niedziela, stycznia 02, 2022

4499. Echo końca roku 2021

Mojego ukochanego pisarza wszystko, co dostępne w języku polskim, wydano, za­nim pojawiła się na świecie Heniutka, nim zaraz po Niej pojawił się imperatyw upuszczania tutaj słów.

Od tamtego czasu nie zmieniło się to, że uwielbiam obserwować drogi, które pro­wa­dzą mnie do książek. Często jest nudno — newsletter wydawniczy, czasem — ktoś, kogo zdanie biorę pod uwagę, od czasu do czasu — tajemniczy zbieg oko­licz­no­ści, czysty przypadek, w któ­ry nigdy nie wierzę. Tym razem było tak.

Zdegustowana słowem w książce, klik, klik, coś o autorce. O! Jedna z za­chwy­ca­ją­cych mnie ilustracji znalazła swoje miejsce na okładce książki Klausa Hagerupa. Klik, klik w autora. O! Jest współautorem jednej z książek Josteina Gaardera — w ka­mień o tym za­pom­nia­łam. A może jest coś nowego autorstwa Gaardera? Klik, klik, jest! Klik, klik i mia­łam na czytniku.

Opowieść ta nic sobie nie robiła z ogonka książek, które grzecznie i cierpliwie cze­ka­ją na swoją kolej. Wskoczyła bezczelnie na szczyt stosiku do przeczytania, wy­prze­dza­jąc te pozycje książkowe, co już witały się z gąską.

Nic się nie zmieniło, to wciąż mój ukochany pisarz, choć w tej książce kopnął mnie w podbrzusze chorobą neurodegeneracyjną, jakby życie z moją nie dostarczało mi wystarczająco dużo atrakcji. Tę książkę powinno się obo­wiąz­ko­wo czytać w pakiecie z Taylor, tyle w niej gatunkizmu i potencjału na nie­wy­ob­ra­żal­ne cierpienie z okazji uwewnętrznionego ableizmu.

Może się wyda­wać, że lat nie da się ogar­nąć myślą, kiedy czło­wiek znaj­duje się pośrodku i usi­łuje nie­malże po omacku podą­żać ku nie­zna­nej przy­szło­ści, lecz gdy o tych samych latach pomy­śli się, kiedy już miną, można poczuć, że prze­le­ciały szybko jak burza.

*

Nie ma żad­nej innej wiecz­no­ści niż seria momen­tów, nie­wy­mie­nial­nej na nic obec­no­ści.

*

Tutaj jest godzina jede­na­sta, w Mel­bo­urne siódma rano. Zdu­miewa mnie, jak łatwo się przed sobą nawza­jem ukryć przy takiej róż­nicy czasu. […]  musie­li­by­śmy prze­by­wać w tym samym pomiesz­cze­niu, aby teraz do sie­bie dotrzeć. Tej nocy dzielą nas lata świetlne.

*

Coś tak pro­stego jak atom wodoru nie jest mniej­szym cudem niż lew czy słoń.

*

[…]  przy­się­gli­śmy sobie kie­dyś, że będziemy razem na dobre i na złe. Dni, które były nie­mal wyłącz­nie dobre, są już za nami. Teraz nad­cho­dzą złe dni, ale może rów­nież w nich uda nam się zna­leźć coś dobrego.

*

[…]  w mojej gło­wie poja­wiły się nowe myśli, przy­po­mi­na­jące małe nasionka roz­po­czy­na­ją­cego się pro­cesu pogo­dze­nia z losem.

*

Nie wszy­scy człon­ko­wie danej rodziny są obecni jed­no­cze­śnie w tym samym miej­scu. Nie­któ­rzy umarli, inni jesz­cze się nie uro­dzili. Ten sys­tem jest uni­wer­salny: w każ­dej rodzi­nie są tacy, któ­rzy już nie żyją. Ale to wca­le nie ozna­cza, że tę rodzinę opu­ścili.

*

No man is an island entire of itself; every man is a piece of the con­ti­nent, a part of the main.
// John Donne

*

Ludzie czę­sto cho­dzą dłu­gimi, krę­tymi, okręż­nymi dro­gami, zanim nawiążą ze sobą kon­takt bez­po­średni. Zale­d­wie nie­liczne dusze mają daną z łaski Bo­ga zdol­ność, by natych­miast przejść do rze­czy: Cześć! Chęt­nie cię poznam!

*

Chyba dostrze­gam czer­woną nić w całym tym cha­osie, lecz nie wiem, dokąd mnie ona dopro­wa­dzi.

Jostein Gaarder W sam raz. Krótka opowieść o prawie wszystkim, przeł. Iwona Zimnicka, Czarna Owca, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Myślę więc, że ten czas, który mi został, nie jest ani zbyt długi, ani zbyt krótki. Jest chy­ba w sam raz.

*

Szu­kam sensu, zmie­nia­jąc punkt widze­nia. Cho­ciaż być może punkt jest ten sam, ale son­duję głę­biej.

(tamże)

sobota, stycznia 01, 2022

4498. 10 000 000−

Odkryłam to, co jest całkiem na wierz­chu, nie trzeba było nawet zbyt mocno skrobać po powierzchni słów. Gatunkizm w języku polskim ma się doskonale. Kto nie zna jakiejś głupiej małpy, upasionej świni czy upartego osła? A nawet jeśli nigdy nie spotkaliście żadnej głu­piej krowy, ktoś, do kogo macie maksymalnie dwa uściski dłoni, przynajmniej raz tak o kimś pomyślał. Teraz już wiem, skąd wzię­ła się żyrafa, spocony jak szczur czy słoń w składzie porcelany, ale mogło być gorzej: cóż, będzie warzy­wem. Nie, język nigdy nie jest neutralny światopoglądowo.

Przeczołgała mnie w święta ta lektura, jakby było mi mało katoterroru. Odparować musiałam, dystans złapać, paru — osobistym, opresyjnym wobec mnie samej — prze­ko­na­niom się przyjrzeć, wewnętrznego ableistę namierzyć i zmierzyć się ze skur­wie­lem. Niechybnie czeka to każdą osobę, która sięgnie po tę książkę.

Biorąc pod uwagę, ile osób w Polsce mierzy się z niepełnosprawnością, obudziłam się któregoś ranka ze zgrubnie określonymi liczbami dla ableistów-wydawców, co na­rze­ka­ją na beznadziejny odsetek czytających. Otóż, powiedźmy, że w kraju nad Wisłą są (zaniżając dla równego rachunku) dwa miliony osób z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi. Przy­puść­my, że (znów dla równego rachunku) połowa umie czytać, ale nie jest w stanie obsługiwać książek papierowych. Załóżmy, że każda z tych osób, gdyby tylko miała możliwość, rocznie przeczytałaby (jak? tu) jedną pozycję w ibuku w ce­nie 10 zł. I co? I dziesięć milionów złotych leży na ulicy, i nikt ich nie chce. Wiem, wiem, to nie jest aż tak proste, ale idiotycznie prostym jest za to fakt, że bez przy­jemno­ści czytania daleko jako społeczeństwo nie zajedziemy. Tak, dyskryminację — nie tylko dotyczącą książek — da się przeliczyć na pieniądze. Nie ma takiego spo­łe­czeń­stwa, któremu dys­kry­mi­na­cja osób z niepełnosprawnościami się opłaca.

Po żadnej książce nigdy tak długo nie musiałam czekać na powrót do pionu.

Mówimy o gospodarce, że „kuleje”, albo o kimś, kto nie jest w stanie lub nie potrafi czegoś zrobić, że go „sparaliżowało”. Mówimy o ślepocie, jak gdyby oznaczała ignorancję lub naiwność, a coś, co naszym zdaniem stanowi prze­jaw niewiedzy lub konserwatyzmu, nazywamy „opóźnieniem w roz­wo­ju”. Rzeczy, które są zepsute lub nie działają, powszechnie postrzegane są jako „ułomne”.
     Tego typu przykłady często lekceważy się jako niewinne figury re­to­rycz­ne. Tymczasem słowa mają wymiar polityczny.

*

Ableizm to uprzedzenie wobec osób z niepełnosprawnościami, które może prowadzić do rozlicznych form dyskryminacji – od braku dostępu do pracy, wykształcenia i mieszkania po krzywdzące stereotypy i systemowe nie­rów­no­ści, które pociągają za sobą marginalizację. Ableizm rodzi dyskryminację i ucisk, ale też pokazuje, w jaki sposób określamy, które ucieleśnienia uwa­ża­my za normalne, które za wartościowe, a które za „z istoty negatywne”.

