poniedziałek, maja 25, 2020

3819. Tam (XVI)






wszystkiego tam: 19 450 m

3818. 142–146/366

szpital w czasach zarazy — oblężona przez wirus twierdza. każdy oddział jak poródowka rodem wprost z lat siedem­dzie­sią­tych XX wieku. żaden ojciec obojga płci nie przeciśnie się.

142–146/366

środa, maja 20, 2020

3817. 141/366

czasem łatwiej przyjąć cierpienie niż miłość. dopiero gdy już nie ma miejsca (chwilowo?) na więcej cierpienia, nie pozostaje nic innego, niż dojrzeć i przyjąć miłość. już to wiem.

141/366

3816. Też już skończona

W dniu premiery dwa papierowe egzemplarze w ramach wspierania księgarni kameralnych szły do swoich nowych właścicieli. W dniu premiery zaznaczyłam tę książkę do upolowania (nigdzie mi się nie śpieszyło), by dwie godziny później mieć ją na czytniku, bo dowiedziałam się, że w środku jest rozmowa z Justyną Kopińską, a ja jedną Jej wielbicielkę znam i tę wielbicielkę uwielbiam, i Ona muuusiała tę książkę mieć, już-i-natychmiast.

Po przeczytaniu wstępu postanowiłam wrócić do książki Jana Szczepańskiego, gdy tylko dotrę do Małej Danii, bo tam ta książka od dziesięcioleci mieszka.

Znałam te rozmowy, ale z przyjemnością do nich wróciłam, gdy przeczytałam te fragmenty, których nie znałam. Czytając, słyszałam głos Profesora. Z przyjemnością czytałam o wszystkich jego lekturach. Ta książka koi niezgodę na Jego nieobecność, ale zbyt szybko się kończy.

Pewnie jeszcze długo krążyłabym po tej książce, by wybrać cytaty, ale robię to dziś, by mieć puste czytelnicze „naczynie” przed jutrzejszym udaniem się do szpitala.

Dla niniejszego zbioru zaproponowałam tytuł „Ludzkie sprawy”. Nieprzypadkowo. Mieliśmy z Wiktorem ulubioną książkę o prawie identycznym tytule — „Sprawy ludzkie” Jana Szczepańskiego (Czytelnik, 1978). Wielokrotnie, przez lata, czytaliśmy eseje Szczepańskiego o cierpieniu, losie, samotności, człowieczeństwie, irracjonalności, obojętności, starości, śmierci i życiu — czyli o wszystkim, co ludzkie. Coraz bardziej sfatygowany tom w beżowej tekturowej okładce wędrował z lewego stolika nocnego w naszej sypialni na prawy, w zależności od tego, które z nas akurat dopadł jakiś dylemat filozoficzny lub życiowy lub kto potrzebował wsparcia duchowego naprawdę dojrzałego myśliciela.
// Ewa Woydyłło-Osiatyńska

*

Ktoś mi kiedyś powiedział ciekawe zdanie: nie jest problemem, że masz problem, ale problemem jest, jeśli w tym roku masz ten sam problem co rok temu, bo to oznacza, że nic z nim nie zrobiłeś.
// Wiktor Osiatyński

*

Trzeba pozwolić sobie na ciszę, zorganizować ją i posłuchać.
// Mika Dunin

*

[W.O.] Czy człowiek składa się z innych ludzi, z wielu miejsc, z różnych epok? Czy rzeczywiście tak jest?
     
[Agata Tuszyńska] Tak. Ci inni, z którymi dane nam było się spotkać, tworzą naszą tożsamość, naszą istotę. Moim zdaniem tworzą nas przeszłość, pamięć i inni ludzie.
     [W.O.] Ale często chcemy o tym zapomnieć.
     [A.T.] Niesłusznie.

*

[…] uświadomiłam sobie, że gdy człowiek się boryka, potyka i zmaga, nawet wówczas, gdy coś się nie udaje, to na tej wyboistej drodze z błockiem też można być szczęśliwym.
// Paulina Młynarska

*

[W.O.] No dobrze, znalazła pani u mnie ten wskaźnik i mówi mi pani, że co mam zrobić? Co pani może zrobić, co ja mogę zrobić?
     [Maria Barcikowska] Proste rzeczy. Powiem panu, żeby w sposób racjonalny i uporczywy ćwiczył pan zarówno mózg, jak i ciało, ponieważ są one bardzo ze sobą związane. […] Chodzenie zdecydowanym krokiem, bo to stymuluje okolice hipokampa i to jest bodziec dla tego na pół gwizdka pracującego mózgu.

*

A poza tym przebaczenie to jest proces. Niekiedy długi, skomplikowany i trudny. Ale każdy zaczyna się tak samo. Od pierwszego kroku. A tym pierwszym krokiem do przebaczenia jest decyzja: chcę przebaczyć. A potem trzeba iść w tym kierunku. Konsekwentnie.
// Ewa Woydyłło-Osiatyńska

*

Między „kiedy” i „dlatego” jest różnica jak między wolnością i niewolą.
// Wiktor Osiatyński

*

Bo jeżeli jestem wierny sobie, to mam pewien zbiór wartości, chcę ich przestrzegać i nazwałbym to wtedy uczciwością wewnętrzną. Wyznaję pewne zasady i ich nie łamię. Natomiast nie narzucam ich innym. Gdy zaś jestem wierny Bogu albo jakiejś ideologii, wtedy chcę, żeby ona była dominująca. I narzucam ją innym.
// Wiktor Osiatyński

*

Została mi półka z książkami Profesora. Jego dedykacje układają się w życiowe credo:
     — pogody ducha („Rehab”),
     — pogodnego poznawania siebie („Litacja”),
     — trafnego wyboru dróg („Drogowskazy”),
     — radości („Rehabilitacja”).
     I jeszcze ta najważniejsza dla mnie rada, która w internecie uzyskała status wirala: najważniejsze to rano wstać i odpieprzyć się od siebie.
     Dziękuję
.
// Dorota Wodecka

*

[D.W.] A poza tym dobrze jest?
     [W.O.] Jeszcze nie. […] Ale będzie lepiej. No i humor w porządku. W końcu to tylko życie.

Wiktor Osiatyński, Dorota Wodecka, Ewa Woydyłło-Osiatyńska,
Ludzkie sprawy. Pyta i odpowiada Wiktor Osiatyński,
Agora, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

wtorek, maja 19, 2020

3815. Chwila z Kaan wieczorową porą

(wczoraj późnym wieczorem,
mokro, ciemno, cicho
)
Jabłoń:
(zrobiła krok i zastygła w bezruchu)
O, Boże! Zdeptałam ślimaka!

Kaan:
Byłaś szybsza!

Jabłoń:
(pierwszy raz śmiała się ze swojego sm)

Kaan & Jabłoń:
(dłuższą chwilę nie mogły przestać się śmiać)

(3813+1). Dotykając duchowości

Jedna książka, dwa wrażenia. Wrażenie drugie, ważniejsze, najważniejsze.

