piątek, października 16, 2020

3987. Wyczekane czytanie

Czekałam na tę książkę prawie miesiąc. Czekałam to mało powiedziane, trzymałam język za zębami, by nie zająknąć się na jej temat ani jednym słowem, bo chciałam zrobić z niej niespodziankę. Doczekałam się.

Ta książka zaprasza, by „popatrzeć na świat inaczej”, nie tracąc dzięki temu nic z jego oszałamiającego bogactwa. Jest wspaniałą podróżą po wielkim kręgu, w którym wszyscy jesteśmy — w taki czy inny sposób — spokrewnieni i bliscy sobie nawzajem.

To książka o tym, jak ubogie staje się ludzkie doświadczenie, gdy ograniczymy je do etykiet męskośćkobiecość, za którymi ukryjemy stereotypy, oczekiwania i kultu­ro­we schematy, a potem uznamy, że mają święte prawo nami i innymi rządzić.

Zrobiłam wielkie oczy, czytając o uściśnięciu dłoni jako geście, który jest uważany za właściwy dla zaprzyjaźnionych ze sobą dziewczyn. W Polsce ten gest jest za­re­zer­wo­wany dla witających się mężczyzn. Uwielbiałam w politechnicznych czasach patrzeć na tę wykluczającą formę witania się.

Zobacz, w jaki sposób Allah stworzył twoją dłoń. Dał ci pięć palców, a każdy z nich jest trochę inny… Z ludźmi jest po­dob­nie, każdy jest inny.

W światopoglądzie wielu rdzennych ludów Ameryki krąg był symbolem doskonałości, życia i jedności. Z tego powodu niedorzeczny wydawał im się pogląd, że ludzka tożsamość płciowa może wyrażać się tylko na dwa sposoby, w dodatku skonfliktowane i opozycyjne względem siebie. Myślenie, że kobieta to osoba z waginą, a mężczyzna to osoba z penisem — a poza nimi jest szara strefa chorób, zboczeń albo chwilowych przebieranek — było im zupełnie obce.
     […] Krąg jest jednością i naturalnie łączy męskość z kobiecością, miłość do swojej płci z miłością do innej płci. Nie ma w nim miejsc ani płci lepszych czy gorszych, nie ma przeciwieństw — wszystko przepływa, łączy się ze sobą i harmonijnie dopełnia. Można powiedzieć, że obwód wielkiego kręgu życia jest wszędzie, jego środek natomiast nigdzie, bo wszystkie istoty są tak samo ważne i równe sobie.

Trzeba zrozumieć, że każdy powinien być po prostu sobą i że wyrażanie siebie tworzy osobę — tak dzieje się z każdym z nas […].
// Hina Wong-Kalu

Różnorodność ról, funkcji, sposobów zakochiwania się, pracy czy ubierania się jest o wiele bardziej interesująca niż powyższy sztywny schemat. W na­tu­rze nie ma bowiem linii prostych, wszystko jest ze sobą po­łą­czo­ne, a nasza ziemska ekumena jest ogromną strefą przepływów.

[…] „pomysł swobodnego wyboru płci lub orientacji seksualnej jest tak nie­do­rzecz­ny jak sugerowanie, że można samodzielnie wybrać kolor skóry”. Większość Zapoteków tradycyjnie postrzega swoją płeć jako coś danego przez Boga […].

Antropolożka Sue-Ellen Jacobs pisała o „kobietach w męskim ciele” oraz „mężczyznach w kobiecym ciele” i zwracała uwagę na duchowy wymiar życia takich osób. Jej zdaniem sprowadzanie ich do poziomu seksualności oznacza pomijanie ich rzeczywistej istoty.

Ale ludzie często mnie pytają: kiedy dowiedziałeś się, że jesteś fa’afafine? Odpowiadam im: a czy był taki moment, że dowiedziałeś, że jesteś hete­ro­se­ksu­alny, że jesteś mężczyzną albo kobietą? Może po prostu taki się urodziłeś?

Jestem inny, jestem osobą, jestem szczęśliwy.

Nie chciałabym być mężczyzną. Nie z moim ciałem! — opowiada. — Ale kobietą też nie. Wychodzenie za mąż, noszenie niewygodnych ubrań, bycie subtelną… O nie, dziękuję!” Rani jest calalai — biologiczną kobietą, która przyjęła wiele ról i zajęć kojarzonych z męskością.

Jestem muxe, bo nie jestem ani kobietą, ani mężczyzną. Jestem mężczyzną, który ma myśli kobiety – objaśnia Darina, w dzieciństwie znana jako Jacinto. – Gdyby dano mi możliwość urodzenia się na nowo i wyboru między urodzeniem się jako kobieta albo jako muxe, wybrałbym muxe. Ponieważ jestem szczęśliwa taka, jaka jestem. Zawsze.

Waldemar Kuligowski, Trzecia płeć świata, ilustr. Marianna Sztyma,
Wydawnictwo Albus, Poznań 2020.

Zanim nie poszłam do szkoły, nigdy nie słyszałam też, żeby ktoś mówił o «kobiecych zajęciach». Praca była do zrobienia przez kogokolwiek, kto akurat tego chciał. Osoby, które rodziły się z wy­jąt­ko­wy­mi cechami psy­chi­cznymi albo seksualnymi, były nadzwyczaj sza­no­wa­ne i ho­no­ro­wa­ne, gdyż te różnice dawały im pozycję mediatora między światem ludzi a światem duchów. Mężczyźni mogli nosić kobiece ubrania i pracować razem z ko­bie­tami, a nawet poślubiać mężczyzn bez żadnego problemu. Podobnie kobiety miały prawo do noszenia męskich ubrań, po­lo­wa­nia, chodzenia na wojnę z mężczyznami i poślubiania innych kobiet. Zdaniem dawnych ludzi wszyscy jesteśmy mieszanką męskości i kobiecości, a nasza tożsamość seksualna nieustannie się zmienia. Ludzie w dawnych czasach patrzyli na świat inaczej.
// Leslie Marmon Silko

(tamże)

czwartek, października 15, 2020

3986. 289/366

zdrowie jest najważniejsze — mawiają. powiedz to tym, którzy nigdy nie wyzdrowieją.

najważniejsze jest nauczyć się być — bez pretensji, żądań, sta­wia­nia warunków — by cieszyć się chwilą i tym, co ma ona do zaoferowania.

289/366

*


zieleń opuszcza liście.

3985. O małżeństwie

Pan Ciasteczko:
(dwa dni temu na tej samej granicy kraju)


fot. Pan Ciasteczko, fragment.
(tydzień wcześniej)

*

Neska:
(też dwa dni temu przy tłumaczeniu
reguł gry w 
Scrabble Towers mówi, że
Sadownik zna tę grę, bo
całą ciasteczkową ferajną w nią grali
)

Jabłoń:
(słabość do gier, wymagających planszy, ma)
Nic mi nie mówił.

Neska:
Małżeństwo to nie spowiedź.

wtorek, października 13, 2020

3984. 287/366  // Ębo w ulu

zbyt piękna, by niebanalnie zrobić jej cyk. wszystko o ciszy wie, ale nic o milczeniu. naucza, stojąc w bezruchu.

287/366

Milczenie kończy.
Cisza rozpoczyna
.

Milczenie jest uwięzieniem słów.
Cisza jest czekaniem na słowa.
Milczenie zamyka za sobą drzwi.
Cisza otwiera je na oścież
.

Milczenie sądzi, że wszystko skończone.
Cisza wierzy, że wszystko dopiero się stanie
.

Milczenie jest odmową.
Cisza jest przyzwoleniem
.

Milczenie jest odmową odpowiedzi.
Cisza jest chwilą namysłu.
Milczący unicestwia siebie.
Zachowujący ciszę buduje w sobie twierdzę.
Milczenie jest agresywne.
Cisza jest łagodna.
Milczenie jest zemstą.
Cisza jest przebaczeniem.
Milczenie jest wykluczeniem.
Cisza jest zaproszeniem
.

Milczenie zamyka usta rozmówcy.
Cisza jest polem do zwierzeń.
Milczenie jest zimne.
Cisza jest ciepła.
Milczenie jest cichym zwątpieniem.
Cisza jest milczącą nadzieją
.

Tomasz Mazur, Anatomia istnienia,
Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2014.

3983. Trzecia w składzie

[x.P.P.] Wiesz, w ogóle obawiam się, że będzie: „Myślałem, że Pawlukiewicz jest inny…”. Nie wiem, jaki był x. Pawlu­kie­wicz. Myślę, że był po prostu mądrym i wraż­li­wym człowiekiem. Książka nie burzy moich o Nim wyobrażeń, bo do momentu, gdy zachwycił mnie tytuł tej książki, nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu tego Człowieka.

