środa, kwietnia 08, 2015

(1298+3). Poświątecznik (III)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O tej książce przeczytałam dwa tygodnie przed świętami. Była tylko w papierze. Machnęłam ręką. Trudno. W wielkopiątkowy poranek coś mnie tknęło. Jest i na kundla. Na święta jak znalazł. To była doskonała książka na lany poniedziałek — prysznic patriotyczno-mentalny przez cały dzień. Ręce do ziemi od czasu do czasu, na dłuższą chwilę, niestety. Trudno uwierzyć w tak skonstruowaną czy dekonstruowaną polską rzeczywistość. Sprawdziłam, to nie działo się dwadzieścia–trzydzieści lat temu. Reportaże obejmują lata 2006–2014.

Stanąłem nago obok kas i promocji kawy. Chciałem się sprzedać. Miałem kartkę z ceną człowieka: 9,99. Przybiegła ochrona marketu. [...]
     Kultura, w którą jestem zaangażowany, powinna mieć funkcję zmiany społecznej. Jest kulturą krytyczną i zaangażowaną. Taka trochę „donkichoteria”. Ma inspirować do myślenia, dotykać.

*

     Ona: — Ja się nigdy nie zastanawiałam, czy dusza koniecznie musi mieć serce. Ale wiem, że kiedyś księża byli takim pobraniom przeciwni.
     On: — Dla mnie to oczywiste. Dusza nie musi mieć serca, nerek czy wątroby. Bo to jest dusza! Inaczej musiałaby jeść, pić, a nie je i nie pije. A jakby taka dusza była się znalazła, co lubi alkohol czy narkotyki, to co by było?

*

Ten lęk sięga jeszcze czasów okupacji, gdy Polacy najpierw ukrywali Żydów przed sąsiadami, a dopiero potem przed Niemcami. Sąsiad wiedział, kto jest Żydem, Niemiec nie.

*

A w liceum to chyba wiedziała o nas cała szkoła. I wtedy, na języku niemieckim, gdy klasa wybuchła śmiechem, w tym śmiechu właśnie nie było wrogości. Poczułem takie szczęście i ulgę.
     Albo jak wtedy gdy już byłem z Pawłem i przechodziliśmy pierwszy raz przez most w Cieszynie. Już po czeskiej stronie mogliśmy się wziąć za ręce. Wtedy też taka ulga i szczęście.

*

Bo uczynki, a nie krzyżyk na szyi, czy mycka na głowie — świadczą o człowieku i jego wartości. Krzyż jako taki nie budził i nie budzi moich emocji. Budzili je ludzie.

*

Zaakceptowałem siebie, udało mi się stworzyć szczęśliwy związek, który dał mi poczucie radości, spełniły się moje marzenia o byciu kochanym przez mężczyznę. Ten krzyż, który dźwigałem przez okres mojego dorastania, udało się zdjąć i odłożyć na bok.

Paweł Reszka, Diabeł i tabliczka czekolady,
Agora, Warszawa 2015.

poniedziałek, kwietnia 06, 2015

1300. Świątecznik

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Zapiski poświąteczne robiąc, między jednym a drugim poświątecznikiem wszedł Sadownik i zapytał, czy mam ochotę na eksperyment. No ba! Z Sadownikiem? Zawsze!

Bo my mamy świecką tradycję, ustanowioną po tym, gdy udało nam się wiele lat temu wyrwać Wielkanoc z rodzinnego kalendarza obowiązków obowiązkowych. W świąteczny poniedziałek kuchenne utensylia od nas odpoczywają. Nie gotujemy. Lodówkę otwieramy tylko śniadaniowo.

Nie było: pani zamknie oczy. Ale też nie miałam pojęcia, gdzie Sadownik mnie wiezie. Uśmiechał się tajemniczo. Postawiłam tylko jeden warunek: ma być dobre. I? I!

Łzę wzruszenia powstrzymałam, bo głupio trochę by było, wszystkie stoliki wokół nas były zajęte. Z wrażenia nie mogłam znaleźć słowa, co by dało Sadownikowi znać, dobrze jest czy źle. Bo! Bo?

Dlaczego nam Polakom tak ciężko? Bo wiadomo, położenie geopolityczne beznadziejne, rząd fatalny, fiskusy, zusy, srusy, prawda? Nooooo! A tu, proszę, Hindusi, nie będąc „u siebie”,mając za nic geo-fiskuso-polityczne okoliczności, karmią z miłością ludzi! Poprosiłam Sadownika o sfotografowanie drugiej strony menu. Można? Można!

Curry House, karmią z miłością

*

Tylko my byliśmy w tym miejscu po raz pierwszy. Na pytanie: czy smakowało? przy każdym ze stolików podobna odpowiedź: jak zawsze było pyszne.

(1298+1). Poświątecznik (II)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Mój ulubiony serwis z informacjami o ibukach ma wiele zalet. Można sobie odhaczyć ulubionych autorów, poczekać na inne ceny określonych tytułów (nie dorosłam do tej opcji), można mieć coś na oku, można też pomaszerować od razu do ulubionego działu. Reportaż. To właśnie tam szukałam. Nie znalazłam kilku tytułów, które papierem już wyszły. Poczekam. Napatoczyłam się za to na reportaż, co w czytaniu prawie w ogóle nie przypomina reportażu.

To książka, która przypomina o jedynej wspaniałej rzeczy, jaką można spotkać w Stanach Zjednoczonych — o systemie edukacji. Na takie wykłady? Zamyśliłam się. Ciekawe, kto poszedłby ze mną? Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

[...] ona wiedziała, że przetrwanie to sztuka. I właśnie tego chciała nauczyć swoich studentów.

*

     — To niesamowite, jak działa ludzki organizm — kontynuowała. — Nasze ciała troszczą się o nas przez całe życie. Troszczą się o nas, kiedy źle się czujemy i kiedy jesteśmy chorzy. Na sam koniec też to robią.

*

     — [Erik Erikson] Uważał, że rośniemy, rozwijamy się i zmieniamy przez całe życie — mówiła. — Nigdy nie zostajemy tacy sami. Każde doświadczenie kształtuje nas i zmienia.

*

Gdzieś po drodze po prostu przestała się bać — rodziców, życia, śmierci.

*

     — Dobrze jest żyć, prawda? — zwróciła się profesorka do studentów po zakończeniu sekcji, również do tych, którzy wybiegli na zewnątrz we łzach. — Czy zauważyliście, jacy jesteśmy delikatni? Nie powinniśmy uważać naszego życia za coś oczywistego.

*

Norma Bowe często mawiała, że wierzy w cud towarzyszący uwolnieniu swojej opowieści, niezależnie od tego, jak strasznej, i puszczeniu jej w świat. Powtarzała studentom, że wypowiedzenie historii na głos uwalnia inny rodzaj energii niż zapisanie jej na papierze czy wystukanie na klawiaturze komputera. Daj jej głos, a nigdy nie wiadomo, jakiego rodzaju dar otrzymasz w zamian.

*

Rzeczy, których się boisz, są albo poza twoją kontrolą, albo pozbawione znaczenia. Jedyne, nad czym masz kontrolę, to twoje działania i twoje reakcje na działania innych.

*

[...] Norma nigdy nie przeprasza za to, kim jest.

*

     — Możesz być wkurzony — wyjaśnił Jonathan — przygnębiony, odpychać ludzi od siebie, robić milion rzeczy, ale ostatecznie albo ruszysz do przodu, albo zaczniesz się cofać.

Erika, Hayasaki, Lekcje umierania. Prawdziwa historia o życiu,
PWN, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

1298. Poświątecznik (I)

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Biały Kruk woli powieści od reportaży, bo gdy w tych pierwszych dzieje się zło, to pociesza Seniora fakt, że to wszystko tylko wymyślone. Zgadało się na ten temat przy okazji nieszczęsnej powieści, którą Biały Kruk ma zamiar szturchnąć pazurem swym, a Jabłoń twierdzi, że strata czasu i humoru.

Jabłoń woli reportaż od powieści, bo gdy w tych drugich dzieje się zło, to ona wie, że w jakimś sensie wydarzyło się właśnie i bardzo smutno jej się robi, że niby co, mało na świecie zła?

***

Czasem do znajomości trzeba dojrzeć. Czasem zabiera to dużo czasu. Czasem ludzie rodzą się w różnych czasoprzestrzeniach, ale to nie znaczy, że nie może nadejść właściwy czas spotkania i zachwytu. Tak jest z Jabłonią i Mamą Muminków. Pierwsza poznaje tę ostatnią od końca. Biografią po troszeczku raczy się.

Każda sztuka wymaga biegłości, ale też radości tworzenia”. Tove Jansson przez całe życie pracowała nad sobą, jako artystka, pisarka i jako człowiek.
     „Praca i miłość” to jej ulubiona maksyma
[...] (dewiza sformułowana przez Tove głosiła: Labora et amare, a powinna raczej brzmieć Labora et ama, co znaczy pracuj i kochaj).

