
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
poniedziałek, września 17, 2018
niedziela, września 16, 2018
(3019+8). Skok w zrozumienie (II)
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ta książka jest niczym wielki słodki ptyś w cukierni. Znam takich, co porzygają się przy trzecim rozdziale. Znam takich, co za życia tej książki nie ruszą — wolą jabłecznik z antonówek.
Eklektyczna, niczym zbiór dobrych myśli, może chwilami zemdlić, więc trzeba jak z ptysiami — taktykę własną mieć: paluszkiem troszkę kremu, a może najpierw daszek z odrobiną kremu. Przekładałam kolejne rozdziały akapitami z innych książek, żeby nie zgubić smaku, żeby powoli przeżuwać, bo warto. Lubię ptysie, jeszcze niejedno sobie z tej książki wydłubię.
Jego celem [Stewarta Emery’ego] było sprowadzenie samolotu na odległość tysiąca jardów od pasa startowego na Hawajach, na pięć minut przed zakładanym czasem lądowania. Za każdym razem, gdy samolot zboczył z kursu, system dokonywał korekty. Pilot wyjaśnił, że przybędą na Hawaje na czas, mimo że „błądzili przez 90% czasu”. Emery podejmuje rozważania, stwierdzając: „Tak więc droga stąd, gdzie jesteś, tam, gdzie chcesz być, zaczyna się od błędu, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy, który staje się następnym błędem, który korygujemy. Tak więc jedynym momentem, kiedy naprawdę podążamy właściwą drogą, są rzadkie chwile, gdy zygzak przecina drogę, którą sobie wytyczyliśmy”.
*
Nigdy nie będziesz gotowy, jeśli cały czas bronisz kursu, jaki dla siebie wybrałeś. Będziesz ciągle schodzić z drogi i nigdy nie dotrzesz do celu. Jeśli jesteś stale otwarty na wskazówki, sygnalizujące ci czas na korektę, zawsze trafisz do właściwego miejsca – lub przynajmniej bardzo blisko.
*
Po wielu rozważaniach doszłam do wniosku, że jeśli ostatnio nie popełniłeś żadnego błędu, musisz coś robić źle. Nigdy nie dolecisz na Hawaje! Nawet nie wystartowałeś z lotniska! Nawet nie oderwałeś się od ziemi! Niczym nie ryzykujesz — nie cieszysz się też „dobrem”, które może ci zaoferować życie. Cóż za marnotrawstwo!
*
[…] poradzisz sobie ze wszystkim, co się wydarzy po podjęciu decyzji.
Patrz uważnie na wskazówki, które mówią, że schodzisz z kursu, i zacznij układać plan, jak skorygować sytuację.
Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

[…] niepotrzebnie się martwisz. Naprawdę nie masz nic do stracenia, a raczej możesz coś zyskać, niezależnie od tego, jakich wyborów dokonujesz lub jakie działania podejmujesz w życiu.
*
To wszystko jest wspaniałą przygodą, niezależnie od tego, co wybiorę.
Naprawdę znam ludzi, którzy tak myślą, […] żyją w świecie, w którym nie ma przegranych.
*
[…] jesteś w sytuacji, w której nie możesz przegrać. Co to za plusy? Są to możliwości przeżywania życia w nowy sposób, uczenia się i rozwoju, określenia, kim jesteś i kim naprawdę chciałbyś być i co chciałbyś w życiu robić. Każda droga jest pełna możliwości – niezależnie od tego, jaki będzie wynik.
*
Wiedz, iż istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdy zaczniesz ryzykować i dorastać, ludzie znaczący w twoim życiu będą stawiać opór. […] Kiedy zaczniesz kołysać łodzią, ktoś na pewno każe ci usiąść. Nie powinieneś czuć się zaskoczony, zdziwiony czy niesprawiedliwie oskarżony. W ten sposób ludzie bronią własnego poczucia bezpieczeństwa. Często nawet nie zdają sobie z tego sprawy. W ich umyśle te napomnienia i uwagi wydają się całkowicie usprawiedliwione, wręcz: „dla twojego dobra”. Ważne, żebyś ty wiedział, co się dzieje.
*
Dzieci są mistrzami manipulacji. Wierz mi: to dzieci najczęściej żerują na naszym poczuciu winy. Rodzice mają własny styl działania. Zwykle poniżają nas w sposób słodki i subtelny, mówiąc na przykład: „Kochanie, czy na pewno możesz tak postąpić? Wiesz przecież, że nigdy nie umiałaś być samodzielna” albo: „Kochanie, lepiej dobrze się zastanów […]”. Albo: „Ostatnio stajesz się egoistką. Zupełnie cię nie poznaję”.
(tamże)
sobota, września 15, 2018
3025. Płoty Sadownika
Sadownik:
Coś ci pokażę…
(skręca w nieznaną Jabłoni uliczkę)
…patrz na płot po prawej.
Jabłoń:
(patrzy, Sadownik jedzie powolutku,
patrzy, a potem wyje z zachwytu)

Sadownik & Jabłoń:
(pojechali do siebie)
Jabłoń:
(z refleksem klatki schodowej)
Będziemy musieli tam jutro wrócić, by zrobić zdjątko.
Sadownik:
(uśmiecha się szelmowsko)
Kto musi, ten musi.

Jabłoń:
(po chwili)
Ja mam jeszcze zające do zrobienia.
Sadownik:
Już je zrobiłem.