Zachwycił i porwał mnie tytuł tej książki. W ryzach trzymały mnie procenty… 10% pierwszej, 10% drugiej, 10% tej, czwartej i piątej fragment lub akapit. Skończyła się pierwsza, druga, skoń­czy­ła się i ta.

     [x.P.P.] Nigdy nie sądziłem, że herbata może być traktowana jako lekarstwo.
     Jeden kapelan opowiadał, że Włosi mają w apteczkach ranigast, witaminę C i herbatę właśnie. U nich herbata stoi nie w kuchni, a w apteczce
.
     [R.Cz.] Dlaczego?
     [x.P.P.] Na wypadek, gdyby ktoś miał jakąś niestrawność. Oni pytali nas, Polaków, dlaczego my tyle lekarstwa wypijamy. (śmiech)
     [R.Cz.] No tak… Włochy: kawa, kawa, kawa i jeszcze raz kawa.
     [x.P.P.] Tak. Pytałem kiedyś jednego Włocha, czy jest u nich ka­wa rozpuszczalna. A on popatrzył zdziwiony i zapytał: „A co to jest?”.

[R.Cz.] Ksiądz nigdy nikogo nie przekreśla. Mówi: „Spróbuj, jutro bądź troszkę lepszy. Zawalcz o jedną rzecz. Popraw je­dną sprawę. Nie poddaj się jeszcze ten jeden dzień, wy­trwaj jeszcze raz”.

[x.P.P.] Na studni jest napisane: „Skarb 9 metrów”. Bohaterowie schodzą na 3 metry, patrzą — są boczne drzwi. Ładują się w nie, a drzwi natychmiast się za nimi zatrzaskują… Było napisane: „Skarb 9 metrów”, a oni zeszli tylko na 3 metry… Za mało uszedłeś, za płytko szukałeś, musisz wejść jeszcze głębiej. Nie daj się nabrać na to, że skarb jest na 3 metrach. Musisz dojść do samego dna.

Mrówka idzie ze słoniem po moście i mówi: „Słoniu, ale dudnimy”…

     [R.Cz.] Pan Parkinson na pewno bardzo dużo zabrał… Czy dał coś w zamian?
     [x.P.P.] Nie stałem się bardziej pobożny, jeśli o to Pani pyta.

     [R.Cz.] Od ilu lat Ksiądz pali?
     [x.P.P.] Paliłem od ósmej klasy. Potem poszedłem do seminarium i rzuciłem. Ale jak przeczytałem, że nikotyna hamuje chorobę Parkinsona, wróciłem do papierosów. Nie ukrywam… spodobał mi się ten pomysł wyhamowania Parkinsona

[x.P.P.] […] przyjmuję żydowską teorię prawdy, że pra­wdzi­we jest to, co jest mądre. A nieważne, czy realnie się zdarzyło.

[x.P.P.] […] mój manewr pozwolił konflikt zażegnać. Przychodziłem do jednych i mówiłem: „Powiedzcie tym drugim o swoich wadach, tylko nie wskakujcie od razu w ocenianie drugiej strony. Idźcie i przyznajcie się, że byliście w błędzie”. A potem szedłem do drugich i mówiłem to samo. I oni mnie posłuchali. Publicznie przyznali się do swoich wad, do słabości. Zacząłem wtedy od siebie.[…]
     […]
     Tamten konflikt z czasów seminaryjnych spowodował, że poczułem się mocno. Tylko ja jeden byłem po obu stronach (no, może dwóch nas takich było). I oni mnie szanowali za to, że nie stanąłem po niczyjej stronie. Jedni widzieli we mnie dobro w prawej ręce, inni patrzyli i widzieli dobro w lewej ręce — a ja miałem obie ręce.

     [R.Cz.] Ksiądz czuje się kochany?
     [x.P.P.] Przez niektórych.
     [R.Cz.] A przez Pana Boga?


x. Piotr Pawlukiewicz
(1960–2020)

     [R.Cz.] Każdy ma misję siać dobro, każdy po swojemu, ale często nie będzie mu dane widzieć i wiedzieć, kiedy ten jego siew wyda owoc. Nie my będziemy zbierać plony.
     [x.P.P.] No tak. […] To, co robimy, rzeczywiście owocuje nieraz po latach. Dopiero wtedy otwiera się przed nami głębia.

ks. Piotr Pawlukiewicz w rozmowie z Renatą Czerwicką,
Z braku rodzi się lepsze… Wywiad strumyk,
Wydawnictwo RTCK*, Nowy Sącz 2020.
(wyróżnienie własne)

_____________
* akronim: rób to, co kochasz.

     [x.P.P.] „Bosa do mnie przyjdź. I od progu bezwstydnie powiedz mi, czego chcesz…” zespołu Perfect. (śmiech) No nie wiem.
     [R.Cz.] Bardzo dobrze zna Ksiądz słowa. (śmiech)
     [x.P.P.] Sama piosenka jest genialna, tylko nie pasuje w momencie, gdyby za chwilę miał paść radiowy komunikat, że oto posłuchamy teraz różańca z Jasnej Góry

(tamże)

Perfect, Kołysanka dla nieznajomej.

poniedziałek, października 12, 2020

3982. 286/366

psi precelek. łapka na łapce, słodka psia pięta, słońce uwię­zio­ne w kudłatej czerni i osiwiały na pysku czas. nim zaczęło na dobre jesiennie lać.

286/366

3981. Pyszna pralinka książkowa

Trafiła w moje ręce przez zupełny przypadek i porwała. Starczyłoby jej zaledwie na dwie poranne kawy, ale niezłomność charakteru ćwiczyłam: 10% pierwszej, 10% tej, 10% trzeciej, odrobina czwartej. W ten sposób starczyło tej książki na dość długo.

Książka-drobiazg subtelnie ciesząca wiele zwojów mózgowych. Psia Gwiazda zabroniłaby mi ją czytać, bo nie wyrzucała mnie poza strefę komfortu. Mój mózg zamiast się rehabilitować, pławił się w lenistwie, a ja oddawałam się rozkoszy przeżywania zdania po zdaniu, akapitu po akapicie. Tylko jedna miniatura (tak je nazywam na własne potrzeby) przerosła mnie — realny brak testosteronu, wzwodów i polucji historycznie umieszczonych w czasach minionych uniemożliwił mi zro­zu­mie­nie — takie życie, jak to mówią w naszym drugim języku ojczystym: nobody’s perfect.

Bardzo dawno się tak dobrze nie bawiłam. Ta książka była lokomotywą aktualnie czytanego składu.

Cierpimy, jeżeli uparcie trzymamy się skorupy, która stała się zbyt mała. Cierpimy, chcąc zatrzymać niosący nas nurt. Kto więc w życiu rzekę dojrzy — ten w radość popłynie, a dla kogo będzie się ono jawiło jak kamień — ten utonie. Cierpienie wy­ni­ka z niezgody na zmianę, z odmowy rośnięcia. Dopóki bę­dzie­my postrzegać ocean życia jako przeszkodę, a nie jako drogę na drugi brzeg — będziemy cierpieć.

Ofiary są często ofiarami dawnych ofiar. Sprawcy to ofiary podłych czy­nów poprzedniego pokolenia lub tragedii, które stały się ich udziałem we wcześniejszych fazach życia. Zło nie kończy się na jednym czynie, lecz jest jak kamień, który wywołuje trudną do zatrzymania lawinę zemsty, uprze­dzeń, neurozy.

Aż w końcu podzielili się na dwa obozy. Pierwsi mieli objawione księgi, drudzy mieli giełdę. Jedni wołali: „Bóg jest wielki”. Inni wołali: „rynek jest wszechregulatorem”. Jedni drugich posądzali o to, że wybrali błędną i zgubną drogę, i że jedynym dla nich ratunkiem jest zaniechanie własnego myślenia oraz przejęcie idei strony przeciwnej. Jedni chcieli drugim wmusić wolny rynek i demokrację, a ci zaś chcieli narzucić swoim przeciwnikom prawdę świętą, jedyną i bezwzględne posłuszeństwo niebiańskiemu prawodawcy.
     Przekrzykiwali się nawzajem, a u źródła tych krzyków leżała jedna i ta sama przyczyna — niezdolność do przyjęcia odpowiedzialności
.

Siła łaski jest większa od siły nienawiści, ale mało kto o tym wie, i prawie nikt nie jest gotów, aby wypróbować ją jako pierwszy. Aby okazać łaskę, trzeba być silniejszym od tego, który nienawidzi z całej mocy. Tak, żądam wiele, ale i wiele obiecuję. Bowiem kto przezwycięży spiralę gwałtu i prze­mo­cy, ten puści w ruch spiralę miłości i szacunku. Dobro również — po­do­bnie jak zło — jest dziedziczne.

