wtorek, czerwca 22, 2021

4284. 173/365

przez wszystkie lata razem mieli wyłącznie jeden powód, by nie brać rozwodu. by nie móc teraz się roz­wieźć, każda z tych dwóch osób ma dokładnie dwa po­wo­dy. tylko jeden jest wspól­ny — wtedy i dziś miłość.

173/365

*

zaciśnięte powieki. pozwalają mi
usłyszeć. twoją złość.

173/365

niedziela, czerwca 20, 2021

4282. 171/365

przestałam pukać do drzwi twojego świata. siedzę na schod­kach, oparta o nie plecami. patrzę przed siebie i łapię oddech.

171/365

wtorek, czerwca 15, 2021

4280. 166/365

postępująca niemoc* odbiera szanse. co pozostawia w zamian? jeszcze nie wiem.

166/365

__________
  * tysiąc dwieście wpisów później.

poniedziałek, czerwca 14, 2021

4279. Na finale drogi do ula

Dopiero wczoraj Heniutka po raz pierwszy podeszła do tego okna. Możemy już wracać do ula.

W ulu sześć schodków z poziomu ziemi na parter, szesnaście krę­co­nych schodów na pierwsze piętro. Musicie zmienić miesz­ka­nie na dostosowane do fizycznej niepełno­spraw­no­ści Drzewka.

Drugą dobę jestem uwięziona w dostosowanym do moich po­trzeb budynku. Winda nieczynna, zamoczona przez deszcz, któ­ry zrobił coś dachowi nad windą w sobotę popołudniu.

W sobotni wieczór z pomocą Sadownika wdra­pa­li­śmy się z pod­ziem­ne­go parkingu na piąte piętro. Nie li­czy­łam scho­dów. Potrzebujemy już wrócić do ula.

4278. W drodze do ula (V)

Polowałam na tę książkę ponad pół roku. Biernie, ale polowałam. Ciśnienia nie było, bo jak zawsze miałam co czytać, a to beletrystyka i nie było powodu, by za tą książką gonić.

Upolowałam i bardzo dobrze. O ile nie było warto gonić za tą książką, to żal byłoby ją przegapić. Jest piękna. Gdybym wiedziała jak piękna, pogoniłabym za nią.

Dwa przedmioty: skrzypce i kredens — metafora tego, czemu pozwalamy się w życiu prowadzić lub co nas wlecze za sobą. Tak jednym zdaniem podsumowałabym spo­tka­nie z tą historią i jej bohaterami. Piękna opowieść i tyle.

Mój ojciec pożyczał pieniądze od Roleńskich. Roleński pożyczał od mojej mat­ki. Matka pożyczała pieniądze od Canki. Canka — od Frosy. Frosa — od Wraży. Stamen, mąż Wraży, pił razem z Manolczem i pożyczał od niego pie­nią­dze; Manolczo, kiedy już wytrzeźwiał, pożyczał pieniądze od ojca.
     Pieniądze obracały się w jakimś magicznym kręgu, każdy był coś winien każdemu, w każdej chwili. To był skomplikowany, ale zgrabny system wzajemnej zależności.

*

     — Potem z drzewem rozmawia. Jest wesołe drzewo, smutne, mądre, spokojne, chytre, silne, ciche. Ile człowiek, tyle drzewo. Powiesz mu, gdzie pójdzie, do kogo go pośle. Powiesz: drzewo, ciebie zrobi na skrzypce, pośle do dobry człowiek. On cię kocha, dba, niech dobrze służy. Drzewo sto lat cze­ka swój pan. Tak, majster Marin! Inaczej nie słucha, pęknie, nie chce zostać skrzypce. Drzewo wybiera człowiek, majster wybiera drzewo. Nie walczy, nie bije się z nim. Niewinne ono. Ty pracuje z głową! […] Złoto w rę­kach, żelazne serce, rozumie?
     — Rozumiem.
     — Słucha, ale nie rozumie. Ech, majster Marin!…

*

Ta odrobina, którą wiem ja, ma chyba niewiele wspólnego z twoją sztuką.
     Już prędzej ma coś wspólnego ze mną.

*

     — Czuje?
     — Czuję.
     — Co czuje?
     — Jest bardzo gładkie… jak skóra.
     — Ciepło czuje?
     Z drewna płynęło leciutkie ciepło, wchodziło we mnie, wypełniało mnie, zatrzymywało się w dołku pod sercem i delikatnie rosło, aż wypełniło mnie całego.
     — Skąd to ciepło?
     — Zbierało słońce w Czechy, dwieście lat, trzysta, oddychało ciepły wiatr…
     — Powietrze.
     — Nie powietrze, wiatr! Potem ojciec znalazł, rozmawiał z drzewo, pytał, czy chce iść do niego. Zgodziła się, przyszła z ojcem do nasz dom.

*

     — […] Ale dobrze zapamiętaj: oni nie interesują się tym, co nosisz w sobie! Dla nich twój talent nie jest wart zła­ma­ne­go grosza. Oni chcą zobaczyć…
     — Co?
     — Kredens!

*

Grigor Awramow — bębnista z Teatru Muzycznego, Robert Dimow — dru­ga trąbka, Robertowicz — kontrabasista i mój ojciec krzątali się wokół kre­den­su z długimi linami tragarzy w rękach. Kredens wznosił się nad ich gło­wa­mi jak śnieżna skała.
     — Wolniutko! Uważniej! — wołał Robertowicz.
     — Presto, no jazda, vivace, co się guzdrzesz — naciskał Grigor Awramow.
     — Andante! Nie jestem dźwigiem. Trochę bardziej commodo, ręce mi od­padną.
     Ojciec mruczał z zadowolenia.

*

     — Ty bogaty kiedy z trąbką. Jak bez niej, całkiem biedny.
     — A ty dokąd doszedłeś z twoimi skrzypcami? Do tej piwnicy. Do tej nędzy. […]
     — Ech, Marin! W ręce złoto, w głowie błoto.

*

Nie wytrzymałem jednak i zapytałem o duszę skrzypiec.
     — Dziadku Georgi, skąd tak dokładnie wiesz, gdzie ją umieścić?
     — Pyta drzewo, samo mówi. Widzi kwadrat? No, kładzie palec wvkwadrat, czeka, czeka, jak drzewo milczy, kładzie w drugi kwadrat. I znów czeka. Pyta, przekłada, myśli; kiedy drzewo widzi, majster cierpliwy, czas ma, samo powie. Tam przyłożysz.
     Ręce przestały mu drżeć. Właściwie nie drżały w ogóle, kiedy pracował.
     Potem, kiedy siadał na kanapie, żeby odpocząć, zaczynały mu podskakiwać na kolanach. Patrzył na nie, odwracał dłonie i pokornie kiwał głową.

*

Lekarz patrzył na nas ze zdziwieniem.
     — Czy to krewny? — zapytał.
     — Nie — odparł ojciec. — Przyjaciel. Po prostu przyjaciel.

*

Dlaczego skrzypce duże? Bo miłość mistrza duża. Nikt nie gra viola d’amo­re? Nie gra, bo zapomniało miłość. Majster zapomniało kochać zajęcie. Klient zapomniało kochać skrzypce. Skrzypce zapomniało kochać muzyk. Człowiek zapomniało kochać siebie!

*

Mimo to jestem pewien — nie zapomniałeś o mnie.
     To ja zapomniałem, kim jestem!
     Georgu Henig, wstań! Opowiedz mi, jaki los czeka te wszystkie rzeczy, które tworzymy z największą miłością — jedyne, jakie jesteśmy w stanie stworzyć.

*

[…] dał mu pierwszą lekcję gry na viola d’amore — dlatego że on tego po­trze­bu­je. Co z niego za stwórca? Zrobił świat naprędce w jakieś tam sześć dni, i to z wieloma błędami nie do naprawienia. Naucz go, jak się gra gamy i arpeggia, naucz go wszystkich minorowych i majorowych trójdźwięków miłości, zamęcz go pracą! Każdego dnia! Tak jakbyś miał przed sobą nieuka.

Wiktor Paskow, Ballada o lutniku, przeł. Mariola Mikołajczak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020.

„Wiktor Paskow żył podobnie, jak żyli jego bohaterowie. Najbardziej ze wszyst­kie­go nienawidził konformizmu, filozofii opuszczonej pokornie głowy i plebejskiej wiary w dzień dzisiejszy. Dlatego właśnie jest jednym z nie­licz­nych posłanników światłości i ducha” – napisał po jego śmierci w gazecie „Trud” poeta i publicysta Iwan Granitski. Rok później w tej samej gazecie ktoś inny wspominał: „Wiktor pisał w sposób brylantowy, śpiewał pro­fe­sjo­nal­nie, gotował w natchnieniu, kochał jak szalony i jak szalony się odkochiwał”.

(tamże)

4277. W drodze do ula (IV)

W przedłużającej się ciut drodze do ula zachciało mi się i w czwartek po­my­śla­łam, że to dobry czas na nominowaną do Nike 2021 poezję. Ten tomik za­ost­rzył apetyt na więcej, a rzeczywistość pokazała mi figę, bo choć jest to jeden z czterech tomików no­mi­no­wa­ny do Nike 2021, jednocześnie jest to jedyny zbiór wierszy, który jest do­stęp­ny bez dyskryminującego, artystycznego zadęcia, że poezję to tylko na pa­pie­rze można dotykać. Bardzo za to jestem wdzięczna i Autorowi, i Wydawnictwu.