*

Ableizm wspiera nasz antropocentryczny światopogląd, począwszy od wia­ry w to, że człowiek został stworzony na obraz Boga, aż po prze­świad­cze­nie, że stoi na najwyższym szczeblu ewolucji.
     Ableizm sprawia, że ludzkie zdolności uchodzą za coś bezsprzecznie lep­sze­go od zdolności zwierząt, napędza nasze przekonanie, że sposób, w ja­ki się poruszamy, myślimy i żyjemy, jest nie tylko bardziej wy­ra­fi­no­wa­ny od zwierzęcego, ale w istocie nadaje nam wartość. Wiara w niższość stanu zwie­rzę­ce­go pozwala nam bez moralnych oporów wykorzystywać zwie­rzę­ta, a ludzi, których się z nimi kojarzy (między innymi kobiety, osoby nie­bia­łe, queer, biedne, z niepełnosprawnością), postrzegać jako mniej roz­wi­nię­tych, wartościowych, a niekiedy nawet jako mniej (lub całkowicie nie) ludzkich.

*

Według różnych statystyk osoby z niepełnosprawnościami stanowią od 15 do 20 procent ludności świata. To naj­więk­sza mniejszość na naszej planecie. Jak to możliwe? Gdzie się podziewa tych 900 (czy coś koło tego) milionów osób?

*

W rzeczywistości mamy na co dzień do czynienia z dużo większą liczbą osób z niepełnosprawnością, niż nam się wydaje, po prostu ich za takie nie uwa­ża­my (a i one mogą tak o sobie nie myśleć). Niepełnosprawność bywa głę­bo­ko stygma­ty­zu­ją­ca, nic więc dziwnego, że wielu ludzi woli „uchodzić” za pełnosprawnych, zamiast identyfikować się ze zbiorowością, którą naj­częś­ciej postrzega się jako godną pożałowania, ułomną i uciążliwą. Znaczna część społeczeństwa kojarzy niepełnosprawność z jakimś widomym zna­kiem róż­ni­cy, takim jak wózek, kule albo towarzystwo psa asystującego. Co jednak z osobami, które żyją z chorobami przewlekłymi lub mają pro­blem z pokonywaniem większych odległości? Co z ludźmi, których się dy­skry­mi­nu­je i uznaje za ułomnych ze względu na wagę?

*

Niepełnosprawność jest wszechobecna jako metafora, a jako historia z ży­cia wzię­ta stanowi praktycznie niewyczerpany temat. W tego typu opo­wie­ściach niemal zawsze postrzega się ją jako osobistą tragedię. Oczekuje się przy tym, że – dzięki sile charakteru, a nie wygranej z dys­kry­mi­na­cją i uci­skiem – osoby z niepełnosprawnością znajdą odwagę, by przezwyciężyć własne ograniczenia.

*

[…]  niepełnosprawność nie jest rezultatem upośledzenia, tylko tego, jak zostało urządzone społeczeństwo.

*

[…]  granica oddzielająca pełno- i niepełnosprawnych nie jest ani wyraźna, ani stała. Niepełnosprawność może być tożsamością, którą człowiek przyj­mu­je, stanem, z którym walczy, przestrzenią, w której znajduje wolność, albo pojęciem, które wykorzystuje się do marginalizowania i ucisku. Może być też wszystkimi tymi rzeczami naraz.

*

Aktywiści i badaczki od dziesięcioleci sprzeciwiają się stawianiu znaku rów­no­ści między niepełnosprawnością a cierpieniem. Wielu i wiele z nas twier­dzi, że znaczna część cierpienia związanego z nie­peł­no­spraw­no­ścią bierze się z ableizmu, przejawiającego się choćby w dyskryminacji i margi­na­li­za­cji, których doświadczamy.

*

[…]  to nie rozum stanowi problem, tylko raczej fakt, że przedstawia się go jako coś odrębnego i bardziej warto­ścio­we­go od emocji, uczuć oraz innych form poznania i ist­nie­nia. Taka definicja rozumu jest pochodną stu­le­ci pat­riar­cha­tu, imperializmu, rasizmu, klasizmu, ableizmu, antro­po­cen­try­zmu i aż nazbyt często niesie ze sobą te właśnie formy ucisku.

*

Gdy miarę wartości stanowią kompetencje ludzi pełnosprawnych i neuro­ty­po­wych, tracą na tym zarówno pozaludzkie zwierzęta, jak i osoby z nie­peł­no­spraw­no­ścią. Cechy, które służą ludziom za probierz zdolności kog­ni­tyw­nych, z całą pewnością wskazują na pewien rodzaj złożonych procesów poznawczych, ale niekoniecznie stanowią jedyny miernik inteligencji ani tym bardziej wartości.

*

W ciągu ostatnich pięciuset lat nie było odkrycia, po którym moglibyśmy powiedzieć: «Mój Boże, zwierzęta są głupsze, niż sądziliśmy». Wszystkie dowodziły czegoś wręcz przeciwnego.
// Michael Bérubé

*

Kiedy tym, czego szukamy, są podobieństwa – wspólny typ inteligencji czy umiejętności poznawczych, ta sama wrażliwość i bezbronność, takie same reakcje emocjonalne – mamy skłonność do ukrywania czy przegapiania szczególnie cennych aspektów życia innych.
// Lori Gruen

*

Nie da się zaprzeczyć, że zwierzęta doświadczają straszliwej przemocy z rąk ludzkich – przemocy, która często ma to samo źródło co przemoc ludzi wo­bec ludzi.

*

To wielkie wyzwanie mówić o inteligencji i kompetencjach, które mają tylko inne zwierzęta, a nie my.

*

[…]  niepełnosprawność stanowi część naszego życia. Nie powstrzymuje nas przed cieszeniem się nim w pełni. Nie oznacza też, że przez cały czas mu­si­my swoją niepełnosprawność lubić – po prostu z nią żyjemy. Nie jest też dla nas sprawą najważniejszą.

*

Niepełnosprawność to nie są «dzielne zmagania» czy «odwa­ga w obliczu przeciwności» […]  niepełno­spraw­ność to sztuka. To pomysłowy sposób życia.
// Neil Marcus

*

Harriet McBryde Johnson przejmująco pyta: „Czy jesteśmy «w gorszej sytuacji»?”. I odpowiada: „Nie sądzę. W żadnym istotnym sensie. Za dużo zmiennych wchodzi w grę. W przypadku tych z nas, którzy są niepełno­spraw­ni od urodzenia, niepełnosprawność kształtuje wszystko. Ci, których spotkała później, przystosowują się. W ramach ograniczeń, których nikt by nie wybrał, tworzymy bogate i satysfakcjonujące życie. Cieszymy się tymi samymi przyjemnościami co inni i takimi, które są dostępne tylko dla nas. Mamy coś, czego potrzebuje świat”.
     Nawet jeśli niepełnosprawność ma wpływ na jakość czyjegoś życia, zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby twierdzenie, że życie tej osoby jest mniej satysfakcjonujące i przyjemne niż osoby bez niepełnosprawności.

*

Niepełnosprawność pyta o to, kogo i na jakich podstawach uważamy za produktywnego członka społeczeństwa, a jakie aktywności za cenne oraz warte podjęcia. Pyta o rzeczy, które uznajemy za oczywistość: o ra­cjo­nal­ność, sposób, w jaki się poruszamy i w jaki postrzegamy świat. Może nam podsunąć nowe paradygmaty rozumienia, jak i dlaczego troszczymy się o siebie nawzajem oraz w jakim społeczeństwie chcemy żyć.
     Nieżyjący już historyk i badacz niepełnosprawności Paul Longmore opi­sał systemy wartości, które wykształciły się w łonie wspólnot osób nie­peł­no­spraw­nych: „[…]  cenią nie samowystarczalność, lecz sa­mo­sta­no­wie­nie, współzależność zamiast niezależności, osobisty zwią­zek, a nie funkcjonalną odrębność, i ludzką wspólnotę, nie fizyczną autonomię”. Te „wartości” związane z niepełnosprawnością zyskują na znaczeniu w naszym coraz bardziej sprekaryzowanym świecie.

*

Niepełnosprawność daje człowiekowi zupełnie nowe możliwości wchodzenia w interakcje ze światem….

*

Niepełnosprawność jest zjawiskiem zbyt złożonym, żeby umieścić ją po stronie zysków albo strat. Ale odpowiedzialne za nią systemowe i gospodarcze nierówności można wskazać bez większego wahania.

*

Za negatywne skutki zależności – czy będą to ekonomiczne ubezwłasnowolnienie, marginalizacja, uwięzienie czy też bariery społeczne, kulturowe lub architektoniczne – w prze­wa­ża­ją­cej mierze odpowiadają ludzie.

Sunaura Taylor, Bydlęce brzemię. Wyzwolenie ludzi z niepełnosprawnością i zwierząt, przeł. Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Wszyscy istniejemy w spektrum zależności. Chodzi o to, by zależność rozumieć nie tylko jako coś negatywnego i na pewno nie jako coś nienaturalnego, lecz raczej jako integralną część naszego świata i re­la­cji. Ponieważ oso­by z niepełnosprawnością traktuje się jak ciężar, nasz wkład w życie rodzinne, społeczne i kultu­ro­we czę­sto jest pomijany albo całkowicie negowany.

*

[…]  wszyscy jesteśmy istotami bez­bron­ny­mi, które w ciągu swojego życia wchodzą w re­la­cje zależności i z nich wychodzą, troszczą się o in­nych i same są przedmiotem troski (przy czym najczęściej znajdują się w obu tych sytuacjach naraz).

