piątek, lipca 26, 2019

3365. [*]

Uwielbiam Jego książki. Pozostaną ze mną, choć On, jak się dziś dowiedziałam, odszedł wczoraj.

Uwielbiam Jego książki. Niestety, niektóre w wersji elektronicznej można kupić tylko w kiepskim formacie, którego nie daje się skonwertować na nic sensownego. Tak jest z ostatnią książką Juula, która na wirtualnym stoliczku leży prawie od premiery, czekając na łaskawszy czas ze swoim niewygodnym formatem. Teraz będzie się czytać powolutku (między innymi i po troszku), bo Autor nie napisze dla nas już nic więcej. Odszedł, ale między Jego literkami wciąż czeka dla nas miłość i nadzieja — do wzięcia od zaraz w każdej relacji.

Jesper Juul
(1948–2019)

źródło.

Żadna żywa rodzina nie jest w stanie istnieć bez konfliktów. Ścieramy się w różnych sytuacjach z dziećmi, z partnerem, z partnerką, żeby poznawać ich nowe strony i samemu doświadczać, co jest dla nas dobre, a co nie.
     […] Czy łączy nas wzajemna ciekawość swoich uczuć, myśli i zamiarów? Czy wychodzimy sobie naprzeciw z otwartością i zrozumieniem? Czy jesteśmy gotowi, żeby myśleć nawzajem o swoich granicach i potrzebach, a przede wszystkim o swoich własnych granicach i potrzebach?

*

Z drugiej strony, niezależnie do tego, czy rodzice żyją razem czy nie, dla dzieci zawsze jest lepiej, jeśli dorosłym wiedzie się dobrze. Gdy nawet w trudnym czasie potrafią zachować uważność dla siebie i swoich potrzeb, dzieci mają okazję nauczyć się, że także kryzys jest okazją do rozwoju.

Jesper Juul, Być razem. Książka dla par, przeł. Dariusz Syska,
Wydawnictwo MIND, Podkowa Leśna 2018.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lipca 25, 2019

3364. Bardziej niemieccy od Niemców

Od kilku godzin próbuję odejść od tego fragmentu książki. Nie mogę. Wracam i wracam. Przecieram oczy, te słowa padły najpóźniej w zeszłym roku, a brzmią jak diagnoza tego, co dzieje się u nas teraz. Znów kogoś pobito, bo mu się homofobia nie podobała.

Czyżbyśmy doganiali już Niemców? Nie gospodarczo, ale mentalnie. I nie współczesnych Niemców, lecz tych z lat trzydziestych zeszłego wieku?

Kay nalewa do szklanek wodę z karafki, a rozmowę o Kanadzie zacznie od tego, że nad Wisłą rośnie gorączka i wzbiera panika moralna. Tego dnia będzie przerzucał mosty między Toronto a Warszawą. Będzie mi wyjaśniał, jak to jest w Kanadzie, ale przede wszystkim, jak to jest w Polsce.
     — Panika moralna często owocuje teoriami spiskowymi, szczególnie jeśli zagrożone miałyby być dzieci. A takie teorie otwierają drzwi do ludobójstwa. Musisz pamiętać, że Holocaust rozpoczął się od skutecznego straszenia tym, że Żydzi roznoszą choroby.
     W Polsce trwa właśnie taka panika moralna, skupiona na formie i pilnowaniu jej nienaruszalności, jej czystości. Po prawej stronie spektrum przywołuje się wartości rodzinne i topos zdrowego organizmu, jakim ma być naród. Mówi się, że może on zostać zarażony, zainfekowany. Po takie analogie, często medyczne, sięgali naziści. Zarazą dla nich byli Żydzi.
     Wydaje mi się, że ten etap macie właśnie w Polsce.
     Przygotowaliście już sobie wszystkie składniki i konkretne cele: Żydów, uchodźców i homoseksualistów
.

Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

*

źródło.

3363. Na urodzinach

3362. 11/131

Archimedes, Archimedes, Archimedes! to wszystko, co mam do powiedzenia w temacie: szczęście. Archimedes!

11/131

środa, lipca 24, 2019

3361. Książkowy szach-mat

Licha jest ta książka, jeśli, na przykład, masz w domu pół półki zagadek logicznych, grywasz w brydża, remika, szachy, kości lub gry planszowe. Marna okrutnie, doczytałam techniką Orzeszka: zaczęłaś, skończ. Skończyłam i co by złego o tej książce nie powiedzieć, parę dobrych cytatów wyjęłam.

Najlepsze, co możesz zrobić dla swojego mózgu, to przyjmować wyzwania z otwartymi ramionami. Więcej: wychodź im naprzeciw. Wszystko, co uważasz za wyzwanie, jest ćwiczeniem dla twojego mózgu.

*

Uczenie się nowych rzeczy jest zbawienne dla mózgu. Bardzo wielu ludzi ćwiczy, żeby utrzymać się w formie, a nie po to, by wygrać maraton. To samo dotyczy mózgu. Używanie mózgu dobrze mu robi.

*

Naucz się pięciu nowych słówek w języku, którego nie znasz.
     Uczenie się nowych słów uruchamia ten sam układ nagrody, który aktywują smakołyki, seks i środki odurzające
.

*

[…] sposób, w jaki używamy mózgu, przyczynia się do jego fizycznej zmiany.

Kaja Nordengen, Mózg ćwiczy, czyli jak utrzymać
umysł w dobrej formie
, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Na szachownicy, tak jak w życiu, podejmujemy różne decyzje. Niektóre z nich łatwo zmienić, natomiast zmiana innych jest trudna, a czasem niemożliwa. Pionek jest jedyną bierką na szachownicy, która nie może przesuwać się do tyłu ani w bok, tylko do przodu. To oznacza, że ruchy pionków są o wiele bardziej wiążące i często pociągają za sobą ważniejsze decyzje niż ruchy figur.

*

Summa summarum, w szachach, tak jak w życiu, bycie związanym niekoniecznie oznacza kryzys, ale i w jednym, i w drugim przypadku warto dobrze przemyśleć ewentualne niebezpieczeństwa wynikające z takiej sytuacji!

(tamże)

*

źródło.

3360. 10/131

żywioł uwięziony. daje wolność ruchową ciału.
właśnie dlatego chcę wrócić na pływalnię.

