
(fot. Sadownik)
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Pojawiła się w zdecydowanej większości subiektywnych rankingów najlepszych książek 2015 roku. Pomyślałam, że zaryzykuję, zwłaszcza, że nazwisko autora obiło mi się o uszy kilka lat temu. Nie wzięłam pod uwagę, że większość tych rankingów stworzyli mężczyźni. To przy czytaniu tej, błyskotliwej skądinąd, książki miało niebagatelne znaczenie.
Gdy plan gry szpitalnej był już znany, Biały Kruk stwierdził, że będę miała dużo czasu na czytanie. Mylił się. Miałam koszmarne kłopoty z koncentracją i dawałam radę tylko i wyłącznie oglądać kabarety na jutjubie.
Końcówkę tej książki podzieliłam sobie przynajmniej na kilka części. Wzięłam na ambit i skończyłam ją jeszcze w szpitalu, bo w blokach startowych czekała już inna książka. Nie mam pojęcia, dlaczego przedstawiony w tej powieści mechanizm do złudzenia przypomina mi aktualną od jakiegoś czasu polską rzeczywistość polityczną.
To nie jest książka, która znalazłaby się w pierwszej dwudziestce najlepszych według mnie książek 2015 roku. Zastanowiłam się. Nie zmieściłaby się nawet w pierwszej pięćdziesiątce. No ale spróbować było warto, bo kto nie próbuje, nie wie, co lubi.
[…] literatura od zawsze łączy się z pozytywnymi konotacjami w sektorze artykułów luksusowych.
*
— Nie wiem, może to prawda, chyba faktycznie jestem czymś w rodzaju macho; nigdy nie byłem przekonany, że kobiety powinny mieć prawa wyborcze, dostęp do tych samych kierunków studiów, do tych samych zawodów co mężczyźni i tak dalej. Cóż, przywykliśmy do tego, ale czy to naprawdę był dobry pomysł?
[…]
— Jesteś za powrotem patriarchatu, prawda?
— Nie jestem za niczym, przecież świetnie wiesz, ale patriarchat miał przynajmniej tę zaletę, że istniał. Chodzi mi o to, że jako system społeczny trwał w swoim istnieniu, były rodziny z dziećmi, które odtwarzały z grubsza ten sam schemat i jakoś ten świat się kręcił, a teraz nie ma żadnych dzieci, czyli wszystko z głowy.
*
[…] nigdy nie zawalałem terminów. Ale czy to wystarczy, żeby życie miało sens? I dlaczego w ogóle życie ma mieć sens? Wszystkie zwierzęta i miażdżąca większość ludzi żyje bez najmniejszej potrzeby sensu. Zgodnie ze swoim rozumowaniem żyją, bo żyją, ot i wszystko; zapewne umierają, bo umierają, i na tym się kończy ich analiza. Jako specjalista od Huysmansa czułem się w obowiązku pójść nieco dalej.
*
[…] zaślepienie nie jest w historii niczym niezwykłym: to samo można było zaobserwować w latach trzydziestych u intelektualistów, polityków i dziennikarzy, powszechnie przekonanych, że Hitler „w końcu odzyska zdrowy rozsądek”. Ludzie żyjący w określonym systemie społecznym prawdopodobnie nie potrafią sobie wyobrazić punktu widzenia tych, którzy niczego od systemu nie oczekując, planują jego zniszczenie.
Michel Houellebecq, Uległość, przeł. Beata Geppert,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Z tej innej perspektywy wszystko jest prostsze: wiadomo, co jest ważne a co nie. Listę wielkich marzeń otwierają: wejść pod prysznic, wyjść z domu na spacer, wejść po schodach samodzielnie…
Z tej innej perspektywy najważniejsze są relacje: bez nich nie da się przez to wszystko przejść ani fizycznie, ani psychicznie. Listę wyzwań otwierają: umieć powiedzieć, czego się potrzebuje; nauczyć się przyjmować pomoc; uwierzyć, że są ludzie, którzy naprawdę chcą pomóc, bo cię lubią, szanują, kochają, bo jesteś ważna, w jakimś sensie najważniejsza…
Z tej innej perspektywy wszystko bywa trudniejsze: są łzy, jest strach, są myśli o czwartej nad ranem czarniejsze od najczarniejszych, jest rozpacz i cierpienie. Wtedy, gdy docieram na samo dno, ale i nie tylko wtedy, odpalam mój hymn zdrowienia, który pomaga mi przejść do tego, co prostsze i najważniejsze…
Playing for Change Band, Stand by Me.
To piosenka oryginalnie z 1961 roku. Znam ją od 25 lat. To wykonanie — w którym się zakochałam, którym się leczę — odkryłam w szpitalu.
wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
I pomyśleć, że Or wysyłając mi ten rysunek dziś rano, nie wiedział, że w gipsie mam aż dwa (!) okienka. Skrzydła były bardzo potrzebne, bo mocna, wspaniała Ekipa przesadzała wieczorkiem Drzewko ze szpitalnego łóżka do domu. Wdzięczność i brak słów pozostał ze mną jako główne wrażenia dnia.

(rys. Or)
bo Ona uczy mnie miłością…
…już od lat, jak nikt inny.

