbawia człowieka jego własnej natury i przydaje mu innej”.

🖇

Istnieje nie tylko ta śmierć, która oznacza koniec nagiego życia. Zarówno porzucenie wyobrażeniowej tożsamości Ja, jak i zniesienie symbolicznego porządku, któremu Ja zawdzięcza swój byt społeczny, stanowią śmierć po­ważniejszą niż koniec nagiego życia […].

🖇

Media społecznościowe i spersonalizowane wyszukiwarki tworzą w sieci przestrzeń absolutnej bliskości, z której wyeliminowane zostaje wszelkie zewnętrze. Spotykamy w niej tylko siebie i sobie podobnych. Brak tam ne­ga­tyw­ności, która mogłaby umożliwić jakąś zmianę. To cyfrowe są­siedz­two przedstawia użytkownikowi tylko te wycinki świata, które lubi. W ten spo­sób niszczy publiczną przestrzeń oraz publiczną, krytyczną świadomość, prywatyzuje świat.

🖇

Dzięki wyobrażeniowym obrazom i narracjom medialnym kultura kon­sump­cyj­na z pewnością wytwarza nowe potrzeby i życzenia. Pragnienie różni się jednak zarówno od życzenia, jak i od potrzeby.
     […]  Fantazja zamieszkuje jednak przestrzeń niezdefiniowaną. Infor­macja i fantazja są przeciwstawnymi siłami.

🖇

W społeczeństwie opartym na zaufaniu nie wygłasza się postulatów trans­pa­rencji. Społeczeństwo transparencji jest społeczeństwem nieufności i po­dejrzenia, które stawia na kontrolę w obliczu niknącego zaufania. Dobit­ne żądanie transparencji wskazuje wręcz na to, że moralny fundament spo­łe­czeń­stwa się rozpada, że wartości moralne takie jak szczerość i ucz­ci­wość coraz bardziej tracą na znaczeniu. Na miejsce kruszejącej instancji mo­ral­nej wkracza transparencja jako nowy imperatyw społeczny.

🖇

Kultura podobania się ma różnorodne przyczyny. Wywodzi się w pierw­szym rzędzie od ekonomizacji i utowarowienia kultury jako takiej. Produ­kty kultury coraz mocniej poddawane są presji konsumpcji. Muszą przyj­mo­wać formy konsumowalne, to jest dające się polubić. Ta eko­no­mi­za­cja kultury idzie w parze z kulturalizacją ekonomii. Dobra konsumpcyjne opa­trywane są wartością dodatkową, obiecują kulturalne, estetyczne prze­życia. […]
     W czasach, gdy sfera sztuki, oddzielona wyraźnie od sfery konsumpcji, podążała za własną logiką, nie oczekiwano od niej, że ma się podobać. Artyści trzymali się z dala od komercji.

🖇

Dla porządku ziemskiego istotna jest tajemnica. Transparencja natomiast to slogan porządku cyfrowego.

🖇

Dla przetrwania dobrowolnie poświęcamy wszystko, co czyni życie wartym życia. […]  Cyfrowa hipochondria i permanentna autoewaluacja za pomocą aplikacji zdrowotnych i fitness sprowadzają życie do funkcji. Życie po­zba­wio­ne zostaje wszelkiego nadającego sens narratywu. Nie jest już tym, co da się opowiedzieć, jest tym, co można zmierzyć i policzyć.

🖇

Jedynie „dotknięcie tego, co jest inne”,
utrzymuje życie żywym.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Nikt nie myśli przy tym samym słowie akurat i dokładnie tego samego, co inny, a ta zrazu tak niewielka różnica rozprzestrzenia się niby kręgi po wo­dzie na cały język. Przeto wszelkie rozumienie jest za­ra­zem zawsze nieporozumieniem, wszelka zgodność myśli i uczuć ich rozbieżnością.
Wilhelm von Humboldt

🖇

Uznać, że istnieją pozytywne, produktywne sfery ludz­kie­go bycia i współżycia, które przymus transpa­ren­cji kompletnie rujnuje, oznaczałoby zapoczątkować nowe oświecenie.

🖇

Myślenie domaga się ciszy.
Jest ekspedycją w ciszę
.

🖇

Brak dystansu nie jest bliskością. On ją niszczy. Bli­skość jest bogata w przestrzeń, podczas gdy brak dystansu nisz­czy przestrzeń. W bliskość wpisana jest dal. Bliskość jest rozległa.

🖇

Coś jest więc żywe tylko o tyle, o ile zawiera w so­bie sprzecz­ność, i to o ile jest ową siłą, która potrafi sprzecz­ność sobą objąć i przetrwać ją.
Georg Wilhelm Friedrich Hegel

(tamże)

5716. 47/365   // Łódeczka dla Białego Kruka

pra­we 35 lat temu od Twojej, Biały Kruku, szwagierki dostałam powieść o debussym. rzuciłam jej czytanie, wstrząśnięta tym, jak młody claude potraktował ko­bie­tę, ale teraz nie jestem już pew­na swojej pamięci, może to jej ruch mną wstrząsnął. za to do­kład­nie wiem, gdzie dziś w domowej bibliotece stoi ta książ­ka. łomolę clair de lune i myślę sobie, że chyba już czas, by wró­cić do tej lektury.

47/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

Śmierć jest szczególnym sposobem bycia. Jako „tajemnica bycia” śmierć sięga głęboko w życie. Jest „relikwia­rzem niczego, mianowicie tego, co pod każdym względem nigdy nie jest po prostu bytem, lecz co mimo wszystko istot­nie­je, nawet jako tajemnica samego bycia”. Śmierć oznacza, że człowiek jest w związku z tym, co niedostępne i zu­pełnie inne, co nie pochodzi od niego.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Claude Debussy, Clair de lune [z:] Suite bergamasque,
Alice Sara Ott (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #56.

(5714+1). Będąc listkiem drzewa

Bezpośrednim powodem wydzielenia tych trzech fragmentów były części mowy, tak pięknie opisane w jednym z nich. Chciałam móc je mieć, w razie czego, w łatwy spo­sób — okolice języka — pod ręką. Natychmiast odezwały się korzonki genealogiczne.

Miłość do literek odziedziczyłam po mamie Orzeszka. Miłość do kształtu liter i cyfr nautycznych zawdzięczam teściowi Orzeszka. Krótko mówiąc: genu nie wydłubiesz.

Trzeba wziąć blok marmuru i usunąć wszystko, co niepotrzebne. W słyn­nym powiedzeniu jest mniej więcej tyle sensu co w zagadce z czasów mo­je­go dzieciństwa: jak zmieścić cztery słonie w małym fiacie? Odpowiedź, gdy­by ktoś nie pamiętał, brzmiała: dwa z przodu, dwa z tyłu.
     Łatwo się domyślić, jaką minę miał Michał Anioł, gdy tłumaczył na­trę­to­wi: „Ależ, to proste, mój drogi, musisz tylko…”.
     Odkąd poznałem ten cytat, zamieszczony w jakiejś młodzieżowej książce o sztuce, zacząłem sobie wyobrażać rysunki uwięzione w białych kartkach. Obrazy w niezagruntowanym płótnie. Świątki w pniu gruszy. Kotlety mie­lo­ne w prosiaku.
     […]  Stukamy w klawiaturę. Wklepujemy litery […]. Pisząc w ten sposób, łatwo zapomnieć, jak bliski był kiedyś związek typografii i rzeźby.
     A przecież przez stulecia litery wykuwano w kamieniu. Odlewano w me­ta­lu. Wycinano z drewna. Potem tłoczono, walcowano, ściskano pod prasą. Pieczętowano, przybijano. W słowie „druk” jeszcze się czuje ten ciężar.

🖇

Rzeczownik wyraża zaufanie do czytelników. Przy­miot­nik maszeruje obok jak cień lub strażnik. Dopo­wia­da, dociska, naznacza. Dba, żebyśmy nie popełnili błędu w ocenie. Nie przeoczyli cech osoby lub rzeczy.

🖇

Parę lat temu zwiedzałem nowoczesną drukarnię.
     – Zamówiliśmy badania – powiedziała pani dyrektor – z których wy­ni­ka, że zasadniczo książki czytają już tylko dziewczynki między dzie­wią­tym a trzynastym rokiem życia.
     – I co państwo zrobią? – spytałem.
     – Właśnie kupujemy maszynę do brokatu.

Marcin Wicha, Jak przestałem kochać design,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.

