czwartek, listopada 11, 2021

4429. Święto* Kostki Brukowej

_____________
  * dawniej: Święto Niepodległości.

Dajcie Polakom rządzić,
a sami się wykończą.
Otto von Bismarck
(1815–1898)

TELEGRAM DO PRZYSZŁOŚCI:
Idzie nam świetnie. STOP. XX wiek niczego nas nie nauczył. STOP. Naziole maszerują. STOP. Nie śmieszy mnie to wcale, gdy idzie mrok. STOP.

Śmieszny to widok, jak dorośli ludzie opowiadają dorosłym ludziom bajki o Piłsudskim czy Dmowskim, o żołnierzach wyklętych czy o „na­ro­dzie jako całości”. Takie bajki mają to do siebie, że nieistotne w nich są kategorie praw­dy i kłamstwa. Mogą mieć morał, ale żeby znać morał, trzeba wie­dzieć, o co chodzi. A wiedza ta jest bajko­pi­sa­rzom obecnym niedostępna.

Marcin Król, Do nielicznego grona szczęśliwych,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018.


fot. Łukasz Błasikiewicz,
[dostęp: 11.11.2021], źródło.

murem za polskim murem!
[przeczytałam dyslektycznie, ale w punkt]

środa, listopada 10, 2021

4428. 314/365

wczoraj, w pięćdziesiątą dziewiątą rocznicę pierwszej randki. zapalił światełko na cmentarzu. powiedział mi o tym dziś.

314/365

wtorek, listopada 09, 2021

4427. Czytane przed gigantem (I)

O istnieniu tej książki dowiedziałam się w piątek. W ten sposób dowiedziałam się również o tym, że zbliża się drugi w tym roku Dzień Ojca — ruchome dla mnie i Białego Kruka święto. Klik, klik, kupić, zapłacić i czekać, by do rąk Bia­łe­go Kruka trafiła.

Drugi Dzień Ojca wypadł dziś, bo dziś Biały Kruk Ją odebrał. Rodziciel za­czy­na przyjemność, jaką zdecydowanie jest ta książka — ilustracje, historie — ja ją dziś skończyłam, bo chwilę po tym, gdy wy­sła­łam papier w stronę Małej Danii, coś mnie tknęło i klik, klik — był ibuk!

Natychmiast, nie oglądając się na ibukosknerę, zrobiłam kolejne klik, klik i miałam na czyt­ni­ku, reglamentując sobie liczbę spotykanych dziennie latarni, by star­czy­ło na jak najdłużej. Najdłużej nie trwało długo, ale za to przyjemność była ogromna.

Po głowie chodził mi pomysł, którego zaczynem były ulubione książki – poetyckie atlasy z mapami pełne zwięzłych opowieści, zdolnych ponieść Czytelników w odległe zakątki z zacisza wygodnego fotela.

*

W NIEMOŻLIWEJ ARCHITEKTURZE tych budowli tkwi piękno i dzikość. Być może dzieje się tak, ponieważ wyczuwamy, że konają. Ich blask wy­ga­sa, ich ciała kruszeją. I choć wiele z nich nadal stoi na straży, wiernych swemu powołaniu, by rozświetlać wody, za sprawą nowych technologii stają się dziś coraz bardziej zbędne. Statki nie potrzebują już ich ro­man­tycz­nej opieki; pojawili się nowi przewodnicy – satelity na orbicie, nawigacja GPS, sonary, radary – przez co zapominamy, że latarnie morskie były do­mo­stwem i miejscem pracy wielu mężczyzn i kobiet, niejednokrotnie nie­znanych.

*

Pustka odczuwana z dala od opieki bliźnich jest dla nie­któ­rych piekłem. Za to dla innych, jak dla Charlesa Bukowskiego, „odo­sob­nie­nie to dar”.

*

Pod koniec dziewiętnastego wieku umysł Szuchowa wykreował wieże, dachy, pawilony i budynki stabilne pomimo zużycia minimalnej ilości materiału. Udało mu się tchnąć życie w proste szkielety ze stalowej siatki i przeobrazić je w budowle niezwykłe, organiczne, lekkie, wyjęte spod władzy czasu.

