niedziela, sierpnia 14, 2022

4726. Z oazy (L)  //  Panna cotta (L)

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Dwa tygodnie przed imieninami bez pardonu w wymuszeniach robiłam. Nie, nie, nie! Ja nic nie potrzebuję. Poproszę na imie­ni­no­wy prezent tę, tę i tę książkę. Tę od Białego Kruka, tę od rodziców Sado­wni­ka, tę od Sadownika. Nie, nie nie! Nic więcej nie chcę! Na­praw­dę łatwo mnie uszczęśliwić.

Gdy wszystko było dograne i dopięte na ostatni guzik dorzuciłam sierpniowy przy­dział, a z okazji imienin pozwoliłam sobie na wypaśną lekturę. Od tygodnia jestem posiadaczką czterech książkowych bóstw. Reglamentuję czytanie, nie oglądanie.

W tym tygodniu padło na tę od Białego Kruka. Radości nie było końca. Ilustracje pasły moje oczy i duszę, a opowieść stanowi dowód na to, że dzieci, w przeci­wień­stwie do dorosłych, sprawnie posługują się metaforą. To książka nie tylko o tym, że każdy z nas jest inny (to dobrze!), że każdy z nas najczęściej chce pomóc znanymi so­bie, i przynoszącymi nam ulgę, metodami (nie muszą i zwykle nie działają w przy­pad­ku drugiej osoby!), że czasem trzeba poczekać i warto to zrobić. To również książ­ka o tym, że każdy z nas czasem siedzi przestraszony w swoim wewnętrznym pudełku.

A tutti i sorrisi dei bambini che sono il nostro sole
e mettono le ali al cuore.
// Isabella Paglia
  [Dla wszystkich dziecięcych uśmiechów, które są naszym słońcem i dodają sercu skrzydła.]

*

Cosa ci facesse quella scatola chiusa,
in mezzo al bosco, era un mistero.
Una mattina gli qnimali si erano
svegliati e… sorpresa.

C’era uno strano cartone
con due buchi in mezzo!
Tanto grande per starci dentro.
Grande tanto per nascondersi.
  [Co robiło to zamknięte pudełko / w środku lasu było tajemnicą. /
   Pewnego ranka zwierzęta obudziły się i… niespodzianka.

   Dziwny kartonik / z dwoma dziurami na środku boku! /
   Tak duży kartonik, by móc w nim przebywać. /
   Tak duży, by się w nim ukryć.]

*

«Mmm… una scatola con gli occhi?»
         «Come è capitata qui?»
«Quando è arrivata?»
         «Chi ce l’avrà portata?» Si chiedevano
         gli animali incuriositi.
«Secondo me, dentro,
c’è qualcuno
…»
                    La scatola iniziò a tremare.
                    Tutti fecero un balzo indietro.
                    Si, c’era proprio qualcuno!
  [    — Mmm… pudełko z oczami?
              — Tutaj? Jak to się wydarzyło?
       — Kiedy tu dotarło?
              — Kto na to przyniósł? — zastanawiały się zaintrygowane zwierzęta.
       — Według mnie, w środku / ktoś jest
                           Pudełko zaczęło się trząść.
                           Wszyscy zrobili krok w tył.
                           Tak, w pudełku naprawdę było ktoś!]

*

«Se è così, forse gli facciamo paura…»
concluse Gufo.
E tutti fecero un passo indietro.
[ — A jeśli jest tak, może to my przerażamy
tego kogoś… — pod­su­mo­wa­ła Sowa.
  I wszystkie zwierzęta zrobił krok w tył.]

*

*

  [Potrzebowałeś tylko…]

*


  [Najceniejszym, co można mieć,
   najlepszym, czym można być… PRZYJACIEL.]

Isabella Paglia, La scatola, ilustr. Paolo Proietti,
La Margherita edizioni, Carnaredo 2022.
(wyróżnienie własne)

*

4725. Z oazy (XLIX)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Parę osób, i kilku ludzi, przeczytało. Synchro­nicz­nie zdanie przychylne na temat lektury miało. Owa synchroniczność mnie zasko­czy­ła, więc do upolowania za­zna­czyłam. Bez musu, presji i pośpiechu, bo mi TO naz­wi­sko nic nie mówiło, ignorantką w zakresie ruchomych obrazków jestem. Przyszedł moment, gdy za parę groszy mo­głam wejść w posiadanie tej książki. Weszłam, nie łamiąc zasad ruchu drogowego.

Wyjęłam z tej książki fajną metaforę, kilka cytatów, muzyka nieznanego mi do tej pory oraz świadomość, że w jednej produkcji widziałam tego aktora (podobieństwa fizycznego wciąż nie dostrzegam), i chęć, by obejrzeć jeden film z tym aktorem w ro­li głównej. Jak na jedną książkę to całkiem sporo, śmiem twierdzić.

Kochamy zielone światła. Nie kolidują z naszym kierunkiem. Są łatwe. To lato bez butów. Mówią tak i dają nam to, czego chcemy.
     Zielone światła mogą być również zamaskowane jako pomarańczowe i czerwone. Ostrzeżenie, objazd, konieczny przystanek, przerwa, niezgoda, niestrawność, nudności i ból. Stop, nagły skręt, interwencja, porażka, cier­pie­nie, cios w policzek, śmierć. Nie lubimy pomarańczowych i czerwo­nych świateł. Spowalniają nas lub wstrzymują płynność ruchu. Są trudne. To zima bez butów. Mówią nie, ale czasami dają nam to, czego potrzebujemy.
     Aby załapać się na zielone światła, trzeba umiejętności: zamiaru, kontekstu, rozwagi, wytrwałości, przezorności, odporności, szybkości i dyscypliny.

Problemy, z którymi się dzisiaj borykamy, we wstecznym lusterku życia zamieniają się ostatecznie w uśmiech losu. Z czasem wczorajsze czerwone prowadzi do zielonego światła. Każda dekonstrukcja ostatecznie prowadzi do konstrukcji, każda śmierć ostatecznie prowadzi do narodzin, każdy ból ostatecznie prowadzi do przyjemności.

*

„Nie chodzi o to, czy ktoś ma rację, czy nie. Tu chodzi o «Czy rozumiesz?!»”. […]  Podwójny czar afrykańskich przysłów: nie próbują udowodnić, kto ma rację. Próbują się zrozumieć.

