niedziela, grudnia 05, 2021

4468. Czytane na gigancie (VIII)

Czysty przypadek sprawił, że świat poinformował mnie o istnieniu tej książki. Zaryzy­ko­wa­łam — ibukosknera sapał mi przez ramię — bo ciekawa byłam tego dwugłosu.

Drugi głos mnie rozczarował swoim nie pamiętam, jak to było, ale reszta książki za­chwy­ciła mnie w znaczącej części mądrością, przytomnością, ale też opisem nie­łat­wej drogi, po której autorka jako rodzic szła po raz pierwszy. Jakie na tej drodze spotyka się postacie i sny, jak trudno jest odpuścić, jak piekielnie trudno jest mieć pewność, że należy coś odpuścić, by mieć szansę na coś dobrego, czego istnienia nawet nie przeczuwamy, wiedzą tylko ci, którzy na tego typu drogach się znaleźli.

Niby dowiedzieliśmy się czegoś nowego, a tak naprawdę stało się tylko tyle, że nasze obawy się potwierdziły. Na pewno jesteśmy o krok do przodu, bo nauczyliśmy się tego naprawdę ładnego słowa, jakim jest aniridia. Na­to­miast nikt nie powiedział, co będzie dalej. Radźmy więc sobie sami.

*

[…]  gramy na zwłokę. Prosimy los, aby dał nam jeszcze trochę czasu. I dał.

*

Nawet gdyby to było możliwe, nie zamieniłabym się z moim synem. Nie, i krop­ka. W każdej chwili oddałabym mu jedno oko. Ale drugiego już nie. To­znaczy, może i oddałabym mu swój wzrok, ale nie chciałabym tak żyć. Od niego z kolei oczekuję, aby chciał. Naprawdę tego oczekuję.

*

Bo rodzice jeszcze jakoś sobie radzą, ale dziadkowie systematycznie za­ła­mu­ją się z powodu bezradności i wymagającego poważnego leczenia cho­re­go poczucia współzawodnictwa. Mianowicie że oni potrafili urodzić zdrowe potomstwo, stworzyli warunki do powstania kolejnych doskonałych po­ko­leń, a tu nagle ich wspaniałe dziecko wyskakuje z takim wybrakowanym stworzeniem.

*

Nie wiem, czy droga, którą obrałam, jest dobra, dokąd prowadzi i czy w ogó­le dokądkolwiek prowadzi. Możemy swobodnie eksperymentować, w końcu to nasze życie.

*

[…]  powracającym argumentem, który ucinał dyskusję, było zdanie wy­po­wia­da­ne przez moją córkę, wznoszącą się niczym twierdza nad swoim młod­szym bratem i wymierzającą w niego ostateczny cios:
     – To ja byłam tutaj pierwszym dzieckiem.
     I miała rację.

*

Jest nadzieja. […]  przerwałam jej ten pięknie opakowany lekarski monolog.
     – Pani profesor, problem w tym, że już nie ma więcej gęsi. Skończyły się.
     Popatrzyli na mnie w osłupieniu.
     – Ma tylko dwoje oczu. Jedno z nich wzięliśmy w swoje ręce i straciliśmy je. Drugie jest tylko jego. Jak dorośnie, sam zdecyduje, co chce z nim zrobić. Do tego czasu nauka będzie się rozwijała, zostaną wynalezione nowe wspa­nia­łe urządzenia, niech potem nam nie mówi, że to przez nas nic nie osią­gnął, bo nie potrafiliśmy pogodzić się z porażką. Potrafimy. To drugie oko już nie jest nasze. Ja rozumiem, że pani profesor ma inne doskonałe po­my­sły, tylko w międzyczasie zabrakło gęsi.

*

Z podziwem patrzyłam, jak w początkowych latach w Ślepszkole trener uczył te małe krety strzelania do celu z łuku. Myślałam, że to jakiś żart. Mło­dy trener z entuzjazmem tłumaczył im, że trafienie do celu nie jest w pier­wszej kolejności kwestią widzenia, lecz kontrolowanej pracy mięśni. Jeśli tarcza znajduje się daleko, on też nie zawsze ją widzi, ale to nieistotne.

*

Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, podobnie zresztą jak o in­nych rzeczach, ale wiedzieliśmy, że nie unikniemy tego, co nas czeka. Choć bardzo chcieliśmy uniknąć.

*

Gniew wynikający z utraty sprawia, że człowiek mówi straszne rzeczy. […]  aż w końcu zrozumiałam: to nie jest prezent od losu dla mnie, ani dla jego ojca, ani siostry, tylko dla niego. To on go otrzymał i to on musi coś z nim zrobić.

*

Musiało minąć co najmniej kilka lat, zanim pogodziliśmy się z tym na zawsze.

*

     – Przestań panikować, uspokój się! – fuknął pod nosem dzieciak. – Sta­nę­łaś o wiele dalej – powiedział stanowczym głosem.
     […] 
     – Uspokój się – powtórzył mój syn. – Po pierwsze pamiętam, jak długo szliśmy od samochodu do miasta. Po drugie powinniśmy minąć cukiernię albo piekarnię oraz warsztat samochodowy. Jeszcze tego nie zrobiliśmy.
     – Bo co, może je widziałeś?
     – Nie, mamo, czułem. A teraz chodźmy już.

*

[…]  chyba nadal nie do końca pojmuję, lecz jedynie akcep­tu­ję fakt, że sam widok czegoś nie jest dla niewidomych aż tak istotny jak dla nas.

Erzsi Sándor, Cóż innego mogłabyś zrobić, Matko!,
przeł. Klara Anna Marciniak, Studio EMKA, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Nie biorę pod uwagę innego scenariusza. To znaczy zrobię to, ale dopiero później. Teraz chodźmy już stąd.

*

Jedynie wiedza, poznanie oraz doświadczenie po­ma­ga­ją ludziom przezwyciężyć początkowy lęk przed innością. I nie ma znaczenia, kto i na ile jest inny. Dziecko, dorosły, niepełnosprawny, Rom, Żyd czy gej. A czasem osoba z niepełnosprawnością sprzężoną.

*

Nie twierdzę, że społeczeństwo, które w większości skła­da się z widzących członków, dowartościowuje prze­cięt­ne osoby, ale wiem na pewno, że od mniejszości, od nie­peł­no­spraw­nych, oczekuje stokroć więcej.

(tamże)

4467. Czytane na gigancie (VII)

W dniu, w którym ibukosknera dał sygnał, że już mogę nabyć ten tomik, cena tego pęcz­ka wierszy nie była rozsądna, niska czy atrakcyjna, była żenująca.

Na szczęście wyznacznikiem ilości i jakości piękna nie była ani cena, ani szata gra­ficz­na okładki, ani beznadziejnie złożony tytuł. Oboje, ja i ibukosknera, byliśmy przez chwilę z powodu tego tomiku w niebie, choć każde z nas z innego powodu.

Ta miłość
była oczkiem w głowie
neuronowych sieci.
[…]
Kiedy wyciekły
dane z naszych serc
skasowaliśmy pamięć
aby plany na przyszłość
zyskały na czasie.