*

OD PRZESZŁO DZIESIĘCIU LAT światło nie działa. Bez jego blasku w wie­ży zadomowiły się tysiące morskich ptaków. Upływ czasu zostawił ślady na opuszczonych obiektach: popękany tynk na ścianach, rdzę na metalowej konstrukcji, stare zniszczone silniki i potłuczone szyby w oknach. Latarnia na Aniwie osuwa się powoli do morza.

*

Projekt latarni, choć tylko pośrednio, zainspirowała obserwacja drzewa. […] Jej projektant John Smeaton sporządził szkic budowli, będąc świad­kiem niebywałej wytrzymałości starego dębu, który nie ugiął się podczas potężnej burzy.

*

To najbardziej samotna i najmniej przyjazna z argentyńskich latarni.
     […]
     STARĄ LATARNIĘ MORSKĄ ZAMIERZANO wyłączyć, jednak światło, skrupulatnie doglądane, nadal działa. Z siedziby latarników widać morze.

*

W sierpniu 2019 roku Daniela Ortiz, kapral marynarki wojennej Chile i specjalistka od łączności, została pierwszą kobietą latarnikiem w Evan­gelistas.

*

„TEN ZAWÓD WYMAGA NERWÓW ZE STALI”, ostrzegano w ogłoszeniu o naborze latarników do Grip. Samo zejście na ląd stanowiło nie lada wyczyn.

*

PRZYLĄDEK GWARDAFUY WYZNACZA SZPIC ROGU AFRYKI. W sta­ro­żytno­ści był nazywany Aromatum Promontorium (Przylądkiem Przypraw), po arabsku Ras Asir (Przylądkiem Łez), a przez średniowiecznych włoskich marynarzy – Guardafui (Patrz i uciekaj), z racji groźnych prądów oraz gęstych i niespodziewanych mgieł.

*

Ida [Lewis] nie umie żyć z dala od latarni i szybko wraca na Lime Rock. Oficjalnie posadę latarniczki otrzymuje w 1879 roku.
     „Niekiedy mgiełka, która rozbryzguje się na oknach, jest tak gęsta, że nic nie widać, czasem zaś przez wiele dni fale są tak wysokie, że żadna łódź nie odważyłaby się zbliżyć do wyspy, nawet gdybyśmy głodowali. Jestem jed­nak szczęśliwa. Na tej skale panuje spokój, którego nie sposób doświadczyć na wybrzeżu. Latem wpływają i wypływają setki statków, a za moim szczę­ściem kryje się świadomość, że to ode mnie zależy ich bezpieczeństwo”.

*

DALEJ NA POŁUDNIE NIE MA JUŻ ŚWIATŁA, tylko rozszalałe morze i ry­czą­ce czterdziestki. Następny stały ląd to dopiero Antarktyda.

[…] ostatnimi laty ogłoszono program wolontariatu dla pary, która chcia­ła­by spędzić na wyspie pół roku. Tymczasowi mieszkańcy byli zobo­wią­za­ni nadzorować wyposażenie i dokonywać pomiarów mete­o­ro­lo­gicz­nych. Na pierwszy nabór wpłynęło ponad tysiąc zgłoszeń.

*

PO ZAKOŃCZENIU PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ Francja wspiera reintegrację zawodową wielu żołnierzy, którzy zdrowiem przypłacili udział w konflikcie. Dekret z 1924 roku wyznacza listę zawodów za­revzer­wo­wa­nych dla weteranów, na której znajdują się posady listonosza oraz straż­ni­ka parków i muzeów. Urzędnicy umieszczają tam również zawód latarnika, być może zakładając, że to mało wymagająca służba.

*

KIEDY NIEDOŚWIADCZONEGO KEVINA ARSENAULTA przydzielono do obsługi latarni, o której prawie nic nie wiedział, zapytał swoich kompanów ze straży przybrzeżnej, jak wygląda tam życie. Jeden z nich zapewnił go, że dziewczyny rosną tam na drzewach. Gdyby Arsenault przeczytał coroczny raport Lighthouse Board z 1891 roku, dowiedziałby się, że na Matinicus Rock „nie ma ani jednego drzewa ani krzaka, a trawy na skale też się nie uświadczy. Powierzchnia wysepki to ledwie bezładna sterta kamieni, często smaganych i przesuwanych przez fale”.