Dziwnie się czyta wiersze o, mam nadzieję, dość krótkim terminie przydatności do spożycia — polska polityka nie zasługuje na wiersze, jestem tego pewna. Fragmenty trzech jednak nic sobie z tego nie robią i wepchnęły się do subiektywnika. Udało się je odgrodzić od tych ponadczasowych z nadzieją, że szybko zapomnimy polityczne karykatury.

Polub spóźnienia,
[…]
wyłącz telefon,
przeżyj jeden dzień
pieszo, bez gniewu
[…]
złap wiatr
za kołnierz,
okryj się deszczem,
[…]
i rządź!

*

strzępy domysły i już się nie dowiesz
co było przedtem kiedy cię nie było?
próbuj zrozumieć nigdy nie zapomnij

*

Gdzie jesteś
gdy siedzisz obok
a mnie się wtedy zdaje
że zbiegłaś na przylądek
beznadziei
[…]
więc proszę obok siądź
i siebie mi opowiedz
i sens i różdżkę znajdź
i prowiant daj na drogę

*

niestety moja dobra wróżko
twoje pytania
o przyszłość i teodyceę
zostaną bez odpowiedzi

*

Odmieniam się przez ciebie
jesteś przypadkiem
który mam na celowniku

*

[…] uwierzyłem
że znasz drogę do morza
i wiesz czym się różni halsowanie
od dryfowania a czym
pragnienie od żądzy

*

wtedy zaczynasz rozumieć
różnicę dzielącą rozłąkę od straty
arioso od lamentu
bedeker od apokalipsy
a życie od śmierci

*

że bardziej niż płetwy modlitw
pomaga ci bluzg

Jerzy Kronhold, Długie spacery nad Olzą,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

trudna twoja rola nie do pozazdroszczenia
stać u boku kogoś kto bynajmniej nie przypomina
Harry’ego Pottera kto codziennie
znieważa nas wszystkich
mogłabyś tupnąć nogą
obrócić się trzykroć wokół osi
i raz przynajmniej
powiedzieć publicznie dość nie nein no
okazać szczyptę charakteru
[…]
mogłabyś zbiec z tego smutnego pałacu
na Krakowskim Przedmieściu
[…]
bo chyba stać cię na więcej niż
[…]
pranie rękawiczek i uśmiechanie się
do biskupów
[…]
ale godność zobowiązuje
ale reputacja
naprawdę coś znaczy
i wcale nie wymaga
aż tak wielkiej odwagi

*

wczoraj gdy prezydent
przezwany długopisem
wydawał zgodę
na represje wobec sędziów
[…]
i pomyślałem a niech tam
sobie trwa jeszcze
z tym długopisem zamiast włóczni
bez słów przebaczenia
z boginią zemsty w przedpokojach
cierpliwie czekającą na jego godzinę

*

niektóre pensjonaty
w trosce o zdrowie letników
informują:
żydów i psów nie przyjmujemy
cóż za chwalebna przezorność
na miarę
Myśli nowoczesnego Polaka

(tamże)

niedziela, czerwca 13, 2021

4276. Subiektywnik 2021

Znów okno za serce chwyciło, znów portrecik pod rękę się nawinął i znów te same schody — identycznie jak trzy lata temu. Wczoraj oba zdjęcia dzięki dającemu stabilność ferrari, a schody pokonane tylko przez Sadownika.

*


4275. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#3)

Wtedy i wczoraj w tych samych butach. Wiedziałam, że na tę część festiwalu nie dotrę. Wiedziałam, że Sadownik tam dotrze, gdy ja w tym czasie w pobliskim lokalu będę pić kawę, jeść ciastko i czytać książkę. Mieliśmy plan i to był bardzo dobry plan. Dzięki niemu to był wspaniały dzień z bardzo dobrze wykonanym bardzo dobrym planem.

Nie byłoby nominacji do nagrody Złota Siekiera 2021, gdyby przy zakupie biletów na festiwal paniusia bez odrobiny zażeniowania, z uśmiechem na twarzy nie po­in­for­mo­wa­ła mnie, że wózkiem to nigdzie indziej, poza Tymienieckiego, nie dam rady nic obejrzeć. To tyle w kwestii równych możliwości za tę samą cenę biletu.

Moje oczekiwania? Tak, pamietam przestrzeń wystawową na OFFie. Nie będzie łatwo ją zastąpić, by tacy jak ja mogli posiąść kulturę, ale można wykonać gest, ofe­ru­jąc zniżkę na bilet, by pokazać, że widzi się nas wózkowiczów. Zniżka nie za­stą­pi niezobaczonych projektów, nie wynagrodzi kontaktu z radosnym festiwalowym pra­co­wni­kiem, który nie widzi pro­ble­mu w tym, że są ludzie, którzy nie mogą uczes­tni­czyć w życiu kulturalnym. Ta zniżka dałaby znak, że ktoś przez chwilę my­ślał o OzN.


Pal sześć podkręcające śrubę słowa Pilcha: Widzieliście kiedyś całujących się na ulicy ludzi na wózkach? Zacznijmy od czegoś dużo prostszego: ile w mijającym tygodniu widzieliście wózków w prze­strze­ni publicznej?


Złota Siekiera 2021

4274. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#2)

W niepamięć krawężnik bym posłała. Dałam radę, objechałam, do bez­kra­węż­ni­ko­we­go wejścia dojechałam. Nie byłoby o co kruszyć kopii, ale tego samego dnia zda­rzy­ło się oficjalne ogłoszenie nominacji i przelało mi się.

Mój Faworyt! Oczy przecierałam ze zdumienia. Jubileusz 25-lecia przyznawania Literackiej Nagrody Nike i… Z tej okazji?

25-lecie Nike to 25% nominacji dyskryminujących potencjalnych Czy­tel­ni­ków ze względu na ich stan zdrowia. Tylko pogratulować!

nominacje/dyskryminacje Nike 2021

Jak to możliwe? A tak to! Z dwudziestu nominacji, książek wydanych w roku 2020, pięć (do dnia 10.06.2021) nie ukazało się w wer­sji elektronicznej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko to, że samo­dziel­nie nie zapoznają się z nią osoby niewidome i słabo­wi­dzą­ce (papieru nie przeczyta automat do czytania ibuków, nie ma też możliwości po­więk­sze­nia czcionki) oraz ludzie tacy jak ja, dla których przewracanie pa­pie­ro­wych kartek i obsługiwanie książki dwoma dłońmi oznacza zbyt wymagające ćwi­cze­nie re­ha­bi­li­ta­cyj­ne, a nie przyjemność czytania.

Ile realnie nominowano książek do Nike w tym roku? Prawidłowa odpowiedź brzmi: piętnaście i ani jednej więcej. Smaczku dodaje fakt, że za 60% z pięciu, wyłącznie papierowych, nominowanych pozycji odpowiedzialna jest jedna instytucja pu­bli­czna — koń śmiał się rzewnymi łzami — dumna z nominacji. Ciekawe, czy jest dumna z tego, że dyskryminuje?

Na wiki przeczytamy: celem [nagrody] jest promocja polskiej literatury współ­czes­nej. By być uczciwym, należy dodać: oraz promocja dyskryminacji ze względu na stan zdrowia.

Sadownik, chcąc poskromić moje wzburzenie, zapytał: ilu kulawych czyta książki nominowane do Nike? Ja, awruk, czytam, i nie tylko te nominowane. Prawidłowo zadane pytanie brzmi: ilu ludzi chcielibyśmy zaprosić do czytania książek no­mi­no­wa­nych do Nike i dlaczego oczywistym jest, że OzN powinni mieścić się w tej grupie?

Moje oczekiwania? Aby fundatorzy Nagrody, co im ewdentnie umknęło, uwzględnili fakt istnienia OzN i w ramach przeciwdziałania wykluczeniu ludzi, wy­klu­czy­li no­mi­no­wa­nie książek, których nie może przeczytać samodzielnie każda zainte­re­so­wa­na nimi osoba władająca językiem polskim. Na dzień dzisiejszy fundatorzy, jury i sama nagroda — z premedytacją pisani małą literą — są niczym krawężnik z logo Nagrody Złota Siekiera — zapraszają, jednocześnie komunikując niektórym: spierdalaj.

To ostatni na tym blogu wpis ze znacznikiem nobile… Nike, bo nagroda Nike nie jest dla mnie już nobile.


Złota Siekiera 2021

4273. Złota Siekiera 2021 (#1)

Antynagroda. Ten tydzień obfitował w atrakcje dotyczące dyskryminacji ludzi ze wzglę­du na ich stan posiadanego zdrowia. Obfitował nie tylko ilościowo, ale również jakościowo. Ponieważ dotyczy to dużych, od których należy wymagać więcej, usta­no­wi­łam osobistą, symboliczną Nagrodę Złotej Siekiery dla tych, co dyskryminują i być może są z tego dumni.

Życzyłabym sobie, by kandydatów na Laureata roku 2021 było jak najmniej, ale ostatnie zdanie w tej sprawie będzie miało moje życie w zderzeniu z pomysłowością i wartościami tych, którym oszczędzono bycia OzN. Smucę się, bo są kandydaci, i cieszę się, bo to znaczy, że bywam w świecie.

Wszystko zaczęło się od parkingu podziemnego w jednym z największych centrów handlowych w środku stolicy (jeszcze oficjalnie europejskiego kraju), a w zasadzie od miejsca parkingowego dla osób niepełnosprawnych.

Wysiadam. Przesiadam się na ferrari z napędem ręcznym, przejeżdżam dwa–trzy metry udogodnienia i widzę atrakcję, której, ze swoimi skromnymi możliwościami balansu na wózku, nie pokonam. Jeśli jesteś sprawny, możesz nie rozumieć, o co mi chodzi. Na końcu wspaniale odmalowanego przejścia, które zachęca, by właśnie nim do centrum wkroczyć, jest krawężnik — nie niziutki, całkiem wypasiony niestety — piękne, prawda?