*

Nie mogę ci obiecać
że jeśli jeszcze kiedyś
wyjdziemy na młodość
(uniewinnieni kochankowie)
nie zdarzy się to samo:

Usterki ust.
Awaria wiary.
Lapsusy starości.
Czarny humor
białych nocy.

*

Kiedy przekraczali granice
była jego światem.

*

Zrujnowane za
było już przeciw.

[…]

Wyjechali z siebie
trzymając się za ręce.

Na wszelki wypadek
gdyby byli
spłukani do zera
z pamięci.

*

Resztka życia
ma coś z miłości.
Chce naraz
wszystko.

*

Kiedy staliśmy się faktem
na obraz i podobieństwo
naszego procesora
okazało się
że musimy się jeszcze
wymyślić.

Ewa Lipska, Miłość w trybie awaryjnym,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Kraj stanął mi w gardle.
Ani go przełknąć
ani wypluć.

(tamże)

4466. Czytane na gigancie (VI)

Jej książka, podobnie jak książka Benjamina Ferencza, trafiła do mnie w ten sam sposób — przez czysty przypadek. Autorkę i Autora dzieli siedem lat, ale łączy sen­so­wne życie, długowieczność i niemieszczące się w głowie, straszne czasy XX wieku.

Jeśli masz dziś wyporność tylko na jedną książkę ocaleńców z piekła idei, niech ta będzie pierwszą. Pozwala z innej perspektywy patrzeć na nieszczęścia, które bez za­pro­sze­nia wkradają się w nasze dni, noce, a czasem życia.

Uczu­cia są ener­gią. Nie można się ich pozbyć, trzeba je prze­żyć. Musimy być z nimi, a to wymaga odwagi. Nie musimy nic z nimi robić, wystar­czy po pro­stu być.

*

[…]  gdy doświad­czasz wiel­kiej straty, nic nie jest już takie samo. Żal może być zapro­sze­niem do prze­war­to­ścio­wa­nia swo­ich prio­ry­te­tów i pod­ję­cia nowych decy­zji – do odna­le­zie­nia na nowo rado­ści i celu, do powrotu do naj­lep­szej wer­sji samego sie­bie, do zaak­cep­to­wa­nia faktu, że życie wska­zuje nam inny kie­ru­nek.

*

[…]  możemy być pora­nieni, a jed­no­cze­śnie pozo­stać cało­ścią, zna­leźć szczę­ście i speł­nie­nie w życiu pomimo straty.

*

Życie […]  jest darem. Darem, który sabo­tu­jemy, ska­zu­jąc się na wię­zie­nie stra­chu przed karą, porażką czy porzu­ce­niem; z powodu potrzeby apro­ba­ty; ze wstydu i poczu­cia winy; z powodu poczu­cia wyż­szo­ści lub niż­szo­ści; ponie­waż chcemy mieć wła­dzę i kon­trolę. Cele­bro­wa­nie daru życia po­le­ga na znaj­do­wa­niu darów we wszyst­kim, co się nam przy­da­rza, nawet jeśli cza­sem są to skom­pli­ko­wane sprawy, nawet gdy nie jeste­śmy pewni, czy prze­ży­jemy. Cele­brujmy życie, koniec i kropka. Żyjmy z rado­ścią, miło­ścią i pasją.

*

[…]  wybór nadziei wpływa na to, co każ­dego dnia przy­ciąga moją uwagę. […]  strata i trauma nie ozna­czają, że masz prze­stać żyć peł­nią życia.

*

Gniew to dru­go­rzędna emo­cja […]. Wyko­rzy­stu­jemy gniew, by dostać się do tego, co kryje się w środku – do stra­chu lub żalu.

*

[…]  miłość nie jest tym, co czu­jesz. Jest tym, co robisz.

*

Twój wewnętrzny nazi­sta jest tą czę­ścią cie­bie, która potrafi oce­niać, osą­dzać i nie odczuwa współ­czu­cia; która nie pozwala ci czuć się wol­nym i repre­sjo­nuje innych ludzi, jeśli sprawy nie idą po two­jej myśli.

*

Kiedy jeste­śmy agre­sywni, decy­du­jemy za innych. Kiedy jeste­śmy pasywni, inni decy­dują za nas. A kiedy jeste­śmy pasywno-agre­sywni, unie­moż­li­wiamy innym, by decy­do­wali o sobie.

*

Każdy wybór ma swoją cenę – coś zysku­jesz, coś tra­cisz.

*

Cie­ka­wość jest życio­dajna. Pozwala nam ryzy­ko­wać. Kiedy jeste­śmy prze­peł­nieni lękiem, żyjemy w prze­szło­ści, która się już wyda­rzyła, albo w przy­szło­ści, która jesz­cze nie nade­szła. Kiedy jeste­śmy cie­kawi świata, żyjemy w teraź­niej­szo­ści, jeste­śmy gotowi odkry­wać, co się dalej wyda­rzy.

*

Nie musisz się spie­szyć z decy­zją. Naj­le­piej zatrzy­mać się na chwilę, zasta­no­wić raz i drugi i pró­bo­wać zro­zu­mieć. Odpo­wiedź pojawi się z cza­sem, gdy będziesz żyć peł­nią życia – na ile to moż­liwe – i pozo­sta­niesz tym, kim już jesteś: sil­nym czło­wie­kiem.

*

Nie musimy lubić trud­nych i bole­snych rze­czy, które się nam przy­tra­fiają. Kiedy prze­sta­jemy z nimi wal­czyć i się im opie­rać, zysku­jemy wię­cej ener­gii i wyobraźni, dzięki czemu możemy podą­żać do celu zamiast doni­kąd.

*

Łzy są dobre. Ozna­czają, że dotarła do nas ważna emo­cjo­nalna prawda. […]  Odkry­wamy wtedy coś istot­nego. Ta chwila uwol­nie­nia to moment bez­bron­no­ści, czu­ło­ści, ale też wiel­kiej wni­kli­wo­ści.

*

     – Kiedy twoje ciało cię rani – powie­dzia­łam Ali­son – nie karz go za to, nie obu­rzaj się, nie miej pre­ten­sji, nie żądaj, by się zmie­niło. Powiedz mu: „Słu­cham cię”.
     […]
     – Co chcesz mi powie­dzieć? – pytała. – Co jest dla mnie naj­lep­sze? Co mnie teraz wzmocni?

*

Rodzimy się, by kochać; uczymy się nie­na­wi­dzić. Tylko od nas zależy, co wybie­rzemy.

*

Naj­lep­szym spo­so­bem pozby­cia się potrzeby posia­da­nia racji jest zdo­by­cie mocy. Moc nie ma nic wspól­nego z tęży­zną fizyczną ani domi­na­cją. Ozna­cza, że masz siłę, by zna­leźć wła­ściwą odpo­wiedź, zamiast reago­wać emo­cjo­nal­nie; by zapa­no­wać nad wła­snym życiem, by cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wać swoje wybory.

*

LOVE* is a four-letter word, that sounds TIME.

____________
  * nie zniosłam tłumaczenia na j. polski, więc musiałam przetłumaczyć sobie na język oryginału, by miało sens.

Edith Eva Eger, Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie,
przeł. Magdalena Hermanowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2021.

