
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
czwartek, listopada 17, 2022
środa, listopada 16, 2022
wtorek, listopada 15, 2022
4824. na gigancie, dzień 3.
poniedziałek, listopada 14, 2022
niedziela, listopada 13, 2022
4822. na gigancie, dzień 1. // 317/365

pierwszy dzień. wyzwanie podjęte.
pełna, totalna praktyka oddechu.
317/365
4821. U Białego Kruka (CII)
Biały Kruk:
(wczoraj przysłał zdjątko
wykonania dania z nowego przepisu)
Jabłoń:
Bóstwo!!!
Biały Kruk:
A jak smakowało!
Jabłoń:
Zapisuję się na degustację!
Biały Kruk:
Tak myślałem.

Biały Kruk, fragment.
sobota, listopada 12, 2022
4820. Na wysokim obcasie
Kaan & Jabłoń:
(wczoraj o fryzurach, które lubią na swoich głowach,
rozmawiają przy okazji tykania różnych kanonów)
Kann:
Moja „kolekcja szpilek” to
bluzy z kapturem.
Jabłoń:
(kupiła na pniu i musi mieć to zdanie tu, w swojej kolekcji,
nie tylko z powodu słabości do,
jak mawiają najbliżsi, zębów na dupie)
4819. Czekariat (XXX)
Kaan.
Czasem można dostrzec ducha nawet
w krągłości ceramicznej filiżanki.
Toko-pa Turner
piątek, listopada 11, 2022
4818. 315/365
państwo dumne.
margines stał się normą.
państwo dumni?
315/365
Wkurwia mnie już ta cała Niepodległość! A jeszcze bardziej wkurwia mnie to, że tak łatwo odgradzamy się od tej bandy demolującej co roku Warszawę. Jasne, my nie demolujemy. My jesteśmy aktywistami, pomagamy sąsiadom, tworzymy ruchy miejskie, dokarmiamy podwórkowe koty. A oni to barachło, to nie nasze. Ktoś ma coś zrobić, ich ma nie być, mają zniknąć i kropka. Też mnie wkurwiają, smucą, to jasne. Też mam dość ich święta niepodległości. Tylko że jestem prawie pewny – a naprawdę rzadko mi się to zdarza – że za nich też trzeba czuć się odpowiedzialnym. Bo co? Bo są za mało obywatelscy, za mało prospołeczni, bo kotów nie dokarmiają? Nie wiem, jak się wyciąga rękę do takich osób, nie wiem, co trzeba zrobić. Nie wiem, jak powinna wyglądać nauka historii i obywatelskości w szkołach, jak powinna wyglądać polityka historyczna, jak zrobić, żeby każdy miał podobne szanse na starcie i na mecie nie musiał pluć na tych, którym udało się szybciej i lepiej. Ale przecież ci chłopcy w ONR nie wzięli się chyba z ulicy?
Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)
*
[…]
nacjonalizm jest dumą z cudzych zasług
i nienawiścią do ludzi, których się nigdy nie spotkało.
Ewa Wilk, Używka narodowa,
Polityka, 46/2022.

środa, listopada 09, 2022
4817. 313/365
dziś,
w sześćdziesiątą rocznicę pierwszej randki, lampeczkę na cmentarzu zapalił.
dziś
zaczęłam piąty rok życia
z diagnozą.
jakim cudem chce się nam obojgu jeszcze* żyć?
313/365
__________
* choć nie zawsze.
poniedziałek, listopada 07, 2022
4816. Czekając na… piątek
Zderzyły mi się w piątek kulki w głowie. Połączyłam kropki i zapytałam, czy skoro Pan Ciasteczko będzie w przemysłowej stolicy Włoch, to czy mógłby zajść do księgarni lub antykwariatu? A gdy ten uśmiechnął się w tajemniczy, ale z pewnością aprobujący, sposób, uznałam, że skoro mogę dostać palec, to chcę całą dłoń i ramię, więc bezczelnie poprosiłam o… dwie książki. To będzie 200% przydziału miesięcznego, a w dodatku: niespodzianka, bo wyboru dokona sam Pan Ciasteczko.
*
Onemu:
(wczoraj przysłał Panu Ciasteczko sms)
Bagaż może mieć 23 kg.
Dużo książek się zmieści.😂
Pan Ciasteczko:
(przeczytał powyższe Drzewku)
Jabłoń & Sadownik:
(śmiali się dobrą chwilę)
*
Cztery Ciasteczka:
(dziś w podróży lotniczej)
Jabłoń:
(niczym dziewczynka w grudniowy poniedziałek,
która wie, że w piątek przyjdzie św. Mikołaj…
czeka,
aktywnie robiąc swoje)
niedziela, listopada 06, 2022
4815. 310/365
— bo pójdę sobie w świat! — ostrzegała, nie mając pewnie pojęcia, że mała dziewczynka, którą wtedy byłam, odbierała te słowa jako zagrażającą życiu groźbę.
jeszcze przed świtem, w bezruchu, by nie obudzić reszty stada, wskutek małej wewnętrznej pracy ogarnęło mnie wspaniałe poczucie, że wszechświat szczelnie przylega do mojego ciała. i wspiera, nie tylko mnie!
310/365
4814. Z oazy (LXXXIII) // … (II)
Niedzielne odliczanie literek, dwa. W pewien, niewysłowiony sposób i trzy, i cztery, i pięć… aż po nieskończoności kres, bo to opowieść o doświadczeniu, które w tej postaci na pewno nie będzie moim udziałem w tym życiu.
Pamiętam, co zrobił ze mną lata temu tamten, o śmiertelnej sile rażenia, „drobiazg” na ten sam temat. Ta książka, jestem pewna, zatrzyma się we mnie na dłużej. Czy pozostanie we mnie z powodu tematu, przyczyny powstania książki, procesu pisania, obfitości symboli, stanów i uczuć zatrzymanych/zaklętych w słowach, precyzji, nieprzegadania, poetyki, formy światła w tekście, sposobu łamania wierszy? Nie wiem. Wiem, że pozostanie na długo.
Przejmująca i gdy się ją czyta, jest się całkowicie poza czasem. Sadownik przy okazji takich książek zwykle pyta: skąd ty je bierzesz? Tę wyjęłam z tej, podobnie, jak małą książkę kucharską, która już przyszła do ula wraz z nadzieją, że w tym życiu wejdę jeszcze do kuchni.
No pomyśl! Co jest bardziej podniecającego od piekła innych, powiedz sam. I chyba zgodzisz się ze mną, że ból z drugiej ręki jest lepszy niż ból z pierwszej ręki? Że jest zdrowszy dla użytkownika, a także bardziej „artystyczny”, w podniosłym, znaczy się wykastrowanym sensie tego słowa?
*
„A do czego podobny jest ten fakt?”,
pytają mnie czasem ludzie
i ja nie raz zadaję sobie
pytanie:
Do betonowego bloku?
Do sztaby żelaza?
Szczelnej zapory?
Bazaltowej
skały?
Albo raczej — do cebuli
z wielu warstw łupin.
Nie, nie, proszę wybaczyć, nie
to ani nie to, i proszę nie
myśleć, drogi pani, że
uchylam się od odpowiedzi:
po prawdzie nic o nim
nie wiem.
Tyle tylko, że jest.
Fakt. […]
*
Chwila,
kiedy to
się wydarzyło,
kiedy to
stało się rzeczywistością —
*
Wcześniejsze życie
jeszcze przez chwilę
nadal
w nas tkwiło.
Słowa,
gesty,
miny —
*
Teraz
na chwilę
zapadamy się w sobie,
milczymy oboje
jednakowymi słowami.
*
Uważaj
na słowa.
Cieniutka jest
przędza,
po której stąpamy —
*
Ta dziura,
ta nieobecność,
którą tylko śmierć
umie wytworzyć —
Która nie jest
zniknięciem
ani unicestwieniem,
ani niebytem.
*
Lepiej zamilknąć? Czy zapytać?
*
Do diabła, do diabła! Nawet wstać nie można?
Kurwa! Kurwa mać!
*
Umarł w sierpniu, a kiedy nastał
koniec
miesiąca, nieustannie
myślałem: jak zdołam
przejść do września,
jeśli on zostanie
w sierpniu?
*
To niemożliwe, że te słowa są prawdziwe —
*
Czy to możliwe? Czy do pomyślenia? Ależ nie,
panowie, nie, nauka nie
potwierdzi takiej hipotezy! Więc
może tęsknota? Może
rozpacz
potwierdzi?
*
[…] Nade wszystko
boimy się
nadziei. […]
*
[…] czubki
palców […] wystukiwały. Na dziesięć różnych
głosów mruczały, chórkiem
radosnym i lekkim: n-i-e
b-ę-d-z-i-e mnie
k-i-e-d-y-ś,
nie będzie!
I podczas tego „nie będzie” nagle
dotarł do mnie sens
mojego bycia. Pojąłem,
jak bardzo
jeszcze byłem, po czubki
palców
zrozumiałem.
