wtorek, stycznia 17, 2017

2199. Siódmy reksio zdobyty

Jabłoń:
(leci swoją setkę tego i owego)

Sadownik:
I za to cię podziwiam…

Jabłoń:
Za co?

Sadownik:
Za zaciętość.

Jabłoń:
To nie zaciętość, to desperacja!

*

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 2100 powtórzeń.

poniedziałek, stycznia 16, 2017

2198. Tylko dla niektórych

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Tej książki nie zrozumie człowiek 35–.
Nie wniesie niczego nowego w życie człowieka 65+. I tyle.
Ale pomysł na strukturę fabuły naprawdę fajny.

— Spójrz wstecz i żałuj za wszystko, za co możesz żałować, a z reszty zrób jak najlepszy użytek.

*

     — Nie jesteś przygnębiony?
     — Ani trochę. Nie mam czasu na przygnębienie. Jestem maksymalnie skupiony — odparł ze śmiechem Ezra. — Widzę teraz wszystko na wskroś.
     — Z sobą samym włącznie?
     — Owszem. Możesz mi wierzyć albo nie. Zrzuciłem z siebie łuski pozorów i dobieram się wreszcie do samego sedna.

*

Należało za wszelką cenę chronić umysł przed sabotowaniem teraźniejszości przez pożądliwe oglądanie się wstecz, na obsypaną darami przeszłość.

*

     — Co się stało, to się nie dostanie — mruknął cicho, gładząc jej plecy i włosy i kołysząc ją lekko w ramionach. — Trzeba się pogodzić z biegiem rzeczy. Trzymać się swego i brać, co przychodzi. Innego wyjścia nie ma.

*

     — Nie wszystko naraz — poradził jej. — Najpierw daj mi umrzeć. Potem przyjdę i pomogę ci się pozbierać.

Philip Roth, Everyman, przeł. Jolanta Kozak,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

niedziela, stycznia 15, 2017

2197. Czas, ten najwłaściwszy

spóźniłeś się, nie robiąc tego wczoraj. właściwie
nie spóźniłeś się, bo możesz zrobić to dziś.

2196. Kopytko czytało

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ja takich książek nie czytam. Co spowodowało, że zajrzałam do tej? Jak to się stało, że ją kupiłam? Na jaki haczyk mnie złapała okładka lub tytuł? Spełnienie, trzecia miara… Gdy skończyłam, wiedziałam. Odkryłam, że to książka, którą chciało przeczytać moje kopytko (specjalny znacznik na tę okoliczność stworzyłam), bo ja wciąż takich książek nie czytam.

Tę książkę trudno nazwać książką, choć ma isbn. Może drażnić eklektyzmem i do szału doprowadzić posmakiem njuejdżyzmu, ale moje kopytko było zachwycone i co chwilę mruczało: a widzisz! To zbiór myśli, zbiór odkryć, przeżyć i wniosków, do których doszła autorka. I choć rozum nie kupuje tej książki, to wiele części mojego ciała, duszy i sensu wciąż mruczy.

Bez względu na to, co ludzie mówią na temat najważniejszych dla nich spraw, liczy się tylko to, czemu poświęcają swoją uwagę.

*

Wydarzenia mają swój początek i koniec. To, jak się kończą, stanowi materiał do opowieści. A może raczej materiałem jest to, co dzieje się pomiędzy początkiem a końcem.

*

Dzięki czemu czujesz, że żyjesz?

*

Dla Arystotelesa „nawyk to tylko długa praktyka” [...].

*

Człowiek całymi latami zamartwia się z jakiegoś powodu, zamiast powiedzieć sobie po prostu: „No i co z tego”. To jedno z moich ulubionych powiedzeń. (Andy Warhol)

*

Wszystko zmieniło się w dniu, w którym zrozumiała, że ma dokładnie tyle czasu, ile potrzeba na wszystkie ważne sprawy w jej życiu. (Brian Andreas)

*

Wiosną — dziesięć tysięcy kwiatów, jesienią — księżyc, latem — chłodny wiatr, zimą — śnieg. Jeśli umysłu twego nie zasnuwa chmura rzeczy zbytecznych, to jest to najlepsza pora twego życia. (Wu Men).

*

[...] John Burroughs: „Wielka szansa jest tam, gdzie ty. Nie gardź swoim własnym miejscem i swoją godzinę. Każde miejsce jest pod gwiazdami, każde miejsce jest centrum wszechświata”.

*

Są drzwi w przestrzeni, których szukasz, i drzwi w czasie, na które czekasz” — usłyszałam kiedyś od jednego z moich przyjaciół .

Arianna Huffington, Spełnienie. Nowy wymiar twojego sukcesu,
przeł. Marcin Kowalczyk, MT Biznes, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

2195. Elementarne elementy

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Znajdował się u mnie w tej samej nieznośnej przegródce co Słowacki i Mickiewicz. Różniło go od nich tylko to, że jeszcze żył. Jego nazwisko oznaczało dla mnie skręć, omiń, nie tykaj. Gdy zmarł, przez kilka dni towarzyszyło mi przemożne uczucie zdziwienia, przecież żył przez całe moje życie. Tyle o reżyserze.