Dzię­kuję wszyst­kim poko­le­niom, które na­dej­dą po mnie, oraz przod­kom, któ­rzy byli przede mną. […]  zawsze możemy żyć wolni i nie być ofia­rami – nikogo ani niczego.

(tamże)

piątek, grudnia 03, 2021

4464. 337/365  //  na gigancie, dzień 20.

bądź wybredna — wybieraj światy, per­spek­ty­wy, ludzi, sy­tu­a­cje. wybieraj tylko to, co ci słu­ży i prowadzi tam, gdzie chcesz się znaleźć. i nie ustawaj!

337/365

[suplement pikselowy: 9.06.2022]

poniedziałek, listopada 29, 2021

4459. na gigancie, dzień 16.

Nadzieja jest cie­ka­wo­ścią. Goto­wo­ścią, by pod­trzy­my­wać w sobie pło­mień i roz­świe­tlać jego bla­skiem naj­czar­niej­sze miej­sca i momenty życia.
     Nadzieja jest naj­od­waż­niej­szym aktem wyobraźni, jaki znam.

Edith Eva Eger, Dar. 12 lekcji, dzięki którym odmienisz swoje życie, przeł. Magdalena Hermanowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2021.

niedziela, listopada 28, 2021

4458. na gigancie, dzień 15.

Ludzie myślą, że intymność to seks, ale intymność do­ty­czy praw­dy. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że możesz powiedzieć komuś swoją praw­dę, kiedy możesz pokazać się mu, kim naprawdę jesteś, a jego odpo­wiedź brzmi: „Jesteś ze mną bezpieczna”, to jest to. Intymność.
// Christiane Singer (1943–2007)

4457. Czytane na gigancie (V)

Słowami Edith Eger poruszona — [s]iła i umie­jęt­no­ści naszych przod­ków są czę­ścią nas — postanawiłam, że nie chcę wrażeń po tej książ­ce trzymać w sobie ani dnia dłu­żej.

Piękna, mądra i… bebesząca do głębi książka. Pozostawia bolesny ślad i wra­że­nia, które zatrzymują, zamrażają, pozostawiając Duszę osłupiałą, ale wciąż bardzo żywą.

Nie sposób po tej lekturze pozbierać się, bez myślenia o sile przodków, którą każdy w sobie ma, choć czasem (eufemizm?) o tym zapominamy. Bo ta książ­ka jest rów­nież o tej pięknej sile. Czy ta siła rodzi miłość, czy może milość budzi tę siłę? Nie mam pojęcia. Wystarczy, że ją poczujemy.

1964. Rozpoczynając kampanię nalotów dywanowych w Wietnamie Pół­noc­nym, generał Curtis LeMay […] powiedział, że bom­bar­do­wa­nia­mi za­mie­rza cofnąć Wietnamczyków „do epoki kamienia łu­pa­ne­go”. Zatem zniszcze­nie ludzi oznacza cofnięcie ich w czasie. Armia amerykańska osta­tecz­nie spuściła ponad dziesięć tysięcy ton bomb na kraj nie większy od Kalifornii, przewyższając tym liczbę bomb zrzuconych podczas całej drugiej wojny światowej.

*

Piszę do ciebie z wnętrza ciała, które kiedyś było twoje. To znaczy piszę jako syn.

*

Tak, była wojna. Tak, wyszliśmy z jej epicentrum. Na tej wojnie kobieta na­da­ła sobie nowe imię – Lan – w tym imieniu ogłosiła się piękną, a potem uczy­ni­ła z tego piękna coś, co warto zachować. Z tego narodziła się córka, a z tej córki syn.
     Cały czas powtarzałem sobie, że urodziliśmy się z wojny – ale myliłem się, mamo. Zrodziliśmy się z piękna.

*

Ten człowiek. Ten biały człowiek. Ten Paul otwierający drewnianą furtkę ogrodu, która z metalicznym brzękiem się za nim zatrzaskuje, nie jest moim dziadkiem z krwi, ale z działania.

*

Być albo nie być. Oto jest pytanie.
Pytanie, owszem, ale nie wybór.

*

Kiedy kończy się wojna? Kiedy mogę wymówić twoje imię i mieć na myśli tylko twoje imię, a nie to, co zostawiłaś za sobą?

*

Co mamy na myśli, gdy mówimy o ocalałym? Może ocalały jest ostatnim, który wraca do domu, ostatni danaid, który wyląduje na gałęzi ciężkiej od duchów.

*

Mam odwagę powiedzieć ci, co było dalej, ponieważ szansa, że ten list do ciebie dotrze, jest niewielka – niemożliwość tego, że prze­czy­tasz to wszyst­ko, sprawia, że mogę mówić.

*

Ponieważ jestem twoim synem, to, co wiem o pracy, jest tożsame z tym, co wiem o stracie. A to, co wiem o jednym i drugim, wiem z twoich rąk.

*

Mamo. Powiedziałaś mi kiedyś, że wspomnienia są wyborem. Ale gdybyś była bogiem, wiedziałabyś, że są powodzią.

*

Z powodzeniem unikamy mówienia o przeszłości, otarłszy się o nią nad ranem.

*

Tak wiele chcę ci powiedzieć, mamo. Kiedyś byłem na tyle głupi, by wierzyć, że wiedza coś mi wyjaśni, ale niektóre rzeczy są tak znie­kształ­co­ne pod war­stwa­mi składni i semantyki, pod dniami i go­dzi­na­mi, nazwiskami za­po­mnia­ny­mi, uratowanymi i odrzu­co­ny­mi, że sama świa­do­mość istnienia ra­ny niczego nie wyjaśnia.

*

Mówią, że piosenka może być pomostem, mamo. Ja mówię, że to także grunt, na którym stoimy. A może śpie­wa­my, żeby nie upaść. Może śpie­wa­my, żeby się podtrzymywać.

*  *  *

Nie wiedziałem wtedy tego, co wiem teraz: być amerykańskim chłopcem, a później być amerykańskim chłop­cem z bronią to prze­nieść się z jednego końca klatki na drugi.

*

     – Kurwa, jak ja nienawidzę taty.
     Do tej pory nie sądziłem, że biały chłopiec może czegoś w życiu nie­na­wi­dzić. Przez tę nienawiść chciałem go poznać na wylot. Po­nie­waż właśnie to dajesz każdemu, kto cię widzi, pomyślałem. Bierzesz na klatę ich nie­na­wiść i przechodzisz przez nią jak przez most, żeby stawić im czo­ło, wejść do nich.

*  *  *

Jeśli mamy szczęście, koniec zdania jest miejscem, od któ­re­go możemy zacząć.

*

[…] czytanie to przywilej, który przyznałaś mi przez to, co sama straciłaś. Wiem, że wierzysz w reinkarnację. Nie wiem, czy ja w nią wierzę, ale mam nadzieję, że to prawda. Bo wtedy może wrócisz tu następnym razem. Może będziesz dziewczyną i może znowu będziesz Różą, i będziesz mieć pokój pe­łen książek i rodziców czytających ci bajki na dobranoc w kraju nie­tknię­tym przez wojnę. Może wtedy, w tym życiu i w tej przyszłości, znajdziesz tę książ­kę i dowiesz się, co się z nami stało. I będziesz mnie pamiętać. Może.

