środa, stycznia 28, 2015

1237. Ludzki Biały Kruk na linii

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

O czym jest życie? O czym jest moje? O czym twoje?

Wykonałam w życiu wiele zwrotów przez rufę. Wieloma drzwiami trzasnęłam. Wielu ludziom pokazałam plecy. Wielu sprawom powiedziałam „nie”. I niech mnie, ale każdy z tych manewrów był ważny, bo doprowadził mnie do dnia wczorajszego, gdy po raz pierwszy, drugi... dziś setny czy dwusetny, przeczytałam otrzymane słowa:

Zresztą [Jej] choroba wszystko przewróciła — kiedyś przyszłe dni traktowałem jako coś, co się nam należy. Teraz — każdy dzień jest darowany i mam świadomość, że limit się wyczerpuje...

Łzy wdzięczności za te słowa po policzkach płyną wciąż, że napisał, nie skasował; napisał i dał radę wysłać; napisał, ale najpierw poczuł! W tych słowach spotkaliśmy się po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, pierwszy raz do samych trzewi, do istoty jestestwa. Cudownie jest wewnętrznie dojrzewać, widzieć tę przemianę w kimś innym i doświadczać tej zmiany, a nie tylko przeczuwać, że nastąpiła.

Moje życie? Jest o chwilach, czasem ułamkach sekund, gdy spotykam się z kimś naprawdę. Zwykle poza słowami albo pomiędzy nimi. W geście, w spojrzeniu, w znaczącym milczeniu. Wiem, że to właśnie to, bo potem już nic nie może być takie jak przedtem. Po to żyję. To mnie karmi. To czyni mnie kimś więcej.

niedziela, stycznia 25, 2015

(1234+1). Transformacje

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Przed wyjazdem ze stolycy do stolicy sen zastygł i pozostał ze mną w sensie poniższych słów.

*

W stolicy gapienie się w niebo w odmienny stan wprawiało.

*

Przed powrotem ze stolicy do stolycy na Plantach na chwilę zatrzymał się Czas.

czwartek, stycznia 22, 2015

1234. Portret śnieżnej zimy

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Bezruch jest formą ruchu.
Porządek jest jedną z form bałaganu.
Bezśnieg jest formą śniegu.

Pomyślałam tak, gdy po raz pierwszy na dobre zatrzymała mnie instalacja, obok której przechodzę kilka razy w tygodniu. Śnieg, kwestia istotna dla Stada, dziś rano wyglądał tak:

I chyba się ujął honorem, bo opadł wielkimi płatami późnym popołudniem. Niestety, choruje i ma wysoką temperaturę.

środa, stycznia 21, 2015

1233. Literki na ząb

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

No i trafiła się książka. Pomysł — cudny. Forma — zbyt „eklektyczna”: polski tekst, ale numerowanie baśni (po co?) po japońsku (WTF), co z samymi baśniami w ogóle nie wiadomo co ma wspólnego. No i nie wytrzymałam… policzyłam strony zawierające tekst. Na nominalne 121 stron, które zawiera książka, tekstu jest mniej niż sto. Nooo, to już sobie ponarzekałam.

Ale jednak przeczytałam. W kilku miejscach z ogromną przyjemnością. Błyskotliwych kilka zdań, wątków, scen. Jeśli Autor skusi się na kontynuację pomysłu, kolejne baśnie już są warte czekania. Mam tylko jedną wątpliwość. Niestety, nie potrafię stwierdzić, jak ten tekst czyta się osobom dziewiczo nietkniętym, intelektualnie bądź przez własne doświadczenie, psychologią procesu.

Oceany pozwalają odczuć Kosmos,
zwykła kałuża daje odczucie chwili.

Shitao

*

     — Mój drogi — powiedział mu ojciec — mądrość osła polega na tym, żeby zaakceptować to, kim się jest, i nie buntować się przeciwko temu, czym obdarzyła nas natura.
     [...]
     Tylko jeden wuj osioł, który z resztą uchodził za dziwaka i nikt w całej rodzinie go nie poważał, powiedział tak:
     — Mały osiołku, jeżeli uważasz, że sprawa twoich kopytek jest rzeczywiście ważna, to powinieneś zrobić wszystko, żeby to zmienić. Czasem bowiem marzenia i ich realizacja są ważniejsze niż to, co wydaje się być ustalonymi niezmiennym porządkiem.

*

Stąd było już blisko do odwiecznego pytania, o to co jest najważniejsze w życiu. […] Pojęcia śmigały jak gołębice po zamkowych dziedzińcach. Szczęście, Mądrość, Radość, Spójność, Miłość, Rozwój, Piękno, Sztuka, Umiar, Przyzwoitość, Rodzina, Społeczeństwo, Dobro, Zdrowie — i wiele innych próbowano ustawić w jakiejś hierarchii lub znaleźć dla nich wspólny mianownik. Ale, niestety, pomimo wielu prób i ogromnej nagrody wyznaczonej przez króla za znalezienie właściwej odpowiedzi, debata zakończyła się jedynie tym, że uczestnicy, rozjechali się w przeświadczeniu, że pozostali są bandą niedouczonych kretynów.

*

Człowiek nigdy nie zostaje sam, raczej zawsze ma wokół i wewnątrz siebie nieustannie zbyt dużo czegoś lub kogoś.

*

Odnalazł królewskiego fechmistrza i rozpoczął naukę, która szła powolną meandryczną drogą, wyznaczaną zniecierpliwieniem, chwilowymi uniesieniami w momentach sukcesu, złością z powodu braku wystarczających postępów i poczuciem, że cała ta zabawa nie ma żadnego sensu.

*

Przez całe życie uczył się wybierać to, wobec czego wybór nie jest kategorią odniesienia, opowiadać się za tym, co po prostu musi zaistnieć.

Tomasz Teodorczyk, Jak umierają ptaki. Baśnie
na ważne etapy życia
, Eneteia, Warszawa 2014.
(wyróżnienie własne)

niedziela, stycznia 18, 2015

1232. Równopodnoszenie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Płeć. Władza. Gender. I dyskusja, którą można do białego rana, bo temat ważny, ciężki i niełatwy.

Różnicę płci, prawa i obowiązki każdej z nich, wcześniej czy później, można postudiować (choćby dla sportu) w toalecie. Czy mężczyźni podnoszący klapę sedesową mają ją po skorzystaniu z toalety opuszczać? Czy może skoro oni ją podnoszą, to kobiety mają ją opuszczać? Skoro nie ja ją podnoszę, to dlaczego mam ją opuszczać? A może kogoś — nie wiem dlaczego, ale w moim doświadczeniu najczęściej dotyczy to kobiet — brzydzi widok „gołej” muszli klozetowej i dlaczego w takim przypadku ów ktoś musi oglądać ten kiepski widok? Podnosisz klapę, draniu, to ją opuszczaj! — głosi kilka znanych mi osób.

