sobota, marca 23, 2019

3230. konfiturka różana ze słońca

przeszłość, pamięć i słońce
w jednym miejscu. wypatrzyłam.

tu i teraz w przepiękny dzień.

3229. U Orzeszka i Białego Kruka (LVI)

Biały Kruk:
(wczoraj późnym wieczorem napisał i zdjątko załączył)
Kwitnie
dereniówka.


fot. Biały Kruk.

3228. Literki odnotować (II)

gazeta, a dzięki niej sześćdziesiąt dni wokół bloga. Wczoraj… dwudziesty czwarty dzień.

Wskutek powyższego czytanie tylko rano do kawy. Czasu, by zająknąć się na temat książek, wybrać cudne cytaty, brak. Ale wczoraj z Georginią i Kaan o tej książce rozmawiałyśmy, a to oznacza, że jest czas najwyższy, by wspomnieć w końcu, choć wydawało mi się, że zrobię to dokładnie tydzień temu.

Nie wzięłabym jej do ręki, gdyby nie cytat:

Gdy szli przez plac, na drodze Stelli stanęło stado dziobiących ziemię gołębi.
     – Hej, maleńki – powiedziała do ptaka, który oddalił się od centrum kotłowaniny.
Wszystkie gołębie poderwały się do lotu w eksplozji piór i pierza.
     — Czemu to robią?
     — Co?
     — Działają jednocześnie. Jeśli jeden odlatuje, odlatują wszystkie.
     — Pewnie są katolikami.

Gdy czytałam tę książkę, zwierzchnicy polskiego kościoła katolickiego zrobili swoim wiernym test na inteligencję, a w zasadzie na debila. Moją niewierną reakcję na ten poniżający bełkot mogłabym podsumować tak: KEP, puknij się w łeb! W tych okolicznościach poniższe trzy cytaty czytało się pysznie:

[…] Gerry rzucił, że gdyby dusze — w które nie wierzył — istniały, dusza Stelli musiałaby być ostra jak żyletka. Winą za to obarczył Kościół katolicki, który rzekomo uczynił z niej osobę nieustępliwą, ograniczoną i zdolną do dokonywania ogromnych zniszczeń w imię przestrzegania reguł i przepisów. Stella absolutnie się nie zgodziła. Powiedziała Gerry’emu, że wszystko, co w niej dobre, zawdzięcza właśnie religii. Kościół wpoił jej poczucie słuszności, sprawiedliwości i równości.

*

Katolicyzm był dla niej źródłem duchowych komórek macierzystych. Mogły zmienić się we wszystko, czego potrzebowała akurat jej dusza. Oferowały pomoc w radzeniu sobie z trudnościami, takimi jak to, że duchowieństwo stało się wylęgarnią potworów, prawicowych despotów i dewiantów seksualnych. Był przecież taki czas, gdy zdawało się, że w zorganizowanych instytucjach dziećmi opiekują się wyłącznie pedofile w koloratkach. A ich szefowie, ci w grubszych koloratkach, zamiatali wszystko pod dywan, by ratować twarz Matki Kościoła. Stella zawsze uważała zaś Kościół za wspaniałą, dobrą organizację.

*

Jak możemy zmienić świat na lepsze? Trzeba podejmować choćby i najdrobniejsze wysiłki. Mimo to, co Kościół myśli o kobietach.
       — Znałam kiedyś wspaniałą zakonnicę, która mówiła, że na ostatni sobór watykański przybyli jedynie biskupi, ale przewidywała, że na następny przyjadą już z żonami. A na jeszcze kolejny z mężami. — Stella zaczęła się śmiać. Kathleen rozsiadła się wygodniej i zaklaskała w dłonie. — Mamy więc na co czekać.

 
Ale są w tej opowieści również smaczki, cytaty, których wartość nie zależy od okoliczności:

Gdy byli w Warszawie, Stella zastanawiała się na głos, skąd tu tyle parków. Usłyszała w odpowiedzi, że powinna zapytać Niemców.

*

[…] architektura to sztuka dostarczania klientowi usług (gazu, wody i elektryczności) w sposób tak elegancki, jak to tylko możliwe. Nic mniej, nic więcej. Nie szkodziło oczywiście, jeśli umiałeś przy okazji narysować linię prostą bez linijki i zadbać, by dana konstrukcja się nie zawaliła. Architekci ratowali życie – wznosili budynki, które nikogo nie zabijały. […] Doktor Rice był wspaniałym nauczycielem. Twierdził, że chce, by jego uczniowie mieli dość pewności siebie, by tworzyć, a jednocześnie dość wiedzy, by w siebie wątpić.

*

Trudno było nie zachwycić się bezczelnością małych dzieci — wbijały wzrok w kogo chciały, nieświadome zasad uprzejmości i taktu.

*

     — Zrobisz sobie krzywdę.
     – Akurat cię to obchodzi.
     – Słucham?
     – Słyszałaś.
     Stella wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę.
     
[…]
     — Szkoda, że się nie widzisz. Kiedyś byłeś dobry i wrażliwy. Co się stało? Został z ciebie jedynie apetyt
.

*

     — Kropelka na dnie? — spytała. — Odkąd to dno ciągnie się do połowy butelki?
     — Szperasz mi po bagażach?
     — Daj spokój, Gerry.
     — W hotelu byłem bardzo wstrzemięźliwy. Powinnaś być ze mnie dumna
.

*

Biel goździków nie była brakiem koloru; tym, co pozostaje, gdy się kolor usunie. Była intensywna, wyrazista i nieskazitelna. Lśniąca biel – odbijająca światło.

*

Krótki wiersz* zaczynał się od pytania: „Czy życie dało ci, czego chciałeś, mimo wszystko?”. Kiwnięcie głową, tak. A co konkretnie? „Mogłem powiedzieć, że jestem kochany. Czuć się kochany na tej ziemi”.

*

     — Lepiej czy gorzej?
     – Znacznie gorzej – odparła Stella. – Co masz na myśli?
     – Optyczka zawsze zadaje to pytanie.
     – Jakie?
     – Lepiej czy gorzej? Kiedy dobiera soczewki.
     – Lepiej, skoro wiem już, o co chodzi. Ale wczoraj w nocy było gorzej
.

Bernard MacLaverty, Przed końcem zimy,
przeł. Jarek Westermark, Agora, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

_____________________
*    And did you get what
    you wanted from this life, even so?
    I did.
    And what did you want?
    To call myself beloved, to feel myself
    beloved on the earth
.
    // Raymond Carver, Late Fragment, 1988.

piątek, marca 22, 2019

3227. O przyjaźni

walczy z demonami. staje naprzeciwko trudności. pokonuje przeciwności losu. i… jest w ciężkim błędzie, gdy myśli, że robi to samotnie.

*

kłamstwo ma krótkie nogi — „sie wie”. Kwartecik ryczał wielokanałowo ze śmiechu, że milczenie ma jeszcze krótsze odnóża.

