poniedziałek, stycznia 11, 2016

1621. Drzewny zachwyt filatelistyką

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy kończyłam pracę, spotkałam w korytarzu Neka, który powiedział mi, że wyjął z poczty coś dla mnie. Uśmiechałam się od ucha do ucha, widząc, Kto adresował kopertę — niespodzianka i całkowita zaskoczka.

Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam znaczki. Uwielbiam Tego Człowieka. Jest dla mnie wzorem wielu cnót dotyczących życia społecznego.

*

Flashback: Meet San Francisco Supervisor Harvey Milk.

niedziela, stycznia 10, 2016

1620. Serce, polityka i rodzina (3 w 1)

Jabłoń & Sadownik:
(przed kinem upolowali osobiście Pana z puszką)

Jabłoń:
(po wyjściu z kina i zapięciu kurtki)
…zgubiłam serduszko…

Sadownik:
Jak to?

Jabłoń:
…normalnie, odkleiło się pewnie…

Sadownik:
Dzień jak co dzień.
Żona bez serca!

1619. Książka o samych hipopotamach

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeśli masz ochotę potknąć się, wewnętrznie przewrócić lub runąć, ta książka pomoże ci bardzo skutecznie to zrobić. Podkusiło mnie, by przeczytać ją, nim wezmę się za najnowszą tej Autorki. Skończyłam dwa dni temu. Zaniemówiłam, a dziś przyszedł czas, by wyrzucić ją z siebie, bo żyć się chce.

Jedyna decyzja aktualnie nam panujących, którą po tej książce uważam za majstersztyk, to zmiana nazwy pewnego ministerstwa na Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To fantastyczny synonim dla Ministerstwa Patologii i Spraw Beznadziejnych, którym w rzeczywistości ten twór jest, poza tym, że pełni rolę skansenu myśli dziewiętnastowiecznej.

Myśleliśmy o sobie dużo, ale nie mówiliśmy. Brakowało słów. Rozmawiali o tym, że obiad o tej i o tej, że to smaczne, a co dzisiaj robiłeś, a ile potrzebujesz pieniędzy, poproszę o sól, koniecznie chodź po górach.

*

     — Jest taka teoria, że to my sami wybieramy swoich rodziców. Żeby się czegoś nauczyć.
     — Czego się uczysz?
     — Walczyć o niezależność.

*

Opowiadam więc o sobie, ale i o tobie. Mnóstwo ludzi ma przecież za sobą jakieś nieodbyte śluby, niespełnione marzenia, nieudane przyjęcia, związki, wyjazdy małżeństwa…
     Są rzeczy w rodzinach dużo gorsze niż to, że ktoś nie wyszedł za mąż. Hipopotamy na środku salonu, o których się nie mówi.

*

I słyszę z daleka głos ojca: „Przecież mówię, że nic takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie”.
     I mama za nim do słuchawki: „Ojciec mówi, ze nie było stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No i co się takiego stało? Co ty chcesz od niego?”.
     Siadłam na krawężniku. Głowę mi natychmiast zaczęło rozsadzać. Zaczęłam wykrzykiwać: „Mamo, czy ty sobie w ogóle zdajesz sprawę z tego, co mówisz? Przecież on ją molestował! Pomyślałaś, jak ona się musiała czuć?! Ośmioletnie dziecko!”.
     A moja mama na to: „A czy ty pomyślałaś o ojcu? Sama widzisz, jaki on chory musi być, skoro takie rzeczy robi. Jemu też może trzeba współczuć”.

*

Ciekawe jest to, że Dorota, dlatego że uciekła ze złego związku i związała się ze mną z miłości, jest przez Kościół odrzucona. Nigdy nie będzie mogła przystąpić do komunii i z tym się już nic zrobić nie da. Natomiast ja — podwójny zabójca, matko- i ojcobójca, gdybym tylko się z nią rozstał, w zasadzie w każdej chwili mógłbym przystąpić do komunii, bo z pierwszą żoną też miałem tylko ślub cywilny.

Katarzyna Surmiak-Domańska, Żyletka. Reportaże
i wywiady Dużego Formatu
, Agora, Warszawa 2011.

sobota, stycznia 09, 2016

1618. Implikacja diagnostyczna

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jeśli chcesz odgrywać jakąś rolę, to się angażujesz — powiedział. Zapisałam implikację tę słowo po słowie, by nie zgubić sensu, by zachować chwilowe zrozumienie tego, co miało miejsce.

Coś przeskoczyło mi w głowie, gdy stawiałam ostatnie znaki. Następnik z poprzednikiem zamienił się miejscami. I odkryłam, na swoje potrzeby, bardzo ciekawe i proste narzędzie autodiagnostyczne:

jeśli się angażujesz, to
 upewnij się, że wiesz, do jakiej roli pretendujesz
.

Szybko sprawdziłam prawdziwość tych słów. Są relacje, w które włożyłam dużo energii, uwagi, czasu — nieproporcjonalnie dużo energii, uwagi i czasu — byłam bardzo zaangażowana. Powiedziałabym dość krytycznie, że byłam zbyt zaangażowana. Dziś po prostu widzę, że nie do końca miałam świadomość roli, która w tej czy owej relacji mnie interesowała. Musiało skończyć się katastrofą…

czwartek, stycznia 07, 2016

1616. Gdy mało liter znaczy bardzo dużo

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To nie książka, to almanach — subiektywny, głęboki, ważny. To literki, o których nie warto mówić. To literki, z którymi warto być. Najważniejsze jest to, co z nami te oszczędne, błyskotliwe, głęboko ludzkie znaczki robią. A robią dobrze. Czynią mniej samotnym w najtrudniejszym. Czynią prawdziwszym człowiekiem. To literki o miłości. Literki szczególne.