*

„Nie chodzi o wygraną lub przegraną, chodzi o to, czy zaakceptujesz wy­zwa­nie”, powiedział Issa, patrząc na mnie z uśmiechem. – Kiedy to zrobiłeś, już wygrałeś.

*

[…]  należała do siebie. Jej własny żywioł. Prawo naturalne. Nazwa własna. Nieunikniona.

*

*

Gdzie tkwią nasze sekrety, blizny, lęki, nadzieje i porażki. […]  Gdzie praw­dziwa miłość troszczy się, rani, rozumie, upada i wstaje. Gdzie nie jest to łatwe, ale możemy uczciwie spróbować.

*

Miejsca są jak ludzie. Każde z nich ma określoną tożsamość.

*

*

Przekroczyłem prawdę. Znalazłem ją? Nie wiem, myślę, że to ona znalazła mnie. Czemu? Ponieważ postawiłem się w miejscu, w którym można było mnie znaleźć. Postawiłem się w miejscu, w którym mogłem ją otrzymać.
     Skąd wiemy, kiedy przekraczamy prawdę lub kiedy prawda nas przekracza?
     Wierzę, że prawda jest wszędzie wokół nas. Anonimowe anioły, motyle, odpowiedzi zawsze są tuż obok, ale nie zawsze je rozpoznajemy, chwytamy, słyszymy, widzimy lub uzyskujemy do nich dostęp – ponieważ nie jesteśmy we właściwym miejscu.

*

[…]  zaakceptowałem, że to wszystko może być po nic, i zre­zygnowałem z robienia czegoś po coś.

*

*

Czas, kiedy dawne czerwone i pomarańczowe w końcu zmieniły kolor na zielony, gdy przeszłe trudne doświadczenia okazały się szczęściem, czas, kiedy zielone światła świeciły jaśniej, ponieważ dałem im więcej mocy. Zrobiłem to, czego potrzebowałem, żyłem, żeby się uczyć. Rozwijałem się.

Matthew McConaughey, Zielone światła, przeł. Adam Pluszka,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

*

Ali Farka Touré, Savane.

sobota, sierpnia 13, 2022

4724. 225/365

upał sprowadził mnie do parteru istnienia i rozsypał.

mogę się załamać — wiem, jak to się robi i gdzie to prowadzi. mogę tego nie zrobić i ruszyć w nowe nieznane.

225/365

4723. U Białego Kruka (XCVI)

Biały Kruk:
(przysłał zrobione na piętrze
zdjątko kwiatka
)

Jabłoń:
(zachwycona światłem zatrzymanym w liściu
i niezadowolona z jego ucięcia bardzo;
sama na górę się nie wdrapie
)
Proszę, popraw, by był cały liść.

Biały Kruk:
(poprawił)

Jabłoń:
(nie śmiała marudzić, że światło znikło,
i wzięła sobie oba zdjęcia
)


Biały Kruk, fragmenty.

piątek, sierpnia 12, 2022

4722. Kromeczka sierpniowa

Nie ma takiego czasu, którego nie byłabym w stanie poczekać, by doczekać się Kaanowych kresek i po­ciąg­nieć pędzla. Uwielbiam płaszczyzny: ko­lo­rów, symboli i przeżyć, które sprawiły, że teraz ja mogę się gapić i w nie­usta­ją­cym za­chwycie tę piękność tu mieć. Ten kwadrat skradł mi serce.


Kaan.

4721. Skąd?

Jabłoń:
(zrozumiała, co przeczytała, kulki
w głowie się zderzyły, więc wnioskuje
)
Aaa, czyli mam Cię w moim życiu
dzięki Heniutce!

Właścicielka:
No rejczel*!

_____________
  *  we współczesnym staropolskim zapisywało się to słowo następująco (w wersji niepatynowanej drugim rodzimym językiem): raczej.

wtorek, sierpnia 09, 2022

4720. 221/365  //  Czekariat (XXVIII)

obcy ludzie z niebywałą łatwością dają sobie prawo, by się na mnie gapić, komento­wać, współczuć, dawać dobre rady; jęczeć mi pro­sto w oczy, oczekując jednocześnie mo­je­go zro­zu­mie­nia i szczerej chęci współ­pracy.

słowa mają moc, ale te, którymi raczą mnie niemoi ludzie, są dla mnie komplet­nie bez zna­cze­nia. waż­ne są wtedy tylko te, których uży­wam, myśląc i mó­wiąc o sobie.

221/365


fot. Saxifraga.

[suplement pikselowy: 11.08.2022]

(4716+3). Zielnik (XXXVIII)

Znałam te kwiaty dzięki pani Marii. Starczyło mi siły i cierp­li­wo­ści, by przewijać i przewijać, i przewijać, by odnaleźć to Jej zdję­cie. Starczyło, bo wiedziałam, gdzie szukać. Nie miałam nerwów, by przewijać dalej, by znaleźć imię tej roślinnej Pięk­no­ści. Oka­za­ła się krewną bobu, fasoli i koniczyny. Po ci­chut­ku liczyłam na Saxifragę kie­dyś tam na osi czasu, bo te­raz waż­niej­sze rzeczy ma na gło­wie, a w za­sa­dzie pod stopami i w dło­niach. Pro­fe­so­ra po­mogła i wszystko stało się jasne! Dziękuję.


fot. Maria Mińska,
[dostęp: 8.08.2022], źródło.

Profesora Saxifraga:
Albicja jedwabista
łac. Albizia julibrissin

poniedziałek, sierpnia 08, 2022

4718. O refleksie językowym

Jabłoń:
(wczoraj koło południa na tarasku w słońcu;
wie, że jeśli chce o własnych siłach się poruszać,
to powinna się stamtąd zwijać, ale siedzi
)

Sadownik:
(staje w drzwiach na taras)
Zmykaj stąd!
Potem będziesz jojczyć.

Biały Kruk:
(z czeluści domu krzyczy)
Używaj feminatywów!
Jojczyć jest męski.
Żeński to pipczyć!

Jabłoń:
(padła ze śmiechu i bez pipczenia
przeniosła się w chłodne miejsce)

4717. Z oazy (XLVIII)

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, odliczanie literek, trzy. Dawno, dawno temu tytuł tej książki przykuł moją uwagę. Podczytnik sprawił, że zaznaczyłam do upolowania i zapomniałam o niej, bo pożaru nie było, beletrystyka dla dorosłych to nigdy nie był mój pierwszy wybór. Przyszedł właściwy moment, do przyjęcia cena i miałam tę po­wieść na czytniku. I ode­rwać się nie mogłam. Zdecydowanie jest to książka, która należy do najlepszych prze­czy­tanych przeze mnie w roku 2022.

