
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
sobota, maja 13, 2023
5043. Złota Siekiera 2023 — Nominacja (#1)
Imponująca liczba miejsc parkingowych! Gratulacje i nominacja do Złotej Siekiery należą się służbom porządkowym miasta Lublina. Jednorożec, nim zrobił zdjęcie, nim mi je przysłał, przeszedł się pod budynkiem i sprawdził, i policzył. Czternaście pojazdów na niebieskich kopertach. Żaden z nich nie miał za szybą umieszczonej karty uprawniającej do korzystania z tych miejsc.

fot. Jednorożec, fragment.
Ktoś kiedyś przy mnie uskarżał się na jawną niesprawiedliwość, która polega na tym, że niebieskie koperty są tak okropnie szerokie. Nie — tłumaczyłam osiłkowi — one nie są tak szerokie ze względu na brak umiejętności poprawnego parkowania przez osoby uprawnione do korzystania z tych miejsc. One są tak szerokie, by można było obok postawić wózek i bez problemu wsiąść lub wysiąść. Interlokutor nie był przekonany, wolał teorie spiskowe.

Złota Siekiera 2023
piątek, maja 12, 2023
czwartek, maja 11, 2023
środa, maja 10, 2023
5040. Czekariat (XLI)


Kaan.
Tajemnica tego, co robimy, ukryta jest w nas.
o. Marek Donaj OSA,
Utraceni.
Zapiski kapelana szpitalnego,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
5039. na gigancie, dzień 4. // 130/365

podchodzi* do ciebie człowiek*.
czegoś dla siebie czy dla ciebie chce?
w tej czaso-przestrzeni — nim podejdzie — przyglądam się waszym nadziejom**.
130/365
____________
* a może przywołuje cię do siebie roślina lub krzak.
** być może na realne spotkanie, a nie handlową wymianę.
wtorek, maja 09, 2023
poniedziałek, maja 08, 2023
5037. na gigancie, dzień 2. // Zielnik (XXXIX)

Profesora Saxifraga:
Pigwowiec japoński
łac. Chaenomeles japonica
(owoc)
niedziela, maja 07, 2023
5036. na gigancie, dzień 1. // 127/365

szósty mój gigant, ale pierwszy taki. nie zadzwoniłam do Białego Kruka, by się odmeldować, choć wciąż w kontaktach mam Jego numer.
142. dzień rozmawiamy — codziennie, jak zwykle — ale nie przez telefon.
127/365
Edvard Grieg, Lyric Pieces, Book I, op. 12: Arietta,
Javier Perianes (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #11.
*
[suplement 16.07.2024]
Edvard Grieg, Lyric Pieces, Book I, op. 12: Arietta,
Einar Steen-Nøkleberg (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #24.
sobota, maja 06, 2023
5035. 126/365
ćwicząc się w dostrzeganiu dobra, kontaktujemy się z boską częścią siebie. pomyślałam, wydłubując poniższy fragment. z czym łapiemy kontakt, gdy jesteśmy za to dobro wdzięczni?
126/365
Ludzką miarą jest potępić. Boga – dostrzec dobro.
// o. Marek Donaj
Maria Mazurek, Wojciech Harpula, Nad życie.
Czego uczą nas umierający,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
piątek, maja 05, 2023
5034. 125/365
oddziel* to, co możliwe, od tego, co jest niemożliwe.
poproś* o pomoc w kwestiach niemożliwych, a niezbędnych do wykonania. zajmij się* tym, co możliwe, i przestań* w końcu wymagać od siebie niemożliwego.
125/365
_____________
* brzmi banalnie, ale to była/jest tytaniczna robota.
5033. Kromeczki (XVII)
W dniu, w którym Ona będzie wracać do domu, będę w drodze na gigant. Te kromeczki chcę tu już mieć zawsze pod ręką, bo uruchamiają wspaniałe sny, przypominają mi o tym, co jest dla mnie w moim życiu najważniejsze, trzymając mnie dzięki temu w pionie.



fot. Wiewióra, fragmenty.

czwartek, maja 04, 2023
środa, maja 03, 2023
5031. 123/365
— nie trać z oczu kierunku, w którym chcesz iść — poprosiło serce.
— patrz pod nogi, gdy idziesz — zażądało doświadczenie życiowe.
— rób jednocześnie jedno i drugie — rzuciła od niechcenia świadomość, nalawszy sobie do szklaneczki gin z szafirowej butelki, sięgając po tonik i plasterek cytryny.
123/365
wtorek, maja 02, 2023
5029. 122/365
niektórzy ludzie są niczym znaki drogowe. łudzisz się, że jest inaczej, a to, niestety, tylko oznakowanie ślepych uliczek. trzeba zawrócić, nie tracić na nich ani czasu, ani myśli, nauczyć się w końcu czytać stare mapy.
122/365
poniedziałek, maja 01, 2023
(5027+1). Obecność (IV)
*

fot. Thorsten, fragment.
Astor Piazzolla, Chiquilín de Bachín,
Lucienne Renaudin Vary (trąbka),
Thibaut Garcia (gitara),
Jérôme Ducros (orkiestrator).
5027. 121/365
w zeszłym tygodniu zamówiłam stolik dla naszej piątki. gdy odłożyłam słuchawkę, dotarło do mnie, że będziemy przy nim siedzieć tylko w czwórkę.
dziś, my, wszyscy najbardziej Twoi, Biały Kruku, razem, po raz pierwszy bez Ciebie, ale z Tobą.
121/365
niedziela, kwietnia 30, 2023
(5025+1). 1:1 (VII)
Na co chcesz poświęcić to jedno życie, które jest ci dane? Ten jeden raz, kiedy jesteś na świecie? Czy jest coś szczególnego, co chciałbyś osiągnąć? Albo jakieś konkretne zadanie, w którym miałbyś ochotę wziąć udział? Co twoim zdaniem byłoby najbardziej warte osiągnięcia?
Jostein Gaarder, To my tu teraz jesteśmy. Filozofia życia,
przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2023.

