czwartek, grudnia 12, 2019

3591. O grudniowym Bogu

tam. kilka dni temu.


fot. Phar Lap The Man, fragment.

*

Niekiedy
przybywasz do serca
potajemnie.

Niekiedy
widzą cię
otwarte oczy.

Twoje są
wszystkie te imiona,
wszystkie ślady.

Zawsze
przybywasz jednak
bez śladu, bez imienia
.

// Mozaffar Kermani

David i Sabrineh Fideler, Alchemia Miłości,
przeł. Błażej Gałkowski, Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2012.

*

tu. wczoraj.


śniegu brak.

*

Taka cisza nad morzem. Taki spokój. Takie równomierne światło nieszukające żadnego efektu, blasku, światłocienia.
     W taką chwilę Stwórca, niedenerwowany wiatrami, burzami, nachalnym słońcem, wrzaskami radości lub przekleństw, oddać się może rozmyślaniom nad własnym istnieniem
.

Julia Hartwig, Błyski,
Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2002.

3590. —

ten moment rozczarowania, gdy robisz wszystko porządnie, sumiennie, a rezultatu, który był pewnikiem jeszcze przedwczoraj nie ma. bezsilność i agresja — na los z pięściami bym się rzuciła, gdybym tylko miała siłę, gdyby miało to jakikolwiek sens. wczoraj, drobiąc w drodze donikąd, zatrzymałam się w kołowrotku bezgranicznej wściekłości i znalazło mnie, dając ukojenie i światło:

każdego dnia potrzebuję znaleźć nowy sposób.
[czasem na wszystko]

[suplement pikselowy: 24.11.2022]

3589. Samo gęste

Druga z dwóch równie sprawnie poradziła sobie z czytelniczym stosikiem, wymijając czytane, omijając pretendujące do bycia czytanymi. Druga z sześciu nie pomyślała nawet, by strzelić focha. Żadna z książek nie awanturowała się, że teraz jej kolej na moją uwagę. W ciszę zasłuchana opuściłam słowo wstępne. Interesowało mnie samo gęste.

To ty jesteś wędrowcem,
ty jesteś ścieżką,
ty jesteś celem podróży.

Uważaj,
by nigdy
nie zgubić
drogi
do siebie
.

// Szihab ad-Din Jahja Sohrawardi

*

Prawdziwy rzekł:
Gdziekolwiek się zwrócisz,
tam mnie znajdziesz.

Dlaczego więc
wciąż się wzbraniasz,
by wzrokiem swoim
zbadać siebie
?

// Dara Szikoh.

*

W miejscu miłosnego spotkania,
już pierwszego dnia,
człowiek serca
o prawdziwej mówił obietnicy
:

Poszukiwaczu!
Nie szukaj nikogo,
kto szuka
kogoś
kto nie jest tobą.

Szukaj tego,
kto również poszukuje ciebie
.

// Talib Dżadżarami

*

Mistyk to ktoś,
kto przemija

[…]

// Binawa Badachszani

*

Nie żałuj tego, co mija
i porzuć twe troski
o przyszłość.

Nie myśl o sobie —
przestań próbować to zrobić
!

[…]

po prostu przestań.

// Baba Afzal Kaszani

*

W krainie miłości
nie ma miejsca na wygodę.

Tam wszystko jest stratą —
próżno zysku szukać.

Jakże bez bólu i smutku
spodziewać się lekarstwa
?

Jakże bez błędu,
liczyć na przebaczenie
?
// Abu Sa’id Ibn Abi al-Chajr

*

Jesteś demonem
i dziką bestią
i aniołem
i człowiekiem —

Cokolwiek pielęgnujesz,
tym właśnie się staniesz
.

// Baba Afzal Kaszani

*

Pierwszym krokiem w miłości,
jest to, by stracić głowę.

Potem twe małe ego,
a wreszcie całe życie —
i znosisz tę katastrofę.
Gdy to jest już za tobą, pójdź dalej:

zetrzyj rdzę
ja
z lustra swojej istoty
.

// Fachr ad-Din Eraki

*

Obal ja, by odnaleźć Siebie.

Po cóż martwić się o gwiazdy,
kiedy jesteś niebem.

Świat pełen jest oczywistych rzeczy,
lecz ty —
ty jesteś ukrytym skarbem.

Pamiętaj i raduj się —
ty jesteś swoim światem
.

// Sana’i

*

Rozum powiedział,
„Żyjemy w świecie sześciu kierunków
— ot tyle!”.

Miłość odparła,
„Jest ścieżka, co dalej prowadzi,
szłam nią już wiele razy”.

[…]
// Rumi

*

O ile to tylko możliwe,
wyrusz w pielgrzymkę do serca —

serce warte jest więcej
niż wszystkie kamienne świątynie
.

// Auhad ad-Din Kermani

David i Sabrineh Fideler, Alchemia Miłości. Wybór myśli sufickich,
przeł. Błażej Gałkowski, Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

Wystarczy jeden oddech
ze świata niedowiarstwa
do miejsca,
gdzie wiara zamieszkuje.

Wystarczy jeden oddech
z przystanku wątpienia
do ojczyzny pewności.

Nie gardź teraz
tym jednym, jakże drogim tchnieniem —
to właśnie ten oddech
jest celem twego życia
.

// Szah Nematollah Wali

*

Ptak,
który bolesną pieśń śpiewa —
to miłość.

Posłaniec,
który przemawia językiem nieznanego —
to miłość.

Głos, który mówi do ciebie,
wzywając, byś wyruszył
poza granice stworzonego świata —
to miłość.

To, co z ciasnoty twego
ja
cię wyzwala —
to również miłość
.
// Chakani Szriwani

*

Miłość może zranić głęboko —
lecz, jak skorupa małży,
perły w sobie skrywa.

Brzemię miłości jest ciężkie,
lecz zawsze bądź gotów je ponieść.

Jak gałąź,
co ciężka do ziemi się skłania,
miłość wiele przynosi owoców
.

// Razi Ghaznawi

(tamże)

środa, grudnia 11, 2019

3588. Nigdy nie mów nigdy

Gdy byłam młoda, piękna i zdrowa, miałam w rękach jedną z wielu książek Deepaka Chopry — pamiętam, że zrobiła na mnie wrażenie, ale nie pamiętam jej tytułu. To dobre stare doświadczenie było powodem zakupienia tej książki prawie rok temu. Sama się sobie dziwiłam, bo tytuł mnie nie zachęcał — należy do serii tytułów z etykietą: „w życiu nie wezmę tego do rąk”. Wzięłam. Drugi autor, doczytałam, jest profesorem neurologii — zdziwiła się ta część mnie, która zakupu tej książki kompletnie nie rozumiała i gotowa była bojkotować czytanie.

Czytałam metodą po-ma-lut-ku-nic-na-si-łę-zaw-sze-mo-żesz-rzu-cić-w-kąt. Kawałek — co mi on robi na poziomie głowy, serca i duszy? — przetrawić — ustosunkować się do tego, co w książce i we mnie — dopiero wtedy następny kawałek, a najlepiej przerwa, by poruszone „coś” we mnie w środku znalazło swoje właściwe miejsce. Wracałam, czytałam i odkładałam tę książkę przez prawie dziesięć miesięcy.

