piątek, lipca 31, 2015

1398. Sekrecik

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Można było…
Na szczęście okazało się, że…

Można było…
Na szczęście okazało się, że…

*

Można było to wszystko przemilczeć, nie wracać do tego.
Na szczęście okazało się, że dane jest mi to przeczytać, by wiedzieć, by zachować w pamięci i sercu.

I zaległa we mnie wdzięczność. Za ludzi, których spotykam.
Za Ich odwagę, marzenia i spełnienie.

Książę już tu kiedyś był — pomyślałam.
Kochaj swoje marzenia…
szeptały uśmiech na mej twarzy i łzy. Nie ustawaj! Ty też!

(1392+5). Książkowa kanikuła weselna (II)

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Coś mnie tknęło przed wyjazdem na wesele. Sprawdziłam. Bach! Autor popełnił jeszcze jedną książkę, którą przetłumaczono na język polski. Załadowałam obie na kundla, po raz enty nie mogąc uwierzyć, że tak długo nie można mnie było na niego namówić.

Między przygotowaniami do wesela, samym weselem i poprawinami, skończyłam Egipt i na ząb wzięłam oba Doktorki. Fajnie było spotkać potrzebę dobra, potrzebę sensu, potrzebę życia — wszystko to, co wyznacznikiem człowieczeństwa jest.

To ona przypomniała mi kiedyś: „Talent, którym nie dzielimy się z innymi, którego nie przekazujemy dalej, staje się dolegliwy jak ziarnko grochu pod materacem księżniczki”.

*

To bardzo ważne, żeby od czasu do czasu pobyć sam na sam ze sobą. Dzięki temu można przyjrzeć się sobie, wyjść samemu sobie na spotkanie (dodała, puszczając oko): Dowiedzieć się, kim jest Mark.
     — Co za absurd…
     — Jak życie.
     — Sądzi pani, że życie jest absurdalne?
     — Jestem stara, ja już nic nie sądzę, jestem pewna.

     […] Solą życia jest to, co nieznane, czyż nie?

*

     — Lekiem na rasizm jest panda — stwierdziła ni z tego, ni z owego. — Niech pan sobie wyobrazi ludzi zmienionych w pandy… Każdy z nas byłby grubym, białym i czarnym Azjatą. Obowiązkowo.

*

[…] zastanawiałam się, jak to jest: kiedy człowiek znudzi się sam sobą, czy pana zdaniem jest możliwe, żeby poszedł zobaczyć, czy nie ma go gdzie indziej i nie zgubił się przy tym po drodze?

*

     — Szczęście istnieje, mój chłopcze! Choć tylko wariaci potrafią je odnaleźć!

*

     — Śniłaś mi się — powiedział jej w środku nocy, siedząc samotnie w kuchni.
     — I jak było? — odpowiedziała.
     — Sam już nie wiem.
     — To skąd wiesz, że ci się śniłam?
     — Obudziłem się i przez krótką chwilę byłem szczęśliwy.

*

A ja lubię i wulgarność, i poezję, bo mam wrażenie, że jedna i druga zawsze są prawdziwe.

*

     — Jesteśmy tu po to, żeby porozmawiać ze światem, zanim się z nim rozstaniemy. […]
     — Świat jest pełen magii. Kocha nas i opłakuje.

Baptiste Beaulieu, Już nigdy Pan nie będzie smutny,
(tłum. Wojciech Prażuch),
Wydawnictwo Amber, Warszawa 2015.

(1392+4). Książkowa kanikuła weselna (I)

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To będzie najdłuższy wpis, w którym najmniej złożyłam własnymi literkami.

To będzie wpis, w którym zazdroszczę każdej osobie, która jeszcze nie wie, dlaczego Pocahontas czy Wódz Wiking zostali lekarzami. Zazdroszczę, jeśli nie spotkaliście jeszcze Lili i jej mamy. „Zazdraszczam” bardzo, jeśli nie byliście świadkami szczerości Blanche w rozmowie z Doktorkiem, nie spotkaliście się z Panią Ha czy Porucznikami.

Niewiele w życiu mam, ale mam opowieści. Spotykam ludzi w łóżkach albo na wózkach inwalidzkich, istoty ludzkie, które stawiają pytania mojemu człowieczeństwu.

*

Uczymy się pacjentów. Ich minione doświadczenia to zwykle dzisiejsze bóle. Istnieje pewien błąd, pewna pierwotna wada, która wypacza nasze wzajemne stosunki. Myślicie, że jesteśmy tutaj dla was. W niektórych przypadkach to prawda. W wielu — nie. My was leczymy, wy nas uzdrawiacie.

*

Życie jest przygodą, a bagaż jest ciężki. Wszyscy w pewien sposób jesteśmy bardzo cichymi bohaterami. Tak sądzę.

*

[…] dostrzeganie w ludziach ich dobrej strony to najbardziej zaszczytna forma sprzeciwu wobec brutalności Ludzi i życia.

*

     — Życie to dar. Łatwo o tym zapomnieć. Czujesz ciepło na twarzy? Czujesz, jak promienie prześlizgują ci się przez palce? Czujesz, więc żyjesz. Nie zapominaj o tym.

*

Są tysiące sal numer 7 i tysiące pacjentów: marzą o tym, żeby ciasto im się nie udało i żeby mogli zacząć wszystko od nowa z ludźmi, których kochają.

*

[…] albo życie ma sens, ale jest on zbyt skomplikowany, żeby go zrozumieć, albo nie ma żadnego sensu, a wtedy lepiej jeść, pić, tańczyć i kochać się, dopóki życie trwa. Coś o tym wiem. Obiecaj mi, że będziesz korzystał z życia.
     Obiecałem. Po raz kolejny. Za każdym razem daję się jej wrobić.

*

     — Zostaje dwa euro reszty. To dla pana. Kup pan sobie za nie jaja albo serce.

*

Jeżeli Bóg istnieje, musi mieć czasem ubaw po pachy.

*

Trzeba natychmiast żyć. Jest później, niż się wydaje.

*

[…] zanim zaczniesz leczyć kulawego, włóż jego mokasyny.

*

To, kim jesteśmy, nie należy do nas. To, co kochamy, czego nienawidzimy, o co się troszczymy, na co czekamy, nasze dobre uczynki i chwile tchórzostwa — wszystko powraca w nieskończoność. Wszystko jest ze sobą powiązane.

*

Wszyscy mamy miliony powodów, żeby gniewać się na tych, których kochamy. I pewnie równie wiele okazji, aby im wybaczyć.

*

Kiedy zapytałem ją, jak minął jej dzień na dole, odpowiedziała:
     — Nic specjalnego.
     To nieprawda: wystarczy dostrzegać to, co proste, w tym, co skomplikowane, i zachwycać się tym, co skomplikowane, w tym, co proste.

*

Dobro i zło to pojęcia całkowicie względne. Pierwsza rzecz, jakiej nauczyłem się w tym zawodzie, to że nigdy nie wiadomo, dlaczego ludzie są tym, kim są. Wydaje nam się, że ich znamy, szufladkujemy ich: sukinsyny z jednej strony, dobrzy ludzie z drugiej… Szef Krzykała versus Fabienne. Ale to jest bardziej skomplikowane, bo w sprawę miesza się życie. Nigdy nie jesteśmy wynikiem zbiegu okoliczności. Nikt umyślnie nie decyduje, że zostanie zimnym draniem: życie, niekiedy bezlitośnie, oskubuje nas z człowieczeństwa.

*

Część naszego istnienia sprowadza się do jednego słowa: „zaakceptować”. Od negacji do negacji, od małych ustępstw do wielkich frustracji, jak przyjąć to, co nieodwracalne?

*

Jeżeli czegoś potrzebujesz, jestem tu. Jeżeli chcesz porozmawiać, jestem tu. Jeżeli jesteś zła, jestem tu. Jeżeli chcesz komuś dać w pysk, jestem tu. A jeśli chcesz płakać, płacz. Ale przestań robić sobie krzywdę.

*

Książki opowiadają zawsze tę samą historię.

*

[…] marzenie to pierwszy krok do szczęścia.

*

W szpitalu są CI, którzy dają, i TA, która kradnie.
     Pielęgniarze, salowe, lekarze dają.
     Choroba kradnie.

*

Wszystkim dniom parzystym i nieparzystym, które na mnie czekają, chciałbym powiedzieć: nadchodzę.

*

[…] z życiem nigdy nie ma problemu.
     Toczy się.
     By czynić cuda z najdrobniejszych rzeczy.
     Toczy się.

Baptiste Beaulieu, Pacjentka z sali numer 7,
(tłum. Agnieszka Podolska),
Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014.

wtorek, lipca 28, 2015

(1392+3). Wracanie do nieba (II)

Sadownik:
Otwórz okno i wyskocz,
bo mi się nie chce cię wyrzucać.

Jabłoń:
(rozanielona, we własnym szlafroku,
we własnym łóżku, w środku dnia,
z własnym ręcznikiem na mokrych włosach
)
Że bo co???

