nie tylko co myślę, ale
co czuję — jaki świat to stwarza?
JiM
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
wtorek, października 24, 2017
poniedziałek, października 23, 2017
2619. #metoo
gdy zrozumiałam głębiej i bardziej,
dzięki Wspaniałym Kobietom, wróciłam do domu i
zobaczyłam więcej… twarz kobiety-drzewo z profilu*.
dziękuję.
_________________
* wcześniej widziałam tylko mitologiczną Nike-drzewo z Samotraki.

(Autorka lub Autor nieznany)
*
(2613+5). Cztery, pięć, sześć z dziewięciu
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Druga trójka za mną. Umęczył mnie Szczerek, ale i ubawił setnie, gdy prawo z lewo na dzień dobry mu się pomyliło — co? też myślałeś, że to kobieca przypadłość? Optymistycznie myśląc, mógł to być taki awangardowy „figur” stylistyczno-artystyczny, by uważny czytelnik mapę jednak wyjął. Wyjęłam i ja, bo jakie lewo.
*
[…] wirtual przerósł real. Był lepszy, bo bardziej uporządkowany, przecedzony przez pazerny wzrok ojca. Zostawiał odrobinę więcej czasu na reakcję, pogłębiał zachwyt i po raz pierwszy od lat pozwolił odkryć Igorowi coś tak kręcącego jak wyobraźnia.
*
Oczywiście na Wielkanoc musiał spaść śnieg. […] Płatki śniegu, duże i mokre, były o odcień ciemniejsze od nieba i przez to przypominały popiół. Uznanie, że nie ma dwóch identycznych, wymagało więcej wiary niż w zmartwychwstanie człowieka.
*
Przecież ja nie wiem, […] dlaczego ludzie o takich samych temperamentach zdecydowali się całe życie odpychać? Dlaczego nie dobierają się tak, by w miejscu, w którym do siebie przylegają, występowała cisza?
*
Bał się narastającego strachu, nieznanego wcześniej ryzyka wiary, nieporównywalnie mniej bezpiecznego od kosztów nieufności.
Andrzej Muszyński, Maczużnik.

*
Ekspedientka jest zmęczona, bo delikatesy czynne są do dwudziestej pierwszej, która jednak za cholerę nie chce nadejść, ponieważ wszystkie zegary w tej strefie czasowej zatrzymały się na dwudziestej chyba ze dwa lata temu.
*
Poza tym ojciec w ogóle nie przepada za tym, żeby syn zaglądał do jego lodówki, o żadnej porze. Ojciec generalnie nie lubi, kiedy syn grzebie w czymkolwiek w tym domu, ponieważ dom to jego obsikany teren i każde grzebanie jest grzebaniem w jego wnętrzu, w jego wręcz mózgu.
*
Ale oto rozkosz piromana: ogień powoli zaczyna lizać grzbiet i wcale się jeszcze nie cieszy, wcale nie wie, jak wielki i łakomy kąsek mu się dostał, starcze wypociny jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy! Ogień jednak przeczyta je dokładnie, kartka po kartce, jak najuważniejszy krytyk.
— No, szybciej, głupi! – mówi syn do ognia, a ogień nakłada okulary i zabiera się do kartkowania książki, której objętość nagle rośnie.
Michał Witkowski, Domek.

*
Czy ktoś pyta, dlaczego zielone pojęcie jest zielone? Albo czarna rozpacz jest czarna?
*
W czasie gdy mój ojciec chodził tamtędy do szkoły, filie McDonalds’a dopiero zaczęły pojawiać się w Stanach, a Ameryka była czymś w rodzaju współcześnie istniejącej Atlantydy. Była równie realna, co kraina Oz.
*
Próbowałem zmontować to, co widziałem, z tym, o czym tylko słyszałem. Połączyć te dwa światy. Nie było to proste, zupełnie jakby moje urodzenie było cezurą, która zmieniła rzeczywistość.
Ziemowit Szczerek, Miasto mojego ojca.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.

