Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
(w Międzynarodowym Dniu Dziecka) Jabłoń: (z nieukrywaną lekką złośliwością, bo nie znosi regresowania dorosłych ludzi) Mamusia dzwoniła?
Sadownik: (z nieukrywaną radością) Dzwoniła.
***
Jabłoń: (kilka godzin później odkryła esemes i prezent; donosi o tym Sadownikowi)
Sadownik: Z ciebie większy dzieciuch, ja prezentu nie dostałem.
***
(dziś) Jabłoń: (wie, co kryje się pod literką ‘F’ w ICD-10, doczekała właściwego fragmentu książki i przy porannej kawie konsumuje prezent i cytuje na głos Sadownikowi)
Podobno WHO, czyli Światowa Organizacja zdrowia, zakwalifikowała miłość jako jednostkę chorobową i nadała jej numer F63.9. Zaczyna się niewinnie: bodźce na przykład z narządu słuchu docierają do mózgu i w hipokampie zaczyna się wydzielać […], a potem kolejne hormony, których koktajl powoduje, że zaczynamy się zachowywać irracjonalnie: jesteśmy bezkrytyczni wobec osób, które sobie upatrzyliśmy, i chcemy być z nimi nieustannie, a nawet zmieniamy swoje nawyki i upodobania.
Michał Rusinek, Pypcie na języku, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017.
Sadownik: To ja już jestem przewlekle chory. Mogę iść na rentę!
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Broszurka. Chyba w pewnym sensie pochwała introwertyzmu. Eklektyczna w swych źródłach. Bogata w życie.
Dwa cytaty — pięknie opisujące znane mi doświadczenia, o których zdarza mi się w trudnych momentach zapominać. Jeden obraz, który mnie bardzo porusza. Chcę to szczególne dobro mieć pod ręką w drodze na Everest.
To, co ważne, wyjątkowe, masz już w sobie. Trzeba tylko spełnić następujący warunek: człowiek musi „się wycofać w ten spokój, który w sobie ma”.
*
Mała wiedza, ta o której pisze poeta Olav H. Hauge, to coś, co zawsze było w twoim sercu: Kiedy przychodzi co do czego, tak mało trzeba, a o tym małym twoje serce wiedziało zawsze.
Erling Kagge, Cisza. Opowieść o tym, dlaczego straciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać, przeł. Iwona Zimnicka, Muza, Warszawa 2017. (wyróżnienie własne)
*
„Cisza jest bardzo precyzyjna”, powiedział Rothko, kiedy odmówił objaśniania obrazów słowami. (tamże) Marco Rothko (1903–1970)
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Wczoraj wieczorem po pracy, po rehabce, przed kąpielą i snem, w drodze do domu odczytałam esemesa od Białego Kruka i Orzeszka, że książeczka z okazji Dnia Dziecka leży na wspólnym dysku. Ale zanim Ona, po Domosławskim, w chyłkowej przerwie, sięgnęłam po wcześniej otrzymaną od Białego Kruka książkę.
Szkoda byłoby ją przegapić. Bardzo szkoda. Gdybym obie książki miała w papierze, ta książka stałaby obok tej od Białego Kruka, którą skończyłam, która tu.
Istnieje miłość, której nikt nie pamięta.
*
Im było ciszej, tym więcej słyszałem. […] Zostałem sam ze swoimi wyobrażeniami i z myślami. Przyszłość nie odgrywała już żadnej roli, przeszłość mnie nie obchodziła, nagle byłem obecny we własnym życiu. Filozof Martin Heidegger twierdził, ze świat znika, kiedy w niego wchodzisz. Właśnie to się stało.
*
Tajemnica […] polega na stawianiu jednej nogi przed drugą dostateczną liczbę razy. Pod względem technicznym jest to proste. Nawet mysz może przecież zjeść słonia, jeśli tylko będzie odgryzała odpowiednio małe kawałeczki. Wyzwanie polega na tym, żeby tego chcieć.
*
Cisza jest raczej ideą. Odczuciem. Wyobrażeniem. Otaczająca cię cisza może mnóstwo w sobie zawierać, lecz mnie najbardziej interesuje ta cisza, która jest we mnie. […] Ta cisza, której poszukuje, jest przeżyciem osobistym.
*
Poruszając ciało, poruszasz umysł. Lubię, kiedy zadowolenie płynie z ciała do głowy, a nie odwrotnie.