By czytanie tej książki miało sens, koniecznym wymaganiem, poza umiejętnością czytania ze zrozumieniem, jest właściwy dla czytającej osoby Czas. Inaczej nie ma co tracić czasu.

Twoja rzeczywistość jest ograniczona do tego, czego jesteś świadomy i czego doświadczasz.

*

Cisza sama w sobie nie jest zaletą — psychologiczne obserwacje dowodzą, że około 20 procent ludzi nie słyszy żadnego głosu w swojej głowie. Nikt nie wie, dlaczego tak jest ani czy jest to coś dobrego, czy złego. Cisza staje się wartościowa dopiero wtedy, gdy zaczynasz badać, co jest w jej środku.

*

Ignorowanie jest formą zaprzeczenia, a opór tylko wzmacnia uścisk tego, od czego chcesz się odepchnąć.

*

Każde przeżycie zawiera w sobie subtelny element błogosławieństwa.

*

Samoświadomość rozciąga się na ogromnym terytorium pomiędzy „Kim jestem?” a „To jestem prawdziwy ja”, między zwątpieniem w siebie a całkowitą biegłością. Człowiek, patrząc w lustro, odbiera zadziwiająco dużą liczbę rozmaitych obrazów, które sam wytwarza.

*

Ego i pięć zmysłów domagają się Twojej uwagi. Prawdziwe „ja” delikatnie kusi.

*

Nie ustaniemy w dociekaniach,
A kresem wszelkich naszych poszukiwań
Będzie dojście tam, skąd wyruszyliśmy
I poznanie tego miejsca po raz pierwszy
*.

// T.S. Eliot, Little Gidding, fragment.
_________
* przeł. Krzysztof Boczkowski.

*

Nie ma znaczenia, czy dane uczucie trwa dwa dni, czy dwie minuty, bo samo przeżycie wydaje się nie mieć żadnych granic czasowych. Albo, mówiąc precyzyjniej, wyślizgujesz się z objęć czasu i udajesz się w inne miejsce, które jest po prostu tu i teraz.

Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi, Uzdrów sam siebie.
Rewelacyjna i rewolucyjna ścieżka wzmocnienia odporności
,
przeł. Joanna Sugiero, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2018.
(wyróżnienie własne)

[…] nieprzewidywalność ścieżki jest czymś, czego nie da się uniknąć. „Ja”, które wykonało pierwszy krok, nie jest tym samym ja”, które dotarło do celu.

(tamże)

wtorek, grudnia 10, 2019

3587. O luźnych szelkach

nie ma czegoś takiego jak:
      „ale… dobre czy złe?”, sukces, porażka.
są tylko zajoby*.

_____________
 * cudze oczekiwania, nierealne żądania, chora ambicja, ale też od Junga (mądrze): kompleksy. Ona to wie.


Carolyn Hillyer, [dostęp: 10.12.2019], źródło.

3586. Drzewko zdiagnozowane na amen

Kaan:
(wczoraj, wracając z północy)
Cmokam z pociągu.

Jabłoń:
cmok, cmok z sypialni. ❤ ❤ ❤

Kaan:
Omatko? 17.49…
Choroba czy seks?
Nie musisz odpowiadać.
🙂

Jabłoń:
komputer.

Kaan:
czyli jedno i drugie.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem i pewnością,
że musi to tu mieć
)

3585. Chronos sobotni nieuporządkowany (V)

Sobota. Kiermasz. Spotkanie z Mikołajem, który dzień wcześniej okrutnie był zarobiony, miałam umówione właśnie wtedy i tam. Rach, ciach wszystko załatwione tak, jak chciałam. Szmaty omijam — gen stereotypowej kobiety mam wyłączony. Przy ceramice zatrzymuję się, ale nic nie chwyta mnie za serce — bezpiecznie idę dalej. Stoiska z książkami omiatam wzrokiem — to znam, to mam, a tamto to nie moja bajka.

Czytam teraz równolegle sześć książek. Jedna dla Duszy, druga zaspokaja potrzeby intelektualne, w trzeciej szukam inspiracji, czwarta jest dla czystej przyjemności; piąta, szósta mają już przeczytane pierwsze akapity i w blokach startowych czekają, kiedy skończę wspomniane cztery. Po czarnym piątko-weekendzie kolejnych kilkanaście stoi w kolejce po moją uwagę. Krótko: mam co czytać.

Na ostatniej prostej kiermaszowej przestrzeni. Niby wszystkie pokusy już dawno minięte. Straciliśmy z Sadownikiem czujność, zbyt dużą rutynę zaprezentowaliśmy światu. Biorę nieznaną mi książkę do ręki, otwieram na przypadkowej stronie, czytam i… zaczynam przeciekać oczami, nic sobie nie robiąc z tłumu ludzi, wprowadzając pana sprzedawcę w konsternację. Sprawdź, czy to nie rusza i Ciebie:

Dzisiaj, tak jak każdego dnia,
jesteśmy samotni i zrujnowani.

Nie wycofuj się,
uciekając od pustki
przez drzwi myślenia.

[…]

Są setki sposobów,
by uklęknąć w modlitwie —
setki sposobów,
by skierować swe serce
ku pięknu Przyjaciela
.
// Rumi

David i Sabrineh Fideler, Alchemia Miłości,
przeł. Błażej Gałkowski, Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2012.

Skończyło się adopcją sponsorowaną dwóch książek. Dwóch? Tak, bo obok druga leżała, o podobnej szacie graficznej okładki. Otworzyłam i drugą… jako wnuczka drukarza wymiękłam na poetyckości arabskich liter. Osiołkowi w żłoby dano, oczy szreka zrobiłam, miękkiego w sercu Sadownika dotknęłam. W ten sposób Sadownik został Sponsorem Głównym adopcji. Po powrocie do domu dwa palce podniosłam i uroczyście przyrzekłam, że do końca roku żadnej książki nie kupię… w papierzu, oczywiście. Już mnie boli to przyrzeczenie.

Ta książka nic sobie z opisanej wydawniczej kolejki nie robiła. Wepchnęła się w przestrzeń, zwolnioną przez skończoną pierwszą z wspomnianych sześciu książek. Zrobiła to zgrabnie, niezauważalnie i bardzo szybko — nikt się nie skarżył, kawa była jeszcze pyszniejsza niż zwykle. Koniecznie trzeba przeczytać słowo wstępne — wtedy inaczej się czyta i zachwyt jest jeszcze większy…

Jeśli nie grzeszyłeś, odejdź i zostań aniołem.
Moimi przodkami natomiast są Ewa i Adam
.

*

Nie wiem, kim ja jestem, ani jaki jestem,
wiem tylko, że jesteś lekarstwem moim
.

*

72
Kochanie, ogród to miejsce dla ciebie.
Ja natomiast w piecu, w popiele siedzę.
Ale czy to ogród, piec, czy też pustynia,
gdy oczy otwieram, widzę tylko ciebie
.

