oddech jest wszystkim, co mam — truizm!
oddech jest tajemnicą mojego istnienia — banał!
nie zrozumiesz, dopóki nie przyjdzie na ciebie czas — już to wiem.
32/131
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
oddech jest wszystkim, co mam — truizm!
oddech jest tajemnicą mojego istnienia — banał!
nie zrozumiesz, dopóki nie przyjdzie na ciebie czas — już to wiem.
32/131
na krańcu świata, w deszczu kropelkach, na balu księżniczek, szczęście taki ma kolor, dotyk anioła, zima na południu, róż tuż tuż — książę, co to jest, do cholery? to tylko nazwy kolorów farb — na własne oczy widziałam. landszaftowa poezja odświeżania ścian nie porywa mnie — dam się wywieźć na ten czas.
31/131
Jabłoń:
(uskarżyła się, że tak trudno się mówi/pisze o miłości)
Kaan:
(odpisała)
Etamzaraztrudno
Wystarczypominąćspacje
Ipisaćnajednymwydechu
Jabłoń:
(zachwycona pozostała już przez cały dzień)
przyjaźń to forma miłości. zaklęta w słowa, gesty, chwile. i w pyszną zupę, gdy się jej w ogóle nie spodziewasz.
30/131
Tam:
(chorym ludziom pomagają setki osób LGBT,
w tym: lekarze, pielęgniarki, salowe, technicy)
Jabłoń:
(wdzięczna za tę pomoc)
Kaan & Jabłoń:
(zachwycone zatrzymały się, nim ruszyły z tam do tu)

fot. Kaan, fragment.
włóczyłam się. każdego dnia.





wszystkiego tam: 12 100 m
*
Nie chodzi tylko o dzielenie mrocznych momentów, ale o rozświetlanie ich.
Paul Osborne, Sherlock. Prawdziwa historia
psiego strażaka,
przeł. Kinga Markiewicz,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019.
białe mundurki nie są obligatoryjne od lat. ale spotkać najpiękniejsze zwierzęta na korytarzu jednego z najsmutniejszych oddziałów, oznaczało wycie z zachwytu i proszenie o chwilę w bezruchu. prośby były wysłuchane. dziękuję.
piesy i sowy zawsze mnie uśmiechają.
życie. drążyć do głębi. wydrążyć do końca.
29/131
*
Dla mnie to jest jedyna droga. Bo bardzo łatwo można kogoś osądzić i powiedzieć: „Reagujesz przesadnie!”. Ale tak naprawdę nie wiemy, czy to było przesadnie.
Jesper Juul, Być razem. Książka dla par, przeł. Dariusz Syska,
Wydawnictwo MIND, Podkowa Leśna 2018.
Kaan:
(napisała)
Nie „wydusił”, powinno być
„wyvojtusił”.
😉
Jabłoń:
(ma już przygotowane pytanie/prośbę
do Sadownika vel Pana Vojtusia)
Kochanie, wyvojtusisz mnie?
a ta pani nie ma reżimu łóżkowego? — o nieobecną na sali zapytała pielęgniarka przy wieczornym mierzeniu ciśnienia. macie tutaj bajzel — stwierdziła kilka chwil później druga, odpowiedzialna za pomiar cukru we krwi. reżim łóżkowy, bajzel, widzeń dzisiaj cała masa, mamy tu jak w luksusowym pierdlu! — podsumowało na głos Drzewko, które jeszcze chwilę wcześniej miało na tapecie czytanie o więźniu*.
28/131
____________
* do kompletu, zapisując tę trzyzdaniówkę, zjawił się czerstwy hicior i nie opuszcza:
I tylko mi ciebie brak w tym więźniu,
I tylko mi ciebie brak, ciebie tu.
// Wały Jagiellońskie
Pan Ciasteczko:
(przyjechał)
Sadownik:
(przywiózł pyszny obiadek)
Pan Vojtuś:
(wydusił)
Jabłoń:
(przeszczęśliwa)
Historia się powtórzyła: ta książka jest nie do zdobycia w ibuku. Doniosłam o tym Sadownikowi z ogromną nadzieją na mały cud — skoro wtedy się udało, to może i teraz się uda. Po dziesięciu minutach miałam książkę. Zaprowiantowana do szpitala byłam idealnie już w czwartek przy porannej kawie.
Czytałam z zapartym tchem… w dwudziestą rocznicę wydania oryginału. Ta książka nie trąci myszką ani przez chwilę, napisana jest sercem, przytomnością i delikatnością Autora — nie wiem, czy kiedykolwiek się zestarzeje.
Kawałek o prezydencie doskonały (!), zbyt trafnie antycypujący charyzmę polskich polityków A.D. 2019.
Z jednej strony, nie potrafiłem zapomnieć zapadniętych oczu chorych; z drugiej — co ja miałem z tym wszystkim wspólnego? Czy nie wystarczały mi absorbujące piątkowe spotkania i ryzyko związane z przebywaniem w tym środowisku? Poza tym było całkiem możliwe, że osoby, których stan poruszał mnie jako lekarza, nie okazałyby żadnej litości swoim bezbronnym ofiarom na ulicy.
Impas można było przerwać tylko na dwa sposoby: przestać odwiedzać więzienie lub znaleźć czas na zajmowanie się chorymi w sposób systematyczny.
Druga opcja wzięła górę.
*
Buntownicza mina, z jaką wielu z nich [więźniów] stawało przede mną na początku wizyty, znikała, kiedy ich opukałem i osłuchałem płuca oraz serce. Na końcu nierzadko można było dostrzec w ich oczach łzy. Cierpliwość, jakiej wymaga osłuchiwanie pacjenta, i fizyczny kontakt towarzyszący badaniu rozbrajały przestępców.
*
Nasze wieloletnie wzajemne kontakty sprawiły, że funkcjonariusze postanowili przełamać niechęć, jaką okazywała mi korporacja. Aparecido Fidélis, doświadczony więziennik, pijąc ze mną piwo w barze Recanto Nordestino nieopodal zakładu, ujął to następująco:
— Z biegiem lat zrozumieliśmy, że pan tu przychodzi zbierać ludzi do kupy.
*
Abrão, przysadzisty więzień z północnego wschodu kraju, były właściciel burdelu […] następująco streścił niezbędne cechy blokowego:
— Musi mieć dobre kumanie, orientować się w tym, co jest grane i co się gada. Powinien dużo słuchać i mało mówić, żeby mu nikt na głowę nie wlazł. Musi umieć zachować równowagę podczas sporów, żeby jasno wskazać, że to jest w porządku, a tamto nie, albo że ktoś ma zbierać manatki i przenieść się do Piątki. Tutaj nie jest tak jak na wolności, gdzie byle pojeb może zostać kierownikiem departamentu, dyrektorem firmy, a nawet prezydentem republiki, jak ten, co twierdził, że wciągał koks, i rzeczywiście tak wyglądał. Tutaj liderem jest ten, kto umie słuchać głosu rozsądku, debatować z kolegami i jednoczyć się z innymi po to, aby zdobyć siłę, bo przecież, jak mówi przysłowie, w jedności siła.
*
Reinaldo Drummond […], silny jak byk, zaproponował pewnego razu, aby sprowadzić dzielnicową drużynę i skonfrontować ją z więzienną reprezentacją. Tak wyjaśnił Waldemarowi swój zamiar:
— Wiem, że nasi oberwą, bo ta bandycka drużyna jest mocna. Ale chodzi mi o to, żeby ci z miasta, którzy tam kozaczą i marzą o gangsterskim życiu, zobaczyli, do czego takie życie prowadzi.
*
Jeżeli chodzi o niewinność, w więzieniu aż się od niej przelewa. Już podczas pierwszych rozmów osoba postronna zorientuje się, że nikt nie jest tutaj winny. Wszyscy są ofiarami policjanta, który ich wrobił, donosiciela, sprzedajnego prawnika, sędziego, niewdzięcznej kobiety lub pecha.
*
Jak przyznaje sama przestępcza społeczność, gnuśny umysł to siedlisko demonów. Wbrew powszechnemu mniemaniu większość więźniów woli odbywać karę, pracując. Mówią, że czas mija wtedy szybciej, nocą zaś:
— Kiedy ciało jest zmęczone, tęsknota umyka.
*
— Jeśli chce być religijny, to szanujemy jego wybór, ale nie może się wynosić nad innych. Jego zadanie to modlić się przez cały dzień, aby Bóg miał w swojej opiece nas, złodziei.
*
Wciśnięci w stłoczoną gromadę mężczyzn, w sytuacji, w której znacznie bardziej waleczne osoby mogą się czuć zagrożone, w zagadkowy sposób transwestyci znajdują w swojej kobiecej wrażliwości dostateczną siłę, aby zmusić innych do szacunku.
*
Kiedy pod wieczór Jesus przechodził przez dziedziniec pawilonu, usłyszał z wysokości swoich stu dwudziestu kilogramów okrzyk z okna:
— Umrzesz, Jesus!
— A ty może nie, złodzieju? — odparł natychmiast.
*
„Kiedy ludzi kupa, i Herkules dupa”.
Mówiąc językiem więziennym, Luís stąpał po skorupkach jajek. Ostrożności nigdy dosyć, pomyślał:
— Przemoc to lekarstwo, które trudno dozować.
*
Zdjęcia nagich kobiet przyozdabiają ściany, szafy i – rzecz charakterystyczna – wewnętrzną stronę drzwi. Wyzywające, powycinane z magazynów dla mężczyzn, stanowią przedmiot handlu lub wymiany na drobnych straganach na korytarzu, gdzie leżą obok paczek z makaronem lub kawą, puszek z groszkiem i używanego sportowego obuwia. Najpopularniejsze są blondynki stojące na czworaka, sfotografowane od tyłu, wyzywająco odwracające twarz w stronę widza. Bez żadnej żenady wieszane są obok wizerunków świętych, Iemanjá, Matki Boskiej z Aparecidy lub litościwego Serca Jezusowego, tworzących barwne ekumeniczne ikonostasy.
*
Jak mówi bandyterka:
— W więzieniu nikt nie zna adresu, pod którym mieszka prawda.
*
Stary Jeremiasz o siwych kędziorach, weteran piętnastu buntów i ojciec osiemnaściorga dzieci z jedną kobietą, nie uważa, aby waleczność była mocną stroną napastników:
— Tyle lat już tu siedzę, doktorze, a nigdy nie widziałem, żeby ktoś kogoś zabił w pojedynkę. Zbiera się dwudziestka albo i trzydziestka chętnych i dźga tego, co ma umrzeć. Choćby był nie wiem jak silny, nie ma szans. Pudło wypacza rozum do tego stopnia, że kiedy jakiś gość dostaje łomot, wiele osób, które nie mają z całą aferą nic wspólnego, podłącza się do tego gówna tylko dla sportu. To jest dopiero tchórzostwo!
Drauzio Varella, Ostatni krąg. Najniebezpieczniejsze
więzienie Brazylii, przeł. Michał Lipszyc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)