Opiłem się trzeźwością. Na cokolwiek skierowałbym wzrok — w nowej jawiło się szacie. Albo może raczej rzec by trzeba, że bez szat żadnych się jawiło. Nie, nie żebym jakąś zdolność obnażania nabył, ale to moje w uchla­niu widzenie miało głębię niewysłowioną, dotychczas nieznaną. I nie było w niej niepokoju, ale cisza jakaś taka wzorami dziwacznymi, choć w nie­po­ję­ty sposób zrozumiałymi wypełniona.

Na dnie duszy każdego złoczyńcy dostrzegałem diament, choć tak w błocie umazany, że tylko nadzwyczajny stan trzeźwości mojej umożliwiał mi jego rozpoznanie.

A w całym świecie dostępnym dotykowi naszych rąk lub naszym myślom nie ma nic bardziej doniosłego niż nasiona. Te okruchy materii są zam­knię­tymi w sobie, niezależnymi wszechświatami, otoczonymi skórką samo­wy­star­czal­nymi prawdami, dla których klucz do życia jest oczywistością i je­dy­nym usprawiedliwieniem ich istnienia.

Czasami na mojej drodze stawał ból. Pojawiał się nie­ocze­ki­wa­nie i cały świat na moment w niego się zamieniał.

[…]   nie powiedzieć już „pomidor”, ale „posadźmy pomidory”. Byłoby to coś zupełnie innego, bo „pomidor” oddala, podczas gdy sadzenie pomidorów przybliża, zmusza do rozmowy, popatrzenia sobie w oczy.

Tak oto musiałem pogodzić się z myślą, że jeżeli chcę zobaczyć Boga na własne oczy, to mogę i powinienem dostrzegać Go wyłącznie w drugim człowieku. A jeżeli Go chcę usłyszeć, to muszę uważnie przysłuchiwać się słowom bliźnich, a jeżeli chcę go poczuć, to im rękę podać muszę. Nie ma innego sposobu — najkrótsza droga do Boga prowadzi przez serce drugiego człowieka.

Zrozumiałem, że miarą inteligencji jest ilość współ­za­le­żno­ści, których jestem świadomy, zaś miarą etyki ilość współ­za­le­żno­ści, jakie uwzględniam w swym działaniu.

Pierwszym przejawem zniewolenia mnie jako człowieka jest rodzina. Ani jej nie wybieram, ani nie mam na nią wpływu. Wybrać mogę partnera na założenie własnej rodziny, ale rodziny partnera też już wybrać nie mogę. Zakochanie jest uwikłaniem w jedną osobę, ale małżeństwo jest uwikłaniem w całą jej rodzinę — taką a nie inną. I już gotowe zniewolenie — nie poprzez opór materii, nie poprzez wymagania biologii, ale ze względu na konwenanse, daty imienin i urodzin, wyobrażenia, charaktery, oczekiwania

Ja i reszta świata. Ja i drzewo. Ja i góra albo morze, albo rzeka. Ja i on, ona, ono. Na dystans, w oddzieleniu. Ale czy faktycznie jest tak właśnie? Wokół przecież powietrze, atomy tlenu, azotu, takie same jak we mnie samym i skacząc z atomu na atom dojść mogę w każde miejsce na świecie i nie ma tu żadnej przerwy, żadnej nieciągłości, co najwyżej zmiana natężenia, gęstości i rodzaju pierwiastka. Woda we mnie — a skąd ta woda? Z rzek, z morza, z deszczu. Wapń we mnie — a skąd ten wapń? Ze skał, z gór, z ziemi. Węgiel we mnie — a skąd ten węgiel? I tak dalej, i tak dalej pytałem samego siebie, a odpowiadały mi atomy stare jak świat, atomy, które kiedyś były częścią łańcuchów górskich, ciał zwierząt dzikich i udomowionych, atomy, które szumiały onegdaj w liściach drzew, płynęły w chmurach po niebie, skrzypiały pod butem wędrowca. Nie było więc mowy o żadnej materialnej wolności, a jedynie o materialnym uwikłaniu, ani o żadnej oddzielności, lecz tylko o wzajemnym przenikaniu i ciągłości.

Wolny jest ten, komu wolno wybrać łódź, którą wyruszy na morze i sieć do połowu. Wolny jest ten, któremu wolno wskazać partnera, wyjawić pogląd, wyznać religię, określić miejsce na ziemi, w którym chce żyć. Ale cokolwiek by wybrał, nie wybiera niezależności, ale właśnie zależność, nie odrębność, ale uwikłanie, nie dowolność, ale zasady i prawa.

Schodząc z drzew, staliśmy się ludźmi, a teraz nadszedł dzień, by dać powtórny sygnał do uczłowieczenia. Należy po­krzy­żo­wać plany drwali.

Tomasz Mazur, Anatomia istnienia,
Wydawnictwo Barbelo, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Ale można świat ten przetwarzać, przemieniać, nadawać mu kształt, kolor, sens i funkcję i tak tworzyć nowe jego drobiny, drobiny o pozornej odrę­bności. Spoglądałem więc na swoje dłonie i widziałem, jak robią się coraz sprawniejsze. Patrzyłem jak myśl poprzez dłoń kładzie się czarną kreską na papierze, kreską pozawijaną, przerywaną i ciężką od znaczenia. Pismo było przedłużeniem dotyku, podobnie jak czytanie było do­ty­ka­niem rzeczy oddalonych.

W miłowaniu mieści się wiedza, umiejętność, pragnienie, zdolność, pasja i zdecydowanie. W miłowaniu jest przekonanie o słuszności postępowania, w miłowaniu jest ciężar, jest moc i niezawodna biegłość w splataniu przyczyn i skutków, posunięć i ich następstw. W miłowaniu spoczywa trafność doboru przypraw, precyzja zgrywania muszki ze szczerbinką. W miłowaniu drży umiejętnie poruszona struna.

(tamże)

niedziela, października 11, 2020

3980. Kuchenny odprysk

Il Cenerentola:
Wiesz, co jest tajemnicznym składnikiem
mojego pysznego rosołu?

Jabłoń:
(zdążyła tylko podnieść brwi)

Il Cenerentola:
Różowa nitka!

Jabłoń:
(najpierw ryknęła śmiechem, a potem przyznała,
że zastanawiała się w mijającym tygodniu,
co robi w kuchni szpulka nici
)

3979. Na skrzyżowaniu czytelniczych dróżek

Siedem zdań Dudi’ego na temat tej książki, wybrany przez Niego cytat, zdjęcie na okładce i choć podróżnicze książki nie należą do mojej bajki to, po postawieniu warunku tylko ibuk, klik, klik i na kundlu miałam.

W blokach startowych na szczycie stosiku książek do przeczytania chwilkę dłuższą spędziła. Potem czytałam ją równolegle z dwiema innymi, aż w pewnym momencie rzuciłam wszystko, by tylko z nią być. Sceptycyzm, że książka prawie sześć­dzie­się­cio­letnia powinna udać się na emeryturę, jest kom­plet­nie nie­uza­sa­dnio­ny. Tylko ilustracje, na które też sobie ostrzyłam zęby, trafiają do mnie tylko w liczbie, którą śmiało można określić błędem statystycznym.

Najważniejsze w tej książkowej drodze: przeszkody były, są i będą! — w każdej drodze, której się podejmiesz, bez względu na to, jak bardzo jest twoją ścieżką — pamiętaj o tym, idź dalej i rób swoje.

Wszelkie sposoby postrzegania świata są dobre, jeśli tylko potrafimy się z nim pogodzić.

Podróż często daje sposobność do wytrącenia się z rutyny, lecz nie daje — jak sądziliśmy — wolności. Raczej stwarza poczucie pewnych ograniczeń: wyrwany ze swego środowiska, pozbawiony swych nawyków jak grubego opakowania, podróżny zostaje sprowadzony do skromniejszych wymiarów. Rozwija za to w sobie ciekawość, intuicję, zdolność bezinteresownego zachwytu.

Podróż nie potrzebuje uzasadnień. Rychło okazuje się, że jest celem sama w sobie. Sądzisz, że po prostu odbędziesz podróż, lecz niebawem ta podróż zaczyna cię kształcić lub paczyć

Persja jest ciągle jeszcze krajem cudowności.
     To słowo skłoniło mnie do refleksji. U nas „cudowność” byłaby raczej czymś wyjątkowym, co ratuje sytuację; jest użyteczna, a przynajmniej pouczająca. Tutaj może narodzić się z zaniedbania, grzechu, katastrofy, które łamiąc ustalone zwyczaje, otwierają życiu nieoczekiwane pole do zademonstrowania swych bogactw przed oczami zawsze gotowymi je podziwiać
.

[…]   w obietnicach jest zawsze coś pedantycznego i mało­stko­we­go, co sprzeciwia się rozwojowi, nowym siłom, niespodziankom.

Pomysły, dotychczas pielęgnowane bez powodu, opuszczają nas, inne zaś kształtują się i dopasowują do nas jak kamienie do koryta stru­mie­nia. Nie trzeba się samemu wysilać: droga pracuje za nas.

