Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Mikołajewski, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Mikołajewski, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, listopada 13, 2025

5943. Z oazy (CCCXCII)

Wczoraj mi­gnęła mi informacja o spotkaniu z  poetą. Kulki w głowie natychmiast się zde­rzy­ły, generując pytanie: czyżby nowy tomik? Więc klik, klik i wszystko było jas­ne. Więc klik, klik i wieczorna degustacja.

Raz w życiu byłam na spotkaniu autorskim. Powiedziałam sobie: nigdy więcej, ale tomik nowy chrupnąć wiersz za wierszem: zawsze. Biegusiem!

ufność że nadzieja rozumienia losu
choć nie jestem z rodu jego dumnych sierot
jest pretensją która zasługuje na wzgardę
[…] 
miała piękno i mądrość
ale co to znaczy?

🖇

trwało to nietrwale
lecz jakoś pamiętnie

🖇

Daj mi proszę tysiąc i sto pocałunków
i raz jeszcze tysiąc i sto pocałunków,
po czym znowu tysiąc i sto pocałunków.
A kiedy zliczymy już wiele tysięcy,
ukryjemy liczby miłosnych rachunków
przed sobą i tymi, co złośliwym czarem
mogą nam zaszkodzić, poznawszy ich miarę.

🖇

jak oni to robią że ich nagle nie ma?
stają na poboczu wykluczonych z ruchu
 
i patrzą jak jadę […]

🖇

na miejscu był lekarz
zdjął sznurek i zbadał
 
skrzydła
co w dzieciństwie wyrosły u ramion
były naturalne
gotowe do lotu

🖇

centralny
centralny
della nostra vita
na drugim peronie strada infinita

🖇

i do końca życia szukał go po lasach
żeby się odstało co się nie zdarzyło

🖇

kiedy dante stanął przed samą miłością
zobaczył węzeł powszechny
miłości
 
ujrzał – zaświadcza – jak się scala związane
to co rozprasza się
w świata wszechświecie
 
nie tak związane że niewoli
miłość
lecz nie wyklucza z miłości
niczego
 
ponadto jest to spektakl tak ciekawy
że zmienia się wszystko
ale w tym co patrzy

🖇

za każdym razem kiedy widzę z bliska
krzewy twoich dłoni
myślę o rzeczach którymi mnie karmią

[…]

czy wiesz
że jeśli wciąż żyję to przez nie?

🖇

[…]  miłość jest tym co jest w życiu niezbędne
 
bez czego się dusisz
bez czego się nudzisz

[…] 

miłość jest tym tamtą
i tą
tamtą ową
 
[…] 

miłość niezależna jest od kochanego
i od tego co kocha


[…] 

w ten sposób jesteśmy boginią i bogiem
uniwersalną wiązką pokochania
tego niewszystkiego co nas umie porwać

 

🖇

ktoś mówi inwazja
ktoś mówi tsunami
a jej wielkie pola
zestawione z niebem
to flaga narodu który jest
za miedzą
 
boję się o nawłoć
martwię się o wrotycz

🖇

co za radość być nikim
niczym co przeszkadza
nawet nie wiesz komu
nie domyślasz się czemu

🖇

mój amuleciku
muszelko tyrreńska
kamyku z napisem amor vincit omnia
[…] 
kocham cię tak bardzo że nawet ja tłumacz
nie przełożę tego na przewrotny język

🖇

Mówić, nazywając rzeczy po imieniu,
z poczuciem, że imię nie jest przeznaczeniem,
tylko nową rzeźbą pod dawną postacią,
nowym ożywieniem archaicznej gliny.
 
Ale do rzeczy… O co chodzi temu,
co myśląc o kraju, który chce być Bogiem
tylko dlatego, że jest katolicki,
życzy mu, by pragnął być kruchym człowiekiem,
dostrzegając w innych okruchy boskości.
 
To proste: on pragnie… Ja pragnę, ty pragniesz…
Przecież społeczność to jest koniugacja
w całej rozciągłości losów i przypadków,
reguł i wyjątków, form ułomnych i pełnych…

🖇

nie kocham wiersza który właśnie piszę
ale kocham rękę która pisze co piszę
 
nie przez to że moja tylko że posłuszna
komuś kim nie jestem
 
że idzie przeze mnie w niebywałą stronę
nie do przewidzenia
 
[…] 

wszystko idzie samo
i idzie przez innych

Jarosław Mikołajewski, Na skrawku,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

na skrawku papieru na skrawku czasu na skrawku domowej ciszy na skrawku hałasu który robi cisza […] na skrawku siebie

[…]
na skrawku
na skraweczku
 
na skrawku języka
na języka skraweńku
 
na skrawku wszystkiego co trwa i co nie trwa
na skrawuniu
 
na samym skrawuniu
na samym

🖇

czasami moje serce jest tak trudne
i ciężkie
że czekam na kogoś kto mi je poniesie
[…] 
albo że otworzy i przyjmie do siebie

🖇

ku przerażeniu przodków
co są we mnie
 
ku ich zachwytowi i serca bezsłowiu

🖇

nie walczę o lepsze
bo lepszego nie ma
 
nie żałuję gorszego
bo przeszłość jest częścią
tego mojego prawdziwszego teraz

🖇

nie jestem wodą
nie jestem kamieniem
 
nie wiem od razu
nie wiem także potem

🖇

pomyślałem że mało trzeba do wdzięczności
i zmysłu wielkości własnej szansy na ziemi

🖇

chcę odprowadzić cię do domu który
nosisz w samej sobie

(tamże)

wtorek, listopada 11, 2025

5940. Czekariat (CXXVI)


Kaan.
 

Myśląc o wolności tworzenia, warto patrzeć na dzieci, na ich radość kreowania. Kiedy dziecko rysuje obrazek, nie in­te­re­su­je go efekt finalny, a gotowe dzieło od razu oddaje ro­dzi­co­wi czy komuś innemu. Za to głęboko wchodzi w proces ry­so­wa­nia, podąża za kolorem, za kreską, za plamą.
Arti Grabowski

Czy jesteś gotowa, gotowy na to, aby pogodzić się z tym, że naj­waż­niejszym etapem w tworzeniu sztuki jest samo tworzenie? Dziecięce zatracenie się w procesie, czysta wyzwolona sztuka!
  //  Arti Grabowski

Katarzyna Tubylewicz, Wolności moja. Książka
o poszukiwaniu
, Wielka Litera, Warszawa 2024.
(wyróżnienie własne)

*

[suplement 13.11.2025]
     Życzę, by w szkołach najpierwszym przedmiotem
     była niezależność: sztuka wybierania
     w poczuciu wolności od wszelkich nacisków
     tłumu i rodziny
. Przed każdym wyborem,
     jak mieć odwagę, by zejść na dno siebie
     i ujrzeć tam światło, poczuć własny oddech
     nietłumiony uciskiem żadnych oczekiwań.

Jarosław Mikołajewski, Na skrawku,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.
(wyróżnienie własne)

niedziela, lutego 02, 2025

5702. Z oazy (CCCXX)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Nazwisko-wytrych — ibukosknera, gdy je widzi, nawet nie wy­wra­ca oczami.

Pamiętam, jak książeczka ta była nie­do­stępna w ibuku. Od nie­chce­nia klik, klik i zdziwionko, jest! Więc klik, klik i na czytniku, i za chwi­lę prze­czy­tane. Ubawiłam się i zamyśliłam, i zachwyciłam szkicami.

Od kiedy zacząłem poznawać mity greckie – […] – czułem się onie­śmie­lony ich głębią i urodą, choć już po kilku minutach lektury mu­sia­łem stwierdzić, że ten świat jest dla mnie trudny, szybko mnie nie­cierpliwi, wprawia w za­gu­bie­nie: za dużo w nim ojców tego sa­me­go dziecka, za dużo żon tego samego męża, za dużo niewiarygodnych przygód. Gubiłem się w nim. Czułem, że mógłby być prostszy, zre­du­ko­wa­ny do tego, co mnie samego interesuje i wzrusza najbardziej.

Ale przy całym wysiłku przybliżenia sobie archaicznej materii i ruchu każdą lekturę i tak zawieszałem po kilkunastu stronach, zagubiony, zde­zo­rien­towa­ny, przekonany o własnej niezdolności do rozumienia skomplikowanych podań.

[…] wpadłem na pomysł, a raczej na język, własnej mitologii. Sku­pio­nej na pojedynczych postaciach, które same opowiadają o so­bie, jed­no­wąt­kowo, poprzez epizody, o których myślałem jako o do­mi­nan­tach skomplikowanych historii.