Cudownie było
to wiedzieć, pamiętać:
jak bardzo
byłem
i jak
bardzo
będę.
*
Dla ciebie milczenie
było dobre, mnie dławiło
w gardle.
*
— Twój głos.
— Wrócił. Twój też.
— Tak mi brakowało twojego głosu.
— Myślałam, że my… że już nigdy nie —
— Bardziej niż do swojego głosu tęskniłem do twojego.
— Powiedz, co znaczy tam. Nie ma takiego miejsca, nia ma żadnego tam!
— Skoro się tam idzie, to tam jest.
— Ale się stamtąd nie wraca, jeszcze nikt nie wrócił.
— Bo tylko zmarli tam poszli.
*
Na niebywałą
samotność
skazuje żałoba
tego, kto żyje.
Taką samotnością
choroba otula
cierpiących —
*
„Może tam już od dawna jest tutaj?”, ciągnie. A mnie coraz bardziej irytuje jej rzeczowy ton: jakby prowadziła błahą rozmowę w kuchni naszego domu.
[…]
„A może tam zawsze było tutaj, tyle że my o tym nie wiedzieliśmy”.
*
wszystkie magiczne proszki:
przytulność,
beztroskę,
powszedniość, spokój
umysłu…
*
głęboki, wibrujący
pomruk, hmmmm…
hmmmmm…
Miejski kronikarz: Przepraszam, nie miałbyś nic przeciwko temu, żebym i ja…
Centaur: Wręcz przeciwnie… hmmm…
Miejski kronikarz: Hmmmm…
Centaur i miejski kronikarz: Hmmmmm…
*
Może nie muszę dojść
do krańca
dróg, do ostatniego miejsca?
Może samo wędrowanie
jest zagadką i rozwiązaniem?
*
bądź pełnym, chwilowym fragmentem
wieczności.
Dawid Grosman, Poza czasem, przeł. Regina Gromacka,
Świat Książki, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

on
umarł. Ale
jego śmierć,
jego śmierć
nie
umarła.
Centaur:
I tylko serce mi
pęka, mój skarbie,
na myśl,
że ja —
że można —
że znalazłem
na to
słowa.
(tamże)
4813. Z oazy (LXXXII)
Niedzielne odliczanie literek, raz. Jakiś czas temu nie najszczęśliwiej zostałyśmy posadzone przy stole, daleko od siebie. Nie przeszkodziło mi to, bym zakochała się w niespotykanie ciekawej Osobie, w Jej energii, niezmąconej pogodzie Ducha i entuzjazmie. To właśnie Ona — Maggia — nienachalnie zachęciła mnie do powrotu do Noblisty. Wróciłam i nie żałowałam ani przez chwilę.
Znany mi już styl. Angielskie wyczucie czasu, autorskie granie na nosie jednokierunkowej osi czasu, nieśpiech i… dystopia. Rewelacyjna! Dawno nic nie trzymało mnie w takim napięciu. Trudność? Była tylko jedna, by wybrać cytaty w taki sposób, by nie spojlerować tym szczęściarzom, którzy tę powieść wciąż mają przed sobą. Łatwo nie było.
Kłopot polegał na tym, że nic nie zostało powiedziane wprost i nie wiedziałam, jak to wszystko wyjaśnić.
*
– To po prostu stek bzdur, Tommy. Tylko gadanie, nieodpowiedzialne gadanie. Nie warto nawet o tym myśleć – powiedziałam.
Ale Tommy wiedział chyba, że nie mam nic na poparcie tych twierdzeń. Wiedział również, że zadaje pytania, na które nawet lekarze nie znają pewnych odpowiedzi.
[…]
teraz żałuję, że o tym nie porozmawialiśmy. Bo kiedy określiłam to mianem bzdur, oboje wycofaliśmy się jakby z tego terytorium.
*
– […] pamiętam tamten moment. Wciąż o nim od czasu do czasu myślę.
– To zabawne, bo ja też.
– Widzę.
*
[…] złapałam go za ramiona i mocno przytrzymałam. Próbował mnie odtrącić, ale ja nie puszczałam go, aż w końcu przestał krzyczeć i poczułam, że uszła z niego cała wola walki. Zorientowałam się wówczas, że on również obejmuje mnie ramionami. I staliśmy tak razem na skraju tego pola przez dłuższą chwilę, która wydawała się trwać całe wieki, a wiatr wiał i wiał, szarpiąc nas za ubranie, i przez moment zdawało się, że tylko dzięki temu, że się obejmujemy, nie porwie nas w mrok.
*
Więc wydaje ci się, że wiesz, czemu to służyło, dlaczego to robiliśmy. No cóż, chętnie cię wysłucham. Ponieważ muszę przyznać, że sama zadaję sobie stale to pytanie.
*
– […] Więc pomyślałam, że gdybym znalazła jej zdjęcie w jednym z tych czasopism, to by przynajmniej coś wyjaśniało. Nie chciałam chodzić i jej szukać, nic w tym rodzaju. To by po prostu wyjaśniało, no wiesz… dlaczego jestem taka,
jaka jestem.
– Ja też tak czasami mam – przyznał Tommy. – […] Myślę, że gdyby ludzie byli szczerzy, wszyscy by się do tego przyznali. Nie sądzę, żebyś się specjalnie różniła od innych, Kath.
*
[…] wasza sztuka odsłoniłaby wasze wnętrze! O to właśnie chodzi, prawda? Ponieważ wasza sztuka odsłoniłaby wasze dusze.
*
[…] mrużąc oczy, wyobraziłam sobie, że jestem w miejscu, gdzie fala wyrzuciła na brzeg wszystko, co straciłam od dzieciństwa, i że jeśli będę czekała dość długo, na horyzoncie pojawi się malutka postać i stopniowo będzie się powiększać, aż zobaczę, że to […], a on pomacha do mnie i może nawet zawoła.
*
W którymś momencie zorientowałam się, że jadę drogą, którą jeszcze nigdy nie jechałam; przez mniej więcej pół godziny nie wiedziałam, gdzie jestem, i wcale się tym nie przejmowałam.
*
Tommy przez chwilę się nad tym zastanawiał, a potem potrząsnął głową.
– Nie wydaje mi się, Kath. Nie, taki po prostu byłem. Po prostu głupi. Nic się za tym nie kryło – odparł i po krótkiej chwili cicho się roześmiał. – Ale to zabawna myśl. Być może w głębi serca rzeczywiście wiedziałem – dodał.
*
[…] poczułam się dobrze. Miałam wrażenie, że zniknęło coś, co wisiało nade mną od bardzo dawna, i nawet jeśli sytuacja była daleka od unormowania, wyglądało na to, że otworzyła się przynajmniej możliwość jej naprawy.
Kazuo Ishiguro, Nie opuszczaj mnie, przeł. Andrzej Szulc,
Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

[…] mnóstwo rzeczy, które dotąd nie były według mnie takie pilne, trzeba załatwić jak najszybciej albo w ogóle machnąć na nie ręką. […] w głębi ducha podjęłam już decyzję i słowa Laury odsłoniły tylko welon, który ją skrywał.
*
– Łatwo jest krytykować, kiedy przejeżdża się drogą – dodałam.
– To najłatwiejsza rzecz pod słońcem – mruknął Tommy.
*
– Nie przychodzi ci czasem na myśl – zwróciłam się do Ruth – że powinnaś się tym bardziej zainteresować? Zgoda, byłabyś pierwsza. Pierwsza, o której wiedzielibyśmy, że zrobiła coś takiego. Ale mogłaś to zrobić. Nie zastanawiasz się czasami, co by się stało, gdybyś spróbowała?
*
Niedługo potem podjęłam decyzję i kiedy to uczyniłam, nie dręczyły mnie już żadne wątpliwości.
*
I w miarę jak im się przysłuchiwaliśmy, zerkając raz poraz ukradkiem w ich stronę, coś zaczęło się zmieniać. Odczułam to wyraźnie i widziałam, że odczuwają to pozostali.
*
[…] rzeczy takie, jak obrazy i poezja, wszystkie tego rodzaju rzeczy odsłaniają, jacy jesteśmy w środku. Odsłaniają naszą duszę.
(tamże)
*
Judy Bridgewater, Never Let Me Go.
piątek, listopada 04, 2022
4812. Zaskoczony i niezaskoczeni
Jabłoń:
(zadowolona ze skorygowanej fryzury
zapytała Onemu, jak on ją znajduje)
Onemu:
Czegoś takiego jeszcze
nie widziałem na twojej głowie…
Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)
4811. 308/365
— kim jesteś? — zapytałam.
po błysku w jej oczach wiedziałam, że ona wie, że ja też już wiem, a mimo to udzieliła mi odpowiedzi:
— jestem topgunką.