niedziela, października 22, 2017
2617. Diagnoza Innego
Sadownik & Jabłoń:
(komentują komentarze do zdjęcia)
Sadownik:
Każdy widzi to, co chce.
Jabłoń:
Każdy widzi to, co ma w środku.
2616. Diagnoza
Jabłoń:
Jest coś, co mogę dla Ciebie dzisiaj zrobić?
Sadownik:
Co? Wyrzuty sumienia?
Jabłoń:
Gdybym miała wyrzuty sumienia,
na kolanach umyłabym podłogi w ulu.
Sadownik:
Czyli nie masz sumienia.
(2013+602). Nie pod psem, lecz pod kotką
Wypatrzyłam portrecik tej kociej pani wczoraj wieczorem u Antenki.
Mija
2614. O imponującej wielkości kobiet
Jabłoń:
(wczoraj werbalnie podziwia wyczyn Trine)
Jesteś WIELKA!
Trine:
Całe sto siedemdziesiąt sześć.
Jabłoń:
Wielkość nie jest o wzroście.
Trine:
Z twoich ust brzmi to przekonująco.
Jabłoń:
(nie porzeczka, ryknęła śmiechem)
sobota, października 21, 2017
2613. Raz, dwa, trzy z dziewięciu
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Bo… zapowiedź w podczytniku, że to opowiadania o relacji ojciec–syn.
Będzie grubo! — pomyślałam.
Bo… wśród autorów Michał Cichy.
Wystarczająca rekomendacja, by nie oglądać się na nic.
Ta książka chwyta za jaja od pierwszego zdania. Chwyta i nie puszcza. Męska do bólu. Czytam powoli. Podzieliłam ją sobie na trzy części. Pierwsza, trzy opowiadania, za mną.
Ja znałem go już tylko takiego: Felicjana Taranowicza rozciągniętego pomiędzy lotniskami, kawiarniami i fleszami aparatów, wywleczonego z domu na łamy gazet i telewizyjne ekrany. Obcy wiedzieli o nim często więcej niż ja. […]
— Tylko nie mów mamie — prosił mnie później, paląc papierosa. — Ja się jej strasznie boję.
*
Oprócz zajmowania się domem mama wychowywała dwóch synów: tatę i mnie.
Tata był z nas dwóch tym młodszym. To jemu trzeba było zwykle ustępować, inaczej złościł się, zamykał w gabinecie i przywierał do swojego remingtona na kilkanaście godzin.
*
Kiedy docierali na miejsce, tata wypuszczał go do środka jak z procy i tubalnym głosem oświadczał:
— Dziś żadnych żaglowców dla geriatrii, panie Romku. Dziś wyłącznie samoloty dla Króla!
*
W dłoni dzierżę niebezpieczny oręż: lśniące udko kurczaka. Wypoczywająca wśród nóg Alexis unosi łeb i przez ułamek sekundy nie wierzy, że ją to spotyka. Przysuwa się do mnie, świadoma, że jeden nieostrożny ruch może ją kosztować ją utratę tej wspaniałej nagrody nie-wiadomo-za-co. Puszysty ogon powoli zamiata podłogę z prawa na lewo i z powrotem.
*
[…] gdyby ludzie nie próbowali robić tego, na co nie ma zbyt dużych nadziei, to cały ten szpital byłby pusty. A próbują: tam w dole, na korytarzach z zieloną lamperią, życie, nawet jeśli już prawie dokonane, aż huczy spod wszystkich tych płaszczy, beretów, bandaży.
*
Nie mieć siły pytać to jest coś, czego sobie człowiek chyba nie potrafi wyobrazić, dopóki nie dociera do tego zamglonego, wyludnionego miejsca, gdzie już po prostu nie może.
Jakub Małecki, Żaglowce i samoloty.

*
Myślałem, co by Cię ucieszyło, i zrozumiałem, że Cię nie znam.
*
[…] nigdy nie chciałem, żebyś zobaczył mnie bezsilnego. Najgorsze, myślałem, żebyś zobaczył moją bezradność i mnie znienawidził. Tak ja odwróciłem się od własnego ojca. Bałem się go, a potem on zaczął się bać mnie.
*
Pamiętam dzień, w którym się urodziłeś, i jaka była pogoda, pamiętam swoją radość i nigdy nie zapomnę.
*
I odtąd szliśmy razem, ja i moja nadzieja. Ona dodawała mi otuchy, podpowiadała kolejne rozwiązania, pocieszała, kiedy ponosiłem kolejną porażkę.
Wit Szostak, List.