10/131

wtorek, lipca 23, 2019

3359. 9/131

odbieram telefon. Nitka?
ostatnie ćwierć wieku — jakby tego czasu nie było.

9/131

3358. Piękno i moc oślego uporu

Wczorajszy Światowy Dzień Mózgu przypomniał mi, że wśród książek „na stoliczku” mam wciąż rozgrzebane czytanie dwóch o mózgu. Ten fragment podnosi mnie na duchu, dodaje skrzydeł, bo nie ma innego wyjścia!

Powtarzanie w kółko tego, co wychodzi nam najgorzej, stanowi duże wyzwanie dla naszej psychiki, ale nie ma innego wyjścia.

Kaja Nordengen, Mózg ćwiczy, czyli jak utrzymać
umysł w dobrej formie
, przeł. Milena Skoczko,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, lipca 22, 2019

3357. 8/131

dziś światowy dzień mózgu. statystycznie co trzeciego Polaka mózg zachoruje. naprawdę, nie na politykę.

8/131

(3354+2). O Szwecji bez pudru

Skończyłam tę książkę w zeszłym tygodniu, ale dopiero dziś podjęłam się odcedzenia cytatów, bo książka jest wspaniała i nie było łatwo wybrać z wybranych wcześniej fragmentów.

Chciałabym, aby ktoś napisał taką książkę o Polsce. Ale nie ma u nas imigrantów, nie mówiąc już o dziecku imigrantów, które chce tu żyć. Powoli ten kraj staje się krajem dla swojaków: w purpurowych czapeczkach, z łysymi głowami, dużymi mięśniami i tylko jedną ideą w głowie (że głupią, nieważne, ważne, że biało-czerwoną!), a panie? tylko z różańcem w dłoniach i cnotą nienadwyrężoną.

Chciałabym, by ktoś napisał taką książkę o Polsce — bez pudru – bo ta książka jest bez pudru, kilka faktów z historii Szwecji mrozi krew w żyłach. Nie sądzę, by polskość była świętsza od szwedzkości, choć na pewno jest świętsza od aktualnego, nienaszego, papieża. Amen.

Napisałam tę książkę, bo […] urodziłam się w Szwecji. Bo moi rodzice nie urodzili się w Szwecji. Bo mój ojciec przybył do tego kraju jako uchodźca polityczny, a moja matka przyjechała tu z miłości. Bo jest coś takiego jak kryzys tożsamości, ale nie ma czegoś takiego jak euforia tożsamości.

*

Naród to zbiorowisko ludzi połączonych wspólnymi błędnymi mniemaniami odnośnie do ich pochodzenia i wspólną niechęcią w stosunku do sąsiadów.
// Karl Deutsch.

*

Poznaj swój rozum, swoje światło i swoje cienie. Poznaj swoje sprzeczności i swoje kłamstwa: Poznaj swoją historię.

*

[…] jesteśmy tymi, kim sami się nazywamy?

*

A hasło „Szwecja dla Szwedów” używane było wtedy tak często, że szydził z niego ówczesny najpopularniejszy satyryk, Axel Wallengren, znany pod pseudonimem Falstaff, fakir.
     Szwecja dla Szwedów, Ziemia dla ziemniaków
.

*

W zdaniu z Prawa Jutlandzkiego, które stało się podstawą prawną dla szwedzkiej konstytucji, najpiękniejsza jest, być może, jego dalsza część. W zbiorze praw z 1241 roku zapisano: Med Lov skal Land bygges, men vilde enhver nøjes med sit eget og lade andre nyde samme Ret, da behøvetes ingen Lov.
     Właśnie tak. Państwo buduje się na prawie, lecz gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne
.

*

Pamięć jest konserwatywna. Pamięć „nie spogląda naprzód, nie myśli o tym, że wszystko, co żyje, podlega zmianom”. Pamięć „nie chce zobaczyć nowego świata, który jest konsekwencją zmiany”. Pamięć „nigdy nie przestaje porównywać”.

*

Kiedy kropla drąży skałę? Kiedy dochodzi do zmiany paradygmatu? Kiedy ludzie przestają używać słowa „solidarność” i zaczynają posługiwać się pojęciem „zero tolerancji”?

*

W każdym społeczeństwie opierającym się na religii istnieje jakaś fundamentalna, absolutna „prawda”, której nie można kwestionować i która tym samym prowadzi do ograniczenia wolności wypowiedzi.

*

Jaką kobietą musiałabym być w XIX-wiecznej Szwecji? Ograniczaną przez kuratelę ojca, brata lub męża, bez dostępu do wyższego wykształcenia, bez prawa do dziedziczenia na takich samych warunkach jak mężczyźni i do rozporządzania własnymi zarobkami, stworzoną, by się podobać. Kim byłabym, jakich życiowych wyborów bym dokonała?

*

Moja mama powiedziała: „Kiedy kobieta ma około trzydziestu lat, zdaje sobie sprawę, że to, co przeżyła, to nie są tylko pojedyncze zdarzenia i że nie zależą tylko od niej. Powtórzyły się wystarczająco wiele razy, by mogła dostrzec wzorzec. Wtedy staje się feministką”.

Elisabeth Åsbrink, Made In Sweden. 60 słów, które stworzyły naród,
przeł. Natalia Kołaczek, Wielka Litera, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

A Rozlepiacz Plakatów? Kiedy wreszcie dostaje podrywkę wędkarską i zielone pudełko na ryby, o których marzył całe życie, nie może przestać porównywać ich ze swoimi wyobrażeniami: „Miała być zielona, ale nie taką zielenią”.

*

Etnolog przyglądający się współczesnej Szwecji mógłby dojść do wniosku, że mieszkańcy tego kraju to ludzie, którzy ciągle na coś czekają i do czegoś tęsknią. Chcą do domu — w końcu dom. Nie mogą się doczekać wyjazdu — w końcu wakacje. Pragną słońca — w końcu lato. W końcu w drodze. W końcu przestało padać. W końcu święta, w końcu po świętach. W końcu medal, złoto, gol, rekord. W końcu piątek. Ludzie wyczekują wprawdzie na różne rzeczy, ale wciąż wyczekują.

(tamże)

niedziela, lipca 21, 2019

3355. 7/131

cisza. ta poza słowami. jeśli prawdziwa,
jest niedostępna demonom strachu.