[to ostatnie szpitalne zdjęcie]
wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Perspektywę inną od wielu dni mam. Kiedyś ważne jest teraz mniej ważne lub wcale.
*
— Kochanie [do Sadownika], marzę o… zacinającym, gęstym, zimnym, paskudnym deszczu, a ja na zdrowych nogach idę z Heniutką na szybki spacer.
Wczoraj, jak dzieliłam się tym marzeniem z Sadownikiem i Antenką, bo przez chwilę byli u mnie jednocześnie, Antenki twarz tężała. Gdy skończyłam, poważnym głosem powiedziała:
— Bałam się, że powiesz „zawsze”.
Ryknęliśmy śmiechem.
wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Leżę obok okna. Od wczoraj wiem, że spadł śnieg, bo mi powiedziano. Dziś rano, ćwicząc sprawne mięśnie i stawy, zrobiłam zdjątko. I popłakałam się okrutnie, że tej zimy nie pójdziemy na stadny spacer do lasu w bieli.
*
Leżałam koło południa w całkowitej ciszy. Słyszałam, jak słońce swym ciepłem wędruje po mojej twarzy. I popłakałam się okrutnie, poruszona tym spotkaniem.

*
Jeszcze tydzień temu klęłabym, że zimno. Jeszcze tydzień temu słońce co najwyżej goniłoby moje zabiegane plecy.
_____________
Wpisy peregrynacyjne możliwe są tylko dzięki Sadownikowi, który poza Darem swojej Obecności przynosi do szpitala kompa i sieć.
wpis przeniesiony 18.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Dzisiejsza wymiana esemesów z Białym Krukiem rozbawiła mnie do łez:
To nie ma szpitalnego [wi-fi]? Co to za szpital!
Tato!!!! :)
Trochę jestem zepsuty, jak na 70-latka, przyznaję. Ale najlepsze, co może człowieka spotkać w szpitalu to dobre wi-fi :)
Najlepsze, co mnie tu spotkało [z rzeczy nieożywionych], to... kroplówka przeciwbólowa.
*
Rozbawił mnie też dziś Or tym cudem:

(rys. Or)
Jak pisze do mnie więcej niż pięć słów to zawsze tak, by do łez wdzięczności mnie doprowadzić, że jest w moim życiu. I nie musi się Skubana wysilać przy składaniu literek, a między nie serce upycha:
dobrego dnia Ci życzę i wiary, że taki być może i będzie. […] to czego doświadczasz jako zatrzymanie, w innym wymiarze jest kosmicznym przyspieszeniem. Anioły przepraszają za metody, współczują i wspierają. Gdyby mogły zorganizować to inaczej, na pewno by to zrobiły.
Kilka godzin później byłam na stole operacyjnym. Cudowne Anestezjolożki miałam! I pana Rzeźnika też fantastycznego.
*
A gdy dochodziłam do siebie po wszystkim, pod czujnym okiem Sadownika, okazało się, że w telefonie czekało na mnie takie kudłate cudo:

(rys. Or)
*
Po co mi to wszystko? By zwolnić? By nauczyć się być księżniczką? By nauczyć się prosić, nie dla innych, lecz dla siebie?
Kalendarz pusty. Uczę się. Najważniejszego.
Pogadaliśmy sobie esemesami w naszym stylu:
Dziś mnie nie kroją. Do zobaczenia wieczorkiem.
Szkoda, ale na spotkanie się cieszę :)
Musiałam połamać nogę, byś mi powiedział, że cieszysz się na spotkanie ze mną?!? ;)
Jeszcze jeden taki sms, a będę się cieszył jutro ;)
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Wczoraj Bliźniacza Liczba napisała:
Mały krok, a przenosi w inną czasoprzestrzeń.
*
Jak my-ludzie jesteśmy kiepsko zaprojektowani! Tacy nieprzystosowani do warunków zewnętrznych. Psu to by się nigdy nie przytrafiło!
Wczoraj szłam do pracy. Nie doszłam. Jestem w zupełnie innej rzeczywistości. Wszystkie plany skasowała jedna chwila na oblodzonym chodniku. Uprawiam od wczorajszego ranka prawdziwą, poważną peregrynację. Moja wolność wyznaczona jest długością sprawnych rąk.
*
Kobieta-Anioł dzisiaj przez telefon powiedziała tak: wiesz, niektórzy, żeby odpocząć, idą do więzienia lub szpitala.
*
Altówka za to napisała:
Hej, jak się miewasz? Słyszałam, że użyłaś nóżki niezgodnie z przeznaczeniem.
*
Gepardzica:
To po to, żebyś nie zapomniała,
kim naprawdę jesteś.

(fot. Sadownik)
*
Sadownik:
(po tym jak na dole minął się z Gepardzicą,
rozpakował to, co przyniósł)
Wszyscy ci współczują, a ty przecież tylko leżysz!
Jabłoń Szpitalna:
(ryknęła śmiechem)
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Gdy kończyłam pracę, spotkałam w korytarzu Neka, który powiedział mi, że wyjął z poczty coś dla mnie. Uśmiechałam się od ucha do ucha, widząc, Kto adresował kopertę — niespodzianka i całkowita zaskoczka.
Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłam znaczki. Uwielbiam Tego Człowieka. Jest dla mnie wzorem wielu cnót dotyczących życia społecznego.

*
Flashback: Meet San Francisco Supervisor Harvey Milk.
Jabłoń & Sadownik:
(przed kinem upolowali osobiście Pana z puszką)
Jabłoń:
(po wyjściu z kina i zapięciu kurtki)
…zgubiłam serduszko…
Sadownik:
Jak to?
Jabłoń:
…normalnie, odkleiło się pewnie…
Sadownik:
Dzień jak co dzień.
Żona bez serca!