[światy]
5025. Z oazy (CXLVII)
Niedzielne odliczanie literek, trzy. Pierwszą połknęłam. Drugiej nie powinnam była brać do rąk. Z tą nie było lepiej — choć dla wielu jest to autor tylko jednej książki, dla mnie jest jednym z ulubionych autorów i… dał On radę napisać prawdziwy gniot, którego — założę się! — żaden wydawca by nie przyjął, gdyby był to czyjś debiut pisarski. Białe, męskie, antropocentryczne, z bogatego kraju pochodzące pisanie, okraszone odrobinką empatii, która w męskim wydaniu wprawić może wielu natychmiast w niczym nieuzasadniony zachwyt.
Merytorycznie przypieprzyć się do książki można przynajmniej dwa razy, ale szkoda na tę żenadę energii. Przynajmniej mi szkoda, bo od tego Autora wymagam. Zdecydowanie lepiej jest, gdy Gaarder pisze powieści niż list.
Wydłubanie cytatów było proste, bo wciągające było tylko 15% całości tej pisaniny.
Nie nazwę się pesymistą, bo jak już wspomniałem, pesymizm to tylko inne określenie lenistwa. Nie lubię też nazywać się optymistą, bo to oznacza poniekąd odgrodzenie się murem od rzeczywistości, jakie niesie ze sobą życie.
Ale między tymi skrajnościami – będącymi chyba przede wszystkim czymś w rodzaju „określeń usposobienia” – istnieje nadzieja. A nadzieja to coś innego i coś więcej niż kwestia temperamentu. Nadzieja to kategoria walcząca. Nadzieja zakłada wiarę w to, na co ma się nadzieję.
*
Można z powodzeniem zwracać się do swoich potomków, czy też do przyszłych pokoleń. Ale ci, którzy przyjdą po nas, nigdy nie będą mogli się odwrócić i odkrzyknąć czegoś w odpowiedzi.
*
[…] składam się z tych samych cząsteczek, co wszystko inne, co żyje wokół mnie. Repertuar był różny, ale nuty dokładnie te same.
*
Jako dorosły wyrażam się nieco inaczej. Pytam:
Czy świadomość to kosmiczny przypadek?
*
„[…]
Z Księżyca polityka międzynarodowa wydaje się taka nieistotna. Człowiek ma ochotę chwycić polityka za kark, podnieść go kilkaset tysięcy kilometrów w górę i powiedzieć: Spójrz na to, dupku!”.
[…] Współczesna, oparta na materializmie nauka od dawna przesłania duchowy aspekt ludzkiego istnienia. Oczywiście, składamy się z pierwiastków, z materii, bo wszystko jest gwiezdnym pyłem. Ale jesteśmy również świadomością, a gdy się spojrzy głębiej, okazuje się, że jesteśmy mocniej ze sobą związani, niż sądziliśmy wcześniej. Jesteśmy od siebie oddzieleni, lecz jednocześnie ze sobą związani. Tak powiedział Edgar Mitchell.
*
Czas bowiem płynie tylko w jedną stronę. Fizycy nie bardzo potrafią wyjaśnić, dlaczego tak jest, ale czas posuwa się jedynie do przodu i nawet najmniejsze cząsteczki nie mogą cofnąć się w czasie choćby o jedną mikrosekundę. Dlatego nie potrafi tego również światło.
*
To, że istnienia jakiegoś zjawiska nie da się udowodnić, nie oznacza jeszcze, że ono nie istnieje.
*
W porównaniu z ogromem czasu, kiedy nie będzie nas już na świecie, życie ludzkie w istocie trwa bardzo krótko. Skoro życie ma nieskończoną wartość, to również strata naszego jedynego wygranego losu na loterii jest niepowetowana. Już na samą myśl o tej stracie wszystko w człowieku zamiera, jakby coś wciągało go w mroczną głębię.
*
Różnicą między wspomnieniami o dawnych dinozaurach a tymi o wielkich ssakach wytępionych przez człowieka jest właśnie liczba wspaniałych fotografii tych ssaków. (Zdążyliśmy!)
*
Zarówno kryzys klimatyczny, jak i problemy związane z zagrożeniem dla różnorodności biologicznej mają związek z chciwością. Chciwość jednak zazwyczaj nie martwi chciwych. […] Owszem, ropa i węgiel pomogły wielu ludziom wydobyć się z ubóstwa. Ale te same zasoby umożliwiły też bardzo wielu ludziom marnotrawstwo i nadmierną konsumpcję, niemającą sobie równej w historii.
*
[…]
termin „bliźni” musi, rzecz jasna, obejmować następne pokolenie. Musi obejmować absolutnie wszystkich, którzy będą żyli na naszej planecie po nas.
Ludzie na Ziemi nie żyją bowiem jednocześnie. Cała ludzkość nie żyje naraz. Żyli tu już ludzie przed nami, niektórzy żyją teraz, a inni będą żyć po nas. Lecz również ci, którzy przyjdą po nas, to nasi bliźni. Musimy wobec nich postępować tak, jak chcielibyśmy, żeby oni postępowali wobec nas, gdyby to oni żyli na naszej planecie przed nami.
Taki prosty jest ten wzór. Oznacza, że nie wolno nam oddać planety, która byłaby mniej warta od tej przekazanej do życia nam. Na której będzie mniej ryb w morzu. Mniej wody pitnej. Mniej żywności. Mniej lasów deszczowych. Mniej raf koralowych. Mniej gatunków roślin i zwierząt…
Mniej piękna! Mniej cudów! Mniej wspaniałości i radości!
*
Jeśli mamy wyjść zwycięsko z walki o zachowanie ekosystemów i różnorodności biologicznej na naszej planecie, będziemy potrzebować wszystkich trzech listków z tej trójlistnej koniczyny.
Na arenie światowej pojawiają się jednak głosy i decydenci, po których nie znać żadnego z tych trzech elementów. Ani wiary, ani nadziei, ani miłości.
*
Oczywiście, że jesteśmy w stanie szkodzić sobie nawzajem. Możemy się krzywdzić, będąc sobie bliscy, a nawet troszcząc się o siebie nawzajem. Sądzę jednak, że większości z nas grozi raczej szkodzenie samym sobie.
Dlatego, moje kochane wnuki, bardziej martwię się o to, że będziecie samym sobie podstawiać nogę, niż o to, że będziecie podstawiać nogę innym.
*
Inną cechą norweską, czy też skandynawską, jest niemal pełne równouprawnienie między płciami, a przynajmniej idea takiego równouprawnienia.
Życie młodego mężczyzny w latach siedemdziesiątych nie zawsze było łatwe, bo do radykalnej zmiany doszło w ciągu zaledwie kilku lat. Ale większość mężczyzn żyjących dzisiaj powie, że ich życie jest bogatsze, niż byłoby bez wyzwolenia kobiet i walki o równouprawnienie.
*
Spytano, czy wierzę w „wielką miłość”.
Pytanie to zadawano mi zaskakująco często, ale po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że może nie ma w tym nic aż tak dziwnego, ponieważ miłość jest bardzo ważna dla wielu ludzi, prawie jak kwestie życia i śmierci.
Odparłem twierdząco. Ale jednocześnie doprecyzowałem, iż nie sądzę, aby wielka miłość była czymś, o co człowiek się potyka czy co go nagle wciąga. Nie jest jak wygrana w lotto, nie spada też z nieba, rach-ciach i już, jak w bajkach. Podobnie jak wszelkie relacje międzyludzkie, miłość jest procesem, który człowiek sam sobie wypracowuje. Jesteśmy do pewnego stopnia odpowiedzialni również za nasze życie uczuciowe. (Łatwo tak mówić, wiem o tym. Ale wtedy na głos tego nie powiedziałem).
Jostein Gaarder, To my tu teraz jesteśmy. Filozofia życia,
przeł. Iwona Zimnicka,
Czarna Owca, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Bo w czym jest lepszy niemal na siłę naciągany – czy wręcz udawany – indywidualizm od bardziej żywiołowego przeżycia stanowienia jedności ze wszystkim, czy też, mówiąc prościej, od doświadczenia tego, że się istnieje?
*
Szukam czegoś, co nas ze sobą wiąże, co nas łączy. Właśnie dlatego piszę.
*
Ale dlaczego mądrość uznaje się za przymiot kobiecy? […]
Dla wielu kobiet bardzo istotne jest staranie się zrozumienia czegoś, a przecież właśnie o to chodzi w filozofii. Natomiast dla wielu mężczyzn ważniejsze może się wydawać bycie zrozumianym, co w zasadzie należałoby uznać za przeciwieństwo działalności filozoficznej.
Niektórzy zadają całkiem uprawnione pytanie uzupełniające: Dlaczego wobec tego filozofami byli na ogół mężczyźni?
A przecież w historii było całkiem sporo kobiet filozofek. Po prostu nie zostały zauważone i zapamiętane w zdominowanej przez mężczyzn kulturze. Kobiety były dyskryminowane jako płeć, a tym samym odbierano znaczenie ich intelektowi.
(tamże)
(5023+1). 1:1 (VI)
Zadzwoń do mnie, zawsze odbiorę.
Piotr Strzeżysz,
Niespełnienia,
Helion, Gliwice 2023.