Zdarzało się, że podczas projekcji filmu o AIDS w głębi sali słychać było rozmowy. Pewnego ranka, podczas pokazu, postanowiłem przejść przez całą widownię i usiąść w tyle, razem z nimi, tylko po to, aby sprawdzić, czy rozmowy ustaną. W racjonalnym poczuciu bezpieczeństwa ruszyłem, ale i tak czułem strach. Powoli przeszedłem przez widownię. Kiedy dotarłem do ostatnich rzędów, rozmowy ucichły. Usiadłem na ziemi pośród przestępców i zacząłem oglądać film. Miałem zesztywniałe dłonie i przyspieszone tętno. Czułem się tak, jakby ktoś miał mnie zaraz dopaść od tyłu i zacząć dusić. Opanowałem strach i dotrwałem tam do końca projekcji. Wtedy się podniosłem i bez pośpiechu wróciłem na scenę.
Po drodze zdałem sobie sprawę, że ten chód niezupełnie jest mój: poruszałem się trochę tak, jak to robi gangsterka na ulicach dzielnicy Brás. Tydzień później powtórzyłem ten eksperyment. Lęk, który mi towarzyszył, był już znacznie mniejszy. Za trzecim razem znikł zupełnie.
*
Jedną z tajemnic kobiecej duszy należy tłumaczyć fakt, że bardzo wielu więźniów znajduje sobie dziewczynę właśnie podczas odsiadki. Pewnego razu sędzia rozpatrujący liczne podania kierowane do niego przez więźniów i ich narzeczone nie wytrzymał w końcu i zwrócił się do naczelnika zakładu ze słowami:
— Szefie, co takiego mają w sobie ci więźniowie, czego my nie mamy?
(tamże)
*
Alcione, Nem Morta. [wykonanie wyjęte z książki, tekst
podobno tylko dla dorosłych, zdjęcia też chyba nie dla dzieci]
1 sierpnia odeszła Hania Dunowska. tego samego dnia przyszła na świat Helenka. jej mama leży łóżko obok mnie.
27/131
szpital wyrywa człowieka z domowo-zawodowego podglebia. nadaje mu numer, osadza w medycznych grafikach i rytuałach, wrzuca w obcość rytmu życia oddziału i reguł obowiązujących tam relacji — „odnajdź się w tym wszystkim” to taka hospitalizacyjna gra, swoisty RPG. szpital daje też pacjentowi dużo długich chwil ze samym sobą (jeśli ma się szczęście, są to chwile w ciszy) — ja je mam: i szczęście, i chwile.
26/131
*
Od mojego ostatniego pobytu w szpitalu zmieniły się druczki i ankiety, które nie wierzą w katastrofę klimatyczną i rozrosły się znacząco. Ubawiłam się setnie jednym z punktów w ankiecie: stosunek pacjenta do hospitalizacji i choroby: pozytywny, negatywny, obojętny? Szach-mat a nie pytanie. Zakładając jednak, że jest to pytanie, należy ono do puli tych filozoficzno-egzystencjalnych — nie da się na nie odpowiedzieć umieszczeniem jednego krzyżyka w wybranym miejscu — zawsze będzie to odpowiedź niepełna i w jakimś stopniu nieprawdziwa. A jeśli szach, co na to moja królówka?
Grieve, accept, and then move forward!
Angie Ebba
*