Cytaty? Wyłącznie samo gęste, najgęstsze.

Dokąd idzie człowiek, który nie wie, dokąd ma pójść?

*

Problemy należy rozwiązywać raczej w Afryce. Przez chwilę Richard wy­ob­ra­ża sobie, jak musiałaby wyglądać lista spraw do załatwienia dla męż­czyzn, których poznał w ciągu ostatnich miesięcy.
     Podczas gdy na jego własnej liście stałoby przykładowo:

  • wezwać montera do naprawy zmywarki,
  • ustalić termin wizyty u urologa,
  • odczytać liczniki,

     to na liście spraw do załatwienia dla Karona stałoby zamiast tego:

  • zlikwidować korupcję, kumoterstwo i pracę dzieci w Ghanie.

     Albo u Apolla:

  • wnieść skargę przeciwko koncernowi Areva (Francja),
  • ustanowić nowy rząd w Nigrze, który nie da się skorumpować albo szantażować zagranicznym inwestorom,
  • utworzyć niezawisłe państwo Tuaregów Azawad (omówić z Yussufem).

     A na liście Rashida można by przeczytać:

  • pogodzić chrześcijan i muzułmanów w Nigerii,
  • przekonać Boko Haram do złożenia broni.

     Na koniec Hermes, analfabeta w złotych butach, i Ali, przyszły pie­lęg­niarz, musieliby wspólnie zatroszczyć się o następujące dwie sprawy:

  • zakaz dostaw broni do Czadu (USA i Chiny),
  • zakaz wydobywania i eksportu ropy naftowej (USA i Chiny).

*

Czyżby to utrzymujący się już tak długo pokój był winien temu, że nowe pokolenie polityków najwyraźniej uwierzyło, iż dotarliśmy do końca hi­sto­rii, uwierzyło, że możliwe jest zakazanie siłą tego wszystkiego, co może skończyć się jakąś zmianą? A może to dystans dzielący jednych od wojen toczonych gdzieś daleko przez drugich sprawił, że ci, którzy w ich wyniku nie ucierpieli, mają pewien deficyt doświadczeń, tak jak pewni ludzie cier­pią na niedobór czerwonych ciałek krwi? Czy pokój, tak upragniony przez ludzkość we wszystkich epokach, a dziś urzeczywistniony w niewielu tylko miejscach na ziemi, prowadzi jedynie do tego, że ci, którzy są bez­piecz­ni, nie chcą się nim dzielić z szukającymi schronienia, lecz bronią go tak agre­syw­nie, że ten pokój sam już niemal wygląda jak wojna?

*

Richard wie, że należy do tych nielicznych ludzi na świecie, którzy mogą wybrać sobie rzeczywistość, w jakiej chcą uczestniczyć.

*

[…]  na tym poziomie wszechświata może wcale nie istnieje żadna od­mien­ność i jakieś dwie różne połówki, gdyż ostatecznie chodzi tylko o te parę pigmentów w materiale, który przez wszystkich ludzi nazywany jest w ich języku skórą, a wtedy przemoc, która się tu właśnie objawia, nie byłaby wcale żadnym zwiastunem burzy w centrum wszechświata, lecz tylko skutkiem absurdalnego nieporozumienia, które jest w stanie skłócić ludz­kość i powstrzymuje ją od uświadomienia sobie, o ileż dłuższy jest oddech planety w porównaniu z oddechem każdego pojedynczego człowieka. Czy ten człowiek ma na sobie spodnie i marynarkę ze zbiórki odzieży, czy mar­ko­wy pulower, drogą czy tanią sukienkę, czy też mundur plus hełm i wi­zjer, to pod tym wszystkim jest przecież zawsze nagi, i jeśli ma szczęście, to za­nim umrze, parę razy uda mu się nacieszyć słońcem albo wiatrem, śniegiem lub wodą, może raz czy drugi zje lub wypije coś dobrego, może kogoś po­ko­cha i będzie też kochany.

*

[…]  adwokat przechodzi prościutko do starożytnych Rzymian: Tunc tua res agitur paries cum proximus ardet!, jest bardzo ucieszony, gdy Richard z apro­ba­tą kiwa głową, i z miejsca mruczy tłumaczenie: Gdy pali się dom sąsiada, to jest też twoja sprawa.

*

Być, czym się wprzód nie było, zowie się urodzić.

Jenny Erpenbeck, Iść, szedł, poszedł, przeł. Eliza Borg,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2020.
(wyróżnienie własne)

Czas odciska się na człowieku, bo ten nie jest ma­szy­ną, którą można włączać i wyłączać. Czas, w którym człowiek niemający żadnego zajęcia nie wie, w jaki spo­sób jego życie ma stać się życiem, wypełnia go od czub­ka głowy po palce u stóp.

(tamże)

4716. Z oazy (XLVII)  //  Panna cotta (XLIX)

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, odliczanie literek, dwa. Ostatnia z urodzinowych książek. Zostawiona na deser wisienka na torcie. Książka-wy­zwa­nie podarowana przez Gepardzicę i Smoku, przywieziona wprost z włoskiej stacjonarnej księgarni. Jak dobrze, że we mnie wie­rzą — to moja pierwsza połknięta książka 7+.

Dużo radości lingwistycznej przyniosła, bo w biegu, w praniu, na czucie, intuicyjnie ogarnęłam jeden z tych czasów przeszłych, którego jeszcze na lekcjach nie miałam. Założę się, że końcówki: -vo, -vi, -va, -vamo, -vate, -vano napotykane w żywym tekście cieszą mnie bardziej niż potencjalnego siedmiolatka.

To książka, w trakcie której dogoniła mnie świadomość, że są w Europie kraje, w któ­rych wydaje się przepięknie ilustrowane książki dla dzieci z uchodźcami jako głównymi bohaterami i… jest dumna Polska — mistrz Europy w homofobii, kraj, w którym uchodźcami straszy się nie tylko dzieci.