7/131

3354. Niech każdy heteryk wie

Zagrożenie dla rodzin, moralności, chrześcijańskiej tradycji — biedny, gnębiony przez mniejszości heteryk ma całą listę zagrożeń, która z grubsza może tak się zaczynać, nie śledzę w detalu. Ale czy ten prześladowany gienderem heteryk wie, że parady równości swój początek mają w heteryckiej przemocy?

Każdego dręczonego gienderem heteryka pytam, czy mógł chodzić z osobą, którą kochał za rękę — afiszował się ze swoją heteryckością! — czy mógł ją pocałować na dzień dobry lub dobranoc na dworcu lub przystanku autobusowym? Heteryk te pytania traktuje za durne. Durne jest to, że nie każdy z nas może, na przykład, iść ulicą za rękę z ukochaną osobą — tzn. może, ale nawet w dużym mieście grozić temu aktowi może fizyczne niebezpieczeństwo.

Heterycko-narodowa przemoc wobec uczestników Marszów Równości w Polsce nie zawróci Wisły kijem. Pokazuje tylko, że niektórzy są mentalnie w minionych wiekach, nie w XXI. Pytanie brzmi: jak komunikować się z XVIII- lub XIX-wiecznie myślącym człowiekiem? Samo skonstruowanie w ten sposób tego pytania ma w sobie pogardę. Trudno mi nie gardzić przemocą, choć mam świadomość, że pogarda to również przemoc. Jak wydostać się z błędnego koła?

Jeśli duma jest światłem — co jest ciemnością? Ktoś mógłby powiedzieć, że wstyd, ktoś inny: dyskryminacja, jeszcze kto inny: niewidzialność. Wstyd to uczucie, które rozprzestrzenia się i paraliżuje niczym trucizna, jedno naczynie krwionośne po drugim. Dyskryminacja to fakt. Niewidzialność to ucisk.
     Jest coś nieposkromionego w ludzkiej seksualności, w tej żądzy i pragnieniu, które mieszkają w każdej istocie ludzkiej — to dlatego Kościół i państwo nieustannie próbują ją kontrolować
.

*

Kiedy 28 czerwca 1969 roku policja dokonała nalotu na gejowski bar Stonewall Inn przy Christopher Street w Nowym Jorku, doszło do trzydniowych zamieszek. […]
     Rok później zorganizowano marsz upamiętniający rocznicę wydarzeń. Jednym z organizatorów był Craig Schoonmaker. Nie podobało mu się hasło
Gay Power, zamiast niego proponował Gay Pride:
       Ludzie na świecie nie mają wielu możliwości zdobycia władzy. [...] Ale wszyscy mogą czuć w sobie dumę, która uczyni ich szczęśliwszymi i sprawi, że stworzą ruch, który może doprowadzić do zmiany.

*

Język to władza. Słowa to łom, którym można wyważyć rzeczywistość. Można je wykraść, przejąć, można pozbawić je zawartości i wypełnić nową. Pride jest takim słowem. Od wstydu i niewidzialności do parady dumy.

Elisabeth Åsbrink, Made In Sweden. 60 słów, które stworzyły naród,
przeł. Natalia Kołaczek, Wielka Litera, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

*

Oryginalna flaga w tęczowych barwach powstała na życzenie Harveya Milka, który w 1978 roku poprosił swego przyjaciela […].
     […] Flaga stworzona przez Bakera zawierała kolory takie jak: różowy (seksualność), czerwony (życie), pomarańczowy (uzdrowienie), żółty (światło słoneczne), zielony (natura), turkus (sztuka), indygo (pokój) i fioletowy (duchowość).
     Z powodu małej dostępności tkaniny w kolorze różowym w latach 1978–1979 zrezygnowano z użycia tego koloru, a w 1979, by uzyskać parzystą liczbę pasów, zastąpiono królewskim błękitem indygo i turkus
.

Progress Flag: kontrowersyjny projekt nowej flagi ruchu
LGBTQ+
[w:] Hiro, 9 lipca 2018 [dostęp: 21.07.2019], źródło.
(wyróżnienie własne)

3353. Pies na imieninach

Jej entuzjazm jest nieustający. W naszym stadzie tylko ona jest ekstrawertyczką.

sobota, lipca 20, 2019

3352. 6/131

o, Jezu! jęknęła do słuchawki w reakcji na opowieść o tym, jak bliski bliskiemu odmówił pomocy w porządkowaniu pomnika wspólnego przodka. to niesamowite, przyszło mi do głowy jako osobie postronnej, na jak krótkiej smyczy zmarli mogą trzymać żywych.

6/131

(3338+13). Nosek ma pracę

Pewnego dnia na spacerze Nosek znajduje, a w zasadzie to Noska znajduje… praca. Nie jest już tak zabawnie jak w pierwszej części, bo, po pierwsze, Nosek nie jest niemądry i korzysta z wcześniejszego doświadczenia; po drugie, to profesjonalna opowieść o pracy, klientach i hipotezach, które zawsze warto weryfikować, nie tylko w zawodowym życiu.

     — Szybciej, Nosku, szybciej! — Króliki kołyszą się i podskakują.
     — Siedźcie spokojnie, bo jak nie, to się przewrócę! — wykrzykuje Nosek.
     — Nie! Huśtaj mocniej! — wykrzykują Króliki. — Jedź zygzakiem!
     — Jak to zygzakiem? — pyta Nosek.
     — Raz w jedną stronę, raz w drugą, raz w jedną, raz w drugą!
     — Przez wszystkie kałuże! — wołają Króliki
.

Nosek się zastanawia. […] Wydaje mu się to dziwne, ale rzeczy nie zawsze są takie, jak się sądzi.

Sven Nordqvist, Nosek i jego taksówka,
przeł. Magdalena Landowska,
Media Rodzina, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

3350. Pierwsza w tym roku

piątek, lipca 19, 2019

3349. 5/131

pięćset kilometrów z hakiem. dwoje ludzi z psem, a pies z ogonem. to się nazywa podróż, po której nie wiesz, jak się nazywasz.

5/131

*

przerwy toaletowe, żywieniowe i jedna leśna. były.

czwartek, lipca 18, 2019

3348. Jaśminem mierzony czas

.było

jest.

wieczorne spacery z Heniutą od dziś już po ciemku.
to dla mnie prawie tak, jakby spadł śnieg.