Jabłoń:
(już z ula uprzedziła)
uprzejmie informuję, że mają Panie
właściwości leczące, których
już nigdy nie zawaham się użyć. ❤ ❤

środa, marca 20, 2019

3226. Ślad Ich Czasu w ulu

Pani Koliber w ulu przez Nich. Od wczoraj
również ten Pan Serce zamieszkał z nami. Moim
jedynym zadaniem było znaleźć Jego miejsce.

Znalazłam.

wtorek, marca 19, 2019

3225. Lek

do łez wzruszenia i wdzięczności doprowadzona, natychmiast poprosiłam o jeżyka w liściach. dostałam. teraz i słowa, i kreskę przykładam na bliznę po wielkiej niemocy.

Jak ja mam się do Ciebie dobrać, skoro zakopujesz się pod liście jak jeż? Jak Ci pomóc, jak znikasz? Nie ma w tych pytaniach pretensji, nie oczekuję też odpowiedzi… […] miej świadomość, że jak siedzisz na ławce w parku i zauważysz kwitnący nieśmiało kwiatek albo wlepkę w autobusie, albo promyk w oknie w pracy, to wszystko mogą być dobre myśli dla Ciebie 🙂 Osobiście znam jeszcze kilka producentek takich, dedykowanych Tobie, ciepłych myśli. Więc kiedy się tak zakopujesz pod stertą liści, zdaj sobie sprawę, że nie wszystkie z nich to zwyczajne liście.

(wyróżnienie własne)
 

dziękuję, dziękuję, dziękuję…
 

ilustr. Kaan.

3224. O sierści

Bliźniacza Liczba:
(przysłała cudo, na które napatoczyła się na efce)

— Dziecko nie chce jeść mięsa. Czym je zastąpić?
— Psem. Wszystkie psy lubią mięso.

 

Jabłoń:
(wysłała powyższe cudo Sadownikowi)

Pan Ciasteczko:
(dziś rano skomentował)
Labrador ze wszystkich psów lubi najbardziej!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

poniedziałek, marca 18, 2019

3223. Urobek zeszłotygodniowy

nim przyszedł Pan Vojta, rozmawiałyśmy z Dżo o odkryciach ostatnich dni.

jeśli chcesz chodzić,
     musisz chodzić.

jeśli chcesz być process workerem,
     musisz procesować to, co przynosi życie.

jeśli chcesz… a chcesz?

a teraz Pan, Pani, ona, on, Ty:
jeśli chcesz _________*,
     musisz _________*.

_____
* wpisz TO, o robieniu czego marzysz — tylko Ty wiesz, co TO jest; w końcu to Twoje „najtwojsze” Życie.

niedziela, marca 17, 2019

3222.

usunięty [11.04.2019]. niechcący, ale skutecznie.

3221. Literki odnotować (I)

gazeta ubrała mnie w sześćdziesiąt dni wokół bloga, tzn. jeśli nie chcę stracić wpisów, muszę je sobie przenieść. No to przenoszę… dziewiętnasty dzień.

Gdy półtora tygodnia temu „wyrwałam” się do tam, z przyjemnością wzięłam tylko zeszyt, pióro i książkę w „papierzu”. Delektowałam się i w końcu zrozumiałam, dlaczego lubię te dla dzieci — pozwalają mi włóczyć się po świecie zamyśleń i zaczuć”. Tak też było z tą książką, którą w tam łyknęłam.

     To właśnie dziś zrobię — zdecydował. — Wybiorę się na wycieczkę brzegiem rzeki.
     Naturalnie robił to już wiele razy, ale wciąż było coś nowego do odkrycia
.

*

Kuba poczuł, że coś przyciąga go w ich [eukaliptusów] stronę. Czy za leśną ścianą czaiła się jakaś tajemnica, którą mógłby odkryć, gdyby miał na tyle odwagi?

*

     W którą stronę? — zastanawiał się.
     Jedna ze znanych mu dróg prowadziła w głąb doliny. Druga biegła w kierunku wybrzeża. Nie miał powodu, by zdecydować się na którąś z nich, więc zamknął oczy i wykonał obrót na jednej nodze. Gdy otworzy oczy, skieruje się tam, gdzie padnie jego wzrok. Otworzył oczy.
     Już wiem!

*

     — Przygody! — powtórzył Stary Wombat. — A jakież to przygody?
     — Różne — odparła zdecydowanie Kanga. — No wiesz. Przygody. Po prostu życie
!

*

Gdybym ja był tobą, a ty mną… – mruczał dalej, głośno sapiąc. — To dopiero zabawna myśl! Gdybyś ty była mną, a ja

*

Potem, gdy usiłował to sobie przypomnieć, nie potrafił określić, jak długo trwało to uczucie. Być może tylko chwilę, niecałą minutę, ale w sercu czuł, jakby to były całe lata, tysiące lat. Miał wrażenie, że nie ma już żadnych lat, nie ma zatrzymywania się ani ruszania w drogę, nie ma żadnego początku ani końca, żadnych wyjazdów ani powrotów.

Ursula Dubosarsky, Kuba i Kanga, ilustr. Andrew Joyner,
przeł. Maria Makuch, Wydawnictwo Znak, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

3220. W pierwszy tak ciepły wiosenny dzień

Stado:
(w parku w słońcu na ławeczce)

Sadownik:
(pokazuje na spodnie Jabłoni)
Jaki to kolor?

Jabłoń:
Rojo.

Pan Ciasteczko:
(co lekcje będzie wieczorem odrabiał)
Rosso.

czwartek, marca 14, 2019

3219. Trzymają mnie te słowa

Usłyszałam tę rozmowę wczoraj. Poruszyły mnie i zachwyciły te słowa. Wciąż ze mną są i chcę, by zostały, bo i ja zapraszam was jako świadka moich wzruszeń.

Idąc tak za Gombrowiczem: ja was zapraszam jako świadka swoich wzruszeń, a wy sobie dacie radę i wy możecie wyjść — ćwiczcie swoją wolność. To jest ważne, bo się urodziliście z tym.

*

[…] najpierw wychodzi, wychodzi […] to się trzyma kupy i nagle jest totalne tąpnięcie i od tego momentu tak naprawdę zaczyna się prawdziwa praca, dopiero po tym upadku.

*

Postanowiłam sobie bardzo dawno […] z procesu robienia filmu wezmę dla siebie wszystko […] po zakończeniu, zamknięciu filmu ja już wszystko wzięłam, co było do wzięcia.

// Jagoda Szelc w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską
(wyróżnienie własne)

fot. źródło.

wtorek, marca 12, 2019

3218. O drzewnej filozofii

Jabłoń:
To, że się z kimś spało, nie oznacza, że się go zna.

Sadownik:
Dzięki kochanie, dzięki!