To naprawdę niesamowite, ilu ludziom nie zderzyły się kulki w głowach, że miejsce do parkowania dla niepełnosprawnej osoby to może być ciut mało (nawet jeśli tak bli­ziutko wejścia), by dostać się do wnętrza handlu detalicznego. Nie zderzyły się nikomu, w efekcie czego powstało to cacko architektoniczne, które teraz będzie peł­nić rolę logo Nagrody Złotej Siekiery.


Złota Siekiera 2021

Prestiżowa, symboliczna Nagroda Złotej Siekiery będzie nosiła imię Jerzego Pilcha, dopóki Jego słowa nie staną się historią. Hawk!

4272. W drodze do ula (III)

Nadzieja przemknęła mi gdzieś w mediach społecznościowych miesiąc albo dwa temu. Nie zaskoczyłam wtedy, że to wyimek z książki. Gościnność mnie zachwyciła, gdy dotarło do mnie, że to jest książka. Klik, klik, czekanie. Sadownik odebrał, a ja czwarty dzień wertuję w zachwycie, który nie słabnie.

W książce poza uczuciami i wyobraźnią, jedno mocne nieuczucie, które jest źródłem wielu głęboko raniących uczuć, raniących przez lata, dziesięciolecia, a czasem całe życie.

Wybór jest nie tylko (jak zawsze) subiektywny, ale tym razem również wyjątkowo tendencyjny.

Wszyscy znamy te uczucia […].
Ale czy wiemy, co robią, kiedy mają wolne?

*

Zachwyt biegnie do kolegi
z nowo odkrytą książką.

*

Ciekawość zawsze wspina się najwyżej jak może — na czubek drzewa, na dach lub komin.

*

*

Współczucie zbiera ślimaki z chodnika.

// piękni i pod ręką tu: ślimak, chodnik.

*

Zaufanie buduje mosty.

*

Życzliwość ucisza burzę.

*

Kompleksy budują klatki.

*

Tina Oziewicz, Co robią uczucia?, ilustr. Aleksandra Zając,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2020.

*

Spokój głaszcze psa.

(tamże)

piątek, czerwca 11, 2021

(4269+2). Wczoraj (II)

Często zapominam, rzadko to wiem. Na szczęście ta kartka z samego rana przypomniała mi nie tylko o tym, ale również o dniu. (Wersja niededykowana, dla mężczyzn tu).

*

I kochana Too-tiki, której pierwowzorem była partnerka Tove Jansson:
      bo…
   lubisz Muminki
,
       […],
      bo…
    jest taka skandynawska
.

*

I bóstwo w pióra obleczone. Wszystko to jednego dnia zostało mi podarowane.


fot. Saxifraga, fragment.

4270. Wczoraj (I)


na tymczasie…

czwartek, czerwca 10, 2021

4269. Na urodzinach

Jabłoń:
A Ty, od ilu lat nie czujesz swoich lat?

Sadownik:
(zamyślił się na chwilkę)
Od dziesięciu.

4268. W drodze do ula (II)

Dwa tygodnie na nią czekałam, nim się ukazała. W dniu premiery miałam, zaj­rza­łam, dwa akapity i odłożyłam. Wracałam do niej wielokrotnie, wielokrotnie od­kła­da­jąc. Długo czekała na moment, gdy chwyciłam i nie mogłam już puścić.

A gdy skończyłam, wszystko zaczęło się od nowa, nie zmieniając swojego cha­rak­te­ru. By wybrać cytaty, wracałam, odkładałam, wracałam i znów odkładałam. A może już nigdy, z żadnej książki nie wybiorę żadnego cytatu? Może coś się we mnie skoń­czy­ło? Wracałam, odkładałam. Do dziś. Zaskoczyłam — już wiem, które cytaty chcę tu mieć, które mnie poruszają, które wciąż wywołują mój uśmiech, które rodem z nie­zna­ne­go mi z autopsji, męskiego świata przeniesione. Już wiem, już je tu mam.

     — Zobacz, wyrzucają dzieci na tory! Po co to robią?
     — Żeby nauczyły się w życiu czegoś konkretnego.
     — Ale czego?
     — Uników.
     — Nie można tego zrobić mniej drastycznie?
     — Pewnie można, ale wtedy niczego by się nie nauczyły. Wiesz, jak bar­dzo dzieci są oporne na wiedzę. Uników można się nauczyć tylko w sy­tu­acjach ekstremalnych.
     — A co z rodzicami? Nie boją się o nie?
     — Boją się, lecz wiedzą, jak tego unikać.
     Moje sny były krótkie i rozmawiały między sobą.

*

Miłość do drugiego człowieka to dziwne uczucie. Jeżeli przyjrzeć się wni­kli­wie, kochamy w sześćdziesięciu procentach wodę, która jest głównym skład­ni­kiem ludzkiego ciała. Miłość jest wzajemnym zaufaniem wody do wody, bez żadnych racjonalnych podstaw. Ma to sens.

*

Z całego matematycznego działania najbardziej niepokoiło mnie zero – pustka, coś, co nie istnieje, co nigdy się nie zaczęło, jest cienką granicą między plusem a minusem. Czy wieczność już się rozpoczęła? Nad tym zastanawia się zero, stojąc w szeregu i nie mogąc się z nikim zamienić na miejsce. Z punktu widzenia zera wszystkie liczby wydają się urojone.

*

[…] nie miałem pretensji do ograniczeń mojej wyobraźni. Czekałem na to, co się wydarzy w rzeczywistości. Nie musiałem wszystkiego wiedzieć z wy­prze­dze­niem. Dzięki niewiedzy byłem przygotowany na wszystko, a nie tylko na to, co zaplanowałem.

*

Zrozumiałem to po latach, bo mądrość przychodzi najczęściej po czasie. Spóźniona, zmęczona, z przepraszającym wzrokiem, staje na wycieraczce i wymaga, żeby się cieszyć z jej powrotu.

*

Wyglądało to tak, jakby dziadek widział rzeczywistość, a ta go ignorowała.

*

Nigdy nie mówił: „Idź do diabła!”. Dużo częściej przeklinał ludzi, wykrzykując: „Obyś żył w ciekawych czasach, chuju!”. Słowo „chuju” brzmiało w tym zdaniu najmniej obelżywie.

*

Być może więzi rodzinne są piękne, ale u innych. Ja widziałem w nich zagrożenie. Ród był jak betonowe chodaki, ściągające na dno jeziora.

*

Byłem kimś, kto bał się ustawić plecami do własnego cienia, przeczuwając, że nie ma pokojowych zamiarów.

*

Młodość jest jak bomba zegarowa. Nie wiadomo, jak się w niej rozgościć, bo ani nie posiada się mądrości osób starszych, ani nie jest się naiwnym jak dziecko. Walka pomiędzy młodością a dojrzałością sprawiała, że czuliśmy się zakłopotani tym, że żyjemy.

*

Łatwiej jest mówić, kiedy nie wiesz, do kogo kierujesz swe słowa.

*

Na początku było słowo, które stało się przekleństwem. Dzięki niemu wielu z nas do dzisiaj musi smażyć się w piekle za grzechy lekkie, ale nagminnie popełniane.

*

Czasami człowiek ma marzenie, żeby wszystko to, co ma zrobić do śmierci, zrobić dzisiaj i mieć to z głowy. Nie da się ukryć, że to dobry plan.

*

Czy słowo może zmienić świat? Nie mam pojęcia, lecz na pewno może zmienić człowieka.

*

Z niemocy okłamałem go i powiedziałem, że Szczepan umarł. […] Tylko tyle miałem odwagi. Łudziłem się, że dzięki temu będzie jak dawniej – źle, lecz w kontakcie z rzeczywistością.

*

Przeczuwałem, że może się wydarzyć więcej, niż jest w sta­nie pomieścić czas. Są takie momenty, w których pojawia się pewność, że nastąpi coś strasznego, jednak tak się nie dzieje. To się nazywa męska intuicja.

*

     – Brzydcy mężczyźni nie istnieją. Są tylko tacy, którzy tego nie rozumieją i się nad sobą użalają. Ale to słabe. Facet nie ma być ładny czy dobrze zbu­do­wa­ny. Nie. Ma być taki, jaki jest, i się tym zachwycać.

*

Łagodna przemoc – to wspaniałe usprawiedliwienie. Stopniowanie okrucieństwa uspokaja oprawcę, a myśl o byciu zrównoważonym i opanowanym ułatwia życie. Sprawia, że czujemy się niewinni. Przecież tak naprawdę nic złego ci nie zrobiłem, więc nie rozumiem, dlaczego płaczesz.

*

Nie płakałem. Byłem na to za twardy i za stary. Dzięki temu dowiedziałem się, że jedną z najbardziej niebezpiecznych rzeczy jest odgrywanie bohatera przed samym sobą.

*

[…] chciałem tylko powiedzieć, że dusza jest tym, co nas otacza, a nie tym, co ukrywamy wewnątrz.

*

„Nie, to nie jest niestosowne pytanie, ale nie jestem gejem. Cieszę się, że ci ulżyło, chociaż nie rozumiem, z jakiego powodu”. […] Gdzie jest balans między łgarstwem a obrażaniem kogoś?

*

„Normalność”. Bardzo niebezpieczne słowo, oznaczające życie według ustalonych znanych praw i zwyczajów. Dzięki normalności jesteśmy w stanie zrozumieć, czym jest młodość, starość czy śmierć, i tylko dzięki niej możemy zwariować.