Po prawie dziesięciu latach postanowiliśmy zrezygnować z deski klozetowej, w której unieruchomiono fragment akwarium. Dojrzałym ludziom w nas zachciało się klasyki gatunku. Konsumpcjonizm postanowił nas oszczędzić, nie kusił ścianą z setką różnych klap — dział z łazienkowymi akcesoriami znajdował się w stanie modernizacji. Klapy, proszę bardzo, do wyboru, proszę bardzo, ale tylko dwie. Klasyczna deska — kwota X. Na widok drugiej upłakaliśmy się jak norki. Klasyczna deska, ale z nowoczesną gienderową funkcjonalnością — kwota 1.5·X. I warto tę cenę zapłacić w imię płci, władzy i gienderu, bo… owa nowoczesna funkcjonalność zachwyca… klapę lekko przechylasz w stronę zamknięcia i… ona, ta klapa, sama (!)… powolutku… bardzo powolutku… opada. Teraz, bez względu na płeć, każdy musi sobie podnieść jedną bądź dwie części deski klozetowej. Zachwyt, proszę Państwa, zachwyt! I giender, i feminium!

Sadownik:
(zachwycony z osobiście wykonanego montażu woła Jabłoń)

Jabłoń:
(oniemiała z wrażenia testuje raz za razem,
ciesząc się jak trzylatek
)

Sadownik:
(z niebywałym zrozumieniem dla mężczyzn,
jako jednego z gatunków człowieka
)
To musiał wymyślić mężczyzna!

Jabłoń:
(pozostała nieprzekonana do tej oczywistości, bo potrafi wyobrazić sobie
potencjalną zdesperowaną projektantkę tego cuda
)

piątek, stycznia 16, 2015

(1230+1). [*]

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Po pracy. Pojechałam zapalić lampeczkę Leonidowi Telidze…

...Kapitanowi Leonidowi Telidze.

[…] Chłopcy z „Emilii Gierczak” uderzyli nagle w inną strunę — przytłamsili rzeczowość, układne podsumowanie osiągnięcia, wyzwolili natomiast wielki ładunek emocjonalny, który — dodany do obezwładniającego mnie zmęczenia — zamknął mi usta, a otworzył serce.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.

czwartek, stycznia 15, 2015

(1226+4). Książka mojego życia i już!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

No i stało się. Choć nie wiedziałam, że stać się może. Spotkałam książkę swego życia. Historia w niej zawarta ma nieskończoną i niewyczerpywalną moc, niczym mit życiowy najwcześniejszym snem z dzieciństwa określony.

Niestety, mogę się tylko domyślać figur występujących w śnie z dzieciństwa Leonida Teligi.

Niepokorny. Marzyciel. Nie ustawał. Znaczy się, można! Wrażliwość. Siła. Upór. Serce. Znaczy się, należy!

     — Dlaczego nie masz normalnych marzeń?
     — Teliga.
     — Dlaczego masz w nosie konwenanse?
     — Teliga.
     — Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
     — Teliga. Teliga. Teliga.

Dlaczego nie przeczytałam tej książki dziesięć–dwadzieścia lat temu? Być może, wtedy nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia. Każdy z nas ma w sobie Marzenie, które tylko my możemy zrealizować. Dobrze jest o tym pamiętać co dnia.

[…] irytowali się, jakby nie zdawali sobie sprawy, że czas nie miał tu wartości, a za ich parę groszy nikt na świecie nie zrobi kroku szybciej niż zwykle.

*

Dziś nawet nie wiem, czy słońce istnieje. Ciekawe doświadczenie, ale jak sprawdzić, gdzie jadę?

*

     — Do szukania nowych dróg dla mnie, dlatego, żebym nawet ja w najpodlejszym ze światów mógł stworzyć najpiękniejszy. Żebym wśród tego, co mnie otacza, mógł być człowiekiem, o jakim do dwudziestego roku życia nie słyszałem…
     Widziałem bibliotekę tego człowieka. Mówił o książkach jak o dobrych znajomych. Na półki stawiał tylko to, co przeczytał, to, co miało być czytane, leżało w skrzyni.

*

Jak samotność jest pełna spraw, które mogą innych zainteresować i jak trudno wyjść poza suche fakty, które właściwie niewiele mówią o istocie tego wszystkiego, co się przeżywa w samotności.

*

     — Jak zdrowie?
     — Zepsuł mi się wzrok!
     — Co się stało?
     — Nie mogę patrzeć na konserwy!

*

Coś się ze mną działo. W myśl zasady, że mierzenie temperatury „wywołuje chorobę”, nie dotykałem termometru.

*

Maska i płetwy poszły z powrotem do szafy, a ja do garów. Może to kogoś dziwi. Nie powinno. Gotowanie uznałem za „czynność fizjologiczną”, a od tego nie da się wykręcić.

*

Drobne przyjemności warto czasem podnosić do wyższej rangi, bo właśnie dzięki temu mogę cieszyć się życiem.

*

     — Też jesteś artystką? — spytałem, uważając to za komplement.
     Kate spojrzała na mnie oburzona. Zielone oczy błyskały jak u kota.
     — Skądże, ja jestem mężatką!

     [...]
     — Czy ty jesteś bardzo drogi? — spytała nagle.
     — Bezcenny — odpaliłem zaskoczony pytaniem, nie bardzo wiedząc, o co jej chodzi.

*

     — Luca, a ty nigdy nie nurkujesz?
     Chłopak spojrzał na mnie zgorszony.
     — Jestem rybakiem.
     — Wiem o tym, ale nigdy nie próbowałeś czego innego?
     Zdumienie Luci nie miało granic. Patrzył na mnie już nie ze zgorszeniem, ale z wyraźną ironią, jakby chciał rzec: czy nie słyszałeś, co ci powiedziałem?
     Nie dałem za wygraną:
     — Czy nie próbowałeś innego zawodu na lądzie czy na morzu?
     Tym razem Luca znów odpowiedział dumnie:
     — Nie próbowałem, ani nie będę próbował, bo jestem rybakiem.

*

Inaczej widziałem siebie u celu podróży. Brakowało mi intymności, która towarzyszyła „Opty” i mnie na oceanie.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.
(wyróżnienie własne)

środa, stycznia 14, 2015

1229. Znaczący, nie perfekcyjni!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Masz takie chwile, że czujesz się „ludziem” mało kompetentnym, wiedzącym zbyt mało lub o umiejętnościach wymagających wielkiego podszlifowania? Mało przyjemne to chwile, ale śmiem twierdzić, że są zawody, w których przeżywanie chwil zwątpienia jest niezbędne i stanowi jeden z wyznaczników tego, że nie staliśmy się groźni dla otoczenia.

No więc, jeśli miewasz takie chwile, proponuję malutki eksperyment, który przyszedł mi do głowy nad ranem. Z niebywałą przyjemnością wykonałam go na sobie, nim zadzwonił budzik, domagając się ode mnie powrótu do świata ludzi pracujących.


