piątek, marca 13, 2020

3741. Dalej, chłopaki, dalej!

Mikropłatnościami za mikroczęść gazety nie zapłacisz. Chcąc przeczytać jeden artykuł, musiałam poprosić Sadownika, by na stacji paliw całą gazetę nabył.

W poniedziałek artykuł łyknęłam i wzięłam dla siebie, co chciałam. Natychmiast przypomniało mi się, że prawie półtora roku pewna książka na stosiku czytelniczym leży (przesunęła się na sam szczyt), a zaraz potem dotarło do mnie, że czas na nowy znacznik na tym blogu: okolice mózgu. To od dziś jest.

Rozmowa jest trudna, bo choć od jego [Krzysztofa Globisza] udaru minęło pięć i pół roku, wciąż jest w stanie wypowiedzieć w jednym ciągu najwyżej kilka słów, po których często wyrzuca z siebie nerwowe „kurwa”.
     Ta „kurwa” jest wykrzyknikiem, znakiem wskazującym na determinację, by mówić, na radość, że się jakieś słowo wypowiedziało, albo na wściekłość, że nie dało się rady.

*

Gdy mówię o stracie i smutku, Krzysztof ostro interweniuje: — Nie, nie, nie. Szczęście. Agnieszka [żona] podkreśla jednak, że nie jest to jakieś „głupie uchachane szczęście”, ale raczej zachwyt światem. Codzienna gotowość przyj­mo­wa­nia tego, co potrafi dać i co można wziąć, jeśli tylko się tego chce.

*

Co było, to było, a teraz jest to, co jest, i trzeba żyć tak, jak można. Nawet jeśli wielu rzeczy po prostu nie można.

*

Jeśli chcesz włożyć koszulę, najlepiej wstać godzinę wcześniej albo część guzików zapiąć jeszcze wieczorem. Można też, co zrozumiałe, z koszul zrezygnować. O ileż łatwiejsze jest wkładanie T-shirtu.

*

W trakcie swojej rehabilitacji śmieję się czasem, że moim mottem jest spo­sób myślenia przypisywany przez PiS opozycji — „żeby było tak, jak było”. Krzysztof, co wydaje mi się i fantastyczne, i inspirujące, ma filozofię do­kład­nie odwrotną. W ogóle nie chce wracać do tego, co było. — „Nie, nie. Dalej! Żyć!” — mówi.

*

Mozół osła szczękę łamie — Krzysztof Globisz mówi zdanie, które jest i logopedycznym ćwiczeniem, i jego przesłaniem po udarze.

Tomasz Lis, Drugie życia wieloryba, Newsweek Polska, 11/2020.
(wyróżnienie własne)

*


fot. Bartosz Siedlik, (tamże).

czwartek, marca 12, 2020

3740. 72/366

prztyk, bach, sru! interpretacja,
etykietka, osąd, ocena — gotowe.
po co?

72/366

3739. Ab ovo

Wyjęłam tę książkę z felietonów. Klik, klik i miałam ją na kundlu. Równolegle do „papierzu” czytałam, gdy światło dzienne biegło do pracy na południową półkulę.

Precyzyjna, bezkompromisowa, szczera. Wiedziałam, że Autorka tak pisze. Jeśli nie chcesz wiedzieć, w jakim świecie żyjesz, jakie masz przywileje, nie czytaj tej książki pod żadnym pozorem.

W gruncie rzeczy odwaga oznacza optymizm.

*

Chciałabym, żebyś było kobietą. Chciałabym, żebyś poczuło któregoś dnia to, co ja czuję; nie zgadzam się ani trochę z matką, która twierdzi, że uro­dzić się kobietą oznacza nieszczęście. Matka, kiedy czuje się bardzo nie­szczę­śli­wa, wzdycha: „Ach, gdybym urodziła się mężczyzną!”. Wiem: nasz świat został stworzony przez mężczyzn dla mężczyzn, ich dyktatura trwa tak dłu­go, że zdążyła objąć nawet ję­zyk. […] Na początek będziesz musiało wal­czyć o to, by móc głosić, że gdyby Bóg istniał, mógłby być również staruchą z si­wy­mi włosami albo piękną dziewczyną. Potem będziesz musiało walczyć o to, by wyjaśnić, że grzech nie narodził się w dniu, w którym Ewa zerwała jabłko: tamtego dnia narodziła się wspaniała cnota zwana nie­po­słu­szeń­stwem. Wreszcie będziesz musiało walczyć o to, by udowodnić, że w twoim krągłym i gładkim ciele kryje się inteligencja domagająca się, by ją docenić. Bycie matką to nie zawód. To również nie obowiązek. To jedynie prawo, jedno spośród wielu. Natrudzisz się, kiedy będziesz to po­wtarzać. I często, niemal zawsze, będziesz przegrywać. Ale nie wol­no ci się zniechęcać.

*

Ale jeśli urodzisz się mężczyzną, też będę się cieszyć. A może jeszcze bardziej, bo będzie ci oszczędzone wiele upokorzeń, wiele niewoli, wiele nadużyć. Jeśli na przykład urodzisz się mężczyzną, nie będziesz musiało się ciągle obawiać, że cię zgwałcą w ciemnej ulicy. Nie będziesz musiało posługiwać się piękną twarzyczką, żeby być zaakceptowane już od pierw­sze­go wej­rze­nia, pięknym ciałem, żeby ukryć inteligencję. Nie będziesz znosiło zło­śli­wych komentarzy, kiedy pójdziesz do łóżka z kim ci się będzie podobało, nie usły­szysz, że grzech narodził się w dniu, w którym zerwałoś jabłko. Będziesz się mniej trudziło. Łatwiej ci będzie bronić poglądu, że gdyby Bóg istniał, mógł­by być równie dobrze staruchą o siwych włosach albo piękną dziew­czy­ną. Będziesz mogło odmówić posłuszeństwa i nie zostać z tego powodu wy­śmia­ne, kochać, nie budząc się w nocy z wrażeniem, że wpadasz do studni, bro­nić się i nie znosić obelg. Oczywiście przypadną ci w udziale inne formy nie­wo­li, inna niesprawiedliwość: wiesz, nawet dla mężczyzny życie jest trudne. Ponieważ bę­dziesz miało mocniejsze muskuły, zażądają od ciebie, żebyś no­si­ło większe ciężary, narzucą ci zbyt wielką odpowiedzialność. Ponieważ bę­dziesz miało za­rost, będą się śmiać, kiedy zobaczą, że płaczesz, a nawet że potrzebujesz czułości. Ponieważ będziesz miało z przodu ogon, każą ci za­bi­jać albo zostać zabitym na wojnie i będą żądali od ciebie poparcia dla ty­ra­nii, którą ustanowili już w jaskiniach. A jednak, a może właśnie dla­te­go, bycie mężczyzną okaże się równie cudowną przygodą: przed­się­wzię­ciem, które nigdy cię nie rozczaruje.

*

Dziecko, usiłuję ci wyjaśnić, że bycie mężczyzną nie oznacza, że ma się z przo­du ogon: oznacza, że jest się osobą. To cudowne słowo, słowo: osoba, bo nie zdradza, czy jest się mężczyzną, czy kobietą, nie wytycza granic po­mię­dzy kimś, kto ma ogon, a kimś, kto go nie ma. Zresztą granica od­dzie­la­ją­ca kogoś, kto ma ogon, od kogoś, kto go nie ma, jest bardzo cienka: prak­tycz­nie sprowadza się do zdolności wyhodowania, lub nie, dziecka w brzu­chu. Serce i mózg nie mają płci. Ani nawet sposób za­cho­wa­nia. Jeśli bę­dziesz oso­bą, która ma serce i mózg, pamiętaj, że nie będę ci się starała narzucić, żebyś zachowywało się tak albo inaczej, stosownie do tego, czy jesteś mężczyzną czy kobietą. Poproszę cię tylko, żebyś dobrze wykorzystało cud narodzin, żebyś nigdy nie postąpiło tchórzliwie. Tchó­rzo­stwo to zwie­rzę, które czyha w nas nieustannie. Kąsa wszystkich każdego dnia i tylko nieliczni nie dają się rozszarpać. W imię rozwagi, w imię wy­go­dy, czasami mądrości. Tchórząc, dopóki grozi im niebezpieczeństwo, ludzie stają się zu­chwa­li, kiedy zagrożenie mija. Nie wolno ci unikać nie­bez­pie­czeń­stwa, ni­gdy, nawet jeśli paraliżuje cię strach. Przyjście na świat jest już samo w so­bie niebezpieczne. Nie mówiąc o tym, że jest nim również ża­ło­wa­nie, iż się na ten świat przyszło.

*

Rany się zabliźniły, blizny są ledwie widoczne, ale wystarczy taki telefon jak dzisiaj, żeby znów zaczęły boleć.

