wtorek, grudnia 26, 2023

5299. Z oazy (CCXVI)

Świąteczne od­liczanie literek przeczytanych przed świętami, raz. Fantastyczna alternatywa dla Chłopek, które biją kolejne rekordy poczytności w kraju, w którym najmodniejsze jest nieczytanie. Kamieniem nie rzucę, ponieważ kilka dni temu do­pro­wadziłam Sadownika do szewskiej furii, gdy w towarzystwie Latorośli przy­ja­ciół­ki z dumą stwierdziłam, że na obowiązkowym etapie edukacji byłam łaskawa prze­czy­tać od deski do deski tylko dwie lektury: KamizelkęLatarnika; skromnie, ale na swoją obronę mam to, że przeczytałam je z zachwytem. Sadowni grzmiał. W efek­cie pozostaję dumna, ale już się z tym nie obnoszę.

Wracając do lektury i zestawienia z Chłopkami. W sumie jest to książka o tym sa­mym, o konsekwencjach Czasu i Miejsca, które odkładają się w naszym losie. Moja fantazja na temat Chłopek twierdzi, że książka ta pozwala zrozumieć przeszłość. Tymczasem ta książka pozwala zmienić przyszłość, konfrontując nas z tym, co na temat języków obcych zagnieździło nam się w głowach wskutek Czasu i Miejsca. Ponieważ nic nie ciągnie mnie do Chłopek, lobbuję za tą książką, jeśli masz wy­por­ność już tylko na jedną. Jest po prostu doskonała! Konfrontuje, zmienia, otwiera wiele drzwi.

Lukę  oddaję w ręce czytelników z nadzieją, że lektura tej książki poruszy i zmieni ich tak, jak mnie poruszyło i zmieniło jej pisanie.

Jagoda Ratajczak

🖇🖇

Kiedy adaptacyjni perfekcjoniści nie osiągają swojego celu, mówią sobie: trudno, nie udało się, następnym razem zrobię to czy to, aby było lepiej, odczuwają satysfakcję, gdy dążą do celu. Częściej są też motywowani we­wnętrznie. To, co robią, sprawia im radość. Perfekcjoniści neurotyczni mają z kolei skłonność do silniejszego przeżywania negatywnych emocji. Już jako dzieci nie lubią na przykład nowości, nie lubią, jak coś się zmienia, jak coś ich zaskakuje albo idzie nie po ich myśli. Charakteryzuje ich także wysoki poziom lęku, podobnie jak słabo rozwinięte umiejętności radzenia sobie ze stresem. W sytuacjach stresowych trudno jest im spojrzeć na coś z innej strony, coś zmienić, przeformułować. Są nieelastyczni. Porażka, błąd nie zostają zrównoważone refleksją, że OK, tak czasem bywa, często po­ja­wia­ją się natomiast ruminacje, czyli obsesyjne myśli, osoby zaczynają roz­pamiętywać to, co się zdarzyło, koncentrować się na tym. Mają żal do sie­bie, myślą o tym, co powiedzą i pomyślą inni. Przeglądają się w cudzych oczach. Lęk społeczny, lęk przed oceną innych jest immanentną cechą neu­ro­tycznego perfekcjonizmu.

🖇

O tym, co uznaje się za wartość, świadczy nie tylko to, za co obrywamy, ale i to, czego się wstydzimy. Powiedz, czego się wstydzisz, a powiem ci, czego oczekują od ciebie inni. Powiedz, czego się wstydzisz, a prze­ko­na­my się, czy wstydzimy się tego samego.

🖇

Wiesz, Jagoda – Sebastian zamyśla się na widok polityków spoglądających na nas z wyborczych plakatów przy przystanku tramwajowym Plac Wil­so­na – tacy ludzie naprawdę mają możliwości, środki, żeby nauczyć się języka. Jeśli tego nie robią, to znaczy, że być może nikt im nie mówi, jak źle świadczy o nich ta nieznajomość i sama niechęć do nauki.

*


Niezłomny miszczu nie tylko giętkiego kręgosłupa.

🖇

Lingwicyzm, podobnie jak rasizm czy seksizm, jest rodzajem dyskryminacji i opresji. To zjawisko, w którym narzędzie dyscypliny – pouczanie, a także ośmieszanie – służy promowaniu „idealnej” odmiany języka i karaniu za uży­wa­nie innych jego wariantów. Na czym ta kara polega? Na tym, że in­te­li­gencja, status, wykształcenie czy nawet stan zdrowia danej osoby oce­nia­ne są przez pryzmat języka, jakim się posługuje.

🖇

Pouczanie jako narzędzie dyscypliny, także w sferze języka, instaluje w jego użytkownikach specyficzne oprogramowanie. Rzadko jednak usprawnia ono pracę systemu, przypomina raczej wirus zasiewający w nas wąt­pli­wości i wstyd.

🖇

Opanowanie języka w jego formie ustandaryzowanej, a co za tym idzie uwa­ża­nej przez autorytety tworzące ten standard za formę poprawną, mu­sia­ło prędzej czy później stać się synonimem wykształcenia. Ono zaś – sy­no­ni­mem inteligencji. Jest nim do dziś, mimo że badania nigdy nie wykazały związku między umiejętnością posługiwania się poprawnym językiem stan­dar­do­wym a in­te­ligencją pojmowaną jako zdolność rozumowania, uczenia się, rozwiązywania problemów i wykorzystywania posiadanej wiedzy.

🖇

[…]  Najważniejsze jest to, by się komunikować. Ale jeśli jako nauczycielka sprzedajesz uczniom idealny obraz języka, to tym samym wtłaczasz im do głowy perfekcjonizm, nierealne standardy”. A to już przedsionek podszytej ciągłą niepewnością frustracji, która potrafi towarzyszyć nam przez całe życie.

🖇

Jeśli pięknie mówisz i piszesz w swoim języku ojczystym, nie wyobrażasz sobie kompromisu w drugim języku.

🖇

Bogactwo języka mówionego jest w istocie konsekwencją stuleci rozwoju po­za nawiasem norm i zasad rządzących słowem pisanym. W okresie po pod­bo­ju normandzkim, a w latach ekspansji Kościoła, język angielski został zdegradowany przez język francuski i łacinę używane przez elity polityczne i duchowieństwo. Rozwijał się więc przede wszystkim jako język mówiony i, jak pisał historyk Henryk Zins, „jako język ludzi prostych rozwinął ogrom­ną plastyczność i elastyczność, bogactwo idiomatyki i prostotę składni”.

🖇

Skupieni na własnych lękach i zahamowaniach mieszczących się mimo wszystko w spektrum uważanym za językową normę, zwykle nie za­sta­na­wia­my się, jak z tymi samymi lękami mierzą się osoby jąkające się.

🖇

Po każdym wywiadzie z chłopakami [Maciek, Sebastian], gdy od­kła­dam słu­chawkę, czuję, jak uskrzydlające może być spotkanie z kimś, kto wie, kim jest, kto akceptuje to, kim jest, i – jak sam podkreśla – ma prawo mówić. Ma prawo mówić tak, jak chce, na przekór temu, co świat myśli i mówi o jąkaniu, na przekór definicjom, etymologiom, wynikom badań, na prze­kór komentarzom w sieci.

🖇

„A przecież wszyscy jesteśmy w spektrum niepłynności” – opowiada [Maciek]. Po czym przytacza ewidentnie popularną w środowisku metaforę góry lodowej. „Widzimy jakiś fragment zjawiska, ale duża część tego, co się na nie składa, pozostaje niewidoczna. Dlatego denerwuję się, gdy ktoś wie­dząc, że się jąkam, i usłyszawszy, jak mówię, rzuca: «hej, prze­cież mó­wisz su­per!». Czuję się wtedy, jakby oceniono mnie tylko po tym wierz­cho­łku gó­ry lodowej, jakby jąkanie było czymś, co mnie definiuje.

🖇

[…]  mówienie o swojej trudności sprawia, że
w jakiejś części się jej pozbywamy.

🖇

Zwykłam uważać się za kogoś, kto świadomość języka i wrażliwość na ję­zyk ma w sobie niemal od zawsze, a dziś łapię się na tym, o ile długości prze­ści­gają mnie w tym Sebastian i Maciej. „Ponieważ ciągle zmagamy się ze słowem, nadajemy mu większą wagę, niż ma w rzeczywistości” – mówi Maciek, nawiązując do własnego strachu i wstydu, które pojawiają się wsku­tek bloku czy zająknięcia.

🖇

Kończenie zdań jest zresztą czymś, co prawdopodobnie robiło wielu z nas, jednak tylko niektórzy mieli okazję się do­wiedzieć, że podobne za­cho­wa­nia terapeuci mowy określają mianem mikroagresji.

🖇

Jeśli w walce ze stereotypami i uprzedzeniami najbardziej pomaga bez­po­śred­ni kontakt, to szczególnie cenne są miejsca, w których osoby nie­ją­ka­ją­ce się i osoby z doświadczeniem jąkania mogą się spotkać w do­god­nych dla tych drugich warunkach. Takie miejsce stworzono między innymi w Tokio – w kawiarni Chumon ni Jikan ga Kakaru Cafe. Nazwa lokalu oznacza do­słow­nie „kawiarnia, w której zamówienie kawy wymaga czasu”, a za­trud­nio­ne są w niej wyłącznie osoby jąkające się.

🖇

[…]  mówiłam sobie: «chłoń, po prostu go chłoń!».

🖇

[…] [Olena Apchel]  Kiedy obcokrajowiec mówi w moim języku, czuję sza­cunek, niezależnie od tego, ile zna słów. Ale z jakiegoś powodu, kiedy uczy­łam się polskiego, czułam niepokój. Bo język zawsze był ważnym na­rzę­dziem intelektualnym mojej komunikacji”.
     […]  Zaraz po przyjeździe do Polski nasiąkanie polszczyzną było próbą łapania tchu w zalewie nowych słów, fraz, literowych zbitek.