ilustr. Ruth Basagoitia, źródło.
*
[…] as long as I keep grieving, and weeping, and then moving on, I'm fine.
// Author unkown.
zachwyc.ona
[stary, ale ważny wpis à propos]
Macaroonca:
(opieprzyła Drzewko z góry na dół)
Jabłoń:
(kilka godzin później wie, skąd się wzięły jej kłopoty)
Jak odróżnić hipochondrię od ważnego symptomu?
Macaroonca:
Pani mówi, a ja decyduję, czy to jest
hipochondria czy coś ważnego.
Jabłoń:
(w wersji „popieprzona indywidualistka” zajarzyła
i chce szybko nauczyć się pracy w duecie)
Onemu:
(w rozmowie telefonicznej)
Będziesz dzisiaj?
Pan Ciasteczko:
Już jestem, oddaję towar na serwis.
Jabłoń:
(już prawie zaparkowana w sali szpitalnej
niezmiennie
uwielbia obu Panów)
Jabłoń:
(w drodze na rehabkę)
Nie dam sobie wmówić, że mój stan
jest wynikiem tego,
że wykonałam zbyt mało ćwiczeń psycho-fizycznych.
Sadownik:
Śmiem twierdzić, że
jest wręcz odwrotnie.
*
Pati:
(wpadła na pomysł, że skoro
rodzice mogą
to robić niemowlętom, to mąż może żonie)
(wszedł)
Sadownik
(wyszedł)
Pan Vojtuś
Jabłoń:
(w zachwycie)
Teraz będę miała dylemat:
seks czy Vojta?
ツ
Czekała na mnie rok. Dowiedziałam się o niej z audycji, która omawiała Laleczki skazańców — wówczas książką już przeze mnie przeczytaną, co stanowiło powód, by szczególnie strzyc uszami, z ciekawością czekając na wrażenia innych osób, które się z nią spotkały.
Czekała zbyt długo — jest doskonała! Prawdziwą siurpryzą jest fakt, że Autor jest… onkologiem — trudno w to uwierzyć do końca, tak pięknie pisze, przepuszczając wszystko przez swoją wrażliwość. Rysowany słowem przed tobą realny świat, którego większość z nas nie zna i nie pozna, a w nim spotykasz wspaniałych ludzi, co dotkną twego serca i w jakiś sposób pozostaną z tobą już na zawsze. Pierwszy raz w życiu czytałam książkę mężczyzny, który tak pięknie pisze o mężczyznach. A ja lubię mężczyzn, lubię kobiety, ludzi i… psy. I koty zaprzyjaźnionych osób.
Ostentacyjna obecność krat i kłódek, metaliczny trzask zamykanych bramek gnębią psychikę w sposób tak dojmujący, że przez ponad dwadzieścia lat nie spotkałem nikogo, kto wchodzenie na teren zakładu uważałby za przyjemność. Przeciwnie, niemal wszyscy mówią o uczuciu ulgi, jaka towarzyszy wychodzeniu przez bramę na ulicę.
*
— Szefie, jest problem. Facet […] stoi na dziedzińcu z tą kosą w dłoni.
W drodze do pawilonu spotkali Byka z nożem tuż obok głównego wejścia. Wierny zasadzie, aby nigdy nie podejmować żadnych działań, dopóki nie zrozumie sytuacji, Irani przeszedł obok niego tak, jakby go nie widział, ale zamiast udać się do swojego gabinetu, ruszył na drugie piętro i odszukał tam Bem-Te-Vi, więźnia odpowiedzialnego za utrzymanie porządku:
— Bracie, co to za cyrk? Ten gościu zwariował czy co?
*
Jeżeli się wie, jak je prowadzić, życie to cudowna impreza.
*
— Cholera, chłopak trafia tu jako funkcjonariusz publiczny, a kończy za kratkami jako handlarz.
Araújo, jakby myśląc na głos, dorzucił:
— Problem w tym, że ci młodzi chcieliby mieć wszystko naraz. Jeszcze się nie nauczył, że szczęście wymaga cierpliwości.
*
Jako ludzie wychowani zazwyczaj według konserwatywnych wartości przystosowują się do podwójnego życia i dzielą czas tak, aby być niemal równocześnie w dwóch domach, co jest zadaniem wyczerpującym, wymagającym poświęcenia, odwagi, dobrej znajomości kobiecej psychiki oraz cyrkowych wręcz akrobacji.
*
— Masz dziesięć minut na poufną rozmowę, jaka może się odbyć tylko między prawdziwymi przyjaciółmi?
*
Poprosił dyrektora o rozmowę w cztery oczy i wszystko mu wyjawił.
Dyrektor był solidarny:
— Zrobiłeś dwa błędy: nie powinieneś zadawać się z tego typu panienką, a tym bardziej próbować uporać się z tym bigosem na własną rękę.
*
Ktoś powiedział, że „każdy złożony problem znajdzie jakieś proste rozwiązanie, zawsze błędne”. Przypominam sobie ten aforyzm, ilekroć słyszę, jak ktoś mówi: „ludzie w więzieniu powinni pracować” lub „to jakiś absurd, żeby menele jadły na koszt społeczeństwa, nie dając nic w zamian”.
Oświeceni ludzie, którzy wypowiadają te banały, robią to z miną Kolumba odkrywającego Amerykę. Nawet nie przemknie im przez głowę najtrywialniejsza refleksja: czy ktokolwiek mógłby być przeciwny pracy w więzieniu?
*
Pośród pełnej emocji ciszy, jaka zapanowała na tarasie, Waldemar mruknął:
— To się nie musiało tak skończyć.
*
Brazylijskie społeczeństwo, żyjące w ciągłym strachu przed szerzącą się w miastach przemocą, gotowe jest ignorować bądź traktować obojętnie tę przemoc, którą stosuje państwo, byle oszczędzono przy tym klasę średnią i najbogatszych. Kiedy kamery telewizyjne przyłapią jakiegoś funkcjonariusza na biciu kogoś z niższych warstw społecznych, zawsze znajdzie się postronna osoba, która to usprawiedliwi: „Skoro obrywa, to znaczy, że zasłużył”.
*
— Tam posyła się byłych posłów, byłych donosicieli, byłych policjantów, byłych gwałcicieli, byłych palaczy kraku, byłych skurwysynów, byłych wszystkich, którzy się nie nadają.
*
Wirus przemocy infekuje całe więzienne środowisko. Wiem to z własnego doświadczenia. Ja, który mam nieraz problem z zaśnięciem, bo jakiś mój pacjent dostał gorączki — rzecz typowa dla wielu lekarzy — wielokrotnie miałem ochotę uderzyć więźnia. Nie dlatego że ktoś mnie obraził, bo to nigdy się nie zdarzyło, lecz z powodu wyszukanego okrucieństwa zbrodni popełnianych na bezbronnych ludziach lub brutalności, do jakiej uciekają się niektórzy, aby podporządkować sobie współtowarzyszy.
*
Czy istnieje większa przyjemność duchowa niż płakanie ze śmiechu?
*
— To wszystko prawda, co słyszałem?
— Waldemar, ten gość to szmata, posuwał moją babkę, chociaż wiedział, że siedzę w pudle.
— Ile ci zostało do wyjścia na wolność?
— Niecały rok.
— No to zrób tak: idź tam i go zadźgaj. A potem wpadnij do mojego biura i powiedz, czy było warto.
Pod wieczór Mesjasz zjawił się u Waldemara:
— Chciałem panu podziękować. Sam sobie bym krzywdę zrobił.
Drauzio Varella, Klawisze, przeł. Michał Lipszyc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)

Po dwudziestu trzech latach pracy w zakładach karnych nie ma sensu gdybanie, jaki bym był bez tego doświadczenia. Człowiek jest zlepkiem zdarzeń, tych magazynowanych w zakamarkach pamięci i tych, które zepchnął w niepamięć. Mimo wszystkich zastrzeżeń jestem pewien, że byłbym bez tego bardziej naiwny i ograniczony.
*
Hasło „miejsce bandyty jest w więzieniu” jest puste i demagogiczne. Nie mamy ani nie będziemy mieli wystarczająco dużo zakładów karnych.
Zredukowanie więziennej populacji jest palącą koniecznością. Nie na miejscu są dyskusje o tym, kto jest za, a kto przeciw: nie mamy wyboru. Upychanie coraz większej liczby ludzi na coraz mniejszej przestrzeni to już nie tylko kwestia praw człowieka — to zagrożenie dotyczące nas wszystkich. Przecież któregoś dnia oni wrócą na ulicę.
(tamże)
Kaan nazywa je małopowierzchniowymi ćwiczeniami akurat do 2.00 w nocy, ale mój zachwyt nimi jest całodobowy i nie jest ćwiczeniem. Czekałam na czwartą deseczkę, doczekałam się.

Kaan.
(wcześniejsze deseczki)
przemoc domowa — nie dała rady, zamordowała go. obrona wnioskowała o uniewinnienie, winiąc upał, który i ją poranił. nie ma dziewczyna ręki do kwiatów, storczyk nie przeżył.
24/131
Biały Kruk:
(doniósł wczoraj, że razem z Orzeszkiem
wznowili wycieczki na Miętusie)
…zrobiliśmy 19 kilometrów.