(tamże)

4497. 1/365

wymagaj od siebie, ale świętuj chwile. bądź dobra dla siebie. rozpakuj ten rok dzień po dniu, bez pośpiechu, niczym naj­lepszy prezent.

1/365

trzy zdania? otwierające rok.
raz, dwa, po raz trzeci.

1/365

poniedziałek, grudnia 27, 2021

4495. Znów w ulu

Sadownik:
(patrzy na uśmiechające się Drzewko,
które z koperty wyjęło piękną książkę
)
Ma jest niezłą wiedźmą
i ma duże jaja!

(po chwili uzasadnia)
Trzeba mieć odwagę,
by kupić ci książkę.

Jabłoń:
(cieszy się jak dziecko, bo uwielbia wszystkie
znane jej Wiedźmy, czyli Te, które wiedzą
)

niedziela, grudnia 26, 2021

4494. Puls? Jest!

Rękę na pulsie twórczości Autorki niezmiennie trzyma Kaan. Jest czego pilnować, bo tylko papier, a sama Autorka nie ma szczęścia do wydawniczych stajni, każda książka to inne wy­daw­nic­two.

Mocna, bez lukru, o tym, o czym wolimy społecznie milczeć. Stanowi doskonałe fik­cyj­ne dopełnienie Więźniarek — książ­ki, którą podyktowało życie. Choć niełatwa, subiek­tyw­nie z trzech książek Autorki ta była dla mnie najlżejsza. Jeszcze nie wiem do­kład­nie dla­cze­go, nawet jeśli prze­czu­wam i nie czuję z tego powodu dumy.

„Boże, ratuj mnie”— z tymi słowami, prawie wypowiedzianymi na głos, bu­dzę się codziennie. […]
     Zatem ratuj mnie, Boże. Ratuj, ratuj, nie patrz bezradnie, jakbyś nic nie mógł zrobić. Jakbyś był jedynie tęsknotą.

*

Ludzie nie patrzą często w niebo, a powinni.

*

Wbrew pozorom wiele rzeczy wciąż mogę. Mogę nawet nie chcieć. […] Biorę dzień, jakim jest. Tłumaczę sobie, że wolność jest w nas. Człowiek może być na zewnątrz i być mocno zniewolony przez pracę, obowiązki rodzinne. Ży­cie potrafi nas zamknąć w więzieniu w najmniej oczekiwanych momentach.

*

Niby gadamy, ale przeważnie zawieszamy się w ciszy.

*

[…] szukając spokoju i wolności, wyjścia poza celę ciała i społecznych norm. Klatki w głowie. Trzymamy ręce na prętach, coś nas hamuje, nie możemy iść dalej, bo gdzieś nie zdążymy wrócić.

*

Okoliczności życiowe i reakcja na nie to skomplikowana układanka.

*

     — Czy więźniarka może być bohaterką mityczną?
     — Zapewne, choć wtedy nie będzie już chyba więźniarką.

*

Zatem czytanie jako wyraz buntu wobec systemu, życia i rodzaj kontaktu z drugim człowiekiem. Jedynego kontaktu, jaki tutaj jest możliwy w wy­mia­rze me­ta­fi­zycznym, a może jedynego, do jakiego ja jestem zdolna w ogóle.

*

Nasze religijne zasady nie mogły nas aż tak zawieść. Wystarczy skupić uwa­gę na czymś innym, czymś konkretnym — i znikam, jakbym nigdy nie ist­nia­ła. Można znowu ferować moralne wyroki, być za, a nawet przeciw. To przecież takie proste.

*

[…] moją bezradność przyjmuje z pobłażliwością. Jakimi kalekami —my, pozornie zdrowi — musimy być w ich oczach. Mamy tyle sprawności, która nas przerasta, nie wiemy, jak nią pokierować, by życie było wartościowe.

*

Patrzymy sobie w oczy i jesteśmy dla siebie wzajemnie wyzwaniem.

*

Zapewne poznały się od podszewki, do tego nie są potrzebne zwierzenia, wystarczy obserwować wzajemne reakcje na życie.

*

Miło, gdy ktoś cię nie ocenia, widzi w tobie jedynie to, co jest tu i teraz, przyjmuje twoją energię.

Kinga Kosińska, Kurzajka,
Wydawnictwo Seqoja, Olsztyn 2021.
(wyróżnienie własne)

W momencie, gdy uświadamiamy sobie, że życie ciągle odcina nas od tego, co było, każ­da chwila staje się jak ostrze.

(tamże)

4493. 360/365

święta. ćwiczenia terenowe z terroru rodzinnego i uwikłania. jak dobrze, że ten obowiązkowy poligon tylko raz na rok.

360/365

Portugal. The Man, Feel It Still.

piątek, grudnia 24, 2021

4492. Na ząb przed Wigilią

Piękny format. Doskonały papier. Fantastyczne ilustracje. No i tyle. Zwykle ci od literek wiedzą, że nie umieją obsługiwać mistrzowsko kredek. Czasem, tak jak w tym przypadku, ci od kredek nie uważają literek za równie wymagającą formę wy­po­wie­dzi, i po­peł­nia­ją błąd, duży błąd. Tekst w tej książce jest tak banalny (chwilami pro­sta­cki), ste­reo­ty­po­wy i nieinspirujący, że trudno go traktować jako zachętę do życia, nawet jeśli swoje się lubi.

Prosty tekst nie obraża inteligencji czytelnika tylko w jednym fragmencie tej książki, bo o tym nie da się nic lepiej, w mniejszej liczbie słów powiedzieć, można się tylko zachwycić ilustracjami, a potem szybko oddać książkę właścicielce. Nie, nie chcia­ła­bym tej książki mieć, ale te ilustracje zabieram ze sobą, by je tu mieć.

*

*  *  *

i zdarza się, że znajdujemy.

Spotkać

kogoś

i pokochać.

*  *  *

Lisa Aisato, Życie, przeł. Wojciech Mann,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

4491. U Białego Kruka (LXXXIX)

Nim ruszyły trzy dni, które w tym roku
musimy jak najszybciej przeżyć.


fot. Biały Kruk.

4490. Czekariat (XX)

Od poniedziałkowego wieczoru zaklęta w piernikowe ciasto miłość Kaan do ludzi i świa­ta czekała na dzienne światło w ulu. Wczoraj przed wyjazdem na święta za­gro­zi­ła pie­kiel­nym ogniem, jeśli nie zrobię cyk. Zrobiłam.

Dziś od rana wierci dziurę w moim brzuchu. Chce tu być na święta. Niech! Nam i Światu!

czwartek, grudnia 23, 2021

4489. W drodze na święta

Jabłoń:
(cichutka, zamyślona,
na miejscu pasażera
)

Sadownik:
Złotówka za twoją myśl.

Jabłoń:
(zamienia zdziwienie na
udawany wyrzut w głosie
)
Nie jestem taka tania!

Sadownik:
Nie jestem tak bogaty!

Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)

4488. Siurpryza — only ♯ ♯ ♯

Koneser i znawca win, co bukiety, nuty — winne mu nie jedną rozkosz podniebienia — w małym palcu ma. Ów, bez mno­że­nia tu już zbędnych słów, obdarował mnie pły­tą. Szacunek do jego gustu muzycznego posiadam, więc nie mogłam z do­sko­ku, na ko­la­nie czy podczas rehabilitacyjnego zestawu zrób to sama co dnia.

Listopadowy gigant choć ma ogromną zaletę — brak czasu na zjazd na­stro­ju, związany z najciemniejszymi dniami w roku — ma też ogromną wadę. Wró­ci­łam do domu, odkopać się z zaległości usiłuję i gdy już widzę światełko w tu­ne­lu, okazuje się, że gwiazda betlejemska nadciąga z prędkością meteoru. Życze­nia, prezenty, a ja całkiem nieprzygotowana.

Wracając do płyty. Wytwórnia fonograficzna — ulubiona, fortepian — cudnie, od Konesera — będzie się działo, dobry czas — wymagany! Wczoraj dopadłam ten Czas. Słuchawki — najlepsiejsze — na uszy, dodatkową deprywację sensoryczną poprzez zamknięcie oczu uzyskać i wio, maleńka.

Znana jestem z ignorancji do nazwisk. Sztukę lubię kon­su­mo­wać od doznań cielesnych, więc wszystkie opisy chętnie, ale potem, najpierw trzewia. Tak też zrobiłam z tą płytą.

Pierwsze takty. Pierwsze utwory. Hmmm. Smaczne echa charaktery­stycz­nych ele­men­tów kom­po­zy­cji Satie’go. Hmmm. Piękne staccato. Hmmm. A to? To musi być coś skandy­naw­skie­go. Dla przyjemności lewą rękę odddzielić od prawej. Uwagę tylko na prawej przy­trzy­mać, a teraz na lewej. O! To? To jest piosenka! Ja ją znam, a gdy przy­po­rząd­ko­wu­ję do melodii słowa thank you for the music, jestem już w do­mu, Abba! Potem dwa kawałki całkiem nowe dla mojego ucha i znów znany szla­gier. Kim jest ten facet, co gra? Gugl, gugl i wszystko jasne. Niesamowity życiorys. Nie­sa­mo­wi­ta płyta — dziękuję Kone­se­rze! Tego nie znałam, więc łomolę z zachwytem.