Sadownik:
Masz dwie żółte kartki!
Jedną za ręcznik na podłodze w łazience.
Drugą za buty w łazience.

Jabłoń:
(wciąż rozanielona przepraszała; gnała do nieba
i nie prowadziły jej tam schody, lecz A2, A1 i prysznic
)

(1392+2). Wracanie do nieba (I)

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mają tę samą grupę krwi. Ten sam czynnik Rh. Dzielą wiele wartości i marzeń. I co?

I Sadownikowi przypomniała się rozmowa z Onkami. Uświadomił Jabłoni, że nie są tym samym — nie są oboje słoikami. Słoikiem jest Drzewko. Sadownik jest wekiem. Bo…

Słoikiem jest się do 300 km, a wekiem powyżej — powiedziała Onka. Jabłoni umknął ten fragment rozmowy wprowadzający porządek w systematykę mieszkańców stolicy.

niedziela, lipca 26, 2015

1393. Czytało się w Būlandzie

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie potrafię dziś przypomnieć sobie, dlaczego okładka tej książki odrzucała mnie od pomysłu jej przeczytania. Ale po przeczytaniu Kraju niewidzialnych kobiet, czekałam już tylko na elektroniczną wersję książki Kalwasa — chciałam przeczytać świat męskimi oczami widziany. Apetyt już tylko rósł przy Chłopczycach z Kabulu.

Nie potrafię dziś wyobrazić sobie, że mogła mnie ta książka ominąć. Jej fragmenty są niestety nie tylko o Egipcie. Polski katolicki fundamentalizm jest niebywale podobny w swym myśleniu. Może właśnie dlatego książka ta powinna być lekturą obowiązkową, bo w „obcym” łatwiej dostrzec absurd myślenia magicznego.

Pozostałam ze wstydem, że żyję w kraju, w którym ubój rytualny jest legalny — rozdział dotyczący uboju czytałam na raty, podobnie jak ten o obrzezaniu dziewczynek. Mentalna Ziemia wciąż w wielu miejscach świata jest płaska.

Ludzie na Zachodzie nigdy do końca nie zrozumieją fanatyzmu islamskiego, przerabialiście te rzeczy kilkaset lat temu. Jesteście wolni i często nie potraficie tego docenić.

*

Samotność to choroba Zachodu. Najfajniej jest przecież siedzieć na kupie z całą rodziną, bez chwili ciszy, bez chwili na autorefleksję. Nie, nie zostawaj sam, człowieku,, bo ci głupie i złe myśli przyjdą do głowy. Książki? Po co ci książki? Wystarczy Koran, hadisy i gazety. Poza tym książki to przecież nieprawda, to tylko bajki, ułuda słów. Przez ponad sześć lat mieszkania w Egipcie, tylko raz widziałem człowieka czytającego książkę w miejscu publicznym — był to kasjer w barze z falafelami.
     Samotność w Egipcie nie przejdzie. Egipcjanie porostu nie wierzą w samotność. Wszystko należy tutaj do wszystkich.

*

Jest takie stare przysłowie arabskie — mówi Riham — ja przeciwko mojemu bratu, ja i mój brat przeciwko naszemu kuzynowi; ja, mój brat i mój kuzyn przeciwko cudzoziemcom.

*

Rumi: „To, czego szukasz, szuka ciebie”.

*

Często to słyszę: tak zawsze u nas było, to nasza tradycja. Kiedy mówię, że zwyczaje i tradycje można zmieniać, a nawet jest wskazane, wtedy napotykam te zdziwione, zagniewane twarze, rozszerzone źrenice, te podniesione brwi. Tak, zgadza się, sabit, nie mutahattil, bo coś się stanie. Co? Coś złego, coś nowego, nieznanego.
Profesor A. ma rację, tradycjonalizm to przekleństwo Arabów. Nie błogosławieństwo, nie duma, nie siła, jak mówi wielu z nich, oszukując siebie, i jak mówi wielu zachodnich fundamentalistów chrześcijańskich, którzy łypią zazdrosnym okiem na konserwatyzm i religijność muzułmanów, jednocześnie ich nienawidząc. Tradycjonalizm to przekleństwo i upadek.
[…]
Myśl sam, zawsze przerywam tymi słowami znajomym, kiedy w dyskusji posługują się cytatami ze świętych ksiąg albo opiniami różnych szajchów wychylających się z oparów historii, myśl sam, nie powtarzaj, myśl sam. Stwórz własną opinię. Potem obal swoją opinię i stwórz nową.
     N i e   b ó j   s i ę
.

*

— Kobiety sprowadzają na drogę zła, są większością w piekle — wyrzucał z siebie słowa. — Kiedy kobieta wychodzi sama z domu, szatan, szatan, szatan… — zapowietrzył się — …szatan jest z nią!

Piotr Ibrahim Kalwas, Egipt: Haram, Halal,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

1392. Tradycyjnie

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ujęcie I
Miasto. Nieduże. Ale z nowojorskim rysem — zupełny brak śmietników. Jesteśmy idiotami, zbierającymi psie kupy. Warszawka. Mówią o nas z pogardą.

Piersi, Bałkanica.

Ujęcie II
Widzisz? Popatrz, o tam! Ta para. Nie mają dzieci. Straszne, prawda? Widzisz, jaka ona jest nieszczęśliwa?

A teraz idziemy na jednego
A teraz będziemy wódkę pić

Ujęcie II (alternatywne)
Decybeli o rząd wielkości więcej niż procentów. Wszelkie normy przekroczone. Niezdrowy masaż organów wewnętrznych hukiem. Nie jestem nieszczęśliwa, jestem wkuuurwiona! Warszawka. Zaczynam myśleć z pogardą. A czego się pani spodziewała? Głośniej zawsze znaczy lepiej. Co pani taka zgorzkniała? Porozmawiać pani chciała? Na głowę pani upadła.

I rym cym cym i hopsasa
Idziemy przez życie w podskokach

Ujęcie III
Prymitywizm weselny. Kolektywnie uprawiany. Wstać. Śpiewać. Usiąść. Pić. Pęd owczy rodzinnie usankcjonowany. Tylko pogratulować. Odmawiam stjuningowania się do tego klimatu. Warszawka. Macham na siebie ręką.

I rym cym cym i hopsasa
To życie a żyje się raz

Ujęcie IV
Nooo. Duch czasu. Równouprawnienie pełną gębą. Nie widziałam czegoś takiego, jak żyję. Pamiętacie okołooczepinowe gry i zabawy? Panna Młoda. Cztery inne kobiety. W jednym rządku na krzesełkach. Pięć odsłoniętych kolan. Pan Młody. Z zasłoniętymi oczami. Maca. Szuka. Znajduje! I w drugą stronę. Pięciu mężczyzn. I tu zmiana godna XXI wieku… ze spuszczonymi spodniami. Wypinają pośladki. Taaaaka zabawa! Który raz w życiu nie przynależę, nie chcę, nie uczestniczę? Warszawka. Nie mam zgody na uprzedmiotowienie mężczyzn. I jak tu z taką żyć?

A teraz idziemy na jednego

Ujęcie V
Sadownik „rozmawia” ze swoim kuzynem, który siedzi po jego prawej stronie przy długim stole. Krzyczą do siebie. Siedzę z drugiej strony Sadownika. Nie mam szans — z ruchów warg umiem czytać tylko niektóre przekleństwa. Owinięta skrupulatnie hałasem w ludzkim tłumie jestem całkiem sama. Z pewnością wyglądam na smutną, żałosną, nieszczęśliwą — Ujęcie II? Mam to w głębokim poważaniu, nie mam możliwości socjalizować się, robię więc to, co uwielbiam: gapię się na ludzi, przyglądam się, próbuję zgadnąć to i owo, szukam wartości, którym hołdują, nie muszę śpieszyć się, mam na to całą noc. Utkwiła mi w pamięci starsza pani. O farbowaniu włosów na blond zameldowały mi Jej ciemne gęste, nieregulowane brwi. Też mogła wydać się smutną, żałosną i nieszczęśliwą kobietą. W Jej twarzy widzę spokój, ogromne doświadczenie życiowe, zrozumienie i bycie ponad hałasem i hukiem. Gapiłam się tak długo, aż wiedziałam. Bingo, to jest Babcia Pana Młodego.

Afric Simone, Hafanana.

*

„Agnabi” znaczy „obcy”. To ja.
     — I ja — mówi Jasmin, jakby czytała w moich myślach. Uśmiecha się blado. — Ja też.
     Wszyscy jesteśmy obcy.

Piotr Ibrahim Kalwas, Egipt: Haram, Halal,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2015.

sobota, lipca 25, 2015

(1388+3). Kobieca spółka myśli i uczuć

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

[Jabłoń napisała]
ile? pytań? odpowiedzi?
chwil? sytuacji? ludzi?
łez? wzruszeń? ciszy?