Kto wie, czy nie pisałem tej „innej mitologii”, „mitologii osobnej”, naj­pierw z myślą o dzieciach. Nigdy zresztą nie wierzyłem, że jaki­kol­wiek świat dzieli się na opowieść dziecięcą i dojrzałą.

Jarosław Mikołajewski

🖇 🖇

🖇

[Afrodyta]  Czułam się dzieckiem nienazwanych żywiołów. […]
     Kiedy wyszłam z morza, zobaczyłam nagość w lustrze, które słońce roz­snu­ło na wodzie. Była moja. Była tym, co we mnie nazywali pięknem.

🖇

🖇

[Antygona]  Byłam trudna.
     Nie wszystkim mówiłam witajżegnaj.
     […]
     Kiedy Kreon zabronił pochować mojego brata, prócz żałoby miałam w sobie sprzeciw. Ale nie ten, który szamoce się w bezsilności.
     Pogrzebałam Polinejka własnymi siłami, wbrew zakazowi króla. I nie był to efekt namysłów, rozważań. To było coś jak podanie przybyszowi z da­le­kiej krainy szklanki wody. Jak odruchowe spojrzenie na spadającego Ikara. Na rozkwit lotosu.

🖇

[Niobe]  Byłam matką, jestem kamieniem. Myślałam, że jestem jedyną matką, którą spotkał ten los, ale Mnemosyne wydobyła mnie z błędu. Mnemosyne – pamięć. Błogosławiona, przeklęta. Ta, która boli.

🖇

🖇

[Hermes]  Nigdy nie planowałem zdarzeń mojego istnienia. Wywoływałem je tylko, a kiedy sprawy zwracały się przeciw mnie, reagowałem nie­po­ję­tym zmysłem okazji i ucieczki.
     […]  Czy zostanę zrozumiany, kiedy powiem, że mnie po prostu korciło? Czy znacie stan, któremu odpowiada to słowo? Nigdy nie dowiedziałem się, czym jest ta nieodparta siła, która wyprzedza myślenie i działanie. Nigdy nie poznałem imienia boginki czy boga, którzy napędzają kaprys po­chop­ne­go czynu.

🖇

[Ares]  Moimi rodzicami byli Hera i Zeus, co dawało mi poczucie bez­kar­ności. […]
     Na początku moja mowa była taknie. Podczas wielu wojen nauczyłem się jednak cieniować odczucia i sądy.

🖇

🖇

[Cerber]  Byłem psem Hadesu. Psem piekielnych podziemi.
     Nie ma mnie, tak jak nie ma już świata Olimpu.
     W ludzkim świecie nieludzkim trwa tylko nieśmiertelne moje ugryzienie, jakie zostawiam tym, którzy kogoś tracą.
     […]
     Żyję tylko w chwili, kiedy zanika życie.
     Jest to dziwne i niedziwne zarazem.

🖇

🖇

[Atena Nike]  Urodziłam się z obolałej głowy ojca, z własnej obolałej głowy biorę moją trudną opowieść.
     […]
     Niewiele rozumiałam z mojej własnej przeszłości i z losu przodków.

🖇

[Hera]  Przetrwaliśmy w ludziach, w ludziach więc widzę jego arogancję, podłość, okrucieństwo. A zwłaszcza dumę. Jej ślad pozostawił w męż­czyz­nach, którzy maltretują żony, a potem podczas obiadów, przy których się nudzą, wygłaszają nieznoszące sprzeciwu mądrości.
     To nawet nie chodzi o jego głupotę. To była nieuważność kogoś, kto za­wo­dzi i nie ma odwagi się do tego przyznać. […]
     Byłam zazdrosna. O co? O kogo? O to, czego nie było? O tego, którego nie ma?

🖇

🖇

[Hefajstos]  Robiłem dla ojca pioruny i berła.
     […]  Wielu ludziom przypominałem ich własnych ojców. Krzywdzących. Skrzywdzonych.

🖇

[Dafne]  Przestraszyłam się. Nie chciałam, żeby w moim życiu zdarzyło się coś, czego nie rozumiem. Prawie bezwiednie wyszeptałam prośbę, by tato zmienił mnie w drzewo. Nie myślałam, że to bezpowrotne.
     Nie znajdziesz mnie więc w tym grobie. Jestem w liściach, na których […]  gra […]  z czułością wiatr.

🖇

🖇

[Dedal]  Kiedy wzbiliśmy się w niebo, nie przewidziałem, że syn posłucha mojej nauki, żeby w życiu zawsze piąć się coraz wyżej i wyżej. Nie pomy­śla­łem, że w gorączce słońca wosk się roztopi, pióra opadną, a Ikar runie na ziemię. […]
     W późnych latach często myślałem, że geniusz tkwi nie tylko w pomy­sło­wo­ści, lecz również w tym, by przewidywać skutki własnych arcydzieł. Lecz cóż mi teraz po mojej mądrości?

🖇

[Ikar]  Mówił, żebym nie wznosił się zbyt wysoko, bo – twierdził – z każdej wysokości widać to samo. Ja jednak w powietrzu poczułem wyzwanie. Chcia­łem sprawdzić, jak blisko mogę podlecieć do słońca i nie runąć na ziemię.
     Dostałem skrzydła, zanim dostałem dojrzałość.

🖇

[Demeter]  Nie chciałam żyć, nie zależało mi na życiu innych. Kiedy pła­ka­łam, mówili, że to ryczy Etna. W rozpaczy nie rodziłam owoców. Pozwa­la­łam każdemu życiu umierać z zimna i głodu.
     Zeus, z troski o tych, którzy go wielbili i składali mu ofiary, sprawił, że Per­se­fona na pół roku do mnie powraca. Patrząc na rozkwit słoneczników i słońca, ludzie mówią, że poznali tajemnicę wiosny i lata. Oby nigdy nie we­szli w tajemnicę zimy. Mówię to z głębi wymrożonej jesieni.

🖇

🖇

[Dionizos]  Byłem bogiem oszalałej radości, jaką daje codzienne roz­ko­cha­nie w życiu. […]  Kochałem, jak wino zapuszcza w żołądek żarłocznego ro­ba­ka nieobojętności, wyostrza zmysły i na pierwszą chwilę biesiady de­sty­lu­je piękno świata. […]
     Żona mojego ojca do końca twierdziła, że nie jestem jego synem. Uwa­ża­ła, że jak na boga, za mało jest we mnie boskości. Dziś, kiedy mnie nie ma, chciałbym, by miała rację. Wino pozwalało mi bawić się często tą możliwością.

🖇

🖇

[Driady]  Żyjemy w lasach.
     Rodzimy się z drzewami, umieramy z drzewami.
     Każda z nas ma swoje drzewo, każde drzewo ma nas.
     […] 
     Głupi ludzie nie wiedzą, że ścinając drzewo, ścinają jedną z nas. Kiedy ścinają las, mordują tysiące dziewcząt. „Czemu ranisz?” – pytamy, kiedy zrywasz gałązkę.
     Jesteśmy dobre i mroczne jak las. Dajemy wytchnienie, lecz jeśli ktoś szkodzi drzewu, bronimy je i stajemy się mściwe. Spytajcie tych, którzy zgubili się w lesie.

🖇

[Eris]  Byłam boginią niezgody. Tej dobrej, która każe sprzeciwiać się złu i doskonalić swą sztukę, powalać granice, wychodzić na place, unosić pię­ści, wykrzykiwać święty protest wobec zła. I tej niedobrej, która za­zdro­ści i unosi się namiętnym gniewem.
     Kiedy nieproszona pojawiłam się na weselu, rzuciłam między boginie jab­łko z napisem „Dla najpiękniejszej”. Hera, Atena i Afrodyta posprzeczały się o nie, bo każda uważała, że najpiękniejsza jest ona.
     Bogiń już nie ma, spór trwa. I żyje podobno moja wynaturzona córka o wstydliwym imieniu Zawiść.

🖇

🖇

[Eurydyka]  Miałam więcej szczęścia od innych młodych kobiet. Nikt na mnie nigdy nie napadł. Kochałam i byłam kochana.
     […] 
     A jednak się odwrócił. Spojrzał. Stracił mnie na zawsze. Ja straciłam je­go. Na początku myślałam, że nie mógł się mnie doczekać. Teraz przy­cho­dzi mi do głowy, że wolał żyć z moim cieniem w sercu niż ze mną u boku.