Łączymy z sobą dwoje ludzi, którzy nigdy dotąd nie byli połączeni. Czasem przypomina to tę pierwszą próbę sprzężenia balonu na wodór z balonem na ogrzane powietrze: lepsza katastrofa i pożoga czy pożoga i katastrofa? Ale czasem to się sprawdza i powstaje coś nowego, i świat ulega zmianie. Potem, w którymś momencie, wcześniej lub później, z tego czy innego powodu, jedno zostaje drugiemu odjęte. A to, co zostało odcięte, ma wyższą wartość niż suma tego, co było wcześniej. To może nie być możliwe w matematyce; ale jest możliwe w uczuciach.

*

We wczesnym okresie życia ludzie dzielą się zasadniczo na tych, którzy już uprawiali seks, i tych, którzy go nie uprawiali. Później — na tych, którzy zaznali miłości, i tych, którzy jej nie zaznali. Jeszcze później — przynajmniej o ile mamy szczęście (lub, z drugiej strony, nieszczęście) — dzielimy się na tych, którzy przetrwali żal, i tych, którzy go nie przetrwali. Te podziały są kategoryczne; to zwrotniki, które przekraczamy.

Julian Barnes, Wymiary życia,
przeł. Dominika Lewandowska,
Świat Książki, Warszawa 2015.

środa, stycznia 06, 2016

(1614+1). Wracali (II)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — wszystko co najlepsze wciąż przed nami — powiedział.
usłyszała. poczuła, że ma rację. poczuła całym ciałem. tydzień temu by zaprzeczyła.

*

dotarło do niej, na zasadzie kontrastu, że nie czuła się tak dobrze od roku. „coś”, co trwało tak długo, co niepostrzeżenie towarzyszyło jej życiu niczym cień, domknęło się. i dopiero wtedy zobaczyła, że było. na swój użytek nazwała „to” pełzającym kryzysem wieku średniego. minął.

*

marzenia Sadownika i Jabłoni do realizacji na rok 2016:

20/10

*

Peter Gabriel, Tony Levin, David Rhodes, Solsbury Hill,
dwadzieścia dwa lata temu
[ruszają Jabłoń wciąż].

1614. Wracali (I)

wtorek, stycznia 05, 2016

1613. U Orzeszka i Białego Kruka

(1607+5). Zong książkowy

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Fajny tytuł. Ciekawa okładka. Obiecujący pomysł na książkę. Ale!

Jeśli nie pracujesz nad sobą jakiś czas, ta książka wyda ci się beznadziejna. Kolejne akapity to zwykły bełkot. Powtarzany do znudzenia przez kolejne kobiety. Odmieniany przez wszystkie przypadki. Nie mogło być inaczej, bo jak opisać na kartach książki to, o czym nie da się nawet mówić.

Jakby było mało, redakcja polskiego wydania makabryczna. Permanentny brak przecinków. Mało nie trafił mnie szlag.

Jakim cudem dobrnęłam do końca, nie wiem. Nie hołduję przecież zasadzie: zaczęłam, to skończę. Skończyłam. Jeden z ostatnich rozdziałów okazał się wart grzechu.

Dobrą stroną tej książki jest przekaz: pracujesz nad sobą czy nie, nie ominą cię trudności, choroby, zwątpienia, bezsilność, bo życie, czy tego chcemy czy nie, jest również o tym, a może przede wszystkim o tym.

[…] zawsze jest szansa, aby powiedzieć prawdę i zaufać temu, co z tego wyniknie.

*

Miłość wraca po siebie.

*

[Gangaji] To jest sekret, który mam do zaoferowania — my wszyscy możemy być po prostu ludźmi i to jest bardziej niezwykłe, niż możemy sobie wyobrazić. Jest coś wielkiego w zwyczajnym byciu prawdziwym człowiekiem.

*

[Catherine Ingram] Dla mnie zadowolenie czy wdzięczność stanowią radykalną postawę naszych czasów — coś, czego potrzebujemy, aby powstrzymać szaleństwo ciągłego więcej, więcej i więcej. Więcej doświadczeń, więcej przedmiotów, więcej bodźców.

*

[Catherine Ingram] Zawsze powtarzam — Weź to, co najlepsze, zaś resztę pozostaw. Weź cokolwiek z jakiejkolwiek tradycji. Kiedy tego posłuchasz, okaże się, że to jest w twoim sercu i możesz świętować coś, co już znasz, ale nie wyraziłeś wcześniej w żaden sposób. Jeśli to nie współgra z tobą, porzuć to. Nie staraj się naginać do formy, nawet jeżeli wydaje ci się, że to ma sens.

*

[Neelam] Kiedy naprawdę czegoś chcesz, otwierasz się na możliwość nie otrzymania tego.

*

Wystarczy mi to, kim jestem.

*

[Dorothy Hunt] Wszystko może być nauczycielem. Pytanie brzmi — czego uczymy innych naszym własnym życiem?

Rita Marie Robinson, Zwyczajne kobiety, niezwykła mądrość.
Kobiecy wymiar przebudzenia, przeł. Alicja Techmańska,
Wydawnictwo Biały Wiatr, Rzeszów 2011.
(wyróżnienie własne)

1611. Czystki elementarne

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Rzuciłam okiem na pewien tekst. „Ą” w mej głowie przekształciło się w „y”, sama nie wiem jak. Uznałam, że znalazł mnie w ten sposób tytuł wpisu, co pierwotnie nabierał formy od tygodni i jeszcze rano miał mieć świeżuteńki tytuł: Rzecz o Rządzie, Nowym Roku i Rozwoju osobistym. Za długa ta świeżynka, za długa, myślałam. Więc wpis.

Od tygodni przystanki robię przy osobistym odbiorze poczynań rządu, większości sejmowo-senatowej i kancelisty kraju, zwanego dla zmylenia przeciwnika prezydentem nie mego narodu. Oburzam się to mało. Nic nowego, nie tylko ja tak mam. Po co o tym pisać, podsycać w sobie ogień najgorszego sortu? Nie bardzo wiedziałam, dlaczego oburzam się tak bardzo. A to oni pierwsi? A to pierwszy raz nie miało znaczenia, kto na kogo głosował, by kościół katolicki mógł dyktować i tupać nóżką w kwestiach obyczajowych?