308/365
Harold Faltermayer & Steve Stevens,
Anthem,
z filmu Top Gun, 1986.
czwartek, listopada 03, 2022
4809. O rachowaniu…
Sadownik & Jabłoń:
(zwykle układają się do snu na łyżeczkę)
Sadownik:
(wczoraj wieczorową porą
z bolącym okrutnie krzyżem)
Nie mogę obiecać,
że cię przytulę…
Jabłoń:
Spoko. Powiesz mi, że mnie kochasz,
nawiniesz mi makaron na uszy* na temat
mojej nowej fryzury i będzie OK.
Sadownik:
(przekalkulował)
To jednak cię przytulę!
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
_________________
* tłum.: powiesz mi coś miłego.
środa, listopada 02, 2022
4808. 306/365
dziś zaduszki. nie wiem, czy
lubię. jestem pewna, że wolę.
306/365
Lubię Zaduszki. Wiem, 1 listopada to Wszystkich Świętych, ale gwiżdżę na wszystkich. Wolę własnych. Kiedy byłem mały, myślałem, że to od nich zależą losy całego świata.
Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
4807. Z oazy (LXXXI)
Świąteczne odliczanie literek, dwa. Wyjęłam tę książkę z tej. Choć wydana również w wersji elektronicznej, to wygląda, że „nakład wyczerpano”, bo jest niemożliwa do kupienia. Nie zrozumiem „ręki” rynku, co w figę się zwija. Nie to nie! Środkowy palec sam się prostuje. Sadownika o pomoc poprosiłam i… znalazł mi ją w sieci. Spiraciliśmy bez mrugnięcia okiem.
Książka o końcu świata. Dziewięć lat i dwa dni po tym, jak przytrafił się Autorce, przytrafił się mi i zostałam półsierotą. Dziś po raz drugi listopadowe święta nieobecności po tej stronie tęczy mają inny wymiar.
Ulżyło mi, gdy czytałam o uwierającym Autorkę nadmiarowym przecinku w nekrologu. W nekrologu Orzeszka, w części wspólnej wszystkich nekrologów przed i po mojej Mamie, był błąd ortograficzny. Tylko ja go zauważyłam. Takie czasu czy co? Miałam, nie wiem skąd, siłę, by się oburzyć. Chociaż tyle wtedy mogłam, dziwiąc tych, którym było to zupełnie obojętne.
M. napisała do mnie na wieść, że piszę tę książkę: „Mija, są momenty radości, jednak właściwie wszystko od śmierci rodziców jest jak śmiertelna choroba”.
*
W chwili śmierci rodziców sporządzamy w myślach protokół wzajemnych przewinień. Rodzina, wiadomo, źródłem nieszczęść i piekłem, więc nie każdy może zająć się prostą żałobą. W grupach terapeutycznych można przerobić takie listy nieomówionych kwestii, niezałatwionych roszczeń. Nie ma jednej szkoły, zasadniczo chodzi o to, żeby znaleźć przestrzeń zarówno dla smutku, jak i dla złości, które mogą być etapami żałoby, blokadami żałoby lub efektem kryzysu ogarniającego nas jednocześnie z żałobą.
*
Nie wierzę w więzy krwi, choć wierzę w geny i dziedziczenie konsekwencji zdarzeń. Pradziadek może nabrać znaczenia w naszym życiu, jeśli go sobie opowiemy. Inaczej nic z tego, chyba że odezwie się w nas jakąś chorobą. Bez opowieści będzie obcym, odległym facetem. Natomiast jego dawne decyzje mogą przesunąć nas w przestrzeni, odebrać nam coś lub podarować. Ktoś obcy wpływa na mnie. Poza tym liczy się obecność, żywy przekaz, dotyk. Jesteśmy rodziną, bo spędzamy ze sobą część życia. Przodków możemy adoptować. Mój tatulek nie demonstrował w tej sprawie specjalnie silnych aspiracji. Akceptował i lubił czas teraźniejszy.
* * *
Podróż nie zwalnia, nie uwalnia.
*
W dzieciństwie, o ile nie umierają nam najbliżsi, jesteśmy trzymani z dala od śmierci, przynajmniej w miejskiej, ateizującej kulturze. Trudno powiedzieć, czy męka i śmierć Chrystusa na krzyżu docierają do dzieci jako fakt materialny, skoro stanowią przesilenie, po którym następuje zmartwychwstanie. Które dziecko widziało kiedyś jakiegoś zmartwychwstałego? Czy w dziecięcej wyobraźni sprawa śmierci nie jest równie bajkowa jak sprawa powstania z martwych? Zwłaszcza że pierwszą ilustrują makabryczne elementy wystroju kościoła, drugą – infantylne malowanki w zeszytach do religii. Więc choć kultura chrześcijańska bezustannie odwołuje się do śmierci, dzieci zwykle nie muszą się nią kłopotać.
*
[…] w czasach moich studiów polonistycznych, ich obecność świadczyła o wysokim poziomie tekstu. Autotematyczne automatycznie znaczyło literackie. Same historie ceniliśmy mniej od ich szwów zostawionych na wierzchu.
*
„Przez chorobę pokochałam cię bardziej”. Od zera do bardziej, trudno powiedzieć, co – poza lękiem – mogło to znaczyć.
*
Przeszłość jest
nienaprawialna,
nic z nią nie zrobimy.
* * *
Tym razem, tamtego dnia, kupiłam bilet do tych, którzy tymczasem tkwili w paraliżu po sobotnich godzinach między dziewiątą a jedenastą, pełnych niedowierzania, grozy, działania, telefonów, informowania pozostałych, organizowania występu temu, który już nic nie zrobi, ale nie jest obojętne, jak wypadnie. Na szczęście mieli do podjęcia decyzje: kogo zawiadomić, co zamówić, w którym pokoju usiąść. Z całą resztą jakoś chcąc nie chcąc, czekali na mnie. Przede wszystkim z raportem z ostatnich chwil i z rozpaczą.
*
Osoba dotknięta w ten sposób powinna pozostać w miejscu, krzyczeć, zastygnąć w bezruchu, odmówić przyjmowania pokarmów. Ktoś powinien po nią przyjść, zająć się mailami, powiadomieniami i walizką. Samodzielność, samowystarczalność. Konieczności. Tak mi siebie żal, kiedy myślę o tym.
*
Dlaczego nigdy nie pozwalam zawalić się światu?
*
Zawsze tak jest: prawdziwą wyrwę robi nieoczekiwana wiadomość, zwykle
telefoniczna. Zdarzenia mogą mieć różne sekwencje. Bohater dowiaduje
się o wypadku, o wezwanym pogotowiu, o diagnozie. Ja odbieram telefon ufnie,
spodziewając się czegoś banalnego. Na przykład potwierdzenia godziny
powrotu, pytania: „Co robisz?”, „Ładna pogoda?”. Po ostrzegawczym: „Jesteś
w hotelu? Siedzisz?”, myślę, boję się w niewłaściwą stronę. Wtedy pada
to zdanie: „Ojciec nie żyje”.
Czepiam się tego zdania, jakby miało podtekst, było próbą generalną, jakby
dopowiedzenie mogło je unieważnić, cofnąć, zmiękczyć. Moje: „Jak to?”,
„Niemożliwe”, „Nie, nie”, „Jak mógł umrzeć?”, są zagadywaniem, prośbą
o ułaskawienie. Nie chcę tej wyrwy w pięknym dniu i mam obowiązki. Od
razu myślę o tym, jak udane były cztery minione doby. Dowartościowuję
każdą minutę, na którą inaczej nie zwróciłabym uwagi.
*
Boję się przerwać rozmowę. Póki trwa,
może coś się
zmieni, odstanie.
*
Nie zdążyłam sformułować w myślach sensownej odpowiedzi, obiłam się o przerażenie i radość, bo mogło być tak, że coś źle albo że bardzo dobrze.
*
Wiele zależy od miłości. Moim zdaniem
wszystko zależy od miłości.
*
[…] dorośli mają obowiązek uporać się ze smutkiem, nie leźć innym w oczy z tym katastroficznym, depresyjnym nastrojem. Ten obowiązek bezwzględnie dotyczy osób uważanych za silne. Odnoszących sukcesy. Normalnych. Niebiorących zwolnień z każdej okazji. Wyrabiających się. Zwolnione są z niego osoby w permanentnym, widocznym kryzysie. Budzące litość. Rozchwiane emocjonalnie. Na rozciągliwej granicy. Takim osobom wolno przechodzić załamanie nerwowe, więc nawet pół roku, rok po stracie są cierpliwie pytane o uczucia. Trudno, takie już są, więc warto im pomóc, żeby z kolei nie musieć czytać ich nekrologu. Nie każdemu przysługuje równa porcja społecznej żałoby.
*
Umrę, nie umrę; mam dosyć,
nie wytrzymam – łatwo składane deklaracje.
*
Kiedyś było więcej sfer, teraz jest tylko prywatna i publiczna, sama o tym dużo napisałam. No więc skoro tak, przestrzegajmy zasad bezpieczeństwa emocjonalnego poza domem. Płacz w domu, nie narzucaj się nikomu. Krótko mówiąc: wciąż chętnie dałabym się tak przytulać każdemu spotkanemu przyjaznemu człowiekowi, bo nadal jestem porażona uderzeniem śmierci […].