José Luis González Macías, Światło na krańcach świata. Mały atlas latarni morskich, przeł. Patryk Gołębiowski,
Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2021.

niedziela, listopada 07, 2021

4426. 311/365

fakt, który — dla zmniejszenia siły rażenia — często traktujemy tylko jako opinię: nie ma dla mnie ratunku.

ale, ale — nie wiadomo skąd pojawia się przewrotne i niegłupie pytanie: przed czym uratowała mnie choroba?

z czego w tym chorym świecie mogę teraz świadomie zrezygnować i cieszyć się jeszcze bardziej swoim Życiem?

311/365

4425. Z książki wyjęte… (III)

Te literki (jak tamte) wyjęłam z tej książki. Klik, klik i na samym szczycie wirtu­al­ne­go stosiku książek-wyjętych-z-innych-książek okrakiem rozsiadł się ten esej.

Esej w moim świecie dość egzotyczny, bo z historii idei. Wyma­ga­ją­cy inte­lek­tual­nie, ale też stanowiący plasterek na moje kompletne niezro­zu­mie­nie tego, co dzieje się w Polsce, w której miernota organizuje życie wszystkim obywatelom, gdzie jeden z drugim kretynem*, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności, dokonują pro­jekcji swojego skromnego potencjału umy­sło­wo-emo­cjo­nal­ne­go na innych.

___________
  * tak, tak, to bardzo grzecznie o marszałku z-bożej-łaski-terleckim (pisownia pozbawiona sza­cun­ku nieprzypadkowa).

[…] do rozmowy potrzebne jest oczywiście minimum dobrej woli, ale poza tym jako tako uporządkowane i racjonalne poglądy. Żeby roz­ma­wiać trzeba wiedzieć, o czym się rozmawia i jakie w danej kwe­stii zajmuje się stanowisko. I oczywiście nie wolno kłamać, chociaż – jak w każdych negocjacjach – elementy przesady i delikatnego szantażu są nie­uniknio­ne. Ilość jednak nie wie[,] co mówić, bo nie wie, co myśli. Nie jest to w żadnej mierze obraza, to opis rzeczywistości, której uniknąć się nie da. A w związ­ku z tym politycy reprezentujący, w swoim mniemaniu, bo in­nej legitymizacji niż mniemanie (poza zde­pra­wo­wa­ny­mi wyborami po­wszech­ny­mi) nie posiadają, nie mogą mieć choćby minimalnie spójnych poglądów. To nie jest nawet ich wina. Ich winą jest tylko to, że wy­łącz­nie z chęci czy żą­dzy władzy, decydują się na zostanie politykami.

*

Ilość nie chce słuchać, chce tylko usłyszeć jedno słowo, ostatecznie jedno krótkie zdanie.

*

Od kilkunastu, a na pewno od kilku lat, pojawiają się jednak „nowi dzicyw sferze politycznej, którzy niczego negocjować nie chcą. […] Innymi słowy, jeżeli zgodzimy się – powtarzałem to wiele razy – że w po­li­ty­ce są tylko dwa narzędzie: rozmowa i siła, to negocjacje, czyli roz­mo­wę, coraz częściej zastępuje się siłą. Siła zaś wynika z wsparcia ilości. A często wsparcie to jest wątpliwe, jednak arytmetyka wyborcza je wymusza.

*

Wulgaryzacja i – szerzej mówiąc – dewastacja języka literackiego ma poważniejsze konsekwencje dla kultury niż zwykliśmy sądzić. Nowy język, na skutek spo­wo­do­wa­nych – między innymi – przez wulgaryzację, a po­nad­to przez zatratę zdolności gramatycznych i uży­wa­nie słów bez sensu i zrozumienia, uniemożliwia wła­ści­wy odbiór dawnych dzieł sztuki, a zwłaszcza książek.