fot. Znajoma Orzeszka i Białego Kruka.
Jabłoń:
(nie ma pojęcia, gdzie Oni pojechali;
cieszy ją ten widok bardzo i
zazdrości
zdrowych układów nerwowych)
o czym można powiedzieć, co lepiej przemilczeć? namolna obecność tego pytania czyni człowieka samotnym. myśli — niczym pędzące po niebie chmury — kto nadaje im kształt?
23/131
Gdy była jej premiera w połowie maja, okładka skutecznie mnie od niej odrzuciła. Nie sięgnęłabym po nią, gdyby nie audycja w zeszłym tygodniu, która sprawiła, że w jednej chwili dotarło do mnie, że muszę przeczytać te historie o porządku, który definiuje inne świry i zajoby, nazywane „normą” czy „porządkiem naturalnym”, niż te, w których żyjemy w Polsce. Najbardziej jednak musiałam przeczytać historię dwóch kobiet — piękną, przepiękną historię. Warto!
Skończona wczoraj przy porannej kawie, musiała się uleżeć, by możliwe było wybranie cytatów w odpowiednim porządku — relacyjnie najpiękniejsze osobno na końcu.
Interesowało mnie przede wszystkim to, co odmienne z europejskiego punktu widzenia. Na poziomie kostiumu kulturowego, praktyk codzienności, rytuałów, obyczaju, bo przecież rodzi się, kocha i zdradza zawsze tak samo.
*
— Czyli ty jesteś jedyną żoną Mr. Grega? — pyta, bawiąc się różową motorolą z wysadzaną kamieniami klapką.
— O, jasne, że tak! – odpowiadam z dumą. — U nas nie można mieć dwóch żon.
— Aha. No to masz ciężko — wzdycha Salika. — Jesteś zupełnie sama do wszystkiego, tak?
— Co masz na myśli? — nie rozumiem.
— No, jak to? Sama jesteś. Zawsze ty musisz z nim sypiać, ty musisz gotować, zabawiać jego matkę i siostry, wysłuchiwać problemów w pracy. Wszystkie dzieci musisz sama urodzić. Ciężko masz.
*
— Gdy jestem cicho, to znaczy, że kryje się we mnie burza, jak pisał Rumi — wspomina.
*
— Nie jest łatwo być samotną matką w Omanie. To ciągle stygmatyzuje. Te komentarze: „może nie trzeba go było denerwować?”, „zawsze tak dobrze ci szło, a teraz proszę”. Albo: „nie martw się, może ktoś cię weźmie na drugą żonę”.
*
Takie zwyczajne, takie same jak zawsze i wszędzie na świecie. Bo przemoc wobec kobiet jest zawsze podobna. Ma siny kolor i słony smak. Takie same są łzy i krew z rozciętej wargi. Fioletowo-żółte siniaki. Ukryte pod chustą, bluzką, garsonką, grubym swetrem. Zamaskowane pudrem, uśmiechem, zaprzeczeniem. Powracające.
*
Nie, nie kocham jej. Jak można kochać kobietę, z którą nigdy się swobodnie nie rozmawiało? Której nie można dotknąć. Która nie cieszy się na twój widok. Która nawet nie podniesie na ciebie wzroku. Nie można. Nigdy nie widziałem jej włosów. Może tylko niesforny kosmyk spod chusty. Nie widziałem jej ramion. Jej łydek. Karku. Tylko te dłonie. Ale czy można się zakochać w dłoniach? Nie, nie kocham jej. Chciałbym móc poznać. Pokochać. Ale nie wolno mi. Mam tylko te 28 sekund w windzie.
*
Czy Zajda wie, że ludzkie łzy, które pojawiają się pod wpływem emocji, mają inny skład niż te wywołane przez dym czy alergię? Oprócz soli i wody zawierają hormony: prolaktynę, która jest odpowiedzialna za uczucie przywiązania, i enkefalinę leucynową, która działa przeciwbólowo. Łzy, które ronimy z miłości, mają dwadzieścia pięć procent więcej białka od tych, które tylko przepłukują oczy. Przez to nie spływają tak szybko. Czy Zajda kiedyś płakała z miłości? Czy kiedyś kochała? Czy wie, co wtedy wydziela jej przysadka?
*
Skąd wie — pytam — co jest, a co nie jest znakiem? To proste. Czuje się ukłucie w sercu, tłumaczy Nura, a potem wątpliwości opadają i już się wie, co robić. Jakby ktoś zapalił światło.
*
Powtarza Salihowi i Zijanie: „Małżeństwo jest jak sznurek. Jeśli każde z was będzie ciągnąć w swoją stronę, pęknie. Musicie uważać. A czasem odpuścić”. Uczą się tego przez kolejne lata.
— To jest dobra zasada nie tylko w związku, ale w życiu – mówi Zijana pochylona nad ślubnym albumem. — Przekonałam się, że siła nie polega na tym, żeby wymusić swoje. Siła to cierpliwość i umiejętność odpuszczenia w rzeczach mało ważnych.
*
[…] nie chciał drugiej żony. Mawiał: „jedna żona – jeden kłopot, dwie żony – trzy kłopoty”.
Agata Romaniuk, Z miłości? To współczuję. Opowieści
z Omanu, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019.
(wyróżnienie własne)

Nie mówiła do mnie, ale jej słuchałam. Nie patrzyła na mnie, ale ja nie widziałam nikogo oprócz niej. Chciałam być nią. Być z nią. Ale wyjechali tego samego dnia. Nie zamieniłyśmy ze sobą ani jednego słowa aż do dnia mojego ślubu — mówi Marjam o Mauzie.
*
[…] stała sama, bez ruchu, na progu domu. Miała błękitną chustę ze złotym wykończeniem. Pamiętam, że pomyślałam: piękna jak sen. Ale nie rozmawiałyśmy, nie było okazji […] — mówi Mauza o Marjam.
*
Pritima jest strażniczką kobiecych sekretów. Kiedy bada ciężarną Marjam, za parawanem stoi Mauza i Ahmad. I tylko one trzy wiedzą, kto kogo kocha w tym trójkącie. I czyje tak naprawdę będzie to dziecko.
(tamże)
życie przecieka mi do snów, fuuuj! powtórka z trudnych chwil zamiast smoków i biegania. budzę się zdziwiona spotkaniami z tymi, którzy nie żyją od wielu dziesiątek lat.
22/131
nie brzydzi się cyframi arabskimi ani alfabetem wymyślonym przez Francuza — polskiej duszy chyba nie ma, czerwona zaraza. swoją kulturą osobistą uśmiechnęła mnie z samego rana. szafka w szatni rodzinnej.
20/131

Pan Piór:
Co tak smutno?
Jabłoń:
A jak Pan myśli?
*

Byliśmy na ostatnim obiedzie w romesco. Byliśmy podziękować i pożegnać się. Mukaliśmy bardzo przy przepysznym.

śmierć przeszła obok, zostawiła w stuporze z pytaniem o sens walki. Kaan odpowiedziała: każdy fajny dzień to sens dla nas i dla tych, którzy nas kochają. jak dobrze, że są obok mnie właściwi ludzie — pomagają trzy zdania sklecić — dobrze, że umiem czytać ze zrozumieniem i czuciem.
19/131
Hania Dunowska
(1958–2019)

Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia.
1305 wpisów temu byliśmy w romesco po raz pierwszy. Już wiem, że nie zdążę zjeść całej karty. Dziś zjedliśmy ostatni romescowy lanczyk — mukanie było (jak zwykle niezmienne).
Gdy pierwszy raz rozmawialiśmy z Panem Piórem, był w paskowanym fartuchu, który zachwycił mnie wtedy, zachwycił mnie i dziś.

Od poniedziałku po ulicach nadal będą łazić dumne z siebie łyse faszyzujące pały, co nic dobrego dla innych nie zrobiły, bo boją się własnego cienia; nieetyczna, umoralniająca tych, co sobie tego nie życzą, czarna zaraza będzie trzymać się wypaśnie; politycy będą łgać-w-statusie-head, a kolejne kochające się pary pomyślą o emigracji, bo ani się tu żyć nie da, ani mieć dzieci. Być może przyjdzie dzień, że ze strachu zdejmę z nadgarstka tęczowy zegarek.
Od poniedziałku nie będzie już romesco — o powodach aż się gadać nie chce. Pozostanie znacznik hiszpański kęs i wspaniałe wspomnienia.