🖇

[Orfeusz]  Wzlecieliśmy ku sobie jak stęsknione liście. […]
     Nie wiem, dlaczego odwróciłem głowę. Nie nadawałbym temu głę­bo­kie­go sensu. To była zwykła chwila zagapienia. Przedwczesnej ra­do­ści. Upoj­nej tęsknoty.

🖇

[Ismena]  Komu mam powiedzieć, że istnieją dwa momenty protestu, i że dzieli je czeluść. Ten pierwszy, gdy nie pada tuż po niegodziwości, i ten drugi, który unieważnia twoją szlachetność.

🖇

[Uranos]  Późno zrozumiałem, że władza to dzika bestia wy­pu­szczo­na z klatki naszej godności. […]
     Straciłem moc, zyskałem marzenie, które jest radością wszystkich ludz­kich starców – zajmować się wnuczką, wnukiem. Nie pamiętam, czy ma­rzenie to się spełniło. Byłem już bardzo archaicznym bogiem. Starym. Nie­pomnym.

🖇

[Zeus]  Sądzić, wybaczać, z nadprzyrodzoną mądrością bogów, którzy nie doświadczyli małości, lecz potrafią ją zrozumieć u innych? […]  Mój dziadek był Niebem, moja babcia Ziemią. Czy te zdarzenia tłumaczą to, że nie­bo i zie­mia walczyły we mnie o lepsze?
     […]
     Miejcie tyle mądrości, ile ja miałem władzy.
     Nie na odwrót.

Jarosław Mikołajewski, Mity osobne, ilustr. Alicja Nikiel,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

[Echo]  Z miłości rozpłynęłam się w powietrzu. Po­wietrzu.
     Ze wszystkiego, czym byłam, został tylko głos. Głos.
     Pogłos. Pogłos.
     Strużka głosu. Głosu.
     Nawet nie mojego. Mojego.
     Tylko tych, którzy mówią do mnie. Do mnie.
     Jestem tylko wtedy, kiedy do mnie mówisz. Mówisz.
     Więc mów. Mów.

🖇

[Iris]  Jestem błyskawiczna, nie mam nic wspólnego z przerażającą mocą błyskawicy. Mam w sobie jej szybkość.

(tamże)

niedziela, marca 24, 2024

5399. Z oazy (CCXLII)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Trzy tygodnie z małym haczykiem czekania na elektroniczną pu­blikację tego tomiku. Więcej czekania niż czytania. Dużo więcej nadziei niż spełnienia. Pozostał niedosyt. Jak nigdy.

bo w raju nad nami zo­ba­czysz dziś tłumy
tych któ­rzy na darmo pu­kają w ży­letki

🖇

dzi­siaj które ju­tro
bę­dzie wczo­raj
a po­ju­trze sta­nie się
ni­gdy

🖇

że ka­myki są w miej­scu
wła­ści­wym
dla jego spo­koju
ale i dla świata
 
i mówi że de­ski
to nie jest wy­ci­nek
ale że to cała
rze­czy­wi­stość bytu

🖇

w po­ło­wie drogi mię­dzy tę­sk­no­tami
gdzie jedna noga idzie w jedną stronę
a druga mocno stoi tam gdzie była
[…]
świa­tło ci sprzyja
pro­wa­dzi cię droga
sama na­rzu­casz kie­ru­nek ży­wio­łom
pod­dana cze­muś czego nie do­się­gam
a co się mie­ści w po­nadna­tu­ral­nej
two­jej na­tu­rze na gra­nicy świa­tów

🖇

nie wiem która z bo­giń ofia­ro­wała mi dar
roz­po­zna­wa­nia pór roku
za­nim po wie­trze i słońcu mo­gła roz­po­znać je
skóra

od kiedy pa­mię­tam do mi­ło­ści nie kie­ro­wał mnie
ro­zum ani pra­gnie­nie tylko słodka
oczy­wi­stość

🖇

mó­wię do ulic i mó­wię do pla­ców wie­cie przy­ja­ciele
że dla mnie związki to wcho­dze­nie w przy­jaźń
i wieczna już droga choćby z samą my­ślą

🖇

na­gle na grze­bie­niu nie­ru­cho­mych scho­dów
z mi­ło­ścią wszyst­kich nie­zna­nych ję­zy­ków
za­ga­dały kółka ró­żo­wej wa­lizki
był w ich czar­nej mo­wie po­mruk po­że­gna­nia
bez­ce­re­mo­nialny i ro­zu­mie­jący
że ci
co się wi­dzą
prze­stają się wi­dzieć

🖇

je­ste­śmy na ob­raz
i nie­po­do­bień­stwo
tego kogo nie ma
w swoim nie­ist­nie­niu

🖇

a jed­nak ży­jemy w nie­do­bo­rze
w nad­mia­rze
jak każe naj­gor­szy ste­reo­typ ko­goś
komu nie wy­star­czy być wpi­sa­nym w koło

🖇

bądź bło­go­sła­wiona
coś zjedz
idź nad mo­rze

🖇

roz­ma­wia­łem z kawką
w ubo­gim pej­zażu
osie­dlo­wej trawy
[…]
spo­tka­li­śmy się jak dwoje
wiecz­nie mło­dych lu­dzi
cze­ka­ją­cych na mi­łość
i na nią go­to­wych

Jarosław Mikołajewski, Kocham cię,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

cza­sem jed­nak zni­kasz tak że cie­bie nie ma
choć zwy­kle cię nie ma tak że jed­nak je­steś

🖇

spo­tka­nie jest za­wsze lu­dzi nie­go­to­wych
i nie­do­sko­na­łych i nie ma co cze­kać
po­nad samo spo­tka­nie które jest mi­ło­sną
próbą skrzy­żo­wa­nia pro­stych rów­no­le­głych

szyn toru na pe­ro­nie dru­gim albo trze­cim

🖇

więc stało się wszystko co stać się mu­siało
czyli wszystko po pro­stu
choć to za­wsze mało

(tamże)

piątek, sierpnia 25, 2023

5167. Czekariat (LII)

Budował gniazda, wszędzie gdzie pracował — po­my­ślałam dziś, zaglądając do pa­mięci o zaprzeszłej prze­szłości. Najpiękniejsze z nich miał w zawodówce. Były tam: warsztat z równiutko powieszonymi na ścianie nad stołem narzędziami, pa­chnia­ło tam dre­wnem; ma­lut­ka ciem­nia fotograficzna; osobiście wykonany regał na książki z linami, jako ele­men­tem kon­struk­cji i jed­no­cze­śnie przejawem piękna; duże biurko, na którym nieprzypadkowe kubki, sto­jak na fajki oraz przepięknie pachnący tytoń do fajki; niebanalne kwiaty doni­czko­we, wy­jąt­ko­wo za­dba­ne, i dziu­ra w ścianie, z której wyglądał dziób projektora, by „dzie­cia­kom” pod­czas lek­cji wyświetlać filmy. Wszystko to na zapleczu sali lekcyjnej. Tamte Jego dzieciaki są ode mnie kilka lat starsze.

Z tamtych czasów była też najbardziej ceniona „pra­co­wni­cza” koleżanka, ale zna­łam ją tylko z opo­wie­ści. Aż do dnia, po którym nastąpił ten. I zostałam fan­ką tego, co spod Jej rąk wychodzi. Ta glina czekała na swoje sło­wa. Do­cze­ka­ła się, po­my­śla­łam z samego rana, czy­ta­jąc pozostawiony poniżej wiersz.

Cztery twarze i przepiękny koń, pięć odrębnych świa­tów, ale dla mnie również sper­so­ni­fi­ko­wa­ne cztery pory roku.

 
 
ah!, fragmenty.

*

BEZCIEBNOŚĆ
coś jak bezbrzeżność
bezradność
[…] 
tylko znacznie gorsze
bo dotyczy ciebie
  //  Jarosław Mikołajewski

*

Franz Schubert, Sonata na arpeggione i fortepian a-moll, Allegro moderato,
Daria Hovora (fortepian), Mischa Maisky (wiolonczela),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #55.
White Raven’s Liked List

niedziela, września 25, 2022

4764. Z oazy (LXII)

Niedzielne odliczanie literek, trzy. Pierwsza odtrutka po tamtej książce. Poezja zawsze pomaga mi wrócić do pionu.