To książka, z którą mogę być bez końca. Gdy tak wertowałam — piąty, dziesiąty, piętnasty raz — zrozumiałam, o co mi chodzi z tymi szpagacikowymi książkami. Każda z nich — im więcej ma ilustracji, tym szybciej i łatwiej — dotyka delikatnych i arcyważnych miejsc, pełnych dziecięcej radości, wiary, nadziei i miłości. Miejsc, które nie znikają z wejściem w dorosłość czy tkwieniem w dorosłości od lat, doro­sło­ści co zobowiązań ma bez liku. Każda z tych książek ma przynajmniej jedną ilu­stra­cję i jedno zdanie, które niezmiennie karmią mnie ra­do­ścią, wiarą, nadzieją lub mi­ło­ścią albo wszystkim naraz. Ta książka ma wiele takich ilustracji i kilka zdań.

Per allontanare la paura Nabil infilava le mani in tasca a toccava i semi di acacia che il nonno gli aveva regalato prima di partire.
     — Tienili sempre con te. Quando li stringerai in pugno, ti ricorderai della nostra terra e il tuo cuore ritroverà la pace.
[Aby oddalić strach Nabil wkładał ręce do kieszeni i dotykał nasion akacji albicji, które po­darował mu jego dziadek przed podróżą:
     — Trzymaj je zawsze przy sobie. Kiedy ściśniesz je w garści, przypomnisz sobie nasz kraj i twoje serce uspokoi się.]


[Garść nasion]

*

*

*

È arrivato da un Paese lontano insieme ai genitori e al fratello più grande. Hanno fatto un lungo viaggio in mare che non sembrava finire mai come le notti che scendevano sul loro barcone. Nabil ricorda ancora la furia del vento e le onde […].
[Przybył z dalekiego kraju razem z rodzicami i starszym bratem. Za nimi długa morska podróż, która wyglądała na taką, która nigdy się nie skończy, gdy noce zapadały nad łodzią. Nabil pamięta również wściekłość wiatru i fal […].]

*

     — Sei capace di tenere segreto?
     — Certo, per chi mi hai preso? — ribatté Andrea.
Nabil tirò fuori dalla tasca i semi che gli aveva donato il nonno.
     — Sono semi di acacia — gli confidò. — Mi ricordano la mia terra.
     — Perché non li piantiamo qui, nel giardino della scuola? — gli propose Andrea.
 [   — Jesteś w stanie utrzymać tajemnicę?
     — Pewnie, za kogo mnie wziąłeś? — zareagowała Andrea.
     Nabil wyjął z kieszeni nasiona podarowane przez dziadka.
     — To są nasiona akacji albicji — zwierzył się. — Przypominają mi o moim kraju.
     — Dlaczego nie posadzimy ich tutaj, w szkolnym ogrodzie? — zaproponowała chłopcu Andrea.]

*

Lorenza Farina, Un pungo di semi, ilustr. Lucia Ricciardi,
Paoline Editoriale Libri, Milano 2022.
(wyróżnienie własne)

4715. Z oazy (XLVI)

Niedzielne odliczanie literek nie odbyło się. Przywieziony z ula internet postanowił sobie zrobić w Małej Danii wolną niedzielę.

Niedzielne, czyli poniedziałkowe, od­li­cza­nie literek, raz. Ostatnia, póki co, w języku polskim książka Auto­ra. Trochę thrill­er, przez chwilę wstęp do kryminału, a finalnie mądra opowieść drogi. Choć jest to książka dla „dzieciów”, duży człowiek znajdzie w niej wiele trafionych w punkt frag­ment­ów. Bawiłam się świetnie, głośnym śmie­chem budząc Sadowni­czą czujność za ścianą: co się dzieje, kochanie?

*

No i… ta butelka z tym czymś z jagód jałowca jest niesamowita. Nie­sa­mo­wi­cie pusta. Hep! Szkoda.

*

[…] czarny to nie jest prawdziwy kolor, bo gdyby był, to czarno-biały telewizor byłby kolorowym telewizorem.

*

     — Mój paszport! Gdzie jest mój paszport? Chyba się załamię! — jęczy i zaczyna gorączkowo grzebać w swojej torebce z krokodylej skóry. — Mogłam przysiąc, że go spakowałam, ale mam tutaj tylko moje sandały, moje bikini, moje foremki do piasku, moje skrzydełka do pływania, mój niesamowicie wciągający kryminał, moją gumę do żucia, żeby w samolocie nie zrobiło mi się niedobrze…

     — Mój paszport! — Najwyraźniej gęś także się obudziła. — Chyba się za­ła­mię. Gdzie mój paszport? Mogłabym przysiąc, że go spakowałam. Tutaj jest mój parasol od słońca, mój proszek na pchły, moje flamastry, moja lor­netka, moje rozmówki z setkami przydatnych zwrotów na każdą okazję.

*

     — Mam dobre wiadomości dla wszystkich, którzy lubią złe wiadomości — rzuca.

*

Obie owce przyciskają się do siebie, ich białe łebki nieznacznie różowieją, a oczy napełniają się wielkimi łzami. Wszystkie zwierzęta wpatrują się w owce zbaraniałym wzrokiem. W poczekalni jest cicho jak nigdy dotąd. Słychać tylko cichy plusk łez, które kapią na kafelkową podłogę.

Po tych słowach oczy wszystkich w poczekalni wypełniają się łzami i nawet fikus w kącie leciutko drży. Ale niestety zawsze znajdzie się zwierzę, które w tak wzruszającym momencie zacznie chichotać.

*


     — Nie bądź ciągle taki spięty […] — Wyluzuj trochę.
Dobrze jest czasem komuś zaufać.
I na dodatek to jest całkiem przyjemne.

*

W  świetle księżyca pies gna po zaśnieżonym pasie startowym. Jego uszy radośnie powiewają na wietrze. […]
     Pies budzi się z okrzykiem przerażenia. Widzi, że jest w poczekalni, i mi­mo mętliku w głowie próbuje uporządkować sobie wydarzenia ostatniej nocy.

*

Każde zwierzę ma prawo do swoich małych tajemnic.

*

     — Mam po dziurki w nosie mojego paszportu!  Nagle wszystkie [zwierzę­ta] mają po dziurki w nosie swoich paszportów, drą dokumenty i wi­wa­tu­jąc, podrzucają skrawki papieru w powietrze. Dzikie zwierzęta nie po­trze­bu­ją paszportów.

*

     — Jesteście bezczelne, głośne i ciągle się przekrzykujecie. Nie słuchacie, gdy się do was mówi. Wszystko trzeba wam powtarzać trzy razy, poza tym próbowałyście mnie sprzątnąć, ale… — tutaj lis rozkłada szeroko ramiona — ale już nie wyobrażam sobie życia bez was. — Z krzywym uśmieszkiem patrzy na psa. — To bez sensu, ale jest dość bliskie prawdy.