*

Poszukuję. Tym właśnie jest pisanie, oprócz tych wszystkich bzdur, scho­dze­niem tak nisko, że świat w końcu miłosiernie oferuje nowy kąt widzenia, szer­szą perspektywę złożoną z małych rzeczy […].

*

Czy tym jest sztuka? Wzruszeniem na myśl o tym, które uczu­cia są nasze, kiedy tak naprawdę znalazł nas ktoś inny, także stęskniony?

Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę,
przeł. Adam Pluszka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Wiem, to też nic nie znaczy. Ale niektóre nic zmie­nia­ją się później we wszystko.
     W wietnamskim słowo oznaczające tęsknotę za kimś i pamiętanie go jest takie samo: nhớ. […]
     Tęsknię za tobą bardziej, niż cię pamiętam.

*

Pamiętaj: reguły, podobnie jak ulice, mogą za­pro­wa­dzić cię tylko do znanych miejsc. Pod siatką jest pole – zawsze tam było – gdzie zgubić się nie zna­czy się mylić, ale po prostu więcej.
     Z reguły bądź bardziej.
     Z reguły tęsknię za tobą
.

*

Przepraszam, że ciągle mówię „Jak się masz?”, kiedy naprawdę mam na myśli „Czy jesteś szczęśliwa?”.

(tamże)

4456. Czytane na gigancie (IV)

Istnienie tej książki odkryłam przez przypadek, szukając Autora ilustracji. Natych­miast zrobiłam klik, klik i już do mnie szła. Przyszła do ula dzień przed wyjazdem na gigant, dzień po naszym całostadnym z ula wyjeździe.

Podróż na gigant zajęła jej jeszcze tydzień. Gdy tylko wpadła w moje ręce, po­da­ro­wa­ła mi wielozmysłowe, fantastyczne doznanie, a potem pobiegła ucieszyć moją gigantową koleżankę. Gdy wróciła, uznała, że nie może czekać na koniec giganta, musi tu być już i zaraz. Z wyrzutem poinformowała mnie, że przecież w niedziele mam luz, to może? Niech będzie.

Dziś pierwszy dzień drugiej połowy turnusu, przedostatnia niedziela tu. Upuszczam więc książki, nim jutro ruszę do rehabilitacyjnej roboty.

I put all my heart into each picture and I think that’s why they speak to people—each and every one has a little piece of my soul in it.

*

*

*

*

*

An Elder Dragon
is a Tiny Dragon
who never give up.

*

*

James Norbury, Big Panda and Tiny Dragon,
Michael Joseph, London 2021.

*

*

(tamże)

4455. Czytane na gigancie (III)

Supełkami połączone sznureczki słów ponad dwa lata temu doprowadziły mnie do Autora. Ponieważ gatunek ten w moim świecie nie ma szczególnych przywilejów, wiadomość o publikacji tej książce przyjęłam do wiadomości bez gorączkowania się. Zaznaczyłam do upolowania, biernie oczekując na dzień, w którym ibukosknera zo­sta­nie po­in­for­mo­wany, że za naście złotych może wejść w posiadanie tej — w więk­szo­ści na­pisanej w pan­de­micz­nym czasie (są jakieś plusy covida!) — książki.

Tydzień przed gigantem miałam ją na czytniku i dorzuciłam do turnusowych pla­nów czytelniczych, a gdy przyszła jej kolej, nie mogłam się od niej oderwać. Wybór cytatów, jak zwykle przy tym gatunku literatury, był wyzwaniem, ale dałam radę. I co? I nic, czekam na kolejną książkę Autora. Na koniec pandemii też czekam.

     – Myślisz, że go znała?
     Skinął głową.
     – To dość prawdopodobne. Zwykle rezerwujemy taki poziom gniewu dla naszych najbliższych, nie sądzisz?

*

[…] zdołała, krok po kroku, pokonać zakręt smutku […].

*

Gdy zdarzało się jej poczuć, że ktoś pali fajkę, natychmiast czuła się podniesiona na duchu, bo kojarzyła wonne ciemne kłęby dymu z wiedzą i nauką, a także z życzliwością.

*

     – […]  Niewyrobiona, samotna… Zgadza się?
     – Mówi pan o mnie czy o sobie?

*

     – Nie poszło ci najlepiej.
     – Nie. – Mariana pokręciła głową. – Nie poszło.
     – Co teraz?
     – Nie wiem.

*

     – Intryguje mnie pani – oznajmił. – Zastanawiam się, co pani myśli.
     – Nie myślę… Słucham.

*

     – Nie wiem, jak się z tym czuję.
     – Na pewno dziwnie.
     Mariana pokiwała głową.
     – To dobre słowo.
     […]
     – Zrobi się łatwiej – zapewniła ją Clarissa.
     – Tak?
     – Ważne jest, by patrzeć do przodu. Nie wolno ci się oglądać za siebie.

*

Mariana się uśmiechnęła. A potem udawanie, że nie dzieje się nic złego, przestało działać.

*

Psychopatia lub sadyzm nigdy nie biorą się z niczego. Nie są roznoszone przez atakującego znienacka wirusa. Mają długą historię, która zaczyna się w dzieciństwie.
     […]
     Lecz przecież mnóstwo dzieci dorasta w potwornie brutalnym śro­do­wi­sku, a jednak nie zostaje mordercami. Dlaczego? Cóż, jak mawiała dawna superwizorka Mariany: „Nie trzeba wiele, by ocalić dzieciń­stwo”. Wy­star­czy odrobina życzliwości, zro­zu­mie­nia lub uznania; jeżeli ktoś zro­zu­mie i uzna rzeczywistość dziecka, uratuje jego zdrowie psychiczne.

*

Zabawne, jakie rzeczy się zapamiętuje.

*

     – Płaczesz, ponieważ czujesz się bezradna.
     – Zgadza się.
     – Tyle że to nieprawda. Przecież to wiesz. Mam rację? – Ruth zachę­ca­ją­co kiwnęła głową. – Możesz znacznie więcej, niż przypuszczasz.

*

Chcesz mojej rady? Zapomnij o tym „kto”. Zacznij od „dlaczego”.

*

     – Widzisz – odezwał się, dolewając też wina sobie. – Śmierć matki nakierowała mnie na matematykę teoretyczną i światy równoległe. Właśnie tego dotyczy moja praca.
     – Chyba nie rozumiem.
     – Nie mam pewności, czy sam rozumiem. Jeśli jednak istnieją inne światy, identyczne z naszymi, to znaczy, że gdzieś tam istnieje taki, w którym moja matka nie umarła. – Wzruszył ramionami. – No więc… wybrałem się na poszukiwanie jej. […]
     – Znalazłeś ją? – spytała.
     Wzruszył ramionami.
     – W pewnym sensie… Odkryłem, że czas nie istnieje tak naprawdę, więc ona nigdzie nie odeszła. Jest tutaj.