Na szczęście świeżutki tomik Poety wydano również w ibu­ku. Bardzo już na niego czekałam, bo z fejsbuka wiedziałam, że wyjdzie. Wiele wierszy spotkałam również tam, nim finalnie znalazły dom między okładkami tego tomiku. Ten zbiór wierszy to dla mnie poezją pisany pamiętnik. Świeżutki, bo co krok echa tegorocznych wy­da­rzeń w Ukrainie.

trzymam cię za rękę nie później niż teraz
jak się trzyma za życie kogoś kto umiera

*

deszczowa pora to czas kiedy nagle
idąc pustą ulicą odkrywasz że jesteś
w otoczeniu innych całkiem
niewidocznych

*

zostanie po nas zagubiona chwilka

*

kiedyś moja miłość będzie tak dorosła
że nie spyta czy kochasz
ani nawet jak bardzo

*

i nieskończony w ograniczoności
czasu co pozostał na kawę i wyjście
tak by za mną wszystko było powitane
a niepożegnane bo nie ma powodu

*

tory są smutne najdoskonalej
aż wolno się dziwić że zrobił je człowiek
a nie stworzył na przykład
bóg który zatęsknił za swoim stworzeniem

*

dla żrących absyntów własnej zawodności
i cierpkiej pewności że jestem bezradny
 
tak
kocham kruchość
niemoc i nieciągłość

*


mam tak że kiedy przede mną
pragnienie i mądrość
wybieram to pierwsze jak wrodzony przymus
 
i nie wstydzę się tego
 
bo wiem z obserwacji i wiem od was
siostry
i wiem od was bracia
i wiem od was wszystkich co nie macie reguły
że wszyscy tak mamy
i nigdy inaczej
nie było nie będzie

*

nie umiem odtworzyć jak weszła we mnie
i przetrwała do dzisiaj pewność że jesteśmy
wszyscy jednym człowiekiem rozłupanym
na miliardy wcieleń o tym samym rdzeniu

*

że źródłem i celem
jest objąć człowieka

przytulić go myślą
ramionami
i wszystkim
czym można wrócić do pierwszego stanu
kiedy wszyscy byli
tak jak są
jednością
 
gdy wszyscy byli
tak jak są
miłością

[…]

nie byłoby buddy
jezusa
allaha
 
nie byłoby jahwe
ani świętej nicości
 
gdyby nie było tej założycielskiej
chęci i woli
przytulenia bliźnich
 
myślą
mową
uczynkiem i wzrokiem
 
słuchem
przez mowę
albo przez muzykę
 
węchem wyobraźni
i węchem wąchania
 
smakiem smakowania
i smakiem pragnienia

*

nie chcę nikogo
na własność
 
nie chcę być niczyją
własnością

Jarosław Mikołajewski, Życie na xanaksie,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

obok kobieta która jest z równego
a ja jej mówię
że kilka lat temu
na próżno szukałem tam
przedwojennej pocztówki
 
śmieje się i mówi
że teraz bym znalazł

(tamże)

środa, kwietnia 28, 2021

4212. Nim zacisnęłam pięści

Stara sprawa — na uchodźcach i elgiebetach bezgraniczną polską miłością do bliź­nich nie jedne wybory można wygrać. Brzydzę się polskimi katolikami. Brzydzę się nadwiślańskim katolicyzmem, co bierze się za najłatwiejsze, czyli urządzanie życia innym. Jak łatwo mieć gotowe odpowiedzi dla innych, gdy nie trzeba samemu mie­rzyć się z pytaniami.

Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie obraz wyjęty z tej książki, który wciąż za mną łaził i nie odpuszczał. Nie odpuszczała też książka. Na taką dwójkę nie było mocnych — napisałam prawie dwa tygodnie temu.

Nie byłoby tego wpisu na blogu, gdyby nie uchodźcza opowieść, którą skończyłam dwa dni temu. Te cytaty są doskonałym do niej wstępem. A obraz? Wciąż za mną łazi, tak jak Palermo.

Polscy prawicowi publicyści, a wraz z nimi niektórzy duszpasterze, a nawet księża biskupi straszą Polaków. Według nich grozi nam napływ mężczyzn, kobiet, dzieci i starców zagrażających naszemu podnoszącemu się z kolan, ale ciągle jeszcze biednemu krajowi. […] Przecież Polska może zapro­po­no­wać przyjęcie do siebie tych bezpiecznych – martwych uchodźców. Mini­stro­wie spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych nie będą mieli problemu ze sprawdzaniem ich statusu i ewentualnym monitoringiem podczas pobytu w naszym kraju.
// x. Wojciech Lemański

*

„Są uchodźcami czy emigrantami ekonomicznymi?”, pytają, jak gdyby uciekać od głodu było czymś mniej wzniosłym i uprawnionym od ucieczki przed wojną.
     Dlaczego? Po co?… Historii jest tyle ilu ludzi i żadna nie jest oczywista. Żadnej się nie wymyśli.

*

Nie zatrzyma się kogoś, kto ucieka od wojny albo wyprowadza rodzinę spod deszczu bomb, z nędzy i głodu. Jedyną rzeczą, jaką można zrobić, jest przygotowanie samych siebie na przyjazd gości. Metamorfoza własnej kultury. Klepsydra została odwrócona. Piasek przesypuje się z dołu do góry. Wędrówka trwa. I nigdy już się nie zatrzyma. Stawianie barier jest bezcelowe. Pozostaje nam tylko przemyśleć siebie.

*

A w ogóle, to dlaczego Europa uważa, że na spotkaniu z Afry­ką może stracić? Niech tylko pomyśli, czego się może nauczyć…

*

     — To grupy rodzinne? – pytam Sycylijczyka.
     — Rodzinne z wyboru…
     — Całe Morze Śródziemne jest rodziną – wtrąca Jean-Charles. – Oni to my, tylko z drugiego brzegu.

*

Zabytkowe serce Palermo to eklektyzm w czystej postaci: coś ze Wschodu, coś z Południa, coś z Północy, coś z Zachodu.


Francesco Lo Jacono, Veduta di Palermo, 1875,
[dostęp: 14.04.2021], źródło.

Na Sycylii, zapewnia Andrea [Cusimano], wszystko jest obce, czyli swoje. Niech dowodem będzie obraz Veduta di Palermo namalowany przez Fran­cesca Lo Jacona (także Lojacono) w XIX stuleciu. Przedstawia krajobraz z okolic miasta: piaszczystą drogę, zielone drzewa i krzewy, na ostatnim planie wapienne wzgórze z nagimi pionowymi turniami. Nie znam się na tym, lecz chyba to dość pospolite malarstwo, nasiąkłe nieznośnym ro­man­ty­zmem jak gąbka wodą. Lecz dla Andrei obraz ma wartość niezwykłą: większość roślin, które odmalował Lo Jacono, czego dowiedli najbardziej poważni botanicy i dendrolodzy, została na Sycylię przywieziona, tym­cza­sem tak wrosły w pejzaż, że bez nich nie ma Sycylii.

*

     Andrea [Camilleri] zaciąga się raz, drugi, trzeci.
     — Widzisz, Jaro… — mówi z zastanowieniem. – Europa albo się sta­nie gościnna, albo utonie. Od lat powtarzam, że to, co się dzieje, to nie jest mała emigracja, tylko ruch epokowy. Przybędą tutaj miliony.

*

     – Ale jakoś się nie martwię – mówi Andrea [Camilleri]. – Kraje takie, jakim teraz jest Polska, prędzej czy później ustąpią. Tyle tylko, że na razie przypominają lustrzane odbicia ISIS. Bo religijne zamknięcie łatwo staje się fanatyzmem. Poczucie, że ktoś, kto nie wierzy w to samo co ty, jest nieprzyjacielem twojej religii. Ciekawe, jak Kościół w Polsce tłumaczy to, że Franciszek leci do Afryki i chodzi sobie ramię w ramię z imamem.

*

Miłosierdzie dla tych, co nie żyją. Miłosierdzie dla nas, którzy coś muszą zrobić z życiem.

Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

wtorek, kwietnia 13, 2021

4197. Z mentalnego Trzeciego Świata

Czytana powolutku od dnia premiery przy porannych kawach, których z przyczyn zdrowotnych było mniej. Odkładana często, gdy nie ruszając się z fotela, nie lecąc na Sycylię, dopadała mnie świadomość, że mafijność i mentalność Trzeciego Świata mam tu na śniadanie, obiad i kolację w ramach endemicznej polskości.

To wspaniała książka-quiz: po pierwszym zdaniu lub akapicie zgadnąć, kto jest autorem danego tekstu. Pomyliłam się tylko raz.