5714. Z oazy (CCCXXII)

Dawnonie­dzielne odliczanie literek, cztery. Chciałam dwa tygodnie temu, nie dałam rady. Chciałam tydzień temu, a jak sie nie udało, to próbowałam sześć dni temu z ma­łym poślizgiem, który tu dość dobrze zadomowił się jako jeszcze jedna świecka tradycja. Sku­tek był ten sam, a i dziś nie jest łatwo.

Z książkami tego Autora w moim przypadku wiąże się długie czekanie. Na dwie książki czekałam ja, ale ta wykazała się niemałą cierpliwością, czekając na mnie… dziesięć lat.

Informacja o śmierci Autora zwaliła mnie z nóg, ale też była powodem, by sięgnąć po tę książkę, skoro czekanie na nową Jego autorstwa po tej stronie tęczy przestało mieć sens. Na bezrybiu i rak ryba — trudno, nie podoba mi się od zawsze okładka, tytuł niezmiennie wywołuje skojarzenia z meblami, skutecznie odrzucając od lek­tu­ry, ale nic więcej nie będzie ani drobniej, ani grubiej, więc niech będzie.

Mimo że tyle czekała, był to najlepiej wybrany dla mnie czas, by z tą książką pobyć. Dziesięć lat temu nie byłam sierotą, nie zrozumiałabym okołournowych perypetii. Dziesięć lat temu akapit o projektowaniu półek nie wywołałby lawiny wspomnień, bo nie tylko zaprojektowane przez Białego Kruka, ale osobiście wykonane (inaczej niż w domu rodzinnym Autora, czyli pięknie i precyzyjnie) półki, regały i szafki były wtedy dla mnie oczywistą rzeczywistością w Małej Danii.

Czytanie o materialnych artefaktach siermiężnych lat ożywiło wiele wspomnień. Jedno z nich nie przestaje mnie uśmiechać: muscel (doznalazłam, samej sobie do­pre­cyzując: M-461), podrasowany, bo gdy tylko stał się członkiem naszej rodziny, otrzymał od Białego Kruka silnik Żuka. W czasach, gdy na osiedlowych parkingach było luźniutko, zima dwu­dzie­sto­pa­ro­stop­nio­wym mrozem unieruchomiła wszystkie pojazdy mechaniczne. Biały Kruk kanister gorącej wody wlał do chłodnicy, zakręcił korbą i… pojechaliśmy. Tak puste ulice następny i póki co ostatni raz widziałam w czasach pandemii.

Wciąż rezonują ze mną zacytowane w tej książce słowa z opowiadania Hrabala: za każdą rzeczą i za każdą osobą ujrzałam coś nie mającego końca. I dobrze mi z tym, co we mnie wywołują.

Alternatywą był kwiatek – biała lilia lub przekwitła róża. W opinii branży pogrzebowej Polskę zamieszkują dwa rodzaje ludzi: chrześcijanie i przed­sta­wi­cie­le sekty florystów.
     Przerzucałem strony, szefowa zakładu zaczynała się niecierpliwić. Pod jej spojrzeniem wybrałem w końcu jakiś wzór. […]
     Potem przez kilka godzin oszukiwałem się, że jest ok. Ale nie było. Ojciec nigdy by się nie zgodził na takie naczynie. To świństwo lekceważyć czy­jeś uczucia estetyczne tylko dlatego, że umarł.

🖇

Przynajmniej w sprawie urny postawiłem na swoim. […]
     I tak pochowałem prochy ojca w czarnym sześcianie z granitu. Na jed­nym z boków wyryto imię i nazwisko. Krój pisma – Futura. Wersaliki. Dwa razy po pięć liter, elegancko wyjustowane, tak jak lubił. Rozpierała mnie duma. Urna była piękna. Problem polegał na tym, że jedyna osoba, która mogła to docenić, jedyna osoba, na której opinii mi zależało, już nie żyła.

🖇

To zabawne, że kiedyś mówiło się „witryna internetowa”. Teraz real­ny sklep jest tylko oknem wystawowym, zachętą do zwiedzania praw­dzi­we­go świata czekającego w sieci.

🖇

W końcu gdzieś to się zdarzy, ale na razie nie słyszałem, żeby ktoś zginął od ciosu wymierzonego e-bookiem. Natomiast śmierć pod lawiną papierowych książek była zupełnie realna. Codziennie zaglądała nam w oczy.
     Ojciec sam zaprojektował półki.

🖇

[…]  dzieci są kochane jeszcze mocniej. Bo są po­wo­jen­ne. Powojenne jak moi rodzice.
     Nie rozumieją starych? To tylko lepiej. Niech nie rozumieją. Są po­wo­jen­ne. Mają nie rozumieć. Wzruszać ramionami. Patrzeć przed siebie. Nic nie wiedzieć o zbrodniach, tragediach, rozpaczy, jakie widzieli starsi. Nie py­tać. Albo pytać i nie słuchać odpowiedzi. Zadowalać się ogólnikami. Anegdotą.
     To było najważniejsze zadanie. Największe wymaganie, jakie stawiali dziadkowie naszym rodzicom. Być czystą kartą. Zrealizować plan, jak w pio­sen­ce Agnieszki Osieckiej:
          Dzieci urodzą się nowe nam
          I, spójrz, będą śmiać się, że my
          Znów wspominamy…
Biorąc to wszystko pod uwagę, nie, nie udało się.

🖇

Rozrzucenie pewnej ilości materiałów stanowiło deklarację intencji: kiedyś to zrobimy, zbudujemy, naprawimy. Tylko na razie jakoś nie wychodzi. Bo jesień, bo znów idą deszcze, bo zima za progiem…
     […]
     Taki to był świat. Pełen rzeczy zaczętych i nieskończonych. Porzuconych zamiarów i części. Otaczała nas skamieniała tymczasowość.

🖇

Żyliśmy we fragmencie większej całości. W pierwszym tomie przerwanego cyklu. Z czasem odkryłem, że miasto przypomina nasze mieszkanie. Jest peł­ne dobrych intencji i zarzuconych pomysłów.
     […]  Mieszkaliśmy wśród czasowników niedokonanych. W próżni po­mię­dzy założeniem i realizacją.

🖇

Architektura daje poczucie, że jesteśmy na właściwym miejscu. A skoro tak – to świat jest dobrze urządzony. We wszystkich znaczeniach tego słowa.
     Co oczywiście nie jest prawdą. Świat został urządzony dość marnie. Ktoś się spieszył. Niestarannie wydobywał rzeczy z ich brył. Raz po raz prze­jeż­dżał za linię. Niedokładnie kładł kolory, jak znudzony przed­szko­lak, któ­re­go pró­bu­ją zająć kolorowanką z internetu.

🖇

Właśnie tym był design, przynajmniej w oczach mojego ojca. Światem, któ­ry dostosował się do użytkownika. Zamiast wyginać człowiekowi krę­go­słup i przyciskać mu głowę do piersi, przestrzegając „Uwaga, niski sufit” (czar­no-żółte paski i tabliczka „Pamiętaj o kasku”), design obiecywał to­le­ran­cję, a w każdym razie – wyrozumiałość.

🖇

Oszukiwanie jest jednym z wiecznych zadań architektury i designu. Pierw­sze samochody przypominały dorożkę (koń wziął dzień wolnego, jutro na pewno znów będzie). Pierwszy telewizor przywarował w drewnianej skrzyn­ce i udawał kredens.

🖇

     – Wiesz, co jest najlepsze w typografii? – pytał. – Że wszystko do wszystkiego pasuje. Można przenieść każdą literę i ustawić w dowolnym miejscu. Od tego zaczęła się normalizacja. Przedtem był tylko chaos. Aż przyszedł Gutenberg i wymyślił ruchome czcionki. Rozumiesz? To dzięki niemu żarówki pasują do lamp, nakrętki do słoików, opony do kół. To dru­ka­rze zaczęli porządkować świat.
     Było w tych słowach dużo uzurpacji. Porządkowanie chaosu należy do prerogatyw Boga i Komisji Europejskiej, ale i tak przemówienie wy­gło­szo­ne wśród szuflad z czcionkami zapadło mi w pamięć. […]
     „Projekt jest jak Lego”. […]
     Dość szybko odkryłem, że moi rozmówcy nie lubią porządku. Nikogo nie interesuje porządkowanie świata i opowieści o formalnej dyscyplinie. Za to wszyscy kochają klocki. Lego okazało się idealną metaforą nieopresyjnego ładu.

🖇

Gdy upadł mur berliński, w świecie Lego zapanował indywidualizm.
     […]
     To była lekcja kapitalizmu: możesz być, kim chcesz. A chcesz być celebrytą lub postacią z serialu.