*

Nigdy dwoje obcych powiązanych tym samym losem nie było sobie równie obcymi. Nigdy dwoje nieznajomych połączonych w tym samym ciele nie było jedno dla drugiego równie niepojętymi, dalekimi tak jak my.

*

[…] jutro jest dniem pełnym szans.

*

Również sumienie składa się z wielu sumień: jestem tym lekarzem i tą le­kar­ką, moją przyjaciółką i moim szefem, moją matką i moim ojcem, twoim ojcem i tobą. Jestem tym, co każde z was mi powiedziało. I rozciągają się przede mną doliny smutku, których nadaremnie moja duma próbowała nie dostrzegać.

Oriana Fallaci, List do nienarodzonego dziecka,
przeł. Robert Sudół, OsnoVa, Warszawa 2020.

[…] prawda składa się z wielu różnych prawd.

*

Poznałam kiedyś pewnego pisarza, który mawiał: każdy ma życie, na jakie zasługuje. To tak, jakby powiedzieć, że biedny zasługuje na bycie biednym, że ślepiec zasługuje na bycie ślepym. To był głupi człowiek, chociaż inte­li­gent­ny pisarz. Również granica oddzielająca inteligencję od głupoty bywa bardzo cienka, samo się przekonasz. Istotnie, kiedy granica znika, inte­li­gen­cja i głupota mieszają się, tak jak miłość i nienawiść, życie i śmierć, fakt, że jesteś mężczyzną czy kobietą.

*

Muszę zwalczać wygodę wykrzykników, muszę skłonić ludzi, żeby zadawali sobie więcej pytań.

(tamże)

środa, marca 11, 2020

3738. Zmysłowe wielowymiarowo czytanie

Audycja niecały tydzień temu. Klik, klik, nie ma ibuka, tylko „w papierzu”, kura przez wu, mam kupić papier? Jeśli chciałam przeczytać tę książkę, nie było innego wyjścia. Zamówiłam, choć cena wydała mi się kosmiczna.

Trafiła do moich rąk w sobotę i wszystko stało się jasne — tę książkę trzeba mieć „w papierzu”, choć nie ma w niej ani jednej ilustracji — jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Od lat tak pięknie wydanej książki bez obrazków nie miałam w rękach: marginesy, interlinia, gramatura papieru — od pierwszej do ostatniej strony wielki zmysłowy zachwyt, bezcenne doznanie.

Czytana powolutku skończyła się wczoraj, wciąż lubię jej dotykać. A historia? Poruszająca, trzymająca poziom od początku do końca, z (jak dla mnie) pięknie otwartym ostatnim akapitem.

Nie wszystko daje się wymazać za pomocą milczenia. Niektórzy ludzie mają nad nami moc, czy to się nam podoba, czy nie. Teraz zaczynam to dostrzegać. Niektórzy ludzie i niektóre wydarzenia sprawiają, że tracimy głowę. Są jak gilotyny, przecinają nas na pół — na to, co martwe i żywe, na to, co przedtem i potem.

*

[…] zanim zdążyłem uciec wzrokiem w bok, nasze spojrzenia spotkały się w połowie drogi, splotły na nieskończoną, niezmierzoną chwilę.

*

Nie wiedziałem, co tutaj robię, wiedziałem tylko, że chcę zostać.

*

Byłem sparaliżowany nadzieją, usidlony między oszałamiającą możliwością spełnienia a odchłanią niepewności.

*

Chęć, żeby go pocałować, wypełzła z mroku nocy jak wilk. Pierwszy raz w życiu świadomie zapragnąłem kogoś przytulić. Dotarło to do mnie jako wyraźne przesłanie z własnego wnętrz, z miejsca, którego istnienia dotąd nie przeczuwałam, ale które natychmiast rozpoznałam jako swoje.

*

Zawsze lubiłem wyruszać w drogę, lubiłem rozziew między odjazdem a przybyciem do celu, kiedy to jesteśmy jakby nigdzie, zdefiniowani inną kategorią czasu.

*

Milczeliśmy. Patrzyliśmy na siebie, znajdowaliśmy się poza słowami. Byłeś tu i ja też tutaj byłem, razem, oddychaliśmy.

*

Nie wiem, ile dni spędziliśmy nad jeziorem, bo każdy z nich był oddzielnym światem, każda chwila nowa i niepowtarzalna. W pewien sposób odczuwałem to jako pierwsze godziny mojego istnienia, jakbym się urodził nad tą wodą i przy tobie. Jakbym zrzucił skórę, zostawił za sobą dotychczasowe życie.

*

Nie rozmawialiśmy „o nas” ani o tym, jak będzie po powrocie do miasta. Nie było „nas”. Oczywiście myślałem o tym, od początku pragnąłem spytać: „A czym jest to TO? Co zrobimy, kiedy znajdziemy się znowu w Warszawie?”.

*

To niczyja wina. Od początku rokowania wyglądały dla nas niepomyślnie: nie mieliśmy żadnego podręcznika, nie było nikogo, kto wskazałby nam drogę. Ani jednego przykładu pary złożonej z mężczyzn. Skąd mieliśmy wiedzieć, jak postępować? Czy wierzyliśmy przynajmniej w to, że zasługujemy na szczęśliwe życie we dwóch?

*

A jednak teraz dociera do mnie, że nie możemy w nieskończoność karmić się własnymi kłamstwami. Prędzej czy później musimy zmierzyć się z ich mrokiem. „Kiedy” — o tym możemy zdecydować; „czy” — jest od nas niezależne. A im dłużej zwlekamy, tym boleśniejsza i bardziej niepewna czeka nas przeprawa.

*

     — Jedź ze mną — szepnąłem. […]
     — Nie będziemy nic mieli — odparłeś schowany za dłońmi. — Nie znamy języka. Będziemy nikim.
     — Będziemy wolni
.

*

Bez względu na to, co dzieje się na świecie, jak brutalne i dystopijne dokonują się rzeczy, nie wszystko zostaje stracone, jeżeli w pobliżu są ludzie gotowi zaryzykować, żeby to upamiętnić.
     Ogień bierze się czasem z małej iskry
.

*

     — Na pewno można żyć inaczej — odparłem cichym głosem.

Tomasz Jędrowski, Płynąc w ciemnościach,
przeł. Robert Sudół,
OsnoVa, Warszawa 2020.

*

     — No powiedz — szepnęła łagodnie, jej zwiewna dłoń znów na moim ramieniu. — Śmiało. Nie bój się.
     Omal się nie rozsypałem. Zacząłem zbierać słowa, jakby mi poupadały na podłogę. Podnosiłem wszystkie, próbowałem przepchnąć każde przez próg ust, jak ogromny ciężar, który mógłby mnie zmiażdżyć.
     — Jestem

(tamże)

poniedziałek, marca 09, 2020

3737. 69/366

     — może jeszcze za mało wierzysz w miłość? — zapytała.

wiarę w miłość trzeba karmić.
co dnia — pomyślałam.

69/366

niedziela, marca 08, 2020

3736. 68/366

wiatr na twarzy. ptaki wiosennie rozgadane.
i cieszę się jak dziecko.

68/366

(3734+1). Niesamowitej Kobiety pisanie

Byłam drugą osobą, o której pomyślałam, że musi tę książkę mieć, gdy dowiedziałam się o jej premierze. Klik, klik i na kundlu była.

Pierwsze wrażenie — zaraz rzucę, bo nie lubię felietonów, zwłaszcza ich zgrai pod postacią książki — ustąpiło, gdy Autorka ruszała w kolejną podróż transportem publicznym. Spotkałam w tej książce wiele filmów i Ludzi słowa pisanego, znanych i nieznanych, znanych i tych, których twórczość chcę poznać.

Tej książki nie czyta się, ją się połyka, by zaraz potem czekać na następną. I już, i czekam. Na czas czekania mam dwie książki, które z tej wyjęłam, zdobyłam i mam na stosiku do czytania już.

Albert Camus pisał, że w ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę. Dobrze czasem pokazać ludziom, że nam imponują — tym, co czytają, mówią, jak bardzo się starają. Bo jak mówił konduktor: „co nam szkodzi” dać innym trochę ciepła?

*

Jak pisał Ryszard Kapuściński: „Żaden pałac nie runie sam z siebie”. W każdym z tych małych pałaców w całej Polsce potrzebujemy ludzi, którzy będą ujawniali okrucieństwo innych.
     A stanie się tak tylko wówczas, gdy będziemy pamiętać, że te nasze wewnętrzne kryzysy, niepokoje, wątpliwości, to nie jest oznaka słabości. To jest nasza siła! I najlepsza droga, aby stać się bardziej wartościowym człowiekiem
.