9
Prócz Ciebie innej miłości nie ma serce moje
i za perłę innej perły prócz Ciebie nie uznaje.
Moje serce płonie, Twoja miłość jest ogniem.
Kto się nie spalił, ten ogniem się nie zajmie
.

36
Kiedyś tuż przy cierniach tulipana ujrzałem.
„Druhu, kiedy mogę cię zerwać?” – spytałem.
Odparł: „Idź do ogrodnika i jego o to zapytaj,
ponieważ drzewo przyjaźni późno owoc daje
.

43
Dlaczego ciągle tak cierpisz, serce?
Dlaczego ciągle majaczysz, serce?
Idź, usiądź w kącie i dziękuj Bogu,
a może znajdziesz szczęście, serce
.

159
Serce szczęśliwe nie wie, co z cierpiącym się dzieje,
a człowiek zdrowy nie wie, co z chorym się dzieje.
Nie ma żadnej twej winy w tym zwyczaju starym,
że wolny nie wie, co ze zniewolonym się dzieje
.

129
Smutek tego świata jest naszym przeznaczeniem,
nasz ból uśmierzony będzie tylko przez alchemię.
Każdy w końcu na swoje bóle znajduje lekarstwo,
lecz nasze serca uzdrowić może tylko cierpienie
.

56
Patrzę na pustynię i Ciebie widzę.
Spoglądam na morze i Ciebie widzę.
Gdzie nie spojrzę: step, góry, dolina,
wszędzie ślady Twego piękna widzę
.

19
Po polu szedł rolnik i płakał krwawymi łzami,
a tam, gdzie jego łzy spadły, wyrastały tulipany.
Idąc, wołał zaś tak: „Jaka szkoda! Jaka szkoda,
że zasiawszy, trzeba je na tym polu zostawić
!

Baba Taher, Ciernie i tulipany, przeł. Albert Kwiatkowski,
Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2013.
(czerwone wyróżnienie własne)

40
Ty, który nie czytasz ksiąg o niebiosach,
ty, który nigdy do winiarni nie zaglądasz,
który nie wiesz, jak smakują zysk i strata
żałuj, bo żyjąc tak, przyjaciół nie spotkasz
.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 09, 2019

3584. Porno to tu!

     — Te wszystkie osoby na Twoim blogu są fikcyjne, prawda?
     — ???
     — No, wiesz: Kaan, Georginia, Zkemi, Gepardzica, Smoku, Smocza Córka, Apus, Zulka, Bliźniacza Liczba, Zalo, Vía, Biały Kruk, Orzeszek, Onemu, Tollini, Nek, Dżo, Phar Lap The Man, Timka, Szpagacik, Oś i Monek?
     — Fikcyjni? Tak bujnej wyobraźni to ja nie mam. To najprawdziwsi, żywi ludzie
! Beethoven też jest prawdziwy, choć już nieżywy od prawie dwustu latSaxifraga, uprzedzając twoje pytanie, żywa jak mało kto.

*

Rzecz się miała w piątek. W sobotę działo się, więc tylko z tyłu głowy pamięć o tej wymianie zdań mnie uśmiechała. W niedzielę nie starczyło już siły.

Dziś szukam. Szukam, szukam — nie ma. Jeszcze raz, szukam, przeszukuję, poszukuję, tropię — nic. Jeszcze raz i drugi, i trzeci — cierpliwość, jako kompetencję miękką, rozwijam — nic! Zrozpaczona prawie się poddałam. O pomoc poprosiłam Kaan — w końcu to „jej  wina” — też nie znalazła. Na odsiecz przyszła Geapardzica — jest! Bez Niej zginęłybyśmy. A było tak…

W piątek Kaan o tym, że dużo Jej na tym blogu, może za dużo… Jabłoń, że jakie za dużo?, że bierze wszystko, bo uwielbia wpisy, które przyjaźnienie się z Kaan montuje w oka mgnieniu, ale po chwili dodaje szczerze:

Jabłoń:
[…] biorę wszystko, choć jestem
wybredna: musi mnie poruszyć —
dobre kryterium.

Kaan:
Idealne kryterium.

To jak z filmami porno.

Trochę.

Jabłoń:
(cieszy się jak dziecko)
Mam pornobloga!!!! Wyłącznie!!!!!
Bo każdy wpis dla mnie jest
efektem wewnętrznego poruszenia.

Kaan:
Idealne kryterium.

Wchodzę w to.

I już. I wszystko jasne.
Tylko zachwyt, i muszę to tu mieć — ja.

Naczelna pornobloga bezdzietnaMama
z Autorkami współpracującymi.

3583. Moc słów, zdań i ludzi

*

Muszę nauczyć się gotować.

Muszę… nie znoszę tego słowa… natychmiast staję się ofiarą. Uczyć się… skojarzenia z niekończącym się procesem ma Gepardzica i żadna forma dokonana tego czasownika niczego nie zmienia. Gotować… dla mnie synonim syzyfowej pracy oraz życiowej porażki.

Jakiś czas temu kupiłam od Gepardzicy na pniu zdanie, które zmieniło moje podejście do sztuki kulinarnej i niewiarygodnie ułatwiło Georginii proces kuchennego mentoringu. Wegańska fasolka po bretońsku według przepisu wynalezionego przez Kaan była fantastyczna — zrobiłam „siama” od a do ż. Od dwóch tygodniu wcale nie gotuję i nigdy w przyszłości nie zamierzam uczyć się gotować. Bo ja teraz:

komponuję jedzenie.

*

Muszę codziennie się rozciągać.

Muszę… patrz powyżej — jedyna różnica polega na intensywności doświadczenia: jestem megaofiarą. Codziennie… to jedyne słowo, które już dobrze rozumiem. Rozciągać się… nienawidzę, robię to przez rozum jako megasyzyf.

Dżo obrazowo wytłumaczyła mi, co robi rozciąganie. Oniemiałam z zachwytu i… kupiłam na pniu! Bo ja już nigdy w życiu nie będę się rozciągać. Nigdy, przenigdy nikt mnie do tego nie zmusi. Bo ja teraz:

karmię komórki, powięź i mięśnie.

Hawk!

*

niedziela, grudnia 08, 2019

3582. Groźby niedzielne dwie

Jabłoń:
(pisze sms do Georginii i Zulki)
Skończycie dziś na blogu,
daję słowo!!!

Zulek & George
(gotowi na święta)

fot. Georginia, fragment.

*

Georginia:
(kilka godzin później pisze sms do Jabłoni)
Szykuj się na jutro. :)) Wracam.

3581. My, szczęściary i szczęściarze!

Robi pauzy dokładnie tam, gdzie stawia przecinki, dwukropki, myślniki. Mówi, jak pisze. Pisze, jak czuje. Pozwala sobie czuć. Jest wielka.

Jak cudownie móc przeżywać te słowa bez pomocy tłumaczy, w rodzimym języku. Mamy niewyobrażalnego farta.

[…]   jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest.