*
Jestem pewna, że stoi w korytarzu
z uśmiechem, którym zasłaniał przeszłość.
*
W zakładzie pogrzebowym zauważyłam, że standardowe zawiadomienie o śmierci, zapisane w zamkniętym pliku PDF, zawiera błąd interpunkcyjny: „Z głębokim żalem, zawiadamiamy o śmierci”. Za dużo przecinków, być może miały podkreślić stopniowalność emocji. Ktoś się starał być uroczysty? […] Nie miałam ochoty zawiadamiać świata o śmierci taty w taki sposób, z przecinkiem. Nie miałam ochoty wyjaśniać tej pani, że powinna błąd skorygować. W końcu kogo to może obejść, kto zauważy jeden przecinek? Czy wypada gadać o przecinkach przy takiej okazji? Jakie znaczenie ma treść i forma nekrologu? Czy pisanie, z błędem lub bez, powstrzyma proces rozkładu? Kto bierze poważnie znaki przestankowe? Trzeba nie mieć sumienia, żeby w takiej chwili demonstrować swoją wątpliwą przewagę, wymądrzać się, filozofować. Nekrolog jest zawsze plikiem zamkniętym, sygnałem dymnym, gotowcem. Częścią pakietu przygotowanego przez profesjonalistów. W sprawie śmierci bliskich jesteśmy wiecznymi amatorami, powinniśmy zaufać fachowcom. I, argument koronny, nikt się dotąd nie skarżył. […] Jeśli tak, drobny błąd w nekrologu może być ostatnią deską ratunku, punktem podparcia, miejscem niewiarygodności. Może od tego drobnego zaczepu, od przecinka zaczniemy się kiedyś śmiać. Zacznę, próbuję sobie samej obiecać.
Inga Iwasiów, Umarł mi. Notatnik żałoby,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.
(wyróżnienie własne)

Czyżbym któregoś dnia obudziła się na tyle dorosła, że nie wypadało już zwracać uwagi na rekwizyty dzieciństwa?
*
Dotyk był łagodnym wyłącznikiem, przenosił mnie poza dzień.
*
Odkąd umarł, zawsze mam przy sobie zapałki. Do zapalania zniczy i świeczek. Poza tymi na cmentarzu stawiam mu czasem świeczki w miejscach, gdzie prowadzę życie towarzyskie. Nie mówię o tym gościom. Jemy i pijemy przy świetle dla taty.
(tamże)
4806. Z oazy (LXXX)
Świąteczne odliczanie literek, raz. Wyjęłam tę książkę z tej, która była przedskoczkiem do tegorocznego świątecznego czasu, którego pierwszą połowę drugi rok omijam z premedytacją.
Tak, z powodu nieobecności Orzeszka drugi rok bardzo skrupulatnie wybieram lektury na pierwszodwudniowe listopadowanie, które dla mnie jest preludium do najtrudniejszego, bo ciemnego, miesiąca w roku.
Dziś Autor zamyka trzeci rok nieobecności Syna, bez której nie byłoby na pewno tej książki. Nie byłoby być może również zdjęć Autora, których szukałam, jak tylko skończyłam czytać Jego literki. Nim skończyłam, uśmiechałam się do „wspólnie” czytanych z Autorem książek. Wracałam do wybranych kiedyś cytatów — wciąż są dla mnie piękne lub wartościowe. W ten sposób wróciłam na chwilę do Joyce Carol Oates, Helen Macdonald i Miriam Meckel. Ostatnia przypomniała mi, dlaczego tu piszę, i piszę, i piszę, choć nie wiem, dlaczego niektórzy tu wracają i wracają.
Na dalszą drogę w szczególny sposób zabieram parafrazę ostatniego (przytoczonego tu) fragmentu, która zamyśla, pozwala wziąć głębszy oddech, obniża potencjalny poziom wkurwu na ukochanych. Brzmi ona tak: bliski najbardziej potrzebuje kontaktu w chwilach, gdy najtrudniej go lubić.
[…] doświadczenie świata, do którego nikt dobrowolnie nie chce wejść. Skoro już się w nim znalazłem, chcę pokazać, jak jest po tej drugiej stronie. Bo ten świat jest niesłychanie rozległy. Wszechobecny kult młodości, afirmacji życia i zabawy sprawia, że na tę ogromną przestrzeń zamykamy oczy i uszy.
*
Zawsze trzeba zakładać, że ktoś, kogo kochamy, może cierpieć. Nieważne, co mówi albo jak się zachowuje. Powinniśmy słuchać całymi sobą, bez osądzania i bez dawania rad.
// Sue Klebold
*
[…] omijamy rafy smutku. Składamy kondolencje, wyrazy współczucia. Przez tydzień, może dłużej staramy się być delikatni, nie żartujemy, nie rozmawiamy o błahostkach w towarzystwie osoby doświadczającej żałoby. Ale nasz świat szybko wraca do normy. Ten okres szczególnego wyczulenia może być dłuższy w zależności od tego, jak ocenimy wagę straty. Śmierć matki jest ważna. Ojca równie ważna. Ale śmierć dziecka chyba ważniejsza. A małżonka? A najbliższego przyjaciela? Czy ma znaczenie, że dziecko miało rok, dziesięć lat, dwadzieścia sześć, a może nawet więcej. Czy ból jest skalowalny? Dopóki nas to nie dotknie, wydaje się nam, że jakoś da się to wszystko uporządkować według skali ważności. Próżny wysiłek. Dopiero gdy znajdziemy się po drugiej stronie, doświadczymy indywidualnej miary smutku, bólu, przerażenia. Każdy będzie miał własną skalę i wielu dotrze do jej maksymalnych wartości.
*
Wiele tygodni po śmierci mojego syna uderzyło mnie, jak wielu ludzi ma przejmujące doświadczenia życiowe, które trzeba zaakceptować, by móc dalej funkcjonować.
*
Uczucie bezsilności, pustki w głowie, bezsensu wszelkich pomysłów, no i wynikające z tego, a może górujące nad tym wszystkim przekonanie o własnej nieudolności. […] ten stan jest tak obezwładniający, że chciałoby się przespać kolejne godziny, żeby tylko go nie odczuwać.
*
Czy teraz już tak będzie? Nastrój z dnia na dzień będzie zmieniał się tak drastycznie?
*
Smutek, żal, nostalgia, rozpacz, lęk. Możemy wymienić dziesiątki słów, ale co nam po nich. Gdy przychodzi co do czego, one wszystkie zlewają się w jedno dojmujące wrażenie. A wtedy zastanawiamy się, czy to w ogóle kiedyś się skończy? Jak od tej pory żyć? Czy w ogóle warto jest żyć?
*
Gdzie kończą się wszystkie ściany? Na rogu. Dokąd prowadzą wszystkie cele? Do grobu.
[…] Kto ma wyznaczony cel – nie błądzi. Kto nie błądzi – nigdy siebie prawdziwego nie odnajdzie.
// Edward Stachura
*
Znak? Przypadek? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Jest tym, czym każde z nas chce, żeby w tym momencie było.
[…]
Znaki są wszędzie, jeśli tylko zapragniemy je znaleźć i zauważyć.
*
Gdy jedynym uczuciem jest rozpacz, nie szuka się logiki, tylko pocieszenia.
*
Ciężka sprawa z tą żałobą. Psychologowie, psychiatrzy chcą ją zamknąć w jakieś ramy, a ona uparcie się nie daje. Dobrze chociaż, że chyba odchodzi się już od próby ustalenia, jaka jest norma. Wygląda raczej, że w tym wypadku nie ma co mówić o normalności czy nienormalności. To zupełnie inny świat, w którym panuje inny czas, inna logika, inna racjonalność.
*
Ten czyn zakończył jego ból, ale pozbawił mnie możliwości poznania go. Tak działa samobójstwo. Większość samobójców i tych, co je rozważają, nie myśli o krzywdzeniu innych. Chcą tylko zakończyć swój ból.
// Kevin Briggs
*
Miałem kiedyś jeszcze jednego syna. Pojawia mi się to zdanie któregoś ranka, podczas pobytu na balkonie. Nie wiem, co z nim zrobić. Znów mimowolnie płyną mi z oczu łzy. Miałem kiedyś syna. Czy tak będzie za lat kilka? Czy i co zapomnę? Czy obaj, młodszy i starszy, będą mi się zacierać i mieszać? Wydarzenia z przeszłości, w których uczestniczyliśmy, będą się nakładać, przenikać?
*
Otworzyłem na nowo stare okna, co dało ulgę, spokój, przyjemność i satysfakcję. Trudno nazwać ten stan na granicy medytacji i uważności. Może trzeba to ująć nieco inaczej – to nie ja otworzyłem. Zrobił to mój syn. Zamiast zadawać sobie pytanie: „Synu, czy musiało do tego dojść, żebym coś zauważył, żebym znów poczuł, jak to jest odkrywać świat?”, widzę ten problem w zupełnie innym świetle.