Są książki, których nie szukam, a one, mimo to, mnie znajdują. Tak było w tym przypadku. Portal ibukowy zaproponował w przyzwoitej cenie. Łyknęłam haczyk, bo cudny tytuł, bo w japonkach dobrze czasem przemierzać świat, bo (po ostatnie i najważniejsze) byłam ciekawa, jak podejście Adlera będzie przedstawione.
Literacko jest to coś, co blisko gniota mogło przez chwilę leżeć, ale jeśli chodzi o treść, spokojnie można znaleźć wiele akapitów, które warto przemyśleć, przepuścić przez siebie, przewrócić na lewą stronę swoje jestestwo i zobaczyć, co tam się zagnieździło i uwiera lub żyć nie daje. Warta jest czasu, który skradnie.
Nie, to nie tak. Twierdzisz, że żałujesz, iż nie wiedziałeś o tym dziesięć lat temu. Ale mówisz tak dlatego, że myśl Adlera poruszyła czułe struny w tobie, jakim jesteś teraz. Nikt nie wie, co sądziłbyś o niej dziesięć lat temu. Tej dyskusji potrzebowałeś dziś.
*
MŁODZIENIEC: […] Kawał drania z ciebie!
FILOZOF: Ha, ha. Zabrzmiało to raczej pogodnie.
MŁODZIENIEC: Owszem, bo czerpię z tych rozmów ogromną przyjemność. Ranią, oczywiście. Trudno, żeby było inaczej, skoro wtykasz mi takie szpile. A jednak sprawiają mi ogromną frajdę.
*
Nawet jeśli się zmieniam, zmienia się tylko moje „ja”. Nie wiem, co w wyniku tego stanie się z innym człowiekiem, i nie jest to coś, w czym mogę uczestniczyć. To także kwestia podziału zadań. Oczywiście może być i tak, że równocześnie z moją zmianą — ale nie przez nią — drugi człowiek również się zmieni. W wielu przypadkach ta osoba nie będzie miała innego wyjścia. Ale nie o to chodzi i bezsprzecznie może być tak, że ów ktoś pozostanie taki, jaki był.
*
[…] życie jest pasmem chwil, które człowiek przeżywa tak, jakby tańczył – teraz i w każdym kolejnym teraz, które mija. A gdy się czasem rozejrzy, uświadamia sobie, dokąd dotarł. […] Ten, kto tańczy, nie tkwi w jednym miejscu.
*
FILOZOF: […] Dopóki tańczysz, dokądś dotrzesz.
MŁODZIENIEC: I nikt nie wie dokąd!
FILOZOF: Na tym polega życie energeiczne. Gdybym spojrzał wstecz na swoją egzystencję aż do chwili obecnej, to jakkolwiek bym próbował, nigdy nie dojdę do satysfakcjonującego wyjaśnienia, dlaczego znalazłem się tu i teraz.
*
Jeśli nie chcesz poprawić kontaktów z danym człowiekiem, to je zerwij. Bo zerwanie relacji jest zadaniem należącym do ciebie.
*
W rezygnacji są pierwiastki trzeźwego spojrzenia, akceptacji i hartu ducha. Umieć spojrzeć prawdzie w oczy – oto, czym jest rezygnacja. Nie ma w niej nic pesymistycznego.
*
Trzeba iść naprzód bez lęku przed byciem nielubianym. Nie żyć na podobieństwo bezwolnie staczającego się kamienia, lecz wspinać się na stok. Tym jest dla człowieka wolność.
*
Akceptujesz siebie na poziomie działań czy na poziomie egzystencjalnym? To fundamentalne pytanie wiąże się z odwagą do bycia szczęśliwym.
Ichiro Kishimi, Fumitake Koga, Odwaga bycia nielubianym,
przeł. Piotr Cieślak, Galaktyka, Łódź 2017.
(wyróżnienie własne)

[…] jest taka przypowieść: „Wśród dziesięciorga ludzi jeden będzie cię krytykował bez względu na to, co robisz. Ta osoba nie będzie cię lubić i ty także nie poczujesz do niej sympatii. Dwie inne będą cię akceptować bez zastrzeżeń i ty też je zaakceptujesz, a potem blisko się z nimi zaprzyjaźnisz. Pozostałych siedem osób nie będzie się zaliczało do żadnego z tych typów”. Skupisz się na osobie, która cię nie lubi? Będziesz poświęcał więcej uwagi tym dwóm, które cię kochają? Czy raczej skoncentrujesz się na tłumie, czyli pozostałych siedmiu?
(tamże)
możesz się z tego wszystkiego wymiksować, ja nie mogę! — wykrzyczała na granicy swojej bezsilności. tak, tak, mogę, ale wiesz, jest jeden drobny problem: kocham cię — ze złością na los odpowiedział podniesionym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. bezsilność wymiękła, życie ustawione do pionu bez pola do manewrów i dyskusji.
18/131
Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia.
Życiowe przeciwności powinny stanowić okazję do rozejrzenia się i zastanowienia nad tym, co można zrobić teraz.
*
Jeśli chodzi o własne życie, możesz jedynie wybrać najlepszą z dróg, które wydają ci się słuszne. Odrębną sprawą jest to, jak twój wybór osądzą inni. To ich zadanie, na które nie masz żadnego wpływu.
*
Ludzie są moimi towarzyszami, a świat jest cudownym miejscem.
Ichiro Kishimi, Fumitake Koga, Odwaga bycia nielubianym,
przeł. Piotr Cieślak, Galaktyka, Łódź 2017.
czekała czekaniem, co ciepłem na dnie serca istnieje. doczekała się i padło jedno pytanie. przestała rozumieć swoje czekanie i wyszła.
17/131
Nie czytałam tej książki, ja ją połknęłam. Skończyłam w sobotę, gdy wracaliśmy do ula, ale żeby zająknąć się na jej temat musiał skończyć się upał. Dziś jest pierwszy dzień chłodniejszego.
Choć do końca roku jest jeszcze pięć miesięcy i wszystko się zdarzyć może, to śmiem twierdzić, że to jedna z najważniejszych książek A.D. 2019 w kategorii reportaż. Po prostu trzeba ją przeczytać i już, choć na raz nie da się tego zrobić — są w niej takie fragmenty, że człowiek w nas musi złapać oddech i dystans, inaczej nie da rady iść dalej.
Zdejmijmy filtry, spójrzmy, tacy właśnie jesteśmy. Jesteśmy jednym z najwspanialszych krajów na świecie. Latami pozwalaliśmy krzywdzić dzieci.
*
Jedną z pierwszych nauk, którą przyswajały dzieci, było to, że ich ciało nie należy do nich. Ich ciało było świątynią Ducha Świętego, zaś wyłączne prawo do zarządzania świątynią mieli ksiądz, pastor oraz zakonnice.
Jak dokumentuje raport komisji, dzieci nie tylko bito i torturowano, ale również gwałcono. I znowu nie były to patologiczne przypadki, ale zorganizowany system. Szkoły z internatem za sprawą panującego obowiązku posłuszeństwa, braku kontroli zewnętrznej, a vnawet geograficznego oddalenia stanowiły idealny teren łowiecki dla sadystów i pedofilów.
*
Ile waży dziecięca skarga wobec słów osoby duchownej, noszącej Zbawiciela na sercu?
*
Ojcowie Kanady uważali, że reformy były konieczne, więc zmiany wprowadzano szybko. Kanada weszła na drogę pełną zakrętów, dysponując nieaktualną mapą i sprzecznymi drogowskazami. Nie chciano zobaczyć, co czeka za rogiem.
[…]
Do pomysłu szkół z internatem, organizowanych przez państwo, a prowadzonych przez Kościół, powrócono dopiero na początku XIX wieku. To wtedy zarządzono nieznany w wielu rdzennych społecznościach restrykcyjny podział na zajęcia żeńskie i męskie. Do tej pory nie było ról wyraźnie przypisanych do biologicznych płci. Sama płeć była zresztą czymś płynnym, podlegającym wyborowi. Zdarzało się więc, że mężczyzna chciał żyć z mężczyzną albo pragnął pełnić w rodzinie typowo matriarchalne funkcje. Obyczaj wymagał, by podkreślił swoją nową kobiecość odpowiednim, żeńskim strojem. Jego wybór był powszechnie szanowany, a otoczenie ułatwiało mu podjęcie nowej roli.
Hołubiono też ludzi dwóch dusz (Two Spirit, 2S), w których ciałach pomieszkiwały — jednocześnie lub naprzemiennie — jaźń męska i kobieca.
Kościół katolicki nie mógł się na to zgodzić. Postanowiono „zbawić Indian od grzechu”, choćby wbrew ich woli. Cały system kolonizacji, w tym stworzenie szkół z internatem, miał być jednak dla ich dobra. Cóż, że chodziło o dobro dopiero w przyszłym życiu.
*
To nieprawda, że nikt wcześniej nie wiedział. Nie da się nie wiedzieć.
Ktoś mieszka w pobliżu szkoły z internatem, w której zamknięte są rdzenne dzieci. Ktoś dowozi do niej jedzenie. Ktoś inny dzieci z internatów leczy, ktoś je przecież grzebie.
Czyjemuś dziecku znikają koledzy, jakiejś rodzinie — sąsiedzi.
[…]
Nie da się nie wiedzieć, więc przez te wszystkie lata Kanadyjczycy wiedzieli. Nie wiedziała tylko Kanada.
*
Przydaje się wtedy formuła mająca wszystkie wątpliwości rozwiać, a wszelkie winy unieważnić. Cudowne zaklęcie, trzy słowa, które dobrze brzmią w każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną.
Ta-kie-by-ły-cza-sy.
Mawia się też: to cena postępu, przykry odprysk wielkiej dziejowej historii. To, co prawda, niefortunne, ale jednak odizolowane przypadki..
*
W Polsce, mówiąc o ocalonych, zazwyczaj mamy na myśli tych, którzy przetrwali Holocaust. […] Do niedawna także w Kanadzie survivor oznaczał człowieka, który przeżył Shoah.
Ale czasy się zmieniają — teraz survivor to coraz częściej ten, który przeżył prowadzoną przez Kościoły szkołę z internatem. „Jestem ocaleńcem” to już prawie to samo, co „jestem po kościelnym internacie”.
Polskie tłumaczenie tego słowa nie jest doskonałe. Ocaleniec to ktoś, kto ocalał, kogo uratowano niejako z zewnątrz. Jest jak ofiara kataklizmu, której ratownicy udzielili pomocy.
W języku angielskim survivor to ktoś, komu udało się przetrwać, przeżyć, wytrzymać (to survive). Tu akcent jest położony inaczej — na wewnętrzne sprawstwo, na siłę, która pozwala utrzymać się przy życiu.
Dzieci z kanadyjskich szkół z internatem, jeśli przeżyły, to dlatego, że wytrzymały.
Nie zostały przez nikogo uratowane, po żadne z nich pomoc nie przyszła.
Ta-kie-by-ły-cza-sy.
*
Jeśli jesteś z Polski, to może mi to wytłumaczysz. Jak katolicki papież może się na to godzić? Jak może nas nie przeprosić? Wszyscy papieże po kolei umywali ręce. A przecież każdy z nich miał chyba dostęp do Biblii?
Powiedz mi, co w tej Biblii jest takiego, że zabrania Kościołowi powiedzieć: przepraszam?
*
Byłem mały, a już się nauczyłem nie być. Udawałem, że to nie mnie się to wszystko dzieje. […] Odlatujesz ze swojego ciała, wtedy możesz na chwilę zablokować ból. Ta umiejętność bardzo mi się w życiu potem przydawała. […] ja – nic. Ani łezki. Dopiero po latach poznałem słowo „dysocjacja”. W chwili zagrożenia umysł odcina cię od rzeczywistości, żebyś mógł się jakoś uratować. Dla nas to był elementarz.
Dlaczego dziwi cię, że nikomu o tym nie mówiliśmy? Powiedz mi, a kto normalny uwierzy dziecku? Wtedy nie widziałem na niebie gwiazdy, która jest prawdą.
Po prostu chciałem przetrwać. To wszystko.
*
Nasza historia to worek pełen kamieni — w pojedynkę jest to nie do uniesienia.
*
Wyobraź sobie, że dorastasz, a wszyscy naokoło milczą o tym, kim jesteś. I ta cisza jest tak ciężka, że sama przestajesz w końcu pytać. Ale wątpliwość nie znika. Im usilniej próbujesz to zignorować, tym mocniej słyszysz głos, który terkocze w twojej głowie i w końcu jest tak silny, że rozsadza ci czaszkę.
*
Wielu mężczyzn nadal sądzi, że mają prawa do naszych ciał. Chcą ich używać w tym najprostszym sensie, ale także chcą nimi władać. Na przykład kazać im nosić ciąże. To przecież też jest przemoc — decydować, czy mamy rodzić i kiedy.
Nasze ciała i nasze życia są dla nich mało warte. Można je sobie wziąć, użyć i potem wyrzucić, nawet dosłownie.
*
[…] przemoc wobec kobiet nieczęsto jest łączona z naruszeniem praw człowieka.
*
[…] o ile najbardziej niebezpiecznym miejscem dla kobiety w Kanadzie jest dom, bo to tam statystycznie najczęściej dochodzi do aktów przemocy, rdzenne kobiety są dużo bardziej narażone na krzywdę także w najbliższej okolicy. Tak, jakby w społeczności panowało przyzwolenie na bicie i branie sobie rdzennych kobiet jak jabłek z przydrożnego drzewa.
Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.