[napisała po tym, gdy przeczytała najważniejsze, czyli słowa Gepardzicy]
[...] żeby zrozumieć, że...
jestem tutaj tylko turystką,
której szczęśliwie udało się
dostać bilet z ofertą all inclusive

[poczekała na autoryzację. dostała. dziękuje.]

piątek, lipca 24, 2015

(1389+1). Biały Kruk feministą całe moje życie!

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Uświadomiłam sobie, że pierwszego feministę w moim życiu spotkałam w dniu, w którym po raz pierwszy wypuszczono mnie ze szpitala w świat. Tym feministą był Biały Kruk. Do dziś mam szczęście do interesujących, mądrych i kochanych mężczyzn.

Za każdą dyskretnie ambitną młodą Afganką gotową buntować się przeciw światu stoi interesujący ojciec. Każda odnosząca sukcesy dorosła kobieta, która dokonała czegoś odkrywczego albo zajmuje się czymś, co tradycyjnie jest niedostępne kobietom, ma wsparcie zdeterminowanego ojca, który inwestując w córkę, przewartościowuje normy społeczne i wyobrażenie honoru.

*

Zawsze byli ojcowie o bardziej liberalnych zapatrywaniach, którzy mieli córki i zachęcali je, by podbijały świat.

[na koniec to, co w książce na początku: wspaniała dedykacja]
Wszystkim dziewczynkom,
które odkryły, że w spodniach można
szybciej biegać
i wyżej się wspinać.

Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu.
Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie
,
(tłum. Justyna Hunia),
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

1389. Polskie opowieści rodem z Kabulu

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdzieś na tym blogu jest wpis — nie mogę go znaleźć — w którym padają słowa dwóch kobiet, które miały ogromny wpływ na to, jak wygląda od wielu lat moje życie. Nie znają się, raz znajdowały się w tej samej czasoprzestrzeni, ale niezależnie stwierdziły:
     — Nie wyobrażam sobie, że mogłam urodzić córkę.
Oniemiałam. Pamiętam uczucie, które się we mnie pojawiło, gdy słowa te wybrzmiały. Między innymi zażenowanie. Patrzyłam na te kobiety wielkimi oczami i widziałam jedynie ukrytą głęboko mizoginię.

Przy kilku okazjach rozmów z innymi kobietami przytaczałam tę historię. Te inne kobiety uświadamiały mi istnienie przeczuć prenatalnych, preciążowych, predecyzjnych o posiadaniu dziecka. Gotowa byłam opuścić stanowisko, że nie ma nic gorszego na świecie niż nienawiść kobiet do kobiet.

Tak, ale bez względu na te wszystkie pre, na dnie, w samym korzonku zdania:
     — Nie wyobrażam sobie, że mogłam urodzić córkę.
jest potworna, kulturowo indukowana, nienawiść do własnej płci. I nie potrafię się powstrzymać, by po latach nie odpowiedzieć:
     — Pojebało cię, kobieto?

To nie były kobiety z Afganistanu. To nie były islamistki. To były Polki. Wykształcone. Powiedziały, co powiedziały na przełomie XX i XXI wieku. Przypomniałam sobie o tych historiach, czytając Chłopczyce z Kabulu (Mijo, dziękuję za tytuł). Zamyśliłam się nad tą książką. Pozwoliła mi dojść do wniosku, że dzietność w wielu krajach to wciąż ciężka psychoza a nie wybór. Nie daleko za górami, za morzami, ale za miedzą, na drugiej ulicy, w drugiej dzielnicy, w innym mieście Polski. A ja? Byłam wariatką zakładając ten blog. Ale zachwyconą swoim życiem.

     — Moja rodzina jest przedmiotem plotek. Kiedy nie masz syna, odczuwasz ogromny brak i wszyscy cię żałują.
     Azita mówi to tak, jakby to było prostym wyjaśnieniem.
     Posiadanie co najmniej jednego syna jest tutaj niezbędne do zyskania jako takiego statusu i dobrej opinii.
[…] obowiązkiem każdej mężatki jest jak najszybsze wydanie na świat dziecka płci męskiej — to jej najwyższe życiowe powołanie i kiedy się z niego nie wywiązuje, ludzie zaczynają podejrzewać, że jest z nią coś nie tak. Może przylgnąć do niej łatka dochtar zai, czyli „tej, która rodzi tylko dziewczynki”. Jest co prawda jeszcze większa zniewaga — mianowicie kiedy zupełnie bezdzietna kobieta zostaje napiętnowana jako sanda bądź choszk, co w języku dari znaczy „sucha” — lecz w kulturze patriarchalnej kobieta, która nie potrafi powić syna, jest w oczach społeczności — i we własnych — obciążona fundamentalną skazą.

*

     — Musisz słuchać tego, o czym nigdy nie mówią.

*

Chłopiec oznacza triumf i sukces. Dziewczynka to upokorzenie i porażka. Chłopiec to bacza, co oznacza „dziecko”. Dziewczynka to ta „inna”: dochtar. Córka.

*

Afganistan to opowieść o pierwotnej formie patriarchatu. Pod tym względem opowieść ta rzuca też światło na historię Zachodu, na życie naszych pradziadów i prababek. Poznając mechanizmy funkcjonowania chorego afgańskiego systemu, możemy też uzmysłowić sobie, jak większość z nas — mężczyzn i kobiet, bez względu na narodowość i przynależność etniczną — od czasu do czasu utrwala problematyczną kulturę honoru, w której zarówno kobiety, jak i mężczyźni tkwią w tradycyjnych rolach płciowych. A robimy to, ponieważ te role wszystkim nam odpowiadają — albo dlatego, że tak nas wychowano i nie znamy niczego innego.

*

Czy opowieści o ustępstwach i oporze, tragedii i nadziei mogą występować obok siebie?
     W przypadku kobiet występowały obok siebie od zawsze.

*

Podszywanie się pod kogoś lub coś innego to doświadczenie wielu kobiet i mężczyzn, którzy cierpiąc ucisk, zapragnęli wolności.
     Tak na przykład było w przypadku geja służącego w amerykańskiej piechocie morskiej, który musiał udawać heteroseksualistę. Albo żydowskiej rodziny udającej protestantów w nazistowskich Niemczech. Albo czarnego mieszkańca RPA, który w czasach apartheidu starał się wybielić sobie skórę. Upodabnianie się do członka grupy akceptowanej i oficjalnie uznawanej to zarówno wywrotowy akt infiltracji, jak i ustępstwo wobec uciążliwego rasistowskiego, seksistowskiego lub jakiegokolwiek innego systemu dyskryminacji.

Jenny Nordberg, Chłopczyce z Kabulu.
Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie
,
(tłum. Justyna Hunia),
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

środa, lipca 22, 2015

1388. Perełki zatrzymane w słowach

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Jestem introwertykiem zsocjalizowanym — po­wiedział.
Ryknęliśmy śmiechem. Bo wszystko było jasne. Przy jednym stole spotkali się lu­dzie, którym praca nad sobą oraz mądra miłość do zwierząt, w szczególności do psów i kotów, nie są obce.

Onka i Onek, bo mają dwa owczarki niemieckie, Braszka, Sadownik i ja. Wczoraj. Świętowaliśmy. Pysznie jedząc. Kilka godzin wcześniej byliśmy dla siebie zupełnie  o b c y. Ogniwem łączącym była Braszka, która miała nosa, że wspólny czas może być magiczny.

*

     — Jak tam dzieło twego życia? — zapytał.
Brzmiał fragment opowieści. Na pewno nie drwił, był ciekawy, życzliwy — założę się.

I przyszło mi do głowy, że nie wiadomo dlaczego upieramy się, że dzieło naszego ży­cia musi być namacalne: posadzone drzewo, wybudowany dom, spłodzone dziecko, napisana książka, zajęte przez nas miejsce w encyklopedii.

A przecież dziełem życia może być zadanie właściwego pytania we właściwym czasie właściwej osobie. Dotarło do mnie. Dzisiaj.

***

Pozostawiam tu te historie, miejsca, ludzi.
Z wdzięcznością.

poniedziałek, lipca 20, 2015

1387. Nareszcie!

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kilka tygodni temu pomyślało mi się:

Uczucia i trochę organów wewnętrznych.
Całość obciągnięta skórą. Znaczy się człowiek!

*

W piątek jechaliśmy do Orzeszka i Białego Kruka. Nie wiem jak, nie wiem dlaczego — zmaltretowana oczną gadaniną mego organizmu — skupiłam się na oddechu. Dotarło do mnie:

Póki oddycham, żyję
i doświadczam dobrostanu swego życia,
choćby nie wiem co się działo.

*

Chronologicznie wczoraj było wszystko. Przegrany mecz siatkarzy, którym kibicowali Orzeszek, Biały Kruk i Sadownik. Burza. Drzewa na drogach. Objazdy. Zlikwidowane ulubione stacje benzynowe z kawą. W końcu SOR. Znów. Ale inny. Bezsilność. Strach. Nie z powodu ewentualnej diagnozy. Bałam się, że nie przyjmą, będą wrzeszczeć, nic nie powiedzą.