*

Żyjemy w kraju, w którym można iść do więzienia za kradzież batonika lub soku malinowego. W kraju, w którym „odważni” przedstawiciele skarbówki wszczynają proces śledczy, gdy bezdomny naprawia sąsiadom samochody w zamian za jajka i ryby. Jak podała „Rzeczpospolita”, urzędnicy postanowili, że ma zarejestrować działalność, by płacić podatek od otrzymanego jedzenia.
     Im więcej spraw badam, tym mocniej jestem przekonana, że socjopaci mają w Polsce jak w niebie.
     Słowo ma bardzo dużą moc. To, co poruszamy w debacie publicznej, jakie tematy uznajemy za ważne, wpływa na prawdziwy obraz państwa, w którym żyjemy. Chciałabym, by takie przestępstwa jak wieloletnie znęcanie się nad dziećmi, przemoc, gwałty zaczęły być w końcu w Polsce traktowane poważnie
.

*

Wartości, takie jak wolność, pomoc państwa słabszym i wykluczonym, prawo do wyboru, sprawiedliwość w sądach, prawo do profesjonalnej opieki zdrowotnej, powinny być czymś oczywistym. A tymczasem nadal występują jedynie jako puste hasła.

*

Media wypełnione są twarzami bez niepewności i bez ostrożności. To krótka droga do twarzy bez skrupułów.

*

Arcybiskup, który mówi o osobach homoseksualnych „zaraza”, nie ma tak naprawdę nic znaczącego do powiedzenia, więc wybiera jazgot. Mieszaninę piskliwych jęków. Podobnie jak ludzie mówiący o wyborcach Prawa i Sprawiedliwości: „Idioci, sprzedajne świnie”. Za inwektywami kryją się pustka i niska samoocena ludzi, którzy desperacko potrzebują widzieć innych jako gorszych.

*

Nigdy nikt nie stał się lepszym człowiekiem przez udowadnianie innym, że są gorsi od niego.

*

Ryszard Kapuściński pisał: „Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza to plaga nacjonalizmu. Druga to plaga rasizmu. Trzecia to plaga religijnego fundamentalizmu. Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik — jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność”.
     Te trzy plagi krok po kroku, już nie sekretnie, rozbestwiają się i kreują świat bez godności i szacunku, a zatem bez znaczenia
.

*

Gdy patrzymy z daleka, ludzie często jawią się nam jako kolorowe ptaki. Dopiero kiedy podejdziemy bliżej, widzimy lęki. Czuje je każdy. Niektórzy nauczyli się nad nimi panować.

*

Ważne, by przyjrzeć się także znaczeniu wypowiadanych słów. Poczuć je. Bo […] słowa zawsze mają konsekwencje.

*

Niedawno sobie uświadomiłam, jak ważne jest stworzenie mapy miejsc, w których czujemy się bezpiecznie. Dla szczęściarzy tym miejscem będzie dom. Ale zawsze warto budować życie na wielu filarach. I mieć parę dodatkowych przestrzeni ciepła.

*

A ze smutku, gdy połączy się go ze spokojem, potrafią się narodzić najpiękniejsze z myśli.

*

Myślę, że to jest w życiu najważniejsze — skupienie. Tak jak powiedział Wallace: „You get to decide what to worship”. Codziennie musimy decydować, jak widzimy rzeczy, jak je przeżywamy, jacy jesteśmy dla drugiego człowieka, z kim spędzamy czas, co ma dla nas znaczenie.

*

Gdy ktoś wie, że został mu rok życia, to nie liczą się dni, a każda godzina, minuta.
     Ostatnio bardzo dużo myślę o czasie, o przemijaniu. O tym, jakie to ważne, żeby każdy dzień miał znaczenie. O tym, że jesteśmy tu na chwilę
.

Justyna Kopińska, Lekarstwo dla duszy,
Świat Książki, Warszawa 2020.

     — Nie zauważył pan tej starszej kobiety i zamknął jej drzwi, jak wsiadała. Mógłby pan jeszcze otworzyć? Ma kulę — tłumaczę najuprzejmiej, jak tylko potrafię.
     Kierowca:
     — Właśnie takie schorowane mają w ch*j czasu. (I rechocze). Co takie mają do roboty? Tylko u lekarzy kolejki zajmują. A ty pilnuj siebie.
     Ja:
     — K***a. Przecież widać, że ta pani jest chora. Czy ty już w ogóle nic nie czujesz, człowieku? Ale z ciebie ch*j.
     Kierowca:
     — A w sumie to ma pani rację. Wściekły dziś jakiś chodzę.
     I otworzył drzwi.
     Chyba się zatrudnię jako negocjator przy porwaniach — pomyślałam.
     I zastanawiałam się nad tym, ile ludzie tracą przez takie codziennie „wściekłości
”.

*

     — Tato, a wiesz, że ja już umiem odpowiedzieć na wszystkie twoje pytania?
     — Ale jak to? — Ojciec jest zdziwiony.
     — No, na wszystkie. Pytaj, o cokolwiek zechcesz, a zobaczysz, że znam odpowiedź — stwierdza chłopiec z pełnym przekonaniem.
     Mężczyzna patrzy w okno. Wypija łyk kawy i po chwili bardzo nieśmiało pyta:
     — Czy mama jest na mnie zła?
     — Ale tato, chodziło mi o wszystkie pytania dotyczące
Gwiezdnych wojen…

(tamże)

3734. Święto, co obeszło się samo

Nie obchodzę Międzynarodowego Dnia Kobiet, widząc w tym święcie tylko jeden dzień w roku dobroci dla kobiet — tyle nam mogą dać panowie w swej nieustającej łaskawości i bądźmy wdzięczne, miłe i kochające, mogło być przecież gorzej (nie kamieniują już w Europie, choć może by chcieli). Panowie, miłościwie nam panujący, w dupie to mam!

Wobec powyższego Międzynarodowy Dzień Kobiet obszedł mnie, obszedł pięknie, uśmiechnął, zachwycił i szybciutko kazał dołączyć ważną grafikę, którą Kaan wyjęła z szuflady.

U mnie te Jej kreski i kolory od kilku dni czekały w blokach startowych, a ja nie mogłam zrozumieć, dlaczego tak długo tam tkwią. One czekały na właściwy moment, czekały na dziś!

Kaan & Jabłoń:
(piszą do siebie o książce, którą jednocześnie
czytają, a w zasadzie kończą
)

Kaan:
W Dzień Kobiet czytam książkę
obłędnej Kobiety, którą
dostałam od Cudownej Kobiety.

Jabłoń:
W Dzień Kobiet Cudowna Kobieta czyta
książkę obłędnej Kobiety,
którą dostała od Cudownej Kobiety.

* * *


Kaan.

* * *

Wolność to branie odpowiedzialności za własne słowa, dojrzewanie z godnością, to wreszcie umiejętność gardzenia politycznymi naciskami z każdej ze stron.

*

Świadomość, czego chcemy od życia i z jakim ludźmi chcemy stworzyć bliskość, to przywilej dany nielicznym.

Justyna Kopińska, Lekarstwo dla duszy,
Świat Książki, Warszawa 2020.

sobota, marca 07, 2020

3733. 67/366

fundacje i blogi — jeśli żywe, prowadzą je ludzie z ogniem w środku. dotarło do mnie.

fundacje — jeśli żywe, prowadzą je ludzie, którzy nie utonęli w nieszczęściu, ale dostrzegli w nim coś, od czego warto mocno odbić się i wypłynąć na szerokie wody.

67/366

3732. Słuchy do góry, już zawsze!

Gdybym miała czas i  pewną dozę cierpliwości — nie mam — przejrzałabym ostatnie dwieście przeczytanych książek i znalazłabym tę, z której wyjęłam fakt istnienia Wodnikowego Wzgórza. Nie zrobię tego, zbyt leniwa jestem, choć ciekawość mnie ciut żre. Pamiętam tylko, że natychmiast po zaistnieniu wspomnianego faktu, zaznaczyłam książkę do upolowania i po kilku miesiącach „upolowała się”. To było prawie półtora roku temu.

Miesiąc, a może dwa temu Smoku wspomniał o Wodnikowym Wzgórzu, co natychmiast przesunęło książkę na szczyt stosiku książek do przeczytania — w końcu z panem Bukowskim też poznał mnie Smoku i dobra jest ta znajomość. Kilka książek wepchnęło się bez kolejki i dopiero tydzień temu sięgnęłam po tę wspaniałą opowieść. W ten sposób — wydana w oryginale w roku 1972, po polsku w 2016 roku — Frysie na wzgórzach! — książka ta dołączyła do moich najważniejszych książek roku 2020. Na miłość fryską, leczy i podnosi mnie z magiczną łatwością!

     — […] Śmieszne, że ty jesteś przerażony na myśl o pozostaniu, a ja na myśl o wyjściu stąd. Tu lisy, tam łasice, w środku Piątek, koniec z nudą trosk!