🖇

Gdy musisz odnaleźć się w nowym kontekście, lekcje języka odrabiasz nie z podręcznikiem w ręku, ale w codziennych kontaktach, próbując wy­ma­cać kontury nowego świata w mroku językowej obcości.

🖇

Nie pamiętam, jakich słów nauczyłam się najpierw, ale gdzieś z tych po­cząt­ków pamiętam słowo «kurwa», czy śmiesznostki, na przykład cza­so­wnik «pukać». «Pukanie» to po ukraińsku «puszczanie bąków», więc «puk, puk» śmieszyło.

🖇

Wielokulturowość siłą, wielojęzyczność atutem.

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

„Ale powiem pani […]  Aż wstyd się było odezwać… – do­daje. – No ale czasem to ten wstyd trzeba do kiesze­ni schować. I tyle”. Uśmiecham się do niej, dla siebie za­cho­wu­jąc niemal romantyczną kon­klu­zję. Słyszę ją do­brze we własnych myślach: właśnie tak łata się naj­większe luki.

🖇

[…]  błędy można popełniać. […]  błędy to część codzienności.

🖇

Zaczynam się uczyć, gdy najbardziej… nie chce mi się uczyć. Zrozumiałem, że niekoniecznie muszę czuć mo­ty­wa­cję, żeby działać, i że motywacja będzie po­dą­żać za działaniem, bo właśnie poprzez działanie wzbudzam w sobie pozytywne emocje związane z nauką.

🖇

Jeśli wierzyć słynnemu językoznawcy Stephenowi Kra­she­nowi, ucząc się języka, sprawiamy, że ten spły­wa do naszego umysłu także przez filtr emocji, a spływa na­praw­dę obficie, gdy nie towarzyszą temu nerwowość i niepewność.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 25, 2023

5298. 🎄

Przypomniało mi się, że przez cały rok na okoliczność tych świąt zbierałam. Pyszne niczym dwanaście, bożonarodzeniowych potraw. A jednak warto było czekać na te święta. Wyjechać (trochę na próbę) pierwszy raz od pół roku i wrócić. Warto było bardzo.

|
Za dużo

odkurzaczy
zapachów
adresów

rzeka rzeczy
przekracza
stan alarmowy
dlaczego
nikt nie krzyczy
nie kracze?

za dużo świąt

Piotr Mitzner, Przejścia. Wybór wierszy
z lat 1982–2020
, PIW, Warszawa 2021.

🎄  🎄  🎄

Andrzej Dudziński, Dudi. Superptak,
Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1976.

🎄  🎄  🎄

     — Lubisz święta, tato? — spytałem ojca, kiedy wracaliśmy do sa­mo­cho­du. Dobrze, że z nim pojechałem, bo to wszystko było straszliwie ciężkie. Biedny tata.
     — Twoja mama lubi — odparł dyplomatycznie i z ulgą zatrzasnął klapę bagażnika.
     Tak myślałem. Od dawna wiedziałem, że to kobiety lubią święta Bożego Narodzenia. Myślę, że wszyscy (niewierzący oczywiście lub umiarkowanie wierzący) mężczyźni zaniechaliby obchodzenia jakichkolwiek świąt, gdyby na świecie zabrakło kobiet i dzieci. Przyrządzaliby sobie po prostu kolację (kanapki?) i zasiadali przed telewizorem, a następnego dnia spaliby do po­łu­dnia. Nie jestem tego pewien, ale podejrzewam, że większość z nich nie ubra­ła­by nawet choinki. Moja ostatnia Wigilia właśnie tak wyglądała. Zapaliliśmy z Psem świece, to znaczy on mi asystował, w salonie, wsko­czy­liś­my na kanapę i nie robiliśmy niczego sensownego. Przyrządziłem mu jedynie jakąś bardziej sutą kolację, którą zajadał z apetytem, podczas gdy ja raczyłem się winem i pierogami z kapustą, gapiłem się na ogień płonący w kominku, zadzwoniłem do rodziny złożyć życzenia, a potem, przed pół­no­cą, wyszedłem przed chałupę patrzeć, jak rozświetlony świecami korowód sunie drogą w stronę kościoła. Zerkałem też (wstyd przyznać) po północy na Psa, czy nie ma przypadkiem zamiaru czegoś mi powiedzieć, ale nie prze­mówił do mnie ludzkim głosem.

Dominika Kluźniak, Miejsce,
Helion, Gliwice 2019.

🎄  🎄  🎄

Ra­zem z me­lo­dią Last Chri­st­mas lu­dzi ogar­nia przed­świą­teczne po­de­ner­wo­wa­nie i wszy­scy war­czą na sie­bie po Li­dlach i Bie­drach, po­woli wpro­wa­dza­jąc się w na­strój, który zda­rza się, jak to mó­wią, tylko raz w roku. Przed go­dziną zero pa­nie domu na ostat­nich no­gach pichcą i pu­cują, ich „dru­gie po­łowy” w kry­zy­sie mę­sko­ści tasz­czą siaty z za­ku­pami, bez­sil­nie tłu­kąc gło­wą w ścianę windy, kiedy nikt nie wi­dzi, i za pięć dwu­na­sta bie­gną jesz­cze po leki na wą­trobę i kaca, by wresz­cie, gdy za­świeci „pierw­sza gwiazd­ka”, za­siąść do stołu i wstać od niego jak pan Je­zus z grobu do­piero na trzeci dzień. Czę­ścią tego jarzma jest obo­wią­zek ob­co­wa­nia z ro­dziną. Nie­za­leż­nie od tego, czy się lu­bimy i czy mamy o czym roz­ma­wiać, mu­simy ze sobą prze­by­wać w izo­la­cji od „ob­cych”, po­nie­waż „je­ste­śmy ro­dziną” i „są świę­ta”. […]  Za­wsze od­czu­wa­łam to jako uwię­zie­nie i choć po­dobno ist­nieją lu­dzie, któ­rzy w święta się nie mę­czą, to ja ich nie spo­tka­łam.

🌲

[…]  żadna ucieczka nie daje uwol­nie­nia, a koszty wła­sne za­wsze są wy­so­kie. Nie warto ko­pać się z ko­niem. Za­miast ucie­kać albo cier­pieć, le­piej zna­leźć wła­sną, mi­ni­malną formę świę­to­wa­nia: w gro­nie na­prawdę bli­skich, choćby to miała być jedna osoba; w obec­no­ści zwie­rząt; z pa­roma po­tra­wami; bez „mu­szę” i „trzeba”, a co tam – niechby i w pi­ża­mie!
     […]  Bo w świę­tach cho­dzi chyba wła­śnie o to, żeby zro­bić miej­sce na chwilę ci­szy w sa­mym sercu tej naj­głęb­szej nocy, jaka okrywa Zie­mię w cza­sie zi­mo­wego prze­si­le­nia. Żeby po­czuć w so­bie ten naj­czar­niej­szy, zwrotny punkt, od któ­rego za­cznie przy­by­wać świa­tła.

🌲

Święta, święta i po świę­tach, chcia­łoby się za­wo­łać i za­mknąć te­mat, ale z pol­skich świąt nie tak ła­two się wy­plą­tać. Trzeba przejść wszystko: Boże Na­ro­dze­nie, mię­dzy­świę­cie, syl­we­stra i Nowy Rok, aż do Trzech Króli. Zaczyna się zresztą co­raz wcze­śniej: mi­ko­łaje z cze­ko­lady po­ja­wiają się w skle­pach we wrze­śniu, a nie po świę­cie zmar­łych jak drze­wiej by­wało.

Renata Lis, Moja ukochana i ja,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023.

🎄  🎄  🎄

Święta to taki test na Oby­wa­tela, na Czło­wieka. Jeśli te kolory, hałasy, pla­stik, całe to gówno napeł­niają cię rado­ścią, nostal­gią za daw­nymi cza­sami, miło­ścią do bli­skich, zdrową i bez­wa­run­kową, to zna­czy, że jesteś nor­malną jed­nostką, że masz prawo do życia i funk­cjo­no­wa­nia, witamy cię w eki­pie. Jeżeli zaś święta napeł­niają cię smut­kiem i gnie­wem, to zna­czy, że albo sta­ło ci się coś strasz­nego (ale lepiej zacho­waj to dla sie­bie i nie psuj innym hu­mo­ru), albo po pro­stu jesteś odpa­dem ato­mo­wym i wyno­cha z Pol­ski, i tyle, cześć, lulajże, Jezu­niu.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

5297. 359/365

było naprawdę miło i serdecznie, było również rodzinnie, czyli bardzo sma­cznie i płytko. pozostałam — założę się, że tak jak pozostali uczestnicy — sama ze swoimi tęsknotami*. na minu­sie wpadłam do ula, by regenerować ciało i duszę.

359/365

______________
  * 

Wiele było miejsc do uzgodnienia, bez sumiennego wsłu­chania się w siebie nawzajem mogło się to okazać trudne.

*

[…]  dopóki nie stanie się pośrodku orkiestry i nie zagra z nią, nie sposób zrozumieć, dlaczego to jest takie trudne. […]  Tu instrumenty są tuż obok. Na dodatek odległość mię­dzy nimi jest różna. Słuchanie utworów niejako od środka ich brzmienia sprawia, że wydają się różne od tego, co znane. Inne jest wyczucie czasu, kiedy należy się włączyć do gry, jak gdyby czas był zupełnie inaczej doświadczany.

*

Nuty wszystkich zebrały się w jednym punkcie kosmosu i rozpłynęły w powietrzu, zostawiając po sobie impo­nu­jący pogłos.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

piątek, grudnia 22, 2023

5296. 356/365

napisała, że w moim imieniu zostawiła tam ciepło. dziś, w rocznicę, gdy po raz ostatni widziałam Twoją rodzinę.

tu, dziś rano świeciło piękne słońce, jesteś!