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jeśli masz ochotę potknąć się, wewnętrznie przewrócić lub runąć, ta książka pomoże ci bardzo skutecznie to zrobić. Podkusiło mnie, by przeczytać ją, nim wezmę się za najnowszą tej Autorki. Skończyłam dwa dni temu. Zaniemówiłam, a dziś przyszedł czas, by wyrzucić ją z siebie, bo żyć się chce.
Jedyna decyzja aktualnie nam panujących, którą po tej książce uważam za majstersztyk, to zmiana nazwy pewnego ministerstwa na Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To fantastyczny synonim dla Ministerstwa Patologii i Spraw Beznadziejnych, którym w rzeczywistości ten twór jest, poza tym, że pełni rolę skansenu myśli dziewiętnastowiecznej.
Myśleliśmy o sobie dużo, ale nie mówiliśmy. Brakowało słów. Rozmawiali o tym, że obiad o tej i o tej, że to smaczne, a co dzisiaj robiłeś, a ile potrzebujesz pieniędzy, poproszę o sól, koniecznie chodź po górach.
*
— Jest taka teoria, że to my sami wybieramy swoich rodziców. Żeby się czegoś nauczyć.
— Czego się uczysz?
— Walczyć o niezależność.
*
Opowiadam więc o sobie, ale i o tobie. Mnóstwo ludzi ma przecież za sobą jakieś nieodbyte śluby, niespełnione marzenia, nieudane przyjęcia, związki, wyjazdy małżeństwa…
Są rzeczy w rodzinach dużo gorsze niż to, że ktoś nie wyszedł za mąż. Hipopotamy na środku salonu, o których się nie mówi.
*
I słyszę z daleka głos ojca: „Przecież mówię, że nic takiego nie zrobiłem. Tylko podotykałem trochę sobie”.
I mama za nim do słuchawki: „Ojciec mówi, ze nie było stosunku. Tylko ją trochę podotykał. No i co się takiego stało? Co ty chcesz od niego?”.
Siadłam na krawężniku. Głowę mi natychmiast zaczęło rozsadzać. Zaczęłam wykrzykiwać: „Mamo, czy ty sobie w ogóle zdajesz sprawę z tego, co mówisz? Przecież on ją molestował! Pomyślałaś, jak ona się musiała czuć?! Ośmioletnie dziecko!”.
A moja mama na to: „A czy ty pomyślałaś o ojcu? Sama widzisz, jaki on chory musi być, skoro takie rzeczy robi. Jemu też może trzeba współczuć”.
*
Ciekawe jest to, że Dorota, dlatego że uciekła ze złego związku i związała się ze mną z miłości, jest przez Kościół odrzucona. Nigdy nie będzie mogła przystąpić do komunii i z tym się już nic zrobić nie da. Natomiast ja — podwójny zabójca, matko- i ojcobójca, gdybym tylko się z nią rozstał, w zasadzie w każdej chwili mógłbym przystąpić do komunii, bo z pierwszą żoną też miałem tylko ślub cywilny.
Katarzyna Surmiak-Domańska, Żyletka. Reportaże
i wywiady Dużego Formatu, Agora, Warszawa 2011.

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Jeśli chcesz odgrywać jakąś rolę, to się angażujesz — powiedział. Zapisałam implikację tę słowo po słowie, by nie zgubić sensu, by zachować chwilowe zrozumienie tego, co miało miejsce.
Coś przeskoczyło mi w głowie, gdy stawiałam ostatnie znaki. Następnik z poprzednikiem zamienił się miejscami. I odkryłam, na swoje potrzeby, bardzo ciekawe i proste narzędzie autodiagnostyczne:
jeśli się angażujesz, to
upewnij się, że wiesz, do jakiej roli pretendujesz.
Szybko sprawdziłam prawdziwość tych słów. Są relacje, w które włożyłam dużo energii, uwagi, czasu — nieproporcjonalnie dużo energii, uwagi i czasu — byłam bardzo zaangażowana. Powiedziałabym dość krytycznie, że byłam zbyt zaangażowana. Dziś po prostu widzę, że nie do końca miałam świadomość roli, która w tej czy owej relacji mnie interesowała. Musiało skończyć się katastrofą…
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
To nie książka, to almanach — subiektywny, głęboki, ważny. To literki, o których nie warto mówić. To literki, z którymi warto być. Najważniejsze jest to, co z nami te oszczędne, błyskotliwe, głęboko ludzkie znaczki robią. A robią dobrze. Czynią mniej samotnym w najtrudniejszym. Czynią prawdziwszym człowiekiem. To literki o miłości. Literki szczególne.
Łączymy z sobą dwoje ludzi, którzy nigdy dotąd nie byli połączeni. Czasem przypomina to tę pierwszą próbę sprzężenia balonu na wodór z balonem na ogrzane powietrze: lepsza katastrofa i pożoga czy pożoga i katastrofa? Ale czasem to się sprawdza i powstaje coś nowego, i świat ulega zmianie. Potem, w którymś momencie, wcześniej lub później, z tego czy innego powodu, jedno zostaje drugiemu odjęte. A to, co zostało odcięte, ma wyższą wartość niż suma tego, co było wcześniej. To może nie być możliwe w matematyce; ale jest możliwe w uczuciach.
*
We wczesnym okresie życia ludzie dzielą się zasadniczo na tych, którzy już uprawiali seks, i tych, którzy go nie uprawiali. Później — na tych, którzy zaznali miłości, i tych, którzy jej nie zaznali. Jeszcze później — przynajmniej o ile mamy szczęście (lub, z drugiej strony, nieszczęście) — dzielimy się na tych, którzy przetrwali żal, i tych, którzy go nie przetrwali. Te podziały są kategoryczne; to zwrotniki, które przekraczamy.
Julian Barnes, Wymiary życia,
przeł. Dominika Lewandowska,
Świat Książki, Warszawa 2015.