Oburzam się, bo jak na dłoni zobaczyłam, że mój problem z tym krajem i tym narodem polega na tym, że przychodzi „nowe”, skreśla wszystko, co było wcześniej, burzyć chce do samych podstaw, wypalić zło do samego dna musi, obluzga kogo się da i dopiero wtedy może zacząć budować nowe i lepsze, co i tak finalnie przeciwko ludziom się obróci. Zawsze jest źle i zawsze zacząć trzeba od zera. A przecież, rozmarzyłam się, moglibyśmy jako kraj i naród uznać, że coś było złe, fatalne nawet, co wymaga poprawy nawet natychmiastowej, ale było też coś, co całkiem dobrze działało. Nie możemy! Zero jest magiczną cyfrą rozpoczynającą każdą dobrą zmianę. Czy stąd poczucie kręcenia się w kółko i brak nadziei, że za mojego życia będę żyć w społeczeństwie, a nie w masie goniących kompulsywnie do przodu ludzkich szczurów.

Nowy Rok dla niektórych może być równie uroczą pułapką, co początek kadencji „nowego, lepszego i narodowego”. I to jest rzeczywisty i dobry powód popełnienia tego wpisu.

Nie tylko przecież w Nowy Rok postanawiamy coś zmienić. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co przynajmniej raz w swoim życiu nie urządził sobie radykałki: od dziś już nigdy, od dziś już zawsze, codziennie, ba, trzy razy dziennie! I jak się ten wyczyn skończył?

Mamy z Sadownikiem kilka noworocznych pragnień, ale postanowiliśmy, że ze Starego Roku bierzemy wszystko, co dobre było. I na tym będziemy budować!

poniedziałek, stycznia 04, 2016

1610. Czwarty z 366 dni

przed siódmą rano
     w ogrodzie Orzeszka i Białego Kruka
     wypatrzyło mnie to zdjęcie.
postanowiłam wtedy wrócić
     w południe z aparatem. cyk. i.
     zachowane od zapomnienia.

piątek, stycznia 01, 2016

1607. Pierwszy z 366 dni

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Trudny dzień to dobry dzień dla duszy powiedział jeden z bohaterów reportażu, który oglądaliśmy z Sadownikiem dzień po przyjeździe na poświąteczne świętowanie.

Trudno mi uciec przed przeczuciem, że ten rok będzie dla mnie trudny. A skoro niełatwo uciec… kontynuuję, czyli gonię czytanie ukochanych kobiet. Napisałam, że gonię bez pośpiechu, delektując się. Nie ustaję. Gepardzica skończyła tę książkę przed świętami. Ja jeszcze nie skończyłam, ale popłakać się zdążyłam już nie raz. Niech moc będzie z nami! Przez cały rok.

jesteś tym,
     czego szukasz
.

*

To, czego szukałam przez wszystkie lata było właśnie tu — we mnie samej.

*

[…] miłość, mądrość i pokój, których szukasz, są zawsze dostępne — właśnie tu, właśnie teraz.

Rita Marie Robinson, Zwyczajne kobiety, niezwykła mądrość.
Kobiecy wymiar przebudzenia, przeł. Alicja Techmańska,
Wydawnictwo Biały Wiatr, Rzeszów 2011.

1606. Dzień 6.

czwartek, grudnia 31, 2015

1605. Czasem wstyd

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Jestem obywatelem świata i chcę, i należy mi się!
Przede wszystkim — pomyślałam — jesteś odklejony od rzeczywistości, bo na takie stwierdzenie możesz sobie pozwolić tylko dlatego, że masz przywilej bycia białym człowiekiem, który żyje w Polsce, czyli w bogatej Europie.

*

Zasadzałam się na tę książkę od jakiegoś czasu. Po niej jestem zdziwiona, że Paryż nie płonie częściej. Nie mamy problemu z islamskimi fundamentalistami, mamy problem z fundamentalistami mamony, do których aspirujemy. Po których stronie ze zbyt dużą łatwością — interesownie a jakże — stajemy, nie pamiętając nawet o własnej historii.

[…] Polska, jak wszystkie kraje Europy, z wyjątkiem Albanii, nie uznaje Saharyjskiej Republiki.

*

Marokańczycy w sen swojego władcy uwierzyli bardzo łatwo. Sen o Wielkim Maroku, które zostało rozczłonkowane […]. Powstała idea. A idea ma moc scalania ludzi, zwłaszcza tych biednych i niewykształconych. Jest idea, jest cel. A im większe kłamstwo, tym łatwiej ludzie w nie uwierzą.

*

Głupota jest zawsze najlepszą obroną.

*

Prawo międzynarodowe, któremu zaufaliśmy, jest stworzone dla światowych mocarstw, by pilnować ich interesów, nie jest stworzone dla małych narodów. Amerykanie dobrze wiedzą, co to prawa człowieka, ale tylko kiedy dotyczą ich kraju. Poza Ameryką prawa człowieka dla nich już nie istnieją. Podobnie Europejczycy! Chętnie mówią o prawie międzynarodowym, ale jakoś nie przeszkadza im to łowić ryb na naszych wodach. Nie uznają okupacji Sahary, ale nie mają moralnego dylematu, by czerpać z niej zyski.

*

[…] pragnienie jest silniejsze niż niemożliwość.

*

Gdy rozmawiam z mężczyznami w obozach, każdy z nich podkreśla niezwykłą rolę kobiet w saharyjskiej rewolucji. Mówią: to one to wszystko zbudowały, to dzięki nim żyjemy. To nie karabiny i bomby stworzyły ten naród, tylko spokój, cierpliwość, solidarność i siła, jaką wykazały się saharyjskie kobiety. One, w rewanżu, opowiadają o zwycięstwach swoich synów, mężów, ojców. O ich bohaterstwie i poświęceniu. Chyba nigdzie nie spotkałem się z tak ogromną wzajemną wdzięcznością i podziwem obu płci.