Alex Michaelides, Boginie,
przeł. Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

     – Masz na myśli szyszkę? […]
     – Nie chodzi o szyszkę sosnową jako taką, ale o to, co symbolizuje.
     – Czyli?
     Uśmiechnął się i znowu przyglądał się jej przez moment.
     – Chodzi o nasiona znajdujące się w środku. I na­sio­no w nas, ducha w ciele. O otwarcie umy­słu. Sku­pio­ne wejrzenie w głąb i znalezienie własnej duszy.

*

[…]  chwile skrajnej jasności w pewnym sensie przypominają upojenie.

(tamże)

4454. Czytane na gigancie (II)

Trzeci Dzień Ojca w tym roku poinformował mnie o swoim nadejściu kilka dni przed ukazaniem się tej książki, dwa–trzy dni przed Drugim Dniu Ojca. W przed­sprze­da­ży dostępne były tylko papier i audiobuk. Nabyłam drugie, bo czytał sam Autor, bo Biały Kruk umie czytać książki uszami, bo może i ja nauczę się tej formy kontaktu ze słowem.

Trzeci Dzień Ojca wypadł następnego dnia po Drugim Dniu Ojca. Biały Kruk mach­nął prezencik w mgnieniu oka, ja nijak nie dałam rady nauczyć się słuchać aka­pi­tów. Na szczęście ibuk ukazał się z pewnym opóźnieniem względem audiobuka i papieru, ale się ukazał i był mój. I miał zaklepany szczyt stosiku książek do przeczytania na gi­gan­cie.

Główny klucz do wyboru cytatów był dość prosty: Strajk Kobiet, a cytatom niepa­su­ją­cym do klucza zwyczajnie nie dałam rady się oprzeć i muszę je tu mieć.

Powiedzmy to sobie od razu, żeby nie było niedomówień: nie jestem ani specjalistą od języka polityki, ani tym bardziej jego miłośnikiem. Język ten jednak ma pewną cechę wspólną z piosenkami disco polo, którym w dużej części poświęciłem poprzednią książkę. Otóż ani jednego, ani drugiego nie da się nie słyszeć.
     […]  Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby ten język był przyjazny, inkluzywny, otwarty na dialog. Ale nie jest. Jest za to narzędziem walki, wy­klu­cza­nia, stygmatyzacji, nietolerancji, pro­pa­gan­dy i manipulacji.

*

Najprostszym sposobem porządkowania świata jest przeciw­sta­wia­nie sobie jego elementów, czyli posługiwanie się figurą antytezy. Posłużę się nią te­raz, mówiąc o dwóch stronach. Z jednej strony bowiem przeciwstawiamy sobie noc i dzień, dobro i zło, istotę i zjawisko, obecność i nieobecność, a wresz­cie to, co męskie, i to, co żeńskie. Uważamy, że cały świat da się tak podzielić, bez reszty. Ale z drugiej strony, próbując uporządkować papiery lub pliki w komputerze, zauważamy, że musimy założyć teczkę lub stworzyć folder „varia”, gdzie mieści się to, czego prosto zaklasyfikować się nie da.
     Dlatego warto zwrócić uwagę na „niebinarność”, czyli określenie tego, co wymyka się prostemu podziałowi na binarną opozycję. Wywołuje nie­po­kój we wszystkich miłośnikach prostych porządków, podziałów bez reszty.

*

Były też […] trawestacje Kubusia Puchatka, głównie dzięki temu, że jeden z bohaterów nosi tam to samo imię, co poseł Bosak: „A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś Bosak. – Co wte­dy? – Nic wielkiego, wypierdalaj w podskokach, faszysto jebany – odparł Puchatek”.
     Przydatny okazał się też Michaił Bułhakow: hasło „Annuszka wylała olej” brzmi złowieszczo […].

*

Gdy ktoś nas bardzo zdenerwuje, to przecież mamy prawo do wy­ra­że­nia swoich emocji, prawda? Możemy wtedy skorzystać ze słów wul­gar­nych, które w języku już są (i wcale nie jest po­wie­dzia­ne, że mogą z nich korzystać wyłącznie przedstawiciele tzw. marginesu społecznego; przy okazji zauważmy, że ostatnie protesty spowodowały swoistą deme­ne­li­za­cję wulgaryzmów, bez­praw­nie zawłaszczonych przez jedną grupę społeczną).

*

Nie przeklinam, lecz zaklinam.

*

No i pozostaje pytanie, co mają krzyczeć wkurzone dziewczynki, skoro rze­ko­mo nie wypada im krzyczeć wulgaryzmów? „Wciór­ności!”? „Do dias­ka!”? Czy może: „Ładne kwiatki!”?

*

O przemocy policji wypowiedział się także pan prezydent Andrzej Duda. Stwierdził, że w czasie protestów przeciwko orzeczeniu Try­bunału Kon­sty­tu­cyj­nego zachowała się ona „naprawdę w nie­zwykle profesjonalny spo­sób”, ponieważ nikt nie zginął. Istotnie, nikt. Pa­ło­wa­nie i gazowanie były nie­zwykle delikatne, a łamane były co naj­wy­żej ręce. Stwierdzenie to miało charakter przyzwolenia na prze­moc, ale i przypominało logikę pewnej anegdoty o Stalinie, który przegonił dziewczynkę proszącą go o cukierka – a mógł zabić.

*

Kobiety ponoć częściej ulegają emocjom. Ale nie deprecjonowałbym tych emocji, nie mówiłbym, że to „tylko” emocje, nie trakto­wał­bym hasła „Wypierdalać!” jako językowego brudu, nie obu­rzał­bym się na jego prze­mo­co­wy charakter, nie zakazywałbym go w imię językowego savoir-vivre’u. Pamiętajmy, że od łamania za­ka­zów zaczynają się rewolucje.

*

Marta Frej napisała na Facebooku: „Byłyśmy cierpliwe, byłyśmy łagodne, byłyśmy koncyliacyjne, byłyśmy miłe, byłyśmy pokorne. A teraz… wy­pier­da­lać!”. Nawet najgrzeczniejszą i najlepiej ułożoną dziew­czyn­kę można, jak widać, doprowadzić stopniowo do furii.

*

Wulgaryzmy mają także – a może przede wszystkim – funkcję psychologiczną. Należą do tzw. ekspresywizmów, czyli sposobów ję­zy­ko­we­go wyrażania emocji. Są one w języku dlatego, że są w nas emocje, także te skrajne. Usunięcie ich z języka musia­ło­by się wiązać z usunięciem z nas emocji, a jesteśmy przecież istotami emocjonalnymi i bywamy po­sta­wie­ni lub po­sta­wio­ne w sytuacji wy­zwa­la­ją­cej w nas także te skrajne. Walka z eks­pre­sy­wi­zmami jest więc z góry skazana na porażkę.

*

Historię ma ten gest dość długą. […] Był za to dobrze znany w starożytnym Rzymie (można go znaleźć u Swe­to­niu­sza i Marcjalisa), gdzie służył nie tyl­ko do obra­że­nia interlokutora, ale też miał funkcję apo­tro­pa­iczną, czyli miał chronić przed ewentualnymi urokami rzucanymi przez ludzi o prze­ciw­nych poglądach.

*

Polski kler to zbiór zer.