*

W zasadzie w normalnych okolicznościach – wbrew licznym auto­rom – polityka historyczna po prostu nie istnieje. W ramach wolnego spo­łe­czeń­stwa działają rozmaite grupy wielbicieli postaci historycznych czy ważnych zdarzeń, lokalnej historii lub – na przykład – historii mówionej. I znakomicie. Z polityką historyczną nie ma to nic wspól­nego. Poli­ty­ka historyczna polega na lansowaniu określonego wizerunku przeszłości dla celów teraźniejszości, czyli polega na mani­pu­lo­wa­niu przeszłością w celu na­rzu­ce­nia konkretnych wzorców i symboli, konkretnej wizji czasu minionego. Nie ma polityki historycznej bez – łagodnego lub natarczywego – forsowania jednej wizji, jednego kryterium wyboru i jed­ne­go wyobrażenia przeszłości.

*

Paradoksalnie to w sporach demokratycznych polityka historyczna zaczęła zajmować coraz poważniejsze miejsce, kiedy to poza zdobywaniem głosów na naj­bliż­sze wybory postanowiono stworzyć stabilny elektorat. Polityka historyczna stała się zatem zabiegiem sto­so­wa­nym przez partie polityczne. Dodajmy, że sto­so­wa­nym tym intensywniej, im mniej te partie mają do zaoferowania w realnych dziedzinach życia.

*

Przebywanie w świecie równoległym wymaga obe­cno­ści także w świecie ilości. Więc, jak wszyscy, reaguję na kłamstwo, głupotę, ale i na wielkość. Nie obwiniam świata ilości o to, że mi utrudnia życie lub czyni je nie­znoś­nym. I co by to dało? Jestem przecież częścią tego świata. Nie jest tak, że my­śle­nie równo­le­głe ustanawia byt równoległy. Sądzić tak byłoby świa­dectwem ra­dy­ka­lne­go i zarazem utopijnego kon­ser­wa­ty­zmu. Nie jestem ani lepszy, ani bardziej sku­tecz­ny. Ze­sta­wiam tylko swoje myślenie, swoje po­czu­cie miejsca w świecie ducha. Nie mam pretensji do innych, że są gdzie indziej, dopóki mi niczego nie zakazują lub dopóki ich praktyki nie za­gra­ża­ją moim sposobom myślenia.

*

[…] wiedza ekonomiczna o świecie współczesnym opie­ra się na idei wzrostu i idei naukowości. Widzimy, jak łatwo ludzkość daje się oszukać, czy raczej podlega, bo nie winię ekonomistów, autoułudzie. We wszystkich innych przy­pad­kach, kiedy nas ktoś namawia do zgody na naukowy charakter przewidywania przyszłości, ma­my go za oszusta lub szaleńca, ewentualnie na­zy­wa­my to „futurologią”. Wzrost to nie tylko opis[,] że wzrasta, to norma – powinno wzrastać – i miara[,] ile komu wzrasta, oraz prze­po­wied­nia – będzie wzrastać.
     Oczywiście, we wszystkich tych wymiarach akce­ptu­je­my wzrost i by­li­by­śmy bez niego pozbawieni busoli. Żadna inna idea nie opanowała tak świa­ta za­cho­dnie­go. Zaczyna się od jednostki i jej manii lepszej pracy, lepszego samochodu, lepszych wakacji, lepszych dzieci, lepszego leczenia i – ge­ne­ral­nie – lepszego życia, cho­ciaż nie wiadomo, jaki miałby być sens tego życia. Na­stęp­nie idea wzrostu ogarnęła większe zgrupowania ilości, aż – ostatnio – sięga coraz częściej poza umowne granice Zachodu. Na wszystkie za­strze­że­nia – bez­ro­bo­cie, zła służba medyczna czy edukacja, niedostatki przy­jem­no­ści i rozrywki – odpowiedź jest jedna: im wzrost będzie szybszy, tym wię­cej jeszcze istniejących problemów uda się rozwiązać, a każde za­ha­mo­wa­nie wzrostu prowadzi do poczucia nie­szczęś­cia, do po­czu­cia kry­zy­su, do zmian po­li­tycz­nych i po­li­tycz­ne­go wysiłku na rzecz uratowania wzrostu.