3347. 4/131

uśmiałam się, gdy odkryłam, że te trzy „zdania”
można przeczytać na dwa sposoby*.

kawa. książka. k… raj!

4/131

_____________
* drugi wymaga dostawienia przecinka.

środa, lipca 17, 2019

wtorek, lipca 16, 2019

3345. 2/131

sen — jedyne medium, w którym mogę biegać. reklamację składam po dzisiejszym śnie, w którym leżę w hamaku. proszę chociaż o smoka.

2/131

poniedziałek, lipca 15, 2019

3344. 1/131

[Z]adanie pisania trzech zdań. Codziennie. Przez 234 dni dostała Filigranka. Wirtualnym paluszkiem mi pokazała. Zachwycił mnie pomysł–wyzwanie. Wpadłam jak śliwka w kompot po tych trzech zdaniach:

Na szczyt wiedzie sto trzynaście schodów.
Policzyłam, więc wiem.
Wiedza nie sprawia, że wchodzi sie łatwiej
.

// Filigranka, 90/234.

234 dni… za długo — nie wiem, co wydarzy się za miesiąc i muszę z tym żyć po swój kres. Potrzebna modyfikacja. Liczbę pierwszą sobie znalazłam, co by wyzwaniem dla mnie była. Od dziś. Przez 131 dni, ja, też…

ktoś we mnie chciałby być ważny, poważny… ale ja taka nie jestem — kwituję. natychmiast pojawia się ulga trzpiotki w stanie spoczynku, której ważne, poważne wciąż ciąży kulą u nogi. idę poćwiczyć.

1/131

niedziela, lipca 14, 2019

3343. U Antenki

starałam się być grzeczna. po godzinie
nie wytrzymałam. przestawiłam doniczkę i cyk.

gadał do mnie ten kwiat.
wciąż gada.

*

spotkał mnie też wiersz i zachwyciły
jego ostatnie dwa wersy.

po ulicy wędrują ubrania
z przyklejonymi twarzami
zdobnymi w wąsy
lub czasem w makijaż


pochód kostiumów
jak w teatrze trudnych alegorii


każdy kostium obok życiorysu
ma metkę
przypisaną do numeru pesel


a co jest w środku

tajemniczy ogród

Andrzej Rodys, Randka retro,
Wydawnictwo Komogram, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

(3340+2). Badylki

spokoju mi nie dały. rano wstałam i wiedziałam. chodzi mi o łodyżki. to ich piękno wciąż mnie przyciąga.

[suplement 27.11.2025]
Frezje mają świadomość swojej estetycznej wyższości.

Justyna Bargielska, Kubek na tsunami,
Biuro Literackie, Kołobrzeg 2025.

3341. Logika w praktyce

Heniutka:
(relaksuje się, leżąc niedaleko Drzewka)

Jabłoń:
(patrzy na piesę i rozpływa się
w kudłato-matczynych uczuciach
)
Jaka ona jest ładna…

Sadownik:
(grzmi ojcem dwudziestowiecznym)
I dlatego jest taka głupia.

Jabłoń:
Ejże, mówisz niewprost coś o mojej urodzie,
nie jestem głupia!

Sadownik:
Jesteś pewna?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

sobota, lipca 13, 2019

piątek, lipca 12, 2019

3338. Nosek ma nosa

Formalnie to książka dla dzieci w wieku 3–5 lat. Nic sobie z tego nie robię, bo to mój ulubiony ilustrator! Książkę odkryłam przez przypadek, gdy zamawialiśmy dla Dużego Człowieka Tort urodzinowy. Jedna książka dla Onemu, dwie książki dla mnie — takie złożyłam zamówienie. Poczekałam, Sadownik odebrał i delektuję się.

Nieformalnie to książka egzystencjalna dla obarczonych dorosłością, jeśli tylko chwytają metaforę. My, podobnie jak Nosek, szukamy w życiu różnych malin, a znajdują nas „krzesła”, czyli to, co chce nas spotkać: wściekła pani w sklepie, kałuża, miłość, choroba, okazja, trudność, anulowane zamówienie. Nie zawsze jest w nas ciekawość, zaufanie i dociekliwość Noska, a przydałoby się… przecież nie jesteśmy niemądrzy.

Ciekawe, co dzisiaj znajdziemy? Ciekawe, co z tym zrobimy, nim pójdziemy dalej?

Nosek wędruje ścieżką. Tak naprawdę szuka malin, ale znajduje coś, czego nigdy wcześniej nie widział. Przystaje, patrzy i się zastanawia:
     — Co to za dziwna rzecz tutaj leży
?


     — Ja przecież nie jestem niemądry. Tylko nigdy wcześniej nie widziałem krzesła — mruczy Nosek. Odwraca krzesło i próbuje usiąść jeszcze raz.

To jest krzesło i tak się na nim siedzi. Radio nie jest potrzebne. Ani też nic innego. Teraz już wiem.
     W takim razie mogę iść dalej. Ciekawe, co tam leży
?

Sven Nordqvist, Nosek znajduje krzesło,
przeł. Magdalena Landowska,
Media Rodzina, Poznań 2018.
(wyróżnienie własne)

3337. Kryminalna przygoda (II)

Kryminał to pewnie cieniutki — domniemam, bo nie jestem właściwą osobą do oceny książki w ramach gatunku, który reprezentuje. Mam ją od dnia premiery, bo przecież czekałam na nią prawie rok, ale dopiero przedwczoraj chwyciłam na ząb.

Znów, jeszcze raz i niezmiennie zachwycała mnie atmosfera powieści, w której marsze, zadymy, strajki, wiece i manifestacje organizują życie zmotoryzowanym, w tym panu Inspektorowi. Korki: miejskie, relacyjne, zawodowe i… mężczyzna, mąż, ojciec, teść, policjant, przełożony, podwładny — rozterki każdego z nich — kibicowałam każdemu wcieleniu pana Inspektora; nie śpieszyłam się z poznaniem zabójcy; w paru miejscach popłakałam się ze śmiechu. Nie zgadłam, kto jest zabójcą, czyli druga część jest zdecydowanie lepsza niż pierwsza. Czekam na trzecią, ostatnią.

     — W punkcie, do którego dotarliśmy, można rzeczywiście spodziewać się już wszystkiego – odpowiada mu Lambropulos. — Jedyna rada, jaką na teraz mam, to słowa instruktora na basenie: „zamknij się i płyń”.