*
Raz zapytałem go, co mam zrobić, gdy koniec naszego świata zaskoczy mnie bez kurtki w plecaku. Ojciec pomyślał chwilę i odparł, że mądre dziecko nosi takie rzeczy zawsze przy sobie.
*
[…] mówił, że nikt, kto nie stanął na szczycie po dwóch miesiącach morderczej wędrówki, nigdy nie pojmie, o co w tym wszystkim chodzi. On sam nie potrafi tego wyjaśnić i nikt chyba nie umie. Opowiadał o czystym szczęściu i poczuciu wielkiej mocy, jakie ogarniało go po zdobyciu góry. Cóż piękniejszego nad dosiadanie olbrzymów? Zrozumiałem wtedy, że rzeczy w życiu najważniejsze przeżywamy w samotności. Nie sposób się nimi podzielić.
*
Kłóciłem się z nim trochę, szukając bliskości poprzez spór.
Łukasz Orbitowski, Tygrys.

(red.) Joanna Stryjczyk, Waldemar Kumór, Ojciec. Opowiadania,
Ringier Axel Springer Polska, Warszawa 2017.

piątek, października 20, 2017
2612. Jak serce rano rosło
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Mój mózg w ułamku sekundy wyrzucił hasztag #error, gdy mijała mnie osoba z wózkiem. Błąd poznawczy pojawił się wskutek „dziwnych” wymiarów wózka — był zwyczajnie za wąski, by zmieściło się w nim ludzkie dziecko. Osoba ta szła szybciej niż ja, więc tylko kątem oka, gdy mnie mijała, dostrzegłam, że z eleganckiego wózka patrzą na mnie dwie pary oczu. Nie mogłam przestać gapić się na „spacerówkę”, pchaną sprawnie przez człowieka. Gdy omijał nierówność w chodniku, zobaczyłam dwie istoty, które spokojnie siedziały w wózku, patrząc przed siebie — głowa większej kołysała się nad mniejszą, która siedziała jako pierwsza. W życiu czegoś tak pięknego nie widziałam.
Osoba przeszła na drugą stronę ulicy, skręciła w lewo, przeszła po kolejnych pasach. Żałowałam, że nie zdążyłam jej zaczepić, porozmawiać. Przeczuwałam, gdzie idzie. Zatrzymałam się przed skrzyżowaniem, by sprawdzić swoją hipotezę. Po kolejnych kilkunastu metrach Zespół Trzech Dusz skręcił w prawo do parku. Hipoteza trafiona. Gdybym nie szła do pracy albo miała kwadrans zapasu, poszłabym za śladem wózka i ludzkiego człowieka, by spotkać Ich jeszcze raz. Zostałam z zachwytem i niezrobionym zdjęciem, które mnie wciąż porusza, rezonuje z czymś delikatnym.
Pani z wózkiem, w którym znajdowały się dwa niemłode psy — całym stadem poszli na spacer, powęszyć życie, nacieszyć się chwilą, słońcem i liśćmi.
Zostały we mnie oczy tych istot, które przewrotnie mówiły: spójrz psu prosto w oczy i powiedz, że jest tylko psem. Jeśli ci się to uda, jesteś gówno, nie człowiek.
2611. U Orzeszka i Białego Kruka (XXII)
no to zima. czekamy na ich powrót. odpisałam.
żurawie odleciały. doniósł filmikiem Biały Kruk.

fragment kadru z filmu Białego Kruka.
czwartek, października 19, 2017
(2609+1). Najmojszy cyt-lagom
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Te cytaty zabieram na Drogę ku zdrowiu, ku sobie, ku temu wszystkiemu, czego dziś wyobrazić sobie nie umiem.
Tworzymy domy, które są odbiciem nas jako ludzi.
*
Nasze osobiste drogi do dobrego samopoczucia są unikatowe i wymagają świadomości tego, w jakim punkcie życia się znajdujemy i czego nam brakuje na danym etapie.
*
Mój osobisty lagom nie jest twoim lagom.
*
Oczekiwanie na coś dobrego nigdy nie jest zbyt długie.
przysłowie szwedzkie
*
Zachowanie właściwego tempa to sztuka.
*
To, czego chcemy, bywa cienką zasłoną przykrywającą to, czego naprawdę potrzebujemy — tym samym zajęcie się podstawowymi potrzebami może jednocześnie zaspokoić nasze zachcianki i przybliżyć do pełni szczęścia. To jest właśnie sedno lagom: chodzi o to, by upewnić się, że realizujemy nasze potrzeby w taki sposób, by osiągnąć pokój i pełnię, niezależnie od tego, czego chcemy w życiu.
*
Każdy człowiek tworzy swoje własne szczęście.
przysłowie szwedzkie
Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