Myliłam się. Spotkałam Okulistkę swego życia. Mówiła do mnie spokojnie. Powiedziała co jest, dlaczego i co z tym należy zrobić. Traktowała jak człowieka rozumnego. Już wiem co, dlaczego i co dalej. Po raz pierwszy od trzech tygodni jestem spokojna i oftalmologicznie niesplątana. Nie puszczę już tej Pan Doktor.

*

Dziś. Wstałam rano. Zakropiłam oko i przypomniał mi się cytat na nieparzystej stronie:

I w pewnym sensie nie dzieje się nic. Ale jest to bardzo bogate i złożone nic.

Jon Kabat-Zinn, Życie. Piękna katastrofa,
(tłum. Dariusz Ćwiklak)
Czarna Owca, Warszawa 2013.

czwartek, lipca 16, 2015

1386. na minusie

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dół. stąd do wieczności. wczoraj mnie złapał. z jednej beczki. bo oko. z drugiej beczki. bo nie umiem. bo nie umiem się nauczyć. bo nie dam rady. bo głupia, tępa, tragiczna ja. złożyłam broń.

dziś rano. wstałam. ok, wszystko jest beznadziejne. może nie dam rady, ale chociaż spróbuję.

*

Gepardzica. lekka na wspomnienie. porozmawiałyśmy. powiedziała coś, co i moim doświadczeniem było nie raz. no, to do przodu!

niedziałanie osłabia

poniedziałek, lipca 13, 2015

1385. Subiektywny słownik doświadczeń, pojęć, słów

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

lekkość.

lekki krok. lekkie myśli traktowanie.

lekko. subtelnie. delikatnie. muśnięty
bezmiar. bezkres. bez ciężkości przekonań,
sądów, faktów jednostronnie widzianych.

odkrywam dziś.

niedziela, lipca 12, 2015

1384. Nie dajemy się!

Jabłoń:
Nooo, i co Pan na to, że zamknęliśmy
dwanaście lat legalnego związku?

Sadownik:
(puścił oko)
Mam być szczery czy ma być miło?

Sadownik & Jabłoń:
(obśmiali się serdecznie i poszli świętować
pierwszy dzień kolejnego legalnego, wspólnego roku
)

1383. SOR okulistyczny

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

SOR. Pani habilitowana. Wczoraj. Darła się do mnie jak do głuchej dziewięćdziesięcioletniej kobiety: SIADA! TERAZ TU! Z wrażenia, ze strachu, ze świadomością, że procedurę podpowiedziała mi jedna z moich ulubionych pań doktor na moim stażowym oddziale, byłam cichą, pokorną, pozbawioną godności pacjentką.

SOR. Pani habilitowana. Odklejona od rzeczywistości. Opierdoliła mnie z góry na dół. SIADA! I pomyślałam, może faktycznie źle robię. Gdy spokojnie na koniec poprosiłam ją o to, by powiedziała mi, co mam zrobić, odpowiedziała i zapisała w kwitach: dalsza kontrola w rejonie — czyli abstrakcyjnie, bóg wie kiedy.

Atropina złaziła z mych oczu. Wróciłam piętro wyżej do siebie na staż. Odetchnęłam. Inna atmosfera. Inny klimat. Inni ludzie. Inni lekarze. Czy to z powodu walki o życie? O chociaż jeden miesiąc, półrocze, rok, dwa lata, pięć więcej.

Zostałam. Z okiem. Z bólem, który nie wiadomo skąd. Z niepewnością. Z bezsilnością. Ze świadomością, że żyję w fikcyjnym kraju. Z wielką niewiadomą, co dalej.

(1381+1). Bele-trele-styka (II)

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Hit tego lata — wyczytałam w top 10 — może i roku. Literatura. A ponieważ postanowiłam zrobić letni wypad w stronę nie psychologii, nie reportażu, powiedziałam biorę.

Zaczęłam. Początki bywają trudne. Nie mam wprawy w czytaniu literatury. Brnę. Myślę, rozkręci się. Z Białym Krukiem rozmawiam. Mówi, że też próbuje, bo ma zasadę, że jak zaczął książkę to ją skończy. Tyle, że ja tę zasadę wypróbowałam przy Twardochu — cienki był, to można było sobie na taką ekstrawagancję pozwolić. Brnę. Po kilku dniach Biały Kruk melduje, że po 70%, gdy nic się nie zmieniło, poddał się. Trwałam w uporze jeszcze kilka dni, dając słowu pisanemu szansę. Poddałam się wczoraj.

To jedyna książka, o której tutaj wspominam, której nie skończyłam, która była łaskawa mnie pokonać. Nie znalazłam uzasadnienia, by w poszukiwaniu perełek brnąć przez współczesną wersję straconego czasu. Nie to żeby stracony czas mnie kiedyś nie bawił. Koniec letniego eksperymentu. Jest decyzja — wracam do siebie, do „swoich” książek.

Ale, ale! ¡Olé! Jedną perełkę z tej książki mam.

Ale oczy są przejrzyste i chociaż niemłode, nie uległy wpływowi czasu. Wydaje się, że patrzy na nas ktoś inny, z jakiegoś miejsca w głębi twarzy, gdzie wszystko wygląda inaczej. Trudno bardziej zbliżyć się do duszy drugiego człowieka. Przecież przepadło wszystko, co dotyczy samej osoby Rembrandta, jego dobre i złe przyzwyczajenia, zapachy i odgłosy wydawane przez ciało, głos i zasób słów, myśli i opinie, zachowanie, wady i ułomności ciała, wszystko to, co składa się na człowieka, takiego jakiego widzą inni. Obraz ma czterysta lat, a Rembrandt umarł w tym samym roku, w którym go namalował, tym zaś co zostało na nim przedstawione, tym co namalował Rembrandt, jest istnienie tego człowieka, to co budziło się codziennie rano, to co natychmiast zaczynało myśleć, samo nie będąc myślami, to co natychmiast zaczynało czuć, samo nie będąc uczuciami, to co każdego wieczoru zasypiało, aż w końcu zasnęło na dobre. To, czego w człowieku nie narusza czas i z czego bierze się światło w oczach.

Karl Ove Knausgård, Moja walka. Księga pierwsza,
(tłum. Iwona Zimnicka)
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

Rembrandt van Rijn, Autoportret, 1669.

sobota, lipca 11, 2015

1381. Bele-trele-styka (I)

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Co mnie podkusiło? Aaaa, jakiś ranking top 10 książek na wakacje. Odcedziłam. Wybrałam. Jedną powieść w dwóch częściach, trzecia ma być na jesieni. Jednego autora, ale z innym dziełem. Nabyłam. I się zaczęło.

Gdy tydzień temu pochwaliłam się Sadownikowi, czego próbuję z okazji lata, był łaskaw przeczytać mi trochę informacji o sylwetce autora. No i w końcu zrozumiałam publicystów frondy, wszelkich naczelnych prawicowo-katolickich tworów. Już rozumiem, dlaczego są przeciwko temu wszystkiemu, co im do niczego niepotrzebne, a wielu ludziom w tym kraju ułatwiłoby życie. Rozumiem, bo gdybym ja miała takie fantazje, to też bałabym się wszystkiego, czego nie przyklepali hierarchowie jedynego prawdziwego kościoła. Czy mnie zdziwiły wczorajsze senackie ekscesy? Ani trochę.

A pan autor? No cóż, jak nie wyrabia się w jednym gatunku szybko przeskakuje w drugi, by za chwilę wrócić do pierwszego. Przeczytałam. I starczy. I dość.

[…] czerwono-czarne chrząszcze ćmentarne na nieustającej szychcie entropii.

*

Gerd jest smokiem.
     Chciałby od smoka uciec. Ale jak uciec, jeśli płynie się w jego żyłach, jak odejść, skoro dzieli się z kim bycie, jak uciec od siebie samego?

*

Dlaczego nie miałby zabijać dzieci? W czym dzieci mniej się nadają do zabijania niż dorośli, dojrzali?

*

Kurczyk najpierw milczał, bo się bał — a potem milczał, bo odkrył, że milczenie sprawia, że szanują go jeszcze bardziej, nie mają nawet odwagi zagadywać.

*

[…] żeby prześladowała mnie swoją psią obecnością, chcę, żeby zawsze była ze mną i za mną, i przy mnie, i pode mną, żeby mnie przebóstwiła, żebym stał się jej światem.

Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze,
Powergraph, Warszawa 2013.

piątek, lipca 10, 2015

1380. Kryzys stażystki

zamiast gadania, pouczania, rozkazywania, prawdziwa rozmowa.

     — cóż mogę dać? cóż mogę zaoferować? — zapytałam Akuszera.

postawił mnie na nogi.

1379. Kobieta — człowiek, nie przedmiot

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czekała miesiąc na czytanie. Teraz czeka prawie dwa tygodnie na to, by o niej wspomnieć. I może mogłaby pozostać bez śladu, ale jak jej z siebie nie wypluję, to będę ją w sobie nosić. A ponieważ po niej wpadłam na karkołomny pomysł czytania powieści z okazji wakacji, muszę wspomnieć, że nie najlepiej się przez to czuję. Chciałabym wrócić do siebie, do swoich książek, do swoich zatrzymań.