*

Przerażało mnie, że jesteśmy podobni. Jeżeli tak się czuje większość ludzi, to dlaczego niemal wszyscy chcą być częścią rodziny? Przecież to instytucja najskuteczniej ściągająca w dół.

*

Jak tęsknisz za tym, czego nigdy nie będziesz miał?

*

Z jednej strony oczerniałem przeszłość, z drugiej – prowokowałem ją, żeby atakowała: „Zobacz, tu jest czerwona płachta! Jesteś wkurzona. Biegnij!”. Ona jednak stała i patrzyła z politowaniem, a ja, żeby pokonać krępującą ciszę, rozpędzałem się wściekły i trykałem głową pustkę. Była miękka i spra­wia­ła wrażenie, jakby chciała się mną zaopiekować.

*

W cuda ciężko uwierzyć, jednak można je obserwować.

*

Znajdę coś niedługo,
     nie kłamię,
     zaufajcie mi,
     ostatni raz,
     jestem waszym synem czy nie?
     nie musicie się za mnie wstydzić,
     jeszcze tylko jeden dzień –
     to zwroty, których należy użyć, żeby zyskać na czasie i mieć chwilę spokoju, aby kolejny raz zastanowić się, jak żyć.

*

Ludzie mają niewiele mechanizmów obronnych chroniących przed myślami.

*

Potem trzeba w myślach policzyć do dziesięciu i znowu nastawić uszu, żeby z szacunkiem słuchać głupot, słuchać ich z poszanowaniem dla wojny i dla starości, słuchać ze złości i z zemsty, słuchać z grzeczności, w którą się nie wierzy, i z powodu wielu innych rzeczy, które nie mają nic wspólnego z uwagą.

*

To, co się dzieje w teraźniejszości, jest do zniesienia, jednak przyszłość potrafi człowieka przerazić.

*

Bóg stworzył zło pierwszego dnia. Przyglądał mu się przez chwilę i tworzył dalej. Kiedy szóstego dnia Adam i Ewa zgrzeszyli, usiadł pod drzewem i postanowił odpocząć. I robi to do dzisiaj. Jaki interes miałby w tym, żeby na świecie było lepiej? Czy nie jest mu na rękę, żeby było tak sobie, średnio, do zniesienia, letnio czy po prostu jak zwykle?
     […]
     I wtedy Bóg przemówił z niebios do swojego syna: „Cierpienie przyniesie ci ulgę”. Ale syn przechodził fazę buntu. Postanowił nie słuchać Ojca Niebieskiego i cierpiał dalej tak samo jak wcześniej, a przecież mógł to robić inaczej. Lepiej.

*

Byłem zmuszony do posiadania dzieciństwa.

Filip Zawada, Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Czy myślenie, ten monotonny ciąg wyrazów, zdań, ma sens? Czy idee wyrwane z kontekstu – jak większość przecież – prowadzą do czego­kol­wiek? Nie mam pojęcia. Jedyną pewność, którą mam, to ta, że myśleć i wypowiadać zdania można tylko, jeżeli się zapomni o tych dylematach.

*

Moja supermoc tkwiła w tym, że się nie poddawałem.

(tamże)

4267. 159–161/365

upał urządza mi piekło na Ziemi. wczoraj, nastrój wart podróży do Szwajcarii w jedną stronę, przetrwałam. dziś, feniks we mnie uśmiecha się, łomolę*.

159–161/365

____________
  * łomolę tą piosenką ponad miesiąc, ale dopiero dziś, umiesz­cza­jąc ją tutaj, zobaczyłam po raz pierwszy ten obra­zek — ma tę samą energię.
     z tą energią i z przyjemnością ro­bi­my z Sadownikiem rysę na wygładzonym świecie mieszkańców zgentryfikowanego osiedla — pomieszkujemy w fizycznie ogrodzonym, mentalnym getcie tych, co im się wydaje, że są wyłącznymi kowalami swego losu, po­miesz­ku­je­my chwilowo w dro­dze do ula.
     dziś wieczorem kolejnych kilkanaście osób będzie mogło powiedzieć: widziałem wózek i będzie musiało poradzić sobie z dysonansem poznawczym, że siedział na nim śmiejący się człowiek, patrzący z miłością w oczy drugiego człowieka.
     na zdrowie, panie i panowie!

*

X Ambassadors, Renegades.

go forth and have no fear
[…]
it's our time to break the rules
let's begin

poniedziałek, czerwca 07, 2021

4266. 158/365

kilka prób kiedyś zrobiłam, nieudanych. dziś na dzień dobry za­ble­fo­wa­łam na progu tymczasowego domu, że umiem, i udało się. balans (w wersji dla początkujących), „na­umia­ny” pięk­nie*, daje du­żo radości.

158/365

____________
  * i przećwiczony później w drodze do i z knajpki.

niedziela, czerwca 06, 2021

4265. W drodze do ula (I)

Siedzę na wrażeniach po tej książce prawie tydzień — nie mijają, nie dają się za­mknąć w słowach. Wypełniona po brzegi filiżanka uwiera — im dłużej trzymam, tym trudniej puścić. Już czas, nim nowy tydzień ruszy w tango, puścić, by być otwartą na nowe wrażenia. Puść! Puszczam.

Ta książka uświadamia, że bezpieczeństwo wielu ludzi jest zagrożone, nie tylko wte­dy, gdy mówisz: „czarny”. W kraju nad Wisłą dzieje się tak, gdy mówisz: „kobie­ta” czy „lgbt”. Obawa przed „białym” TAM ma takie samo źródło (niestety nie wyssane z palca) jak obawa przed „katolikiem” TU. Nie ma powodu do radości czy dumy.

[…] góra nie jest górą, jeśli na dole nic nie ma.
     Ty i ja, mój synu, jesteśmy owym „dołem”. Tak było w 1776 roku. Tak jest dzisiaj. Nie ma ich bez ciebie – pozbawieni prawa, by cię zniszczyć, nie­uchron­nie spadliby ze szczytu góry, straciliby święty status i zagubiliby Marzenie. Wtedy musieliby nauczyć się budować przedmieścia inaczej niż na ludzkich kościach, więzienia w inny sposób niż jako magazyny na ludzi, a z demokracji wyrugować kanibalizm. Lecz ponieważ uważają się za białych, wolą pozwolić na to, by w zgodzie z ich prawem zadu­szo­no człowieka przed okiem kamery.

*

W Ameryce nie ma rasistów, a w każdym razie nie jest nim nikt, kogo lu­dzie, którzy potrzebują czuć się biali, osobiście by znali. […] W 1957 roku biali mieszkańcy Levittown w Pensylwanii wysuwali argumenty na rzecz segregacji w miasteczku. „Jako osoby żyjące zgodnie z nakazami mo­ral­no­ści, religii i prawa – pisali – uważamy, że wyrażając pra­gnie­nie utrzymania statusu zamkniętej społeczności, nie kie­ru­je­my się uprzedzeniami i nikogo nie dyskryminujemy”. W ten sposób próbowali popełnić haniebny czyn, jednocześnie unikając wszelkich sank­cji. Wspominam o tym, by ci uświadomić, że złoczyńcy nigdy nie mieli żadnej złotej ery, podczas której jawnie przechwalaliby się swoimi postępkami.
     „Łatwiej byłoby nam powiedzieć, że to niemożliwe, że takich ludzi nie ma – pisał Sołżenicyn. – (…) Aby czynić zło, człowiek musi najprzód uznać je za dobro – albo za rzecz rozumną i zgodną z prawem”. Oto podstawa Ma­rze­nia – trzeba nie tylko w nie wierzyć, lecz także uważać je za sprawiedliwe, sądząc, że się na nie w oczywisty sposób zasłużyło dzięki wytrwałości, honorowi i dobrym uczynkom.

*

[…] sformułowania, jakich używamy – stosunki rasowe, przepaść rasowa, sprawiedliwość rasowa, profilowanie rasowe, przywileje białych, a nawet supremacja białych – służą zamaskowaniu faktu, że rasizm jest do­świad­cze­niem cielesnym: uszkadza mózgi, zgniata tchawice, rozrywa mięśnie, wyszarpuje narządy, łamie kości, wybija zęby. Nie wolno o tym zapominać. Musisz pamiętać, że socjologia, historia, gospodarka, wykresy, tabele i re­gre­sje ostatecznie zawsze zadają brutalny cios ludzkiemu ciału.

*

Otóż wierzą oni [Amerykanie], że „rasa” jest zdefiniowaną, bezdyskusyjną cechą świata naturalnego. Nieuniknionym skutkiem tej wiary jest rasizm – skłonność do przypisywania pewnych głęboko przyrodzonych cech ludziom, by ich następnie upokarzać, umniejszać i niszczyć. Tym samym rasizm przed­sta­wia się jako niewinne dziecko Matki Natury […]. Lecz rasa jest cór­ką, a nie matką rasizmu. Natomiast zaliczanie w poczet „ludzi” było kwestią nie tyle genealogii czy fizjonomiki, ile władzy. Różnice w kolorze skóry i wło­sów istniały od zawsze. Wiara w ich wagę, w to, że na ich pod­sta­wie można prawidłowo zorganizować społeczeństwo, gdyż są prze­ja­wa­mi głę­biej ukrytych, nieusuwalnych cech – to idea nowa, krze­wią­ca się w sercach nowych ludzi, których wychowano w beznadziejnym, tra­gicz­nym, oszu­kań­czym przekonaniu, że są biali.