Eksperyment:

  1. Pomyśl o jednej, dwóch osobach, które są dla Ciebie najbardziej znaczące w twym życiu pozaprywatnym.
  2. Przypomnij sobie konkretne sytuacje, w których właśnie te Osoby zrobiły coś wobec Ciebie, co dziś tak bardzo cenisz — co być może odmieniło Twoje życie.
  3. Poświętuj przez chwilę drogę, która wiodła Cię od tych konkretnych wydarzeń do dnia dzisiejszego.

Czas na deser, puentę, wisienkę na torcie, odrobinę sensu, i te pe, i te de:

  1. Jak myślisz, tak z ręką na sercu, czy ci Ludzie (pkt 1.), w tych konkretnych sytuacjach (pkt 2.), mieli poczucie pełni swoich kompetencji, byli u szczytu swoich umiejętności, nie było już niczego, czego mogli się nauczyć, nie pragnęli więcej?


A teraz pomyśl, że i Ty dla kogoś jesteś znaczący. Wobec tego domniemania, co faktem na pewno jest, nie można napisać nic innego niż:
     — Do roboty Kotku, do roboty!

Jak cudownie, że mamy jeszcze tyle do poznania, nauczenia się, do rozwinięcia umiejętności, które nam się jeszcze nie śniły, prawda?

(1227+1). Męski punkt widzenia

Jabłoń:
(opowiada o tym, jak Sadownikowi opowiadała)

Tollini:
A wystawa będzie?

poniedziałek, stycznia 12, 2015

1227. Cielesne parcele

(Roznegliżowany projekt dyplomowy Sadownika
na wielu progach już Jabłoń postawił.
Pokłócili się co do koncepcji i granic nie jeden raz
)

Jabłoń:
(wieczorową porą zdaje relację Sadownikowi,
jak to koleżankom superwizyjnym o perypetiach projektu opowiadała
)
No i zapaliła się koleżanka mówiąc:
Tak, łono koniecznie!
A ja jej na to, że momencik, chwileczkę,
ale to moje łono i sprawa nie jest taka prosta...

Sadownik:
Jak to nie jest prosta, jestem współwłaścicielem...

Jabłoń:
O nie! Ty je co najwyżej dzierżawisz albo leasingujesz...
nie wiem jeszcze, muszę się namyśleć.

1226. Kręte drogi sensu

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wieloma drogami doszłam do dzisiejszego poranka. Poranka co odkryciem był, że znów chcę za szybko, zbyt wiele i w zbyt krótkim czasie. Odkryłam, że wolniej znaczy lepiej, zdrowiej, ale i paradoksalnie szybciej. Noooo, to  w o l n i e j!

Droga №1. Po skończeniu Kapitana rozmawialiśmy z Seniorem i zgadało się na temat książki Teligi. Mógł i chciał Senior pożyczyć, ale zapragnęło się przeczuciu — twierdzącemu, że to ważna książka — mieć swój egzemplarz. Sadownik nabył. Jabłoń czekała. Przesyłka była dwa razy droższa od książki. Zostawiłam sobie historię tego rejsu na świąteczny czas.

Droga №2. Kradnąc wrażenia na skraju krainy OZ, dotarło do mnie kilka myśli, które tylko pozornie z drogą pierwszą nie mają nic wspólnego. Kilka kwantów gapienia się i dwa niebagatelne odkrycia.

Po pierwsze, jeśli człowiek chce czegoś dokonać, ziścić jakieś marzenie lub zrealizować jakiś plan, to jest jak w banku, że będzie to wymagało więcej niż osiem godzin dziennie przez dłuższy, niż myśli on, czas. Przestało być kwestią, że może tylko mi rzeczy ważne zajmują czas i czas, i jeszcze więcej czasu.

Po drugie, mając chwilowy kontakt z człowiekiem egzotycznym, czyli takim co o popowskich poziomach rzeczywistości najprawdopodobniej nie wie nic, zatrzymało mnie na wiele dni, jak ważnym jest, by każdego dnia na swej drodze coś w „uzgodnionej rzeczywistości” zrobić, kwity uporządkować, liczby dodać, telefon wykonać, i te pe, i te de. Gdy tylko tego, oczywistego dla innych, odkrycia dokonałam, dodałam do swojej codziennej marszruty punkt: „codziennie jedną rzecz w URze zrobić” i robię — magia, normalna magia, tylko na oko wyglądająca na przyziemną. Żeby sprawa była jasna, dla Sadownika to żadna nowość i żadne odkrycie.

Droga №3. W Nowy Rok przeczytałam i zaraz o Zazoo i Onemu pomyślałam:

Spotykani ludzie urastają do wymiarów nowo odkrywanych wysp na bezmiarze życia.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.

Uśmiechnęłam się do tych słów, a potem przypomniało mi się, gdy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, że ludzie są dla mnie planetami.

Zanim jednak dotarłam do powyższego cytatu, najpierw zobaczyłam, że i Teliga drogę numer dwa na swoje potrzeby odkrył:

[z listu do brata Stanisława, w roku 1945] […] często szukamy wytłumaczenia dla samych siebie, kiedy coś nam nie wychodzi, przyznajemy winę sobie. Gdy patrzymy na ogrom pracy czekającej na nas, bledniemy. […] Można czasem zblednąć, gdy widzi się stos spiętrzonych myśli i nie wykonanych jeszcze zadań. Teraz robię inaczej. Robię cokolwiek, a po pewnym czasie patrzę Oho! Coś zrobiłem, znaczy — czas nie został stracony.

Leonid Teliga, Samotny rejs „Opty”,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1976.

Droga №4. Podjęta po przerwie na źle i gorzej. Dziś rano przy kawie, Sadownik o ludziach, którzy sercem wybierali, czytał mi na głos. Gdy Pan Ciasteczko ruszył do swych obowiązków, podeszłam do regału z płytami. Wyjęłam staroć nad starociami, guzik plej wcisnęłam i usłyszałam sercem słowa:

No matter how you try to
You can't explain
The places you find love
I can't explain it, but I can feel it
All around me

[…]
Remember in a flash the feeling can hit you
After all the times that it missed you
Reaching deep inside to find your secret heart

Barbra Streisand, The Places You Find Love
z albumu Till I Loved You, 1988.

niedziela, stycznia 11, 2015

1225. Źle, gorzej... nadzieja!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Nie chce się gadać, gdy jest źle. Nie chce się pisać, gdy źle zamienia się w gorzej. Ale, ale. Po przespaniu czternastu godzin ciurkiem promień nadziei w środku poczułam.

*

Wczoraj zanotowałam i myślę sobie dziś, że światło zaczęło się właśnie od tych słów.

doceniaj drobne rzeczy, które się wydarzają

poniedziałek, stycznia 05, 2015

1223. Sentymentalia

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Konkretne zadanie. Konkretny termin. Kartony, które od pięciu miesięcy pomieszkują w saloonie, mam metodą gospodarczą uporządkować, wynieść, wyrzucić, zutylizować. Zrobić, co chcę, byle znikły. Na pierwszego stycznia zarządziłam obróbkę jednego małego i jednego dużego kartonu.

Raz. Z papierem było najprościej. Ważne, nieważne? Potrzebne, niepotrzebne? Czy zajrzę do tego kiedykolwiek? Tak czy nie? Poleciała makulatura.