*

No! Na takiego Lindę warto było czekać całe swoje życie, nawet jeśli świadomości czekania się nie miało. Umierającą sztukę aktorską obejrzeć, zachwycić się nią, pozwolić jej dotknąć się do samych trzewi. Tyle o aktorze.

*

Od siedmiu lat nie grano takiego czasu. Jabłoń, sprawna (!), sama w Przytulisku od wczoraj. Myła zęby, słyszała Heniutkę, zeskakującą z kanapy. Myła ręce, słyszała Sadownika, zamykającego balkon. Słyszała, choć wiedziała, że nie ma ich w domu. Czterdzieści osiem godzin wagarów. Tyle o widzce.

*

Jeśli uważasz, że kraj w ruinie, koniecznie. Jeśli ogarniasz termin per analogiam, i masz ochotę zobaczyć historię wiecznie żywą: lekcję po zmianach pani Zalewskiej, świat według Przyłębskiej i Ziobry, koniecznie. Jeśli chcesz zobaczyć ludzką bezmyślność przebraną za władzę, koniecznie. Jeśli chcesz zobaczyć miłość w nieromantycznej odsłonie, koniecznie. Tyle o filmie.

W sztuce i miłości można dać
tylko to, co się ma
.

*

Człowiek to zobaczy, co sobie uświadomi.
Powidoki, 2016.

Trzeba malować w zgodzie z samym sobą.
Jeśli was nie przekonałem,
zajmijcie się czymś innym
.

(tamże)

sobota, stycznia 14, 2017

2194. Itadakimasu

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przeczytałam w środę:

[...] nauczyłam się wypowiadać itadakimasu przed każdym posiłkiem. Słowo to oznacza po prostuotrzymuję”.

Arianna Huffington, Spełnienie. Nowy wymiar twojego sukcesu,
przeł. Marcin Kowalczyk, MT Biznes, Warszawa 2014.

Zapragnęłam znać zestaw japońskich krzaczków odpowiadających temu słowu. No i chciałam się upewnić, czy w języku japońskim właśnie tak jest. Napisałam do Filigranki i dostałam przepiękną odpowiedź:

Przed posiłkiem Japończycy mówią „itadakimasu” i kierują to słowo-pozdrowienie do osoby, z którą coś właśnie jedzą lub do kogoś, kto to jedzenie im oferuje (płaci? gotuje?). Zupełnie prosto można to przetłumaczyć na „otrzymuję”, ale sens tego słowa jest głębszy. Ja to widzę inaczej.
     Aby to dobrze wyjaśnić, trzeba byłoby nauczyć Cię choć teoretycznie ugrzecznionej — honoryfikatywnej mowy japońskiej. W skrócie mówiąc: jest to bardzo grzeczny czasownik, który oznacza
„ja, niżej na drabinie hierarchii społecznej, pozwalam sobie przyjąć (te dary) od Ciebie (pana, pani, Boga?), który jesteś wyżej ode mnie w tejże hierarchii”. Fajne, co? Znaczek kanji nie jest raczej szczególnie atrakcyjny […]. Sam znaczek niesie także znaczenie „szczyt góry”, czyli przenośnie: „Ty, któryś jest na szczycie góry…”.

Bardzo fajne! Tylko z jednym zgodzić się z Filigranką nie mogę. Znaczek kanji jest przepiękny! Od drugiego do czwartego szepcze opowieść o rozwoju, o stawaniu się — sznureczek, pętelka, dziewiątka! A gdy dziękuję, składam hołd nie tylko Ofiarodawcy, Nauczycielowi, ale dotykam również czegoś w sobie, kogoś, kim mogę się stać. Wdzięczność przemienia mnie. Itadakimasu!

*

A wczoraj wieczorem podczas mrożenia kopytka, przeczytałam:

Błogosławieństwa już są.
(tamże)

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

2193. Sumienie przeczyste

Wczoraj późnym rankiem Oj Tè powiedział do pani leżącej na stole:
     — I co, sumienie mam czyste?

Właścicielka chorego barku, do której skierowane było pytanie, nie wyglądała na osobę, która wie, co zrobić z tymi słowami. Dwa metry dalej, męcząc zginacze na maszynie, byłam ciekawe, dokąd one poprowadzą.

Oj Tè dodał, wyjaśnił, że tak rano, a my już prawie po rehabie, jeszcze chwila i będziemy miały odhaczone, odfajkowane, zaliczone. No tak.

Że niektórzy pacjenci samo przyjście na rehab uważają za wystarczający poziom dbania o siebie i że nic ponad to nie mają zamiaru robić — przyszli, byli i już, powinno wystarczyć. Choć słowa nie były skierowane do mnie, ryknęłam śmiechem.

*

Wczoraj moje ciało ruszyło, wprawiając mnie w zachwyt i dając mi kopa na przyszłe dni. A ponieważ rehabilitowałam się wczoraj dwa razy, więc miałam sumienie całkowicie przeczyste!

