wtorek, marca 18, 2025

5734. Z oazy (CCCXIX)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, cztery. Poślizgniete jeden dzień. Książka z bro­dą. Dorzucona do którejś lektury z deputatu włoskich książek gdzieś bliżej początku trzeciego kwartału zeszłego roku. Dorzu­co­na, by nie płacić za przesyłkę. Wybrana, pamiętam, bo Autor, bo… krokodyl. Gdy pojawiła się w ulu, rozczarowała nie­wy­god­nym dla mnie formatem. Wylądowała na stosiku, w książkowej poczekalni. Wy­lą­do­wa­ła na bliżej nieokreślony czas.

Wróciła do gry, gdy postanowiłam zmniejszać wysokość słupka, jaki two­rzą cier­pli­wie czekające na moją uwagę i czas obleczone w okładki literki. Wróciła w pier­wszej kolejności, bo jest bardzo na czasie. Czasie, gdy zbrodniarza wojennego nazywają pre­zy­dentem, gdy pierwszy blondyn starej hegemonii oczekuje, że napadnięci prze­pro­szą za to, że wojna tak długo trwa, a w kraju nad Wisłą złodziei i niedouków zwą po­li­ty­ka­mi. Jaka wojna? Jaki złodziej? Jaki nieuk? Co za bzdura! To kura, to kura i tamto też kura — pod­su­mo­wa­ła spokojnie żaba.

Sull’Isola dei Sassolini vivevano tre rane: Marilyn, August e una terza che era sempre da qualche altra parte.
     Il suo nome era Jessica.

[Na Wyspie Kamyczków mieszkały trzy żaby: Marilyn, August i trzecia, która zawsze była gdzie indziej.
     Miała na imię Jessica.]

Jessica era piena di meraviglia. Faceva lunghe passeggiate da un capo all’al­tro dell’isola e tornava solo alla fine della giornata gridando: «Guar­da­te che cosa ho trovato!». […]  «Non è straordinario?».
     Marilyn e August, però, non erano mai impressionati.

[Jessica była przepełniona zachwytem. Robiła długie spacery z jednego końca wyspy na drugi i wracała wyłącznie pod koniec dnia, wołając:
     — Spójrzcie, co znalazłam! […] Czyż nie jest wspaniałe?
     Jednak Marilyn i August nigdy nie byli pod szczególnym wrażeniem.]

🖇

Un giorno Jessica trovò un sasso che spiccava su tutti gli altri. Era per­fetto, bianco come la neve e tondo come la luna piena di mezza estate. E, an­che se era grande quasi quanto lei, decise di portarlo a casa.
[Pewnego dnia Jessica znalazła kamień, który wyróżniał się wśród innych. Był idealny, biały jak śnieg i okrągły jak księżyc w pełni w środku lata. I chociaż był równie duży jak ona, postanowiła zabrać go do domu.]

🖇

"Chissà che cosa diranno Marilyn e August quando lo vedranno!" pen­sò mentre faceva rotolare quel bellissimo sasso fino alla piccola insenatura dove vivevano tutte e tre.
[   — Kto wie, co powiedzą Marilyn i August, kiedy go zobaczą! — pomyślała, podczas gdy toczyła ten piękny kamień aż do malutkiej zatoczki, gdzie mieszkali w trójkę.]

🖇

«Guardate che cosa ho trovato!» esclamò trionfante.
     «Un enorme ciottolo!»
     Quella volta Marilyn e August erano davvero sbalorditi. «Non è un ciottolo» disse Marilyn, che sapeva sempre tutto di tutto. «È un uovo. Un uovo di gallina.»
     «Un uovo di gallina? Come fai a sapere che è un uovo di gallina?» volle sapere Jessica, che non aveva mai nemmeno sentito parlare di galline.
     Marilyn sorrise. «Ci sono cose che si sanno e basta

[   — Popatrzcie, co znalazłam! — wykrzyknęła triumfalnie. — Ogromny otoczak!
     Tym razem Marilyn i August byli naprawdę zdumieni.
     — To nie jest otoczak — powiedziała Marilyn, co zawsze wiedziała wszystko o wszystkim. — To jajo. Kurze jajo.
     — Kurze jajo? Skąd wiesz, że to kurze jajo? — chciała wiedzieć Jessica, która nigdy nie słyszała o kurczakach.
     Marilyn uśmiechnęła się.
     — Są rzeczy, które się wie i koniec.]

🖇

Alcuni giorni dopo, le rane sentirono uno strano rumore provenire dall’uovo. Con grande stupore osservarono l’uovo che si spaccava e una creatura verde e squamosa che se ne usciva sulle quattro zampe.
     «Visto?» esclamò Marilyn. «Avevo ragione. È una gallina

[Kilka dni później żaby usłyszały dziwny dźwięk dochodzący z jaja. Z wielkim zdzi­wie­niem obserwowali jajo, które roztrzaskało się i wyszła z niego zielone i łuskowate stwo­rze­nie na czterech łapach.
     — Widzicie? — wykrzyknęła Marilyn. — Miałam rację. To kura!]

🖇

La gallina si tuffò e le rane la seguirono in acqua. Con loro grande sorpresa, la gallina si rivelò un'ottima nuotatrice e mostrò loro nuovi modi di galleggiare e sguazzare.
     Insieme si divertirono moltissimo, giocando dall’alba al tramonto.
     E continuarono così per molti giorni.

[Kura zanurzyła się. Żaby poszły za nią do wody. Ku ich zaskoczeniu Kura okazała się świetną pływaczką i pokazała im nowe sposoby unoszenia się na wodzie i pluskania się w niej.
     Razem świetnie się bawili, baraszkując od świtu do zmierzchu.
     I tak trwało to przez wiele dni.]

🖇

[Jessica e la gallina]  diventarono amiche inseparabili. Ovunque andasse Jessica, andava anche la gallina. Insieme viaggiarono per tutta l’isola, arrivando fino al posto segreto dove Jessica andava a pensare...
[Jessica i Kura stali się nierozerwalnymi przyjaciółmi. Dokądkolwiek szła Jessica, szła również Kura. Razem podróżowali po całej wyspie, docierając aż do tajnego miejsca, do którego Jessica szła, by pomyśleć…]

🖇

... e al Grande Sasso.
[…i na Wielki Kamień.]

🖇

Un giorno raggiunsero un posto dove Jessica non era mai stata pri­ma. Un uccellino rosso e blu volò giù da un albero. «Oh, eccoti qua!» esclamò quando vide la gallina. «La tua mamma ti sta cer­ca­ndo dappertutto! Vieni! Ti accompagno da lei!»
[Pewnego dnia dotarli do miejsca, w którym Jessica nigdy wcześniej nie była. Ptaszek, czerwono-niebieski, zleciał z drzewa.
     — O, tutaj jesteś! — wykrzyknął, gdy zobaczył Kurę. — Twoja mama szu­ka cie­bie wszę­dzie! Chodź! Zabiorę cię do niej!]

🖇

E così seguirono l’uccellino per molto tempo.
     Camminarono e camminarono. Camminarono sotto il sole caldo e la luna fresca fino a quando...
     ...s’imbatterono nella più straordinaria creatura mai vista.

[I tak szli za ptaszkiem, bardzo długo.
     Szli i szli. Szli pod ciepłym słońcem i chłodnym księżycem aż…
     …natknęli się na najbardziej niezwykłe stworzenie, jakie kiedykolwiek widziano.]

🖇

Stava dormendo, ma quando sentì la gallina gridare ‘Mamma!’ la crea­tu­ra aprì lentamente un occhio, fece un sorriso enorme e poi, con una voce gentile come il sussurro dell’erba, disse:
     «Vieni qui, mio dolce, piccolo al­li­gatore».
     E la gallina si arrampicò felice sul muso della madre.
     «Adesso è ora che vada» disse Jessica. «Mi mancherai tantissimo, piccola gallina. Vieni a trovarci presto, e porta anche la tua mamma.»

[Spała, ale kiedy usłyszała, jak Kura woła „Mamuś!” kreatura otworzyła powoli oko, uśmiech­nę­ła się szeroko, a potem łagodnym głosem, niczym szept trawy, powiedziała:
     — Chodź tutaj, mój słodziutki, mały aligatorze.
     I Kura, przeszczęśliwa, wspięła się na pysk matki.
     — Teraz na mnie już czas — powiedziała Jessica. — Będzie mi ciebie bardzo brakowało, Kurko. Odwiedź nas niedługo i weź również swoją mamę.]

🖇

Jessica non vedeva l’ora di dire a Marilyn e August che cosa era successo. Mentre si avvicinava all’insenatura, gridò: «Indovinate cos’ho scoperto!» e poi raccontò tutto. «E sapete che cosa ha detto mamma gallina al suo cucciolo?» chiese Jessica. «L’ha chiamato ‘mio dolce, piccolo alligatore’!»
     «Alligatore?» fece Marilyn. «Che sciocchezza!» E le tre rane non la fi­ni­va­no più di ridere.

[Jessica nie mogła doczekać się, by powiedzieć Marilyn i August, co się zdarzyło. Zbliżając się do zatoczki, wykrzyknęła:
     — Zgadnijcie, czego się dowiedziałam! — i potem opowiedziała wszystko. — I wiecie, co powiedziała Mama Kura do swojego kurczaczka? — zapytała Jessica. — Nazwała go „swoim słodkim, malutkim aligatorem”!
     — Aligatorem? — powtórzyła Marilyn. — Co za bzdura!
     We trzy, żaby nie mogły przestać śmiać się z tego bezsensu.]