Sadownik & Jabłoń:
(długo razem się śmiali)

(3215+2). Tak trzymać! (II)

À propos szczelin i odbić:

szukaj swoich. tych, którzy:
     wspierają cię.
     gotowi są ci pomóc.
     inspirują.

od reszty, w miarę możliwości, trzymaj się z daleka.

poniedziałek, marca 11, 2019

niedziela, marca 10, 2019

3215. Chore myślenie trzeba leczyć!

To ciekawe, że można się wstydzić swojej choroby. Przychodzi mi do głowy, że można się wstydzić poprosić o pomoc — tego się trzeba nauczyć, szczególnie w chorobie. Znane są mi przypadki chorych na nowotwór, których dopada wstyd, bo gdyby dbali o siebie, jedli co trzeba, nie pili alkoholu, spali ile należy, emocje okazywali, traumę przepracowali, systemowi rodzinnemu się pochylili we właściwy sposób, znaleźli siebie, zakończyli toksyczne relacje, nie stawali przeciwko swojej kobiecości/męskości, to wtedy na pewno by nie zachorowali! Oczywiście, miło by było, gdyby to było takie proste i tak pięknie wpisywało się w model przyczynowo-skutkowy.

Usiadłam i policzyłam dla tych, co cenią liczby, przyczynę, skutek i wyznają religię racjonalności. Ile osób w Polsce przenosi się na tamten świat bez choroby? Zadałam sobie to pytanie. W 2017 roku było 2838 ofiar śmiertelnych w wypadkach samochodowych oraz 557 morderstw. Załóżmy, że wszystkie te osoby w chwili śmierci były nieprzyzwoicie zdrowe, dorzućmy duży margines (np. dla zabójstw)… niech to łącznie będzie dla równego rachunku 5 000 osób. Przyjmijmy, że w Polsce żyje 36 milionów ludzi. Dzielenie, mnożenie i… trzynaście setnych promila osób trafiło przed oblicze św. Piotra, przeniosło się na łono Abrahama, rozpłynęło się w Absolucie, nie wiedząc, czym jest choroba. Oznacza to, że ludzie wyłącznie w ramach błędu statystycznego przenoszą się na tamten świat bez doświadczenia choroby.

Sadownik zaprotestował. Jego zdaniem, nie uwzględniłam tych, którzy np. na przystankach autobusowych umierają na zawał, dostają śmiertelnego udaru. Zaprotestowałam — to, że ludziom nie rzucono w twarz diagnozy, nie znaczy, że jakość ich życia nie była naznaczona zmianami chorobowymi, na dziesiąte piętro nie biegali już po schodach (na pewno).

Wobec powyższego śmiem twierdzić, że choroba nie jest karą, konsekwencją, wielopokoleniową piramidą — choroba jest immanentną częścią życia.

Nie zmienia to jednak faktu, że można się wstydzić swojej choroby. O ile w przypadku nowotworów chorzy, gdy słyszą, że sami sobie zgotowali ten los, coraz częsciej każą się ludziom pukać w czoło, o tyle w przypadku chorób autoimmunologicznych (tj. autoimmunizacyjnych) wieść gminna, dotycząca przyczyn zachorowania, trzyma się mocno. Logiczne jest, że skoro twój organizm atakuje sam siebie, to musi być z tobą coś nie tak, musi być bardzo nie tak. W końcu choroby autoimmunizacyjne to inaczej choroby „autoagresywne”, a to świadczy wyłącznie o tym, że nie radzisz sobie z agresją i złością — nie radzisz sobie tak bardzo, że rzucasz się na siebie, co „potwierdza gołym okiem” fakt, że choroby autoimmunizacyjne najczęściej nie są demokratyczne. Kobiety chorują dwu- pięcio- czy dziewięciokrotnie (w zależności od choroby) częściej niż mężczyźni — co pięknie się wkomponowuje w głupiomądre myślenie o tych chorobach — facet pieprznie ręką w stół i dużo lepiej wszyscy się mają przecież, prawda? Światli, skądinąd ludzie, poczęstowali mnie tą teorią. Poprosiłam, by puknęli się w czoło. Miło byłoby móc kontrolować życie pod każdym względem, ale wtedy, no cóż, nie byłoby życiem.

Kropla drąży skałę… i dlatego postanowiłam zajrzeć do tej książki. Myślę sobie, że warto ją przeżyć od deski do deski, nawet jeśli nie jest się ciężko lub nieuleczalnie chorym.

[…] możesz dokonać wyboru, w jaki sposób myślisz o sobie, swoich cechach i jak interpretujesz wydarzenia ze swojego życia.

*

Zwątpienia i ból są bowiem naturalne i stanowią część życia.

*

Współczucie jest działaniem w czyimś najlepiej pojętym interesie, oczekiwaniem pozytywnych rezultatów, czerpaniem przyjemności z codziennych czynności i uczeniem się na doświadczeniach.

*

Paradoksalnie, zaczniesz się doskonalić dopiero wtedy, kiedy zaakceptujesz siebie takim, jaki jesteś. Postawa akceptacji w odniesieniu do własnych błędów i słabości sprawia, że jesteś bardziej zmotywowany do robienia postępów.

*

Rozpoznanie, akceptacja, doświadczenie tego, co w danej chwili czuję, a następnie potraktowanie siebie z życzliwością zamiast tłumienia i unikania bolesnych emocji jest wspaniałym doznaniem.

*

Uważaj, co do siebie mówisz,
bo może się okazać, że tego słuchasz
.

przysłowie ludowe

Malwina Huńczak, Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia,
Wydawnictwo Samo Sedno, Warszawa 2017.
(wyróżnienie własne)

piątek, marca 08, 2019

3214. Ona

wypatrzona rano na suficie.
zapowiadała słoneczny dzień.

śmiesznie jeść jabłko bez asysty 
dwóch psich oczu. tak jest, bo zostałam 
sama. Heniutka i Sadownik wyjechani.

czwartek, marca 07, 2019

3213. Oni

Jabłoń:
Ars powiedział, że jestem maruda.

Sadownik:
Bo jesteś!

Jabłoń:
Kocham was obu!
(już wie, że w pracy nad sobą ma się czym zająć,
bo we dwóch mylić się nie mogą
)

poniedziałek, marca 04, 2019

3210. Weekendowy urobek

cztery miesiące. bez pięciu dni.
kilka rozmów. bez poczucia, że się w nich spotkaliśmy.

— czy ty nie rozumiesz? — bezsilność.

będę się przejmował tym, co mówisz, gdy stanie się faktem w naszym życiu. nie znoszę, gdy opowiadasz mi o przyszłości przez pryzmat tego, co wiesz na dziś. nie wiesz, co się wydarzy.

— oczekuj najlepszego! — nadzieja.

w końcu zrozumiałam, że Sadownik rozumie, co do niego mówię. w końcu zrozumiałam też, co On mówi do mnie. Susan Sontag byłaby z jego sposobu myślenia dumna. kupiłam to podejście: tylko najlepsze!

niedziela, marca 03, 2019

sobota, marca 02, 2019

3208. U Orzeszka i Białego Kruka (LV)

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko załączył)
No i
…poszedł w ślady poprzednika.