Nie pozostało nic innego niż reksio, ale wczoraj nie miałam już siły. Więc dziś!

mój stan posiadania na wczoraj wieczór:

licznik: 1700 powtórzeń.

czwartek, stycznia 12, 2017

2192. Za kotarką u panegirystki

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

— o co ci chodzi?
— chodzi mi o… chodzenie i jeszcze więcej chodzenia.

*

LP, Tightrope, 2016.

You can always learn to fly
You never do until you do it

*

Coś musi wędrować — I będą to albo nasze nogi, albo umysł. Jeśli będziemy siedzieć nieruchomo, umysł wcześniej czy później zechce gdzieś odpłynąć. Wystarczy wstać i zacząć się ruszać, a umysł bardziej się wyostrzy.

*

Chodzenie dzieli z robieniem i pracą wspólny element zaangażowania ciała i umysłu w poznawanie świata — pisała [Rebecca Sonit] — poznawanie świata przez ciało i ciała za pośrednictwem świata”.

*

[…] zawsze, gdy po prostu „idziemy na spacer”, czy to z zamiarem dotarcia w jakieś konkretne miejsce, czy tez bez takiego celu, spacer łączy ze sobą dwa miejsca, wypełnia przestrzeń miedzy nimi. Ta przestrzeń może być punktem.
     „Przestrzeń to substancja — jak ujął to grafik Alan Fletcher. — Cézanne ją malował i modelował. Giacometti rzeźbił,
»zbierając jej nadmiar«. Mallarmé tworzył wiersze nie tylko ze słów, ale i z ich braku. Ralph Richardson twierdził, ze gra sprowadza się do pauz… Issac Stern opisywał muzykę jako »te krótkie chwile miedzy poszczególnymi nutami — ciszę, która nadaje formę«”.
     Chodzenie to jeden ze sposobów w jaki poruszamy się po świecie; język i pismo to sposoby wyrażania tego doświadczenia
.

*

Aby osiągnąć korzyści z podroży, wystarczy wstać i zacząć iść.

Arianna Huffington, Spełnienie. Nowy wymiar twojego sukcesu,
przeł. Marcin Kowalczyk, MT Biznes, Warszawa 2014.

środa, stycznia 11, 2017

2191. Peregrynacja, dzień 366. (puenta)

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wiedziałam, że cała ta historia ma głębszy sens! Wiedziałam to od początku, ale trzeba było poczekać, aż się wypełni, dopełni, domknie.

Dziś Akuszer wypowiedział poniższe słowa. Oniemiałam, gdy je usłyszałam:

chodzić wolno oznacza również wolno chodzić!

_______________
† tempo.
‡ bez przymusu i nakazu, luzem; wolność.

*

Wolna wracałam do domu wolno. Zadziwiające jest, że wydarzające się rzeczy rzadko są tylko faktami. Czas jest wspaniałą przyprawą do wydarzeń, relacji i sensu.

*

Ku czci życia, reksio!

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 1400 powtórzeń.

poniedziałek, stycznia 09, 2017

2190.

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

brak ciętej riposty. słowa wszystkie pogubione. a może refleks klatki schodowej, gdy dociera do ciebie, że mogłeś i to, i tamto powiedzieć. czyż nie jest ciekawe, ze liczą się tylko werbalne błyskotliwe odpowiedzi?

i nagle odkrywam moc odpowiedzi, które rzadko mają werbalny wymiar. odpowiedzi, co zawsze są. na czas i w punkt. to ciekawe, że trzeba nauczyć się je „słyszeć” oczami.

niedziela, stycznia 08, 2017

(2185+4). W drogę czas

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od dłuższego czasu jestem w drugiej połowie swojego życia — pomyślałam. W pierwszej znakiem rozpoznawczym był „koniec”: kończyłam szkoły, relacje; zamykałam sprawy, konta, usta. W drugiej przez wszystkie przypadki odmieniam i zaklinam „początek”: co dnia rozpoczynam, rozgrzebuję, rozbijam obóz (czasami przetrwania), znaczę miejsca i chwile, bo… chcę, wybieram, decyduję.

Ta książka, o permanentnym dokonywaniu wyborów, nawet jeśli niczego się nie wybiera, uświadomiła mi to dobitnie. Bywa ciężko, marnie, ale tę drugą część wolę. Uśmiecham się na samą myśl o dzisiejszym wieczorze, jutrzejszym dniu, nadchodzącym tygodniu.

Każda ścieżka, każda rola i każde zadanie w życiu wiąże się z pewnymi problemami. Nie ma drogi bez przeszkód. To, że na Twojej drodze pojawia się więcej problemów i przeszkód, niż przewidywałeś, nie oznacza, że dokonany przez Ciebie wybór jest niewłaściwy lub błędny.

*

Nie dokonuje się wyboru, czy pracować lub nie pracować, ale wybiera się rodzaj pracy; nawet poczucie winy spowodowane odkładaniem działania wymaga pewnego wysiłku.