*

Życie tworzą wydarzenia, lecz dopiero wtedy, gdy potrafimy je zinterpretować, próbować zrozumieć i nadać im sens, zamieniają się one w doświadczenie. Wydarzenia są faktami, ale doświadczenie jest czymś niewyrażalnie innym. To ono, nie zaś wydarzenie, jest materią naszego życia. Doświadczenie jest faktem, poddanym interpretacji i umieszczonym w pamięci.

*

Zamiast więc usłyszeć harmonię świata, usłyszeliśmy kakofonię dźwięków, szum nie do zniesienia, w którym rozpaczliwie próbujemy dosłuchać się jakiejś najcichszej melodii, najsłabszego chociaż rytmu. Parafraza szekspirowskiego cytatu, jak nigdy, pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości, Internet to coraz częściej opowieść idioty, pełna wściekłości i wrzasku.

*

Jestem — najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata.

*

Literatura zaczyna się od owego „dlaczego?”, nawet jeśli mielibyśmy na to pytanie odpowiadać bez przerwy zwyczajnym „nie wiem”. Literatura stawia więc pytania, na które nie da się odpowiedzieć przy pomocy wikipedii. Wykracza bowiem za same fakty i wydarzenia, odwołując się bezpośrednio do naszego ich doświadczania.

*

Fikcja jest zawsze jakimś rodzajem prawdy.

*

[…]   przedmioty mają swoje problemy, uczucia, a nawet jakieś życie społeczne, całkiem porównywalne do naszego, ludzkiego.

*

Czułość personalizuje to wszystko, do czego się odnosi, pozwala dać temu głos, dać przestrzeń i czas do zaistnienia i ekspresji. To czułość sprawia, że imbryk zaczyna mówić. Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”. […]   Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny.

*

I uznał Bóg, że to było dobre.

Olga Tokarczuk, Mowa noblowska, [dostęp: 7.12.2019].

Mit, jak wiadomo, nigdy się nie wydarzył, ale dzieje się zawsze.

(tamże)

3580. Chronos sobotni nieuporządkowany (IV)

Jabłoń:
(rozmawia z Białym Krukiem przez telefon)

Sadownik:
(przechodząc obok fotela z Drzewkiem wewnątrz)
Pozdrów mojego ulubionego Teścia.

Jabłoń:
(pozdrawia, ale i informuje, że Sadownik,
póki co, ma tylko jednego teścia,
więc niech się Biały Kruk nie cieszy
)

Jabłoń:
(po jakimś czasie odbiera sms i zaczyna
sekundować panom, czytając i pisząc na zmianę…
)

Biały Kruk:
À propos „ulubionego teścia”:
jak się nie ma, co się lubi…

Sadownik:
Myślałem, że tak jest z żonami.

Jabłoń:
(głosem, nie esemesem, z zachwytem chwilą)
No, to wpis na bloga zrobił się sam.

Sadownik:
Sam!?! Dwie tęgie [męskie] głowy…

Biały Kruk:
A nie pomyślał, że to może
dotyczyć i zięciów?

Sadownik:
(rozłożył ręce)
Zięć — rzecz nabyta.

Biały Kruk:
Nabyć łatwo, a zbyć… ;)

Sadownik:
(rozłożył ręce)
…żonę czy zięcia?

Biały Kruk:
To groźba?

Sadownik:
Żeby grozić, trzeba mieć odwagę,
by groźbę spełnić.

3579. Chronos sobotni nieuporządkowany (III)

Sadownik:
(poinformował, że Jego Rodzice chcą NAM,
dać na Gwiazdkę coś „do domu”
)

Jabłoń:
(po dobrej chwili i grzebaniu w internecie)
Mam trzy propozycje: praktyczną, ładną i przepiękną.

Sadownik:
Chcesz mi pokazać potencjalne nowe żony?

Jabłoń:
(po dobrej chwili)
Nie! Drewniane deski do krojenia!

3578. Chronos sobotni nieuporządkowany (II)

Gdy komplet kawowy — skład: Heniutka i Sadownik na kanapie, Drzewko w fotelu — delektował się przy kawie sobą nawzajem i przedpołudniową sobotą, Kaan rozłożyła utensylia rozkoszy estetycznej, fikusa zgrabnie ominęła i namalowała coś-ury.

*

Focąc, róg ucięła pikselowi. Muszę z tym żyć. Dobrze żyć. Wyłącznie! A obraz? Wracam do niego i za każdym razem widzę w nim echo chwili.


Kaan.

3577. Chronos sobotni nieuporządkowany (I)

Uwielbiam, gdy opowiada o malowaniu, poszerzając mi horyzonty odbioru sztuki malarskiej. Ostatnio zwróciła moją uwagę na strukturę materiałową — to na pewno się jakoś mądrze nazywa: faktura, tekstura, …, coś-ura, ale zapomniałam — z których zbudowana jest scena. Wyłam z zachwytu, wołając do Sadownika: tylko popatrz, metal! Jaki piękny metal!


Kaan.

*

Jabłoń:
Jasna dupa!!! Widzę metal!!!

Kaan:
Ale dupy nie było ;)

Jabłoń:
To był tylko analny zachwyt…

piątek, grudnia 06, 2019

3576. Nastoletnia Mikołajka wyręczyła Świętego

Kiedyś mogłabym napisać Kaapusątko, ale Ona to żadne Ątko — Timka, córka Kaan, szykuje się do łamania ludzkich serc (jestem bezpieczna, bo moje już dawno ma). Szykuje się pięknie, choć będzie to wiedziała dopiero za dwadzieścia lat, gdy obejrzy zdjęcia ze swoich szczenięco-nastoletnich lat. Ja nie muszę czekać, wiem o życiu już wystarczająco dużo, że delektuję się każdą chwilę, gdy Ją widzę. Kaan dostała dziś od Timki tak piękną i mądrą miko­łaj­ko­wą zakładkę, że poprosiłam o zgodę, na umieszczenie jej tutaj. Zgoda została mi udzielona.

Zawsze jest coś, czego możesz się nauczyć od drugiego człowieka, nawet jeśli on nie liznął jeszcze dorosłego życia. Hawk!

Ta zakładka to (dla mnie) TA CHWILA.  


fot. Kaan, fragment.

Trzeba czekać cierpliwie. Na TĘ CHWILĘ. Bo to trwa chwilę. Nigdy cały dzień, ani nawet godzinę. To trwa sekundy, mi­nu­tę, może dwie, kiedy padają słowa dotykające Twojego serca i po prostu TO czujesz.

Marzena Kopta, Podążając za żyrafą,
Wydawnictwo internetowe e-bookowo, Będzin 2015.

3575. czy?

czy robisz to, co kochasz?
czy kochasz to, co robisz?

dwa diametralnie różne pytania.


Autor(ka) nieznan(y/a), [dostęp: 6.12.2019], źródło.

3574. Między niebieskimi migdałami

Ciesz się obłokami, bo skończą się w chwili, gdy zobaczysz… Stop, nie spojlerujemy. Tak działa ludzki mózg, już zawsze będziesz musiał(a) się wysilić, by znów zobaczyć obłoki.


Kaan.