Język w tym kraju zmienia się szybko. Uważność na słowa jest tu ważniejsza od akcentu: każdy może przyjechać z własną melodią języka. Mowa może być twarda i nieporadna, ale nie może być krzywdząca dla innych.
W Kanadzie umówiono się, że język ma znaczenie wykraczające poza dosłowny przekaz, ma moc sprawczą. Uważa się, że procesy społeczne zaczynają się od słów, a język jest narzędziem, jak inne.
*
[…]
ci, którzy byli w Kanadzie od początku świata, inaczej czytają to samo niebo. Siedem gwiazd oznacza tu siedem nauk, siedem drogowskazów na życie.
Zadzieram głowę. Patrzymy z Henrym na jedną konstelację. Ja widzę w górze wóz i dyszel. Henry widzi siedem przykazań: wiedzę, miłość, pokorę, szczerość, odwagę, szacunek i prawdę.
*
[…]
napisał na Twitterze […] .
Następnego dnia było już jasne, że będą kłopoty. Ladurantaye skasował tweeta i publicznie przeprosił.
— Nie zadałem sobie trudu, by pomyśleć, jak to jest, gdy się nie ma mojej pozycji, mojej władzy albo mojego głosu.
Ale to już nic nie dało.
*
Jak wejść wspólnie na drogę pojednania, skoro nie ma ani mapy, ani nawet punktu zbiórki?
[…] Opinie się różnią — każdy może mieć swoją własną, ale panuje zgoda, że nie można mieć swoich własnych faktów. Jednak ustalenie prawdy to był dopiero początek.
*
Droga do pojednania jest stroma i nierówna. Na razie widać, że zaczęła się od symboli i na nich tak naprawdę się kończy. Obie strony rozumieją, że to już bardzo dużo – a jednocześnie o wiele za mało. Pojednanie jest procesem o wyraźnym początku, ale bez końca.
*
[…] żyjemy w państwie prawa, więc nie mogą mnie zatrzymać bez powodu. Ale co z tego, że w końcu cię puszczają, jeśli twój autobus już dawno pojechał bez ciebie? Wiesz, czasem myślę, że nam całe życie umyka bez nas w środku.
(tamże)
*
Norval Morrisseau, źródło.
*
Michael Cheena dobiegał sześćdziesiątki, kiedy pierwszy raz usłyszał, że jest ważny i potrzebny.
Był zaskoczony i zawstydzony. Nigdy go nie uczono, jak reagować na życzliwość. Nie wiedział, co powinien poczuć ani co należy powiedzieć. Siedział w milczeniu, skubiąc siwe wąsy.
Po chwili usłyszał jeszcze: „Michael, jesteśmy z ciebie dumni. Przez to, przez co przeszedłeś i co z tym zrobiłeś, zasłużyłeś na przywilej. Masz prawo nosić orle pióro. Żaden człowiek ani żadna siła ci już tego nie odbierze”.
(tamże)
Latamy samolotami po całym świecie, płacimy kartami za wszystko to, co nie jest dla nas bezcenne, wolnością cieszymy się od ponad trzydziestu lat, ale!
Wciąż żyjemy w jednej wielkiej szkole z internatem, którą prowadzi kościół katolicki i słono każe sobie za nią płacić.
Sami sobie nawzajem, w ramach przysposobienia do zbawienia, wyrywamy tęczowe skrzydła, nie przyznając się do jakiegoś kawałka siebie. Szkoda… Ja nie dałam sobie wyrwać swoich, czego i Tobie życzę.
W Kanadzie używa się także szerszego określenia 2SLGBTQQIA, oznaczającego także osoby dwóch dusz (Two Spirit), kwestionujących swoją płeć (questioning), postrzegające się jako międzypłciowe (intersex) i aseksualne (asexual, po polsku nazywane czasem asami).
W wielu pierwotnych społecznościach panowała umowa, że biologia nie determinuje tego, czym jest człowiek. Według licznych tradycyjnych wierzeń wszyscy ludzie są istotami ożywionymi, a płeć nie jest przypisanym raz na zawsze atrybutem. Dziecko jest białą kartą, jak powiedzielibyśmy w naszym oświeceniowym języku, na którym płeć zostanie dopiero zapisana w toku osobistych wyborów i doświadczeń. To społeczność dopasowuje się do drogi dziecka, a nie ono przybiera kształt matrycy nadanej przez grupę.
Wierzono, że płeć wynika z kontekstu, a genitalia nie określają tego, kim w przyszłości ma być człowiek. Są jak kolor oczu – przyrodzone, ale nie determinują ludzkiego losu. Płeć biologiczna nie była więc pierwszą cechą, jaką się identyfikowano, była płynna, umowna i przechodnia. Nikogo to nie gorszyło — ludzie uważali, że w jednym ciele mogą mieszkać dwie dusze, naprzemiennie dochodzące do głosu.
Tak było w czasach przed kontaktem. Potem, zamiast zmienić niepasujące narzędzie, nieprzydatne do opisu rzeczywistości, ludzie mówiący po angielsku postanowili zmienić niezrozumiałą dla nich rzeczywistość. Wprowadzili nowe porządki, w tym heteropatriarchat. Dla ludzi o dwóch duszach nie było miejsca, należało ich zatrzeć. Podjęły się tego szkoły z internatem. To, jaki powinien być człowiek, formatowano słowem Bożym i trzciną, perswazją i przemocą.
Dziś coraz częściej na kolonizację i ewangelizację Kanady przez Europejczyków badacze patrzą jako na wojnę płci, na przemoc mężczyzn wobec kobiet.
*
Misjonarze z Moraw przypłynęli, by oznajmić gospodarzom, że żyją oni w grzechu i obrażają Boga, który wiódł swój naród w upale przez piaszczystą pustynię. Mieszkańcy tych ziem nie rozumieli, co znaczy grzech, nie widzieli nigdy piaszczystej pustyni.
*
krzycz
by pewnego dnia
sto lat od dziś
inna siostra nie musiała
osuszać swoich łez zastanawiając się
gdzie na przestrzeni dziejów
straciła swój głos
// Jasmin Kaur
Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)
*