Czas należy tylko do Boga, toteż Afgańczycy nie składają chętnie obietnic, które zbytnio wybiegają w przyszłość.

Kamień nie należy do naszego królestwa; ma innych interlokutorów i inny cykl życia niż my. Obrabiając go, można sprawić, że będzie przemawiał naszym językiem, ale przez krótki czas. Potem wróci do swojego, który znaczy: pękanie, opuszczenie, obojętność, zapomnienie.

Nie nakazy, lecz przestrogi: tylko cichutka muzyka ciała, utracona od dawna, którą odzyskuje się stopniowo i do której trzeba się dostroić.

Siedziałem w bezruchu dobrą godzinę, upajając się tym apolińskim pej­za­żem. […] „Wieczność… przejrzysta oczy­wi­stość świata… spokojna przy­na­leż­ność…” — ja też nie wiem, jak to wyrazić… bo, jak by powiedział Plotyn:
     Styczna przylega do krzywej w sposób, którego nie można ani pojąć, ani sformułować
.

     — Mam wszelkie wady — rzekł ze znużonym uśmiechem — i tak jest lepiej.

Nicolas Bouvier, Oswajanie świata, ilustr. Thierry Vernet,
przeł. Krystyna Arustowicz, Noir Sur Blanc, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

Mechanika, postęp: zgoda! Ale nie zdajemy sobie sprawy, jak się od niego uzależniliśmy, a gdy robi nam psikusa, jesteśmy do tego znacznie gorzej przygotowani od tych, którzy wierzyli w Białą Damę lub w Upiornego Mnicha, lub też liczyli, że najbardziej kapryśne bóstwa zapewnią im obfite plony. Mogli przynajmniej im naurągać, jak Hetyci; wypuścić im w niebo parę strzał jak Massageci albo ukarać ich za lenistwo, nie składając przez jakiś czas na ich ołtarzach rytualnych pokarmów. Ale jak się rozprawić z elektrycznością?

Tutaj, gdzie dorzyna się pojazdy, nie myśląc o ich sprzedaniu, właściciele warsztatów samochodowych nie znają tego repertuaru skonsternowanych lub pogardliwych min, które u nas zawstydzają użytkownika starego gruchota i zmuszają do kupna nowego auta. To są artyści, a nie sprzedawcy. Pęknięta głowica cylindra, pokiereszowany wał rozrządu, miska olejowa pełna czegoś w rodzaju metalowej mąki — takie rzeczy nie są w stanie zbić ich z tropu. Większe wrażenie robią na nich zdrowe części: reflektory, drzwiczki, które się dobrze zamykają, solidne podwozie; natomiast inne, no cóż, po to je wymyślono, by je naprawiać.

Co wieczór wykręca rozdzielacz, świece i podąża do oberży z zatłuszczonym pudłem pod pachą. Czyni to z ostrożności — nikt nie ukradnie ciężarówki bez zapłonu — a także dlatego, by mieć coś do dłubania. Po herbacie przez cały wieczór czyści elektrody, blaszki, wszystkie te małe powierzchnie, które wytwarzają światło lub iskry i są duszą ciężarówki. To codzienne obcowanie z siłami magnetycznymi sprawia mu dużą frajdę i nadaje jakąś promienność.


(tamże)

sobota, października 10, 2020

3978. 284/366  // Zielnik (XVII)

gdy miałam wszystko, wciąż mi czegoś brakowało. teraz, gdy co dnia mierzę się z realną stratą, dociera do mnie, że wciąż mam dużo! utracę i to, ale nim tak się stanie, znajdę siłę, by dostrzegać jeszcze dużo dobra co dnia.

284/366

*

uparte, dziś dzięki Saxifradze, służą pomocą i nieustannie uczą mnie pogodnego uporu, by rozkwitać co dnia.


fot. Saxifraga, fragment.

Profesora Saxifraga:
Cyklamen

3977. O gienderze (perspektywa kuchenna)

Sadownik:
(wczoraj wieczorem podczas
spaceru rehabilitacyjnego
)
Jesteś il cuoco† mojego życia.

Jabłoń:
(gotowa wziąć na klatę każdą odpowiedź)
Że zgotowałam Ci  t-a-k-i  los?
(po chwili dodaje)
Ale ja nie jestem mężczyzną!

Sadownik:
Chcesz być la cuoca‡?

Jabłoń:
To brzmi prawie jak kwoka.
Nie, nie chcę być kwoką!

__________
il cuoco po włosku kucharz.
la cuoca = kucharka.

* * *

Sadownik:
(dziś rano zapytał Maestrę-Di-Italiano,
jak po włosku jest
Marysia*)

Maestra-Di-Italiano:
(napisała, że nie ma odpowiednika 1:1,
ale uratowała nas Kopciuszkiem
)
Cenerentola.

Jabłoń:
Il Cenerentola**!

Sadownik:
No pewnie, że IL!

__________
* Marysia: (def.) osoba wykonująca nieodpłatne prace domowe (np. odkurzanie, pranie, zakupy, gotowanie).
** il Cenerentola — na potrzeby ula — Kopciuszek rodzaju męskiego, czyli Marysia.

3976. O miłości

Jabłoń:
U nas wszystko OK?

Sadownik:
Nie, jesteśmy małżeństwem!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli głębokim, uwspólnionym śmiechem)

piątek, października 09, 2020

3975. 283/366

trudne do ustania, jeszcze trudniejsze do wyrażenia emocje — smoki wielogłowe. wyssały mnie do szpiku kości. ustałam, wyraziłam, jestem w podróży międzygalaktycznej, wracając do siebie.

283/366

*

w tej podróży listem przyszedł do mnie i uśmiechnął mnie natychmiast. Ptak na drzewie — tak pomyślałam, gdy tylko Go zobaczyłam.


fot. Saxifraga, fragment.

niedziela, października 04, 2020

sobota, października 03, 2020

piątek, października 02, 2020

3972. U Orzeszka i Białego Kruka (LXXII)

Gdy w czerwcu Biały Kruk mówił, że pracuje przy tandemie stacjonarnym, zastanawiałam się, co On robi Miętusowi? Miesiąc później zobaczyłam ła­we­czkę dla dwojga… ze stoliczkiem.

Biały Kruk wiele podejść do spieniania mleka zrobił, nim posiadł wiedzę prawie tajemną. Gdy więc przedwczoraj zdjęcie kawy ze spienionym w tem­pe­ra­tu­rze (dokładnie!) 65℃ mlekiem w ostatnich ciepłych pro­mie­niach słońca przysłał, wiedziałam, że czeka mnie grzebanie w ko­re­spon­dencji z Białym Krukiem, bo muszę te puzzelki tu mieć. I mam!



fot. Biały Kruk, fragmenty.

3971. 276/366

nikt nie może obdarować cię mocą, nikt nie może zapewnić lub potwierdzić, że ją masz. jedyne, co możesz, to cierpliwie podążać jej śladami, by ją w sobie odnaleźć.

im większa moc osobista, tym subtelniejsze* na co dzień daje znaki — odkryłam.

276/366

___________
* nie licząc tej wielkiej życiowej rozpierduchy, którą ci funduje, gdy po raz pierwszy wchodzi na scenę.

[suplement pikselowy: 4.02.2021]

czwartek, października 01, 2020

3970. W drodze

Rysuje jeszcze chłopiec, ale jego dłoń antycypuje nadciągająca przemianę w męskość — przychodzi mi do głowy, niezmiennie, piąty dzień, za każdym razem, gdy wracam do tego portretu, a wracam z uporem maniaka, bo ma w sobie niesamowitą siłę.


Oś.

Od pięciu dni gapię się na mężczyzn i szukam w ich twa­rzach superbohaterów, z którymi spędzili przedmęski czas, którymi byli choć przez chwilę, gdy mieli zdecy­do­wa­nie mniejsze stopy i dłonie.

3969. 275/366

wałęsam się dziś po swoim życiu. zatrzymałam oko na jednej ze ścian z książkami w ulu, ciesząc się jak dziecko, że dzie­się­cio­me­tro­wa półka z książkami w urządzeniu ele­ktro­ni­cznym nie wymaga fizycznej drewnianej konstrukcji.

w całym swoim życiu byłam tylko w jednym domu, gdzie nie było książek — niesamowite, pomyślałam.

275/366

*


Pewna mysz siedziała sobie pod drzewem i czytała książkę.

Arnold Lobel, Mysie przysmaki, przeł. Wojciech Mann,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

środa, września 30, 2020

3968. 274/366

3967. Pół(po)urlopownik

Ibukosknera kilka miesięcy od premiery czekała na przyzwoitą cenę tej książki — czekała biernie, bo miała co czytać. Doczekała się trzy miesiące temu, więc klik, klik i zaczęłam. Po troszku, po kawałku z długimi przerwami, bo trawienie kolejnych rozdziałów łatwe nie było.