Słowa Duchownego w tej książce i klamka zapadła. Zero zniechęcenia, choć dostępna tylko „w papie­rzu”, a Autor Ojcem jest — wiedziałam, że muszę ją mieć. Klik, klik, trzy dni czekania i była na kawowym stoliczku, bo papier czytany jest wyłącznie w świetle dziennym.

Tydzień temu skończyłam. Musiałam skończyć jeszcze jedną książkę, rozgrzebać kolejne dwie, by do tej wrócić i zdecydować się na wybór cytatów.

Napisać, że mądra, to mało. To książka, która krok po kroku tłumaczy, dlaczego wyjście z polskiego kościoła katolickiego jest naturalnym i kolejnym krokiem na drodze rozwoju duchowego. A tym, którzy jeszcze tkwią w kościele (tym z małej litery) dedykuję piękny i mądry Moniki Białkowskiej tekst (podrzuciła mi go Kaan). Ten mały kościół dużo traci, nie słysząc kobiet.

Człowiek — czego dowodzą rozliczne, odnajdywane na różnych płaszczyznach symptomy — staje przed przynajmniej dwoma poważnymi zadaniami życiowymi. Pierwsze polega na zbudowaniu solidnego „naczynia” lub tożsamości; drugie — na znalezieniu zawartości, którą owo „naczynie” ma pomieścić.

*

Prędzej czy później — jeśli człowiek żyje zgodnie z klasycznym „harmonogramem duchowym” — pojawi się w jego życiu wydarzenie, osoba, idea, związek lub śmierć, z którymi nie będzie umiał sobie poradzić, o ile wykorzysta jedynie bieżące umiejętności, nabytą wiedzę lub silną wolę. W sensie duchowym człowiek musi zostać doprowadzony do kresu tego, co posiada i potrafi.

*

W duchowej rzeczywistości, zanim czegoś nie utracimy, nie zignorujemy, nie pominiemy, nie zatęsknimy za czymś, nie wybierzemy — nie zdołamy niczego odnaleźć na nowo, już na innym poziomie.

*

Żaden problem nie może zostać rozwiązany
przy użyciu tej samej świadomości,
która go spowodowała
.

Albert Einstein
(1879–1955)

*

Większość ludzi myli swoją sytuację życiową z prawdziwym życiem, płynącym pod powierzchnią codziennych wydarzeń.

*

Trzeba fundamentalnej ufności, by nie rozpaść się po upadku lub porażce.

*

Suniemy naprzód jak łyżwiarze, których ruch do przodu polega jednak na kierowaniu stóp na boki — wciąż od nowa.

*

Musi zaistnieć, i  — o ile jesteśmy uczciwi — zawsze zaistnieje przynajmniej jedna sytuacja w naszym życiu, której nie będziemy potrafili załatwić, kontrolować, wyjaśnić, zmienić lub nawet zrozumieć.

*

Ludzie dojrzali nie myślą w kategoriach albo-albo, lecz zanurzają się w oceanie zarówno-jak […].

*

Twórcze powątpiewanie nieustannie sytuuje mój umysł na poziomie dla „początkujących” — wspaniały sposób na ciągłe wzrastanie, niesłabnącą pokorę i życie w szczęśliwym zdumieniu.

*

Na szczęście mądrość żyje wespół z tajemnicą, powątpiewaniem oraz „niewiedzą” i w ten sposób paradoksalnie tajemnicę do pewnego stopnia odkrywa. Nigdy nie udało mi się rozgryźć, dlaczego niewiedza staje się w istocie kolejną postacią wiedzy.

*

[…] by dotrzeć do punktu, w którym jestem teraz, potrzebowałem trochę czasu — stopniowo nauczyłem się większej cierpliwości i współczucia. Nie muszę już popychać rzeki, ani jej posiadać; nie muszę nikogo nakłaniać, by wszedł akurat do mojj rzeki; nikt też nie musi nazywać rzeki w moim języku, bym mógł zaufać jemu i jego dobrej woli. By dotrzeć do tak rozległego, dobrego miejsca, trzeba wiele razy tonąć w swojej własnej, zbyt maleńkiej rzeczce.

*

Życie, o ile jesteśmy wobec niego szczerzy, to mnóstwo słabości i upadków pośród pełnego nadziei wzrastania i sukcesów.

*

Wyruszenie w drogę jest zawsze aktem wiary, stanowi ryzyko w najgłębszym tego słowa znaczeniu, ale oznacza również przygodę.

*

Nie chodzi o to, że cierpienie lub niepowodzenie mogą się zdarzyć, że przydarzą ci się, jeśli będziesz zły (a tak często myślą ludzie pobożni) albo dopadną pechowców, kogoś zupełnie innego i gdzieś indziej; nie w tym rzecz, czy można tych wydarzeń uniknąć dzięki inteligencji lub prawości. Otóż nie — one przydarzą się również tobie!

Richard Rohr, Spadać w górę. Duchowość na obie połowy życia, przeł. Beata Majczyna, Wydawnictwo WAM, Kraków 2017.

Widzenie oczyma mądrości zawsze dążyło najpierw do zmiany widzącego; wówczas okazywało się, że to, co on widzi, przeważnie samo się o siebie zatroszczy. Prawie zawsze jest to tak proste i zawsze tak trudne.

(tamże)

3813. Brzydzę się tobą, polski katoliku!

Jedna książka, dwa wrażenia. Wrażenie pierwsze.

Kościół to wspólnota wiernych… nauczają w okolicach bierzmowania. Owieczki nie wydają się tego brać na serio. Dają się prowadzić infantylnym intelektualnie (jakby było mało, to nieetycznym i niemoralnym) starym dziadom na kościelnych stano­wis­kach, zamiast przestać chodzić do kościoła, dopóki kościół-instytucja się nie ogarnie. Takie (najbardziej cenzuralne zdania) przychodziły mi na myśl po obejrzeniu nowego filmu Sekielskich (Zabawa w chowanego).

Żyję w kraju, w którym mądrym duchownym zamyka się usta lub wysyła za granicę. Właśnie dotarło do mnie, że na ulicy omijam księży dokładnie tak samo jak policjantów — taki klimat. Od wielu lat nie spodziewam się człowieka w środku czarnego lub niebieskiego munduru, a siostry zakonne i kobiety uczęszczające regularnie do kościoła są dla mnie obleczonym w ciało syndromem sztokholmskim.

Autor tej wspaniałej książki od początku jest katolikiem (zakładam, że czytelnik już wie, iż od czterdziestu lat jestem również księdzem, a franciszkaninem niemal od pięćdziesięciu), nie jest polskim klechą i… ma labradorkę, ale o tym dowiedziałam się dopiero będąc w środku książki. Tego, co o kościele, nie chciałam mieszać z tym, co wzięłam dla siebie z tego wszystkiego, co przemyślał i zapisał. Odrobinka mizo­ginii w jednym z poniższych cytatów ubawiła mojego wewnętrznego szowinistę — ja pozostałam w szoku, że tak to ujął ten mądry Człowiek.