Dwa. Razem z Sadownikiem w jedno miejsce wrzuciliśmy całą naszą papierową korespondencję — na uporządkowanie datami nie mieliśmy już siły.

Trzy. Uściślijmy, jeden i pół. Przyjemności nieśpiesznej przy okazji razem z Sadownikiem oddaliśmy się. Zdjęcia. Na trzy kupki dzieliliśmy. Życie Jabłoni. Życie Sadownika. Wspólne Życie Sadownika i Jabłoni. Na zdecydowanej większości zdjęć Ludzie. Wielu z Nich już tu nie ma. Fragmenty Ich Żyć wspominaliśmy. Można by powiedzieć: piękni, młodzi migawką wpędzeni w „pozaczas”. Poruszyła mnie ta podróż do czasów przeszłych i minionych. Nigdy wcześniej nie widziałam w tych zdjęciach tyle nadziei, wiary i miłości w ludzkich twarzach zatrzymanych. Choć od momentu zwolnienia migawki w życiu każdej z tych osób wydarzyło się wiele trudnych, beznadziejnych, raniących chwil, to wszystko to nic wobec nadziei, wiary i miłości, które wciąż w tych zdjęciach widzę; nadziei, wiary i miłości, które w tych ludziach znalazły schronienie.

Pozostałam z pytaniem, które zadaję sobie codziennie nim nastanie brzask. Uwielbiam czuć w sobie odpowiedź o różnych porach dnia. Może przyjść mróz, ogień w sercu mam.

Dobroć, łagodność, miłość,
gdzie w sobie dziś masz?

czwartek, stycznia 01, 2015

1222. Skontrum odkryć 2014

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Każdy człowiek jest istotą, która, jeśli tylko jej na to pozwolić, dotknie twego najgłębszego jestestwa, szturchnie cię w najdelikatniejsze miejsce w znaczący sposób. Przy takich okazjach budzisz się dnia następnego i wiesz, że nic już nie może być tak samo — uczucie, idea, pomysł już w tobie kiełkują, potrzeba życiowa do głosu doszła i koniec, i kropka, amen.

Może jesteś szybsza, opisany powyżej proces dzieje się w mgnieniu oka, nim skończysz spotkanie. Ja niestety i „stety” potrzebuję porannej szarówki, granicy między nocą a porankiem, gdy sen śniony nocą zastępowany jest przez ten śniony za dnia subiektywnymi doznaniami. Remanent wewnętrznego „czucia się” przeprowadzam i wiem, że nic już nie może być tak samo. Prawda jest taka, że kocham te chwile. Po raz pierwszy w mym życiu przytrafiło mi się, że proceder ten dopełnił się rankiem 1 stycznia, wyznaczając coś na kształt celu noworocznego.

Napisałam każdy człowiek tak ma, ale to nie do końca prawda, niektórym nie damy szans, a innym idzie to w niebywale szybkim tempie.

*

Epizod #1. Kto? Kiedy? Pytam, ale znam odpowiedź i śmieję się od ucha do ucha na samo wspomnienie, które miało już niejedną okazję, by porosnąć mchem. Ars, Sadownik i ja w niezwyczajnej dla mnie sytuacji w marcu zeszłego już roku. W trudnych okolicznościach uratowało nas nasze poczucie humoru i z głębi dobywające się przeświadczenie, że znamy się od lat. Tak, Ars. To właśnie coś w Nim zagadało do czegoś we mnie. Coś we mnie dostrzegło Jego niebywałą radosną żywotność — wzięło było, zaraziło się tym i poinformowało mnie o tym nad ranem dnia następnego. Gdy rano wstałam z łóżka, życie smakowało już inaczej. Włączyłam radio i popłynęła piosenka, która wzmacniała tylko poczucie radosnej żywotności i żywotnej radości we mnie. Odnalazłam to konkretne wykonanie. Zapamiętałam. Przez kilka dni łomoliłam bez wytchnienia i za każdym razem, gdy słucham tej piosenki, myślę i dziękuję za farta w życiu: Ars, och Ars! Dziękuję!

Vania Borges & Quincy Jones, Ai no corrida.

Dyżurny mądrol powie, że to najczystsza forma projekcji. A my mu odpowiemy, że nawet jeśli, to projekcja musi się o coś zahaczać, co i we mnie, i w Arsie stacjonuje, więc ziarenko prawdy w tym musi być.

*

Epizod #2. Kto? Kiedy? Zazoo i Onemu. Trzy dni temu. Spotkanie z Ich niebywałą radością różnych gatunków. Zatkało mnie z wrażenia. Oboje, choć każde na swój sposób, ma w ruchach swojego ciała niemożliwą do opisania radość istnienia oraz nieskrywaną przyjemność z posiadanych przywilejów oraz umiejętności korzystania z nich. Coś we mnie łyknęło haczyk. Jakiś rodzaj tęsknoty we mnie pełną piersią w końcu odetchnął i dziś po przebudzeniu poczułam, że życie inny ma już smak — świadomość bogactwa w mym życiu mnie napadła. Cały dzisiaj dzień łomolę (głośno, tego trzeba słuchać głośno) tym rytmem, tą dynamiką, pod którymi dla mnie skryła się energia radości Zazoo i Onemu. Radości, której ziarenko w sobie odnalazłam. Nabrzmiewało przez ostatnie trzy dni. Pękło!

Yes, Leave It, (a cappella).

Dyżurny mądrol, na niego zawsze można liczyć, powie, że to najczystsza forma projekcji. A my mu jak zwykle odpowiemy, że oczywisty to fakt, ale projekcja musi się o coś zahaczać, co i we mnie, i w Zazoo, i w Onemu pomieszkuje.

Pozostaje, niestety, ze smutkiem donieść, że opisane doświadczenia kiepsko przekładają się na słowa, co może niechybnie oznaczać, że blog chyli się ku upadkowi lub jak kto woli naturalnej śmierci, itd. Na szczęście są te dwie piosenki. No to jeszcze raz... przed snem.

środa, grudnia 31, 2014

1221. Kradnąc książkowy czas

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Obejrzał film pt. Złodziejka książek i na eFce podzielił się swoim wrażeniem: „zatrzymały mnie słowa, wypowiadane przez ukrywanego Żyda”:

Moja religia uczy, że wszystko co żyje, każdy liść, każdy ptak, żyje dlatego, że zawiera sekretne słowo życia. Tylko ono różni nas od grudki gliny, słowo. Jakie to słowo? Czy każdy człowiek ma to samo? Czy też może każdy ma inne, i to decyduje o naszej indywidualności? Jakie jest słowo, które mnie ożywia?

Zakochałam się w tych słowach. Kupiłam książkę. Odebrałam przed świętami. Ostatnie dwieście stron przeczytałam prawie na bezdechu rycząc okrutnie. To chyba moja druga powieść w kończącym się właśnie roku. Zaciekawiło mnie… sprawdziłam… z książek tu odnotowanych, bingo, szósta powieść w roku 2014 — swoisty rekord. Zamyśliłam się nad swoim stylem czytania. Ostatni raz tak bardzo nie mogłam oderwać się od losów powieściowych bohaterów, gdy byłam nastolatką z Pogodą dla bogaczy w dłoniach.