🖇

Zasługujecie na najlepsze – mówił kapitalizm. – Wszystko inne jest nie­po­trzeb­ne. Za to najlepsze jest nieskończone. Może go być coraz więcej i wię­cej. Wszystko, co udane, trzeba powtarzać. A potem jeszcze raz powtarzać. I jeszcze. Do znudzenia. Bez końca. Jeżeli coś się kończy, to znaczy, że nie było wystarczająco dobre.

🖇

Identyfikacja wizualna to elegancka forma obsikiwania terytorium. […]
     Przed kryzysem, w blasku transformacji ustrojowej, można było wierzyć, że biznes jest najdoskonalszą formą ludzkiej działalności. Racjonalizmu. Organizacji i zarządzania. Korporacja wydawała się niedościgłym wzorem dla instytucji, uczelni, organizacji. Sprofesjonalizuj się! Zrób to businesslike – zachęcano (a słownik wyjaśniał: efektywnie i skutecznie).
     Podejrzewam, że stąd się brało uczucie, którym obdarzyliśmy logo. Ko­lo­ro­wy znaczek okazał się przepustką do kapitalizmu. Każdy resort, de­par­tament, urząd gminy i szkoła chciały mieć logo.

🖇

Praktyczne klęski dodają powagi teorii.

🖇

Z czasem doszedłem do wniosku, że na projektach zawsze trwa wrzesień al­bo początek października. Popołudnie. Najlepsza po­ra roku i najlepsza pora dnia. Rodzice wrócili już z pracy. Obiady zostały zjedzone. Lekcje od­ro­bio­ne. Przyszła pora: „Czy mogę wyjść na rower?”. Pora: „Wyprowadź psa” oraz „Co słychać, sąsiedzie”.
     Taka odrobina wishful thinking. W sumie drobiazg, jeśli pomyśleć o dzi­siej­szych komputerowych wizualizacjach, gdzie wszystko tonie w zie­le­ni, ludzie wyglądają jak gwiazdy filmowe i afrykańskie słońce odbija się w szkla­nych elewacjach.

🖇

To nie to. Znowu nie wyszło. Może następnym razem.
     Projektowaniu towarzyszy nadzieja. Realizacja przynosi zawód. Czasem rozczarowanie może być większe, niekiedy mniejsze. Czasem jest tylko cieniem, szczyptą goryczy, motywem do podjęcia następnej pracy.

🖇

W XXI wieku osiągnęliśmy postęp polegający na tym, że prawie wszyscy ma­my pracę siedzącą. Różnice społeczne wyrażają się w tym, jak wygodnie siedzimy.

🖇

Nie czujemy się dość silni, żeby spokojnie spojrzeć za sie­bie. Fale nostalgii zalewają przeszłość. Mieszają auten­tycz­ne osiągnięcia i tandetę.

🖇

Najciekawsze, że czerwoną krechą podkreślił wyraz „zawsze”… Grafik może wyróżnić wyraz krojem pisma, wielkością liter, światłem, kolorem. Pod­kre­śla­ją­ca linia to porażka, wyraz bezradności, to jak podniesienie gło­su, stuknię­cie o blat, zawsze, powtarzam, zawsze! Albo podwójny wy­krzyk­nik w prozie.
     […]
     Po latach uderzyło mnie co innego. Podkreślone „zawsze” dotyczy także projektowania.
     Rozum lubi reguły. Emocje karmią się wyjątkami.
     Rozum już wie, co nastąpi. Nadzieja szepcze:
     – Tym razem będzie inaczej.
     – Może to pomyłka.
     – Proszę jeszcze raz sprawdzić
.
     „Zawsze” to statystyka. „Zawsze” to zasady gry. „Zawsze” to plan, siatka modułów, żelazne zasady modernistycznej typografii. „Zawsze” jest dla wszystkich.
     Lata dziewięćdziesiąte nie chciały się podporządkować regułom. Wy­to­czy­ły wojnę „zawsze”. Zwłaszcza że „zawsze” okazało się słabe i nietrwałe.
     Najwyraźniej mieliśmy tak dość planowania, że postanowiliśmy bu­do­wać kraj z samych wyjątków. Potwierdzały to architektura, ur­ba­ni­sty­ka i design. Reklama zewnętrzna i ustawodawstwo… Moja racja. Moja wła­sność. Moja reklama.
     Zabawne, że właśnie [Henryk] Tomaszewski, ze swoją malarskością, indywidualizmem i swobodą, wystąpił z obroną słowa „zawsze”. Sugestią, że może nam się jeszcze przydać.

Marcin Wicha, Jak przestałem kochać design,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

Nostalgia to jedno. Myślę, że mamy poważniejszy pro­blem. Kiedyś, żeby zrobić rysunek, naszkicować projekt, trzeba było pokonać opór materii. Podporządkować so­bie świat, choćby tylko w obrębie kartki. Pękający gra­fit, występującą z brzegów akwarelę, rozlewający się tusz.
     Słowo design i disegno (czyli rysunek) mają wspólne korzenie. Właściwie jeden łaciński korzeń. Projektować to zaznaczać. Projektowanie zaczyna się w momencie, kiedy pomysł staje się przedmiotem. Śladem na kawałku papieru, strzępem serwetki, makietą.

🖇

PROJEKT można:
     • mieć,
     • roić,
     • snuć,
     • podać,
     • wykonać,
     • przeprowadzić,
     • doprowadzić do skutku,
     • zamienić w czyn.
  Taka sekwencja czasowników układa się w scenariusz całkiem optymistycznej historii.

🖇

Tabloidy pokazały, że emocje poprzedzają fakty. Są od nich ważniejsze. Szybsze. Prowokują do kliknięcia. Sprze­dają.
     Powściągliwość nie jest cnotą, więc nikt już nie trzy­ma gar­dy. Nie zaciska zębów. Żyjemy w epoce roz­pa­sa­nej emocjonalności. Nawet jeśli fakty mówią same za siebie, to robią to zbyt wolno. Graficy i dziennikarze wolą nie ryzykować.

🖇

A w ogóle to trzeba się uczyć. Zawsze i od wszystkich. Od tych, którzy wiedzą. Od tych, którzy nie wiedzą. Od tych, którzy nie mają pojęcia, ale jak na złość – mają rację.
     Uczyć się od przyjaciół i od wrogów (niech będzie z nich jakiś pożytek). Od młodszych. Od starszych. Od klientów, kolegów, przypadkowych przechodniów.

(tamże)

sobota, lutego 15, 2025

5713. 46/365

do­tarłam w sobie do miejsca, w którym i gotowość, i potrzebę miałam, by uczcić wszystkie te chwile, gdy pytał: zjesz la cuca­ra­chę?

wdzięczna i chciwa, chciałam też spędzić razem z sadownikiem nie­śpiesz­ny, smaczny czas poza domem. nijak nie mogłam so­bie przy­po­mnieć, kiedy, nie licząc wyjazdów, ostatni raz je­dli­śmy śnia­da­nie poza ulem.

46/365

W języku Innuitów, pochodzących z Azji jak Indianie i za­miesz­ku­ją­cych arktyczne pustkowia, nie ma słowa „artysta” ani „do widzenia”. Nie ma sztuki ani pożegnań. Jest wieczna zmarzlina nie do przerobienia na arcydzieła i nostalgię rozstań.
     […]
     Dorosła pożegnałam rodziców. Coraz częściej żegnam zmar­łych, ale i żywych odpadających od parapetu logiki. Nie sposób wyrazić wtedy, co czuję.

*

Razem jesteśmy sobą, mieniąc się
możliwościami bycia wszystkim.

Manuela Gretkowska, Posag dla Polki,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.

piątek, lutego 14, 2025

5712. —

[…]  here’s the thing—your body isn’t asking
                                        for perfection.
It’s asking for progress.
Let’s start with
can, not can’t.

Dom Thorpe

🍆

Im częściej neurony podejmują aktywność, tym mocniej w naszej świa­domości utrwala się przesłanie, za które odpowiadają. Ścieżki neuronowe w naszym mózgu przypominają trochę ścieżkę przez las — im częściej ktoś nią chodzi, tym jest ona szersza i wyraźniejsza, bar­dziej zauważalna i tym pewniej się na niej czujemy.

David Kessler, Szósty etap żałoby. W poszukiwaniu sensu,
przeł. Magda Witkowska, Laurum, Warszawa 2022.