*
W odcinaniu się od świata nie chodzi o odwracanie się do otoczenia plecami, przeciwnie: o zobaczenie świata wyraźniej, utrzymanie obranego kierunku i próbę pokochania życia.
*
Cisza sama w sobie wzbogaca. To rzecz wysokiej jakości, ekskluzywna i luksusowa. Klucz, który może otworzyć nowe sposoby myślenia. Cisza […] to prosta sztuczka na bogatsze życie.
*
Cisza to […] przenikanie do środka tego, czym się zajmujesz.
*
Czasu mamy dość, życie okaże się długie, jeśli tylko częściej będziemy słuchać siebie i podniesiemy wzrok.
*
Cisza wiąże się z powtórnym odkrywaniem przyjemności, jaką sprawia zrobienie sobie przerwy.
*
Żeglujesz przez morze, a to, czego szukałeś, odkrywasz po powrocie w samym sobie.
*
Podoba mi się idea przeżywania ciszy jako celu samego w sobie. Ma ona własną wartość i w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy nie należy jej ważyć ani mierzyć.
*
Jeśli ukochana osoba nie rozumie cię, kiedy milczysz, to może jeszcze trudniej jest jej cię pojąć, kiedy mówisz?
*
[…] cisza, którą przeżywasz, różni się trochę od ciszy, której doświadczają inni. Każdy ma własną ciszę.
*
Cisza bezdźwięczna, którą masz w sobie, pozostanie tajemnicą. Sądzę, że nie powinieneś oczekiwać niczego innego.
Erling Kagge, Cisza. Opowieść o tym, dlaczego straciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać, przeł. Iwona Zimnicka, Muza, Warszawa 2017. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Koncerny, konsorcja, korporacje — piarowa papka, wielkie pieniądze i kompletny brak wyobraźni. Skrajny wdupiemanizm — żadne inne określenie nie przychodzi mi do głowy.
To książka, która powala. Że niby daleko? I tak, i nie, bo przecież mamy naszą małą Amazonię (Puszczę Białowieską) i przedostatnie miejsce w Europie pod względem zasobów wody.
Co możesz zrobić Ty? Co mogę zrobić ja? Z czym zostałam po tej książce? Myślę sobie, że możemy przynajmniej jedno: sprawdzić, jak to jest, gdy pomyślisz teraz i poczujesz, że:
tyle, ile masz, to dość
człowieku z bogatego europejskiego kraju; z Polski, żebyś nie miał złudzeń. Ja już nie mam.
***
— Gdy ścina się drzewo takie jak to, czy nie kojarzy ci się to z przelewaniem krwi? — Mój przyjacielu, ono, gdy się je ścina, wydziela zapach, który możesz poczuć. Gdy ma się zwalić, słyszysz jego jęk; skrzypienie pnia. I możesz zobaczyć opadające liście niczym gest pożegnania… — I czujesz, jak gdyby ktoś umierał? — Czuję, jak gdyby kogoś zabijano. Ono jest żywą istotą…
*
Coś, co natura tworzyła przez długie lata, ludzie myślący tylko o zysku są w stanie zniszczyć w niespełna godzinę.
*
Mimo kryzysu światowego popyt na większość towarów utrzymuje się, zbyt duże pieniądze są do stracenia, by przejmować się przyrodą.
*
Trzeba silnej wiary w ideał życia zgodnego z otaczającą naturą, żeby oprzeć się pokusie. Splunąć na forsę — największy heroizm naszego czasu.
*
[…] nowoczesne społeczeństwo wytwarza u jednostek moralną ślepotę na masową skalę.
*
Ktoś niesie transparent z napisem: „Dopiero kiedy człowiek zatruje ostatnią rzekę, zetnie ostatnie drzewo, zabije ostatnią rybę, uświadomi sobie, że nie da się zjeść pieniędzy”.
*
Wielki biznes nadal osusza Ziemię z pitnej wody, wycina płuca planety — puszczę amazońską i inne lasy — a gdy na swojej drodze spotyka protestujących, zastrasza ich, sprawia, że „znikają”, zabija. My zaś — choć nasza odpowiedzialność jest niełatwa do uchwycenia i nazwania — wciąż bierzemy udział w podziale łupów.