*

Osoby, które uważają się za nieudaczników, to te, które raz poniosły porażkę i stanęły w miejscu. „Nieudacznik” chce przed rozpoczęciem pracy nad projektem mieć gwarancję, że wszystko pójdzie doskonale, bezproblemowo. Osoba odnosząca sukcesy pragnie podejmować ryzyko w granicach rozsądku, wiedząc, że nie ma żadnych gwarancji z wyjątkiem praw Murphy’ego: jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda. Ludzie sukcesu wielokrotnie ponoszą porażki i zaczynają od nowa, nie dopuszczając do tego, aby którakolwiek z nich zaczęła stanowić o ich wartości.

*

Można wykonywać tylko jedną pracę i jeden krok naraz. Zawsze można zrobić tylko to.

*

Właśnie dlatego, że wybierasz pewną możliwość, staje się ona łatwiejsza, mniej nieprzyjemna i szybciej można dokończyć dane zadanie.

*

Ciągle rozpoczynaj działanie, a jego zakończenie przyjdzie łatwo. Kiedy będziesz się obawiać sfinalizowania działania, zadawaj sobie pytanie: „Kiedy mogę zacząć?”.

*

[…] właśnie tak należy postępować z blokadami, demonami i potworami — podejść do nich.

*

Ważne jest to, że już zacząłeś. Przezwyciężenie bierności to najtrudniejsza część.

Flore Neil, Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża,
przeł. Małgorzata Głogowska, Helion, Gliwice 2013.
(wyróżnienie własne)

czwartek, stycznia 05, 2017

2185. O spotkaniu dwóch dróg

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

to uczucie, że tak długa droga przede mną. dojmujące.
nie dałam się i swoje dziś zrobiłam. więc reksio.

to uczucie, że długa droga za mną. dumne.
jestem metal-free dziewczyną bez szwów. dziesięć poszło dziś precz.

*

Tak, to już przeszłość. Szkoda, nie mogę w związku z tym nic zrobić. Ale co mogę zrobić teraz?

Flore Neil, Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża,
przeł. Małgorzata Głogowska, Helion, Gliwice 2013.
(wyróżnienie własne)

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 800 powtórzeń.

środa, stycznia 04, 2017

2184. U Orzeszka i Białego Kruka (XII)

uśmiechnęły mnie kolory doniczek.

(fot. Biały Kruk, fragment)

2183. W drodze po medal

Jabłoń:
(odrabia w kuchni operację i szykuje łazanki z kapustą)
Jak wytrzymam z gotowaniem trzydzieści dni,
to chyba sobie dam za to medal!

(po chwili)
Od czego zaczęliśmy?
(myśli o daniu, potrawie; temu czemuś, co podaje się na obiad!)

Sadownik:
Od romesco!

Jabłoń:
(ręce jej opadły)

Sadownik & Jabłoń:
(chwilę trwało, zanim ustalili, że zaczęli domową pizzą w Sylwestra)

*

Jabłoń:
(doniosła o swoich medalowych planach)
Wydrukuję sobie medal.

Biały Kruk:
Ale w 3D!

poniedziałek, stycznia 02, 2017

2182. Krok za krokiem

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czarnych kwiatuszków w przedszkolu miałam zdecydowanie więcej niż czerwonych. Z perspektywy czasu raczej jestem z tego faktu dumna, a przynajmniej moja wewnętrzna anarchistka pęka z dumy i palec nieposłuszeństwa wystawia.

Ale trzeci reksio zdobyty!

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 450 powtórzeń.

*

Hugo Russo, Joe Mesch, Thomas M. Greenwood, Ride On.

2181. Rozmowa z Nowym Rokiem

 wpis przeniesiony 27.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — mniej, wolniej, bardziej świadomie…
     — ok. będzie bardziej świadomie, wolniej i w mniejszych porcjach — odpowiedział.
     — nie. nie „więcej w mniejszych porcjach”, lecz mniej, wolniej i bardziej świadomie.

bez negocjacji.

*

cavilando en lo que soy y en lo que siento

sobota, grudnia 31, 2016

(2176+3). Koniec, który jest niezłym początkiem

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kończy się rok. Intensywny. Cały spędzony poza strefą komfortu. Rok, który mnie przemielił, wypluł, ale i stworzył na nowo. Nie realizuję już maksymalnie trzymiesięcznych projektów — teraz mam rozgrzebane tylko takie, które są wieloletnie lub do końca życia.

Gdyby nie rok, który się kończy, deskorolka na parapecie w romesco pozostałaby przeze mnie zignorowana, a przykuła moją uwagę już przy pierwszym pobycie w hiszpańskim kęsie. Wczoraj miałam szczęście, by móc zrobić jej zdjęcie. Gdy je odcedzałam, pomyślałam, że jest kwintesencją roku, który się kończy: rehab, odkrycie ekipy romesco i hygge. Jakby było mało, Pani Romesca pomogła mi zapamiętać głos, który uwodzi mnie niezmiennie — łomolę! Bo ruch mnie zachwyca. Bo stopy na piasku uśmiechają mnie do wspomnień. Bo tekst, który ożywia marzenia.