5711. [']   // 45/365

któ­ry to już dzień nie dociera do mnie, że Ona jest po drugiej stro­nie, z TajgąDunieczką. tylko sadownik reprezentował dziś naszą rodzinę na po­grze­bie, bo mnie zimno zatrzymało w ulu.

nie przestaje być ze mną Jej uśmiech, głos i serdeczny śmiech, niech pozostaną!

45/365


fot. Hans Benn, [dostęp 14.02.2025], źródło.

czwartek, lutego 13, 2025

5710. 44/365

świa­ty, terytoria, obowiązujące w nich reguły i zasady trzeba znać, by się nie poranić.

po­trze­buję pamiętać, że zawsze mogę dokonać wyboru, w któ­rym z nich chcę spędzać chwile swojego życia. dziś, de­fi­ni­tyw­nie po­zo­sta­ję w świe­cie pędów zielonego groszku.

44/365


fot. Егор Камелев, [dostęp 13.02.2025], źródło.

środa, lutego 12, 2025

5709. 43/365

doświadczenie wpra­wiło mnie w stupor na dwa dni z hakiem. skończona ponad dwa tygodnie temu lektura uparcie trzyma mnie pod sto­sem pięknych wspomnień.

jeszcze nie wiem, czego potrzebuję, by opróżnić filiżankę wra­żeń; wiem, że bez tego, przygnieciona dzie­dzic­twem nie­ma­te­rial­nym, nijak nie ruszę z miejsca.

43/365

Zagadka, jaką jest przeszkoda, nie jest rozwiązywana przez ode­pchnię­cie problemu ani przez kurczowe trzymanie się go, ale przez doświad­cza­nie go w ciszy i odkrycie tej świętej krainy, w której współistnieją radość i smutek, wolność i zmaganie.

*

Symptomy po­stępu mogą sprawiać wrażenie załamania lub roz­stro­ju; im bardziej miłość innych i zrozumienie siebie mo­gą nam pomóc przeżyć ten roz­strój i dopomóc w two­rze­niu no­we­go ładu, tym więk­szy­mi szczęściarzami jesteśmy.
Mary Richards.

Martin Laird OSA, W krainę ciszy. Praktyka
chrześcijańskiej kontemplacji
, przeł. Tomasz Mucha,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2024.

niedziela, lutego 09, 2025

(5707+1). 40/365

mo­ja wrażliwość po wszystkim chwyciła się za głowę, gotowa rwać z niej włosy. mi było bardzo głu­pio i tak źle, że nie dałam rady znaleźć wczoraj właściwych słów, by za­trzy­mać naukę pły­ną­cą z tego doświadczenia.

ale świadomość dostała cenną wskazówkę:
     — co pozwala ci powiedzieć to, co mówisz?

40/365

sobota, lutego 08, 2025

5707. Zamieniając ziarnka piasku w perły (XIV)

stawiasz zarzut? sprawdź w sobie,
czy i jak ty też to robisz.
*
przywilejem jest mieć wybór.
KD • Teacher
zarzut, pamiętaj, to potencjał.
*
zauważaj nieadekwatność swoich reakcji.
[to świetny powód, by popracować nad sobą]

★ ★

*

Znaczenia powstają dopiero dzięki progom i przejściom, poprzez opór. […]  Progi i przejścia tworzą strefy tajemnicy, niepewności, przemiany, śmierci, lęku, lecz także tęsknoty, nadziei i oczekiwania.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje,
przeł. Rafał Pokrywka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

5706. Czekariat (CIX)


fot. Saxifraga, fragment.

Gior­gio Agamben cytuje przypowieść o królestwie mesjasza, którą Wal­ter Benjamin opowiedział swego czasu Ernstowi Blochowi: „Pewien ra­bin, zagorzały kabalista, pewnego razu rzekł: aby ustanowić kró­le­stwo pokoju, niekoniecznie trzeba wszystko uprzednio zniszczyć i stworzyć świat całkowicie od nowa; wystarczy przesunąć nieco dalej tę fi­li­żan­kę, krzew albo kamień, a wraz z nimi wszystkie pozostałe rzeczy. Jed­nakże owa nieznaczna zmiana miejsca jest tak trudna, że jeśli idzie o cały świat, ludzie nie są w stanie jej dokonać – do tego potrzeba na­dej­ścia mesjasza”. Wystarczy więc zaledwie nieznaczne przesunięcie rzeczy, by ustanowić królestwo pokoju. Ta minimalna zmiana, podkreśla Agam­ben, nie za­cho­dzi w samych rzeczach, lecz na ichobrzeżach”.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

piątek, lutego 07, 2025

5705. 38/365  //  wynosimy choinkę (I)

wczo­raj pati rzuciła hasło, sadownik nie powiedział nie, jabłoń w pierwszej chwili przeraziła się, ale akuszer kilka godzin póź­niej w oka mgnieniu rozniecił drzewny entuzjazm do tego po­my­słu. wieczorową porą małżeński duet konstruował plan.

dziś rysia wbiła ostatni gwóźdź do trumny — przyklepała wdro­że­nie, nadając sprawie kryptonim: wynosimy choinkę.

38/365

Czekanie, które jest cierpliwe w długości i powolności, wy­kazu­je specyficzną intencjonalność. To postawa wstąpienia w nie­dostępne. Nie chodzi tu o czekanie na, lecz o czekanie w. Tę postawę wyróżnia pewna czułość, przylgnięcie do nie­do­stępnego.

Długie i powolne nie wyklucza, ponieważ niczego mu nie bra­ku­je. Nie wskazuje na proces, który mógłby zostać przy­spie­szo­ny. Posiada raczej własną czasowość, własną rzeczy­wi­stość, własny zapach. […]  To, co długie i powolne, zwleka, waha się w uniku. Przychodzi później, rozświetla się po cza­sie. Spóźnienie jest jego manierą.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

🍆

środa, lutego 05, 2025

5704. 36/365  // Panna cotta (CXLIX)

50% towa­rzy­stwa stanowili mężowie, 50% zaś praktykujące żony. 100% wspólnego, dobrego, świątecznego czasu za nami, a w pla­nach na niedaleką przyszłość siat­ków­ka i język włoski.

36/365

*


[dostęp: 5.02.2025], źródło.

poniedziałek, lutego 03, 2025

5703. Z oazy (CCCXXI)

Nie­dzielne odliczanie literek, trzy. Poślizgnięte na dniu, potrzebnym, by odcedzić frag­menty, które koniecznie muszę tu mieć. Ta lektura uświadomiła mi, dlaczego czy­tam takie książki. To jest bardzo proste, bo są o wewnętrznej sile i osobistej mo­cy. Ta jest pod tym względem wyjątkowa.

Często odstawała nawet od odmieńców: w barach dla lesbijek była zbyt mało kobieca, żeby być femme i niewystarczająco twarda, aby postrzegano ją jako butch. W autobiografii […]  pisze, że już od cza­sów dzieciństwa boleśnie odczuwała odrzucenie społeczne, ale szyb­ko odkryła, że nie jest zabójcze, a nawet bywa użyteczne.

Wielokrotnie stwierdza, że to nie różnice dzielą kobiety, lecz udawanie, że owe nie istnieją.

Według Lorde poezja pozwala stworzyć sprawny język osobom, któ­rych głosy zostały wykluczone z debaty publicznej, dzięki czemu daje im „siłę i odwagę, by widzieć, czuć, mówić i ośmielać się”, i przy­czy­nia się do realnej zmiany.

[…]  zadaje retoryczne pytanie o etyczność bycia wiecznie szczę­śli­wym w tym nieludzkim świecie pełnym przemocy wobec mniej­szo­ści, kobiet i ubogich, zanieczyszczenia środowiska i ekologicznej niesprawiedliwości.

Anna Pochmara

🖇 🖇

Dorastanie jako Gruba Czarna Istota Rodzaju Żeńskiego, prawie ślepa, w ameryce, wymaga tyle woli przetrwania, że albo się tego nauczysz, albo umrzesz. […]  przetrwanie to tylko część zadania. Inną jest nauka. Szko­li­łam się przez długi czas.

🖇

Osobiście czuję się urażona przekazem, że jestem do za­ak­cep­to­wa­nia tylko wtedy, kiedy wyglądam „dobrze” lub „normalnie”, zwłaszcza że te normy nie mają nic wspólnego z moimi wyobrażeniami na temat tego, kim jestem.

🖇

❧ 19.30. A przecież nawet gdybym przepłakała sto lat, nie zdołałabym w żaden sposób wyrazić żalu, który teraz czuję, ani smutku czy straty.