*

     — Pozwolisz, że dam ci radę… — zaczął Czubak.
     — Jeżeli zostaniemy tu choć chwilę dłużej, to nie uda mi się jej posłuchać — odparł Leszczynek
.

*

Jakaś malutka część mojej istoty zniosła mnie w bok.

*

To, co dziś dowiedzione, było
niegdyś tylko przypuszczeniem
.

// William Blake

*

     — Bardzo są mili i dobrzy, ale powiem ci, co mnie w nich uderzyło. Oni są wszyscy straszliwie smutni. Nie wiem dlaczego, skoro są tacy wielcy i silni i mają taką piękną królikarnię. Ale przywodzą mi na pamięć drzewa w listopadzie.

*

Prawda o królikarni uderzyła w nich jak grom. Zespolili się mocniej, polegając na swoich możliwościach i doceniając je odpowiednio. Wiedzieli teraz, że życie ich zależy jedynie od tych możliwości, i nie zamierzali marnować niczego z tego wspólnego dobra.

*

Cały czas jednak, jak kropla wody, która wzbiera powoli, aż staje się tak ciężka, że spada z gałązki, myśl o tym, czego chcą, stawała się coraz wyraźniejsza i jednoznaczna.

*

Nie uświadamiamy sobie światła dziennego jako czegoś, co usuwa mrok. Światło dzienne, nawet wtedy, gdy słońca nie zasłaniają chmury, wydaje nam się po prostu naturalnym stanem ziemi i powietrza. […] Potrzebujemy wody, choć nie zaraz wodospadu. Kiedy się trafi, to bywa czymś nadzwyczajnym, przepiękną ozdobą. Potrzebujemy światła dziennego i w tym rozumieniu jest ono czymś użytkowym, ale nie potrzeba nam poświaty księżycowej. Kiedy się pojawia, nie służy żadnym potrzebom. Dokonuje przemian.

*

Nie lubię prostych linii, robią je ludzie.

*

     — Przeżyliśmy wiele niebezpieczeństw — odezwał się. — Każda nowość wydaje się nam groźna.

*

[…] wszystko kryła jeszcze przyszłość, której nikt nie mógł przewidzieć.

*

     — Ach, Leszczynku, byłem tak zmęczony i zmieszany, że zacząłem wątpić, czy wiesz, dokąd idziemy — rzekł Ostrężnik, podchodząc do niego i omijając po drodze kałużę. — Słyszałem cię we wrzosach, jak powtarzałeś „już niedaleko”, i denerwowało mnie to.

*

Można ukryć ogień, ale co robić z dymem?
// Joel Chandler Harris

Richard Adams, Wodnikowe Wzgórze, ilustr. Aldo Galli,
przeł. Krystyna Szerer, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

Po raz pierwszy Leszczynek zdał sobie sprawę z tego, jak wiele stracili, wyruszając w drogę. Nory i tunele starej królikarni stają się z czasem gładkie, zaciszne i wygodne. Nie ma w nich odłamków drzewa ani szorstkich narożników. Wszystko przepojone jest wonią królików — wielkiej, niezniszczalnej fali królikostwa, która niesie każdego pojedynczego królika pewnie i bezpiecznie. Najcięższa praca została wykonana przez niezliczone prababki i ich towarzyszy. Wszystkie usterki naprawiono, wszystko, czego używają, wypróbowano. Deszcz spływa bez trudu i nawet zimowe wiatry nie przenikają do głębiej położonych nor. Żaden z towarzyszy Leszczynka nie parał się nigdy prawdziwym kopaniem.

(tamże)

piątek, marca 06, 2020

3731. 66/366

myśli, czarne myśli, bardzo czarne myśli — całe stada, rzesze, hordy. wyrzucam lub omijam. nie służą mi.

66/366

czwartek, marca 05, 2020

3730. 65/366

nie szukaj rozwiązania — ono już tu jest.
zatrzymaj się — to jedyny sposób, by pójść głębiej.
tak się rodzi zachwyt chwilą — u mnie.

65/366

* * *

Kończę. Powolutku, nigdzie się nie śpiesząc. Leczy mnie ta opowieść. Zapada we mnie i karmi.

Nagle błysnęła mu odpowiedź. Te cienie nie były władne ani go odesłać, ani skrzywdzić bez jego zgody.

*

Próbujesz jeść trawę, której nie ma. Czemu nie pozwolisz jej wyrosnąć?

*

Widzicie czubek wielkiego głazu sterczący z ziemi. Jak daleko do jego środka? Trzeba go rozłupać. Wtedy będziecie wiedzieć.

Richard Adams, Wodnikowe Wzgórze,
przeł. Krystyna Szerer, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

* * *

[36. heksagram] W obliczu niesprzyjających okoliczności nie wolno biernie poddawać się siłom z zewnątrz ani się przed nimi wewnętrznie uginać. Można tego uniknąć, jeżeli jest się pełnym wewnętrznego światła, a na zewnątrz ustępliwym i elastycznym. Przy takiej postawie można przezwyciężyć największą niedolę.

I-Cing. Księga przemian, przeł. (na j. niemiecki) Richard Wilhelm,
przeł. Wojciech Jóźwiak, Małgorzata Barankiewicz, Krzysztof Ostas,
Latawiec, Warszawa 1998.

poniedziałek, marca 02, 2020

3729. 62/366

mogę wszystko. ale nic jak dawniej. takie życie!

62/366

3728. Tam (XV)

Króliki (powiada Lockley) podobne są pod wieloma względami do istot ludzkich. Jednym z nich jest nieopuszczająca ich nigdy zdolność znoszenia przeciwieństw losu i poddanie się strumieniowi życia, który unosi je z dala od rozlewisk przerażenia i strat. Posiadają pewną zaletę, którą trudno byłoby określić jako brak serca czy obojętność. To raczej szczęśliwie ograniczona wyobraźnia i intuicyjne poczucie, że Życie jest Teraz.

Richard Adams, Wodnikowe Wzgórze,
przeł. Krystyna Szerer, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.

niedziela, marca 01, 2020

3727. Na urodzinach

na kawie.

*

Pan Ciasteczko wprosił się, gdy jechaliśmy na świąteczny obiad. Nie pozostało nam nic innego, niż do wieczora łomolić świeżutkim hymnem urodzinowym.

Vasco Rossi, Come nelle favole.

io e te, io e te
come nelle favole

// ja i ty, ja i ty / jak w bajkach.

3726. 61/366

nie musisz więcej. nie musisz bardziej.
wszystko, co potrzebne, już tu jest — uwierz i zaufaj.

61/366

sobota, lutego 29, 2020

3725. Chronos sobotni (III)

Gepardzica:
Wzór na pracę…

Jabłoń:
siła × przesunięcie × cosinus(kąta między nimi)

Gepardzica:
Przyjemność + Talenty + Poczucie sensu

Jabłoń:
Tego nie uczą w szkole, a powinni.

Gepardzica:
To wzór na pracę idealną.

3724. Chronos sobotni (II)

Jabłoń:
Mam wrażenie, że wracam do życia.

Sadownik:
Mogę sobie grubo zażartować?

Jabłoń:
Dawaj!

Sadownik:
Mam nadzieję, że to nie jest
tylko przepustka z czarnej dupy.

3723. Chronos sobotni (I)

3722. 60/366

całe życie można spędzić na progu na życie. dotarło do mnie. tylko po co, skoro można zrobić tyle innych i pięknych rzeczy.

60/366

3721. Wypatrzone przy śniadaniu

 

wtorek, lutego 25, 2020

3718. 56/366

     — szukaj wsparcia w ciele — powiedział. nie do mnie, do kogoś lata świetlne sprawniejszego.

poruszyły mnie te słowa, wzięłam je sobie po cichutku na własność (cielesną).

56/366

[suplement pikselowy: 26.05.2022]

poniedziałek, lutego 24, 2020

3717. 55/366

kochają mnie, ale nie lubią*. kocha, ale często ma dość**. poraniona ranię, bo mam dokładnie tak samo jak oni.

_____________
* połączeni więzami krwi // bez związku z chorobą.
** połączony więzami niekrwi // w związku z chorobą.

55/366

sobota, lutego 22, 2020

3714. 53/366

nie zapominaj, że masz wpływ. zawsze. na to, co zrobisz z tym, co cię spotyka, nawet jeśli demoluje ci życie.

53/366

piątek, lutego 21, 2020

3713. 52/366

sięgaj po gwiazdy. zawsze. nawet w te dni, gdy możesz wznieść do góry tylko oczy.

52/366

3712. Przegląd wodorostów (X)

Wierszy miało być 22, ani jednego mniej, ani jednego więcej, i tak jest — napisała na końcu swojego tomiku w rubryczce Od autorki Bargielska. Dlaczego dwadzieścia dwa? I co z tego, że dwadzieścia dwa? Próbując znaleźć odpowiedzi lub ich cień, odkryłam serię: Wiersze podróżne. I znów… okładka zrobiła swoje. Sprawdziłam, autor obu okładek ten sam (Artur Burszta), może nie mogło być inaczej.