*

Są ludzie, którzy nawet na nudnawych spotkaniach w pracy dają radę dobrze się bawić. Samoloty… jako metafora wielu pragnień… zawsze na mnie działają… odlot!

czwartek, grudnia 05, 2019

3573. Wrócił pod powieki

  — co, co, co?
  — cicho! patrz, przeżywaj rzeczy.


Jan van Eyck (1390–1441), Autoportret.

nie lubię portretów, ale ten kocham. wraca do mnie cyklicznie. dziś wrócił z przytupem.

3572. Kudłata koniczynka

Jabłoń:
(nakablowała na sukę pikselem)

Georginia:
(odpisała)
I wszystko jasne… ;)

3571. —

tracąc tę*, którą znam,
odzyskuję siebie.

___________
* taką, jaką byłam.

*

Ólafur Arnalds, Arnór Dan & Douglas Dare, Say My Name.

[suplement pikselowy: 1.04.2021]

środa, grudnia 04, 2019

3570. Leczenie duszy (III)

Wleczone leczone było cały weekend: rozmową przyjaciół, poetką i w końcu nieho­meo­pa­tycz­nie, najnowszym tomikiem poety. Uwielbiam i już, co samo w sobie źródłem problemu stać się może, gdy trzeba zdecydować się na wybór fragmentów. Ten! A dlaczego nie tamten? Bo tak. Wybieranie, przebieranie, dobieranie… zajęło trochę czasu.

Mogłoby być tyle, bo wszystko jasne. Dodać należy (czy trzeba?), że włóczy się poeta po życiu ciut dłużej niż ja, dotyka tych rzeczy, których w reklamie życia nie było (na pewno?)… trudnych, ale ważnych, czy potrzebnych tak bardzo do szczęścia? — dotykam i ja (nie tylko) myślą, mową, zatrzymaniem i każdym wykonanym krokiem (nie tym w myślach czy na papierze skreślonym). Brzmi jak groźba czy ostrzeżenie? Uleczone.

niech łagodna będzie tobie nawet miłość
kochających cię ludzi
 
[…]

oby twoje dłonie
zawsze miały radość
z nitki która cicho
rozbiera twój kłębek

*

pamiętam dzień kiedy ktoś
powiedział
jesteś stary

myślałem że były to
słowa na wyrost a to była
odroczona prawda

tak
 
[…]

a jeszcze niedawno
szeptałem coraz to inne imiona
które odpowiadały mi
moim imieniem

*

często jeszcze
lęk
 
nawet zawsze
 
nie o to co myślisz

o wszystko
inne niż to

*

próbujesz ukoić
lecz tylko przemieszczasz
 
nie idź z lękiem
jękiem
do lekarza
czy boga
 
nikt się nie pozna
 
ę
to jest kwestia bardzo
osobista
 
niczego bardziej intymnego
nie ma

*

ogromnieje nie tylko piękno które wzrusza

*

czy to też jest nieważkość?
 
sztuka unoszenia się w połowie drogi
pomiędzy rozpaczą a wielkim olśnieniem

*

byłem i nie wrócę
jeśli mnie przeoczysz
nasza strata

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

z zakonnicą w metrze

przepraszam skoro już siedzimy przy sobie czy
siostra naprawdę kocha jezusa?

ale tak poważnie jak
ja moje dzieci?

[…]

czy zwróciła siostra uwagę na
rozpiętość słów miłość i kocham?

siostra kocha jezusa ja kocham
córeczkę siostra
matkę boską ja tamtą dziewczynę
i psa kocham który mnie kocha jak
boga

a może ta miłość jest jedna i nie ma
różnicy pomiędzy waszym adresatem a
politeizmem moich ciągłych zakochań

no właśnie nie zdążyłbym spytać
zanim dojedziemy do stacji kabaty czy bywa siostra
nie tylko kochająca lecz i zakochana

w jezusie tak jak kiedy serce chce
wyskoczyć z piersi

zakochana czyli kochająca bez ślubów tylko
pod dotykiem różdżki rannych
dreszczy

ach to już kabaty pamiętajmy więc proszę
że najpierwsza jest miłość
ważniejsza od wiary
od nadziei
depresji tylko jak to przeżyć

(tamże)

wtorek, grudnia 03, 2019

3569. Męska rozmowa

Biały Kruk:
(opowiada przez telefon o wymianie
zdań ze swoim wnukiem
)
Co czytasz?

Wnuk:
Dla siebie czy dla mamy?

Jabłoń:
(zachwycona opowieścią)

3568. Leczenie duszy (II)

Wleczone leczone było cały weekend… Pani Julia zszywała porwane, cerowała podziurawione, wiązała rozwiązane, rozplątywała supły bolesne. Nic sobie nie robiła z tego, że nie żyje od ponad dwóch lat.

Nie pierwszy raz mnie leczyła brakiem przecinków i kropek — jak zawsze skutecznie — oraz zadumą racząc mnie co chwilę jak gorącą herbatą w mroźny grudniowy wieczór. Grudzień już jest, mrozu i śniegu jeszcze nie ma.

Jak dotrzeć — i czy trzeba — do tego podziemnego świata
pamięci która śpi i czeka na zbudzenie
na łaskę zgody z tym co się zdarzyło
czy może na upokorzenie co płynie z niemocy
wobec przeszłości

*

taka nasza niepewność co ułudą a co prawdą
że wciąż wpadamy w pułapkę uczuć i doznań

*

Kogo to obchodzi że tuż pod moimi oknami
bank buduje wieżowiec?
Drzewa wycięto gniazda ptaków opustoszały
Było niebo nie będzie nieba
Były gałęzie drzew pełne liści
nie będzie gałęzi ani liści
Będzie martwa twarz betonu
i obojętni intruzi okien patrzący okno w okno

*

Los wie czasem dobrze kogo z kim zetknąć
choćby po to żeby to spotkanie stało się dla nas olśnieniem

*

Ocean jest i go nie ma Jakby z trudem znosił
swoją obecność u przedmieść Nowego Jorku

*

dzielić słodycze przeszłości
z gniewem smutkiem ze sprzeciwem
i zwierzęcą rezygnacją

*

Rękopis
W domu gdzie urodził się Beethoven
można oglądać w szklanej gablocie rękopis kompozytora,
z dziesiątkami przekreśleń i poprawek.
Jest to list do możnego księcia z prośbą o przyjęcie
skomponowanej właśnie symfonii.
Żadna z kompozycji tego geniusza
nie nosi na papierze śladów takiego wysiłku jak ów list
do nieznanego dziś nikomu władcy małego państewka
.

*

Wchodzę w ciemność nocy
gotowa na jej przyjęcie
Co mi się przydarzy
?

*

Nie zapominaj o przyjaciołach
przecież kiedyś cię kochali
Cicho cicho Spróbuj coś wybrać
Ale każdy wybór ma za sobą jakąś historię
w której być może nie okażesz się bez winy

*

To słowo
Dopuścić do tego? 
Myśleć o tym nadal?
Czy zająć się byle czym 
byleby się pozbyć tej pokusy 
patrzenia dalej i dalej?
[…]
Niech padnie wreszcie to słowo: pustka

*

ulżyj winom których nie śmiemy wypowiedzieć głośno
spraw aby to co nas przekracza nie upokarzało nas
lecz budziło wdzięczność i zachwyt

Julia Hartwig, Wiersze wybrane
[z tomiku Nie ma odpowiedzi, 2001],
Wydawnictwo a5, Kraków 2010.