*

Nienawiść formuje tożsamość. Czarnuch, ciota, suka to określenia wskazujące przebieg granic – pokazują, czym my na pewno nie je­ste­śmy, oświetlają Marzenie o byciu białym, o byciu Człowiekiem. Znaj­du­je­my nazwy dla znienawidzonych obcych i w ten sposób po­twier­dza­my swoją plemienną przynależność.

*

Tymczasem trzeba jednak stwierdzić, że proces wybielania się tych różno­rod­nych plemion i wynoszenia statusu białego do rangi cnoty odbywał się nie podczas degustacji win i towarzyskich spotkań przy herbatce, lecz w to­ku odbierania życia, wolności, pracy i ziemi, obdzierania Czarnych ze skó­ry, skuwania ludzi w łańcuchy, duszenia dysydentów, niszczenia rodzin, gwałcenia matek, sprzedaży dzieci oraz dokonywania różnych innych aktów mających przede wszystkim na celu pozbawić ciebie i mnie prawa do bezpieczeństwa i władzy nad własnym ciałem.

*

[…] poszukiwanie odpowiedzi, jak się przekonałem, samo staje się odpowiedzią.

*

Nie dość brutalne zachowanie mogło mnie kosztować ciało. Zbyt brutalne – tak samo. Nie miałem drogi wyjścia. Byłem zdolnym, inteligentnym, lu­bia­nym chłopcem, ale przepełniał mnie ogromny lęk. Niejasno, bez słów wy­czu­wa­łem, że kiedy dziecko jest skazane na taki los i musi żyć w strachu – to wielka niesprawiedliwość. Jakie było źródło tego strachu? Co się kryło za dym­ną zasłoną ulicy i szkoły? Co to znaczyło, że ołówek HB, pozbawiona kontekstu koniugacja, twierdzenie Pitagorasa, uścisk dłoni i skinienie gło­wą stanowią o życiu i śmierci – że są jak kurtyna zaciągnięta między światem a mną?

*

Po co właściwie kazano mi siedzieć w tej klasie?
     Nigdy nie odpowiedziano mi na to pytanie. Jako chłopiec interesowałem się wieloma rzeczami, ale szkoły nie przejmowały się zainteresowaniami. Liczyło się w nich posłuszeństwo.

*

Kiedy starsi opowiadali nam o szkole, przedstawiali ją nie jako miejsce po­zy­ski­wa­nia wartościowej wiedzy, lecz jako sposób na wyzwolenie się od śmierci i przepełnionych więzień. Ponad 60 procent wszystkich młodych czarnych mężczyzn, którzy nie zdołali ukończyć liceum, trafi do więzienia. Powinno to być hańbą dla kraju.

*

Problem z policją polega nie na tym, że rekrutuje się z faszystowskich świń, lecz na tym, że naszym krajem rządzą świnie dbające tylko o interes większości.

*

Zacząłem postrzegać ulice i szkoły jako dwa ramiona tej samej bestii. Jedno korzystało z oficjalnej władzy państwa, drugie – z wynikających z niej ure­gu­lo­wań. Oba w swoich arsenałach miały jednak strach i przemoc. Popeł­nisz błąd na ulicy, a załogi zaraz go wychwycą i odbiorą ci ciało. Popełnisz błąd w szkole, a zostaniesz zawieszony i wylądujesz na ulicy, gdzie stracisz ciało. Zacząłem widzieć związek między oboma ramionami bestii – porażka w szkole uzasadniała unicestwienie na ulicy. Spo­łe­czeń­stwo mogło o kimś powiedzieć: „Powinien był zostać w szkole”, a następnie umyć ręce od jego losu.

*

[…] moc dominacji i wykluczania stoi na straży wiary, że jest się białym – bez niej „biali ludzie” przestaliby istnieć.

*

Bardzo wielu edukatorów mówi jednak o „osobistej odpowiedzialności” w kraju, który zbudowano i oparto na fundamencie przestępczej nie­od­po­wie­dzial­ności. Język „zamiarów” oraz „osobistej odpowiedzialności” ma na celu powszechne rozgrzeszenie. Popełniano błędy. Okaleczano ciała. Niewolono ludzi. Mieliśmy dobre zamiary. Staraliśmy się, jak mogliśmy. „Dobre zamiary” usprawiedliwiają wszystkie wydarzenia w historii.

Coates Ta-Nehisi, Między światem a mną,
przeł. Dariusz Żukowski, Agora, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Poezja dąży do oszczędnego wyrażenia prawdy – poboczne, bezużyteczne słowa się wyrzuca. Odkryłem, że te słowne odpadki przypominają poboczne i bezużyteczne myśli. […] Chciałem nauczyć się pisać, czyli – jak wpoiła mi matka – konfrontować z własną niewinnością i własnymi wymówkami. Poezja zmuszała mnie do tak długiego przetwarzania myśli, aż opadała z nich żużlowa skorupa usprawiedliwień i pozostawały tylko zimne, stalowe prawdy życia.

*

[…] w sprzeczkach, kłótniach, chaosie, może nawet strachu zacząłem dostrzegać pewien rodzaj siły.

*

Jak zawsze zwracam się do ciebie jak rozsądny, poważny człowiek, którego pragnę widzieć także w tobie, a który nie przeprasza za swoje ludzkie emo­cje, wzrost, długie ramiona czy piękny uśmiech. […] życzę ci, byś nigdy nie musiał się ograniczać tylko po to, by inni czuli się dobrze. Ta­ka postawa i tak bowiem niczego nie zmieni.

(tamże)

4264. W Małej Danii

Biały Kruk:
(zamówił u absolwenta zdjęcie produktowe
kieliszków, które mają trafić na licytację
)

Sadownik:
(nie byłby sobą, gdyby poza zleceniem
nie pobawił się i nie zrobił cyk
)

Jabłoń:
(zachwycona, musi to zdjęcie u siebie mieć, choć
jak zwykle nie zgodziła się z Sadownika kadrowaniem
i musiała „siama
”)

Jeden z Czterech:
(w wersji nieproduktowej, z duszą)

fot. Sadownik, fragment.

piątek, czerwca 04, 2021

4261. 155/365

życie nosi człowieka na rękach dwa razy. poza tym czasem już tylko okruszki szczęścia. wyzbieram wszystkie.

155/365

środa, czerwca 02, 2021

4260. 153/365

nie rozumiem języka, którego używa. ona nie poznała mojego. więzami krwi skrępowane na ważne tematy komunikujemy się, milcząc w esperanto.

153/365

wtorek, czerwca 01, 2021

(4239+20). 149–152/365

trzy noce z ukochanym mężczyzną — każda w innym łóżku. byliśmy w drodze*. pojechał, zostałam, wróci po mnie.

149–152/365

_____________
  *   cała z konwaliami.

sobota, maja 29, 2021

4258. 149/365

dwa przedmioty, jeden los.
dwoje ludzi, jeden spacer.
cyk.

149/365

4257. Czytane na gigancie (V)

Autora wyjęłam z tej wspaniałej książki, ale gdy zaznaczałam do upolowania, oka­za­ło się, że jedną jego książkę już czytałam — byłam zachwycona — a nawet obej­rza­łam z przyjemnością jej ekranizację.

W tę wsiąkłam, jakbym nigdy nie miała trudnej relacji z beletrystyką. Z radością budziłam się w środku nocy, by łyknąć rozdział lub dwa, a potem nie móc oderwać się od trzeciego. Teraz jestem w środku drugiej części tej opowieści. Próbuję nie po­że­rać, tylko delektować się spotkaniem ze znanymi i nieznanymi jeszcze bo­ha­te­ra­mi i mieć nadzieję na trzecią część cyklu. Czuję się tak, jakbym przez całe życie czy­ta­ła wyłącznie beletrestykę.

#A (o pasji):

Niektórzy twierdzą, że hokej jest jak religia, ale to nieprawda. Hokej jest jak wiara. Religia to coś między tobą a innymi ludźmi, jest pełna interpretacji, teorii i opinii. Wiara natomiast… jest tylko między tobą a Bogiem. […]
     Ludzie pytają go często o jego „taktyczny sekret”. Nie odpowiada im, bo i tak by nie zrozumieli. Taktycznym sekretem jest miłość.

*

„Talent przypomina wypuszczenie dwóch balonów pod niebo: inte­re­su­ją­ce nie jest to, który wzbije się szybciej, ale który ma dłuż­szy sznu­rek” – zwykł mówić ten stary piernik Sune.

*

     — Hę, wiesz, jak cholernie dużo ta odpowiedź mówi o tobie?
     — Wiesz, jak cholernie dużo mówi o tobie samo to pytanie?

#B (o życiu społecznym):

Prawie wszystkie dyskusje o tym, jak ludzie zachowują się względem siebie, wcześniej czy później kończą się argumentem o „ludzkiej naturze”. […] Koniec końców kłócimy się więc o to, gdzie leży granica. Jak bardzo mo­że­my być egoistyczni. Jak bardzo powinniśmy się czuć odpowiedzialni za siebie nawzajem.

*

Ludzkość ma wiele trucizn, ale żadnej mocniejszej niż duma.

*

[…] „lojalność”. Uważa się ją zawsze za coś pozytywnego, za coś, na czym opierają się najlepsze rzeczy, które człowiek robi dla innych. Problem w tym, że i najokropniejsze rzeczy, których dokonuje się przeciwko innym, bazują dokładnie na tym samym.

*

Trudne pytania, proste odpowiedzi. Czym jest społeczność?
     To suma naszych wyborów.