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
— wszystko co najlepsze wciąż przed nami — powiedział.
usłyszała. poczuła, że ma rację. poczuła całym ciałem. tydzień temu by zaprzeczyła.
*
dotarło do niej, na zasadzie kontrastu, że nie czuła się tak dobrze od roku. „coś”, co trwało tak długo, co niepostrzeżenie towarzyszyło jej życiu niczym cień, domknęło się. i dopiero wtedy zobaczyła, że było. na swój użytek nazwała „to” pełzającym kryzysem wieku średniego. minął.
*
marzenia Sadownika i Jabłoni do realizacji na rok 2016:
20/10
*
Peter Gabriel, Tony Levin, David Rhodes, Solsbury Hill,
dwadzieścia dwa lata temu
[ruszają Jabłoń wciąż].
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Fajny tytuł. Ciekawa okładka. Obiecujący pomysł na książkę. Ale!
Jeśli nie pracujesz nad sobą jakiś czas, ta książka wyda ci się beznadziejna. Kolejne akapity to zwykły bełkot. Powtarzany do znudzenia przez kolejne kobiety. Odmieniany przez wszystkie przypadki. Nie mogło być inaczej, bo jak opisać na kartach książki to, o czym nie da się nawet mówić.
Jakby było mało, redakcja polskiego wydania makabryczna. Permanentny brak przecinków. Mało nie trafił mnie szlag.
Jakim cudem dobrnęłam do końca, nie wiem. Nie hołduję przecież zasadzie: zaczęłam, to skończę. Skończyłam. Jeden z ostatnich rozdziałów okazał się wart grzechu.
Dobrą stroną tej książki jest przekaz: pracujesz nad sobą czy nie, nie ominą cię trudności, choroby, zwątpienia, bezsilność, bo życie, czy tego chcemy czy nie, jest również o tym, a może przede wszystkim o tym.
[…] zawsze jest szansa, aby powiedzieć prawdę i zaufać temu, co z tego wyniknie.
*
Miłość wraca po siebie.
*
[Gangaji] To jest sekret, który mam do zaoferowania — my wszyscy możemy być po prostu ludźmi i to jest bardziej niezwykłe, niż możemy sobie wyobrazić. Jest coś wielkiego w zwyczajnym byciu prawdziwym człowiekiem.
*
[Catherine Ingram] Dla mnie zadowolenie czy wdzięczność stanowią radykalną postawę naszych czasów — coś, czego potrzebujemy, aby powstrzymać szaleństwo ciągłego więcej, więcej i więcej. Więcej doświadczeń, więcej przedmiotów, więcej bodźców.
*
[Catherine Ingram] Zawsze powtarzam — Weź to, co najlepsze, zaś resztę pozostaw. Weź cokolwiek z jakiejkolwiek tradycji. Kiedy tego posłuchasz, okaże się, że to jest w twoim sercu i możesz świętować coś, co już znasz, ale nie wyraziłeś wcześniej w żaden sposób. Jeśli to nie współgra z tobą, porzuć to. Nie staraj się naginać do formy, nawet jeżeli wydaje ci się, że to ma sens.
*
[Neelam] Kiedy naprawdę czegoś chcesz, otwierasz się na możliwość nie otrzymania tego.
*
Wystarczy mi to, kim jestem.
*
[Dorothy Hunt] Wszystko może być nauczycielem. Pytanie brzmi — czego uczymy innych naszym własnym życiem?
Rita Marie Robinson, Zwyczajne kobiety, niezwykła mądrość.
Kobiecy wymiar przebudzenia, przeł. Alicja Techmańska,
Wydawnictwo Biały Wiatr, Rzeszów 2011.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Rzuciłam okiem na pewien tekst. „Ą” w mej głowie przekształciło się w „y”, sama nie wiem jak. Uznałam, że znalazł mnie w ten sposób tytuł wpisu, co pierwotnie nabierał formy od tygodni i jeszcze rano miał mieć świeżuteńki tytuł: Rzecz o Rządzie, Nowym Roku i Rozwoju osobistym. Za długa ta świeżynka, za długa, myślałam. Więc wpis.
Od tygodni przystanki robię przy osobistym odbiorze poczynań rządu, większości sejmowo-senatowej i kancelisty kraju, zwanego dla zmylenia przeciwnika prezydentem nie mego narodu. Oburzam się to mało. Nic nowego, nie tylko ja tak mam. Po co o tym pisać, podsycać w sobie ogień najgorszego sortu? Nie bardzo wiedziałam, dlaczego oburzam się tak bardzo. A to oni pierwsi? A to pierwszy raz nie miało znaczenia, kto na kogo głosował, by kościół katolicki mógł dyktować i tupać nóżką w kwestiach obyczajowych?
Oburzam się, bo jak na dłoni zobaczyłam, że mój problem z tym krajem i tym narodem polega na tym, że przychodzi „nowe”, skreśla wszystko, co było wcześniej, burzyć chce do samych podstaw, wypalić zło do samego dna musi, obluzga kogo się da i dopiero wtedy może zacząć budować nowe i lepsze, co i tak finalnie przeciwko ludziom się obróci. Zawsze jest źle i zawsze zacząć trzeba od zera. A przecież, rozmarzyłam się, moglibyśmy jako kraj i naród uznać, że coś było złe, fatalne nawet, co wymaga poprawy nawet natychmiastowej, ale było też coś, co całkiem dobrze działało. Nie możemy! Zero jest magiczną cyfrą rozpoczynającą każdą dobrą zmianę. Czy stąd poczucie kręcenia się w kółko i brak nadziei, że za mojego życia będę żyć w społeczeństwie, a nie w masie goniących kompulsywnie do przodu ludzkich szczurów.
Nowy Rok dla niektórych może być równie uroczą pułapką, co początek kadencji „nowego, lepszego i narodowego”. I to jest rzeczywisty i dobry powód popełnienia tego wpisu.
Nie tylko przecież w Nowy Rok postanawiamy coś zmienić. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co przynajmniej raz w swoim życiu nie urządził sobie radykałki: od dziś już nigdy, od dziś już zawsze, codziennie, ba, trzy razy dziennie! I jak się ten wyczyn skończył?
Mamy z Sadownikiem kilka noworocznych pragnień, ale postanowiliśmy, że ze Starego Roku bierzemy wszystko, co dobre było. I na tym będziemy budować!
przed siódmą rano
w ogrodzie Orzeszka i Białego Kruka
wypatrzyło mnie to zdjęcie.
postanowiłam wtedy wrócić
w południe z aparatem. cyk. i.
zachowane od zapomnienia.