Pożarłam te wiersze popołudniową porą do herbaty z pigwą i imbirem.

Dzień do wieczora przechadzał się po murze,
żeby więcej widzieć i dłużej pozostać,
bo jutro będzie gdzie indziej.
 
Jestem widoczna, póki sen mną kaszle,
dopóki cień wsparty jest ciałem
.

*

Powiedziałeś, że nigdy się nie spotkaliśmy.
I tak naprawdę było
.

*

Trening mięśni ducha,
coś jak rozluźnienie tkanki rzeczywistości.
 
Spotkałam się dzisiaj
z gwałtownym protestem,
co zaskoczyło również mnie
.

*

Nie pamiętam, może coś mówił?
Już się mogę tak nie powtórzyć.
Rozrzucona na brzegu, pozbierana
jak szkło
.

*

Myślę, że poradzilibyśmy sobie
z tą grupą spoconych, ogromnych mężczyzn.
 
Gdybyśmy bili ludzi,
gdybyśmy byli ludźmi
.

Julia Szychowiak, Naraz,
Biuro Literackie, Wrocław 2016.

3711. Przegląd wodorostów (IX)

Jeszcze dużo Bargielskiej przede mną, pomyślałam z nadzieją. Ten tomik słów i wersów wdarł się z impetem do mej świadomości… okładką. Nie umiałam odłożyć na potem. Rzuciłam wszystko, co czytałam.

Zbiór stary, ale w wersji elektronicznej (czyli dla mnie) to świeżynka. Zacny i piękny wodorościk, a nie tomik wierszy.

Nie krwawić ci teraz, serce, a raźno popindalać,
gdy przyszłość się mości w słoiku i jeszcze czas jakiś puchnie,
a smutek przychodzi od razu tak wielki i tak stary,
że zjedz mnie, czereśnio, wołam, zjedz mnie, okruszku, pesteczko
.

*

Myliśmy zęby i powiedziałam do męża:
boję się, czy poznam, że umarłam. Bo
czy umrzeć to jest śnić sny jakby nie swoje,
czy może bardziej jak dwieście tysięcy
czarnych perełek, które toczą się za nami
do zsypu. Keep dying, powiedział mąż,
przekonasz się
. […]

*

Nie wiesz tego, nie wiesz nawet, czy gdy obrysujesz
mój cień na ścianie, zatrzymasz mnie na dłużej,
czy może dom runie, a cień odejdzie w swoją stronę
.

*

Przygryzany język spuchł i ostatecznie
wyparł, co było do dodania. Myśl
jak ten mężczyzna, co leży obok,
a świat rozsunie kolana. Poproś
go o rękę, gdy wstanie. Tymczasem
złe kobiety w księżycowych żółciach
i puste prochowce, które chcą mu
ciebie zabrać: nie je śni
jak najdłużej, jęcząc i puchnąc
.

*

chłopczyk, obgryzione paznokcie, spotyka
w bocznej alejce jesienną topolę wariatkę
wniebopienną. stara bajka. objęci odchodzą
w kierunku opłotków, złączeni całkiem trwale
niejasnym stosunkiem do kręgów światła z okien
.

*

Znienacka pojawiające się motyle lub tęcze
bierzesz za to, czym naprawdę są — zapowiedź nagłej śmierci,
twojej i twoich na wiele pokoleń we wszystkie możliwe strony
.

*

Wyznają Boga, którego wszechmoc
polega na tym, że bierze dla siebie tylko przeszłość,
w teraźniejszości pozwala się wspominać,
a przyszłość zostawia nam. W sumie też
Go wyznaję, bo nigdy nie widziałam
większej wszechmocy
.

*

Wszystko będzie dobrze, powiedział święty Łukasz.
Nie wszystko i nie dobrze, chociaż na pewno będzie
.

*

[…] I mówi: mamo,
pamiętasz, jak nie potrzebowaliśmy oczu?
 
Jak mogłabym zapomnieć, synku,
z tysiąca przygód mojej nieśmiertelnej duszy,
ta była najlepsza
.

Justyna Bargielska, Selfie na tle rzepaku,
Biuro Literackie, Wrocław 2016.

czwartek, lutego 20, 2020

3710. 51/366

przecierasz palcem lub nie zauważasz jej wcale, ale czy myślałeś kiedykolwiek o sile, która sprawia, że kropla jest, jaka jest, nim ją zetrzesz, zdmuchniesz, unicestwisz?

szukałam dziś w sobie tej niewiarygodnej siły. mają ją również łzy.

51/366

środa, lutego 19, 2020

3709. Pierniczek książkowy

Wyjęłam tę książkę z Drogi Jana. Autorce poleciła tę powieść jej przyjaciółka. Dostępna jest tylko „w papierzu”. Klik, klik, portal aukcyjny. Klik, klik, wybrać i opłacić. Klik, klik, czekanie. Ale w końcu i doczekanie.

Opowieść-Piernik — w tym roku kończy dziewięćdziesiąt lat. Przedstawionego w niej świata już nie ma. Nie ma w niej prądu, obowiązkowej edukacji, świadczeń zdrowotnych i internetu. Są ludzie, jest los, hallo, old chap, please, nowa ojczyzna i old fool. I jest życie, i pewna perspektywa patrzenia na nie i opowiadania o tym życiu. I jest puenta, która czyni tę książkę aktualną pomimo rekwizytów, które trącą myszką. Po prostu powieściowy evergreen.

Nic się nie wydarzyło. A jednak było tak, jakby jakieś wieczne sprawy miały się spełnić.

*

Teraz Mendel niczym więcej nie był, tylko modlącym się człowiekiem. Przez niego przechodziły słowa do nieba, był pustym naczyniem, lejem. Tak wmadlał się w świt.

*

[…] pierwszy raz w życiu wyraźnie czuje bezgłośne i podstępne pełzanie dnia, zwodniczą przebiegłość wiecznej zmiany dnia na noc, lata na zimę i że czuje, jak sączy się życie zawsze jednostajne, pomimo wszystkich oczekiwanych i niespodzianych strachów. Strachy rosły tylko na pełnych zmienności brzegach życia.

*

[…] świergot ptasi, niby pamięć rzeczy prześnionych, szczęśliwych, niby głos słonecznego promienia.

*

Nie śmiała już więcej błagać Boga. Bóg wydawał się jej za wysoki, za wielki, za daleki, bezkresny za bezkresnymi niebiosami. Żeby dotrzeć choćby do Jego rąbka — trzeba by mieć drabinę z miliona modlitw.

*

[…] zastała męża przy kuchni. Niechętnie krzątał się koło ognia, garnków i drewnianych łyżek. Jego prosty umysł skierowany był na nieskomplikowane ziemskie sprawy i nie znosił cudów w obrębie pola widzenia.

*

Gdzieś tykały zegary, lecz i one chodziły luzem obok czasu, który w tych wysokich korytarzach nie ruszał się z miejsca.

*

Już nie stać jej było na siłę, bez której nie ma wiary, i z wolna opuszczały ją siły niezbędne człowiekowi do wytrzymania rozpaczy.

*

     — Zachowujesz się jak ruski Żyd — powiedziała mu Debora, kiedy wrócił.
     — Ja jestem ruski Żyd — odparł Mendel
.

*

A ponieważ czuł, iż głęboko w sercu kiełkuje jeszcze nieśmiała nadzieja, starał się ją zabić.

*

     — Co się z tobą dzieje, Mendel? Dlaczego wzniecasz ogień? Czemu chcesz podpalić dom?
     — Chcę spalić więcej niż jeden dom i więcej niż jednego człowieka
. […]
     — Więc powiedz nam, co chcesz spalić?
     — Boga chcę spalić
!

*

Zestarzałem się i widziałem już, jak niejeden świat runął, nareszcie zmądrzałem.

Joseph Roth, Hiob, przeł. Józef Wittlin,
Wydawnictwo Austeria, Kraków 2015.

Być może, iż błogosławieństwom trzeba do spełnienia dłuższego czasu niż klątwom.

(tamże)

3708. 50/366

na wojnie ze słowami byłam. i co z tego, że tak pięknie potrafią opisać historie, malować sceny, zatrzymać chwile? skoro zawsze spłaszczają, gubią, redukują istotę doświadczenia.

50/366

sobota, lutego 15, 2020

3706. 46/366

nie porzucaj, nie unikaj. nie bój się rzeczy*, które ci nie wychodzą. w nich tkwi siła i moc.

46/366

_____________
* ćwiczeń, których nie udaje się wykonać prawidłowo; umiejętności wymagających szlifowania i polerki.

piątek, lutego 14, 2020

3705. 45/366

w co wierzysz? w lęk czy w miłość?

to, w co wierzysz, działa — przyszło do mnie, gdy robiłam ostatnie dziś schody w górę do ula.