[(nie)obecność II]
5023. Z oazy (CXLVI)
Niedzielne odliczanie literek, dwa. Po zachwycie tamtą podróżą, szybko nabyłam pozostałe dwie książki, których okładki są utrzymane w tym samym stylu, zakładając a priori, że będzie podróż, że rowerem, że będę się pławić w zamyśleniach i refleksjach Autora. Nie zajrzałam nawet do podczytników. Sama więc sobie byłam winna, gdy sięgnęłam po tę książkę i ostatnie dwie linijki wstępu mnie zmroziły tak bardzo, że nie mogłam się przy niej ogrzać aż do ostatniego akapitu, bo przed oczami wciąż miałam inną, zakończoną w ten sam sposób, epikryzę.
To książka, której nie powinnam była czytać, bo choć jest o podróży, to o ostatecznej i nieplanowanej. Przeczytałam. Skończyłam, by nie musieć do niej wracać. Nie chcę być w skórze tego, kto przy mnie zacznie opowiadać, że covid to ściema, zmowa i manipulacja.
Przeżyłaś już wcześniej szpitalny epizod. Doświadczyłaś autorytarnej biowładzy.
*
Chciałem Cię pocieszyć, pokrzepić, ale nic nie mogłem zrobić, niczego zmienić, bo choć alternatywą byłoby pozostawienie Cię w domu, to decyzja w zasadzie została już podjęta, niejako za Ciebie, za mnie, a nawet za lekarkę, wraz z jej współczującą bezsilnością, milczącą bezradnością.
— Mamo, trzeba jechać, w szpitalu Ci pomogą – powiedziałem cicho.
*
Znajomi dopytywali się o Ciebie, a ja mówiłem, że jest coraz lepiej, że zdrowiejesz, choć jeszcze jesteś słaba. Dopóki mogłem wypowiedzieć to na głos, wierzyłem, że tak będzie. Nie bój się, Mamo, nic się nie stało, to tylko głupi wirus, niedługo minie. A przecież umierałaś…
*
— Synku, co teraz? — zapytałaś po chwili.
Synku. Od dawna tak do mnie nie mówiłaś. Nygus, łobuz, Piotruś, Piotr, ale nie „synku”. Czy dobry był ze mnie syn? Nie wiem. Chyba nie do końca. Zresztą, nawet gdybym mógł Cię teraz zapytać, to jaką odpowiedź byś mi dała? Dla matki każdy syn jest dobry. Każdego się kocha.
*
Wyobraźnia zawodziła nawet w obliczu absolutnie skonkretyzowanej rzeczywistości.
*
Podejrzewam, że dziś miałbym zdiagnozowane ADHD czy inną dysfunkcję, ale w tamtych czasach nikt tego tak nie nazywał i dziecko z nadpobudliwością psychoruchową było po prostu uznawane za niegrzeczne. Stawiało się je do kąta, dokładało mu prac domowych, wpisywało uwagi do dzienniczka, a czasem biło, choć do tak drastycznych metod uciekano się bardzo rzadko. Zazwyczaj pomagała biała kartka papieru i kredki – trochę taki niegdysiejszy substytut smartfona.
*
Osiem lat podstawówki minęło w okamgnieniu. Miałem wówczas bardzo proste marzenia. Chciałem jak najwięcej jeździć rowerem, wieczorem mieć bezpieczne miejsce do spania, a na śniadanie chleb z masłem i musztardą. W sumie niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Może tylko na śniadanie zamiast chleba jadam owsiankę.
*
Bardzo późno zrozumiałem, że gdy pytałaś, jak wyglądasz, oczekiwałaś ode mnie nie szczerości, tylko akceptacji. A ja rzadko Ci ją dawałem.
*
Sama nigdy nie spacerowałaś. Uważałaś, że to nie przystoi, a ludzie pomyślą, że szukasz wrażeń. Według małomiasteczkowej moralności było przecież nie do pomyślenia, żeby kobieta chodziła po osiedlu sama, dla czystej przyjemności, afirmując najprostszą czynność przebierania nogami.
*
[…] dla mnie chciałaś lepszego życia, cokolwiek to „lepsze” miałoby znaczyć.
*
Nasze budżety domowe nie uwzględniały prawie żadnych papierowych artefaktów, z wyjątkiem toaletowych, a ten wydawałoby się podstawowy produkt w czasach komuny niezwykle trudno było zdobyć. Owszem, zdarzało się, że pieniądze szły na książki, ale wyłącznie takie, jakich wymagano w szkole: podręczniki, kompendia, zbiory zadań, słowniki. Ciekawe, że choć czytanie w domu deprecjonowano, często słyszałem, jak wychwalałaś mnie pod niebiosa przed znajomymi, że w kółko coś czytam i przynoszę same piątki ze szkoły. Z moimi wyjazdami w sumie było podobnie. Wszystkim wokół opowiadałaś, gdzie to ja nie byłem i ilu krajów nie zwiedziłem, a mnie pouczałaś, żebym się ustatkował, „usiadł na tyłku” i pobył wreszcie w domu.
*
Ogarnęły mnie niczym niezmącony spokój i pewność, że dopóki żyję, Twój duch zawsze będzie ze mną.
Piotr Strzeżysz, Niespełnienia,
Helion, Gliwice 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]
wiedziałem, że cokolwiek się wydarzy, Ty będziesz. Zawsze będziesz, wszędzie, wyczekując mnie na progu wszystkich drzwi na świecie.
A jednak w końcu wyjechałaś, tyle że beze mnie, trochę bez uprzedzenia, i choć upłynęło już tyle czasu, wciąż mam wrażenie, że zaraz wrócisz. No bo jak to? Tak po prostu zniknęłaś? Znaczy – nigdzie Cię nie ma? Lepiej już przestań. Skończ z tymi wygłupami.
*
Ile tu Ciebie było, nie masz nawet pojęcia. Co ruch, to Ty, co krok, to Ty.
(tamże)
(5021+1). 1:1 (V)
Najchętniej znów nigdzie bym nie dojeżdżał. Pojeździł jeszcze trochę, pobył ze światem. Niestety, to niemożliwe. Żaden kamyk nie pomoże. Choćbym najszczelniej siebie w niego wchuchał, choćbym najpiękniej go zaczarował i w najgłębszej rozpadlinie schował, to w końcu i on skruszeje, w piasek się zmieni, wiatr go na cztery strony świata rozwieje.
Dojechać trzeba. Nie rozciągnę w nieskończoność istnienia.
Żyj każdą chwilą, uśmiechaj się co dzień, kochaj ponad słowa.
Czy to naprawdę jest aż takie proste?
Piotr Strzeżysz, Zaistnienia,
Helion, Gliwice 2020.

[w drodze II]
5021. Z oazy (CXLV)
Niedzielne odliczanie literek, raz. Tamta podróż, ale w drugą stronę. Połykając tę książkę, nie przypuszczałam, że w sumie to będzie jedyna pozycja z ISBN-em warta uwagi w tym tygodniu.
Zatrzymane w akapitach spotkania, chwile czy myśli Autora sprawiły mi ogromną przyjemność. Reglamentowałam ją sobie niczym podtrzymującą życie kroplówkę, pod którą podłączałam się wyłącznie przy kawie po pierwszej, a przed drugą rehabką. Wydzielałam sobie kolejne rozdziały wyjątkowo skrupulatnie, a i tak książka skończyła się w nieprzyzwoicie szalonym tempie.
Dlaczego? Bo nie znałem i nadal nie znam odpowiedzi. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego robię to, co robię, czego szukam, co wciąż pcha mnie w drogę, co do której nie mam specjalnie wygórowanych oczekiwań ani szczególnych wyobrażeń. […] Nie mam pojęcia, dlaczego przedkładam drogę ponad dom, trud ponad wygodę, samotność ponad rodzinę i przyjaciół, ryzyko i niepewność ponad spokój i bezpieczeństwo. Może po prostu lubię być w drodze. Podobno wędrowne ptaki tak mają. Odnajdują wewnętrzny spokój i są szczęśliwe tylko wtedy, kiedy są w ruchu. Latać nie mogę, więc jeżdżę rowerem. Jeżdżę, aby jeździć. A reszta to tylko dodatki. Do szczęścia.
*
Ruszyłem w tę samą drogę, którą przebyłem kilkanaście miesięcy wcześniej, tyle że w odwrotnym kierunku.
*
– Przecież widzę, że myślisz o czymś. Milczysz od pięciu minut.
– Od pięciu minut? – powtórzyłem, jeszcze bardziej zdziwiony, i dopiłem zimną kawę. – Nie wiem, nie myślałem o niczym. O niczym szczególnym w każdym razie. Ot, puste myśli błądziły gdzieś po głowie.
– Puste myśli? Coś takiego nie istnieje – zaprotestował, potem utkwił we mnie łagodne spojrzenie i zapytał ponownie: – To gdzie byłeś?
– Gdzie byłem? – żachnąłem się. – Nigdzie nie byłem. Przecież tutaj jestem.
– O, gdyby tak było, to byś tu był, ale ciebie tutaj nie ma.
*
Pośrodku czyichś marzeń, wewnątrz własnego snu, jadę na północ.
*
Cisza i wrzask, światło i ciemność, inercja i ruch, życie i śmierć. W latynoskich krajach brakuje półtonów, a życie balansuje między nieistnieniem a karykaturalnym nadmiarem.
*
Nie mogę zaprzeczyć, lubię kawę. Co więcej – darzę ją swego rodzaju nabożnym szacunkiem, w dodatku z biegiem lat postępującym. Między mną a kawą wytworzyła się niemalże intymna więź, spajająca wszystkie poranki i południowe sjesty w przepełnione wyczekiwaniem kofeinowe kontinuum.
*
Zdyszany przekroczy próg domu. Choć dom przecież po obu stronach drzwi może być.
*
Wpatrywałem się we fragment asfaltu, na którym niegdyś leżałem, próbując dojrzeć jakieś pozostawione ślady. Bezskutecznie. Żadnych zadrapań, pęknięć, zarysowań. Ciężko mi było uwierzyć, że właśnie tutaj wydarzyło się coś, co być może uchroniło mnie przed czymś innym.
*
Do dziś nie rozumiem, co właściwie owego dnia się wydarzyło. Czy dzięki tej historii stałem się bardziej uważny? Nie wydaje mi się. Staram się uważać na tyle, by niczego nie przegapiać. Być może to zbyt mało, ale mi wystarcza.
Zdarza się, że widzę wtedy to, czego nie ma.
Zdarza się, że nie dostrzegam tego, co naprawdę jest.
*
Marzyć, tęsknić za niewyrażalnym, mieć co zjeść i w co się ubrać, być dobrym dla innych i dla siebie, cieszyć się drobnymi przyjemnościami dnia – oto jego życiowa dewiza.
*
Po kilkukrotnym odwiedzeniu Stanów Zjednoczonych zdążyłem się przyzwyczaić, że niemal wszyscy w tym kraju biorą mnie za kloszarda. Bezpośrednio po przekroczeniu przeze mnie granicy z Meksykiem nagle dochodzi do niezamierzonej, a jednocześnie nieuniknionej transmutacji: otóż z nadzianego gringo pedałującego wypasionym rowerem przemieniam się – bez żadnego korygowania tego, kim jestem, co robię i w jaki sposób żyję – w zapuszczonego łazęgę, otrzymującego na wejściu wizerunkową, menelową wlepkę.
Skąd nagle taka zmiana? Otóż głównym elementem dystynktywnym, nadającym mi status osoby bez dachu nad głową, staje się mój środek lokomocji, czyli rower. […] jak to się dzieje, że w oczach przeciętnego Amerykanina nie uchodzę za sumiennie płacącego podatki obywatela, który po prostu postanowił opuścić swoją strefę komfortu, przytroczył sakwy do bagażnika i wybrał się na tygodniową wycieczkę za miasto? Czym tłumaczyć fakt, że z nielicznymi wyjątkami ludzie biorą mnie za życiowego wykolejeńca, niezbyt pasującego do amerykańskiego snu?
Rozróżnienie jest stosunkowo proste. Rowerzysta, nazwijmy go, właściwy, bądź też profesjonalny, bez znaczenia – krótko- czy długodystansowy, jeździ w grupie (a przynajmniej w parze) i obowiązkowo w kasku.
*
Cóż zrobić, trzeba się zatrzymać i psy odstraszyć albo porozmawiać. Przynajmniej spróbować. Oczywiście nie słowami, słowa nie mają tu nic do rzeczy. […] Trzeba się zatrzymać, znieruchomieć […]. Przyjaźnie zagwizdać. Bez strachu, bez żadnej obawy. Wymienić się energią. Wysłać ciepły sygnał i poczekać. Agresja ulotni się sama.
*
Stałem i stałem, i na nic nie mogłem się zdecydować. Ani na ruch w którąkolwiek ze stron, ani choćby na ten obezwładniający bezruch, który w pewnym momencie zaczął mi coraz mocniej ciążyć, bo już nie chciałem bezczynnie się szamotać, zastanawiać, co dalej, tylko chciałem coś zrobić, zrobić cokolwiek, co byłoby działaniem, wolicjonalnym uwolnieniem zmysłów i przekuciem chaotycznych, rozbieganych myśli w czyn.
Sięgnąłem do kieszeni, w której trzymałem kamyk. Zacisnąłem dłoń. Gdy poczułem, że się ogrzał, zbliżyłem go do ust i pożegnawszy oddechem, cisnąłem w ciemną ścianę lasu. Powietrze przeciął trzepot skrzydeł.
*
Spojrzałem tam, gdzie ucichły słowa.
*
Gdy leżałem wyczerpany w swoim przenośnym domu, poczułem fizycznie czyjąś obecność. Coś było obok mnie. Coś o wiele bardziej realnego niż patrzące z góry trzecie oko. Było ze mną, kiedy ktoś próbował zrobić mi krzywdę na drodze, było i tu, teraz, przynosząc ze sobą błogi spokój, że nie ma się czego obawiać. Że absolutnie nie ma się czego bać, bo owo coś ciągle ze mną jedzie. Choćby zdarzało mi się o tym zapomnieć, to i tak jest, zawsze blisko, unosi się gdzieś obok.
Tej nocy pozwoliło się dotknąć.
*
Jakkolwiek naiwnie to brzmi – coś mnie popychało, coś nie pozwalało się zatrzymać, kierowało mną i dodawało sił.
Piotr Strzeżysz, Zaistnienia,
Helion, Gliwice 2020.
(wyróżnienie własne)