Mroźno
Pora na gorącą zupę i na herbatę
Żadnego śniegu
To nowa polska zima
z wyprzedażą w wielkich magazynach
z europejską grypą i biedą
i z europejskimi pretensjami
do wielkiego świata

*

Szukająca mimo wiedzy że niedocieczona jest tajemnica
Zachwyt był jej udziałem
choć kilkakroć odjęte jej było wszystko
co dawało zgodę na istnienie

[…]
Wszak to co pozornie skończone nadal trwa 
ale nie da się czerpać stąd codziennej pociechy 
Oglądając się wstecz mówiła:
Bądź wdzięczna Byłaś hojnie obdarzona

*

Anioł twierdzi że to co z pozoru zginęło zginąć nie mogło
Diabeł pokpiwa sobie z niego pytając czy jeśli tak się okaże
Anioł potrafi przełożyć te wiersze na angielski
bo przecież niewiele mogą zdziałać obaj
z wierszami pisanymi po polsku

*

Jak to się stało, że dopiero teraz, wczoraj wieczorem, w nocy,
przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje 
jest niepojęte dla mojego umysłu.
Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci,
nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć
co jest mną, a co nie jest
i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze.
Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego,
wybór tylko z pozoru należał do mnie
.

(tamże)

3567. Leczenie duszy (I)

Zeszłotygodniowej kumulacji (kurestwa i śmierci) nie ustałam, odpadłam od swojego wewnętrznego pionu. Ból, złość, agresja i niemoc. Wleczone leczone było cały weekend poezją, poetką, poetą i ich spotkaniem, co spotkaniem przyjaciół było.

Tę książkę miałam na wirtualnej półce od kilku (!) lat. Czekała na mnie długo. Dziś nie rozumiem, jak mogłam na nią nie rzucić się zaraz po nabyciu drogą kupna. Jest fantastyczna, nieprzegadana, ludzka, ciepła i… leczy pięknie, choć kończy się za szybko.

Jest magicznym plasterkiem na rany, których nie widać — leczy szybciej niż srebro. I uśmiecha człowieka w tak wielu miejscach, że trudno jest dokonać wyboru cytatów. Musiałam poczekać trzy dni, by zdecydować, co chcę mieć tutaj pod ręką, bo nie mogę mieć wszystkiego.

Kiedy Julia dzwoni, żeby powiedzieć „wyjeżdżam”, tak naprawdę chce powiedzieć „nie martw się, jeśli nie zastaniesz mnie w domu”. Jej wiadomość jest znakiem troski o moją troskę o nią, o jej zdrowie i los.

*

[J.H.] Człowiek, który zabiera się do czytania wiersza, z góry wie, że przekroczy granicę codzienności. Szuka w poezji czegoś, co da mu wsparcie albo go zadziwi, ucieszy.

*

[J.H.] Sam wiersz [pt. Prośba] zawiera pytanie: czy sztuka daje nam odpoczynek, czy sztuka potrafi zrobić z nami coś dobrego? […] I ten wiersz jest w gruncie rzeczy rodzajem modlitwy, prośby, która nie ma nic wspólnego z uczuciami religijnymi.
     Nie wiem, jak można określić coś, co nie jest religijne, a jednak ma taki sens – chyba świecką modlitwą. W tym przypadku jest to modlitwa o to, żeby nie ranić świata i żeby świat nas nie ranił
.

*

[J.H.] Pisząc wiersze, poeta mówi głównie o sobie. Taka jest natura poezji, że dba przede wszystkim o tego, który pisze. Poeta, nawet kiedy opowiada o innych, siebie samego stawia w sytuacji uprzywilejowanej. To jemu wiersz przynosi ulgę, choć ta pociecha bardzo jest uwikłana w kłopoty. Przecież istnieje druga strona radości, jaka płynie z pisania: niepewność, czy inni, czytelnicy, chcą i potrafią dzielić to, co poeta wyraża. Nie wiemy, na ile się nas rozumie.

*

[J.H.] Tak już jest, i tyle. To nieuświadomione, ale wynika z pewnego stanu, z tego, jak w tym momencie oglądam świat. Niby to my piszemy poezję, ale w znacznym stopniu to ona nam mówi, co pisać.

*

     [J.M.] „O tym…”, „taka rozmowa”, „temat”… Co masz na myśli?
     [J.H.] – Przecież wiesz. A skoro nie da się rozmawiać z żywymi, rozmawiam z duchami.

*

     [J.M.] Podkreślasz w książkach ulubione zdania?
     [J.H.] – Nie mam zwyczaju pisać ani kreślić w książkach. Są ludzie, którzy, i słusznie, uważają książki za swoją własność. Rozumiem to, ale nie mogłabym znieść myśli, że sama podkreśliłam coś w książce innego autora. Ale chętnie wypisuję.
     Pamiętasz jakieś ważne wypisane zdanie?
     – Raczej zasłyszane: „Dar miłości jest formą przeciw sile przemijania
”.

*

[J.H.] Ale przyjaźń to również gesty, sposób mówienia, fizyczna bliskość.

*

[J.H.] Pożegnanie to nie jest dobre słowo, o czym wiesz, bo znasz mój ostatni zbiór Bez pożegnania. Pożegnań nie ma. Umierającym nie macha się ręką na do widzenia.

*

     [J.M.] Przepraszam za intymne pytanie: o wiersz wyjątkowy w całej Pani twórczości – Przed brzaskiem – gdzie pyta Pani wprost: „Boże, / przestrzeni, / dokąd Ty mnie zabierzesz?”.
     [J.H.] — No tak, to pytanie musiało paść, bo ten wiersz niejako z tomu się „wyrywa”. Idzie przecież o rzecz najzupełniej ostateczną, o kres istnienia. Jeśli gdzieś zapisuję takie refleksje, to w innych gatunkach niż poezja […]. Nie chcę tego pytania zadawać dwukrotnie — pytam raz, w tym właśnie miejscu, i w taki właśnie sposób, i nigdzie indziej. Ten wiersz wyraża, co myślę, a może raczej co czuję.

Jarosław Mikołajewski, Największe szczęście, największy ból,
Wydawnictwo a5, Kraków 2014.
(wyróżnienie własne)

*

     [J.M.] Jak wygląda zaułek Hartwigów? [w Lublinie]
     [J.H.] Mała uliczka, przy której nikt nie mieszka. Pnące się schodki, w których kto chce, może doszukać się rodzinnego przesłania, że sztuka dźwiga człowieka.


fot. Edward Hartwig, (1909–2003).