Michał Rusinek, Mroczny Eros. Pypcie na języku polityki,
ilustr. Jacek Gawłowski, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Czytanie krytyczne to skłonność wykształciuchów, któ­rych prof. Waśko nie ceni: „Polacy o wy­kształ­ce­niu pod­sta­wo­wym i zawodowym okazali się sil­niej­szym ele­men­tem społecznym niż cała wielka rzesza ma­gi­strów” – pisał w 2016 roku w „Arca­nach”.

*

[…]narodowy”. […] dodawanie tego przymiotnika do wszy­stkie­go to cecha faszyzmu.

*

Fakty to fakty. Przypadek? Nie sądzę. […] Insy­nu­acja jest niestety skuteczną formą per­swazji. Logika? To coś dla wykształciuchów. A wy­kształ­ciu­chy to prze­cież tylko niewielki procent wyborców.

(tamże)

sobota, listopada 27, 2021

4453. Czytane na gigancie (I)

Wpadła mi w ręce chwilkę przed wyjazdem na gigant. Pomyślałam, że jest jak znalazł na listopadowe opadanie w ciemność.

Jest w niej masa wspaniałych fragmentów. Niestety cała reszta tak bardzo nie trzyma poziomu, że aż dziwne, że stanowi część tej samej książki. Tak czy inaczej, dla tych wspaniałych fragmentów było warto męczyć się z resztą.

Niektóre zimy nadchodzą w pełnym słońcu.

*

Czasami będziemy musieli nadać nazwy swoim osobistym zimom i słowa będą przechodziły przez gardło jak cierniste kule: ból, odrzucenie, depresja, choroba. Wstyd, klęska, rozpacz.

*

Musimy przestać wierzyć, że te okresy naszego życia są w jakiś sposób głu­pie, że są wyrazem braku odwagi, niedostatku siły woli. Musimy przestać je ignorować lub próbować się ich pozbyć. Są prawdziwe i czegoś od nas wy­ma­ga­ją. Musimy się nauczyć wychodzić zimie na spotkanie.

*

[…]  jeżeli szczęście jest umiejętnością, to jest nią także smutek. […]  jesteśmy uczeni ignorować smutek, upychać go w torbach i udawać, że go nie ma. Jako dorośli często musimy się uczyć, jak wyraźnie usłyszeć jego wołanie.

*

Przestawiliśmy się z brnięcia przez normalne życie na tworzenie nowego. Kiedy wszystko jest zniszczone, wszystko staje się także do­stęp­ne. To dar zimy: nie można się jej oprzeć. Zmiana przyjdzie jej śladem, chce­my tego czy nie. Da się z niej wyjść w innym ubraniu.

*

Odrobina pragnienia może być w rzeczywistości okrzykiem bojowym, mobilizującym do przetrwania.

*

Coś już się nieodwołalnie zmieniło.
     W tkaninie zwykłego świata są prześwity, które czasem się otwierają i wtedy wpada się przez nie gdzieś indziej. Gdzieś Indziej czas biegnie w in­nym tempie niż tu i teraz, gdzie funkcjonują wszyscy pozostali. Gdzieś In­dziej ukrywają się duchy, które ludzie w prawdziwym świecie czasem tylko dostrzegają przelotnie kątem oka.

*

Czasami trzeba zrobić parę kroków w tył
i zacząć gdzieś indziej.

*

Potrzebujemy ludzi, którzy przyznają, że nie możemy zawsze się trzymać. Że czasami wszystko pęka. W ostateczności musimy to robić dla siebie sami: odpuścić sobie, kiedy tego potrzebujemy, okazać sobie sympatię. Pozwolić sobie się odnaleźć w swoim własnym tempie.

*

Użyteczność to bezużyteczna koncepcja, jeżeli zastosować ją do ludzi.

*

Zadawałam sobie pytanie: o co chodzi w tej zimie? Pytałam siebie: jaka zmia­na nadchodzi? Natura pokazuje nam, że przetrwanie to kwe­stia prak­ty­ki. […] Nie robi tego raz, z niechęcią, zakładając, że pewnego dnia wszystko ogarnie i dalej będzie już dobrze. Zimuje cyklami, znowu i zno­wu, na wieki wieków. Zajmuje się tą pracą każdego dnia bez wyjątku. Dla roślin i zwierząt zima to część pracy. I to samo dotyczy ludzi.

*

Wszystko zajmuje właściwe sobie miejsce w odpowiedniej perspektywie.

*

Pojawiła się jeszcze jedna przestrzeń graniczna, skrzyżowanie między tym, co banalne, a tym, co magiczne. Zima wydaje się ich pełna: prze­lot­ne za­pro­sze­nia do opuszczenia codzienności.

*

My, którzy przezimowaliśmy, czegoś się nauczyliśmy.

Katherine May, Zimowanie. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak, przeł. Anna Dorota Kamińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Głosy kobiet są kwestionowane w sposób, jaki nie spo­ty­ka głosów mężczyzn. Jeżeli mówimy za cicho, je­ste­śmy traktowane jak łagodne myszki, jeżeli pod­no­si­my głos, by nas wysłuchano, jesteśmy natarczywe.

(tamże)

4452. 331/365  //  na gigancie, dzień 14.

co lubisz? kto w tobie to lubi? czy wiesz?

331/365

piątek, listopada 26, 2021

4451. Czekariat (XVIII) [wyjątkowo] słów

#1

jeśli szarpiesz i nie idzie, odpuść.
JiM

ciekawość jest tym,
co posuwa cię naprzód
.

JiM

#2

Coldplay, Higher Power.

I’m so happy that I’m alive
happy I’m alive at the same time as you
’cause you've got a higher power

#3

Czasami, gdy jestem beztroski, myślę, że przetrwanie jest ła­twe: po prostu idzie się naprzód z  tym, co się ma lub co pozo­sta­ło z tego, co się kiedyś do­sta­ło, dopóki coś się nie zmieni – lub dopóki w końcu sobie nie uświa­do­misz, że możesz się zmie­nić bez znikania, że wszyst­ko, co należy zrobić, to po­cze­kać, aż burza minie i oka­że się, że – owszem – twoje imię wciąż jest przy­wiązane do ży­wej istoty.

Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę,
przeł. Adam Pluszka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.

4450. 330/365

wrażenia. depczą mi po piętach. dodają skrzydeł.

330/365

4449. na gigancie, dzień 13.

niedziela, listopada 21, 2021

4444. W malinowym domku (II)

Malinka:
(ceniona przez Jabłoń ilustratorka 3D
książek dla dzieci i młodzieży
)

Jabłoń:
(z pewnym opóźnieniem dostrzegła,
że Mama Malinki upubliczniła cudo;
natychmiast upewniła się, że to
kotolotek)

Mama Malinki:
We własnej osobie
– kotolotka Jane.

Jabłoń:
(szybciutko wyszukała cytaty z Jane w roli głównej,
które nie zmieściły się we wcześniejszym wyborze
)


Malinka.

Czy posiadanie skrzydeł musiało oznaczać samotność? Oczy­wi­ście ptaki mają skrzydła, ale niewiele ptaków odnosiło się uprzej­mie do skrzydlatego kota. A sowy i jastrzębie były niebezpieczne.

*

     — […] Strzeżcie się mnie, gdyż jestem Jane, jestem wolna!