45/366

*


Kaan.

czwartek, lutego 13, 2020

3704. Onemu (II)

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Nie do mnie. Metaforycznie, w męskiej wymianie wrażeń o doświadczaniu se­zo­no­wych atrakcji zdrowotnych. Z samego rana wczoraj rozmawiali o cho­rób­skach, co każdego z nich prawie synchronicznie dopadły.
     I znów… tak jak wtedy, to niby-zwykłe-zdanie poruszyło mnie i dotknęło.

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Nie interesował mnie rozkład tego ciągu liter na części mowy, zdania czy środki wyrazu. Nie interesował sens, przyczyna i skutek. Nie interesowała mnie historia osobista Onemu. Interesowało mnie tylko i wyłącznie to, że to zdanie natychmiast skontaktowało mnie z tęsknotami. A tęsknoty, na które nie zwracałam uwagi od wielu miesięcy, dotknięte powolnością kawowej chwili, natychmiast połączyły mnie z tą częścią mnie, co ma miękką, delikatną i spragnioną naturę.

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Może tęsknoty, gdy przysiąść się do nich bez pretensji — przecież kura przez wu powinieneś być szczęśliwy, no nie? przecież kura przez wu może być dużo gorzej; kura przez wu, błagam, nie rób scen — nie tylko mnie łączą z miękkim, delikatnym i spragnionym? Może właśnie te tęsknoty czynią nas bardziej ludzkimi i czującymi istotami.

Człowiek to dziwna konstrukcja, choć boska.

niedziela, lutego 09, 2020

3701. Tutto basta!

Maestra-Di-Italiano w poniedziałek zapytała ciasteczkowych uczniów o święto, które na dobre miało rozkręcić się we Włoszech. Pan Ciasteczko nie miał pojęcia, o czym w piątek doniósł mi Sadownik.

Nie wiem kto — Sadownik czy Pan Ciasteczko — zarzynał u siebie tegoroczne sanremowe przeboje. Dla mnie to było estetycznie zbyt duże wyzwanie, łomoliłam sobie Beethovenem w południowej części ula.

Z gabinetu wyszedł mężczyzna z sanremowym obłędem w oczach i zaczął podtykać mi pod nos telefon z tą piosenką. Broniłam się, ale uparł się. Był pewien, że będę zachwycona. Opierałam się, ale on był oślo uparty. Dla świętego spokoju, przecież trzydzieści sekund mnie nie zbawi i… zakochałam się w tej piosence, z powodu pana tłumacza — mistrz!

Le Vibrazioni, Dov’è, Mauro Iandolo — tłumacz j. migowego.

3700. U Orzeszka i Białego Kruka (LXV)

Biały Kruk:
(napisał wczoraj i zdjątko przysłał)
Koniec
…zimy i puzzli.

miesiąc temu, czyli w pół zimy.

sobota, lutego 08, 2020

3699. 39/366

cisza — ta nie przed burzą.
spokój — ten nie święty.
amen — to niech!

39/366

3698. Książka z psim kłaczkiem

Grudniowe szaleństwo przedświątecznych obniżek cen ibuków — książek, na które długo polowałam — objęła również tę powieść.

Nie moja bajka gatunkowa i nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie kudłaty wątek. Dwa dni temu Sadownik zapytał mnie późnym wieczorem, dlaczego jeszcze nie idę spać. Byłam w połowie tej opowieści, sierści ani widu, ani słychu, a okładka obiecywała dużego psa! Uparłam się uporem godnym trzylatka, że nie pójdę spać, dopóki się nie pojawi. Pojawiła się suka, mogłam pójść do łóżka.

Psy mają moc! W rozwoju duchowym wyprzedzają ludzi o setki lat świetlnych. Jestem tego pewna.

Jest w książce jedna kudłata nieprawda: psy ziewają, gdy są zaniepokojone (zdenerwowane), a nie, gdy czują się bezpiecznie — ad acta.

Cała jej siła gdzieś zniknęła. Wciąż ponosiła kolejne straty. A przecież nie mogła przegrupować szeregów, dopóki nie powstrzyma dalszych strat.

*

Dla postronnego obserwatora męstwo, którego tyle razy była świadkiem, mogło wydawać się czymś niezwykłym. Jednak z punktu widzenia kogoś, kto decydował się na akt odwagi, chodziło tylko o podjęcie decyzji i jej realizację pomimo przeciwności. A potem o niewracanie do tego już nigdy więcej.

*

[…] wałęsał się jakiś pies. Duży, czarny, z ogromnym kwadratowym łbem i malutkimi uszami; kroczył dumnie niczym lew.

*

     — Najżałośniejsza rzecz, jaką można zrobić, to powiedzieć: och, wystarczyło postąpić tak czy inaczej, a wszystko byłoby z nią w porządku. Obwiniać się, a jednocześnie podchodzić do całej sprawy tak, jakby wszystko kręciło się wokół ciebie.

*

     — Musisz być silna.
     — Jak mam to zrobić?
     — Dobre pytanie — powiedziała LeAnne
.

*

     — Kurwa mać.
     — Uważaj na słownictwo, młoda damo – upomniała ją kobieta, przyglądając się uważnie prawej stronie jej twarzy.
     — A pani to niby kto? Królowa tego zadupia
?

*

Na łóżku obok niej leżał pies. Czarne jak węgiel oczy były otwarte i uważnie ją obserwowały. LeAnne uspokoiła się trochę i po prostu leżała. A pies leżał obok niej.

*

Wszystko wskoczyło na swoje miejsce, zyskało sens. LeAnne zrozumiała, że nie ma czegoś takiego jak przypadek; że życie rządzi się swoimi własnymi magicznymi regułami.

*

Pozazdrościła jej [suce Goody] tej umiejętności odnajdywania szczęścia w najprostszych rzeczach.

*

Goody wyskoczyła jak z procy, wielkimi susami popędziła w kierunku LeAnne, stanęła na tylnych łapach, przednie kładąc na ramionach LeAnne, i zaczęła gorączkowo lizać ją po twarzy.
     — Cześć, maleńka. Spokojnie — powiedziała LeAnne. — No, już chyba wystarczy — dodała po chwili, ale reakcja psa ją rozczuliła.
     Goody w końcu oderwała się od niej, przebiegła wzdłuż cały parking, pędem wróciła do LeAnne i znowu zaczęła się z nią witać
.

*

Pies przez chwilę stał nieruchomo, a potem złapał zębami za leżącą na ziemi, przyczepioną do jego obroży smycz i podszedł do LeAnne. Wymachiwał smyczą, kołysząc głową do przodu i do tyłu. […]
     — Miałam kiedyś instruktora musztry bardzo podobnego do ciebie — powiedziała LeAnne. Chwyciła smycz i ruszyły naprzód, mając przed oczami długi, prosty odcinek drogi. — Ale nie był nawet w połowie tak ładny jak ty
.

*

     — Ale… — wykrztusiła LeAnne, na powrót czując się jak uszkodzona wersja samej siebie. Miała kilka takich „ale” i próbowała jakoś uporządkować swoje wątpliwości.

*

Czego chciała? Wyłącznie rzeczy, które nie mogły się ziścić, wyłącznie cudów.

*

     — Dlaczego to zrobiłeś?
     — Bo słowa brzmiałyby jak tanie pocieszenie.
     — Wszystkie te gówniane rady w rodzaju „zostaw to za sobą” i „rusz do przodu ze swoim życiem
”?

*

LeAnne zadała sobie pytanie, czy wszystkich miłośników psów cechuje pewien rodzaj szaleństwa.

Spencer Quinn, Po dobrej stronie, przeł. Katarzyna Dudzik,
Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019.

piątek, lutego 07, 2020

3697. 38/366

to coś, wiem, że mądrego — zamienić na słowa, zatrzymać na dłużej i na potem w zdaniu — wymknęło się bez trudu. pozostało mi tylko poczucie, że kontakt z tym czymś wciąż mam. jeszcze przez chwilę.

38/366

środa, lutego 05, 2020

3695. 36/366

     — daj buziaka — powiedziała Maggie do Heniutki na dzień dobry przy pierwszym spotkaniu.

wszystko jasne: nigdy nie byłam psiarą. jestem zaledwie psiareczką, a może tylko rąbkiem jej cienia lub złudzeniem optycznym.