*
Jeśli do obelg „zacofani”, „przeciwni rozwojowi” dodać „skrajnie lewicowi”, a tak robi propaganda koncernu, zblatowanych mediów i rządu, to portret wroga gotowy, Wtedy za milczącym przyzwoleniem klas opiniotwórczych wolno bić, torturować, strzelać.
*
Koncern to wirtualne, choć realne pieniądze, gąszcz przepisów i regulacji, zakulisowe naciski, maszyneria wydobywcza, substancje chemiczne… A także wyciekła rtęć, kwaśna woda lub jej brak, zdechłe ryby.
*
Wykręty to niekiedy przydatne lustro w odkrywaniu prawdy.
*
Bajeczne pieniądze koncernów, mówi Edmundo, ożenione z umiejętnościami byłych oficerów wojska i wywiadu to ogromne niebezpieczeństwo dla demokracji. […] Mają lepszy sprzęt niż państwo i są poza kontrolą. Mogą zniszczyć każdego.
Artur Domosławski, Śmierć w Amazonii. Nowe Eldorado i jego ofiary, Wielka Litera, Warszawa 2017. (wyróżnienie własne)
*
[…] zbrodnia może unicestwić jedno życie, ale nie zniszczy idei. […] Jamais a nossa voz vai calar… (tamże)
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Jabłoń: (w przysłanym przez Sadownika linku czyta o sobie i płacze ze śmiechu)
Niby jest twoją żoną, ale w tym samym czasie nie jest… Oczywiście nie ma jej, kiedy jest bardzo potrzebna, na przykład, żeby zrobić kolację, a kiedy już sobie radzisz – „jestem cała twoja, kochanie”. […] Ogólnie możesz znieść ten koszmar, ze względu na trzy powody: 1. ona jest boginią seksu; 2. ona jest niezwykle inteligentna i dowcipna; 3. ona jest boginią seksu. Tak, tak, podwójną!
(a potem dzwoni do Męża, bo umiera z ciekawości, czy Sadownik daje radę z 1., 2. czy 3. powodu)
Sadownik: (ryczy ze śmiechu i poleca ostatnie zdanie z męskiej wersji) I nawet jeśli zechcesz się go pozbyć, to ci się nie uda.
Sadownik: (doniósł, że czytał i już wie, że astrologicznie jako duet są maksymalnie nie do pary)
Jabłoń: Jak dobrze, że dziewiętnaście lat temu nikt nam o tym nie powiedział.
*
Jabłoń: (autoryzuje powyższe)
Sadownik: A może wiedziałem, tylko powiedziałem sobie: Co? Ja nie dam rady?
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
na rehabce. pacjentka na stacjonarnym rowerku zmieniła sobie wysokość siodełka na trudniejszą, z punktu widzenia jej kontuzji. po czym entuzjastycznie krzyknęła:
podoba mi się!
jej entuzjazm. olśniło mnie. tego potrzebuję. nie męki, trudności we wracaniu do siebie. do wszystkich ćwiczeń i aktywności dorzuciłam polecenie: co w tym ci się podoba?
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Jak dobrze, że na następną książkę tej autorki będzie trzeba poczekać. Ona nie konstruuje powieści, ona ją wyrzyna na żywym organizmie rodziny. Pozbawia złudzeń, choć pozostawia nadzieję.
Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie doświadczył choć przez chwilę rodzinnej szajby, który tą szajbą nie został porażony choć raz. Na razie mam serdecznie dość dynamiki miłości rodzinnej, gdzie bywa, że kochasz, ale jednocześnie nie lubisz.
E tam… wiesz, jaki jest dziadek. Typowy inżynier. Jak to typowy inżynier? Znaczy się wiem, co to znaczy inżynier, ale nie wiem, o co ci teraz chodzi. No wiesz… że jest przyziemny i nie za bardzo rozumie wymyślone rzeczy.
*
[…] kiedy tylko na horyzoncie pojawiają się jakiekolwiek kłopoty, wystarczy wypowiedzieć zaklęcie „to ty jesteś najstarsza” i już.
*
Naprawdę nie wiesz, o czym mówię, czy tylko udajesz?
*
Ja tez jestem głodna, ale jeśli zupa jest na mięsie, to dziękuję. No… rosołek na mięsie, ale z kury od naszej pani Horáčkovej, broni się mama. Nie, to ja dziękuję.