*

Te same pytania wymagają czasem innych odpowiedzi. Banalność polega na tym, że sądzimy, iż z samego przy­zywania przeszłości cokolwiek wy­nik­nie. Nie ma europejskich wartości bez warunku, jakim jest auto­kry­ty­cyzm. A jakie będą to wartości, ba, jakie są – tego nie wiemy, bo nie myślimy rów­no­leg­le, bo banał uwiel­bia­ny przez ilość nas satysfakcjonuje. Bo się powta­rza­my. Jednak wcale tak być nie musi. I to jest nasza druga strategia – wal­czyć z bezmyślnością, banałem i brakiem filozofii, czyli zdzi­wie­nia i nie­ustan­ne­go podawania w wątpliwość. Jaka będzie jej skuteczność? Tego nie wiem, ale wiem, że tędy droga. Nic nie jest stracone.

Król Marcin, Do nielicznego grona szczęśliwych,
Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Zachowuję wdzięczność dla ludzi, ksią­żek, obrazów, pejzaży, dzięki którym świat wy­dawał się swo­bod­niej­szy i roz­leg­lej­szy, bliż­szy, kryjący w so­bie wiele zakątków.

*

Kończę i wychodzę z psami na spacer. […] Psy pędzą za sarną. Wiedzą przecież, jak i ja wiem, że nie dojdę do moich ho­ry­zon­tów, tak jak one jej nie dogonią. Ale pędzą zadowolone. Obym umiał brać z nich przykład.

(tamże)

sobota, listopada 06, 2021

4424. Z książki wyjęte… (II)

Z tej książki wyjęłam te rozmowy. Dawno nie miałam takiego tempa wyciągania książek z książek — to druga z trzech (pierwsza tu, trzecia tu).

Dwie poranne kawy i dużo przyjemności z czytania — o tym jest dla mnie ta książka, te rozmowy, te zatrzymane w słowach doświadczenia i chwile. A potem już tylko dwa dni, by zdecydować się na wybór cytatów.

Cytatów zaś dużo, bo dużo wspaniałych Ludzi w tej książce zabiera głos. Zabiera w mądry sposób. Muszą tu więc być.

Wie pan, ja [Małgorzata Goetz] jako dziennikarz nauczyłam się używać „słów”, znam – jak mi się wydaje – większość. Ale takiej wiązanki to nie słyszałam chyba nigdy. I myślę sobie, że blok jest komunalny, cała masa ludzi mieszka, z różnych środowisk, no ale żeby tak latem, tak głośno takie wiąchy puszczać…
     [B.S.] Ale takie soczyste czy takie banalne, trywialne?
     Ona [M.G.]: Żadne tam trywialne! Soczyste, proszę pana, wymyślne! A przede wszystkim głośne. No i nagle zdaję sobie sprawę, że ten głos świet­nie znam. I że to robi tuż za ścianą, przy otwartym oknie mój mąż, który w wię­zie­niu nauczył się… Wie pan, to jest takie ładne tłumaczenie, że w wię­zie­niu człowiek się takich soczystych fraz nauczył. A to są takie wie­lo­pię­tro­we przekleństwa.
On [Karol Modzelewski]: Bo póki człowiek nie wysapie całej złości, to jeszcze ma w głowie masę pomysłów, co by tu z siebie wyrzucić.

*

No, jakoś tak to widzę. Że owszem, jesteśmy odrębni, różni, ale to, co nas łączy – jest wspólne. Przyglądamy się temu, co między nami, chronimy to, czasem tłuczemy, a czasem sklejamy. Zawsze razem.
// Małgorzata Goetz

*

[B.S.] A jak czułość okazują sobie stare ciała?
     Ona [Małgorzata Goetz]: Już panu mówiłam. Trzeba się dotykać bez przerwy.
     On [Karol Modzelewski]: Ciało to nie jest problem. Nie prze­szka­dza w miłości.
     [B.S.] Ale się zmienia.
     On [K.M.]: Zmienia się, oczywiście. Ale co, mam płakać, że nie pojadę już na narty? Przemijanie nie boli tak bardzo, jak się może wydawać.
     [B.S.] Co się zmienia na starość?
     On [K.M.]: Człowiek mądrzejszy jest.
     [B.S.] Namiętność przemija?
     Ona [M.G.]: Dotyk na starość jest inny. Ale wie pan, to nie jest tak, że się przeskakuje z młodości w starość. Tego się nie zauważa, bo to ciągle jesteśmy my, człowiek się ciągle odrobinę zmienia.