Chambao, Pokito a poko.

¡poquito a poco!
(à propos wszystkich moich rozgrzebanych projektów)


________________
‡ jeden z rekwizytów rehabkowych poza taśmami, piłkami, trampoliną czy bosu.

(2176+2). Kulinarny neologizm

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(wczoraj przy kremie z topinamburu)
mmm… mmmmm… mmmm…
mmmmmm… mmm…

Sadownik:
Ty zaczynasz upodabniać się do Koreańczyków.

Jabłoń:
???, przecież nie siorbię z zachwytu.

Sadownik:
Ale mukasz!

Jabłoń:
(bez końca mukała, a dzięki pomocy Sadowniczej elektroniki
zaczęła wynosić z Romesco muzykę, wczoraj ten kawałek,
który natychmiast uruchamia tęsknotę za Bliźniaczą Rodziną
)

Estopa, Nasio pa'la alegría.

piątek, grudnia 30, 2016

2177. Inna perspektywa

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dawno, dawno temu Brr pożyczył mi doskonałą książkę Poza schematem Malcolma Gladwella (2009). Wtedy, chyba, a przynajmniej tak mi się pamięta, po raz pierwszy przeczytałam o dziesięciu tysiącach godzin potrzebnych do tego, by dojść do mistrzostwa. Zadumałam się po wczorajszej rehabce; wymieniłam godziny na liczbę powtórzeń i?

I te paskudne ćwiczenia… pomyślałam… jeśli zamiast raz dziennie, będę robić dwa razy dziennie, to dziesięć tysięcy powtórzeń zajmie mi sto dni. Wczorajsze 50 powtórzeń (cztery serie: 12, 13, 13, 12) zaliczam na poczet dobrego początku. W ten sposób przechodzę od myślenia do robienia — dałam sobie reksia.

mój aktualny stan posiadania:

licznik: 50 powtórzeń.

2176. Ostatni raz w tym roku

Dwunożne Stada:
(jeszcze w dezabilu planują, wahają się, gastroopcje obiadowe rozważają,
listę zakupów na trzy dni tworzą
)

Sadownik:
(grzebnął w telefonie i zdecydowanie oświadczył)
Romesco! Bo jest dziś śliwka z mascarpone.

Jabłoń:
(doszlusowała na stronę i już wie, że pierwszy raz się powtórzy,
bo uwielbia bakłażany z kozim serem
)
Lanczyk, cudownie!

czwartek, grudnia 29, 2016

(2173+2). Ku (III): Przeciw wojnie

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Chciałabym przeżyć swoje życie w luksusie, czyli bez wojny.

[Karol Modzelewski] Boję się o przyszłość… Tu nawet nie chodzi o ideologię (bo to, co ekonomiści mają za naukę, to jest na ogół ideologia albo propaganda), nie o to, że zawiodła czy się załamała, tylko — że oni tę ideologię, jak melodię do wiersza, dopisali do globalizacji. Tymczasem globalizacja sprawiła, że państwa narodowe (a innych nie ma), demokracje (a one istnieją tylko w państwach narodowych) oraz społeczeństwa obywatelskie (one też mogą być tylko narodowe) są bezradne wobec gospodarki, która wyznacza nasze życie codzienne. I ta bezradność może być zapłonem wybuchu.

*

[Krystyna Starczewska] Kiedy pojawiają się sygnały antysemickich czy rasistowskich postaw, to jest znak ostrzegawczy. Trzeba natychmiast reagować, to jest najważniejsza rzecz w tej chwili. Bo przecież ci ludzie, którzy ulegają stadnym emocjom, to nie są jacyś potomkowie szatana, to nie są zwyrodnialcy. To są zwyczajni ludzie, w których określone warunki i naciski społeczne mogą wyzwolić zło. […] Ważne, żeby nauczyć siebie i innych dostrzegania i reagowania na to, co ciągle w naszym świecie przypomina dwudziestowieczne czasy nienawiści i upodlenia.

*

[Michał Głowiński] Muszę w tym miejscu powiedzieć, że bardzo mi nie odpowiada formuła „cywilizacja śmierci”. Jaka cywilizacja śmierci! Przecież w Polsce w czasie ostatnich dwudziestu lat średnia życia ludzkiego wzrosła bodaj o pięć lat! To jest coś niebywałego i wspaniałego!

*

[Jerzy Jedlicki] Nie mogę od ciebie żądać miłości, choćbym tego pragnął. Natomiast mam prawo wymagać szacunku. Możesz sobie czuć i myśleć, co chcesz, ale oczekuję, że będziesz się do mnie odnosić z szacunkiem. „Odnosić się” wyraża pewien akt, a nie stan emocjonalny. I dlatego właśnie cywilizację szacunku można sobie wyobrazić, bo tego można się nauczyć.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

(2173+1). Ku (II): Esencje

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O spełnianiu i spełnieniu to książka. W środku nocy obudziłam się z poczuciem odkrycia, które można zrobić nie ruszając się fizycznie z miejsca.