356/365

Dziś jest ullukinneq, najkrótszy dzień w roku.

Niviaq Korneliussen, Dolina Kwiatów, przeł. Agata Lubowicka,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022.

*


fot. Kaan, fragment.

*

W.A. Mozart, Sonata skrzypcowa nr 21 e-moll, II. Tempo di minuetto,
Ingrid Haebler (fortepian), Henryk Szeryng (skrzypce),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #19.

środa, grudnia 20, 2023

5295. 354/365

wzruszenie też jest przy­wilejem — odnotowała świadomość, widząc, co się ze mną dzieje.

jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy w każdej chwili byli świadomi wszystkiego, co mamy i co umiemy? jak wyglądałby wtedy świat?

354/365

[Olena Apchel]  W tamtym okresie bardzo chciałam mówić po polsku, ale brakowało mi słownictwa, wymyślałam więc wła­sne. Przykłady mojego słowotwórstwa znajomy za­pi­sywał w no­tesie – na przykład […]  «to, co jest mocne i czeka na objęcie» na «plecy».

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.
(wyróżnienie własne)

5294. ♮

Moje lenistwo ograniczyło mi media społecznościowe dawno, dawno temu do śle­dze­nia poczynań: jednego pieska, choć jest nikczemnego rozmiaru, świetnie radzi sobie z językiem włoskim (fantastyczna historia, odtwarzać wyłącznie z dźwiękiem), jednego sprzedawcy, będącego pod względem fizycznym przeci­wień­stwem pieska, ale współ­dzie­lą­cego z nim, poza płcią, znajomość włoskiego oraz kilka kont osób zajmujących się propa­go­wa­niem tego czy innego języka. By nie mi­jać się z prawdą, w kategorii używki musia­ła­bym dopi­sać jeszcze tylko czytanie i blo­go­wanie.

Z tych miejsc, odwiedzanych przeze mnie z uporem maniaka, przynoszę i flancuję w swoim życiu słowa, frazy, a cza­sem muzykę, która tam robi za tło, a tu w ulu ma momenty, gdy gra pierwsze skrzypce.

Ten kawałek przywlokłam w czerwcu z powodów lingwistycznych — zachwyciła mnie płynność, z jaką łączone są fragmenty tekstu angielskiego i hiszpańskiego, gładkie, prawie niezauważalne językowe fugi. Wciąż robi to na mnie wrażenie. Sadownik nie dzieli ze mną lingwistycznych zachwytów i gdy, ja­dąc samochodem, podzieliłam się z nim moim ochem i achem, popatrzył na mnie zgor­szo­ny moim wyborem, a potem zapytał, czy znam oryginał. Nie znałam. A gdy usły­sza­łam, pokręciłam nosem. Bez hiszpańskich słów to nie to, skwitowałam.

Black Eyed Peas, Daddy Yankee, Bailar contigo.

Dziś, przy porannej kawie czytam sobie. Czytam fantastyczną książkę o świecie mo­jej mu­zyki, w którym rolę nut pełnią fonemy. Na­gle zderzają mi się kulki w głowie. I wracam do pierwowzoru piosenki. I odszczekuję czerwcową no­tę. Jestem pod wra­że­niem. Cóż za historia! Nie może czekać do nie­dzie­li. No way!

Scatman John, Scatman (ski-ba-bop-ba-dop-bop).

„My, jąkający się, wiemy, czym jest pokora, bo upokarzano nas na śmierć” – mówi John Larkin w wywiadzie dla czasopisma naukowego „Advance for Speech. Language Pathologists and Audiologists”.

Łzy wściekłości i bezsilności napływające do oczu, nieustanna konfrontacja z cudzym zniecierpliwieniem, szyderstwem, z pytaniami – pozornie peł­ny­mi troski, a w rzeczywistości kłującymi jak palec wetknięty pod żebro: „Co jest nie tak z tym dzieckiem?” – to John także znakomicie pa­mię­ta. Pamięta też, jak bardzo już wtedy kochał muzykę.

Nastoletni John ma talent muzyczny i uwielbia jazz. Uczy się grać na for­te­pianie, a dzięki płytom Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga poznaje nie­zwy­kłą technikę śpiewu – scatting. Ten popularny w świecie jazzu spo­sób śpie­wa­nia polega na naśladowaniu dźwięków instrumentów oraz za­stę­po­wa­niu tekstu onomatopejami. Technika wyzwalająca z ograniczeń na­rzu­ca­nych przez konwencjonalną wokalistykę z jej naciskiem na sta­ran­ną dyk­cję i zrozumiałość wydawała się stworzona dla niego. W przyszłości scat stanie się jedną z podwalin rapu (na razie uchodzi za technikę nieco eks­cen­try­czną). W przypadku Johna pomoże wyzwolić tłumioną latami eks­pre­sję. Czuje, że znalazł własną drogę, a marzenia o karierze muzyka jazzowego zaczyna traktować coraz poważniej. Obawia się jednak, jak publiczność zareaguje na jego, jak sam o nim myśli, „defekt”, i czy w ogóle powinien przed nią stawać. Dla bezpieczeństwa siada więc za fortepianem. Na razie.

Zbliża się do dwudziestolecia debiutu, gdy zachęcony przez przyjaciela do­ko­nuje rewolucji w swoim życiu i nagrywa płytę z muzyką taneczną. Me­lo­dyj­ne, pełne zabawnych językowych łamańców piosenki wąsatego faceta w kapeluszu, który śpiewa w tempie trzech słów na sekundę, sztur­mu­ją świa­towe listy przebojów. „Kto tak śpiewa i co mu się stało?” – pytają zdu­mie­ni rodzice, słysząc nowe ulubione kawałki swo­ich dzieciaków. „To Scat­man John!” Nieśmiały, niegdyś tłamszony muzyk z jazzowej niszy, swoim nietypowym sposobem śpiewania zachwyca, imponuje młodym ludziom i podbija świat popkultury. I nadal się jąka.

Osiągnąłem sukces nie pomimo tego, że się jąkam,
ale właśnie dlatego, że się jąkam.
John Larkin aka Scatman John

Jagoda Ratajczak, Luka. Jak wstyd i lęk dziurawią nam język,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2023.

poniedziałek, grudnia 18, 2023

5293. Z oazy (CCXV)

Nie­dzielne odliczanie literek obsunięte bezdźwięcznie w poniedziałek. To jedyna książka, którą czytałam w minionym ty­god­niu. Podobno można ją przeczytać w nie­speł­na osiem godzin, ale żeby ją po­czuć, dać się przemienić temu, co niesie ze sobą, i wysłuchać zaledwie części utworów muzy­cznych tak, by poczuć je w brzuchu, po­trzebny jest minimum tydzień. I jeszcze dodatkowa dłuższa chwila, by opadły fusy wrażeń.

To zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Jest w niej wyłącz­nie gęste dla uszu i duszy.

Muzyka. Możliwe, że muzyka pojawiła się na świecie razem z ludzkością, by przemienić człowieka w duchowy byt […].

🖇

[…]  czuła, że ktoś stoi za jej plecami i uporczywie się w nią wpatruje, a wła­ściwie czuwa nad nią. Czuła ciepło, pewien lęk i tajemniczość. […]  Wytęsk­nio­na i ciepła obecność kogoś, kto był jej kiedyś bliski, ale kto udał się gdzieś daleko i przybrał inną postać.

🖇

Macie w sobie potężną muzykę, potężną i jasną,
któ­rej nie sposób wcisnąć w żaden ciasny zakamarek.

🖇

     – […]  Cóż, gitara – zwłaszcza rockowa czy jazzowa – jest chyba jednak męskim instrumentem.
     – Tak myślisz?
     – Tak. Powiem wprost, kiedy zaczęłam grać na gitarze, po raz pierwszy doświadczyłam, czym jest męskie poczucie satysfakcji.
     Masaru zaśmiał się wesoło.

🖇

[…]  „Poczuj wszechświat w sposób swobodny”. Tylko jak to zrobić, jak po­czuć wszechświat, skoro żyjemy zazwyczaj na dnie powietrza i nie my­śli­my o stratosferze? Aya próbowała różnych interpretacji utworu i na­dal nie wie­dzia­ła, którą zagra.

🖇

[…]  tę pewność, którą odczuwała gdzieś głęboko w sobie, cechował spokój.

🖇

     – Tak, lubię.
     […] 
     – Jak bardzo?
     – Tak bardzo, że nie potrafię tego wyrazić.
     – Naprawdę?
     […] 
     – Jak bardzo? – Tym razem to Aya zapytała.
     – No tak… – Kazama Jin spojrzał w przestrzeń. […] 
     – W takim miejscu? – Aya rozejrzała się wokół. […] 
     – Tak, w takim.
     – Nawet gdyby nikt nie słuchał?

🖇

Wszystko przemija, znika w milczeniu.

🖇

Na myśl o tym, ile tysięcy godzin, ba, ile dziesiątków tysięcy uczestnik na scenie poświęcił na lekcje, żeby znaleźć się tam, gdzie był, ogarnęło Akashiego głębokie wzruszenie.

🖇

Taki dzień nadchodzi. Chwila, kiedy uznaje się, że zna się utwór w całości. Melodia rozchodzi się po całym ciele, wypełnia je, skleja się z nim szczelnie. Kiedy osiągnie się ten etap, wystarczy dotknąć ciała w dowolnym miejscu, a ma się wrażenie, że melodia zaraz wypłynie. To moment nie­wy­o­bra­żal­ne­go szczęścia, kiedy człowiek może poczuć, że teraz już jest częścią utworu.

🖇

[…]  kiedy do uszu dobiega wspaniałe wy­ko­na­nie jakiegoś utworu, ma się wrażenie, że słyszy się go po raz pierwszy w życiu.