Można powiedzieć, że tragedie („pieśni kozła”) rasizmu, niewolnictwa, seksizmu, wypraw krzyżowych, inkwizycji i obu wojen światowych — wszystkie one zaistniały w chrześcijańskiej Europie i były przez nią tolerowane — stanowią niewiarygodną manifestację naszego rozczarowania i odrazy do samych siebie oraz do siebie nawzajem. Nie potrafiliśmy bowiem sprawić, by świat, który miał być podobno dobry i doskonale uporządkowany, rzeczywiście taki się stał. Nie potrafiliśmy pokochać niedoskonałości ani w nas samych, ani w świecie natury — jakże więc moglibyśmy budować mosty łączące nas z żydami, muzułmanami, ludźmi innych rasm, a także z kobietami, grzesznikami czy nawet przedstawicielami innych wyznań chrześcijańskich? Nikt z nich nie pasuje do „ładu”, o którym wstępnie zdecydowaliśmy. Musieliśmy zabijać, wymuszać, więzić, torturować i niewolić resztę świata. Nie dźwigaliśmy krzyża, poczucia tragiczności życia, za to jesteśmy ekspertami w sprowadzaniu tragedii na innych.

*

Jednak w większości religii instytucjonalnych odnajdują się przede wszystkim ludzie obsesyjnie dążący do jakiegoś idealnego ładu, który nigdy nie jest prawdziwy; osoby te rzadko czują się więc szczęśliwe czy usatysfakcjonowane. […] Religia zorganizowana nigdy nie postawiła na ducha scalania, włączania czy swobodę kontaktu z różnorodnością. A przecież nasz jedyny istniejący świat to właśnie mnogość, wielorakość i rozmaitość!

*

Grzechem jest pozostawanie na powierzchni nawet świętych rzeczy, takich jak Biblia, sakrament czy kościół.

*

My, duchowni, zaangażowaliśmy się w „zarządzanie grzechem”, zamiast ten grzech przemieniać. „Jeżeli nie jesteś doskonały, to znaczy, że ty robisz coś złego” — tak nauczamy ludzi.

*

Kościół jest zatem zarówno największym moim problemem intelektualnym i moralnym, jak i domem dającym największą pociechę. Kościół to żałosna dziwka a zarazem wielokrotna panna młoda, z którą można mimo wszystko stworzyć wspaniałe małżeństwo. […] W pewnym (dość dosłownym) sensie Kościół jako taki jest pierwszym krzyżem, na którym umiera Jezus, skoro ograniczamy, zniekształcamy i usiłujemy kontrolować owo zawsze przerastające nas przesłanie.

*

Musimy się zdrowo naszamotać z zasadami, zanim je odrzucimy.

Richard Rohr, Spadać w górę. Duchowość na obie połowy życia, przeł. Beata Majczyna, Wydawnictwo WAM, Kraków 2017.


fot. Gepardzica, fragment.

poniedziałek, maja 18, 2020

(3811+1). Zaskoczenie

(wczoraj wczesnym wieczorem)
Jabłoń:
(podziwiała kwietną piękność)
Skąd je wziąłeś?

Sadownik:
Z miłości.

Konwalie:
(to „nasze” kwiaty)

niedziela, maja 17, 2020

3811. 138/366  //  à la e.e. cummings

mił
    ość.

dwa
   dzieś
ciadw
   a
   la
   ta
   ra
zem.

chw
i l a.

138/366

__________
dokładnie dwadzieścia dwa lata temu w południe (wtedy była też niedziela) po raz pierwszy Sadownik i Jabłoń powiedzieli sobie do zobaczenia.

sobota, maja 16, 2020

3810. 137/366

co jakiś czas słyszę, jak liże łapy, choć wyjechała z Sa­dow­ni­kiem w środę. w pustym do niedzieli miejscu po Jej klatce Kaan zostawiła prezencik. czeka (przepięknie) na Kudłatą.

137/366

niedziela, maja 10, 2020

3805. Nie, nie, nie!

Nie wiem, po co sobie TO zrobiłam. Wiem tylko DLACZEGO: autorkę tej książki nazwano Wallraffem w spódnicy. Wallraffa uwielbiam, więc pomimo wielo­tygo­dnio­wego ignorowania tej pozycji, pękłam.

Dopychałam czytanie kolanem, a dokładniej, orzeszkowym genem: „zaczęłam, skończę”, troszkę nie dowierzając, że SOBIE to robię. Nie, Kostiuczenko to nie jest Wallraff w spódnicy.

Książka Jeleny Kostiuczenko jest nie tylko o Rosji. To diagnoza źle działającego świata, gdzie zanikają społeczne więzi, ludzka solidarność i mechanizmy wza­jem­ne­go wsparcia. Gdzie państwo nie chroni słabych. Gdzie zamiast prawa jest prawo pięści. Świata, w którym „przyszło nam żyć” — napisała Tłumaczka na początku. To książka o tym, że państwa powinny mieć „nie większą niż” po­wierz­chnię, by była pewność, że nie będzie tam rządziła głupota i mentalna krótko­wzroczność.

Gdy wrażeniami po tej książce dzieliłam się z Sadownikiem, doszliśmy do wniosku, że Polska stała się również przykładem zbyt dużego kraju.

     — Biznes jest jak kula śnieżna, powinien się toczyć, inaczej z nim koniec. Wciąga coraz więcej i więcej, i pieniędzy, i dusz. Ale jeśli tylko się zatrzyma, od razu zacznie się topić.
     — Trzeba patrzeć, na co orientuje się państwo. Nieniec chce się kłaniać swojemu jezioru, a jeśli pod tym jeziorem jest trzysta ton ropy naftowej? I milion ton gazu

*

Przemoc jest jak chleb powszedni. Cierpią z jej powodu wszyscy, prawie wszyscy są również jej sprawcami.

*

Biesłan to klęska. Dziura w tkaninie świata.
     To, co absolutnie niemożliwe, stało się i pozostało.
     1128 osób przyszło 1 września na rozpoczęcie roku szkolnego.
     334, w tym 186 dzieci, brutalnie zamordowano.
     783 zostało rannych.
     Ani jeden człowiek nie wyszedł stamtąd bez szwanku.
     Minęło dwanaście lat. Dziura nie zniknęła.
     Przebija się przez życie.
     Wszyscy zatykają tę dziurę, czym mogą.
     Obojętnością albo corocznymi łzami z przyzwyczajenia. Chodzimy obok niej, omijamy ją, wyczuwając brzegi, a to przecież wielkie ryzyko
.

*

Moralność jest jak religia, im więcej o niej mówisz, tym mniej jej zostaje.