Leo Lionni, Un uovo straordinario,
Bababum di Babalibri, Milano 2021.
(wyróżnienie własne)

*

poniedziałek, marca 17, 2025

(5732+1). Przypis do depesz z frontu

Mini-instrukcję obsługi terminalnie chorych ludzi, którą znajdziesz w tej książce, uzu­peł­nię o drobny suplement. Z ciężko i nieuleczalnie cho­rymi jest podobnie jak ze świe­ży­mi matkami: „siedząw domu. To gładko prowadzi przez tunelowe my­ślenie do wielopiętrowych nieporozumień.

Jeśli, na przykład, umówił_ś się z chorą osobą na godz. 16:00, fakt, że ona „siedzi” w domu, nie daje ci prawa do przyjścia w szampańskim humorze po siedemnastej trzydzieści, bo tyle bardzo ważnych rzeczy musiał_ś skończyć, nim się w końcu bo­ha­ter­sko wyrwał_ś ze szponów świata. Pomijam fakt, że najprawdopodobniej w sto­sun­ku do zdrowej osoby miał_byś więcej szacunku dla jej czasu lub zwyczajnie ba­ł_­byś się ciut, że na ciebie nie poczeka.

Chciałabym, byś miał_ z tyłu głowy, że „siedzenie” w domu to często napięty grafik (rehabilitacja, regeneracja, ćwiczenia, drzemki, dzięki którym da się w przyzwoitym stanie dociągnąć do wieczora). Drugą, nie mniej znaczącą kwestią jest fakt, że chory, umawiając się z tobą na 16:00, albo wie, że o tej godzine jest w formie, albo zakłada, że jest duże prawdopodobieństwo, że będzie w formie. O osiemnastej może być już po prostu pozbawiony możliwości czerpania radości ze spotkania z tobą, walcząc wy­łącznie o utrzy­ma­nie się na powierzchni trwania.

[…]  umierający ludzie nie są tacy sami, a najważniejsza rada, jaką mam, to by pozwolić im się prowadzić. […] Utrzymuj kontakt Nie po­ja­wiaj się bez zapowiedzi Nie omijaj tematu Słuchaj uważnie! Nie umniej­szaj sprawy Nie zmuszaj ludzi do odpowiedzi Nie udzielaj porad me­dycz­nych Nie narzucaj nikomu religijności (ani jej nie zabraniaj) Po­ma­gaj – ale konkretnie

🖇

Jeśli oferujesz choremu pomoc, spróbuj wymyślić coś przydatnego. Dobrze wiem, że przez lata w dziesiątkach wiadomości dopisywałem zdanie: „Pro­szę, daj znać, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić”, i wcale się nie dziwię, że nikt nigdy nie skorzystał z tej propozycji. Kiedy umierasz, często trudno jest pro­sić o cokolwiek, a wyliczanie potrzeb w odpowiedzi na ogólne oferty to też duży problem, bo przecież nie wiesz, czy w ogóle były szczere.
     Co rzeczywiście możesz zrobić, aby pomóc, poza (najważniejsze!) deli­kat­nym poinformowaniem kogoś, że o nim myślisz? […]  Jeśli naprawdę chcesz pomóc, znajdź potrzebę i spraw, by umierający mógł po prostu odpo­wie­dzieć „tak” lub „nie” na twoją propozycję.

🖇

Tak czy owak, jest naprawdę miło, gdy
ktoś się do ciebie odzywa.

🖇

Jest również tendencja (i tak, też to robiłem), by przypominać ludziom, iż ma­ją zachowywać optymizm. W rzeczywistości nie istnieją naukowe do­wo­dy na to, że pozytywny stosunek do życia oznacza jakąkolwiek różnicę w wy­ni­kach pacjenta (choć może poprawić jakość jego życia). […] A mó­wie­nie komuś, by „zachował optymizm”, oczywiście w żaden sposób go do tego nie skłoni.

🖇

Miło jest otrzymać wiadomość z informacją: „Nie musisz odpisywać”, ponieważ często nie mamy na to ani energii, ani siły umysłowej.

🖇

A najgorsze jest otrzymywanie porad lub poleceń cudownych preparatów.

🖇

Słuchaj – i słuchaj uważnie. Kiedy próbujemy ci wyjaśnić zło­żo­ny i zagmatwany świat, w którym obecnie żyjemy i do któ­re­go być może wciąż się przyzwyczajamy, nie jest nam łatwo, a potem ty zadajesz jakieś pytanie i od razu wiemy, że nie słuchałeś.
// Martin, przyjaciel Autora, bohater wojny o Falklandy.

🖇

Zaryzykowałbym stwierdzenie (i znów – mnie też się zdarzało pobłądzić), że większość tych ostatnich wizyt przynosi więcej korzyści odwiedzającemu niż odwiedzanemu. Dlatego nie spodziewaj się zaproszenia i raczej nie wska­kuj od razu za kierownicę. Zaproponuj raz i poczekaj na odpo­wiedź.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

5732. Z oazy (CCCXVIII)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, trzy. W ostatni piątek późnym wieczorem do­wie­działam się o istnieniu tej książki. Pełnia księżyca dała mi popalić, wskutek czego sen był od­le­głym marzeniem, ale dałam radę, nie zapaliłam światła o trzeciej trzy­dzie­ści, nie włączyłam komputera, nie zrobiłam klik, klik. Duma, jaka mnie roz­pie­ra­ła, z tego faktu, świadczy o głębokim uzależnieniu od iesbeenów. W sobotę o siód­mej rano, w maje­sta­cie prawa zrobiłam klik, klik i miałam ją na czytniku. Rzuciłam wszystko, co czy­ta­łam. Dwie kawy i było po lekturze.

Dla mnie to zdecydowanie kolejna książka roku 2025. To również kolejna książka, której fragmencik wprawił mnie w osłupienie, gdy dotarło do mnie, że jego treść świad­czy o tym, że autor(ka) nie rozumieli słów Kübler-Ross. No i na koniec, mu­sia­łam dorzucić swoje pięć kulawych groszy.

[dostęp 17.03.2025], źródło.

Simon Boas
(1977–2024)

🖇 🖇

Dużo szczęścia na twojej własnej drodze, długiej czy krótkiej! Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie do cna dobrze!
                                                     Simon
                                                     Trinity, Jersey
                                                     czerwiec 2024

 

🖇 🖇

Niezależnie od tego, jak dużo wiedzielibyśmy czy myślelibyśmy o śmierci, kiedy nadchodzi nasza kolej, wszyscy jesteśmy początkujący. A ja zde­cy­do­wa­nie czuję się nowicjuszem, więc aroganckie z mojej strony jest twier­dze­nie, że będzie to poradnik. To po prostu kilka przypadkowych depesz z linii frontu, z niespodziewanie jasnego, intensywnego i granicznego okresu życia.

🖇

[…]  da się „wejść łagodnie do tej dobrej nocy”, jednocześnie żyjąc i kochając życie w najpełniejszym sensie tych słów.

🖇

Mój tekst opisuje po prostu to, co mi pomogło, a także wyjaśnia kilka zda­rzeń, kiedy musiałem szukać w sobie głębokich rezerw poczucia humoru, aby poradzić sobie z czymś, co znienacka walnęło mnie w łeb.

🖇

Zacząłem patrzeć na trudności i zmartwienia z wielką empatią dla siebie i zrozumiałem, że przecież robię wszystko, co w mojej mocy, i to wystarczy.

🖇

Benjamin Franklin pisał, że większość ludzi umiera w wieku dwudziestu pię­ciu lat, choć do grobu trafiają dopiero w wieku siedemdziesięciu pięciu. Teraz jest czas – bez względu na to, ile masz lat – aby podsumować sprawy i pojąć, że życie jest cenne i skończone.

🖇

[…]  wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani jako uczestnicy wiel­kie­go kosmicznego tańca, a jego sednem są życzliwość i miłość.

🖇

Jak przed śmiercią napisał Christopher Hitchens: „Na głu­pie py­ta­nie: »Dla­cze­go ja?«, kosmos może tylko niechętnie odpowiedzieć: »A dlaczego nie?«”. Sądzę, że jeśli wierzysz w boskie istnienie, musisz podjąć próbę i zig­no­ro­wać to poczucie niesprawiedliwości, nie pytać: „Dla­cze­go ja?”. Jeśli do koń­ca będziesz utrzymywał, że to Bóg ci to zrobił – ale przecież mógłby też zmie­nić zdanie! – umrzesz skupiony na niesprawiedliwości i stracie, a nie na niezwykłym darze, jaki wszyscy otrzymaliśmy.

🖇

Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. […] Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. […]  Należymy do niewielkiej uprzywilejowanej grupy, która wbrew wszystkiemu wygrała wielką loterię urodzeń, dlaczego więc narzekamy na nieunikniony powrót do stanu po­przed­nie­go, skoro ogromna większość nigdy nawet z niego nie powstała?
Richard Dawkins

🖇

[…]  mamy szczęście, że w ogóle istniejemy, i  […]  mamy szczęście, że istniejemy akurat w tym czasie i w ten sposób.

🖇

A z tego, co ostatecznie uznałem za dar, wyciągnąłem dwie główne lekcje.
     […]  zrozumiałem, że śmierć jest nieunikniona – nawet bardziej niż po­dat­ki. Jednak od tych ludzi, w których życiu śmierć jest obecna bardziej niż zwykle, nauczyłem się, że nie musi to wcale umniejszać pełni egzystencji. […]  Ucieczka przed śmiercią to nie tylko marnowanie energii, lecz także przeciwstawianie jej życiu.

🖇

[…]  religia nie tylko nie jest konieczna, by ludzie postępowali etycznie, lecz jest w pewnym sensie z tym sprzeczna. Czy nie oszukujesz ani nie mor­du­jesz, ponieważ przykazania mówią ci, że to nieprzyjemne dla kogoś innego (i poniesiesz karę), czy naprawdę pojmujesz, że to zło?