– A więc to mi pozostawiłeś. Skorzystam, bo warto. Dzięki.
Jesteś w tych wszystkich chwilach. Pojawiasz się na krótki moment. To nie jest fizyczna obecność, ale coś znacznie większego. Nie ma cię na cmentarzu, w urnie. Jesteś obecny w tym przelotnym momencie, gdy zmywając kawiarkę, w zapomnieniu sięgam po płyn do mycia naczyń. Jesteś obok i mówisz:
– Ojciec, ale płynem się nie myje tych kawiarek. Ile razy mam ci przypominać!
Grzegorz Zalewski, Nie pozwolę ci zniknąć, w serii Biała Plama,
Wydawnictwo Linia, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Dziecko najbardziej potrzebuje kontaktu w chwilach, gdy najtrudniej je lubić.
// Katherine Reynolds Lewis
(tamże)
poniedziałek, października 31, 2022
4805. 304/365
teraźniejszy smutek nie przekreśla żadnej z przeszłych radości. tym bardziej nie unicestwia przyszłych wzruszeń i zachwytów. nie wspominając już o magicznych chwilach, rozrzuconych niczym koraliki na całej osi czasu.
304/365
[suplement pikselowy: 3.11.2022]

niedziela, października 30, 2022
(4803+1). Panna cotta (LXV)
Czytając poniższy fragment, pomyślałam… hmmm… ciekawe, czy całość to łacina (aude?), czy (sapere!) włoszczyzna? I znalazłam przepiękne, poetyckie tłumaczenie tej łacińskiej sentencji na język włoski, i muszę je tu mieć.
„Sapere aude. Nabierz odwagi”. Przecież chodzi o to, żeby nasze życie było jak najlepsze. O tak zwaną sztukę życia. Zapominamy, że to samo nasze życie jest największą wartością, a raczej sposób, w jaki je przeżywamy. Nie musimy nieustannie skakać przez płotki.
Witkowska Halszka (pyta Szymon Falaciński), Życie mimo wszystko.
Rozmowy o samobójstwie,
Prószyński Media, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)
Sapere aude!
lett. Abbi il coraggio di essere saggio!
[tłum. Miej odwagę, by być mędrcem]
4803. Z oazy (LXXIX)
Niedzielne odliczanie literek, trzy. Miałam trzy powody, by po tę lekturę sięgnąć.
Powód pierwszy — Akuszer zauważył jakiś czas temu oksymoron w mojej wypowiedzi, gdy na dzień dobry oświadczyłam mu, że nie ma bezpiecznego sposobu, by popełnić samobójstwo. Skąd ta pewność? Bo moja ukochana rehabilitantka do znudzenia powtarza: powiedz, jak chciałabyś to zrobić, a ja ci powiem, jak wygląda człowiek, któremu się to nie udało.
Powód drugi — czegoś szukałam i przez zupełny przypadek trafiłam na dekalog, który kupiłam na pniu, a zaraz potem algorytmy big net brother podsunęły mi informację o tej książce, którą szybciutko zaznaczyłam do upolowania, by jeszcze szybciej mieć ją na wierzchu stosika do czytania.
Powód trzeci, najważniejszy — chęć pozbierania się po śmierci młodego i niesamowicie przepięknego człowieka, który mieszkał w bloku naprzeciwko ula. Może gdybym w odpowiedzi na Jego uśmiech i życzenia zdrowia, powiedziała chociaż raz, że czasem jest upiornie ciężko, zamiast mówić (choć zgodnie z prawdą), że staram się, jak tylko mogę… Może… Wtedy… Nigdy już się tego nie dowiemy.
Wracając na własne podwórko. Tak, jestem w grupie ryzyka. Mam ku temu dwa powody: świadomość, że mogę stać się wyłącznie ciężarem, oraz ból, który jest moim nieustającym doświadczeniem.
To bardzo, bardzo ważna książka i bardzo ważne, byśmy wszyscy (będący w grupie ryzyka lub nie) wiedzieli i zawsze pamiętali, że jest takie miejsce, na wyciągnięcie ręki i jedno kliknięcie: zwjr.pl, bo życie naprawdę warte jest rozmowy.
|
|
|
| Dekalog zdrowia psychicznego, [dostęp: 30.11.2022], źródło, (wyróżnienie własne). |
||
* * *
Chciałbym zapytać panią o rzecz, która mnie zawsze ciekawiła. Czemu właściwie zajęła się pani tematem samobójstwa?
Po latach sama zaczynam się nad tym zastanawiać, dlaczego w ogóle ten temat tak mnie wciągnął. Listy pożegnalne miały być przedmiotem mojej pracy magisterskiej. W miarę upływu czasu praca ta stała się tak obszerna, że przerodziła się w doktorat. A potem z tego doktoratu zrobiło się w sumie całe moje życie. I myślę, że w gruncie rzeczy najbardziej związało mnie z tym tematem to, jak odczuwam cierpienie towarzyszące samobójstwu.
A jak je pani odczuwa?
Zawsze kiedy myślę o tych piętnastu osobach, które w Polsce odbierają sobie życie każdego dnia, to ściska mnie w gardle. Wiem, jakie cierpienie stoi za każdą z tych śmierci. Za każdym samobójstwem kryje się jakaś historia. Trudne dzieciństwo, straszne przeżycia, samotność… I wielkie cierpienie, o którym nikt nie mówi i którego nikt nie chce widzieć. Często zupełnie krzywdząco nazywa się je egoizmem.
*
Trzeba być uważnym i wrażliwym, aby stworzyć z koniem prawdziwą relację […] – konie nie kłamią.
Co to znaczy, że nie kłamią?
Pokazują, jaki jesteś. Pracujesz przecież z żywym zwierzęciem. Kiedy trenowałam przestraszone dzieci, to ich konie nie chciały skakać.
*
Bardzo przemawia do mnie koncepcja czasu Świętego Augustyna. Mówi on: nie ma czasu jako takiego. Wytworzyliśmy zegarki, żeby jakoś zorganizować społeczeństwo, ale naprawdę mierzymy czas sobą – czas jest nami.
*
Każdy z nas zostawia jakiś ślad w innych ludziach. Nawet nie wiesz, ile osób może być Ci wdzięcznych za coś, co zostało przez Ciebie zrobione lub powiedziane. Możesz być inspiracją dla kogoś, nawet o tym nie wiedząc.
* * *
Mówi się o tym, że w krajach, gdzie jest mało morderstw, jest więcej samobójstw. U nas jest pięćset morderstw rocznie, a samobójstw pięć tysięcy. […] Zastanawiam się, jak to jest, że jako naród jesteśmy skłonni do pomagania, ale jak przychodzi do takiej codziennej życzliwości, to zwykle nie mamy na nią czasu.
*
Decyzja o podjęciu próby samobójczej jest jak napełnianie się szklanki wodą […]. Patrząc z zewnątrz na osobę w kryzysie, ta ostatnia kropla może wydawać się błaha. Ale nie wiemy, ile wcześniej w człowieku, w tej jego „szklance” tych kropel się uzbierało. […] My widzimy tylko ten jeden, ostatni problem, nie dostrzegając całej reszty. Tak powstaje szkodliwy stereotyp na temat jednego powodu takiej śmierci.
*
Bo będąc w tym stanie, w tych emocjach towarzyszących pragnieniu własnej śmierci, wydaje się, że ten wielki mrok nigdy nie ustąpi. Że cierpienie już zawsze będzie tym natrętnym towarzyszem w każdym naszym dniu, do końca. Że ten ciężar nigdy nie spadnie z naszych barków. Tak bardzo trudno wtedy uwierzyć, że może być lepiej. A może! Ten straszny stan, ta spowijająca wszystko ciemność to czas, który wprawdzie może się nieskończenie rozciągać, lecz mija. Ustępuje. I wtedy powoli w naszym życiu na nowo pojawia się światło.
*
Jest w nas potrzeba rozmawiania o bólu, o którym paradoksalnie się nie mówi. Każdy z nas potrzebuje takiej rozmowy, ale nie ma w społeczeństwie dla niej miejsca, przestrzeni, byśmy mogli opowiedzieć sobie nawzajem, jak bardzo nas coś boli.
* * *
Nikt nie mówi wprost, jak bardzo szkodzi obojętność, ponieważ nie jest powszechnie napiętnowana. […] Nieodzywanie się, udawanie, że drugiej osoby nie ma, czy brak zainteresowania są bardzo przykre, zwłaszcza gdy w ten sposób traktują nas najbliżsi.
*
Często zapominamy, że ci „silni” spośród nas, zwłaszcza dzieci – to też są ludzie. To nie są superbohaterzy z innej galaktyki, im też może zabraknąć energii. Są silni, ponieważ zaciskają zęby, chcąc sobie dać ze wszystkim radę i nie zawieść czyichś oczekiwań. Ale kiedy upadną, to bardzo ciężko im wstać. Tak bardzo się starali, żeby nie upaść, tak bardzo długo zaciskali zęby… Nie proszą o pomoc, bo nie potrafią, bo nigdy tego nie robili, bo zapomnieli lub nigdy nie wiedzieli, że mogą o taką pomoc poprosić.