(tamże)
2609. Oczywiste nieoczywistości
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Cztery różne kraje. Cztery różne perspektywy. Cztery książeczki, czyli książki-drobiazgi, ale jaka moc! Pomyślałam dziś rano.
Przychodziły do mnie w różnym czasie, zmieniając bezpowrotnie moje podejście do życia. Pierwsza — kaizen. Druga — mininawyki. Trzecia — hygge. Czwarta — ta, czyli lagom! W głębi duszy jestem Szwedką. Jestem lagomerką — początkującą, średniozaawansowaną, ale i od urodzenia!
Ta książka jest cenna, bo jest napisana nie przez rodowitą Szwedkę, tylko „z wyboru”, co sprawia, że niezauważane przez Szwedów od pokoleń oczywistości, stają się jeszcze jedną kwestią, cechą, własnością, nad którą warto się pochylić.
Lagom organizuje sposób patrzenia, działania i istnienia. Nie odnosi się jedynie do konkretnych momentów intymności i przytulności, jak duński etos hygge. Stanowi fundament szwedzkiej mentalności. Nieustannie porządkuje ogród naszego życia, usuwając niepotrzebne gałęzie i wyrywając chwasty. Zostawia tylko to, czego naprawdę potrzebujemy, i redukuje stres.
*
[…] największa zaleta lagom — uważność.
*
Lagom budzi naszą świadomość i zachęca, by wciąż zadawać pytania. Chce, byśmy żyli, mając poczucie celu, i byli pełni dociekliwej uważności, która wciąż kwestionuje nasze działania, poprawia styl życia, chroni to, co dla nas ważne.
*
Zdobywanie nowych umiejętności bywa wyzwaniem. Niewykluczone, że kilka razy upadniemy, ale najważniejsze to znów wstać i ruszyć przed siebie.
*
Wplotłam najbardziej atrakcyjne nici lagom w bogatą tkaninę mojego życia […].
Lagom nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Ale jest mentalnym luksusem, który rozkwita, gdy nasze podstawowe potrzeby są odpowiednio zaspokojone.
*
[…] małe, ale świadome zmiany popychały nas ku równowadze, w której wszystkie ważne w naszym życiu rzeczy trafiają na swoje miejsce, ponieważ poświęcamy im wystarczająco dużo czasu.
*
[…] trzymamy w domu tylko to, czego potrzebujemy i co kochamy, uważnie dobierając kolejne rzeczy.
*
Lagom zasiewa ziarnka zadowolenia i chce, by wykiełkowały z nich pąki radości i satysfakcji.
*
Często powtarzam, że Szwecja to najbardziej otwarte ze społeczeństw złożone z najbardziej zamkniętych w sobie ludzi.
*
Kontrolując i podając w wątpliwość podejmowane decyzje, możemy zmodyfikować poglądy i odnaleźć idealną przestrzeń.
*
Porażki się zdarzają, najważniejsze to podnieść się i zacząć od nowa, kiedy to możliwe.
*
Presja, jaką na siebie wywieramy, często wynika z nadmiernego zaangażowania. Trudno nam odmawiać przyjaciołom, rodzinie i kolegom. Często interpretujemy odmowę wykonania jakichś zadań jako odrzucenie tych osób, a nie tylko ich niewygodnych dla nas próśb. […]
Jednak w „nie” wypowiadanym przez wychowanego w duchu lagom Szweda nie ma zazwyczaj nic osobistego. Pozwala to zarządzać oczekiwaniami i uwalnia nas emocjonalnie, dzięki czemu możemy dalej iść właściwą drogą.
*
Może należy porzucić poczucie niedostatku i zrozumieć, że w istocie niczego nam nie brakuje?
Lola A. Åkerström, Lagom. Szwedzki sekret dobrego życia,
przeł. Natalia Mętrak-Ruda, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