🖇

[…]  gdy ludzie zbliżają się do końca życia, wielu z nich – w tym ja – za­czy­na się bardziej interesować sprawami ducha. Nie jest to chwytanie się brzy­twy ani ostatnia szansa na zakład Pascala; to przychodzi całkiem na­tu­ral­nie, gdy wreszcie da się wyraźnie zobaczyć śmierć, uwolnioną od wszyst­kich obaw i tabu.

🖇

Zaskakująco łatwo znaleźć w sobie haj dzięki innym ludziom. Nie tylko przyjaciołom i bliskim, nie tylko osobom, z którymi dzielisz zajęcia lub zainteresowania. Możesz chodzić po mieście, sklepie lub szpitalu i czerpać haj od nieznajomych. Świadomość tego naprawdę zmieniła moje życie, a także bardzo się przydała w okresie poprzedzającym śmierć.

🖇

Życie jest niezwykle cenne, niepowtarzalne i piękne. Ty jesteś wspaniały. Kiedy mówisz: „Jest okej”, a zapewne robisz to dwadzieścia razy dziennie, uświadom sobie, że nie znaczy to tylko: „Jest dobrze”. Jest naprawdę do­sko­na­le. Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Wyjątkowy. Doskonale stworzony, doskonały jak najlepsza kuchnia, doskonały jak najlepsza porcelana! Na­praw­dę jest okej, a nawet więcej. Często powtarzamy te słowa i nie­świa­do­mie mówimy prawdę.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.
(wyróżnienie własne)

[…]  najważniejsze jest to, by łapać życie za ge­ni­ta­lia i wyciskać z nich radość. Świat jest tak pe­łen możliwości, dziwności i ko­lo­rów, że szkoda by­ło­by iść przezeń na ślepo, mar­nu­jąc ten nie­praw­do­po­dob­ny dar, jaki otrzy­ma­li­śmy: istnienie.

🖇

Jeśli możesz, ignoruj politykę, przyswajaj jak najmniej newsów i staraj się trzymać z dala od mediów spo­łecz­no­ścio­wych. Wszystkie one pomijają szeroki kontekst.

🖇

[…]  ciesz się, że nasze życie się splotło; pomyśl o tajemnicy i radości z tej jedynej rzeczy, która ostatecznie łączy nas wszystkich.

🖇

Ustal priorytety, na problemy spójrz z dystansu, nie od­kła­daj rzeczy na później. […]  A kiedy śmierć na­gle przy­je­dzie na ognistym motocyklu po ciebie lub ko­goś in­ne­go, będziesz nieco lepiej przygotowany, aby za­pro­po­no­wać jej filiżankę herbaty.
     Akceptacja okazała się dla mnie bardzo wyzwalająca. Tak jest od zawsze i nic tego nie zmieni: rodzimy się i roz­sy­pujemy, wracamy do natury, a być może także do siły, która wszystko wprawiła w ruch. Zaprzeczanie, kurczowe trzymanie się nadziei, że nowa tabletka lub modlitwa cię wyleczą, działają zupełnie od­wrotnie.

🖇

[myślcie] o mnie jak o przeczytanej z przyjemnością książ­ce. Całe nasze życie można w ten sposób po­strze­gać. Dla jednych jesteśmy tylko akapitem lub przypisem, dla innych rozdziałem lub tomem. Dla nikogo nie je­ste­śmy całą książką […]. Jesteśmy postaciami w ich historiach. A oni będą pisać w nich piękne rozdziały rów­nież po naszym odejściu.

🖇

Naprawdę wszyscy powinniśmy zaakceptować fakt, że umrzemy (i zmienić dzięki temu swoje życie).

🖇

Dostrzegajcie drobne akty czułości, stoicki humor, od­wa­gę. Poważna choroba i jej towarzyszka z kosą po­tra­fią wszystkich zrównać, ponieważ każą zdejmować ma­ski i odsłaniają kryjących się pod nimi wrażliwców. Łatwo rozszerzyć tę obserwację poza oddział onkologii i zobaczyć, że naprawdę każdy człowiek po prostu robi na co dzień, co w jego mocy.

(tamże)

5731. Z oazy (CCCXVII)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, dwa. Dwa dni po ukazaniu się tej książki, klik, klik. Po dwóch wieczorach od klik, klik było po książce, ale fusy opadały i opaść nie mogły.

Lista nazwisk osób nieuczciwych (eufemizm!), bez honoru (eufemizm!) lub po pro­stu wygadujących głupoty (eufemizm!) zacna:
     Kaczyński, Tusk, Gronkiewicz-Waltz, Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn, Magda Umer, Wiktor Zborowski, Krzysztof Materna, Irena Eris, Zbigniew Grycan, Leszek Miller, Marcin Matczak, Tomasz Lis, Małgorzata Starczewska-Krzy­szto­szek (w tej książce jak dla mnie jest to mistrzyni niekwestionowanego absurdu), Piotr Kuczyński, Magdalena Środa, Jeremi Mordasewicz, Balcerowicz, Glapiński, Bogu­sław Grabowski, Gadomski, Petru, Sławomir Dudek, Rafał Brzoska, Sławomir Ment­zen, Jacek Jastrzębski.

Przeczytawszy ze zrozumieniem, trudno będzie obronić Owsiaka, co może wydać się zaskakujące. Dla mnie właśnie takie to było.

Według Keynesa — wyjęte z tej lektury słowa trafiające precyzyjnie w punkt — kapitalizm opie­ra się na emocjach, chci­wo­ści, resentymencie i strachu, które czę­sto nie mają nic wspólnego z racjo­nal­no­ścią, długoterminowym myśleniem i tro­ską o dobro wspól­ne. Dla mnie to książka o chciwości podnoszonej co chwilę po raz kolejny do do­wol­nej potęgi. Zamiast składanego procentu „składana” potęga.

Sadownik wyzywa mnie od lewaczek, ja Go od neoliberalnie wypranych mózgów. On twierdzi, że mogę być lewaczką wyłącznie dlatego, że On jest neoliberałem. W związ­ku z drastycznie różnymi poglądami na rolę państwa w życiu społecznym oraz definicję dobra wspólnego umówiliśmy się, że On przeczyta tę książkę, a ja przeczytam tę, którą On czyta (jestem w połowie, w sumie jest o tym samym, czyli o chciwości, tylko że na skalę globalną).

To w słowach ukryty jest klucz do naszej rzeczywistości. Oprócz znaczenia słów ważne jest, kto je wypowiada, jaką autor może mieć mo­ty­wa­cję. Często tej motywacji sam nawet nie jest świadomy.

🖇

Miałem dobry start i chcę, żeby inni mieli równe szanse. Chcę, żebyśmy równali w górę, a nie w dół. Takie jest moje credo.

🖇
#patoelity

Piękny to kraj, w którym to nie elity dbają o naród, ale naród o elity… Jaś­ko­wiak [prezydent Poznania] uznał, że bycie na świeczniku daje dodatkowe prawa, których zwykli ludzie mieć nie powinni, bo w Polsce wszyscy są rów­ni, ale niektórzy są równiejsi. Wszyscy to wiemy, ale niewielu mówi o tym głośno. Akcja w obronie znanych artystów dobrze oddaje stan ducha i mentalność polskich elit. Składają się na nią: protekcjonalne my­śle­nie, stad­na klasowa obrona zagrożonych interesów, pogarda dla prawa i insty­tu­cji, wiara w przywileje zdobyte poprzez bliżej nie­okre­ślo­ne zasługi na rzecz Polski.

🖇

To często wracający motyw w narracji liberalnych elit, które politykę wolą zastępować psychologią. Według nich ludzie nie głosują na kogoś zgodnie ze swoim interesem i przekonaniami, ale z niskich pobudek, pałając żądzą rewanżu.

🖇
#patointeligencja

Na czele polskiego społeczeństwa stoi warstwa o feudalnych korzeniach […]. Najważniejsze wady tej grupy to: egoizm, kompleks niższości po­łą­czo­ny z poczuciem wyższości, kolesiostwo oraz pogarda dla dobra wspól­ne­go i osób słabszych.

🖇

[…]  etos inteligencji to postawa służby wobec społeczeństwa i narodu. Tym grono ludzi wykształconych różni się od dorobkiewiczów”, któ­rzy zdominowali publiczny pejzaż po 1989 roku.

🖇
#patoliberalna transformacja

Według konstytucji „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”, a pod­sta­wę ustroju gospodarczego „stanowi społeczna gospodarka rynkowa, opar­ta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz so­li­dar­ności, dialogu i współpracy partnerów społecznych”. Tymczasem trans­for­ma­cja doprowadziła do błyskawicznego wzrostu nierówności do­cho­do­wych. Polska z jednego z najbardziej egalitarnych krajów Europy stała się jednym z najbardziej niesprawiedliwych. Średni wzrost dochodu ludności w latach 1989–2015 wyniósł 73%. Z kolei wzrost dochodu najbogatszych 10% wyniósł 190%, „średniaków” 47%, a naj­u­boż­szej połowy jedynie 31%. Kilka procent najbogatszych Polaków przejęło zdecydowaną większość korzyści płynących z terapii szokowej.
     Sama idea sprawiedliwości społecznej spotkała się z wręcz otwartą wro­go­ścią elit.