Autor(ka) nie do ustalenia, źródło.
niczym okruszek. subtelna zmiana w ciele.
nie chce się gadać, czytać, pisać — chce się czuć.
16/131
dziś nie wiem. jak żyć. z kalectwem.
*
dziś nie! wiem. jak żyć z kalectwem?
*
dziś? nie wiem jak! żyć z kalectwem.
15/131
[Adler t]wierdzi raczej, że na tym samym, płaskim polu gry istnieją tacy, którzy idą do przodu, i tacy, którzy idą do przodu za nimi. Zapamiętaj tę metaforę. Choć każdy pokonuje inny dystans, w innym tempie, wszyscy poruszają się po tym samym, równym terenie. Dążenie do wyższości to nastawienie polegające na chęci zrobienia kolejnego kroku o własnych siłach, a nie na rywalizacji […].
Ichiro Kishimi, Fumitake Koga, Odwaga bycia nielubianym,
przeł. Piotr Cieślak, Galaktyka, Łódź 2017.
(wyróżnienie oryginalne)
gdy mogła, nie była gotowa dać życie.
gdy była gotowa, już nie mogła.
mogła i była gotowa znaleźć sens tej podróży.
13/131
pod wpływem lektury. w drodze.

wracając do ula. cyk!
Gapię się w ten obraz od tygodnia, bo zachwyciły mnie zdjęcia. Ale też przecieram oczy ze zdumienia, bo berlińscy filharmonicy, a tu, proszę…
Pierwszy jest szok: wyłącznie mężczyźni w składzie orkiestry, rok 1966! Druga pojawia się zaduma: każdy z tych muzyków przeżył II wojnę światową — co wtedy robili (zdecydowana większość nie była wtedy dziećmi), jak się z tym mieli w roku 1966?
Antonín Dvořák, Allegro con fuoco,
IX Symfonia. Z Nowego Świata, 1893.
wiara: podarować komuś 993 strony w oryginale. wierzy, wiedziałam. zaskoczył ogromnie papierową niespodzianką.
12/131

ilustr. Charles Vess.
Uwielbiam Jego książki. Pozostaną ze mną, choć On, jak się dziś dowiedziałam, odszedł wczoraj.
Uwielbiam Jego książki. Niestety, niektóre w wersji elektronicznej można kupić tylko w kiepskim formacie, którego nie daje się skonwertować na nic sensownego. Tak jest z ostatnią książką Juula, która na wirtualnym stoliczku leży prawie od premiery, czekając na łaskawszy czas ze swoim niewygodnym formatem. Teraz będzie się czytać powolutku (między innymi i po troszku), bo Autor nie napisze dla nas już nic więcej. Odszedł, ale między Jego literkami wciąż czeka dla nas miłość i nadzieja — do wzięcia od zaraz w każdej relacji.
Jesper Juul
(1948–2019)