*

     — Co planujesz teraz robić?
     — Nic szczególnego — odpowiada lis.
     — A to się dobrze składa!
     — Dlaczego?
     — Bo ja też nie planuję nic szczególnego.
     Lis i pies patrzą sobie głęboko w oczy.
     — No dalej! — Pies szturcha lisa po koleżeńsku w bok. — Zapytaj mnie po prostu, czy chciałbym ci do­trzy­mać towarzystwa.

Ulrich Hub, Lisy nie kłamią, ilustr. Heike Drewelow,
przeł. Eliza Pieciul-Karmińska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

piątek, sierpnia 05, 2022

środa, sierpnia 03, 2022

4712. O perwersji

Jabłoń:
(dziś rano z dumą godną przedszkolaka
opowiada Pati o swoim wyskoku
)

Zkemi:
(od dobrych paru dni
w wersji słomiana wdowa
i porzucona chwilowo matka
)

Sadownik & Jabłoń:
(wczoraj u Zkemi, dawno już
po cotygodniowym zastrzyku
)

Jabłoń:
(o godz. 22:55)
Państwo wybaczą…
najpóźniej za dziesięć minut
muszę do domu, by swoją porcję
wieczornych ćwiczeń zdążyć
zrobić przed północą.

Zkemi & Sadownik:
(pozostali dłuższą chwilę
w poznawczym szoku
)

Pati:
To już perwersja!

Pati & Jabłoń:
(ruszyły w rehabilitacyjne tango i dobrze im szło)

wtorek, sierpnia 02, 2022

4711. 214/365  //  Czekariat (XXVII)

     — nie jest łatwo — do­świad­czo­ny ży­ciem głos marudził do znu­dze­nia.
     — zastanów się, tak naprawdę nigdy nie było łatwo — za­pro­te­sto­wał do­świad­czo­ny tym samym życiem, drugi głos, pró­bu­jąc spro­wa­dzić maru­de­ra na Ziemię — różnica polega na tym, że dawniej każde nie­łatwo było doprawione szcze­nię­cą wiarą, że „w przy­szłości będzie łatwiej”. teraz, po latach, nadzieję rozpala sam fakt istnienia przy­szłości, której fundamenty, nie zawsze w łatwy spo­sób, wzno­simy już dziś.

214/365

*

Zahipnotyzowana jestem tym zdjęciem od trzech tygodni. Jest dla mnie metaforą wszyst­kiego, co do zaoferowania ma życie. Jest metaforą wszyst­kiego, czego potrzebuję do satys­fak­cjo­nu­ją­ce­go życia: miłości, pasji, piękna i… „lin* wspinaczkowych”. Tych ostat­nich, by nie utknąć w miejscu.


fot. Saxifraga, fragment.

____________
  *  np. ludzi, wierszy, kamieni.

poniedziałek, sierpnia 01, 2022

4710. 213/365

psia starość ułożyła mi się pod nogami. bezbronna i ufna. patrzę i wciąż w tej psiej twarzy widzę tę małą, pięcio­i­pół­ki­lo­gra­mo­wą kuleczkę, którą wniosłam do ula — wtedy był przy­tu­liskiem — cztery tysiące czterysta dziewiętnaście dni temu.

213/365

niedziela, lipca 31, 2022

4709. Z oazy (XLV)

Niedzielne odliczanie literek, cztery. Przyszła do mnie informacja o tej książce cał­kiem przypadkiem, w postaci czerstwej nowości. Natychmiast klik, klik zrobiłam. Rzuciłam wszystko inne, co aktualnie się czytało w ulu. Oj, potrwa, nim te na­po­czę­te, warte grzechu i przemyśleń, grube cegły skończę. Warto było rzu­cić wszystko. Polecam ten proceder.

Autor. Musieli go wyrzucić i przekląć, musieli, nie mieli wyjścia, bo nie nadawał się, nie straszył, nie groził. Kościół katolicki to nie jest miejsce dla mistyków.

Czym są te dobre rzeczy? To miłość pracy, którą lubisz robić z miłości do niej samej; ukochanie śmiechu i bliskości z ludźmi, do których nie przy­wie­rasz i od których emocjonalnie nie zależysz, lecz cieszysz się ich towa­rzyst­wem.

*

[…]  modlitwa może być tak prostą sprawą, jak wdech i wydech.

*

Jest o wiele za dużo mów o Bogu; świat ma ich dość. Jest za mało świa­do­mo­ści, za mało miłości, za mało szczęścia, lecz tych słów również nie uży­waj­my. Jest za mało porzucania złudzeń, odchodzenia od błędów, zrywania z przywiązaniami i okrucieństwem, za mało świadomości.
     Z tego właśnie powodu, a nie z braku religii cierpi świat.

*

Pies jest psem, róża różą, gwiazda gwiazdą; wszystko jest po prostu tym, czym jest. Tylko dorosły człowiek może być jednym, a udawać, że jest kimś innym.

*

Dużą część życia tracimy, reagując na etykietki, nasze własne i innych ludzi.

*

Jeden z powodów, dlaczego nie postrzegamy ludzi wyraźnie, jest oczywisty — wtrącają się nasze emocje, uwarunkowanie, nasze sympatie i antypatie. Musimy borykać się z tym faktem. Musimy się jednak borykać także z pew­ny­mi rzeczami, które są o wiele bardziej fundamentalne — naszymi ideami, wnioskami, pojęciami. Uwierz, że każde pojęcie, które miało nam pomóc w utrzy­maniu kontaktu z rzeczywistością, w ostatecznym rozrachunku sta­je się przeszkodą.

*

Wszyscy mistycy — niezależnie od teologii i niezależnie od re­li­gii — są jed­no­myśl­ni co do jednej rzeczy: wszystko jest dobrze. Choć wszystko jest chaosem, to wszystko jest dobrze.

*

Szczęście nie jest osiągnięciem; miłość nie jest osiągnięciem; świętość nie jest osiągnięciem. Każde z nich jest łaską — łaską zwaną świa­do­mo­ścią, łaską zwaną patrzeniem, obserwowaniem i zrozumieniem.

*

Nie ma powodu, aby się zniechęcać.

*

Miłość i wolność możemy bowiem znaleźć jedynie wtedy, gdy cieszymy się każdą nutą w chwili, gdy ona się zjawia, a potem pozwalamy jej odejść, aby być w pełni chłonnymi na nuty, które po niej następują.

*

Nie liczy się to, czy się zgadzasz, czy nie, ponieważ zgoda bądź niezgoda są powiązane ze słowami, pojęciami albo teoriami, nie mają nic wspólnego z prawdą. Prawdy nigdy nie wyraża się w słowach. Prawdę dostrzega się nagle, jako wynik pewnej postawy.

*

Rzeczy, które nazywam niemiłymi, niechcianymi
szukam dobra, które z nich płynie
ziaren wzrostu, które niosą
i znajduję powód, aby także za nie dziękować.

*

एंथनी डि मेलो
(1931–1987)

Anthony de Mello, Przestań siebie naprawiać,
przeł. Justyna Grzegorczyk, Zysk i S-ka, Poznań 2022.
(wyróżnienie własne)

Jeśli nazwę ją „kobietą”, jest to prawda, ale w tej osobie jest o wiele więcej rzeczy, które nie pasują do pojęciakobieta”.

(tamże)

4708. Z oazy (XLII–XLIV)  //  Panna cotta (XLVIII)

Niedzielne odliczanie literek, raz. Zadziwia mnie od lat lekkość, z jaką lektorzy kse­ru­ją, udostępniają materiały do­stęp­ne w wersji elektronicznej. Prawa autorskie? Niby pracują ze słowem, ale kogo z nich własność intelektualna obchodzi. Głazem ani kamieniem nie rzucę, bo gdy zdobyć legalnie książki nie mogę (wyczerpany na­kład ibuków), proszę Sadownika, a On nie raz i nie drugi dostarczył na czytnik to czy owo. Od tygodnia nawet kamyczkiem nie cisnę.

Po książce, którą podesłał mi nauczyciel, coś mnie tknęło, osobiście zrobiłam klik, klik i wydłubałam z sieci tę książeczkę. Dumy brak, ale radości się nie wyprę. Kraść książki w kraju, w którym czytanie to sport ekstremalny nie dla idiotów, to chyba trzeba być idiot­(k)ą. Jestem.

Urzekła mnie pieczątka w egzemplarzu tej książki, który posłużył za „matkę” pedeefa.

Tutti guardano un vecchio uomo con i capelli bianchi.
Ha un cappello blu in testa.
  [Wszyscy patrzą na starszego mężczyznę o śnieżnobiałych włosach.
   Ma niebieski kapelusz na głowie]

*

[…]  un quarto d’oro dopo.
  [kwadrans później.]

*

*

     — Sì, è tutto chiaro.
     […] 
     Sono le dieci. Perché Yukio non torna?
     È un mistero — dice André.
       [ — Tak, wszystko jasne. / […] / Jest dwudziesta druga. Dlaczego Yukio nie wraca?
          — To zagadka — mówi André.]

*

Cosa succede?
  [Co się dzieje?]

*

Nel silenzio, una voce…
Buonasera, Betty.
[…] 
     — Non devi avere paura, Betty.
  [ W ciemności głos… / Dobry wieczór, Betty… […]
        — Nie musisz się bać, Betty.

Alessandro De Giuli, Ciro Massimo Naddeo, Dov’è Yukio?,
Alma Edizioni, Firenze 2004.
(wyróżnienie własne)

*  *  *

Niedzielne odliczanie literek, dwa. Czerwcowa książka, ta z serii: jedna na miesiąc, wyzwanie stanowiła, bo wybrać cytaty, to nie powiedzieć najważniejszego o tej ksią­żecz­ce, że trójwymiarowej obsługi wymaga.

Autor, ilustrator i tata córki — troje w jednym. Nie podlega żadnym dyskusjom fakt, że gwiazdkę z nieba podarować gotowi są kochający kochanym. Dziewczynka z tej, najgrubszej w mej kolekcji (bo jedy­nej karto­ni­kowej), książki chciała Księżyc, by z nim się pobawić. Książka-przygoda nie tylko do czytania, ale również do doty­ka­nia (koniecznie!) i nauki o naturze Księżycy, bo polski Księżyc w języku włoskim jest dziew­czyn­ką/ko­bietą. I wszystko sie zgadza, bo dziewczynki w wieku bohaterki nie chcą się bawić z chłopcami.

Una sera, prima di andare a dormire, Monica guardò fuori dalla finestra e vide la luna: sembrava cosi vicina!
[Pewnego wieczora, nim poszła spać, Monika spojrzała przez okno i dostrzegła księżyc: wydawał się być tak blisko!]

*

“Papà,” chiese Monica al padre, “mi prendi la luna, per favore?”
[   — Tato — zapytała Monika ojca — proszę, przyniesiesz mi księżyc?]

*

Il papà si procurò una lunghissima scala.
[Tata zdobył najdłuższą drabinę]

*

Il papà mise la lunghissima scala sulla cima dell’altissima montagna.
[Tata umieścił najdłuższą drabinę 
na szczycie najwyższej góry.]


Quindi salì uno a uno tutti i gradini.
[Potem wszedł szczebel po szczeblu.]

*

Eric Carle, Papà, mi prendi la luna, per favore?,
La Margherita edizioni, Cornaredo 2016.

*  *  *

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Złodziejski apetyt w cyfrowym świecie szybko na­brał analogowych rozmiarów. Od recydywy uratował mnie przypadek, odkry­wa­jąc przede mną jedną z największych bibliotek elektronicznych. Pisząc te słowa — gdy (a) myślę, że wróciłam do prawości swego żywota, (b) uzupełniłam zapasy włoskich literek na przynajmniej pół roku — znów mnie coś tknęło, klik, klik i chyba mój zło­dziej­ski status nie uległ zmianie, ta biblioteka wygląda na coś przypo­mi­na­ją­ce­go kształtem chomika. Kursy walut, inflacja, rosnące potrzeby rehabilitacyjne, prąd i klimat za­mro­zi­ły mi możliwość legalnego pozyskiwania włoskich literek na po­zio­mie jednej książki na miesiąc. Dzięki złodziejstwu utrzymam nos nad po­wierzch­nią mętnej wody analfabetyzmu wtórnego. Nie wiem tylko, czy w tym przypadku cel uświęca środki.

— Guarda giù. — risponde Francesco.
  [  — Spójrz w dół. — odpowiada Francesco.]

*

     — […]  Non sappiamo rispondere a questo indovinello: Dov’è che la morte sta prima della vita, il mare è sopra il vento e il padre viene dopo il figlio?
     — Nel dizionario. — rispondo io.
  [   — […] Nie umiemy rozwiązać tej zagadki: Gdzie jest tak, że śmierć jest przed życiem, morze ponad wiatrem, a matka pojawia się po córce.
      — W słowniku — odpowiadam.