🖇

[…]  im ktoś jest lepszy, tym bardziej w jego wykonaniu uwidacznia się jego istota, jego korzenie. Muzyka wypływa z ciała grających i ma pe­wien zwią­zek z miejscem, w którym się wychowali, i ciałem, które otrzymali.

🖇

Nie wyjaśniać – pozwalać innym poczuć.

🖇

Chłopiec zamknął oczy. Kiedy wytężył słuch, świat nawet w takiej chwili pełen był brzmień.
     – Panie profesorze… – zaczął. Z góry spływało światło, a chmury wiły się leniwie. Na horyzoncie drżało i migotało jakieś pomarańczowe skupisko w kształcie trójkąta. Co to takiego? To coś intensywnego, czego pełno na świecie? Chłopiec otworzył oczy i wolno rozejrzał się dookoła. Ten znak życia, jego przeczucie. Czy tego właśnie ludzie nie zaczęli nazywać muzyką? Może to właśnie prawdziwa postać tego, co nosi takie miano.

🖇

Zdarza się, że nie sposób wykonać ani kroku naprzód. Stale wracają chwile rozpaczy, że osiągnęło się już granice własnych możliwości.
     Pewnego dnia udaje się jednak nagle wejść na kolejny stopień. Okazuje się, że niespodziewanie, nie wiedzieć czemu, wychodzi coś, co do­tąd się nie udawało. Towarzyszy temu zdumienie i poruszenie, któ­re­go nie sposób z ni­czym innym porównać. Jak gdyby nagle wyszło się z ciem­ne­go lasu na miej­sce, skąd rozciąga się piękny widok. I to prze­świad­cze­nie, że przecież to właśnie tak jest. Dosłownie otwierają się przed człowiekiem no­we ho­ry­zon­ty. Ta chwila, kiedy patrzy się na drogę z góry, nie ro­zu­mie­jąc, jak to mo­żli­we, że do tej pory cokolwiek mogło być niejasne.

🖇

     – Znalazłem muszle spiralne. Zobaczcie, ciąg Fibonacciego. – Z uśmie­chem zaprezentował trzymane w ręku muszelki.
     – Ha ha ha! Ciąg Fibonacciego! […]
     – Muzyka to jednak porządek kosmiczny. Ma coś wspólnego z ma­tematyką.

🖇

Kosmos. Cichy i niewidoczny, a jednak można wyczuć jego po­ru­sze­nia. Poruszenie chwilę przed zerwaniem się wiatru, barwy drzew, któ­re zaraz opromieni słońce. […]  W każdym niepozornym elemencie życia tętnią zrządzenia kosmosu.

🖇

Przed oczami rozpościerał mu się niebieskoszary horyzont. Z chwilą, gdy utkwił wzrok w morzu, obraz ze snu rozpłynął się. Masaru czuł jednak, że coś, co mogło być jego rdzeniem, pozostało w nim gdzieś głęboko.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

W świecie muzyki od zawsze istniała kategoria cu­dow­nych dzieci. To prawda, że od najmłodszych lat widziały one to, co było dla zwykłych ludzi zakryte, i nagle zy­ska­ły dostęp do tajemnic muzyki. Dzieci te nie za­u­wa­ża­ły jednak tego, co dostrzegali zwyczajni ludzie. Wpa­try­wa­ły się z zachwytem w ubóstwianą muzykę, ale nie znały radości wspinania się ku jej jasno połyskującemu szczy­to­wi od samych podstaw, od zera, tej radości zbli­ża­nia się do niej krok po kroku, na przekór trudom i przeciw­nościom.

🖇

Wszystko krok po kroku. Jego dotychczasowe życie nie było pomyłką.

🖇

Każdy był tego pewien. Czuli, że głos w nich teraz do­no­śnie woła „Tak!” dla życia, które odtąd będą wiedli.

🖇

Szedł w pojedynkę ku odległemu horyzontowi. Po bezdrożach, którymi nikt dotąd nie szedł.

(tamże)

niedziela, grudnia 17, 2023

5292. 351/365

szeroko rozumiana rodzina pochodzenia to dla mnie synonim samotności. uświadomiłam sobie podczas ostat­nich, bardzo in­ten­sywnych siedmiu dni, że odzie­dzi­czyłam ją po Tobie, Biały Kruku, i fakt, że ta samotność była tak bardzo dojmująca przez ostatni rok, przestał mnie zupełnie dziwić.

głębokie doświadczanie tej samotności przez całe życie to nie najniższa cena, ale warto było ją zapłacić, jeśli to była je­dy­na możliwość byś mógł być mo­im „Tatem” przez prawie pięć­dziesiąt lat.

351/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

*

Dobrinka Tabakova, Concerto for Cello and Strings, II. Longing,
Guy Johnston (wiolonczela), Delyana Lazarova (dyrygentka).

5291. No dobra, umiem…

     — Pojechałaś im z rangi — powiedział w czwartek.
     Moja rangowa ślepa plamka zmniejszyła nieznacznie swój rozmiar, przyjmując do wiadomości, że zdolność do odczuwania radości jest przywilejem.

*

zachwyt jest przywilejem
JiM

Dobrinka Tabakova, Concerto for Cello and Strings,
I. Turbulent, Tense, Urban Playground Chamber Orchestra,
Julian Schwarz, (wiolonczela), Thomas Cunningham (dyrygent).

*

Rangi: społeczna, psychologiczna, duchowa — przyszło do mnie, by ułatwić zro­zu­mie­nie niewtajemniczonym w żargon — odpo­wia­da­ją od­po­wied­nio na pytania: co masz? co umiesz? czy wierzysz w coś większego niż ty sam_?

Świat, w którym masz, umiesz lub wierzysz, jest zasadniczo innym światem od tego, w którym nie masz, nie umiesz lub nie wierzysz, choć ty nie ruszył_ś się z miej­sca na­wet o milimetr. Świadomość zmienia wszystko.

Pojechałam im nieświadomie z rangi — to fakt.

sobota, grudnia 16, 2023

5290. Czekariat (LXIII)


fot. Hawwa, fragmenty.

Tak to już jest, że mija wy­star­cza­jąco dużo czasu i ból czuje się już tylko pra­wie cią­gle. Tak że da się wy­trzy­mać. Można tę­sk­nić, nie krzy­cząc za każ­dym ra­zem. Przy­tu­lać, nie pła­cząc co rusz. Śmiać się i nie czuć przy tym wy­rzu­tów su­mie­nia.
     Ży­cie to­czy się da­lej. Nie daje nam in­nego wy­boru.

*

Nie wiem, gdzie te­raz je­steś, przy­ja­cielu,
Ale za sto lat wi­dzimy się znowu.

*

Na­dejdą wio­sna i lato. To pra­wie nie do znie­sie­nia. A po­tem je­sień, krótka ni­czym mru­gnię­cie okiem, za­nim zima znów za­pa­nuje na nowo. Ży­cie nie to­czy się da­lej, za­czyna się od nowa, znów wszystko jest moż­liwe.

Fredrik Backman, Zwycięzcy, przeł. Anna Kicka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023.

5289. 350/365

19:59, ostatnie sześćdziesiąt sekund pierwszego roku. nim ta chwila, był błękit nieba i promienie słońca maszerujące po ścianie przez cały poranek, czyli jesteś!

przepiękny koncert, zagrany i niezagrany w książce, tu Mistrz i Mistrz, nim ru­szy­my dalej, nawet jeśli nie mamy pojęcia jak.

350/365

Dokąd idziesz? Dokąd chcesz się udać?

🪶

Zamknęła oczy. Ach, naprawdę świat pełen jest muzyki. Dźwięk zamykanych i otwieranych drzwi, uderzania wiatru w szyby sali koncertowej, ludzkie kroki, rozmowy. Każde słowo niosło ze sobą muzyczny motyw uczucia i napełniało świat […].

🪶

Łzy toczyły jej się bez ustanku po policzkach.
„Dziękuję” – wyszeptała w głębi serca […].

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶

Fryderyk Chopin, I Koncert fortepianowy e-moll op. 11,
Los Angeles Philharmonic, Arthur Rubinstein (fortepian),
Alfred Wallenstein (dyrygent).

piątek, grudnia 15, 2023

5288. 349/365

dziś jest szósty z sied­miu ostatnich dni. kochałeś Chopina. od wie­lu lat próbuję do niego dojrzeć, by dzie­lić z Tobą zachwyt je­go mu­zy­ką.

349/365

Cztery ballady skomponowane przez Chopina zdają się sy­tuować pomiędzy dawnym i współczesnym rozumieniem gatunku.
     Kiedyś pieśni służyły pewnie wspo­mnie­niom. Tak zwane poematy epickie nie­wąt­pli­wie przekazywane były z ust do ust za­miast zapisków historycznych. Wkrótce nastąpiła zmiana i pytanie: „Co się wtedy wydarzyło?” zastąpiono pytaniem: „Jak się wtedy czułem?”. Chodziło o uniwersalne uczucia, uni­wer­sal­ne wzruszenia, których człowiek doświadcza w swoim krótkim życiu. Można odnieść wrażenie, że Ballada Chopina zawiera emocje z okresu dzie­ciń­stwa, ów smutek zapisany w ge­nach […]  smu­tek, który każdy nosi w sobie od chwili, kiedy urodził się na tym świecie, uczucie, od którego nikt nie ucieknie.
     […] 
     Smutek ukryty na dnie pulsującej rzeki czasu, smutek, któ­re­go w codziennej go­nit­wie nie ma kiedy odczuwać, któ­re­go się nie zauważa…

🪶

[…]  muzyka poprzez coś przemijającego pozwala na kontakt z nieskończonością.