*

     — […] Mam sprawę osobistą.
     — Osobistą? – dziwi się.
     — Tak.
     — Chodź, zrobię ci kawę
.

*

     — Wiesz, że wielu poszło na obczyznę z dumy? Kiedy zaczęli tam żyć, zrozumieli, jak drogo przyjdzie im zapłacić za swoją dumę.

*

     — Złap go, zanim wystartuje w wyborach. Bo jak zostanie premierem, to go nie tkniesz. Poza tym po drugiej kadencji w parlamencie zostaną wymazane jego winy. I ujdzie mu na sucho przed komisją weryfikacyjną.

*

Patrzę […] i próbuję zrozumieć, gdzie kończą się nasze granice, jego i moje. Gdzie kończy się zabójca, a zaczyna człowiek. I z drugiej strony, gdzie u mnie kończy się policjant, a zaczyna obywatel, który czuje się wciąż robiony w konia.

*

     — Muszę pomyśleć — mówi.
     — O czym tu myśleć? W naszych czasach nie ma co się długo zastanawiać. Albo chwytasz byka za rogi, albo cię wypatroszy
.

*

Nie ma gorszego przekleństwa niż to, że gdy wracasz do domu, tam tylko odliczasz godziny, kiedy wreszcie będziesz mógł się położyć.

*

     — Robisz to specjalnie? — zaczynam się denerwować.
     — Co?
     — Poruszasz niemiłe tematy przy stole. Gdyby to rzeczywiście były złe wieści, to rozumiem, a to są tylko przypuszczenia
.

*

     — Dlatego przyszedłem się poradzić – mówię dyplomatycznie.
     W okamgnieniu wpada w złość
.
     […]
     — Ma pan rację, wystąpiłem przed szereg — mówię mu i wychodzę, zostawiwszy za sobą podwójnie zadowolonego szefa
.

Petros Markaris, Kasacja po grecku, przeł. Przemysław Kordos,
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Nagle zdaje sobie sprawę z tego, że powiedziała głośno „dupek”, i zasłania usta dłońmi.
     — Proszę wybaczyć, wyrwało mi się.
     Katerina śmieje się z niej.
     — Nic jej się nie wyrwało, całe życie tak mówi — wyjaśnia nam
.

(tamże)

środa, lipca 10, 2019

wtorek, lipca 09, 2019

3335. Interdyscyplinarna pomoc

to ja potrzebuję pomocy. a nie, że cudzy grafik
potrzebuje mnie w opuszczonym przez kogoś miejscu. taką drogą przyszedł czas na zmianę.

od dziś „mój” interdyscyplinarny zespół to:
Dżo, Pit i Beethoven. ich pomoc bezcenna.

takie cudo, nim ukształtował się zespół.

*

tańczę w deszczu.
// pełny cytat tu.

3334. Minizakalec książkowy

Wtedy pomyliło mi się. W rzeczywistości polowałam na tę książkę. A ona, mimo że wyczekana, dała mi popalić. Pierwszych dwadzieścia–trzydzieści stron fantastycznych, a potem męka. Orzeszek zawsze mówi: zaczęłam, to skończę. Gdyby nie gen po Orzeszku rzuciłabym tę książkę w kąt. Nie podzielam orzeszkowej filozofii czytania, ale coś we mnie zaparło się i wracało z beznadziejnym uporem maniaka do tej pozycji. Z doskoku czytałam ją ponad miesiąc. Było warto wytrzymać pierwszą połowę, bo najlepsze jest… potem, dużo dalej.

Celem życia jest żyć, a żyć to znaczy być świadomym — radośnie, pijacko, błogo i bosko świadomym.
// Henry Miller

*

Im bardziej świadomie przeżywamy własne życie i im większy dostrzegamy w nim sens, tym łatwiej jest nam odnajdywać w sobie życiową energię i siły.

*

Największe szkody wywoływane przez Zwątpienie nie dotyczą jednak sfery zaniechania. Największy problem polega na tym, kim się z jego powodu nie stajemy.

*

Tylko działanie pozwala nam tworzyć, rozwijać się, budować więzi, wnosić wkład w otaczający nas świat i wykorzystywać własny potencjał.

*

Miłość to zawsze ostateczny i najskuteczniejszy sposób na nasze wewnętrzne demony.

*

Ludzie wolni i odważni nie negują własnej bieżącej rzeczywistości, ale traktują ją jako stan przejściowy. Dla człowieka niezależnego rzeczywistość jest czymś zmiennym i dającym się kształtować, nie zaś stałym i niezmiennym. Człowiek niezależny wierzy, że może kształtować własne istnienie, bawić się nim i je doskonalić. To, że coś istnieje dziś, bynajmniej nie oznacza, że musi istnieć również jutro. Dzisiejsze idee i światy zastąpić mogą nowe.

*

Owszem, skok w nieznane to przejaw zuchwałości — ale to przecież właśnie na nieodkrytych terenach należy szukać największych skarbów.

*

Kształt naszego przeznaczenia zależy od tego, czy wykażemy się śmiałością w działaniu. Moc możemy czerpać z konsekwentnego podejmowania zuchwałych działań, które nawet jeśli narażają nas na ryzyko, to stanowią przejaw autentycznego i mężnego dążenia do realizacji naszych marzeń. Gdy serce pragnie działania i rozwoju, nie powinniśmy przejmować się tym, co się innym ludziom wydaje osiągalne czy rozważne.

*

ZASTANÓW SIĘ, CO CHCESZ ROBIĆ W ŻYCIU, I TO RÓB.

*

Luka między teorią a praktyką to mroczna przepaść, z której ludzie często nie potrafią znaleźć wyjścia.

*

[…] w powietrzu nie czuć już zapachu dnia wczorajszego. Unosi się w nim wyłącznie woń nowości, czystej kartki, bezkresnych przestrzeni potencjalnych odczuć i doświadczeń. Postawmy sobie za cel konsekwentnie i umiejętnie ich zaznawać, powoli i z miłością.

Brendon Burchard, Manifest motywacji,
przeł. Magda Witkowska, MT Biznes, Warszawa 2016.

[…] każda sytuacja rozwija się dokładnie tak, jak powinna.