Boel Westin, Tove Jansson. Mama Muminków,
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012.
(wyróżnienie własne)

W Wielką Sobotę zarządziliśmy ranek poza Świętami, czyli kawa na mieście i czytanie. Gdy już rozsiadłam się wygodnie w fotelu, dotarło do mnie, że kundel został w domu. Na szczęście w plecaku był odebrany papier, co nie był łaskaw ukazać się w wersji elektronicznej. Błogosławiony druk! Miło było wrócić na chwilę do przerzucania rzeczywistych kartek, delektować się marginesami i interlinią. Bo to książką do degustacji. Subtelna. Nastroje. Uczucia. Emocje. Nadzieje. Strachy. Lachy. Międzyludzie. Nic w tej książce grubą linią nie zostało nakreślone. Przewrotna, od tytułu poczynając. To jest powieść, po której nie muszę się leczyć.

     — Proszę nie mieć mi za złe, panno Kling — kontynuowała Anna — ale w pewnym sensie urzeka mnie, że nigdy nie mówi pani tego, czego się po pani oczekuje, że — proszę wybaczyć — nie ma w tym nic z tak zwanej uprzejmości... Uprzejmość bywa niekiedy czymś w rodzaju oszustwa, prawda? Rozumiem pani, co mam na myśli?
     — Tak. Rozumiem.

*

     — Jedno sobie zapamiętaj — powiedziała na odchodne. — Pogodzenie się z czymś nie musi oznaczać, że się poddajemy.

*

     — Katri, proszę teraz posłuchać, co ja mam pani do powiedzenia. Otóż wolę być oszukiwana, niż bez przerwy kogoś podejrzewać.

*

     — Ładna linia — powiedziała.
     — To jest nadburcie — wyjaśnił Mats.
     Pokiwała głową.
     — Dobre słowo. Czy zastanawiałeś się nad urodą i rzeczowością fachowej terminologii? Nad nazwami zawodów, narzędzi, kolorów...

Tove Jansson, Uczciwa oszustka,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

piątek, kwietnia 03, 2015

1297. Niech!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wie pani, najbardziej nie znoszę, gdy ktoś mówi mi: będzie dobrze. Bo niby skąd ma tę pewność?

będzie dobrze! i pozamiatane. nie spotkają się. ktoś nie chce przyjąć do wiadomości trudnej rzeczywistości... ktoś nie chce słyszeć o doświadczeniu chorego... mentalnie zostawia go, porzuca, unicestwia jego aktualną percepcję świata i życia... nie chce o tym mówić... nie chce o tym słyszeć... zaprzecza powadze sytuacji... ucieka przed własną bezradnością, strachem... udaje... nie będzie dobrze, jest źle. i nie wolno o tym wspominać.

Wolałabym, by powiedziała: niech będzie dobrze.

tylko jedno dodatkowe słowo. i dzieje się magia. można się spotkać... nie trzeba zaprzeczać, że sytuacja jest bardzo poważna... że nie wiemy, ile czasu nam zostało... możemy, choć nie musimy, rozmawiać... jesteśmy razem i mamy nadzieję.

*

To była Wielka Lekcja w Wielki Piątek.
Dziękuję całym sercem za zaszczyt usłyszenia tych słów osobiście.

zamiast:
będzie dobrze!

powiedz:
niech będzie dobrze!

na tym blogu chyba nie było ważniejszych słów.

czwartek, kwietnia 02, 2015

1296. Maminsynek

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik i Jabłoń:
(w temacie świątecznej listy zakupów)

Jabłoń:
(wymienia, co ma w planie zrobić
i że bardziej palcem nie ruszy
)

Sadownik:
Ty miałaś „takie” w repertuarze,
czy to mamusia?

*

Ciasto. „Takie”. Postanowiono. Też będzie.

na niebiesko, bo 2 kwietnia,
Światowy Dzień Świadomości Autyzmu
.

1295. w korpo nie robię, czyżby?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

są tacy, co w korpo robią. zadowoleni. patrzysz i myślisz, no tak, albo są na wysokich stanowiskach, albo jeszcze zdrowie nie upomniało się o swoje, pustki jeszcze nie poczuli w sobie. robi się lżej. bo przecież ty w korpo nigdy w życiu. ja też nie. a może zawiść przez nas przemawia?

są tacy, co w korpo robili. wyszli o własnych siłach, z własnej lub cudzej woli. mają inny plan na swoje życie, albo cv gdzie indziej ślą. może do większej, innej korpo, bo jeszcze nie mają dość? możesz z czystym sumieniem powiedzieć: a nie mówiłam, bo przecież ty w korpo nigdy w życiu. ja też nie. a może jednak ty, ja i zawiść?

są tacy, co w korpo nigdy nie robili. nie planują. szczycą się kręgosłupem zbudowanym z właściwych wartości, co przyświecają im od zawsze. dumni siłą, co od korpo trzyma ich z daleka. ty? ja? czyżby?

*

no to co jeszcze musisz w tym życiu? posadzić drzewo a najlepiej las, wybudować dom, potomka nie jednego mieć, doktoraty, embieje, własną firmę, stajnię mieć, rentierem być — wszystko to najlepiej przed trzydziestką, jakby inaczej. co jeszcze? bo z mej mało wymagającej wyobraźni tylko tyle udało się wycisnąć. oczywiście, musisz. nie! przecież nauczyłeś się słowo „muszę” zamieniać na „chcę”, bo przecież chcesz i drzewa, i lasu, i domu i te de, prawda? zdrowe podejście przecież do życia masz. tyle, że... dotarło do mnie... w ten sposób we własnym wewnętrznym korpo robimy. nie ma człowieka co w korpo choć przez chwilę nie robił, nawet jeśli było tylko jednoosobowym miejscem pracy. w każdym razie kamieniem pierwsza nie rzucę.

*

przypomniało mi się, że zawsze na święta miałam listę rzeczy, które chciałabym zrobić, by nadgonić to i owo. w nadchodzący świąteczny dla jednych czas, dla mnie po prostu wolny, po raz pierwszy nie mam takiej listy — nie będę robić świątecznie w korpo wewnętrznym. czego i Tobie życzę, nie tylko w świąteczny czas.

przypomniało mi się, że zawsze na święta miałam listę rzeczy i uśmiecham się, bo ktoś mądrzejszy we mnie zawsze bojkotował większą jej część — jest we mnie kawałek co nigdy w żadnym korpo nie robił. za nim zamierzam podążać.

*

niebiesko, nie dlatego, że profesjonalnie.
na niebiesko, bo 2 kwietnia.

środa, kwietnia 01, 2015

1294.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ktoś z miejsca o krótkiej, soczystej nazwie do mnie wlazł. Czasem lubię odbyć drogę w odwrotnym kierunku. Zaszłam w miejsce o ciekawej nazwie: rdza.blox.pl. Z przyjemnością przeczytałam o książce, którą w czasach przedblogowych chapnęłam zębem własnym. Uśmiechnęłam się na wyobrażenie, jak Autorka bloga do Wrzenia Świata trafiła, kawy nie wypiła, ale książkę nabyła.

Odtruć się po powieści chciałam jak najszybciej, więc jeszcze przed pracą w poniedziałkowy ranek klik, klik, pyk, pyk i książkę, co ją Autorka nabyła, na moim kundlu miałam. No i nową serię, dzięki Autorce, odkryłam przy okazji.

Wczoraj skończyłam. Gnałam z czytaniem, bo byłam bardzo ciekawa „trzydzieści pięć lat później” i muszę przyznać, że poraziło mnie to nie mniej niż cała historia.

Odtrułam się po powieści. Pozostałam zamyślona z jakimś nieokreślonym bliżej przeczuciem, odczuciem, wrażeniem. Niech się kluje, nim zamieni się w działanie, czyn, fakt.

Czy uwierzą Państwo, że w 1979 roku w Polsce — w Sandomierzu — zakończył się proces o zbrodnię, której miara kryminalna, obyczajowa i prawna przerastała wszystko, co znał ówczesny świat?
     A co znał?
     Zabójstwo Kennedy’ego, porwanie i śmierć Aldo Moro oraz masakrę w Jonestown.

     [...]
     W wigilijną noc 1976 roku we wsi Połaniec w świetle reflektorów autobusu bestialsko zamordowano trzech mieszkańców wsi Zrębin. Potem nieudolnie upozorowano wypadek. Świadkami zabójstwa było co najmniej trzydzieści osób — mieszkańców wsi, którzy siedzieli w autobusie i oglądali zbrodnię przez okno. Jeszcze tej samej nocy wszyscy złożyli śluby milczenia. Sprawcom niemal udało się zataić sprawę.