Benny Andersson, Aldrig.

*

W drodze na święta, gdy puścilam płytę w samochodzie, Sadownik zapytał: na­praw­dę nie wiedziałaś, kim jest Benny Andersson? A niby skąd? Nim zyskał znaczące dla mnie nazwisko, był dla mnie starszym panem z okładki, obie­cu­ją­cym kawałek do­brej muzyki bez prądu. Dotrzymał słowa. Wisienką na torcie była poniższa ruchoma opowieść.


Benny Andersson, Piano. Live and Direct.
(od lewej: 1., 2., 3. część)

niedziela, grudnia 19, 2021

4487. 353/365

kto i co jest dla mnie oparciem w życiu? niezłe, ale
mam lepsze pytanie. przez sen moje życie zapytało:
     — jakie uczucie stanowi dla ciebie oparcie?

353/365

Dotan, Numb.

4486. Wiedzieć, by lepiej widzieć

I po wspaniałej trzeciej książce Autora wydanej w języku polskim. Takie mogłoby być najkrótsze podsumowanie po najwolniejszej z możliwych prób czytania tej opo­wie­ści.

Książkę kilka miesięcy temu podarowała mi Ma, bo ibukosknera kilka dni po uka­za­niu się tej pozycji nie chciał nawet słyszeć o odstępstwie od sportowej reguły maksy­mal­nie kilkanaście złotych za książkę dam.

To książka o ludziach, nie więźniach; o okolicznościach, które mogły przytrafić się każ­de­mu człowiekowi. Pozycja godna polecenia szczególnie zwolennikom świętości tra­dy­cyj­nej rodziny oraz wszystkim kowalom własnego losu, rekomendowana z na­dzie­ją na zbawienną moc doznania choćby chwilowego dysonansu poznawczego.

Naturalna tendencja jest taka, że nawiązujemy kontakty z osobami z tej samej grupy społecznej co my, mającymi upodobania, ideały, poglądy po­li­tycz­ne i styl życia podobne do naszych. Mimo że ten model społeczny jest dla nas wygodny, czyni nas ślepymi na wszystkie modele alternatywne i całkowicie nas izoluje od sposobów myślenia i życia radykalnie od­mien­nych niż nasze.

*

Od lat próbuję zrozumieć, dlaczego krewni odwiedzają osadzonego w wię­zie­niu męskiego członka rodziny, a zapominają o siostrze, córce lub matce w tej samej sytuacji.
     Być może dlatego, że córka lub matka w więzieniu to dla rodziny większy wstyd niż wsadzony za kraty syn lub ojciec, bo zgodnie ze społecznymi nor­ma­mi kobiety powinny być pokorne, skromne i wiedzieć, gdzie ich miejsce.

*

Czy na wolności, czy w niewoli, mężczyźni są niezwykle wyczuleni na kwe­stię hierarchii – spełniają polecenia zwierzchników z takim samym po­słu­szeń­stwem, jakiego wymagają od podwładnych. Ograniczenie fi­zycz­nej prze­strze­ni tylko uwypukla rolę tych współzależności.
     […] 
     W więzieniach kobiecych panują podobne prawa, hierarchia ustalana jest w wyniku takiego samego procesu rywalizacji i doboru naturalnego, z tą różnicą, że traktuje się ją swobodniej. Kobieta, kierując się poniekąd samym instynktem przetrwania, jest bardziej oporna w pod­po­rząd­ko­wy­wa­niu się zwierzchnikom, od dziecka uczy się bowiem podgryzać za­sta­ny porządek poprzez naginanie go do międzyludzkich ukła­dów, w miarę mo­żli­wo­ści nie stwarzając pozorów buntu.

*

Uważny stosunek do pacjenta potrafi rozładować wzburzone nastroje i bu­dzić wdzięczność leczonych osób, czy są to praworządni obywatele, czy bez­li­tośni mordercy.
     […]  Medycyna to kapryśny zawód, zdolny z minuty na minutę wywołać wzajemną empatię w dwojgu obcych sobie ludzi.

*

     – Rzuć palenie, nie bądź tchórzem.
     Na chwilę zamarła. Poczułem, że użyłem za mocnego słowa, w świecie przestępczym wręcz agresywnego. Przeprosiłem ją, mówiąc, że to był żart.
     – Po tym, jak mi pan pomógł, nie musi pan za nic przepraszać, doktorze.
     – Niby jak ja ci pomogłem?
     – Przebadał mnie pan i posłuchał o moim życiu.

*

Tego ranka [Cris]  była wyjątkowo szczęśliwa.
     – W ubiegły weekend urodziła mi się wnuczka.
     – Wnuczka? Ile ty masz lat?
     – Dwadzieścia osiem.
     – Dwadzieścia osiem?
     – Starzeję się, doktorze.

*

Ja nie z tych, co to od razu mówią „tak”. Zanim coś obiecam, porządnie się zastanawiam, bo potem trzeba czasem iść aż do piekła, żeby spełnić te obietnice.

*

Jest skazana na osiemdziesiąt lat z hakiem za kradzież i cztery napady z bro­nią w ręku z tych ponad pięćdziesięciu, w których uczestniczyła.
     Badałem Jéssikę w pewien upalny poniedziałek. Kiedy zacząłem wy­pi­sy­wać receptę, szarpnęła się nagle do tyłu, aż pękło pod nią krzesło. Zląkłem się, ale sądząc po przerażonym spojrzeniu, ona bała się znacznie bardziej. Zro­zu­mia­łem, dlaczego wskazuje moje ramię, dopiero wtedy, gdy poczułem kroczki karalucha na szyi.
     Z odrazą i niemałym trudem za pomocą bloczka z receptami zdołałem strą­cić go na ziemię i rozdeptać.
     Jéssica potrzebowała chwili, aby wziąć się w garść.
     – Przepraszam, że panu nie pomogłam, przerażają mnie te robale.

*

Kiedy skończyła opowieść, łzy ciekły jej po twarzy. Sie­dzia­łem w milcze­niu. Trzymam się zasady, by nie prze­ry­wać lu­dziom płaczu.

*

     – Dzięki Bogu, że mnie przymknęli.
     Wyjaśnienie?
     – W stanie, w jakim byłam na wolności, czekała mnie tylko śmierć na ulicy.
     Jest paradoksem, że dobre postanowienia trafiają na mur wraz z wyjściem na wolność. Dokąd iść, kiedy nie ma się ani pieniędzy, ani krewnych go­to­wych udzielić schronienia?

*

Kiedy oglądamy filmy o gangsterach, którzy byli plagą amerykańskich miast w czasach Ala Capone, śmieszy nas przekonanie prawodawców tamtej epoki, że prohibicja rozwiąże problemy związane z konsumpcją alkoholu. „Jak mogli nie przewidzieć, że właśnie dzięki temu konsumpcja wzrośnie w sposób niekontrolowany, społeczeństwo zostanie przeżarte korupcją i nastąpi dynamiczny rozwój przemytu i przestępczości?
     Jak mogli nie przewidzieć? Z tych samych powodów, dla których my trzymamy się praw, które kryminalizują stosowanie narkotyków i handel nimi. Ile czasu potrzeba, abyśmy sobie uświadomili, że takie prawodawstwo zawiodło nas do najgorszego ze światów – świata kradzieży, mordów, gangów wiecznie rywalizujących o strefy wpływów i szlaki przemytu, świata wiecznej strzelaniny, śmierci niewinnych osób, krakolandii, korupcji policjantów, prawników i sędziów, a narkotyki i tak trafiają w ręce użytkowników? Ile pieniędzy zainwestowano w system represji policyjnej oraz budowę i utrzymywanie ośrodków karnych, aby uzyskać tak żałosne efekty?

*

Władza to abstrakcyjna kategoria, która nie uznaje próżni.

*

Przemoc miejska to zakaźna choroba o wieloczynnikowej etiologii. W prze­ci­wień­stwie do innych zaraźliwych schorzeń, w których przypadku nauka, począwszy od XX wieku, czyni wielkie postępy, jeśli chodzi o analizę i środki zaradcze, w tej dziedzinie brak pogłębionych badań przyczyn i kon­sek­wen­cji. […]
     Mam dość wysłuchiwania w kółko argumentu, że bieda nie jest wy­tłu­ma­cze­niem przemocy w naszych miastach.

*

[Cris]  Upokorzenia dają tylko tyle, że ludzie robią się jeszcze bardziej wściekli. Wyszłam stamtąd gorsza, niż przyszłam.