🖇

O co chodzi w projekcie neoliberalnym? Otóż cała rzeczywistość społeczna ma być podporządkowana zasadom wolnego rynku. Jednostka musi za­cho­wy­wać się jak jednoosobowe przedsiębiorstwo. Człowiek ekonomiczny jest samodzielnie i racjonalnie myślącym podmiotem, który staje się przed­się­bior­cą samego siebie. Neoliberałowie oczekują od niego odpowiedzialności, elastyczności i adaptacji do ciągle zmieniających się ekonomicznych oko­licz­no­ści, które dyktuje rynek.
     […]  Wystarczy przekonać ludzi z pomocą dziennikarzy, ekspertów, wy­kła­dow­ców, influencerów, coachów, piewców dochodu pasywnego, że są od początku do końca kowalami własnego losu. Jeśli powinęła ci się noga, nie masz mieszkania i ledwo starcza ci na życie, to wyłącznie twoja wina. Od bogactwa dzielą cię tylko chęci i jeszcze cięższa praca. […]
     W wizji neoliberałów nie ma czegoś takiego jak przymus ekonomiczny, nierówności systemowe czy nierówny start – jest tylko niezrealizowany indywidualny potencjał. Przemoc ekonomiczna staje się nie­wi­dzial­na, a jej formy przedstawiane są jako wyzwolenie. W ten sposób piętnastometrowe klitki stają się „mikroapartamentami” dla młodych, któ­rzy lubią „życie na mieście” i minimalizm; wieczne życie z współlokatorami to coliving; umowy śmieciowe są wybawieniem, bo dają elastyczność i czas na realizowanie własnych pasji; kredyty hipoteczne z trzydziestoletnim okre­sem spłaty na patodeweloperkę na przedmieściach udzielane na li­chwiar­ski procent to odpowiedzialność i warunek uczestnictwa w klasie średniej, a prostytucja staje się sexworkiem i możliwością realizowania własnego libido w miłych okolicznościach przyrody.
     Wolny rynek wydaje się magiczną odpowiedzią na każdy problem. Jeśli na coś jest popyt, to znaczy, że jest dobre. Rynek się nie myli, tylko ty. Wszystkie ryzyka w neoliberalizmie zostają zindywidualizowane.

🖇
#patopolityka

Nie dziwi was, że od 35 lat na polskiej scenie publicznej są wciąż ci sami ludzie?

🖇

Niemal wszystkie ugrupowania na scenie politycznej łączy bez­kry­tycz­ne poparcie dla radykalnej ideologii wolnorynkowej. Za­rów­no postkomunistyczne, jak i postsolidarnościowe formacje przez ostat­nie trzy dekady realizowały neoliberalny program społeczny i gospodarczy. Prywatyzację emerytur, prowadzoną pod szyldem Otwartych Funduszy Eme­ry­talnych, zaplanował rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a wpro­wa­dził w życie rząd Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności. System publicznego transportu demontowały niemal wszystkie rządy po 1989 roku. Podatki dla najbogatszych znacznie obniżyły rządy postkomunisty Leszka Millera i dawnego opozycjonisty, Jarosława Kaczyńskiego. Deregulację go­spo­dar­ki uskuteczniały rządy Platformy Obywatelskiej i Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści, chociaż być może najbardziej społeczną kontrolę nad gospodarką „poluzował” rząd Leszka Millera, który między innymi de facto zlikwidował planowanie przestrzenne w Polsce i zderegulował rynek obrotu alkoholem.

🖇
#patomedia

Chomsky [Noam, językoznawca] przekonuje, że media zajmują się przede wszystkim tym, co nazywa „fabrykowaniem zgody” na działanie systemu. Czyli budowaniem społecznego poparcia dla działań i polityk, które są ko­rzyst­ne dla najbogatszych i wielkiego biznesu. Media dawno przestały od­gry­wać rolę odrębnej (czwartej) władzy i stały się integralną częścią ist­nie­ją­ce­go systemu – zarówno w wymiarze po­li­tycz­nym, jak i gospodarczym.
     Media to przedsiębiorstwa nastawione na zysk i będą robić wszystko, żeby go osiągnąć. Treści mają się klikać, a nie rzetelnie informować. […]  W ce­lu sfabrykowania zgody trzeba skierować gniew w jedną stronę. Wro­giem są zazwyczaj słabsi i obcy: biedni, imigranci, pracownicy, matki, dzieci, zwolennicy „tej drugiej” głównej partii.

🖇
#patosprawiedliwość

Państwo polskie jest szalenie pobłażliwe dla silnych i surowe wobec bez­bron­nych. Jednocześnie jest to państwo, które potrafi być niezwykle sprawne, jeśli tylko tego chce. Zazwyczaj wtedy, gdy realizuje partykularny interes wpływowej mniejszości. Polska jest państwem z kar­to­nu z wyboru – wyboru elit. Jego kartonowość umożliwia realizację ich interesów, które opakowano w „obiektywną” i „naturalną” ideologię pa­to­li­be­ral­ną. Egoistyczny interes elit zawsze może się skryć za hasłami o ochro­nie wol­nego rynku, państwa prawa, własności prywatnej i wspieraniu przed­siębiorczości.

🖇
#patokierowcy

Prawo dżungli panuje również na naszych drogach. Wystarczy przekroczyć granicę z Niemcami czy Czechami i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki polscy kierowcy zaczynają przestrzegać przepisów.

🖇

W dyskusji nad bezpieczeństwem ruchu drogowego widać, jak bardzo anty­pań­stwo­we i antyspołeczne są polskie elity, które traktują wszelką formę regulacji jako zamach na indywidualną wolność. Nie o wolność tu jednak chodzi, ale o prawo silniejszego do pomiatania słabszymi.

🖇
#patopodatki

Argumenty przeciw progresywnemu opodatkowaniu i oskładkowaniu opie­ra­ją się na kilku mitach rozpowszechnianych przez media i polityków. […]  mitem jest, że progresja jest niesprawiedliwa, bo „karze” za ciężką pracę. W rzeczywistości najcięższe i najbardziej pożyteczne społecznie pra­ce zazwyczaj są niskopłatne i stosunkowo wysoko opodat­ko­wa­ne. O roli niezbędnych pracowników mogliśmy przekonać się w trakcie pandemii […]. Tymczasem najwięcej zarabiali i zarabiają ci, którzy żyją z pra­cy innych ludzi. […]
     Kolejną legendą jest to, że jeśli wzrośnie opodatkowanie bogatych, uciek­ną oni do innych krajów. W rzeczywistości opodatkowanie przedsiębiorców w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Nie bardzo wiadomo, gdzie mieliby emigrować.

🖇

Progresywne podatki przede wszystkim przeciwdziałają wzrostowi nie­rów­no­ści ekonomicznych i umożliwiają zachowanie zdrowej równowagi w spo­łe­czeń­stwie. Bogaci, płacąc wyższe podatki, kupują sobie spokój przed re­wo­lu­cjami i przestępczością. Wysokie nierówności, które generuje nie­spra­wie­dli­wy system podatkowy, prowadzą do de­sta­bi­li­za­cji de­mo­kra­cji, wzro­stu poparcia dla skrajnych ugrupowań politycznych i nie­uf­no­ści wobec instytucji publicznych, które są coraz bardziej utożsamiane z re­a­li­zacją interesów partykularnych grup. Neoliberałowie, strasząc po­pu­li­stami, sami ich tworzą, bo demolują system usług publicznych i odbierają ludziom poczucie bezpieczeństwa i godności.

🖇
#patopaństwo

Cały system podatkowo-składkowy stworzony jest tak, aby koszty utrzy­ma­nia państwa spadały nieproporcjonalnie – na słabszych i gorzej zara­bia­jących.

🖇

Dzisiaj politycy zamiast rozmawiać o bardziej sprawiedliwym rozłożeniu obciążeń, prześcigają się w obietnicach dalszego obniżania składki dla naj­bogatszych Polaków.

🖇
#patopraca

Wezwania do „wzięcia się do roboty” mają na celu dyscyplinowanie pra­cow­ni­ków, aby znali swoje miejsce w szeregu. Przypomina to trochę sto­sun­ki w więzieniu lub zjawisko fali w wojsku. Równanie w dół i myślenie typu: „ja miałem ciężko, więc tobie też ma być ciężko”, jest wciąż powszechne. Od­po­wiedzią na wzrost kosztów życia jest zawsze więcej pracy, a nie wyż­sze pensje, tańsze mieszkania czy lepszy dostęp do usług publicznych. Mamy bez szemrania akceptować warunki pracy, które należą do najgorszych w Europie, co pokazuje Europejski Wskaźnik Jakości Pracy.

🖇

Pracownicy w starciu z pracodawcami są pozostawieni sami sobie. Elity za pomocą państwa osłabiają inspekcję i sądy pracy, zmieniając kodeks pracy w zbiór pobożnych życzeń.

🖇
#patodeweloperka

Oto przepis na patodeweloperkę w kilku prostych krokach: odcięcie finan­so­wa­nia budownictwu niekomercyjnemu, stworzenie monopolu bankowo-deweloperskiego na rynku mieszkaniowym, likwidacja planowania prze­strzen­ne­go oraz deregulacja procesu budowlanego. A gdy sprzedaż miesz­kań deweloperom idzie zbyt słabo – dopalenie dopłatami do kredytów. W efek­cie jest drogo, brzydko i bez sensu.

🖇

Patodeweloperka nie jest dziełem przypadku, lecz naturalną konsekwencją rynkowego fundamentalizmu. Stawia egoizm ponad dobro wspólne oraz prawo silniejszego nad sprawiedliwość. Tworzy państwo, które nie tylko nie stoi na straży ładu i porządku, ale aktywnie ten ład i porządek niszczy. Zdaniem wyznawców tej świeckiej religii wszystko na świecie jest efektem prawa popytu i podaży, włącznie z dachem nad głową i ładem prze­strzen­nym.

🖇
#patobanki

W Polsce system bankowy realizuje w pełni neoliberalną zasadę: zyski spry­watyzować, koszty uspołecznić. Banki przy pomocy państwa prze­rzuciły całe ryzyko prowadzenia swojego biznesu na klientów. Nie od­po­wiadają za nic i cieszą się rekordowymi zyskami.