Obejrzałem się. W wypełniającej cały świat jaskrawości, na drugim końcu widzenia, dostrzegłem drzewo ośnieżone, konarami pochylone, zatęsknione, a na nim istotę latającą, czarną, kruczącą.
– Kim jesteś? – zapytałem.
– Drogą. Czekałam na ciebie.
– Dokąd prowadzisz?
– Za istnienie.
– A gdzie to jest?
– Tam, gdzie już jesteś. Już tam czekasz na siebie.
*
Obejrzałem się. W wypełniającej cały świat jaskrawości, na drugim końcu widzenia, dostrzegłem drzewo oszronione, konarami pochylone, zatęsknione, z siedzącą na nim istotą latającą, czarną, kruczącą.
– Kim jesteś? – zapytałem.
– Tobą, czekałam na ciebie. Dotarłeś do celu.
– Jak to? To już tu?
– Tak. Wracasz do przerwanego snu.
– A ty? Pójdziesz tam ze mną?
– Nie, ja zostaję tutaj. Zamarzyłeś mnie pośród słów.
(tamże)
5020. 120/365
poczuj, że przytula cię siła większa niż ty sam_a. poczuj, że stoją za tobą pokolenia twoich antenatek, które nie śmiały marzyć o tym, co jest twoim udziałem. i pamiętaj, że ten mały, podły człowiek, który stoi teraz na twej drodze, to pełną gębą nikt.
120/365
sobota, kwietnia 29, 2023
piątek, kwietnia 28, 2023
5018. 118/365
zatrzymana na dłużej przez usłyszane w radio zdanie: znaleźć własną drogę. każde słowo — „znaleźć”, „własną”, „drogę” — miało inną energię, wymagało odmiennej formy zaangażowania, kryło w sobie szczególne możliwości, budowało całkowicie odrębny świat.
trudno się dziwić, że połączenie tych słów — znaleźć własną drogę — może być zarówno obietnicą, jak i powtarzaną do znudzenia mantrą czy kuszącym pragnieniem w kolorze sensu, za którym musisz podążać.
118/365
wtorek, kwietnia 25, 2023
5017. Czekariat (XL)
Długo czekać nie musiałam, by do świeżutkiego zdjęcia Kruka (z samiusieńkich Tater) mieć najwłaściwsze słowa z myślą o bardzo moim Białym Kruku.

fot. Saxifraga, fragment.
[…]
słowa modlitwy żałobnej Indian Ameryki Północnej:
I give you this on thought to keep
I am with you still, I do not sleep
I am a thousand winds that blow,
I am the diamond glints on snow
I am the sunlight on ripened grain
I am the gentle autumn rain
When you awaken in the morning hush
I am the swift uplifting rush
Of quiet birds in circled flight
I am the soft stars that shine at night.
Do not think of me as gone —
I am with you still in each new dawn*.
__________
* (przeł. Piotr Strzeżysz + [zmiana w tłum.: r.m. ⇔ r.ż.]) Ofiaruję Ci te słowa, byś w pamięci je złożyła, / Bo nadal jestem z Tobą, sen mnie jeszcze nie zmorzył. / Tchnieniem wszystkich wiatrów jestem, które dmą, / Jestem pośród śniegów, co klejnotami się skrzą. / Słońcem na dojrzewającym zbożu jestem ja, / Delikatnym deszczem jesiennego dnia. / Gdy świt cię zbudzi milczeniem, / Jestem nagłym ptaków mgnieniem / Co koła zataczając, wznoszą się wysoko. / Gwiazdami jestem, co miękko migoczą. / Nie myśl więc, że mnie nie ma, że zostałem w grobie – / Z każdym nowym świtem jestem znów przy tobie.
Piotr Strzeżysz, Zaistnienia,
Helion, Gliwice 2020.
(wyróżnienie własne)
niedziela, kwietnia 23, 2023
5016. Perełeczka niedzielna
strach urealnia rzeczy.
JiM
reakcja to nie jest działanie,
a na pewno nie decyzja.
5015. 113/365
to nie jest sarkazm, szczerze gratuluję nie tylko sobie rozczarowania drugim człowiekiem!
po pierwsze, dlatego że dostrzegłaś_eś w nim zalążek, potencjał tego, czego od niego chciałaś_eś lub potrzebowałaś_eś, o którym on jeszcze nie wie albo nie dowierza, że ma, albo bagatelizuje tę moc.
po drugie, nie dostrzegł_a_byś tego — być może jeszcze nieskiełkowanego — nasionka, gdybyś nie miał_a go w sobie i to jest wspaniała wiadomość nie tylko dla mnie.
113/365
(5013+1). 1:1 (IV)
Zawsze, nigdy, słowa absolutne, których nie możemy zrozumieć, skoro jesteśmy tylko malutkimi stworzeniami pochwyconymi przez nasz króciutki czas. Nie bawiłaś się w dzieciństwie w próby wyobrażenia sobie wieczności? Nieskończoność rozwijająca się przed tobą jak niebieska taśma, oszałamiająca i nieskończona? To jest pierwsza rzecz, która uderza cię w żałobie: niezdolność pomyślenia tego i przyznania tego. Zwyczajnie ta myśl nie mieści ci się w głowie. Ale jak to możliwe, żeby go nie było? Tej osoby, która tyle miejsca zajmuje na świecie, gdzie ona polazła? Mózg nie może zrozumieć, że zniknęła na zawsze. I co to u diabła jest zawsze? To nieludzka idea. Chcę powiedzieć, że jest poza naszymi możliwościami pojmowania. Ale jak to, nigdy więcej go nie zobaczę? Ani dziś, ani jutro, ani pojutrze, ani za rok? To rzeczywistość niepojęta, którą umysł odrzuca: nie zobaczyć go nigdy więcej to jest żart, żałosna myśl.
Rosa Montero, Ta żałosna myśl, że nigdy więcej cię nie zobaczę,
przeł. Wojciech Charchalis,
Wydawnictwo Wyszukane, Warszawa 2023.