*

Nienawiść może być niesamowicie stymulująca. Świat staje się łatwiejszy do zrozumienia i mniej przerażający, gdy wszystkich dzielimy na przyjaciół i wrogów, nas i tych innych, dobrych i złych. Najłatwiejszym sposobem na zjednoczenie jakiejś grupy nie jest miłość, bo ta jest trudna i wymagająca. Nienawiść jest za to prosta.
     Po pierwsze, na początku każdego konfliktu wybieramy stronę, bo to ła­twiej­sze niż próba utrzymania w głowie dwóch ewentualności naraz. Po drugie, szukamy dowodów potwierdzających to, w co chcemy wierzyć, co pozwoli nam żyć dalej jak zwykle. Po trzecie, odczłowieczamy naszego wroga. Istnieje na to wiele sposobów, ale najprostszym jest zabranie mu imienia.

*

Jak daleko można się posunąć w obronie swojego wszechświata? Jak wiele w przywództwie zależy od tego, co się powie, a ile od tego, co się przemilczy?

*

Kultura to nie tylko to, co wspieramy, ale również to, na co pozwalamy.

#C (o życiu rodzinnym):

Rodzic jest niczym za mały kocyk. Jakkolwiek próbowałoby się przykryć nim wszystkich, to i tak zawsze ktoś marznie.

*

     — Najtrudniejsze w ufaniu nastolatkom jest to, że kiedyś samemu się nimi było. Pamiętam, jak kiedyś z jednym chłop…
     — Nie chcę tego słuchać!
     — Kochanie, no weź, przed tobą też miałam życie.
     — NIE!
     Jednym ruchem bierze ją w ramiona, Mira aż traci oddech. Nadal tak na nią działa. Chichoczą jak dwa dzieciaki.

*

Nie potrzeba wiele, by dać swemu dziecku wolność. Potrzeba wszystkiego.

*

     — Nie mam wprawdzie dzieci, ale chcesz usłyszeć moją najlepszą radę dla rodziców?
     — Tak.
     — „Nie miałem racji”. Dobrze znać te słowa.

*

     — Gdy byłem mały, ojciec bił mnie, jeśli wylałem mleko. Nie nauczyło mnie to niewylewania. Sprawiło jedynie, że bałem się mleka. Pamiętaj o tym.

*

Jednym z najstraszniejszych efektów żałoby jest to, że jej brak tłumaczymy egoizmem.
     Nie da się wytłumaczyć, co pozwala człowiekowi iść dalej po pogrzebie, skleić na nowo rodzinę, żyć w kawałkach. Więc o co w końcu się człowiek modli? O dobry dzień. Jeden dobry dzień. Kilka godzin utraty pamięci.

#D (o najważniejszym):

Wszyscy dorośli mają takie dni, kiedy czują, że to już koniec. Kiedy nie wiedzą już, o co tak cały czas usilnie walczą, kiedy rzeczywistość i codzienność przytłacza i nie wiadomo, jak długo da się jeszcze radę. Fantastyczne jest to, że wszyscy mogą przetrwać bez załamywania się dłużej, niż im się wydaje. Przerażające, że nigdy nie wiadomo, jak długo.

*

Miej w dupie pozostałych, skup się na tym, na co masz wpływ.

*

     — Nie wiem — odpowiada szczerze David.
     Sune zostawia go z tymi słowami. Koniec końców to jedyne, czego możemy żądać od drugiego człowieka. Przyznania się, że nie wie się wszystkiego.

*

I jeszcze jedno. Nigdy nie jesteś sam. I nigdy nie byłeś. Musisz tylko wybrać towarzystwo.

Fredrik Backman, Miasto niedźwiedzia,
przeł. Anna Kicka, Sonia Draga, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

#E (o znakach drogowych):

Obawa może być wewnętrznym prawem grawitacji, obkurczać duszę.

*

Robię krok w tył tylko po to, by nabrać rozpędu.

*

Istnieje cienka granica między życiem a przeżyciem, ale po­zy­tyw­nym skut­kiem ubocznym bycia zarówno romantyczką, jak i wo­jow­ni­kiem jest to, że człowiek nigdy się nie poddaje.

*

     — Mogę ci jakoś pomóc?
     — Kochaj mnie.

(tamże)

4256. Czytane na gigancie (IV)

Dzień Ojca jest dla nas — Białego Kruka i mnie — świętem ruchomym. W tym roku dopadło mnie ono na gigancie. Przez telefon wymienialiśmy wrażenia. Ubawi­li­śmy się setnie nie tylko z powodu limeryków, ale również z powodu kompo­zy­to­rów, któ­rzy stanowili dla Autora pretekścik, a dla nas źródło uśmiechu.

Nie lubiła [W. Szymborska] niechlujstwa, uważała, że w po­ezji niepoważnej trzeba poważnie traktować reguły.

*

     — […] Wytłumacz mi, jak to jest, ty tak ot, strzepujesz z palca te rymy, te pomysły, te koncepty?
     — Nie wiem, naprawdę nie wiem, na czym to polega. Trochę do tego pod­cho­dzę jak do krzyżówki czy jolki. Tam też są ograniczenia, ileś sylab, ileś liter i sens musi się zmieścić.

*

Był donos na Szostakowicza,
że się z fiskusem nie rozlicza,
a ściślej, że w corocznym PIT-cie
zapomniał raz o jednej suicie.
Przyszli panowie w czarnych butach
i mu zaczęli grzebać w nutach
i wygrzebali mu, niestety,
jeszcze smyczkowe trzy KWARTETY.

*

[R.A. Schumann] Dopiero jako stary ramol
napisał słynny KONCERT A-MOLL

*

Wbijając w wieko trumny ćwiek „Wiem
– rzekł Mozart – będzie z tego REQUIEM”.

*

Mówiła kiedyś matka Griega,
że wpierw chciał być pilotem MIG-a,
po roku zmienił swą decyzję
i chciał założyć telewizję.
Ojciec tłumaczył mu: „Edwardzie,
nie bądź aż w takiej awangardzie.
Najpierw się naucz, co to kwinta
i napisz – czy ja wiem? – PEER GYNTA?”.

*

Był organistą Gabriel Fauré,
lecz się otrząsnął w samą porę
i rzekł, wzdychając: „Kto od rana
wciąż ma utkwiony wzrok w organach,
temu się nigdy nie ułoży
życie intymne. To mnie trwoży!
Może gdy schowam gdzieś organy,
ułożę coś na kształt PAVANY?”.

*

Był kompozytor Albinoni.
Ludzie mówili „Albin” o nim,
albo niektórzy wręcz „Tomaso”,
bo ni to sado, ni to maso-
chistyczne miewał on skłonności
wobec łykanej wciąż żywności.
Gdy raz zjadł penne con formaggio,
mlasnął i skrobnął swe ADAGIO.

*  *  *

Limeryki
czyli przykład obsesji, która nakazuje podróżować wyłącznie do takich miejsc, których nazwy ciekawie się rymują, i to dwukrotnie

*

Raz masochista spod Warki
poczuł pociąg do glebogryzarki.
Gdy wszedł w nią (jak w masło),
wnet życie w nim zgasło.
Dziś sobą użyźnia tu parki.

*

Raz Polak, zwiedzając Timbuktu,
rzekł: „Jak to jest? Bóg tam i Bóg tu?”.
Może nasz kler liczny
monoteistyczny
im system wprowadzić by mógł tu?

*

Raz pisarzowi w mieście Nakło
czegoś tam z dnia na dzień zabrakło,
przez co w dewocję wpadł, niestety,
zaniedbał wino, śpiew, kobiety,
no i pisarstwo mu wyblakło.

*

Matematyczce z miasta Milicz
przyśnił się raz Władimir Iljicz
i rzekł: „Nauki córko! Czy
wypada ci śnić sen ten czczy?
Zbudź się i cyfry w liczbie PI licz!”.

*  *  *

Poznałem kiedyś gorącą Włoszkę,
ale poznałem ją tylko troszkę,
chciałem dogłębnie, bom jest fantasta,
ale syknęła mi tylko „basta!”.

*

Wie najgłupsza to niedojda,
jak to trzeba słuchać Freuda.
Kiedy nie wiesz, co co znaczy,
Freud ci wszystko wytłumaczy.
Kiedy śni się coś dziwnego,
Freud wyjaśni ci dlaczego.
Kiedy bredzisz przypadkowo,
Freud zrozumie każde słowo.

*

Powszechna moda na depilację
wpędza w depresję oraz frustrację.
By się im nie dać – spójrzmy na bazie:
sierść nie przeszkadza baziom w ekstazie.

Michał Rusinek, Limeryki i inne wariacje,
Znak, Kraków 2014.

4255. Czytane na gigancie (III)

Kupiłam tę książkę w przeddzień wyjazdu na rehab, bo kocham wszystkie książki Autora. Była dostępna dopiero w dniu premiery, trzy dni później. Dokładnie w tym dniu znalazła się na czytniku.

Delektowałam się nią od pierwszego akapitu. Czy to książka obowiązkowa dla nie­ule­czal­nie chorych? Nie wiem. Śmiem twierdzić, że nie trzeba czekać na chorobę, która da ci czas, by nad sobą pracować — niektóre nie są łaskawe, zabijają w mgnie­niu oka.

Świat potrzebuje twojej uważności, twojej świadomości tego, co się dzieje.

*

Poczucie osamotnienia i izolacji często karmi nasze lęki i umożliwia im wzrost.

*

Kontakt z tym, co piękne i uzdrawiające wewnątrz nas i wo­kół nas, wymaga codziennej pielęgnacji — a tę możemy osią­gać we wszystkich prozaicznych czynnościach.