*

Wydma to takie zjawisko trochę jak Buka z Muminków. Przychodzi niespodziewanie, nic nie mówi, jest wielka, zwalista, trochę dziwna i straszna, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwa. Wprosi się w gości, obejmie ramionami domy, namioty, auta i przez jakiś czas będzie milczącym towarzyszem domowników. A potem odejdzie cicho i powoli, ciągnąć za sobą falującą złotą szatę.

*

Jest taka stara zasada wojskowa: jak nie możesz czegoś zdobyć, to daj temu czas.

*

W języku arabskim są pewne dwa słowa o tak podobnym brzmieniu, że niektórzy dopatrują się nawet wspólnego źródłosłowu: „insan” i „nisjan”. Pierwsze znaczy „człowiek”. Saharyjczycy mówią, że wywodzi się od tego drugiego, które oznacza „zapomnienie”.

Bartek Sabela, Wszystkie ziarna piasku,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

1604. Dzień 5.

poniedziałek, grudnia 28, 2015

1602. Dzień 2.

1601. Poświąteczne okruchy

Religia. Najdoskonalszy wynalazek ludzkości zaraz po kole. Wyjątkowo precyzyjne narzędzie do wykluczania ludzi. Boże Narodzenie to nie jest łatwy czas, nie tylko dla samotnych, bezdomnych, poturbowanych społecznie i rodzinnie. Baczność. Spocznij. Dygnij. Jezu malusieńki.

*

Wigilia. Delikatnością swą rozwaliła mnie przepiękna i bardzo cicha choinka. Wstałam od stołu, pozostawiając za sobą ludzi, talerze, dania i rozmowy. Przysiadłam przy żywym iglaku. Zagapiłam się. Minęła chwila. Dotknęła mnie ulotność życia. Minęła kolejna. Dźgnęła mnie kruchość istnienia. Łzy jak grochy. Nie na miejscu, bo przecież wesołych świąt… Przy stole nieopodal kilkanaście osób, ale tylko jedna, której chciałam i mogłam powiedzieć, co się ze mną dzieje.

*

Pierwszy Dzień Świąt. Kilkanaście odrębnych ludzkich światów przy jednym stole. Nie spotkają się. Przysiadł się sens mojego tegorocznego świętowania: uśmiech i głos Chłopca skutecznie zaniedbywanego przez heteroseksualną wzajemną niechęć jego rodziców i Męska Wojskowa Łza odsłaniająca wrażliwość i delikatność Właściciela, łamiąca przez chwilę niejedno społeczne tabu. Byłam wdzięczna za tych kilka chwil, gdy było prawdziwie. Jestem wdzięczna do dziś. Jestem wdzięczna na cały przyszły rok.

niedziela, grudnia 27, 2015

(1582+18). Świąteczne czytanie

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gonię czytanie ukochanych kobiet. Gonię bez pośpiechu, delektując się. Skończyłam ostatnią książkę Axelsson — Bliźniacza Liczba pewnie nie pamięta już, kiedy Ona ją skończyła.

Rok temu, zaczynając czytać Złodziejkę książek, zastanawiałam się, czy jest jeszcze coś, co należy dodać do narracji o rzeczywistości II wojny światowej. Złodziejka udzieliła szybkiej odpowiedzi: tak, brakuje perspektywy zwykłych Niemców. Axelsson, w swojej ostatniej książce, również odpowiada na to pytanie: tak, brakuje perspektywy wykluczonych bardziej niż Żydów.

A do tego w książce, jak zwykle, niesamowita atmosfera, wewnętrzne dylematy, samotność w rodzinie, ale i miłość, tam, gdzie zwykle nikt się jej nie spodziewa — wszystko delikatnością kreślone.

I… prawda nad prawdami: potrzebujemy drugiego człowieka, by uchronić najlepszą cząstkę nas samych, by mogła się ona rozwijać, byśmy mogli w nią uwierzyć, zawierzyć i dać się jej prowadzić. Potrzebujemy. Zawsze.

     — […] Chciałem wiedzieć, kim ty właściwie jesteś.
     Miriam wolno kręci głową.
     — Nie wiedziałeś, kim jestem? Przecież byłam twoją mamą.
     Thomas powtarza jej gest i lekko kręci głową.
     — Nie. Byłaś nie tylko moją mamą. Byłaś kimś o wielu tajemnicach. Zbyt wielu tajemnicach. Miałaś to wypisane na twarzy. Ciągle masz.

*

     — Zrozum…
     — Nie — mówi Miriam. — Nic nie muszę rozumieć. Jestem zwolniona z obowiązku rozumienia. Byłam w piekle, wiem, czym jest życie w piekle, i dlatego mam w głębokim poważaniu tych, którzy sami tworzą swoje amatorskie piekiełka, a potem udają, że nie mogą się z nich wydostać. To żałosne
. […] Rozstańcie się raz na zawsze, do jasnej anielki!
     
[…]
     — Ale ja nie chcę… Ja nie chcę być sama…
     Miriam obrzuca ją niemal współczującym spojrzeniem.
     — Tak? A teraz nie jesteś?

*

[…] nagle nie wie, co zrobić ze swoimi uczuciami, jest wzruszona i zrozpaczona, szczęśliwa i nieszczęśliwa. Co może zrobić? Nic. Nawet nie próbuje powstrzymać drzwi przed zamknięciem, bo teraz wie i akceptuje to, że takie są prawa życia. Musimy wszystko utracić, również tych ludzi, którzy najwięcej dla nas znaczą.

*

Dobry Boże, spraw, żeby nie zwrócili na mnie uwagi! Dobry Boże, pozwól mi tylko spokojnie przejść! Dobry Boże, pozwól mi szybko wrócić do domu!
     Ale Boga nie było u siebie. Powinna była to wiedzieć. Boga prawie nigdy nie było u siebie, kiedy błagała go o pomoc.