Mariusz Szczygieł (red.), 100/XX. Antologia polskiego reportażu
XX wieku
, tom 2, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

***

Spytano kiedyś Halinę Bortnowską (która od lat tłumaczy nam, dlaczego wyrok śmierci jest złem), czy za zbrodnię powinna być kara. „Tak — odpowiedziała — ale kara, która jest naprawianiem. Powinno się prowadzić człowieka tak, by zrozumiał, co uczynił. Człowiek powinien być zamknięty, by nie stanowił zagrożenia, ale jednocześnie mógł coś zrobić, by pomóc innym. Nawet jeśli ktoś zrobił coś strasznego, to kara śmierci tego nie naprawi. A rzeczywista sprawiedliwość, która ludzi umacnia i pociesza, to sprawiedliwość w naprawianiu, a nie zemście.

*

     — Czy w Zrębinie ludzie chcą rozmawiać na temat sprawy?
     — Ludzie się trzęsą, bo oskarżeni mogą wyjść wolni.
     — We wsi wiedzą, że Wojda był ławnikiem?
     — Tak, Wojda miał ciągnik, liczył się jako Bóg i znawca prawa.

*

A prawdziwa prawda — pan redaktor pyta? Człowiek w strachu o prawdzie zapomni, ciała broni.

*

     — Ogarnął mnie lęk — powiada. — Swoi zaczęli mnie straszyć.
     Co to jest lęk? To jest to, co on czuje, a czego nie potrafi nazwać. Objaśni, co to są grabie albo chleb z kiełbasą — ale lęk?
     Zastanawia się: — Może lęk to to, że wszyscy się od człowieka odwracają?

*

Wojda przestał ziewać. Już kilkakrotnie usłyszał, jak biegł za Krysią w pole, jak na głowę Miecia naprowadzał fiata. Coś się zacięło w sprawnie działającym mechanizmie do zamykania ludziom gęby przed sądem.

*

Największe poruszenie na sali wywołał dialog:
     Sędzia przewodniczący: — Czy panią nie zainteresowało to, że za autobusem leży obnażona kobieta, którą oświetlają latarkami?
     Świadek: — Nie... A co mi tam...
     Sędzia: — A gdyby tam leżała krowa?
     Świadek: — A, krowa to co innego!

*

Tu zaś mamy przestępstwo zbiorowe — zabójstwo i milczenie wokół niego.

*

Pan mnie też krzywdzisz. Łuka, mówisz mi, że tyle sędziów tę sprawę przemyślało, to chyba oni się nie mylą. A ja mam już gotową odpowiedź: te sędzie to ludzie z teorią! Nie mają praktyki w poznawaniu rozumu chłopa!

*

Czas płynie.
Pytam ludzi: co to znaczy moralność?
Słyszę: a po co to komu wiedzieć?

Wiesław Łuka, Nie oświadczam się,
Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2014.

wtorek, marca 31, 2015

1293.

usłyszałam dzisiaj z rana. zamyśliłam się.

moje słabości są największą moją siłą

miałam się nie podnieść. poddać. pozostać na dnie rozpaczy.
ile razy? patrzę po latach i widzę, że podniosłam się.
zwyciężyłam. odbiłam się od dna. nie jeden raz.

upadnę, przegram, dotknę dna, wiem.
przydarzy mi się to tysiące razy, bym mogła
podnieść się i iść dalej... moją drogą.

1292. u- czy z- mysł?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

tylko jedna literka inna, a doświadczanie życia diametralnie inne, pomyślało mi się.

*

mego u-mysł-u z-mysł-y moje czasem nie kumają.
nie przepraszają za to. nie wstydzą się tego.
bezwstydnie mają moc.

u-mysł twierdzi, że sąsiadów trzeba za mega łomolenie przeprosić.
z-mysły-y zaś pasą się od niedzieli tym… i musi być głośno, cholernie głośno!

Hozier, Angel of Small Death & the Codeine Scene.

*

sama, oczywiście, bym na ten kawałek nie wpadła. wszystko przez Brr! nie cichutko, nie, nie, nie! głośno, bardzo głośno, szczególnie od 0:50. z-mysł-y moje zachwycone!

poniedziałek, marca 30, 2015

1291. Takim książkom mówię nie!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tygodnik opiniotwórczy. W dziale z kulturą recenzja. Podkusiło mnie. Nabyłam książkę. Przeniosłam na kundla. Czytałam. I niech to jasna cholera! Przeczytałam do końca, licząc na to, że może znajdę choć jeden powód, dla którego warto sięgnąć po tę książkę. Skończyłam. I pozostał mi niesmak. Pomniejszony o to, że zakończenie książki traktuję jako otwarte.

Niesmak na dnie serca. Dopełniłam go, oglądając wczoraj wieczorem razem z Sadownikiem Sponsoring Szumowskiej. I już wiedziałam, jaki smak ten niesmak ma. Książkę i film — w moim świecie — łączy samotność i klasowość. Możemy sobie śnić o lepszym życiu społecznym, ile chcemy. Jako społeczeństwo bogatego kraju chorujemy na samotność, klasowość i jeszcze większą samotność, bo w tłumie, w rodzinie, wśród bliskich. Czytać o tym nie zamierzam, zwłaszcza gdy w literkach stereotyp goni stereotyp. Bezradności, bezmyślności jest wystarczająco dużo w realnym świecie, bez stwarzania dodatkowych fikcyjnych dusz i ludzkich dramatów. Chciałoby się zmienić w tytule jedną literkę, by uzyskać ten właściwy, czyli Nieważność.

Ale, ale. Okładka przepiękna. No i rozmarzyłam się, bo chętnie spotkałabym kogoś, kogo ta książka zachwyciła.

     — Projekty — ożywiła się Zuzanna. — Więc też je macie.
— Oczywiście. Projekty, granty, rezydencje. Całe życie można spędzić na wypełnianiu wniosków. — Roześmiał się.

*

     — Po prostu lubię... słowa. Takie hobby, jak tropienie zwierząt.

*

[...] patrzyła na domy; każdy zawierał jakieś losy, aktualne, szczęśliwe i straszne.

Julia Fiedorczuk, Nieważkość,
Marginesy, Warszawa 2015.

piątek, marca 27, 2015

1289.

życie i tak cię w końcu zabije!
bez żadnej taryfy ulgowej dla
     grzecznych,
     miłych,
     dobrych,
     uczynnych
     dziewczynek
     w każdym wieku.
nim tak się stanie,
niech będzie naprawdę twoje!

1288.

wsunęła dłoń w jego dłoń.
nim zrobili wspólnie krok.

policzyła prawdopodobieństwo tego zdarzenia,
     że ona, że on,
     że tam i wtedy,
     że zaufali sobie nawzajem,
     że uwierzyli we wspólną przyszłość,
     że wciąż chce im się ją budować,
     że dziś jej dłoń w jego dłoni.
wyszło mniejsze niż na wygraną w totka.

czyli wygrywają co dnia.
pomyślała. delektując się chwilą.

*

a poza tym... zabiera mnie, wzrusza, porusza, pochłania... aż do łez:

Diana Krall, If I Take You Home Tonight,
z albumu Wallflower, 2014.

czwartek, marca 26, 2015

1287. filozoficzne (?) pytanie bez odpowiedzi

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

napadło mnie ciekawe pytanie. na które nie znam odpowiedzi. ale zadziwia mnie ogromnie. może ktoś, kto tu zagląda, zna odpowiedź.

dlaczego ludziom tak często
seks myli się z intymnością,
a intymność z seksem?

*

ciekawe, czy to już tak będzie, że Jabłoń nawet roboczych, tymczasowych odpowiedzi nie ma, a zamiast pozostaje jej tylko zadziwienie.

1286.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

jechałam rano na staż. mogłam głowy znad książki nie podnieść. mogłam. ale podniosłam. między przystankami w oknie tramwaju zobaczyłam coś fantastycznego. podjęłam decyzję, że jak będę wracać zatrzymam się i zrobię focię. zrobiłam.

zamyśliłam się. gdy już z fotografią w kieszeni siedziałam w tramwaju. w moim przypadku pierwszy krok jest bardzo często krokiem w tył...

środa, marca 25, 2015

1285. Owoce spisku rodzinnego

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

spiskowałam. za plecami Bliźniaczej Liczby. pierwszy raz. nie mogę obiecać, że ostatni. język za zębami trzymałam. dwa–trzy tygodnie? jakoś tak.

bo wszystko przez mężczyzna. całe zło na świecie! o, o, o! zagalopowałam się. choć fakt, że początek tej historii to mężczyzna — a w zasadzie Jego zachwyt.