Misiek:
(na stole przed domem łypie
na fotografa po drugiej stronie okna
)

fot. Biały Kruk, fragment.

3207. Poranny komplet kawowy

Pan Ciasteczko:
(wrócił wczoraj)

Jabłoń:
(dumna, że tak dobrze dała sobie radę sama z piesą przez pięć dni)

Sadownik:
(z rana chce wcisnąć przycisk w ekspresie)

Jabłoń:
Ejże, choć byłeś we Włoszech, to wróciłeś z Włoch.
Jeszcze przez chwilę jesteś gościem w domu,
więc zrobię Ci podwójne espresso!

*


Heniutka:
(koło swojego Pańcia na kanapie)

Sadownik:
(przy kawce pokazuje zdjęcia z pracowniczych wypadów)
Sto siedemdziesiąt siedem schodów, każdy liczył!


Jabłoń:
No, popatrz! Nie dosyć, że ma
wyrzeźbione mięśnie, to jeszcze umie czytać!


Jabłoń:
(musi poniższe tu mieć)

wszystkie fot. Pan Ciasteczko.

Tu [blox.pl]: koniec

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wielkich ludzi poznaje się po tym, jak traktują maluczkich — brzmi aforyzm (autor wyparował mi z głowy). Parafrazując, można powiedzieć:

Wielkość firm poznaje się po tym, jak traktują ludzi.

No i wszystko jasne: gazeta wielka nie jest, plasuje się w grupie eurogazetek. Agora — kolosik na wacianych nóżkach — poinformowała we wtorek, że bardzo jej przykro, ale zamyka bloxa 29 kwietnia 2019.

Nie ma wątpliwości, że przykro jej nie jest — blox nie klika się i nie wymienia na srebrniki w założonym przez właścicieli stopniu, tylko tyle. Kolosik zapomniał, że tworzenie społeczności, społeczeństwa obywatelskiego nie spienięża się wcale — jest źródłem bogactwa, ale niekoniecznie pieniądza.

Blox to była społeczność. Każdy z nas (tych aktywnych od wielu, często dziesiątek, lat) włożył w to miejsce serce i setki tysięcy godzin, by dzielić się tym, co ma najlepsze. Wielu z nas wybrało to miejsce, by właśnie tu pisać, ponieważ mamy „totalnie lewackie”, przewrotowe poglądy: człowiek (każdy) ma prawo do bycia szczęśliwym, do życia w związku z osobą, którą wybierze na towarzysza życia, itd. Teraz wszyscy mamy zabrać to, czego nie chcemy stracić, i wynieść się stąd.

Z faktów, że „rządzący” informują o rzeczach ważnych na twitterze, a politycy obnażają swoją zaściankowość, głupotę i nieznajomość pisowni na fejskubu, nie oznacza, że mamy teraz gremialnie głupieć i doprowadzić się do stanu, w którym jesteśmy w stanie skupić się tylko na trzech linijkach tekstu, a najlepiej wychodzi nam rolowanie obrazków, klikanie łapek i serduszek. Korzystanie z mediów społecznościowych więcej niż… prostuje ludziom zwoje mózgowe. To, że „prawie wszyscy” tam się przenieśli, nie znaczy, że ja tam muszę być bardziej, niż jestem. I kto jak kto, ale Kolosik powinien wiedzieć, że podcina gałąź, na której siedzi — wtórni analfabeci nie będą kupować gazet. Ja już nie kupuję na znak osobistego wyrażenia niezgody na wpychanie ludzi w ramiona wyłącznie mediów społecznościowych.

Pod tymi słowami podpisałam się całą sobą:

kupuję papierową Gazetę od 1989...
od 2006 prowadziłem bloga na Waszej platformie i nie byłem tutaj przypadkowo, bo po prostu zawsze zgadzałem się ze światopoglądem jakim kierowała się Wyborcza ale decyzja o zamknięciu blox.pl wręcz mnie zdruzgotała, przybiła, rozwścieczyła i załamała...
a przecież można było wprowadzić opłaty czy pomyśleć o innych rozwiązaniach skoro wszystko w koncernie Agora musi być takie cholernie rentowne...
niestety nikt nie raczył pomyśleć o użytkownikach, którzy pozostawili tutaj kawał życia jak ja, bo opublikowałem prawie 4 tysiące wpisów i jakże prześmiewczo teraz brzmi hasło Gazety "NAM NIE JEST WSZYSTKO JEDNO" - owszem jest Wam wszystko jedno i macie w nosie czytelników, użytkowników i tych, którzy Wam zawsze sprzyjali więc nie pozostaje nic innego jak pożegnać Gazetę Wyborczą w wersji papierowej i elektronicznej i choć pisiurem na pewno nie zostanę to nie chcę mieć już nigdy do czynienia z Gazetą Wyborczą....
TAK SIĘ NIE ROBI !!!

Autor: m.1974 [już przeniesiony].

*

Wszystko to można było przewidzieć. Ponad dwadzieścia lat temu DF miał czterdzieści osiem stron i był wydawany na kredowym papierze. Teraz ma stron dwadzieścia na gównianym papierze i przeczytanie go ze zrozumieniem zajmuje czterdzieści minut.

Na bloxie też zmiany szły w kierunku miejsca, w którym znajdujemy się teraz. Najpierw wprowadzono warunkowo reklamę na szczycie blogu, gdy nie publikujesz wpisów od miesiąca. Potem reklama była już zawsze, minimum na jedną trzecią ekranu. Syndykat (polecane blogi) na bloxie padł jakiś rok temu. Za chwilę będzie po bloxie.

*

Ten blog tu [blox.pl] to — odrobina liczb:

  • Stąd [z blox.pl] „mam” 2 osoby i one mają mnie — przenieśliśmy kilka lat temu nasze relacje do realu. Dla mnie bezcenne, uszczęśliwiające bezgranicznie i nie umiem o tym pisać — ci Ludzie pojawiają się tu w wielu wpisach.
  • Stąd mam kilka blogów, które wciąż czytam — niektórzy ich Autorzy byli mądrzejsi i wynieśli się stąd sami z siebie jakiś czas temu.
  • 300 000 wejść.
    Blog w pierwszej dwusetce najczęściej czytanych blogów.
    Blog w pierwszej dziesiątce blogów w kategorii kobieta.
    Heniutka należała do Syndykatu od kwietnia 2011 do jego śmierci.
  • Nie ma już Sąsiada, nie ma już psa, ale jest ten wpis, a w nim Oni. Tu na bloxie odbyło się wiele cyfrowych spotkań tego typu.

Ten blog [na blox.pl] jest teraz tu:

bezdzietnaMama.blogspot.com
(wystarczy kliknąć w dowolny fragment nowego adresu)

Przenosiny potrwają (mozolnie wpis po wpisie). Trzeba się śpieszyć.