*

Komornicy wytłumaczyli załodze, że będzie aukcja. To, co uchowało się po wywózce, zostanie sprzedane. W pierwszej kolejności odbierze swój dług państwo — dwa miliardy rubli zaległego podatku. Następnie zaspokoi się interesy banków i firm. Jeśli coś zostanie, można będzie pomyśleć o zwrocie wynagrodzeń.

*

     — A gdzie można złożyć skargę na was? – Do gabinetu zagląda człowiek z włosami do białości rozjaśnionymi przez słońce.
     — Tu może pan zostawić, panie Fadiejew — wzdycha Walentina Kuzniecowa. — Pana prawo. A skarga tym razem czego dotyczy?
     — Gazociąg na moim terenie przedłużyli. Bez mojej zgody.
     — Podatek na ziemię panu obniżymy…
     — I tak go nie płacę. Na mojej ziemi stoi szkoła, więc nie muszę.
     — Pan nie płaci, ale nie dlatego, że tak stanowi prawo, ale dlatego, że taką podjęliśmy decyzję — wyjaśnia po chwili milczenia Walentina Kuzniecowa. — A teraz ją cofniemy i wszystko na ten temat.
     — Ale jak to tak… — zaczyna Fadiejew i milknie. Zalega cisza.
     — Więc co, kompromis? – proponuje urzędniczka.
     — Tak, tak, kompromis, oczywiście, że kompromis! — cieszy się mężczyzna.
     — No dobrze, później do tego wrócimy.
     Fadiejew wychodzi niemal szczęśliwy
.

*

Wierzą w Boga i Bóg jest po ich stronie. A wojna powinna być kulturowa, to jest bitwy powinny się toczyć w sumieniu człowieka, by dobro w nas zwyciężało.

*

Cała ekipa pociągowa jest ubrana w eleganckie szare mundury. Wszyscy mają plakietki z imieniem, nazwiskiem i małymi flagami — najczęściej brytyjską. Flaga oznacza znajomość języka. Jeśli podejść do „Brytyjczyka” z pytaniem: „Do you speak English?”, ten odpowie: „A little bit”.

Jelena Kostiuczenko, Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji,
przeł. Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

I jak zrozumieć sens tego wszystkiego? — pyta Nina Fiedorowna. — Jednego udaje się uratować, a drugiego nie. I dlaczego? Teraz wierzę w Mojry, ślepe greckie baby. One plotą ludzkie losy z tego, co akurat mają pod ręką, i urywają nitkę, kiedy im się tylko zechce. Jedynie tak mogę jeszcze cokolwiek zrozumieć.

(tamże)

3804. Z Kaan pod kasztanowcami


sobota, maja 09, 2020

3803. Na żółto  //  Zielnik (III)

Gdy Saxifraga napisała o odmianie klasycznej berberysu, nie mogłam uwierzyć, że istnieje wersja zielonolistna. Dziś przed zabiegiem u Pana Igiełki wysiadłam z auta i… nadziałam się na wysoki krzew (w zasadzie drzewo) — oniemiałam — zie­lo­no­list­ny berberys?!?

Profesoro zielnika: zielone listki są, żółte kwiatki w gronach są, ale czerwieni brak. Nie wiem, czy dobrze się nauczyłam.

*

W zeszłym roku wypatrzyłam to drzewko na końcu bloku, ale wtedy przekwitało. Obiecałam sobie, że nie przegapię kwit­nię­cia w tym roku. Nie przegapiłam.


Saxifraga:
(potwierdziła)
Złotokap

piątek, maja 08, 2020

3802. 129/366

nieznana z imienia zagadała do mnie trzy dni temu, ale lało. przedwczoraj słońce w nienajlepszym miejscu było, gdy się widziałyśmy, a wczoraj zbyt mocno wiało. dopiero dziś „cyk”.

129/366

poniedziałek, maja 04, 2020

3799. 125/366

urodziła się w setną rocznicę urodzin Jerzego Waldorffa. skończyła dziesięć lat. dziś Jej pierwszy dzień jedenastego roku życia — siwiejący pysk i pierwsze siwe włoski tuż nad brwiami.

125/366

niedziela, maja 03, 2020

3798. 124/366  // Zielnik (II)

musimy pogadać, bo przekwitasz, a ja chcę ciebie u siebie mieć. przepraszam, myślałam, że jesteś ber­be­ry­sem, a ty jesteś ostro­krze­wem mahonią*. powiedz mi, jak chcesz „cyk” — tak — proszę bardzo.

124/366

______________
* Saxifraga czuwa nad moją niewiedzą, przemieniając ją w wiedzę — wpis musiał dostać drugi tytuł.

3797. Zielnik (I)

A na wiosnę ma piękne pachnące, żółte kwiaty — napisała dokładnie pół roku temu. Wczoraj przepięknym zdjęciem mnie obdarowała. Dziś, na porannym spacerze odkryłam kilkanaście (!) krzewów berberysu w najbliższej okolicy ula — jestem pewna, że nie posadzono ich wczoraj. Nie od wczoraj też kwitną.

Dopiero teraz przyjrzałam się pięknym, drobnym kwiatkom, bo wie­dzia­łam już, gdzie patrzeć.


fot. Saxifraga, fragment.

sobota, maja 02, 2020

3796. Moment  // 1 cm poniżej parapetu

Chodź, usiądź koło mnie. Zaczniemy od początku. Tutaj każda nowa chwila wyznacza nowy początek.

Judith Orloff, Błogość życia, przeł. Magdalena Witkowska,
Wydawnictwo Laurum, Warszawa 2020.

piątek, maja 01, 2020

3795. 122/366

spacer w słońcu. spacer w deszczu. dwa szczęścia wśród wielu innych szczęść dzisiejszego dnia.

122/366

3794. Szukając miejsca

Miejsca sobie wczoraj znaleźć nie mogłam, aż… Przez zupełny przypadek (w który nie wierzę) przyszła do mnie ta książka. Wciągnęła.

Klik, klik i dała pochłonąć się cała. I wiedziałam, że już, że kończy się dzień… Skończyła się książka i dzień w miejscu dla mnie naj­właś­ciw­szym.

Poezja nie jest zrozumieniem — jest współodczuwaniem. To zbliżanie się do siebie, dzielenie się, odsłanianie rąbka duszy, wyjawianie szeptem tajemnicy. W poezji nie chodzi o to, by zrozumieć, ale o to, by poczuć.

*

Jesteśmy przypadkiem,
więc zdarzajmy się częściej
.

Ramiona, które mają siłę, by otworzyć człowieka.
Ramiona, które mają w zgięciach łokci
ciepło i kołysanie.
Ramiona zbyt krótkie, by cię objąć i pojąć.
Musisz się zbliżyć
.

*

Dziś poszukuję pretekstu. Jesteś oddalony ode mnie
o jeden powód, dla którego mogłabym zadzwonić
.