*

Niebezpiecznie jest pozostawać na poziomie intelektu. Silne emocje są jak sztorm, a pozostawanie w pozycji stojącej podczas sztormu grozi wielkim niebezpieczeństwem. A jednak to właśnie robi większość z nas, gdy zo­sta­je­my wytrąceni z równowagi. Upieramy się, by stać podczas sztormu uczuć, a wówczas jego fala nas zalewa.

*

Mając świadomość nietrwałości, możemy traktować innych z większą miłością i zrozumieniem.

*

Nawet pośród cudów chwili obecnej zdarza się, że nękają cię liczne trud­no­ści; lecz jeśli popatrzysz głęboko, dostrzeżesz, że wciąż masz około 80% pozytywnych rzeczy, z którymi utrzymujesz łączność i które cię cieszą. Dlatego nie pędź. Powróć do chwili obecnej. Postępując tak, pielęgnujesz skupienie i widzisz wszystko głębiej i jaśniej. To ćwiczenie jest bardzo proste, ale niezmiernie ważne.

*

Gdziekolwiek idziesz, twoja praktyka idzie z tobą.

*

Kiedy przyglądamy się uważnie kartce papieru, dociera do nas, że obecny jest w niej cały Kosmos: światło słońca, drzewa, chmury, ziemia, minerały, dosłownie wszystko — poza jedną rzeczą: oddzielnym ja. Kartka papieru nie może być oddzielnie.

*

Droga na zewnątrz prowadzi do wnętrza.

*

Mistrz zen Linji mawiał: „Nie jest cudem chodzenie po wodzie czy ogniu. Cudem jest chodzenie po ziemi”.

Hanh Thich Nhat, Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę, przeł. Jolanta Kozak i Mariusz Orski, Czarna Owca, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Wszyscy potrzebujemy zmiany na lepsze. Jesteśmy odpo­wie­dzial­ni za siebie nawzajem. Jesteśmy ogrodnikami, tymi, którzy pomagają kwiatom rosnąć. Jeżeli rozumiemy, kwiaty będą rosły pięknie. Dobra wola nie wystarcza; musimy się nauczyć sztuki uszczę­śli­wia­nia innych. Sztuka jest esencją życia, a istotą sztuki jest uważność.

*

Być kochanym to znaczy przede wszystkim być zauważonym jako istnienie.

*

Odkąd rozpoczęła się tak zwana wojna z terroryzmem, wydaliśmy miliardy dolarów tylko na to, by nasilić agresję, nienawiść i lęk. Nie udało się nam zlikwidować agresji, nienawiści i resentymentu, ani w ich zewnętrznych przejawach, takich jak terroryzm, ani, co ważniejsze, w umysłach ludzi. Przyszedł czas, aby przemyśleć ten problem i znaleźć lepszy sposób na osią­gnię­cie pokoju w sobie i na świecie. Jedynie poprzez praktykę głę­bo­kie­go słuchania i łagodnego porozumienia możemy usuwać fałszywe per­cep­cje będące fundamentem lęku, nienawiści i agresji. Fałszywych per­cep­cji nie da się usunąć bronią.

*

Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, aby praktykować solidność, wolność i współczucie, dzięki którym będziemy w stanie przypominać sobie, że zawsze jest nadzieja.

(tamże)

4254. Czytane na gigancie (II)

Jej druga była moją pierwszą i spowodowała, że ibukosknera nie miał nic do po­wie­dze­nia. Nie patrzyłam, musiałam mieć i pożreć, bo przecież nie przeczytać.

Precyzja, z jaką Autorka przekształca otaczającą rzeczywistość w słowa, frazy i zda­nia, godna jest pozazdroszczenia. Pomysł na wyginanie osi czasu fantastyczny i, jak­by było mało, genialny portret — zachwycona jestem wciąż.

Poczta zawsze wygląda tak samo. Jest jak Polska w skali mikro. Makieta najważniejszych symboli i mieszanina czołowych mitów narodowych. To największy znany mi dom handlowy, który nie jest domem handlowym. Eldorado pełne kalendarzy z przepisami na mięso z siostry Anastazji, ko­lo­ro­wa­nek z sarmatami i naklejkami gratis, ręczników z wyszytymi zło­tą nicią tytułami honorowymi Mąż i Żona oraz foremek do pieczenia droż­dżo­wej baby dla baby. Arsenał gier i zabaw familijnych, w tym obo­wiąz­ko­wo: kart do Piotrusia, podróżnych wersji farmera i domino, oraz anty­stre­so­wych piłek gniotków z balona i mąki – mąki z białych, polskich, hete­ro­sek­su­alnych ziemniaków. Oczywiście chcę mieć wszystko.
     […] W kolejce przede mną czeka jeszcze tylko trzydzieści osiem osób. Ale system obsługi klientów jest sprytny i działa tak, że mało kto daje radę wy­trwać do końca, zachodzi tym samym selekcja naturalna. Niektóre osoby biorą numerek, sprawdzają, ile osób przed nimi, i nie wytrzymują presji, więc wychodzą od razu. Oszacowawszy swoje siły, przekładają najczęściej wizytę na przyszły rok, do którego odliczają dni, wypróbowując w tym cza­sie przepisy karmelitanek na każdy posiłek Anno Domini 2018. Niektórzy ścinają włosy i udają raka (to ja), żeby dostać specjalne punkty i móc szyb­ciej podejść do okienka z niemiłą panią. Oprócz tego kobiety pożyczają na ulicy dzieci, a mężczyźni pożyczają kobiety, które pożyczają dzieci, aby prosić o litość i wysunąć się na czoło kolejki.

*

11 listopada ugotowałam Polsce zupę. Zaprosiłam do mieszkania sto osób, ale niestety przyszło tylko piętnaście (w tym ja). Być może inni bali się wy­cho­dzić tego dnia z domu. Ja też się bałam i bały się moje psy.

*

Znajomy moich znajomych na emigracji spotkał 11 listopada master chefa luksusowej nowojorskiej restauracji. Ten człowiek powiedział mu, że uwiel­bia polską kuchnię i że kucharze na całym świecie szanują ją, po­nie­waż polskie zupy to jedna z najoryginalniejszych rzeczy na świecie. W USA gotuje się tylko znaną wszędzie pomidorówkę, zupę rybną albo dyniową od święta. W Polsce robi się zupę ze wszystkiego, co rośnie, z każ­dej materii organicznej, którą zrodziła ziemia. Z warzyw i owoców, trawy, starego chleba, zepsutej kapusty, krwi, grzybów, rzeczy jadalnych i niejadalnych. Grochówkę w wielkim kotle, niczym skoncentrowaną polskość, i różowe zupy z buraków, przypominające deser. Zupy na ciepło i zimno, na każdą porę roku i dnia – rano zupę mleczną, a na obiad, kolację i lunch zupę wytrawną, kwaśną, słodką, słoną lub ostrą. Zupy wszystkich kolorów i konsystencji. Kremy i zupy z fakturą. Jedyne w swoim rodzaju, zupy jak nigdzie indziej, dzięki którym Polskę można poznać od zupy strony i ona jest dokładnie taka: czasami wydaje się niejadalna, dziwna, taka, że lepiej nie wiedzieć, z czego jest, i aż nie chce się brać jej do ust. Ale nadal roz­my­ślasz o niej, o tej zupie, i zastanawiasz się: co za kraj. Do niczego niepodobny. Polska taka, że lepiej nie wiedzieć.

*

Najgorsze, co można zrobić, kiedy szuka się sensu w życiu, to znaleźć Normalną Pracę. Wiem to z doświadczenia.

*

Nie urodziłam w życiu ani jednego małego powstańca, nie wynalazłam żad­ne­go pierwiastka, nie dorosłam, nie znalazłam męża ani żony, nie na­uczy­łam się rozmawiać z ludźmi, nie byłam ani razu na siłowni Core Fitness, nie upiekłam chleba na zakwasie, nie wzięłam kredytu we frankach i nie wyhodowałam pomidorów na balkonie.


Dorota Kotas
(ur. 1994)

Czasami jestem z siebie mimo wszystko zadowolona. Sama nie wiem, jak to możliwe, ale zdarza się. Wchodzę wtedy w stan wielkiej mobilizacji i pró­bu­ję dobrze wyglądać. Wymyślam dla siebie na później zdania ratunkowe, które mnie pocieszą i uratują, kiedy wszystko wróci do normy. Za­pi­su­ję je sobie na kartkach, a kartki zostawiam potem w różnych miejscach. Na przy­kład wśród przypraw – między oregano a wędzoną papryką trzymam świstek z napisem: „Przecież nie jest tak źle”. W pudełku z pyralginą: „Twój pies na ciebie liczy”. Gdzie indziej znaleźć można też: „Wszystko będzie w mia­rę dobrze” oraz: „Zmyj naczynia”.

*

Codziennie staram się zrobić tylko jedną rzecz, która nada mojemu życiu minimum sensu, ilość niezbędną do przetrwania. Sens jest w cenie; wszyscy go pragną. A ja odkryłam sposób na to, żeby zapewniać go sobie w trybie 24/7 i na poziomie dziesięciu punktów w skali Apgar; nigdy nie jestem na głodzie, bo ta metoda naprawdę działa, ma sens oraz daje go, czyli jest wydajna w dwustu procentach. W skrócie: wszystko polega na tym, żeby nie przesadzać.

Dorota Kotas, Pustostany,
Niebieska Studnia, Warszawa 2020.