Dopóki każdy tłumaczy sobie świat po swojemu i nazywa jego tajemnice językiem własnych kołysanek, warto podróżować i poznawać. Kultywować w sobie święte podejrzenie, że wieloimiennym Bogiem jest jednoimienna ludzka natura, zagrzewająca do miłości bliźniego, do bycia razem z innymi, którzy są nami samymi.

*

W każdym spotkaniu chodzi przecież o coś innego niż o jego cel bezpośredni i wypowiedziany.

*

Oczywiście, w klimat przeszłości nie wchodzi się tak, jak do basenu — na słupek i hop do wody — lecz pomalutku, dodając wspomnienie do wspo­mnie­nia, okruszek do okruszka. Gdy się uzbiera cała garstka, nie ma rady. Pamięć nakazuje porównywać to, co się widzi, z tym, co już znamy.

*

Wiedzieć że teraz jesteś tutaj w tym czasie
Wiedząc że zawsze tu byłeś
Wiedzieć że masz korzenie pradawne i mocne
Wiedząc że powstałeś z kwiatów
Wiedzieć że płacz jest nasieniem
Wiedząc że miłość jest prawem większym
Wiedzieć że byłeś, że byliśmy
że my jest może tym słowem
którym mówimy jest tym kim jesteśmy
ze stopami wrośniętymi w ziemię
// Biagio Guerrera

*

[…]   jestem, kim jestem, i jestem, kim byłem, a tak naprawdę to jestem również wszystkimi, którymi będę.
     […] Każdy moment, pozbawiony granic dzielących od innych momentów jest nie tylko okazją do zmiany, lecz również zmianą nieuchronną. Nawet potwierdzenie tego, kim byliśmy, jest zmianą.

*

[…] uczyć się nawzajem względności historii i perspektyw, przetłumaczyć jedno drugiemu fragmenty swoich rzeczywistości.

*

Albatrosy, czaple, żurawie. Istoty ciemne i jasne, pastelowe i posągowe. Akwarele. Stany skupienia wody.
     […]
     Odchodzimy z poczuciem nienapatrzenia, ale też z pewnością, że na tym świecie — bo to jest ten świat, ten sam, w którym jestem teraz, na pe­ry­fe­riach Warszawy — nie można się napatrzeć, nacieszyć. Jesteś z kimś, wobec kogoś i czegoś — i tyle. Patrzysz, jesteś nienapatrzony — i tyle.

*

Jestem pewien, że w tym natrętnym hałasie i rozgardiaszu musi istnieć jakiś nieuchwytny dla mnie porządek.

*

Nigdy nie możemy być pewni, czy jesteśmy wystarczająco gotowi na spotkanie ze sztuką, nawet najbardziej wyczekiwaną.

*

[…] ktoś na nas jednak czeka tam, gdzie, jak się zdaje z perspektywy drogi, jest tylko pustka.

*

Sebastiano [Burgaretta]  – Iano – jest cały ze spiżu. Ma nienaruszony etos człowieka honoru. A przy tym, w każdym swoim włóknie, jest chrze­ści­ja­ni­nem. Wierzy, iż do słowa powołuje go Bóg, żeby przypadkowi nadać logikę zbawienia. Ach, jak bardzo wkurwia to Franca [Arminio]! Mówię „wkur­wia” świadomie, bo inaczej tego oddać nie można.

*

Język – mówiono mi na studiach – to dialekt, który zrobił polityczną karierę.

Jarosław Mikołajewski, Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Walka z posłuszeństwem wobec fatum, życiem zadekretowanym w chwili urodzenia i niepodlegającym przemianie, uległym do odległych, lecz istnie­ją­cych granic wytrzymałości, zwieńczonym wreszcie skrajnym w swej po­sta­ci wybuchem gniewu i niepokory, należy do naj­waż­niej­szych, naj­bar­dziej wyrazistych wątków sy­cy­lij­skiego świata, sycylijskiej kultury i sy­cy­lij­skie­go losu.

*

     — Powiedz, co zrobiliśmy źle — pyta na powitanie Ignazio, dyrektor szkoły, poeta. — Co zaniedbaliśmy? O czym nie pomyśleliśmy?
     Ma na myśli zmiany klimatyczne, ksenofobię, przemoc, prymat kultury masowej.

*

Pytam, czy Włosi wolni są od rasizmu.
     Andrea [Camilleri] zaciąga się przez dłuższą chwilę.
     – Jesteśmy – mówi – rasistami wobec siebie, a co dopiero w stosunku do innych…

*

     — Staliśmy się zakładnikami własnych słabości. Nasze wady to dzisiaj jedyna nasza siła. Kiedy wchodzisz do morza, zawsze zamoczysz spodnie. Sycylijskie morze to równoległe, ukryte państwo, które jest silniejsze od państwa realnego. Nie sposób tego nie zauważyć, chyba że celowo za­mkniesz oczy. […] Sycylijskie elity mówią, że cały świat jest jednym glo­bal­nym państwem, wszędzie dzieje się to samo. Ale trafiają się też ludzie, któ­rzy uważają, że tej patologicznej sytuacji już dłużej nie da się nie zauważać.

*

[…] walka z mafiosami nie jest tak ważna, jak walka z mafijnością. […] Ludzi można pokonać, lecz tym, czego nie udaje się zwalczyć, jest mafijna mentalność, to zaś dwie różne rzeczy. Mafijność przenika całe spo­łe­czeń­stwo sycylijskie, bogatych i biednych, arystokratów i mieszczan. No­si­cie­la­mi mentalności mafijnej są tutaj nawet ci, którzy deklarują, że są wrogami mafii.

*

Każde spotkanie z Kasią do czegoś prowadzi. Ma w sobie coś znaczącego i wciąga w potrzebę sensu, którą żyje ona.


[dostęp 13.04.2021], źródło.

     — Jak to jest, kiedy Etna się zaczyna gotować? – pytam Kasi-Cateriny z hotelu Palladio w Giardini-Naksos.
     — Śpiewa…
     — Jak śpiewa?
     — Pięknie.
     — Ale jak?
     — Przecież nie powtórzę…
     Pytam nazajutrz pracownika Kasi, Emilia.
     — Etna?… — zamyśla się Emilio. — Śpiewa.
     — Jak? — dopytuję.
     — No… Takie nagłe „łup!”.
     — „Łup!” to nie śpiew – oponuję. – To bęben… Kocioł…
     A Emilio swoje: to śpiew.
     — Jeszcze kilkoro znajomych w Katanii potwierdza mi, że Etna śpiewa. Niektórzy dodają, że ten śpiew jest piękny.

*

Patrzę mu w twarz: jego kraj ma na imię Depresja. Smutek. Beznadzieja. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „mu­zuł­ma­nin”, a raczej przeczytałem. Jako dziecko, w stojącej na półce rodziców książ­ce — obozowym wspomnieniu Abrahama Kajzera Za drutami śmierci. „Muzułmanin” znaczyło tyle, co wykończony człowiek; „zmuzułmanić” — doprowadzić do rozpaczy; „zmuzułmanieć” — rozpaczy i wycieńczeniu ulec.

*

[Matteo Collura, pisarz i dziennikarz] Kiedy jadę na Sycylię, zawsze wiem, że zobaczę samochody zaparkowane na przejściach dla pieszych; a cwa­nia­cy będą się wciskali do kolejek w urzędach… Na Sycylii żyje się jak w Afry­ce Północnej. Pod względem zachowań społecznych należymy do Trzeciego Świata.

*

Uchodźcy są, powtarza, prośbą, która zmienia się w krzyk: pomóżcie nam posprzątać to, co sami nabałaganiliście.

*

Niech zabrzmi to jak fraza z bajki, lecz czasami po prostu się przelewa. Leoluca uważa, że słowo „mafia” sprzedawało się lepiej niż „prawo”, a „nienawiść” lepiej niż „miłość”. Kto występował przeciwko mafii, był co najmniej komunistą i ateistą, bo za mafią stali chrześcijańscy demokraci, Kościół, biskupi, czyli ci od zastanego porządku, ustalonych raz na zawsze reguł, rycerze wolności broniący świat przed nihilizmem, bezbożnictwem, rewolucją i wszelkimi zboczeniami. Albo był obcy, a to też był wielki grzech.
     […]
     — Zacząłem walczyć z mafią, bo jestem Sycylijczykiem – opowiada burmistrz Orlando. – Występowałem przeciwko biskupom zachowującym się jak mafiosi, bo jestem katolikiem, choć przyznaję, był moment, iż w bez­sil­ności chciałem przejść na protestantyzm. Z tych samych powodów odszedłem od chrześcijańskich demokratów, a obecnie jestem przeciwko włoskiej prawicy, populistom, Lidze Północnej i naszemu faszyście Matteo Salviniemu.