Są ludzie, którzy zostają w kąciku ust, w załamaniach rąk.
Gdy myślisz, że są już najdalej,
gdzieś najbliżej serca słyszysz
znajome kroki.
Nie mów, że to przejdzie.
Nie mów, że to przeminie.
Bo ja czasem budzę się w śnie, w którym ktoś został
.

*

Chcę cię jeszcze raz spotkać po raz pierwszy.
Weźmiesz mnie w garść,
ja zapuszczę palce w twojej dłoni.
Tak mógł narodzić się świat. I wiara w to,
że początek może nie mieć końca
.

*

W oczach tak ciemno jest na samą myśl o jutrze,
że zasypia się szybko, by nastało dzisiaj
.

Usta gotowe do słowa, dłoń otwarta na wróżbę.
Cała jestem czekaniem
.

*

Chciałbyś mnie mieć. A ja ci mówię:
zgubisz mnie i znajdziesz. Dopiero wtedy
poczujesz, co to znaczy ze mną być
.

*

Ból z powyłamywanymi słowami

*

Do wszystkich, którym mówiłam, że kocham:
przepraszam, wtedy nie wiedziałam, co to znaczy.

(Nie chciałam się dowiedzieć, ale to ten rodzaj wiedzy,
który zdobywa się przez sen, przez osmozę
i przez nieuwagę
).

Nie chcę połowy.
Chcę całości.
Chcę tyle, ile zmieści się
w otwartych ramionach,
tyle, ile zmieści się w płucach, w głowie,
w dłoni
.

*

A co, jeśli już nigdy nikogo takiego, niczego podobnego
nie będzie
?

*

„Zostań” to strona czynna „bądź”.
„Zostań” to „bądź tu i teraz
”.

*

Bo tu w ogóle nie ma racji. Tu jest tylko jedno życie. Tu jest tylko śmierć, przed którą można zrobić dużo przyjemnego. Dużo kilometrów przez plażę, przez lód, dużo dobrego jedzenia i książek, dużo filmów i kaw słodkich jak nie wiem co, dużo przytulania, dużo kłótni, a potem przeproszeń.

*

[…]  gdy leżeliśmy wieczorem, oddychając spokojnie. Gdy nie musieliśmy mówić, by wiedzieć. Gdy byliśmy w swojej najczystszej postaci.

Anna Ciarkowska, Chłopcy, których kocham,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2018.

Potrzebuję słowa na uspokojenie.
Jednego słowa, które sobie zasuszę
na płasko w jakiejś książce,
które sobie schowam do portfela jak rybią łuskę
.

*

Gniazdo uplecione z twoich rąk. Wykluwam się
z poranka i nie chcę już śnić o ciepłych krajach
.

Chciałabym powiedzieć ci: nie bój się. I sobie powiedzieć.
I nam
.

(tamże)

3793. ¼ Programu  // wodorościk (XIII)

Doświadczanie bezsilności i bezradności (nie po raz pierwszy), uruchomiło (po raz pierwszy) skojarzenie. Skojarzenie to uruchomiło inne doświadczenie i bingo!

Dawno, dawno temu czytałam blog Autora, a ponieważ męczyła mnie źle dobrana interlinia w każdym wpisie, kupiłam Jego książkę i… nigdy do niej nie zajrzałam. Bingo spowodowało, że musiałam dokładnie doczytać o pierwszych dwóch krokach Programu AA. Gdy czytałam, okazało się, że potrzebny będzie mi jeszcze trzeci, by zamknąć to, co zrozumiałam na temat swojej sytuacji.

Czwarta część Programu na mój użytek, tak jak ją rozumiem od kilku dni:
     Krok Pierwszy: Jestem bezsilna wobec mojej choroby, utraciłam (jakbym ją kiedy­kol­wiek miała) kontrolę nad swoim życiem.
     Krok Drugi: Istnieje Siła Wyższa, która może przywrócić sens mojemu życiu w obliczu konsekwencji choroby.
     Krok Trzeci: Powierzam swoją wolę i swoje życie tej Sile.

[…] ten Program działa, kiedy ja działam — przeczytałam w książce. Dzięki osobistemu bingo i lekturze wiem, jak jest trzy kroki od dna. Nie wiem, czy kiedykolwiek skończę tę książkę. Na razie ją odkładam. Nie wykluczam, że wrócę do niej, bo nie wykluczam kolejnego bingo. Już jestem ciekawa, jakie będzie, gdy się pojawi.

Nikt tego za ciebie nie zrobi, ale nigdy nie zrobisz tego sam.

*

Program Wspólnoty AA jest programem duchowym, a nie religijnym czy — tym bardziej — magicznym. Religia nie jest zła — ona po prostu nie leczy alkoholizmu!

*

[…]  już nigdy więcej nie musiałem i nie potrzebowałem na temat swojej bezsilności teoretyzować, udowadniać jej sobie czy komuś innemu, zmagać z jakimikolwiek wątpliwościami na ten temat.

*

Ważna jest świadomość, że potrzebna jest zmiana, ale równie ważne jest, żeby pojąć, zrozumieć, co konkretnie należy zmienić i na co, a także w jak sposób takiej zmiany mam dokonać oraz… kto może mi w tym pomóc.

*

Koniecznością dla nas stało się znalezienie takiej siły, z pomocą której moglibyśmy żyć. Musiała to być SIŁA POTĘŻNIEJSZA NIŻ NASZA WŁASNA.

*

W AA usłyszeć można uproszczoną wersję trzech pierwszych Kroków:
     Krok Pierwszy — ja nie mogę.
     Krok Drugi — ktoś może.
     Krok Trzeci — ja mu na to pozwolę
.

*

[…]  gdy jestem przerażony albo wściekły, kto kieruje mim życiem: ja czy może mój strach, ja czy moja wściekłość?

*

Okazuje się, że podsumowanie pierwszych trzech Kroków może być jeszcze krótsze:
     Krok Pierwszy — problem, diagnoza.
     Krok Drugi — wiara, że jest rozwiązanie.
     Krok Trzeci — decyzja, postanowienie
.

*

Trzeci jest rzeczywiście Krokiem działania, i to działania
nie jednorazowego, ale codziennego, powszedniego
.

*

Pisanie wymaga większej uwagi i rozwagi niż rozmowa. Kiedy coś piszę, z określoną treścią kontaktuję się trzy razy: pierwszy raz, kiedy myślę o tym, co chcę napisać, drugi raz w trakcie pisania, a trzeci raz, gdy czytam to, co napisałem […].

*

SMS brzmiał: Halo, tu Niebo! Mówi Pan Bóg. Informuję, że wszystkie twoje prośby i modlitwy do mnie docierają. Musisz jednak zrozumieć, że czasami moja odpowiedź brzmi: NIE.
     […]
     Tu przypomina mi się króciutka modlitwa: Dziękuję Ci, Panie, za wszystko, co mi dałeś, za wszystko, co mi zabrałeś, i za wszystko, czego mi oszczędziłeś.