*

Wdzięczność rodzi szacunek, dzięki czemu możemy przeżywać codzienne olśnienia,czyli te transcendentne chwile zdumienia,które raz na zawsze zmieniają nasze doświadczenie życia i świata.
// Sarah Ban Breathnach

*

Miłość nie wyraża się w myśleniu, lecz w dawaniu czegoś od siebie.

(tamże)

niedziela, lipca 07, 2019

3333. W Małej Danii (II)

[…] ciekawość, brak oczekiwań i umiejętność odnajdywania przyjemności w drobiazgach, a także pełne zaangażowanie w każdą wykonywaną czynność – to wszystko są szybko wzrastające kiełki radości.

*

Los nie chciałby, żebyśmy toczyli się przez życie na wpół otępiali, nieświadomi własnych doznań zmysłowych i otaczającego nas świata, głusi i ślepi na magię chwili.

Brendon Burchard, Manifest motywacji,
przeł. Magda Witkowska, MT Biznes, Warszawa 2016.

3332. W Małej Danii (I)

wpół do przedjesieni. czyli
rudbekie mają już 110 cm wzrostu.

czwartek, lipca 04, 2019

3331. Skończony (IV)

4. tom skończony w niedzielę nad ranem, ale siły, żeby zająknąć się o tym, dostarczono dopiero dziś. Było nudno, czyli tak samo jak z pierwszymi trzema tomami — w pewnym momencie nie można już było odłożyć na bok. Było fantastycznie — delektowałam się wieloma scenami, akapitami, a czasem nawet frazami. Le Guin jest wielka!

[…] zastanowiła się przez chwilę, jakie to uczucie nigdy nie lękać się drugiego człowieka — jak trudna musi być dla byłego maga nauka strachu.

*

     — Mówiłaś jednak, że nie można brać, nie dając. Czyżby kobiety różniły się w tym względzie od mężczyzn?
     — A w czym się nie różnią, złotko?
     — Nie wiem — przyznała Tenar. — Mam wrażenie, że sami tworzymy większość podziałów, a potem skarżymy się na nie
.

*

Wiedział, że kiedy nie da się czegoś naprawić, należy się z tym pogodzić, być ponad to.

*

      — Teraz brak mu cierpliwości — odparła. — Najsurowszy jest wobec samego siebie. Obawiam się, że nic nie możemy dla niego zrobić. Musimy pozwolić mu pójść własną drogą i odnaleźć siebie na końcu własnej smyczy, jak powiadają na Goncie…

*

Sądził, że poznał już cierpienie, nie wiedząc, że przez całe życie będzie się go uczył na nowo — i niczego nie zapomni.

*

     — […] Słucha mnie, ale tylko dlatego, że sama tego chce.
     — To jedyne usprawiedliwienie dla posłuszeństwa — zauważył Ged
.

*

Lecz moja dusza nie potrafiła wytrzymać w takiej klatce: coś za coś, ząb za ząb, życie za życie… Bo przecież istnieje jeszcze wolność wykraczająca poza pojęcia zapłaty, zemsty czy odkupienia, poza wszystkie układy sił. Prawdziwa wolność.

*

Nic nie idzie na marne. Nic nigdy nie idzie na marne. Sam mnie tego nauczyłeś.

*

Życie puściło mnie w tan. Znam wszystkie kroki, ale nie wiem, kim jest tancerka.

*

     — Możliwe.
     Krzemień odpowiadał jej tak przez dwadzieścia lat, odmawiając żonie prawa do zadawania pytań dzięki temu, że nigdy nie mówił wprost tak czy nie, zachowywał wolność, u której podstaw leżała jej niewiedza. Co za marny, ograniczony rodzaj wolności, pomyślała Tenar
.

*

Dotarli do skraju świata i przez jakiś czas szli wzdłuż niego […].

Ursula K. Le Guin, Tehanu, tom 4. cyklu Ziemiomorze, przeł. Paulina Braiter, Prószyński i s-ka, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

     — Jeśli twoja moc wspiera się jedynie na słabości innych, żyjesz w strachu — oznajmił sentencjonalnie Ged.
     — Owszem. Ale kobiety zdają się lękać własnej siły, obawiać samych siebie.
     — A czy kiedykolwiek uczono je, by w siebie wierzyły? — spytał Ged.
     I w tym momencie w drzwiach ponownie zjawiła się objuczona drewnem Therru. Ged i Tenar spojrzeli po sobie.
     — Nie — odparła. — Nigdy nie uczono nas ufności we własne siły. Ani w ogóle żadnego zaufania. — Patrzyła, jak dziewczynka układa szczapki w skrzynce. — Gdybyż tylko moc oznaczała zaufanie — dodała. — Podoba mi się dźwięk tego słowa. Gdyby nie te wszystkie hierarchie, układy, szczeble władzy; królowie i mistrzowie, magowie i wielmoże… Wszystko to wydaje się tak nieistotne. Prawdziwa moc, prawdziwa wolność nie wiązałaby się z przemocą, ale z zaufaniem
.

(tamże)

3330. hymn optymisty

to minie!

alternatywny tytuł wpisu:
3330. hymn pesymisty 
wybierz. wybieram co dnia.

niedziela, czerwca 30, 2019

3329. na imieninach (koniec)

Uparłam się uporem godnym zdiagnozowanego alzheimera. Miało być miejsce, gdzie podają dobre, na które ma ochotę Sadownik, i jednocześnie podają dobre, na które ma ochotę Drzewko. Priorytetem był Sadownik, bo to były Jego imieniny. Wybrał.

Wczoraj wieczorem dostałam więcej niż chciałam. Poza przyzwoitą temperaturą, skrajny stolik w knajpianym ogródku blisko fontann, naprzeciwko knajpki, w której żywa muzyka. I pyszne jedzenie. Takiej konstelacji gwiazd i zbiegów okoliczności nie doświadczyłam od lat.

Śmiała, męska, mocna, rockowa wersja piosenki starej jak świat chwyciła mnie za serce. Nie znalazłam w sieci żadnej, choćby odrobinę, podobnej. Zatrzymałam się więc na Joe Cockerze i łomolę.

Joe Cocker, Don't Let Me Be Misunderstood.

I'm just a soul whose intentions are good,
oh Lord, please don't let me be misunderstood
.

baby, sometimes I'm so carefree,
with a joy that's hard to hide.
and sometimes it seems that, all I have to do is worry
and then you're bound to see my other side
.