*

[B.S.] Zastanawiam się, jak w sposób niebanalny i nie­egzal­to­wa­ny okazywać sobie czułość.
     Ona [Małgorzata Goetz]: Codziennie, w każdej moż­li­wej chwili!

*

On [Jan Kulma]: Ja siebie kocham! Bo jeśli ja nie będę siebie kochał, to już nie żyję. A Joanna [Kulmowa] siebie nie lubi. Ale jest dobrą osobą. Więc całe nasze życie polega w zasadzie na tym, że Joanna ma dobre odruchy, a ja je muszę robić.

*

On [Jan Kulma]: Kochani moi, Jo. Zawsze, gdy na horyzoncie pojawia się zło, to temu złu trzeba pokazać figę. Trzeba zawsze złu zrobić na złość.

*

Pan chciałby mówić o sprawach łóżkowych, tymczasem liczą się tylko te duchowe. Łóżko to posiada, proszę pana, każden jeden, natomiast duchowe sprawy to już nie każdy.
// Joanna Kulmowa

*

Ona [Anna Sobolewska]: Dobrą strategią jest autoironia i dystans. I zawsze jest nadzieja.
     [B.S.] No w czym?
     Ona [A.S.]:: A choćby w tym, że było się zdolnym do zniesienia po­raż­ki. Za zakrętem już kryje się coś dobrego i idziemy dalej.

*

[B.S.] Coś panią w mężu irytuje?
     On [Wojciech Jagielski]: Chyba najbardziej irytuje cię, kiedy mówię, że „wszystko będzie dobrze”.
     Ona [Grażyna Jagielska]: No tak! Nie cierpię tego. Mąż mój jest optymistą nieuleczalnym.

*

Zdarza się, że cała ta złość bierze się nie z tego, co jest rzeczywistym po­wo­dem kłótni, tylko z tego, że nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa opi­su­ją­ce­go, co czuję.
// Wojciech Jagielski

*

Cały czas staram się panu powiedzieć, że żeby człowiek cokolwiek zrobił ze swoim życiem, to musi nauczyć się nazywać swoje emocje, pragnienia i po­trze­by. Poza tym musi nauczyć się rozmawiać z partnerem. Jak to wy­glą­da? Otóż trzeba usiąść naprzeciwko siebie i wypowiedzieć najjaśniej, jak się potrafi, swoje stanowisko. Pozwolić drugiej osobie wypowiedzieć najjaśniej, jak się da, jej stanowisko. Wtedy jest szansa na kompromis.
// Grażyna Jagielska

*

Ale jeśli już tak bardzo potrzebuje pan życiowych mądrości, to moim zdaniem miłość będzie tak naprawdę potrzebą by­cia z kimś w jego najgorszych chwilach. Archaicznie brzmi, prawda?
// Grażyna Jagielska

*

Jeśli już coś mną [Ludwik Wilczyński] kierowało, to potrzeba doskonałości, przynajmniej w wyścigu ze samym sobą, piękno drogi i styl jej pokonania.
     [B.S.] W codzienności nie da się tego osiągnąć?
     Ona [Barbara Wilczyńska]: Da się!
     On [L.W.]: Ale jak?
     [B.S.] Przejmować kontrolę nad światem podczas budzenia dzieci do szko­ły, przygotowywania im śniadania, zawożenia ich na zajęcia poza­lek­cyj­ne, codziennego chodzenia do pracy…
     On [L.W.]: Te wszystkie czynności nie są niezwykłe. Natomiast to praw­da, niezwykłe jest, gdy człowiek podporządkowuje się temu codziennemu rytmowi. Myślę, że moje zmaganie się ze ścianą, kiedy mam kontrolę nad sytuacją, jest w jakimś sensie porównywalne z chwilami, w których czło­wiek odnajduje satysfakcję w codziennej krzątaninie.

*

[B.S.] A może mamy problem z patrzeniem na przemijanie?
     Ona [Elżbieta Malzahn]: To znaczy?
     [B.S.] Brzydzi nas patrzenie na to, co leży.
     Ona [E.M.]: To prawda! Natura pokazuje nam swoje różne oblicza. Jest idealną metaforą przemijania. Coś może upaść na ziemię, ale w naturze to wcale jeszcze nie oznacza, że zostało stracone.