🖇

❧ Muszę pozwolić, aby ten ból przeze mnie przepłynął i przeszedł dalej. Jeśli mu się oprę albo będę próbowała go powstrzymać, wybuchnie we mnie, ro­zerwie mnie, rozniesie moje strzępy po każdej ścianie i po każdej osobie, któ­rej dotykam.

🖇

[milczenie]  nigdy nie przyniosło
nam [kobietom]  nic wartościowego.

🖇

[…]  nad czym ten płacz? Nad straconą piersią? Nad straconą mną? Tylko kim ja właściwie byłam? Nad śmiercią, którą nie wiem, jak odsunąć w czasie? Albo jak elegancko wyjść jej na spotkanie?

🖇

❧ Czy zostało coś jeszcze, czego mogłybyśmy się bać, skoro zmierzyłyśmy się twarzą w twarz ze śmiercią i nie przyjęłyśmy jej? Skoro zaakceptowałam umie­ra­nie jako część życiowego procesu, któż miałby mieć nade mną władzę?

🖇

Wiele się nauczyłam […]. Uczę się żyć bez strachu dzięki temu, że potrafię go przeżyć, równocześnie zaś uczę się przemieniać wściekłość na własne ogra­ni­cze­nia w jakąś bardziej twórczą energię. Uświadomiłam sobie, że jeśli będę czekać, aż przestanę się bać działać, pisać, mówić, być, skażę się na wy­sy­ła­nie wiadomości za pomocą tabliczki ouija, zaszyfrowanych skarg z tam­tej strony. Kiedy zaś ośmielę się być mocna, wykorzystywać siłę w służ­bie swojej wizji, wtedy to, czy jestem nieustraszona, czy nie, nie bę­dzie już tak istotne.

🖇

❧ Musi istnieć sposób na scalenie śmierci z życiem, tak, by ani jej nie ignorować, ani się jej nie poddać.

🖇

❧ Lęk, ból i rozpacz nie zniknęły. Powoli jednak stają się coraz mniej istotne. Choć czasem tęsknota za prostym, uporządkowanym życiem wciąż dopada mnie jak nagły atak głodu – jak wegetariankę, którą niespo­dzie­wa­nie ogarnia pragnienie mięsa.

🖇

❧ Skoro potrafię spojrzeć wprost na swoje życie i na swoją śmierć i się nie wzdry­gnąć, wiem, że nie ma już nic, co mogliby mi znów zrobić. Muszę za­do­wolić się tym, że widzę, jak niewiele jestem w stanie zrobić, i na­dal robić to niewiele z otwartym sercem.

🖇

Zmuszona dogłębnie uświadomić sobie własną śmiertelność, a także prze­my­śleć to, o czym marzyłam i czego pragnęłam od życia, nieważne, jak krót­kie miałoby się ono okazać, zobaczyłam swoje priorytety i swoje za­nie­dba­nia zarysowane z całą ostrością w bezlitosnym świetle, i okazało się, że tym, czego najbardziej żałuję, są moje zamilknięcia. Czego kiedykolwiek się bałam? Zadawanie pytań lub mówienie o tym, w co wierzyłam, mogło przy­nieść ból, nawet śmierć. Tyle że przecież ranimy się na tak wiele naj­róż­niej­szych sposobów, i to nieustannie, a ból albo się zmieni, albo zniknie. […]  zaczęłam rozpoznawać w sobie źródło mocy, która pochodzi z wiedzy, że nawet jeżeli stanem najbardziej pożądanym byłby brak lęku, odkąd nauczyłam się, jak umieścić lęk w odpowiedniej perspektywie, zyskałam wielką siłę.
     Umrę wcześniej czy później, niezależnie od tego, czy kiedykolwiek przemówiłam.

🖇

Widzialność, z powodu której stajemy się tak bardzo kruche, jest zarazem źródłem naszej największej siły.

🖇

Odkryłam, że walka z rozpaczą nie oznacza zamykania oczu na ogrom za­dań związanych z wprowadzaniem zmian, nie oznacza również igno­ro­wa­nia siły i barbarzyństwa sprzysiężonych przeciwko nam potęg. Oznacza na­u­kę, przetrwanie i walkę z wykorzystaniem najważniejszego zasobu, jaki mam – mnie samej – i czerpanie radości z tej walki. […]  moja praca przy­na­le­ży do kontinuum kobiecej pracy nad odzyskiwaniem ziemi i naszej siły, wiedzę, że ta praca nie zaczęła się w dniu moich narodzin ani nie zakończy się, kiedy umrę. Oznacza wiedzę, że w tym kontinuum moje życie, moja miłość i moja praca mają szczególną moc i znaczenie dla innych.
     Oznacza łowienie łososi w rzece Missisquoi o świcie, smakowanie zielonej ciszy i świadomość, że także i to piękno jest moje, na zawsze.

🖇

Teraz myślę, że najważniejsze było nie tyle to, co wybrałam, ile świadomość, że mam wybór, a także to, że kiedy już wybrałam, samo podjęcie decyzji, zawalczenie o siebie, wykonanie ruchu, umocniły mnie.

🖇

Podkreślanie znaczenia pooperacyjnej kosmetyki wzmacnia społeczny ste­reo­typ, dotyczący kobiet, zgodnie z którym jesteśmy tylko tym, co widać, tym, jak się jawimy, a więc żadnym innym aspektem naszego istnienia nie musimy się zajmować. Każda kobieta, która z powodu raka musiała się zgo­dzić na usunięcie piersi, wie, że nie czuje się taka sama. Ale nie przy­zna­je się nam żadnego psychicznego czasu ani przestrzeni, abyśmy mogły zba­dać nasze prawdziwe odczucia, oswoić je. Natychmiastowa estetyczna po­cie­cha niesie ze sobą informację, że nasze uczucia nie są ważne, że to nasz wygląd jest wszystkim, całkowitą sumą naszego ja.
     Nie musiałam spoglądać w dół, na bandaże na klatce piersiowej, żeby wiedzieć, że nie czuję się tak samo jak przed operacją. Wciąż jednak czułam się sobą, Audre, a to wykraczało daleko poza wygląd mojej piersi.

🖇

W ramach nacisku na powierzchowność i udawanie kolejnym logicznym krokiem kultury, która depersonalizuje i deprecjonuje kobiety jest po­ja­wie­nie się ko­szma­ru, eufemistycznie nazywanego „rekonstrukcją piersi”. Prze­mysł chirurgii plastycznej forsuje obecnie ten zabieg jako najnowsze „osiąg­nię­cie” w chirurgii piersi. W rzeczywistości nie jest to żadna nowość, ale technika stosowana dotąd przy powiększaniu biustu. Należy zauważyć, że prowadzenie badań nad tą potencjalnie zagrażającą życiu praktyką ozna­cza, że czasu i pieniędzy nie przeznacza się na znalezienie metody za­po­bie­ga­nia nowotworom, które kosztują nas piersi i życie, ale raczej na to, jak udawać, że nasze piersi nie zniknęły, a nam jako kobietom nie zagraża śmierć.

🖇

[…]  każda kobieta potrzebuje żyć świadomie. Przy czym konieczność refleksji umacnia się i pogłębia, gdy trzeba wprost stawić czoła wła­snej śmiertelności, własnej śmierci.

🖇

Tam, gdzie słowa kobiet krzyczą, by ich wysłuchano, musimy, każda z nas musi, uznać naszą odpowiedzialność za odnalezienie tych słów, odczytanie ich, podzielenie się nimi i zanalizowanie znaczenia, jakie mają dla naszego życia. Po to, byśmy nie chowały się za oszukańczymi podziałami, które nam narzucono i które zbyt często uznajemy za oczywiste […]. Tyle jest naj­róż­niej­szych, nieskończonych sposobów, na które okradamy się z nas samych i z siebie nawzajem.
     […]  Zostałyśmy tak zsocjalizowane, by lęk szanować bardziej niż naszą potrzebę języka i definiowania, jeśli więc będziemy czekać w ciszy na luksus ostatecznej nieustraszoności, ciężar tej ciszy nas zadusi.

🖇

Wiem, że jeśli tylko iskra życia będzie płonąć, nie zabraknie paliwa, że póki chcę żyć, znajdę najlepszy dla siebie sposób.

🖇

Co jakiś czas zaczynałam się zastanawiać, co mam jeść, jak działać, aby ob­wieścić lub zachować moją nową pozycję tymczasowej mieszkanki tej zie­mi, a później docierało do mnie, że zawsze byłyśmy tu tymczasowo i że po pro­stu nigdy dotąd tak naprawdę tego nie podkreślałam ani też nie dzia­ła­łam aż tak dalece na tej podstawie. I wtedy zwykle robiło mi się trochę głupio i miałam wrażenie, że może bez sensu dramatyzuję – ale tylko trochę.