Majgull Axelsson, Ja nie jestem Miriam,
przeł. Halina Thylwe,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

1599. Dzień 1.

środa, grudnia 23, 2015

1596. Pan Cant na progu (5)

1595. Na nas już czas

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Iluminację świąteczną w sercu mam już od wielu dni. Kwit na miłość od wczoraj też. Jedziemy. Najpierw oficjalna część. Potem, własne świętowanie przywilejów: Życia, Miłości, Sensu i Czasu, który przypadł nam w udziale. Słońce będzie po naszej stronie, z każdym porankiem jest już dłuższy dzień.

Najkrótszy dzień roku już za nami. Stanowi w Polsce przedsionek astrologicznej zimy. W Chinach ten dzień wyznacza jej środek. W moim osobistym doświadczeniu jest ostatnim dniem zimy, bo ciemniej już nie będzie. U mnie wiosna już drugi dzień.

I Wanna Wish U a Merry Christmas from the Bottom of My Heart.

wtorek, grudnia 22, 2015

1594. Koń by się uśmiał

świat powiedział: musisz być taka!

a skąd szanowny świat wie, jaka mam być?
[przyszło mi bezczelnie do głowy]

1593. Rewizja osobista

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ta książka wstrząsnęła mną w bardzo podobnym stylu, jak zrobiła to demencja cyfrowa na początku roku. Zaniemówiłam z wrażenia.

Są czynności, działania, pozornie niezbędne zobowiązania, z których nie chcę lub nie mogę (póki co) zrezygnować, ale z pewnością — pomyślałam — mogę je ograniczyć w czasie i przestrzeni. Mogę przyjrzeć się, gdzie przypominam bardziej chomika na kołowrotku niż człowieka — postanowiłam. Mogę kompulsje lub tendencje do kompulsji wytropić. Mogę się zastanowić i podjąć decyzje, te najwłaściwsze na ten moment. Mogę i chcę. Będzie się działo.

Taka chuda książeczka, a taki wstrząs!

Sen — stan bezużyteczny i zasadniczo pasywny, generujący niepoliczalne straty czasu produkcji, obiegu i konsumpcji dóbr — zawsze będzie kolidował z interesami świata 24/7. Ogromna część naszego życia, którą na niego przeznaczamy, wyzwoleni z pułapki sztucznie pobudzanych potrzeb, staje się jedną z wielkich zniewag ze strony człowieka wobec zachłannego współczesnego kapitalizmu. Sen to radykalna przerwa w kradzieży naszego czasu dokonywanej przez kapitalizm. Większość z pozoru naturalnych potrzeb czy procesów, takich jak głód, pragnienie, pożądanie, a od niedawna potrzeba przyjaźni, zostało utowarowionych lub zmonetyzowanych. Sen — jako potrzeba i związany z nią czas — nie daje się skolonizować ani zaprząc do wielkiej maszynerii opłacalności, pozostaje więc zaburzającą ciągłość anomalią i kryzysowym punktem globalnej teraźniejszości.

*

[…] sen jest jednym z niewielu pozostałych nam stanów, w których — świadomie lub nie — zdajemy się na opiekę innych. Choć może się on wydawać czynnością samotniczą lub prywatną, w rzeczywistości nie został jeszcze odcięty od międzyludzkich sieci wzajemnego wsparcia i zaufania, niezależnie od tego, jak bardzo są one nadwyrężone.

*

[…] dzięki temu, że śpimy, do naszego życia cyklicznie powraca czas oczekiwania, pauzy. Sen podkreśla konieczność robienia przerw, po których można wznowić lub rozpocząć wykonywanie jakiejś czynności. Wyzwala od „nieustającej ciągłości” wszystkich wątków, w jakie wplątany jest działający człowiek. Co aż nadto oczywiste, sen wymaga okresowego odłączenia od sieci i urządzeń, aby stać się bezczynnym i bezużytecznym. Jest formą czasu wiodącego nas w innym kierunku niż ku rzeczom posiadanym lub ponoć nam niezbędnym.

*

Co roku wydaje się miliardy dolarów na badania nad tym, jak doprowadzić do skrócenia czasu podejmowania decyzji i wyeliminowania bezużytecznych minut poświęconych na kontemplację i refleksję. Oto, czym jest dziś postęp — polega na coraz większym przejmowaniu kontroli nad czasem i doświadczeniem człowieka.

Jonathan Crary, 24/7. Późny kapitalizmu i koniec snu,
przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, grudnia 21, 2015

1592. Na bezdechu

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O tej książce dowiedziałam się przed tygodniem, może nawet mniej niż siedem dni temu. Taaaak — pomyślałam z entuzjazmem — jako słoik chcę poczytać o słoikach. Ale to opowieść o słoikach z innej serii, niż moja.

Zaduch to wspaniały tytuł dla tej książki. Po niej człowiek musi wyjść na zewnątrz, musi się przewietrzyć, musi wrócić do siebie.

W ogóle ludzie w małym mieście przyglądają ci się z niepokojem i uwagą. Co ty tutaj robisz? Po co wróciłeś? Czego szukasz? Jestem rozpoznawany jako obcy przez nieobcych. I ja też przypatruję się im jakby z zewnątrz. Nie wiem, czy to świat mnie zmienił, że od razu wiedzą, że nie jestem stąd. Czy od początku tu nie pasowałem i musiałem wyruszyć w świat.

*

Pozbywanie się wstydu wymaga ćwiczeń: kto się nie stara, nie wyhoduje spokoju. Ja wstydu miałam zwyczajnie dość.

*

Złapałam jeszcze ten moment, kiedy poznaje się rodziców jako dorosłych ludzi, partnerów do rozmowy, a nie rodzinę.

*

Ostatnio nawet nad tym rozmyślałem: dlaczego ja właściwie nie czytam książek? I wyszło mi, że to kwestia pewnej użyteczności. Wydaje mi się, że czytając, tracę czas, w którym powinienem się na przykład uczyć jakiegoś języka. To chyba przekonanie z przeszłości, że muszę się uczyć, uczyć, uczyć, ciągle douczać, nadrabiać braki, dokształcać. Wiem, że czytanie przynosi różne korzyści, zwłaszcza jak patrzę na niektórych swoich znajomych. Ale trudno się przemóc.