Ale najpierw porzucić trzeba tu wrażenia.

Ciekawi mnie, czy to książka, która może zafrapować wyłącznie kobiety? Nie znam odpowiedzi.

Pozostałam z przykrym wrażeniem, że choć w mym kraju inna religia rządzi, to pomysły i reakcje ma dziwnie podobne.

Prorok zawsze powtarzał, że płacz świadczy o tym, że człowiek ma subtelne i uduchowione serce. Płacz jest łaską daną przez Boga, którą zsyła jedynie wybranym.

*

By pozbyć się rozdźwięku między rzeczywistością a własnym zniekształconym jej postrzeganiem, przyjął wygodną strategię — po prostu udawał, że mnie nie widzi. Nie istniałam dla niego. […] Jak większość hiperortodoksyjnych wahhabitów on także wyrażał tylko dwa rodzaje emocji: powściągliwość i ziejącą ogniem nietolerancję. Nie było niczego pomiędzy.

*

Przekonałam się, że sprawy, które dotychczas uważałam za oczywiste — edukacja, wolność, podróżowanie, niezależność — stanowiły z trudem wywalczone nagrody, nawet dla tych uprzywilejowanych, zamożnych kobiet. Kiedy zdobywały dostęp do miejsc pracy, musiały być twarde tak jak ja, rywalizować nie tylko z mężczyznami, lecz także z ustanowioną prawem wyższością mężczyzn, którzy uważają, że obowiązkiem kobiety jest dbanie o ognisko domowe, że ich miejsce jest w domu, a nie w szpitalu na sali operacyjnej, w jakiejś centrali czy biurze. Mierzenie się z tymi problemami to wyczyn.

Qanta A. Ahmend, W kraju niewidzialnych kobiet,
(tłum. Elżbieta Krawczyk),
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2013.

niedziela, lipca 05, 2015

1378. uczuciowe drogowskazy

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Niemożliwe.
     Wyspiańskiego.
     Traugutta.
     Wyspiańskiego.
     Gdańska.
     Gruszkowa.
     Buraczana.
     Kmicica.
     Zajączka.
na tych ulicach przycupnęłam w drodze do Przytuliska. Niemożliwe wtedy jest dziś moją rzeczywistością. pomyślałam o tym, gdy usłyszałam starego Phila.

Phil Collins, One More Night.

Niemożliwe.
     wczoraj.
     dziś.
     dopadło mnie.
     pociągnęło w dół.
wynurzyłam się. odbiłam. Niemożliwe dziś, ciekawe, kiedy stanie się moją rzeczywistością? — pomyślałam. Niemożliwość dawno temu i dziś — te same budzi uczucia, choć kontekst zupełnie inny. Znam te uczucia! Pięknie jest mieć tak wiele wciąż przed sobą!

(1+1376). Pięć lat, tydzień i trzy dni

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

To dziś.
U nas bez zmian. Szczęśliwe Stado.
Tylko Heniutka starsza trzydzieści razy z małym haczkiem.

piątek, lipca 03, 2015

1376. remanent wewnętrznego stanu posiadania

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

nadajesz ważność, rangę temu,
     czemu poświęcasz swoją uwagę i energię.

     — czy w tej sprawie tego właśnie chcesz? — zapytał mnie retorycznie wczoraj Akuszer.

przyjrzyj się temu,
     czemu poświęcasz swoją uwagę i energię.

zaleciłam sama sobie. zrobiło się niebywale luźno. i lekko. i wspaniale.

czwartek, lipca 02, 2015

(1373+2). kęs trzeci

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bliźniacza Liczba, Gepardzica i Jabłoń nieczęsto, ale jednak często, dochodzą do wniosku w rozmowach bilateralnych, że mądrych mężów mają. Że Oni rozumieją, wspierają. Wiele rzeczy po prostu wiedzą te Cholery!

Jabłoń:
(jak obuchem powalona melduje, że zrozumiała coś,
co dla Sadownika jest, oczywiście, oczywistą oczywistością
)
Jak to jest, że Ty wiesz takie rzeczy milion lat świetlnych przede mną?

Sadownik:
M u s z ę  wiedzieć.

Jabłoń:
Dlaczego?

Sadownik:
Nie stać mnie na terapię.

(1373+1). kęs drugi

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wracałam do domu. intensywny smak życia mając w ustach. mogłam dziś zjeść pyszny obiad z mężczyzną, którego kocham. przywilej, że wracam na własnych nogach. przywilej, że wracam do naszego własnego domu. przywilej, że będę mieć przyjemność z jedzenia. przywilej, że kocham i jestem kochana. a przecież jestem tylko chwilą.

1373. kęs pierwszy

klamka zapadła.
wyczerpane wszystkie opcje.
nie ma nic, nawet paliatywnie.
koniec. kropka.

*

początek nieogarnialnego. życia.

środa, lipca 01, 2015

(1263+108+1). Kotku, co masz w środku?

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Cześć, Strachu na Wróble — powiedział dziś do mnie kolega.

*

Moja Nauczycielka powiedziała dziś:
     — Strach na Wróble? Wspaniała postać ze snu!

*

Strach na Wróble. Jakieś skojarzenia? Usiadłam i w ramach jednego posiadu obaliłam film, który planowałam obejrzeć od wielu, wielu miesięcy. Mam w sobie i Dorotkę, i Stracha na Wróble, i Blaszanego Drwala, i Lwa.

Ten film — mógłby być moim dziadkiem lub co najmniej ojcem — dziś był dla mnie opowieścią o uczeniu się siebie, o zdobywaniu siebie, o odkrywaniu siebie. Nieustająco. I wciąż od nowa.

Fragment klatki z filmu Czarnoksiężnik z krainy Oz, 1939.

poniedziałek, czerwca 29, 2015

(1263+108). Kiedyś musi być ten pierwszy raz

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Unijne przepisy. System boloński. Hulaj dusza, piekła nie ma. Są ankiety. Było już tu o takich jednych. Dziś była nowa dostawa opinii. No i stało się. Może nawet musiało się stać, zgodnie z rozkładem Poissona.

Trafił się Student, co swój czas i literki poświęcił, podarował, wklepał w rządek zrozumiałych słów i zdań. I zachwycił mnie swoim pierwszym i niepierwszym wrażeniem. Szkoda, że nigdy nie będę wiedzieć, kto taki piękny prezent mi podarował.

Przez skromność, o którą nikt mnie nie podejrzewa, cytuję tylko to, co innych mogłoby załamać. Mnie zachwyciło! I zostanie ze mną do końca moich dni. Bo to był jeden z tych Studentów, którego miałam spotkać w tym semestrze. Bo ja nie jestem dla każdego. Nie zmieni tego żaden system boloński.

Moim pierwszym wrażeniem było "Ta kobieta jest jakaś dziwna". Jej ruchy, spojrzenie, zachowanie, sposób mówienia wydawały mi się jakieś inne, nietypowe. Szczególnie mnie zaskoczyło, gdy na pierwszym wykładzie stwierdziła, że jest „wredną suką" mimo, iż według mnie w ogóle to stwierdzenie do niej nie pasowało. Jak się później okazało miałem rację, gdyż przez cały semestr była bardzo ale to naprawdę bardzo w porządku. Mimo, iż wygląda nieco jak wiecznie niezadowolony strach na wróble (mam wrażenie, że sporo w życiu przeszła albo po prostu moją zdolność empatii szlag trafił) to wykład prowadzi bardzo profesjonalnie i jest bardzo miła. […]

(wyróżnienie moje)

Czy ja dużo przeszłam? Zastanawiam się.
Na pewno nie więcej niż inni. Myślę, patrząc wstecz, że jestem wyjątkowo uprzywilejowaną osobą.

Och! Gdybym spotkała tego Studenta, chętnie wypytałabym go, co miał na myśli, pisząc „wiecznie niezadowolony strach na wróble” — to skrywa tajemnicę, fantastyczną! I potencjał! No ale cóż, muszę się zadowolić strachem na wróble. Też niezły!

(1340+12+16+2). Fragmenty

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Fragment Dyplomanta.
Fragment dyplomu Sadownika.
Fragment Jego, mojego i naszego Życia.
Czas miniony, zatrzymany.
I cała moja, nasza Radość i Duma.

*

Anegdotyczna pozostałość po przygotowaniach do obrony brzmi następująco. Dyplomant pojechał odebrać wypożyczane na sobotę sztalugi. Z jednym panem załatwiał sprawę, drugi mu te sztalugi wydawał. Ten drugi nie mógł uwierzyć, że Sadownik jest, a w zasadzie kończy być, studentem. Gdy więc Pan Drugi zaczął dopytywać z niedowierzaniem, że taki stary student, Pan Dyplomant odpowiedział:
     — Wie pan, w moim wieku albo chodzi się na dziewczynki albo do szkoły.

niedziela, czerwca 28, 2015

1369. Zaufaj i przeczytaj?

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ojciec karmiący napisał u siebie o tym, jak przez chwilę szukał książki. Zaintrygował mnie tytuł. Puk, puk. Pyk, pyk. I już ją miałam. Kończyłam w owym czasie książkę, o której nawet nie chce mi się tu wspominać, bo zwyczajnie mnie rozczarowała. Miała być fajna końcówka, a było dno.