🖇

❧ […] chciałam wyjść, chciałam cieszyć się, że żyję, cieszyć się ze wszystkich rzeczy, z których powinnam. […]
     Później: nie chcę, żeby to był jedynie zapis żałoby. Nie chcę, żeby to był jedynie zapis łez. Chcę, żeby to było coś, co mogę wykorzystać teraz lub w przy­szłości, coś, co mogę zapamiętać, coś, co mogę przekazać, coś, co mogę poznać, co powstało z takiej mojej siły, której nic nie zdoła trwale zachwiać i której nic nie dorówna.

🖇

Jestem kimś, kogo ani świat, ani ja sama
nigdy wcześniej nie widzieliśmy.

🖇


fot. Robert Alexander, [dostęp: 3.02.2025], źródło.

🖇

❧ Może to jest szansa, by żyć i mówić o tym, w co naprawdę wierzę: że siła pochodzi z wkroczenia w to, czego najbardziej się boję, a czego nie da się uniknąć.

🖇

Moje uczucia należą tylko do mnie. Nie mogę tego stracić, ponieważ jest mo­je, ponieważ pochodzi z mojego wnętrza. Mogę powiązać je z czym­kol­wiek zechcę, ponieważ moje uczucia są częścią mnie, mojego smutku i mojej radości.
     Nigdy nie wybrałabym tej drogi, ale bardzo się cieszę z bycia tym, kim jestem. Tu, gdzie jestem.

Audre Lorde, Dzienniki raka, przeł. Anna Dzierzgowska,
Wydawnictwo Fame Art, Niemce 2022.
(wyróżnienie własne)

❧ Nie czuję się silna, ale czy mam jakiś wybór? […] W każ­dej grupie, do której należę, definiuje się mnie jako inną. Odmieńczyni, siła i słabość zarazem.

🖇

❧ Nie muszę wygrywać, żeby wiedzieć, że moje marzenia są ważne, muszę jedynie wierzyć w proces, którego jestem częścią. […] W uznaniu istnienia miłości leży odpo­wiedź na rozpacz.

🖇

[…]  wszystkie te stare, stereotypowe wzorce reakcji, zgodnie z którymi powinnyśmy odrzucić przygodę, jaką jest możliwość zgłębienia własnych doświadczeń, nieważne, jak bardzo bolesnych i trudnych.

(tamże)

niedziela, lutego 02, 2025

5702. Z oazy (CCCXX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nazwisko-wytrych — ibukosknera, gdy je widzi, nawet nie wy­wra­ca oczami.

Pamiętam, jak książeczka ta była nie­do­stępna w ibuku. Od nie­chce­nia klik, klik i zdziwionko, jest! Więc klik, klik i na czytniku, i za chwi­lę prze­czy­tane. Ubawiłam się i zamyśliłam, i zachwyciłam szkicami.

Od kiedy zacząłem poznawać mity greckie – […] – czułem się onie­śmie­lony ich głębią i urodą, choć już po kilku minutach lektury mu­sia­łem stwierdzić, że ten świat jest dla mnie trudny, szybko mnie nie­cierpliwi, wprawia w za­gu­bie­nie: za dużo w nim ojców tego sa­me­go dziecka, za dużo żon tego samego męża, za dużo niewiarygodnych przygód. Gubiłem się w nim. Czułem, że mógłby być prostszy, zre­du­ko­wa­ny do tego, co mnie samego interesuje i wzrusza najbardziej.

Ale przy całym wysiłku przybliżenia sobie archaicznej materii i ruchu każdą lekturę i tak zawieszałem po kilkunastu stronach, zagubiony, zde­zo­rien­towa­ny, przekonany o własnej niezdolności do rozumienia skomplikowanych podań.

[…] wpadłem na pomysł, a raczej na język, własnej mitologii. Sku­pio­nej na pojedynczych postaciach, które same opowiadają o so­bie, jed­no­wąt­kowo, poprzez epizody, o których myślałem jako o do­mi­nan­tach skomplikowanych historii.

Kto wie, czy nie pisałem tej „innej mitologii”, „mitologii osobnej”, naj­pierw z myślą o dzieciach. Nigdy zresztą nie wierzyłem, że jaki­kol­wiek świat dzieli się na opowieść dziecięcą i dojrzałą.

Jarosław Mikołajewski

🖇 🖇

🖇

[Afrodyta]  Czułam się dzieckiem nienazwanych żywiołów. […]
     Kiedy wyszłam z morza, zobaczyłam nagość w lustrze, które słońce roz­snu­ło na wodzie. Była moja. Była tym, co we mnie nazywali pięknem.

🖇

🖇

[Antygona]  Byłam trudna.
     Nie wszystkim mówiłam witajżegnaj.
     […]
     Kiedy Kreon zabronił pochować mojego brata, prócz żałoby miałam w sobie sprzeciw. Ale nie ten, który szamoce się w bezsilności.
     Pogrzebałam Polinejka własnymi siłami, wbrew zakazowi króla. I nie był to efekt namysłów, rozważań. To było coś jak podanie przybyszowi z da­le­kiej krainy szklanki wody. Jak odruchowe spojrzenie na spadającego Ikara. Na rozkwit lotosu.

🖇

[Niobe]  Byłam matką, jestem kamieniem. Myślałam, że jestem jedyną matką, którą spotkał ten los, ale Mnemosyne wydobyła mnie z błędu. Mnemosyne – pamięć. Błogosławiona, przeklęta. Ta, która boli.

🖇

🖇

[Hermes]  Nigdy nie planowałem zdarzeń mojego istnienia. Wywoływałem je tylko, a kiedy sprawy zwracały się przeciw mnie, reagowałem nie­po­ję­tym zmysłem okazji i ucieczki.
     […]  Czy zostanę zrozumiany, kiedy powiem, że mnie po prostu korciło? Czy znacie stan, któremu odpowiada to słowo? Nigdy nie dowiedziałem się, czym jest ta nieodparta siła, która wyprzedza myślenie i działanie. Nigdy nie poznałem imienia boginki czy boga, którzy napędzają kaprys po­chop­ne­go czynu.

🖇

[Ares]  Moimi rodzicami byli Hera i Zeus, co dawało mi poczucie bez­kar­ności. […]
     Na początku moja mowa była taknie. Podczas wielu wojen nauczyłem się jednak cieniować odczucia i sądy.

🖇

🖇

[Cerber]  Byłem psem Hadesu. Psem piekielnych podziemi.
     Nie ma mnie, tak jak nie ma już świata Olimpu.
     W ludzkim świecie nieludzkim trwa tylko nieśmiertelne moje ugryzienie, jakie zostawiam tym, którzy kogoś tracą.
     […]
     Żyję tylko w chwili, kiedy zanika życie.
     Jest to dziwne i niedziwne zarazem.

🖇

🖇

[Atena Nike]  Urodziłam się z obolałej głowy ojca, z własnej obolałej głowy biorę moją trudną opowieść.
     […]
     Niewiele rozumiałam z mojej własnej przeszłości i z losu przodków.

🖇

[Hera]  Przetrwaliśmy w ludziach, w ludziach więc widzę jego arogancję, podłość, okrucieństwo. A zwłaszcza dumę. Jej ślad pozostawił w męż­czyz­nach, którzy maltretują żony, a potem podczas obiadów, przy których się nudzą, wygłaszają nieznoszące sprzeciwu mądrości.
     To nawet nie chodzi o jego głupotę. To była nieuważność kogoś, kto za­wo­dzi i nie ma odwagi się do tego przyznać. […]
     Byłam zazdrosna. O co? O kogo? O to, czego nie było? O tego, którego nie ma?

🖇

🖇

[Hefajstos]  Robiłem dla ojca pioruny i berła.
     […]  Wielu ludziom przypominałem ich własnych ojców. Krzywdzących. Skrzywdzonych.

🖇

[Dafne]  Przestraszyłam się. Nie chciałam, żeby w moim życiu zdarzyło się coś, czego nie rozumiem. Prawie bezwiednie wyszeptałam prośbę, by tato zmienił mnie w drzewo. Nie myślałam, że to bezpowrotne.
     Nie znajdziesz mnie więc w tym grobie. Jestem w liściach, na których […]  gra […]  z czułością wiatr.