[(nie)obecność]
*
Johannes Brahms, 16 Walców op. 39, nr 15 As-dur,
Jaara Tal & Andreas Groethuysen (fortepiany),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #9.
5013. Z oazy (CXLIV)
Niedzielne odliczanie literek, dwa. Tytuł tej książki był powodem, by sięgnąć po tę książkę. Sięgnęłam z nadzieją, że znajdę chociaż jedno zdanie, jeden akapit, w których moje doświadczenie będzie mogło się przejrzeć niczym w lustrze, a nie w krzywym zwierciadle.
Postać Marii Skłodowskiej Curie, bardzo przepraszam, Jej nieludzka wielkość, która sugerowała brak ludzkich doświadczeń (skąd ten idiotyczny pomysł?), nie zachęcała wcale, była wręcz ziarenkiem wątpliwości, czy ten wybór ma sens. Zaryzykowałam. Nie mogłam zrobić nic lepszego! Na czytniku miałam na chwilę przed piątkową rehabką, rzuciłam wszystko, co czytałam, i chwilkę po północy było po lekturze.
Jak niebywale gęsta życiem jest ta książka! Nie ma w niej ani jednego słabego miejsca, choć stanowi patchwork kwestii, które podejmują: żałobę, biografię Laureatki dwóch Nagród Nobla, elementy biografii Autorki i charakter miejsca kobiet w świecie w ostatnich stu latach z hakiem. Lektura obowiązkowa w tym roku, bez dwóch zdań.
Wybór cytatów nie był trudny: z gęstego, wybrałam najgęstsze, a potem z tego wyboru najnajgęstsze. Wybór jednego cytatu był również prosty, choć chwytający za gardło. Trudniej było z ilustracją — żadne kształty, mające znaczenie w neurografice, nie miały nic sensownego do zaoferowania, ale bazgroł energetyczny — zrobiony, gdy zatrzymałam się przy swoim doświadczeniu straty — i owszem. Zachwyciło mnie to, co się wyłoniło, ukoiło i pozostanie ze mną.
Jeśli czytać biografię Noblistki, to tylko tę! Fragmenty dziennika Marii zachowałam w chronologicznej kolejności i, by je odróżnić od słów Autorki książki, zaznaczyłam niebieskim kolorem.
I zaczęło w mojej głowie rosnąć coś bezkształtnego. Pragnienie opowiedzenia jej historii moimi słowami. Pragnienie, żeby użyć jej życia jako idealnej miary, potrzebnej do zrozumienia mojego; i nie mówię o teoriach feministycznych, ale o próbie rozwikłania, jakie jest #MiejsceKobiety w społeczeństwie, w którym tradycyjne miejsca zostały zamazane (mężczyzna też chodzi zagubiony, oczywiście, ale w tym bagnie niech się grzebie jakiś facet). Pragnienie wałęsania się po świecie, po moim świecie; i zastanawiania się na temat #Słów, które rezonują we mnie, #Słów, które ostatnio kręcą mi się po głowie jak wałęsające się psy.
*
Jak wiadomo, cierpienie z miłości jest jak choroba morska: ludziom twój stan wydaje się zabawny, ale ty czujesz, że umierasz.
*
I taka była Mania: prawie się poddała. Śliczny młodzieniaszek o mały włos sprawiłby, że poddałaby się i zaakceptowała tradycyjne przeznaczenie córki, która poświęca się i zostaje, aby zajmować się ojcem. Włosy stają mi na głowie na samą myśl, że ten dureń był o krok od pozbawienia nas Marii Curie! (Kazimierz ostatecznie stał się jednym z najważniejszych polskich matematyków, co nie zmienia faktu, że i tak ciągle wydaje mi się emocjonalnie żałosny). Pytam się, ile takich Mań zostało straconych po drodze w podobny sposób… Ile potencjalnych malarek, pisarek, inżynierek, wynalazczyń, podróżniczek, rzeźbiarek, lekarek, geometrek, geografek, astronomek, historyczek, antropolożek… Ile innych cudownych radioaktywnych kobiet nie dotarło do sytuacji, w której mogłyby emanować promieniowanie?
*
To była biała czarownica, dobra wróżka. Spędziła na tej robocie trzy długie i wyczerpujące lata i w końcu zdołała wydobyć rad, który był jak jeden z tych bajkowych duchów substancją malutką, ostro lśniącą niebieskawą zielenią. Bardzo piękną, oczywiście. Ale śmiercionośną.
[…] W 1898 roku, niedługo po rozpoczęciu poszukiwań, po zaledwie kilku miesiącach szaleńczej pracy, państwo Curie najpierw znaleźli polon, czterysta razy bardziej radioaktywny niż uran, a nieco później rad, który, jak powiedzieli, był dziewięćset razy bardziej radioaktywny, a tak naprawdę to trzy tysiące razy mocniejszy. […] Lśniący i mocny rad rozpalił ludzką wyobraźnię: było to samo zaranie życia, szczypta energii kosmosu, ogień bogów przyniesiony na Ziemię przez nowych Prometeuszy, którymi byli państwo Curie.
[…]
nowy pierwiastek zaczęto nieświadomie wykorzystywać w sposób niebezpieczny do wszystkiego, jakby był to balsam Silnorękiego.
Na przykład dodawano rad do kosmetyków: do kremów do twarzy, bo rzekomo utrzymywał młodość na zawsze, do szminek, toników, żeby wzmocnić i upiększyć włosy, do pasty do zębów, żeby zęby były bielsze i bez dziur, do cudownych maści na cellulit. Reklama kremu AlphaRadium mówiła: „Radioaktywność jest podstawą zachowania zdrowych komórek skóry”. Jeśli chodzi o sprawy powiązane z kobiecym pięknem, zawsze popełnialiśmy okropieństwa, na przykład wieki wykorzystywaliśmy węglan ołowiu do wybielania twarzy, szminki robione były z siarczku rtęci, farby do włosów zawierały zaś siarczek ołowiu, wapno palone i wodę; wszystko to było okropnie toksyczne i w dłuższym czasie śmiertelne.
*
Jej walka ze światem przechodzi przede wszystkim przez walkę z samą sobą.
*
Nie ma się co oszukiwać, zarówno Pierre jak i Maria byli freakami. […] z czasem odkryłam, że normalność nie istnieje; że nie pochodzi od słowa „normalny”, jako synonim czegoś najbardziej pospolitego, ale od „norma”, „regulacja”, „nakaz”. Normalność jest konwencjonalną ramą, która homogenizuje ludzi jak te owce zamknięte w owczarni; jednak jeśli spojrzysz z bardzo bliska, każdy z nas jest inny. Kto nie poczuł się potworem chociaż raz? A poza tym: bycie innym może też nieść ze sobą korzyści.
*
W wieku dwudziestu lat Pierre napisał: „Trzeba zmienić życie w sen i urzeczywistnić te sny”.
* * *
[…] z upływem lat coraz częściej odnoszę wrażenie, że istnieje ciągłość ludzkiego umysłu; że w rzeczywistości istnieje zbiorowa podświadomość, która nas splata, jakbyśmy byli ławicą ściśniętych ryb, tańczących w jednym rytmie, zupełnie nieświadomie. I #ZbiegiOkoliczności stanowią część tego tańca, tej całości, tej muzyki, tej wspólnej piosenki, której nie możemy przestać słuchać, bo wiatr przynosi nam wciąż tylko poszczególne nuty. Wiem, że nie ma naukowej dyscypliny w tym, co mówię, ale ta myśl jest pocieszająca, bo ustawia twoją małą tragedię twojego indywidualnego życia w jakiejś perspektywie.
*
[…] im bardziej się przybliżasz do esencji, mniej możesz ją nazwać. Szpik książek znajduje się na krawędziach słów.
* * *
Jedynie przy okazji urodzin i śmierci człowiek wychodzi poza czas; Ziemia przestaje się kręcić, a wszelkie trywialności, na które marnotrawimy godziny, opadają na ziemię jak brokatowy pył. Kiedy rodzi się dziecko albo ktoś umiera, teraźniejszość dzieli się na pół i pozwala ci przez moment dojrzeć szczelinę tego, co prawdziwe: monumentalną, rozżarzoną i beznamiętną. Człowiek nigdy nie czuje się tak autentyczny, jak wtedy, gdy krąży wokoło tych biologicznych granic: masz pełnię świadomości, że przeżywasz coś bardzo wielkiego.
*
Mój Piotrze, jak mnie martwi wszystko w tym domu, co po sobie zostawiłeś. Duch tego domu odszedł, wszystko jest smutne, opuszczone i pozbawione sensu.
*
Prawdziwy ból jest niewypowiedziany. Jeśli możesz mówić o tym, co cię zadręcza, masz szczęście: to oznacza, że nie jest aż tak źle. Bo jeśli ból spada na ciebie bez uśmierzenia, pierwszą rzeczą, którą ci odbiera, jest #Słowo.
*
Wokoło mnie wszyscy zapominają. […] momenty spokoju są rzadkie i mam przede wszystkim to obsesyjne poczucie opuszczenia, z chwilami rozpaczy, i też niepokój, i czasem żałosne poczucie, że to wszystko jest złudzeniem i że wrócisz.
*
I pośród tych ruin ty obsesyjnie kręcisz się wokoło tego, co działo się na chwilę przed trzęsieniem ziemi. Gdybym o tym wiedziała! – mówisz do siebie. Ale nie wiedziałaś.
*
Trudno ustalić, ile opowiedzieć i gdzie się zatrzymać, jak posługiwać się zawsze radioaktywną substancją rzeczywistości.
*
Kreatywność jest tym właśnie: alchemiczną próbą transmutowania cierpienia w piękno. […] Trzeba zrobić coś z tym wszystkim, żeby nas nie zniszczyło, z tym płomieniem rozpaczy, z niekończącym się marnotrawstwem, z wściekłym bólem przeżywania okrutnego życia. My, ludzie, bronimy się przed bezsensownym bólem, ozdabiając go mądrością piękna. Miażdżymy węgle gołymi rękami i czasem udaje nam się sprawić, że wyglądają jak diamenty.
*
Dźwigamy naszych zmarłych na własnym grzbiecie: tak mi powiedział Amos Oz w jednym z wywiadów (Żydzi mają tylu zmarłych, twierdził, że ciężar jest nadludzki). Albo raczej jesteśmy relikwiarzami naszych ukochanych. Nosimy ich w sobie, jesteśmy ich wspomnieniem.
*
W sumie życie jest tak zawzięte, tak piękne, tak potężne, że już od pierwszych chwil bólu pozwala ci się cieszyć momentami radości: rozkoszą pięknego wieczoru, śmiechem, muzyką, bliskością przyjaciela. Otwierają się drzwi w życiu z tym samym uporem, z jakim malutka roślinka jest w stanie przebić się przez beton, żeby wystawić głowę ku słońcu. Jednak w tym samym czasie ból również podąża swoim kursem.
*
Wczoraj byłam na cmentarzu. Nie byłam w stanie zrozumieć słów „Pierre Curie” wyrytych w kamieniu. Słońce i piękno pól bolały mnie […].
*
Tak trudno zrozumieć, że gdy odszedł ktoś kochany, nie mieści ci się w głowie jego nieobecność?
*
Śmierć stanowi część życia i jest częścią opowiadania o życiu. Jest ostatnią możliwością znalezienia znaczenia i nadania spójnego sensu temu, co zdarzyło się wcześniej […].
// Iona Heath
*
Żeby żyć, musimy siebie opowiadać; jesteśmy produktem naszej wyobraźni. Nasza pamięć w rzeczywistości jest wymysłem, opowieścią, którą codziennie piszemy na nowo (to, co pamiętam dzisiaj z mojego dzieciństwa, nie jest tym, co pamiętałam dwadzieścia lat temu); co oznacza, że nasza tożsamość też jest fikcyjna, bo opiera się na pamięci. I bez tej wyobraźni, która dopełnia i odbudowuje naszą przeszłość, nadając chaosowi życia pozory sensu, istnienie doprowadzałoby do szaleństwa i byłoby nieznośne, czysta wściekłość i wrzask. Dlatego kiedy ktoś umiera, jak dobrze mówi pani doktor [Iona] Heath, trzeba dopisać finał. Finał życia tego, kto umiera, ale też finał naszego wspólnego życia. Opowiedzieć nam, kim byliśmy jedno dla drugiego, powiedzieć nam wszystkie konieczne piękne słowa, zbudować mosty ponad pęknięciami, wyplenić chwasty z krajobrazu.
*
Wydaje mi się, że […] nie powinnam móc się śmiać szczerze nigdy więcej aż do końca swoich dni.
[…]
chciałam ci powiedzieć, że zakwitły złotokapy i glicynie, i głóg, i rozwijają się lilie, podobałoby ci się zobaczyć to wszystko i ogrzewać się w słońcu. […] Chwilowo wydaje mi się, że mój ból zmniejsza się, usypia, ale zaraz odradza się wytrwały i potężny.
[…]
Mój Piotrze, wszystko już minęło i oddala się ode mnie coraz bardziej; pozostaje mi smutek i żal.
*
#Wina, że się nie powiedziało, że się nie zrobiło, że się kłóciło o błahostki, że się nie okazało więcej czułości. Człowiek byłby nieskończenie bardziej szczodry wobec kochanych zmarłych; ale oczywiście zawsze znacznie trudniej jest być szczodrym wobec żywych.
*
[…] historia z żałobą jest bardzo dziwna. Przede wszystkim, przypuszczam, w żałobach pozaczasowych, po śmierciach, które jeszcze nie powinny się wydarzyć. I to dziwne, że mimo mijającego czasu ból straty, kiedy już zacznie boleć, za każdym razem wydaje ci się równie intensywny. Oczywiście, że jest coraz lepiej, zdecydowanie lepiej: ból pojawia ci się coraz rzadziej i możesz wspominać swojego zmarłego bez cierpienia. Jednak kiedy pojawia się ból, a ty nie za bardzo wiesz dlaczego, istnieje ta sama rana, ten sam żar.
*
Sądzę, że nasze linearne postrzeganie czasu wszystko pogarsza. Einstein powiedział już dawno temu, że czas i przestrzeń są zagięte, ale my ciągle przeżywamy minuty jako nieuniknioną sekwencję (i konsekwencję).
*
Życie to to, co się wydarza, kiedy
my zajmujemy się czymś innym.
// Johna Lennon (1940–1980)
*
Według różnych studiów zrealizowanych w ostatnich latach na ogromnych próbach setek tysięcy ludzi z osiemdziesięciu krajów, #Szczęście rysuje się przez całe życie jako stała i solidna krzywa w formie U. To znaczy mężczyźni i kobiety ze wszystkich społeczeństw mówią, że czują się szczęśliwsi w młodości i starości, podczas gdy chwila najtrudniejsza istnienia jest pomiędzy czterdziestym i pięćdziesiątym rokiem życia.
Rosa Montero, Ta żałosna myśl, że nigdy więcej cię nie zobaczę,
przeł. Wojciech Charchalis,
Wydawnictwo Wyszukane, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