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Trudny dzień to dobry dzień dla duszy powiedział jeden z bohaterów reportażu, który oglądaliśmy z Sadownikiem dzień po przyjeździe na poświąteczne świętowanie.
Trudno mi uciec przed przeczuciem, że ten rok będzie dla mnie trudny. A skoro niełatwo uciec… kontynuuję, czyli gonię czytanie ukochanych kobiet. Napisałam, że gonię bez pośpiechu, delektując się. Nie ustaję. Gepardzica skończyła tę książkę przed świętami. Ja jeszcze nie skończyłam, ale popłakać się zdążyłam już nie raz. Niech moc będzie z nami! Przez cały rok.
jesteś tym,
czego szukasz.
*
To, czego szukałam przez wszystkie lata było właśnie tu — we mnie samej.
*
[…] miłość, mądrość i pokój, których szukasz, są zawsze dostępne — właśnie tu, właśnie teraz.
Rita Marie Robinson, Zwyczajne kobiety, niezwykła mądrość.
Kobiecy wymiar przebudzenia, przeł. Alicja Techmańska,
Wydawnictwo Biały Wiatr, Rzeszów 2011.

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
— Jestem obywatelem świata i chcę, i należy mi się!
Przede wszystkim — pomyślałam — jesteś odklejony od rzeczywistości, bo na takie stwierdzenie możesz sobie pozwolić tylko dlatego, że masz przywilej bycia białym człowiekiem, który żyje w Polsce, czyli w bogatej Europie.
*
Zasadzałam się na tę książkę od jakiegoś czasu. Po niej jestem zdziwiona, że Paryż nie płonie częściej. Nie mamy problemu z islamskimi fundamentalistami, mamy problem z fundamentalistami mamony, do których aspirujemy. Po których stronie ze zbyt dużą łatwością — interesownie a jakże — stajemy, nie pamiętając nawet o własnej historii.
[…] Polska, jak wszystkie kraje Europy, z wyjątkiem Albanii, nie uznaje Saharyjskiej Republiki.
*
Marokańczycy w sen swojego władcy uwierzyli bardzo łatwo. Sen o Wielkim Maroku, które zostało rozczłonkowane […]. Powstała idea. A idea ma moc scalania ludzi, zwłaszcza tych biednych i niewykształconych. Jest idea, jest cel. A im większe kłamstwo, tym łatwiej ludzie w nie uwierzą.
*
Głupota jest zawsze najlepszą obroną.
*
Prawo międzynarodowe, któremu zaufaliśmy, jest stworzone dla światowych mocarstw, by pilnować ich interesów, nie jest stworzone dla małych narodów. Amerykanie dobrze wiedzą, co to prawa człowieka, ale tylko kiedy dotyczą ich kraju. Poza Ameryką prawa człowieka dla nich już nie istnieją. Podobnie Europejczycy! Chętnie mówią o prawie międzynarodowym, ale jakoś nie przeszkadza im to łowić ryb na naszych wodach. Nie uznają okupacji Sahary, ale nie mają moralnego dylematu, by czerpać z niej zyski.
*
[…] pragnienie jest silniejsze niż niemożliwość.
*
Gdy rozmawiam z mężczyznami w obozach, każdy z nich podkreśla niezwykłą rolę kobiet w saharyjskiej rewolucji. Mówią: to one to wszystko zbudowały, to dzięki nim żyjemy. To nie karabiny i bomby stworzyły ten naród, tylko spokój, cierpliwość, solidarność i siła, jaką wykazały się saharyjskie kobiety. One, w rewanżu, opowiadają o zwycięstwach swoich synów, mężów, ojców. O ich bohaterstwie i poświęceniu. Chyba nigdzie nie spotkałem się z tak ogromną wzajemną wdzięcznością i podziwem obu płci.
*
Wydma to takie zjawisko trochę jak Buka z Muminków. Przychodzi niespodziewanie, nic nie mówi, jest wielka, zwalista, trochę dziwna i straszna, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwa. Wprosi się w gości, obejmie ramionami domy, namioty, auta i przez jakiś czas będzie milczącym towarzyszem domowników. A potem odejdzie cicho i powoli, ciągnąć za sobą falującą złotą szatę.
*
Jest taka stara zasada wojskowa: jak nie możesz czegoś zdobyć, to daj temu czas.
*
W języku arabskim są pewne dwa słowa o tak podobnym brzmieniu, że niektórzy dopatrują się nawet wspólnego źródłosłowu: „insan” i „nisjan”. Pierwsze znaczy „człowiek”. Saharyjczycy mówią, że wywodzi się od tego drugiego, które oznacza „zapomnienie”.
Bartek Sabela, Wszystkie ziarna piasku,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