🖇

🖇

[Dedal]  Kiedy wzbiliśmy się w niebo, nie przewidziałem, że syn posłucha mojej nauki, żeby w życiu zawsze piąć się coraz wyżej i wyżej. Nie pomy­śla­łem, że w gorączce słońca wosk się roztopi, pióra opadną, a Ikar runie na ziemię. […]
     W późnych latach często myślałem, że geniusz tkwi nie tylko w pomy­sło­wo­ści, lecz również w tym, by przewidywać skutki własnych arcydzieł. Lecz cóż mi teraz po mojej mądrości?

🖇

[Ikar]  Mówił, żebym nie wznosił się zbyt wysoko, bo – twierdził – z każdej wysokości widać to samo. Ja jednak w powietrzu poczułem wyzwanie. Chcia­łem sprawdzić, jak blisko mogę podlecieć do słońca i nie runąć na ziemię.
     Dostałem skrzydła, zanim dostałem dojrzałość.

🖇

[Demeter]  Nie chciałam żyć, nie zależało mi na życiu innych. Kiedy pła­ka­łam, mówili, że to ryczy Etna. W rozpaczy nie rodziłam owoców. Pozwa­la­łam każdemu życiu umierać z zimna i głodu.
     Zeus, z troski o tych, którzy go wielbili i składali mu ofiary, sprawił, że Per­se­fona na pół roku do mnie powraca. Patrząc na rozkwit słoneczników i słońca, ludzie mówią, że poznali tajemnicę wiosny i lata. Oby nigdy nie we­szli w tajemnicę zimy. Mówię to z głębi wymrożonej jesieni.

🖇

🖇

[Dionizos]  Byłem bogiem oszalałej radości, jaką daje codzienne roz­ko­cha­nie w życiu. […]  Kochałem, jak wino zapuszcza w żołądek żarłocznego ro­ba­ka nieobojętności, wyostrza zmysły i na pierwszą chwilę biesiady de­sty­lu­je piękno świata. […]
     Żona mojego ojca do końca twierdziła, że nie jestem jego synem. Uwa­ża­ła, że jak na boga, za mało jest we mnie boskości. Dziś, kiedy mnie nie ma, chciałbym, by miała rację. Wino pozwalało mi bawić się często tą możliwością.

🖇

🖇

[Driady]  Żyjemy w lasach.
     Rodzimy się z drzewami, umieramy z drzewami.
     Każda z nas ma swoje drzewo, każde drzewo ma nas.
     […] 
     Głupi ludzie nie wiedzą, że ścinając drzewo, ścinają jedną z nas. Kiedy ścinają las, mordują tysiące dziewcząt. „Czemu ranisz?” – pytamy, kiedy zrywasz gałązkę.
     Jesteśmy dobre i mroczne jak las. Dajemy wytchnienie, lecz jeśli ktoś szkodzi drzewu, bronimy je i stajemy się mściwe. Spytajcie tych, którzy zgubili się w lesie.

🖇

[Eris]  Byłam boginią niezgody. Tej dobrej, która każe sprzeciwiać się złu i doskonalić swą sztukę, powalać granice, wychodzić na place, unosić pię­ści, wykrzykiwać święty protest wobec zła. I tej niedobrej, która za­zdro­ści i unosi się namiętnym gniewem.
     Kiedy nieproszona pojawiłam się na weselu, rzuciłam między boginie jab­łko z napisem „Dla najpiękniejszej”. Hera, Atena i Afrodyta posprzeczały się o nie, bo każda uważała, że najpiękniejsza jest ona.
     Bogiń już nie ma, spór trwa. I żyje podobno moja wynaturzona córka o wstydliwym imieniu Zawiść.

🖇

🖇

[Eurydyka]  Miałam więcej szczęścia od innych młodych kobiet. Nikt na mnie nigdy nie napadł. Kochałam i byłam kochana.
     […] 
     A jednak się odwrócił. Spojrzał. Stracił mnie na zawsze. Ja straciłam je­go. Na początku myślałam, że nie mógł się mnie doczekać. Teraz przy­cho­dzi mi do głowy, że wolał żyć z moim cieniem w sercu niż ze mną u boku.

🖇

[Orfeusz]  Wzlecieliśmy ku sobie jak stęsknione liście. […]
     Nie wiem, dlaczego odwróciłem głowę. Nie nadawałbym temu głę­bo­kie­go sensu. To była zwykła chwila zagapienia. Przedwczesnej ra­do­ści. Upoj­nej tęsknoty.

🖇

[Ismena]  Komu mam powiedzieć, że istnieją dwa momenty protestu, i że dzieli je czeluść. Ten pierwszy, gdy nie pada tuż po niegodziwości, i ten drugi, który unieważnia twoją szlachetność.

🖇

[Uranos]  Późno zrozumiałem, że władza to dzika bestia wy­pu­szczo­na z klatki naszej godności. […]
     Straciłem moc, zyskałem marzenie, które jest radością wszystkich ludz­kich starców – zajmować się wnuczką, wnukiem. Nie pamiętam, czy ma­rzenie to się spełniło. Byłem już bardzo archaicznym bogiem. Starym. Nie­pomnym.

🖇

[Zeus]  Sądzić, wybaczać, z nadprzyrodzoną mądrością bogów, którzy nie doświadczyli małości, lecz potrafią ją zrozumieć u innych? […]  Mój dziadek był Niebem, moja babcia Ziemią. Czy te zdarzenia tłumaczą to, że nie­bo i zie­mia walczyły we mnie o lepsze?
     […]
     Miejcie tyle mądrości, ile ja miałem władzy.
     Nie na odwrót.

Jarosław Mikołajewski, Mity osobne, ilustr. Alicja Nikiel,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

[Echo]  Z miłości rozpłynęłam się w powietrzu. Po­wietrzu.
     Ze wszystkiego, czym byłam, został tylko głos. Głos.
     Pogłos. Pogłos.
     Strużka głosu. Głosu.
     Nawet nie mojego. Mojego.
     Tylko tych, którzy mówią do mnie. Do mnie.
     Jestem tylko wtedy, kiedy do mnie mówisz. Mówisz.
     Więc mów. Mów.

🖇

[Iris]  Jestem błyskawiczna, nie mam nic wspólnego z przerażającą mocą błyskawicy. Mam w sobie jej szybkość.

(tamże)

5701. Z oazy (CCCXIX)

Nie­dzielne odliczanie literek, raz. Powaliła mnie ta lektura. To jest książka, którą należy walić po głowie wszystkich gospodarczych guru w stylu petrumądrali. Nie mam złudzeń, historia Chin, Niemiec czy Stanów Zjednoczonych niczego nas nie nauczy, choć z powodzeniem by mogła. Jesteśmy i pozostaniemy jednocześnie i Chry­stu­sem, i Chinami Europy.

Technicznie była to dla mnie wymagająca lektura, ponieważ musiałam przyswoić wiele terminów, wiele definicji. Ogarnąć, powiązać i jeszcze co chwilę łapać się za głowę. Intelektualną gimnastykę zdecydowanie mam na jakiś czas zaliczoną.

Wojna o dostęp do rynków, większe zainteresowanie pro­du­cen­tów sprze­da­żą niż konsumentów kupnem stanowią koronny do­wód istnienia fałszywej ekonomii dystrybucji, której owocem stał się imperializm. Wyłącznie po­zba­wie­nie klas po­sia­da­ją­cych niezasłużonych zysków i przekazanie ich na po­czet wy­na­gro­dzeń klas pracujących lub na poczet dochodu publicznego, aby w ten sposób przeznaczyć je na podniesienie standardu konsumpcji, za­pew­nia narodom bezpieczeństwo.
John A. Hobson, Imperialism. A Study (1902)

🖇🖇

Główną tezą niniejszej książki jest założenie, że rozkład siły nabywczej we­wnątrz społeczeństwa wpływa na jego relacje gospodarcze z resztą świata.

🖇

Motywem przewodnim niniejszej książki jest to, że decyzja podjęta w jed­nym miejscu może przynieść nieoczekiwane skutki zupełnie gdzie indziej.