Książka, po której zostawiam tu ślad, jest warta grzechu i pewnej ilości pieniędzy. Wkurza, gdy traktuje się ją jako intelektualną akrobację. Na szczęście Autor co chwilę zdradza, że nie tylko myśli i ględzi, ale również praktykuje. Może nie do końca zdradza się ze świadomością przywilejów, jakie ma — może wkurzać. Biorąc pod uwagę swoje skrzywienie, stwierdziłam, że wiele, jeśli nie większość, fragmentów tej książki to opowieść zupełnie innymi słowami o psychologii procesu. Warto!

Bycie nie tylko  m o ż e  być radosne. Bycie po prostu  j e s t  radosne. Jeżeli zdaje się nam, że to nieprawda, oznacza to tylko jedno — nie mamy z byciem kontaktu.

*

Możesz walczyć z życiem, ale wiedz, że przegrasz.

*

Nie jesteśmy opowieściami o nas samych. […] Opowieści o nas samych zabijają prostą radość życia.

*

Gdyby kreślony przez guru kościoła wyznającego Rosnący Produkt Narodowy Brutto piękny obraz człowieka bogatego, sytego, który ma pracę i w każdej chwili może iść na zakupy bez obawy, że zabraknie mu jednostek płatniczych na karcie kredytowej, a latem wyjechać na wakacje, okazał się kiedyś realny, stalibyśmy się bardzo nudnym gatunkiem. Na szczęście chyba niemożliwe. Egzystencjalnej pustce nie da się przecież zapłacić haraczu w żadnej drukowanej lub elektronicznej walucie.

*

Chcemy być całkowicie wolni i bezpieczni — tyle że te dwa pragnienia nie mogą spełnić się jednocześnie. Być wolnym znaczy być niepewnym.

*

Lęk czasem daje się obłaskawić, ale zawsze żąda za to zapłaty.

*

[…] dbanie o stan świadomości w każdym momencie leczy z jednej z największych chorób współczesnego człowieka: widzenia świata jako środka do zaspokajania swoich potrzeb. Człowiek bez potrzeb zaś, jak mawiał Sokrates, jest bogiem.

Marcin Fabjański, Zaufaj życiu.
Nie zakochuj się w przelatującym wróblu
,
PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

(1340+12+16). Licencja T

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bardzo intensywne dni za nami.

Wisienka na torcie — Sadownik obronił się i jest teraz dyplomowanym artystą z licencją „T”.

Sadownik:
Z szacunkiem proszę,
skończyły się czasy pomiatania.
(teatralna przerwa)
Sama będziesz sobie robić zakupy!

Jabłoń:
Nie będę!

Sadownik:
To będziemy głodne, ale wykształcone.


(chwilę potem)

Jabłoń:
(przemielona wrażeniami dni wielu, z bolącym okiem,
po kieliszeczku nalewki, w fantastycznym towarzystwie
)
Jezu, jak ja wolno myślę…

Bezczel z licencją T:
Co robisz?

środa, czerwca 24, 2015

1367. O podróżowaniu

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Podróżować. Tak. Ale po to by wracać do siebie, do swego Domu, do swego Miejsca, do swoich spraw. Tak mam.

Podróżowanie mnie kręci. Ale najbardziej to wgłąb siebie. Uprawiam maniakalnie. Te podróże są dla mnie najbardziej fascynujące.

Pomimo tego, że ruszyć mnie w kategoriach geograficznych nie jest najłatwiej, zachwyciłam się audycją, której słuchałam w niedzielę. Powtórzyłam słuchanie wczoraj. I jeszcze dziś na dokładkę. Słowo podróż w tej audycji można swobodnie zamienić frazą „uczyć się” lub słowem „żyć”.

     — Podróżować to, tak, odmieniać swoje życie — powiedział Jarosław Makowski. Powiedział więcej… powiedział pięknie.

J. Makowski w rozmowie z T. Stawiszyńskim.

wtorek, czerwca 23, 2015

1366.

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

od jakiegoś czasu mam hopla na drzemiący w ciele ruch. na jego zarodki skryte to tu, to tam. na subtelności pojawiające się na peryferiach gestów. na ruchy, których nie zamówiliśmy. zatrzymuję się przy wszystkich tych odsłonach potencjalnej magii. trochę się nimi bawię. trochę badam. bez przywiązania. dla zabawy. z ciekawości.

w niedzielę. w tym właśnie duchu napatoczyłam się na zdjęcie Steve’a McCurry’ego na Mysiej Wystawie. zatrzymało mnie na długi czas. to jedyne. bo reszta, aż smutno, pasie oko zachodnich najedzonych ludzi kolorami i innością — komercja niestety, sławna komercja.

Steve McCurry, Zabawa dzieci z Omo, 2012.

poniedziałek, czerwca 22, 2015

1364. Życie — świetna okazja do popełniania błędów

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

dyktat. tyrania. zbieram się. daję radę. od lat. chyba od zawsze. jestem w tym niezła.

ma być. z wodotryskiem. na ostatni guzik dopięte. z wisienką na torcie. bez dwóch zdań i dyskusji.

a po wszystkim lista uchybień. punkty do poprawek. by było dobrze. lepiej. najlepiej. misja naprawcza. zażegnanie przyszłych porażek. wpadek. katastrof.

*

wstałam dziś rano. usłyszałam słowa:

nie wiem, czy to się uda

prawdę jedyną trzech pierwszych akapitów, nawet jeśli przerysowaną, szlag trafił. na przyszłość od dzisiaj. od teraz. od samego rana. tak, czasem może się nie udać. to nie powód, by nie próbować. nie powód, by nie iść dalej. by nie eksperymentować!

środa, czerwca 17, 2015

(1357+6). Z czarodziejskiego notatnika wyjęte

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Z podziękowaniami Czarodziejce Klaudii za słowa:

jak odpowiednio długo posiedzisz w jednym miejscu, to cię wszystko znajdzie.

***

Z kronikarskiej potrzeby:

— […] ale my mamy plany!
plany to nie przeszłość, można je zmieniać.

*

— [...] to weź mnie na barana
jak cię wezmę na barana, to będę osłem.

*

można się wpierdalać w czyjeś życie, jeśli kogoś kochasz.

1362. Od Białego Kruka

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Biały Kruk zdążył przed moim wyjazdem na Hogwart. Tyle że ja nie zdążyłam zachwycić się. Odnotowałam miękkie, ciepłe aranżacje i głos z trzewi życiowego doświadczenia — to wszystko.

Dziś rano, nim pobiegłam do pracy, zaskoczyłam i… łomolę! Nic nowego, ja często łomolę jednym kawałkiem.

Łomolę i… wdzięczności pozwalam się w sobie rozsiąść wygodnie, że mam szczęście do odważnych Ludzi, którzy z myślą o mnie kupują płyty, książki czy — Mount Everest Odwagi — ubrania. Dzięki Nim poznaję, mam kontakt z tym wszystkim, czego sama z siebie bym pewnie nie odkryła, nie namierzyła.

St. Celińska, Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan,
z płyty Atramentowa, 2015.

jesteś cenny tak jak ja,
jesteś piękna tak jak ja,
jestem dzielna tak jak wy,
niebezpiecznie wręcz.

1361. Jestem już za, niestety!

 wpis przeniesiony 15.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyznaję się.
Od wczoraj jestem za karą śmierci.
Za czyny popełnione z rozmysłem i premedytacją.

Wystarczyła do tego kiełbaska z haczykami wędkarskimi i bydlę dwunożne, nie człowiek.

(1357+3). Czytanie na Hogwarcie (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na magicznym warsztacie, będąc wśród Czarodziejów i adeptów sztuki procesowej — pomyślałam — warto przeczytać coś magicznego. Wybór był oczywisty.

To książka, która nie nadaje się do szybkich miast, pośpiesznie przeżywanych dni, zbyt szybko kroczących przez życie ludzi.

To książka, przy której dość stereotypowo pomyślałam: no nie, nie mógł tego napisać mężczyzna! Napisał. O okruchach chwil, o subtelności gestów, o terrorze własnych myśli, o nadziei, uczuciach, o… relacjach, o uważności, o delikatności, a jakże!

Jak to dobrze, że tę książkę napisał mężczyzna. Jak to dobrze, że poleciła ją Ada, nie tylko mi.

Myśl pewnego polskiego filozofa.
Istnieją wspaniali ludzie, których spotykamy w niewłaściwym momencie.
Istnieją także ludzie, którzy są wspaniali, bo spotykamy ich we właściwej chwili.

*

Jak pani może chodzić w takich butach? Przecież palce męczą się w nich jak w gułagu. Wstyd, traktuje pani własne stopy jak Stalin!