środa, października 18, 2017
2608. Punkt w czasoprzestrzeni
XY:
(dzwoni)
XX:
(odbiera)
[…] nie porozmawiamy, bo jestem
w wyjątkowym miejscu z wyjątkową kobietą.
XY:
???
XX:
Podpowiedź: Ty i ta kobieta macie
tego samego rehabilitanta.
Ta kobieta:
(ryknęła śmiechem)
W tym miejscu:
wtorek, października 17, 2017
2606. Męskie i trzymało!
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Dokładnie tydzień temu, wychodząc z rehabki, natknęłam się na starszego pana, siedzącego na krzesełku, który czytał książkę w niesamowitym skupieniu. Nie byłabym sobą, gdybym człowieka nie zaczepiła, chcąc dowiedzieć się, co czyta. Od słowa do słowa, że doskonałe Dzienniki Autora, o którego istnieniu pojęcia nie miałam żadnego. Zapamiętałam nazwisko, zapamiętałam, że dzienniki.
Po powrocie do domu klik, klik — dzienniki są, ale z dwóch różnych okresów. Które czytał pan? Nie znałam odpowiedzi na tak postawione pytanie. Podczytniki książek Autora przejrzałam, jeden po drugim, aż trafiłam na książkę, która wydała mi się dobrym kandydatem na początek znajomości ze słowami Autora.
Małe, chude, niepozorne, a jak wciąga! Od pierwszej sceny trzyma i nie można się oderwać. Było jak z Jedwabiem — czytało się piorunem. To jest kawał wyśmienitej męskiej prozy!
Pozostałam z niedosytem wersji Konrada.
Jakkolwiek muzyka nie ma żadnej treści możliwej do wyrażenia słowami, prawdopodobnie ma jakiś inny, niebezpieczny sens, jeśli tak dalece potrafi poruszyć ludzi, którzy mają nie tylko słuch muzyczny, ale posłuszni głosowi przeznaczenia i krwi należą do siebie. Nie uważasz?
*
— Zapytać, o co? — mówi cicho, lekceważącym tonem, jakby szydził z samego siebie. — O co można pytać ludzi samymi słowami? I warta jest odpowiedź, jakiej udzielają ludzie nie prawdą swojego życia, lecz słowami?…
*
Na dnie wszystkich ludzkich związków jest jakiś namacalny materiał, daremna jest wszelka argumentacja, usilne starania, rzeczywistość się nie zmienia.
*
W końcu człowiek zawsze odpowiada własnym życiem na co ważniejsze pytania. Nie liczy się, co tam mówi po drodze, jakimi się broni słowami i argumentami! U kresu, u kresu wszystkiego, faktami swojego życia odpowiada na pytania, które świat zadaje mu z takim uporem. Te pytania brzmią: Kim jesteś?… Czego naprawdę chciałeś?… Co naprawdę wiedziałeś?… Czemu byłeś wierny i niewierny?…
*
Czasami wydaje mi się, że bardzo wiele, może nawet wszystko zależy od słów, które człowiek w swoim czasie wypowiada, przemilcza albo zapisuje…
*
Sam czyn jeszcze nie jest prawdą. Zawsze jest tylko następstwem.
*
— Możliwe — mówi. — Możliwe, że masz rację. Pytaj. Może potrafię odpowiedzieć.
*
[…] co wygraliśmy całą naszą mądrością, pychą i wyniosłością?
*
Ale jak każdy pocałunek także i ten jest odpowiedzią — niezdarną i czułą — na pytanie, którego nie da się wyrazić słowami.
Sándor Márai, Żar, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

*
Po tej książce chodzę i z uporem maniaka nucę… tę wersję!
Peter Gabriel & Paula Cole, Come, Talk to Me.
2605. Kolejne stopnie wtajemniczenia w życie
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
życzliwość wobec zwierząt.
życzliwość wobec ludzi.
życzliwość wobec tego,
co przydarza się ludziom.
łatwiej pomyśleć, niż w słowa ubrać.
łatwiej napisać, niż zrobić.
łatwiej deklarować, niż poczuć.
ale przychodzi chwila i zasłona znika…
*
Wczoraj, kilka godzin później przeczytałam te słowa i uśmiechnęłam się… do własnego życia, doświadczenia, trudności. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
Sprawy pewnego dnia dojrzewają i odpowiadają na pytania.
Sándor Márai, Żar, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2015.
*
Wczoraj, kilka godzin wcześniej zachwycił mnie zderzak. Wtedy nawet nie przeczuwałam stopni życzliwości. Chciałam mieć zdjątko.