🖇

Bogacze z całego świata mieli możliwość czerpania korzyści kosztem pra­cow­ni­ków i emerytów na skalę międzynarodową, ponieważ interesy ame­ry­kań­skich finansistów uzupełniały się z interesami chińskich i niemieckich przedsiębiorców. Zarówno jedni, jak i drudzy wychodzili naprzeciw inte­re­som najmożniejszych obywateli całego świata […].
     Skutkiem tej przewrotnej strategii jest wzajemne wzmacnianie się coraz silniejszej globalizacji i rosnących nierówności. Przedsiębiorstwa na całym świecie wykorzystują międzynarodową konkurencję jako pretekst do for­so­wa­nia niższych płac, wygodnych dla siebie przepisów dotyczących ochrony środowiska i bezpieczeństwa, preferencyjnych systemów podatkowych i re­gre­syw­nych transferów. Okazuje się, że ucisk zwykłego gospodarstwa do­mo­we­go jest znacznie łatwiejszy niż zwiększanie produktywności, inwe­sto­wa­nie w infrastrukturę oraz poprawa zdrowia i edukacji. Ten scenariusz jest jednak niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę, ponieważ obniżenie wynagrodzeń musi prowadzić do pewnej kombinacji niższej konsumpcji (a za­razem ograniczenia wydatków w globalnej gospodarce) oraz wyż­szego zadłużenia (które ostatecznie ma charakter samoograniczający i samonapędzający).

🖇

Prawie wszystkie gospodarstwa domowe są bezpośrednio lub pośrednio importerami netto, a zatem czerpią korzyści z mocniejszej waluty.

🖇

Inwestycje są opłacalne wyłącznie wtedy, gdy wychodzą naprzeciw nie­za­spo­ko­jonym potrzebom konsumpcyjnym. W przeciwnym razie należy je traktować wyłącznie jako marnotrawstwo zasobów, które z po­wo­dze­niem można by wykorzystać gdzie indziej.

🖇

Ogólnoświatowy niedobór środków na wydatki generowany jest przez kraje z nadwyżkami. Trudno zgodzić się z twierdzeniem nie­miec­kich decydentów, według których ich nadwyżki są nagrodą za doskonałą technologię produkcji. Rekompensatą z tytułu wysokiej efektywności po­win­ny być zyski z wyższego importu, generowane z powodu poprawy wa­run­ków wymiany handlowej. Tymczasem utrzymujące się nadwyżki są zazwyczaj konsekwencją wysoce niezrównoważonej dystrybucji dochodów na korzyść przedsiębiorstw i osób najbogatszych.

🖇

Stany Zjednoczone nadal pozostają światowym miejscem składowania nad­wyżek oszczędności i związanych z nimi nadwyżek produkcji. Otwarty globalny system handlu może pozostawać zagrożony tak długo, jak długo elity w głównych gospodarkach dysponujących nadwyżkami będą przy­wią­za­ne do systemu, w ramach którego siła nabywcza ich pracowników i emerytów nieustannie maleje.

🖇

Fetysz konkurencyjności doprowadził do globalnego niedoboru wydatków z uwagi na fakt, że samo pojęcie konkurencyjności funkcjonuje jako eufe­mizm dla obniżek płac, czy to bezpośrednio, czy też poprzez deprecjację waluty i osłabienie systemów zabezpieczenia społecznego.

🖇

Najpoważniejszym źródłem globalnej nierównowagi jest obecnie strefa eu­ro. Przed 2008 rokiem gospodarstwa domowe i przed­się­bior­stwa w kra­jach dotkniętych kryzysem, takich jak Hiszpania, Grecja, Wło­chy, Ir­lan­dia i inne, kompensowały stagnację w Niemczech poprzez za­cią­ga­nie wysokich pożyczek i wydatki przewyższające ich dochody. Z jednej strony skutkowało to wzrostem gospodarczym w całym bloku, z drugiej jednak stan ten okazał się trudny do utrzymania. Kryzys finansowy zmusił gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa do ograniczenia wydatków i sku­pienia się na spłacie za­dłużenia.
     Początkowo rządy państw dotkniętych kryzysem odpowiedziały zwię­ksze­niem akcji kredytowej oraz wzrostem wydatków w celu złagodzenia je­go skutków, co również okazało się strategią krótkoterminową. Zmuszone do oszczędzania władze przerzucają koszty na obywateli – rosną podatki i bezrobocie, szerzy się ubóstwo, spada jakość infrastruktury, podobnie jak ogólny standard życia.

🖇

[…]  beneficjenci systemu zwykle budują opozycję wobec zmian i opóźniają znaczące korekty. Historia zna wiele przypadków, gdy od­kła­da­ne zbyt dłu­go reformy systemu zaprowadziły kraj na manowce nad­mier­ne­go i nie­bez­piecz­ne­go zadłużenia.

🖇

Znaczna nadwyżka dochodów prywatnych w Europie jest ostatecznie funk­cją wzrostu nierówności, co oznacza, że zjawisko to można odwrócić za po­mo­cą konkretnych instrumentów politycznych, które przeniosą dochód z ultrabogaczy i kontrolowanych przez nich przedsiębiorstw na zwykłe europejskie gospodarstwa domowe. W grę wchodzą oczywiście pod­nie­sie­nie stawek podatkowych dla osób o wysokich dochodach, obni­że­nie składek na ubezpieczenie społeczne, redukcja stawek podatku VAT, stworzenie efek­tyw­nego systemu pomocy społecznej oraz podniesienie płacy minimalnej.

🖇

Skuteczność każdego niezrównoważonego modelu rozwoju gospodarczego zawsze ma swoje granice.

🖇

[…]  oficjalny chiński system podatkowy ma charakter regresywny. […]  najmniej zarabiający obłożeni są wyższymi stawkami podatkowymi niż bogaci.

🖇

Oszczędności „podróżują po świecie”
za pośrednictwem rynków finansowych.

🖇

Większość populacji wydaje niemal całość swoich zarobków na towary i usłu­gi. Bogaci nie mają tego rodzaju problemu, ponieważ ich poziom kon­sump­cji nie ma nic wspólnego z dochodami, bez względu na to, jak ko­sztow­ne mogą wydawać się ich upodobania. Co z tego wynika? Za­strzyk go­tów­ki dla większości z nas oznacza, że prędzej czy później wydamy go na zakup towaru, który zapewni pracę i dochód innym. W przypadku osoby bogatej ten sam dodatkowy pieniądz zostanie prawdopodobnie wykorzystany do zgromadzenia dodatkowych aktywów.
     W skali całego świata rosnące nierówności skutkują tym, że wartość tych aktywów musi być uzależniona od ciągłego wzrostu wydatków osób, które mają coraz mniejszy udział w dochodzie narodowym.

🖇

[…]  nieumiejętne postępowanie w obliczu uzasadnionych pretensji może stanowić zagrożenie dla pokoju na arenie międzynarodowej, pozostawiając problemy bez rozwiązania.

🖇

O ile znaczna część społeczeństwa coraz bardziej docenia fakt, że zdrowie publiczne i ochrona środowiska wymagają globalnej współpracy, o tyle mniej osób zdaje sobie sprawę z tego, że ta sama logika ma zastosowanie w daleko szerszej perspektywie, począwszy od standardów pracy, a skoń­czy­wszy na opodatkowaniu przedsiębiorstw. […]  w każdym kraju dy­stry­bu­cja dochodów niesie ze sobą konsekwencje natury gospodarczej i fi­nan­sowej, zarówno na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym, a po­głę­bia­ją­ce się nierówności prowadzą do pewnego rodzaju kombinacji dwóch zjawisk – obniżenia wydatków na towary i usługi oraz rosnącego za­dłu­że­nia. Koncentracja dochodów na skalę globalną na prze­strze­ni ostat­nich kil­ku dekad przyczyniła się do spowolnienia wzrostu poziomu życia w wielu krajach wysoko rozwiniętych, wzrostu nierównowagi handlowej i do glo­bal­ne­go kryzysu finansowego.

Matthew C. Klein Michael Pettis, Wojny handlowe to wojny klasowe.
Jak narastające nierówności zakłócają rozwój globalnej gospodarki
i zagrażają pokojowi na świecie
, przeł. Katarzyna Mironowicz,
Wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2024.


(wyróżnienie własne)

5700. Czekariat (CVIII)


Kaan.

Aby być dostępną dla samej siebie i móc skoncentrować swoją ener­gię na wyzwaniach świata, w którym się poruszam, muszę zastanowić się, co znaczy dla mnie moje ciało. Muszę też oddzielić zewnętrzne wy­ma­ga­nia dotyczące mojego wyglądu i tego, jakie odczucia budzę u in­nych, od tego, czego naprawdę chcę dla własnego ciała i jak czuję się sama ze sobą.

[…]  traktować siebie nie z przerażeniem, ale z uważnością.

Teraz pragnę żyć jeszcze bardziej – próbować słodyczy każdej chwili i z niej korzystać, korzystać z każdego cudu, który towarzyszy mi w mo­ich dniach.

Audre Lorde, Dzienniki raka, przeł. Anna Dzierzgowska,
Wydawnictwo Fame Art, Niemce 2022.
(wyróżnienie własne)