fot. Sadownik (wszystkie).
3024.
latami. patrzyłam na ciebie… nie widziałam.
latami. słyszałam ciebie… nie słuchałam.
dziś. patrzyłam w twe oczy, chciałam zobaczyć
z czym masz teraz kontakt? co cię prowadzi?
czym jest to coś, z czym się mierzysz?
dziś. patrzyłam. widziałam. czułam.
potem. przetarłam lustro. i fru w dzień.
3022. Koniecznie!
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Audycja. Przez przypadek oczywiście — jej powtórki jakiś czas temu słuchałam trupem, dochodząc do siebie po rehabce. Z każdym kolejnym pytaniem, z każdą kolejną odpowiedzią dojrzewałam do decyzji: muuuuuszę to przeczytać!
Mylimy się, ignorując świadectwa kobiet i że one mogą mieć rację. […] Kobiety przez lata musiały radzić sobie bardziej z nadużyciami, z uprzedzeniami, podczas gdy mężczyźni nigdy nie mieli takiego problemu. Poza tym, to straszne, ale kobiety są przyzwyczajone do życia w patriarchalnym społeczeństwie. Są przyzwyczajane do widzenia mężczyzn na szczytach list bestsellerów, do tego, że to mężczyźni cieszą się uwagą krytyków, wygrywają nagrody. […] Kobiety są bardziej szczodre w społeczeństwie niż mężczyźni, ale też mają więcej władzy, dlatego że muszą znosić to wszystko. […] Ale ponieważ kobiety musiały przez lata radzić sobie z tymi nadużyciami, to mają szersze perspektywy niż mężczyźni.
*
[…] w czytaniu uwielbiam to, że to jest indywidualne doświadczenie.
Moje doświadczenie z książki jest wyłącznie moje.
Oczywiście, autor zaprosił mnie do uczestnictwa,
ale to, co ja z tego wyciągam, to jest wyjątkowe i tylko moje.
// Daniel Mallory w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.
Potem polowałam, święcie przekonana, że poluję na kryminał. Zaczęłam czytać jako kryminał i dopiero pod koniec zaczęłam zadawać sobie pytanie: to jest kryminał? na pewno? Okazało się, że straciłam thrillerowe dziewictwo. Nie mogłam się oderwać. Czy można napisać książkę o rangach (znaczący termin w psychologii procesu), nie używając słowa ranga? Można! To jest książka o przywilejach, jakie mają mężczyźni, zdrowi ludzie, i trudnościach, które są doświadczeniem tych, którzy nie są mężczyznami lub nie są zdrowi.
— Świat to piękne miejsce — oświadcza i mówi to poważnie; poznaję po głosie. Chwyta moje spojrzenie i nie wypuszcza go. — Nie zapominaj o tym. — Odchyla się na krześle i gasi papierosa w miseczce. — I niech ci nie umyka.
*
— A za czym konkretnie tęsknisz? — pyta po chwili.
Tego się nie spodziewałam.
— Za… — zaczynam, licząc, że zdanie samo się skończy.
I wtedy wylewa się ze mnie jak potok, jak woda z pękniętej rury albo przerwanej tamy.
[…] — Za twoimi bajkami na dobranoc. – Bohaterki dawały książętom kosza, bo wolały robić doktorat.
*
Dwa dni zbierał się, żeby do mnie oddzwonić. Szuka drogi ucieczki.
*
Przypomina mi się doktor Brulov z Urzeczonej: „Moja droga, nie możesz wciąż uderzać głową o rzeczywistość i powtarzać, że wcale jej tu nie ma”.
*
Sztuka polega na oddychaniu. Oddychaniu cały czas.
Oddycham. Cały czas.
*
— Wiem.
— Nie wiesz.
— No to wyobrażam sobie.
*
— Tatusiu, zaśpiewasz? — poprosiła. Zawsze tak miała, że wolała prosić, niż rozkazywać. Niezwykłe u dziecka. Myślę czasem, że w ogóle niezwykłe, u każdego.
*
— Niesamowite, prawda? — zauważa Bina. — Kiedy Internet mówi, że ktoś nie istnieje.
*
Stoję i się waham, drżę jak płomień. Czy ufam samej sobie?
Mimo wszystko tak.
*
— Nie wydaje ci się, że reagujesz paranoicznie?
Chce coś dodać, ale mu nie pozwalam.
— Nie można mówić o paranoi, jeśli coś dzieje się naprawdę.
*
— Nie to, że ci nie wierzę. Tylko że…
— Masz pojęcie, jakie to frustrujące?! — krzyczę.
Milknie.
— Widziałam, co się stało.
A.J. Finn, Kobieta w oknie,
przeł. Jacek Żuławnik, W.A.B., Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Przeciskam nazwę ulicy przez gardło, jąkając się. […] Sylaby potykają się w ustach, jakby mój język był progiem zwalniającym. […] Nic mi nie jest. — Starannie składam słowa jak origami. […] Popijam wodę spływającą mi do gardła, przemywając słowa, które wzbierają we mnie i wylewają się między wargami. […] Słowo rozpycha się łokciami wśród innych słów i wytacza się z ust. […] Imię pęcznieje mi w ustach i wypływa z nich, zanim zdążę je połknąć. […] Zegar szafkowy zbiera się w sobie i bije trzy razy. […] Rzucam mięsem. Klnę po raz pierwszy od kilku dni. Badam fakturę przekleństwa, delektuję się jego smakiem.
(tamże)
piątek, września 14, 2018
czwartek, września 13, 2018
środa, września 12, 2018
3019. Skok w zrozumienie
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — słyszę tę mądrość „ludową” i dostaję szału w imieniu swoim, w imieniu nieuleczalnie lub terminalnie chorych i pytam: naprawdę w to wierzysz? czy będziesz tak samo mądry, gdy opuszczą cię młode zdrowe lata i dopadnie długoterminowe coś? naprawdę?
Ludziom przydarzają się różne rzeczy, choroby na serio i długo też. Na tym polega też człowieczy los, nawet jeśli rządy, wróżki i telewizyjne kanały modowe usiłują wmówić ci, że jeśli tylko będziesz chciał, jeśli tylko mocno się postarasz, będziesz zawsze młody, piękny i mądry.
Jesteś odpowiedzialna za swoją chorobę — nie wiem, czy autorzy tych słów (a było, sic!, jest ich wielu) mieli na myśli to, co dziś odkryłam (na swoje potrzeby po gospodarsku słowami przykułam do rzeczywistości), ale już wiem, że: tak, jestem odpowiedzialna za sposób, w jaki przeżywam swoją chorobę; za to, co robię i za wszystko to, czego nie robię, chorując i zdrowiejąc.
*
Dawno, dawno temu miałam w papierzu książkę tej Autorki. Dawno, dawno temu pożyczyłam tę ważną dla mnie książkę, ważnemu dla mnie człowiekowi. Nie wiem, czy przeczytał. Wiem, że nie oddał. Gdy dwa dni temu napatoczyłam się na kolejną książkę tej Autorki, po raz pierwszy w ibuku i po raz pierwszy w nieprzyzwoicie niskiej cenie — nie zastanawiałam się ani chwili.
Dziś dzień-marzenie: leje, pada lub siąpi prawie non stop, a my nie musimy się ruszać z werandy. Wskakuję w tę książkę między rozdziałami kryminału, na który polowałam dość długo. Cenny ten dzisiejszy skok.
Przyjmowanie pełnej odpowiedzialności za sposób przeżywania życia jest procesem długotrwałym, wymagającym praktyki. Chodzi tylko o to, żeby zacząć.
*
Miłość i siła są nierozłączne — taka jest prawda. Kiedy ktoś jest silny, może naprawdę uzewnętrznić swoje uczucia. Bez poczucia siły miłość ulega zniekształceniu.
*
Jak powiedział pewien stary mędrzec: „Droga jest gładka. Dlaczego rzucasz sobie pod nogi kamienie?”.
Susan Jeffers, Mimo lęku, przeł. Maria Veith,
Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)
wtorek, września 11, 2018
(543+2474). Nawiń se chuja na różaniec
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wybrać cytaty z drugiej. Wybrać z trzeciej. Sprzyjające warunki: w końcu ciut chłodniej, wieje i popaduje. Druga, trzecia, bo… świeżutki Tochman już skończony i czeka na swoją kolej.
Świeżutki? Nie tak bardzo. Część reportaży wyjęta z Bóg zapłać (Czarne, 2010). Dokładnie nie sprawdzę, bo do ula setki kilometrów, a sama pamięć, gdzie książka w papierzu stoi nie pomaga zbyt mocno. To jeszcze jeden argument za ibukami.
Świeżutki? Nie bardzo. Lekki niesmak, że w podczytniku informacji na ten temat brak.
Świeżutkie za to obrzydzenie do polskiego katolicyzmu, którego wyznawcy sprawiają wrażenie jakby cierpieli na religijną wersję syndromu sztokholmskiego — ot taka nasza narodowa innowacja. Brzydzę się dziś katolikami, a szczególnie katoliczkami… Dlaczego? Bo kobiety mogą zmienić czarną mentalność, której wiara myli się z władzą… wystarczy, że wyjdą z kościołów — jest ich więcej niż piotrowiczów, biskupów zamiatających pod dywan i betonowo-marmurowych janów pawłów, pomników patrona polskich pedofili w koloradkach. Zbyt wielu ludziom wpojono, że ksiądz to synonim słowa książę.
Czy branie odpowiedzialności za osiemnastolatka oznacza podejmowanie za niego decyzji: nie idź! Czy można kogoś w takiej decyzji wyręczyć? Powiedzieć: stój, nie ratuj!
[…]
Tamten ranek wraca nocami? Jeść trudno? Uczyć się? Modlić? Nie wolno o tym mówić? Czuć? Nazywać spraw po imieniu?
Ani słowa. Cisza.
*
Świat istnieje, co niektórych irytuje, budzi w nich złość.
*
Następni wychodzą? Ze strachu? Słowa nie zakażają. Nic wam nie grozi. Stójcie! Mam pytanie: czy każdy z waszych bliskich mógłby przyjść do was i powiedzieć o swojej największej tajemnicy?
*
Seks innych to przecież moja sprawa. Będę oceniał, sądził, brzydził się. Brzydzisz się, to dlaczego dupy innych tak cię obchodzą? Jakże skwapliwie ludzie badają cudze życie — pisze Święty Augustyn – a jak opieszale zabierają się do naprawiania swojego. Dlaczego ocenianie innych, sądzenie ich, tak ci jest, człowieku, potrzebne? Cóż warte byłoby twoje życie, gdybyś nie osądzał innych?
Wy, dobrzy katolicy, patrząc na człowieka z piętnem, myślicie o sobie: jesteśmy od niego lepsi, poukładani, moralni, uczciwi, czyści. My, dobre żony, kochający mężowie, troskliwe matki, ojcowie — wszyscy gotowi jesteśmy na zbawienie. Panie Jezu, bierz nas prosto do nieba! Hurtem nas weź!
*
Pchają się wam do głów stereotypy, gotowe schematy, matryce, już zajmują ustalone z góry pozycje, już są gotowymi argumentami do oceny, sądu, skazania?
*
Chrystus dałby mu zapewne numer swojej komórki. Biskupia komórka jest tajna.
Wojciech Tochman, Wściekły pies,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