Gdy mieliśmy pięć, sześć, siedem lub dziesięć lat, może przeszło nam przez myśl, czego w życiu najbardziej pragniemy doświadczyć w życiu. Jeśli mieliśmy tendencję do kontemplacji, choć czasownika „kontemplować” wtedy nie znaliśmy, to pragnienie wydawać się mogło nieprawdopodobne do spełnienia, a przynajmniej było bardzo trudne, ale pragnąc tego w tak młodym wieku, człowiek jeszcze nie umiał przed sobą ukryć tego marzenia. I?

I gdy patrzymy na swoje życie z perspektywy czterdziesto- pięćdziesięciolatka, to pragnienie ciałem się stało. Niesamowite! — pomyślałam, poczułam. We wszystkich rozmowach w tej książce jest o tym pragnieniu.

Nim zapadłam powtórnie w sen, uśmiechnęłam się, bo przewrotnie pomyślałam: skoro tamto pragnienie ciałem jest, to czy nie czas najwyższy na nowe pragnienie?

[Jerzy Jedlicki] […] to, co naprawdę w życiu ważne, to prawdziwe przeżycia. Głębokie, autentyczne, nurtujące człowieka przez długi czas: miłość, przywiązanie, pasje poznawania świata i rozumienia bliskich ludzi. A z tym, jak słusznie mówisz, wiąże się trud i niepokój, ból i przerażenie — dodajmy — czasem też.

*

[Wanda Wiłkomirska] Wiesz, skrzypce nigdy nie grają same. Jak widzę skrzypce, to je biorę i mówię im „dzień dobry”. Przyglądam im się. Szukam dźwięku. Może te akurat potrzebują większego nacisku? A może mniejszego? Trzeba szukać tego porozumienia ze skrzypcami. I nagle je znajduję, i ten instrument zaczyna żyć.

*

[Krystyna Starczewska] W każdej sytuacji, wobec której stajesz, od nowa dokonujesz wyboru, starając się być wiernym sobie.

*

[Hanna Świda-Ziemba] […] szuka się kogoś, z kim można się dzielić przeżyciami, doznaniami. Ta wymiana, ta głęboka interakcja z drugim człowiekiem odświeża nasze spojrzenie na świat i jest źródłem radości.

*

[Anna Przedpełska-Trzeciakowska] To musi minąć, twierdził mój ojciec, optymista, to musi minąć, przecież to nie może trwać wiecznie.

*

[Danuta Cirlić-Straszyńska] Ale dużo chodzę.
     [Justyna Dąbrowska] Dla zdrowia?
     [Danuta Cirlić-Straszyńska] Na przekór.

*

[Zygmunt Bauman] Bez ideału się nie obejdziemy, ale jest on nie tyle receptą kucharską, ile alfabetem, z którego staramy się układać […], choć zdarza się, że zostanie użyty do wypisywania czteroliterowych słów na najbliższym płocie.

*

[Danuta Szaflarska] To, czego nie mogę zmienić, muszę przyjąć i dalej się cieszyć, że żyję.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

2173. Ku (I): Opowieści

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Czy ta książka była pierwowzorem, zapowiedzią tamtej? Tak wygląda. Nie można się od niej oderwać. Są zdjęcia Mikołaja Grynberga, choć tylko jedno wspaniałe! Jest wiele fragmentów, wiele zdań, które chciałoby się mieć pod ręką. Co zrobić.

[Danuta Cirlić-Straszyńska] Pamiętam, jak raz ścierpłyśmy ze strachu, bo dzwonek do drzwi, ojca nie ma w domu, tylko mama, siostra i ja. A w drzwiach Niemiec. Powiada, że chciałby wejść, a mama na to, że nie musi pytać, bo przecież i tak, jak zechce, to wejdzie. Ale on rzucił okiem do środka — u nas był bardzo czysty parkiet — i patrzymy, a Niemiec zdejmuje buty. Przedstawił się grzecznie i mówi: przyszedłem, bo słyszę stąd pianino, a jestem muzykiem i bardzo chciałbym poćwiczyć. I niech pani sobie wyobrazi, że on przychodził ćwiczyć do nas!

*

[Zygmunt Bauman] Stanisław Lem próbował skalkulować, ile przypadków złożyło się na to, że się jego matka z jego ojcem spotkali i że w jakiś czas potem doszło do pojawienia się Stasia na świecie. Wyszło mu, że wedle teorii prawdopodobieństwa zaistnienie Stanisława Lema było wręcz niemożliwe. A wszak nie tylko zaistniał, ale jeszcze i dożył tego, by to stwierdzić!

*

[Zygmunt Bauman] Pieszcząc, moja dłoń podąża za kształtem pieszczonej.

*

[Justyna Dąbrowska] Taka radość z cudzego istnienia.
     [Tadeusz Dominik] Tak, tak! To jest jak malowanie. To też jest cud. Malujesz jeden obraz a w tobie jest ich sto. Nie możesz przestać o nich myśleć. Moje malowanie jest absolutnie bezinteresowne, nigdy nie namalowałem niczego na zamówienie — nigdy. To ja zamawiam u siebie obraz.

praca Tadeusza Dominika.