*

[…] język to nie tylko słowa i akcent. Teraz myślę, że to sposób myślenia.

*

Podróże kształcą wykształconych. Jeżeli ktoś ma wrażliwość i gdzieś wyjedzie, to nadal będzie ją miał. Ale jeśli nie ma, to nie odnajdzie jej w innym mieście.

Marta Szarejko, Zaduch. Reportaże o obcości,
PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

niedziela, grudnia 20, 2015

1591. Żagle w górę!

Odcumuj się od pretensji!*

_______________
* tak, były uzasadnione, ale na dzień dzisiejszy już tylko  b y ł y.

*

Roots Manuva, Don't breathe out.

czwartek, grudnia 17, 2015

1588. Pan Cant na progu (3)

1587. Potrzebujemy wielu Ludwików Zamenhofów

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Audycja i wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Czytałam, nie dowierzając. Przeczytałam i muszę przyznać, że książka jest odrobinę niesprawiedliwa, bo… nie sądzę, by zjawiska w niej opisane, jeśli chodzi o wiek XXI w Polsce, dotyczyły tylko Białegostoku. Niestety.

Przypomniało mi się, jak w niedzielę znaleźliśmy się z Sadownikiem o niewłaściwej porze w okolicach Placu Trzech Krzyży. Zza samochodowej szyby oglądaliśmy Naród i ludzi wierzących właściwie. Boże, obym będąc w podobnym wieku jeszcze żyła i miała się tak dobrze — pomyślałam z niekatolicką zazdrością.

Dorosły Zamenhof, utkany z lęków, wrażliwości, empatii, cierpi jako okulista — biedę i egzystencjalne troski. […] wierzy, że ludzie mogą się jednak porozumieć, ale niezbędny jest humanitaryzm, wolność od „ślepej służby narodowi, która przeradza się w szowinizm, i ślepego posłuszeństwa klerowi, które przeradza się w fanatyzm”.

*

„Proszę natychmiast zamknąć tę klinikę, nie godzi się, by zabijano dzieci kosztem innych”.
     „Jeśli ekscelencja chce, bym przestał leczyć, jest jeden sposób: brak pacjentów. Proszę nauczyć ludzi, by do mnie nie przychodzili, a następnego dnia na klinice zawiśnie kłódka. Dopóki przychodzą i chcą mieć dzieci…”

*

Gdy w średniowieczu był kult świętej Anny, objawiała się święta Anna. Punkt kulminacyjny objawień nastąpił, gdy Maryja ogłosiła, że jest Polką: „Błogosławię ci Polsko, rodzinna moja ziemio. Jesteś moją ojczyzną”.

*

Zapewniał policję, że nie jest faszystą, tylko narodowcem, patriotą, więźniem sumienia.

*

W porównaniu z okresem sprzed dziesięciu lat, liczba spraw prowadzonych z paragrafów dotyczących ksenofobii i rasizmu zwiększyła się w Polsce ponad dziesięciokrotnie, z blisko 70 do ponad 800. Zmniejszyła się przy tym wykrywalność. W 2007 roku wynosiła 40 procent, w 2013 tylko 18 procent.

*

Coś mu [Szada-Borzyszkowskiemu] nie pasowało w tutejszym klimacie, nie potrafił tego zdiagnozować, ale czuł, że miasto jest jak palimpsest, pod nowoczesnym styropianem, kolorowym tynkiem ścian zapisana jest inna historia.

*

[…] tu, na Podlasiu, było kilkadziesiąt pogromów na Żydach. Dokonali ich mieszkańcy wiosek, w zasadzie katolickich. Potem przywieźli do miasta swoje uprzedzenia, przekazali następnym pokoleniom. Potrzeba czasu.

Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, grudnia 15, 2015

1584. Kudłata Filozofka Życia

są odpowiedzi, które podsuwa mi pod nos,
nim zdążę zadać sobie te najwłaściwsze z wszystkich pytań.

uśmiechnęłam się. wszystko jasne.

1583. Tożsamość

1582. Bliźniacze czytanie

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pępowinę czytałyśmy synchronicznie. Zachwycałyśmy się. Dwie kolejne książki Bliźniacza Liczba machnęła jakiś czas temu. Jej recenzja zmobilizowała mnie, by w suwak czytelniczy parytetu autorów i autorek wpuścić właśnie książkę Axelsson.

To nie jest szybka książka o precyzyjnym wynikaniu ce z be, a be z a. Nie znajdziemy w niej prostych implikacji czy oczywistego, jednoznacznego zakończenia. To raczej książka o nastrojach, atmosferze chwil, o mapach życia wewnętrznego. I za to kocham książki tej Autorki.

Nie należy dać się zniechęcić nieciekawej okładce.

To nie jest świat, w którym wolno obnażać swoje rany, to świat, w którym mówi się o swoim smutku ściszonym głosem, nie patrząc nikomu w oczy. O ile w ogóle się o nim wspomina, o ile nie pochowało się tego smutku tak głęboko, że nie da się go już dosięgnąć.

*

Zawsze się bałam. Bałam się być zbyt brzydka i bałam się być zbyt piękna. Bałam się za bardzo zbliżyć do drugiego człowieka i równie mocno obawiałam się odrzucenia. Bałam się drwin. Bałam się oskarżeń, że się mylę, i równie mocno obawiałam się uznania mnie za arogancką, kiedy miałam rację.

*

Pytania były opowieściami o ich własnych marzeniach.

*

     — Ale my też byłyśmy dosyć dobre w szkole.
     — Nie ze wszystkiego — uściśliła Sissela. — Jesteśmy uzdolnione wybiórczo. Dobre z czegoś i głupie jak but z czegoś innego. Za to cholernie do przodu. Człowiek robi się taki z powodu odrzucenia.

*

     — To męskie złudzenie, że kobiety w ich wieku są od nich starsze — mówi. — Nazywa się to męska logika. A z nią przegrywa nawet zwykła, rzetelna matematyka.