Jeśli myślisz, że Rosja zaczyna się za naszą wschodnią granicą — jesteś w błędzie. Rosja już tu (w Polsce) jest i ma się świetnie, dzięki wykorzystaniu fantastycznego (i fanatycznego) mechanizmu, jakim jest katolicki darwinizm, który przydatność kobiet i rodzin wyraża liczbą potomstwa.

Nie łudź się, pro-life oznacza przeciwko kobietom, tradycyjne rodziny jest sy­no­ni­mem zinstytucjonalizowanej formy przemocy, a wartości chrześcijańskie w ustach polityków to gówno-wartości, parafrazując księdza Tischnera.

Do tej pory religia, jako narzędzie kontroli, od wieków używana była wyłącznie przez kościoły. Teraz religia stała się orężem polityków, którzy przeorganizowują nam świat, nie licząc się z nami wcale.

Do tej pory nie miało znaczenia, na kogo głosujesz i tak Episkopat był największym politycznym graczem. Czasy się zmieniają, Episkopat na naszych oczach staje się płotką. W Polsce nie mohery dyktują warunki, tylko faszyzujący młodzieńcy w garniturach.

Po tej książce dłuższą chwilę ma się dość. Wybranie cytatów osłabia nawet tydzień po skończeniu lektury, więc będzie ich tu niedużo, ale za to same perły, by nie być gołosłowną, że polscy prawicowi politycy nie pozostają w tyle, choć są mało twórczy w tym, co mówią.

A Putin nie lubił i nie lubi, kiedy mu się robi „poniżające” uwagi. Chciał, by Rosja „wstała z kolan” i była traktowana przez Zachód jako równo­prawny partner.

Innym poważnym wyzwaniem dla tożsamości Rosji — mówił Putin — są wydarzenia mające miejsce na świecie. (…) Możemy zauważyć, jak wiele krajów euroazjatyckich odrzuca obecnie swoje korzenie, w tym chrze­ści­jań­skie wartości, które stanowią podstawę zachodniej cywilizacji. Zaprzeczają moralnym zasadom i tradycyjnej tożsamości: narodowej, kulturowej, re­li­gij­nej, a na­wet se­ksu­alnej. Wprowadzają prawa zrównujące duże rodziny z partnerstwem tej samej płci, wiarę w Boga z wiarą w Szatana. […] Jestem przekonany, że to otwiera drogę ku bezpośredniej degradacji i pry­mi­ty­wiz­mowi, co objawia się w głębokim kryzysie demograficznym i moralnym.

Putin staje się „lwem chrze­ści­jaństwa”, „obrońcą wartości” […].

Zamiast mówić o gender studies — naukowych badaniach nad płcią kul­tu­ro­wą, czyli manifestacją kobiecości i męskości w kulturze — zaczęto prawić o „ideologii gender”.
     „Ideologia gender”, którą przywiózł w bagażu dyplomatycznym pa­triar­cha
[Cyryl] i która zagościła w polskim Episkopacie, a potem dotarła nawet do Watykanu, jest sprytnym narzędziem do uprawiania kre­mlo­wskiej geo­po­li­tyki. Pojęcie to sieje nienawiść i niszczy społeczeństwo, a jednocześnie nie jest rozpoznane jako mające cokolwiek wspólnego z Kremlem i jego polityką.

Klementya Suchanow, To jest wojna. Kobiety, fundamentaliści
i nowe średniowiecze
, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

Religia jest tylko narzędziem. Mowa o wartościach — ściemą. Tak naprawdę z Bogiem na ustach wyrządzają ludziom zło.

(tamże)

wtorek, września 29, 2020

3966. 273/366

36 osób w ciągu ostatniej doby zmarło na covid-19 w Polsce.

trzydziestu sześciu osób nikt nie trzy­mał za rękę, gdy odcho­dzi­ły. z tą myślą, co wierzchołka śmiertelnej góry dobowej do­ty­ka, próbuję odnaleźć się pod dzisiejszym ołowianym niebem.

273/366

niedziela, września 27, 2020

3965. 271/366

nowy numer Polityki postarzał się bardzo. ale mój zachwyt zachował świeżość i domaga się odnotowania. nareszcie ro­zu­miem bezgraniczną pewność tych, którzy uważają, że na­le­ża­ła mi się TA choroba — jestem inna, jestem obca, jestem chora.

271/366

[Według koncepcji Melvina Lernera] większość ludzi ma ten­den­cję do wiary w tzw. sprawiedliwy świat, czyli taki, w któ­rym ogólnie ludzie dostają to, na co za­słu­gu­ją, a za­słu­gu­ją na to, co ich spotyka. Jesteśmy skłonni pod­trzy­my­wać w sobie tę wiarę, ponieważ pozwala nam ona twierdzić np., że „praca ma sens”, „konsekwencja w działaniu przynosi efekty”, a „złe uczynki będą ukarane”.
// prof. Dariusz Doliński

*

[…]  złe rzeczy zdarzają się raczej innym. Ale mate­ma­tycz­nie nie jest możliwe, by wszyscy byli mniej narażeni na nieszczęścia niż osoba przeciętna.

Mariusz Sepioło, Bunt przeciw koronie,
Polityka, 38 (3279), 2020.
(wyróżnienie własne)

sobota, września 26, 2020

3964. 270/366

jak dobrze — pomyślałam dziś — że świat porwał mnie, nim nauczyłam się zapisywać muzykę. nie umiem czytać partytur. słuchając muzyki, odpoczywam od lewej półkuli mózgu.

270/366

Lars Danielsson, Tigran, John Parricelli
& Magnus Öström feat. Mathias Eick, I Tima.

czwartek, września 24, 2020

3963. Pourlopownik (III)

Przedskoczek pierwszy. Gdy w styczniu odstawiałam na półkę Pana Ibrahima, wymieniłam go na Ćwiczenia stylistyczne, by po raz nie wiadomo który delektować się tą małą książeczką przy porannej kawie.

Upłynęło dużo czasu od momentu, gdy czytałam ją kilka miesięcy po pre­mierze i ten czas krzywdy tej książce nie zrobił wcale, tylko papier pożółkł. Wciąż jest prze­uro­cza i doskonała. Tylko ja nie byłabym dziś tak odważna, jak wtedy byłam, by trzem, dwadzieścia–trzydzieści lat starszym ode mnie, mężczyznom ją podarować w ra­mach podziękowania za współ­pracę przy technicznych, poważnych kwestiach na­u­ko­wych. Dziś chętnie bym ich zapytała, czy w ogóle do niej zajrzeli — ściśniętym, pokratkowanym ludziom takie (?!?) książki, pani raczy żartować — ciekawe.

Przedskoczek drugi. Na urlopie audycji o pięknej książce słuchałam. Niestety, premiera dopiero w ostatnim dniu września — trzeba czekać! Szukać zaczęłam informacji, czy wyjdzie w ibuku. Wydawnictwo… nieznane mi. Klik, klik, istnienie kilku ibuków tego wydawnictwa odnotowałam — jest szansa, pomyślałam.

Na temat jednego z nich gdzieś na sieci przeczytałam, że [i]mpulsem do powstania 30 znikających trampolin była książka Raymonda Queneau Ćwiczenia stylistyczne. Jasny gwint! Natychmiast zaznaczyłam do upolowania.

Mistrzowski skok. Rozochocona wczoraj dzieciowymi książkami sprawiłam, że mój wewnętrzny ibukosknera dzisiaj przymknął oczy na absolutnie-nie­­­akce­pto­wal­nie-wy­so­ką cenę ibuka, a ja w tym czasie klik, klik, kod, klik i miałam książkę przed oczami. Rewelacja!

Jeśli tylko dzieci, które kochacie, nie postarzały się już zbytnio, nie czekajcie z po­zy­ska­niem tej książki, bo dzieci nie poczekają, rosną i dorastają. No, ale wtedy mo­że­cie pod pozorem prezentu kupić Ćwiczenia stylistyczne (doskonałe!, daję słowo), jeśli jesteście wystarczająco odważni.

Ależ ścisk na tej platformie autobusu! I skąd się tu wziął ten chłopak o aż tak głupim i śmiesznym wyglądzie? ale cóż on właściwie robi? Nie chce chy­ba, nieprawdaż, wdać się w sprzeczkę z tym tu jegomościem, który go — jak utrzymuje, i to kto? ten laluś — potrąca!

*

BUS PELEN STOP MLODY DLUGA SZYJA KAPELUSZ WKOLO OPLOT BESZTA ANONIM PASAZER BEZ WAZNY POWOD STOP SPRAWA PALCE NOGA URAZA NACISK OBCAS TWIERDZI CELOWO STOP URYWA SPOR DLA WOLNE MIEJSCE STOP CZTERN ZERO-ZERO PLAC ROME MLODY SLYSZY KOLEGA RADA MODA STOP WYZEJ GUZIK STOP PODPIS ARCTURUS.