Klikalność i kasa nie uczynią świata lepszym. Nie zrobi tego również pomysł, że trzeba podążać za trendem, a trendem jest papka mediospołecznościowa. Świat zmienia wysiłek, który podejmujemy co dnia, by dbać o siebie samych, o siebie nawzajem, o nam najbliższych, ale i o zupełnie nieznanych ludzi obok (proste: uśmiech, ustąpienie miejsca), o dobro wspólne (prozaiczne: zbieranie psich kup, wrzucanie śmieci do śmietników). Nie jest prawdą, że Twoje dobro zależy tylko od Ciebie — potrzebujemy siebie nawzajem, potrzebujemy bardziej, niż myślisz. Totalnie lewackie, co?

Trzymajmy się razem. Dbajmy o relacje, nic piękniejszego, ale i trudniejszego czy równie bezcennego nie ma na świecie. Kolosik, biedactwo, zapomniał o tym. Kolosik nie ma świadomości co na platformie bloxa zbudował — ceni tylko kasę.

piątek, marca 01, 2019

czwartek, lutego 28, 2019

3204. sprawdzam!

umiem obrazić się* na rzeczywistość. umiem być jej ofiarą*. ale umiem też stanąć naprzeciwko niej i powiedzieć: sprawdzam! wtedy jestem wojowniczką.

__________
* naprawdę dobrze mi szło przez prawie cztery ostatnie miesiące (z drobnymi przerwami).

wtorek, lutego 26, 2019

3203. jasność

     — nie robię tego przeciwko tobie — powiedziała do swojej choroby. — robię to dla siebie.


ilustr. Sharon Foster, źródło.

3202. Kwartet ekstraintrowertyczek (III)

Jabłoń:
(wczoraj szorowała dno, a dziś ma się dużo lepiej, więc czyta i pisze)
A czemu Kaan usuwa tekst, nim przeczytam?

Georginia:
No właśnie, też się nad tym zastanawiam…

Kaan:
Żeby to wyjaśnić, musiałabym napisać elaborat…

Gepardzica:
Namaluj!

Kaan:
(namalowała… kwartecik też, namalowała pięknie)

Jabłoń:
(w zachwycie kupiła na pniu)

Heniutka:
Widzisz, widzisz, jaka jestem tu szczuplutka?

niedziela, lutego 24, 2019

(3193+8). U Orzeszka i Białego Kruka (LIV)

Na chwilę przed rozpoczęciem powrotu do ula zobaczyłam to dzieło kudłatego Twórcy. Musiałam je mieć w pikselu. Cyk!

Jabłoń:
(do Białego Kruka)
Ale ładny puzzel będzie!

Jednych rozczulają niemowlęce skarpetki lub buciki. Mnie za serce chwyta kudłata, młoda nieustępliwość wobec rzeczywistości. Na szczęście były to wcześniej tylko stare buty Białego Kruka.

(3147+53). Wymiary miłości (III)

Sobota. Mała Dania. Po śniadaniu. Przed kominkiem. Tylko dwie machnę, resztę zostawię na potem — będę wydzielać, by przyjemność mieć na dłużej. Nie dałam rady, odłożyłam długopis, gdy skończyłam ostatnią. Cyk, nim skończone wylądowały w ogniu.

Z przyjemnością wracam do wspomnienia pierwszej paczuszki. Lubię „dwudenność” tytułów tego i tamtego wpisu.

sobota, lutego 23, 2019

3199. —

usunięty przez przypadek lub głupotę, bezmyślne kliknięcie tu, a nie tam; co zrobić, życie. :(((((

(3198+1). dwa (właściwe) słowa (II)

Nie obśmiałabym się tak bardzo przy tym fragmencie, gdyby nie czwartek — gdy pomyślisz te słowa, to będzie sztuka, a jeśli wypowiesz? (wszystko) zależy od kontekstu?

     — Bo to o przekaz chodzi — dodaje żona ojca.
     — Sztuka polega na tym — mówi ojciec
[Marek Rycharski, ojciec Daniela Rycharskiego] i stuka się z żoną kieliszkiem — żeby zastanowić się, podrapać po głowie i pomyśleć: o, kurwa!

Mariusz Szczygieł, Strachy na dziki, DF nr 7/1321, 2019.

czwartek, lutego 21, 2019

3198. dwa (właściwe) słowa

rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. chcesz (?) zamknąć mi usta.
rozumiem cię. nie, nie rozumiesz. ja sama jeszcze nie rozumiem.

zamiast „rozumiem cię” bardziej adekwatne i na miejscu byłoby „o, kurwa!”.

3197. Nieuleczalne czytanie

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Każdy wybiera swoją drogę, ważne, żeby się nie poddać — przeczytałam — ładne! Od kilku dni włóczyłam się po pięciu książkach — każdy z pięciu różnych kawałków mnie czytał inną. Niby wróciłam już do siebie, prawie już tak, ale też jakoś nie do końca. Rzuciłam wszystkie pięć.

Dopadła mnie wczoraj w takim wróconym–niewróconym stanie ta książka, w dniu swojej premiery (nie zakładajcie konta na instagramie, nie obserwujcie ulubionych wydawnictw, jeśli nie chcecie, by tak się to kończyło). Wieczór, ranek i przeczytane. Ta książka pomogła ułożyć się tej części mnie, która wróciła ze szpitala z tą, która stała na progu domu od prawie dwóch tygodni i nie mogła wejść. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Od jednego marzenia się zaczyna — przeczytałam — i już. Śmiertelna powaga sytuacji spuściła z tonu.

Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy uznałam siebie za chorą, inną, a przy tym ani na sekundę nie odebrałam sobie praw do dokładnie tego samego co wcześniej. Dokładnie tego samego. Ani mniej, ani więcej.

*

Zależy ci tylko na tym, żeby nie zaliczyć się do chorych, słabszych, bo wtedy sobie odpuścisz i będziesz chciała, żeby i tobie odpuszczono. A przecież to się dzieje naprawdę, jesteś już inna, nie jesteś zdrowa, nie jesteś już tak zwyczajnie neutralna. I o to rozgrywa się walka, o bycie między odpuszczeniem a niedopuszczeniem.

*

A czy Wy umiecie być chorymi? Dostrzec słabość swojego ciała bez wartościowania tego stanu rzeczy, bez ucieczki w winę, karę i wstyd? I czy umiecie uznać chorobę innego, również bez zasłon dymnych z metafor?

*

Ale zanim się sobie pójdzie, myśli się, że każdy moment jest tak samo dobry na wszystko, a między „jeszcze nie teraz” a „już teraz” nie ma żadnej różnicy.

*

Mam ciało czy jestem ciałem? Jedność pojawia się w momencie bólu.

*

W tej jednej chwili wydarza się milion innych alternatywnych chwil, których nie wybrałam, które nie wybrały mnie.

*

Pierwsza zasada, jaka pojawiła się w mojej głowie zaraz po diagnozie: jakość, a nie długość życia. Pielęgnuję tę zasadę jak dziką roślinę uprawianą w domowych warunkach.

Autorka, fot. Karolina Sekuła, źródło.