Książka ma tylko jedną malutką wadę. Słów, które mnie do niej przyciągnęły, w książce nie ma.

Ale czy słuchanie własnego strachu jest tożsame z tchórzostwem? Czy tchórzostwem jest radość z tego, że żyjemy?

*

Ilu książek dotknęła?
Ile poczuła?

*

     — Skąd mogłam wiedzieć, że wtedy nie śmiałeś się ze mnie, ale d o mnie? — powtarzała.

*

Wiele trzeba przemyśleć.
Wiele opowiedzieć.

*

Ludzie zwykle odkładają najważniejsze słowa na później […].

Markus Zusak, Złodziejka książek,
Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

wtorek, grudnia 30, 2014

(1198+22). Ludziolubni

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Gdy wyszłam wczoraj spod ziemi na rogu Marszałkowskiej i Alei dotarło do mnie, że jestem zwierzem wielkomiejskim. Poczułam, że znów żyję. Na kawie z Brr, przyglądałam się ludziom przy innych stolikach, głodna istot samosterownych a nie sterowalnych.

Cztery kobiety 50+, uśmiechnięte, pełne życia, dzieliły się sobą między sobą — spotkały się, bo chciały — karmiłam oczy.

Dwaj mężczyźni przy innymi stoliku, mówiąc, patrzyli sobie w oczy — emocje, te dobre, na ich twarzach karmiły mą duszę.

Wiedziałam, że to dopiero początek dobrego dnia.

*

Wieczorem. Na deser podano Zazoo i Onemu, Pana Ciasteczko i mnie. Przy jednym stole. Po raz pierwszy. Na swój prywatny użytek skradłam kilka wrażeń, nastrój i atmosferę. W duchu odnotowałam, że mamy z Sadownikiem niebywałe szczęście, nie tylko do Ludzi, ale również do Par. A gdy wracaliśmy do domu, nie omieszkałam z Nim tego przegadać.

Zwierz wielkomiejski… zamyśliłam się… czy ja wiem? Na pewno ludziolubny.

sobota, grudnia 27, 2014

(1217+2). poświąteczny osobisty nieład myśli i uczuć

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

aktywność społeczna,
     w której cienkam jak barszcz:
synowa.

*

ja kocham Jego. On kocha mnie. ona kocha go dłużej. On kocha ją. czasem jest mi jak między młotem a kowadłem. mam szczęście, że nie obsadzono mnie dotąd w roli piątego koła u wozu.

*

staram się i nie staram się wcale. w zależności od chwili, momentu, sprawy, atmosfery. na straży rzeczywistości nie mojej, u brzegu świątecznych stołów porzucam własne ciało. wylogowuję się, wysprzęgam, odłączam zmysły. są rzeczy, którymi nie chcę się zajmować. tak mam.

***

Skubas, Nie mam dla ciebie miłości.

piątek, grudnia 26, 2014

(1217+1). I po prezencie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Odłożyłam Sacksa na rzecz świątecznego czasu ze Złodziejką książek, ale po rozpakowaniu prezentów, odłożyłam i tę ostatnią. Delektowałam się, wiedząc, że prezentowe literki będą stanowiły bardzo szybką pozycję wydawniczą. Wątki zawodowe i osobiste we wspaniałych proporcjach. Książka ocieka sensem życia, mądrością losu, miłością i pasją. Jak dobrze, że wpisałam ten tytuł na listę prezentów, które chcę dostać od Mikołajów, którzy nie czytają tego co ja, którzy nie znają mnie, ale mają mnie w pakiecie dwa razy do roku, bo z Ich Synem łączy mnie najszczególniejsza z więzi.

[Justyna] Na szczęście rzadko już spotyka się lekarzy, którzy na płacz pacjenta reagują jak na krwotok: „Zatrzymać jak najszybciej!”, którzy widząc łzy, wpadają w panikę: „Proszę już nie płakać, proszę przestać”.
     [K.K.] Na swój sposób taka reakcja jest zrozumiała.
     Justyna: Tak, ale płacz jest naturalną reakcją na smutek. Leczy, oczyszcza z nagromadzonego napięcia. Jeśli chory się od niego nie uwolni, nie będzie mógł przyjąć tego, co następuje potem. Płacz to forma żałoby, adekwatna reakcja na utratę — małą i dużą. A zdrowie to wielka wartość, jego utrata jest więc dużą stratą. By zrobić krok dalej, trzeba przeżyć żałobę, pozwolić sobie i innym na łzy.
     Lęk przed czyimiś łzami jest przejawem naszego własnego lęku.
[…]

*

[Justyna] Na heroizm podjęcia pracy własnej polegającej na psychoterapii częściej decydują się one [kobiety]. Odwagi wymaga stanięcie twarzą w twarz z tym, przed czym się ucieka. A tym między innymi zajmuje się psychoterapia.
     [K.K.] Odkrycie prawdy bywa dotkliwie nieprzyjemne.
     Justyna: Ale często dzięki przeżyciu tego, przed czym uciekamy, odkrywamy, kim naprawdę jesteśmy, tam, pod maską. Wiąże się to z ogromnymi możliwościami. Trwałymi zmianami na lepsze. To szansa na zmniejszenie cierpienia, na rozwój wewnętrzny. To jest nagroda. Potem życie staje się lepsze.

*

[Justyna] Niekiedy terror pozytywnego myślenia może być formą zaprzeczenia chorobie i opuszczeniem pacjenta, który musi się zmagać z niechcianym losem samotnie pośród bliskich recytujących pozytywne hasła.
     [K.K.] Ale bardzo trudno patrzeć, jak kochana osoba zmaga się z lękiem przed śmiercią.
     Justyna: Tak. Nie dopuszczamy do rozmów o śmierci, tłumacząc sobie, że to nie służy choremu. Podczas gdy unikanie ich służy jedynie naszej obronie. Ból śmierci i umierania staje się lżejszy, gdy możemy go z kimś dzielić. W samotności trudniej. Niekiedy mówimy: „To za wiele dla chorego”, a tak naprawdę boimy się, że to za wiele dla nas. To przykre, bo jest to sposób opuszczania pacjenta w chwili największej emocjonalnej potrzeby. Ktoś powinien trzymać jego dłoń. Dlaczego nie ja?

Katarzyna Kubisiowska, Rak po polsku.
Rozmowa z Justyną Pronobis-Szczylik i Cezarym Szczylikiem
,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

1217. Świąteczny patchwork 2014

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Lubię święta. Każde. Odkładam wtedy swoją i naszą codzienność. Przekręcam klucz w jednym zamku, potem w drugim. Gdy upewnimy się z Sadownikiem, że wszystko co trzeba mamy spakowane, przekręca On kluczyk w stacyjce, ruszamy i zaczynamy świętować. Lubię ten czas, taki tylko nasz. Tak było we wtorek.