🖇
#patoalko

Badania opublikowane w piśmie naukowym „Lancet” wskazują, że alkohol obok heroiny jest najgroźniejszym dla człowieka i jego otoczenia nar­ko­ty­kiem. O ile heroina jest gorsza dla zdrowia niż alkohol, o tyle alkohol po­wo­du­je większe szkody społeczne. Alkohol niszczy nie tylko nadużywającego go człowieka, ale wszystkich dookoła niego. Całe życie można nie mieć w ustach kropli alkoholu i być jego ofiarą. Alkohol jest narkotykiem, który – podobnie jak heroina – po odstawieniu może doprowadzić do śmierci osoby uzależnionej. […]  Wedle najnowszych badań nie ma bezpiecznych da­wek alkoholu i każda jego ilość szkodzi człowiekowi.

🖇

Niestety, postawa polskich elit i rynkowy fundamentalizm skutecznie unie­moż­li­wiają walkę z alkoholizmem i nadmiernym piciem. „Jeśli jest popyt, to jest podaż”. „Każdy ma swój rozum”. „Jeśli podniesiemy ceny, to wrócą me­ty i przemyt”. W tej wizji człowiek jest samotną wyspą, a państwo nigdy nic nie może.
     Tymczasem walka z alkoholizmem to walka o postęp i wolność czło­wie­ka. Walka z egoizmem i chciwością. Potrzebne jest nam do tego państwo, którego słabość bywa politykom na rękę. Nie muszą narażać się wpły­wo­we­mu lobby, rozwiązywać skomplikowanych problemów, tworzyć pro­gra­mów profilaktycznych czy pracować na rzecz poprawy warunków życia i pracy. W końcu alkohol to najtańsza terapia na problemy życia w pań­stwie z kartonu.

Jan Śpiewak, Patopaństwo. O tym, jak elity
pustoszą nasz kraj
, W.A.B., Warszawa 2025.

Na przykładach z życia milionów Polaków chciałem po­ka­zać, że na co dzień wciąż jesteśmy zakładnikami idei liberalizmu oraz osób, które je tworzą, promują i dbają o ich trwałość. Zła wiadomość jest taka, że – choć to idee stare i wyczerpane – wciąż mają one wpływ na rze­czy­wi­stość. […]  Polska zrobiła w ostatnich latach ogromny postęp, były to jednak sukcesy jednostek, nie wspólnoty. Na sumie egoizmów nie da się zbudować spra­wie­dli­we­go, sprawnego, odpornego na kryzysy i niepatologicznego państwa.
     Dobra wiadomość natomiast jest taka, że idee mogą się zmieniać, a wraz z nimi może zmieniać się cały świat. Wierzę, że kończy się świat egoizmu, a zaczyna świat em­patii i współpracy.

🖇

Nigdy nie wątp, że mała grupa myślących i od­danych sprawie obywateli jest w stanie zmienić losy świata. W rzeczywistości to jedyne, co go zmienia.
Margaret Mead

(tamże)

5730. Czekariat (CIX)


fot. Saxifraga, fragment.

[…]  najważniejsze są czasowniki
i historia, jaką z nich ułożysz.

Marta Iwanowska-Polkowska. #nażyć się,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

5729. Z oazy (CCCXVI)

Kilkuty­godniowe odliczanie literek, raz. Wiem, dlaczego sięgnęłam po tę lekturę pod koniec lutego. Chciałam sprawdzić, czy dojrzałam już do tego pisarza. Chyba tak. Choć opowieść czytana w 2025 roku w kilku miejscach trąci myszką, a w zasa­dzie nawet wali szczurzym truchłem, to jest to kawał dobrze opowiedzianej historii o miłości syna do ojca i ojca do syna. Jedna scena — jako metafora nigdy zębem czasu nie będzie tknięta — jest tak przejmująca, że właśnie dla niej ten myśliwski dro­biazg warto przeczytać. Nie można tej sceny odzobaczyć, pozostanie się już na zawsze wobec tej sceny w pewnym stuporze.

[…]  zacząłem żałować, że rozpocząłem tę rozmowę, mogłem się przecież spodziewać, że nie przebrnę przez jego spokój, ten spokój za wysoki był dla mnie, nieomal samym mieszaniem łyżką w talerza zdobywał nade mną przewagę, a poza tym potrafił milczeć,kiedy rzecz milczenia była tylko godna.

🖇

Skąd mogę wiedzieć, co by mnie spotkało gdzie indziej – a co człowieka omija, bywa zwykle gorsze od tego, czego doznał.

🖇

     – Nie wierzę już w Boga.
     Chociaż wtedy nie byłem jeszcze tak bardzo tego pewny. Może myśli mia­łem już harde, ale do słów jeszcze widać nie dorosłem. […]
     – Nie każę ci wierzyć. Twoja wola. Pójdziesz i posiedzisz między ludźmi, a to więcej znaczy, niż gdybyś się modlił tam, gdzie ludzi nie ma.

🖇

[…]  może tak naprawdę nie przywiązuje się człowiek do miejsca, lecz do własnego zaufania.

🖇

[…]  bo z losem można jak z kozłem ofiarnym, można go skląć, zemścić, na­urą­gać mu, jak nieboskie stworzenie sponiewierać i wszystko nań zgonić, gdy już nie ma na co, i los zniesie to z pokorą, nie zgniewa się ani nie od­pła­ci ponad to, co musi.

🖇

Nic nie chciałem. Tylko… czy jesteś.

🖇

[…]  z powodzią jak ze śmiercią, zrównuje ponoć ludzi – wobec powodzi bliżsi się sobie stawali, wspólni, otwarci, bo nikt nie musiał skrywać ani pomniejszać swojego nieszczęścia.

🖇

Był ich cieniem, w ich śladach grzebał, po sumieniach im deptał.

🖇

A pamięć jak to pamięć. Wydarzenia nie spoczywają w niej jak świętne sza­ty w kufrze, lecz dzieją się wciąż, choćby przez samo pamiętanie ich, zmie­nia­ją się, rosną, nie możesz nigdy być ich pewny ani budować na nich. Raz ci są bliższe niż teraźniejszość, raz uciekają przed tobą, choć się z dobrą wo­lą do nich zbliżasz.

🖇

Może prawdziwość rzeczom wyznacza dopiero nasza za nimi tęsknota, nasz żal, nasze w nich odnalezienie się, bo na co dzień jesteśmy w rzeczach je­dy­nie zagubieni, błąkamy się wśród nich, nie odróżniając ich od siebie, siebie od nich.

🖇

Może zresztą wyrozumiałość nie jest wcale pokorą czy ustępstwem, lecz tyl­ko radą na los, godnością wobec losu, bo wszystko inne jest tylko dobrym wrażeniem. Jeśli nawet na los swój człowiek może nie mieć wpływu, to przy­naj­mniej może mu wyrozumiałość okazać, dzięki czemu z ofiary staje się ofiarodawcą, bo zyskuje przewagę własnej świadomości nad własnym życiem, i to jest najcenniejsze jego zwycięstwo. Może nawet od tego, z jaką wyrozumiałością potraktuje to swoje życie, zależy, jak się spełni. Chociaż wbrew temu, co się wydaje, nie jest tak łatwo potraktować swoje życie ła­god­nie i z wyrozumiałością, bo do wyrozumiałości, kto wie, czy nie wie­dzie najuciążliwsza droga.

🖇

Bo samo życie bez wyrozumienia niczym jeszcze jest, potrzebuje choćby czy­jejś pamięci, czyjegoś świadectwa, a niekiedy i tej przyjaznej łatwo­wier­no­ści, która je obłaskawia, niejednego przymknięcia oczu, wybaczeń, bo jak mu się zaufa, takie i jest, i ciepła niemało, a przede wszystkim dobrego sło­wa, pocieszającego słowa, słowa nawet i złudnego, a nie tylko przygany.

🖇

Skąd mogłem wiedzieć, że książki nie są martwe, lecz jak stworzenia prze­wrot­ne, podstępne, nieżyczliwe, bo gdy nie mogą strachem zmóc, wtedy cię kuszą, obiecują więcej, niż mogą, niby otuchy ci dodają, a zwodzą, wciągają cię w tę swoją mądrość niby jasną, przestronną jak pańskie pokoje, lecz kie­dy się dobrze rozejrzysz, widzisz, żeś w zwątpienia spętany. Pozwalają ci nawet sądzić, że już bliski jesteś mądrości, chociaż ty się tylko oddaliłeś od swojego prostego spokoju. Szukasz jasności, a tymczasem mądrość ma wie­le twarzy.

Wiesław Myśliwski, Nagi sad,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

[…] skąpy w mowie, nieumiejętny w piśmie, bał się słów, że go oszukają, choć jego własne, i wierzył tylko mil­cze­niu, tej jedynej niekłamanej możliwości wy­zna­nia.

🖇

Różnie się przecież ludzie rodzą, jedni z matek, inni z wielkiej woli, z opowiedzenia, a nie ma między nimi róż­ni­cy, bo i tak w końcu każdy jest na tyle, na ile opo­wie­dzia­ny zostanie albo sam się innym opowie.

🖇

[…]  wiedział najlepiej, co przeklnie,
a czego nigdy nie pożałuje.

🖇

Zamiast mosty sobie przypominać czy zmyślać, iść, aż mosty się nadarzą.

🖇

[…]  milczenie stanowiło jedyny nasz cień.

(tamże)

niedziela, marca 16, 2025

5728. Mały ślad po błysku olśnień

gdy dopuszczasz wszystkie możliwości,
będziesz je widzieć.
*
oskarżając, tracisz kontakt z intencją.
JiM
ocena/interpretacja
nie pozwala zejść głębiej.