W naszej cielesnej, mięsnej samotności nikt nie jest w stanie nam pomóc, jako ciało zawsze jesteśmy tylko i wyłącznie rozpaczliwie sami. Ta samotność dotyczy nas wszystkich, osoba chora doświadcza jej jednak dużo częściej.

*

Pragnę uznać siebie i świat. Uszanować to, co jest, i wyzwolić się z presji poszukiwań. Zmieniać, jeśli trzeba, ale tylko jeśli będę chciała.

*

I czuję, że znowu się zapomniałam. Że jeszcze może być pięknie.
     […] I jestem wtedy kimś mniej, niż mogłabym być. Gubię się, odpuszczam, zaczynam wierzyć w to, że „inaczej nie będzie”. Zniechęcona lub po prostu ukołysana do snu starym i już nieaktualnym poczuciem, że przecież robię rzeczy pożyteczne dla własnego przetrwania.

*

Sęk w tym, że jest tyle modeli życia, ile osób, podobnie jak nie ma lepszego i gorszego modelu chorowania. Mówi się, że z osobą chorą choruje całe jej otoczenie. Zgadzam się, jedno wpływa na drugie. Wszyscy jesteśmy za siebie współodpowiedzialni — ja za to, jak Wy czujecie się przy mnie; Wy za to, jak ja czuję się wśród Was w chorobie.

*

[…] chcę być ciałem, które wie, że minie, ale wie też, że jest, i czerpie z tego bycia największą z możliwych rozkoszy.

*

[…] przyjemność jest po prostu przyjemna — i tyle.

*

[A.Ż.] Można więc powiedzieć, że marzenia przedłużają życie. A jednocześnie, że nie ma żadnej reguły, jak więc żyć, Pani Doktor?
     [Małgorzata Chudzik] Hmm… mogę tylko powiedzieć, że życie jest piękne, ale zawsze za krótkie. Nie wolno swoich planów odraczać w nieskończoność, bo można ich nigdy nie zrealizować. A przy tym dostosowujmy je do swoich możliwości. Nie katujmy się tym, że coś musimy, że coś powinniśmy. Róbmy to, czego chcemy. Teraz.

*

[A.Ż.] Odmawiają sobie nawet zwykłego chcenia?
     [Katarzyna Grębecka-Romanowska] Boją się, że to jest nierealne. Jest to też lęk związany ze śmiercią. Że to się może nie udać. Jeżeli marzę, to ryzykuję, że nic z tego nie wyjdzie, więc lepiej nie marzyć. To dość logiczne, jednak wtedy odbieramy sobie wszelkie możliwości. A ja myślę, że marzenia i przyjemności bardzo napędzają pozytywną energię, która z kolei może uruchomić siły wspomagające leczenie.
     Czyli spełnianie pragnień może mieć wymiar terapeutyczny?
     Tak, jak najbardziej tak.
     Dla mnie to oczywiste. Spełnianie pragnień i realizowanie marzeń nakręca mnie do życia
.

*

Siedzą na krzesłach w ciszy, z własnymi myślami, pogrążeni w strachu przed tym, co zaraz usłyszą, i w lęku przed tym, czego nikt im nigdy nie powie. Poddani, pokorni, przepełnieni narzuconą sobie cierpliwością. Anielską wprost.

Aneta Żukowska, Mięcho,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

środa, lutego 20, 2019

3196. Męska perspektywa

Sadownik:
(stawia, zamówiony u Niego przez Drzewko,
kubek pysznej herbaty z malinami z Małej Danii
)
Wiesz, czym różni się pańszczyzna od małżeństwa?
(po teatralnej pauzie dodaje)
Chłop pracował u pana dwa dni w tygodniu, resztę miał dla siebie.
I nie musiał być szczęśliwy!

*

Jabłoń:
(po jakimś czasie wchodzi do gabinetu)

Sadownik:
Co jest?

Jabłoń:
Nic. Tak sobie przyszłam do chłopa.

(20+3175). [*]

Tajgi już nie ma… powiedział mi Jej Pan. Coś we mnie wiedziało to ciut wcześniej, gdy szliśmy ku sobie.

To była moja ukochana kudłata Ciocia — jedyna taka. To była również jedyna przyszyta do psiego serca Ciocia Heniutki. Jedyny pies, przy którym Kudłata, pomimo płynącego czasu (mierzonego w latach), zawsze zachowywała się jak psie dziecię.

Psy odchodzą. Ludzie też. Ani na jedno, ani na drugie przygotować się nie można. Trzeba to przeżyć… zatrzymać się, pozbierać.

Pozostało (dziś już tylko) wspomnienie, trzy tysiące sto siedemdziesiąt pięć wpisów temu. Wróciłam do niego. To wydarzyło się naprawdę, a Heniutka i ja miałyśmy przywilej poznać Tajgę… naszą kudłatą Ciocię — pozostanie naszą kudłatą Ciocią już na zawsze, choć Jej już nie spotkamy po tej stronie tęczy.

Tajga
(2004–2019)

fot. Pani Tajgi.

wtorek, lutego 19, 2019

3194.

granica między dobrze znanym
a nieznanym wcale. gdzie jest dziś?

by przekroczyć tę granicę, trzeba do niej podejść.

zobaczyłam tę kobietę dziś. nim
autobus ruszył z przystanku.

[suplement pikselowy: 3.02.2022]

poniedziałek, lutego 18, 2019

3193. U Orzeszka i Białego Kruka (LIII)

Biały Kruk:
(napisał i zdjątko załączył)
Na tarasie
…oswajamy wiosnę.

fot. Biały Kruk, fragment.

Jabłoń:
(ciut niepocieszona, że cień Miśka nadgryziony,
i ciekawa, czy uszka jeszcze staną
)

Sadownik, Heniutka & Jabłoń:
(pierwszy raz spotkają to psie dziecię w piątek)

niedziela, lutego 17, 2019

(3190+2). Wystawa (III)

jaka „religia” uczyniła Cię mniejszością? w jakim zakresie?
jak to zrobiła? co Ty z tym zrobiłaś, zrobiłeś? kim teraz jesteś?

religia w cudzysłowie, bo nie oznacza dla mnie tylko zinstytucjonalizowanego wyznania, ale również reprezentuje zestaw przekonań, system wartości (społecznych i rodzinnych): kogo i co możesz kochać, jak masz kochać i w jakim celu — wszystko to, co wyklucza.



Daniel Rycharski, Strachy.

#msn

(3190+1). Wystawa od końca (II)

To miało być ostatnie zdjęcie, ale… zatrzymała mnie sztuka chwilowa — popłakałam się ze śmiechu, patrząc na mimowolnie utworzoną instalację złożoną z Autora i wykroku, który na tyle długo trwał, że mogłam wyjąć nieśpiesznie telefon, złapać co i jak chciałam, przestać się śmiać i zrobić cyk!

*

Podziwiałam Autora, że dzielnie ignorował prezentowaną mu po każdym pytaniu postawę ciała. Trzeba być artystą, by znieść to godnie.

#msn

3190. Wystawa od początku (I)

Daniel Rycharski, Piła.