*

Wigilia. Katolicka tradycja. Opłatek uruchamia we mnie niewinne dziecko — wybieram największy z dostępnych. Życzenia. Sadownika zostawiam sobie na sam koniec, na deser. A potem kilkanaście dusz przy jednym stole. Krótka modlitwa. Na szczęście nikt nie pyta mnie, dlaczego znak krzyża w mych dłoniach nie gości.

Mija kilka godzin. Rodem z żydowskiej tradycji nastaje czas. Przy głównym stole mężczyźni o ważkich problemach Polski i świata dyskutują. Pokój obok kobiety nad małymi dziećmi się pochylają. Słychać ochy, achy, gugu… gugu, a ja to tak… a ja to siak. Jedno i drugie nie dla mnie. Talerze i sztućce po sześciu osobach, co poszły do swych domów, zmywam. Medytuję nad cudem istnienia, delektuję się chwilą oraz nieśpiesznym tańcem zmywaka w mej dłoni. Z każdym umytym fragmentem zastawy jestem bliżej prawdziwych świąt, tych bez pośpiechu, bez musu, bez należy i wypada.

Gdy wszyscy goście opuszczają rodzinny dom Sadownika, rach, ciach, na cztery dusze szybkie porządki urządzamy. Już, po Wigilii. Prezenty. Herbatka z cytrynką. A przed snem w ramionach Sadownika świątecznej nocy początek.

*

Pierwszy dzień świąt. Drugi dzień świąt. Dotarło do mnie, że wyrosłam z tej formy spędzania czasu z dalekimi bliskimi w roli głównej. Nie zrozumiem, po co ludzie robią sobie coś takiego.

*

Wydostawszy się dziś z objęć ostatniego świątecznego obiadu, ruszyliśmy z Heniutką na ostatni świąteczny spacer — pierwszy z naszej świątecznej codzienności, którą powitaliśmy z otwartymi ramionami.

Jutro wracamy do siebie.

poniedziałek, grudnia 22, 2014

(1210+6). Mój Kraków... bez słów (VI)

(1210+5). Mój Kraków... bez słów (V)

(1210+4). Mój Kraków... bez słów (IV)

Alternatywny tytuł wpisu:
1214.
Przeszłość,
Teraźniejszość,
Przyszłość 

(1210+3). Mój Kraków... bez słów (III)

(1210+2). Mój Kraków... bez słów (II)

(1210+1). Mój Kraków... bez słów (I)

1210. eNCeK

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Geografia nigdy nie była moją mocną stroną. Nie jest aż tak źle, jak można by sobie wyobrazić, bo jednak mapy czytam sprawnie, trzymając je w dłoniach bez obracania północą na dwunastej. No ale dobrze też nie jest. Otóż wczoraj okazało się, że Kraków i Kazimierz to dla Jabłoni synonimy. Za rzeką to już nie Kraków, bo Kraków to Kazimierz. I kropka. I koniec dyskusji.

Sadownik wywiózł był wczoraj sztukę na sztukę. Było z klimatem lat, których lekką zatęchłość Jabłoń rozpozna z zamkniętymi oczami. Jedna fajna wystawa zdjęć. Jedna „taka se” i jedna co Jabłoni w ogóle nie ruszyła. Co nie znaczy, że się Drzewko nudziło. Wypatrzyło focię, którą musiało zrobić, choćby nie wiem co. A Sadownik? A Sadownik samowolnie uwiecznił chwilę. Poniewczasie na szczęście śmiali się oboje.

(fot. Jabłoń)

(fot. Sadownik)

niedziela, grudnia 21, 2014

(1202+7). Logika i wolność na obczyźnie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Jabłoń:
(w wersji koneserki sztuki kulinarnej)
A w zasadzie to dlaczego nie chcesz iść ze mną na gorącą czekoladę?

Sadownik:
A w zasadzie to od kiedy muszę mieć powód, by nie chcieć?

(1202+6). MOCAK ma moc (IV)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

chwila. światło. pożegnanie z mocakiem. na tymczasem.

(1202+5). MOCAK ma moc (III)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Są takie żarty, których inaczej wykształceni nie skumają. Moje dwa ukochane to:

     — Co to jest pochodna z imprezy?
     — Jest to ilość alkoholu, którą można kupić za butelki sprzedane po tej imprezie.
     — A kiedy można powiedzieć że impreza była nietrywialna?
     — Gdy druga pochodna jest niezerowa.

*

Dom wariatów. W jednej z sal ludzie pod dyktando jednego z pacjentów wstają i siadają na zmianę, gdy ten wyznacza rytm komendami:
     — Całkujemy, różniczkujemy, całkujemy, różniczkujemy...
     Nowy terapeuta przygląda się temu, co dzieje się na sali. Patrzy a w kącie siedzi człowiek i ani drgnie. Podchodzi do niego i pyta:
     — A pan, dlaczego pan nie wstaje, gdy inni wstają?
     — Bo ja jestem ex.

I trochę właśnie tak było wczoraj w Mocaku, gdy podziwiałam przezroczystą podłogę na poziomie zero. Kręciłam się. Modziłam. Właściwy kadr zdjęciu chciałam nadać, by było widać rzeczoną podłogę, jakiś element z poziomu -1 i odbicie okien dachowych. Trochę to trwało, Sadownik w końcu zaintrygowany zapytał:
     — Co ty robisz?
     — Trzy poziomy rzeczywistości chcę na jednym zdjęciu mieć! — odpowiedziałam podjarana odkryciem.

Dwa poziomy rzeczywistości sfotografowane z poziomu trzeciego:

sobota, grudnia 20, 2014

(1202+4). MOCAK ma moc (II)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dopiero w hotelu dotarło do mnie, że nie zapisałam, kto jest Autorem/Autorką realizacji tego pomysłu.

(1202+3). MOCAK ma moc (I)

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Dziś. Pokochałam sztukę współczesną wybraną przez kuratorów Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Płakałam od sztuki. Poruszona byłam sztuką. Sztukę oczami, uszami chłonęłam. Przestrzeń pomagała zatrzymać się, być ze sobą, doświadczać tego, co w środku od sztuki się działo. Warszawskie CSW mogłoby się sporo nauczyć od obczyźnianego muzeum.

Trevor Gould, God, the Monkey and the People.

*

Sadownik nie zapytał mnie, ile widzę małp na poniższym zdjęciu:

(fot. Sadownik)

(1202+2). Ranek na obczyźnie

(1202+1). Powrót do przeszłości na obczyźnie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na placu Wolnica byliśmy razem ostatni raz... pięć lat temu, też w grudniu. Nie było jeszcze Heniutki. Nie śniło nam się życie, które teraz jest naszym udziałem. Świętowaliśmy wczoraj wieczorem w ukochanej suszarni. Zmieniła się Ona. Zmieniliśmy się my. Przez te nieobecne lata. Nie zmieniło się jedzenie. Byliśmy w kulinarnym niebie. Obfotografowałam swój zachwyt czajniczkiem...