*
[…] nie pytaj, jeśli odpowiedzi nie chcesz znać […]
*
Co chcesz powiedzieć? Że jest źle wychowany? Co ty możesz o tym wiedzieć?
Mogę wiedzieć tylko tyle, ile sama widzę.
*
[…] mama nie lubi, kiedy jada w gości, a ona woli gdzieś się zaszyć i czytać, jutro możesz poczytać, mówi wtedy mama, i ma racje, pewnie, że może, ale książki są czasami po prostu o wiele ciekawsze od wszystkich ludzi, którzy akurat tam siedzą.
*
Dobrze nie było, ale i strasznie nie było, zresztą nawet nie było źle.
*
[…] to właśnie szczęśliwych ludzi najczęściej można przyłapać na prostych, niewymuszonych chwilach radości […]
*
Chyba nie czeka mnie już w życiu zbyt wiele dotyku i ciepła innych ludzi, nagle czuję żal, szkoda, że to wszystko tak się skończyło, nie, nie żałuje rozstania, nie żywię do niego aż tylu pozytywnych uczuć, po prostu szkoda, że nigdy nie siądziemy sobie na ławce przed domem, by powygrzewać się w promieniach słońca, możemy posiedzieć, ale już nie razem.
Petra Soukupová, Pod śniegiem, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2016. (wyróżnienie własne)
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Wigilia — niełatwy czas, to wiem. W piątek pod wpływem pewnej audycji dotarło do mnie, że są ludzie dla których Dzień Matki, Dzień Dziecka może być piekielnie trudnym dniem.
Czy to książka, którą chciałabyś dostać od swojej Mamy? Czy to książka, którą chciałabyś podarować swojej córeczce? Nie wiem. Wiem, że łezkę uroniłam.
Do dzisiaj moje serce pękło tysiąc razy, to nic, tak to w życiu jest. Ale raz moje serce zostało złamane, jak to mówią lekarze z przemieszczeniem. Gdy urodziłam ciebie, wzięłaś sobie kawałek mojego serca i teraz z nim łazisz, nawet nie wiem gdzie.
Justyna Bargielska, Iwona Chmielewska, Obie, Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2016.
wpis przeniesiony 31.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Sadownik: (wczoraj wieczorem odebrał żonkę z pracy) Co robimy?
Jabłoń: Jesteś głodny?
Sadownik: (był głodny)
***
Dokładnie od dwóch tygodni trzymają mnie dwie historie. I zdaje się, że nie puszczą. Będą robić mi dziurę w brzuchu, dopóki ich nie zapamiętam tu. Niech idą już w świat.
*
Pierwsza. Czekaliśmy w słonku na nasze pizze. Pani Preteksta przyniosła nam dwie kanapeczki. Grzanka z chlebka z kminkiem, plaster — jak się później okazało — chorizzo, plasterek pomidora i trójkącik sera taleggio. Mukaliśmy bardzo, ale moją uwagę przykuła spinająca całość wykałaczka. Zamyśliła mnie, poruszyła i rozczuliła.
Kawałek drewienka umiejętnie wbity w piramidkę cudownie dobranych klocuszków. Wbity fachowo, bez zastanowienia, bo to pewnie miliard trzysta dwudziesta piąta wykałaczka umieszczona w najwłaściwszym miejscu przez Pana Pióra. Patrzyłam, urzeczona. Ot, drobiazg, który porządkuje, zmienia rzeczywistość. Przemienił mnie. Poczułam wdzięczność.
Czy doceniam drobiazgi? Kiedy jestem na nie uważna? Czy daję sobie prawo do uznania pewnych drobiazgów za ważne dla mnie? Czy umiem obdarowywać drobiazgami bliskich mi ludzi? Czy umiem wyrazić wdzięczność, za drobiazgi, którymi obdarowują mnie inni ludzie?
Druga. W tym samym czasie dopadła mnie fascynacja negatywnymi opiniami. Dzięki jednej z nich poznałam „brązową breję” i zakochałam się w niej. Dowiedziałam się też, że niektórym przeszkadza w pretekście brak formalnej karty podawanej do stolika. Komuś uwłaczają katalogi rowerów rozłożone pod oknami i brak modnego dizajnu. Dla kogoś nie do pojęcia było, że kelner(ka) nie jest katarynką lecz człowiekiem, który uczciwie przyznaje, że nie pamięta ceny jednego z dostępnych piw. Czytałam te uwagi urzeczona ludzką pomysłowością.