poniedziałek, października 16, 2017
2604. Z podróży ku Nieznanej
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Przygoda zaczęła się jak zwykle, nim dostrzegłam pierwsze subtelne sygnały zmiany. Wielki sygnał, który w końcu dostrzegłam, potraktowałam ze zdziwieniem i pewną nieufnością: chora ja czy co? A było tak.
Facet i jego ratlerek. Rzadko, ale jednak, na porannym spacerze nieprzyjemność miałam od lat. Facet, biorąc pieska na ręce (na widok Heniutki pięćdziesiąt metrów dalej), budził we mnie figurę oenerowca-homofoba, bo jak facet może mieć takiego psa! Mordercze instynkta miałam wszystkie całkiem na wierzchu. I tak przez lata. Nie docierało do mojej łepetyny coś, co w przypadku jorków dotarło, że może człowiek bierze na rękę swojego niewychowanego psa, bo nie chce, by bez sensu rzucił się na Heniutkę. Nie docierał głos krytyka wewnętrznego: zazdrościsz skurwysynowi, że może psa na rękę wziąć, hahaha! Taki był kontekst, nim zdarzyło się to, co niepojęte. A było tak.
Dwa, trzy tygodnie temu, o poranku z Heniutką poszłyśmy na spacer. Mężczyzna, ratlerek (kura przez wu — jak ciężko mi wymówić to słowo!), kontekst — zupełnie bez zmian. Tylko ja jakaś dziwna. Nie trafia mnie szlag, gdy piesek ląduje na ludzkich rękach. Dziesięć metrów od człowieka, z uśmiechem i szczerze mówię mu dzień dobry. Nie odpowiada — nie słyszy, ignoruje, nie wie, co z tym zrobić; nie wiem co. A ja nie obrażam się; uśmiecham się od ucha do ucha do jego oddalających się pleców i mam się świetnie. I dociera do mnie, że to, co zrobił; to, co mógł zrobić; to, czego nie zrobił — to wszystko nie ma żadnego znaczenia! Intencja, z jaką powiedziałam dzień dobry, była dla mnie najważniejsza.
Byłam zadziwiona sobą, nieufna wobec siebie, chora ja czy co? Ale udawać, że scena nie miała miejsce, nie dało się. Tak zaczęło się coś dziwnego, podejrzanego chwilami, ale jak pięknego! Bo intencja jest ważna — czasem najważniejsza!
niedziela, października 15, 2017
2603. Najważniejsze i tak poza słowami
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ostatni akapit napisany przez Dicka zaczyna się tak:
Bo ja, wiecie, jestem zwyczajnym facetem. Koszę trawę przed domem, odśnieżam podjazd i zmieniam olej w naszych samochodach. Robię zakupy i gotuję większość kolacji w naszym domu. Jestem taki sam jak każdy inny facet w Ameryce.
Ze słów Ricka z listu do Ojca umieszczonego na końcu książki:
Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę.
„Wyjęłam” Ricka i Dicka z książki Jorneta. Kliknęłam tu i tam. Ibuka nie było. Klik, klik, portal aukcyjny, klik, klik i szła do mnie ich historia. Dziś rano kończyłam na akord, bo wiedziałam, w czyje ręce musi trafić już dziś! Ta książka jest jedną z najważniejszych książek mojego roku 2017.
Ale najpierw było tak: szła książka kilka dni, troszkę odbierała się z poczty, potem ratowała mnie przy czytaniu betrojerinek — ibuk w komunikacji miejskiej, papierz w hamaku. W sumie, zamyśliłam się teraz, dwa tygodnie minęły… Studentkom i studentom zaordynowałam semestralny eksperyment na ludziach, optymistycznie nazywając go zaproszeniem do przygody… od środy zauważam, że zmieniło się we mnie coś zasadniczego… ja sama ruszyłam w podróż, przygodę…
*
Mój najstarszy syn, Rick, był przykuty do wózka inwalidzkiego od ponad dziesięciu lat, kiedy po raz pierwszy poprosił mnie, żebym założył buty do biegania i popchał go w biegu. To był rok 1977. Miałem wtedy trzydzieści siedem lat i od szkoły średniej niczego na poważnie nie trenowałem.
*
Nie miewam złych dni, ponieważ zawsze pamiętam, że życie toczy się dalej, a my musimy jedynie wyciągnąć wszystko, co najlepsze, z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.
*
Dasz radę!
*
[…] jeden z magistrantów zadał pytanie, które — to było widać — chcieli zadać oni wszyscy: „Skąd wiecie, że wasz syn jest inteligentny?”. Judy, która rozpaczliwie pragnęła, aby tym razem nie odesłano nas z kwitkiem, powiedziała: „Opowiedz mu jakiś dowcip”.
*
[…] Rick ciągle marudził, że chciałby spróbować. Naprawdę nakręcił się na ten wyścig. Poza nieuniknionym wyzwaniem, jakim było znalezienie sposobu, aby posadzić Ricka na rowerze czy wodzie, ja sam nie siedziałem na rowerze od szóstego roku życia i nie umiałem pływać. To [triatlon] byłoby największe przedsięwzięcie, jakiego kiedykolwiek się podjąłem, ale Rick nie dawał za wygraną.
*
[…] wszystko jest możliwe, jeśli tylko włożysz w to swoje serce.
*
To naprawdę niezwykłe, że kiedy się z kimś dzieli podobne troski i przeżycia, od razu tworzy się szczególny rodzaj więzi.
*
Znaczymy więcej niż nasze kalectwo. Kiedy będziemy w stanie w pełni je zrozumieć i zmotywować innych, aby je zrozumieli, to znajdziemy w życiu cel inny niż ciągłe rozpatrywanie własnych słabości i niedoskonałości. [z listu Karen White]
Dick Hoyt, Don Yaeger, Oddany. Opowieść o miłości ojca do syna,
przeł. Edyta Stępkowska, Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2011.
(wyróżnienie własne)