*
Trzeba dbać o siebie, nawet gdy jest już z tobą całkiem źle. Im bardziej się zaniedbujesz, tym bliżej ci do śmierci.
(tamże)
(3004+11+1). Trzecia
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wszystko zaczęło się od przypadku. Wpadłam na audycję i przepadłam. Sześć dni po premierze trzeciej wydłubałam cytaty i zaczynam czekać na czwartą — będzie za dwa lata?
Po tych książkach polska zima nie wydaje się groźna, nawet jeśli będzie bardzo mroźna.
— Dlaczego wracasz? — zapytam.
— Bo nigdy naprawdę nie wyjechałam — odpowie. — […] Wszystkie dzieci stąd wiedzą, że jak Ann za czymś stoi, to wszystko się uda. Ona potrafi być tym dorosłym, któremu się ufa. Ja też jej ufam. Ta kobieta nie pracuje w domu dziecka. Ona jest domem dziecka.
*
Nigdy nie mam gotowego planu. Nie daję się zranić, czekam, nigdy się nie narzucam.
*
A jeśli nie mogłeś być dzieckiem, to skąd masz wiedzieć, kim jesteś jako dorosły? […] Ciężko oczekiwać od rodziców, że będą dobrzy w swojej roli, skoro od pokoleń nie mają żadnego wzorca. Dzieci potrzebują pomocy, to jasne, ale szczególnie potrzebują jej dorośli.
*
Tu każde imię coś znaczy. Dzieci nazywane są na cześć zmarłych, którym w ten sposób przedłuża się życie. Zapomnieć imię to zaprzeczać, że ktoś istniał.
*
Mówienie o tym, co się stało, to ważny element procesu dochodzenia do siebie.
*
— Całe życie byłaś uparta? — zapytam.
— Tak. Dzięki temu wygrałam własną wojnę.
*
Nierówności mają ogromne znaczenie, ponieważ lepiej czuję ciało, panuję nad nim, zachowuję równowagę. Kiedy przyjeżdżam do dużych miast, gdzie wszędzie jest asfalt, w ciele pojawia się niepokój, bolą mnie kości i stopy, nie mogę chodzić tam, dokąd chcę, tylko tam, gdzie wolno.
*
[…] nie umiałabym rozmawiać o uczuciach w obcym języku, bo czuję po grenlandzku. My myślimy obrazami. Nie widzimy słów, ale sceny, widzimy wszystko dosłownie, więc często jeden komunikat jest dla nas wieloznaczny. Niektórych rzeczy nie jesteś w stanie wyrazić po duńsku, dlatego że słowa masz w sercu.
*
Przez nadmierny racjonalizm tracisz kontakt z własnym otoczeniem. Im bardziej usuwasz siebie z ciszy, tym bardziej wyrzekasz się swojego zbiorowego ja.
*
— Zawsze powtarzam, że jeśli w kogoś celujesz — mówiąc to, układa dłoń jak pistolet, z jednym palcem wymierzonym w moją stronę — pamiętaj, żeby trzema palcami mierzyć w siebie.
*
Teraz jestem bardzo szczęśliwy. Ale przeszedłem piekło, żeby tu dotrzeć.
*
— Jesteśmy cisi, ale to nie oznacza, że jesteśmy słabi. Po prostu mówimy z innego miejsca w ciele.
*
Silni będziemy tylko wtedy, gdy nauczymy się wykorzystywać różnice w dobrej wierze, nie działając na oślep.
*
Na początku lód przeraża. Chodzi się po nim jak najlżej, starając się unosić nad wkładkami w butach, żeby nie naciskać, mimo że obok przejeżdżają samochody. Później dociera do ciebie, że w tym krajobrazie jesteś tylko martwym pikselem, że morze nawet cię nie zauważa, więc przestajesz się bać. Po kilku tygodniach chodzenie po wodzie staje się obsesją nieumiejącego pływać. Na lód wraca się szukać szczelin i grzebać w nich palcami.
*
Rozmawiamy mieszanką języków, mróz dodatkowo przeciąga zdania, skleja z zimna morfemy, dzięki czemu nie wytraca się ciepła na przecinki. Dużo w tej rozmowie pożytecznej ciszy.
Ilona Wiśniewska, Lud. Z grenlandzkiej wyspy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.
(wyróżnienie własne)
(3004+11). Druga
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Są książki lekkie, łatwe i przyjemne. Są trudne, wymagające, które czytam długo i na raty. Są takie, które we mnie wsiąkają lub w które ja wsiąkam. Są również takie, które muszą się we mnie ułożyć, poruszenie wewnętrzne, które wywołują, potrzebuje zagospodarować się, są przeżywane dużo dłużej niż dzień bądź dwa po przeczytaniu ostatniego zdania. Do takich książek należą te Ilony Wiśniewskiej — każda inna, ale efekty działania podobne: obcujesz z tajemnicą i ciszą w sobie — zazdroszczę ci, jeśli te książki są przed tobą.
Tę skończyłam w zeszłym tygodniu, trzecią też już przeczytałam — wciąż we mnie są, zamyślają mnie.
Nie ufamy tym, którzy krzyczą. W naturze człowiek jest cicho.
*
Badania potwierdzają, że zdrowie nie pochodzi z kwasów omega-3 czy z antyoksydantów, ale z tego, jak się człowiek ma sam ze sobą, ze swoimi przekonaniami, językiem i wierzeniami.
*
[…] czytam w książce, że najbardziej oszałamiającym doświadczeniem w naturze jest dla niej niespodziewany widok klucza wędrownych ptaków i ich odgłos. Nie widzi ich w momencie, kiedy przelatują, a kiedy już je dostrzega, są daleko. To wtedy czuje, jakby dotykała jakiejś tajemnicy, i za każdym razem upuszcza wszystko, co akurat trzyma w dłoniach. To właśnie dlatego, żeby zatrzymać to wrażenie, Regine Juhls robi biżuterię.
*
Regine uważa, że poznanie tundry wymaga tysięcy kroków w samotności i pokory, której szczęśliwymi posiadaczami są tylko zwierzęta.
[…] Zima jest dobra, mimo że trwa osiem miesięcy. Trzeba się jej po prostu nauczyć.
*
W języku saamskim jest osiem pór roku. Przedwiośnia i podjesienie mają tu swoje pełnoprawne nazwy, jak zaklęcia wyszeptywane przez noaidich w krwawiące rany. Giđđadálvi — przedwiośnie, giđđa — wiosna, giđđageassi — wczesne lato, geassi — lato, čakčageassi — podjesień, čakča — jesień, skábma (albo w innej wersji čakčadálvi) — przedzima, noc polarna, dálvi — zima.
*
Mari [Boine] wie, że jej matka do końca życia nie mogła się pogodzić z tym, że córka joikuje. Ojciec potępiał wszystko, co robiła, i do śmierci nie zmienił zdania. […] Życie bez rodziców było wyzwoleniem. Po śmierci stali się jej o wiele bliżsi.
*
[…] kończy słowami: „Oddychamy […]. To jest tchnienie naszego życia. Nie wierz dłużej, że jesteś gorszy. Nie wierz dłużej w kłamstwa, które kradną ci życie”. Mari powtarza często, że wściekłość to wspaniała siła napędowa.
*
Pod koniec lat siedemdziesiątych Boine […] nagle zaczęła zadawać sobie pytania, czego się wstydzi i czy rzeczywiście musi.
*
Tradycyjnie wierzono, że w zorzy tańczą po śmierci stare niezamężne kobiety, wysuszone dziewice, które nie zaznały w życiu lepkiej przyjemności. „Ona jest już tak stara, że niedługo skończy w zorzy” — mawiało się.
*
ELLEN ANNE: To jest czczenie. Nie czci się kogoś, kogo się nie kocha. Dobre emocje nie mogą być grzechem.
PRZYJEZDNA: Czyli teoretycznie można by joikować Jezusa?
ELLEN ANNE: Nie. Joik to joik. Wychwala się to, co widać.
*
[…] jeszcze ktoś inny napisał wielkimi, białymi literami IT’S NOT DOWN ON ANY MAP. TRUE PLACES NEVER ARE, a na tylnej ścianie Husegårdenu, tam gdzie coś tłucze od miesiąca, jest biały mural EVERYTHING IS A STORY.
*
Svein Harald wierzy, że to domy znajdują ludzi.
*
W fazie przygotowań zamiast opowiadać każdemu, co chciałby zrobić, Pøbel po prostu to zrobił.
Ilona Wiśniewska, Hen. Na północy Norwegii,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.
(wyróżnienie własne)