*

Ludzie stają się agresywni, gdy muszą się ukrywać. Dlatego w Palermo odbywa się największa w tym regionie Morza Śródziemnego, wielodniowa Gay Pride, oczywiście pod patronatem burmistrza, wiernego syna Kościoła katolickiego. I co? I nic. Wspierają go tutejsi księża i mianowani przez Fran­cisz­ka nowi biskupi. Leoluca udzielił pierwszego ślubu homo­sek­su­al­nego w mieście i w regionie. Czy ucierpiała na tym jego wiara? Prze­ciw­nie, gdyż wiara rośnie w człowieku, kiedy widzi szczęście in­nych ludzi. Powtarza, że do niedawna chciał zmienić wy­zna­nie. Anty­ewan­ge­licz­na bezduszność Kościoła katolickiego prawie zmusiła go do tego. Tymczasem jednak przyszedł papież Franciszek i bur­mistrz może być kato­li­kiem zgodnie ze swoim sumieniem. Katolickim, ewangelicznym ojcem miasta.

*

     — [Leoluca Orlando, burmistrz Palermo] Nie ścigam się z nikim, tylko ro­bię swoje – tłumaczy. – Nie mam armii ani mennicy jak państwo, nie mo­gę stawiać granic ani rozdawać pieniędzy. Ale mogę pracować w Pa­ler­mo na rzecz równości, szczęścia i wolności. Z przytupem, głośno.

(tamże)

niedziela, marca 28, 2021

4187. Opróżnianie filiżanki wrażeń

Tomik wyczekany. Na wirtualnym stoliczku w dniu publikacji ibuka. Sma­ko­wa­ny nieśpiesznie przy trzech kawach. Męki trwające prawie cztery dni, by wybrać frag­men­ty, te najwłaściwsze, które chcę tu mieć pod ręką. Wybrane, zło­żo­ne, wy­rzu­co­ne. Dwa wieczory mierzenia się z własną ograniczonością i zmien­no­ścią natury. Dziś ostatnie podejście: wybrane, złożone, zostają tu.

Czy można wierszem gównianą historię opowiedzieć? Można. I można to zrobić pięknie. Mikołajewski potrafi to zrobić przepięknie.

On – wirus. Ona – choroba. Ona – miłość. W innych językach, choćby po włosku, ona to on.

*

Przed epidemią mówiliśmy o „wirusie nienawiści”. Nikt już nie rozumiał, co znaczy „wirus”. W umierających roz­poz­na­je­my w końcu skutek nienawiści. Zła to pociecha.

lekcja metafory

na lekcję metafory pan przyniósł dzisiaj
wirusa pogardy
i wirusa głupoty
 
wirusa spłaszczenia świętej wyobraźni
błogosławionej mateczki litości
i sługi bożej łaski przebaczenia
 
tak właśnie
powiedział
działa uproszczenie
 
pogarda
głupota
spłaszczona wyobraźnia
 
sproszkowane przebaczenie
i litość
 
[…]

jak wirus który nie jest metaforą niczego
tylko odwala swą zwykłą robotę
 
naturalną
bezkresną
niepodległą ocenom

*

Na sześćdziesiąte urodziny, w czasie epidemii, dostałem 222 płyty z muzyką Bacha.

wdzięczność

potrzebna jest nie bogu
lecz nam

*

Bóg zawsze nas łapie za język.

konsekwencje modlitwy

nie wódź na pokuszenie
i bóg zesłał starość

*

Z bezsennej nocy wychodzę z ostatnią deską ratunku.

marzenie

nie ma wolnej woli
tylko przymus pieprzony który zbawi
bo skazał

*

wolę pytanie o sens
bo sensowniej
jest pytać bez szansy na dobrą odpowiedź

*

 
los to jest musieć i nie móc
inaczej

[…]

los jest bogiem
dlatego
bóg tak go nie lubi

*

pokój ludziom złej i dobrej woli
i ludziom niewoli
od własnego błędu
z którego rozliczać się będą przed sobą
w prywatnym czyśćcu
 
innego nie trzeba

*

musiałem przeoczyć
musiałem przeskoczyć
to nagłe pęknięcie
między kiedyś a teraz

*

oto w końcu doszło
do oczekiwanej harmonii
obu biegunów milczącego ciała
 
czas stopom spojrzeć w oczy
a oczom w stopy

*

sen we śnie
w którym właśnie w tej chwili
może jesteśmy
 
nie wiadomo które z nas
pyta
które odpowiada
 
długa droga przed nami

*

Moje sześćdziesiąte urodziny.

sto lat ale po co

żeby być coraz rzadszą rośliną
która puszcza liście stare
od urodzenia
 
i przeprosić cienie
zanim je spotkamy kiedy sami będziemy
już cieniem
 

Co dzień, wielokrotnie, jak zbir w ciemnej bramie, w myślach napadają na mnie starzy znajomi.

*

wszystko rozjaśnić mógłby dzień następny
gdyby mimo wszystko zaczekał
na ciebie

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

rozproszone wspomnienia ożywają we mnie
jedno rodzi kilka
a każde z tych kilku
chyba kilkanaście migotliwych cieni
których nazywanie byłoby jak próba
chrztu ryb co do jednej
w rozległej ławicy

*

z pauzami
dysgrafią
zawahaniem pióra

*

Pewność, która atakuje za każdym razem, kiedy ktoś nie odpowiada albo nie jest — w moim odczuciu — dość ser­deczny.

* * *

świat się mną najadł
zdradza skłonność do torsji

(tamże)

sobota, marca 27, 2021

4186. 86/365

gówna w kolorowe papierki z feministkami nie będę zawijać. Sadownik to rozumie. wiem, dlaczego tylko on.

86/365

*

jest tylko to że rozumiesz
i kochasz

[…]

raz wyjdzie lepiej
raz nie wyjdzie gorzej

jest jedna i druga strona mocy
niemocy

Jarosław Mikołajewski, Godzina myśli,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

sobota, marca 20, 2021

4177. Chronos (III)  // Zielnik (XXVI)

Rzuciłam wszystkie cztery czytane książki, bo utknęłam w jednej z nich. Ze stosika nowość Mistrza z współautorem wyjęłam. Nie skończyłam, delektuję się, nie śpie­szę, ale jak przeczytałam o tej roślinie — upartej dość — to pomyślałam, że musimy ją mieć w zielniku. W ten sposób w zespole redagującym zielnik pojawił się męż­czy­zna, a w zasadzie dwóch umiejących pięknie pisać.

Ale najbardziej zależy mi na żółtym, mocnym jak rzemień janowcu. Już nie wiem, czy drogi mi jest sam kwiat, czy legenda i znaczenia, jakie nadał mu Giacomo Leopardi. Chodząc po suchym, popielistym Wezuwiuszu, dostrzegł wielki samotnik w janowcu, świadectwo człowieka i jego – naszego – losu. W poemacie La Ginestra (czyli Janowiec właśnie) pisze o losie żółtego kwia­tu jako bytu, który na dobrą sprawę w ogóle nie powinien istnieć. […] dano żyjątku (człowiekowi, roślinie…) „egzystencję na warunkach śmiesznych”. A mimo to – jesteśmy. My ludzie i on kwiat (po włosku: ona). I na do­da­tek potrafimy wypuszczać żółte płatki. Na znak, że trwamy. Znak nie tylko dla siebie — przede wszystkim dla innych, zwłasz­cza dla tych, co zwątpili. Zry­wam więc jedną ukwieconą łodygę ja­now­ca jak skarb i znak. Jak klucz do zasady zanegowanego, lecz upartego ist­nie­nia.

Jarosław Mikołajewski i Paweł Smoleński, Czerwony śnieg na Etnie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)


Autor(ka) nieznany/a,
[dostęp: 20.03.2021], źródło.

Jarosław Mikołajewski:
Janowiec

niedziela, stycznia 31, 2021

4119. Zamykając czytelniczy rok (II)

Broniłam się przed tą książką kilka miesięcy i cały 2020 rok. Dobrze mi szło, ale kilka dni temu w korespondencji z niesamowitą kobietą wypłynął Autor — wypłynął w samych superlatywach. Klik, klik, może jest coś nowego? Nie ma. Jest Ginczanka i ja (za głupia na Zuzannę).