*

[J.H.] Kiedy piszesz, to chcesz coś powiedzieć. Musisz się skupić na tym, co już wiesz, lecz również otwierasz się na nowe rzeczy. Bo oto pisząc, natrafiasz na rafę, na problem i musisz się do niego ustosunkować. Jeśli piszesz szczerze, nie możesz go pominąć. Musisz go rozstrzygnąć. Powiedzieć, co o nim sądzisz, znaleźć argumenty.

*

[J.H.] Wiem, że mogę tyle, ile mogę, nie więcej. Trudno to nazwać zadowoleniem z siebie, raczej świadomością, że tak musi być. Żyję sobie ze swoimi sprawami i z pokornym pragnieniem, by wyrazić to, co mi jeszcze zostało.

(tamże)

***

Czytając poniższy fragment, wróciło do mnie stareńkie, nieużywane wspomnienie, gdy sto lat temu znalazłam swoje nazwisko na liście osób przyjętych na studia (moje pierwsze) bez egzaminów. Wróciłam do domu ze wspaniałą wiadomością, a na progu mieszkania przywitał mnie Biały Kruk gratulacjami i Gałczyńskim (Listy z fiołkiem, 1992) — do dziś nie wiem, czy dałby mi książkę, gdybym się nie dostała na studia.

W ostatnią sobotę wyjaśniło się, dlaczego z uporem maniaka używam zielonego atramentu — Gałczyński jest wciąż żywy, zielona gąsko, wiecznie żywy. Na wspomnianych studiach był jeden wykładowca, który niezmiennie przez cały semestr zawsze na początku zajęć mówił: Witam panów, więc Panie Hartwig… no cóż, nie mogło być inaczej.

     [J.M.] Pisałaś do kogoś listy z wyrazami uwielbienia?
     [J.H] — W klasie maturalnej tak zachwyciłam się poezją Gałczyńskiego, że aż mu to napisałam.
     Co?
     — Właśnie to — że jestem zachwycona. Odpisał: „Drogi Panie Hartwig”, chyba zielonym atramentem. Zawsze pisał w ten sposób: zagadkowo, prowokująco, niepoważnie. Jakieś „Przyjeżdżaj, wyślę konie na stację” czy „Przyjdź, zanim odejdzie słońce
”.

(tamże)

poniedziałek, grudnia 02, 2019

3566. —

ból niefizyczny
milczenie światów izolujące
intencja szlachetna
ciąg zdarzeń niezrozumiały
zaufanie (szczypta)
cisza lecząca
trochę czasu
— wymieszać i przeżyć do cna.

tylko jedną chwilę z tego wszystkiego zrozumieć czuciem
i otworzy się piękny, nieznany dotąd świat.

receptura sprawdzona. otworzył się nowy świat. hawk!

sobota, listopada 30, 2019

(3563+1). Synchroniczność

Zulka i Georginia wrócić z pogrzebu musiały. Wracały i…


fot. Georginia.

a przecież byliśmy przez chwilę ze sobą
co dla równoległych nie jest oczywiste

Jarosław Mikołajewski, Głupie łzy,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

3563. [*]

Stoimy w tęczowym szeregu, trzymając się za ręce. W lewej dłoni Georginii moja prawa. W prawej dłoni Georginii Jego lewa dłoń. W Jego prawej dłoni dłoń Zulki, która, gdyby nie ja, znalazła się w lewej dłoni Georginii na pewno. Taki obraz mam od rana pod powiekami.

Ode mnie do Niego dwa uściski dłoni i od kilku dni bezczas. Nigdy się nie poznaliśmy, a ja i tak zbieram się po Jego śmierci jako obywatelka. Leczę się z bólu świadomości, że nasze państwo przez całe Jego dorosłe życie mówiło mu, że nie jest człowiekiem godnym praw człowieka.

Nie zabił go los — jak byłoby cieplutko społeczeństwu na sumieniu, gdyby umarł na raka, bo katolicki bóg tak chciał. Nie zabiła go bezmyślność, egoizm i brawura, choć byłoby miło suwerenowi, gdyby zginął na motorze lub w wypadku samochodowym.

Nie pociesza to Georginii, Zulki i innych z „trzynastki”. Nie odwoła Jego śmierci, bo… taki mamy klimat. Ale my staliśmy, stoimy i już zawsze będziemy stać w tęczowym szeregu, nie tylko dla Niego, nie tylko z Georginią i Zulką.

Marcin Majer
(1977–2019)

Autor(ka) zdjęcia nie do ustalenia.

*

Stawisko
[…]
Pamięć minionych dni towarzyszyła mu do końca
Zapisał tę chwilę kiedy pojawił się przed nim młody poeta
naznaczony jasną gwiazdą przeznaczenia
i powitał go słowami: Uwielbiam pana

*

Pieczęć
Co kryje się w milczeniu,
które jest ostatnią wiedzą o tym, że koniec jest bliski?
Wszystko, co powiedziano o tej chwili, milczenie odrzuca.
Nikt nie ma wstępu do tego milczenia
.

Julia Hartwig, Wiersze wybrane,
Wydawnictwo a5, Kraków 2010.

piątek, listopada 29, 2019

3562. Refleksy na chwilach

     — zachorowała na sm.
     — dziwisz się? to było do przewidzenia.
     — dobrze że ona, a nie ja czy ty
.

*

odróżniać ludzką potrzebę kontroli świata i zdarzeń od potrzeby zrozumienia rzeczywistości własnego życia to jest sztuka. hawk!

*

a ja już wiem, że nieuleczalna choroba:
     (a) jest tajemnicą i
     (b) uzdrawia.

*

Barbra Streisand, Classical Barbra,
Georg Friedrich Händel, Lascia ch'io pianga.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List

3561. W drodze

[…] oświecenie to nic innego jak codzienne rzeczy i sprawy jeszcze nieubarwione naszymi nadziejami i obawami.

Lodro Rinzler, Przychodzi Budda do baru,
przeł. Bartosz Sałbut, Helion, Gliwice 2013.

czwartek, listopada 28, 2019

3560.

czasem trzeba odczarować rzeczy*,
by zacząć doświadczać magii. czasem?

_____________
* urealniać pojęcia, wydarzenia, ludzi.

[suplement pikselowy: 7.04.2022]

3559. Chwile z moimi Mistrzami

do tej pory w tym miejscu widziałam tylko książki. setki, dziesiątki setek, z których tylko niektóre mam w swojej bibliotece. a wczoraj moją uwagę przykuł rezolutny psi ogonek. musiałam cyk! i wtedy za serce chwyciła mnie i krówka, i kamyki. cyk było nieuniknione. to szczególne miejsce, a wczoraj szczególnie ważna dla mnie praca.

*

jest moim Mistrzem nie z powodu muzyki… łomolę, gapię się w zachwycie, lecząc się Nim dziś ze skurwysyństwa, (wróć! nie mieszaj w to matek), z kurestwa, jakim mnie poczęstowano. kocham patrzeć na to, co wyrabia poza dźwiękami i frazowaniem — kocham na zabój! a miłość leczy najszybciej i najskuteczniej. wyszłam już z szoku poznawczego… tylnym wyjściem. hawk!

Bobby McFerrin, Improvisation at
The Kennedy Center
, 16/01/2012.