*
Team Hoyt, I Can Only Imagine.
*

Nie udało mi się ustalić Autorki/Autora zdjęcia, ale
powód, by wrócić do Bostonu jest.
*
2017 Hoyt Foundation Boston Marathon.
sobota, października 14, 2017
2602. Pod wrażeniem dużego ekranu
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik:
Co to był za film przed naszym,
że tyle pingwinów wychodziło z sali?
Jabłoń:
Chyba nie Botoks, co?
Sadownik & Jabłoń:
(byli na wspaniałym filmie)
Lianne La Havas, Starry Starry Night, z filmu Twój Vincent, 2017.
*
Pomysł na film doskonały i zabawa świetna, gdy w poszczególnych scenach łapiesz się na tym, że widzisz fragment znanego ci obrazu. Byłam dzieckiem w PRLu — dostęp do sztuki był jaki był, ale w wielu domach wisiały reprodukcje Van Gogha, były kartki pocztowe z jego obrazami (zbierałam). Dziś, gdy wszystko jest bardziej możliwe i jeszcze bardziej niemożliwe, dzieciaki chyba nie mają szans na dużo Van Gogha na ścianach… pomyślałam.
Van Gogh namalował 800 obrazów, sprzedał 1 — dowiemy się z filmu. Liczby te to najlepsza odpowiedź dla wielbicieli jedynie słusznych rynkowych reguł spełnienia.
(2600+1). Przed południem (II)
wpis przeniesiony 3.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
kawał drogi za mną — uśmiechnęłam się przy wejściu.
nie obyło się bez wzruszeń.

jedną gumę rehabilitacyjną już zabiłam. przyszedł czas na wymianę rehabilitacyjnego uniformu. nie śpieszyło mi się, całe regały sportowych rzeczy hipnotyzowały mnie — ile możliwości ruchu, jaki potencjał za tymi rzeczami się kryje! śniłam na jawie. życie jest po prostu wspaniałe. ¡el reksio!

Tengo treinta y ocho reksios:
