piątek, stycznia 24, 2025

5692. 24/365

nie­którzy mają farta, ich rodzina po­cho­dze­nia jest wspaniałym, rozumiejącym i wspie­ra­ją­cym miejscem do życia, w którym chce się być, rozkwitać, stawać się własną pełnią.

niektórzy mają farta, ich pierwsza miłość jest ostat­nią, trwa­ją­cą przez dziesięciolecia, aż po grób organizującą wspaniałe, ro­zu­mie­jące i wspierające miejsce do życia, w którym chce się być, rozkwitać i stawać się własną pełnią.

nie należę ani do jednych, ani do drugich niektórych; w za­dzi­wieniu przy­glą­dam się odkryciu, że w moim przypadku pierw­sza miłość i rodzina pochodzenia to jeden pies — od niedzieli rezonują ze mną słowa JiM: jaką rodzinę potrzebujesz zo­sta­wić, opuścić (symbolicznie lub dosłownie), by iść swoją ścież­ką, do jakiej rodziny potrzebujesz do­łą­czyć, należeć?

24/365

gdy mówimy o relacji,
zawsze mówimy o miłości
.

JiM
wszystkie progi są związane
z historią osobistą
.

Rana jest kra­iną uzdro­wie­nia.
Ta­bita Re­za­ire

*

[suplement 25.01.2025]
Re­la­cje, które w więk­szo­ści znamy, i in­sty­tu­cje na­szej kul­tury opie­rają się na wła­dzy. Tak więc na­sze we­wnętrzne kra­jo­brazy są tymi z opo­wie­ści o wy­ob­co­wa­niu i są za­lud­nione przez istoty, które do­mi­nują lub mu­szą być zdo­mi­no­wane.

•

Wie­rzę, że wszystko, na co pa­trzymy, pa­trzy na nas, a spoj­rze­nie ob­cego robi z nami co naj­mniej tak wiele, jak my z nim. Wie­rzę, że to jest ma­gia: moc wszyst­kich rze­czy. I w taką ma­gię wie­rzę.

•

Te same pnie, różne nici.

•

po­zna­li­śmy wszystko inne oprócz nas sa­mych. i je­śli chcemy po­now­nie zgłę­bić mą­drość cza­row­nic, to rze­czy­wi­ście po­przez wnik­nię­cie w sa­mych sie­bie. w nas jest cała wie­dza. ona na­prawdę jest w nas.
 // Do­ris Stauf­fer (1934–2017)

•

[…]  bar­dziej niż  n a s z a  h i s t o r i a  in­te­re­sują mnie na­sze uczu­cia, na­sze ży­cie we­wnętrzne, war­stwy na­szego cał­kiem nor­mal­nego prze­ży­wa­nia.

•

My­śl­cie za­wsze o tym, że na­sze drogi się krzy­żują, że by­li­śmy w tym sa­mym cza­sie w tym sa­mym miej­scu, to jest ma­giczne, je­śli zli­czyć wszyst­kie moż­liwe miej­sca, moż­liwe czasy i wszyst­kie moż­liwe ciała.

•

Mil­czę. „Jak to jest?”, pyta. „Co?”. „Być kimś ta­kim jak ty”. „Jak to jest”, po­wta­rzam py­ta­nie, „być kimś ta­kim jak TY?”. Wzru­sza ra­mio­nami. „Nor­mal­nie. Je­stem po pro­stu”. „Ja też. Po pro­stu. Dla mnie to nic. Tylko dla in­nych coś”.

•

By­cie lo­jal­nym wo­bec swo­jej krwi, swo­jej ro­dziny ozna­cza nie­pro­wa­dze­nie wła­snego ży­cia. […]  I przede wszyst­kim by­cie lo­jal­nym ozna­cza nie­mó­wie­nie o wszyst­kim, o tej klą­twie; na­zwa­nie jej to zła­ma­nie klą­twy, i dla­tego Cię zdra­dzam.

Kim de l’Horizon, Drzewo krwi, przeł. Elżbieta Kalinowska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.

środa, stycznia 22, 2025

5691. 22/365

pa­trzę na ostatnie pełne sześć lat, które odebrały mi w dużym stop­niu sprawność fizyczną, pozbawiły możliwości trzaskania drzwiami czy samodzielnego wyjścia z domu.

czy byłoby łatwiej wyjść naprzeciw zmianie, gdybyśmy wie­dzie­li, że gdy los coś zabiera, zawsze daje coś w zamian?

dziś, jadąc po leki do szpitala, pławiłam się w tym, co w ostat­nich latach podarował mi los, sztos!

22/365

Kwadrant duchowo-intuicyjny jest tą częścią nas, w której mieści się cała nasza wewnętrzna mądrość. Jest to jedyny kwadrant, którego sami nie musimy wypracowywać. Jest to dar, z którym się urodziliśmy. Otrzymujemy też inne dary: w zamian za to, co utraciliśmy, otrzymujemy zawsze coś lepszego.

Elisabeth Kübler-Ross, Życiodajna śmierć. O życiu, śmierci i życiu po śmierci, przeł. Malina Stahre-Godycka,
Media Rodzina, Poznań 2021.

wtorek, stycznia 21, 2025

5690. Poza słowami (XX)


fot. Hawwa, fragment.

Tracąc rzeczy, tracimy też miejsca.

Byung-Chul Han, Nie(do)rzeczy,
przeł. Marcin J. Leszczyński,
Wydawnictwo UŁ, Łódź 2023.

5689. 21/365

świa­domość udawała przygłuchą i ciut za­sko­czoną, gdy po­pro­siła w dwóch dwu­li­te­rowych słowach o powtórzenie ostat­nie­go zdania:
     — że co?
     — nic, odkryłam, że nie ma czegoś ta­kie­go jak przypadkowe myśli.
     — nie ma, ale pamiętaj, że nie za każdą z nich warto pójść, choć dobrze jest tropić ich źródła.

21/365

5688. Z oazy (CCCXV)

Wielonie­dzielne odliczanie literek, dwa. Poślizgnięte na tygodniach niemocy, dniach nauki i wisieńce na torcie: inten­syw­nym, wspaniałym weekendzie oraz jeszcze jed­nym dniu, bo wybór cytatów nie był ani łatwy, ani prosty.

Fantastyczne dwa eseje, które spowodowały, że zalegająca, chyba już od lat, na wir­tu­al­nym stosiku do przeczytania inna książka tego Autora wspięła się prawie na sam szczyt.

Autor potępia ibuki. Zgadzam się, że czytając ibuki tracimy pewne informacje, na przykład, że ten fajny akapit był po lewej na górze strony, a tamto fantastyczne zda­nie było po prawej na dole, zaś książka była dość gruba. Potępiać w czambuł ibuki mogą tyl­ko nieprzytomnie uprzy­wi­le­jo­wa­ni ludzie: widzący, mający sprawne obie ręce czy po­sia­da­ją­cy przestrzeń na półki i regały.

Gdyby każdy ibuk, jaki mam, był w wersji pa­pie­rowej książką o zaledwie centy­me­tro­wej grubości (doskonale wiemy, że tak nie jest), to tylko na te książki po­trze­bo­wa­ła­bym dodatkowych osiemnastu metrów pó­łek. Nie ma na to szans. W kategorii ibuk polemizowałabym więc z Autorem bar­dzo i długo.

Tak czy inaczej to fantastyczne eseje i jednocześnie bardzo smutna książka, po­nie­waż jej treść przypomina zbiór tekstów o szkodliwości alkoholu napisany specjalnie dla alkoholików nietrzeźwiejących od dziesięcioleci. Która to już książka, próbująca powiedzieć ludziom: hamujcie! Chyba czas na nowy znacznik: okolice smartfona.

Technika, któ­ra przychodzi zawsze jako druga, może zasłonić nam to, co pierwsze, czyli właśnie stosunek do świata oparty na znaczeniu, na przypisywaniu rzeczom wartości, gdy dzięki nim coś czynimy.

•

Krytyka ma ukazać to, co jest dla mnie niejasne, ale z czego korzystam – z moich przeświadczeń, przesądów, sposobów działania, które zamieniły się w nawyki.

Marcin J. Leszczyński

🖇 🖇

Sama informacja nie rozświetla świata. Może go nawet za­ciem­niać. Od pew­nego momentu informacje przestają nas informować – za­miast tego deformują. Ten punkt krytyczny mamy już dawno za sobą. Szyb­ko rosnąca entropia informacyjna, czyli chaos informacyjny, pogrąża nas w spo­łe­czeń­stwie postfaktów. Rozróżnienie na prawdę i fałsz zostaje zni­we­lo­wa­ne. In­for­ma­cja krąży więc bez żadnego odniesienia do rzeczywistości, w hi­per­re­al­nej przestrzeni. Fake news to także informacje, które być może mają siłę większą od faktów. Liczy się efekt krótkoterminowy. Skuteczność zastępuje prawdę.

🖇

Informacja jest addytywna, a nie narracyjna. Można ją policzyć, ale nie można jej opowiedzieć.

🖇

Infosfera ma janusowe oblicze. Pomaga nam mieć więcej wolności, ale jed­no­cześnie naraża nas na coraz większy nadzór i kontrolę.

🖇

Kapitalizm doskonali się w kapitalizacji „Lubię to!”.

🖇

Kapitalizm informacyjny jest zintensyfikowaną formą kapitalizmu. Inaczej niż kapitalizm przemysłowy, ten zamienia w towary nawet i to, co nie­ma­te­rial­ne. Samo życie staje się utowarowione. Wszelkie relacje międzyludzkie są skomercjalizowane. Media społecznościowe kompletnie wyzyskują ko­mu­ni­ka­cję. Platformy takie jak Airbnb komercjalizują gościn­ność. Kapi­ta­lizm informacyjny podbija każdy zakątek naszego życia, a mo­że i nasze du­sze. Ludzkie pragnienia zastępowane są ocenami czy po­lu­bie­nia­mi. Ilość przyjaciół jest najistotniejsza. Sama kultura przeistacza się w towar.

🖇

Informacja nie jest tak łatwa do zawłaszczenia jak rzeczy. Stwa­rza to wra­żenie, że należą one do wszystkich. Posiadanie wyznacza paradygmat opar­ty na rzeczach. Światem informacji nie rządzi własność, lecz dostęp.

🖇

Dzięki smartfonowi wycofujemy się w bańkę, która osłania nas przed dru­gim człowiekiem. W komunikacji cyfrowej często zanika również bez­po­śred­nie zwracanie się do drugiej osoby. Do innego nie zwracamy się indy­wi­du­al­nie. Wolimy pisać SMS-y niż dzwonić, bo pisząc, jesteśmy mniej zda­ni na łaskę drugiej osoby. W ten sposób znika inny jako głos.

🖇

Spojrzenie buduje podstawowe zaufanie. Brak spojrzenia prowadzi do zaburzonej relacji z samym sobą i z innymi.

🖇

Smartfon to główny infomat naszych czasów. Nie dość, że czyni wiele rze­czy zbędnymi, to jeszcze odrzeczawia świat, sprowadzając go do infor­ma­cji. […]  Zegarek analogowy również dostarcza nam informacji o czasie, ale nie jest to infomat, lecz rzecz, a może nawet rodzaj biżuterii. Rzeczowość sta­no­wi jego centralną, istotową część.
     […]  Dekoracja, ornament – to nadaje rzeczom charakter. Dzię­ki temu życie może dowieść, że jest czymś więcej niż funk­cjo­no­waniem.

🖇

Sztuczna inteligencja generuje nową, rozszerzoną rze­czy­wi­stość, której nie ma, hiperrealność, która nie ma już żadnego związku z rzeczywistością, z re­al­nym od­nie­sieniem.

🖇

Na głębszym poziomie myślenie jest procesem analogowym. Zanim ujmie ono świat w pojęcia, myślenie jest przez niego pochwycone, wręcz nim wzbudzone. Pobudzenie jest niezbędne dla ludzkiego myślenia. Pierwszy obraz myślowy (Denkbild) to gęsia skórka. Sztuczna inteligencja za­tem nie może myśleć, bo nie dostaje gęsiej skórki. Brakuje jej wymiaru afektywno-analogowego, pochwycenia przez emocje (Ergriffenheit), którego ani dane, ani informacje nie mogą zastąpić.
     […] 
     Analiza Big Data sugeruje zdobywanie wiedzy absolutnej. Rzeczy ujaw­nia­ją swoje tajemne korelacje. Wszystko staje się obliczalne, przewidywalne i możliwe do kontrolowania. Zapowiadana jest zupełnie nowa era wiedzy. W rzeczywistości mamy do czynienia z dość prymitywną formą wiedzy. Data-mining ukazuje korelacje. […]  korelacja jest najniższą formą wiedzy. Korelacja między A i B mówi: A często występuje wraz z B. Nie wia­do­mo jednak, dlaczego tak się dzieje. Po prostu tak jest. Korelacja wska­zu­je na prawdopodobieństwo, a nie na konieczność. Różni się ona od związ­ku przyczynowego, który ustala konieczność: A wywołuje B. Wzajemne od­dzia­ływanie stanowi jeszcze kolejny poziom wiedzy. Stwierdza: A i B wza­jemnie się warunkują. Ustanawia się konieczny związek między A i B.

🖇

Inteligencja oznacza wybór pomiędzy (inter-legere). Sztuczna in­te­ligencja dokonuje jedynie wyboru pomiędzy podanymi z góry op­cja­mi, ostatecznie pomiędzy jedynką a zerem. Nie wychodzi poza to, co uprzednio dane, nie chodzi po nieuczęszczanych ścieżkach.

🖇

Ludzie są bytami bliskości. Ale bliskość to nie brak odległości. Dystans jest w istocie w nią wpisany. Bliskość i dystans przynależą do siebie. […]  Komunikacja cyfrowa niszczy zarówno bliskość, jak i dystans, bo usuwa spo­mię­dzy wszystkiego odległości. Relacja z Innym zakłada dystans. Odległość zapewnia, że Ty nie zdegeneruje się w To.

🖇

W dzisiejszych czasach postrzegamy rzeczywistość przede wszystkim po­przez informacje. Warstwa informacyjna, która pokrywa rzeczy jak szczel­na membrana, osłania percepcję przed intensywnościami. Informacja re­pre­zen­tu­je rzeczywistość. Jej dominacja utrudnia doświadczenie obecności.

🖇

Rzeczywistość jako informacja
należy do porządku to like, a nie do to love.

🖇

Słuchanie jest dla Innego. Prawdziwy słuchacz bezwarunkowo wystawia się na Innego. […]  Meta-fizyczna kruchość wobec Innego jest konstytutywna dla etyki słuchania jako etyki odpowiedzialności.

🖇

Rytuały są opartymi na czasie technikami zamieszkiwania domu. Zmie­nia­ją bycie-w-świecie w bycie-w-domu. Są one w czasie tym, czym rzeczy są w przestrzeni. Stabilizują życie, strukturyzując czas. Są to architektury cza­su. W ten sposób czynią czas zdatnym do zamieszkania, a nawet do wy­peł­nie­nia emocjami – tak jak dom. Czasowi dziś brakuje solidnej kon­struk­cji. To nie jest dom, ale strumień. Nic nie daje mu punktu za­cze­pie­nia. Czas, który pędzi, nie nadaje się do zamieszkania.

🖇

Dawniej Japończycy żegnali się z rzeczami, które przez długi czas były w bez­pośrednim użyciu, takimi jak okulary czy pędzle do pi­sa­nia, orga­ni­zu­jąc specjalną ceremonię w świątyni. Dziś mało jest rzeczy, którym wy­pra­wi­li­byś­my równie godne pożegnanie. Rzeczy przychodzą na dzi­siej­szy świat już prawie martwe. Nie są one używane, lecz zużywane. Tylko długie użyt­ko­wa­nie nadaje rzeczom duszę. Z duszą są tylko rzeczy bliskie sercu.

🖇

Tam, gdzie wszystko staje się obliczalne, znika szczęście. Szczęście to wydarzenie, które wymyka się jakiemu­kol­wiek rachowaniu.

Byung-Chul Han, Nie(do)rzeczy, przeł. Marcin J. Leszczyński,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2023.
(wyróżnienie własne)

Posiadanie jest zinternalizowane i naładowane treścią psychiczną. Rzeczy będące w moim posiadaniu są po­jem­ni­kiem uczuć i wspomnień.

🖇

Nastrój nie jest stanem subiektywnym, który zabarwia świat obiektywny. To jest świat.

🖇

Kto czuje się dziś obserwowany lub zagadywany przez rze­czy? Kto spogląda rzeczom w twarz? Kto rozpoznaje w rzeczach żywą fizjonomię? Dla kogo rzeczy wydają się mieć duszę? Któż podejrzewa, że rzeczy mają własne ży­cie? Kto czuje się przez nie zagrożony lub ocza­ro­wa­ny? Kogo zachwyca ich ciepłe spojrzenie? Kto zachwyca się ich obcością?

🖇

Piękne, ręcznie wykonane rzeczy rozgrzewają serce. Ciepło rąk przenosi się na rzeczy.

🖇

Tam, gdzie ego słabnie, staje się podatne na ten ledwie słyszalny język rzeczy. Doświadczenie obecności wy­ma­ga odsłonięcia, zgody na zranienie. Bez rany, ostatecznie słyszę tylko własne echo. Rana jest otwarciem, nad­sta­wie­niem ucha na to, co inne.

🖇

Słowa jak skóra nie zamykają zna­cze­nia, ale są mocno naciągnięte wokół niego.

🖇

„Zakryte pole” jest miejscem fantazji. Ukazuje się dopiero po zamknięciu oczu.

🖇

Cisza niczego nie produkuje. Dlatego kapitalizm nie kocha ciszy. Kapitalizm informacyjny wy­twa­rza przy­mus komunikacji.
     Milczenie wyostrza uwagę na wyższy porządek, ale nie musi to być porządek dominacji i władania. Cisza mo­że być bardzo spokojna, wręcz przyjazna i głęboko sa­tys­fakcjonująca. […]  wymuszone mil­czenie nie jest mil­czeniem. Prawdziwe milczenie jest bez przymusu. Nie jest ono przygniatające, ale podnoszące na duchu. Nie okrada, ale daje.
     […]  Dopiero cisza, zamknięcie oczu, uru­cha­mia wyobraźnię.

(tamże)

poniedziałek, stycznia 20, 2025

5687. Z oazy (CCCXIV)

Wielonie­dzielne odliczanie literek, raz. Poślizgnięte na tygodniach niemocy, dniach nauki i wisieńce na torcie: inten­syw­nym, wspaniałym weekendzie.

Miesiąc temu bez jednego dnia, na lotnisku, nie mogłam tak po prostu przejść obok księgarni. Obiecałam, że tylko na chwilkę, że jedynie sztachnę się książkowym za­pa­chem, na­pa­sę oczy ilustracjami na okładkach, podotykam, poprzewracam kartki. Myślę, że Sadow­nik nie wie­rzył w ani jedno moje słowo, bo niespecjalnie był zdzi­wio­ny, gdy przy jed­nej z ksią­żek utknęłam na podejrzanie długo. Gdy zobaczył kre­ską kreślonego na okładce psa, nie miał żadnych dodatkowych pytań, miał kilka­na­ście euro, które bez słowa, z uśmiechem wyjął dla mnie z kieszeni.

Tak, oszczędna szata graficzna przyciągnęła mnie do tej książki. Pies podbił stawkę, ale to poniższy fragment rozbił bank.

Ogni storia […]  comincia molto pri­ma di quando noi la raccontiamo. La prima pagina di ogni libro è pre­ce­du­ta da milioni di altre pagine. E l'ultima pagina di ogni libro precede milioni di pagine che devono essere ancora scritte. I nostri gesti, i nostri pensieri, le nos­tre parole, sono solo il breve trat­to di un percorso lun­ghissimo, che sprofonda nel tempo passato e sva­ni­sce nel tempo futuro. Non ne vediamo l'inizio, non ne immaginiamo la fine.
[Każda historia […] zaczyna się dużo wcześniej, niż wtedy gdy ją opowiadamy. Pierwsza strona każdej książki poprzedzona jest milionami innych stron. A ostat­nia strona każdej książki poprzedza miliony stron, które muszą być jesz­cze na­pi­sa­ne. Nasze gesty, nasze myśli, nasze słowa są tylko krótkim wycinkiem naj­dłuż­szej drogi, która tonie w przeszłości i znika w przyszłości. Nie widzimy jej po­cząt­ku, nie wyobrażamy sobie jej końca.]

Michelle Serra, Osso. Anche i cani sognano, ilustr. Alessandro Sanna,
Giangiacomo Feltrinelli Editore, Milano 2024.

Po powrocie do ula zachciało mi się sprawdzić, czy Autora tłumaczono jakkolwiek na język polski. Tak, przetłumaczono jeden dro­biazg książkowy, wydano zaś wy­łącz­nie w papierze. Najzabawniejsze i w jakiś spo­sób okrut­nie smut­ne było to, że prze­cie­ra­łam oczy ze zdziwienia, widząc cenę Leżą­cych, 7,99. Zgroza!

Tymczasem jedno zdanie, ciągnące się przez półtorej strony, warte jest zde­cy­do­wa­nie więcej niż nominalna cena książki, nie wspominajac o Duchu tej opowiastki i bez­cennej puencie, której mój wewnętrzny maruder (w temacie pokolenia zet) nie ocze­ki­wał, a dał się mile zaskoczyć.

Przy wspomnianym zdaniu uruchomiła się zakurzona pani inżynier: naprawdę chce ci się je przepisywać? Inżynierskie lenistwo (tj. jak zrobić, by prawie nic nie robić, a mieć zrobione) ruszyło w tan: klik, klik, cyk, cyk i wsparta technologią po­pra­wia­łam tylko literówki, ponieważ OCR w przypadku znaków diakrytycznych wciąż po­zo­sta­wia wiele do życzenia. Tak, jest tu to zdanie, razem z następującym po nim akapitem. Wciąż mnie bawi.

Gdzie, do cholery, jesteś?
     Telefonowałem do ciebie przynajmniej cztery razy, ale nigdy nie ode­bra­łeś. Twoja komórka dzwoni w próżnię jak telefon mężów zdradzających żo­ny lub urażonych kochanek. Niekończący się ciąg dzwonków sugeruje al­bo twoją jawną niechęć, albo twoje niewinne roztargnienie: i nie wiem, które z tych dwóch „nie odbiorę" jest bardziej obraźliwe.
     Już nawet nie chcę wspominać o mojej tęsknocie, gdy cię nie widzę, czyli prawie zawsze. Nauczyłem się traktować ją jako jedną z moich wad, a nie jako twoja winę.

🖇

Ile razy, zamiast posyłać cię do diabła, powinienem cię przytulić? Ile razy cię przytuliłem, a powinienem był posłać cię do diabła?

🖇

[…]  twoje mistrzostwo we wspieraniu entropii świata polega właśnie na tym minimalizmie, prawie niezauważalnej różnicy między „zrobionym" a „niezrobionym". Nawet gdyby niewiele wystarczyło, żeby zamknąć koło, ty pozostawisz je otwartym. Jesteś perfekcjonistą w bałaganiarstwie.

🖇

Wspominam, jak łatwo było cię kochać, gdy byłeś mały. I jak trudno jest to robić teraz, gdy nasze postury upodobniły się do siebie, twój głos przy­po­mi­na mój, a więc ma te same tony i natężenie. […] 
     Naturalna miłość, którą obdarza się dzieci, nie jest zasługą. Nie wymaga zdolności nieinstynktownych. […]  Dopiero po latach, gdy twoje dziecko […]  zmienia się w twojego sobowtóra, w mężczyznę, w kobietę, krótko mówiąc, w kogoś takiego jak ty, wówczas kochanie go wymaga cnót, które kosztują. Cierpliwości, męstwa, wiarygodności, bezkompromisowości, wspa­nia­ło­myśl­no­ści, wzorowości… Wiele, bardzo wiele cnot dla kogoś, kto rów­no­cześ­nie stara się żyć swoim życiem.

🖇

Z części mojego mózgu, gdzie rezydują, jak w miniaturowym parlamencie, reakcjoniści mojej wrażliwości i doświadczenia, dochodzi wołanie, że każdy upadek porządku jest nieuniknionym upadkiem piękna. I zanim nowe pięk­no zaprowadzi nowy porządek i tchnie oddech w życie ludzi, może upłynąć wiele lat, może przeminąć niejedno pokolenie.

🖇

Na wywiadówce matka, która siedzi przede mną jest kobietą wysoką i bla­dą, mówiącą dużo i dość głośno. Peroruje od dobrych dwu­dzie­stu mi­nut, żaląc się, że jej syn nie potrafi skoncentrować się na nauce i nie chodzi o to, że robi to specjalnie, żeby się nie koncentrować, bo przecież powiedział jej: mamo, nie potrafię się skoncentrować, co oznacza, iż doskonale rozpoznał problem, że nie potrafi się skoncentrować i matka zrozumiała, iż naprawdę nie potrafi nie ze złej woli, bo gdyby to było ze złej woli, nie obchodziłoby go to, ze nie umie się skoncentrować, co więcej, nawet by o tym nie wspomniał, a tymczasem skarży się nieustannie z tego powodu, że nie potrafi się skon­cen­tro­wać, bo dla niego nieumiejętność skoncentrowania się jest praw­dzi­wą zgryzotą, tym samym również doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby poświęcił na koncentrowanie się nad podręcznikami cały czas, jaki na­da­rem­no poświęca na koncentrowanie się albo na tłumaczenie matce, że wła­śnie nie potrafi się skoncentrować, problem byłby rozwiązany, z drugiej strony, ona, matka, nie wie, jak mu pomóc, gdy bowiem jest w pracy, to oczywiście nie ma jej w domu, a gdy jest w domu, ma tyle zajęć domowych, że nie starcza jej czasu, aby pomóc synowi skoncentrować się na nauce, a na­wet gdyby go miała, nie wiedziałaby, od czego zacząć, może są jakieś techniki pomagające się skoncentrować, ale zapomniała spytać o to pro­fe­so­ra, który go odwiedził z powodu dysleksji, syn nie jest dyslektykiem, ale czasem w testach dysleksja ujawnia się i byłoby wskazane ponawiać wizyty co roku, ponieważ niewiarygodne jest, jakie postępy robi diagnostyka, dzi­siaj odkrywa się rodzaje dysleksji, których wczoraj sobie nawet nie wy­o­bra­ża­no, to po części jak z nietolerancją pokarmową, o której wiele osób nawet nie wie, że na nią cierpi, a nawet jej nie podejrzewają, na przykład syn jej przyjaciółki po latach został zdiagnozowany jako dyslektyk, gdy wcze­śniej nikt nie wierzył, że jest on dyslektykiem, z wyjątkiem jego matki, ale wiadomo, matki wiedzą lepiej, a lekarka, bardzo dobra lekarka, zorien­to­wa­ła się w tym, ponieważ chłopiec podkreślał tekst w książkach czarnym pisakiem, rysując tak krzywe linie, że wiele słów wyglądało jak prze­kre­ślo­ne, poza tym miał trudności z ich odczytaniem, potem musi tez uczyć się z pod­ręcz­nika na wpół pokreślonego, poza tym pomazanego jego własną rę­ką, a więc nawet bez możliwości zrzucenia winy na kogoś innego, można zatem wyobrazić sobie skalę problemu, a nawet dwóch łączących się ze sobą problemów, wydaje się, że istnieje związek między niezdolnością do kreślenia prostych linii a dysleksją, choć nie z wszystkimi dysleksjami, tylko niektórymi, pewnie, że kiedyś w szkole robili masę problemów z powodu brzyd­kiej kaligrafii, kleksów, zeszytów w nieładzie, a nawet nie miano po­ję­cia o wszystkich łączących się z tym aspektach psychologicznych oraz ile za­bu­rzeń uczenia się jest na świecie, ile daremnych i głupich kar można by unik­nąć, z pewnością te dzieci wymagałyby większej troski, ale kto ma na to czas, zresztą, gdy my chodziliśmy do szkoły, kto się o nas troszczył?…
     I gdy wypowiadała krótką frazę: „kto się o nas troszczył?", łudzę się, że dostrzegam w monotonnym potoku jej głosu jakby drgnięcie, zatrzymanie spowodowane przez wątpliwości. Rzeczywiście, droga pani, nikt się o nas nie troszczył, ale też nikt z nas z tego powodu się nie powiesił. Jedni lepiej, inni gorzej, również nieświadomi dyslektycy, także mający nie­zdia­gno­zo­wa­ne zaburzenia uczenia się, tudzież nietolerujący ogórków lub żytniego chle­ba, dociągnęliśmy jakoś do matury albo dyplomu. Dlatego przez chwilę mam nadzieję, ze matka, zdając sobie sprawę z faktu, że nikt się o nas nie martwił — na nasze szczęście — zostanie muśnięta, przynajmniej mu­śnię­ta, przez podejrzenie, że jedynym prawdziwym problemem syna jest noszenie w sobie wielkiego lenia, który mu towarzyszy, dusi go, usprawiedliwia, tłam­si, daje alibi, rozgrzesza. Gdy słyszę głos matki, o wysokim natężeniu i płaskim tonie, bez cienia asertywności, któremu towarzyszy bezładna gmatwanina rozważań niemająca żadnych uzasadnień naukowych lub logicznych, ale wszystkie są zakotwiczone wy­łącz­nie w jej obsesji ochrony, widzę znudzoną nauczycielkę, która potakuje twarzą, ale głowa — aby nie zwariować — jest z pewnością gdzie indziej.

🖇

Nie byłem ani bardziej posłuszny, ani bardziej wrażliwy, ani mądrzejszy od ciebie. Ale należałem do epoki — ostatniej? — w której konflikt między Mło­dy­mi a Starymi toczył się na tym samym polu bitwy. Teraz jednak mam prze­czu­cie zmiany tak radykalnej, że pewnego dnia z trudnoscią uznamy, ty i ja, to samo za przyjemne. Nie wiem, co dałbym, żeby móc usiąść z tobą w jakiejkolwiek chwili naszego życia przed tym samym pejzażem, po­dzie­la­jąc w ciszy jego piękno i harmonię.

🖇

Gdy około drugiej zeszliście, znaleźliście nas przy stole na werandzie, ra­czą­cych się winem, jedzących salami i to co pozostało z wczorajszego wieczoru. Pozdrowił was chór drwiący, ale mimo wszystko serdeczny. Dopiero gdy Pedro spytał, czy może zjeść śniadanie, miły ton bezpowrotnie ustąpił miej­sca oficjalnej deklaracji Carli. Pani domu odpowiedziała: „Pedro, mogę cię zapewnić w imieniu wszystkich, że w tym domu, o tej porze, nie jada się śnia­dań, lecz kończy obiad". Ja, będąc słabym ogniwem, już miałem zrobić wam kawę. Carla jednak zgromiła mnie wzrokiem.
     — Jeżeli chcecie cos zjeść, to tutaj jeszcze co nieco zostało. Kawa będzie później. Pije się ją po obiedzie.

🖇

Młodość może być wieczna — pomyślałem — pod warunkiem, że zaakceptuje się, iż dla nas przeminęła.

🖇

     — Pan mnie nie zna — powiedział — ale ja znam pana. Jestem tatuażystą pańskiego syna.
     — Dzień dobry — odparłem. Na szczęście wymyślono pozdrowienie, któ­re w swo­jej spo­koj­nej ogólności pozwala zyskać czas, otrząsnąć się z za­sko­cze­nia, zorganizować ewentualną obronę. Konwenanse społeczne — po­przez wieki i pokolenia — mniej więcej ustaliły, jak się zachowujemy wobec ginekologa żony, pedicurzystki matki, fryzjerki siostry, ale nie wobec ta­tu­a­żysty syna.

🖇

Patrzy sie na nich z perspektywy
wieku, osobistej formacji, uprzedzeń.

🖇

Jakie prawdopodobieństwo powodzenia ma przemiana ludzi w Całko­wi­tych Głup­ków (a zatem idealnych konsumentów i uniżonych poddanych) po­przez masowy narcyzm? Czy samouwielbienie ludzkości ma punkty prze­silenia? Czy jest to proces odwracalny?

Michele Serra, Leżący, przeł. Grzegorz Niedźwiedź,
Wydawnictwo Esteri, Wrocław 2016.
(wyróżnienie własne)

Może wyjątkowość tego dnia zasługiwała, żebyśmy unikali, zarówno ty, jak i ja, niepotrzebnych spięć. Jakbyśmy byli albo próbowaliśmy być, chociaż raz, właśnie dzisiaj, ja nieco mniej mną, a ty nieco mniej tobą.

🖇

Ruch jest uzdrawiający. Jest to doświadczenie duchowe. Uwierz mi.

🖇

Troska o świat jest nawykiem, który się dziedziczy.

(tamże)

­

niedziela, stycznia 19, 2025

5686. 19/365

odważyłam się, przewróciłam zaśniedziały klocek we­wnętrz­ne­go domino i obdarowano mnie dziś uwagą, uśmiechem, wzru­sze­niem. pu­ści­ło mi coś w środku. istnieję bar­dziej i moc­niej niż zwykle.

19/365

Nie wołam imienia Twojego
Szukam prawdziwego istnienia swego

Sylvia ❧

sobota, stycznia 18, 2025

5685. 18/365

gdyby mnie ktoś wczoraj zapytał, nie wa­ha­ła­bym się ani chwili, by udzielić jedno­znacz­nej odpowiedzi: nie znoszę organów Ham­monda.

i przyszedł do mnie ten utwór całkiem przez przypadek, na prze­kór, bez zobowiązań i jak­by całkiem od niechcenia. i, pro­szę bar­dzo, w każdej wolnej chwili delektuję się wciąż od nowa tą roz­mową instrumentów, tak pięknie w nią zaangażowanych, pod­słu­chu­ję ga­du­ły zachwycone swoim współ­brzmieniem!

18/365

Milt Buckner (1915–1977), The Beast.

piątek, stycznia 17, 2025

5684. 17/365

filmy mojego życia, ich ścież­ki dźwiękowe znam na wyrywki. dziś dowiedziałam się o śmierci reżysera jednego z nich, więc ło­mo­li­łam. kompozytor muzyki do tego filmu, doczytałam, pięć dni przed Tobą, Biały Kruku, opuścił bardo — szklą mi się tak bardzo oczy, gdy słucham rose’s theme, gada do mnie o bez­brzeż­nej tęsknocie.

17/365

Angelo Badalamenti (1937–2022), Laurens Walking,
[z filmu:] Prosta historia, 1999.

Angelo Badalamenti, Rose's Theme, [z:] Prosta historia, 1999.

czwartek, stycznia 16, 2025

5683. 16/365   // Łódeczka dla Białego Kruka

łańcuch skutków płynnie stających się przy­czy­na­mi: po­łamana w maju ręka na wiele ty­godni zatrzymała mnie w łóż­ku; uwię­zio­na w pozycji horyzontalnej oglądałam z fa­nem siatkówki mecz za meczem; oglą­da­nie siatkówki wyhodowało we mnie ki­bic­kę; ki­bicka w ze­szłym tygodniu tę konkretną aran­ża­cję naj­słynniejszej na świecie arii wy­dłu­bała z kanału sportowego, na którym śledzić można wszystkie siat­kar­skie po­tyczki.

nieprzypadkowo dobrane instrumenty tak pięknie i nie­śpiesz­nie za­bie­rają głos, by o głę­bi barwy dźwięków wspo­mnieć, wspa­nia­łe stac­ca­to, wy­śmie­ni­cie brzmiące pauzy. podobałoby Ci się, Biały Kruku?

16/365

Georges Bizet, Habanera [z:] Carmen,
Abaco Tango Club.


Autor(ka) nie do ustalenia.

środa, stycznia 15, 2025

5682. 15/365

tygodniowy sucharek: by­łam, widziałam, jak mogłaś*?

po pierwsze, re­ko­men­du­ję czytanie ze zro­zu­mie­niem. po dru­gie, wchodzisz tu na wła­sną odpowiedzialność — nie umiesz wziąć odpowiedzialności za własne reakcje, nie właź**, na­ka­zu­ję, nie proszę.

15/365

_________
   *  skoro tak zrobiłam, to znaczy, że mo­głam (cytując wspa­nia­łą anegdotę).
  **  dot. każdej osoby, uprzedzam jeszcze raz: to pornoblog i śle­pa kiszka Internetu.

5681. —





stay strong, stay positive, and keep moving.
Dom Thorpe

[…]  w twoim wnętrzu nie bra­ku­je paliwa i nie trzeba go oszczędzać.
Maxwell Maltz

🍆

niedziela, stycznia 12, 2025

5680. Zamieniając ziarnka piasku w perły (XIII)

w jaki sposób historia z przeszłości
dzieje się teraz?
*
łatwiej się wkurzyć czy obrazić, niż
powiedzieć czego się potrzebuje.
KD • Teachers
jaka jest istota zarzutu?
*
w zarzucie jest ziarno prawdy,
ale jest w nim też projekcja.

★ ★

środa, stycznia 08, 2025

5679. 8/365

po wszystkim wykrztusiłam* z siebie brak szacunku, or­ga­nicz­ną niechęć i wszystkie uspra­wie­dli­wie­nia, jakimi karmiono mnie przez dzie­się­cio­le­cia, wyplułam zatykające zrozum i co ty tam wiesz.

od wczoraj biorę głęboki oddech, bo już mo­gę, i, nim ruszę z od­sie­czą, zadaję sobie pod­stawowe pytanie dia­gno­stycz­ne: czy to na pewno moja spra­wa? bo jeśli nie, czyli nie moja wo­kan­da, nie mo­je de­mo­ny, nie mój cyrk, nie moje za­wra­ca­nie rze­ki kijem, państwo wy­ba­czą, nie mam na to czasu.

8/365

__________
  *  co to było? psychologiczne aspekty krztuśca czy co? bo, że fizycznie mnie sponiewierał, to fakt.

poniedziałek, stycznia 06, 2025

5678. I po…

Nie wszystkie te rękodzieła zostały już pożarte, ale wszystkie zrobiły wra­że­nie na naszych ob­da­ro­wa­nych sercach. Befana raniutko, nim zadecydowała o końcu świą­tecz­ne­go czasu, wymogła, by cyk.

wtorek, grudnia 31, 2024

5677. Z oazy (CCCXIII)

Ostat­nie w tym roku odliczanie literek, raz. Wspak i poślizgnięte na dniach, których nie było, oraz wolniutkim dochodzeniu do siebie. Gdybym miała w kończącym się roku przeczytać tylko jedną książkę, wybrałabym tę.

Czytając fragmenty dotyczące życia w sieci, dotarło do mnie, że już wiem, co znaj­du­je się na końcu Internetu, czyli tam, gdzie mało kto trafia. Na końcu cyf­ro­we­go świa­ta jest — cytując Rysię nareszcie ze zrozumieniem — oldskulowy blog. Ten blog.

Wybór cytatów, jak przystało na tak gęste od znaczenia lektury, był piekielnie trud­ny. Kluczem głównym był język i jego okolice.

Osoby typu stare (do których się już zaliczam) pamiętają to, że kie­dyś rze­czy­wistość była wolniejsza, pusta, a w tramwaju nie było co robić.
     Nie jestem pewna, czy tamte czasy były lepsze, czy gorsze, natomiast za­sta­nawiam się, jak ja w ogóle wtedy żyłam, kiedy telefon służył do odbie­ra­nia połączeń, wysyłania SMS-ów i ewentualnie grania w węża.

🖇

Za określonym, wybranym językiem stoi zawsze ukryta optyka. […]  wybór języka to wybór intencji. […]  pojęcia nie są prze­zro­czy­ste – po­ję­cia zakładają istnienie szerszej, nie od razu dającej się uchwy­cić per­spe­ktywy, sposobu traktowania świata.

🖇

Ekspansja i przejęcie. Zamiast „kontemplacji” – „uważność”, którą należy „tre­nować”. Zamiast „spełnienia” – „sukces”, który „należy osiągać”. Za­miast „problemów” „wyzwania”, zwane wewnętrznie w firmach „czelen­dża­mi”. Świetnie sprawdzają się przy prywatyzowaniu stresu – kryzysy psy­chiczne są dla kadr, przepraszam, działów HR, ewentualnie działów do spraw zarządzania zasobami, wyzwaniem. Oczywiście język zysku to prze­cież też zarządzanie zasobami ludzkimi. Skrzyżowanie wojny, siłowni i mar­ketingu.
     […]  Piękno jest bezinteresowne, nie każe niczego robić (ku­po­wać, kreować, kon­su­mo­wać). Co za marnotrawstwo!
     To język zysku zajmuje się produkcją kalek językowych. […]
     W tej wacie słów zysku jest jeszcze KREATYWNY, które traktuję jak oso­bi­stego wroga. Słowo-silnik języka zysku, bo żeby sprzedawać, trzeba wy­my­ślać nowe, nowe i nowe, aktualizować, rebrandingować i zmieniać ko­mu­ni­kację. Jest w tym słowie coś obrzydliwego, narosło jak czyrak na pol­skim „twórczy”, którego zakres znaczeniowy ma rys metafizyki (twórca/twór­czy­ni to trochę demiurg/demiurżka).

🖇

Możesz wszystko, nie przejmuj się.
     Pierwszy człon tego wyrażenia jest kłamstwem, drugi unie­ważnieniem tego, co czujemy.

🖇

To trik, magiczna sztuczka. Przesunięcie znaczenia. „Możesz wszystko” ozna­cza tak naprawdę MUSISZ wszystko.
     MUSISZ wszystko i MUSISZ bezbłędnie.
     W społeczeństwie osiągnięć oczywiście nie możesz wszystkiego.
     Nie możesz na przykład ponieść porażki. Nie możesz się skom­pro­mi­to­wać. Nie ma w nim miejsca na blamaż.
     Nie ma w nim też miejsca na pewne emocje. Niemile widziane są smutek i wyrozumiałość. W cenie są lęk i cierpienie. Ponieważ można je spek­ta­ku­lar­nie przezwyciężać. Być niezniszczalnym, nierozczulającym się nad sobą ambitnym człowiekiem dążącym do celu i oczywiście, oczywiście, „po­ko­nu­ją­cym swoje ludzkie słabości”.

🖇

Marzę o tym, żeby prezydent mojego miasta miał ustawowo narzucony obo­wią­zek korzystania z komunikacji miejskiej. I żeby raz w miesiącu mu­siał jeździć z wózkiem. Inaczej nie dostawałby wypłaty.

🖇

ChatGPT przetłumaczył „disinhibition” jako dezinhibicję. Oczywiście. Na­czy­tał się przecież tylko tego, co jest dostępne, jakby skończył kierunek hu­ma­ni­styczny i nauczył się automatycznego tłumaczenia słów obcych tak, by zostawały niezrozumiałe, ale za to po polsku. Nie chodził na zajęcia z ję­zy­ko­znaw­stwa, nie usłyszał „jeśli coś można powiedzieć prościej, a ktoś mówi do nas trudniej, to tam jest naddany sens”.
     Przecież „rozprężenie”! I jakie fajne słowo, dawno nieużywane. W pol­skim ko­no­tuje inaczej niż w angielskim. Tam bardziej neurologicznie, w pol­skim etycznie – rozprężenie moralne, ma rozpięte trzy guziki na wypukłym brzuchu Sarmaty.

🖇

Internet jest źródłem cierpień na dwa sposoby.
     Po pierwsze – monetyzuje nasz czas i uwagę i uczy się, jak tę uwagę wy­eks­plo­atować do cna.
     Po drugie – od ponad piętnastu lat jest bąblującym ściekami eko­sy­ste­mem utwierdzającym użytkowników w tym, że pogarda to taka wolność słowa. Oraz że „no trudno, taki jest internet”.

🖇

Medioznawca Mirosław Filiciak mówi, że opinia publiczna w stosunku do in­ternetu wykazuje myślenie religijne. Że jest to dar dany nam z niebios. A nie produkt, efekt pracy tysięcy specjalistów zatrudnionych przez pry­wat­ne korporacje, nie efekt niewyobrażalnych nakładów finansowych. My­śle­nie religijne oznacza myślenie „no taki jest internet i musimy się z tym pogodzić”.

🖇

Jak dopuściliśmy do tego, że w ogóle nie mamy wpływu na to, co się nam wyświetla, i nie ma do kogo napisać listu w tej sprawie, tego nie wie nikt.

🖇

To jest bardzo sprytne podkręcić algorytm tak, żeby wzbudzać w użyt­kow­ni­kach najgorsze instynkty, a potem mówić „to nie nasza wina, to człowiek człowiekowi wilkiem”.

🖇

[…]  daliśmy sobie wmówić, że to odpowiedzialność jest po naszej stronie. Tak samo jak winą grubych jest to, że są grubi. A nie fakt, że najtańsze je­dze­nie jest najbardziej tuczące, że od dziecka jesteśmy bombardowani re­kla­ma­mi kolejnych produktów pełnych cukru, które potem czekają wy­eks­po­no­wane na sklepowych półkach. Że zajadamy stres spowodowany czyn­ni­kami środowiskowymi, a miejsc do spacerowania jest w miastach coraz mniej. Prywatną sprawą uzależnionych jest ich uzależnienie, a nie brak opieki psychologicznej w szkołach, niska dostępność grup wsparcia, słabo rozbudowana sieć pomocy środowiskowej, a z drugiej strony dostępność alkoholu i brak krytyki kultury alkoholowej.
     Co to za zwalanie winy na jakieś tam zewnętrzne czynniki, leniu. Nie­bra­nie odpowiedzialności za siebie.
     To twój problem.
     I jesteś z nim sam.

🖇

Niewiele się zmieniło przez ponad sto lat. W dalszym ciągu podważenie zy­sku jako nadrzędnego celu uważane jest za świętokradztwo. Fisher pisze, cytując poetę Brechta, że „kapitalizm to gentelman, który nie lubi, żeby o nim mówiono”. Kapitalizm – w końcu musiało paść to słowo – to sy­stem, w którym najważniejsze są zysk i osiąganie celu, a nie dobrostan i spełnienie.

🖇

[…]  w moim świecie, jeśli ktoś jest lewicowcem, to znaczy, że wierzy w ha­sło „braterstwo” i „solidarność”. Tak jak Fisher.
     Nikt o tym jakoś, kurwa, nie pamięta. Że to jest ta baza. Że sensem le­wi­co­wego myślenia nie jest pouczanie innych w agresywnym tonie, ale bu­do­wa­nie wspólnoty, w której staramy się sobie nawzajem pomagać. […]  wierzymy też w to, że każdemu należy się szacunek, że edukujemy, a nie pouczamy.

🖇

Idę i w środku stanowczo żądam od świata zmiany języka. Z języka orga­ni­za­cji, celu i produktywności – od samych tych wyrazów czuję, że z bez­sil­no­ści chce mi się płakać, tak jakbym nie miała miejsca w ciągu dnia, żeby, kur­wa, w ogóle móc myśleć w innych kategoriach – na jakiś inny język.

🖇

Wolnościowcy nie uznają, że istnieje coś takiego jak dobro wspólne. I dlatego są groźni.

🖇

Moje ciało nie chce, żebym patrzyła na nie „holistycznie” (jakby, kurwa, nie było słowa „całościowo”, jakby je było trzeba było zastąpić nowym, takim, które lepiej się sprzedaje między innymi dlatego, że nie wiadomo, co znaczy, ale to nieważne, co znaczy, ważne, jak brzmi), moje ciało chce po prostu wziąć paracetamol.

🖇

Mówię cicho. W dodatku mówię po angielsku. Przyznanie się do tego na pi­śmie ułatwia mi jedynie fakt, że moja przyjaciółka robi to samo – kiedy roz­ma­wia ze sobą, to mówi po angielsku. Racjonalnie proste – obcy język po­zwa­la oddalić się od podmiotu, jednocześnie staję się dwoma bytami, jest tro­chę jak z pisaniem autofikcji – jest nas wtedy dwie, opowiadająca i słu­chająca.

🖇

Mam wyrzuty sumienia, więc tak, chcę, Tomaszu z Akwinu, wierzyć w to, że największą wartością jest spokój i dobro, a nie popędzanie siebie za to, że za mało zrobiłam i jestem głupia.
     Możemy przyjąć, że jednym z sensów, jakich poszukujemy, niezależnie od wyznawanej czy też nie religii, jest radosny spokój. Nie tylko „brak cier­pie­nia” (chociaż wielu z nas by się tym zadowoliło), ale też to efemeryczne „po­czu­cie harmonii”, które w praktyce oznacza trochę zachwytu, trochę miłej niespodzianki, trochę uczucia, że nie jesteśmy na wojnie przeciwko światu i ludziom.

🖇

Z pewnością proces dochodzenia do tego, czym jest „po mojemu”, musi za­wie­rać popełnianie błędów, mnóstwa błędów, a co za tym idzie – wy­ro­zu­miałość.
     Z pewnością również niezbędny jest do tego SPOKÓJ.

🖇

Być może prawda leży w komunikatach, które pojawiają się na ekranach rze­czy, tylko nie zwracamy na nie uwagi. […]
     „Coś poszło nie tak, spróbuj jeszcze raz” to przecież nic innego jak zachęta do podejmowania kolejnej próby mimo niepowodzenia. Czy nie jest to czy­ste dobro, przyzwolenie na popełnianie błędów – coś, z czym wiele osób ma problem. Wydaje nam się, że pierwsze podejście, pierwsza wersja to ma być sukces. A przecież zazwyczaj idzie nie tak. Co z tego – spróbuj jeszcze raz. Z pewnością zbyt rzadko to słyszysz. Nie wydarzyło się nic strasznego.

🖇

Twórczość (a nie kreatywność) polega na eksperymencie. A eksperyment z ko­lei na tym, że nie wiemy, jaki czeka nas wynik. Że możemy i musimy po­pełniać błędy. I te błędy nie oznaczają, że mamy schować narzędzia i iść do kąta, i nigdy w życiu już niczego nie wymyślać, tylko właśnie że możemy spróbować jeszcze raz. Twórczość to nie jest odtworzenie gotowego wzoru narysowanego na pudełku.

Małgorzata Halber, Hałas,
Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

Bądźmy roszczeniowi. Żądajmy więcej. […]  Meret Oppenheim powiedziała „Nobody will give you freedom. You have to take it”.

🖇

André Breton […]. Z Josefem Pieperem łączy go pod­kre­śla­nie pielęgnowania w sobie stanu pewnej gotowości. Nazwałabym ją gotowością do przeżywania i kie­ro­wa­nia się zasadą szukania zachwytu jako nadrzędną.

🖇

„Cudowny przypadek” to bodziec, którego nie jestem w stanie zaplanować ani nawet go sobie wyobrazić.

🖇

Każdy jest w czymś dobry. Ma jakąś czynność, która po­wo­du­je, że czuje się idealnie. Niektórzy czują to, na­pra­wia­jąc wszystko, co się da, w domu, inni obrabiając zdję­cia, inni wyrywając niepotrzebne rośliny z ziemi. Coś, co budzi taką niebieską żyłkę. Ona zaczyna pul­so­wać, jest się skupionym, a jednocześnie szczęśliwym.

(tamże)

5676. Z oazy (CCCXII)

Ostat­nie w tym roku odliczanie literek, dwa. Wspak i poślizgnięte na dniach, któ­rych nie było, oraz wolniutkim dochodzeniu do siebie. Wyjęłam tę książkę z pierw­szej, a dokładniej z informacji podanej w jednym z umieszczonych w niej przypisów.

Łatwo wyobrazić sobie, że ta lektura jako świeżynka wydawnicza wraz ze swoją rówieśniczką współdzieliły w księgarniach regał proroczych nowości pod koniec lat czter­dzie­stych (!) ubiegłego wieku. Trudno uwierzyć, że już w 1948 można było tak trafnie zdiagnozować szaleństwo, w kierunku którego ruszył świat. Żaden fragment nie trąci myszką, każdy jest nietknięty zębem czasu, niestety…

Kto myśli, ten usiłuje dotrzeć do samej istoty rzeczywistości. Filozofia jest z pewnością bardziej ukierunkowana na pytanie o całość, podczas gdy teologia chce dać pewną i pozytywną odpowiedź bardziej na pytanie, dlaczego istnieje coś, a nie ni­cość. […]  Kto chce starannie szukać, ten dociera do filozofii, a kto chce znaleźć odpowiedź, ten dochodzi do religii i teologii.

•

Zdumiewające jest, z jaką przenikliwością Josef Pieper […]  tak wcześnie dostrzegł ciężką chorobę naszych czasów, a także potrze­bę leczenia. Miał również świadomość tego, jak bardzo czło­wiek się przed tym broni.

Karl Lehmann (1936–2018),
[z:] Wstęp do nowego [2007] wydania.

🖇 🖇

[…]  pierwotne pojęcie „odpoczynku”, przy programowym braku od­po­czyn­ku w świecie totalnego prymatu pracy, stało się całkowicie nieznane; i żeby móc swobodnie dojrzeć istotę odpoczynku, trzeba przezwyciężyć opór, nasz własny opór, wynikający z przeceniania świata pracy.

🖇

Średniowiecze rozróżnia rozum jako ratio i rozum jako intellectus. Ratio jest to władza myślenia dyskursywnego, szukania i sprawdzania, abstra­ho­wa­nia i precyzowania, a także wnioskowania. Intellectus natomiast jest na­zwą rozumu jako zdolności simplex intuitus, „prostego spojrzenia”, któremu prawda ukazuje się jak krajobraz oku. Duchowa władza poznawcza czło­wie­ka – przynajmniej tak to rozumieli starożytni – stanowi obie rzeczy w jed­nej: ratio i intellectus; a poznanie jest współdziałaniem obydwu. Dro­dze myślenia dyskursywnego towarzyszy i z nią współdziała po­strze­ga­ją­ce bez trudu spojrzenie intellectus, który jest władzą duszy nie aktywną, ale bardziej bierną, albo raczej receptywną, aktywnie przyjmującą.

🖇

Co dzieje się wtedy, gdy nasze oko spostrzega różę? Co my sami przy tym robimy? Gdy widzimy ten obraz w je­go barwie i kształcie, nasza dusza odbiera go, przyj­mu­je, akceptuje i ogarnia. Jesteśmy z pewnością roz­bu­dze­ni i czynni. Ale jest to swobodne spoglądanie – jeśli rze­czy­wi­ście w grę wchodzi swobodne spoglądanie, a nie ob­ser­wo­wa­nie, przy którym już się mierzy i liczy. […]  Wpa­try­wa­nie się, przyglądanie, spoglądanie – to otwie­ra­nie się oka w celu spojrzenia na przedstawiające się rzeczy, które w nas wchodzą, nawet bez potrzeby za­bor­cze­go wysiłku patrzącego.

🖇

[…]  najgłębszy sens przeceniania […]  trudu jest taki: człowiek nieufnie podchodzi do wszystkiego, co przychodzi bez trudu; że gotów jest z dobrym sumieniem mieć na własność tylko to, co wywalczył z bolesnym trudem; a odmawia przyjmowania darów. Pomyślmy przez chwilę, jak bardzo chrześcijańskie pojmowanie życia polega na tym, że istnieje „łaska”; […]  wszelkie zdobycze, wszelkie możliwe postulaty zakładają dar, coś, co się nam nie należy, czego nie wywalczyliśmy i nie wysłużyliśmy. Na pierw­szym miejscu jest zawsze otrzymanie czegoś […].

🖇

[…]  czy dzisiaj istnieje jeszcze jakiś rodzaj ludzkiego działania lub po prostu egzystencji człowieka, który nie potrzebuje uzasadnienia na przykład po­przez wpisanie go w cele planu […]? Istnieje czy nie?

🖇

Nie trzeba dodawać, że nie wszystko, czego nie można objąć pojęciem użyteczności, jest bezużyteczne.

🖇

Człowiek wyszkolony staje się funkcjonariuszem. Szkolenie polega na tym, że odnosi się do czegoś szczegółowego i specjalnego w człowieku i jed­no­cześ­nie do jakiegoś wycinka świata. Kształcenie odnosi się do całości. Czło­wiek wykształcony to taki, który wie, jaki jest świat w jego całości. Kształ­ce­nie obejmuje całego człowieka jako tego, który jest capax universi, który potrafi objąć swym umysłem całość istniejących rzeczy.

🖇

Pytanie jest jednak takie: czy świat człowieka może się wyczerpać w byciu „światem pracy”; czy człowieka można sprowadzać do bycia funk­cjo­na­riu­szem, „pracownikiem”, czy ludzka egzystencja może się sprowadzać do by­cia wyłącznie egzystencją pracownika?

🖇

Przeciwieństwem pojęcia acedia nie jest duch pracy w codziennym życiu za­wo­do­wym, lecz ufna afirmacja i akceptowanie przez człowieka je­go własnej istoty, całego świata i Boga – a więc miłość (z której ro­dzi się też szczególna świeżość działania, której nie należy jednak mieszać z morderczą aktywnością fanatyka pracy).

🖇

Odpoczynek jest formą takiego milczenia, które stanowi warunek po­strze­ga­nia rzeczywistości: tylko milczący słyszy, a kto nie milczy, ten nie słyszy. Takie milczenie nie jest jedynie głuchą ciszą, martwym zamilknięciem; zna­czy raczej, że zdolność duszy do dawania odpowiedzi nie wy­ra­ża się w słowach. Odpoczynek jest postawą przyjmowania, ba, kon­tem­pla­cyj­ne­go zanurzenia się w bycie.
     W odpoczynku jest poza tym coś z pogodnego przyjmowania tego, czego nie da się pojąć, z akceptacji tajemniczego charakteru świata, z ser­decz­no­ści ślepego zaufania, które potrafi godzić się z biegiem rzeczy; jest w tym coś z „zaufania wobec fragmentaryczności decydującej o życiu i isto­cie historii”.

🖇

[…]  zdolność odpoczynku należy do
podstawowych sił ludzkiej duszy.

🖇

[…]  proletariuszem jest ten, którego przestrzeń życiowa jest cał­ko­wi­cie za­peł­nio­na pracą, dlatego że została od wewnątrz uszczuplona, ponieważ sen­sowne czynności niebędące pracą nie są już realizowane, a mo­że nawet nie można ich sobie wyobrazić.

🖇

[…]  samym rdzeniem odpoczynku jest świętowanie. W świę­to­wa­niu łączą się ze sobą i tworzą jedną całość wszystkie trzy elementy tego po­ję­cia: swoboda, brak wysiłku i przewaga „robienia odpoczynku” nad jego funkcjonalnością.

🖇

[…]  czy wobec napierania świata totalnego prymatu pracy będzie możliwe utrzymanie albo przynajmniej przywrócenie jakiejś przestrzeni chwil od­po­czyn­ku, które byłyby […]  także miejscem pielęgnowania prawdziwego, nie­skrę­powanego człowieczeństwa, wolności, autentycznej formacji, za­sta­na­wia­nia się nad światem jako całością?

🖇

[…]  w epoce zażartych dysput, w której świat pracy rości sobie pretensje do całej sfery ludzkiej egzystencji, wymagany jest powrót do całej tej tematyki, jak również do uzasadniania przez odnoszenie się do najgłębszych źródeł.

Josef Pieper, Odpoczynek i kult,
przeł. Wiesław Szymona OP,
Wydawnictwo W drodze, Poznań 2023.
(wyróżnienie własne)

[…]  nie tylko w doświadczeniu zmysłowym, ale także w umy­sło­wym poznawaniu człowieka tkwi element czy­sto biernego wpatrywania się albo, jak mówi He­rak­lit, „wsłuchiwania się w istotę rzeczy”.

🖇

Istnieje nie tylko korzyść, ale także błogosławieństwo.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 30, 2024

5675. Z oazy (CCCXI)

Ostat­nie w tym roku odliczanie literek, trzy. Wspak i poślizgnięte na dniach, których nie było. Kaszel wyrywa mostek, ale życie powoli domaga się odrobiny aktywności.

Bardzo przyjemna dla oka kreska, w której spokojnie mieszczą się i nadzieje, i nie­do­po­wie­dzenia ukryte między słowami tekstu. Zdania, akapity, a na­wet całe sceny wprawiają w zachwyt precyzją, doborem re­kwizytów, szyderą, balansem między śmie­chem a śmiertelną powagą. Czytać o trudnym, czytać z taką przyjemnością, że czas nie wie, co ze sobą zrobić, to nie jest obcowanie z dobrą literaturą lecz z magią.

🖇

Ale, jak mówi pewien mój znajomy, w razie wyjątkowej konfuzji fuck to fuck, czyli fakt jest faktem: wreszcie dotarliśmy, i z tego trzeba się cieszyć.

🖇

Przez kilka pokadrowanych chwil zastanawiam się, jak by mu naj­de­li­kat­niej przypomnieć, że nie jest sam w tym pokoju (i na tym świecie – czasem lubię myśleć globalnie).

🖇

🖇

[…]  nie rozmawiamy o tym, co jest zrozumiałe samo przez się: o zależności, która powstaje niezależnie od naszych pragnień, o miłości, która mimo­wol­nie wgryza się w duszę, o ciele, które się przyzwyczaja, i o pustce, która zo­sta­je wokół.

🖇

🖇

bez ubrań ciała czują się niepewne 
jak ślimaki bez skorupy.

🖇

pępek – ta wyrwa to niepewne wspomnienie o początku, które za życia nie zdąży się zabliźnić.

🖇

🖇

     – Każdy ma swoją historię – mówię gdzieś w stronę morza, ale wiatr podchwytuje moje słowa i unosi.

🖇

Zawsze podejrzewała, że naprawdę nic się nie porusza i nie zmienia, zmie­nia się tylko punkt, z którego ona na to patrzy, wrażliwość jej organów na bodźce, a cała reszta – to po prostu niepewna gra wyobraźni.

🖇

🖇

„Ale co jest naprawdę istotne?” – często zastanawia się Nela (kiedy pra­cu­jesz rękami, masz dużo czasu na rozmyślania). Jak się dowiedzieć, co jest naprawdę istotne? Czasem właśnie to, co komuś wydaje się zby­tecz­ne, dla kogoś innego jest najważniejsze.

🖇

🖇

Czasami nie starcza życia, żeby zrozumieć,
co ci naprawdę jest potrzebne.

🖇

🖇

[…]  bo kiedy idziesz do zakładu i znajdujesz się w nieznanej sytuacji, i mu­sisz siedzieć jak skamieniała, to jaka tu naturalność. Na tych fo­to­gra­fiach wszyscy zazwyczaj przegrywali z emocjami: szerokie uśmiechy przylepione do smutnych oczu albo na odwrót – oczy z figlikami, a zdjęcie patetyczne i oficjalne.