Alessandro De Giuli, Dolomiti,
Alma Edizioni, Firenze 2004.
(wyróżnienie własne)

sobota, lipca 30, 2022

4707. 211/365  //  Panna cotta (XLVII)

che fortuna! sei, sono, siamo.
non dimenticarlo mai!*

211/365

____________
   *   co za fart! jesteś, jestem, jesteśmy.
        nigdy o tym nie zapomnij**!
  **  pojawił się trzydzieści pięć deserów temu — tryb roz­ka­zu­ją­cy — i wciąż zachwyca***… tylko bardziej.
 *** od tej piosenki dziś nie mogę oderwać ani oka, ani ucha; założę się że jutro też tak będzie.

Emma & Loredana Bertè, Che sogno incredibile.

wtorek, lipca 26, 2022

4706. 207/365

     — gapiłam się na tę chwilę.
     — i?
     — i nie chciałam uwięzić jej piękna w słowach.

207/365

[suplement pikselowy: 4.08.2022]

niedziela, lipca 24, 2022

4705. 205/365

świadomości przy karcianym stoliczku wyrwało się:
     — nieważne, kotku, jakie masz karty. ważne jest, jak grasz.

205/365

[suplement pikselowy: 18.08.2022]

4704. Czekariat (XXVI)

To zdjęcie wypatrzyłam w czwartek, nim zapadł zmrok. Myślałam, że mam czas, by cyk. Gdy ściemniło się, wie­dzia­łam, że moment na cyk tego dnia minął. Poprosiłam Właścicielkę i ściany, i kresek o cyk w dziennym świetle. Dostałam. Już tylko do ula musiałam wrócić.

Już zawsze na myśl o tym czwartku będę się uśmiechać. Nie tylko dlatego, że pierw­szy raz od diagnozy tak późno wróciłam do domu (23:08) całkiem żywa, a w za­sa­dzie oży­wio­na. Przede wszystkim był to wspaniały wieczór, we wspaniałym to­wa­rzyst­wie. Towarzystwo zgodnie po­twier­dzi­ło zamiar powtarzania uszczęśliwiającego procederu.


Kaan, fot. Właścicielka 
pragnąca dawno temu 
zachować anonimowość.

*

Na drogę… rozchodniaczek, po jednym aniele na każdą Duszę
każde z Serc wyjęło:


fot Gepardzica.

4703. Z oazy (XLI)

Niedzielne odliczanie literek, raz i koniec. Dziś, w 151. dzień barbarzyństwa, z przy­krością odnotowałam, że to czter­dzie­sta pierwsza wśród przeczytanych przeze mnie książek w czasie wojny w Ukrainie.

Jeden z wielu moich ulubionych autorów, ale umęczyłam się okrutnie z powodu tłumaczenia, składu i nie­chlujstwa redakcyjnego: fontem w co drugim rozdziale, pomylonymi spój­ni­ka­mi, które powodują, że zdanie złożone traci cał­ko­wi­cie sens i, o zgrozo, notorycznie powtarzające się błędy gra­ma­tycz­ne. Zmęczyłam. Dałam również radę wyjąć całkiem sporo cytatów, które chcę tu mieć pod ręką, ale wracać do tej książ­ki, pomimo fajnego pomysłu na opowieść, wracać nie zamierzam.

Nie minęło wiele lat od czasu, gdy stwierdzono, że jesteśmy pierwszym pokoleniem, które wpływa na klimat na ziemi, a jednocześnie ostatnim, które nie będzie musiało za to zapłacić. Ale to stwierdzenie już nie jest aktualne.

*

Najbogatsi nie są skłonni rezygnować z żadnych przy­wi­le­jów. A im dłużej zwlekamy z decyzjami, tym droższe będą zmiany.

*

Jeśli mamy ocalić różnorodność biologiczną na naszej planecie, będzie to wymagało kopernikańskiego przewrotu w naszym sposobie myślenia. Równie naiwne jak wiara w to, że wszystkie ciała niebieskie krążą wokół naszego globu, jest życie w taki sposób, jakby chodziło wyłącznie o nasze czasy. Ale nasze czasy nie są wcale ważniejsze niż wszystkie inne czasy, które nadejdą.

*

Co się może kryć „pod” lub „za” wszechświatem, tego nikt nie potrafi powiedzieć. Świat jest niesłychanie tajemniczy. Dla­te­go należy okazać mu szacunek i ukłonić się temu, co nie­zgłębione.

*

     – Pesymizm to tylko inne określenie lenistwa. Owszem, mogę się martwić, to coś zupełnie innego. A pesymiści po prostu się poddają.
     – Jest w tym trochę racji.
     – Poza tym istnieje coś takiego jak nadzieja.

*

Musimy częściej wizualizować sobie naszych następców, wyczuwać obecność tych, którzy po nas odziedziczą Ziemię.

*

Kim jest człowiek? I kim jestem ja? Jeśli jestem tylko sobą – ciałem, które siedzi tu i pisze – to nie ma dla mnie nadziei w dalszej perspektywie. Ale mam przecież tożsamość głębszą niż moje ciało i moja własna chwila na Ziemi. Jestem częścią czegoś znacznie większego i potężniejszego niż ja sam.

*

Czy ta odbywająca się bez żadnych skrupułów uczta na­fto­wa w znaczący sposób nie zagraża podstawom życia roślin, zwierząt i ludzi?

*

     – Nie wiem, co o tym myśleć – wyrwało mu się.
     – Może nie to jest najważniejsze.
     – To znaczy?
     – Najważniejsze, żebyś wierzył.

*

[…]  ponad chmurami niebo zawsze jest błękitne.

*

Czym jest czas? Najpierw pojawia się horyzont jednostki, potem horyzont rodziny, kultury, pisma, a następnie to, co nazywamy czasem geo­lo­gicz­nym. Pochodzimy od pewnych czworonożnych stworów, które wypełzły z morza ponad trzysta pięćdziesiąt milionów lat temu. W ostatniej instancji odnosimy się do kosmicznej osi czasu. Żyjemy we wszechświecie, który liczy sobie około 13,7 miliarda lat.
     Ale te wymienione odcinki czasu w rzeczywistości nie są od siebie tak odległe, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.