1202. Weekend na obczyźnie

Namówiłam Sadownika. By pojechał ze mną.
Praca. Sztuka. Miłość. Cudne jedzenie.
I My. Plan na trzy dni.

Wczoraj między jedną sesją a drugą, biegusiem poleciałam na gorącą czekoladę i spotkałam szczęśliwego człowieka:

(1200+1). Figury wewnętrzne

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Też w czwartek. Zachwyciłam się obrazkiem, który natychmiast nazwałam: dialog figur wewnętrznych. Zahipnotyzować dałam się. Każda z moich wewnętrznych postaci z lubością stwierdzała, że to opowieść o niej.

Lindsey Stirling, Shadows.

*

[...] wpadamy w zachwyt, odnajdując rozwiązania tam, gdzie zgodziliśmy się nigdy nie szukać. // A. Mindell

1200. Kolęda 2014

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Świąteczny nastrój zagościł u mnie w czwartek o szóstej rano. Z radia sączyła się melodia z niesamowitymi słowami i klimatem. Przy śniadaniu odpytałam wujka gugla o zapamiętane frazy. Znalazł!

Tekst tej piosenki i bach, przed oczami stoły wigilijne, przy których nie usiądę, stoły, które pochłonął czas. Ludzie, z którymi wiele mnie łączy, choć stoły nas dzielą. Ta piosenka to moja kolęda w tym roku. Najlepsza!

Fismoll, Let's Play Birds.

And I hope somewhere you hear me still
Wherever you are, whatever you feel
And I hope somewhere you hear me still

Come on let’s play birds all our lives
Come on, don’t be afraid of gravity
Because it's all for us, for you and me

środa, grudnia 17, 2014

(1198+1). Polaków bliskich sobie pogaduchy

Ta część Jabłoni, co lubi być lubiana:
Jak myślisz, jest szansa, że mnie polubią?

Sadownik:
(przytomny i z refleksem, choć późny wieczór)
Jeśli tylko nie poczęstujesz ich swoim ulubionym pytaniem:
„a co tam u ciebie w środku?”, to myślę, że jest szansa.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

1198. Ależ Ekipa!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Poprosiłam Sadownika, by znając siebie i mnie wybrał rasy psów, które najlepiej nas charakteryzują. Zabawa była przednia! Wybrał. Pitbullinę i Bernardyna.

*

Lubię się bawić wyobraźnią i skojarzeniami. W szczególności w stosunku do ludzi, o których już coś wiem, ale z którymi się jeszcze nie widziałam — ludzi, których jestem ciekawa tak czy inaczej, choć formalnie nie zostaliśmy sobie przedstawieni, ba, nawet w tej samej czasoprzestrzeni nie widział nas ani razu świat.

Cóż to jest za okazja do spekulacji, domysłów, badania swoich (własnych, prywatnych!) pragnień, oczekiwań i lęków. Uwielbiam. Wprost i nie wprost!

Poprosiłam Pana Ciasteczko, by wybrał rasy psów, którymi byliby Onemu i Zazoo, gdyby mieli być kudłaci. Wybrał. Dobermankę i Chau chau’a. Strach się bać?

piątek, grudnia 12, 2014

1197. Najukochańsi moi — portret

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Ona. spojówkę do psiej pani doktor poniosła.
On. w Jej oku zatrzymany. doniósł Jabłoni o lekarskiej diagnozie.
Altówkowy nos Heniutek na tym zdjęciu ma. To lekarstwo.

1196. Ktosie

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Kto we mnie — w tobie, w nas — czyta? Bardzo różne postacie, biorąc pod uwagę pozycje książkowe, które lądują w naszych dłoniach.

Kupując książkę dla Sadownika, posiłkowałam się pracującym w książkowym przybytku panem. Zasadniczo nie wiem, gdzie parkują sadownicze książki w naszej księgarni. Potrzebowałam konkretny tytuł, potrzebowałam na cito, by niespodziankę Sadownikowi zrobić. Pan pracujący był pomocny. Zaprowadził w odpowiednie miejsce, pomógł znaleźć, a nawet umożliwił zapłacenie u siebie, bez niepotrzebnego dreptania dodatkowych metrów do kasy. Ja nie byłam pomocna, gdy pan spytał, czy polecam dzieło, którego kolejne tomiszcze nabywałam. Czy polecam? Ja nie wiem, o czym to dzieło jest. Ledwo tytuł spamiętałam. Dużo łatwiej poszło zapamiętanie, że czwarty tom.

*

Kto we mnie czytał pewną książkę od miesiąca? Ktoś, kto odłożył ją nie raz, by przeczytać inne książki. Wczoraj zawziął się, by jednak skończyć. Jest dobra, szybko się czyta, choć czytałam ją jak nie-ja ponad miesiąc (!). Wiele mitów obala, wiele mechanizmów odsłania i zastanowić się każe. Pamięć... niczym żywe, dzikie zwierzę. To książka o tym zwierzęciu. Nie do przecenienia.

Właśnie ta książka pchnęła mnie do własnej biblioteki. Wyjęłam książkę Sacksa, którą mam od prawie dwudziestu lat. Zatrzymałam się na pytaniu, kto we mnie kupował książki prawie dwadzieścia lat temu? Skąd wiedział, że dziś będę chciała właśnie Sacksa do ręki wziąć? Odpowiedzi dziś nie będzie.

Wspomnienia dotyczą przeszłości. Niezależnie od tego, czy myślisz o upomnieniu otrzymanym czterdzieści lat temu od nauczyciela, czy też próbujesz przypomnieć sobie, co zdarzyło się wczoraj wieczorem, wspomnienia odnoszą się do czegoś, co leży poza tobą. A ponieważ przeszłość — co było to było — została nieodwołalnie ustalona, przyłapawszy wspomnienie na tym, że się zmieniło, człowiek jest skłonny uznać je za niewiarygodne. [...] Każde wspomnienie łączy dwa bieguny w czasie. To, co pamiętasz, mogło wydarzyć się wczoraj lub pół wieku temu, ale to, że pamiętasz to wydarzenie, rozgrywa się w czasie teraźniejszym. Przypominasz sobie coś  t e r a z. Wskutek tego w tym wspomnieniu nie tylko pojawia się w chwili obecnej coś z twojego dawnego ja, lecz na odwrót, również do wspomnienia trafia coś z twoich uczuć i myśli z danej chwili. Wspomnienia nie są teczkami dokumentów, które po przejrzeniu wracają do pamięci w takim samym stanie, w jakim z niej przybyły. Zmieniają się w trakcie używania.

*

Do czasu pojawienia się telewizji kolorowej nikt nie miał czarno-białego telewizora — miało się  t e l e w i z o r. Kropka. W sensie filozoficznym telewizja czarno-biała pojawiła się po telewizji kolorowej. Na tej samej zasadzie wielu trzynastoletnich chłopców nie miało surowych ojców, stali się oni surowi dopiero wtedy, gdy zmieniło się podejście do wychowania. Jest to ten sam efekt, który może sprawić, że ktoś przypomina sobie z perspektywy skromne dzieciństwo, podczas gdy wówczas wcale go tak nie doświadczał.