*

W autobusie S rozważmy zbiór S´ pasa­że­rów siedzących i zbiór S˝ pa­sa­że­rów stojących. Na każdym przystanku mamy zbiór O osób ocze­ku­ją­cych. Weźmy zbiór W pasażerów, którzy wsiedli; stanowi on podzbiór zbioru O, złożony z sumy zbioru W´ pasażerów, którzy zostali na platformie, i zbioru W˝ tych, którym udało się usiąść. Wykaż, że zbiór W˝ jest zbiorem pustym.

*

Nie mam nawyku pisania. Nie znam się na tym. Miałbym wielką chęć napisać jak trzeba tragedię albo jakiś sonet czy inną odę ale tam są reguły. To mnie znowuż krępuje. To nie dla amatorów. Zresztą tu wszystko jest już bardzo źle napisane. Kompletnie. W każdym razie widziałem dziś […].

Raymond Queneau, Ćwiczenia stylistyczne,
przeł. Jan Gondowicz, Świat Literacki, 2005.

Tak, tak, dziwić się światu jest bardzo zdrowo i przyjemnie.

Było słonecznie i dziwnie cicho. Dzień toczył się normalnym, nieśpiesznym rytmem i nic nie wskazywało na to, że cokolwiek mogłoby zakłócić spokój tego sobotniego popołudnia.

To znaczy… świeciło słońce. I ten, były wakacje. I te, no, bliźniaki wracały do domu. Z basenu. Z mamą. Bo byli głodni, tata zrobił obiad, a oni chcieli już wracać, bo mieli trampolinę. I woleli skakać niż ten, niż siedzieć tam w parku czy coś. No.

Kończył się trzeci seman wakacji. Bliźniaki — Zo i Uk — wracały z planety Umbra do domu na Agor po pełnej atrakcji, rozciągniętej w czaso­prze­strzeni minucie. Towarzyszyła im przydzielona na tę wyprawę Ma Robot w kształcie człowieka. Ich prawdziwa Ma musiała akurat wylecieć poza galaktykę […].


[…]
(Tu czytającemu na głos brakuje już powietrza, bo chciał go zaczerpnąć po kropce, a jej wciąż nie ma i nie ma. Natomiast czytający po cichu również jej szuka, co sprawia, że jego wzrok odrywa się od ostatniego słowa, biega bez ładu i składu po tekście, aż w końcu zatrzymuje się na dużo dalszym fragmencie)
[…]
(Tu czytający na głos i czytający po cichu popadają w zadumę, bo z powodu poszukiwań kropki zgubili wątek i teraz niewiele z tego wszystkiego rozumieją, a zwłaszcza – po co unikać kropek
. […])

     — To na pewno nasz sąsiad z prawej! — zawołał zrozpaczony. — Ten chudy król Karol najbardziej nam jej zazdrościł! Kupił królowej Karolinie korale, ale co komu po koralach, jeśli można mieć trampolinę!

Podobno strach ma wielkie oczy. Dlatego zawsze widzi więcej niż trzeba. A w dodatku na opak […].

Dorota Kassjanowicz, 30 znikających trampolin,
ilustr. Paulina Daniluk, Wydawnictwo Albus, Poznań 2016.
(wyróżnienie własne)

Było słoneczne popołudnie. Sobota. O tej samej porze w zeszłym roku lało i było zimno. Zimno było też cztery lata temu, a cieplej zrobiło się na chwilę dopiero pod koniec sierpnia. Bo z pogodą to nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza latem.
     Zaczynała się druga połowa wakacji. Bliźniaki — Zosia i Łukasz — wracały z mamą do domu. Bliźniaków było w okolicy jak na lekarstwo. Dwojaczki dość rzadko przychodzą na świat. Podobno najpierw musi się urodzić osiemdziesięcioro pięcioro dzieci pojedynczych, a dopiero wtedy rodzą się komuś bliźniaki. Oczywiście to tylko takie wyliczenia na potrzeby nauki, bo tak naprawdę czasami w jednym mieście jednego dnia mogą pojawić się i trzy pary bliźniąt. A potem bardzo długo nie dzieje się nic w tym rodzaju. Podążając matematycznym tropem, warto zauważyć, że trojaczki muszą czekać na swoją kolej aż po siedmiu tysiącach dwustu dwudziestu noworodkach. Nie mówiąc już o czworaczkach. Te to dopiero się naczekają. Chyba więc lepiej rodzić się pojedynczo. Zresztą, co kto woli
.


(tamże)

środa, września 23, 2020

3962. Pourlopownik (II)

Wiedziałam o tej książce, ale w zeszłym roku nie przemawiała do mnie. Przemówiła wczoraj. Klik, klik i miałam. I delektowałam się.

Nie mam pewności, czy słowa w tej książce zachwycą dzieci tak samo jak dorosłego. Zasięgam w tej sprawie języka.

Przerwał jeżozwierzowi raz jeż:
gdy ten mówił „ja jestem jeż…”,
natychmiast wtrącił „ja też”.
I patrząc na jeżozwierza,
do dzisiaj mu nie dowierza
.

  Słonko, co zachodziło,
  złocistą barwą pokryło
  hipopotama.
 
  Widząc, że patrzy nań lama,
  rzekł hipopotam:
  ze złotam.
  Na co ona: „a przypadkiem nie z miedziś?”.
  A on na to: „przynajmniej nie dziś”
.

Popatrz: ara
się stara,

orzeł orze,
jak może,

łania
na nogach się słania,

foka
nie zmrużyła dziś oka,

a ty coo
?!…

Jeden koala
Nie dla przyjemności, lecz z musu
pije sok z eukaliptusów.
Nic dziwnego — mama
kropla w kroplę jest taka sama.
Czyli są to zwierzęta niewinne,
bo picie jest u nich rodzinne
.

Jarosław Mikołajewski, Zoo, ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019.

3961. Pourlopownik (I)

O literkach Poety wymieniliśmy emile. Tknęło mnie, żeby sprawdzić, czy może coś nowego w ibuku się ukazało. Okazało się, że jeden ze starszych tomików wrócił w cyfrowym wydaniu. I dobrze, że wrócił, bo piękny. Bardzo piękny.

gdzie jest we mnie iskra ze stworzenia człowieka?

mgławice pieprzyków
drogi mleczne znamion
 
słupy milowe sutek
 
pory przydrożne
zmarszczki z kontrabandy
 
na kamieniu bruzdy
kwarce
żyłki piasku
 
szramy to już raczej
wyręka człowieka

szczelina możliwości już tylko
w rzeczach niemożliwych

wszystkie dobre zabawy polegają na znikaniu
 
kto lepiej zniknie
kto na dłużej
 
kto tak że reszta się wnerwi

coś kocha
coś nie dba
żartuje
tracę resztki wiary
i ją odzyskuję

grypa
w chorobie
budzę się gotowy na miłość

wstyd

jakimi sztuczkami
śmierć walczy o życie

śpię zawsze plecami do tego co najdroższe
 
czegoś chcą plecy
czego nie chcą oczy
 
coś chce czegoś
poza mną

ale kto za mnie się modli
tak skuteczną prośbą?
 
robi to świadomie
bo kocha?
 
zaklina?
 
ziemska matka?
ojciec nieziemski?
 
czy chór klauzurowych zakonnic
odmawia pacierz w bieszczadzkim klasztorze
za ludzkość
 
również za tę jej moją chwilę
i cząstkę

Jarosław Mikołajewski, Wyręka,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

nie bój się tylu ludzi umarło
i jakoś przeżyli

już się rozdarłaś
na pół
a to darcie
kruszy jeszcze tynk u sąsiada
 
[…]

ile bym dał za tę miłość
pomyślałem
gdybym jej nie miał
 
i co za miłość
która nie prowadzi do ruin
a jeszcze płaci za wydartą masakrę

ze wszystkich spraw tego świata
zostanie poezja
dobroć
 
i piękno dotknięte chorobą

(tamże)

3960. Czas w pikselu

Na osi czasu:
     — czas przeszły dokonany: puste kieliszki,
     — czas teraźniejszy: cyk,
     — czas przyszły: pełna buteleczka.


fot. Gepardzica, fragment.

Podzielne przez dziesięć wpisy. Nigdy ich nie piszę. Czekam, aż do mnie przyjdą. Przyszedł i ten:

Gepardzica:
(wczoraj wieczorem przysłała
powyższe zdjęcie, dodając
)
I pić jeszcze będziemy! Bo
żeby mieć odwagę się zmienić,
być cierpliwą i powiązaną ze wszystkim
— trzeba cierpliwie pić!!!😂

Kaan:
I to wiele razy!
☝️

Jabłoń:
(grozi Gepardzicy)
Skończysz na blogu!