Zalo zamówił u mnie polską wersję książki. w tajemnicy. by Bliźniaczej Liczbie niespodziankę zrobić. bo Bliźniacza Liczba muuuuusi tę książkę przeczytać. a skoro tak, to bliźniaczo ja też się poczuwam. zakupiłam dwa egzemplarze. w papierze, bo wtedy nie było jeszcze wersji elektronicznej. jedną dla Bliźniaczej Liczby, jedną dla mnie i Sadownika.

kruszyna, nie książka. piękne ilustracje ma, więc nie gniewam się, że w papierze ją mamy. gdy książka do Bliźniaczego domu dotarła, wzięłam się za nasz egzemplarz.

pierwsze trzydzieści stron trzymał mnie przy czytaniu wyłącznie Zalowy zachwyt tą książką. nie da się spamiętać wszystkich nazw własnych, nie da się wyobrazić sobie topologii miejsc. jest się niczym dziecko we mgle. pierwszej w życiu mgle. i trzeba dać się zgubić, porwać, inaczej nic z tego czytania nie będzie. a człowiek broni się, jak może. daję słowo.

po pięćdziesięciu stronach łapie się pomysł i zachwytem go się obdarza, i nie można już oderwać się. choć to kompletnie nie moje zaułki literatury, wzruszyłam się pięknie, w upragniony sposób, nie raz i połykałam stronę za stronicą, zdanie za zdaniem. delektowałam się do ostatniego słowa. to nie książka, to etiuda na uczucia, przeczucia i orkiestrę „się”.

z przyjemnością czekam teraz na wrażenia Bliźniaczej Liczby i Sadownika.

     — Czytelnicy spodziewają się pewnych rzeczy — powtórzyłem. — Ludzie przeczytają to i poczują się zawiedzeni. Opowieść nie dostarcza tego, co powinna dawać normalna literatura.
     Wtedy Vi powiedziała coś, co zapamiętałem na zawsze.
     — Pieprzyć ich — stwierdziła. — Dla nich historie pisze się cały czas. A co ze mną? Gdzie są teksty dla takich jak ja?

*

To jest dla tych wszystkich lekko poszkodowanych.

(Nate Taylor, źródło)

Zeszła ze ścieżki poprawnego biegu spraw. Najpierw doprowadzasz do porządku siebie. Potem swój dom. Następnie swój kawałek nieba...
     Cóż, wtedy nie wiedziała dokładnie co się działo potem. Miała jednak nadzieję, że po
tym świat weźmie się do roboty, jak odpowiednio złożony werk zegarka potraktowanego olejem.

*

Innym razem ta świadomość mogłaby wyrzucić ją, wirującą gniewnie, poza nawias prawdziwości. Spoconą i zakręconą ponad wszelką nadzieję. Ale nie dzisiaj. Wobec leżącej przed nią tak cudownej prawdy. Wobec wszystkiego nagle tak prostego, żeby mogła to dostrzec. Trzy rzeczy są łatwe, jeśli wiesz, o co im chodzi.

*

A kiedy jej wzrok padł na pierścień na stole, pojęła, że już tu nie należy. Miał prawo iść, dokąd mu się podoba.

*

Jednak niektórych rzeczy nie można po prostu pośpieszać. Auri wiedziała to na pewno.

Patrick Rothfuss, Muzyka milczącego świata,
(tłum. Mirosław P. Jabłoński),
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2015.
(wyróżnienie własne)

wtorek, marca 24, 2015

1284. Drzewny sen

Jabłoń:
Śnił mi się seks.

Sadownik:
Dośniłaś do końca?

*

Te słowa padły w niedzielny poranek. Do dziś zadziwia mnie i urzeka wielowymiarowość tej krótkiej wymiany zdań. Prawda. Troska. Poczucie humoru. Wszystko w tej relacji jest.

1283. Wsparcie dla Studenta

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Studenta wspiera świat. Najpierw zadzwoniła koleżanka od Łona. Miejsce na wystawę ma. I pomysł ma, by po niej zrobić proces grupowy w ramach POP-Kreacji w tym roku. I co ja na to? Co na to Sadownik? Weszliśmy w to. Klamka zapadła.

Głosem, wrażliwością, interpretacją Diany Krall obdarowała mnie Gepardzica. Nie sądzę, by przypuszczała, jak bardzo wsparła dyplom Studenta. Modelina zasłuchana w płytę nie marudziła, że już nie może, że drętwieje jej to i owo, że kiedy koniec, bo nie da już rady! Modelina w fotograficznie pożądanym bezruchu słuchała i delektowała się szczęściem.

Mam absolutnego fioła na punkcie tego wykonania...
Przemienia mnie od pierwszego taktu, słowa, pauzy.

Diana Krall, Sorry Seems to Be the Hardest Word,
z albumu Wallflower, 2014.

1282. Psychoza XXI wieku?

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Reportaż. O czymś, o czym zielonego pojęcia nie mam. O czymś, na temat czego każdy z nas jakieś zdanie ma — nawet jeśli go to nie dotyczy. Bo taki to już kraj, że zdanie trzeba mieć. A im mniej się wie, tym łatwiej trwać przy własnym osądzie, poglądzie, prawdzie jedynej.

Reportaż. Gatunek literacki, który był jednym z powodów zakupu kundla, by nie trzymać wszystkich tych książek na półkach. Trafił się. Na temat, od czasu do czasu aktualny w kraju.

Zaczęłam w niedzielę. Przeczytałam o rzeczach, które nie mieszczą mi się w głowie. Przeczytałam o rzeczach, które mieszczą się w niej dość swobodnie. Jedna z bohaterek reportażu mówi: chcemy żyć jak normalni ludzie. Tyle że dla mnie to zdanie nie jest o prawach i wolnościach, ale o histerycznym, dziecinnym tupaniu nogami.

Pozostałam po tej książce z dwoma wrażeniami. Jedno to zadziwienie, bo kto by pomyślał, że wielki, stu- dwustuletni sen o demokracji, ciepłej wodzie w każdym domu czy prawach człowieka zamieni się w koszmar o konsumpcjonizmie i „należy mi się” za wszelką cenę, nie tylko finansową. Mentalnie, szczury w klatkach a nie ludzie, pomyślałam, czytając, nie raz.

Drugie wrażenie dotyczy ogromu dylematów etycznych czy filozoficznych, które ludzkość stworzyła. Jesteśmy nieskończeni w pomysłowości, przewrotności i posługiwaniu się logiką, by uzyskać określony efekt. Dylematy są ogromne. Z wielu nie zdawałam sobie sprawy. Kamieniem nie rzucę.

*

     — Wydaje ci się, że zadajesz wszystkie pytania, które trzeba zadać, ale potem okazuje się, że nie zadałaś najważniejszych. Tych, które zada twoje dziecko.

*

Ku zaskoczeniu wszystkich sąd [w Izraelu] postanowił jednak wznowić postępowanie i wydał drugi wyrok, w którym odwrócił logikę, stwierdzając: „Rodzicielstwo jest podstawową egzystencjalną wartością zarówno dla jednostek, jak i dla społeczeństwa. Dla kontrastu, nie ma żadnej wartości w nieposiadaniu dziecka”.

*

Wyzwaniem stały się sytuacje, w których pary chcą skorzystać z zarodka obciążonego chorobą. W Wielkiej Brytanii pewna heteroseksualna, głucha para urodziła poczęte naturalnie głuche dziecko. Gdy zaczęli planować drugie, okazało się, że będą musieli skorzystać z in vitro, chcieli więc wybrać zarodki z genetyczną głuchotą. HFEA się temu sprzeciwiła, uważała, że zarodek z chorobą nie powinien być użyty. Zdaniem pary takie stanowisko oznacza, że życie głuchych jest warte mniej niż życie ludzi zdrowych.

*

Izrael jest krajem, w którym ten, kto nie ma dzieci, nie jest w pełni osobą.

*

[Sara Franklin] zwróciła uwagę na sposób, w jaki kobiety doświadczają leczenia niepłodności. Niekończące się wizyty lekarskie, badania, przygotowania, emocjonalne huśtawki sprawiają, że leczenie niejako przejmuje kontrolę nad życiem kobiety i staje się sposobem życia. Oprócz obciążenia fizycznego i psychicznego daje też złudne poczucie działania i wpływania na swoje życie. Pojawia się wewnętrzny przymus ciągłego próbowania. Pomimo porażek, które stają się nieodłączną częścią leczenia, kobiety chcą dalej próbować wszystkiego, aby móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: zrobiłam, co mogłam. To z kolei staje się pułapką, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejny raz nie przyniesie jednak sukcesu. Stąd poczucie, że dostępność medycyny reprodukcyjnej jest również w jakimś sensie przekleństwem.

*

Nie zmieniło się nic i zmieniło się wszystko. Moje uczucia zostają takie same.

*

[…] nie warto mieć tajemnic w rodzinie. Kłamstwo to trucizna. Trzeba się liczyć z tym, że w jakiś sposób, prawda wyjdzie na jaw. I co wtedy?