*

Matki mówią lub milczą, ale nie słuchają.

*

     — Wiesz, co myślę? — spytała.
     — Nie.
     Zgasiła niedopałek.

     — Że niektóre kłopoty są cichsze od innych.

Majgull Axelsson, Ta, którą nigdy nie byłam,
przeł. Katarzyna Tubylewicz, W.A.B., Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

*

Stara okładka — z wcześniejszego wydania — była śliczna…

niedziela, grudnia 13, 2015

(1577+3). #najgorszySortPolakow

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik chciałby pojechać do kraju Kwitnącej Wiśni.
Jabłoń marzy o kraju Śnienia Kangurów.
myślałam o tym, gdy robiłam to zdjęcie.

wówczas nie miałam pojęcia,
że może być ono aktem politycznej (nie)poprawności.

*

Wizytę lekarską w Poradni Genetycznej wyznaczono mi na początku listopada na… 11 lipca 2016 — powód błahy, bo osobniczy. Za to Pierwszy Genetyk Narodu, wie o moich genach już wszystko.

(1577+2). Ranek po Ciasteczkowej Wigilii

(1577+1). Konfiturka z kultury i natury

1577. Ciasteczkowa Wigilia

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pan Ciasteczko zabrał Jabłoń na pracowniczą Wigilię. Zsynchronizowane kalendarze spotkały się przy jednym stole. Pierwsza i ostatnia taka Wigilia, pomyślałam. W piątkowy ranek prawie połowa osób znała się tylko z opowieści Drugich Połówek.

Gdzie ja byłam w piątek? Nie mam pojęcia, ale było bardzo, bardzo miło.

1576. Instrukcja obsługi świąt

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zasady w życiu ma. Dla zdrowotności wymaga, bym siadała do stołu z ludźmi, których obecność i istnienie są wartością dodaną w moim życiu. Mój żołądek. Tak ma i egzekwuje. Pomimo swej kwasowości, zasadowy w tej kwestii jest niebywale. A tu idą święta.

Świąteczny międzyludzki blichtr na horyzoncie. Życie krótkie i trochę go szkoda na cekiny. Może jeśli popracuję nad sobą, odkryję ich urok i sens — wpadam na genialny pomysł. W środę przyznaję się Akuszerowi, że choć szanuję człowieka jednego, to go nie lubię, wręcz organicznie nie lubię i już. A tu idą święta.

Zapytał, poprosił, by wyobraźni użyć:
     — Wyobrażasz sobie, że z tym człowiekiem masz prawdziwą, bliską relację?
     — Żartujesz? Mowy nie ma!
     — No właśnie.

*

Wylosowani sobie w pakiet rodzinny. Wspomniany Ten człowiek pewnie też mnie szanuje i z pewnością mnie nie lubi, nawet bardzo — wcale mu się nie dziwię i nawet rozumiem. I choć na święta zbliżymy się na niebezpiecznie małą odległość, to rytuał, te wszystkie sztuczne, grzeczne, kurtuazyjne dygnięcia w imię dobrej, rodzinnej atmosfery pozwolą nam przeżyć to, czego w normalnych nieświątecznych warunkach byśmy nie przeżyli. Och! Dzień dobry! Jak cudnie! Jak pięknie! Jak dobrze nam tu przy tym stole razem! Wszystko to prawdą i nieprawdą w tej samej chwili będzie — taoizm stosowany. Przy odrobinie dobrej woli wszyscy wyjdziemy z tego bez ran. Konwenans ma swoje dobre strony, stwierdziłam — pozwala mimo niebezpiecznie małej odległości, zachować bezpieczny dystans wewnętrzny wobec ludzi, ich zachowań i oczekiwań.

wtorek, grudnia 08, 2015

1575. Ile człowieka w człowieku?

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wpadłam na tę książkę przypadkiem w niedzielny poranek.
Wpadłam w tę książkę po same uszy.

To książka bardzo intensywna, dotykająca człowieczeństwa, pasji, prawd, co oczywiste wcale nie są. To przede wszystkim książka pytań znaczących. Pytań, które nie tylko powinien sobie zadawać wielki świat. To pytania, z których, pod żadnym pozorem, nie powinniśmy zwalniać siebie. Uczciwe stawianie ich sobie jest miarą człowieczeństwa, w szczególności w przypadku bogatych Europejczyków, którymi my też jesteśmy.

To jeden z najlepszych reportaży, jakie czytałam w tym roku.

Wracam do domu, robię notatki, ostrożnie stawiając kropki, niepewnie skreślając znaki zapytania. Znowu wydaje mi się, że może już wiem, że jakoś dotknąłem sedna, rozumiem, mam prawo opowiedzieć. może tak jest, a może tak mi się tylko wydaje. Kto to oceni?

*

Lepiej przeżyć życie bezpieczne czy szczęśliwe? Pytania innym łatwiej zadawać niż sobie samemu. Co sprawia, że ze wszystkich tematów na świecie wybieram te w więzieniach, wśród partyzantów, terrorystów. Stale w takich nerwach, że trudno zasnąć. Fundamentaliści, mordercy, oszuści, kłusownicy. Stale ciągnie mnie na ciemną stronę…

*

„Egzotyczny”. Inny niż to, co znamy. Ileż wymaga, żeby go w ogóle zrozumieć. Trzeba móc czytać, podróżować, znać swoje miejsce w świecie, w końcu w ogóle posiadać. Koncept bogatego Zachodu.
     Mogłoby się wydawać, że to uniwersalne pojęcie. Pytam w świecie, gdzieś w Indiach, Etiopii, Meksyku: „co dla was jest egzotyczne”? Kręcą głową, stroją dziwne miny. Nic, mówią. W ogóle nie mamy takiego pojęcia.