*
[…] sięgnięcie po pomoc jest oznaką siły, a nie słabości.
*
To może zacznijmy od tego, jak rozmawiać o kryzysie.
Moja pierwsza rada jest bardzo prosta, wręcz techniczna. Chodzi o wykreślenie ze słownika stereotypowych zwrotów typu „będzie lepiej, inni mają gorzej”, „jutro ci przejdzie, uśmiechnij się”, „nie wiesz, co to znaczy, kiedy naprawdę jest źle”. Takie nastawienie powoduje, że osoba w kryzysie przestaje chcieć z nami rozmawiać.
*
[…] największy potencjał profilaktyczny jest w drugim człowieku. […] Chodzi o to, aby ludzie zrozumieli, że mają w sobie wielką moc ratowania ludzkiego życia.
*
Czymś normalnym jest, że w trudnych chwilach zastanawiamy się, jak by to było, gdybyśmy sobie z tym wszystkim dali wreszcie spokój. Jednak czym innym są takie chwilowe myśli, czym innym zaś powracające i natrętne myślenie o tym, że lepiej jest umrzeć, niż mierzyć się z kolejnym dniem.
*
W kryzysie wszystko wydaje się beznadziejne. Sytuacja, z której pozornie nie ma wyjścia, sprawia, że szukamy tylko globalnych rozwiązań. A przecież czasem wychodzimy z trudnych sytuacji małymi kroczkami. Nie od razu da się rozwiązać cały problem. Wystarczy zobaczyć, jakim darem i możliwością jest kolejny dzień.
*
Gdy zechcę opowiedzieć panu o swoich trudnych przeżyciach, to będę musiała ułożyć z nich opowieść, opowiadając je także, i to w pierwszej kolejności, samej sobie. W ten sposób zaczynam układać zdarzenia i patrzeć na nie jak na coś zewnętrznego. Już nie jestem z tym sama.
*
Tak jak żałoba jest częścią miłości,
tak kryzys jest częścią życia.
*
Dwa bardzo silne czynniki odróżniają żałobę po samobójczej śmierci od pozostałych jej form. Kiedy odchodzą nasi bliscy, to pojawia się wiele pytań, wiele emocji. Ale pierwsze założenie jest takie, że nie chcieli nas opuścić, a śmierć spadła na nich wbrew ich woli. Zadajemy sobie wtedy pytania o to, dlaczego los lub dobry Pan Bóg zabrał ich wcześniej, teraz, a nie kiedy indziej. Powiada się, że właściwie pogrzeby służą do tego, żebyśmy płakali nad sobą, bo przecież już nie nad zmarłym, jemu to nie pomoże, a nam jest bardzo potrzebne. Bo ciężko jest nam sobie wyobrazić świat bez tego ukochanego człowieka. Natomiast zupełnie inna jest żałoba po osobach zmarłych śmiercią samobójczą. Podstawowa różnica polega na tym, że odeszli od nas na własnych zasadach, z własnej woli. Bardzo często otoczenie jest zupełnie nieświadome procesu, który do tego doprowadził.
Witkowska Halszka (pyta Szymon Falaciński), Życie mimo wszystko.
Rozmowy o samobójstwie,
Prószyński Media, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Mamy trudność z patrzeniem na łzy. A gdybyśmy tak na chwilę spróbowali na to spojrzeć inaczej? Przecież jeśli człowiek w rozmowie zacznie płakać, to znaczy, że się przed nami otworzył, zaufał nam, poczuł się przy nas bezpiecznie. Te łzy są dowodem na to, że ktoś nam zaufał, można powiedzieć, że są największym komplementem od drugiej osoby, a nawet prezentem. I nie musimy się odwdzięczać. Wystarczy, że nie uciekamy. Wystarczy, że przyjmiemy ten prezent. Bez oceniania, bez komentarzy, bez zbędnych rad.
*
Proces zdrowienia zawsze trwa.
*
[każdy z nas jest najlepszym ekspertem od własnego życia. I my mamy] odpowiedzi w sobie. Tylko że gubimy je w zbyt dużej ilości emocji, stresu i trudnych przeżyć.
*
[…] dopiero bezinteresowny gest nadaje życiu sens i smak.
(tamże)
4802. Z oazy (LXXVIII)
Niedzielne odliczanie literek, dwa. Tomik wyjęty z którejś z przeczytanych do tej pory książek (na pewno w tym roku) pisanych prozą (tego jestem dziwnie pewna, więc może to być tylko mylne przekonanie). Wyjęty i zaznaczony do upolowania tak dawno temu, że gdy w końcu ibukosknera dał zielone światło, zwyczajnie nie pamiętam proweniencji zaistnienia w mej świadomości faktu istnienia tego zbioru wierszy. Szkoda.
Piękny. Piękny pęczek wierszy wyrośniętych na gruncie nieuniknionego. Chyba nic więcej dodać nie umiem poza opowieścią, która wyłania się z wyboru i porządku, w jaki ułożyłam wybrane przez siebie fragmenty wierszy, by mieć tu je już zawsze pod ręką.
I ten na kartce zapisany wzór
na nieskończoność,
którego nigdy nie pamiętam,
a który mi ojciec objaśniał w trzeciej lub czwartej klasie.
(Wtedy, gdy człowieka uczą o nieskończoności,
a zaraz potem się okazuje, że wszystkie wybory
są ograniczone.)
*
(światło, nawet zgaszone, zawsze daje nadzieję)
*
Podstawy konstrukcji maszyn.
Drgania oraz obciążenia. To ojca kręciło.
Ojciec wierzył w psychologię mostów
i maszyn.
*
Ojciec perwersyjnie lubił te swoje drgania mostów.
Sam trwał w miejscu jak beton.
Obciążony – kiedyś myślałam – strachem,
dzisiaj – myślę – głębszym namysłem.
*
Moja latami szlifowana
odwaga do życia
zbiegła się z czasem,
gdy życie w ojcu zaczęło
ogłaszać
upadłość.
*
Zdradzę panu, kaloryfer cieplejszą jest martwą
naturą teraz
niż ja żywą.
Zima dla kaloryfera to
jego przeznaczenie.
Rozmyślam nad swoim.
Ryzykowne ćwiczenie.
Ale się podjęłam.
// [z wiersza] Szósty list do patomorfologa
*
Łzy, niedowierzanie i łzy.
Damy z tym radę bez prądu.
*
Czy ktoś kiedykolwiek panu wstał?
Rozgrzał się od pańskich dłoni i nagle
zupełnie
zupełnie
znienacka
podniósł głowę i rzekł:
a gdzie ja do cholery jestem? I zszedł
ze stołu i wrócił do domu?
A pan wtedy co?
// [z wiersza] List ósmy do patomorfologa
*
Zajmij się sobą,
radzą, na równi
z umierającym mężem.
Ale ja wiem, że to nie takie proste dla kogoś,
kto zanurzył stopę
w wojnie.
*
Ojej, mówi mama,
ale ja jej nie wierzę. Nasza mama to spryciula.
Jak wtedy gdy wpychała w nas z sukcesem różne przekonania albo
pierogi z mięsem, mówiąc, że nie ma w nich grama mięsa.
*
Przedmioty z różnych etapów życia zapadają
w nas, a potem się nam
śnią. Często zepsute. Jakby w snach płynął
też czas. […]
*
W końcu pyta, jak się czuję.
Zadaje to pytanie z chicagowskim akcentem,
podczas gdy ja najlepiej rozumiem akcent z Netflixa.
Proszę ją, żeby powtórzyła bez
akcentu.
Pierwszy raz proszę,
drugi,
trzeci,
czwarty,
piąty.
W końcu dziewczyna nie wytrzymuje
i krzyczy
do you want to kill yourself?
// [z wiersza] Innymi słowy
Justyna Tomska, List do patomorfologa,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Idę usiąść, żeby do mnie doszło, że nie wiem,
w co mam ręce włożyć. Więc wstaję i idę
je włożyć w ziemię
w ogródku.
I trzymam
trzymam
trzymam.
Podobno stres prowokuje
rośliny
do kwitnienia.
*
Pośród tylu zmian brak zmiany
jest przyjemny.
// [z wiersza] Drugi list do patomorfologa
(tamże)
4801. Z oazy (LXXVII)
Niedzielne odliczanie literek, raz, a w zasadzie zaległe dwuniedzielne odcedzanie literek, sześć. Tydzień temu po prostu nie wyrobiłam się z jednoznacznym wyborem cytatów, które chcę tu mieć. Wybierałam, przebierałam, eliminowałam… prawie tydzień, szukając pewności, że już. Już! Nijak nie mogę ich tu mieć mniej.
Dzioby, pyski, twarze, nogi, łapy, skrzydła i kopytka, sierść, pazury i łuski — samo gęste. Wyłącznie o miłości. O tym jest dla mnie ten pamiętnik.