3328. Subiektywnik 2019

Wracaliśmy dziś, komentując wrażenia… narzekaliśmy jak trzystuprocentowi Polacy, co finalnie skwitowaliśmy: jednak sztuka, skoro od dwóch kwadransów o tym dyskutujemy.

Opowieści na festiwalu dużo, stop-klatek fenomenów socjologicznych niemało, dylematów etycznych sporo, zatrzymanej w zdjęciach ludzkiej głupoty, okrucieństwa i braku wyobraźni całe sale, ale fotografii, które zatrzymują, zachwycają techniką lub po prostu wyjmują z butów zbyt mało — dwie, trzy, może cztery.

Raz. Zabrałam ze sobą jeden fantastyczny projekt — pięć lat pracy Autorki. Dopieszczony pod każdym względem, wielopoziomowy do myślenia, wielopiętrowy do czucia projekt, który zatrzymuje przy historii ptaka (majny jawajskiej), który z Jawy został sprowadzony do Londynu z powodu wyjątkowo melodyjnego śpiewu i… przestał śpiewać, zaczął wrzeszczeć. Utratę głosu, spowodowaną tęsknotą za domem, majna okupiła kolejnymi relokacjami i serią prześladowań — przeczytamy.

Anaïs López, Migrant. Uciekający ptak.


*

Dwa. Adeptkę psychologii procesu we mnie zatrzymały te dwie fotografie… (magia kwadratu?). Patrzyłam, urzeczona, jaki sen uruchamiają, jaki potencjał w sobie on ma. Długo stałam naprzeciwko tych zdjęć.

Piotr Zbierski, Cienie echa.

*

Trzy. Gdyby te fotografie nie wisiały obok siebie, pewnie nie zrobiłyby na mnie wrażenia, ale wisiały! Kolory, kompozycja sceny natychmiast zarezonowały z tym, co dla mnie znaczące w życiu. Pozostałam poruszona do dziś.

Federico Clavarino, Zupa z węgorza.

*

Zero. By wejść do jednej z dwóch najważniejszych przestrzeni festiwalowych, trzeba być sprawnym człowiekiem. Nowe buty od jakiegoś czasu są dla mnie objawem optymizmu stosowanego. Przypomniałam sobie projekt uczenia się fotografowania ludzi. Poprosiłam Sadownika o cyk. Mam dowód, że wdrapałam się na trzecie piętro.


fot. Sadownik, fragment.

*


3327. na imieninach (początek)

Może przeszłabym obok obojętnie, ale jestem fanką mięśni międzyżebrowych… Wiem, że muszę o nie dbać. Poprosiłam Sadownika, by zrobił cyk. Ja czekałam grzecznie w cieniu.

fot. Sadownik, fragment.

piątek, czerwca 28, 2019

3326. Konsumpcja Dnia Ojca dziecków dorosłych

Powodem do sięgnięcia po tegoroczną świeżynkę wydawniczą był Dzień Dziecka sprzed dwóch lat, gdy Biały Kruk podarował mi ówczesną nowość.

Ten sam Twórca ilustracji, ten sam Autor — podtrzymując rusinkowo-książkowy dialog z Rodzicielem, tym razem ja podarowałam tę książkę Białemu Krukowi (piękna klamra jak dla mnie lub chwilowe nadawanie na tych samych falach) z okazji Dnia Ojca. Podarowałam dwa dni przed czasem, bo pomyliłam daty, a byłam tak przekonująca w uporze, że to „ten dzień”, że Sadownik zadzwonił z życzeniami do swojego Taty. Po kilku minutach od skończonej rozmowy zadzwoniła Mama Sadownika grzecznie nas informując, że pośpieszyliśmy się zbyt.

Na szczęście Biały Kruk w kategorii Międzynarodowych Dni Tego i Tamtego ma luz, a wiele lat temu ustaliliśmy, że Dzień Ojca może być dla nas zawsze, byle czuć, że to właśnie ten dzień.

I Biały Kruk, i ja, płakaliśmy przy tej książce ze śmiechu, w przypadku Białego Kruka skończyła się grubo przed Światowym Dniem, ja wzięłam się za nią dzień po Dniu Ojca. Jest ona lekką, ale nie błahą próbą przyjrzenia się takiemu rodzajowi języka, który nie stwierdza, nie pyta i nie zaprzecza, ale usiłuje nas do czegoś nakłonić. Cudownie było przyglądać się razem z Autorem wielu fenomenom współczesnego użycia języka. Należy dodać (ostrzec?), że książka pisana była dłońmi gorszego sortu dla innych przedstawicieli gorszego sortu — brzmi nie dość dobrze czy rewelacyjnie?

Książka cieszy, bawi, luzuje szelki i zachwyca pięknem poprawnie użytego języka polskiego — niedościgniony ideał.

Bo my, ludzie, jesteśmy dziwni: niby nie lubimy, jak ktoś nas poucza, ale równocześnie bardzo często sięgamy po wszelkiego rodzaju poradniki. Wciąż drzemie w nas wiara w magiczną funkcję słowa, wciąż nam się wydaje, że jeśli zastosujemy odpowiednie zaklęcie, to nasz stoliczek się nakryje. Poradniki to przecież współczesne księgi zaklęć.

*

„Pani mi się podoba. Niech pani tego nie spierdoli” — tu znów mamy do czynienia z wypowiedzią dwuczłonową: eleganckim, acz konwencjonalnym komplementem oraz groźbą. Może to jednak nie groźba, ale pokorna prośba podszyta obawą o stabilność związku, kto wie, może nawet rodziny? Mająca źródła w wielu bolesnych rozczarowaniach? Krótko mówiąc, może on ją chce wziąć na litość?

*

„Od ataku na inteligencję, od populistycznego podważenia zaufania do niej i od deklaracji oddania władzy w ręce ludu rozpoczyna się przecież prawie każda dyktatura. Uważajmy zatem. […]
       Oto zaś obiecany słownik inteligenta fasadowego, zwanego czasami kawiarnianym lub telewizyjnym. Opanujmy jego hasła, a „jakoś to będzie”.
     
[…]
     Gender — płeć kulturowa; słowo niesłusznie zdemonizowane przez księdza Okę. Niesłusznie niedeklinowanego.
     