*

Czuję odrazę i organiczną pogardę dla mężczyzn, którzy wykorzystują seksualnie kobiety. Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może czuć podniecenie wobec osoby podporządkowanej siłą, przerażonej, która się wyrywa, płacze i błaga, aby ją oszczędzono. Ci, którzy wykorzystują nieletnie, wydają się najbardziej odpychający. Poznałem ich trochę w dawnym Carandiru. Przy­zna­ję, że wzbudzali we mnie odruchy nienawiści, które z trudem udawało mi się opanować. Takie opanowanie nie jest dane mężczyznom torturującym i zabijającym w więzieniach gwałcicieli z niewyobrażalnie wyszukanym okrucieństwem. […]
     Większość gwałtów wcale nie jest popełniana przez mężczyzn ata­ku­ją­cych dziewczynkę w pustym zaułku. Najczęściej napastnikami są ci, którzy wykorzystują bliskość bezbronnych ofiar – ojczymowie, wujkowie, dziad­ko­wie, starsi kuzyni, synowie partnera matki, przyjaciele rodziny lub sąsiedzi, którzy cieszą się zaufaniem domowników. Rodzice wykorzystujący swo­je có­reczki dopełniają tę bandę szumowin.

*

Kiedy ktoś mu opowiada jakąś nieprawdopodobną historię, [Valdemar Gonçalves]  robi naiwną minę, wpatruje się z podziwem w rozmówcę, jakby wierzył całym sercem w jego rewelacje. Po czym nagle, z błyskiem w oczach i dyskretnym uśmieszkiem, rzuca komentarz, po którym cała opowieść rozsypuje się w drobny mak.

Drauzio Varella, Więźniarki, przeł. Michał Lipszyc,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

sobota, grudnia 18, 2021

4485. U Białego Kruka (LXXXVIII)

Wiosna po raz pierwszy zacznie się dla mnie wraz z powrotem światła za cztery dni. Mam nadzieję, że gdy Biały Kruk upora się z kolejną odsłoną zi­mo­wej tradycji — tym razem drewnianymi dro­biaz­gami, które mają stać się Marsem — do Małej Danii wrócą żu­ra­wie, roz­po­czynając dla mnie wiosnę po raz drugi.


fot. Biały Kruk.

środa, grudnia 15, 2021

(4480+4). Errata  //  Czekariat (XIX)

Wrócona do ula odkopuję się. Czytam zaległe wiadomości. Ślę zaległe po­dzię­ko­wa­nia. I wzruszył mnie do łez otrzymany wiersz Nobilisty, który ominąłby moje życie, bo choć dwa–trzy podejścia do poety w życiu zrobiłam, były to próby całkowicie nieudane — intelektu, erudycji nie dość posiadłam w życiu, by zachwycić się twór­czo­ścią rze­czo­ne­go. Jeśli jednak chodzi o ten wiersz, kupiłam go na pniu i muszę go tu mieć.

Wiara
Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są – bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.
[…]

Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
[…]

Miłość
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
[…]

Czesław Miłosz, Wiara, Nadzieja, Miłość.

*

Podziękowałam Artystycznej Duszy za piękno. Wybaczać zadanego przez Nią py­ta­nia o zakładkę nie miałam zamiaru. Poszłam, sprawdziłam… nie było żadnej za­kład­ki w kopercie.

Gdy Arty­sty­czna Dusza napisała: gdybym była swoją matką, powiedziałabymsprawdź jesz­cze raz”, nie miałam wątpliwości, że nawet nie swojej matki warto czasem posłuchać, zwłaszcza że Sadownik, niebędący niczyją matką, powiedziałby na pewno to samo. I? Bingo! Piękna, trójwymiarowa zakładka — najpiękniejszy okruch/pa­proch w moim życiu. Od dziś kocham zaklęcie: sprawdź jeszcze raz.

Wiersz czekał na mnie pięć dni.
Zakładka o cztery dni dłużej niż musiała.

poniedziałek, grudnia 13, 2021

4483. 347/365

zaakceptować, że nigdy nie miałam, wciąż nie mam i prze­nig­dy nie będę miała kontroli nad własnym życiem. roz­luź­nić się i po­zwo­lić so­bie na ciekawość, gdzie teraz życie mnie za­pra­sza, gdzie chce mnie zaciągnąć lub zawlec.

zaakceptować, roz­luź­nić się — czasem nie jest łatwo.

347/365

[suplement pikselowy: 16.12.2021]

4482. Chronos odwrócony (III)

Wracaliśmy. W bieli. We mgle. Z przystankiem w lesie. Szykował się wielki problem z wybraniem jednego, dwóch zdjęć do tego wpisu, by i śnieg, i drzewa były zado­wo­lo­ne. Problem przestał istnieć, gdy każde ze zdjęć, któ­re chciało tu być, dostało swój fragment pana Michała. Dzięki temu pomysłowi ja mam i słowa, i piksele pod ręką, a Heniutka trzyma łapę na śnieżnym znaczniku.

Spójrz na nich: biorą pod pachę dzieci
i jeżdżą nad morze, w góry,
„na wczasy”, do światła Południa,
byleby był basen i alkohol.
[…] 
to oni będą twoimi mistrzami.
Ucz się zadowolenia.
Brania wszystkiego z uczuciem
unoszącej się lekko oczywistości.
Kierowania się w życiu
niewymagającą wiele zachodu
przyjemnością
i własnym interesem, twardo egzekwowanym,
którego nie nauczono ich się wstydzić.
Naucz się być mały i zwykły.
W nagrodę dostaniesz wielki i niezwykły
świat, który ułoży się u twoich stóp
niczym futro zdarte z zabitej owieczki.

*

Ta droga się nigdy nie kończy.
[…] 
Naprzeciw świata ja.
Naprzeciw, ale nie przeciw.
Jestem rodzicem świata, dzieckiem świata, bratem, światem.
Ty też jesteś światem.
Obejmując ciebie, obejmuję cały świat.

*

Otwieram serce
dla problemu i wdzięczności,
dla trudnego i prostego,
dla przeszłego i obecnego.
Umysł się godzi ze wszystkim,
a miłość ku wszystkiemu wychodzi.

*

Galaktyki i gwiazdy zapłonęły, żebyś mógł być tutaj.
Jesteś. Tyle naprawdę wystarczy. Jesteś razem ze mną,
razem z bliskimi, dalekimi, razem z nieznanymi.

*

Oto imiona miłości:
      Ona jest prostotą.
      Uśmiechem.
      Ciepłem.
      Radością.
      Serdecznością.
      Życzliwością.
      Odpoczynkiem.
      Koleżeństwem.
      Solidarnością.
      Dobrodusznością.
      Cierpliwością.
      Niewinnością.
      Łagodnością.
      Czułością.
      Ciszą.
      Obecnością.
      Spokojem.
      Uwagą.
      Szacunkiem.
      I zaufaniem.
     Jest też zobowiązaniem, chociaż nie można jej niczego ka­zać. Nie można jej wezwać. Przychodzi niepytana, tylko z wol­nej woli. Męczy się i odradza razem z całym czło­wie­kiem. Za­sy­pia i się budzi. Odchodzi i wraca.
     Miłość jest miła. Miłość się cieszy. Miłość nie daje się skrzyw­dzić. Miłość jest w dobrym humorze. Miłość jest zado­wo­lo­na. Miłości niczego nie brakuje. Miłość ma do syta.

Michał Cichy, Do syta,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

4481. Chronos odwrócony (II)

Musiałam poczekać na dzienne światło, by cyk, ale nie musiałam czekać, by dele­kto­wać się kreską i literkami. Przedwczoraj przy pierwszej kawie w ulu byłam w pod­wój­nym niebie.

Istnienie tego piękna odkryłam przy okazji zająknięcia się na temat tej książki. Na­tych­miast zrobiłam klik, klik i szło do ula. Trzeba było tylko poczekać na powrót z gi­gan­ta do domu. Popłakała mnie ta książka szybko i skutecznie, czyli jest taka, jak lubię — poruszająca.

Muchness is the full-hearted abundance of hope, joy, and imagination that each of us has when we come into this world. It is there for us to love, to dare, to dream, to create, and to live our best life.

*

You are bursting with promise, potential, and possibility. You have so much to give, and so much to offer.
     This is your life. This is your time. This is your chance to do everything you’ve wanted to do.
     Live bravely, care deeply, share freely. Get the most out of each shining moment. Fill your life with love and stuff your days with wonder. Because when you willingly throw yourself into everything you do, that’s when you come alive—that’s when the magic sparks.

*

Don’t wait for things to be simpler, easier,
or better. Life will always be complicated.
Learn to be happy now. And know that no
matter the time or day, it will always be now.

*

Gratitude is the secret to happiness.
When you are grateful, you find
so much more to be grateful for.

*

*

Dream until it’s true.
Believing it’s possible is an
essential part of making it so.

*

*

If in doubt, love more.
The heart is much like a balloon:
the fuller it becomes,
the more it wants to fly.

*

Lose yourself in what you love.
Find yourself there too.

*

Stand up for what you believe, even if your legs are shaky.
Being brave and being afraid often occur at the same time.