środa, listopada 27, 2019

3558. Liść liścikiem przyszedł…

…i zachwycił. już tylko dwadzieścia cztery dni ku solarnemu dnu. a potem pierwsza wiosna. do tego czasu pasę się światłem zatrzymanym w pikselach.


fot. Saxifraga, fragment.

words
create
worlds
.
so are pictures.

poniedziałek, listopada 25, 2019

3557. Świeżutki wodorścik

Dziś rano przyszło do mnie zdanie:

życie to mój tymczasowy dom.

Zadomowiłam się w mądrości tych słów.
Rób, co chcesz, drugiej okazji nie będzie.

niedziela, listopada 24, 2019

3556. Smocza Córka

Hawk!


Kaan.

3555. Przegląd wodorostów (IV)

Czasem martwa rzecz uporem się wykazuje i dobija się do człowieka na wiele sposobów. I co zrobisz…

Raz, wiem o książce, pierwszym tomie, jako świeżutkiej nowości — nie moja bajka, ignoruję. Dwa, klientka czekająca na Tolliniego zagadnięta, gdy szłam w przerwie do toalety, czyta ów pierwszy tom i jest zachwycona — ignoruję, nie moja czytelnicza półka. Trzy, audycja, a w niej rozmowa przypominająca rozmowę o reportażu; klik, klik… o drugim tomie rozmawiali — zignorowałam, ale jakoś nie do końca.

Po namyśle postanowiłam kupić w audiobuku Sadownikowi i Białemu Krukowi. Coś mnie tknęło, klik w nazwisko Autora trylogii, klik w tytuł i… bingo! Tę książkę muszę mieć — moja półka po wielokroć! A ilustracje, palce lizać.

Biblioteka sejmowa powinna nabyć przynajmniej sto egzemplarzy tej opowieści, a Pinokio powinien wpisać obowiązkowe jej czytanie do konstytucji RP, bo klimat mamy kiepściutki w tym temacie.

Wydaje nam się bardzo ważne, by zarówno młodzi, jak i starsi wiedzieli, że to, z kim chcemy tworzyć związek, i to, czy nasze poczucie płci (nie) zgadza się z tym, co mamy wpisane w akcie urodzenia, nie świadczy o niczym więcej poza tym, z kim chcemy tworzyć związki i jakie mamy poczucie płci. Tyle.

*

Jedno z nas jest pisarzem i scenarzystą i denerwowało się, że w bajkach dla dzieci występują niemal wyłącznie stereotypowe postaci: mamusia-miś i tatuś-miś, w stereotypowych rolach płciowych. Drugie z nas jest biolożką i wykładowczynią gender studies, którą niezmiernie mierziło tłumaczenie uprzedzeń, bigoterii i dyskryminacji „naturalnością” i „biologią”. […]
     Zróżnicowanie orientacji seksualnych (homo-, hetero-, bi-) i tożsamości płciowych (trans-, cis-) jest naturalne. Jednych jest więcej, drugich mniej. To nie daje większości prawa do dyskryminowania pozostałych ani nie znaczy, że jedni są bardziej „naturalni” od drugich. W tej książeczce chcieliśmy pokazać naszym młodszym i starszym czytelnikom i czytelniczkom, że modele rodziny, związków i tożsamości płciowych są w świecie przyrody niezwykle zróżnicowane. Wszystkie nasze historyjki o zwierzątkach mają swoje źródło w badaniach naukowych (patrz bibliografia
).

     — Nie, wszystko w porządku — odpowiedział Sam. — Tylko… Trochę się boję. Co jeśli inne dzieci mnie nie polubią? Albo… Albo jeśli sobie nie poradzę? Ciągle tak wolno czytam… „Ż” myli mi się z „ź”…

*

     — To moi mężowie — powiedziała pani Marmozeta. — Julian i Stefan.
     — Dwaj…? — Sam był nieco zdziwiony. Julian pomachał mu łapką umazaną wapnem.
     — Ano tak. Taki zwyczaj marmozet. Dzięki temu niby ma być dwa razy łatwiej… Choć czasem jest dwa razy trudniej. Napijesz się czegoś
?

*

Kiedy łabędzie skończyły swoją opowieść i zaczęły chować do torby opakowania po drugim śniadaniu, ślimaczek zdobył się na odwagę i zapytał:
     — Ja… Nie chcę być niegrzeczny ani nic… Ale… To dwóch panów może wziąć ślub?
     — Jeśli się kochają, to czemu nie? — odparł pytaniem na pytanie Tomek Łabędź i z powrotem włożył na głowę kask.
     „No faktycznie, czemu nie?” – pomyślał Sam, po czym uśmiechnął się i pożegnał
.

*

     — Robię reportaż do szkoły. O burzy.
     Nie czekając na pytanie, pani Wiewiórka zapewniła, że robi wszystko, co w jej mocy, aby jak najszybciej uporać się ze skutkami ulewy i wichury i że wszelkie zarzuty wobec ratusza, że działa nie dość energicznie, są bezpodstawne, bo — niestety — taki mamy klimat, ale po następnych wyborach

Maria Pawłowska, Jakub Szamałek, Kim jest ślimak Sam?, ilustr. Katarzyna Bogucka, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

3554. Przegląd wodorostów (III)

Gepardzica piękny kawałek Mysiej przysłała.
Zatrzymała mnie na długo.

Wisienka na torcie… pożegnanie… strata…
niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie.


fot. Tomasz Wysocki, The Taste of Cherry #12.

3553. Przegląd wodorostów (II)

kolor i faktura
     smaku i zapachu
oczami zakradają się
na dno duszy mej. karmią.


Kaan.

3552. Przegląd wodorostów (I)

Na samym dnie jest tylko dno śpiewa Rysiek. Zaliczając dno za dnem już wiem, że dno w moim przypadku ma zawsze drugie i trzecie dno znaczenia. Spadając tu przez cały świat, kurczowo wokół się czepiali nadziei chmur, nietrwałych słów, czyichś rąk, bo spadanie jest niewyobrażalnie nieogarnialne. Uczę się podnosić.

Dno, bąbelki i… wodorosty, bo czasami widzą niebo — nawet w czarnej dupie (niesamowicie politycznie niepoprawna fraza) są chwile, których nie oddałbyś za żadne skarby; ja na pewno nie oddałabym.

Odkrycie we wtorek przekonania w sobie, które może mnie tylko zabić „na śmierć”, przeraziło mnie, a potem podarowało mi perełkę, którą skonstruował specjalnie dla mnie Sadownik. Nazywam ją czerwonym pytaniem i zawsze mam je przy sobie:

co możesz zrobić dziś,
by poczuć się lepiej jutro?

Sadownik

*

Ryszard Rynkowski, Na samym dnie.

poniedziałek, listopada 18, 2019

3551. Tam (XII)

Z tak poważną diagnozą najlepiej jest żyć bez pewności, że wiesz, co cię czeka, i tak żeby wykorzystać daną chwilę.

Lisa M. Schulman, Mózg w żałobie,
przeł. Emilia Skowrońska,
Wydawnictwo Filia, Poznań 2019.