🪶

     – W muzyce, zupełnie jak w ikebanie, można tylko od­two­rzyć chwilę. Nie da się jej zachować na zawsze. Jest nie­zmien­nie tylko chwilą, która natychmiast znika. A jednak ta chwila jest wiecznością. I kiedy się ją odtwarza, można żyć wieczną chwilą.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶

Fryderyk Chopin, Ballada g-moll, op. 23,
Janusz Olejniczak (fortepian).

czwartek, grudnia 14, 2023

5287. 348/365

dziś jest piąty z sied­miu ostatnich dni. rozmawialiśmy o tej pianistce nie raz. o reszcie dziś zadecydowała książka, umiesz­cza­jąc na mojej drodze utwór i pytanie: czy było coś Bartóka, co lubiłeś?

348/365

[…]  czuła, że w jej wnętrzu coś wiruje szybko w poszukiwaniu odpowiedzi.

🪶

Bartók za życia wielokrotnie powtarzał, że fortepian jest rów­nocześnie instrumentem melodycznym i perkusyjnym. Za­zwy­czaj niewielu ma świadomość jego per­ku­syj­no­ści. Oczy­wi­ście jeśli zajrzy się do jego wnę­trza, oczom ukażą się mło­tecz­ki wy­do­by­wa­ją­ce uderzeniami dźwięki z nie­zrów­na­ną precyzją i wtedy per­ku­syj­ność for­te­pia­nu nie ulega już żadnej wąt­pli­wo­ści. Łatwo o tym jednak za­pom­nieć, kiedy patrzy się jedynie na klawiaturę. Ten utwór, który jako pierw­szy po­ka­zał, że Bartók trakto­wał fortepian jako in­stru­ment per­ku­syj­ny, doskonale uświadamia słuchaczom, że w grze cho­dzi o ude­rzenia. […]  czuł radość podobną temu, co czuje się, ude­rza­jąc w bę­ben. Drżenie dźwięków w całym ciele, dające przy­jemne rytmiczne uczucie – ta fundamentalna radość, któ­ra zabarwia ludzkie ciało. Bębny są in­stru­men­tami, które występowały od sta­ro­ży­tno­ści w każ­dym miejscu, w każdej spo­łecz­no­ści. Masaru zauważył, że w tym znaczeniu fortepian jest przedłużeniem bębnów. […]
     Dźwięki Bartóka są jak niewygładzone, grube drewniane bale. Nie są lakierowane ani wykończone, ale prezentują na­tu­ral­ne piękno drewna. […]  Drżenia docierają na dno żo­łąd­ka, wewnątrz lasu. Uderzenia serca, rytm bębnów. Rytm życia, uczuć, przyjaźni. Uderzać, uderzać… Uderzać mło­tecz­kami palców w drewno. W trakcie uderzania wpada się w trans.

🪶

[…]  nadal gdzieś pozostanie jego zapach, dotyk, kwintesencja.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶

Béla Bartók, Sonata fortepianowa, sz. 80,
Martha Argerich* (fortepian).

___________
  *  wspaniały film o Niej (reż. Stéphanie Argerich, Martha Argerich's intimate por­trait: Bloody Daughter) zna­lazł mnie wczoraj, przez przypadek? wiedziałeś, Biały Kruku, że mówiła sześcioma językami?

środa, grudnia 13, 2023

5286. 347/365

dziś jest czwarty z sied­miu ostatnich dni. w tej książce na każ­dej stronie między wier­szami jest mrowie ósemek, wszelkiej maści pauz i szes­na­stek — jak wybrać kom­po­zy­tora, na jaki utwór i czyje wykonanie zdecydować się, skąd mam to wiedzieć?

a jednak mnie prowadzisz — uśmiechnęłam się, wybierając na dziś do całodziennego ło­mo­le­nia utwór, znany mi tak dobrze z do­mu, który tworzyłeś, dziękuję.

347/365

Mechanizm ludzkiej pamięci jest nie­ogar­nio­ny. Nie­zwy­kłe, co się z czym wią­że i ja­kim sposobem daleka przeszłość wy­do­by­wa­na jest na światło dzienne.

🪶

     – Zostań taki, jak jesteś. Jesteś kimś niesłychanie war­to­ścio­wym. Nie przejmuj się, cokolwiek ludzie będą mó­wić na twój temat. Graj tak, jak lubisz.

🪶

To miejsce, gdzie potrafi się tak doskonale skupić, ta chwila, kiedy zaczyna grać […]. Czas, w którym intymność łączyła się ze wzniosłością.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶

Johannes Brahms, Wariacje na temat Paganiniego op. 35, Julius Katchen (fortepian).

wtorek, grudnia 12, 2023

5285. Mieszkając z… Bogiem!

Jabłoń:
(ma szczęście do Ludzi; w ulu bywają
wyłącznie ci z wielkimi sercami
)

Sadownik:
(oddelegowany przez Drzewko, by zakupić prezent
gwiazdkowy dla czteroletniej wnusi Ludki,
poszedł za drzewną radą, by w papierniku spytać,
jakie kolorowanki aktualnie są
dziecięcym pragnieniem, i zapytał
)

Ekspedientka:
Barbie, Pony, księżniczki, brokat
i będzie pan Bogiem!

Jabłoń:
(zachwycona Bogiem i kredkami,
i flamastrami, co je Bóg upolował
)

5284. 346/365

dziś jest trzeci z sied­miu ostatnich dni. pa­miętam — ogromnie poruszeni opo­wie­ścią — rozmawialiśmy o książ­ce, którą Ci nie­śmia­le podsunęłam. gdy czytam tę, brakuje mi Ciebie w szcze­gól­ny sposób: nie wska­żesz mi rewelacyjnego wykonania te­go czy tamtego utworu; w tym życiu pozo­sta­nę już na zawsze dzie­ckiem we mgle.

346/365

[…]  nikt i nic nie dorówna radości, jaką odczuwał z tego, iż może grać.

🪶

Dalej rozbrzmiała pierwsza część 21[.] sonaty Beethovena (Wald­stein-Sonate). Doskonały wybór. Dynamika tego utwo­ru odpowiadała szybkości i sile uczestniczki. Instrument jed­nak zdumiewał. Teraz przypominał wielki mercedes szcze­gól­ne­go rodzaju, prowadzony wprawną ręką – z siłą i prze­ko­na­niem. Chociaż uczestniczka rozwijała ogromną prędkość, nie trzęsła samochodem, ale dawała poczucie bezpieczeństwa. Niezwykłe. W zależności od tego, kto gra, fortepian może też stawać się rodzinną furgonetką czy kabrioletem, który spra­wia myl­ne wrażenie, że trudno nim manewrować.


[dostęp: 12.12.2023], źródło.

🪶

[…]  muzyka istnieje, bo istnieje też zwyczajne życie. […]  Skąd się zatem tutaj wziął? Co oznacza, że jest właśnie tutaj?

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

Ludwig van Beethoven, Sonata fortepianowa nr 21 C-dur,
Alfred Brendel (fortepian).

poniedziałek, grudnia 11, 2023

5283. 345/365

dziś jest drugi z siedmiu ostatnich dni. pamiętam Twoje dłonie wystukujące rytm w każdej wolnej chwili. pamiętam, że uwiel­bia­łeś Mistrza, grającego utwory drugiego Mistrza, więc nimi łomolę sobie dziś, po wyjęciu konkretnych nut z czytanych, z my­ślą o Tobie, literek.

345/365

Dudnienie deszczu znacząco się wzmogło i Eiden Aya bez­wied­nie podniosła głowę znad książki. Za oknem panował mrok, choć było południe, a gwałtowna ulewa odzierała z barw znajdujący się na tyłach domu zagajnik. Było je sły­chać, oczywiście. Deszczowe konie. Ten rytm, który od dzie­cka tyle razy słyszała. Kiedy mówiła dawniej: „O, biegną de­szczowe konie”, wprawiała tym dorosłych w konsternację.

🪶

Był z natury optymistą, […]  ale zachował w pamięci chłodną szarość doświadczenia, że był odmieńcem.

🪶

Począwszy od długości palców, wielkości dłoni, gibkości ra­mion i nadgarstków, przez długość i głębokość oddechu, sprę­ży­stość mięśni, aż po wytrzymałość uważnie wy­ćwi­czo­nych mięśni głębokich, wszystko to przekładało się na piękne pia­ni­ssi­mo i fortissimo, wskazywało na głębokie zrozumienie i po­ko­rę wobec utworu, pozwalało na swobodę jego wykonania.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

J. S. Bach, Das Wohltemperierte Klavier t. 1, m.in.:
nr 1, C-dur; nr 2, c-moll; nr 5, D-dur; nr 6, d-moll,
Glenn Gould (fortepian).

5282. Z oazy (CCXIV)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, dwa, czynione w cieniu weekendowych wrażeń w po­niedziałek. Czekała na stosiku ponad cztery lata. Nie pomogło, że została mi oso­biście zarekomendowana. Nie ułatwiało sprawy, że na przestrzeni kilku lat parę razy próbowałam, bez skutku, się w nią wgryźć. Tym razem też bym poległa, ale nim to zrobiłam, zdążyłam chwycić, że bohaterka wygląda mi na osobę w spektrum i z ła­two­ścią punktuje szaleństwa tzw. normalnego świata, którego z normalnością łączy wyłącznie przytwierdzona od wieków wytarta etykietka. I poszło!

To czarująca opowieść, któ­ra pozwala nam skon­tak­tować się z tym miejscem w nas, które pod żadnym pozorem nie chce tego, czego życzyłoby nam z całego serca spo­łeczeństwo. Społeczeństwo w swym stadnym nieuświadomionym patologicznym lę­ku, upiera się przy tym, że szczęście wymaga wyłącznie zrobienia pewnych kon­kret­nych rzeczy. Tymczasem wymaga ono również bezwględnego niezrobienia innych.