Karolina Domagalska, Nie przeproszę, że urodziłam. Historie
rodzin z
in vitro, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

poniedziałek, marca 23, 2015

(1277+4). Bez Muminków

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jasny gwint! Czy można napisać piękną książkę, w której fabuła nie ma większego znaczenia? W której istotą jest atmosfera i to co między słowami? To, co między dwójką ludzi, pojawia się na bardzo krótką chwilę i może pozostać zupełnie niezauważone? Można!

Można napisać. I aż chce się powiedzieć, że trzeba przeczytać. Wyjątkowo zgadzam się ze słowami Philipa Teira, który popełnił następujące słowa w przedmowie: Oto fikcja, która przestaje być fikcją, niemal po pierwszym zdaniu. Bo przecież znasz to uczucie, wrażenie...

[...] marnował podróże na tęsknoty za domem.

*

     — Rozumiesz, o czym mówię, rozumiesz, że człowieka na to nie stać, nie ma czasu, by się tak śpieszyć.

*

[...] rośliny oznaczały dla mnie odpowiedzialność na całe życie; albo mają za dużo, albo za mało wody, nigdy nie wiadomo.

*

Bar jest czymś specjalnym, prawda? Takie miejsce dla przypadku, dla wszelkich możliwości, schronienie na trudnym przejściu między tym, co się powinno, a tym co się musi.

*

Pustki nie może odzwierciedlić ktoś, kto nigdy nie znalazł się w pustce i nie obserwował jej bardzo dokładnie. To, co skazane na zatratę, jest ogromnie piękne.

*

[...] czasami ludzie przychodzą każde ze swojej strony i idą kawałek obok siebie. Wtedy wpływa się nawzajem na swoje tory.

*

Wyjazd rzadko jest tym, co zaplanowano.

*

Nie mieszał wdzięczności za to, co posiadał, z tym, czego pragnął.

*

Wiem, wiem, pamięć cofa się nocą, przedziera się przez wszystko, nie oszczędzając najmniejszego szczegółu — że nie miało się odwagi, że dokonało się złego wyboru, było się nietaktownym, nieczułym, karygodnie nieuważnym — i te katastrofy, te gafy, idiotyczne wypowiedzi nie do odwołania, o których każdy oprócz ciebie dawno zapomniał! Jakieś to niesprawiedliwe, że dopiero wieczorem człowiek otrzymuje nieskalaną pamięć, tyle że odwróconą?!

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.
(wyróżnienie własne)

sobota, marca 21, 2015

(1277+3).

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

A gdy fotografujesz? Znam twoje zdjęcia, obrazy momentów wypełnionych czułością i okrucieństwem, czymkolwiek, ale każde z nich jest w pewien sposób obrazem Ciebie; czyż nie tak jest?

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

(1277+2).

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Usiądź i popatrz na mnie. Czy ty się mnie boisz?
     — Boję się, że cię zawiodę.
     — Jedyne, czego się boisz — ciągnęła Elena — to tego, że to twoja wina. Wszystko jest przez ciebie tak długo, jak żyjesz, i dlatego nigdy nie można być przy tobie szczęśliwym. Nie chcę z tobą nigdzie jechać, dopóki nie przestaniesz myśleć, że powinnaś być gdzie indziej.

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

1278. No nie!

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

statystycznie
w Polsce
kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn.
     — i co z tego? — pomyślałam widząc na własne oczy obrazek ruchomy z życia wzięty.

komisja akredytacyjna.
trzech członków. sami faceci.
przy stole już siedzą.
herbatunię już niesie pani kilka lat temu habilitowana. za nią inna „doktórka” następną herbatunię dla kolejnego członka donosi.
     — to po to się habilitację robi? — oniemiała z wrażenia zapytałam samą siebie w duchu patrzając na obrazek ruchomy z życia wzięty.

*

po wszystkim, czyli serii pytań, odpowiedzi, mentalnych baczność, spocznij. po braku decyzji, czy członek chce być złym policjantem czy dobrym wujkiem. po wszystkim, gdy poszli gdzie indziej ciężko pracować, już nie na naszych oczach. znaczy się po. poinformowałam lepiej wykształconą, że flaki mi się przewracały, jak na to patrzyłam.

byłam jedyną osobą, którą to ruszyło. za to dowiedziałam się. (a) że przecież to normalne, że herbatunię jedni ludzie innym podają. (b) one sobie coś „załatwiały” w ten sposób. dowiedziałam się o tym z ust innych kobiet.

tylko pogratulować.

piątek, marca 20, 2015

1277.

 wpis przeniesiony 14.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

obcowanie
ze skończonością

uczy pokory,
     mądrego
     lub choćby
     mądrzejszego
bycia.

*

Jeśli będę miał sześcioro dzieci, pięcioro będzie artystami, szósty najgłupszy, może zostać dyrektorem banku, biologiem albo lekarzem.

Tove Jansson, Wiadomość,
(przeł. Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska)
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2015.

*

obcowanie
ze skończonością

uczy mnie.

nie tylko pokory.

środa, marca 18, 2015

1276.

Nie możesz zmienić siebie.
Jedyne co możesz, to poznać siebie.
Powiedział dziś Akuszer.

Uśmiechnęłam się w zachwycie, a może z ulgą, może z przekorą wobec tych, co jednak próbowali zmieniać i mieli pretensje, że materiał oporny. Uśmiechałam się od ucha do ucha. Ba, teraz też się uśmiecham. Do siebie. Do Świata. Do wszystkiego co za mną. Do tego co przede mną.

1275.

// po-superwizyjna perełka:

zapisałam równym pismem w zeszyciku w niedzielę. zgeneralizowałam.

tworzę... miejsca, relacje, chwile... co najmniej współtworzę.
tworzę... czyli decyduję o kształcie, charakterze, rysie, smaku i...
nikt inny nie robi tego za mnie, nawet jeśli myślę, że nie mam na nic wpływu.

*

miejsca... które trochę bojkotuję, trochę olewam, trochę traktuję po macoszemu. bo. przecież. dlatego że. olśniło mnie.

właśnie te miejsca... małe chwilowe ojczyzny mojej Duszy na Drodze ku Czemuś Większemu... nim je porzucę, zostawię za sobą, nim z wdzięcznością umieszczę je w czasie przeszłym... te miejsca... wolę tworzyć. uznałam.

niedziela, marca 15, 2015

1274. tu & too

Sadownik:
(kieruje samochodem)

Ann, Greg & Jabłoń:
(w roli pasażerów)

Jabłoń:
(melduje o wolnych do parkowania miejscach)
tu...
(pokazuje na prawo)
tu...
(pokazuje na lewo)
tu.

Sadownik:
(jedzie)

Greg:
Too late...

Ann, Greg, Sadownik & Jabłoń:
(spędzili razem cudowny wieczór)

wtorek, marca 10, 2015

1271. Pytania (II)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na korytarzu usłyszałam, jak pytała kolegę:
     — Gdzie się spotkaliście?

Usłyszałam inaczej. Odniosłam do historii najważniejszego w mym życiu związku:
     — Gdzie się spotkaliśmy?
Uśmiechnęłam się na odpowiedź:
     — Spotkaliśmy się w… uśmiechu, smutku, poruszeniu, zwątpieniu, szczęściu, niepewności, odlocie bezgranicznym. Nie jeden raz. Jakie spotkaliśmy? My wciąż się spotykamy. Prawdziwie. Wciąż na nowo.

1270. Pytania (I)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Czy jest pani psychologiem klinicznym?
     — Nie. Jestem psychoterapeutką.
     — Acha… — westchnął.
     — Nie jestem psychologiem. Jestem psychoterapeutką. Podobnie jak jestem doktorem, ale nie lekarzem.

Cień zdziwienia zagościł na twarzy interlokutora.

Rozmowę o pagonach chyba mamy już za sobą.

niedziela, marca 08, 2015

1269. Podano zamiast Ciała

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

(późnym popołudniem)
Jabłoń:
Potrzebuję emocji...
Pójdziesz ze mną do kina?

Sadownik:
Na co?

Jabłoń:
Na Ciało Szumowskiej.

Sadownik:
Takich emocji potrzebujesz? Dla mnie to za dużo.
Nie, nie pójdę dziś na ten film do kina, nawet z Tobą.

(za jakiś czas)

Sadownik:
Znalazłaś emocje?

Jabłoń:
Szukam.

Sadownik:
Zaraziłaś mnie.
To co obejrzymy?

Jabłoń:
Film, nie serial...

Sadownik:
To jesteśmy bliżej.

Jabłoń:
Coś, czego nie widzieliśmy jeszcze...

Sadownik:
Jesteśmy jeszcze bliżej!

(obejrzeli)

Whiplash, 2014.