To pierwsza książka, którą czytałam z wyszukiwarką pod ręką… kilkadziesiąt nieznanych mi zwierząt, które chciałam natychmiast „spotkać” chociaż na zdjęciu.
Szare kluski, uwielbiam! Ale w Małej Danii od zawsze jemy je w inny sposób: polane tłuszczem ze skwarkami i posypane twarogiem. Sadownik ich nie lubi, więc już ustaliłam z Białym Krukiem, że jak będzie miał mnie pod opieką, wypróbujemy przepis Autora.
Czekałam, aż ta książka ukaże się w ibuku. Jedno z moich ulubionych wydawnictw, jeśli chodzi o wybór publikowanych książek, po raz pierwszy niemile mnie zaskoczyło. Postarało się na całej linii, by spieprzyć skład wersji elektronicznej. Nie mogłam w to uwierzyć do ostatniej strony.
Rodzice szukają jakichś papierów do ZUS-u i przysłali zdjęcia listów, które pisałem do nich, kiedy miałem siedem lat. […]
„Kochana Mamo, kochany Tato
Oglądałem program »praktyka Harego« były w nim pokazane zwierzęta i ich ceny (międźyinnymi) – jamnika, kozy, królika i lamy ale najbardziej spodobały mi się małe labladorki kture kosztują 5020–5040. A że zbieram do świnki pieniądze, więc mam jóż cel a, jaki »mały labladorek« który nazywał by się Rołwer. Termin przeznaczyłem na 15–20 lat. Co miesiąc ja chodziłbym z nim na przegląd do weterynaża. W programie Hary mówil tagrze żeby upewnić się by labladorek miał mocny ogon i krutką sierść.
Całuje Patryk!”
*
– Mamo, nie możesz bać się węży! Musisz przesuwać swoje granice i…
– Słuchaj! Jak sobie urodzisz takie dziecko jak ty, a potem je wychowasz, to sobie porozmawiamy o przesuwaniu granic!
Fair enough.
*
Pelka była bardzo kontaktowym pelikanem, bo wychowanym przez ludzi. Przychodziłem do niej po swojej normalnej robocie na kopytnych i rzucaliśmy sobie piłkę – łapała do dzioba i odrzucała, albo ja jej opowiadałem o różnych rzeczach, a ona mi rozwiązywała sznurówki.
*
Zjedliśmy po jabłku, a potem Baba przypomniała mi, że warto dziwić się nawet temu, co powszednieje.
*
Pod nieobecność Pawła w domu (w terrarium!) pojawiły się moje ulubione karaczany madagaskarskie. To krewni zwykłych karaluchów, pochodzą z lasów deszczowych Madagaskaru. Wyglądają jak eleganckie, połyskujące broszki.
[…]
Paweł, oczywiście, nie był tym zachwycony. Mówił, że na pewno śmierdzą, że są brudne, że w śmieciach pewnie żerują, choroby przenoszą.
Minęły dwa dni. Nachylam się przy terrarium i mówię:
– O, samiec wyszedł spod korzenia!
– Zbigniew? – pyta Paweł.
* * *
Pamiętam, jak kiedyś, w tej samej kuchni w Dolnym Sopocie, z tym samym widokiem na dwa suche modrzewie, przy kawie, powiedziała mi, że bardzo rzadko zdarza się, żeby dwie osoby tak świetnie się rozumiały. Wiedziałem, że ma rację, i nie mogłem się nadziwić, że mimo dzielących nas przeszło pięćdziesięciu lat reagujemy tak samo, myślimy podobnie, to samo nas wzrusza i wkurwia.
A dzisiaj, przed chwilą, ściskała moją rękę, w tej samej kuchni i przy tej samej kawie, z tą samą nieco zdziwioną, trochę rozbawioną miną, powiedziała, patrząc mi prosto w oczy: „My się znamy, prawda?”. Znamy się bardzo dobrze, Ptaszyno. I właśnie z tym nie potrafię
sobie w ogóle poradzić.
Dziewczyny na Facebooku piszą, że miały tak samo, kiedy ich dziadkowie, ich babcie chorowały na alzheimera. Że nauczyli się siebie na nowo i zbudowali nowe relacje. Ale to nie jest moja babcia! Babcia to babcia. A to Krysia, moja przyjaciółka, powierniczka największych tajemnic, mój najważniejszy doradca.
*
Pamiętam, jak [Krysia] ucieszyła się, kiedy zadzwoniłem powiedzieć, że kupiliśmy sobie dywan – no to jest coś, Ptaszyno! Albo jak zaadoptowałem Zośkę. Kochała normalne, codzienne życie. Spokojne i domowe. […] Ważę Gertrudę. Tysiąc osiemdziesiąt cztery gramy. Przytyła, cieszę się. Podlewam kwiaty. Żebyś wiedziała, jaka to jest frajda, Ptaszyno.
*
W ogóle bycie starym to jest taka sytuacja dość niecodzienna, Ptaszyno. Robisz coś, co do głowy by ci kiedyś nie przyszło, i się możesz sam sobą zdziwić. Kapitalna sprawa! […] Spróbuj się raz zestarzeć, to sam zobaczysz!
* * *
Ten, kto nigdy nie widział pierwszego spotkania dwóch żółwi, tego energicznego potrząsania głowami, gwałtownych uników skorupą, łażenia za sobą w kółko, spojrzeń ukradkowych i kolejnych potrząsań głową – no więc ten, kto nigdy czegoś takiego nie widział, ten, przepraszam, gówno wie o emocjach.
*
A jak po raz kolejny pakuję pudła, to zastanawiam się, czy naprawdę tak bardzo rajcuje mnie zbieranie przewodników po ogrodach zoologicznych na całym, psia jego mać, bożym świecie (45 kilogramów)? I czy tak szalenie interesują mnie te wszystkie artykuły […]
(6 kilogramów)? I jakoś też, cholera, nie mogę sobie przypomnieć […] (12 kilogramów) […]. I kiedy, kiedy w końcu wyniknie coś z moich drogocennych notatek na każdy temat […] (120 kilogramów)?
Na te pytania Wszechświat, łaskawy w pozostałe, wolne od przeprowadzek dni roku, nie daje mi jednoznacznej odpowiedzi. A szkoda, kurwa mać!
*
Bycie ptasią mamą jest dużo bardziej męczące niż bycie czyjąkolwiek nianią. Chylę czoła przed wszystkimi mamami i tatami srokami, gołębiami, mazurkami, modraszkami, raniuszkami, kopciuszkami i kowalikami. Rozumiem powoli motywację mamy i taty kukułki.
* * *
Zośka postanowiła, że zostanie technikiem weterynaryjnym, i odnalazła swój zagubiony od dawna konik, czyli – uwaga! – asysta przy odchowywaniu piskląt. […]
Ktoś musi oddać albo pożyczyć mi lusterko. Najlepiej prostokątne i nieduże, żeby zmieściło się w inkubatorze. Sprawa jest naprawdę nagląca, bo jeszcze parę dni i Zosiura przekona flaminga, że jest amstaffem.
Wieczorny spacer z Zośką. Powoli przesuwamy się po naszym ulubionym trawniczku, Zosiura dokładnie wącha każde ździebełko. Dość chyba znudzona załatwia swoje sprawy. Wtem: zgroza! Ogon pod siebie, uszy na sztorc, zjeżona sierść na grzbiecie. Patrzę w stronę wiaty śmietnikowej: zwierzęca sylwetka. Kudłata, z ogonem, sięgająca pewnie do kolan. Z daleka w takiej szarówie niewiele więcej widać. Zośka zaczyna warczeć i ciągnie w stronę zwierza. Ogon na sztorc. Warczy, prycha, nieśmiało szczeka. A ten – ani drgnie.
Podchodzimy bliżej, światło latarni pomaga ocenić sytuację. Spod wiaty śmietnikowej przy Sempołowskiej, róg Norblina, wpatruje się w nas wytrwale stoickim wzrokiem słodkiego idioty konik na biegunach.
(A Zośka nie przestała warczeć, nawet gdy kucnąłem obok, głaskałem go i powtarzałem: dobry konik, dobry. Przy okazji modląc się, żeby nikt znajomy nie przechodził akurat obok).
* * *
A to zwierzę nazywa się kanczyl albo pilandok. Nie ma takiego zwierzęcia jak myszojeleń, jest tylko albo mysz, albo jeleń, i są to dwa zupełnie inne stworzenia. Podobnie jak nie ma czegoś takiego jak antyżydowskie przekonania, a jedynie antysemityzm i przekonania, które w istocie są dwoma różnymi sprawami, bo antysemityzm, rasizm, homofobia i nienawiść to nie są poglądy, do ciężkiego chuja!
*
Przez drucik, […] czyli online.