4253. Czytanie na gigancie (I)

Czekałam na tę książkę od tej rozmowy. W dniu premiery miałam ją na stosiku i ona zaczęła czekać na mnie. Długo czekała, by być jedyną, którą czytam. Pod­czy­ty­wa­łam, licząc na to, że w końcu zacznie się książka o czymś innym niż wie­lo­krot­nym, do utraty tchu i świa­do­mości orgia­sty­cznym baletem. W końcu zaczęła się książka, a gdy tak się stało, bardzo szybko się skończyła, bo nie była czytana, lecz połykana.

Książka ta była też ostatnim sznureczkiem łączącym mnie z polską polityką. Cztery tygodnie politycznego detoksu za mną. Zdecydowanie lepiej mi się żyje bez. Su­biek­tyw­nik cytatów rozdzieliłam na dwie grupy, by nie mieszały się perspektywy.

Na gigancie zapytałam, skądinąd sympatycznego, zwolennika partii małych ludzi, jak sobie radzi z historią pana Obitka (bit to jedna ósma bajta) i uczciwością fi­nan­so­wą Pinokia. Chciałam dowiedzieć się z pierwszej ręki zwolennika rządzących. Poziom jadu i nienawiści do ludzi, którzy bez zachwytu do rządzących, przekroczył mo­je najśmielsze oczekiwania. Wszystko jasne: jestem zdrajcą narodu. Więcej pytań nie miałam.

Nie ma powrotu, bo nie ma do czego wracać. Niby wszystko jest, ale jest czym innym i gdzie indziej, kiedy indziej. […]
     Dlatego nie ma powrotu do tamtego życia. Muszę zmienić wszystko, nie jakiś modus vivendi ani modus operandi, ale wszystko. Albo umrzeć.

*

Jest jak miękki żółw ukryty w twardej skorupie: nie lubi okazywać uczuć, boi się jak my wszyscy. Ze strachu tłumi emocje, a one wzbierają w nim i szar­pią od środka jak psy. Otępia się, żeby ich nie słyszeć. Dotąd łudziłem się, że nie upadłem jeszcze tak fatalnie jak oni, ale obserwując ten ping-pong terapeuty z Filipem, zapisałem w zeszycie: „Czeka mnie gigantyczna praca”.

*

Przykleiła się do mnie natrętna myśl o niewiarygodnym, hollywoodzkim scenariuszu odwrócenia fatalnego losu i powrocie do życia pełnymi gar­ściami. Starałem się poskromić wybujałą wyobraźnię, ale człowiek nigdy nie traci nadziei. Nawet jeśli to tylko iluzja i chwilowa fascynacja, to nie wytłumaczysz sobie tego, nie ostudzisz zapału. […] Mój entuzjazm to z pew­no­ścią najkrótsza droga do rozczarowania i rozpaczy. Ale z drugiej strony, „jak można porzucić nadzieję?”.

*

[…] wszyscy mamy swoje demony i w tym jesteśmy do siebie podobni. Trzeba uruchomić osobistą duchowość, do niej się odwołać, z niej czerpać. Tylko gdzie ona teraz się podziewa, dokąd zawędrowała, jak się do niej dostać?

*

Czy kiedykolwiek udało się komuś dokonać radykalnej zmiany w sobie? Czy da się wyciąć raka poranionych pokoleń? A może to tylko literackie i fil­mo­we bujdy albo poradnikowe mądrości?
     HARPER: Jak się zmieniają ludzie?
     MORMOŃSKA MATKA: To się wiąże z Bogiem, więc nie jest to miłe. Bóg paznokciem kciuka rozcina skórę od gardła do brzucha, zanurza w tobie swo­ją wielką brudną łapę, chwy­ta twoje krwawiące flaki, a ponieważ one wy­śli­zgu­ją się z tego uścisku, chwyta je mocniej, bezlitośnie i szarpie, szarpie, aż wyrwie ci wszystkie wnętrzności, co za ból! Tego się nie da opisać. A potem wpy­cha je z powrotem, brudne, poskręcane, poszarpane. Sama musisz je po­zszy­wać.
     HARPER: A potem wstać. I iść na spacer.
     MORMOŃSKA MATKA: Na spacer z poskręcanymi flakami.
     HARPER: Tak się zmieniają ludzie.
     // Tony Kushner
, Anioły w Ameryce.

*

Smutek i depresja to żałoba.
     Odbyć żałobę, to zmierzyć się z życiem takim, jakie jest. No filter.

*

Moje trzy prawdziwe związki sam zniszczyłem: pierwszy naiwnością, drugi niewiernością, trzeci nadmiernym, bezbronnym zaangażowaniem. I oto jestem sam jak palec w dupie losu.

*

Heterycy całe życie tkwią w związkach z niekochanym lub niekochającym. Pedały przynajmniej z tym nie mają problemu. Gdy gaśnie uczucie i na­mięt­ność, po prostu rozstajemy się i koniec opowiadania. Nie ogra­ni­cza­ją nas: małżeństwo, hipoteka, teściowie i dzieci.

*

W obliczu zbliżającej się śmierci boimy się samotności, dlatego wolimy zno­sić to, co jest nieznośne. Ale mnie mniej przeraża perspektywa samotnej starości niż życie w ciągłym napięciu, w gnieździe nienawiści. Życie, w któ­rym wywraca się oczami na każde słowo i każdy gest tego drugiego […]. Tej tortury nie zrekompensuje milion szklanek wody podanych do łóżka.

*

Kocham cię, nie mam już żalu,
wyplułem wszystko, zostało puste naczynie,
nie ty je napełnisz.
Amen

*

Moja bliska znajoma Sonia […] napisała:
[…] No więc jestem tą chodzącą ideologią. I tak sobie chodzę i godzę. A wasza walka ze mną „jest piękna, jest obroną fundamentów naszej cywilizacji, wszyst­kiego co w polskości najlepsze” (Lisiewicz). tak, #jestemlgbt

Jacek Poniedziałek, (Nie)dziennik,
W.A.B., Warszawa 2021.

Marni ludzie urządzają marny świat, bo nie wiedzą, że może być inaczej.

*

W Meksyku ludzie tej samej płci mogą zawierać małżeństwa. Restrykcyjnie egzekwuje się prawa kobiet, państwo konsekwentnie walczy z przemocą domową i wszelkimi przejawami nierówności. Ich cywilizacja liczy trzy i pół tysiąca lat. Za rok mają stać się siódmą gospodarką świata, w ciągu dziesięciu lat – piątą. Ale to MY wiemy lepiej. Polacy lubią myśleć o krajach Ameryki Łacińskiej jako o biednych, a co za tym idzie, zamieszkanych przez ludzi zacofanych, prymitywnych, odrażających, brudnych i złych. Rzeczy­wi­stość rozpaczliwie temu przeczy. […] Otrząsamy się na samą myśl o tym, co inne, zamiast dotknąć, powąchać, wziąć do ust, wymieszać ze śliną, powdychać molekuły, zjeść to i przetrawić. My samych siebie nie lubimy, my mamy siebie za gorszych i głupszych, dlatego boimy się kon­fron­tacji z Innym. Nie dopuszczamy myśli, że ten, którego chcieliśmy uznać za gorszego, ma jednak szersze horyzonty, ciekawsze życie, a przede wszystkim więcej luzu. Bo co by wtedy było z nami? Kim byśmy byli, gdyby się okazało, że nie mamy powodu czuć się lepszymi nawet od takich dzikusów Metysów? Tego byśmy nie znieśli, bo my nie umiemy odpuszczać. Przyznanie komuś racji przekracza nasze możliwości. Uznanie Innego traktujemy jak akt kapitulacji, bezradności, słabości, uległości i „miękiszostwa”.

*

Boże, dokąd myśmy doszli, gdzie myśmy się wszyscy znaleźli? W jakiej głębokiej, ciemnej i ponurej dupie?! Gdybym był piętnaście lat młodszy, wyjechałbym z tego piekła. […] Piłsudski miał świętą rację, że naród wspaniały, tylko ludzie kurwy. Czuję podobnie. Kocham i zarazem nienawidzę. […]
     Jeszcze parę lat temu nikomu by to nie przyszło do głowy, nikt by nie uwierzył w ten scenariusz, że przyjdzie opętany żądzą władzy paranoik, rzuci coś o wymianie elit lub o piętnowaniu kulturalnych wrogów, a zahipnotyzowany tłum będzie mu entuzjastycznie bił brawo.

*

Zawsze mnie zastanawia i rozwściecza ciche oswajanie się społeczeństw z okrucieństwem i kłamstwem.

*

Nie chciałbym zagrać po prostu zaciekłego wroga kleru, z politowaniem i satysfakcją patrzącego, jak się młody księżulo ośmiesza naiwnością i niewiedzą o szatanie, aniołach i demonach. Wolałbym raczej pokazać człowieka w rozsypce, okaleczonego przez katolicką większość, zrozpaczonego z powodu nieudanych egzorcyzmów. Chciałbym zagrać kogoś, kogo zatruwają demony pychy, nieczystości i „złości wszelakiej”. Kogoś, kto został zaszczuty przez katolickich sąsiadów, kogoś świadomego pogromów i gwałtów.

*

Wciąż mam w sobie wiarę w kroplę, która drąży skałę, ale na razie widać tylko zapaść, regres i mrok. Jednego życia na tę zmianę nie wystarczy.

*

[…] Jeana-Paula Sartre’a: „Nie jest istotne, co z nas zrobią, ale co sami zrobimy z tego, co z nas zrobiono”. Te słowa towarzyszą Eribonowi, odkąd je po raz pierwszy przeczytał. Chciałoby się powiedzieć: „No to jazda, panowie, do dzieła: róbmy coś z tym, co z nas zrobiono!”.

(tamże)