36/366

3694. Przy porannej kawie

Ostatni z przegapionych tomików już za mną. Skończył się przy nieprzegapionej kawie. Mogę czekać na nowy, szukając siebie w miejscach, w których od tak dawna mnie nie było lub nie było mnie jeszcze nigdy.

naprawdę nie musisz mnie tracić
by odzyskać
 
odzyskuj bez utraty

odzyskuj tak jak się stawia początek
tuż po dawnym
początku którego nie zamknęła kropka
ani krzyżyk

*

to życie takie dziwne
jakby całkiem nie moje
w tej chwili kiedy moje
jest bardziej niż zawsze

*

miłość nie ma początku bo jest sama
początkiem i jeśli kto kogoś to ona
świętuje nasze narodziny i śmierci
rocznice miesięcznice i dnice
choć w jej kalendarzu nie ma naszych
cezur nie ma ich w ogóle a jest wielka fala
która na chwilę nas wyniosła pod niebo

*

i jeszcze gorsze rzeczy pies ten
widział i przez nie teraz
wpatruje się w ciebie
oczami w których dostrzeżesz nie wyrzut
lecz wielkie
wymowne współczucie

*

przestraszyłem moim zachwytem
przerażone serce
.

*

genialna metoda na znieczulenie
wyjąć sobie ból z serca
patrzeć na niego jak na kruchy przedmiot
złamać i wyrzucić
do nieopróżnianego od miesięcy śmietnika

*

błogosławieni którzy
narażają się na śmieszność
bo im się spełnią sny najniemożliwsze

*

on też naczynie jeszcze bardziej kruche
poranione na krawędzi raniące

*

liczy się tylko by nie było obco by chociaż
przez chwilę było najbliżej

*

czarny piotruś
strach

Jarosław Mikołajewski, Basso continuo,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

wtorek, lutego 04, 2020

3693. 35/366

w jaki sposób to, o czym marzysz, dzieje się już teraz?

zatkało mnie z wrażenia, gdy znikąd pojawiło się we mnie to pytanie. uśmiechnęłam się, a do odpowiedzi dorzuciłam fakt, że stałam na dworze i słuchałam rzęsistej ulewy.

35/366

3692. Z zanieczyszczonego miasta

Niedzielne czytanie przy kawie. Fusy musiały opaść, bym wiedziała, które fragmenty chcę tu pod ręką mieć. W moim mieście jest smog i nie ma ciemności od wielu, wielu lat. Próbujemy różnych sztuczek, by trochę jej w ulu mieć. W Małej Danii jest jeszcze nie tylko ciemność — jest cisza, są gwiazdy i mniej szalone zegary.

Ciemność jest wyczerpującym się zasobem. Użycie sztucznego światła wzrasta z prędkością, której nie kontrolujemy. Smartfony pojawiły się w 2007 roku, teraz wszyscy je mają. Po wprowadzeniu zakazu użycia tradycyjnych żarówek w 2012 roku wszyscy używają żarówek LED. To tak, jakby wszyscy nagle zaczęli się żywić bardzo niezdrowo — mówi [Tone Elise Gjøtterud Henriksen].

*

Kiedy ostatnio widziałeś gwiazdy?
     Spójrz na satelitarne zdjęcie Ziemi. Tam gdzie kiedyś spowijała ją ciemność nocy, teraz jaśnieje niczym migocząca choinka
.

*

Jak się okazuje, naturalna ciemność daje nam o wiele więcej niż tylko doświadczenia. Naukowcy znajdują coraz więcej dowodów na to, że nadmiar sztucznego światła wpływa na nasze ciało, rytm dobowy i samopoczucie. Może oddziaływać nie tylko na nas, ale także na zwierzęta, ekosystem, naturę samą w sobie.
     Potrzebujemy naturalnej ciemności
.

*

Kiedy pojawiła się żarówka, czas snu uległ skróceniu średnio o półtorej godziny. W 2012 roku zwykłe żarówki zostały zakazane w Unii Europejskiej. Żarówki ledowe zużywają o wiele mniej prądu, nie ma więc co na nich oszczędzać, teraz wszystko jest oświetlone całą dobę, cały rok, wewnątrz i na zewnątrz. W 2017 roku w Norwegii zużyto najwięcej prądu w historii, a problemy ze snem są coraz częstsze.

*

Ciemność nie jest wrogiem. To przyjaciel, u którego możesz się schronić.

*

[…] możesz zobaczyć gwiazdy, czyli w pewnym sensie wszechświat, że tak naprawdę w ciemności widzisz o wiele dalej niż kiedykolwiek indziej. Bo bez ciemności nie ma światła, to jest oczywiste.
// Jon Fosse

*

Włoski badacz Benedetti, który zajmuje się terapią światłem, powiedział: „Nie boisz się ciemności, ale w ciemności […]”.
     Potrzebuję pocieszenia. Nie, czegoś więcej. Czy można myśleć o ciemności jako o czymś miękkim?

*

[…] teraz boję się także czegoś więcej, boję się myśleć za dużo, boję się drzwi i furtek, które otwierają się w mojej głowie, boję się czarnych dziur w świadomości, które pociągną mnie w dół, pochłoną. Wszyscy mają w sobie jakąś ciemność, w której mogą się pogrążyć, czy to będzie rozwód, choroba, żałoba czy inne cholerstwo. Ale patrzcie, sama używam tych metafor: ciemność jako coś negatywnego.

*

Kiedy nic nie widać, wyobraźnia i przeczucia łatwiej opanowują świadomość.

*

„Kurwa” była pierwszym słowem w moich myślach po przebudzeniu. Bo prawdziwi bohaterowie i bohaterki się nie boją. Ratują siebie lub innych albo umierają.

*

Wszechświat jest największą tajemnicą naszego istnienia. Kiedy zamykamy gwiaździste niebo za masą światła, zamykamy się również na nieskończoną ilość wiedzy. Gwiazdy nie są tylko początkiem, ale także naszą przyszłością — nocne niebo ukształtowało naszą kulturę i nasze historie i będzie nad nami tak długo, jak długo będziemy istnieć. Daje nam jakieś poczucie bezpieczeństwa.

*

Jakie dziwne jest to nasze ciało, tak wiele i tak mało o nim wiemy. Podobnie jest z kosmosem, nieskończoną przestrzenią.

*

Tu stoję ze swoim małym życiem
uznaję za triumf
że choć spadają liście i jest ciemno, choć
moje pozostałe dni
uciekają tak bardzo szybko
wieczność stoi niezniszczalna

// Hans Børli

*

Mój brutalny sposób na zaśnięcie nie jest tak wyrafinowany. Sprowadza się do dwóch słów: „Pieprzyć to”. Tak, tak, pieprzyć to, myślę. Kiedy wiem, że muszę spać, że chcę spać, tutaj i teraz, za każdym razem gdy nachodzi mnie nowa myśl czy dwadzieścia myśli, mówię sobie w głowie: Pieprzyć to. Jest już noc, myślę. Nic nie poradzisz, obojętnie na co, póki nie przyjdzie dzień, rozumiesz to na pewno, Sigruniu, mówię do siebie.

*

[…] powtarzam w razie potrzeby, tak często, jak się da: „Śpij już, śpij, do cholery”.

*

Jest w tym jakaś natrętna ambiwalencja, że potrzebujemy być sami, a jednocześnie potrzebujemy innych ludzi. Niezależnie od wszystkiego oni będą zawsze z nami, w myślach i w pamięci.

*

Zmęczenie przynosi ulgę. Jak kula spokoju w ciele.

Sigri Sandberg, Ciemność. W obronie mroku,
przeł. Joanna Barbara Bernat,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019.

poniedziałek, lutego 03, 2020

3691. 34/366

jedno pytanie za dużo. jedna odpowiedź za daleko. i wiesz, że na tym moście nie powinno cię być, bo płonie — drogi odwrotu brak.

34/366

niedziela, lutego 02, 2020

3690. 33/366

na ulubionej kanapie przy kawie pierwszy raz od kilku latach. niehandlowa niedziela w centrum handlowym to jest smaczek. bez tłumów, bez hałasu, z planami i marzeniami, ze sobą.

33/366

*

nie znałam Jej wtedy. obchodziła osiemnaste urodziny, gdy umarła moja Babcia, Mama Orzeszka. dziś ma urodziny, jest moją przyjaciółką i pierwszy raz pomyślałam, że to dla mnie podwójny dzień „przejścia”.

33/366

sobota, lutego 01, 2020

3689. 32/366

staję się kimś, kogo jeszcze nie znam. z każdym dniem mam mniej czasu, by go poznać i zrozumieć. trzeba się śpieszyć, ale bardzo powoli, by nie przegapić istotnych okruchów istnienia.

32/366

*

Byle tylko nie zdrętwieć w życiowych sytuacjach, nie nałożyć papuci i nie zapuścić brody, i zawsze uważać, aby twórcze siły świata odnajdywały nas w oczekiwaniu i ciągłej gotowości! Niewiele do tego trzeba. Jest to sztuka umiejętnego współgrania słuchu, serca, uwagi, instynktu i rozumu. I jest to jedna z tajemnic życia.

Sándor Márai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2018.