*

[…] chwycił odwagę w swoje obie dłonie — a w tym momencie chciałby mieć nawet cztery.

*

[…] przeżywać życie w jego wyjątkowej, maksymalnej gęstości: w czasie teraźniejszym.

*

Rodzina i przyjaciele zaproszeni na ślub stanowili coś, co można by nazwać pierwszym kręgiem społecznej presji. Presji, która domagała się narodzin dziecka. Czy musieli tak bardzo nudzić się w swoim życiu, by ekscytować się życiem innych? Zawsze tak jest. Żyjemy pod dyktatem pragnień innych ludzi.

*

Wystarczy zaczerpnąć powietrza, żeby popłynął czas.

*

Nie poddawać się, co za dziwaczne określenie. Poddajemy się bez względu na wszystko. Na tym polega życie.

*

[…] przyjemność wynika z aktywności.

*

— Więc ją rzuć.
— Dla ciebie zrobię to bez wahania.
— Nie dla mnie… dla siebie.

*

Jest w żałobie wewnętrznie sprzeczna siła, zarówno przemożna potrzeba zmian, jak i chorobliwa skłonność, by dochować wierności temu, co było.

*

Wewnątrz każdego pragnienia mnich i rzeźnik toczą z sobą walkę.

*

Przyszedł czas, by działać, co sprawiało, że tkwił w idealnym bezruchu.

*

Dziwne, jak łatwo czasem łamiemy postanowienia, mówimy sobie, że odtąd wszystko będzie tak, a nie inaczej, ale wystarczy nieznaczne poruszenie warg, by zachwiać nasze głębokie przekonanie, które zdawało się ponadczasowe.

*

Zostali tak przez chwilę, chwilę, która trwa do tej pory.

*

— Co… co robisz?
— Patrzę na twoją głowę.
— Ale dlaczego?
— Bo czuję, że coś ci po niej chodzi.

*

Zaczęli się śmiać z tej idiotycznej sytuacji i mocno się objęli, najlepszy na świecie sposób, żeby wytworzyć ciszę.

David Foenkinos, Delikatność, (przeł. Jacek Giszczak),
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.
(wyróżnienie własne)

wtorek, czerwca 16, 2015

(1357+2). Czytanie na Hogwarcie (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

W czasie Hogwartu nie jeździłam ani tramwajami, ani autobusami, ale mimo to udało mi się wczesnymi rankami po kąpieli skraść parę literek i skończyć podarowaną przez Białego Kruka książkę, a potem chapnąć jeszcze jedną.

Gdy dziś odbierałam zupełnie inną książkę dla Sadownika, pani przede mną właśnie płaciła za wersję papierową pierwszej z tych dwóch książek. Ciekawe, z jakimi wrażeniami pozostanie owa klientka.

To nie kryminał, to reportaż, choć trudno w to uwierzyć do samego końca. Wrażenia, które ta książka budzi, również nie są fikcją, choć są bardzo silne.

Bez względu na to, jak bardzo dziwna wyda się czytelnikom część opisanych tutaj zajść, niniejsza książka nie jest fikcją.

*

Dywan i kryształ to najcenniejsza rzecz w każdy szanującym się buskim domu. Jedno i drugie — na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych — da się wymienić na wszelkie inne dobra.

*

Celebryta na topie nazywany jest w slangu tabloidu „ryjem”. Nikt nie wie, kiedy ktoś staje się „ryjem” i kiedy przestaje nim być.

*

Kiedy miałam 20 lat, usłyszałam, że nie mam uczuć. Przestraszyłam się tego.

*

Koniec polskich tabloidów to będzie dobry dzień dla społeczeństwa.

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski, Tabloid. Śmierć w tytule.
Agora, Warszawa 2015.

poniedziałek, czerwca 15, 2015

(1357+1). Brak słów, tylko uczucia

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tajemnica.
intensywność.
relacji.

tajemnica.
intensywność.
w relacjach.

słów brak, bo doświadczenia dopiero znajdują swoje najwłaściwsze miejsca. wiedziałam, że relacje są o byciu. odkrycie zrobiłam, że relacje są również zawsze o… prawdzie, bez względu na to, jak bardzo będziemy próbowali ją ukryć, zakopać, schować, udawać, że o co innego nam chodziło. pierwsze trzy minuty spotkania i… wszystko wiadomo.

*

Nim wyjechałam, Braszka dała znać, że prezent do mnie idzie, że może zdąży dotrzeć przed moim wyjazdem. Nie zdążył i bardzo mnie to cieszyło. Był deserem, wisienką na torcie warsztatu, wszystkich na nim prac, podróżowania i mieszkania z Gepardzicą, wspólnego czasu społeczności POP-owskiej.

Moja miłość do pisanego i psychologii procesu. Sadownika pasja do fotografii. Nasz wspólny zajob oglądania fotografii. Zmaterializowała się! Oniemiałam. Sadownik też. Nie mogłam uwierzyć, że to możliwe.

Moim szczęściem jest nie tylko dobre życie, ale przede wszystkim fantastyczni Ludzie! Chylę czoła na myśl o każdej znaczącej Osobie w mym życiu. I dziękuję. Bez końca.

Marina Abramović, The Kitchen,
La Fábrica Editorial, Madryt 2012.

*

wróciłam. ale wciąż śnię.

środa, czerwca 10, 2015

1357. Peron 9 i 3/4 wzywa (III)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wzywa znów... Czas na POP-owską magię... Czas na Hogwarts by the Sea (part III)... Bez Bliźniaczej Liczby, buuu, bez Synka, buuu, bez Heniutki, wyśpię się... ruszamy z Gepardzicą, :), w oddelegowany Czas, Czas Studiowania o Relacjach.

wtorek, czerwca 09, 2015

1356. Zerwani

Nie ma to jak końcówkę chorowania potraktować kulturą. Od tygodnia tyle na własnych nogach nie stałam. Rekonwalescencją to się chyba nazywa. Wczoraj musiałam to szaleństwo „odpocząć”.

Świętowaliśmy. Głównie miłość i pasję.

***

Świętowaliśmy. Miłość. Pasję. Obecność.
Świętowaliśmy. Jedząc pyszne rzeczy. Też.

niedziela, czerwca 07, 2015

(1353+2). Książki chorując (III)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tylko choroba mogła mnie do tej książki doprowadzić. Dziewictwo pilchowe stracone z książką świeżutką i, podejrzewam, chudziutką. Wspomnienie filmu Pod mocnym aniołem wyraźne i dobre podkusiło mnie, więc bach! Nabyłam. Na kundla przerzuciłam. Trudno tę książkę czytać feministce. Protagonista — czy aby tylko on? Chcę wierzyć, że tylko on — to szowinista, mizogin, obleśne monstrum, niedorozwój emocjonalny, cynik, ale jednocześnie niebywały intelekt, satyryk, człowiek, o ogromnym poczuciu humoru, który z gracją, precyzją i niezłym refleksem bawi się słowami oraz niejednym tabu. Pozostałam z mieszanymi uczuciami — nie da się ukryć, ze ubawiłam się setnie czytając — czyż nie o to chodziło?

Co robić — pisanie jest ironiczne, starość jest ironiczna, kurestwo jest ironiczne. Nie tak ironiczne jak starość, ale ironiczne. Bo starość to ho, ho! Sam destylat ironii. Najprzód jej nie ma, i to długo nie ma. A potem jak już jest, to jest.

*

Króluje nad okolicą moja matka, blisko dziewięćdziesięcioletnia, pełna werwy kobieta, gotowa do walki o czystość rasy, obyczaju i gatunku.

*

Chodzić z rówieśnikiem nie było zbyt wyraźnie. Wtedy układ: on młodszy, ona starsza, on niższy, ona wyższa — nie był specjalnie popularny. Kryć się? Why not? Niezbadane są ścieżki damskiej dumy erotycznej.

*

Obie strony miały swoje zasady, ale trzymały się ich ledwo, ledwo. Jak tu toczyć bój o pryncypia, skoro pryncypia znane są po łebkach?

*

Rozmawialiśmy. O czym? Bóg raczy wiedzieć. Poza jej urodą nie mamy wspólnych tematów. Poza jej urodą i wybitnym sposobem ubierania się. Wówczas na ogół ja mówię, ona daje krótkie trafne uzupełnienia. Jest jeszcze pies. Jeśli nieustanne straszenie mnie, że następnym razem przyprowadzi to miniaturowe bydlę, nazwiemy rozmową, to proszę bardzo: rozmawialiśmy też o psie.

*

Boże, nie ma większej radości niż odkryć biust kobiety, której o posiadanie biustu się nie podejrzewa.

*

[…] strzelam aforyzmem, nadchodzę i patrzę. I nic. Tryumf poszedł się jebać.

*

Rzec można: koncepcje porządku mieliśmy całkowicie różne. Nie jedyna to zresztą była różnica. W gruncie rzeczy byliśmy małżeństwem starej daty — nic nas z sobą nie łączyło.

*

Czwarta rano nie zna litości.