5727. Łódeczka dla Białego Kruka


Autor(ka) nie do ustalenia.

[żałoba]  staje się łatwiejsza do opanowania dzięki zie­lo­nym pędom nowego życia rosnącym wokół niej. Zmarli zawsze są obok nas. Gdy o nich myślimy, z cza­sem ból słabnie, a nasze zainteresowania, przy­jaź­nie i poczucie sensu się rozwijają, częściowo nadal dzięki ich wsparciu.

*

[…]  poza workiem tkanek, słabości i nadziei, z których się skła­da­my, coś po nas przecież zostaje. […] do­świad­czamy mi­ło­ści, transcendencji, za­chwy­tu, wdzięczności oraz jedności z innymi i choć to niczego nie dowodzi, sprawia, że wcale nie jest głupio wierzyć, że istnieje coś poza nami.

*

[…]  wszyscy jesteśmy tylko liśćmi na tym samym drzewie, które najpierw się rozwijają, potem opadają i gniją, jednak pozostają częścią trwałej nie­wy­sło­wionej całości.

Simon Boas, Poradnik umierania dla początkujących,
przeł. Dobromiła Jankowska, Angora, Warszawa 2025.


[dostęp 16.03.2025], źródło.

*

[…]  niestrudzenie ćwiczyłem na fortepianie ArięWariacji Gold­ber­gow­skich. Bardzo trudne przedsięwzięcie dla kogoś, kto nigdy nie miał lekcji gry na fortepianie. Przy instru­men­cie czułem się jak dziecko, które po raz pierwszy uczy się pi­sać. Nauka pisania ma w sobie coś z modlitwy. Minęły ponad dwa lata, zanim udało mi się zagrać całą arię z pamięci. Od tamtej pory powtarzam ją jak modlitwę.

Byung-Chul Han, Nie(do)rzeczy, przeł. Marcin J. Leszczyński,
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2023.
(wyróżnienie własne)

J.S. Bach, Wariacje Goldbergowskie, Aria + wybór wariacji,
Samuele Telari (akordeon).
White Raven’s Liked List

piątek, marca 14, 2025

5726. 73/365

nie­miłość. nie ma na nią lekarstwa. jest tyl­ko cena do ui­szcze­nia, zwykle nie naj­niż­sza — swoiste frycowe, karne od­set­ki za zmar­no­wa­ne: czas i nadzieje.

73/365

     – […]  Tak się samo przeważnie układa.
     – To dlaczego tak, a nie inaczej?
     – Bo nie inaczej.

*

[…]  dojść, dojść do tego ostatniego, dzie­wią­te­go mostu, gdzie­kol­wiek jest i co­kol­wiek się potem stanie.

Wiesław Myśliwski, Nagi sad,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2020.

niedziela, marca 09, 2025

5725. 68/365  // Panna cotta (CLI)

a jeśli już nigdy nie bę­dę w stanie tego, co dla mnie ważne lub świeżo odkryte, wyrazić słowami? co, gdy nie będę umiała tego za­trzymać w literkach, by móc do tego wrócić, przyjrzeć się po­now­nie lub skon­frontować z doświadczeniem, które przejdzie przeze mnie później, pozostawiając po sobie ślad? hmmm.

68/365

Leonard Cohen, Hey, That's No Way To Say Goodbye,
Roberta Flack, 1969.

*

mi piace chi sceglie con cura,
le parole da non dire.

Alda Merini
[lubię tę/tego, co ostrożnie wybiera
 słowa, których nie należy wypowiadać.]

czwartek, lutego 27, 2025

poniedziałek, lutego 24, 2025

5723. [']   // 55/365

odeszła. od dziś, Biały Kruku, oboje wiecie coś, czego po tej stro­nie dokładnie nie wie nikt. łomolę więc — tak dobrze pa­mię­tam, gdzie przez dziesięciolecia stał ten winyl.

55/365

Roberta Flack, River.

there’s a river somewhere
flows through the lives of everyone
[…]
there’s a star in the sky
brightens the lives of everyone
[…]
there’s a short song of love
sings through the lives of everyone

[dostęp 24.02.2025], źródło.

Roberta Flack
(1937–2025)

niedziela, lutego 23, 2025

(5721+1). Panna cotta (CL)

Jeśli myślisz, że Sanremo to festiwal typu eurowizja czy wyłącznie blichtr i dno, to ten wpis jest okazją byś zmienił_ zdanie.

Spłakała mnie ta piosenka do gruntu i kości. Wciąż mi to robi. Napisana o relacji z ma­mą cho­ru­ją­cą na alz­hei­mera, wyśpiewana w hołdzie miłości. Zgadzam się z wie­lo­ma ko­men­ta­rza­mi umie­szczonymi na jutiubie, choć najbardziej lubię ten, który przy­to­czy­łam poniżej: klejnot, nie piosenka!

Odcedziłam dwa najgęstsze cytaty ze skończonej opowieści z alz­hei­merem w tle i po­zo­sta­ło mi już tylko zrobić: hopla!

W końcu przypomniał sobie wszystko. Chciał jej po­dzię­kować, za­nim o wszystkim zapomniała. […]
     Byłem wtedy taki szczęśliwy, więc jak to się stało, że wszystko za­pomniałem?

*

     – Wiesz, tak sobie zawsze myślę…
     – Co takiego?
     – Fajerwerki są takie smutne. Zapomina się je, jak tylko się skończą. Jaki miały ko­lor czy kształt.
     – Może masz rację… Ale nawet jeśli zapomnisz ich ko­lor i kształt, to zo­sta­ną z tobą jako wspomnienie te­go, z kim je widziałeś i jak się wtedy czułeś.

Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

*

Simone Cristicchi, Quando sarai piccola,
Sanremo 2025.

ci sono cose che non puoi cancellare
ci sono abbracci che non devi sprecare
ci sono sguardi pieni di silenzio
che non sai descrivere con le parole
c'è quella rabbia di vederti cambiare
e la fatica di doverlo accettare
ci sono pagine di vita,
              pezzi di memoria che non so dimenticare

*

Simone, cosa hai scritto?
Non è una canzone,
è una gemma
.

Valerio Barbaro
[Simone, coś ty napisał? / To nie jest piosenka, / to jest klejnot.]

5721. Z oazy (CCCXXV)

Nie­dzielne odliczanie literek. Wrócona z krainy mroku i bólu łapczywie chwyciłam się wczoraj życia. Szykując się na to, co przyniesie nowy tydzień, dźga mnie i po­ga­nia imperatyw opróżnienia czy­tel­ni­czej filiżanki wrażeń.

Tak. Jest syn, jest matka i alzheimer oraz związany z nim pełen wachlarz trudności. O tym najlepiej doniesie podczytnik, ale jest coś jeszcze. Dla mnie najbardziej zna­czą­cy­mi elementami tej opowieści są te chwile, gdy matka ustępuje kobiecie, któ­rą była. Uśmiechałam się, gdy wyłaniała się z historii, ponieważ w moim życiu było kil­ka matek, które zrejterowały z bycia kobietą, oddały walkowerem bycie czło­wie­kiem. Pogadać z takimi nie dało się.

Rodzice są postaciami, które wywierają na nas niesamowicie wielki wpływ. Kiedyś przez cały czas myślałam, jak mam od nich uciec, tak bardzo odczu­wa­łam siłę, z którą mnie wiązali. Aż w pewnej chwili dotarło do mnie. To nie jest tak, że rolę naszych rodziców koniecznie muszą odgrywać osoby, z którymi łączą nas więzy krwi. […]  Odkąd zdałam sobie z tego sprawę, a byłam już wtedy dorosła, przestałam myśleć, że więzy krwi i rodzina to coś absolutnie koniecznego. Często ludzie potrafią się uzupełniać właśnie dlatego, że są sobie całkowicie obcy, bez więzów krwi.

🖇

I suita wiolonczelowa Johanna Sebastiana Bacha. […]  Izumi słyszał kiedyś, że wiolonczela ma ten sam zakres dźwięków co męskie głosy i dlatego brzmi jak ludzka mowa.

🖇

Zdał sobie sprawę, że jako matka i syn przekroczyli już granicę wyznaczającą połowę ich wspólnego czasu.

🖇

„Osobie chorej nie chodzi o to, żeby się po prostu przejść. Ma jakiś powód, ja­kiś cel, do którego dąży i który musi zrealizować. Są ludzie, którzy chcą się dostać w swoje strony rodzinne, są tacy, którzy uciekają z domu. Dla­te­go proszę nie myśleć, że to jest irracjonalne zachowanie”. Lekarz tłumaczył mu to podczas wystawiania diagnozy, a mimo to Izumi nie umiał po­wstrzy­mać surowego tonu.

🖇

Specjalistka do spraw opieki powiedziała mu przez telefon, że demencja nie oznacza końca, ale raczej początek walki.

🖇

[…]  Tyle rzeczy jego matka pamiętała, choć traciła pamięć. Izumiego za­wsze zaskakiwały świeżość i wyrazistość wspomnień Yuriko. Za każdym razem, kiedy go poprawiała, orientował się, jak bardzo jego pamięć jest zatarta i przepisana tak, żeby mu pasowała.

🖇

„Dokąd ona mogła w ogóle pójść w samym środku takiego tajfunu?”, zastanawiał się Izumi.
     „Jak cię nie ma, Izumi, to strasznie szybko tracę pamięć” – przy­po­mniał sobie słowa Yuriko, jakby wyciągając je siłą z pamięci.

🖇

[…]  usiedli obok siebie na łóżku i w milczeniu wpatrywali się w roz­cią­ga­ją­cy się w oddali letni ocean. Być może dobytek człowieka można było po­rów­nać do jego pamięci. Zbliżając się w stronę śmierci, stopniowo po­trze­bu­je­my coraz mniej rzeczy.