3688. Ależ z pana ziółko, panie Márai!

Jabłoń:
(ostatniego dnia listopada zeszłego roku
podesłała Białemu Krukowi książkę,
którą po długim czasie w końcu upolowała
)

Biały Kruk:
Myślałem że nareszcie poczytam
coś praktycznego :_((, a to
wcale nie o ziołach…

Jabłoń:
(doskonale zna zdanie Białego Kruka
na temat jej czytelniczych wyborów
)
Liczyłam właśnie na to, że
się nabierzesz :)))))))))))))).

Biały Kruk:
Sorry, ale Księga nalewek
jest bardziej na temat…
Mogę Ci przysłać.

Biały Kruk chyba nie ruszył tej książki. Do mnie w końcu dopchała się, po tym jak trzeciaczwarta uwolniły moce czytelnicze. Ta książka-dziadek (oryginał wydany w 1943 roku) to filozoficzna przyprawa do życia. Warta grzechu i czasu, nadaje życiu dodatkowy smak i blask.

Miejsca, w których wprawia w zadumę lub „uśmiecha”, są w sposób szczególny bezcenne. I ta lekkość łączona z przewrotnością, gdy O kobietach i ptakach sąsiaduje bezpośrednio z O Jezusie i samotności. Autor — czasem beznadziejnie powtarzający po raz trzeci, piąty ten sam punkt widzenia, częściej prowokator: zgadzam się, nie zgadzam z nim, jak to ze mną jest? I najważniejsze, bo kudłate, na koniec, na deser i na dobry spacer.

Poznawanie świata jest interesujące, pożyteczne, niepokojące lub pouczające; poznanie nas samych jest najdłuższą podróżą, najbardziej poruszającym odkryciem, najbardziej kształcącym spotkaniem.

*

Ucz się widzieć człowieka w całej jego postaci i wiedz, że jest bardziej zaskakujący i cudowniejszy niż skrzydlaci bohaterowie mitów.

*

Nie odpędzaj smutku. Przychodzi bez przyczyny; może w takich chwilach starzejesz się, może coś zrozumiałeś, może w tę godzinę smutku żegnasz się z czymś. A jednak smutek upiększa życie. […] smutek w nieoczekiwanej chwili przykrywa świat, na który patrzysz, cudowną, szarosrebrną mgłą, i wszystko staje się szlachetniejsze, rzeczy i wspomnienia. Smutek jest wielką siłą. Wszystko widzisz z większego oddalenia, jakbyś w czasie wędrówki wspiął się na szczyt. Sprawy okażą się bardziej tajemnicze, prostsze i prawdziwsze w tej szlachetnej mgle, w perłowym świtaniu. Naraz sam poczujesz się bardziej ludzki.

*

Kiedy tylko możesz, idź do lasu.

*

Rozum zaczyna skowyczeć, gdy słyszy muzykę. Muzyka sprzeciwia się zdrowemu rozumowi. Nie chce rozumieć, jak rozum, ale rozlewać się, rujnować, rozbrajać, uwodzić; dotyka w nas tego, co tajemnicze i bolesne, odsłania to, co tak troskliwie ukrywaliśmy przed sobą, co trzymaliśmy w karbach wszelkimi dostępnymi nam narzędziami; muzyka jest jak wiosenna woda z tajania śniegu, rujnuje obszary nie bez skrupułów przez rozum rozparcelowane, uprawiane, obrabiane, wreszcie uporządkowane i zdyscyplinowane. Dokądkolwiek wtargnie muzyka, tam prawa rozumu tracą ważność.

*

Nie wystarczy współczuć ludziom; współczuj także sobie. Bo ty także jesteś człowiekiem: tak łatwo o tym zapomnieć pośród powszechnej rywalizacji. Nie tylko inni zapominają; najczęściej ty sam.

*

Czytać należy intensywnie. […] Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać.

*

Czy nie wiesz, że na wieki pozostaniesz wędrowcem, i wszystko, co czynisz, jest ruchem wędrowca podążającego drogą? Po wsze czasy idziesz przed siebie pośród miast, celów, okresów życia, zmian, i jeśli odpoczniesz, nie odpoczniesz pewniej i trwalej niż wędrowiec, który przycupnął na pół godzinki w cieniu przydrożnej jabłoni. Miej to na względzie, kiedy układasz plany. Sensem twojej drogi nie jest cel, lecz wędrówka. Nie żyjesz w określonych sytuacjach, ty zawsze jesteś w drodze.

*

I wiedz, że jesteś śmiertelny, lecz póki żyjesz, coś jesteś winien swojemu ciału.

*

Gdy coś chwytasz, chwytaj obiema rękami, i to mocno; gdy coś wypuszczasz, wypuszczaj świadomie i ze wszystkimi konsekwencjami; gdy mówisz, niech twoje słowa trwają w czasie jak kamień; gdy cieszysz się z czegoś, ciesz się bez zastrzeżeń.

*

Życie będzie bogatsze, odświętne i bardziej ludzkie, jeśli kilka chwil codzienności napełnisz czymś nadzwyczajnym, ludzkim, życzliwym i uprzejmym; a więc świętem.

*

Zaczekaj, z cierpliwością anioła i świętego, nim sprawy — ludzie, idee, sytuacje — które do ciebie należą, przyjdą do ciebie. Ani jednym krokiem, ani jednym gestem ni słowem nie przyspieszaj ich zbliżania się. Bowiem pewni ludzie, pewne idee, sytuacje, które należą do twojego życia, twojego charakteru, do twojego ziemskiego i duchowego losu, stale są w drodze, zmierzając do ciebie. Książki. Mężczyźni. Kobiety. Przyjaźnie. Poszukiwania, wielorakie prawdy. To wszystko zbliża się do ciebie, powolnym przetaczaniem się, i pewnego dnia musicie się spotkać.

*

Dlatego musimy żyć à jour. Każdego dnia dawać światu odpowiedź, w liście, uczuciem albo myślą. Z nagła uważnie przyjrzeć się zwątpieniu, jakie rodzi się w nasze dni powszednie; pełnią sił, jeśli to tylko możliwe, odpowiedzieć na każde pytanie; przepracować i dokończyć aktualny etap naszego zadania. Natura także żyje à jour; każdego dnia wszystko przetwarza, załatwia i odkłada na miejsce.

*

Bo też dlaczego cud miałby być bardziej niepojęty niż nieprawdopodobnie skomplikowana rzeczywistość? Cud jest duszą świata, która objawia się we wszystkim. Dlatego jestem jego wyznawcą: bowiem dusza świata jest obecna i we mnie, w każdym moim dniu powszednim, w moim smutnym i cichym losie.

*

Rzeczy nie są tylko same w sobie: mają swoją perspektywę. Dlatego nigdy nie mów o jakimś zjawisku: „jest takie czy siakie” — mów jedynie: „kiedy patrzy się z tej perspektywy, wydaje się, że jest takie”.

*

Bo ludzie są zupełnie nieobliczalni. Na próżno znasz kogoś od trzydziestu lat: nie potrafisz przewidzieć, jak się zachowa […] — bowiem człowiek pozostaje tajemnicą nawet wtedy, gdy jest, skądinąd, półgłówkiem.

*

Patrz, wyczuj cud tam, gdzie akurat jest. A zawsze jest w pobliżu, w zasięgu twojej ręki, tak blisko, że przez całe życie nie przyszło ci do głowy, aby wyciągnąć po niego rękę.

*

Nie umiem prowadzić lokomotywy. Nie umiem przyszyć oderwanego guzika. Ale właśnie to i wiele innych drobnych umiejętności tworzy świat. Ucz się szacunku dla wszelkiej ludzkiej zręczności, dla każdego gestu.

Sándor Márai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Nie wstydź się tego, że kochasz zwierzęta. Nie rumień się dlatego, że jakiś pies bliższy jest twojemu sercu niż większość ludzi, których znasz osobiście. Kłamią prorocy i ci grubiańscy, kiepscy ludzie, którzy karcą cię za tę nić sympatii, i mówią tak: „Kradnie ludziom uczucia, które trwoni na psy! Samolubny, zimny typ!” — nie przejmuj się nimi. Spokojnie kochaj swojego psa, tego niezmordowanego przyjaciela o lśniących oczach, który za swoją przyjaźń nie prosi o nic więcej niż byle jaki ochłap i pogłaskanie. Nie wierz w to, jakoby słabość i egoizm skłoniły cię do miłości do zwierząt. To są nasi bracia, wyrabia się ich w tym samym warsztacie co człowieka i mają rozum, częstokroć bardziej skomplikowany i subtelniejszy niż większość ludzi. Niech sobie drudzy nazywają słabością miłość do zwierząt i szydzą z niej — a ty spaceruj sobie ze swoim psem. Jesteś w dobrym towarzystwie; i Bóg o tym wie.

(tamże)