Meszuge, 12 kroków od dna. Sponsorowanie,
Wydawnictwo WAM, Kraków 2015.

czwartek, kwietnia 30, 2020

3791. 121/366

światło w sobie. odnaleźć. nie zadeptać.

121/366

*

Nikt z nas nie wkracza w dojrzałość
duchową z własnej woli lub w wyniku
całkowicie wolnego wyboru
.

Richard Rohr
(ur. 1943)

[suplement pikselowy: 14.04.2022]

3792. Kwieciste ścinki wokół ula

 

Pewnego wiosennego dnia, gdy drzewa znajdą w sobie odwagę i uwierzą, że zima już minęła, […]  każdy delikatny pęd ma rosnący czubek, który wysuwa się w nieznane. Mimo że jest tak delikatny, ten pęd powtarza akt stworzenia, który przetrwał miliardy lat. To fizyczna oznaka wiary w siebie przez życie.

Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi, Twój supermózg,
przeł. Jarosław Mikos, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014.

*

Jestem tylko szczegółem. Jedyne pytanie:
czy robię różnicę
?

Anna Ciarkowska, Chłopcy, których kocham,
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2018.

środa, kwietnia 29, 2020

3790. 120/366

nieuleczalna, postępująca choroba to koan.

nic nie możesz poradzić na towarzyszące chorobie przymiotniki. ale wszystko jest w twoich rękach.

120/366

3789. Czytając o kosmosie

Mózg ludz­ki […] kie­dyś na­zwa­no „trzy­ki­lo­gra­mo­wym ko­smo­sem” — przeczytałam w darmowym fragmencie tej książki, który natychmiast mnie porwał, rozwiewając mgłę wątpliwości, czy czytanie tej książki ma dla mnie sens.

Usterka tego kosmosu zwaliła mi się na łeb jakiś czas temu. Od tej pory czytam astro­no­miczne książki o człowieku. Ponieważ czytałam już jedną książkę tych Autorów, łatwiej było mi zdecydować się na tę.

To niesamowita książka. Dla mnie filozoficzno-kontem­pla­cyj­na. Odkładana wiele razy, by przemyśleć i sprawdzić prze­czy­tane fragmenty, które mnie poruszyły. Stała się dla mnie lekturą obowiązkową w kategorii „wróć do mnie nieraz”.

Wybieranie cytatów z zaznaczonych (znaczących dla mnie) fragmentów, po przeczytaniu całości, zajęło mi trzy dni. Dopiero dziś, gdy do końca opadły fusy wrażeń po tej książce, mogłam przecedzić wybrane cytaty i zostawić tylko te najważniejsze na ten moment — są tu wyłącznie supercytaty.

Wszystko, do czego zmuszamy siebie samych, ostatecznie nam się nie uda.

*

Sekret skutecznego zmagania się z każdym utrwalonym nawykiem polega na tym, aby przestać walczyć ze samym sobą i znaleźć w sobie miejsce, które nie jest w stanie wojny.

*

Ścieżka zaczyna się od nadziei, prowadzi przez coraz silniejszą wiarę i wreszcie kończy się solidną wiedzą.

*

Starajmy się zostawiać miejsce na nieoczekiwane rozwiązania.

*

[…] jesteśmy świadomością. W pełni ukształtowany, dorosły człowiek przypomina chodzący wszechświat myśli, pragnień, popędów, lęków i preferencji zgromadzonych przez lata.

*

[…] nigdy nie wiemy, jakie będzie nasze następne nagłe olśnienie. Potencjał takiego nagłego olśnienia kryje się w każdej sytuacji, jeśli tylko nauczymy się postrzegać ją w nowy sposób.

*

Gdzieś w milczeniu najbardziej podstawowa cegiełka stworzenia, światło, pojawia się w rzeczywistości w chwili, w której otwieramy oczy.

*

Wyobraźmy sobie wszechświat raczej jako pewne doświadczenie, a nie rzecz.

*

Każda zmiana stylu życia zaczyna się w umyśle. Musimy przede wszystkim pragnąć zmian, a następnie skłonić nasz mózg, aby stworzył nowe sieci neuronowe wspierające taką decyzję.

*

Dokądkolwiek skierujemy następny krok, rzeczywistość pójdzie za nami.

*

W mózgu istnieją sieci połączeń, ale nie ma kabli. Te połączenia tworzy żywa tkanka. Co ważniejsze, sieci neuronalne stale zmieniają swoją postać pod wpływem naszych myśli, wspomnień, pragnień i doświadczeń.

*

Podobnie jak to się dzieje ze wszystkim w życiu, droga od pierwszego kroku do ostatniego nie biegnie po linii prostej, ale zygzakiem. U każdego wygląda inaczej.

*

Życiowy kryzys stanowi jedynie wyzwanie powiększone do drastycznych rozmiarów, a wyzwania są naturalną częścią życia. Nikomu nie uda się uniknąć tych mrocznych chwil, w których problem zmienia się w kryzys, ale nadciągająca katastrofa często staje się punktem zwrotnym w życiu.
     Ostateczna ocena naszego życia zależy od tego, w jaki sposób radzimy sobie z jego najmroczniejszymi momentami. Czy staną się one punktem zwrotnym, czy też przeszkodą nie do pokonania
.

*

[…] czy nam się to podoba czy nie, poważne kryzysy pochłaniają całą naszą uwagę. Musimy się wtedy zmierzyć z wewnętrznym światem, który nagle okazuje się pełen zagrożeń i lęków, złudzeń w służbie życzeniowego myślenia, zaprzeczeń, sposobów na odwracanie uwagi od konfliktów. Świat „zewnętrzny” nie zmieni się, dopóki nie zmieni się nasze „wnętrze”. Zadajmy więc sobie pytanie: w jaki sposób mogę sięgnąć do głębszych zasobów mojego Ja w poszukiwaniu rozwiązań?
     […] rozwiązania nigdy nie pojawiają się na tym samym poziomie, na którym występuje problem.

*

Odpowiedzi zawsze przychodzą, ponieważ umysł nigdy nie odcina się od kanałów komunikacji. Zadawanie pytań całemu wszechświatowi, jak niektórzy by to ujęli, pobudza go do reakcji. Tak czy inaczej, mądrość pokoleń przemawia na rzecz przekonania, że twórcze rozwiązania pojawiają się spontanicznie.

Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi, Twój supermózg,
przeł. Jarosław Mikos, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

Jesteśmy pewni istnienia mnóstwa rzeczy, które nie wydawałyby się rzeczywiste, gdybyśmy mierzyli je za pomocą widocznych, fizycznych świadectw, poczynając od muzyki i matematyki, a kończąc na miłości i współczuciu.