Jabłoń:
Znalazłam to, czego szukałam!

*

To film o zjawisku zwanym autorytetem. Nie można go zdobyć, nie można go rozwijać, nie można go budować. Autorytetem można tylko być.

Można wybrać sobie Autorytet.
Można zostać wybranym.
Tylko i aż tyle.

To również film o tym, co w psychologii procesu nosi nazwę konfliktu z autorytetem. Fantastyczny film! Po prostu rewelka. Teraz rozumiem, dlaczego jakiś czas temu tak wielu ludzi mi o nim wspominało. Dziękuję.

czwartek, marca 05, 2015

1268. Stażystka

pierwszy dzień stażu. w mundurku pomykałam. poznając magię i moc kitla.

Jabłoń:
(opowiada o wrażeniach pierwszego dnia)

Sadownik:
Mogę zażartować?

Jabłoń:
Dawaj.

Sadownik:
Czy kupisz sobie mundur policjantki i kajdanki?

Jabłoń:
(śmieje się; doceniając, że mogą tak żartować)
Kajdanki, Kochanie. Koniecznie!

1267. Puk! Puk!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Lubię w sobie to Coś, co mądrzejsze jest ode mnie miliony, ba, tryliony razy.

Lubi mnie to Coś spotykać u zbiegu dwóch osiedlowych ścieżek. Jedna z nich, żadna kostka Bauma, lecz kwadratowe płyty chodnikowe. Druga, trylinka.

Idę wczoraj. Przy zmianie kształtów pod stopami Coś odezwało się:
     — Puk! Puk!
     — Tak?
     — Czy ty łapiesz, co się z tobą dzieje?

Gdy Coś pyta, to nie bez potrzeby. Pytanie może brzmieć trywialnie, ale znalezienie uczciwej odpowiedzi zawsze wymaga wewnętrznego zatrzymania. Odpowiedziałam:
     — Noooo, tak. Przede mną gna jeden zaplanowany na dziś „musiek”. Próbuję dotrzymać mu kroku wraz ze stadem „chcę”...
     — Ale co ty czujesz?
     — Co ja czuję? Emocje i uczucia nie dają rady dotrzymać narzuconego tempa. Tracą oddech. Wloką się wiele metrów za mną.
     — No właśnie!

Przytomnie zwolniłam. Przecież nie muszę gnać. Poczułam siebie. Odetchnęło Coś we mnie. Życie darem jest niebywałym. Moje życie ogromnym przywilejem dla mnie jest — poczułam, pomyślałam nie pierwszy raz. Brzmi fatalnie ta trywialna trywialność, ale jednocześnie jest to fakt.

Czasem wystarczy zwolnić, by dostrzec inną perspektywę.

*

Czy to się nazywa synchroniczność? Kto wie.

Też wczoraj. Osteo zapytał, a nigdy tego nie robi, jaka muzyka? Poprosiłam, by sam wybrał. No i proszę, wiedziałam, że ten kawałek jest dla mnie. Przyszedł za mną do domu i został. Łomolę.

Sara Taveres, Balancê.

balancê ye
balança ya

środa, marca 04, 2015

1266. Głos męża terapeutki

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik:
(wrócony z delegacji)
Mogę ci coś pokazać?

Jabłoń:
Dawaj.

Sadownik & Jabłoń:
(oglądają i płaczą ze śmiechu)

Kabaret PUK, Terapia małżeńska.

Sadownik:
(po obejrzeniu)
Ja chcę do takiego terapeuty!

Jabłoń:
(padła ze śmiechu)

(1261+4). Radości ciasnego umysłu

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jestem nie tylko niekulturalna i niesympatyczna, złośliwa, czy nierozumiejąca czasów, w których przyszło żyć młodym ludziom. Jestem również uparta i o wyjątkowo ciasnym rozumku. Niestety, śmiem twierdzić, że rozumek mam nieszczególnie ciaśniejszy niż średnia krajowa.

Ciasny jest jednak na tyle, że nie mam bezbrzeżnej otwartości, by odkrywać wszystkie nowe światy. Nie ma takiego urlopu, na którym postanowię rzucić się na powieści szpiegowskie, czy erotyczne powieści dla niewiast. No nie!

Prawda jest taka, że Miłoszewskiego postanowiłam ugryźć z trzech powodów. Pierwszy — robię wolne od „moich” książek, co wiadomymi ścieżkami chodzą. Drugi — słowa Autora na rozdaniu Paszportów Polityki. Trzeci — ciekawość, kryminał i przemoc domowa, ciekawe, bardzo ciekawe.

Wszystkie te trzy powody wraz z dwoma pierwszymi tomami „przygód” prokuratora Szackiego, w naturalnym sposób, doprowadziły mnie do tomu trzeciego. Starałam się zostawić sobie znaczącą jego część na lotniskowy czas, ale się nie udało. W sobotę w nocy było po wszystkim.

Podtrzymuję, że w pewnym sensie jest to książka edukacyjna, która z powodzeniem może zastąpić lekcje z przysposobienia do życia w rodzinie. Scena, gdy ofiara przychodzi do Szackiego, bezcenna i na szczęście fikcyjna.

Ta książka uświadomiła mi, że kryminały to forma baśni dla dorosłych lub doroślejszych. Czyli udając się na nieznany ląd, w sumie wylądowałam w świecie emocji, uczuć, afektów, innymi słowy, u siebie. Ciasny ten rozumek, oj ciasny.

Na koniec, zachwyciło mnie to, co innych nie zachwyca, otwarte zakończenie.

     — Ale statystyka kłamie. — Szacki uśmiechnął się delikatnie, jakby miał dobre wiadomości. — Obejmuje tylko zło ujawnione. Tak naprawdę przestępstw i krzywd jest znacznie więcej. Czasami nigdy nie wychodzą na jaw, ponieważ zbrodnie doskonałe dokonywane są codziennie. Czasami są to rzeczy zbyt drobne, żeby poszkodowani chcieli je zgłaszać. Najczęściej jednak, zło ukryte jest za podwójną kurtyną strachu i wstydu. To przemoc w rodzinie. Szkolne prześladowania. Mobbing w firmach. Gwałty. Molestowanie. Czarna liczba krzywd, których nie sposób policzyć. Was to też spotka. Jedna na pięć spośród siedzących tu dziewczyn będzie ofiarą gwałtu lub próby gwałtu. Będziecie się znęcali psychicznie nad partnerami, będziecie kraść pieniądze niedołężnym rodzicom. Dzieci będą kuliły się w łóżkach, słysząc wasze kroki na korytarzu. Wykorzystacie żonę, uznając, że to wasze prawo. Albo będziecie udawali, że krzyki bitych i gwałconych za ścianą was nie dotyczą, że nie ma co się mieszać w sprawy innych.

*

Miejsce urodzenia przestało go definiować i to było dobre.

*

W każdym razie wracałam z tego piekielnego spotkania, zajechałam na Orlen po kawę i spotkałam Agatę. Kojarzysz? Ta, która chodziła z facetem, który był później mężem Agnieszki, której wuj pracował przez chwilę z moim ojcem w Stomilu, opowiadałam ci kiedyś o tym ośrodku, gdzie złapałam kleszcza, prawda?

*

[...] podróż z żoną to tak naprawdę podróż służbowa.

*

     — Powiedz to.
     — Nie rozumiem.
     — Zamiast patrzeć na mnie wymownie, powiedz to słowami. Na pewno słyszałaś, że ludzie czasami stosują taki sposób komunikacji
.

*

     — Powtarzałam sto razy różnym osobom, powtórzę i panom: domowi oprawcy nie mają wyrzutów sumienia, gdyż w ich świecie te czyny nie są złe. Oni wykorzystują swoje święte prawo do dyscyplinowania, do wychowywania, do karania, do przywoływania do porządku. Zarządzają swoimi dwunożnymi nieruchomościami w sposób, jaki uznają za właściwy. Zazwyczaj są z tego dumni, o wyrzutach sumienia nie ma mowy, o wstydzie też nie.

*

[...] wielką naiwnością rodziców jest upieranie się, że znają swoje dzieci.

*

Kto przy zdrowych zmysłach spaliłby czarownicę mimochodem i bez promocji, tak, że większość miasta byłaby przekonana, że jakiś mały pożar wybuchł w centrum, ale chyba szybko go ugasili.

*

[...] w każdej grze można wygrać. Nawet jeśli karty są znaczone i jedna strona dyktuje reguły wedle uważania, i tak można wygrać.

*

[...] nie każda osoba, która doświadczyła przemocy jako dziecko, musi się stać ofiarą lub katem w dorosłym życiu. Ale wszyscy, którzy w dorosłym życiu zaczynają krzywdzić lub pozwalają się krzywdzić, byli ofiarami lub świadkami przemocy w dzieciństwie. Sto procent.