Żadna żywa rodzina nie jest w stanie istnieć bez konfliktów. Ścieramy się w różnych sytuacjach z dziećmi, z partnerem, z partnerką, żeby poznawać ich nowe strony i samemu doświadczać, co jest dla nas dobre, a co nie.
[…] Czy łączy nas wzajemna ciekawość swoich uczuć, myśli i zamiarów? Czy wychodzimy sobie naprzeciw z otwartością i zrozumieniem? Czy jesteśmy gotowi, żeby myśleć nawzajem o swoich granicach i potrzebach, a przede wszystkim o swoich własnych granicach i potrzebach?
*
Z drugiej strony, niezależnie do tego, czy rodzice żyją razem czy nie, dla dzieci zawsze jest lepiej, jeśli dorosłym wiedzie się dobrze. Gdy nawet w trudnym czasie potrafią zachować uważność dla siebie i swoich potrzeb, dzieci mają okazję nauczyć się, że także kryzys jest okazją do rozwoju.
Jesper Juul, Być razem. Książka dla par, przeł. Dariusz Syska,
Wydawnictwo MIND, Podkowa Leśna 2018.
(wyróżnienie własne)
Od kilku godzin próbuję odejść od tego fragmentu książki. Nie mogę. Wracam i wracam. Przecieram oczy, te słowa padły najpóźniej w zeszłym roku, a brzmią jak diagnoza tego, co dzieje się u nas teraz. Znów kogoś pobito, bo mu się homofobia nie podobała.
Czyżbyśmy doganiali już Niemców? Nie gospodarczo, ale mentalnie. I nie współczesnych Niemców, lecz tych z lat trzydziestych zeszłego wieku?
Kay nalewa do szklanek wodę z karafki, a rozmowę o Kanadzie zacznie od tego, że nad Wisłą rośnie gorączka i wzbiera panika moralna. Tego dnia będzie przerzucał mosty między Toronto a Warszawą. Będzie mi wyjaśniał, jak to jest w Kanadzie, ale przede wszystkim, jak to jest w Polsce.
— Panika moralna często owocuje teoriami spiskowymi, szczególnie jeśli zagrożone miałyby być dzieci. A takie teorie otwierają drzwi do ludobójstwa. Musisz pamiętać, że Holocaust rozpoczął się od skutecznego straszenia tym, że Żydzi roznoszą choroby.
W Polsce trwa właśnie taka panika moralna, skupiona na formie i pilnowaniu jej nienaruszalności, jej czystości. Po prawej stronie spektrum przywołuje się wartości rodzinne i topos zdrowego organizmu, jakim ma być naród. Mówi się, że może on zostać zarażony, zainfekowany. Po takie analogie, często medyczne, sięgali naziści. Zarazą dla nich byli Żydzi.
Wydaje mi się, że ten etap macie właśnie w Polsce.
Przygotowaliście już sobie wszystkie składniki i konkretne cele: Żydów, uchodźców i homoseksualistów.
Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)
*
Archimedes, Archimedes, Archimedes! to wszystko, co mam do powiedzenia w temacie: szczęście. Archimedes!
11/131
Licha jest ta książka, jeśli, na przykład, masz w domu pół półki zagadek logicznych, grywasz w brydża, remika, szachy, kości lub gry planszowe. Marna okrutnie, doczytałam techniką Orzeszka: zaczęłaś, skończ. Skończyłam i co by złego o tej książce nie powiedzieć, parę dobrych cytatów wyjęłam.
Najlepsze, co możesz zrobić dla swojego mózgu, to przyjmować wyzwania z otwartymi ramionami. Więcej: wychodź im naprzeciw. Wszystko, co uważasz za wyzwanie, jest ćwiczeniem dla twojego mózgu.
*
Uczenie się nowych rzeczy jest zbawienne dla mózgu. Bardzo wielu ludzi ćwiczy, żeby utrzymać się w formie, a nie po to, by wygrać maraton. To samo dotyczy mózgu. Używanie mózgu dobrze mu robi.
*
Naucz się pięciu nowych słówek w języku, którego nie znasz.
Uczenie się nowych słów uruchamia ten sam układ nagrody, który aktywują smakołyki, seks i środki odurzające.
*
[…] sposób, w jaki używamy mózgu, przyczynia się do jego fizycznej zmiany.
Kaja Nordengen, Mózg ćwiczy, czyli jak utrzymać
umysł w dobrej formie, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)
Na szachownicy, tak jak w życiu, podejmujemy różne decyzje. Niektóre z nich łatwo zmienić, natomiast zmiana innych jest trudna, a czasem niemożliwa. Pionek jest jedyną bierką na szachownicy, która nie może przesuwać się do tyłu ani w bok, tylko do przodu. To oznacza, że ruchy pionków są o wiele bardziej wiążące i często pociągają za sobą ważniejsze decyzje niż ruchy figur.
*
Summa summarum, w szachach, tak jak w życiu, bycie związanym niekoniecznie oznacza kryzys, ale i w jednym, i w drugim przypadku warto dobrze przemyśleć ewentualne niebezpieczeństwa wynikające z takiej sytuacji!
(tamże)
*
żywioł uwięziony. daje wolność ruchową ciału.
właśnie dlatego chcę wrócić na pływalnię.
10/131
Wczorajszy Światowy Dzień Mózgu przypomniał mi, że wśród książek „na stoliczku” mam wciąż rozgrzebane czytanie dwóch o mózgu. Ten fragment podnosi mnie na duchu, dodaje skrzydeł, bo nie ma innego wyjścia!
Powtarzanie w kółko tego, co wychodzi nam najgorzej, stanowi duże wyzwanie dla naszej psychiki, ale nie ma innego wyjścia.
Kaja Nordengen, Mózg ćwiczy, czyli jak utrzymać
umysł w dobrej formie, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)
Skończyłam tę książkę w zeszłym tygodniu, ale dopiero dziś podjęłam się odcedzenia cytatów, bo książka jest wspaniała i nie było łatwo wybrać z wybranych wcześniej fragmentów.
Chciałabym, aby ktoś napisał taką książkę o Polsce. Ale nie ma u nas imigrantów, nie mówiąc już o dziecku imigrantów, które chce tu żyć. Powoli ten kraj staje się krajem dla swojaków: w purpurowych czapeczkach, z łysymi głowami, dużymi mięśniami i tylko jedną ideą w głowie (że głupią, nieważne, ważne, że biało-czerwoną!), a panie? tylko z różańcem w dłoniach i cnotą nienadwyrężoną.
Chciałabym, by ktoś napisał taką książkę o Polsce — bez pudru – bo ta książka jest bez pudru, kilka faktów z historii Szwecji mrozi krew w żyłach. Nie sądzę, by polskość była świętsza od szwedzkości, choć na pewno jest świętsza od aktualnego, nienaszego, papieża. Amen.
Napisałam tę książkę, bo […] urodziłam się w Szwecji. Bo moi rodzice nie urodzili się w Szwecji. Bo mój ojciec przybył do tego kraju jako uchodźca polityczny, a moja matka przyjechała tu z miłości. Bo jest coś takiego jak kryzys tożsamości, ale nie ma czegoś takiego jak euforia tożsamości.
*
Naród to zbiorowisko ludzi połączonych wspólnymi błędnymi mniemaniami odnośnie do ich pochodzenia i wspólną niechęcią w stosunku do sąsiadów.
// Karl Deutsch.
*
Poznaj swój rozum, swoje światło i swoje cienie. Poznaj swoje sprzeczności i swoje kłamstwa: Poznaj swoją historię.
*
[…] jesteśmy tymi, kim sami się nazywamy?
*
A hasło „Szwecja dla Szwedów” używane było wtedy tak często, że szydził z niego ówczesny najpopularniejszy satyryk, Axel Wallengren, znany pod pseudonimem Falstaff, fakir.
Szwecja dla Szwedów, Ziemia dla ziemniaków.
*
W zdaniu z Prawa Jutlandzkiego, które stało się podstawą prawną dla szwedzkiej konstytucji, najpiękniejsza jest, być może, jego dalsza część. W zbiorze praw z 1241 roku zapisano: Med Lov skal Land bygges, men vilde enhver nøjes med sit eget og lade andre nyde samme Ret, da behøvetes ingen Lov.
Właśnie tak. Państwo buduje się na prawie, lecz gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne.
*
Pamięć jest konserwatywna. Pamięć „nie spogląda naprzód, nie myśli o tym, że wszystko, co żyje, podlega zmianom”. Pamięć „nie chce zobaczyć nowego świata, który jest konsekwencją zmiany”. Pamięć „nigdy nie przestaje porównywać”.
*
Kiedy kropla drąży skałę? Kiedy dochodzi do zmiany paradygmatu? Kiedy ludzie przestają używać słowa „solidarność” i zaczynają posługiwać się pojęciem „zero tolerancji”?
*
W każdym społeczeństwie opierającym się na religii istnieje jakaś fundamentalna, absolutna „prawda”, której nie można kwestionować i która tym samym prowadzi do ograniczenia wolności wypowiedzi.
*
Jaką kobietą musiałabym być w XIX-wiecznej Szwecji? Ograniczaną przez kuratelę ojca, brata lub męża, bez dostępu do wyższego wykształcenia, bez prawa do dziedziczenia na takich samych warunkach jak mężczyźni i do rozporządzania własnymi zarobkami, stworzoną, by się podobać. Kim byłabym, jakich życiowych wyborów bym dokonała?
*
Moja mama powiedziała: „Kiedy kobieta ma około trzydziestu lat, zdaje sobie sprawę, że to, co przeżyła, to nie są tylko pojedyncze zdarzenia i że nie zależą tylko od niej. Powtórzyły się wystarczająco wiele razy, by mogła dostrzec wzorzec. Wtedy staje się feministką”.
Elisabeth Åsbrink, Made In Sweden. 60 słów, które stworzyły naród,
przeł. Natalia Kołaczek, Wielka Litera, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)
A Rozlepiacz Plakatów? Kiedy wreszcie dostaje podrywkę wędkarską i zielone pudełko na ryby, o których marzył całe życie, nie może przestać porównywać ich ze swoimi wyobrażeniami: „Miała być zielona, ale nie taką zielenią”.
*
Etnolog przyglądający się współczesnej Szwecji mógłby dojść do wniosku, że mieszkańcy tego kraju to ludzie, którzy ciągle na coś czekają i do czegoś tęsknią. Chcą do domu — w końcu dom. Nie mogą się doczekać wyjazdu — w końcu wakacje. Pragną słońca — w końcu lato. W końcu w drodze. W końcu przestało padać. W końcu święta, w końcu po świętach. W końcu medal, złoto, gol, rekord. W końcu piątek. Ludzie wyczekują wprawdzie na różne rzeczy, ale wciąż wyczekują.
(tamże)