Kobi Yamada, Finding Muchness: How to Add More Life to Life, ilustr. Charles Santoso, Compendium, Seattle (WA) 2021.
(wyróżnienie własne)

4480. Chronos odwrócony (I)

W ulu czekały na mnie dwie papierowe książki i… niespodzianka, o której nie miałam pojęcia, bo Sadownik milczał w tej kwestii wyjątkowo pro­fe­sjo­nal­nie. Po pieczęci wiedziałam Kto, bo choć nigdy nie dzieliłam punktu w cza­so­prze­strze­ni z Tą Artystyczną Duszą, widziałam wiele pięknych liter kreślonych Jej dłonią. Od Niej do mnie dwa uściski dłoni i 300 km.

Zachwycona musiałam poczekać na dzienne światło, by mieć to bóstwo nie tylko w książce, ale również tu, zawsze pod ręką.

4479. Czytane na gigancie (XI)

Wciąż mam zaległą jedną książkę Autorki, ale ibukosknera nabył tę na gigancie w tak obrzydliwie niskiej cenie, że trzeba było poczucie własne książki reanimować na­tych­miast.

Doskonała, bo obrazoburcza, prześmiewcza, grubą kreską kreślająca bohaterów. A puenta? Majstersztyk! Kończyłam z wypiekami na twarzy w ostatnią noc na gigancie.

Znam repertuar boskich kar. Bóg karze bezbożnych dziadków niemocą, krnąbrne gospodynie karze bezdzietnością, narodzinami Dzikich, cho­ro­ba­mi, nieszczęściami i pechem, wiosennymi przymrozkami, odejściami mężów i niedobrymi dziećmi. I śmiercią karze, ale rzadziej.

*

Najlepiej, jak człowiek wie, co było na początku, bo wtedy łatwiej z teraz, zawsze i z na wieki wieków.

*

Łono, to jedyne dopuszczalne słowo na to, co mają kobiety. Można nogi skła­dać, pilnować księżyca, oszukiwać męża, ale Boga oszukać nie można, bo on wie, kto i kiedy powinien urodzić którą duszę.

*

Wie ksiądz, to mógł być największy sukces mojego ojca, ta pewność. Ta absolutna, niewzruszona pewność co do tego, jaki jest świat, pewność tak wielka, że nikomu z nas przez lata nie przyszło do głowy, że mogłoby być inaczej.

*

W proboszczu Bóg wziął się z lęku przed nieważnością.

*

W mojej matce Bóg wziął się z lęku przed śmiercią, w ojcu z lęku przed życiem.
     Oj życia, proszę księdza, to się ojciec bał. Że go zaleje, zmiecie z powierzchni, pochłonie, że przydusi go do ziemi albo od niej oderwie i rzuci na nieznany ląd. Ojciec trzymał się swojego kawałka życia kurczowo, aż mu palce bielały na kostkach.

*

Chłopcy mają łatwiej, bo mają grzechy męskie, jak zbite okno, udręczony kot i podbite oko. Nie zrozumieją dziewczyńskich grzechów. Poza tym dziewczynki są grzeczne, więc trudniej coś uzbierać.

*

Dziadek mówił, że Bóg prędzej pójdzie z nim w las, niż będzie siedział w złoconym tabernakulum.

*

A jeśli, proszę księdza, Bóg jest wszędzie, bo po prostu taką ma naturę? I wcale nie po to, by człowieka łapać, ale by być przy nim blisko, tak jak chce się być blisko kogoś, kogo się kocha? Może nie rozważa wcale w tym wszędzie i zawsze, uczynków, tylko cicho cieszy się, że nie jest już sam? Kuca na środku drogi i patrzy na mrówkę niosącą na plecach pszczołę. I może patrzą z nim inni Bogowie, których zna jeszcze od Starych Testamentów, a nawet i wcześniej.

*

Jak dobrze – wzdycha z ulgą do telewizora – że urodziliśmy się tu, gdzie mieliśmy się urodzić, tacy, jacy powinniśmy być.
     Martwiło mnie, co z tamtymi, z milionami ludzi, którzy nie urodzili się w naszej ojczyźnie, tylko gdzieś daleko, w dzikich miejscach, wśród nie­wier­nych, nie pod tym Bogiem. Co z tymi, którzy nie wiedzą nawet, jak bardzo się mylą, składając kwiaty pod stopami otyłego bóstwa, odmawiając od­wrot­nie modlitwę, czekając na Jezusa, który nie tylko już przyszedł, ale zdą­żył za nas wszystkich umrzeć i zmartwychwstać.
     – Mamo, co z nimi wszystkimi będzie?
     – A co ma być? – dziwi się.
     Proszę księdza, co z nimi? Gdzie oni pójdą po śmierci? I co jeśli my to oni?

*

Czasem proboszcz nas straszy światem bez krzyży, bo są, mówi, i takie.
     – Co by wówczas podtrzymywało nasze niebo? – pyta.

*

Ale to jak ze wszystkim. Człowiek wyjdzie z matki, a matka z człowieka nie.

*

Nie, proboszcz nie kłamał. Każde zdarzenie ma przecież kształt wielo­bocz­ny, a człowiek widzi tylko od jednej strony, jedną parą oczu. Niby więc wia­do­mo, co się zdarzyło, ale przecież tylko jeden bok świata zostaje w pamięci. A i ta przecież jest różna. […]  Każdy ma inną krzywiznę pamięci, ina­czej za­ła­mu­je światło, inaczej cień rzuca, czarna obwódka zdarzeń inaczej od­bi­ja się na siatkówce i inną drogą wędruje gdzieś dalej, do głowy albo do serca. Czy można więc mówić, że ktoś źle zapamiętał?

*

Jeśli wyobrazić sobie Boga w tym wszystkim, co wymaga czasu albo czu­ło­ści, łaski albo spokoju, co wymaga pochylenia się, by dostrzec lub odejścia daleko, by pojąć. Co wymaga czasu, by oswoić, zrozumienia, by trwać obok, szacunku, by przeżyć. Bóg, który wymaga, by wyjść poza czło­wie­czeń­stwo, które nosi się z dumą przypięte na piersi, wyjść poza dom, który wydaje się własny, i poza ciało, które wydaje się ludzkie, poza czas, którym się kieruje i poza przestrzeń, którą się zarządza.

*

Niewierzące? Nie, nie przychodzi się po cud bez wiary. Inna rzecz, w co się wierzy.

*

Nie wiem. Jak mnie kto zapyta, to z ręką na sercu powiem, że nie wiem. Ale przyszliście do mnie i jedno wiem tylko, że wszyscy tacy sami jesteśmy, że tego samego się boimy, a wśród tych lęków, to człowieka boimy się czasem bardziej niż Boga. I cud to chyba jest wtedy, jak się człowiek do człowieka zwraca i ten drugi robi w sobie miejsce, i słucha. Zwrócić się, zamiast do nieba, to do człowieka, w oczy spojrzeć, spróbować zrozumieć i być przy kimś. Pytaliście ciągle: od kogo ten cud? A może to trzeba pytać od­wrot­nie. Dla kogo ten cud?

Anna Ciarkowska, Dewocje,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

4478. Czytane na gigancie (X)

Czekałam na tę książkę bardzo. Miałam ją na czytniku w dniu ukazania się. Byłam wtedy na lipcowym gigancie. Próbowałam czytać, ale po kilkudziesięciu stro­nach wiedziałam, że nie mam pojęcia, co czytam, bo obkurczona śmiercią Orzeszka, starałam się utrzymać na powierzchni życia. Odłożyłam. Odłożyłam na długo.

Znów na gigancie, ale teraz już mogłam czytać ze zrozumieniem i czuciem. Zachwy­ca­ją­ca książka, podobnie jak i dwie wcześniejsze Autora — ten sam klimat, ta sama uważność, ale teraz jest o źródle uwagi, która zwraca się ku szczegółom chwil.

Cytaty? Wybór? Piewsza myśl jeszcze na gigancie — nie da się! Na pomoc przyszła podróż powrotna do ula. Tu? Drugi sort cytatów pierwszej klasy w drugim dniu w ulu (pełny dzień pierwszy był szaleństwem — nie miałam szans, by dotrzeć do komputera).

Jest medytacja pomocą dla ludzi, których dotychczasowe możliwości się wyczerpały. Wypalenie. Choroba. Depresja. Kryzys. Osamotnienie.

*

Wyceniony w pieniądzach nie jestem wart dużo. Na szczęście na wartość własną składają się też czynniki niewymierne. Uczucia, więzi, spełnienie talentów. Tego mam dużo i mam z czego czerpać na całą resztę życia.

*

Nie rezygnuj zbyt łatwo, nie odchodź na inne miejsce. Tu, gdzie jesteś, jest wszystko. […]  Zostań i szukaj dalej, głębiej niż dotychczas.

*

Człowiek się nie zmienia. Człowiek siebie odkrywa.
     Człowiek się nie zmienia. Człowiek może inaczej na siebie spojrzeć.
     Człowiek się nie zmienia. Człowiek może nauczyć się lepiej postępować.
     Człowiek się nie zmienia. Kiedy człowiek ma siebie samego dość, nie­moż­ność zmiany charakteru budzi złość, rozpacz i rezygnację. Człowiek poddaje się. Przychodzi pogodzenie. „Nie zmienię się. Będę zawsze, kim byłem”.
     I dopiero wtedy zaczyna się niezauważalna i powolna zmiana.