Tak: są w stanie pójść na front i walczyć w nieprawdopodobnych wojnach; ryzykować życiem, wspinając się na Everest; przejść przez burzowe dżungle, żeby znaleźć źródła Nilu; ale w sprawach emocjonalnych, w sentymentalnych, w codziennej rzeczywistości mężczyźni wydają nam się szczerze #Słabi.
*
Tak, jest trudno, bardzo trudno być kobietą, bo w rzeczywistości nie wiesz, na czym to polega, ani nie chcesz przyjąć tego, czego wymaga tradycja. Lepiej być niczym, żeby móc być wszystkim, co było, jak mi się wydaje, opcją Marii.
*
Mówią, że Ludzkość może dzielić się na takich, których dzieciństwo było piekłem, więc będą żyli ścigani przez tego ducha, i tych, którzy cieszyli się cudownym dzieciństwem, więc jest im jeszcze gorzej, bo na zawsze utracili raj. […] W dzieciństwie zawsze jesteśmy o krok od śmierci, mówiąc metaforycznie. Albo przynajmniej umierają, albo bywają okaleczane niektóre z naszych gałęzi. Wzrastamy jak bonsai, torturowani i przycinani, umniejszani przez okoliczności, konwencje, uprzedzenia kulturowe, wymogi społeczne, dziecięce traumy i oczekiwania rodzinne.
*
[…] jeszcze całkiem niedawno, zaledwie kilka dekad temu, największym problemem kobiety Zachodu była nieumiejętność życia w zgodzie z własnym pragnieniem: zawsze żyła dla pragnień innych ludzi, rodziców, narzeczonych, mężów, dzieci, jakby jej własne aspiracje były drugorzędne, niestosowne i ułomne.
*
Rzeczywistość jest ślepa i złożona i upiera się przy tym, żeby obscenicznie zabierać nas w przeciwnym kierunku, kiedy zaczynamy marzyć.
*
[…] atrybuty tradycyjnie przypisywane mężczyznom u kobiet wydają się szokujące. O ile u mężczyzn uważa się za eleganckie i męskie hamowanie emocji, z kobiety takiej jak Maria, według Ensteina, czyni to zimną rybę. Tak samo nigdy nie ocenia się negatywnie tego, że mężczyzna jest ambitny: przeciwnie, jest to atrybut walki, konkurencyjności, wielkości. Ale kobieta ambitna… ach, to czarownica. Naprawdę zła.
*
Maria Curie nie była tylko pierwszą kobietą uhonorowaną Nagrodą Nobla i jedyną laureatką dwóch nagród, ale też pierwszą studentką kończącą studia na Wydziale Nauki paryskiej Sorbony, pierwszą doktoryzowaną z nauk ścisłych we Francji, pierwszą, która miała swoją katedrę… Była pierwsza na tylu polach, że nie sposób ich wymienić. Pionierka absolutna. Istota nie z tego świata. Była też pierwszą kobietą, która została pochowana w Panteonie Wybitnych Mężczyzn (sic!) w Paryżu. Przeniesiono jej szczątki 26 kwietnia 1995 roku z wielką pompą i ostentacją (oczywiście w Panteonie leżą też Pierre Curie i Paul Langevin, czyli mąż i kochanek Marii) i przemówienie prezydenta Mitteranda, wtedy już bardzo chorego, podkreślało „przykładną walkę kobiety” w społeczeństwie, w którym „funkcje intelektualne i odpowiedzialność publiczna były zarezerwowane dla mężczyzn”. Były, powiedział. Jakby te nierówności już zostały całkowicie przezwyciężone we współczesnym świecie.
(tamże)
(5011+1). 1:1 (III)
[…] ciągle zastanawiam się, skąd ci wszyscy ludzie się biorą. Skąd się biorą na mojej drodze? Dlaczego właśnie oni i dlaczego właśnie ja? Może są częścią mnie, a ja jestem częścią ich i nawet nie trzeba się bardzo wysilać, aby poczuć, że wszyscy jesteśmy tym samym.
Piotr Strzeżysz, Sen powrotu,
Helion, Gliwice 2016.
(wyróżnienie własne)