[…]
     Kurwa — i inne wulgaryzmy. Mają charakter przyprawy, a dyskurs ich pozbawiony wydaje się kawiarnianemu intelektualiście mdły i nudny. Przyprawy miały pierwotnie zamaskować smak i zapach nadpsutego mięsa i sprawić, by dało się je przełknąć. Wulgaryzmy mają funkcję podobną: dodane do pojęć naukowych powodują, że stają się one rzekomo strawniejsze, bliższe zwykłego człowieka: „Masz tutaj zakotwiczenie deiktyczne jak chuj!” — usłyszała kiedyś od uczonego kolegi nasza koleżanka.
     
[…]
     Mój prawnik/terapeuta/coach powiedział… — w niektórych kręgach (niekoniecznie tylko akademickich) występuje także w wersji: „Moim studentom zawsze mówię, że…”. Bez względu na to, co ów prawnik, terapeuta i coach powiedział oraz co mówimy studentom, i tak ważniejsze jest, że mamy prawnika, terapeutę, coacha i/lub studentów. To taka wizytówka nonszalancko rzucona na stół.
     
[…]
     Strefa komfortu — coś, z czego się wychodzi, a potem się tego żałuje.
     
[…]
     Symetrysta — słowo epoki „dobrej zmiany”. Nie wchodząc głęboko w meandry znaczeniowe, przypomnijmy tylko, że symetria, jak pisał Julian Tuwim, jest estetyką idiotów
.

*

Co robi ludzkość, jeśli zdanie wypowiedziane przez autorytet w jakiejś dziedzinie nie pasuje jej do obrazka? To proste: traktuje owo zdanie niedosłownie. Mówi, że to taka metafora, alegoria albo po prostu anegdota. Ha, ha, ha.

*

     „Końca świata nie przeżyjesz. Nie ma jak”.
     Ale nie poddawajmy się. Wisława Szymborska znalazła nawet kiedyś w gazetowym programie telewizyjnym następujący punkt: „Koniec świata. Reportaż”. Można? Można
.
     […]
     „Bliźniaki nie powinny się w ogóle pojawiać, chyba że jesteśmy na nie należycie przygotowani”.
     Ten postulat wydaje się słuszny nie tylko w obrębie literatury kryminalnej, ale także — a może nawet przede wszystkim — rodzimej polityki
.

*

Czasy są ostatnio coraz bardziej niepewne. Nie wiemy, co przyniesie jutro, nie wiemy, w jakim świecie się obudzimy. Coś, co jeszcze niedawno ktoś powiedział żartem, za chwilę może się stać rzeczywistością, bo ostatnio rzeczywistość śmiało przekracza granice absurdu. […] Ale to i tak na nic: z każdym dniem coraz bardziej i coraz szybciej zbliża się koniec świata.
     Na co jak na co, ale akurat na koniec świata warto być dobrze przygotowanym
.

*

Właściwie wszystkie poradniki podszyte są tymi samymi lękami. Wszystkie deprecjonują kobiecość i uprzedmiotawiają kobiety. I wszystkie projektują kogoś, kim nie tylko sami wolelibyśmy się nie stać, ale także nie mieć za sąsiada. […]
     I kiedy już nam się wydaje, że nie ma dla nas żadnej nadziei, to wyjmujemy z półki tom dzienników Sławomira Mrożka, odkurzamy go nieco i czytamy: „Historia świata jest historią brutalnego ucisku kobiet, dzieci i artystów przez mężczyzn. W wielkich mękach i bardzo późno ludzkość męska […] odkrywała to, co wie każda kobieta: dwoistość uczuć, niekonsekwencję, zmienność, zapomnienie […]. Mężczyźni wymyślili, na obraz i podobieństwo swoje, myślenie logiczne, czyli prostackie, i tak mające się do rzeczy, jak arytmetyka do algebry […]. A kiedy okazało się, że kobiety myślą inaczej, obrazili się i nazwali głupimi albo nielogicznymi, co w męskiej nomenklaturze oznacza to samo”. Tu widać, że Mrożek z cytowanym na początku Frommem mogliby sobie podać ręce — gdyby oczywiście nie uznali tego za niemęskie, czyli zniewieściałe. „Określenie »zniewieściały« jest w gruncie rzeczy określeniem pochlebnym — pisze dalej Mrożek. — Oznacza ono, że dany osobnik często się myje, nie lubi zabijać ludzi, zdolny jest do współczucia, nie lubi wrzeszczeć i pchać się, żeby udowadniać swoją ważność”.
     Ten fragment dedykujemy wszystkim mężczyznom, ze szczególnym uwzględnieniem autorów poradników, jak być mężczyzną
.

*

„Chinka, która narzekała na Ormian, którzy przekonali ją do seksu grupowego, podając się za kibiców Argentyny, okazała się obywatelką Kirgistanu” — Krótko mówiąc, w nagłówkach jest jak w szpiegowskich filmach: nikt nie jest tym, za kogo się podaje. I nawet w sytuacjach poniekąd intymnych (seks grupowy) prawda nie musi wyjść na jaw.

*

„Tylko Bóg może nas sadzić” — to tatuaż, którego treść wynika albo z lenistwa tatuatora, któremu nie chciało się dorobić ogonka pod literą „a”, albo z przekroczenia progu bólu i wytrzymałości klienta. Mogłyby go sobie zamówić np. ziemniaki lub inne sadzonki o ultrareligijnych poglądach.

*

Autorka poradnika pod brawurowym tytułem „Seks według Jana Pawła II cię wyzwoli” jest zdania, że seks, oczywiście małżeński, jest znakiem „zaangażowania całościowego, ubogaconego całą wcześniejszą drogą”. Co to znaczy? Nie bardzo wiadomo.

Michał Rusinek, Niedojda, czyli co nam radzą poradniki,
ilustr. Jacek Gawłowski, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019.
(pogrubiony i zielony font jak w książce)

(3324+1). Środa, początek wracania

Apogeum upału. Od rana odwadniałam się, rycząc jak bóbr, bo nie widziałam światełka w tunelu. Kwartecik uparł się, bym zobaczyła.

Zobaczyłam w klimatyzowanym, ciut za głośnym miejscu. Cudownie było znów spotkać się w naszym damskim komplecie. Dziś, dwa dni później, nic się nie zmieniło — patrzę na anioły i śmieję się w duchu, że wiadomo, kto którego wyjął.