Ursula K. Le Guin, Kotolotki, ilustr. S.D. Schindler,
przeł. Maciejka Mazan, Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

4443. na gigancie, dzień 8.

czwartek, listopada 18, 2021

4440. 322/365  //  na gigancie, dzień 5.

wtedy — dwieście cztery wpisy temu — pierwszy raz, drugi – sto dwadzieścia wpisów temu. dziś — trzeci, trochę zdziwiony tym, co odsłonił bezliść. czekam na śnieg, choć­by małe pru­sze­nie, by zro­bić czwarte cyk.

322/365

wtorek, listopada 16, 2021

niedziela, listopada 14, 2021

4436. 318/365  //  na gigancie, dzień 1.

szarość. burość. dużo
nadziei i trochę obaw.

318/365

Nawet gdy liście opadają, zawiązki przyszło­rocz­nych są już na miejscu, czekając na wio­sen­ną eksplozję.

Katherine May, Zimowanie. Moc odpoczynku i wyciszenia, kiedy wszystko idzie nie tak, przeł. Anna Dorota Kamińska,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

4435. W drodze na gigant

4434. Czytane przed gigantem (III)

Dziesięć dni przed publikacją miałam tę książkę zakupioną, bo Dąbrowska, bo uwielbiam sposób, w jaki rozmawia z ludźmi, nie mówiąc o tym, z kim rozmawia. Trzeba było tylko poczekać do 10 listopada, by móc się nią delektować.

Trafił się po raz pierwszy jeden interlokutor, który wzbudził odrobinę niechęci i całkiem spore zdziwienie (niedoterapeutyzowany?). Podkreśliłam bardzo dużo frag­men­tów, ale tu chcę mieć pod ręką wyłącznie samo gęste, najgęstsze.

Jabłonko, na gigant! Na gigant!

Myślę, że my wiemy różne rzeczy
nawet wtedy, kiedy nie wiemy.
// Ora Dresner

*

Ludzie potrafią być bardzo dobrzy.
     Być może im jesteśmy starsi i bardziej świadomi śmierci, tym mocniej doceniamy czyjąś emocjonalną szczodrość?
// Ora Dresner

*

Od siebie mogę powiedzieć tak: jest szereg poszlak, że istnie­nie Boga jest mniej absurdalne niż Jego nieistnienie. Ale dla mnie to jest piękna tajemnica. Wierzę, że miłość jest wartością metafizyczną.
// Bogdan de Barbaro

*

Czy umiemy wątpić we własne myśli? Kwestionować je? Brzmi trochę ma­so­chi­stycznie, ale wcale takie nie jest. Tak naprawdę otwiera fantastyczne perspektywy: coś sobie myślisz, ale zarazem w to wątpisz, jesteś zmuszona do budowania wewnętrznych sporów, dialogów. Taki ruch myśli wzbogaca nas.
// Bogdan de Barbaro

*

[…] sens polega na szukaniu sensu. I w związku z tym nie mam obowiązku czym prędzej go znaleźć.
// Bogdan de Barbaro

*

W miarę upływu czasu nauczyłem się nie żałować przeszłości. Szybko zro­zu­mia­łem, że popełnione błędy, zamieszanie, a nawet cierpienie nimi spo­wo­do­wa­ne, zdarzały mi się, bo miały się zdarzyć, że dzięki nim do­wia­dy­wa­łem się czegoś ważnego o sobie, o ludziach i o życiu. […] Kryzys jest oka­zją do rozwoju, choć gdy trwa, tak się tego nie odczuwa.
// Wojciech Eichelberger

*

[J.D.] A co według ciebie jest warte w życiu starania?
[W.E.] Dowiedzieć się, kim naprawdę jesteśmy.
[J.D.] I kim ty jesteś, Wojtku?
[W.E.] Nie wiem. Bo kto miałby to wiedzieć?

*

„Akceptacja” to dla mnie absolutnie kluczowe słowo. Uświa­dom sobie zmiany, a potem przyjmij je. Nie walcz. […] Nie znam innego sposobu. Przyjęcie do wiadomości, że jest jak jest – to podstawa.
// Yona Teichman

*

[…] im poważniejszy jest problem, tym bardziej warto go zostawić, nie zaj­mo­wać się nim, tylko pisać haiku (jest taka metoda konsultacji biz­ne­so­wych – pisanie wierszy w najtrudniejszych sytuacjach). I żeby znaleźli w so­bie ra­dość, bo bez niej każdy się robi taki wyciśnięty, jak z tubki.
// Ryszard Praszkier

*

[…] trzeba być w kontakcie z tym, co się naprawdę dzieje do­okoła. I w sobie, i w drugim człowieku. I nie omijać tego, co trudne.
// Emanuel Berman

*

[…] zawsze jest jakiś dalszy ciąg. Że życie nie kończy się w momencie, kiedy coś strasznego się dzieje. Tylko najpierw trzeba przez to przejść. Nie tylko przez fakty, ale także przez uczucia, a zwłaszcza przez ból. Trzeba się z tym spotkać, a potem rozstać.
// Lidia Mieścicka

Justyna Dąbrowska, Zawsze jest ciąg dalszy. Rozmowy
z psychoterapeutami
, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Zmiany są kruche, a sprawy w toku. Nigdy nie wiemy, co będzie później.
// Emanuel Berman

*

Wierzę, że jakieś dobro tym wszystkim rządzi. I ja mu ufam.
// Ryszard Praszkier

piątek, listopada 12, 2021

4433. 316/365

     — nie jest kłopotem to, że czegoś nie możesz lub nie masz. pro­blem rodzi każdy moment, gdy nie czujesz, że masz wszyst­ko, cze­go potrzebujesz, by poradzić sobie z tym, co przyniosło ci Życie.

poprawiając delikatnie wielokolorowy, anty­listopadowy szal na mojej szyi, szepnęła mi świadomość.

316/365

czwartek, listopada 11, 2021

4432. Czytane przed gigantem (II)

Jeszcze ciepły trop, wydanej prawie miesiąc temu książki, podjęłam z ogromną przy­jemnością. Potrzebowałam czytania o sierści. Wiedziałam o tym po pierwszym akapicie tej opowieści o wspaniałym zwierzęciu.

Powoli trzeba przyśpieszać: myśleć, uzupełniać, wybierać, decydować, co na gi­gan­cie będzie potrzebne, niezbędne, wymagane. Logistyka wyjazdów to nie jest moja mocna strona. Potrzebuję się jednak zmieścić ze wszystkim, co potrzebne, nie­zbęd­ne i wymagane, w jednej walizce. Ta książka i wrażenia po niej zostają w ulu.

     – Wilki, jak się o nich myśli, są bardzo dzikie, a jak się je spotka, to już są dobre – powiedziała ośmioletnia Halszka, a mnie aż wbiło w fotel. Lepiej bym tego nie ujęła! Boimy się i wyolbrzymiamy to, czego nie zna­my. Po­zna­nie pomaga w oswojeniu.

*

Wilk, który odchodzi z rodzinnego domu, zwykle odchodzi na dobre.