*

Szacki wszystko zauważał bardziej, każdy detal. Jakby chciał się nasycić, zanim pożegna się ze światem małych, śmiesznych rzeczy, których normalnie nie zauważamy, bo jesteśmy zbyt zaaferowani, zbyt poirytowani albo zbyt odkładający na później.

Zygmunt Miłoszewski, Gniew,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

1264. Soy así

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

wczoraj. w drodze do ośrodka. krople deszczu na twarzy poczułam. niebo! tak smakuje doświadczanie nieba na ziemi. deszczu na twarzy nie miałam od tygodni. gdy tylko skończyłam zamieniać w myśl swój zachwyt, poczułam ukłucia topiących się igiełek. grad malutki. a potem śnieg. nie miałam pojęcia, że jeszcze się na to załapię przed wiosną.

*

też wczoraj. Sadownik wyjechany. a ja z myślą, że jest tylko jeden chłopiec na świecie, który rozumie mój zachwyt tą piosenką. łomoliłam. a Sadownik na to telefonicznie grzmiał. niech mnie ręka boska broni przed puszczeniem mu tego utworu. no to łomolę, póki męskie Serce Przytuliska jest poza domem. uśmiecham się, bo jest jeden mały Chłopiec na świecie, który mnie w tym zachwycie rozumie doskonale.

Soy así.

1263. Zimna suka uśmiecha się we mnie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tak. Jestem zimną suką.
Obrzydliwie zasadniczą. Tak.

Tak. Potrafię zrobić piekło. Jestem
niekulturalna i niesympatyczna. Tak.

Spóźniam się na wykłady minimum dwadzieścia minut. Nie.
Można o mnie powiedzieć wszystko, ale nie to, że się spóźniam.

W myśl unijnych przepisów studenci co semestr wypełniają ankietę oceniającą prowadzących zajęcia. W każdym semestrze studenci potrafią mnie zaskoczyć swoją diagnozą. Gołym okiem widać, że to „osoba prawdopodobnie z problemami natury psychicznej, należałoby skierować na badania”. Miał nosa człowiek, bo jak usłyszałam w grudniu — w zupełnie innych okolicznościach — normalni ludzie nie zostają terapeutami. Normalni, czyli jacy? Normalni, a ktoś chce taki być?

W każdym razie przy okazji pierwszego wykładu poinformowałam studentów, o tym co następuje.

Tak. Jestem zimną suką.
Obrzydliwie zasadniczą. Tak.

Tak. Potrafię zrobić piekło. Jestem
niekulturalna i niesympatyczna. Tak.

Spóźniam się na wykłady minimum dwadzieścia minut. No cóż, na to bym nawet nie próbowała liczyć.

Poinformowałam. Niech trawią do za tydzień, jaka suka im się trafiła. Swoje jednak wiem. Kilka lub kilkanaście osób z tego rocznika to fajne ludzie — będzie się z nimi wspaniale pracowało.

Zimna suka. Fantastyczna figura!

sobota, lutego 28, 2015

(1260+2). Bliźniaczy czas

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj z Bliźniaczym Małżeństwem wznieśliśmy toast za terapeutki i przyszłe terapeutki. Świętowaliśmy nasz wspólny czas i nasze plany na najbliższą przyszłość. Przywilejem ogromnym było móc siedzieć razem przy jednym stole.

*

(rodzinna kulturowo-gienderowo-seksistowsko-szowinistyczna potyczka,
argumenty padły, jeszcze parę minut podkręcania,
a wystarczyłoby podłożyć zapałkę i pożar gotowy
)

Zalo:
(śmiertelnie poważnie)
You should go shopping with her!

Sadownik:
Why?

Zalo:
Because you married her twin sister.

Bliźniacze Małżeństwa:
(ryknęły śmiechem)

Bliźniacza Liczba & Sadownik:
(poszli na zakupy)

piątek, lutego 27, 2015

1261. Na urlopie... Szacki!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kundel zdaje egzamin. Nie mogę sobie wyobrazić życia bez. Pierwsze wolne z nim pod ręką — ambitnie postanowiłam poczytać gatunek, którego na co dzień nie czytam — urlop to urlop, czyli okazja, by poznać nieznane. W cenie jednego papierowego tomu, po dorzuceniu kilku złotych, nabyłam wszystkie trzy tomy w wersji elektronicznej.

Niech mnie kule! Jak dobrze, że Autor pisze jedną książkę na kilka lat. Wciągają. Nie można się oderwać. Człowiek nie miałby czasu na nic innego. Jestem w trakcie trzeciego tomu. W nocy przy jednym z opisów odpadłam! Makabra, ale i polska rzeczywistość, choć pewnie trochę przerysowana. Trzeci tom można potraktować nie tylko jako kryminał, ale jako książkę edukacyjną — przemoc w rodzinie to nie katolicka fatamorgana czy gienderowa klątwa. O trzecim tomie jeszcze będzie, a pierwsze dwa też są niczego sobie.

     — Wolałbym rozmawiać o faktach, nie o uczuciach.
     — To zawsze jest prostsze. Co jeszcze chciałby pan wiedzieć?
     — Chciałbym wiedzieć, co się wydarzyło w sobotni wieczór.
[…]
     — W takim razie musimy rozmawiać o uczuciach.
     — Jakoś to zniosę.

*

Szacki już miał na końcu języka, że pacjentów w szpitalach psychiatrycznych powinno się indywidualnie leczyć, a nie grupowo przechowywać […].

*

     — Jeśli chodzi o to, kto jest w systemie dobry, a kto zły: prawie zawsze jest odwrotnie. Proszę o tym pamiętać.

*

Szacki mnożył w myślach trzycyfrowe liczby, aby zabić pojawiające się w jego wyobraźni sceny gwałtu. Zbrodni, która — jego zdaniem — powinna być karana na równi z zabójstwem. Gwałt był zabójstwem, nawet jeśli zwłoki chodziły potem przez wiele lat po ulicach.

*

Czy w takiej chwili coś się czuje? Czy długo jeszcze zachowuje się świadomość? Lekarze mówią: umarł natychmiast. Ale kto to tak naprawdę może wiedzieć?

*

     — Bardzo śmieszne. Zastanawiam się, jak to możliwe, że dzieci mogą być tak niepodobne do swoich rodziców.
     — Może dlatego, że najpierw są sobą, a dopiero potem czyimiś dziećmi?

Zygmunt Miłoszewski, Uwikłanie,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2007.
(wyróżnienie własne)

Gówno pan wie o moich emocjach.
— Błogosławiona to niewiedza.

*

[…] efekciarstwo nie robiło na nim wrażenia, co najwyżej wywoływało żal, że są osoby zdolne włożyć tyle czasu i wysiłku w sprawy nieistotne.

*

[…] negatywna identyfikacja to ślepa uliczka. Że człowiek powinien określać siebie przez dobre emocje, przez to, co lubi, co go uszczęśliwia, sprawia mu radość. Że budowanie tożsamości na tym, co go drażni i wkurwia, to wstęp na równię pochyłą zgorzknienia, po której zjeżdża się coraz szybciej, aby na końcu stać się ziejącym nienawiścią frustratem.

*

     — […] Czy po zmartwychwstaniu ma się trzustkę?
     — Jak się umarło w wieku trzydziestu trzech lat, to nie, dopiero po pięćdziesiątce dowiadujesz się, że masz jakieś narządy?

*

Nienawidził głupoty, którą uważał za jedyna naprawdę szkodliwą cechę, gorszą od nienawiści.

*

     — […] Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.
     — Talmud?
     — Nie, Szymborska. Mądrość dobrze jest czerpać z różnych źródeł.
[…] nigdy nie wiemy, ile w nas dobra.

*

Rabin uśmiechnął się niespodziewanie. — Na marginesie: uwielbiam tę waszą cechę, to poruszanie się po skrajnościach, euforia albo czarna depresja, wielka miłość albo ślepa wściekłość. U Polaków nigdy normalnie. Szlag mnie czasami od tego trafia, ale i tak to lubię, nauczyłem się traktować uzależnienie od polskiego charakteru jako nieszkodliwy nałóg.

*

     — […] Wystarczy mi, że jestem rozwódką, nie mam ochoty na bycie wdową. Jak to brzmi? Jakbym miała sześćdziesiątkę.
     — Nie możesz być chyba wdową, skoro jesteś rozwódką.
     — Nie będziesz mi mówił, kim mogę być, a kim nie, te mroczne czasy na szczęście się skończyły.

*

Tuż obok niego przy ogrodzeniu tarasu siedziała para tubylców zakochanych w sobie jak nastolatkowie, choć musieli mieć dobrze po pięćdziesiątce. […] Wielu dekad pielęgnowania miłości i czułości potrzeba, żeby stać się taka parą.