Religia. Najdoskonalszy wynalazek ludzkości zaraz po kole. Wyjątkowo precyzyjne narzędzie do wykluczania ludzi. Boże Narodzenie to nie jest łatwy czas, nie tylko dla samotnych, bezdomnych, poturbowanych społecznie i rodzinnie. Baczność. Spocznij. Dygnij. Jezu malusieńki.
*
Wigilia. Delikatnością swą rozwaliła mnie przepiękna i bardzo cicha choinka. Wstałam od stołu, pozostawiając za sobą ludzi, talerze, dania i rozmowy. Przysiadłam przy żywym iglaku. Zagapiłam się. Minęła chwila. Dotknęła mnie ulotność życia. Minęła kolejna. Dźgnęła mnie kruchość istnienia. Łzy jak grochy. Nie na miejscu, bo przecież wesołych świąt… Przy stole nieopodal kilkanaście osób, ale tylko jedna, której chciałam i mogłam powiedzieć, co się ze mną dzieje.
*
Pierwszy Dzień Świąt. Kilkanaście odrębnych ludzkich światów przy jednym stole. Nie spotkają się. Przysiadł się sens mojego tegorocznego świętowania: uśmiech i głos Chłopca skutecznie zaniedbywanego przez heteroseksualną wzajemną niechęć jego rodziców i Męska Wojskowa Łza odsłaniająca wrażliwość i delikatność Właściciela, łamiąca przez chwilę niejedno społeczne tabu. Byłam wdzięczna za tych kilka chwil, gdy było prawdziwie. Jestem wdzięczna do dziś. Jestem wdzięczna na cały przyszły rok.
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Gonię czytanie ukochanych kobiet. Gonię bez pośpiechu, delektując się. Skończyłam ostatnią książkę Axelsson — Bliźniacza Liczba pewnie nie pamięta już, kiedy Ona ją skończyła.
Rok temu, zaczynając czytać Złodziejkę książek, zastanawiałam się, czy jest jeszcze coś, co należy dodać do narracji o rzeczywistości II wojny światowej. Złodziejka udzieliła szybkiej odpowiedzi: tak, brakuje perspektywy zwykłych Niemców. Axelsson, w swojej ostatniej książce, również odpowiada na to pytanie: tak, brakuje perspektywy wykluczonych bardziej niż Żydów.
A do tego w książce, jak zwykle, niesamowita atmosfera, wewnętrzne dylematy, samotność w rodzinie, ale i miłość, tam, gdzie zwykle nikt się jej nie spodziewa — wszystko delikatnością kreślone.
I… prawda nad prawdami: potrzebujemy drugiego człowieka, by uchronić najlepszą cząstkę nas samych, by mogła się ona rozwijać, byśmy mogli w nią uwierzyć, zawierzyć i dać się jej prowadzić. Potrzebujemy. Zawsze.
— […] Chciałem wiedzieć, kim ty właściwie jesteś.
Miriam wolno kręci głową.
— Nie wiedziałeś, kim jestem? Przecież byłam twoją mamą.
Thomas powtarza jej gest i lekko kręci głową.
— Nie. Byłaś nie tylko moją mamą. Byłaś kimś o wielu tajemnicach. Zbyt wielu tajemnicach. Miałaś to wypisane na twarzy. Ciągle masz.
*
— Zrozum…
— Nie — mówi Miriam. — Nic nie muszę rozumieć. Jestem zwolniona z obowiązku rozumienia. Byłam w piekle, wiem, czym jest życie w piekle, i dlatego mam w głębokim poważaniu tych, którzy sami tworzą swoje amatorskie piekiełka, a potem udają, że nie mogą się z nich wydostać. To żałosne. […] Rozstańcie się raz na zawsze, do jasnej anielki!
[…]
— Ale ja nie chcę… Ja nie chcę być sama…
Miriam obrzuca ją niemal współczującym spojrzeniem.
— Tak? A teraz nie jesteś?
*
[…] nagle nie wie, co zrobić ze swoimi uczuciami, jest wzruszona i zrozpaczona, szczęśliwa i nieszczęśliwa. Co może zrobić? Nic. Nawet nie próbuje powstrzymać drzwi przed zamknięciem, bo teraz wie i akceptuje to, że takie są prawa życia. Musimy wszystko utracić, również tych ludzi, którzy najwięcej dla nas znaczą.
*
Dobry Boże, spraw, żeby nie zwrócili na mnie uwagi! Dobry Boże, pozwól mi tylko spokojnie przejść! Dobry Boże, pozwól mi szybko wrócić do domu!
Ale Boga nie było u siebie. Powinna była to wiedzieć. Boga prawie nigdy nie było u siebie, kiedy błagała go o pomoc.
Majgull Axelsson, Ja nie jestem Miriam,
przeł. Halina Thylwe,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015.