Ciut przewrotnie, zmieniłam optykę, perspektywę i… zobaczyłam pretekst jako pełnowymiarową ludzką postać — tak, uwielbia swoje galotki w zielone kropeczki, nie ma w szafie ani jednego garnituru; wolno biega; nie lubi liczb; za nic ma modę, trendy i gonitwę za ułudą. Pretekst to postać bajkowa, która mówi: taki jestem, karmię z serca i z sercem. Pretekst ma odwagę być, jaki jest. Nie będzie się zmieniał z okazji twojej pewności, że ma być tak i tak. Nie zaprzyjaźni się z każdym. Ale każdemu mruczy do uszka: miej odwagę dowiedzieć się, co dla ciebie jest w życiu najważniejsze; bądź, jaki chcesz; daj innym, co masz najlepszego; nie ustawaj. Lubię go słuchać. Lubię świat, który zbudował.
nie ma wpisu. nie byłaś w pretekście??? nie byłam.
czwartki, jeszcze przez jakiś czas, są dniami hotelowymi. wychodzę z domu o dziewiątej rano, wracam do ula o dwudziestej — po pracy, po rehabce, przed kąpielą i snem.
słoneczny czas z Kaan wiadomo gdzie. ●mukałyśmy przy gazpacho, chłodniku ze szparagami i jajkiem bardzo. ● przy ziemniaczanych plackach z grillowanym serem halloumi i lodach też bardzo. ● apetyt na przyszłość mamy ogromny bardzo.
wpis przeniesiony 30.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Oczywiście, że wszystko przez Pana Szczygła! Apetyt na czeskich autorów zaistniał. Konsumuję, delektuję się, szczęce pozwalam opadać z wdziękiem i bez wdzięku. Bo to książka, która bez przepraszam przygląda się rodzinnym tabu przez pryzmat perspektyw ludzkiego doświadczenia życia w rodzinie. Niech pierwszy rzuci kamieniem… — myślę.
Osobistą historię mam, jak każdy. Osobiste przemyślenia i mieszane uczucia też. Ale mam również dystans do rodzicielskiego niezmiennego „przesadzasz”. Po prostu jestem z innego świata. Należę do innego porządku. Tylko tyle.
Nie przypominam sobie ani sekundy tego, co nazywają więzią między rodzeństwem, jakiejś świadomości, że to, co łączy mnie z nim, nie będzie łączyć mnie z nikim innym na świecie. Nas raczej w ogóle nic nie łączy.
*
Nie mogę w to uwierzyć. Gdybym był mniejszy, tobym to sobie wypłakał. Teraz mogę się najwyżej wkurwić.
*
[…] przychodzi codziennie, ale tylko na chwilę. Próbuje, jakby pewnie sam to określił, dodać mi odwagi. Przynudza, jak to muszę przezwyciężyć samego siebie. Jak teraz wszystko zależy ode mnie. Jak mam się trzymać. Jaki ze mnie prawdziwy facet, a prawdziwi faceci walczą.
*
[…] kręcą mnie pusta kartka i pierwsza kreska, jaką na niej postawię.
*
[…] bywają ułamki sekund, […] kiedy rozumiemy się bez słów i przez sekundę jesteśmy razem.
*
— Już ty się nie martw. — Żebyś potem nie mówiła, że cię nie ostrzegałam. — Nie będę mówiła.
*
— Ja pierdolę — nie wytrzymuje matka — czego ty ode mnie chcesz, mamo?
*
Cisza. Nie da się cofnąć czasu. I tak cię nie lubię, mają ochotę powiedzieć obie.
Petra Soukupová, Zniknąć, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2012. (wyróżnienie własne)
Jabłoń: (z myślą o trzech godzinach wolnego w ciągu dnia, przy porannej kawie czyta i lobbuje lanczykowo) Kocie, figa z mascarpone, piękna pogoda w zapowiedzi, zjemy na powietrzu w słońcu, co Ty na to?
Sadownik: A ty?
Jabłoń: Ja? Lemoniada, szparagi na pierwsze i na drugie!
wpis przeniesiony 30.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Ten sam tytuł wpisu, ale zestaw osobowy chyłkujących inny. Sadownik skończył już piąty tom i czeka aż napisze się następny. Chyłkuję teraz z Georginią.