*
Arvo Pärt, Fur Alina, 1976.
*
Mari Boine, Idjagiedas (In the Hand of the Night), 2009.
poniedziałek, września 10, 2018
niedziela, września 09, 2018
sobota, września 08, 2018
3010. Dzień 2. (kudłaty suplement)
piątek, września 07, 2018
3008.
można darzyć kogoś miłością i jednocześnie nie chcieć się z nim spotykać. dopuścić do siebie ten paradoks — uznać prawdę, którą kryje — to pozwolić, by bardzo stare rany zaczęły się goić. pozwolić sobie na niego, to zacząć nową przygodę życia.
czwartek, września 06, 2018
środa, września 05, 2018
3004. Pierwsza
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Okładki pierwszej i drugiej przez lata obijały mi się o oczy — nie porwały, nie przyciągnęły, odepchnęły na potem. Przez przypadek trafiłam na audycję à propos trzeciej i już wiedziałam, że muszę — przez wiele emocjonalnych ‘u’ — przeczytać wszystkie trzy, że potrzebuję je czytać w kolejności, jak powstawały.
Pierwszą, tę książkę, skończyłam w niedzielę, ale pracowała we mnie, nie pozwalając zająknąć się na jej temat, bo jak. Musiałam poczekać, aż wyklaruje się klucz, według którego można wybrać cytaty (nie przepiszę przecież połowy książki!). Ta książka jest piękna, wspaniała i magiczna. Spotkacie w niej niesamowitych ludzi, ale jest również jedną z niewielu książek, przy której jesteście ciekawi również tej osoby, która czyta tę książkę, jej reakcji, marzeń, postanowień, pozostaniecie w głębokim i delikatnym zadziwieniu, co uśmiecha ją w środku — pozostaniecie na długo.
Jestem w połowie drugiej. Trzecią, dziś była jej premiera, już mam na czytniku.
Wiedziałam, że muszę na północ, a Longyearbyen — największa osada na wyspie — leżało możliwie najdalej. Arktyczne lato było chłodniejsze od tego europejskiego o jakieś trzydzieści stopni, więc dało się zebrać myśli.
*
„Czy bez problemu kupujesz produkty w Svalbardbutikkenie?” Nie.
„Czy możesz łatwo czytać norweską prasę?” Nie. No, może z wyjątkiem prognozy pogody i nekrologów.
„Czy swobodnie oglądasz główne wydanie wiadomości w norweskiej telewizji?” No nie. To znaczy oglądam swobodnie, tyle że w tym czasie słucham Trójki.
*
Grzbiet lodu oddycha jak żółw zmęczony dźwiganiem świata. W górę i w dół. Śpi mocno, bo co jakiś czas drga bezwiednie. Skuter pędzący mu po karku osiemdziesiąt kilometrów na godzinę to nie więcej niż lekkie swędzenie.
*
Koniec świata to dobry początek.
*
Z psami jest łatwiej, bo nie zadają zbędnych pytań.
*
Marcela nie marnuje czasu na strach. Jest tu i teraz. Nie przewiduje złych scenariuszy.
*
[…] to bezpieczne ciepło w hytcie, które Norwegowie nazywają kos, a wymawiają „kus”. Kus oznacza wszystko, co kojarzy się z domem, ciszą, smacznym jedzeniem i miłością. Jak uczucie, kiedy się wchodzi z zimnego do domu, gdzie pachnie kąpielą i miękką skórą. To jest o wiele więcej niż przytulnie. Trudno to w ogóle przetłumaczyć. Kus i hytta są nierozłączne, a im dalej od cywilizacji, tym to nieprzetłumaczalne odczuwa się mocniej. Kus wyklucza samotność. Wyklucza więc też strach.
*
Jak sobie odgryziesz ogon, to przeżyjesz, ale na zawsze pozbawisz się równowagi.
*
I tak siedzimy w milczeniu. To jest jedna z tych chwil, kiedy buduje się swoje najlepsze wspomnienia.
*
Wystarczy, że coś postanowi. Reszta dzieje się sama.
Ilona Wiśniewska, Białe. Zimna wyspa Spitsbergen,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
(wyróżnienie własne)

3003. Fajnie być dorosłym
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wnuk Białego Kruka od poniedziałku wpadł w tryby polskiej edukacyjnej machiny. Jak opowiedział Białemu Krukowi, a Biały Kruk Jabłoni, niesamowite wrażenie zrobił na nim pierwszy obiad na szkolnej stołówce:
— Dziadku, nas tam traktują jak dorosłych!
Chodziło o to, że dziewczynka, która przed wnukiem stała w kolejce, powiedziała, że nie chce surówki i… nie nałożono jej surowizny na talerz, co wprawiło wnuka w poznawczy dysonans.
Przywilejem dorosłych, powiedziałabym zdrowych dorosłych, jest to, że naprawdę mogą jeść, co chcą. Ba, nie tylko jeść. Ponieważ jednak mając przywileje, zwykle jesteśmy na nie ślepi i wydaje nam się oczywiste, że tak skonstruowany jest świat, że nam się należy i już — trzeba dziecka, które widzi tę jawną niesprawiedliwość i nieoczywistość.
3002. Magia liczb
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Sadownik uwielbia wywoływać lekką towarzyską konsternację. Wieloletni hicior w tym zakresie dotyczy zastosowania liczebnika porządkowego podczas przedstawiania komuś Drzewka:
— A to moja pierwsza żona.
Jabłoń nie może zaprzeczyć, że uwielbia patrzeć (podobnie jak Sadownik) na to, jakie ludzkie reakcje (fantazje) wzbudza to zdanie.
Dziś Jabłoń była świadkiem hiciora nad hiciorami, którego nie znała, bo nie wymaga jej obecności. Ten hicior deklasuje powyższy. Pan Ciasteczko vel Sadownik-dzień-przed-urlopem do kogoś przez telefon w kwestiach zawodowych kończy prywatą, że urlop już tuż, tuż, że na łonie rodziny; rodziny reprezentującej określony model:
— Moja rodzina to 2 + 4.
Jabłoń oniemiała, przechodząc obok. Po skończonej rozmowie Sadownik był zdziwiony, że Drzewku nic się nie zgadza, przecież to oczywiste, że: 2 + 4 (łapy).

wtorek, września 04, 2018
3001. mam dość
przychodzi moment, że masz dość. i wtedy, niczym z nieba, spada taka dziewczynka. potraktuj konia jako metaforę trudności, która cię powaliła. poszukaj takiej dziewczynki w sobie.
przyszedł taki moment. przy piędziesiątym sto drugim oglądaniu wypatrzyłam i psa, i kota.
Innovative Little Girl Finds Way Back on Horse, 28.07.2018.
Addie and her sister Sara were out riding and they needed water so Addie hopped off her horse, got water and was working out how she was going to get back on. The video was taken from our kitchen window unknowing to the girls.
niedziela, września 02, 2018
3000. Czas małych podsumowań
Jabłoń:
Nie uwierzysz, na blogu jest już 2999 wpisów.
Sadownik:
Jestem ciekaw, który znacznik ma najwięcej wpisów.
Jabłoń:
(klik, klik i czyta)
Na pierwszym miejscu: ibukologia stosowana.
Sadownik:
(rechocze)
To mnie nie dziwi.
Jabłoń:
Ale nie zgadniesz, co jest na drugim: dialogi,
na trzecim: psychologia procesu w moim życiu,
na czwartym: miłośnie
i na piątym (założycielka): Kudłata.
sobota, września 01, 2018
2999. W duecie
Sadownik & Jabłoń:
(zmierzają ku siłowni)
Jabłoń:
(w zachwycie)
Jak ja się cieszę, że idziesz ze mną!
Sadownik:
(udaje stetryczałego)
To przynajmniej jedna osoba jest zadowolona.
2998. Nie sięga jej czas
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Edmund Brundish otrzymał tę książkę od Florence Green w filmie Księgarnia z marzeniami (tu w obrazku do piosenki Florence ją pakuje, 1min:17sek). W ten sposób prawie tydzień temu przytargałam do ula kolejną potrzebę przeczytania książki. Właśnie ona, ta książka, miała swoją premierę w 1953 roku i (niesamowite) nic a nic się nie zestarzała. Sześćdziesiąt pięć lat później wciąż brzmi okrutnie proroczo. A ja rozumiem, dlaczego pan Edmund się w niej zaczytywał.

kadr z filmu Księgarnia z marzeniami, fot. źródło.
— Siadaj, Montag. Siadaj i patrz. Delikatnie, jak płatki kwiatu. Podpal pierwszą kartkę, potem drugą… Zmieniają się w czarne motyle. Piękne, prawda? Zapal trzecią kartkę od drugiej i dalej już pójdzie samo, rozdział po rozdziale, wszystkie te głupstwa wyrażone w słowach, wszystkie fałszywe obietnice, zużyte idee i skompromitowane filozofie.
*
— Nie mieszać cię do tego? Proszę bardzo. Ale jak mam siebie do tego nie mieszać?! Nie można wiecznie do niczego się nie mieszać. Od czasu do czasu powinniśmy się w coś angażować. Czymś przejąć. Ile czasu minęło, odkąd na serio się czymś przejęłaś? Czymś ważnym? Czymś prawdziwym?
*
— Jak to jest — zapytał za którymś razem przy zejściu do metra — że mam wrażenie, jakbym znał cię od lat?
— To dlatego, że pana lubię — odparła — i nic od pana nie chcę. I dlatego, że się znamy.
*
— […] Mówią, że jestem aspołeczna. Nietowarzyska. Właściwie to dziwne, bo tak naprawdę to ja jestem bardzo towarzyska. Chyba wszystko zależy od tego, jak rozumieć towarzyskość, nie uważa pan? Dla mnie to oznacza rozmawianie o takich rzeczach. — Zagrzechotała trzymanymi w garści kasztanami, wyzbieranymi z podwórka. — Albo o tym, jaki świat jest niezwykły. Przyjemnie jest być wśród ludzi, ale nie wydaje mi się, żeby towarzyskie było zbieranie mnóstwa dzieci w jednym miejscu, a potem zamykanie im ust.
*
Zauważył pan, jak często w naszych czasach ludzie krzywdzą innych?
— Mówisz, jakbyś była bardzo stara.
— Czasem czuję się prastara.
*
W miarę jak szkoły produkowały coraz więcej biegaczy, skoczków, wyścigowców, majsterkowiczów, łapaczy, chwytaczy, lotników i pływaków zamiast egzaminatorów, krytyków, mędrców i obdarzonych wyobraźnią twórców, słowo „intelektualista” zasłużenie stało się obelgą. Zawsze boimy się tego, co nieznane.
*
Zamek błyskawiczny zastępuje guziki i człowiekowi nagle ubywa czasu na myślenie przy ubieraniu się o świcie, w godzinie filozofii i melancholii.
*
— Posłuchaj — przemówił łagodnie staruszek. — Zachowaj spokój. Wiem. Rozumiem. Boisz się popełnić błąd. Więc się nie bój. Na błędach też można się uczyć.
*
Staruszek pokiwał głową.
— Kto nie buduje, ten pali. Historia stara jak świat i młodociani przestępcy.
— Czyli taki właśnie jestem.
— Po części wszyscy tacy jesteśmy.
*
Już w tej chwili czuł, że stoi u początku wielkiej podróży, wielkiego porzucenia, wielkiego odejścia od swojego poprzedniego „ja”.
*
Nie, nie, drogi panie, to nie książek panu brakuje, tylko czegoś, co można znaleźć w różnych miejscach: na starych płytach gramofonowych, w starych filmach, u starych przyjaciół; należy tego szukać w naturze i w sobie samym. Książki były zaledwie jednym z wielu rodzajów naczyń służących do przechowywania rzeczy, o których baliśmy się zapomnieć. Nie mają w sobie nic z magii. Magią było to, co mówiły; było nią to, w jaki sposób zszywały skrawki wszechświata w skrojone na naszą miarę okrycie.
*
— Ja nie mówię o rzeczach jako takich, proszę pana — tłumaczył Faber. — Mówię o ich istocie. Siedzę tutaj i wiem, że żyję.
*
— Próbowałem sobie przypomnieć! I nic!
— Nie próbuj. To samo przyjdzie, kiedy będzie potrzebne.
Ray Bradbury, 451 stopni Fahrenheita, przeł. Wojciech Szypuła,
Wydawnictwo MAG, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Wszystko ma swój czas. Tak. Jest czas burzenia i czas budowania. Tak. Czas milczenia i czas mówienia. To wszystko prawda. Ale co jeszcze? Co jeszcze? Coś, coś…
*
Cisza opadała wraz z przesianym pyłem, a oni mieli tyle czasu, ile tylko zechcą, żeby się rozejrzeć, ogarnąć rzeczywistość tego dnia i przyswoić ją sobie wszystkimi zmysłami.
*
„Nie cierpię Rzymianina o nazwisku Status Quo!”, wołał. „Chłoń otaczające cię cuda”, powtarzał. […] Oglądaj świat. Jest bardziej niezwykły od wszystkich marzeń wytwarzanych i kupowanych w fabrykach. Nie proś o gwarancje. Nie oczekuj bezpieczeństwa, takie zwierzę nigdy nie istniało.
*
— Dziadek mawiał, że każdy, kto umiera, coś po sobie zostawia: dziecko, książkę, obraz, wybudowany dom, postawiony mur, uszyte buty. Zasadzony ogród. Zostawiasz coś, czego twoja ręka dotknęła w taki sposób, że twoja dusza ma dokąd odejść po śmierci, i kiedy ludzie patrzą na to coś, na posadzone przez ciebie drzewo czy kwiat, ona tam jest. Nie jest ważne, co dokładnie zrobiłeś, tłumaczył dziadek; liczy się to, że przetworzyłeś jakiś obiekt, przemieniłeś go ze stanu przed twoim dotykiem w inny, nowy stan, który w jakiś sposób cię przypomina i trwa już po tym, jak odsuniesz ręce. Różnica między człowiekiem, który po prostu przycina trawnik, a prawdziwym ogrodnikiem polega na dotyku, mawiał. Przystrzygacz mógłby w ogóle nie istnieć; ogrodnik będzie tam obecny przez całe życie.
*
Ale to właśnie jest w człowieku najpiękniejsze: nigdy nie jest aż tak zniechęcony ani aż tak zdegustowany, żeby się poddać i nie spróbować jeszcze raz, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, jakie to ważne i jak bardzo warte zachodu.
(tamże)
piątek, sierpnia 31, 2018
2997. Z męskiej piersi ściągnięte wprost
Młody człowiek na siłowni miał koszulkę z takim znakiem.
Uśmiechnął mnie.

Spodobał mi się. Kupiłam.
Nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła czegoś od siebie.

*
Sadownik:
(skomentował głośno)
S T I L L
UNDER
CONSTRUCTION
*
Jabłoń:
(wiele godzin później z dumą, bo ceni sobie zmianę)
FOREVER
UNDER
CONSTRUCTION
2996. Prezentu okolice
Sadownik:
Możemy iść tędy lub tamtędy.
Jabłoń:
To tędy.
Sadownik:
Jak pójdziemy tamtędy, to mogę ci pokazać
coś na prezent bożonarodzeniowy dla mnie.
Jabłoń:
Tędy, już mam wymyślony dla Ciebie prezent.
(nabrała trzy świąteczne hausty milczenia w usta)
Sadownik:
(po jakimś czasie w windzie)
Jak mi kupisz karnet na siłownię z trenerem osobistym,
to cię zabiję!
Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i poprzysięgła, że to nie będzie karnet)
czwartek, sierpnia 30, 2018
2995. Jedenaste: nie faszyzuj
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Część swego wychowania odebrałam na wodzie — mijające się domy pod żaglami oznaczały pozdrawiających się ludzi. Ale to było dawno. Prawie dwadzieścia lat temu, pierwszy raz w życiu będąc w polskich Tatrach (z Sadownikiem), było podobnie jak na wodzie — na szlakach ludzie uśmiechali się do siebie, pozdrawiali się, czasem zamienili kilka zdań więcej. Ale to też było dawno temu.
Być może z powodu powyższych doświadczeń, tym większe wrażenie wiele razy robiło na mnie patrzenie, jak w wielkopowierzchniowych sklepach ludzie się nie widzą — nie, nie myślę o pozdrawianiu każdego mijanego konsumenta; myślę o zwykłym przepraszam, proszę i dziękuję, na przykład o widzeniu w kasjerkach i ochroniarzach… ludzi, o widzeniu innych nieszczęśników z koszykami.
Wróciło do mnie to zadziwienie, gdy zobaczyłam pełnoformatowe zdziwienie na twarzy pani, która dba o czystość na siłowni, zaraz po tym, gdy powiedziałam Jej „dzień dobry”, a potem dodałam „dziękuję za pani pracę”. Prawie każdy człowiek, który choć raz doprowadził powierzchnie płaskie w swoim domu do czystości, wie, że ma ogromne szczęście, jeśli może zarabiać na życie inaczej.
Przypomniała mi się duża dyskusja z Sadownikiem o ulotkach rozdawanych na ulicach: brać czy nie brać? Wiele lat temu uważałam, że jeśli nie będziemy ich brać (wszyscy), to w końcu ktoś zrozumie, że ta forma reklamy jest bez sensu nie tylko dlatego, że niszczy lasy… Sadownik od zawsze brał, bo po drugiej stronie widział człowieka. Dziś mi wstyd za mój ośli, „zasadowy” upór — oczywiście, że biorę.
I tak sobie myślę, że szczególnie w dzisiejszych trudnych czasach ważne jest byśmy siebie widzieli. Jeśli nie widzimy, znajdując dobry powód: bo „to jego praca”, bo „przecież to obcy człowiek”, bo „mi się należy”, bo „ważna jest zasada”, uprzedmiotawiamy i stajemy się… pełnowymiarowymi faszystami (i co z tego, że tylko na chwilę).
Potrzebujemy widzieć innych.
Potrzebujemy być widziani.
Nie da się tego kupić, ale można mieć za darmo.
[suplement pikselowy: 11.02.2021]

środa, sierpnia 29, 2018
2994.
Jabłoń:
(opowiedziała Panu Ciasteczko, jak wracała z siłowni — wsiadając do autobusu powstrzymała starszego pana przed ustąpieniem jej miejsca: Panu to miejsce należy się bardziej niż mi, ale rozumiem, że Młody Duch w Panu chciał mi pomóc, dziękuję. Pan uśmiechnął się młodzieńczym uśmiechem, przechylił się w stronę Jabłoni i szepnął: od zawsze dostrzegam piękne kobiety)
Pan Ciasteczko:
I co ty na to droga, piękna kobieto?
Jabłoń:
(skonfundowana milczy)
Pan Ciasteczko:
No, jak ci z tym?
Jabłoń:
(choć nie musi, ale by uniknąć konfrontacji, z łatwością chwyta drugie znaczenie jednego z przymiotników; z grubsza wie, ile wydaje na książki, naukę, rehabkę i siłkę)
Że jestem droga, wiem!
Pan Ciasteczko:
(ryknął śmiechem, a Jabłoń doskonale wie dlaczego)
2993. Doczekana
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czekałam na nią od połowy lipca. Ukazała się dokładnie tydzień temu, ale ja byłam zawalona książkami. Wczoraj zaczęłam, powolutku, nie śpiesząc się. Delektowałam się, dałam się porwać siedmiu historiom. Gavalda! To już nie tylko nazwisko, ale również znak jakości, gwarancja zachwytu, uniesienia, zatrzymania, zadumy nad człowieczeństwem. Tytuł — niebywale adekwatny w przypadku każdej z opowieści. Miodzio!
Wszyscy wiemy, że szczęście nie istnieje i że trzeba sobie jakoś radzić, żeby toczyć szczęśliwe życie bez niego, ale w twoim przypadku… To, co robisz, to normalnie jakiś sabotaż.
*
[…] porzuć te przeterminowane wartości, Mathilde. Zdezerteruj. Wyprzęgnij się. Zrzuć mundur i zdaj broń. Zmywaj się i nie oglądaj za siebie. Zasługujesz na coś więcej niż takie życie.
*
— Gdybym wiedziała, że będę go kochać tak mocno — dodałam, po zgaszeniu lampki — to kochałabym go jeszcze bardziej.
*
Dwa razy próbował się zabić, a potem ostatecznie ożenił się ponownie. Mówi, że efekt jest prawie ten sam, tylko że małżeństwo jest bardziej upierdliwe.
*
Dzięki mojemu psu przestałem tak zaciskać szczęki i odzyskałem przyjemność z jazdy. Przerwy na siku mają swoje zalety – odkryłem nawet tu i tam kilka zakątków, gdzie dobrze by się żyło.
Dzięki temu porzuconemu psu, który tak grzecznie czekał na mnie pierwszej nocy i ani przez chwilę nie zwątpił, że po niego wrócę, który liczył teraz na moją opiekę, stałem się lepszy. Może nie szczęśliwszy, ale lepszy.
*
Jestem z ciebie dumny, wiesz? Nie wiem, dlaczego to zrobiłeś, ale wiem, że masz swoje powody i to mi wystarcza. Wiem, kim jesteś. Ufam ci.
*
Chciałem po prostu zapisać to, co dzisiaj przeżyłem.
Moją rodzinę, mój zawód, moje zmartwienia, to, co mnie jeszcze dziwi i co mnie już nie dziwi, moją własną naiwność, zaszczyty, szczęście…
Moje fundamenty.
Moje punkty życia.
*
— Ludzie żyją i jedyna rzecz, o jakiej pamiętamy po ich śmierci, jedyna rzecz, która się liczy, jedyna, która po nich zostaje, to ich dobroć.
— …
— Nie zgadza się pan ze mną?
— …
— Zamiast rozpamiętywać, czego nie dał panu ten człowiek, proszę opowiedzieć o jego dobroci.
*
Faworyzowałem surowość i niezdarność, żeby przemienić te ułomności w atuty. Faworyzowałem to, co najmniej działało na moją niekorzyść. […]
Zdałem sobie sprawę, że u ciebie, nawet jeśli mieszkałeś sam, było jakieś życie, życie czuło się mile widziane. U mnie nie było go już wcale.
*
Zrozumieć, co mi się stało, zrozumieć, co utraciłem, a przede wszystkim — to wciąż twoje zdanie — zrozumieć, co zyskałem.
*
[…] od dłuższego czasu miałem przeczucie, że to będzie też pożegnanie mojego kawalerskiego życia... (zbyt tłusty, żeby wcisnąć się w swoją starą piankę, zbyt ciężki na swoją deskę, zbyt niedołężny na tak ogromne fale, zbyt zdrętwiały na te wszystkie gleby, za młody, by umrzeć, za stary, żeby wciąż liczyć na uwagę laseczek z konkursu bikini, zbyt zmordowany, żeby dać opór alkoholowi, zbyt napity, żeby trzymać dystans, za gruby na chippendale’a, zbyt niepoważny, żeby ojciec panny młodej miał czego żałować, za wolny do gry w pelotę, zbyt zmęczony na grę wstępną, zbyt naćpany, żeby dojść, zbyt melancholijny, żeby się z tego śmiać, zbyt żaden, zbyt cokolwiek, zbyt żaden do czegokolwiek). Tak, często miałem przeczucie, że wybiła ostatnia godzina mojego leserstwa. Że się zestarzałem.
*
Więc płakałam. Spuszczałam nadmiar w zbiorniku. Zrzucałam balast. Tama puściła. Z upoważnienia.
Ależ mi było dobrze.
*
Patrzyłam na ciebie. Dobrze widziałam, że nie próbujesz kluczyć, wręcz przeciwnie — obracałaś w głowie swój kłębek na wszystkie strony, szukając końcówki nici, za którą można by pociągnąć, żeby zacząć snuć historię.
*
Kiedy ktoś cię rozśmiesza, wówczas twoje serce, choćby nie wiem jak chciało temu zaprzeczyć, jest dawno zdobyte.
*
Nie uśmiechałam się w ten sposób już od dawna. Uśmiechałam się i płakałam jak bóbr. Dawno niewidziany uśmiech uwolnił moje dawno zapomniane łzy. Nie jakąś tam gorzką łezkę, jak chwilę wcześniej albo tego ranka w kawiarni, tylko porządne, okrągłe i rzęsiste łzy, płynące szerokim strumieniem. Ciało, w którym coś się poluzowuje. Surowość, która ustępuje. Smutek, który topnieje.
*

Mulan Mushu, źródło.
A i owszem. Nie należy wierzyć w pozory. Może i jestem wulgarna, ale to dla mnie rodzaj kamuflażu. Jestem jak gekon na pniu drzewa albo lis polarny, który zmienia futro na zimę, moja warstwa widoczna nie przedstawia mojej prawdziwej barwy.
Anna Gavalda, Rozbrojeni, przeł. Paweł Łapiński,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.
(wyróżnienie własne)

2992. U Orzeszka i Białego Kruka (XLIV)
Jabłoń:
(już się cieszy na pigwę z imbirem do herbaty
w jesienne deszczowe dni i zimowe mroki)
Biały Kruk:
Wiesz, z tej ilości powinna zostać szklanka pestek…
zrobię amaretto z pigwy, przepis już mam.

fot. Biały Kruk, fragment.
Rekordowe 25 kg „pigwy” (czyli pigwowca)
Orzeszek i Biały Kruk nazbierali niczym „grzyby”.
wtorek, sierpnia 28, 2018
2991. Psychodynamiczne bingo!
wpis przeniesiony 10.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Czysty przypadek podarował mi tę książkę. Za niespełna dziewięć złotych postanowiłam zaryzykować. W ten sposób spotkałam bezcennego psychodynamicznego „Yaloma”.
Najpierw dzieliłam tę książkę, czytając równolegle Pollacka, 10% jednej, 10% drugiej, 10% jednej… aż do momentu, gdy już od Pollacka nie mogłam się oderwać. Potem czytałam do akapitu, który dotykał i gadał do najgłębszego mojego „ja” — odkładałam, by mądrość akapitu wsiąkła w moje doświadczenie. W efekcie czytałam długo. Skończyłam przy niedzielnej kawie, w cichym poranku dosypiającego jeszcze miasta.
Porusza, dotyka, konfrontuje, zmienia… Pozostawiła mnie z ciekawością, czy i jakie wrażenie robi ta książka na ludziach, którzy nigdy dotąd nie podarowali sobie luksusu, jakim jest dobra terapia.
Dobry terapeuta to człowiek mądry — mądrością wewnętrzną, która ma swoje źródło w doświadczeniu bólu i cierpienia, jakie niesie życie. Takiej mądrości nie da się nabyć w żaden inny sposób.
*
Zresztą, drugi człowiek zawsze pozostaje dla nas zagadką, niezależnie od tego, ile się o nim dowiemy.
Jeśli każdy człowiek jest tajemnicą, psychoterapia to sytuacja, w której tajemnica spotyka tajemnicę.
*
Zawsze będziesz większy niż teorie na twój temat.
*
Człowiek — każdy człowiek — jest niepoznawalny.
Każdy z nas jest tajemniczą świadomością, której nie da się zdefiniować, umieszczając w konkretnej przestrzeni, przypisując takie a nie inne wspomnienia, tęsknoty i aspiracje. Jesteśmy milczącą otwartością. Teorie, nawet najpiękniejsze, nie mogą nas opisać; są najwyżej drogowskazem, który ku nam prowadzi.
*
Słuchaj tego, co kryje się pod poziomem myśli, a usłyszysz to, czego ci, którzy „wiedzą wszystko”, nie usłyszą nigdy.
*
Z przedmiotami idzie nam łatwo — są po prostu tym, czym są, i raz wyprodukowane, nie zmieniają się. Ale człowiek żyje, ewoluuje, zmienia się. Kiedy kogoś kochamy, przyjmujemy go takiego, jakiego znamy go dzisiaj, jaki będzie jutro... Akceptujemy także to, że są rzeczy, których nigdy w nim nie zrozumiemy.
*
— Kiedy ludzi ogarnia złość, ich serca oddalają się od siebie. Muszą krzyczeć, żeby się wzajemnie usłyszeć. Im bardziej są wściekli, tym głośniej muszą krzyczeć, bo dzieląca ich odległość się zwiększa. A co się dzieje, kiedy dwoje ludzi zakochuje się w sobie? Szepczą. Nie muszą mówić głośniej, bo ich serca lgną do siebie nawzajem. Kiedy ich miłość nabiera mocy, w ogóle nie muszą już mówić. Słowa są niepotrzebne, wystarczy, że patrzą sobie w oczy — mówił dalej mędrzec. — Kiedy więc kłócisz się z kimś, nie używaj słów, które odepchną go jeszcze bardziej, bo przyjdzie dzień, kiedy nie będziesz już w stanie krzyczeć tak głośno, żeby zostać usłyszanym, i nie znajdziesz powrotnej drogi.
*
Pewnego dnia weszła do gabinetu i rozsiadła się w fotelu.
— W poprzednim wcieleniu byłam Marią Magdaleną — oznajmiła z szerokim uśmiechem.
— Och, zawsze to wiedziałem — odparłem.
— Jak? Skąd...?
— Świetnie pamiętam to miłe uczucie, gdy myła mi pani nogi.
Najpierw szeroko otworzyła oczy ze zdumienia, a potem wybuchnęła śmiechem.
*
Kiedy odrzucamy fałszywe odpowiedzi, zaczynamy iść drogą pytań, które stawia nam życie, i pozwalamy, żeby doświadczenie przyniosło nam prawdziwą wiedzę.
*
Chociaż staramy się ignorować rzeczywistość, ona wciąż tu jest. Gdy jej nie widzimy, potykamy się o nią.
*
[…] to, co wydaje się być oczywistą przyczyną naszego cierpienia, rzadko kiedy rzeczywiście nią jest. […] Zdrowiejemy, kiedy zaczynamy akceptować samych siebie, ludzi, nasze życie. Człowiek jest tajemnicą. Czy można ją do końca poznać? Nie. Można ją jednak przyjąć i zgodnie z nią funkcjonować.
*
Nawet w czasach, kiedy ludzkie cierpienie przekłada się na język wzorów chemicznych, sprowadza do chemii mózgu, tłumaczy mylnymi przekonaniami albo kiepskimi genami, serce wciąż dopomina się uwagi. Człowiek to nie kubeł, który można wypełnić pigułkami. To osoba, pragnąca zrozumieć własne życie wewnętrzne, więzi łączące ją z innymi i świat wokół.
*
Jeśli psychoterapia jest podróżą, dokąd się udajemy? Donikąd. Cała rzecz polega na tym, że właśnie przestajemy pędzić przed siebie. Przestajemy uciekać.
*
[…] kim naprawdę jesteśmy pod pancerzem słów, przekonań i złudzeń.
*
Niepokój zawsze jest oznaką czegoś, co pozostaje utajone, niewypowiedziane. […]
Jeśli czujemy, że „coś z nami jest nie tak”, oznacza to być może, że chcemy zacząć nowe życie, w którym będzie miejsce na prawdę o nas samych.
*
Gdy „na żywca” doświadczamy śmierci naszego marzenia, w fizycznej śmierci możemy dostrzec drogę ucieczki przed cierpieniem, jakie przynosi żałoba. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że tak naprawdę nie jest to ból agonii, tylko ból porodowy.
*
Stopień intensywności cierpienia, jakie odczuwamy, jest równy dystansowi, jaki dzieli nas od rzeczywistości.
*
Rzadko uciekamy przed problemami, które zagrażają nam od zewnątrz. Najczęściej do ucieczki skłaniają nas własne uczucia.
*
Goniąc za spełnieniem, zapominamy o własnych uczuciach. Popełniamy błąd. Czy drzewa pędzą gdzieś, żeby urosnąć? Czy jeśli zaczniemy ciągnąć za pąk, ten szybciej rozkwitnie? Kwiat nie upiera się, że wolałby być na innym etapie rozwoju, niż właśnie jest. Spokojnie poddaje się ciśnieniu, które rozpiera go od środka – tak działa rozwijające się życie, płatki pęcznieją, rozsadzają pąk i kwiat się rozwija. […]
Jesteśmy istotami o wiele bardziej złożonymi niż kwiaty. Ale podobnie jak one, rozwijamy się. Uczucia ukazują, kim jesteśmy naprawdę. Wyrzekając się ich, odcinamy się od swojej wewnętrznej głębi. […] Gdybyśmy, zamiast uciekać przed własnymi uczuciami, zagłuszać je i odcinać się od nich, usiedli spokojnie i zaakceptowali ich trudne towarzystwo, moglibyśmy odkryć, kim jesteśmy za fasadą słów, tłumaczeń i wymówek.
*
— Powinnam się zmienić?
— Nie chodzi o to, co pani powinna, ale o to, czego pani chce.
Wmawianie sobie, że się coś powinno, to rodzaj skrywanej przemocy. Każemy sobie robić coś, czego robić nie chcemy, czuć coś, czego nie czujemy, czy wreszcie — być kimś, kim nie jesteśmy.
*
— To mnie wykończy — westchnęła.
— Nie. To wykończy złudzenia, w które pani wierzy.
Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy.
Jak zmierzyć się z prawdą, zaakceptować siebie i zmienić swoje życie,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, sierpnia 27, 2018
2990.
wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
tydzień temu spadła na mnie wiadomość. niech to szlag! — pomyślałam.
przed weekendem Pan Ciasteczko do szewskiej furii został doprowadzony*.
wracałam dziś z rehabki, myśląc o jednym i drugim. obserwowałam
zasadniczą, życiową zmianę w sobie, bo przyszło do mnie, zaskoczyło i zostało:
ciekawe, co dobrego z tego wyniknie…