Zygmunt Miłoszewski, Ziarno prawdy,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 26, 2015

1260. Puzzle

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

puzzel #1
Pierwszego dnia poza domem, między samolotem a pociągiem, na kawie.

(podchodzi tubylczy „żebrak”
i w tubylczym języku nadaje
)

Sadownik:
(spokojnie, bez jakichkolwiek pozawerbalnych wtrąceń)
Mów do mnie po polsku.

Pan:
Nie ma sprawy, jestem z Polski.

Sadownik:
(ryknął śmiechem, wspomógł rodaka)


puzzel #2
Może drugiego lub trzeciego dnia naszego pobytu na obczyźnie. Choć historia zaczyna się dużo dużo wcześniej.

Jakiś czas temu Brr podesłał mi link do piosenki, mówiąc: najpierw posłuchaj, a dopiero potem obejrzyj. Przyzwyczajona do preferencji Brr, jeśli chodzi o barwę głosu, odłożyłam to na kolejny dzień. Gdy nastał, jakoś dziwnie poczułam potrzebę subordynacji słowom „najpierw posłuchaj”. Posłuchałam raz i drugi, i trzeci, i piąty. Doskonałe, pomyślałam. Fantastyczny tembr głosu. Obejrzałam obrazek. I padłam. Umieszczenie tego obrazka na blogu byłoby dla mnie jawnym poparciem patriotycznej homofobii. Trudno, pomyślałam, muszę zapamiętać tytuł, a nie sobie niezapominajkę na blogu robić.

No i przyszedł dzień, gdy Bliźniacza Liczba pokazała mi… taniec. No i proszę, dwa w jednym, jak znalazł.

Hozier, Take Me to Church, tańczy Sergei Polunin.


puzzel #3
Dwa dni temu. Tak! Tutaj kapusta ozdabia skwery!


puzzel #4
Dwa dni temu wieczorem pokochaliśmy frazę:

I speak Polish.
what’s your
super power?


puzzel #5
Wczoraj. Te psy na zdjęciu musiałam mieć. Dopiero teraz mnie tknęło, dlaczego te psy muszą być spięte łańcuchem? Przecież nigdzie nie ucieknie żaden z nich...


puzzel #6
Też wczoraj. Chciałabym, aby w moim kraju były również tak piękne:


puzzel #7
Dziś. Zdanie, które spowodowało, że postanowiłam wszystkie puzzle zebrać i zostawić tutaj, by zachować od zapomnienia.

Bliźniacza Liczba:
(po rozmowie telefonicznej z Mężem)
Mamy na jutro kangura!

Jabłoń:
(musiała dopytać, o co chodzi)

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

wtorek, lutego 24, 2015

(1258+1). znalezione pod stopami

też w sobotę...

1258. Życie to jednak bajka

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

w sobotę...

*

nad ranem. uczucia znajdują swoje najwłaściwsze miejsca w ciele. rozum jeszcze dosypia. na krawędzi nocy i dnia. właśnie w takich chwilach zwykle odkrywam oczywistą oczywistość. brakujący puzel wskakuje na właściwe miejsce. w niedzielę nad ranem poczułam, że życie jest idiotycznie proste. jest o sile i słabości. o umiejętności decydowania i wcielania w życie. o umiejętności odpuszczania. o umiejętności doceniania i siły, i słabości. przypomniałam sobie ten stan dziś rano, gdy gołą stopę postawiłam na ziemi… każdy z nas ma ograniczenia. to prawda. ale każdy z nas właśnie dziś, właśnie teraz może zrobić coś malutkiego a jednocześnie ważnego.

są rzeczy, których chcę się nauczyć. są rzeczy, które chcę jeszcze zrobić. są miejsca, w których chcę być. są ludzie, z którymi chcę spędzić nie jedną chwilę. pomyślałam, stawiając gołą stopę na posadzce. każde z tych „chceń” wymaga decyzji.

*

w sobotę...

piątek, lutego 20, 2015

(1252+5). perfecto

randkowaliśmy.
ta ściana mnie zatrzymała.

1256. Jestem z pokolenia X, mogło być gorzej, dużo gorzej

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tę książkę podsunął mi do czytania Biały Kruk. Przeczytałam z zapartym tchem. Dotarło do mnie, że w nowym semestrze nie pójdę do ludzi, którzy są ode mnie około 20–22 lata młodsi. Pójdę do ludzi, którzy nie są z pokolenia X czy Y. Pójdę do ludzi, którzy cierpią na demencję cyfrową od wielu, wielu już lat. Teraz dopiero rozumiem wiele z zachowań moich studentów, których pojąć dotąd nie byłam w stanie.

Tę książkę można czytać na opak i traktować jako najprostszą z możliwych instrukcję wyhodowania debila, idioty, idealnego konsumenta. Półproduktem może być kilkumiesięczne dziecko, przedszkolak, uczeń. Dla każdego hodowcy — kiedyś powiedzielibyśmy rodzica/opiekuna — do wyboru, do koloru. Fantazja zupełnie niepotrzebna.

Z wszelkich dostępnych dziś rozpoznań naukowych wynika, że komputer jest potrzebny do nauczania tak samo jak rower do nauki pływania albo aparat rentgenowski do przymierzania butów.

*

Na strukturę mózgu wpływ ma nie tylko to, czemu poświęcamy dużo czasu, lecz także to, czego nie robimy.

*

[…] dzięki używaniu mózgu zachodzą w nim permanentne zmiany. Percepcja, myślenie, przeżywanie, odczuwanie i działanie — wszystkie te procesy pozostawiają w mózgu tzw. ślady pamięciowe (engramy).

*

[…] mózg uczy się bez przerwy (nie jest on w stanie nie uczyć się).

*

[słowa Marka Aureliusza] dzisiejsi neurobiolodzy uważają za oczywistość: „Dusza z czasem przybiera kolor twoich myśli”.

*

Wyniki badań współczesnej neurobiologii potwierdzają, że najlepszy trening dla mózgu to trening fizyczny.

*

Podczas uczenia się zachodzą zmiany w synapsach, czyli w połączeniach między poszczególnymi komórkami nerwowymi, w wyniku czego zwiększa się sprawność mózgu. Jednocześnie w hipokampie, odpowiedzialnym za zapamiętywanie nowych informacji, powstają nowe komórki, które utrzymują się przy życiu tylko dzięki intensywnej pracy umysłowej. […] nasz potencjał intelektualny zależy od tego, ile pracy umysłowej wykonujemy.

*

Jeśli podczas obserwacji danego zjawiska zwracamy szczególną uwagę na kolory, aktywujemy w mózgu ośrodek kolorów i widzimy je w związku z tym wyraźniej. Podobnie jest z ruchem: kiedy koncentrujemy się na ruchach obserwowanego obiektu, zauważamy je prędzej i dokładniej. Zasada ta dotyczy wszystkich zmysłów; kiedy rejestrujemy coś wyjątkowo uważnie — mówimy wtedy o tzw. uwadze selektywnej — pobudzamy odpowiednie obszary mózgu, które funkcjonują wtedy znacznie lepiej, a wyniki ich pracy są precyzyjniejsze.

*

Nauczanie jest rozniecaniem ognia, a nie napełnianiem pustych beczek.

*

Do nauki chodzenia i mówienia nie trzeba nikogo motywować i osobiście nie znam żadnego małego dziecka, które po kilku tygodniach niepowodzeń i z poobijaną pupą „powiedziałoby” do siebie: „mam dosyć tego chodzenia”. Podobnie jest z rozmowami — są one czymś tak ciekawym, że żaden trzy- lub czterolatek nie wpadłby nigdy na pomysł, by z nich zrezygnować.

Manfred Spitzer, Cyfrowa demencja. W jaki sposób pozbawiamy
rozumu siebie i swoje dzieci
, (tłum. Andrzej Lipiński),
Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 19, 2015

(1252+3).

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

to miejsce. nasz rytuał. my jako para. i znów myśl, że mamy niebywały przywilej. i łza w oku. i Sadownik, który niezmiennie mówi: nie płacz. a Drzewko i tak się wzrusza.

to miejsce. w nim sporo myśli na temat poziomu polowego postrzegania świata. pole, które właśnie tak a nie inaczej organizuje to miejsce: gwar ludzkich rozmów w innym języku, inna mimika twarzy, inna ekspresja, inna energia. zupełnie inny świat tylko kilka tysięcy kilometrów od Przytuliska. magia. czysta magia!

(1252+2). colores

(1252+1).

od poniedziałku niezmiennie myślę o przywilejach. swoich i Sadownika.

o przywileju, jakim jest życie. życie dorosłej osoby. osoby, która kocha. kocha i jest kochana.

o przywileju, jakim jest życie. życie dorosłej osoby. osoby, która kocha. kocha swoją pracę. pracę, którą może bez lęku zostawić na dwa tygodnie.