🖇

Są ludzie, dla których uczucie smutku, wtapiając się w piękny krajobraz, przeradza się w miłość.

🖇

     – Tak naprawdę to chciałem zostać architektem – zaczął mówić po chwi­lowym namyśle. – Ale oblałem egzaminy i poszedłem na inżynierię. A stam­tąd trafiłem do okrętów. Wiesz, od zawsze lubiłem pojazdy. Zwła­szcza stat­ki. Samochody są produkowane masowo, ale statki przypominają do­my, każdy jest tworzony indywidualnie.

🖇

Izumi zastanawiał się, w jakim kierunku będzie teraz zmierzać jego matka, która rozstawała się kolejno z rzeczami i słowami, a nawet pamięcią.
     „Może stawanie się dorosłym polega właśnie na traceniu róż­nych rze­czy”.
     Głos Kaori cały czas rozbrzmiewał echem w jego głowie.

🖇

Być może jej pamięć też zawraca i płynie pod prąd.
     – Wiesz, ostatnio gdy wychodziłem z domu opieki, to nagle przytuliła mnie dziwnie mocno.
     – Naprawdę? To musiało być żenujące uczucie, co?
     – Bardzo. Ale mogła mnie też z kimś pomylić. Pomyślałem sobie, że w koń­cu moja matka była też kobietą. – Oczami wyobraźni widział matkę siedzącą na ławce. Oglądając białe statki, czekała na Asabę. – Nie umiałem sobie nawet wyobrazić, że mogłaby się w kimś kochać, ale jak się nad tym zastanowić, to przecież bycie matką jest tylko jedną z jej twarzy.
     – Rozumiem cię. Z moją babcią było tak samo.

🖇

Czy jest ktoś, kogo nawet teraz nie zapomniała? […]  Czyja po­stać pojawia się ostatecznie w jej sercu, podczas gdy traci ko­lejne wspo­mnie­nia o miłości?

🖇

Oświetlone żarówkami ze straganów, czarne niczym węgiel źre­ni­ce Yuriko błyszczały jak szklane kulki. Jaki człowiek od­bi­jał się w tej czerni bez dna?

🖇

Uwielbiałam grę Horowitza, którego fortepiany niemal śpiewały. Nie grał zgodnie z zapisami nutowymi, dowolnie zmieniając tempo. Jednak te wy­ko­na­nia, pełne jednocześnie siły i ulotności, zapadały w pamięć.


Robert Schumann, Kinderszenen, op. 15, Träumerei,
Vladimir Horowitz (fortepian).

„To nie tak ma brzmieć”. Yuriko pokręciła głową na boki, jakby strofowała samą siebie. Westchnęła, niejako dając znać, że odzyskała równowagę, i za­czę­ła grać z pamięci. Kolejne dźwięki komponowały się ze sobą łagodnie je­den po drugim i stopniowo wyłonił się z nich pełen utwór. Sceny dziecięce Schumanna, no. 7, Träumerei. Melodia, której tak wiele razy słuchał w ich małym domu. […]
     – Nie musisz się spieszyć, ale nie przestawaj grać.
     Pomyślał o słowach, które powtarzała mu matka, kiedy jeszcze uczył się grać na fortepianie. „Nie musisz się spieszyć, mamo”.

🖇

     – […]  A ty, Yuri-chan? Kradzież czego by była najgorsza dla ciebie? Bo z pieniędzmi to zawsze sobie jakoś można poradzić.

🖇

Mieliśmy tam blisko i mogliśmy pójść w każdej chwili. Tak my­śla­łam, a w tym czasie minęło ponad pół roku.

Genki Kawamura, Sto kwiatów, przeł. Wiktor Marczyk,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Nie sądzi pan, że życie tylko w świecie, który sami po­tra­fi­my sobie wyobrazić, jest bardzo przytłaczające?

🖇

Serce nakazuje ciału, żeby dalej żyło codziennym życiem.

🖇

Życie ma to do siebie, że nie­ustan­nie pcha czło­wieka do przodu.

(tamże)

wtorek, lutego 18, 2025

5720. 49/365

nie ma co się tak na­pinać! życie to szansa, by kochać, wierzyć, nie ustawać. to wy­łącz­nie okazja, by nigdy się nie zatrzymać, na­wet jeśli unieruchomi cię twoje ciało*.

49/365

___________
  *  ono, tak czy inaczej, gra w twojej dru­żynie, zawsze. do­brze jest o tym pa­mię­tać, szczególnie w tych trud­niej­szych chwilach.

poniedziałek, lutego 17, 2025

5719. ⅗+ Klubiku „Świnka” (V)

Gdyby Młodość nie przycisnęła, pewnie odłożylibyśmy kinową wizytę na czas re­gu­lar­nych seansów. Poszłyśmy, bez panów, z Kaan gościnnie, wczoraj wieczorem.

Zdjęcia fenomenalne. Muzyka perfekcyjnie dobrana. Craig zagrał obłędnie, James Bond przy tej roli to nic. Ostatnia scena chwyta za serce i trzyma, dopóki nie opad­ną ostatnie fusy wrażeń, dopóki nie wytrąci się osad osobistych przemyśleń, z którymi pozostaje się już na zawsze ciut „miękciejszym” czyli poprawnie „mięk­szym”, choć to już nie oznacza tego samego w doświadczeniu.

🐷

Queer, reż. Luca Guadagnino, 2024.

Eros, który wedle Platona kieruje duszą, posiada władzę nad wszyst­ki­mi jej częściami: pożądaniem (epithymía), odwagą (thymos) i ro­zu­mem (logos). Każda część duszy ma swoje własne doświad­cze­nie rozkoszy i in­terpretuje piękno na swój sposób.

Byung-Chul Han, Społeczeństwo zmęczenia
i inne eseje
, przeł. Rafał Pokrywka,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2022.

*

Prince, 17 Days, Piano & A Microphone 1983, 2018.

niedziela, lutego 16, 2025

5718. Z oazy (CCCXXIV)

Nie­dzielne odliczanie literek, dwa. Tak, na twórczość Gretkowskiej jestem zwy­czaj­nie za głupia i z bezczelnością godną konfederaty wcale się z tym nie kryję. Próbo­wa­łam kilku książek, ale wysiadłam, zwy­czaj­nie nie dałam rady. Od de­ski do deski przeczytałam jedynie, ponad dwadzieścia lat temu, Polkę — nie tylko ze zro­zu­mie­niem, ale przede wszystkim z zachwytem. Dwuznaczność tytułu, dla nie­zwią­zanej z rodziną czytelniczej duszy, też mnie zachwyciła. Gdy „więc” rzekł ibukosknera i sam z siebie zaproponował nabycie tej książki, nie tylko nie oponowałam, ale po klik, klik rzu­ciłam wszystkie czytane książki, by w tej zanurzyć nos.

W ulu Autorka udomowiona została w naszym potocznym języku jako Gretka. Razem z Sadownikiem uwielbiamy sposób, w jaki zderzają się Jej w głowie kulki. Gretka to, Gretka tamto. Jak ta kobieta łączy słowa, jak konstruuje słowne wytrychy, jak obsikuje święte pola patriarchatu! Tym z partii małych ludzi nie starcza nawet intelektu, by zauważyli, że ich zwyczajnie olała, tfu! powinno być: zlekceważyła. A my, zamiast załamywac ręce nad logiką, jaką kieruje się kraj nad Wisłą, no cóż, mało patriotycznie jesteśmy w zachwycie, że Gretka tak celnie, w punkt i bez zbęd­nych słów. Nie jestem zdziwiona, że ta książka podarowała mi fragmenty, które ko­niecz­nie muszę mieć pod ręką. Bo w punkt i bez zbęd­nych słów.

Wyluzuj, pozwól prowadzić się myślom i obrazom tej książki, próbującej namierzyć, gdzie jesteśmy, pod warstwami nadziei, rozpaczy, mitów, re­klam i makijaży.

🖇

Język indoeuropejskich najeźdźców ma zakodowane w swoim DNA pod­po­rządkowanie kobiet. Po polsku mówimy na przykład „poszliśmy”, cho­ciażby w 100-osobowej grupie był jeden facet. Jego bezcenna obecność ni­we­luje dzie­siątki kobiecych istnień. Ukryte w gramatyce, jesteśmy bra­ne pod ku­ra­te­lę słów. Są naszą burką skrywającą wstydliwe żeńskie końcówki?

🖇

Piszę książki od 30 lat. Nie przeszkadza to jednak facetowi, który nie wydał kawałka prozy, głosić, że nauczył mnie pisać, tylko nie zdążył przećwiczyć w dobrych dialogach. Najwidoczniej jeśli za każdym silnym mężczyzną stoi silna kobieta, to za silną kobietą ciągnie się ogon wykastrowanych z dumy facetów.

🖇

Rozum zawodzi, gdy zostaje rzucony na żer nielogicznemu Fatum, powsta­łe­mu, zanim narodził się czas, a więc kolejność zdarzeń. Logika jest atrapą wszechwiedzącego Fatum. Ono było pierwsze i stoi na straży tajemnicy świata.