Otwieram darmowy fragment, by upewnić się, że naprawdę jestem wciąż za głupia na tę książkę. Dwa akapity i… po mnie! Rzucam dwie książki, które mnie zajmują. Wpadam w tę książkę, wyjmuję z niej Poetkę, wpadam w Jej wiersze po uszy, kończę tomik i wracam do pierwszej z dwóch, odkładam po rozdziale, ląduję w tej książce na troszkę, odkładam, wciąż w drodze między pierwszą i tą, pierwsza, ta, pierwsza, ta… dopóki nie skończę obu. Druga odzywa się cichutko, ale z wyrzutem: a ja? Już do ciebie wracam.

Ginczanki nie czuję, ale miłość i pasję Autora czuję i uwielbiam. I dlatego ta książka jest pyszna. Autor — to, że poeta, ma kolosalne znaczenie w tej książce. Przyjaciel Autora samym swoim istnieniem i miłością do języka polskiego jest współ­win­ny istnienia tej książki — to niewymieniony na okładce współautor.

Lecz tylko próbować się liczy. Iść za bolesnym, osza­la­łym instynktem jedynej rzeczy, która ma sens, lecz jej sensu nie znamy.

*

Kiedy powinniśmy zacząć opowiadać? Czy w chwili, kiedy dowiedzieliśmy się już wszystkiego, czy kiedy nie wiemy nic albo prawie, a tym „prawie” jest intuicja, że ten ktoś zagęszcza w sobie coś ważnego dla nas, choć nie wiemy, ani co to jest, ani co w ogóle dla nas jest ważne?

*

Z perspektywy tego, co stało się potem — nie tylko jej śmierci, lecz przede wszystkim zachowania polskiej dozorczyni lwowskiego mieszkania Zuzanny, Chominowej, która ją zadenuncjowała — jakoś przerażająco wygląda jej wybór. W domu mówiło się po rosyjsku, ale ona postanowiła być polską poetką. Mogła postanowić inaczej.

*

Już mnie uwiera to pisanie o Ginczance. Męczy. Wyżyma. Czuję, że powinienem dać komuś za Ginczankę w pysk…

*

Podobno Zuzanna „liczyła” jeszcze na to, że trafi do Auschwitz („liczyć na Auschwitz” — tego by nikt nie wymyślił). Stało się inaczej — pod koniec 1944 roku Zuza i Blumka zostały rozstrzelane na wzgórzu w Płaszowie.

*

Z upływem czasu zmieniają się nazywalne motywacje, lecz rdzeń wciąż jest ten sam i tkwiąc w nas niezmiennie, daje szansę, byśmy po latach doszli do tego, co w nas najważniejsze.

*

[…] pisała na przykład: „Nie jestem niczym innym,/ jak mądrą odmianą zwierząt/ i niczym innym nie jestem,/ jak czujną odmianą ludzi”. A co to za autorka, to sobie zgadnij. […]
     […]

      Nic z tego, Sylwek, [Silvano De Fanti, włoski tłumacz z j. polskiego]
     nie zgadłeś!
        Ani Jasnorzewska-Pawlikowska, ani Poświatowska, ani zespół O.N.A. (swoją drogą skąd Ty, u diabła, znasz Agnieszkę Chylińską?).
        Poetka nazywa się Zuzanna Ginczanka.

*

Oprócz samej siebie nie znam innej dali.
// Zuzanna Ginczanka

*

[…] uzmysłowiłem sobie, że istnieje coś takiego jak pamięć o ludziach i zdarzeniach i pamięć własnej pamięci czy raz już opowiedzianych wspomnień. I są to dwie różne pamięci.

*

[…] po cóż byłoby pisać i myśleć, gdyby nie wiązało się to z ryzykiem?

*

No, teraz lepiej.
 
ZUZANNA
Lepiej, bo gorzej?
 
REŻYSER
Tak, lepiej, bo gorzej. Sama wiesz, jak jest.

*

Często dzieci coś wiedzą, ale nie wiedzą skąd.

*

Lokomotywę, o której wszyscy myślą, że jest o maszynie, a to może o gru­bej babie, która nagle się zakochała i poczuła leciutka jak piłeczka, jak „frasz­ka, igraszka, zabawka blaszana”… Sama pomyśl: „Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…”. Przecież to czysta erotyka dla grubasów, żaden tam utwór dla dzieci…
 
ELŻBIETA (rozbawiona)
Boże, a ja tyle razy czytałam Jureczkowi…
 
ZUZANNA
I dobrze! Bo to także dla dzieci, tyle że każdy rozumie z tego, co chce…

Jarosław Mikołajewski, Cień w cień. Za cieniem Zuzanny Ginczanki,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Wygłupiasz się, prawda? Nie myślisz, że to by było możliwe.
 
ZUZANNA
Bo głośno czy bo wesoło? Czy dlatego, że z tobą?

*

Co ma się dziać, już właśnie się dzieje…

*

Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno.
Budzę się zwykle w roli spóźnionego świadka,
kiedy cud już odbyty,
dzień ustanowiony
i zaranność mistrzowsko zmieniona w poranność.

(tamże)

środa, września 23, 2020

3962. Pourlopownik (II)

Wiedziałam o tej książce, ale w zeszłym roku nie przemawiała do mnie. Przemówiła wczoraj. Klik, klik i miałam. I delektowałam się.

Nie mam pewności, czy słowa w tej książce zachwycą dzieci tak samo jak dorosłego. Zasięgam w tej sprawie języka.

Przerwał jeżozwierzowi raz jeż:
gdy ten mówił „ja jestem jeż…”,
natychmiast wtrącił „ja też”.
I patrząc na jeżozwierza,
do dzisiaj mu nie dowierza
.

  Słonko, co zachodziło,
  złocistą barwą pokryło
  hipopotama.
 
  Widząc, że patrzy nań lama,
  rzekł hipopotam:
  ze złotam.
  Na co ona: „a przypadkiem nie z miedziś?”.
  A on na to: „przynajmniej nie dziś”
.

Popatrz: ara
się stara,

orzeł orze,
jak może,

łania
na nogach się słania,

foka
nie zmrużyła dziś oka,

a ty coo
?!…

Jeden koala
Nie dla przyjemności, lecz z musu
pije sok z eukaliptusów.
Nic dziwnego — mama
kropla w kroplę jest taka sama.
Czyli są to zwierzęta niewinne,
bo picie jest u nich rodzinne
.

Jarosław Mikołajewski, Zoo, ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019.

3961. Pourlopownik (I)

O literkach Poety wymieniliśmy emile. Tknęło mnie, żeby sprawdzić, czy może coś nowego w ibuku się ukazało. Okazało się, że jeden ze starszych tomików wrócił w cyfrowym wydaniu. I dobrze, że wrócił, bo piękny. Bardzo piękny.

gdzie jest we mnie iskra ze stworzenia człowieka?

mgławice pieprzyków
drogi mleczne znamion
 
słupy milowe sutek
 
pory przydrożne
zmarszczki z kontrabandy
 
na kamieniu bruzdy
kwarce
żyłki piasku
 
szramy to już raczej
wyręka człowieka

szczelina możliwości już tylko
w rzeczach niemożliwych

wszystkie dobre zabawy polegają na znikaniu
 
kto lepiej zniknie
kto na dłużej
 
kto tak że reszta się wnerwi

coś kocha
coś nie dba
żartuje
tracę resztki wiary
i ją odzyskuję

grypa
w chorobie
budzę się gotowy na miłość

wstyd

jakimi sztuczkami
śmierć walczy o życie

śpię zawsze plecami do tego co najdroższe
 
czegoś chcą plecy
czego nie chcą oczy
 
coś chce czegoś
poza mną

ale kto za mnie się modli
tak skuteczną prośbą?
 
robi to świadomie
bo kocha?
 
zaklina?
 
ziemska matka?
ojciec nieziemski?
 
czy chór klauzurowych zakonnic
odmawia pacierz w bieszczadzkim klasztorze
za ludzkość
 
również za tę jej moją chwilę
i cząstkę

Jarosław Mikołajewski, Wyręka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

nie bój się tylu ludzi umarło
i jakoś przeżyli

już się rozdarłaś
na pół
a to darcie
kruszy jeszcze tynk u sąsiada
 
[…]

ile bym dał za tę miłość
pomyślałem
gdybym jej nie miał
 
i co za miłość
która nie prowadzi do ruin
a jeszcze płaci za wydartą masakrę

ze wszystkich spraw tego świata
zostanie poezja
dobroć
 
i piękno dotknięte chorobą

(tamże)

poniedziałek, września 21, 2020

3959. Urlopownik (III)  // Nadzieja (II)

Poezji cykać po jednym autorze nie będę — zadecydowałam. By złapać dystans, inną perspektywę, zatrzymać się w czasie, słuchać morza, które kilkaset metrów dalej opowiadało swoją historię, by… Wiedziałam, tylko wierszem!