*

Odkrywcy. Dlaczego właśnie „odkrywcy”? Kolumb, Marco Polo, Magellan, wszyscy ich następcy i epigoni. Co mieli niby do odkrycia, gdy wszyscy Chińczycy, Arabowie czy Hindusi mieszkali w tym samym miejscu od wieków, żadnego odkrywania nie potrzebując?
     Czemu nie „poznawcy”?
     
[…]
     Często się zastanawiam, jak by wyglądał dziś świat, gdyby nasza cywilizacja postanowiła raczej „poznawać” niż „odkrywać”. Odkrywa się dla siebie, na własne potrzeby, przedmiotowo. Poznaje się wspólnie, wzajemnie, z obu stron naraz. „Miło mi panią odkryć” czy „miło mi panią poznać”? Jak by wyglądał świat, gdyby biały człowiek posługiwał się innym językiem niż tylko język siły?

*

W którym momencie Europa przestała poszukiwać? Gdzie zgubiliśmy ten pierwiastek najbardziej potrzebny człowieku, by być istotą ludzką? Zapomnieliśmy o nim w biegu po grafen i kartę kredytową. Ci, którzy mieli nam o nim przypominać, sami się pogubili. Ważniejsze okazały się maybachy, mercedesy, zdobne ornaty i watykańskie pałace. Każde wybory to festiwal nienawiści do drugiego człowieka, inności, różnic. Jak wielu innych, wyłączam telewizor. Weszliśmy chyba w epokę rozczarowania.
     Świat stoi na głowie.

*

Popatrzył niewidzącym wzrokiem na martwe ciała swoich najlepszych przyjaciół, swoich kumpli, z którymi wychował się od małego, na których jeździł niczym na karuzeli, których karmił z butelki i z którymi bawił się w berka. Kłócili się i godzili, obrażali, śmiali i przytulali. Byli ze sobą na dobre i na złe. To była jego rodzina, jego bracia i siostry, których wcale nie kochał mniej tylko dlatego, że mieli cztery nogi zamiast dwóch. Dla niego te nosorożce były ludźmi.

*

Wrócił […], gdy zrozumiał, że nie da się uciec od samego siebie. Kiedyś bardzo chciał wierzyć, że życie jest jak partia szachów, że każdy staruje z tego samego miejsca i tylko od niego zależy, co z nim zrobi. Teraz czuł, że to raczej rozdanie brydża i dostał słabe karty, ale nie ma innych.

Tomek Michniewicz, Świat równoległy,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

1574. Koronka św. Mikołaja


poranek. śniegu brak. mgła. zobaczyłam koronkę,
którą wykończono niebiański biały obrus.

*

jak to się stało?
obiekt. tło. sztuczka:
tło potraktować jak obiekt,
z obiektu zrobić tło.

poniedziałek, grudnia 07, 2015

(1549+1+8+25). Czułe wątpliwości

Wtedy. Zadałam wszystkie nurtujące mnie pytania. Zadbana, czułam się jak nigdy. Minęły dwa tygodnie z małym hakiem i zaczęłam mieć wątpliwości, co do dość niesprecyzowanego zalecenia: pani się powstrzyma! O co dokładnie chodziło?

*

Jabłoń:
(dzieli się wątpliwościami)
Kochanie, w sumie to nie wiem,
bo przecież seks to nie tylko wkładka mięsna.

Sadownik:
(z przekorą i uśmiechem od ucha do ucha, puszcza oko)
Nie???

Jabłoń:
(spłoniła, ręce jej opadły, ale rechocze i kocha dalej)

(1567+1+4). Reminiscencje literkowe (II)

 wpis przeniesiony 17.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Napisałam kiedyś, że nie pojmę, dlaczego kobiety w XXI wieku chrzczą dziewczynki. Wciąż nie pojmuję. Rozumiem pragmatyzm, społeczne wygodnictwo, strach przed wykluczeniem, miłość do wyrzucania pieniędzy w błoto, ale i tak nie pojmuję.

Mam taką fantazję, że polski kościół katolicki mogą zmienić tylko kobiety i mogą to zrobić w błyskawicznym tempie — gremialnie z niego rezygnując. Bóg z pewnością nie jest mizoginem — ja w każdym razie w to nie wierzę. Nikt mi tego nie wmówi.

Opowiem wam o pewnej Dziewczynce. Dziewczynka ma kilkanaście lat, jakieś plany i pasje. Kto wie? Kogo to obchodzi? Pewnej nocy nawiedza ją jakiś osobnik o imieniu Gabriel i pozamiatane. Dziewczynka jest w ciąży. Jak to się stało? Dziecinne pytanie. Każdy wie, że do niczego nie doszło. Nic się nie wydarzyło, jakby ona sama się od własnej cielesności odcięła. Jakby jej nie było. To najdoskonalszy pomysł ludzkości na kobietę idealną. Nie mieć ciała, a z ciała czynić powinność. Nie być, a wykonywać polecenia. Być użyteczną, a nie istnieć. I ona faktycznie, jakby nie istniała, bo gdy urodziła syna, nie miała wiele wspólnego z jego wychowaniem. Snuła się po kartach historii jak duch, zjawa, nierzeczywista, bezwolna i pokorna. Jej żywot zwieńczył równie bierny koniec. Wniebowzięcie.
     Ta, w najdrobniejszym szczególe przemyślana postać będzie miała wiele twarzy. W zależności od sytuacji, miejsca i czasu. W zależności od potrzeby interpretacji. Dla kobiet zostanie wzorem pokory, a dla mężczyzn — Królową, w imię której można forsować swoje racje
.

*

[…] będę odpowiadać na srogie pytania obcego faceta, będę się kruszyć przed jego dociekliwością: „Ale sama, czy z kimś?!”, „Ale jak często?!”, „Jak długo”, „Gdzie?!”, „Dokładnie!”. A potem, wracając do kościelnej ławki, będę łykać łzy z upokorzenia i niemocy, bo za co to — przecież tak naprawdę nic złego nie zrobiłam, tylko byłam ciekawa.
     Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
     A więc pójdę do piekła.

Sylwia Kubryńska, Kobieta dość doskonała,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)