*

Rzeczywistość zawsze staje się na swój własny sposób, zawsze odrobinę inaczej – a w tej odrobinie nie­prze­wi­dy­wal­ności kryje się wielka przyjemność.

*

Miłość jest lekiem na ból. Często bolą nas nasze rodziny, nasi najbliżsi krew­ni. Bywa, że nie da się ich pokochać, ale można ich uszanować. Nie dać się dalej ranić. Czasem dystans jest wyrazem miłości, miłości w naj­wyż­szym stopniu, jaki jest możliwy w relacji, której nie możemy zerwać, bo nawet zer­wa­na pozostanie więzią i będzie nadal źródłem zranień.

*

Największe jest zawsze nienazwane, a tylko droga bez imienia i celu prowadzi naprawdę daleko.

*

Medytacja jest drogą miłości i mądrości, a oba te pojęcia spotykają się w czymś tożsamym, w głębi są jednym. Prawdziwa miłość jest mądra, a prawdziwa mądrość umie kochać.

*

Droga jest nieskończona i wieczna. Po prostu przestajesz dręczyć innych pytaniami.

*

Oświecenie zwane w wersji taoistycznej mądrością to nie jest atakowanie ośmiotysięcznika. To, co najważniejsze, już w nas od dawna jest. Po­trze­bu­je­my tylko wglądu, żeby to w sobie znaleźć. Niepełne, doskonałe, w zu­peł­no­ści wystarczające.

*

Poglądy są przeceniane.
     To tylko metki, nalepki, znaki własności i posłuszeństwa.
     […]
     To nie my mamy poglądy, tylko one mają nas.

*

Słowa, owszem, mogą zmienić wszystko, ale nie trzeba ich traktować zbyt serio. To w końcu tylko drgania w powietrzu i krople na papierze. Słowa są pojazdami, które przez jakiś czas dokądś prowadzą, a potem nieruchomieją i pokrywają się rdzą.
     […]
     Nie ma dobrego słowa, które potraktowane bez serca nie zmieniłoby się w czyste zło.

*

Czytać należy głównie między wierszami.

*

Droga, po chińsku tao, prowadzi nas przez całe życie, bez ustalonego celu. Jest synonimem przemiany. I jest stopniowa. Zawsze możemy pójść o krok dalej. Nasza wewnętrzna podróż trwa w nieskończoność.

*

Wolność to „nie” powiedziane temu, co nie kocha. Miłość to „tak” powiedziane temu, co nie odbiera wolności. Miłość jest tam, gdzie nie ma strachu.

*

Wyzbycie się rozróżnień, osądzającego „ja”, imperatywu „albo-albo”, uspo­ko­je­nie emocji. To jest program na resztę życia, ale medytacja tym właśnie jest – programem na resztę życia.

*

Jeżeli już mielibyśmy wyłuskać z medytacji jakieś wartości naczelne, byłyby nimi spokój, zwykła, codzienna dobroć i współczucie. I wyrozumiałość. „Bądź wy­rozumiały” – taką wartość można praktykować codziennie w prze­ci­wień­stwie do „miłowania nieprzyjaciół”, które opiera się na uto­pij­nej antropologii i nie udaje się nawet katolickim arcybiskupom czy też może zwłaszcza katolickim arcybiskupom.

*

Monoteizm idzie ręka w rękę z monarchią. Tradycyjna wyobraźnia reli­gij­na nie pasuje dobrze do systemu demokratycznego, w którym zamiast zaciekłej walki dobra ze złem jest uszanowanie różnic w poglądach, sprze­czne interesy godzi się dzięki kompromisom, a wartości jak najbardziej podlegają głosowaniu. Kościół nie wynalazł jeszcze sposobu, w jaki mógłby współżyć z demokracją. Jedyna demokracja, jaka by mu się podobała, to taka, która do prawa cywilnego i karnego wpisałaby religijne normy.

*

Tam gdzie nie ma braków, gdzie człowiek zadowala się tym, co ma, i tym światem, który jest, zanika potrzeba tworzenia wartości moralnych.
     […]  nie ma takiej moralności, która by nie wy­klu­cza­ła czło­wie­ka in­ne­go. Nie ma takiej mo­ral­no­ści, która by nie odbierała myślącemu człowiekowi sa­mo­dziel­no­ści. Czyli wolności. Czyli sumienia.

*

Czym są wartości? Wartości to jest to, czego nam za mało.

*

Ciekawe, że tak zwane przykazania nie są wbrew nazwie nakazami, a moż­na by to sobie wyobrazić. „Dbaj o swoich” i „nie wchodź bez potrzeby w kon­fli­kty z obcymi” chyba by wystarczyło. Przykazania wyrażają się jednak w za­ka­zach. Tak jest prościej. Łatwiej to grupie egzekwować. Wartość podstawową, jaką jest przeżycie i bezpieczeństwo, zapewniają zakazy zabijania, kradzieży, kłamstwa, rozwiązłości seksualnej i tak dalej.

*

Religia czyni dobrych lepszymi, ale złych gorszymi.

*

Możemy się zdziwić, jak rzadko inni ludzie działają ze względu na nasze dobro. Świat jest pełen egoistycznych altruistów, których altru­izm spro­wa­dza się do zmuszania bliźnich do działań wbrew ich dobru. Lu­dzie za­spo­ka­ja­ją swoje potrzeby, używając do tego innych ludzi, wszyst­ko pod hasłem walki z egoizmem. Altruizm może być jedną z najbardziej pod­stęp­nych po­sta­ci zła w ludzkich stosunkach.

*

     – Czy możliwy będzie kiedyś Polak-buddysta, tak jak teraz Polak-katolik?
     – Tak – odpowiedział Miłosz, ale było to jedyne słowo, które skreślił przy autoryzacji.

*

Próbowałem stawiać światu wymagania, ale on się od tego nie zmienił.
     Tak, świat jest pełen śmierci, utraty, bólu i cierpienia.
     Świat nabiera piękna, kiedy człowiek nabiera zaufania
. Naj­lep­szą drogą naprawy świata jest dojście do ładu z samym sobą.

*

     – Nie możesz stale nadawać. Musisz umieć przestawić się na odbiór – po­wiedział Maciek Maleńczuk.
     […] 
     Przestawić się na odbiór. Jedno z najważniejszych pouczeń duchowych, jakie odebrałem w życiu. Przestawić się na odbiór to znaczy uwolnić zmysły i wstrzymać aktywność. Poddać się światu. Zamieszkać w teraz.

*

Zmęczenie jest dobre. Wyczerpanie jest straszne.

*

Żeby zrozumieć to, co ważne, trzeba nabrać nawyku pytania przy każdej okazji „dlaczego”. Jest to pytanie trudne, bo kwestionowanie na­szych po­glą­dów oznacza kwestionowanie naszych przynależności, a tego grupa nie wybacza.

Michał Cichy, Do syta,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Oddychajcie. To ocala.

(tamże)

piątek, grudnia 10, 2021

4476. O tęsknocie na ostatniej prostej

Jabłoń:
(wczoraj przez telefon)
Tęsknię już, tęsknię ogromnie…

Sadownik:
Co to zmienia? Skoro, gdy cię odbiorę,
po 20 km będziesz mi opowiadać, że
już cieszysz się na gigant w maju?

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)
Noooo, jeszcze mnie nie odebrałeś,
a ja już cieszę się na maj!

*  *  *

Sadownik:
(dziś z drogi)
Jak tam? Poziom tęsknoty
level master?

Jabłoń:
A jak myślisz?

*  *  *

Sadownik & Heniutka:
(zgarną Drzewko jutro do ula)

4475. na gigancie, dzień 27.

niedziela, grudnia 05, 2021

4470. na gigancie, dzień 22.

4469. Czytane na gigancie (IX)

Czysty przypadek, intrygująca okładka lub przeznacznie doprowadziły mnie do tej książki. Ibukosknera nawet nie próbował dyskutować na temat niekupowania jej teraz, musiałam ją mieć, a ona w mgnieniu oka znalazła się na szczycie książek do przeczytania.

Rewelacyjny pomysł na konstrukcję „powieści”, bo to powieść–niepowieść, księga tysiąca i jednej opowieści. Gdybyś miał przeczytać tylko jedną książkę w tym roku, to tylko TĘ! Są w niej, poza główną historią, niesamowite fakty o ptakach, cie­ka­wost­ki z wielu dziedzin ludzkiej działalności oraz czasu, gdy nie śniło się nikomu, że Ty czy ja pojawimy się na świecie. To najwłaściwsza książka na czas, gdy nie każdy człowiek w naszym kraju uważany jest domyślnie za człowieka.