[w drodze]
5011. Z oazy (CXLIII)
Niedzielne odliczanie literek, raz. Ibukosknera po latach czekania w końcu sobie nabył tę książkę za grosze, a radość z obcowania z nią okazała się bezcenna. Nie, nigdy nie marzyłam o przejechaniu obu Ameryk na rowerze. Nigdy nie przyszła mi nawet do głowy myśl, by do Ameryki Południowej się udać. Nie mam pojęcia, dlaczego nie. Nie mam pojęcia, dlaczego w związku ze swoją postawą uznałam, że teraz czas na tę lekturę.
Podróżniczych książek nie czytam wcale, więc czemu ta? Bo dla mnie podróżowanie nie jest dla Autora osią Jego książek. Jest wyłącznie pretekstem do pisania. Założę się, że pisałby nawet wtedy, gdyby latami nie ruszał się ze swojego domu. Wierzę, że podróżuje wyłącznie po to, by podróżować, a pisze, by zatrzymywać w literkach cenne chwile, wrażenia czy myśli. Te zatrzymania są niczym błyszczące, kunsztownie uwięzione w bursztynie cudowne robale życia — wtedy ja… staję się sroką.
Należy odnotować, że każdy rozdział zaczyna się cytatem z… Muminków. Niesamowitym było dzielić z Autorem zachwyt tymi samymi wyimkami.
[…] nie chcę tłumaczyć, że na moje oko wydajemy się rówieśnikami. Jednocześnie zastanawiam się, jakim prawem wartościują i porównują własne życiowe wybory z moimi i dlaczego wydają się być święcie przekonani, że im jest trudniej, że mają gorzej, że jest im źle? Skoro uważają, że prowadzę tak lekkie, przyjemne i szczęśliwe życie, a mój wybór nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji i można sobie po prostu beztrosko ruszyć przed siebie, czemu sami tego nie zrobią? Przecież wszystko jest kwestią priorytetów.
*
Może poprosiłem myślami? Albo przez sen? Bardzo możliwe, że sam sen wystarcza i nie trzeba robić nic więcej. We śnie często jest zrozumienie, które gubi się i rozpływa po przebudzeniu.
*
Czasem, kiedy jadę, wydaje mi się, że sam jestem tym wiatrem. Powietrznym prądem, który niosę w sobie. Gdzieś na krawędzi horyzontu, gdzieś na krawędzi snu. Jak duch…
A jazda z wiatrem wiejącym siedemdziesiąt kilometrów na godzinę, wiatrem wiejącym w plecy, jest czystą poezją. Jest poezją pozbawioną słów, tworzoną bez duchowych przewodników, map i drogowskazów, jest poezją bez poetów, sama w sobie jest wierszem…
*
Cisza. Lubię ciszę. To przedłużone preludium przed zaskakującym dźwiękiem, niespodziewaną myślą, nieoczekiwanym spotkaniem.
*
I przestań tak na mnie patrzeć i w kółko pytać, jak masz się odwdzięczyć. Nijak. Niczego od ciebie nie chcę. Dla mnie nagrodą jest to, że mogę ci pomóc, to jest największą zapłatą. A jak sam się z tym źle czujesz i upierasz, aby mi się odwdzięczyć, to pewnego dnia pomóż drugiemu człowiekowi. Po prostu. Zrób to samo, co ja. Okaż serce komuś, kto tej pomocy będzie potrzebował. Jak go rozpoznasz? Co ty, ślepy jesteś? Jak to jak, normalnie. Spojrzysz i będziesz wiedział. Bóg prędzej czy później kogoś ci pod nos podstawi.
*
Aleś ty uparty!… A chociaż wiesz, gdzie w tej chwili jesteś? Nie, nie mam na myśli nazwy miasteczka ani kraju, bo obaj wiemy, że jesteśmy w Meksyku. Czy wiesz, gdzie jesteś teraz? W swoim życiu gdzie jesteś?… Też nie wiesz? Nie zastanawiałeś się? No tak, w drodze… Ale co to znaczy?
*
[…] jak się śmiejesz, to nie myślisz, tylko po prostu jesteś.
*
Coś wymyślisz. Na świecie nie ma rzeczy niemożliwych, tylko czasem chęci brak. Nie chce się człowiekowi – zaraz jakiś pretekst wymyśli, że się nie da. Bo nie móc jest łatwiej niż móc.
*
[…] przez krótką chwilę czułem, jakbym oszukał czas, wyśmiał przeznaczenie, jakby coś lub ktoś chciał mnie na moment przekonać do idei nieskończoności. […] Że czas tak naprawdę nie jest linearny, ale cykliczny, i pewne rzeczy, osoby, zdarzenia lub chwile powracają. Nawet jeśli znikają dla nas, to może pozostają gdzieś dla innych, może wcale na zawsze nie umierają?
*
[…] to są właśnie kryteria dobrego życia. […] Radość z tego, co już jest. Przyjmowanie tego, co przyniesie dzień.
*
– Jak to pan nie wiedział? To znaczy, że rzeźbił pan i nie wiedział, co rzeźbi?
– Ile ty pytań zadajesz… Co mam ci odpowiedzieć… Tak, w sumie to było trochę tak, jak powiedziałeś. Coś zamierzałem stworzyć, ale do końca nie wiedziałem, co. Tyle tylko wiedziałem, że nie robię tego na sprzedaż. Ty zobaczyłeś ptaka, ktoś inny dostrzegłby coś odmiennego. Może gdzieś na przecięciu waszych wyobrażeń unosi się to, co byłoby najbliższe prawdy?
*
Zresztą, nie jestem masochistą, albo inaczej – coraz mniej bawi mnie bycie masochistą i udowadnianie sobie, że coś mogę albo muszę.
*
Bo nawet jeśli życie nie ma za grosz większego sensu, […] to miło pomyśleć, że najpiękniejsze podróże, podobnie jak najpiękniejsze miłości, są nieśmiertelne. Że żyją gdzieś po drugiej stronie. Choćby tylko w czyimś śnie.
*
Szukałem właściwego kamienia. Trochę to trwało, aż wreszcie znalazłem odpowiedni. Taki okrągły, szary, prawie nijaki, a jednak wyjątkowy, bo to w nim właśnie postanowiłem zostawić swoją podróż. Zacisnąłem dłoń i rzuciłem kamyk w wodę. Wpadł z głośnym pluskiem.
*
Rzeczy na biurku czekały cierpliwie, jak to mają w zwyczaju rzeczy, na najlżejszy dotyk, dzięki któremu znów nabierają znaczenia.
*
Jak cicho. Jaka cisza wokół. Nic mi się nie chce, dziś już nic nie zrobię. Posiedzę trochę, pooddycham, odpocznę.
Piotr Strzeżysz, Sen powrotu,
Helion, Gliwice 2016.
(wyróżnienie własne)