*

Za pozbawienie życia wilka grozi nawet pięć lat odsiadki. Jak dotąd w Pol­sce skazano zaledwie pięć osób. Kara polegała na zapłaceniu grzy­wny, w żad­nym z wypadków nieprzekraczającej dziesięciu tysięcy złotych i wy­ro­ku pozbawienia wolności na nie więcej niż dwa lata w zawieszeniu. Wszyscy skazani byli myśliwymi. Dla porównania – we flandryjskiej części Belgii karę za zabicie wilka podniesiono niedawno z dwustu pięćdziesięciu tysięcy do pół miliona euro. To się nazywa: cenić dziką przyrodę.

*

     – Co mnie się w wilkach podoba? To, że są od wszystkiego wolne. I że są nomadami. Co prawda w obrębie swoich te­ry­to­riów, ale stale się przemieszczają.

*

     – Wilk nie jest w pełni wilkiem bez rodziny – powiedział filmowiec i fo­to­graf Sławek Wąsik.
     Przekonuję się, że to, poza wspomnianą przez Zenka Wojtasa wolnością, jest kwintesencją wilka.

*

[…] reintrodukowanie, czyli przywracanie naturze zwierząt tam, gdzie dużo wcześniej wyginęły, a częściej – zostały wybite przez ludzi – kiepsko się sprawdza. Zwykle wywołuje zbyt duży opór społeczny. Problemem jest nawet, kiedy nikt nie sprowadzi celowo „nieobecnych”, a same skądś przy­wędrują.

*

[…] to, co kiedyś usłyszałam od Sabiny Pierużek-No­wak: „Wataha to po prostu wilcza rodzina”. W dodatku taka, która świetnie funkcjonuje. […] Badacze celowo odchodzą od użycia słowa „wa­ta­ha” na rzecz określeń „grupa rodzinna” albo „rodzina”. Rzecz w tym, że „wataha” zapożyczona jest z języka łowieckiego, a do tego ma negatywne konotacje – dawniej oznaczała również uzbrojoną bandę rabusiów, opryszków.

*

Przekonała się [Kinga Stępniak], że psy są oportunistami, a przede wszyst­kim indywidualistami. Z kolei wilki współpracują – w dziczy muszą to ro­bić, że­by przetrwać – dlatego znacznie większy nacisk kładą na stworzenie więzi. Ich mowa ciała jest bardziej subtelna od psiej. Wystarczy de­li­kat­ne uniesienie wargi czy ruch jednego ucha i syn czy córka wiedzą, żeby do ro­dzi­ca nie podchodzić. Psy musiały się nauczyć bardziej wy­ra­zi­stych sy­gna­łów, żebyśmy my mogli zrozumieć ich przekaz.

*

Za plecami [Lecha] Serwotki wisi tabliczka ze słowami świętego Augustyna: „Dusza żywi się tym, z czego się cieszy”.

*

Kiedy widzę, w jakie przerażenie wpędzam uwięzione zwierzęta, mam ochotę stamtąd uciec. Kiedy już naprawdę źle czuję się ze swoim czło­wie­czeń­stwem, dostrzegam je. Uszy. Sterczą pomiędzy gałęziami w prawie identycznym kolorze. Dopóki wilczyca nie orientuje się, że została zau­wa­żo­na, i nie wykonuje ruchu, nie jestem nawet stuprocentowo pewna, że to ona. Dotąd tylko słyszałam, że właśnie tak to wygląda – wilk skądś nas ob­ser­wu­je i jeśli mamy szczęście, dostrzeżemy tylko jego sterczące uszy.

*

[…] dzikie zwierzęta dorośleją”. To z kolei w pewnym mo­men­cie wymaga oddzielenia od rodziców, pójścia własną drogą. Żeby nie tylko być dorosłym, ale i dojrzeć.

*

     – Wilk a pies to jak pies a… bo ja wiem? Wieloryb! W zestawieniu z psem nie ma żadnej relacji! Psa to sobie możesz „mieć”. Z wilkiem się nie roz­sta­wa­łem. Jak przychodzili do mnie goście, trochę odchodził, ale cały czas miał mnie na oku. To jest rodzina. Przebywa się razem non stop.

*

[…] Temple Grandin twierdzi, że zwierzęta widzą obrazy tego, co czują węchem. Nie od dziś przecież wiadomo, że psy, a tym bardziej wilki, patrzą nosem, a tam, gdzie my nic nie dostrzegamy, one „widzą” nawet całkiem odległą przeszłość. Na przykład nas przechodzących ścieżką, którą wę­dro­wa­li­śmy dwa tygodnie wcześniej. To nasuwa pytanie o ich odczuwanie czasu.

*

     – Ja się właśnie tego w lesie najbardziej boję – przyznaję. – Że mogę dostać taką kulą, bo chodzę po różnych chaszczach i po ciemku, a ludzie z bronią są wszędzie.
     – Wiesz, że zanim usłyszysz wystrzał, leżysz już na ziemi?

*

[…] przeliczanie wszystkiego na pieniądze i niepohamowane korzystanie z zasobów przyrody doprowadziło nas tu, gdzie jesteśmy, na urwisty skraj katastrofy klimatycznej.

*

Jego [Zenka Kruczyńskiego] zdaniem myśliwi sami nie wierzą, kiedy mó­wią, że dbają o dziką przyrodę. Interesują się najwyżej trzydziestoma ga­tun­ka­mi zwierząt. Tymi, do których wolno im strzelać, a przecież w Polsce jest około sześciuset gatunków kręgowców.
     – Nie są w stanie uzmysłowić sobie, że tymi pięciuset siedemdziesięcioma gatunkami nikt nie zarządza. Nie dokarmia, nie reguluje pogłowia, a w tych naturalnych procesach wszystko chodzi jak w szwajcarskim zegarku.

*

Ochrona środowiska jest jak kultura, przynajmniej w kwestii niedofinansowania.

*

Według naukowczyni strach rzadko jest pochodną bezpośredniego doświadczenia, częściej uprzedzeń, a z tym bardzo ciężko walczyć. Przecież to, że boimy się pająków, nie oznacza automatycznie, że są nie­bezpieczne.

Anna Maziuk, Instynkt. O wilkach w polskich lasach,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Niektórzy nigdy nie będą cię lubić,
ponieważ twój duch irytuje ich demony.
Denzel Washington

4431. U Białego Kruka (LXXXVII)

Ostatnie, które układali razem. Nie skończyli. Odłożyli na poźniej.

Biały Kruk odważył się je odwinąć. Pogroził im, że jak przez trzy dni nic do obrazka nie dołoży, to weźmie wszystkie te puzzle i spali. Prze­stra­szy­ły się i dały się ułożyć.

Biały Kruk:
(zdjątko przysłał i napisał)
Orzeszek byłaby dumna…


fot. Biały Kruk.

4430. Nieczekariat

Saxifraga:
(cudo, a nie zdjęcie, z historią podarowała)
[…] psina kładzie się w pobliżu wron,
wrony podlatują i dziobią ją w ogon,
a ona wtedy się zrywa i je goni.
😉

Jabłoń:
(w niemym zachwycie
— psie uszy, psi ogon i ptaki —
nie pozwoli zdjęciu czekać
)


fot. Saxifraga, fragment.