*

[Irena Hausmanowa-Petrusewicz] Ja wiem, że są trzy siostry — wiara, nadzieja i miłość. Ale ich matką jest sophia — mądrość. I dlatego one mogą sobie pozwolić na to, żeby być takie, jakie są.

Justyna Dąbrowska, Spojrzenie wstecz. Rozmowy,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
(wyróżnienie własne)

wtorek, grudnia 27, 2016

2170. Wracali

Stado:
(wracało do domu)

Dwunożne:
(wymieniają się wrażeniami)

Jabłoń:
Na mój temat chyba najbardziej w tym roku zaskoczyło mnie
uświadomienie sobie, że nie jestem ekstrawertykiem…

Sadownik:
Ty?!? Ty koło ekstrawertyka nawet nie leżałaś!

Jabłoń:
(przeczesała pobieżnie wspomnienia)
Bardzo dwuznaczne, Kotku!
(ryknęła śmiechem)
Ale prawdziwe w każdym wymiarze.

2169. Czytelniczy bilans świąteczny

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Pod koniec września przysłał mi tę książkę Biały Kruk. W ramach re wysłałam Mu przeczytaną przeze mnie Obecność. Teraz, pod koniec grudnia, po kruczą książkę sięgnęłam.

Co by nie powiedzieć złego o przymusie świątecznej socjalizacji, to udało mi się — być może dzięki mrożonemu kopytku — czytać, czytać i czytać w majestacie prawa, ile chciałam.

[Anna Trzeciakowska] I staje przed nami pytanie: co teraz? Pytanie, jakie zadajemy sobie, ale odpowiedź na nie, jak się okazuje, wcale nie od nas przychodzi, ona pochodzi z innego porządku. I potrafi być fascynującym zaskoczeniem, bo my jej przecież nie znamy.

*

[Julia Hartwig] Ale nie mogę sobie wyobrazić, żeby ta ilość energii, która uchodzi z człowieka, znikała.
     To by było straszne marnotrawstwo. Myślę, że ona gdzieś tam jest. Nie jest już tak osobista — nie mamy tam nazwisk. Ale ta energia łączy się z innymi i tworzy coś lepszego, co jest nieosiągalne
. […] Ponieważ w przyrodzie nic się nie marnuje, wszystko gdzieś wraca, odrasta, odbija się. Z tym też coś się musi dziać. Bo gdzie by to poszło? W inną planetę?

*

[Andrzej Mularczyk] Zmarnowałem wiele czasu, zanim zrozumiałem, że trzeba wybierać to, co ważniejsze, choćby inne oferty życia były bardziej kuszące.

*

[Krystyna Zachwatowicz] […] wiem, że to wszystko jest darowane. Każdy dzień.

*

[prof. Wiesław Łukaszewski] […] życie nie polega tylko na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi. Że czasem potrzebny jest namysł, że przychodzą olśnienia. Choć nie lubię tego słowa, ale mam na myśli coś w rodzaju prywatnego objawienia, kiedy nagle zaczyna się coś rozumieć. Nie wiedzieć, tylko rozumieć.

*

[Justyna Dąbrowska] Milczenie to też forma komunikacji. Ono jest na przykład wtedy, kiedy są rzeczy nie do wypowiedzenia.

*

[Alicja Gawlikowska-Świerczyńska] Trzeba w każdej sytuacji umieć znaleźć coś dobrego. Proszę mi wierzyć, każda sytuacja życiowa ma swoją dobrą stronę. […] Wie Pani, nasze życie składa się z rozstań. I one bywają różnego typu — czy z powodu śmierci, czy z powodu rozejścia się, czy jakichś rozczarowań — od razu w człowieku powinna się rodzić taka chęć odrodzenia się i uwolnienia od tej sprawy. Pogodzenia z tym, że to się skończyło. […] To jest wysiłek, ciężka praca, to szukanie dobrych stron życia.

*

[Jacek Hołówka] Jak przychodzi godzina 21–22, to ją całuję grzecznie w policzek i mówię: „Tereniu, do widzenia”, musisz teraz sobie na świecie radzić sama, aż do świtu. Potem ci mogę towarzyszyć, w czym chcesz, ale teraz mnie nie ma, idę spać.

*

[Justyna Dąbrowska] Żyjąc tracimy życie?
[Anastazja Nakov] Ale dzięki temu mamy czas na inne rzeczy.

*

[Jacek Bocheński] Pytają mnie, po co się żyje. No żyje się po to, żeby umrzeć, to jest oczywiste. Ale na razie tu jestem. I się w tym życiu zanurzam.

*

[Halina Birenbaum] Zawsze jest jakiś wybór.

*

[x. Boniecki] Ja wiem, że to banał, ale do tej starości trzeba się jednak całe życie przygotowywać.