Gepardzica:
Mogłam gorzej!😁

Kaan:
😁

poniedziałek, września 21, 2020

3959. Urlopownik (III)  // Nadzieja (II)

Poezji cykać po jednym autorze nie będę — zadecydowałam. By złapać dystans, inną perspektywę, zatrzymać się w czasie, słuchać morza, które kilkaset metrów dalej opowiadało swoją historię, by… Wiedziałam, tylko wierszem!

Parytet niezachwytu zachowany. Jedna poetka i jeden poeta swoimi pojedynczymi w tym zbiorze wierszami coś powiedzieli, ale do mnie nie przemówiło to wcale, więc nie będzie po nich tu śladu.

tak
wiem w tej chwili
umierają ludzie
 
nic więcej nie mogę
jak ich mocno kochać
razem z tymi co zmarli
w innej chwili bez chwili
na epidemie o innych imionach
 
słyszałem wczoraj że zamiast miłosnej
pieśni mam mieć dla nich
upór by pozostać
w swoim własnym domu

na pościeli tuż obok nieodkrytych kolan
kładzie się piesek

w czarnych kroplach oczu przynosi pytanie
jak dusza może zmieścić się
w trzech kilogramach

Jarosław Mikołajewski, Godziny myśli [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

Co jakiś czas ktoś grzebie w kieszeniach
naszej śmierci. W lęku który
drze się jak ptak na ostrym dyżurze.
 
Co jakiś czas ktoś podobny do nas.
W tej samej hotelowej restauracji.
Z tym samym liczydłem które
odejmuje mu rozum.
 
I z tą samą miłością
która płaci mandat
za przekroczenie
tych samych błyskawic
.

Ewa Lipska, Co jakiś czas [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.

✎ ✎ ✎

o
czarna chwilo
zniknij się
chcę do mnie wrócić
wrócić do „po staremu” ale
którędy
– – –

Teraz tak samo jak wtedy
na spotkanie ze mną podbiegło
NIC NIGDZIE NIGDY i NIKT

Utknęłam na skrzyżowaniu tego z tamtym
wydało mi się
jakby to nadal trwało wczoraj

widziałaś mnie – mówił obraz –
ja ciebie też – odrzekłam – ja też

Urszula Kozioł, Zamęt [w:] Nadzieja,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

niedziela, września 20, 2020

3958. Urlopownik (II)

Łyknęłam haczyk polecanej książki. Nie do zdobycia w ibuku, nie do zdobycia w ogóle. Sadownik ma swoje metody na niezdobywalne i na kundlu miałam chwilę po tym, jak poprosiłam, czy nie mógłby zaczarować świata.

Oczekiwałam więcej, dużo więcej. Pozostałam z jedną sceną. Ile mostów podpaliłeś? W słusznej sprawie podpaliłeś, to oczywiste, ale czy przyszło ci do głowy, że mogły ci jeszcze długo służyć, gdyby nie spłonęły?

Przez całą drogę, aż do mostu ich gonili.
     Hanna przejechała przez most. A chłopi zatrzymali się przy moście. Na brzegu znaleźli beczkę smoły, rozbili ją na moście. Podpalili. Patrzyli potem, jak się most pali
.

*

     — To ty jesteś tą świętą? — powiedziała Traktorina Pietrowna. — Zawsze wiedziałam, że źle skończysz.

*

A ta nie wiadomo gdzie podrosła i wróciła. Odtąd już miałem siostrę, której dotąd nie miałem. Wszyscy się z niej śmiali, a ja kochałem ją nad życie, bo była lepsza niż wszyscy, chociaż głupia.

*

Zawsze czegoś od niej oczekuję. Codziennie czekam, że nagle mnie usłyszy albo przemówi, albo przestanie być głuptaską. Zawsze mi się wydaje, że właśnie teraz. Albo jutro… To przez to, że bardzo bliska jest mi dobra i piękna dusza Nadźki, na którą narzucono nie wiadomo czemu tępe, głuche i nieme ciało, jak gdyby wsadzono tę duszę do więzienia, gdzie nie ma żadnego dźwięku, żadnego krzyku.

Swietłana Wasilenko, Głuptaska, przeł. Jerzy Czech,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007.

3957. Urlopownik (I)

Książka ta legitymizuje moje życiowe doświadczenie jako wariatki; niepasującej, niegrzecznej, nieżyciowej i ostatnio: hicior — emocjonalnej, co utrudnia podobno moje leczenie.

Treść tej książki potwierdza, że moje doświadczenie przez dziesięciolecia to nie fatamorgana, ułuda i osobiste, niczym nieuzasadnione, uprzedzenia. Moja bez­sil­ność jak najbardziej na miejscu, złość i wkurw — dziwne byłoby, gdyby się nie po­ja­wi­ły, moje reakcje są równie prawdziwe jak życzenia tych, którym ułatwiłabym wszystko, gdybym tylko była… trochę inna.

Zrozumiałam w końcu te, które nie wyobrażały sobie, że mogą urodzić córkę, bo jeśli życzysz swemu dziecku najlepiej, to lepiej będzie, jeśli urodzi się chłopcem.

Po co czytać tę książkę, skoro świata nie zmienisz, a żyjesz w kraju z marnym kapitałem społecznym i zanikającą infrastrukturą społeczną? Ano po to, by nie wątpić w to, co czujesz, by nie marginalizować siebie, by stawać za sobą. Ta książka dołuje, ale mó­wi również: wszystko jest z tobą OK, pamiętaj.

Ta książka konfrontuje z rzeczami, których nigdy wcześniej nie kwestionowaliśmy, a po lekturze nie rozumiemy już dlaczego. W moim przypadku były to kieszenie damskich spodni i wielkość smartfonów oraz odśnieżanie. Nie będziesz od niej grzeczniejsza — uśmiecham się w zachwycie — to pewne. Nie będzie łatwiej, ale ciemnotę będzie w ciebie trudniej wcisnąć.

Wybieranie cytatów… zajęło mi trzy dni, bo mogłabym więcej i więcej. Sadownikowi to więcej i więcej przeczytałam na głos na urlopie. Przeczytałam nie jako zarzut, ale powód do dyskusji i zdziwienia.

Gdy tak bardzo przywykłeś do tego, że jesteś białym facetem, mogłeś zapomnieć, że „biały” i „męski” to też tożsamości.
     Pierre Bourdieu pisał w 1972 roku: „To, co istotne, rozumie się samo przez się, bo przychodzi samo przez się — tradycja milczy, szczególnie w temacie siebie samej”. Białość i męskość milczą właśnie dlatego, że nie potrzebują dochodzić do głosu. Są dorozumiane. Niepodważalne. Do­myśl­ne. Z taką rzeczywistością musi mierzyć się każdy, kogo tożsamość nie tłumaczy się sama przez się, każdy, kogo potrzeby i punkt widzenia są stale zapominane. Każdy, kto przywykł do ścierania się ze światem, który nie jest skrojony pod niego i jego potrzeby
.

Właściwie wiara w merytokrację może nam wystarczyć — jeśli chcemy wprowadzić nierówności. Badania pokazują, że wiara we własny obie­kty­wizm albo przeświadczenie, że nie jest się seksistą, czyni daną osobę mniej obiektywną i sprzyja zachowaniom o podłożu seksistowskim.

Dlaczegóż kobieta nie może być bardziej jak mężczyzna?” — biadoli Higgins. To częsta skarga, a lekarstwem na nią jest nierzadko „napra­wia­nie” kobiet. Nie budzi to zdziwienia w świecie, w którym to, co męskie, postrzega się jako uniwersalne, a to, co żeńskie — jako „nietypowe”.

W dalszym ciągu polegamy na danych z badań na mężczyznach — jakby stosowały się do kobiet. Mówiąc ściślej: badań na mężczyznach odmiany białej, w wieku 25–30 lat, o wadze 70 kilo­gramów. Takie parametry ma nasz Wzorcowy Man, a jego supermocą jest reprezentowanie ogółu ludzkości. Rzekomo.

„To taka właściwość ludzkiej psychologii” — wyjaśnia [prof. Molly Crockett] – że wydaje nam się, iż nasze doświadczenia odzwierciedlają przeżycia wszystkich ludzkich istot. Tę koncepcję w psychologii społecznej nazywa się „naiwnym realizmem”, a niekiedy „efektem projekcji”. Zasadniczo mamy skłonność sądzić, że nasze myślenie o świecie albo sposób postępowania są uniwersalne. Normalne. U białych mężczyzn ten błąd poznawczy bez wątpienia wzmacnia kultura, która odbija ich doświadczenie, utwierdzając ich w tym przekonaniu.

[…]   kiedy dziewczynki w wieku pięciu lat rozpoczynają naukę w szkole, równie często jak pięcioletni chłopcy myślą, że kobiety bywają „bardzo, bardzo mądre”. Gdy jednak kończą sześć lat, coś ulega zmianie. Ogarnia je zwątpienie w możliwości swojej płci. I to do tego stopnia, że zaczynają się ograniczać — jeśli jakąś grę przedstawi się im jako przeznaczoną dla „bardzo, bardzo bystrych dzieci”, pięcioletnie dziewczynki podejmują ją równie chętnie jak ich rówieśnicy, ale już sześcioletnie nagle przestają się interesować tym rodzajem gry. Małe dziewczynki uczą się w szkołach, że określenie „geniusz” ich nie dotyczy.