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Iluminację świąteczną w sercu mam już od wielu dni. Kwit na miłość od wczoraj też. Jedziemy. Najpierw oficjalna część. Potem, własne świętowanie przywilejów: Życia, Miłości, Sensu i Czasu, który przypadł nam w udziale. Słońce będzie po naszej stronie, z każdym porankiem jest już dłuższy dzień.
Najkrótszy dzień roku już za nami. Stanowi w Polsce przedsionek astrologicznej zimy. W Chinach ten dzień wyznacza jej środek. W moim osobistym doświadczeniu jest ostatnim dniem zimy, bo ciemniej już nie będzie. U mnie wiosna już drugi dzień.
I Wanna Wish U a Merry Christmas from the Bottom of My Heart.
świat powiedział: musisz być taka!
a skąd szanowny świat wie, jaka mam być?
[przyszło mi bezczelnie do głowy]
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Ta książka wstrząsnęła mną w bardzo podobnym stylu, jak zrobiła to demencja cyfrowa na początku roku. Zaniemówiłam z wrażenia.
Są czynności, działania, pozornie niezbędne zobowiązania, z których nie chcę lub nie mogę (póki co) zrezygnować, ale z pewnością — pomyślałam — mogę je ograniczyć w czasie i przestrzeni. Mogę przyjrzeć się, gdzie przypominam bardziej chomika na kołowrotku niż człowieka — postanowiłam. Mogę kompulsje lub tendencje do kompulsji wytropić. Mogę się zastanowić i podjąć decyzje, te najwłaściwsze na ten moment. Mogę i chcę. Będzie się działo.
Taka chuda książeczka, a taki wstrząs!
Sen — stan bezużyteczny i zasadniczo pasywny, generujący niepoliczalne straty czasu produkcji, obiegu i konsumpcji dóbr — zawsze będzie kolidował z interesami świata 24/7. Ogromna część naszego życia, którą na niego przeznaczamy, wyzwoleni z pułapki sztucznie pobudzanych potrzeb, staje się jedną z wielkich zniewag ze strony człowieka wobec zachłannego współczesnego kapitalizmu. Sen to radykalna przerwa w kradzieży naszego czasu dokonywanej przez kapitalizm. Większość z pozoru naturalnych potrzeb czy procesów, takich jak głód, pragnienie, pożądanie, a od niedawna potrzeba przyjaźni, zostało utowarowionych lub zmonetyzowanych. Sen — jako potrzeba i związany z nią czas — nie daje się skolonizować ani zaprząc do wielkiej maszynerii opłacalności, pozostaje więc zaburzającą ciągłość anomalią i kryzysowym punktem globalnej teraźniejszości.
*
[…] sen jest jednym z niewielu pozostałych nam stanów, w których — świadomie lub nie — zdajemy się na opiekę innych. Choć może się on wydawać czynnością samotniczą lub prywatną, w rzeczywistości nie został jeszcze odcięty od międzyludzkich sieci wzajemnego wsparcia i zaufania, niezależnie od tego, jak bardzo są one nadwyrężone.
*
[…] dzięki temu, że śpimy, do naszego życia cyklicznie powraca czas oczekiwania, pauzy. Sen podkreśla konieczność robienia przerw, po których można wznowić lub rozpocząć wykonywanie jakiejś czynności. Wyzwala od „nieustającej ciągłości” wszystkich wątków, w jakie wplątany jest działający człowiek. Co aż nadto oczywiste, sen wymaga okresowego odłączenia od sieci i urządzeń, aby stać się bezczynnym i bezużytecznym. Jest formą czasu wiodącego nas w innym kierunku niż ku rzeczom posiadanym lub ponoć nam niezbędnym.
*
Co roku wydaje się miliardy dolarów na badania nad tym, jak doprowadzić do skrócenia czasu podejmowania decyzji i wyeliminowania bezużytecznych minut poświęconych na kontemplację i refleksję. Oto, czym jest dziś postęp — polega na coraz większym przejmowaniu kontroli nad czasem i doświadczeniem człowieka.
Jonathan Crary, 24/7. Późny kapitalizmu i koniec snu,
przeł. Dariusz Żukowski,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2015.
(wyróżnienie własne)

wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
O tej książce dowiedziałam się przed tygodniem, może nawet mniej niż siedem dni temu. Taaaak — pomyślałam z entuzjazmem — jako słoik chcę poczytać o słoikach. Ale to opowieść o słoikach z innej serii, niż moja.
Zaduch to wspaniały tytuł dla tej książki. Po niej człowiek musi wyjść na zewnątrz, musi się przewietrzyć, musi wrócić do siebie.
W ogóle ludzie w małym mieście przyglądają ci się z niepokojem i uwagą. Co ty tutaj robisz? Po co wróciłeś? Czego szukasz? Jestem rozpoznawany jako obcy przez nieobcych. I ja też przypatruję się im jakby z zewnątrz. Nie wiem, czy to świat mnie zmienił, że od razu wiedzą, że nie jestem stąd. Czy od początku tu nie pasowałem i musiałem wyruszyć w świat.
*
Pozbywanie się wstydu wymaga ćwiczeń: kto się nie stara, nie wyhoduje spokoju. Ja wstydu miałam zwyczajnie dość.
*
Złapałam jeszcze ten moment, kiedy poznaje się rodziców jako dorosłych ludzi, partnerów do rozmowy, a nie rodzinę.
*
Ostatnio nawet nad tym rozmyślałem: dlaczego ja właściwie nie czytam książek? I wyszło mi, że to kwestia pewnej użyteczności. Wydaje mi się, że czytając, tracę czas, w którym powinienem się na przykład uczyć jakiegoś języka. To chyba przekonanie z przeszłości, że muszę się uczyć, uczyć, uczyć, ciągle douczać, nadrabiać braki, dokształcać. Wiem, że czytanie przynosi różne korzyści, zwłaszcza jak patrzę na niektórych swoich znajomych. Ale trudno się przemóc.
*
[…] język to nie tylko słowa i akcent. Teraz myślę, że to sposób myślenia.
*
Podróże kształcą wykształconych. Jeżeli ktoś ma wrażliwość i gdzieś wyjedzie, to nadal będzie ją miał. Ale jeśli nie ma, to nie odnajdzie jej w innym mieście.
Marta Szarejko, Zaduch. Reportaże o obcości,
PWN, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

Odcumuj się od pretensji!*
_______________
* tak, były uzasadnione, ale na dzień dzisiejszy już tylko b y ł y.
*
Roots Manuva, Don't breathe out.
— Jesteś mądra, wrażliwa, empatyczna. Kurwa, to jest majątek! Korzystaj z tego! — powiedział.
Czy usłyszała? Czy zrozumiała? Czy będzie korzystać? Zobaczymy.
wpis przeniesiony 17.03.2019.
(oryginał z zawieszkami)
Audycja i wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Czytałam, nie dowierzając. Przeczytałam i muszę przyznać, że książka jest odrobinę niesprawiedliwa, bo… nie sądzę, by zjawiska w niej opisane, jeśli chodzi o wiek XXI w Polsce, dotyczyły tylko Białegostoku. Niestety.
Przypomniało mi się, jak w niedzielę znaleźliśmy się z Sadownikiem o niewłaściwej porze w okolicach Placu Trzech Krzyży. Zza samochodowej szyby oglądaliśmy Naród i ludzi wierzących właściwie. Boże, obym będąc w podobnym wieku jeszcze żyła i miała się tak dobrze — pomyślałam z niekatolicką zazdrością.
Dorosły Zamenhof, utkany z lęków, wrażliwości, empatii, cierpi jako okulista — biedę i egzystencjalne troski. […] wierzy, że ludzie mogą się jednak porozumieć, ale niezbędny jest humanitaryzm, wolność od „ślepej służby narodowi, która przeradza się w szowinizm, i ślepego posłuszeństwa klerowi, które przeradza się w fanatyzm”.
*
„Proszę natychmiast zamknąć tę klinikę, nie godzi się, by zabijano dzieci kosztem innych”.
„Jeśli ekscelencja chce, bym przestał leczyć, jest jeden sposób: brak pacjentów. Proszę nauczyć ludzi, by do mnie nie przychodzili, a następnego dnia na klinice zawiśnie kłódka. Dopóki przychodzą i chcą mieć dzieci…”
*
Gdy w średniowieczu był kult świętej Anny, objawiała się święta Anna. Punkt kulminacyjny objawień nastąpił, gdy Maryja ogłosiła, że jest Polką: „Błogosławię ci Polsko, rodzinna moja ziemio. Jesteś moją ojczyzną”.
*
Zapewniał policję, że nie jest faszystą, tylko narodowcem, patriotą, więźniem sumienia.
*
W porównaniu z okresem sprzed dziesięciu lat, liczba spraw prowadzonych z paragrafów dotyczących ksenofobii i rasizmu zwiększyła się w Polsce ponad dziesięciokrotnie, z blisko 70 do ponad 800. Zmniejszyła się przy tym wykrywalność. W 2007 roku wynosiła 40 procent, w 2013 tylko 18 procent.
*
Coś mu [Szada-Borzyszkowskiemu] nie pasowało w tutejszym klimacie, nie potrafił tego zdiagnozować, ale czuł, że miasto jest jak palimpsest, pod nowoczesnym styropianem, kolorowym tynkiem ścian zapisana jest inna historia.
*
[…] tu, na Podlasiu, było kilkadziesiąt pogromów na Żydach. Dokonali ich mieszkańcy wiosek, w zasadzie katolickich. Potem przywieźli do miasta swoje uprzedzenia, przekazali następnym pokoleniom. Potrzeba czasu.
Marcin Kącki, Białystok. Biała siła, czarna pamięć,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
(wyróżnienie własne)

Łaził za mną od tygodni.
Na nic tłumaczenie, że rysować nie potrafię.
Rysować każdy może — zaintonował ze znawstwem klasyka.
I co mu zrobię? — dodał już bardzo współcześnie.

są odpowiedzi, które podsuwa mi pod nos,
nim zdążę zadać sobie te najwłaściwsze z wszystkich pytań.

uśmiechnęłam się. wszystko jasne.