#msn

3189. Winny tu jest

Jakiś czas temu… prawie się skusiłam. Kusił Szczygieł entuzjazmem Gepardzicy. Rozeszło się po kościach. Jakiś czas potem… byłam jeszcze bliższa skuszenia się, gdy Gepardzica opowiadała mi, że Szczygieł na wuefie też mocno ciśnie. Rozchodziło się po kościach ciut dłużej. I przyszedł dzień…

Winna wszystkiemu jest ta koszula. Namalowana dziesięć dni temu, przeniosła się na instagram. No to poszłam za nią jak w dym.

Autorka: Kaan.

I już mogłam poszczyglić, Dudiego tam nawiedzić, obserwować ulubionych książkożerców, ustosunkować się wewnętrznie do nowej formuły, przemyśleć to i owo, być za i przeciw.

Gdy w piątek szczygliłam, oglądając Stehlíka filmik z wystawy, wyrwało mi się: inny kadr bym chciała i zapadła decyzja — w niedzielę idziemy na wystawę. Poszliśmy… I było nam tam jak w MOCAKu.

#msn

sobota, lutego 16, 2019

3188. My w Jego magicznym domu

Bukowski powiedziałby o Nim z dumą: jebaka. Ja miałabym wówczas do wyboru, żachnąć się na użyte słowo, jakbym nigdy nie czytała Bukowskiego (“mind your words, Mr Bukowski!”) lub uściślić z dumą: panie Bukowski, jeśli już, to wrażliwy jebaka.

Panie Bukowski, mężczyźni nigdy
nie przestaną mnie zadziwiać.

Ich domy też nie.
Dusze Ich domów tym bardziej.

ciało opina kości
do środka
dają mózg i
czasem duszę

[…]
ciało szuka
czegoś więcej niż
ciało
.

*

uratowała mnie
przed wszystkim czego tu
nie ma
.

Charles Bukowski, Miłość to piekielny pies, przeł. Leszek Engelking, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2003.

3187. Znalazła mnie tam

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przyszła do mnie w zeszłym tygodniu w szpitalu. Zatrzymała przy sobie słowami z opisu: kiedy chcesz zmienić czyjeś życie, zmieniasz swoje, a kiedy prosisz o pomoc innych, sam im pomagasz. Ostatnich osiem słów przykuło mnie do niej. Na szczęście, odkryłam to po powrocie do domu, książka była w ibuku, więc zrobiłam tylko klik, klik, klik.

To powieść, ale i dziecinnie prosta konstrucja dla całkiem dorosłego dziecka w nas. To właśnie ono popędza: no citaj! Wstajesz wcześniej, nie przeszkadza ci okienko w harmonogramie dnia, nie masz problemu, że trzeba poczekać — citasz.

Można powiedzieć krótko: infantylnie opowiedziany banał z kilkoma realistycznymi (bardzo) scenami, sportretowanych kilka mechanizmów społecznych, w które z lubością (zbyt często) ludzie dają się wkręcać. To też prawda, ale.

Ten moment, najpiękniejszy, gdy chcesz już rzucić tę książkę w kąt, bo zrobiło się w niej zbyt tłumnie i nie możesz już dalej z tymi kreaturami, ale nie rzucasz, bo trzyma cię nadzieja, że bohater porzuci ten tłum, nim ty to zrobisz, tracąc zainteresowanie opowieścią.

     — Nie mam na myśli niczego religijnego. Myślę o ufności w coś, czego się nie zna, i o dążeniu do tego. O wierze, że można coś zmienić.

*

Prawda jest taka — tutaj włożył palec do ucha — że wszyscy mamy przeszłość. Wszyscy mamy coś, co chcieliśmy zrobić lub czego nie zrobiliśmy. Życzę panu powodzenia.

*

Początek może się zdarzyć więcej niż raz i na różne sposoby. Można pomyśleć, że zaczęło się coś od nowa, gdy tak naprawdę kontynuuje się to, co robiło się wcześniej. Stawił czoło swym słabościom i pokonał je, a więc prawdziwa wyprawa zaczęła się dopiero teraz.

[…] bezbronność ludzi, a także ich samotność, napełniały go podziwem i czułością. Świat składa się z ludzi, którzy robią krok za krokiem, a życie może wydawać się zwyczajne tylko dlatego, że ktoś tak żył przez długi czas. Harold nie mógł już przejść obok nieznajomego, nie uznając prawdy, że każdy był taki sam, a jednocześnie wyjątkowy, i że taki jest paradoks ludzkiej natury.
     Szedł tak pewnie, jakby przez całe życie czekał, by wstać z krzesła
.

*

Jeśli nie będę komplikował sobie życia, wiem, że dam radę tam dojść.

*

Aby mu się powiodło, musi pozostać wierny uczuciu, które zainspirowało go na samym początku. Nie miało znaczenia, że inni ludzie zrobiliby to inaczej, w rzeczywistości było to nieuniknione.

*

Bardzo pragnął jej dotknąć, a jednocześnie trząsł się ze strachu.

*

Jak o tym wszystkim opowiedzieć? Tu chodziło o całe życie. Mógł próbować szukać słów, ale nigdy nie będą one miały takiego samego znaczenia dla niej, jak miały dla niego.

*

Wstałeś i zrobiłeś coś. Ale jeśli próba znalezienia drogi, gdy nawet nie wiesz, czy możesz się tam dostać, nie jest małym cudem, to co nim jest?

*

[…] przez krótką wspaniałą chwilę piękno napełniło Maureen uczuciem, które wydawało się jej radością. Pomyślała, że jeśli nie potrafimy otworzyć się na to, czego nie znamy, to naprawdę nie ma już dla nas nadziei.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, lutego 14, 2019

3186. Powrót Walentyny

 wpis przeniesiony 14.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

uciekła od faceta z fejsbukiem w dłoni.
zignorowała gościa z przekleństwem w ustach.
ominęła życie, które przestała rozumieć.

w modlitwie własnej samotności i ciszy czekała na
impuls. przyszedł. uśmiechnęła się. mogła wrócić.

wysyć wszystkie kolory miłości.

Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego uważam, że mogę tam dojść, nawet jeśli wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Ale ja to zrobię. Nawet wtedy, gdy duża część mnie mówi, że powinienem zrezygnować, nie mogę tego zrobić. Nawet kiedy nie chce mi się iść dalej, nadal to robię.

*

To było tak, jakby chciał wytańczyć z siebie coś, co było w nim zamknięte. Nigdy nie widziała czegoś podobnego […]. Może poczuł, że mu się przygląda, nawet w tej ciemnej, pulsującej sali, ponieważ nagle się zatrzymał i napotkał jej wzrok. Nadal tańczył, a ona patrzyła. Zamurowało ją. Poruszyła ją jego dzika energia, wszystko to, czym był.

Rachel Joyce, Niezwykła wędrówka Harolda Fry,
przeł. Tomasz Macios, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013.
(wyróżnienie własne)

*

Leszek Możdżer, muz. Daniel Bloom, Lasting.