Panuje zgoda co do tego, że kobiety są nienormalne, atypowe, po prostu nie takie, jakie być powinny. Czemu kobieta nie może być bardziej jak mężczyzna? W imieniu płci żeńskiej przepraszam, że wydajemy się tak zagadkowe, ale nie: nie jesteśmy i nie możemy takie być. Taka jest rzeczywistość, której naukowcy, politycy i kolesie od techniki po prostu muszą stawić czoła. To, co proste, okazuje się łatwiejsze i tańsze — zgoda. Ale nie odzwierciedla rzeczywistości.

[…]   w przypadku kobiet brak opiekuńczości narusza tradycyjną normę, ale w przypadku mężczyzn już nie. „Oczekuje się — mówi mi [prof. Molly Crockett] — że przeciętnie kobiety będą bardziej prospołeczne od mężczyzn”. Dlatego wszelkie odstępstwo kobiety od tego, co uchodzi za „etyczną” postawę (nieważne, jak bardzo jest to nielogiczne), tym bardziej nas szokuje.

Wykluczamy kobiety, bo prawa połowy ludności świata postrzegamy jako interes mniejszości.

Przekonanie o normatywnym charakterze męskości sięga co najmniej starożytnych Greków, którzy zapoczątkowali tendencję do postrzegania kobiecego ciała jako „okaleczonego ciała męskiego” (wielkie dzięki, Arystotelesie). Kobieta była mężczyzną „odwróconym na lewą stronę”. Jajniki traktowano jako żeńskie jądra (do XVII wieku nie miały nawet własnej nazwy), a macicę — żeńską mosznę. Znajdowały się wewnątrz ciała zamiast na zewnątrz (jak u typowych ludzi) z powodu niedostatku „ciepłoty naturalnej” u kobiet. Męskie ciało stanowiło ideał, któremu kobietom nie udało się dorównać.

[…]   gdy odmawiasz połowie ludności współudziału w rządzeniu, tworzysz lukę informacyjną na samym szczycie. Musimy zrozumieć, że gdy chodzi o rządzenie, „najlepsi” nie musi znaczyć „ci, którzy mają pieniądze, czas i niezasłużoną pewność siebie, bo pokończyli odpowiednie szkoły i uni­wer­sy­te­ty”. To, co najlepsze, gdy chodzi o rządzenie, jest tym, co działa najlepiej jako całość, w grupie, która z sobą współpracuje. W tym kontekście „najlepsze” znaczy „różnorodne”.

Groźby rodzą się ze strachu. Strachu powodowanego brakiem informacji: niektórzy mężczyźni, dorastający w kulturze przepełnionej męskimi głosami i męskimi twarzami, boją się, że kobiety zabiorą im władzę i miejsce w życiu publicznym, w ich mniemaniu należne męż­czy­znom. Obawy te nie rozwieją się, dopóki nie wypełnimy kulturowej luki informacyjnej dotyczącej płci, dzięki czemu dorastający chłopcy nie będą już postrzegać sfery publicznej jako ich prawowitej domeny.

Dane z całego świata dowodzą jednak, że rozwiązania kwotowe w polityce nie skutkują pojawieniem się mnogich zastępów niekompetentnych bab. […]  jeśli już, to „zwię­ksza­ją one kompetencje klasy politycznej jako całości”.

Dziewczyny wcale nie są nieracjonalnie uprzejme. Po prostu wiedzą — świadomie lub nie — że nie istnieje dla nich coś takiego jak „uprzejme” przerywanie komuś. Toteż doradzanie, żebyśmy zachowywały się bardziej jak mężczyźni — jakby męskie zachowanie stanowiło neutralną płciowo ogólnoludzką normę – nie pomaga, a wręcz może zaszkodzić. Lepsze byłoby otoczenie polityczne i środowisko pracy, w których bierze się pod uwagę zarówno to, że mężczyźni przerywają częściej niż kobiety, jak i to, że kobietom obrywa się bardziej, jeśli zachowują się podobnie jak oni.

[…] wracając do „zagadki kobiecości” Freuda, jej rozwiązanie od początku narzuca się samo. Co trzeba zrobić? Zapytać kobiety.

Znalezienie rozwiązania, które umykało matematykom od ponad 100 lat, zabrało Dainie Taimiņie około dwóch godzin. Był rok 1997, a łotewska matematyczka uczestniczyła w warsztatach geometrii na Uniwersytecie Cornella. Prowadzący, profesor David Henderson, prezentował model płaszczyzny hiperbolicznej skonstruowany z cienkich papierowych kółek sklejonych taśmą. […]  Matematycy przez ponad 100 lat poszukiwali sposobu na jej fizyczne zobrazowanie, ale nikomu się to nie udawało – dopóki Daina Taimiņa nie wzięła udziału w warsztatach na Uniwersytecie Cornella. Bo oprócz tego, że wykładała matematykę, lubiła szydełkować.
     
[…]  Gdy zobaczyła tę sfatygowaną papierową namiastkę modelu, której Henderson używał do objaśniania przestrzeni hiperbolicznej, pomyślała: mogę to wyszydełkować. Tak właśnie zrobiła. Letnie wakacje spędziła przy basenie, na „szydełkowaniu zestawu hiperbolicznych form do użytku w klasie”. „Ludzie podchodzili i pytali: »Co pani robi?«, a ja na to: »Nic takiego, płaszczyznę hiperboliczną na szydełku«”. Do dziś stworzyła setki modeli. W trakcie szydełkowania, wyjaśnia, „czujesz pod palcami, jak przestrzeń rozszerza się wykładniczo. Pierwsze rządki robi się migiem, ale kolejne mogą zabrać dosłownie godziny — potrzeba tak wiele oczek. Możesz poczuć empirycznie, co naprawdę znaczy »hiper­boliczny«.


fot. Autor(ka) nie do ustalenia, [dostęp 19.09.2020], źródło.

Pod terminem „infrastruktura” rozumiemy zazwyczaj materialne systemy umożliwiające funkcjonowanie nowoczesnego społeczeństwa, a więc drogi, linie kolejowe, rury kanalizacyjne, dostawy energii. Rzadziej myślimy tak o usługach publicznych, które w podobny sposób wspierają funkcjonowanie społeczeństwa — jak opieka nad dziećmi i osobami starszymi.
     […] „w dalszej przyszłości zwraca się gospodarce i społeczeństwu w postaci lepiej wykształconej, zdrowszej i bardziej zadbanej populacji” — podobnie jak infrastruktura fizyczna.

Caroline Criado Perez, Niewidzialne kobiety. Jak dane
tworzą świat skrojony pod mężczyzn
, przeł. Anna Sak,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

[…]  [lekarze] przekonywali, że problemy tkwią w jej głowie i że powinna unikać stresu i zmartwień. […]  Prawda jest jednak taka, że nie są to odosobnione jednostki, czarne owce zasługujące na wy­eli­mi­no­wa­nie ich z zawodu. Stworzył ich system medyczny, który na wskroś i systematycznie dyskryminuje kobiety oraz sprawia, że są wiecznie źle rozumiane, źle diagnozowane i źle leczone.

Zamiast wierzyć kobietom, gdy skarżą się na ból, przyklejamy im łatkę obłąkanych. Czy to nasza wina? Przecież suki są szalone, jak mawiał Platon. Kobiety to histeryczki (hystera oznaczała w grece starożytnej macicę), wariatki […], irracjonalne i nadmiernie emocjonalne stworzenia.

Musimy wyszkolić lekarzy, żeby słuchali kobiet i rozumieli, że jeśli nie potrafią zdiagnozować pacjentki, to nie dlatego, że ona kłamie albo histeryzuje — problem może tkwić w tym, że ich własna wiedza na ten temat jest niekompletna.

Drugą co do częstości niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest po prostu brak działania, inaczej niż wśród mężczyzn. Mając na względzie tę niebagatelną różnicę międzypłciową, możemy zapytać, ile leków, które mogłyby się okazać skuteczne dla kobiet, wykluczamy na pierwszym etapie badań klinicznych — bo nie działają na mężczyzn?

(tamże)

piątek, września 18, 2020

3956. 262/366

ul tak pięknie pachnie domem i naszym wspólnym życiem. delektuję się zapachem, którego już jutro nie będę czuć.

po pół­tora miesiąca bez jede­nastu godzin wró­ciłam, wróciliśmy całym Stadem.

262/366


fot. Sadownik*, fragment.

___________
* już w ulu pokazał mi, kto jako ostatni żegnał nas nad morzem.