Tylko jedna rzecz w tej książce jest spieprzona albo przez tłumaczkę, albo przez Autora. Że nikomu do głowy nie przyszło, by sprawdzić prawdziwość poniższego przykładu. Nie, nie można tego nazwać literówką, bo pojawia się w dwóch miejscach w książce (ctrl+c, ctrl+v nikogo nie usprawiedliwiają). Ponieważ zacne, to chcę to tu mieć, ale już w poprawnej wersji:

Liczby zaprzyjaźnione to dwie liczby naturalne powiązane ze sobą tak, że kiedy dodać do siebie wszystkie ich dzielniki właściwe z wyjątkiem ich sa­mych, to suma tych dzielników będzie równa drugiej liczbie.
     Dzielniki właściwe liczby 220 to 1, 2, 4, 5, 10, 11, 20, 22, 44, 45 [55] i 110, co razem daje 184 [284]. A dzielniki właściwe liczby 284 to 1, 2, 4, 71 i 142, zaś ich suma wynosi 220. Dlatego matematycy uważają te liczby [220 i 284] za zaprzy­jaźnione.
     To jedyne liczby tego rodzaju mniejsze niż tysiąc.

A poza tym, już tylko zazdroszczę każdej osobie, która tę książkę ma przed sobą. I wracam, nie tylko myślami, do przepięknego projektu fotograficznego, który widziałam na Foto­Fe­sti­wa­lu w Łodzi pięć lat temu — wciąż mnie porusza, sprawdziłam.

Nosili ze sobą swoje historie.
     Nie miało znaczenia, że w kółko powtarzają te same słowa. Wiedzieli, że ludzie, do których mówią, słyszą je po raz pierwszy; oni byli na początku własnych alfabetów.

*

Coś chwytliwego, prowokującego do namysłu, ale jednocześnie neutral­ne­go. Coś znaczącego, ale tak, by nikogo nie obrażało. Bojownicy o Pokój. To mogłoby się sprawdzić. Miało w sobie sprzeczność.
     Uczestniczyć w walce. Walczyć o wiedzę.

*

Bassam i Rami stopniowo zaczęli rozumieć, że siłę swojej żałoby również mo­gą wykorzystać jako broń.


Bassam Aramin i Rami Elhan,
[dostęp: 5.12.2021], źródło.

Jeśli podzielić śmierć przez życie, otrzyma się okrąg.

*  *  *

Termin mayday — ukuty w Anglii w 1923 roku, ale wywodzący się z francu­skiego venez m’aider, „na pomoc” — zawsze powtarza się trzykrotnie, may­day mayday mayday. Powtórzenie jest tu kluczowe — wypowiedziane tylko raz mogłoby zostać odczytane niewłaściwie, lecz przy trzech nie da się go z niczym pomylić.

*

Kałasznikow martwił się o swoje dziedzictwo; pragnął zostać zapamiętany jako poeta, nie twórca karabinów.

*

Działanie ludzkiego oka do dziś jest uważane przez naukowców za zjawisko równie tajemnicze, co szczegóły ptasich wędrówek.

*  *  *

זהלאייגמרעד שנדבר
To się nie skończy, dopóki nie zaczniemy rozmawiać.

*

Rami często czuł się tak, jakby było w nim dziewięciu albo dziesięciu wal­czą­cych ze sobą Izraelczyków. Jeden rozdarty. Drugi pełen wstydu. Izrael­czyk zauroczony. W żałobie. Zachwycony wynalezieniem sterowca. Świa­do­my, że sterowiec go obserwuje. Obserwujący. Pragnący być obserwo­wa­nym. Anarchista. Protestujący. Zmęczony całym tym widzeniem.
     Kręciło mu się w głowie od noszenia w sobie tylu sprzeczności, tylu róż­nych ludzi jednocześnie.

*

Jakże często, pomyślał Rami, ratuje nas to, co najzwyklejsze.

*

Bassam przerzucał w myślach kilka różnych wątków, wypróbowywał, prze­stawiał, przeskakiwał, żonglował, rozbijał ich linearność.
     […]  Przesiedziałem siedem lat w więzieniu, a potem dla odmiany się ożeniłem. […]  Jestem jedynym człowiekiem w historii świata, […]  który pojechał do Anglii i zachwycił się pogodą.

*

Nauczył się, że lekiem na los jest cierpliwość.

*

Nie ma symetrii między więźniem a strażnikiem. Należy zniszczyć wię­zie­nie. Okupacja została oparta na błędnym przekonaniu o gwarancji bez­pie­czeń­stwa. Należy z tym skończyć. Dopóki to się nie uda, jakiekolwiek inne wyjście jest niemożliwe.

*

Wczoraj byłem sprytny, więc chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zacząłem zmieniać siebie.
// Rumi

*

Kiedy coś się przeżywa, to już nie jest tak banalne.

*

W liście do Ramiego Bassam napisał, że ból wymaga, by najpierw go pokonać, a potem zrozumieć.

*

Najszlachetniejszym dżihadem jest podbicie siebie samego.

*

Niektórzy ludzie mają interes w milczeniu. W interesie innych jest sianie nienawiści wyrosłej ze strachu. Strach zarabia pieniądze i ustanawia pra­wa, odbiera ziemię i buduje osiedla, strach lubi, kiedy wszyscy są cicho. I bądźmy szczerzy, w Izraelu jesteśmy ekspertami od strachu, on nas zaj­mu­je. Nasi politycy lubią nas straszyć. Lubimy straszyć siebie nawzajem. Chętnie używamy słowa „bezpieczeństwo”, żeby uciszać innych. Ale to nie o to chodzi, tylko o zajmowanie cudzego życia, cudzej ziemi, cudzej głowy. Tu chodzi o kontrolę. A kontrola to władza. Nagle z wielką siłą dotarło do mnie, jak wielką moc ma mówienie prawdy w sprzeciwie władzy. Władza zna prawdę. Stara się ją ukryć. Dlatego władzy trzeba się głośno przeciw­stawiać.

*

[…]  nie jesteśmy skazani na porażkę, ale musimy odsunąć od władzy tych, którym opłaca się zamykać nam usta.

*

[Rami] Mam w sobie wiele miłości do mojej kultury i rodaków i wiem, że rządzenie innymi, opresja i okupacja to nie są żydowskie wartości. Być Żydem — to szanować sprawiedliwość i równość. Żaden lud nie może sprawować władzy nad innym ludem i żyć w bezpieczeństwie i pokoju. Okupacja nie daje nam żadnej z tych rzeczy, a w dodatku jest nie do utrzymania. Sprzeciw wobec okupacji nie jest w żadnym, najmniejszym stopniu przejawem antysemityzmu.

*

Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić rozmiaru krzywdy, jaką wyrządzamy, nie słuchając się nawzajem. Mam na myśli krzywdę na każdym możliwym poziomie. To jest nie do zmierzenia. Może i zbudowaliśmy sobie mur, ale on tak naprawdę jest w naszych głowach […].

*

[Bassam] W dzieciństwie sądziłem, że bycie Palestyńczykiem, muzuł­ma­ni­nem, Arabem to kara od Boga. Nosiłem to przekonanie jak wielki kamień u szyi. Dzieci zawsze pytają: Dlaczego? Dorośli zapominają o tym pytaniu. Po prostu przyjmują rzeczywistość taką, jaka jest. Zburzyli nam domy. Przyj­mu­jemy. Tłoczą nas przed punktami kontrolnymi. Przyjmujemy. Kazali nam zdobyć pozwolenie na rzeczy, które sami mają za darmo. Przyjmujemy. W więzieniu jednak zacząłem rozmyślać nad naszym życiem, tożsamością, nad byciem Arabem, a to zaprowadziło mnie do myślenia o Żydach. […] postanowiłem zrozumieć, kim ci ludzie byli naprawdę, jak cierpieli i co sprawiło, że w czterdziestym ósmym roku odwrócili role i stali się naszymi oprawcami, ukradli nam domy, zabrali ziemię, zgotowali nam Nakbę, naszą katastrofę. My, Palestyńczycy, staliśmy się ofiarami ofiar. Chciałem zrozumieć więcej. Skąd to wszystko się brało?

*

Musimy się nauczyć korzystać z siły swojego człowieczeństwa. Bez litości sięgać po metody pokojowe. Słuchać tego, co mamy sobie do powiedzenia. To nie jest niemoc, to nie jest słabość, wręcz przeciwnie, na tym polega bycie człowiekiem.

*

Rami powiedział zebranym, że wszystkie mury muszą upaść, bezwzględnie. Nie jest naiwny, wie, że powstaną kolejne. Świat składa się z murów. Ale mimo to jego zadaniem jest doprowadzić do pęknięcia tego, który widzi najwyraźniej.

*

Milczenie należy kwestionować. […] Co to znaczy pamiętać, a co — nigdy nie zapomnieć.

Colum McCann, Apeirogon, przeł. Aga Zano,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.
(wyróżnienie własne)

*

Apeirogon — Discussion with
Colum McCann, Bassam Aramin and Rami Elhanan.

confussion is OK.

*

you find the form. the form finds you.
you're working, you're working, you're working, and
it finds you.

(z rozmowy z Autorem powyżej)