*

Nauki ścisłe są dumne ze swojego statusu w społeczeństwie, ale miałem także okazję osobiście przekonać się, że ta duma może przemienić się w arogancję w odniesieniu do wkładu, jaki w rozwój wiedzy wnoszą metafizyka i filozofia. Takie ryczałtowe odrzucanie wszystkiego, czego nie da się zmierzyć i sprowadzić do danych liczbowych, wydaje mi się nieprawdopodobnie ograniczone. Jak można sensownie odrzucać istnienie umysłu, nawet jeśli jest niewidoczny i wydaje się nieuchwytny, skoro cała nauka jest całkowicie intelektualnym przedsięwzięciem? Największe odkrycia naukowe przyszłości często zaczynają się jako ulotne marzenia przeszłości.

*

Zadawanie pytań i poszukiwanie odpowiedzi jest dla intelektu czymś naturalnym. Umysł ludzki ma nienasycony apetyt na wiedzę. W naszym życiu można wyróżnić dwie równoległe trajektorie. Przeżywamy swoje doświadczenia, a jednocześnie zadajemy sobie pytania dotyczące tych doświadczeń. Kora mózgowa, najmłodsza część mózgu, zajmuje się procesem myślenia we wszystkich jego aspektach, takich jak podejmowanie decyzji, wydawanie sądów, rozumienie i porównywanie. Dla neurologa kora mózgowa to najbardziej zagadkowa część mózgu. W jaki sposób neurony nauczyły się myśleć, a także, co jeszcze bardziej tajemnicze, w jaki sposób nauczyły się myśleć o myśleniu?

(tamże)

niedziela, kwietnia 26, 2020

piątek, kwietnia 24, 2020

3786. 115/366

tylko dziś” to dla mnie teraz za dużo. dzielę dzień na kilkadziesiąt części. tylko jeden kawałek na raz, ale od brzegu do brzegu!

115/366

Chilly Gonzales, Oregano, Solo Piano.

czwartek, kwietnia 23, 2020

3785. 114/366

sprzyjasz swojemu życiu? sprzyjasz doświadczeniom, jakie ono ze sobą niesie? no, masz!

114/366

Chilly Gonzales, DOT, Solo Piano.

środa, kwietnia 22, 2020

(3782+2).Męskie pisanie  // relacje w praktyce

Amortyzować… przeczytałam i natychmiast przypomniało mi się, że zupełnie za­pomniałam zająknąć się na ten temat. Dawno nie czytałam o męskiej per­spek­ty­wie dbania o związek, tak pięknie ujętej w słowa. Po męsku i po czesku napisane — przetłumaczone — po polsku i po damsku płakałam ze śmiechu. Nie ma to jak dobra męska rada. Amortyzujmy!

Muszę to tu mieć (w osobnym wpisie). Mam nadzieję, że stali bywalcy tego miejsca (myślę o Was ciepło) uśmiechną się (amortyzująco) przy okazji tych dialogów, nim pobiegną amortyzować w swoich światach.

     — Chrzani się wam, co?
     A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.
     — No tak, trzeba amortyzować.
     A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.
     — Niwelować wstrząsy z komendantkami. Amortyzować związek. Mówię to tu wszystkim, ale nikt mnie nie słucha. Nikt tego tu nie rozumie.
     A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.
     — Kto nie amortyzuje, ten przepadł
.

*

A zza ściany, gdzie jest basenik i sauny dla kobiet, z tego drugiego świata, słychać babski chichot. A potem ktoś skacze do wody i stęka.
     — Słyszysz je? Słyszysz te wiedźmy? Jak one się nad nami znęcają!
     — Tylko że bez nich też by się nie dało, co nie?
     — Ale dlaczego baby się tak nad nami znęcają?
     — Może my też się nad nimi znęcamy.
     — Nie, nie. One znęcają się nad nami. One nas krzyżują. Da się od tego ubezpieczyć? Od głupich związków?
     — Nie.
     — Hm.
     — Musisz po prostu amortyzować
.

*

     — A u żony i dzieci w porządku?
     — Tak. A u ciebie?
     — Nauka z życia z komendantkami: tylko na początku jest dobrze, potem się cieszysz, że jest dobrze chociaż od czasu do czasu. Trzeba amortyzować!
     — A u ciebie w porządku?
     — No tak, u mnie w porządku. Amortyzuję
.

*

     — Wyślę ci mejlem jakąś ofertę.
     — Dobra.
     — Jedno, na co nie mogę ci dać ubezpieczenia, to dożywotnie szczęście z komendantką. Tu musisz amortyzować.
     Obaj się uśmiechają, wstają i idą do sauny
.

*

     — Wszyscy tak trochę cierpimy.
     — Ja cierpię strasznie.
     — To się rozwiedź.
     — No jasne, i będę sam. To by dopiero było cierpienie.
     — No tak, kto by chciał żyć bez bab.
     — Tylko czemu nas tak ciągle męczą?
     — Może my tak trochę chcemy, żeby nas męczyły.
     A ten, co sprzedaje ubezpieczenia, podchodzi do nich i mówi:
     — Panowie, musicie po prostu amortyzować. Patrzcie na mnie. Amortyzuję i w domu wszystko jest w porządku
.

Jaroslav Rudiš, Czeski raj, przeł. Katarzyna Dudzic-Grabińska,
(wyróżnienie własne)
Książkowe Klimaty, Wrocław 2019.

3783. 113/366  // wodorościk (XII)

jeżykpłetwach zatrzasnął się w sobie. nic na siłę. trzeba było czekać, aż coś przy­ciągnie jego uwagę.

113/366

*
Kiedy zaakceptujemy najgorsze,
nie mamy już nic do stracenia.
A to automatycznie oznacza, że
mamy wszystko do zyskania
.

Dale Carnegie
(1888–1955)

3782. Męskie pisanie // rodzinne czytanie

Pani Maria tydzień przed świętami poleciła tę książkę — chwilę po tym, gdy skoń­czyłam Macochę i miałam (po damskim przegięciu) dość beletrystyki (w szcze­gól­ności czeskiej). Zaznaczyłam tylko do upolowania. Upolowałam jakiś czas później i udającemu się do sauny Białemu Krukowi poleciłam. Zajrzałam na chwilę do środka, za głowę się chwyciłam, co ja temu Krukowi… no ale dodałam przecież, że pani Maria poleciła.

A Biały Kruk zainspirowany rekomendacją pani Marii długo nie czekał i dobrze przy książce się bawił, informując mnie, że puenta dobra. Zaciekawiona, przeczytałam i ja ten drobiazg książkowy, szowinistyczny do łez (i co z tego, że ze śmiechu). To nie jest wielka czeska literatura i dlatego dobrze się czyta między innymi poważnymi książkami.

A ten, co rozwozi psie żarcie, mówi:
     — Jak tak pana słucham, panie doktorze, to widzę, że z babami nigdy nie było lekko.
     — Nie było. Ale z nami też nie. Wiecie co, ja nie wiem, skąd to się bierze w ludziach, że wszystkim się wydaje, że ma być lekko
.