Świetnie mi szło naśladowanie mimiki i tonu głosu prowadzącego oraz aktorów w filmie instruktażowym, który obejrzeliśmy na zapleczu. Nikt wcześniej nie pokazał mi, jak się uśmiechać i mówić jak normalni ludzie.

🖇

Byłam świetną ekspedientką, gdyż nauczyłam się z podręcznika, co, kiedy i jak robić, ale co ze światem, do którego nie ma in­struk­cji obsługi? Zupełnie nie miałam pojęcia, czy po­tra­fi­łabym za­cho­wy­wać się tam jak człowiek.

🖇

Gdy miałam jeszcze dwadzieścia parę lat, żadne tłumaczenia nie były po­trzeb­ne, bo brak stałej pracy nikogo nie dziwił. Później jednak wszyscy moi rówieśnicy stali się częścią społeczeństwa, wybrawszy karierę albo mał­żeń­stwo; ja jedna nie poszłam żadną z tych ścieżek.
     […]  wszystkie trzy koleżanki dyskutowały w najlepsze, za­kła­da­jąc, że je­stem nieszczęśliwa. A na­wet gdyby tak było, żadna nie pró­bo­wa­ła się nawet zastanowić, czy moje cierpienie rzeczywiście można tak ła­two wy­tłu­ma­czyć. Doskonale zdawałam sobie sprawę z toku ich ro­zu­mo­wa­nia: „Chcemy, żeby tak było, bo coś takiego łatwiej nam zrozumieć”.

🖇

Ludzie wchodzą z buciorami w życie każdego, kto odbiega od nor­my. Myślą, że mają prawo wiedzieć, co się dzieje. Dla mnie to był problem. Uciążliwa arogancja.

🖇

U ludzi patrzących na kogoś z góry szczególnie ciekawe są oczy. Niekiedy widać w nich strach przed sprzeciwem lub czujność, innym razem świecą wojowniczym blaskiem, jakby mówiły: „Masz inne zdanie, to wal śmiało, nie boję się”; kiedy ktoś gardzi nieświadomie, jego oczy otacza płyn, w któ­rym widać ekstatyczną rozkosz zmieszaną z poczuciem wyższości – by­wa nawet, że gałki oczne pokrywają się błyszczącą warstwą.

🖇

[…]  należy zachowywać się jak fikcyjne stworzenie zwane normalnym czło­wiekiem, którego obraz wszyscy mają w głowach.

🖇

Uderzył w stół, rozlewając trochę herbaty.
     – Wtedy zrozumiałem. Nasz świat niczym się nie różni od tego z neolitu. Mężczyźni, którzy nie polują, i kobiety, które nie rodzą dzieci… Jednostki nie­przydatne dla wioski są usuwane. Wszyscy tak rozprawiają o no­wo­czes­nym społeczeństwie, indywidualizmie, ale do życia tych, którzy nie chcą przy­należeć do wioski, to się wtrącają, naciskają ich, aż w końcu wypędzają ze społeczności.
     – Bardzo pan lubi opowiadać o neolicie.
     – Wcale nie. Nie znoszę! Ale taka prawda, że nasz świat to neolit prze­bra­ny za nowoczesność.

🖇

     – Jak może być pani taka spokojna? Nie jest pani wstyd?
     – Mnie? Dlaczego?
     – Już się pani zestarzała, a ciągle pracuje dorywczo, kandydata na męża pewnie też brak. Dziewica, ale warta tyle, co używany towar. Coś okrop­ne­go. W neolicie błąkałaby się pani po wiosce, za stara na rodzenie dzieci, bez mężczyzny. Balast dla społeczeństwa. Ja to co innego, jestem fa­ce­tem, jesz­cze mogę się odkuć, ale dla pani już przecież nie ma ratunku.
     Shiraha postępował niekonsekwentnie – przed momentem denerwował się, że ludzie mają do niego zastrzeżenia, a teraz krytykował mnie, po­wie­la­jąc mechanizm, którego sam był ofiarą.
     „Człowiek żyjący z poczuciem, że jego prywatność jest gwałcona, pewnie czuje ulgę, kiedy sam atakuje kogoś innego”, domyśliłam się.

🖇

Wreszcie zrozumiałam. […]  Mogę być dziwadłem, mogę nie mieć na jedzenie i umrzeć gdzieś pod murem, ale nie ucieknę od mo­jej prawdziwej natury.

🖇

Odruchowo spojrzałam na swoje odbicie w szybie sklepu, z którego przed chwilą wyszłam. […]  uświadomiłam sobie, pierwszy raz w życiu czując, że istnienie stworzenia, które tam widzę, ma jakiś sens.

Sayaka Murata, Dziewczyna z konbini, przeł. Dariusz Latoś,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

5281. Z oazy (CCXIII)

Dwunie­dzielne odliczanie literek, raz, czynione w cieniu weekendowych wrażeń w poniedziałek. Tradycyjnie już, jeśli obraz nakręcono na podstawie książki, to ja poproszę najpierw literki. Pierwsze 20% połknęłam, potem przez połowę książki męczyłam się okrutnie, wałęsając się na granicy wtórnego analfabetyzmu, bo kry­mi­na­ły nie są moją ulubioną formą spędzania czasu z literkami. Ostatnie 30% po­chło­nę­łam w jeden wieczór, bo uwielbiam bajkowe zakończenia.

Pierwszy odcinek serialu za mną. Co chwilę komentowałam: o, nie! Machniemy z Sadownikiem pewnie jeszcze drugi i trzeci, ze względu na doskonale odegranego głównego bohatera, ale reszty nie dam rady obejrzeć. Lobbbuję za książką.

[…]  pro­ble­mem nie jest to, że robią coś nie­le­gal­nego, tylko że to, co powinno być nie­le­galne, stało się legalne.

🖇

Nie musi mieć związku.
     Ale pew­nie ma, bo tra­ge­die cho­dzą w gru­pach, bo bar­dzo szybko zakła­dają swoje kapele, gangi i par­tie; tra­ge­die pie­przą się jak sza­lone, pło­dząc kolejne tra­ge­die, bo to jest wła­śnie życie, kole­żanki i kole­dzy.
     […] 
     Mam nadzieję, o Boże, mam nadzieję, że nic… Po raz pierw­szy ta myśl. Jest za duża. Głowa jest za mała, aby ją pomie­ścić.

🖇

Znam czło­wieka w lustrze, ale zwy­kle wygląda ina­czej.

🖇

     – Ty nor­malny jesteś? – wcina się Marta.
     – Nie, Misia, nie jestem nor­malny, jestem z tobą osiem­na­ście lat. Peł­no­let­ność mam z tobą. To nie jest nor­malne.

🖇

Nie lubi nie mieć racji, nie­na­wi­dzi nie wie­dzieć. Kie­dyś nie była taka, ale kie­dyś mówi­łem jej wszystko, kie­dyś zawsze przy­zna­wa­łem jej rację. Nie mogłem ina­czej: zbyt pięk­nie się uśmie­chała. A potem, dość szybko, prze­sta­łem się z nią liczyć, stała się zawa­li­drogą, prze­szkodą, śmie­ciem. Obi­ja­łem się o nią, prze­szka­dzała mi pić. Prze­stała się uśmie­chać, a ja prze­sta­łem mówić jej cokol­wiek, zamiast tego zaczą­łem ją prze­sta­wiać z kąta w kąt. Tak więc teraz, jeśli ma na coś wpływ, zamyka to w pię­ści i napina wszyst­kie mię­śnie, aby to coś, ten ktoś był tylko jej.

🖇

Gdzie ona chce niby, żebym poszedł? Tam, gdzie sie­dzą w kółeczku, przed­sta­wiają się jako alko­ho­licy i mię­dlą te wszyst­kie głu­poty, jak na fil­mach? Jak to jest im ciężko i źle? Prze­cież to naj­nud­niejsi ludzie na świe­cie. Do tego pier­dol­nięci i nawie­dzeni. Zama­wiam jesz­cze mine­ralną. Ja, jakby kto py­tał, jestem nor­malny.

🖇

Tu nie ma gra­da­cji, powie­dział Jarek na któ­rejś z pierw­szych grup. Nie ma zna­cze­nia, czy piłeś dena­tu­rat, per­fumy, czy dwu­na­sto­let­niego sin­gle mal­ta. Alko­hol to alko­hol. C2H5OH to C2H5OH.
     Chla­nie to chla­nie.
     Jeste­ście wszy­scy tacy sami.

🖇

Trzeba się cze­goś bać, aby wyzdro­wieć z wódki. Śmierci, straty bli­skich. Wiecz­nego potę­pie­nia, zaprze­pasz­czo­nych szans. Ale Jarek uważa te poję­cia za abs­trak­cyjne kon­cepty, sądzi, że naj­pro­ściej będzie bać się jego.

🖇

     – Ale jak się z tym czu­jesz? – Jarek prze­rywa mu pyta­niem, bo zaraz Kuba zacząłby czy­tać indeksy WIG.

🖇

Coś jesz­cze, ale nie pamię­tam co.
     Ni­gdy nie pamię­tam tego, co mówi.
     Ni­gdy nie rozu­miem, o co jej cho­dzi.
     Cze­pial­stwo, wyzy­wa­nie, uwagi, docinki, ocze­ki­wa­nia. Masz być taki, a nie taki, jaki jesteś.

🖇

Nie byłem u leka­rza. Po co w ogóle zaj­mo­wać się sobą, gdy się nie umie?

🖇

     – A jeśli Piotr się nie znaj­dzie? – pyta Marta. Gdy zadaje to pyta­nie, aż traci rów­no­wagę, takie jest cięż­kie.
     Pierw­sze, co czuję, to wcale nie jest lęk; to zdzi­wie­nie. Po raz pierw­szy powie­działa do mnie coś, co nie jest oskar­że­niem.
     – To nie­moż­liwe – odpo­wia­dam.