środa, lutego 13, 2019

3185. Powroty

Biały Kruk doniósł. że żurawie wróciły. a
Orzeszek posiała pomidory. wiosna
otwarta!
(po raz drugi)

wracam i ja. do
siebie. wiem, bo
wraca zachwyt.

wtorek, lutego 12, 2019

(3183+1). Czytane tam (II)

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bukowski Bukowskim. Naznaczony swoją płcią nawet nie otarł się o kobiecość, choć myślał pewnie, że zdarzyło mu się to miliony razy. I właśnie dlatego wiersze wierszami, ale to w tej książce znikałam szpitalnymi nocami.

Chodziła za mną latami, pojawiając się znienacka to tu, to tam. Argument miała mocny: czeski kawałek literatury. Lubię czeskie filmy, lubię czeskie książki, ostatnio uwielbiam jednego czeskiego neurologa. Wyjścia jakby nie było.

Dawno nie czytałam tak wspaniałej powieści — na początku toczy się wolno (prawie pożałujesz, że się za nią wzięłaś), potem nabiera tempa, ciarki są, przyspiesza, do ostatniej sceny dobiegasz, a potem już jesteś tylko ze sobą, w zamyśleniu, poruszeniu wewnętrznym i zadumie. I czekasz już tylko na siebie.

Ja wciąż czekam.

Mam ciarki ze strachu… Nic nie jest takie, jak wcześniej, bo ona nie jest taka, jak wcześniej.

*

Bo tak, jak jest teraz, wcale być nie musi.

*

Wciąż natykam się na kolejne kawałki układanki. Ale nie mają sensu, nie łączą się w całość. A ja nie mogę tak dalej, mam tego dość. Nie chcę już przypadkowo trafiać na strzępki informacji, chcę w końcu połączyć je ze sobą, posklejać tę kupkę skorup, przyjrzeć się temu i poczuć ulgę.

*

Nauka kończy się tam, gdzie zaczyna się j a.

*

Wszystko się toczy tak, jak żeś chciała, swoim tempem… Ino pamiętaj, życia nie da się zaplanować, uporządkować, co do dnia, co do tygodnia, tak samo, bez przerwy. Żyjesz, jakbyś już martwa była. Tak nie można, nie można.

*

Za murami obronnymi ładu i namacalnych, jednoznacznych spraw czuła coś jeszcze. Coś, co tliło się poza granicami niezaprzeczalnie logicznego świata.

*

[…] coś w niej pękło i zaczęło wibrować, nie była pewna, czy to uczucie przerodzi się w płacz, czy w rozpaczliwy wrzask.

*

[…] sama wisz, że tak to już jest z wróżbami, trzeba ich po prostu wysłuchać, boć sens otwiera się pomału, stopniowo, tak jak kwiat, aż się cały rozwinie, a i to zależy od tego, czy człowiek umi dobrze przyglądać się światu. I jak bardzo chce dotrzeć do celu.

*

Nagle się przestraszyła. Nie wiedziała dokładnie czego, nie wiedziała, z jakiego powodu, wiedziała tylko, że narodziło się w niej coś nowego, coś, czego już nie stłumi i co nie pozwoli jej żyć, jak dotąd żyła.

*

[…] wstaje, podchodzi i obejmuje ją od tyłu. Dora czuła jej przesycony wypalanką gorący oddech na swoim karku. Zamknęła oczy i skuliła się, jakby chcąc utonąć w rozłożystych ramionach Janigeny. Właśnie tego potrzebowała. Czyjegoś zaangażowania. Nie chciała już zawsze polegać tylko na sobie.

*

Nagle nie stał już przed nią człowiek, który bezczelnie nadużywał swojej pozycji w społeczności niewykształconych górali, ale samotny, niespełniony mężczyzna, niemający odwagi wziąć losu we własne ręce i żyć według własnych przekonań.

Kateřina Tučková, Boginie z Žítkovej, przeł. Julia Różewicz,
Wydawnictwo Afera, Wrocław 2014.

poniedziałek, lutego 11, 2019

3183. Czytane tam (I)

 wpis przeniesiony 15.04.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jakiś kawałek mnie zawsze pojawia się tam dużo wcześniej, nim fizycznie dostarczymy tam mój pesel i moją osobę. Jakiś kawałek mnie nigdy tam ze mną nie idzie. Choć fizycznie jestem tu od piątku wieczorem, jakaś część mnie nie wróciła jeszcze do domu. Czekam na nią — bez niej jest bardzo ciężko.

Panie Bukowski, byłeś tam ze mną. I złościłeś mnie troszkę, że wiele wierszy znałam z innego tomiku. Jednak im dalej w las, tym łatwiej było mi to panu wybaczyć.

nie bój się odmawiać, stary,
wiele razy
mi odmawiano
.

*

faktem jest
że powiedzenia domaga się
bardzo niewiele
.

*

co do van Gogha, Mozarta, Dostojewskiego etc.
to nie sądzę żeby wybrali swój ból i cierpienie
lub żeby mieli na nie ochotę
.

*

mamy tyle szczęścia
ile nam potrzeba

*

nie umiem znosić przeciwności ale muszę.
tak już mam,
grzęznę
.

*

w samym środku tego wszystkiego i kiedy zapyta:
mój boże, co tu się stało?
odpowiesz: nie wiem,
naprawdę nie wiem

*

wszyscy jesteśmy schwytani na zawsze w
tę samą pułapkę

*

życie może się zmienić w ułamku
sekundy
ale czasem może to zająć
70
lat
.

*

ona chciała tylko i potrzebowała
czego chce i potrzebuje większość ludzi:
szansy
.

*

to wymaga sporego wysiłku
i wielu lat żeby stać się cholernie dobrym
w czymkolwiek
nawet w byciu pijakiem,
i jeszcze jedno
jak dotąd
wśród tych młodych zreformowanych pijaków nie spotkałem
                                               żadnego
który stał się choć trochę lepszy
na trzeźwo
.

*

wszystko jak na dłoni

w słońcu i w deszczu i w mroku

psy suną szybko chodnikiem

patrz na nie patrz patrz patrz
okiem i sercem

kiedy psy suną szybko chodnikiem

wiedząc coś czego my nigdy nie pojmiemy
.

*

ale wiedziałem, że musi gdzieś być.
i wtedy się
zgubiłem
.

*

mamy wszystko i nie mamy nic

*

i zastanawiałem się kiedy i gdzie
zdołam odpocząć i
dopasować się
.

*

czasem gdy przebywasz w piekle
i ten pobyt się przedłuża
robisz się trochę narwany
a kiedy jesteś zmęczony ponad wszelkie
zmęczenie
czasem opanowuje cię jakieś
wariactwo
.

*

z wyjątkiem bogów
każdy się stara jak może
.

Charles Bukowski, Noce waniliowych myszy,
przeł. Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Piotr Madej,
Marcin Baran i Dobrosław Rodziewicz,
Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)