Zmienił mi się w związku z tym styl czytania — czytam synchronicznie trzy książki. Jedną, by rozumieć. Drugą, by czuć. A Chyłkę wieczorem, wyłącznie dla czystej przyjemności. Drugi tom skończony.
[…] wyglądało na to, że Joanna ma jakąś koncepcję. A może po prostu inaczej znosili bezsilność. Od podupadał na duchu, ona brała los w swoje ręce.
*
Po chwili zamówił torcik. — Jesteś gorszy niż baba — oceniła Joanna. — A ty gorsza niż chłop na roli, więc jakoś się uzupełniamy. — Uzupełniamy? Ledwo jestem w stanie zdzierżyć te twoje odchyły. — Uwielbiasz je. — Bynajmniej — zaoponowała, nakładając sobie kawałek deseru.
*
— Jeśli chcesz sensacji, idziesz do dziennikarzy — dodała Joanna. — Chcesz skazania, idziesz do prokuratury. Chcesz obrony, idziesz do mnie. — A do kogo ma się zgłosić po prawdę? — Nie wiem.
*
— I co z tego twojego myślenia wynika? — Absolutnie nic. — Czyli wszystko po staremu.
wpis przeniesiony 30.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
sponiewierana. z życiem koloru ciut bez sensu. czy? nie wiem. kiedy? nie wiem, czy w ogóle dam kiedykolwiek radę. jak? nie mam zielonego pojęcia. od czego zaczęłaś? od załamanych rąk, spuszczonego wzroku i zastygnięcia w pozycji embrionalnej o czwartej nad ranem.
krytyk wewnętrzny przepytuje, komentuje, najlepiej wszystko wie. nic w życiu nie zrobił, ale „miszczu”. bo kiedyś to, bo gdybyś tamto, w każdym pokoleniu jest taka sierota jak ja. nigdy. przenigdy i już. już prawie nie oddycham o czwartej nad ranem.
i nagle przychodzą słowa, które wracają kolor, sens, ruch i nadzieję:
nie jest ważne, co przychodzi; ważne jest, co z tym robisz.
wpis przeniesiony 30.03.2019. (oryginał z zawieszkami)
Smutna. A może po prostu o rzeczach trudnych. Muszę porozmawiać o tej książce ze Szpagacikiem.
Napatoczyłam się na tę książkę, szukając zupełnie innej. Przyciągnęła mnie grafika z okładki. Przyciągnęła, obiecała więcej i nie dotrzymała obietnicy, bo jest to jedyna taka ilustracja w całej książce; pozostałe rozczarowują na całej linii.
— Nic mi nie jest — wymamrotał Emil. — Ale czy nigdy nie boli pana tutaj? — Ptak położył skrzydło na sercu. — Czy nigdy się panu nie wydaje, że jest tam coś w rodzaju haczyka, za który ciągnie pana do miejsca, z którego pan przybył.
*
— A jeśli to niemożliwe? — Wówczas trzeba się nauczyć żyć jako pacjent w stanie przewlekłym. „Ale on używa trudnych wyrazów” — zdziwiła się Emil. Gdzie też zdążył się ich nauczyć? […] — Kto to jest pacjent w stanie przewlekłym? — To cierpliwy nosiciel nieuleczalnej choroby.
*
Bo może się zdarzyć i tak, że kiedy się otrzyma z powrotem to, czego się pragnęło, nie jest to wcale tym, czego się chciało. — Ma pan na myśli, że to nie będzie już dom? — To, za czym się tak tęskniło, bywa czasem, a nie miejscem. — Właśnie.
*
Ale Emil właściwie już wiedział, że nawet jeśli tata, Jeppe i Otto się nie zmienili, to on sam jest inny i to wystarczy, by zmieniło się wszystko.
*
Ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł.
*
[…] Emil patrzył na mamę , tak jakby przeszedł kawałek drogi naprzód, a potem się zatrzymał i odwrócił głowę. Zobaczył słabość i kruchość tam, gdzie, jak wierzył, miały swój wieczny dom siła i życie.
Leena Krohn, Pelikan. Opowieść z miasta, przeł. Iwona Kosmowska, ilustr. Manuel Blázquez, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2016. (wyróżnienie własne)
Jabłoń: (ledwo żywa, już po powrocie do domu, na granicy łez) Podaj mi jeden argument „za”, jeśli chodzi o ten spacer, żebym nie wpadła w czarną rozpacz.