🖇

„Kto ciebie, głupiego, urodził, wychował, że mu coś takiego robisz? – po­trzą­sał chłopcem, póki ten się nie opamiętał. – Umrzeć prosto, a ty spróbuj żyć! Pożyć spróbuj!”
     „A ty spróbuj żyć – mówił sobie za każdym razem jak tamtemu chłopcu. – Spróbuj!” Pomagało.

🖇

🖇

Psychoterapeutów na pewno specjalnie tak uczą, żeby się niczemu nie dziwili […].

🖇

We wtorki i czwartki musiał wymyślać coś w pracy, żeby wyjść wcześniej. Po­wód musiał być stały i ważny, taki, żeby nikomu nawet przez myśl nie przeszło, aby mu odmówić. A co może być ważniejsze od rodziny? – słusz­nie, matka. […]  Matka była żelaznym argumentem, można powiedzieć – je­go milczącą wspólniczką. Nie mogła zadzwonić przypadkiem do pracy ani przyjść nagle czy nieopatrznie pokazać się ludziom, kiedy on będzie siedział u lekarza Melca. Nawet cmentarz, na którym leżała, znajdował się zbyt da­le­ko stąd, żeby ktoś trafił na jej grób i dowiedział, że to jest właśnie jego matka.

🖇

🖇

Mężczyzna trzymał się rekomendacji WHO odnośnie dystansu społecznego, dobrze, że łóżko na to pozwalało – nie na darmo kupili łóżko dwa na dwa metry! Oceniwszy krytycznym okiem sytuację, Maria zobaczyła, że mniej więcej metr wygodnej przestrzeni w centrum łóżka zajmuje kot. Położył się w poprzek, podrygując od czasu do czasu łapami, jakby kogoś gonił, a ona i mąż jak sieroty kulili się na brzegach.

🖇

Nic tak nie podnosi na duchu człowieka na kwarantannie jak nietypowa sytuacja.

🖇

I kiedy Maria wieczorem, zbierając od wszystkich rzeczy do prania, pytała, czy ktoś ma coś czarnego, mąż lakonicznie odpowiedział: „Tylko myśli” i wie­lo­znacznie zagłębił się w sobie.
     […]  zamknięci jak pająki w słoiku ze swymi charakterami, kaprysami i wewnętrznymi konfliktami muszą kiedyś wyrzucić z siebie negatywne emocje.

🖇

Ostrzyc mniejsze dziecko było łatwiej: równasz z prawej, potem równasz z lewej, następnie z przodu, potem z tyłu, potem przekonujesz siebie, że już wszystko prawie jest równe, potem przekonujesz dziecko, że wszystkie księż­nicz­ki strzygą się właśnie tak, zapewniasz, że teraz może się nie czesać i nie zaplatać warkoczyków, potem syczysz na każdego, kto odważy się po­wie­dzieć małej prawdę. Prawda – nikomu nie jest potrzebna, zwłaszcza jeśli odnosi się do kobiecej urody. Bo prawda to straszna siła, ale uroda – straszniejsza.

🖇

W komputer matka Marii nie wierzyła, komputer to rzecz niepewna, dzisiaj jest, a jutro – trzask, prask – i już się nie włącza, jak tablet zięcia, który ona przecierała octem, żeby nie było widać palców. A tablet się nie włącza – i wszyst­ko, nie ma szkoły, nie ma angielskiego, świat jest prosty i zro­zu­mia­ły jak dwie kopiejki.

🖇

Hałyna Kruk, Ktokolwiek, tylko nie ja,
ilustr. Walerija Peczenyk, przeł. Bohdan Zadura,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2022.
(wyróżnienie własne)

5674. —

nadzieja karmi się cierpliwością.
Maja Komorowska

🍆

sobota, grudnia 28, 2024

5673. 361–/366

jedna ze zdo­byczy cywilizacyjnych anty­szcze­pion­kowców, krztu­siec. wypiłabym za ludzką głupotę, gdybym tylko mogła sa­mo­dziel­nie prze­su­nąć swoje ciało choćby o mi­li­metr. wszyst­kie plany na między­świą­tecz­ny czas skasowane — chcemy, tyl­ko i aż, prze­trwać.

361–/366

środa, grudnia 25, 2024

5672. 360/366

przy­zwyczajona do tego, że dawniej to ona nieprzy­to­mnie szar­pa­ła rodzinną tkaninę; nauczona w kończącym się właśnie ro­ku, jaką wartość ma każda, składająca się na nią, nić, patrzyła z nie­do­wie­rza­niem, jak robią w suknie ogromną dziurę, nie ma­jąc komp­let­nie pojęcia, co czynią.

smutno dziś nie tylko mi. jebaniutkie świę­tuch­na, wersja je­den, kropka, zero.

360/366

(5670+1). [suplement]


fot. Hawwa, fragment.

wtorek, grudnia 24, 2024

5670. 359/366   // Łódeczka dla Białego Kruka

nie ma po­wodu, by nie obchodzić twoich urodzin*. zwłaszcza gdy ból ustępuje ogromnej wdzięczności za to, że byłeś, jesteś i będziesz częścią mojego życia.

dziewczyny, dziękuję im z całego serca, zapaliły światełka.

359/366

___________
  * wiedziałam, że nie lubiłeś swojego imienia, ale do dziś nie miałam pojęcia, że chciałeś mieć na imię Franciszek, Biały Kruku. Groszce to imię skojarzyło się ze świętym, mi z Si­natrą — każdemu według jego własnych ścieżek.


fot. Kaan, fragment.

*

pamiętam, jak odkryłeś płytę z tą „kolędą” i natychmiast się nią podzieliłeś. pamiętam radość, jaką nam co roku sprawiała, gdy choć na chwilę chcieliśmy wy­łamać się ze świąteczego sy­stemu. włoskie radio przy­po­mnia­ło mi o tych wrażeniach, łomolę.

359/366

The Pogues, Fairytale Of New York.


Autor(ka) nie do ustalenia.

Nieważne, czym nas obdaruje Święty Mikołaj, możemy go pokonać…

Terry Pratchett, Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko,
przeł. Piotr W. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

poniedziałek, grudnia 23, 2024

5669. —

Rzeczywistość to wartość,
nie tylko więzienie
.

JiM

Myślę o „cudownym przypadku” jako świa­do­mie, żeby nie po­wie­dzieć – perfidnie wybranej strategii życiowej. „Daj się pro­wadzić, wy­da­rze­nia nie cierpią zwłoki”. […]  Jest moją spra­wą umie­jęt­ność dostrzeżenia pod­su­wa­nych mi przez rzeczywistość, przez to coś większego ode mnie, intrygujących kawałków.

Małgorzata Halber, Hałas, Cyranka, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

sobota, grudnia 21, 2024

(5666+2). W drodze do tam…

Jabłoń:
(kocha latać samolotami od zawsze)
Przypomniało mi się odkrycie z maja:
mając ciężką, nieuleczalną chorobę,
masz dodatkowy luz, gdy wsiadasz do samolotu.

Pan Ciasteczko:
Nie powinniśmy latać razem.

Pan Ciasteczko & Jabłoń:
(zanieśli się najzdrowszym śmiechem)

[…]  nie trzeba daleko szukać, trzeba inaczej patrzeć.
Małgorzata Halber, Hałas, Cyranka, Warszawa 2024.

(5666+1). Ścinki z czasu z ciasteczkami

alternatywny tytuł wpisu:
(5666+1). Panna cotta (CXLVIII)








*

Justin Hurwitz, City Of Stars [z filmu:] La La Land, Luc Serra.

czwartek, grudnia 19, 2024

5666. 354/366

od dziś do soboty jestem wyłącznie w cha­rak­te­rze żony. będę korzystać z przywileju bycia małżonką pana ciasteczko. mam: 35€ w kie­szeni kurtki oraz wywierconą dziurę w brzuchu męż­czy­zny mojego życia, by do księgarni galopem.

354/366

Włosi potrzebują w codziennym życiu ko­lo­ro­wych i mocno urozmaiconych wyo­bra­żeń wielkości, swego rodzaju stałego for­tis­si­mo; w ich przypadku to wymóg osobo­wo­ści. Ale nie potrzebują instytucjonalnej manii „wielkości”, jak Niemcy; nie mają poczucia ułomności, które trzeba prze­krzy­czeć. Zado­wa­la­ją się, jeśli mogą oznajmić światu, fortissimo, że są Włochami. Są gło­śni, lecz łagodni. Pokrzykują, ale są ludzcy. Ich dusza i charakter znaj­du­ją się jeszcze blisko siebie.

🎄

Włosi rozmawiają głośno, lecz spokojnie, i myślą sercem. Ich wielkość polega na tym, że są życzliwi.

🎄

Idea wielkości, tak jak ją rozumiał Mus­so­li­ni, a Włochom wbijano do głowy przez wy­cho­wanie, była czymś po­wierz­chow­nym, tak naprawdę w ogóle w nią nie wie­rzy­li. A i wca­le jej nie potrzebowali. Oni i tak są wielcy, w swej istocie, w tym, że niezmiennie są Włochami.

Sándor Márai, Porwanie Europy,
przeł. Irena Makarewicz, Czytelnik, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)