🖇

Nie dręcz się two­rami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znu­że­nia i samot­no­ści.
     – Nie mam poję­cia, co robić – wyznaję.

🖇

     – Powiem ci, ile razy obie­cy­wa­łeś i prze­sta­wa­łeś, na tydzień, dwa, na mie­siąc. Dwa­dzie­ścia trzy. Dwa­dzie­ścia trzy razy do momentu, gdy posze­dłeś na odwyk.

🖇

Chcę być dobry, przy­się­gam. Naj­wyż­szy czas. Nie jestem zły. W głębi ducha jestem nor­mal­nym face­tem, porząd­nym, odpo­wie­dzial­nym. […]  tylko picie mi nie służy. Umia­łem pić, ale się oduczy­łem. Zamiast tego chcę się nauczyć być dobrym. Jak na razie nie jestem zły, a to połowa suk­cesu.

🖇

Infor­ma­cje zwrotne to sedno całej tej zabawy. Nauczy­li­śmy się tego na wła­ści­wej tera­pii i robimy to dalej. To coś, przed czym wszy­scy całe życie ucie­ka­li­śmy, coś, czego nas nie nauczono, gdy byli­śmy dziećmi. Swoją drogą, à pro­pos dzieci, wie­cie, jak wycho­wać alko­ho­lika? Naj­le­piej mówić mu, aby sie­dział cicho i się nie wtrą­cał, nie kłó­cił się i nie godził, nie odpy­chał i nie przy­tu­lał; aby trzy­mał karty przy orde­rach, pil­no­wał tego, co mówi, bo ściany mają uszy; nie roz­kle­jał się; nie przej­mo­wał; aby się, kurwa, w koń­cu uspo­koił. Aby zacho­wał neu­tral­ność i był po pro­stu miły i pomocny, i nie ocze­ki­wał niczego w zamian, w zerówce, w pod­sta­wówce, w szkole, w pra­cy, bo tak wypada. Alko­ho­lika można zasa­dzić, wyho­do­wać jak roślinę, tylko w prze­ci­wień­stwie do rośliny pod­leje się sam.

🖇

Na gru­pie tro­chę wycho­dzi się z sie­bie, staje obok, łapie emo­cje jak motyle w siatkę, ogląda pod słońce.

🖇

Uczymy się mówie­nia prawdy dopiero teraz, mozol­nie i w pocie czoła: gdy patrzymy dru­giej oso­bie w oczy i infor­mu­jemy ją, co dokład­nie o niej my­śli­my i jak odbie­ramy to, co powie­działa. Ni­gdy nie będziemy w tym świetni. Możemy być co naj­wy­żej poprawni. W otwar­tym wyra­ża­niu sza­cunku, sym­pa­tii, wspar­cia, miło­ści, zło­ści, poiry­to­wa­nia, tro­ski, zło­ści, bólu, wkur­wie­nia, jesz­cze więk­szego wkur­wie­nia, w końcu wkur­wie­nia najwięk­szego z moż­li­wych. Infor­ma­cja zwrotna rzą­dzi się pew­nymi zasa­dami. Nie można tak po pro­stu kogoś zwy­my­ślać, nie można też dawać rad. Nie można oce­niać. Trzeba mówić o uczu­ciach, które poja­wiły się w nas, gdy słu­cha­li­śmy czy­jejś wypo­wie­dzi. Należy być kon­kret­nym. Przed­sta­wiać fakty, nie przy­pusz­cze­nia, oce­niać czyny, nie ludzi. Nie wyra­żać ocze­ki­wań, ewen­tu­al­nie pod­su­wać roz­wią­za­nia. Osoba, która odbiera infor­ma­cję zwrotną, nie może ci prze­rwać ani nic powie­dzieć. Musi wytrzy­mać, a na końcu podzię­ko­wać – nie­ważne, co usły­szy.

🖇

Pod lękiem, pod paniką, pod ogrom­nym gło­dem, pod potężną chę­cią chla­nia jest świa­do­mość, nagła i ośle­pia­jąco jasna […].

🖇

I to dwa­na­ście kro­ków, durna mor­dęga. Pró­bo­wa­łem je robić parę razy, zawie­sza­łem się zawsze na pią­tym – pierw­szym, w któ­rym nie trzeba cze­goś „uznać”, w coś „uwie­rzyć” czy „pod­jąć decy­zję”, tylko rze­czy­wi­ście coś zro­bić.

🖇

Ile można przy­jąć cudzego bólu? Raczej nie­wiele.
Grzecz­no­ściową łyżeczkę.

🖇

     – Po pierw­sze, tutaj obo­wią­zuje kolej­ność. Bez niej nie ma porządku. Bez porządku nie ma lecze­nia. Mówi­łem wam to tysiące razy i powiem kolejne tysiące. Po dru­gie, odno­simy się do teraź­niej­szo­ści, a nie do tego, co by było gdyby, to nie jest kółko pisa­nia opo­wia­dań.

🖇

Tera­pia nie zabiera do końca chęci picia, ale zabiera jego kom­fort. To jedno z przy­ka­zań, świę­tych praw. Już zawsze ma się wyrzuty sumie­nia.
     Tylko czym są te wyrzuty sumie­nia?
     Kto wymy­ślił słowo „kom­fort”?
     Słowa, skąd one w ogóle się wzięły? Po co to komu?

🖇

Prze­chodź spo­koj­nie przez hałas i pośpiech 
i pamię­taj, jaki spo­kój można zna­leźć w ciszy.

🖇

Byłem całe życie podzie­lony na dwa: pija­nego i ska­co­wa­nego, więc podzie­li­łem się na trzy: pija­nego, ska­co­wa­nego i tego na tera­pii, który uda­wał, że tamci nie ist­nieją. To nie był żaden pro­blem. Mogłem dzie­lić się tak w nie­skoń­czo­ność. Pustka składa się z milio­nów mniej­szych pustek, przy­naj­mniej z pew­nego punktu widze­nia.

🖇

Wspo­mnie­nia skle­iły się ze sobą w lep­szą wer­sję, taką, którą można samemu sobie wyba­czyć.

🖇

Zaczyna nim tele­pać. Żaden likier już mu nie pomoże. Będzie sie­dział na tej kana­pie przez następną godzinę, waląc nogą w pod­łogę, aż w końcu wsta­nie, naj­pierw wyru­szy na nogach, ale po paru­dzie­się­ciu metrach czła­pa­nia ulicą zro­zu­mie, że to nie te lata, nie ten czas i nie ta noc, wróci do miesz­ka­nia, weź­mie klu­czyki i poje­dzie na sta­cję, kom­plet­nie pijany. Robił to nie­raz. Znają go. Sprze­da­dzą mu. Poli­cja w razie czego go puści. Jedyne, co mu gro­zi, to że się zabije.
     […] 
     Zagłada tego domu wyda­rzyła się dawno temu. Nie zauwa­żyli jej, spali, byli pijani, oglą­dali tele­wi­zję, cho­wali się przed sobą nawza­jem. On tutaj, ona w kuchni. Biedni ludzie; ale czy ja mam się choć tro­chę lepiej?

🖇

     – Kania, ty bój się Boga, waria­cie.
     – Boga nie ma – odpo­wia­dam.
     – Jest i cię, kurwa, nie­na­wi­dzi.
     Biorę łyk wody. Zamy­kam oczy. W końcu odpo­wia­dam:
     – Tak się nie da żyć.

🖇

Ból na chwilę znika. W jego miej­sce poja­wia się coś innego, w samym dole żołądka. Coś palą­cego. Wście­kłość? Poczu­cie nie­spra­wie­dli­wo­ści? Trudno powie­dzieć. Ni­gdy nie nauczy­łem się tego, co oni wszy­scy umieją: roz­po­zna­wać te zasrane emo­cje.

🖇

Zawsze uwa­ża­łem, że beche­ro­vka to nie alko­hol, tylko lekar­stwo na grypę, poza tym beche­ro­vkę pił Pilch, a ni­gdy nie mogłem czy­tać tego pier­do­le­nia. Pisze i pisze o tych kobie­tach, a one wszyst­kie były jaki­miś bied­nymi polo­nist­kami z ner­wicą i wło­sami na nogach, które dały mu się zba­je­ro­wać na wiel­kiego pana pisa­rza. Pije i pije tę wódkę, pier­doli coś o Bogu, potem widzi jakieś bzdury, jakieś sklepy cyna­mo­nowe, przy­cho­dzi ktoś do niego, jakieś postaci z innych ksią­żek, on wybiega z miesz­ka­nia, kogoś goni, nic z tego nie wynika. Pisze o jakichś zacza­ro­wa­niach, meta­fi­zy­kach. Może to czło­wie­kowi obrzy­dzić picie.

🖇

W środku inne uczu­cie, zły gniew, sam jego zaro­dek, ale już go nie ode­gnam; wóda by go roz­pu­ściła, a trzeź­wość go tylko utwar­dza, wyostrza.

🖇

Zdaję sobie sprawę, że nic mi nie powie. Gdyby coś wie­dział, zadzwo­niłby do mnie sam. To porządny chło­pak. Oni wszy­scy są w porządku, stali się tacy, aby nie zapić, aby trzy­mać się pro­sto.

🖇

     – On chciał dobrze.
     – Pew­nie tak, ale to są moje uczu­cia, co nie? Nie uczyli cię tego na tych wszyst­kich tera­piach?
     Uczyli, to prawda. Byłem uczniem naj­gor­szym z moż­li­wych.
     – Ja naprawdę nie oskar­żam cię o to, co się stało. To jest wła­śnie to, co teraz pró­buję zro­bić. Nie oskar­żać nikogo oprócz sie­bie – tłu­ma­czę jej.
     – Wiesz, to rów­nież nie twoja wina – odpo­wiada.
     Patrzę na nią pyta­jąco.