W końcu się zatrzymałam. […] Już nie mogłam dalej jechać. […]
– Nie wszystko stracone – z odrętwienia wyrwał mnie jakiś nieznany mi głos.
*
Nagle zrozumiałem, że wszystko, co przydarzyło się podczas tej podróży, prowadziło dokładnie do tego miejsca. Zrozumiałem, że którąkolwiek z dróg bym wybrał, kimkolwiek starał się być i dokądkolwiek zmierzał, to i tak zatrzymałbym się właśnie tu. Tu, gdzie łączą się wszystkie proste, w środku snu.
*
I pamiętaj, będę tu. Będę tu w powietrzu. Jeżeli kiedyś zechcesz ze mną porozmawiać, odejdź na bok, zamknij oczy i poszukaj mnie. Można tak ze sobą rozmawiać, ale nie w języku słów. Za pomocą ciszy.
// Tiziano Terzani [w:] Koniec jest moim początkiem.
(tamże)
sobota, kwietnia 22, 2023
5010. Czekariat (XXXIX)
Że też da się zgubić coś, czego się nigdy nie znalazło – pomyślał […]. Słowa […] opadały na ziemię i zamieniały się w drogę, przemieniały się w kolejny krok, a każdy z tych kroków coraz szerzej otwierał się na czekającą za zakrętem możliwość.
Piotr Strzeżysz, Sen powrotu, Helion, Gliwice 2016.
Kaan.
5009. 112/365
piątek, kwietnia 21, 2023
5008. W warzywniaku
Pati:
(opisała następne, nowiutkie ćwiczenie)
Jabłoń:
(nie dowierzając temu, co usłyszała,
w strachu niemałym, w oparach lekkiej paniki)
Nie! Nie, nie, nie! Nieee!!!
(po krótkiej chwili, z nadzieją)
Żartujesz?
Pati:
(przepięknie spapugowała, udzielając
precyzyjnej odpowiedzi na pytanie)
Nie! Nie, nie, nie! Nieee!!!
Pati & Jabłoń:
(ryknęły śmiechem, a potem,
oswajając drzewny strach,
zrobiły zaproponowane ćwiczenie)
🍆
środa, kwietnia 19, 2023
5007. 109/365
najpierw on, ona nie wie kiedy, otworzył dzióbki pokrywek ich kubków z kawą, stojących między przednimi fotelami samochodu. potem ona, gdy on nie widział, obróciła oba kubki tak, by bez dodatkowych ruchów można było wziąć swój i pić kawę w trakcie jazdy.
dziś, w drodze, w dniu mojego równożycia taki drobny, ale bezcenny prezent podarowała nam miłość.
109/365
wtorek, kwietnia 18, 2023
5006. O magii małych liczb
Mówi się, że skuteczna rehabilitacja ortopedyczna to: pot, krew i łzy. Parafrazując, można spokojnie powiedzieć, że rehabilitacja neurologiczna to: łzy, niemoc i łzy.
Miesiąc z małym haczykiem dzień w dzień, od poniedziałku do piątku, tłukłyśmy z Pati na start to samo ćwiczenie, którego w ramach pracy własnej nie byłam w stanie robić sama. W tym czasie co wieczór sprawdzałam, czy może jednak już bym mogła. Nie!
W sobotę rano po raz pierwszy zrobiłam samodzielnie dwie serie po dwa, a wieczorem jedną serię złożoną z czterech powtórzeń. W niedzielę, nie dowierzając swojemu szczęściu, machnęłam rano dwie serie po trzy, wieczorem zaś, wróconemu z drugiego zjazdu Jednorożcowi, zaprezentowałam dwie serie: w pierwszej cztery, w drugiej pięć powtórzeń. Wczoraj (wciąż z pewnym niedowierzaniem) wieczorem, pomimo wyjątkowo zagonionego dnia, zrobiłam dwie serie po pięć.
Dziś, gdy już inne dwa ćwiczenia z Pati na start tłuczemy z nadzieją, że któregoś dnia wejdą do kanonu ćwiczeń wykonywanych w ramach pracy własnej, opowiedziałam Jej w skrócie, jak wiele nauczył mnie miniony miesiąc z hakiem tym jednym ćwiczeniem. Na to Pati powiedziała coś, co muszę tu pod ręką już zawsze mieć.
Neurorehabilacja to
nauka cierpliwości.
Pati
🍆
5005. O 4×tak i 3×nie
Tak. Wiele miesięcy temu widziałam w sieci zajawki neurografiki. Przyciągnęły moją uwagę kolory i kształty. Niosły obietnicę czegoś porywającego, ale zrezygnowałam, nie próbując nawet, gdy tylko doczytałam o akcesoriach, które trzeba mieć*, by zacząć. Brzmiały jak wymóg posiadania karategi, by przyjść na pierwsze zajęcia karate, gdy jeszcze nie masz pojęcia, czy będziesz chciał_a wrócić na kolejne.
Nie. Książeczkom do kolorowania dla dorosłych w każdych okolicznościach mówię stanowcze: nie! Potrzeba anarchii, stanowiąca immanentny składnik mojej Duszy, wyklucza grzeczne kolorowanie po cyferkach. Nie są w stanie do tej formy aktywności przekonać mnie żadne ludzkie tłumy wielbicieli_ek.
Tak. Aku wspomniała, że Ona wsiąkła. Ponieważ Jej zdanie ma dla mnie znaczenie, zaryzykowałam. W stylu ziosio-samosiowym nabyłam kredki i pisaki. Kilka dni poczekałam. Przyszły i… porwało mnie!
Nie. To poniżej to nie neurografika per se. Neurografika to określone procedury, których poszczególne kroki mają właściwe sobie znaczenie i cel. To poniżej to efekt wyśmienicie spędzonego przeze mnie czasu z moją wewnętrzną anarchistką, która, jak się okazało, uwielbia zaprzęgać elementy neurografiki, by zatrzymać w kresce wrażenia.
Tak. Pojawił się na blogu nowy znacznik (1:1). Pomyślało mi się, że choć sztuką bywa wybranie cytatów z przeczytanych książek, to tylko czasem jest to ogromne wyzwanie. A gdyby tak, strzeliło mi do łba… No? Podwyższyć sobie poprzeczkę ku własnej radości i… Tak, tak, tak! Spodobał mi się ten pomysł. 1:1 to wpisy, w których jest tylko jeden fragment (dla mnie osobiście najbardziej znaczący, ważny, poruszający) i tylko jedno, zaklęte w neurograficzne linie i kształty, wrażenie na temat całej książki.
Nie. Zosio-samosiowanie to nie był dobry pomysł: kredki mnie rozczarowały, mazak był zbyt gruby, o pędzelku nawet nie ma co wspominać. Sadownik, doświadczeniem Kaan pchnięty ku właściwemu miejscu, podarował mi kredki. Wczoraj dorzucił pisaki i dwa pędzelki. Sklepy dla plastyków to nie sklepy dla snobów, lecz miejsca, gdzie źródło potencjalnego szczęścia przybiera realny kształt kredek, farb, pisaków i papieru o szlachetnej gramaturze. Niech!
Tak. Wczoraj testowałam nowe pisaki i wyłam z zachwytu. Na tapet trafiło wrażenie kwietniowych włoskich literek, które jest moją odpowiedzią na pytanie, z którym pozostawiła mnie Autorka książeczki: E tu… di che colore pensi siano i baci? [A ty… jak myślisz, jakiego koloru są buziaki?]. Ja? Takiego!

[i baci]
___________
* w rzeczywistości, moim skromnym zdaniem, by spróbować, wystarczy czarny pisak i kilka najzwyklejszych kredek.