Parytet niezachwytu zachowany. Jedna poetka i jeden poeta swoimi pojedynczymi w tym zbiorze wierszami coś powiedzieli, ale do mnie nie przemówiło to wcale, więc nie będzie po nich tu śladu.

tak
wiem w tej chwili
umierają ludzie
 
nic więcej nie mogę
jak ich mocno kochać
razem z tymi co zmarli
w innej chwili bez chwili
na epidemie o innych imionach
 
słyszałem wczoraj że zamiast miłosnej
pieśni mam mieć dla nich
upór by pozostać
w swoim własnym domu

na pościeli tuż obok nieodkrytych kolan
kładzie się piesek

w czarnych kroplach oczu przynosi pytanie
jak dusza może zmieścić się
w trzech kilogramach

Jarosław Mikołajewski, Godziny myśli [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

Co jakiś czas ktoś grzebie w kieszeniach
naszej śmierci. W lęku który
drze się jak ptak na ostrym dyżurze.
 
Co jakiś czas ktoś podobny do nas.
W tej samej hotelowej restauracji.
Z tym samym liczydłem które
odejmuje mu rozum.
 
I z tą samą miłością
która płaci mandat
za przekroczenie
tych samych błyskawic
.

Ewa Lipska, Co jakiś czas [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

o
czarna chwilo
zniknij się
chcę do mnie wrócić
wrócić do „po staremu” ale
którędy
– – –

Teraz tak samo jak wtedy
na spotkanie ze mną podbiegło
NIC NIGDZIE NIGDY i NIKT

Utknęłam na skrzyżowaniu tego z tamtym
wydało mi się
jakby to nadal trwało wczoraj

widziałaś mnie – mówił obraz –
ja ciebie też – odrzekłam – ja też

Urszula Kozioł, Zamęt [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

środa, lutego 05, 2020

3694. Przy porannej kawie

Ostatni z przegapionych tomików już za mną. Skończył się przy nieprzegapionej kawie. Mogę czekać na nowy, szukając siebie w miejscach, w których od tak dawna mnie nie było lub nie było mnie jeszcze nigdy.

naprawdę nie musisz mnie tracić
by odzyskać
 
odzyskuj bez utraty

odzyskuj tak jak się stawia początek
tuż po dawnym
początku którego nie zamknęła kropka
ani krzyżyk

*

to życie takie dziwne
jakby całkiem nie moje
w tej chwili kiedy moje
jest bardziej niż zawsze

*

miłość nie ma początku bo jest sama
początkiem i jeśli kto kogoś to ona
świętuje nasze narodziny i śmierci
rocznice miesięcznice i dnice
choć w jej kalendarzu nie ma naszych
cezur nie ma ich w ogóle a jest wielka fala
która na chwilę nas wyniosła pod niebo

*

i jeszcze gorsze rzeczy pies ten
widział i przez nie teraz
wpatruje się w ciebie
oczami w których dostrzeżesz nie wyrzut
lecz wielkie
wymowne współczucie

*

przestraszyłem moim zachwytem
przerażone serce
.

*

genialna metoda na znieczulenie
wyjąć sobie ból z serca
patrzeć na niego jak na kruchy przedmiot
złamać i wyrzucić
do nieopróżnianego od miesięcy śmietnika

*

błogosławieni którzy
narażają się na śmieszność
bo im się spełnią sny najniemożliwsze

*

on też naczynie jeszcze bardziej kruche
poranione na krawędzi raniące

*

liczy się tylko by nie było obco by chociaż
przez chwilę było najbliżej

*

czarny piotruś
strach

Jarosław Mikołajewski, Basso continuo,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

niedziela, stycznia 12, 2020

3646. Czekając na deszcz

Klimat nie zmienia się. Dziesięć stopni na plusie w styczniu w Polsce to normalka. Australia płonie, bo chce lub wydaje nam się, że płonie, bo przecież jest daleko. Węgla starczy nam jeszcze na dwieście lat. Ręce do ziemi nie opadają wcale.

Czekam na deszcz i na elegię na śmierć świata w Australii.

Natychmiast przed oczami mam ten wiersz, nie wymyślony, ale podyktowany życiem, które dźgnęło. Niech nikt mi nie mówi, że Pan tak chciał wtedy, że tak chce dziś — kiepski to jest żart… jak wszystkie katolickie żarty nie śmieszy mnie wcale.

elegia na śmierć świń w nowoberezowie
14 września 2019


[…]

czy ich głos wniebogłosy
dla nich samych był wzniosły?

rozśmieszał ludzi?
podrywał kwiaty do lotu?

okrył kirem cmentarze i miejscową cerkiew?

stanął w gardle turystom odwieczną konserwą?

jedyną pamiątką po tym świńskim chórze
ponad dwóch tysięcy rozśpiewanych ryjów
będzie trafna metafora którą powtarzamy
kiedy w naszych oczach przegląda się ogień

nieludzki ból

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia, źródło.

środa, grudnia 25, 2019

(3618+1). Świąteczne czytanie

Wrażeń i jedzenia dużo. Prezenty piękne. Powieści leżą świątecznym odłogiem. Zaległy tomik chrupał się aż miło. Poezja pomaga na pogodę — nie pada.

i mówił jesteś
w końcu
i bez końca

*

za zgodę biorą milczenie
tego co na górze
czy w dole
wierzy w siebie
coraz słabszym światłem

*

powiem komu innemu
na kogo wciąż czekam
choć przecież o takich
sprawach
powinno rozmawiać się tylko
w rodzinie

*

a gdyby ta smuga pomiędzy chmurami
nie była smugą
tylko innym miastem?

i jakim miastem
byłoby to miasto?

i ja kim byłbym
w tym mieście
?

*

życie żeby było musi być
szczęśliwe?
           nie może życiem
być ta niewygoda
           za ciasny
kaftan zbyt luźna piżama?
 
[…]

i kto to wybiera
?

*

miłość moja
niemoja
ta która jest we mnie
biegnie za swym słowem i prosi
no powiedz wreszcie
 
no powiedz

*

źródło życia
 
miłości
która jesteś we mnie
 
święć się nie imię
bo imienia nie znam
 
święć się twoje piękno
zostań ile możesz
 
bądź niewola twoja
 
jako we mnie tak we wszystkich
we wszystkim
 
bądź jak chleb
powszedni
kiedy jest powszedni


[…]

nie przestawaj uwodzić
pokusą przygody
która niech nikogo
nie krzywdzi

*

moje dojrzewanie do boga
okazało się jego
dochodzeniem do mnie
 
spotkaliśmy się na rozdrożu
na przystanku nad trasą
który podobno jest w połowie drogi
 
rozpoznałem go po nerwicy
stwarzania
 
do kawiarni wejść
nie chciał
 
tłumaczył się że jest
osobą publiczną
że w szatni trójkąta nie zostawi

[…]

milczeliśmy przez cały spacer
niezręcznie
jak na pierwszej i jedynej
randce na której
o całą wieczność za późno
odkrywamy różnice stanu
wrażliwości
 
stosunku do wiewiórek
i karpi
 
ale uciec już się nie da
można tylko zerwać
 
nie da się ukryć że wstępnie
byliśmy sobą zainteresowani
nawzajem

*

jest jakaś możliwość w jej ponurej
religii że ta wędrówka zakończy się dobrze
 
ale kto z nas co mamy
lat pięć lub dwadzieścia
da sobie uciąć rękę lub głowę
?

Jarosław Mikołajewski, Listy do przyjaciółki,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017.

poeci których tłumaczę

czasami mówią o tak bliskich
rzeczach
 
o tak bliskich ludziach
 
tak moim językiem
 
aż myślę że tłumaczę
ich przekłady ze mnie
 
niestety
 
co najmniej daty przemawiają na moją
niekorzyść
 
trudno mi znaleźć wyjaśnienie inne
niż to
że pochylam się nie nad biurkiem
lecz studnią
i wpadam do wody która bije wszędzie
 
w każdej studni ta sama

na chwilę przed upadkiem
widzę jeszcze naszą wspólną twarz

(tamże)