Douwe Draaisma, Fabryka nostalgii. O fenomenie pamięci
wieku dojrzałego
, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.
(wyróżnienie własne)

czwartek, grudnia 11, 2014

1195. Odpuść sobie i... wio!

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Od kilku dni miałam w planie usiąść spokojnie i podelektować się słowem mądrym, przemyślanym, przeżytym, odczutym. Miałam nosa, nie śpiesząc się wcale.

Zadumałam się. Nie, nie jest wszystko jedno, kto we mnie do mnie gada, kto w Tobie do Ciebie mówi.

[G.L.] Co trzeba zrobić, żeby przestać myśleć o sobie jak o maszynie do naprawienia, a zacząć myśleć jak o człowieku, o którego chcę zadbać?

[A.S.] — Przede wszystkim zastanowić się, jak siebie traktuję. Czy jak nauczycielka w szkole, która mnie nie lubiła, czy jak babcia, która umiała pokazać mi moje mocne strony? Na wiele sposobów można na siebie patrzeć i w różny sposób można siebie traktować. To kwestia naszego wyboru. Jeśli chciałabym o siebie bardziej dbać, mogę sobie przypomnieć kogoś, kto mnie kochał i chciał dla mnie jak najlepiej, i pomyśleć, jakiej rady by mi udzielił w danej sytuacji. Co by powiedział, widząc, jak sama siebie traktuję? Albo pomyśleć, jak bym chciała traktować kogoś, kto jest dla mnie ważny. Czym to się różni od tego, jak dbam o siebie?

Agnieszka Serafin w rozmowie z Grażyną Lubińską,
„Odpuść sobie i idź dalej”, Wysokie Obcasy Extra,
nr 10 (31), grudzień 2014.
(też tu... w całości!)

środa, grudnia 10, 2014

2*3*199. Spod znaku iloczynu trzech liczb pierwszych

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

41 i pół roku temu. urodziłam się fizycznie.

pięć lat temu. wskutek mało ciekawych okoliczności, przeniosłam swoje imieniny na inny termin. skończyłam z sierpniowym świętowaniem na rzecz dnia w lutym. dzięki tej przeprowadzce wymieniłam groszek pachnący na tulipany.

dziś. Akuszer. pomógł mi sprowadzić się na świat. w końcu. nareszcie.  j e s t e m.

dziś! świętuję swoje urodziny. Te ważniejsze. najważniejsze!
wkroczyłam w życie ze stópkami w rozmiarze 41.

(wzór kartki)

*

Każde dziecko to problem (dla kogoś).
Nie wiedziałam... do dziś.

***

Suplement [22.12.2014], śniegu na święta nie będzie, więc należy odnotować, że rano opisanego powyżej dnia, spadło pierwsze i póki co jedyne małe co-nieco:

1193. Zajob

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

     — Wiesz, mam lekkiego zajoba na punkcie... — zaczęła Jabłoń.
— Momencik, zajoby masz w życiu różne, ale ustalmy, one nigdy nie są lekkie! — powiedział Króliczek.
     Nie próbowałam dyskutować. Wiedział, co mówi, bo nie licząc ostatniej przerwy, znał mnie przez prawie dwadzieścia lat.

*

Króliczek... pierwsze skojarzenie, jakie budzi, brzmi od zawsze tak:

Dire Straits, Why Worry.

wtorek, grudnia 09, 2014

1192. Mój wewnętrzny Przyjaciel Pies

 wpis przeniesiony 13.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Wczoraj. Sadownik zaniemógł. Heniutka się pospała. Cisza zakwitła. Dylematy, niepewności, kilka czarnych myśli rozwaliło się na kanapie. Niemoc dopadła i mnie.

Siedziałam i siedziałam, nie robiąc nic. Gapiłam się na ścianę. Siedziałam ze swoim siedzeniem… Przypomniała mi się focia, która dla mnie ma tytuł: Mój wewnętrzny Przyjaciel-Pies i ja.

Dziś. Odgrzebałam. Odszukałam. Już nie zgubię tego zdjęcia. Jaki to ja miałam problem? Wielki wewnętrzny Przyjaciel-Pies na to rzecze: to przed jaką szansą stoisz?

(fot. źródło i wiele innych)

1191. W imię sztuki

 wpis przeniesiony 12.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Sadownik. Obowiązki studenta wypełniał. Tak się złożyło, że zaraz obok mojej pracy. Myk i po pracy dobiegłam i ja. Za pierwszym okrążeniem samotnie. Za drugim w duecie konsumowaliśmy sztukę. Za trzecim zapisując komentarze. Za czwartym by zapisać imię i nazwisko Autora, który popełnił wiele. Pan Maciej Januszewski i fotka strony z książki, która musiała się znaleźć na tym blogu.

Często dyskutujemy ze Studentem, czym jest sztuka. W rozbieżnościach zwykle znajdujemy podobny kierunek. Wyszłam z tej wystawy z przewróconą do góry nogami wątrobą. Czyli sztuka! Ucieszył się Student. Ucieszył się Sadownik.

Maciej 
Januszewski, coming out 2014

Maciej Januszewski.

Co to jest pies?
Pies to zwierzę, tak jak człowiek
czworonożny przyjaciel.

To znaczy?
Korpus czyli body, cztery kończyny, oczy
paszcza, włosy, nos, zęby no i ogon.

I na tym się kończą
podobieństwa?
Na tym podobieństwa się zaczynają.

logo, najlepsze dyplomy ASP w Warszawie, coming out 2014

piątek, grudnia 05, 2014

1190. W okolicach boga

 wpis przeniesiony 12.03.2019. 
 (oryginał z zawieszkami) 

Na początku był bogiem. Nie tylko w przenośni. Twórca. Jeden z Pary. Potem też był bogiem. Pokazał wiele niesamowitych światów. Czas płynął i choć w naturalny sposób przestał być najważniejszym mężczyzną w moim życiu, wciąż bogiem był. Do dnia, w którym skłamał w kwestii zasadniczej. Wtedy stał się człowiekiem. Tylko człowiekiem.

*

Nie było nam do siebie przez ostatnie lata specjalnie po drodze. Są rzeczy, które już się nie wydarzą. Ale, ale! Są rzeczy, które dopiero od momentu, gdy stał się człowiekiem, wydarzyć się mogą.

*

Napisał, że w poniedziałek mam zajrzeć do skrzynki pocztowej. Zajrzałam. Rozpakowałam. Odpaliłam. Powoli zaczęłam się zaprzyjaźniać z płytą. Pierwszy, tytułowy utwór pokochałam od pierwszego słyszenia, zrozumienia słów, przepuszczenia ich przez siebie, swoją historię i doświadczenia. Drugi, który Sadownik skwitował jednym słowem „kobiety!”, zakorzenił się we mnie dopiero po kilku dniach. Łomolę…

Senior. Wolę go w wersji człowiek.

Piotr Bukartyk, Kup sobie psa, 2014.