______________
* to naprawdę trudne zadanie, trzeba się nieźle narobić. Jabłoni udało się to w przypadku Sadownika raz, może dwa w życiu.
(2987+2). Przegląd weekendu (III)
wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Między siłką a kinem, łapiąc oddech, delektowałam się. Anarchistka we mnie zdziwiła się, że aż 25% nominacji do Nike 2018 za mną.
Po latach
ze wszystkich zarzutów
oczyściła ich
miłość.
*
Patrzymy na złom cmentarza.
Mniej więcej umarli. Ale więcej nic.
*
Użala się nade mną moje DNA.
Dziedziczne choroby udają
że się nie znają. Jak to bywa w rodzinie.
*
Historia
Stój. Nie uciekaj przed nią.
Nie prowokuj jej.
Nie wykonuj
gwałtownych ruchów.
Nie odwracaj się nagle.
Ona nie zrobi ci krzywdy
dopóki
nie odbierzesz jej
miski z jedzeniem.
*
Bitwa pod Rozumem
W bitwie pod Rozumem
straciliśmy sporo krwi.
Kto będzie teraz
umierał za ojczyznę?
Nie ma chętnych.
Zgłosił się jedynie
amator mocnych wrażeń.
Dubler patrioty.
Ewa Lipska, Pamięć operacyjna,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

(2987+1). Przegląd weekendu (II)
wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Film wybrał Sadownik. Ja tylko zarezerwowałam bilety i dopilnowałam, by niedzielny seans nie kolidował mi z siłownią.
Georginia:
(na początku naszego rzędu w kinie)
Chcesz siedzieć koło męża?
Jabłoń:
Nieeee!!!
Georginia & Sadownik:
(ryknęli śmiechem)
Ryczałam jak bóbr, jakby mi w sobotę mało było łez. I znów z ostatniej sceny wyjęłam piękną melodię. Wyjęłam dzięki temu, że tercecik ma w zwyczaju oglądać filmy do ostatniej literki z napisów końcowych. Trzyma mnie w sobie ten film, jego powolność, światło, ostatnia scena… trzyma.
ALA.NI, Feeling Lonely on Sunday Afternoon,
[wyjęte z filmu] Księgarnia z marzeniami.
2987. Przegląd weekendu (I)
wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Film polecił Biały Kruk, mówiąc: tobie będzie się podobał. Mistrz tłumaczenia przetłumaczył tytuł-idiom finding your feet (sprytnie? po pijaku?) na polski tytuł: Do zakochania jeden krok — a może to był tylko dubler tłumacza — naprawdę ten tytuł miał bardziej żreć?
Film, fantastyczny! Jakim cudem ani Orzeszek, ani Biały Kruk nie uronili na nim choćby jednej łzy, nie mam pojęcia, ryczałam jak bóbr. A z ostatniej (przeprzeprzepięknej) sceny wyjęłam mądre słowa i piosenkę.
To był pierwszy taki weekend w moim życiu — siłka × 2, film × 2 i dobre jedzenie w wyśmienitym towarzystwie. Wygląda na to, że dzięki światu bez kopytka i pioruńskiej poprawce… i found my feet, i’m running to the future, too — niektórzy muszą się połamać, by złożyć się w żywą całość, niektórzy muszą… dwa razy.
Elkie Brooks, Running to the Future.
so I'm running to the future
I hope we will be strong
I'm running along besides you
cause I know that's where I belong
and it's calling me...
yes it's calling me
to you
sobota, sierpnia 25, 2018
2986. No żeż!
Sadownik & Jabłoń:
(o zbliżającym się urlopie rozmawiają)
Jabłoń:
Sprawdź, czy w okolicy jest siłownia?
Sadownik:
(sprawdza i po chwili ze zdziwieniem)
Nie ma, nie ma żadnej siłowni!
Jabłoń:
Rozumiem, że nie ma kina, księgarni, ale siłowni?!
To jak oni tam kulturę robią?
2985. Między człowiekiem a człowiekiem
wpis przeniesiony 9.04.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Za każdym razem, kiedy zapraszamy kogoś do osobistej relacji, nasza inicjatywa ożywi w tej osobie wspomnienia relacji, jakie dane jej było przeżyć.
Jon Frederickson, Kłamstwa, którymi żyjemy,
przeł. Maria Nowak, W drodze, Poznań 2018.
Oniemiałam po przeczytaniu tych słów, po zanurzeniu się w ich głębi, po przyjrzeniu się kilku moim relacjom (choć zamknięte, we mnie jeszcze domykają się na nowo… za czymś jeszcze rozglądam się na zgliszczach) — w jaki sposób spotkaliśmy się jako dwie osobiste historie doświadczeń, a nie dwoje ludzi?
*
Gitara. Nie przepadam za tym instrumentem, ale tych czterech gitarzystów porwało mą duszę jakieś dziesięć dni temu i nie puszczają. Łomolę bez wytchnienia… thank you.
The Thrill Is Gone, Chicago 2010, od prawej: B.B. King,
Eric Clapton, Robert Cray, Jimmie Vaughan.


