Justyna Dąbrowska, Nie ma się czego bać. Rozmowy z mistrzami,
Agora, Warszawa 2016.
(wyróżnienie własne)

poniedziałek, grudnia 26, 2016

2168. No nie!

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Podobał mi się tytuł. Był obiecujący. Raz! Czytać miałam co, więc spokojnie czekałam na przyzwoicie niską cenę. Doczekałam się. Dwa! Wciąż były ważniejsze rzeczy do przeczytania, ale Dudi ją przeczytał, a ponieważ darzę Go ogromnym szacunkiem z wielu powodów, więc pomyślałam, że czas tej książki zbliża się wielkimi krokami. Trzy! No i dawno o psach nie czytałam. Cztery! Biorę i czytam. I?

I! Nadziwić się Wydawnictwu W.A.B. nie mogę, które cenię za wiele pozycji książkowych, że postanowiła tę książkę wydać. Bo ta książka nie trąci myszką, ona śmierdzi na kilometr nieaktualnością, mizoginią, stereotypami i, choć autor się odżegnuje od sentymentalnej antropomorfizacji, jest to książka skrojona wyłącznie sentymentalizmem faceta podszytego starą panną początku XX wieku. Skończyłam tę książkę, dzięki Bogu chudziutką, by mieć prawo napisać, że dno, bąble i wodorosty — jeśli masz przeczytać w życiu jedną książkę o psach, to na Boga nie tę! Czasem płacąc 9,90 zł za książkę, inwestuję zbyt wiele.

Kiedy bowiem „ma się już potąd” pracy umysłowej, kiedy ma się po dziurki w nosie rozsądnych słów i grzeczności, kiedy nieprzezwyciężony wstręt ogarnia człowieka na sam widok maszyny do pisania […] wówczas „schodzę na psy”, czy dokładniej „na zwierzę”. Wycofuję się od ludzi i szukam towarzystwa zwierząt […].

*

Wierność psa jest cennym podarunkiem, który nakłada nie mniejsze zobowiązania aniżeli przyjaźń człowieka!

Konrad Lorenz, I tak człowiek trafił na psa,
przeł. Anna Maria Linke, W.A.B., Warszawa 2013.
(wyróżnienie własne)

niedziela, grudnia 25, 2016

2167. Spoza świątecznego stołu

 wpis przeniesiony 26.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Spojrzałam prawdzie w oczy. Nie jestem zwierzem rodzinnym. Nie rozumiem. Nie chwytam. Nie czerpię z tego przyjemności. Za dużo krzyku. Za dużo polityki. Za dużo mojszości. Za dużo chorobliwego dzieciocentryzmu bez śladowych ilości mądrego wychowywania. Za dużo oczekiwań zachowań, których zdrowy samodzielny dorosły człowiek mógłby już nie mieć w swoim repertuarze. Ma się ochotę powiedzieć tylko jedno, co tytułem książki jest.

Nie poddaję się, nie oddaję dnia walkowerem — w końcu to pierwszy tydzień mojego nowego życia. Dzisiaj całym Stadem byliśmy na pierwszym spacerze pooperacyjnym. Bajka! Wczoraj od Kuzyna Sadownika pożyczyłam broszurkę z esejem, który łyknęłam z przyjemnością. Bajka! Esej ten przypomniał mi o dwóch książkach, na które nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie kopytko: Filozofia chodzenia i Mininawyki. Jestem więc bardzo do przodu. Bardzo dobra bajka!

Czemuż to niekiedy tak trudno jest określić, dlaczego spacerujemy? Wierzę, że istnieje subtelny magnetyzm Natury, i jeśli podświadomie się mu poddamy, on nas poprowadzi właściwą drogą. […] Czasem jednak jest nam trudno odnaleźć właściwy kierunek, ponieważ nie istnieje on jeszcze wyraźnie w naszej świadomości.

*

Każdy spacer to wizja niezmierzonego szczęścia i mogę je przeżyć każdego popołudnia.

*

Bo czymże jest przechwalanie się naszą tak zwaną wiedzą, jak nie wyłącznie wyobrażeniem, że coś wiemy, co z kolei ograbia nas z przywileju bycia ignorantem?

*

Ignorancja nie tylko bywa użyteczna, ale też czasem piękna, podczas gdy tak zwana wiedza bywa często bezużyteczna, by nie powiedzieć odrażająca. Z którym człowiekiem lepiej mieć do czynienia — z tym, który nic nie wie na dany temat i, co jest nieczęste, wie że nic nie wie, czy może z takim, który naprawdę coś wie na wspomniany temat, ale uważa, że wie już wszystko?

*

Ludzie generalnie są tacy sami, ale dlatego jest ich tylu, by mogli być różnoracy.

*

Aby zachować dzikie gatunki zwierząt, należy stworzyć dla nich las, w którym znajdą schronienie. Tak też jest i z człowiekiem.

*

Życie jest elementem składowym dzikości. Najbardziej żywe jest to, co dzikie. Jeszcze nie podległe człowiekowi, dające mu jedynie ożywcze siły.

Henry David Thoreau, Wędrując,
przeł. Hanna Goworowska-Adamska,
Nowy Obywatel, Łódź 2016.
(wyróżnienie własne)

Fryderyk Rudziński, Melancholia, tamże, s. 31.