🖇

Ty czy­tasz w ogóle książki? Cie­kawe. Nie twier­dzę, że nie czy­tasz, po pro­stu nie wiem.

🖇

Trudno to wytłu­ma­czyć, prawda? To tajem­nica, spora. Z czło­wieka coś zostaje, gdy zabrać mu prze­szłość i treść.

🖇

Dobrze ich widzieć. Zawsze będzie jakieś jutro, naj­wy­żej nie wszy­scy bę­dzie­my jego czę­ścią – myślę, patrząc, to mogłoby być nie­for­malne motto tej grupy.

🖇

Nie widzę, kto pod­niósł rękę; tak jak obie­ca­łem, mam zamknięte oczy.
     Śmiesz­nie jest dotrzy­my­wać słowa.

🖇

To trwa dobrą chwilę, zanim przyjmę do wia­do­mo­ści, o co cho­dzi, na co wła­ści­wie patrzę.

🖇

     – To wszystko? – pyta Jarek.
     – Nie, nie. To nie wszystko. Zna­łem kie­dyś czło­wieka. Znam nie­wiele osób, bo znać kogoś to poważna sprawa. Nie wiem, czy w ogóle można kogoś znać. Ale przyj­mijmy, że zna­łem czło­wieka.

🖇

     – Co to wła­ści­wie zna­czy: ura­to­wać kogoś? – pyta.
     Kiwam głową, bo to dobre pyta­nie.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

[…]  mój ból nie jest więk­szy niż jaki­kol­wiek inny ból. Fakt, dla mnie jest jeden jedyny i obez­wład­nia­jący […]. Zaleta tego bólu, który noszę w sobie, jest jedna: teraz rozu­miem już wszystko.

🖇

Kiwam głową. Bar­dzo ciężko tu stać, ale jesz­cze cię­żej stąd wyjść.

🖇

[…]  nie powstrzy­masz nikogo
przed mar­no­wa­niem szans.

🖇

     – Jaka jest lek­cja z tego wszyst­kiego? – pytam.
     – Że ludzie zni­kają? – odpo­wiada. – Że robią to cały czas? Że wy­star­czy odwró­cić się na chwilę, sku­pić się na czymś innym, i już ich nie ma?
     Kiwam głową. Pew­nie tak jest. Czas iść.
     – A czy w ogóle musi być jakaś lek­cja? – pyta i wkła­da do ust ostat­ni kawa­łek ser­nika.

🖇

Obok zdro­wej dys­cy­pliny bądź dla sie­bie łagodny.

(tamże)

niedziela, grudnia 10, 2023

5280. 344/365

dziś jest pierwszy z siedmiu ostatnich dni. wypełnię je muzyką wyjętą z literek — po­sta­nowiłam — bo w moim życiu jesteś darem, Biały Kruku. niech rozbrzmiewa piękno, nim domknie się pierw­szy rok, którego nie sposób pojąć.

344/365


Autor(ka) nie do ustalenia.

Jasne, mocne brzmienia wprawiały świat w drżenie. Niczym fale lub wibracje rozchodziły się w każdą stronę. Zasłuchany w te drżenia miał wrażenie, że otulają go całego. Czuł, jak je­go serce ogarnia spokój.
     Gdyby mógł raz jeszcze zobaczyć tę scenę, powiedziałby pew­nie tak: to niezliczone roje pszczół błogosławią świat swo­i­mi brzmieniami. I jeszcze powiedziałby: świat od zawsze przepełnia nieograniczona muzyka.

🪶

Świat jest wypełniony muzyką po brzegi.

🪶

     – To naprawdę inny świat… – Simon uśmiechnął się gorzko.
     „To od Państwa, od nas wszystkich zależy, czy uznamy go za dar czy za nieszczęście”.

Riku Onda, Pszczoły i grom w oddali,
przeł. Katarzyna Sonnenberg-Musiał,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶 🪶

W. A. Mozart, Sonata fortepianowa nr 12, F-dur,
Grigory Sokolov (fortepian).

piątek, grudnia 08, 2023

5279. 342/365

     — bóg to wszystko to, co przecina twoje ścieżki — powiedział wczoraj.

i pięknie, i w punkt powiedział. poluzowały się wnyki.

342/365

     – Są rze­czy, któ­rych ni­gdy sobie nie wy­tłu­ma­czymy – za­czy­na. – Jeste­śmy mniej­si od wszyst­kich tajem­nic, które są dookoła.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

*

__________
[John Freeman w 1959]
     Czy wierzy Pan w Boga?
[Carl Gustav Jung]
     Ja nie wierzę, ja wiem.

wtorek, grudnia 05, 2023

5278. 339/365

teraz dotykam życia przez ból. uogólnioną niemoc. i nie­skoń­czo­ną wiarę w to, że brak nadziei w tej sytuacji może mieć sens, bym mo­gła ruszyć dalej.

329/365

Ta nadzieja, potworna nadzieja, ja cały czas mia­łem ją w so­bie. Mia­łem, ale nie umia­łem jej nazwać. Była we mnie, oczy­wi­sta jak świa­tło. Teraz już jej nie ma i nic nie widzę.

🥃

     — […]  Są takie histo­rie. To się dzieje. Warto sobie to po­wie­dzieć na głos, to zawsze pomaga: przy­zna­nie, że naj­gor­sza wer­sja wyda­rzeń jest moż­liwa. Wtedy można zro­bić miej­sce dla nadziei, pozwo­lić sobie na siłę, taką, która nie będzie tylko trwa­niem. Nie­śmiało i z wielką pokorą cię do tego za­chęcam.
     […] 
     — …cza­sami naj­trud­niej jest po pro­stu przy­po­mnieć sobie, po co się jesz­cze żyje. Ale my tutaj nie jeste­śmy fanami ła­twe­go — koń­czy Jarek.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.

niedziela, grudnia 03, 2023

5277. Klubik „Świnka” (II)

Niebywale karkołomnym zadaniem jest znalezienie jednego wolnego popołudnia w miesiącu w stu­denckich, czterech różnych, kalendarzach czterech bardzo do­ro­słych osób. W li­sto­pa­dzie nam się nie udało. Dziś był jedyny grudniowy termin, gdy jesteśmy wszyscy na miejscu. Grze­chem byłoby nie skorzystać z tej okazji.

Mniej karkołomnym, ale bardziej czasochłonnym wyzwaniem jest dokonanie wy­bo­ru filmu. Wymagana jest aklamacja. Wygrały pszczoły. Trzy sceny w tym filmie są naprawdę war­te obejrzenia, wewnętrznego zatrzymania się i wchłonięcia. Są trzy wy­ra­ziste, wspaniałe role. W bo­nu­sie dłużyzna, wynikająca z jednego wą­tku, za­czę­tego, porzuconego i nijak nie­opo­wie­dzianego.

Wzięłam na klatę odpowiedzialność za zaproponowanie tego filmu. W związku z tym w przyszłym miesiącu pójdę bez kręcenia nosem na to, co wybiorą wszystkie, poza mną, osoby członkowskie. Obiecałam.

🐷

Dlaczego ty wiesz, kim jesteś, a ja nie?

*

Wymyśl dla siebie imię.

20 000 gatunków pszczół, 2023,
reż. Estibaliz Urresola Solaguren.

*

[suplement 5.12.2023]
[film] uczy, jak żądać dla siebie całego życia.
 //  słowa zasłyszane z radiowej reklamy filmu.

*

Lourdes Iriondo, Gaua.

5276. Zamieniając ziarnka piasku w perły (III)

co jest problemem?
KD • Teachers
dlaczego to jest problem?

poniedziałek, listopada 27, 2023

5275. W warzywniaku

Wczoraj przypomniałam sobie, dlaczego nie lubię pisania Żulczyka — mało jarskie, zbyt dużo mięsa. Po trzech nieudanych próbach, by nadarzyła się chwila, gdy Sadow­nik, ja i wciśnięty przycisk play, postanowiłam przeczytać powieść, nim ruszymy serial.

*

Jabłoń:
(dziś, zaskoczona tym, że dała radę zrobić całkiem sama
trzy powtórzenia tego, co było niemożliwe,
w zadziwieniu, zachwycie, niemiłosiernym bólu mięśni i na literackim kacu
po spożyciu dwóch rozdziałów, precyzyjnie pojechała Żulczykiem
)
O, kurwa!

Pati:
(upewniła się, czy Drzewko
odnotowało sukces
)
Widziałaś TO?

🍆

[…]  tego prze­kleń­stwa, to prze­pra­szam, ale uży­wam go, jak to się mówi, na pra­wie cytatu.

🥃

Mówi się, że przez alko­hol traci się kon­trolę – ale ja jej ni­gdy nie mia­łem. Przez wstyd, przez złość, przez nie­chęć. Przez uczu­cia.
     Mam pięć­dzie­siąt lat, ale pamię­tam z tego mniej niż połowę.

🥃

Obok zdro­wej dys­cy­pliny bądź dla sie­bie łagodny.

🥃

Zawsze będziesz alko­ho­li­kiem, mówią. Zawsze będę alko­ho­li­kiem, powta­rzasz po nich. Ale tak naprawdę to oby nie. Obym był nim tylko do śmierci.

🥃

     – O kurwa, no to pięk­nie – komen­tuje.
     – Język – powta­rza Jarek.

🥃

Pod­czas rundki nie można nikogo oce­niać sło­wami, mówić, że zro­bił źle, dobrze, głu­pio, mądrze, więc wszy­scy nad­ra­biają wzro­kiem.

🥃

     – Nie płacz. – Kurwa, i jesz­cze zaczą­łem pła­kać, no już trudno być gor­szym, niż jestem teraz. Mniej niż zero. Na tytuł zera trzeba sobie zapra­co­wać, jak Zio­bro.

Jakub Żulczyk, Informacja zwrotna,
Świat Książki, Warszawa 2021.