🖇

Wbrew temu, co się mówi, miłość, ta prawdziwa, nie jest udręką. Ból po­wi­nien być sygnałem ostrzegawczym, tak jak w ciele. Dobro nie rani. Dobra relacja nie jest karkołomnym wysiłkiem, wspinaczką z maską tlenową, bo się dusisz, ale pokonasz siebie i osiągniecie cel. W miłości nie ma celu. Sama jest celem, dobrostanem. Rozwojem, rozrostem tego, co w tobie i was naj­lep­sze, a nie bolesnym przycinaniem.
     […]
     Buty służą do chodzenia, miłość do rozwoju. Naucz się, córeczko, od­róż­niać ją od euforii zakochania. Miłość podobna jest raczej do me­dy­ta­cji. Niczego w niej nie poprawiaj. Słuchaj, pozwalaj przepływać wra­że­niom. Wtedy poczujesz odpowiedź i będziesz pewna. Jestem szczęśliwa. Nie jestem. Zraniona, niepewna, zagubiona. Zamiast biegać do wróżek, szukać znaków, spójrz w siebie, co naprawdę czujesz tu i teraz. Sama dla siebie jesteś wyrocznią delficką. Inaczej w tej relacji nie będzie, tylko bar­dziej – jeszcze lepiej lub jeszcze gorzej.

🖇

Z marzeń o skandynawskiej równości został nam
tylko syndrom sztokholmski?

🖇

Dlaczego zamiast szumnych, ale mało prawdo­podobnych przysiąg mał­żeń­skich nie moglibyśmy powtórzyć z lekarskiej przysięgi Hipokratesa: „po­wstrzy­mam się zaś przed szkodzeniem…”.
     I nie dlatego że miłości jak na lekarstwo. W XXI wieku, znając lepiej psy­chologię, mając mniej złudzeń niż nasi rodzice czy dziadkowie, wiemy, że druga osoba nie jest koniecznie na zawsze. A na pewno nie jest roz­wią­za­niem czyichś problemów.
     Nie uleczę cię więc miłością i nie oczekuję tego od ciebie. Nie musisz być zbawcą, ja ofiarą. Wystarczy, że nie zatrujemy sobie wzajemnie życia. Nie wstrzykniemy toksyny własnych urojeń. Przestańmy bredzić w miłosnym amoku o wiecznym byciu razem bez względu na wszystko.

🖇

Obdarzeni rozumem błądzimy na oślep w nieracjonalnym świecie. […]  Intuicyjne przeczucie i sen są spoza jasnego świata logiki.

🖇

Przełomowa dla zachodniej cywilizacji Deklaracja praw człowieka i oby­wa­te­la z 1789 roku nie uwzględnia kobiet. Po ponad dwóch stuleciach rozwoju techniki, przemielenia natury i kobiet przez patriarchat wsparty osiąg­nię­cia­mi nauki i przemysłu znaleź­liśmy się w wyjściowym punkcie apokalipsy. Matka Ziemia strząsa nas ze swojej powierzchni huraganami, wypala ża­rem, głodzi i zatapia. Stworzono piekło, karykaturę stworzenia świata. Madeleine Albright, zarządzająca polityką zagraniczną USA za czasów Clintona, odsyłała do diabła za brak feminizmu. „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet niepomagających innym kobietom”. Myliła się, niemal połowa z nas żyje w piekle, wystarczy wejść do domu czy z niego wyjść, nie trzeba być zsyłanym tam za karę.
     […]  głównym problemem zdrowotnym 8-miliardowej ludzkości jest we­dług WHO przemoc wobec kobiet, najczęściej krzywdzi partner. Problem zdrowotny? O gwałcie, pobiciu da się zapomnieć, jeśli jest się spraw­cą. Ofiary przemocy cierpią latami psychosomatycznie.

🖇

Męski, nieśmiertelny, jasny, logiczny i uduchowiony zwalcza swoje przeci­wień­stwo – mroczną kobiecość związaną z naturą, rozrodem, śmiercią.
     Czasem te wyobrażenia, poza realną formą prześladowań i okrucieństw wobec kobiet, przybierają karykaturalną postać folkloru. Poranna erekcja nie jest dla wyznawcy jedynego boga Allacha zwykłym wzwodem. To obie­ca­ne dziewice tęsknią, uwznioślając penisy wiernych.

🖇

Nierówność w damsko­-męskich związkach, przewaga nad kobietą daje po­zy­cję uprzywilejowaną. Kolejne pokolenia dziewczynek są wbijane w muł tego mentalu niby pale umacniające nurt, wokół którego osiadła nasza cy­wi­li­za­cja. Może nie potrafimy inaczej opo­wiedzieć siebie.

🖇

Ewangelia po grecku jest „dobrą nowiną”. Imię Medea znaczy „znająca do­brą radę”. Radę na co? Na kobiecy los?
     „Kiedy życie zmienia się w los? W chwili śmierci?” – pytał Camus. Je­dy­ną „dobrą radą”, wtedy i dziś, jest niszczycielski bunt? Inaczej nie da się po­ko­nać rzeczywistości stworzonej przez mężczyzn? […]  Psychiatrzy ma­wia­ją: „Rzeczywistość nie jest dla wszystkich”.
     Może trzeba być szaloną, żeby chcieć w niej być kobietą.

🖇

Inna epoka, zmieniły się imiona bogów: Fortuna na Kariera, a Fatum na dziedziczność.
     Jedno się nie zmieniło. Większą winę ponoszą kobiety.

🖇

Wolność kobiet prawem? Uważano i nadal uważa się ją za zemstę szalonych kobiet na patriarchacie.

🖇

Nieustraszoność, autentyczna dzikość serca
rozwala teoretyczne mędrkowanie
.

🖇

W XXI wieku walkę płci zamieniono w walkę cywilizacji. Tradycyj­nej, stojącej po stronie przemocowego patriarchatu, i nowej, pod­wa­ża­ją­cej konieczność składania ofiar ze słabszych. Bogowie już ich nie po­trze­bują, a mężczyźni przestają być bogami.

🖇

Jednak uważam, że wydeptywanie samotnych ścieżek przez pokolenia krzywdzonych kobiet jest wzajemnym wsparciem, a nie drogą donikąd. Wytyczona tysiącami podobnych losów staje się drogą kobiet do samych siebie. […]
     Te ścieżki i nawet minimalne gesty mają sens.

🖇

Kobiecy język staje się coraz bardziej bezczelny. Uwielbiam za to stand­-up­er­ki. Mówią celnie i krótko o kobiecym punkcie widzenia. Do te­go za­baw­nie, a śmiech ma prędkość światła w przeka­zywaniu i oświe­ca­niu spraw zaciemnionych hipokryzją. Stand­-up jest dla mnie nową filo­zo­fią. Uczula na paradoksy, każe zastanowić się nad oczywistością.
     Po protestach przeciw nagrodzeniu Polańskiego we Francji mimo no­wych oskarżeń o gwałty głos w jego obronie zabrali wielbiciele sztuki nie­wi­dzą­cy związku między wybitnym dziełem a moralnością twórcy. Od­po­wie­działa im podczas ceremonii rozdania nagród teatralnych Blanche Gar­din, francuska komiczka. Nazwałabym ją filozofką sceniczną. Czym innym, jak nie miłością mądrości, jest filozofia? Gardin, mając na myśli sprawę Po­lań­skiego, szydziła z „dziwnego świata artystów”. „Przecież idąc do pie­kar­ni, nie mówi się, że piekarz co prawda trochę gwałci dzieci, ale bagietki pie­cze wspaniałe”.
     Jednak nawet ostrze słów kobiet bywa nakierowane przeciwko nim sa­mym. Feminizm, walkę o godność kobiet uważa się za krucjatę wście­kłych feministek, wrogich mężczyznom.

🖇

     – A jak wy to sobie wyobrażacie? – Popiłam swoją odwagę słodkim winem. – […]  Bóg jest zawsze i wszędzie… no nie da się go wyskalować w realnym świecie…

🖇

Naprawdę musimy w dziękczynnej procesji nieść niby w koszach na głowie i w głowie patriarchalne schematy? Miotać się między skrajnościami dziw­ka–madonna, kat–ofiara? Albo poczucie winy, albo skrzywdzenia?

🖇

Nie jesteś kobietą, mężczyzną, Afrykanką, Azjatą. Jesteś złudzeniem świa­do­mo­ści. Twoja neuroza nie ma się czego uczepić, bo „ja” nie istnieje. Jest płynność – zamiast kot­wicy tożsamości. Tożsamość przyprawiona przez ego przypomina kulinarny przepis: weźmiesz trochę poczucia dumy, krzyw­dy, narodowości, płci, wymieszasz to w karmicznym blenderze czasu i otrzymasz siebie.

Manuela Gretkowska, Posag dla Polki,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2024.
(wyróżnienie własne)

Nie trzeba szponów i kłów, żeby zostać skazaną na potępienie. Wystarczy wbrew kobiecej naturze mieć własne zdanie.

🖇

Też zaprzeczam rzeczywistości. Nie widzę ludzi, jacy są, zwłaszcza mężczyzn, w których się kocham. […]  Mał­żeń­stwo z miłości, chociaż jak każde zaaranżowane, tyle że nie przez rodziców, a przypadek zwany dawniej Fatum.
     […]  Nie ma w tym niepewności ani przymusu. Jest obecność rozłożona na raty oddechu, uśmiechu, sprzeczek.

🖇

Człowiek jest czymś więcej niż logiczny rozum. Współ­cześ­nie powiedzielibyśmy: czymś więcej niż system obli­cze­niowy. Jest tajemnicą, na której żeruje nieod­gad­nio­ne Fatum, starsze od bogów i czasu. Nie jest zagadką do rozwiązania, tylko na zawsze ukrytą tajemnicą wszech­świa­ta, której ziarno nosimy w sobie.

🖇

[…]  rzeczywistość ma kilka komentujących siebie wzajemnie warstw […].

🖇

Mity są podziemnymi ciekami przenikającymi świa­do­mość. […]  Inicjacja to rodzaj śmierci i odrodzenia.
     […]  Człowiek po scaleniu dryfujących części psychiki wraca tam, skąd przybył, do śmierci.

(tamże)