Jerzy Pilch, Zuza albo czas oddalenia,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

(1353+1). Książki chorując (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czytając skrzydełko Świadka, wiedziałam, że rychło przyjdzie czas na drugą książkę tego autora. Bo ten Autor. Bo zaburzenie osobowości.

Kiedy ostatni raz czytałam coś, kształtem przypominającego powieść, dotyczącego borderline’a? Pamiętam! To było dokładnie siedem lat temu. Na przełomie maja i czerwca. Gryzmoliłam wtedy po papierze aż miło. Teraz zaznaczałam elektroniczne wersy. Zmieniłam medium, ale zapał pozostał ten sam.

Ale naprawdę przetrwałaś, bo miłość jest tak potężna, że nawet niewielka jej ilość pozwala znosić najgorsze.

*

     — Chce pan powiedzieć, że nie ma żadnych różnic między kobietą a mężczyzną?
     — Nic podobnego. Chcę tylko zauważyć, że wiele rzeczy, o których mówiłaś, nie zależy od płci. Stanowczość i siła nie są cechą tylko jednej płci. Dotyczy to też inteligencji, kompetencji czy emocjonalnej stabilności.
     — Wiem tylko jedno — podjęłam, nie zważając na jego argumenty — mój ojciec prędzej dałby się zabić, niż poszedłby do psychiatry.
     — I uważasz, że to dobrze?
     — Tak, oczywiście! Niewykluczone, że pan szanuje kobiety dlatego, że sam jest pan zbyt uczuciowy. Może ojciec miał rację, kiedy mówił, że wszyscy psychiatrzy to oszuści i pedały.
     
Ale mu dokopałam, pomyślałam zadowolona z siebie.
     — A jeśli Twój ojciec tak uważał, bo bał się swoich uczuć? Zastanawiałaś się nad tym?
     — A może to pan sam siebie oszukuje?! Ojciec był silny. Nie zadręczał się swoimi problemami. Potrafił się sam pozbierać. Był mocny. Niczego się nie bał.
     — Na tyle silny, by znęcać się nad niewinnym, bezbronnym dzieckiem? — spytał łagodnie.
     — Już to słyszałam!
     — Chcę, żebyś usłyszała to raz jeszcze. Mylisz surowość i brutalność z siłą. To bardzo łatwe, wziąwszy pod uwagę to, co przeszłaś. Ale tak czy owak, jest to błąd. Nie każda stereotypowa, męska cecha jest dobra, podobnie zresztą jak nie każda kobieca.

Raczel Reiland, Uratuj mnie. Opowieść o złym życiu
i dobrym psychoterapeucie, (przeł. Krzysztof Puławski),
Media Rodzina, Poznań 2006.

***

Zakochani mają łatwiej. Nie dlatego, że świat im sprzyja, przeciwnie, albo zazdrości, albo ostentacyjnie pokazuje, jak bardzo jest znudzony szczęściem, jak mało jest ono twórcze, jakie nudne. Mają łatwiej, przez energię, która zamienia słowo „chciałbym” na „chcę”.

*

Rozmawialiśmy o normach, o tym, kto je ustanawia, jak bezpiecznie odnaleźć się w już skonstruowanym świecie, tak by mu nie ulec.

*

     — Nie przerywaj mi. Spędziliśmy cudowny weekend i tak, teraz się rozstajemy, ale nie tylko ty zostajesz sama, ja, kurwa, też! Nie tylko ja jestem tobie potrzebny, też tutaj jestem, a ty jesteś za mnie odpowiedzialna!

*

[…] potrzebna mi bezpieczna przestrzeń, w której znajdę sobie miejsce.

*

     — Stary, zajebiście, to bardzo mądra i seksowna kobieta. — Nie laska, nie materac, nie babka, nie facetka, nie dziewczyna, Michał powiedział „kobieta”, zakochał się.

Robert Rient, Chodziło o miłość,
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2013.

piątek, czerwca 05, 2015

1353. Książki chorując (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kilka. Kilkanaście osób. Dorosłych. Rozmowy. Poważne. Niepoważne. Dorosłe. Lub mniej. Z poobiedniej drzemki budzi się trzy– czterolatek. Genialny, oczywiście, dodać należy. Od dziesiątek lat nikt już nie robi zwykłych dzieci. Staje w drzwiach. I koniec. Śladu po dorosłych nie uświadczysz. Latorośl rządzi. Matka, która jeszcze przed chwilą dawała radę w roli kobiety, żony w mgnieniu oka przeistacza się w matko-bosko-wszystko-wiedząco wywołując u niektórych odruch wymiotny. Nie pogadasz. Już. Za podajnik do zabawek też nie chcesz robić. Jeszcze. Wychodzisz. Ewakuujesz się do świata rządzonego przez istoty dorosłe.

To jest moje doświadczenie od momentu, gdy w cieniu dorosłych siadałam, gdy do świata dorosłych aspirowałam, gdy już legalnie ten świat zamieszkiwałam. Doświadczenie z cyklu makabrycznych. Doświadczenie, które jest komplementarnych do doświadczenia Autorki, która jako Mama czwórki wchodzi do pokoju i wszyscy traktują ją jak półgłówka, czy w najlepszym razie jako osprzęt pielęgnacyjno-organizacyjny. Czytałam o Jej doświadczeniu z zapartym tchem.

O tej książce dowiedziałam się w Dniu Matki, nie mając pojęcia, jak bardzo zadba o mój dobrostan trzy dni później, gdy w pociągu relacji Kraków–Warszawa nabierać będę kolorków i temperatury.

Książka wyjątkowo ciepła, pełna miłości i… z hepiendem. Książka, która pozostawiła mnie z refleksją, że kobiety, bez względu na etykietki na plecach, nie mają łatwo. Pięknie napisała Tłumaczka w przedmowie van Laak ukazuje, jak cienka granica dzieli nas „normalnych ludzi, od osób, które często z nonszalancką swobodą szufladkujemy jako margines społeczny.

Kiedy nagle brakuje pieniędzy, wprawdzie nie można sobie pozwolić na wiele rzeczy, ale można zadbać o to, by nadal było przyjemnie.

*

Dziwne, jak bardzo człowiek staje się spokojny, gdy nie ma już nic do stracenia.

*

Jeśli chodzi o samotne matki, tolerancja wynajmujących w sprawie liczby dzieci kończy się na dwójce. Szybko się o tym przekonałam, szukając dla nas mieszkania.

*

[…] jeszcze nie przyzwyczaiłam się do naszej nowej sytuacji. A tę można by określić w skrócie tak: kobiecie bez męża albo mężczyzny ufać nie wolno.

*

Kiedy kobieta opuszcza męża, zabierając ze sobą czwórkę dzieci, sprawa jest prosta: znalazła sobie kogoś nowego. Kiedy jednak tajemniczy nieznajomy nie pojawia się przez całe tygodnie, a i w szkole niewinne dzieci nie potrafią niczego powiedzieć o nowym kochanku mamy, wówczas w głowach dorosłych, związanych ze szkołą i sąsiedztwem, powoli rodzi się myśl: ona nie ma nikogo nowego, nie, odeszła od męża, bo chce się realizować. Kosztem dzieci. No i oczywiście kosztem tkwiącego w finansowych tarapatach męża.

*

Postanowiłam od teraz przyglądać się własnym uprzedzeniom. (Nie zawsze mi się to udawało). Starałam się nikogo z góry nie osądzać i dzięki temu przeżyłam niesamowite spotkania, których nigdy nie żałowałam. Jeśli jestem w podróży i mam jakieś pytanie, zwracam się z nim do szczególnych ludzi: punków, inwalidów, otyłych, bardzo wiekowych itd. — często muszą się najpierw otrząsnąć ze zdziwienia, nim udzielą mi bardzo grzecznej i kompetentnej odpowiedzi, wskażą drogę, poinformują mnie o godzinie odjazdu pociągu lub polecą jakiś sklep. Bardzo rzadko spotyka mnie przykrość, jej można się spodziewać po normalnych ludziach.

*

     — Mamo, Nadine powiedziała, że jesteśmy żulami.
     — A to dlaczego?
     — Bo u nas wszystkie dzieci śpią w jednym pokoju i nie mamy telewizora.
     — Ach tak. A ty też tak uważasz?
     — Niee, żulerskie to jest to, że kot sąsiadów sika pod naszymi drzwiami.

*

Czymże jest materia? To niesamowite, jak szybko przedmioty tracą na znaczeniu, jeśli gra toczy się o własną egzystencję.

*

Kiedy pęka jedwabna nitka, na której wisiała nasza uprzywilejowana egzystencja, wówczas nadarzają się okazje pozwalające nam zastanowić się nad naszą dawną  p o z y c j ą  w społeczeństwie i naszym ówczesnym  z a c h o w a n i e m. Ciekawe. I frapujące.

Petra van Laak, 1 kobieta, 4 dzieci, 0 kasy (prawie),
(przeł. Agnieszka Piekarowicz-Tilk),
PWN, Warszawa 2013.