*

Bo tu nic nie może się stać. Tu w saunie jesteśmy zabezpieczeni przed światem, my, faceci. Tu nie mają wstępu ani baby, ani problemy, ani choroby. Zostają grzecznie za ścianą.

*

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:
     — Słuchaj, i tak myślę, że go mam.
     A ten, co jest lekarzem chorób kobiecych, mówi:
     — Co znowu?
     — No tego alzheimera.
     — Jakbyś go miał, tobyś nie wiedział, że go masz. Ludzie, jesteście mistrzami świata. Wiecie co, nie czytajcie tych internetów. Do mnie ciągle przychodzą baby, co gdzieś coś przeczytały, i od razu, że to mają, tak samo jak wy. To potworna choroba, te internety. Myślałem, że tylko baby to mają
.

*

Kolego, czasem słyszę rzeczy, których nie chciałbym nigdy widzieć.

*

     — […] Panie doktorze, to woreczek żółciowy, co nie?
     A ten, co jest najmłodszy z nas, mówi:
     — Ale pan doktor jest lekarzem chorób kobiecych.
     A ten, co jest na emeryturze, mówi:
     — Kobiety mają takie same narządy, oprócz jednego.
     A ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym, mówi:
     — Oprócz dwóch, zapomniałeś o mózgu
.

*

A ten, co jest na emeryturze, mówi:
     — Uwielbiasz balet, co?
     — No, strasznie lubię chodzić na balet. Ale spróbuj to powiedzieć głośno, no. Tu co najwyżej może ci się podobać piłka nożna.
     — Ja tam lubię popatrzeć na piłkę, ale poza tym czytam wiersze. Tego też nie można tu powiedzieć na głos. A poezja to też jest taki balet, taki taniec między słowami
.

*

A ten, co jest najmłodszy z nas, mówi:
     — O, też już chciałbym być na emeryturze.
     — Słuchaj, miałbyś właśnie depresję i jeszcze zacząłbyś czytać książki.
     — Ja nie czytam.
     — No to jest dla mnie jasne jak słońce, że nie czytasz.
     — Nie bawi mnie to.
     — Mnie to też nigdy za bardzo nie bawiło, a widzisz, teraz czytam
.

Jaroslav Rudiš, Czeski raj, przeł. Katarzyna Dudzic-Grabińska,
Książkowe Klimaty, Wrocław 2019.

A ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym, mówi:
     — Ciekawe, co tam jest po drugiej stronie, jak to wygląda u bab.
     — A jak miałoby wyglądać? Tak samo jak tu, w naszym świecie.
     — Byłeś tam?
     — Nie.
     — A co, jak tam mają inaczej?
     — No to mają inaczej. Przecież to wszystko jedno.
     — To nie jest wszystko jedno.
     A ten, co sprzedaje ubezpieczenia, podchodzi do nich i mówi:
     — Jest tak samo. Te same problemy. Ta sama mordęga. Ja wiem, bo je też ubezpieczam. Wszystko jest wszędzie takie samo
.

(tamże)

sobota, kwietnia 18, 2020

3781. 109/366

bez stawiania żadnych warunków życiu.
bądź szczęśliwy. tylko dziś.

109/366

*

doceń to, co jest. uciesz się tym, co jest. tylko dziś.

109/366

* * *

bez bemoli i krzyżyków. można? można!

Chilly Gonzales, White Keys, Solo Piano II.

piątek, kwietnia 17, 2020

3780. Siedemset wpisów później // wodorościk (XI)

Sięgnęłam dna.
     — Pamiętasz trening pływacki? — zapytał. — Nie zdejmuj płetw, bo nie damy rady.

*

Nie dam rady również bez muz.


Kaan.

3779. 108/366

po wszystkim będzie tak samo, jak było, tylko bardziej. bogaci będą bogatsi, reszta będzie znacząco biedniejsza. chorzy w najlepszym razie będą tylko bardziej chorzy.

108/366

czwartek, kwietnia 16, 2020

3778. 107/366

szykowałam się na spacer. suka patrzyła na mnie zadziwiona.
     — kudłaty krystusie, coś ty pożarła na podwórku, skoro musisz wychodzić teraz w kagańcu? — zapytała ze współczuciem.

107/366

środa, kwietnia 15, 2020

3777. 106/366

myśli (niektóre) wywołują uczucia (trudne). odsunąć, ominąć, porzucić myśli (wszystkie). jakie wtedy spotyka mnie uczucie?

106/366

poniedziałek, kwietnia 13, 2020

3776. 104/366

gdzie we mnie dziś jest? ten kawałek życia lekki jak piórko? gdzie pewność wroniego kroku?

104/366

3775. Po piętnastu latach

Mądre słowa profesora Izdebskiego uruchomiły wspomnienie i pognały mnie wczoraj do biblioteki w ulu po szczególny album. Był nagrodą w konkursie, który wygrałam, nie zauważając nawet, że w nim startuję.

To była szczególna konferencja, której organizatorzy zawsze zapraszali kogoś spoza nauk technicznych, by uczestnikom poszerzać horyzonty. W 2005 roku zaproszoną osobą był właśnie prof. Izdebski i na swoim wykładzie opowiadał o tym, jak internet wpłynął na zachowania seksualne Polek i Polaków. W paru miejscach byłam zszo­ko­wa­na wynikami Jego badań (byłam młoda i łatwo było mnie zszokować). Profesor mądry, delikatny… konferencja… musiałam wrócić do tego albumu. Święta dały mi czas, by się nim delektować.

Ten album po piętnastu latach smakuje jeszcze lepiej. Niestety, choć starsza i mądrzejsza o piętnaście lat, spóźniłam się. Nie ma już ludzi, których mogłabym spytać, kto decydował o naturze nagród książkowych. Ile bym dała, by móc zadać kilka pytań.

Of these letters you could say, then, that they are exercises for the left hand. In fact, a heart is also on the left hand side of the body.

To look at what everybody sees and see a little more or in a different way—isn’t it hapiness?

Wherever I go, my thoughts run ahead of me, and I’m happy anticipating the joy of return. I would be probably the unhappiest man on the earth, if—for some reason—I couldn’t come back.

We’re thinking with ready-made forms, we’re juggling with them, we’re trying to invent, but in fact you just have to carefully look around—everything is already here.

How difficult it is to collect everything in your memory and to render in a visual form what you’ve seen, and how to show what you’ve felt?

Noah planted the first grape-wine in the company of the devil. When it was planted, the devil watered it with the blood of a lamb, lion, monkey and pig. That’s why after drinking wine in a reasonable quantity man is gentle and cheerful like a lamb, having drunk more becomes warlike, like a lion, after an abuse of wine—gets funny like a monkey and, finally, acts like a pig.

As every city has its own face, so it also has its own soul. These are the backyards.

Tadeusz M. Siara, Letters for the Left Hand,
Wydawnictwo Książnica, Katowice 1997.