*

Globalne ocieplenie to nie jest kwestia tego, co się uważa, tylko tego, co się wie. Albo ktoś się czegoś nauczył i zro­zu­miał, albo żyje w nieświadomości.

*

[…]  nie wolno nam oddać planety, która będzie mniej warta od tej prze­ka­za­nej do życia nam. Takiej, na której będzie mniej ryb w morzu. Mniej wody pitnej. Mniej żywności. Mniej lasów deszczowych. Mniej dzikiej górskiej przy­ro­dy. Mniej raf koralowych. Mniej lodowców i tras do biegania na nar­tach. Mniej gatunków roślin i zwierząt…
     Mniej piękna! Mniej cudów! Mniej wspaniałości i radości!

Jostein Gaarder, Świat według Anny,
przeł. Iwona Zimnicka, Czarna Owca, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Świadomość, sen!
     Ale czym jest świadomość? I czym jest sen?

*

     – I zaczynam się bać, kiedy tak mówisz.
     – Bać się tego, że istnieje inny wymiar? Czy tego, co jest po drugiej stronie?
     – Boję się, że możesz mieć w głowie kilka rze­czy­wi­sto­ści jednocześnie.
     – Nie ma się czego obawiać, Jonas.

(tamże)

piątek, lipca 22, 2022

4702. 203/365

od tysięcy lat mędrcy, mistycy, mistyczki, mędrczynie i inne cudaki głoszą, że życie jest darem, cu­dem, nieprawdopodobną przygodą. życzę ci, abyś nie po­trze­bo­wał_a ciężkiej, obrzy­dli­wie wymagającej choroby, by wiedzieć i na zawsze już czuć, że mieli rację. wszystko wskazuje na to, że ja po­trze­bowałam.

203/365

Lucio Dalla, Futura,
Lune Classica & Jazz.

chissà? chissà?
[…]
aspettiamo senza avere paura, domani

środa, lipca 20, 2022

4701. 201/365

wiem, że musisz, bo ja nie dam rady. wiem* również, że gdy po­skro­bać w  dno tego „muszę”, wy­ła­nia się naj­szczer­sze „chcę”. dziękuję.

201/365

____________
  * piekielnie długo uczyłam się tego.

poniedziałek, lipca 18, 2022

4700. 199/365

od dziś tylko dobro, nawet jeśli w prze­bra­niu kłopotu pojawi się w drzwiach. od dziś tylko „tak” mówione temu, co dla mnie naj­waż­niej­sze, gdy głośno mówię nie­waż­ne­mu „nie”. od dziś inte­re­su­je mnie wyłącznie odkrywanie możliwości ukrytych w nie­moż­li­wym.

199/365

Lucio Dalla, Tu non mi basti mai,
Lune Classica & Jazz.

tu, tu, non mi basti mai
davvero non mi basti mai

[suplement pikselowy: 21.07.2022]

niedziela, lipca 17, 2022

4699. Z oazy (XL)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Podobnie jak w przypadku tamtej kawiarnianej opowieści, wszystko zaczęło się przez czysty przypadek. Tym razem zbieg oko­licz­no­ści pomachał mi przed nosem informacją o tej książce kilka dni przed jej publikacją. Nabyłam ją jeszcze jako za­po­wiedź i nie mogłam doczekać się środy, gdy znajdę ją na swoim wirtualnym regale. Rzuciłam wszystkie poważne i niepoważne książki, które czytam, i wsiąkłam w tę opowieść w ułam­ku sekundy, a w zasadzie akapitu.

Że naiwna? Raczej. Że prosta? Tak. Że chudziutka książeczka? Zdecydowanie. Choć naiwna, prosta i chudziutka, żaden z tych elementów opisu i oceny nie umniejsza jej dobrym właściwościom. Fantastyczny pomysł, niezbyt skomplikowany rytuał — moż­li­wość spełnienia pragnienia, które, choć już spełnione, nie zmieni teraź­niej­szo­ści, ale… zmieni wszyst­ko! Efekt był taki, że nie mogłam się oderwać.

W kawiarni nie ma klimatyzacji. Lokal został otwarty w tysiąc osiemset siedemdziesiątym czwartym roku, zatem ponad sto czterdzieści lat temu. […]  Powszechnie uznaje się, że współczesne kawiarnie pojawiły się w Japo­nii około tysiąc osiemset osiemdziesiątego ósmego roku – zatem aż czterna­ście lat później. Kawa trafiła do Japonii w okresie Edo, mniej więcej pod koniec siedemnastego wieku.

*

W artykule o legendzie miejskiej napisano: „Ostatecznie niezależnie od tego, czy ktoś przeniesie się w przeszłość, czy w przyszłość, teraźniejszość się nie zmienia. Nasuwa się zatem pytanie: jaki sens ma to krzesło?”.
     Jednak Kazu wciąż wierzy, że niezależnie od tego, z jakimi trudnościami zmierzą się ludzie, zawsze odnajdą w sobie siłę, by je przezwyciężyć. Po­trze­ba do tego tylko serca. A jeśli to krzesło jest w stanie odmienić czyjeś serce, to jego istnienie zdecydowanie ma sens. Ale Kazu po prostu mówi z obo­jęt­ną miną:
     – Proszę dopić kawę, zanim wystygnie.

*

     – Tak.
     Podjęła decyzję. Albo, dokładniej mówiąc, uparła się na dobre.

*

     – Czyli wszystko okej? – zapytał Nagare, bawiąc się solniczką.
     – Z czym? – Hirai nie chciała się otworzyć.

*

[…]  nie zapomniała o swoim początkowym celu. Ale nie należała do osób, które zamartwiają się tym, co się nie wydarzy. Zmieniła plany.

*

     – To prawda. Jesteśmy małżeństwem – przyznała z uśmiechem. Była szczęśliwa, że usłyszała z jego ust słowo „para”.
     – Fuj… Nie bądź taka sentymentalna…

*

     – Nie jestem dobra w tych całych poważnych sprawach – wy­zna­ła ze złością.
     – Hirai… – zaczęła Kei, ale Hirai powstrzymała ją machnięciem ręki.
     – Więc przestańcie robić smutne miny i pytać mnie, czy u mnie w po­rząd­ku – poprosiła.

Toshikazu Kawaguchi, Zanim wystygnie kawa,
z jęz. angielskiego przeł. Joanna Dżdża,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

I choć nadzieja wisiała na włosku cienkim jak źdźbło słomy, nie miała zamiaru odpuścić.

(tamże)