*
Która mądrala tak mnie wychowała, że uwierzyłem, że pocieszenia należy szukać w literaturze? Ręka w górę, szybko! Piszę na Berdyczów – matka pojechała sobie na wyjazd andrzejkowy, u babci Wusi zajęte, a do dziadka Hilka nie dzwonię – w dalszym ciągu nie żyje!
*
W trudnych chwilach mogłem się przekonać, jak wiele osób – tych ludzkich i tych zwierzęcych – stoi za mną murem. Krzepiące na długo.
*
[…]
szare, kartoflane kluski z kiszoną kapustą i skwarkami. Pamiętam, że też je lubiłem, a że akurat lista zakupów nie jest zbyt długa (nie mam forsy!), w dodatku rodzice Pawła dali nam ostatnio kapustę, którą sami ukisili, padło na randkę z Lesiowymi kluchami. Poprosiłem mamę o przepis. Zdziwiona przysłała trzy, dość lakoniczne zdanka, żeby kapustę gotować godzinę, ziemniaki zetrzeć, dodać mąki (około siedemdziesiąt deko!), ugotować kluski, usmażyć boczek, wymieszać wszystko et voilà! Nic prostszego! Tak jakbym miał to zapisane w kodzie genetycznym. Tylko pamiętaj – pisze mama – żeby zmoczyć deskę wodą, zanim wyłożysz na nią ciasto, to nie będzie się lepić! I potem z deski łyżką odkrajasz po kawałku i wrzucasz do gara! Wszyscy tak robimy, powinno ci wyjść śpiewająco!
[…]
Podejście pierwsze: kluski rozpadają się po dwóch sekundach, a wrząca do niedawna woda zmienia się w brudną, skrobiową breję. Wszystko ląduje w kiblu.
Podejście drugie: nie zrażam się, dodaję mąki. Tym razem paru kluskowych śmiałków trzyma się trochę dłużej, wreszcie rozpadają się po około piętnastu sekundach, dzieląc los pozostałych. Kibel.
Podejście trzecie: dodaję mąki i jajko, po telefonicznej konsultacji z mamą. Nie pomaga – kibel.
I kiedy przeklinam już wszystkich przodków Senwickich i Janczarskich, kiedy mam już dość dań lokalnych i rodzinnych, kiedy śmierć wydaje się ulgą, kuchnia jest biała od mąki, a ziemniaczane ciasto pochłonęło jej już prawie kilogram, wreszcie podejście czwarte, ostatnie. Kluski wychodzą piękne, szare, błyszczące, nie za twarde i nie za miękkie, ale nieregularne. Mieszam z kapustą, która godzinę męczyła się z kminkiem i liściem laurowym we wrzącej kąpieli i boczkowymi skwarkami. Idę jeść, bo zwariuję.
*
Rutka do Kaśki podczas wczorajszej kolacji szabatowej, szeptem:
– Babu, a wiesz, że możliwe, że jutro też będziemy żyć?
*
Rano, klinika weterynaryjna. Zosiura stoi na stole, doktor zaczyna pobieranie krwi. Zośka robi wielkie oczy, próbuje się odsunąć, nogi ślizgają jej się na metalowym blacie.
– Proszę do niej mówić! Proszę jej opisywać śniadanie, a najlepiej obiecać kiełbasę!
*
Myślę, że jeśli jakimś chłopakom wydaje się, że prawa kobiet to nie jest ich sprawa, to są głupi jak chuj. Przecież wszyscy mamy matki, babki, siostry, ciotki, przyjaciółki, sąsiadki, kuzynki, współpracowniczki, a niektórzy mają też żony, dziewczyny i córki.
*
[…] pamiętanie jest wtedy pamiętaniem, kiedy się robi jak należy teraz, jak ludzie są w potrzebie, a nie dumnie pierdoli kocopoły na wysokich scenach o rzeczach, w których w ogóle nie miało się i nie ma się swojego udziału.
*
Monia napisała mi wczoraj, że jakaś rodzina uciekła do Polski, do Krakowa, z żabką szponiastą. Małym, bezbronnym płazem. Przywieźli ją w butelce po soku, wczoraj szukali dla niej akwarium. Gdyby to było w filmie, byłoby kiczowate, a jest naprawdę i dlatego jest piękne. Naprawdę, świat nie zasługuje na koniec świata. Slava Ukrajini!
*
Sprawdzam w internecie hasło „najmodniejsze potrawy wigilijne”.
– Kutia. Mutti, co to jest kutia?
– Kutia to jest… ale pytasz o kutię sefardyjską czy aszkenazyjską?
*
Według mistycznych podań żydowskich w każdym pokoleniu żyje trzydziestu sześciu Sprawiedliwych, którzy gwarantują ciągłość istnienia Wszechświata. Wielcy lamedwownicy. […] A może jest tak, że skoro w Talmudzie jest napisane, że jedno życie to cały świat, to może każdy ma własnych lamedwowników? […] A może to nie tylko o ludzi chodzi? Może Sprawiedliwi mają też płetwy, skrzydła i dzioby? I mają na imię Roksana, Wusia, Kasia, Przemek, Marta, Paweł, Pirat, Mandisa i Nelson. Trzydzieści sześć osób to jest naprawdę bardzo dużo, a ja ich wszystkich mam.
Patryk Pufelski, Pawilon małych ssaków,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Nie próbuję […] usprawiedliwiać niczyjej homofobii – jest tak samo zabójcza, kiedy pochodzi od cis-faceta hetero, jak od geja. Ale czy te reakcje nie powinny kazać nam puknąć się w czoło? Z jakiej Europy nie chcecie wychodzić, obrońcy demokracji, skoro nie widzicie, że niełatwo jest być otwarcie gejem? Że to nie jest tak, że te okropne gejuchy nie mają nawet odwagi cywilnej, żeby przyznać się do tego, że są homo, więc budują w sobie mur z braku akceptacji dla siebie? Komu zadaję te pytania, przecież nikt na nie nie odpowie. Taka postawa nikomu nie pomaga, nikt nie ma obowiązku outować się, żeby innym było wygodnie, żeby mogli go sobie włożyć do odpowiedniej szufladki. Skoro ktoś tego nie robi, widocznie nie czuje się bezpiecznie! […] Może z tym moglibyśmy coś zrobić – my, społeczeństwo – na długo przed tym, zanim ktoś zostanie nacjonalistą i skurwysynem?
*
I byłbym zapomniał,
***** *** i Konfederację!
*
[…] jak jeszcze raz przeczytam gdzieś wynurzenia mądrej głowy o tym, że to oczywiste, że w Polsce na związki/śluby/dzieci/ustawy chroniące przed dyskryminacją ze względu na płeć i orientację psychoseksualną jest za wcześnie i że to temat zastępczy, to przysięgam, że chuj mnie strzeli. Sram na taką solidarność, w której to zawsze my musimy się naginać.
*
Mazl-tow!
*
Jak ktoś jeszcze raz porówna przy mnie limity miejsc dla niezaszczepionych w kinach i restauracjach, albo zakaz wstępu dla osób niezaszczepionych do jakichś miejsc do Holocaustu i gett, to przysięgam, że przypierdolę.
(tamże)
sobota, października 29, 2022
4799. 302/365
pierwszy raz w życiu na dobry początek dnia. Białemu Krukowi wysłałam fragment, który mnie zachwycił. wysłałam fragment wiersza.
302/365
piątek, października 28, 2022
4798. 301/365 // Panna cotta (LXIV)
wciąż mi mało, chciałabym więcej i szybciej.
a póki co macham test.
1b/a, 2c/a, 3a/b…
301/365
Alessandra Amoroso, Buongiorno.
non sai che fortuna aver trovato te
środa, października 26, 2022
4797. rehab++
Pati & Jabłoń:
(pracując dzisiaj, komentują
poniedziałkową i wczorajszą rehabkę)
Pati:
(dodała, że nie spodziewała się,
że jedno z ćwiczeń Drzewko da radę zrobić)
Jabłoń:
(zadowolona, udaje oburzenie)
Czyli co!?! Jestem twoim
królikiem doświadczalnym?!?
Pati:
(również zadowolona, z przekornym uśmiechem)
O swoich granicach dowiesz się tylko
wtedy, gdy do nich podejdziesz.
Pati & Jabłoń:
(obie ryknęły śmiechem)
4796. rehab+
Rysia:
(opowiedziała Jabłoni poniższe cudo,
gdy szykowały się do pracy)
Rysia:
(w niedoczasie, w drodze do Drzewka)
(w miejscu publicznym)
Jakiś Starszy Pan:
(widząc goniącą Rysię)
Wolniej, wolniej!
Jak kocha, to poczeka!
Rysia:
(mając świadomość, w jakim kraju żyje)
Nie wiem, czy ONA mnie kocha!
Jabłoń:
(zachwycona ripostą)
Rysia & Jabłoń:
(dały rehabilitacyjnego czadu)
poniedziałek, października 24, 2022
4795. 297/365
z każdej sytuacji uczynić okazję.
w zdarzeniach widzieć szanse.
długoterminowy plan!
297/365
[suplement pikselowy: 17.11.2022]