*

[B.S.] Co to jest miłość?
     On [Antoni Gucwiński]: To trzeba pytać jakiegoś humanistę.
     [B.S.] Pytam pana! Pan jest doświadczony w miłości.
     On [A.G.]: To jest zupełnie inne zjawisko w zależności od tego, ile ma się lat.

*

Przedmioty mają w domu przynajmniej dwa znaczenia. Po pierwsze wyrażają duchowość – te najczęściej związane są ze wspomnieniami. Po drugie są naszymi marzeniami i wyobrażeniami o domu.
// Cezary Szczylik

*

Ona [Henryka Krzywonos-Strycharska]: Starzy kochankowie. Tak trzeba żyć. Nieustannie się bawić życiem. I na nic się nie oglądać.
     On [Krzysztof Strycharski]: I głaskać!
      Ona [H.K.S.]: I głaskać! Codziennie przytulać, całować kilka razy dziennie. I żyć.

Strzelczyk Błażej, Moja żona głaszcze jeże. Rozmowy małżeńskie,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019.
(wyróżnienie własne)

Ona [Justyna Pronobis-Szczylik]: Chłopcy. Jeśli ktoś jest silny, to nie bije na zasadzie bij zabij. Taka walka na śmierć i życie, tłuczenie talerzami, trza­ska­nie drzwiami, odwracanie się na pięcie, spirala oskarżeń i tak dalej wca­le nie dotyczą ludzi silnych!
     [B.S.] Tylko?
     Ona [J.P.Sz.]: Tylko bezsilnych!
     On [Cezary Szczylik]: Ja myślę, wie pan, że to można pokazać na przy­kła­dzie polityki.
     Ona [J.P.Sz.]: No nie.
     On [C.Sz.]: Zaraz! Nie uważasz, że istnieje tu podobieństwo? Przecież są tacy politycy, których osobowość nie zweryfikowała się w związku. Nigdy nie byli w związku albo ich związki się nie udały.
     [B.S.] No, jest ktoś taki w polityce.
     On [C.Sz.]: Prawda? I z jakiegoś powodu tacy ludzie nagle odnoszą suk­ce­sy? Są mistrzami manipulacji?
     Ona [J.P.Sz.]: Ale jaki on sukces osiągnął? Tam nie ma żadnego sukcesu.

*

Jednym z elementów dojrzałości jest umiejętność prze­wi­dy­wa­nia konsekwen­cji niszczących działań. Innymi słowy, dorosły człowiek jest zobowiązany do tego, żeby wziąć odpo­wie­dzial­ność za skutki swojego postępowania.
// Justyna Pronobis-Szczylik

(tamże)

piątek, listopada 05, 2021

4423. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#5)

Złota, polska jesień — a w zasadzie to, co po niej zostało — przed izbą przyjęć jednego z war­szaw­skich szpitali i… musiałam cyk. Konkursu pew­nie nie wygra, ale nominacja do Złotej Siekiery 2021 należy się jak psu micha. Może będzie chociaż wy­róż­nie­nie? — lobbuje kontener.

Pamiętacie akcję: Czy naprawdę chciałbyś być na naszym miejscu? Cóż, była skierowana do ludzi, nie do firm.

Obśmiałam się tylko, bo kompozycja wydała mi się zacna. Bezmyślni są wśród nas. Są wszędzie, nie tylko w rządzie. I za tę profesjonalną bez­myśl­ność biorą pieniądze.

Mało? I numer kontenera — wiesz? — jest palindromem.


Złota Siekiera 2021

czwartek, listopada 04, 2021

4422. 308/365

cel — z jednej strony niedościgniony, ale ścigany; z drugiej ten beznadziejnie oczywisty. droga — trzeci tydzień wystarczająco trudna, by mieć dość. ale towarzystwo — wspaniałe!

308/365


 & much more of James Norbury’s Art,
[dostęp: 4.11.2021].

środa, listopada 03, 2021

4421. Podwójne „po”

Z premedytacją na pierwsze „takie” dwa dni listopada nabyłam, bo nie­zabliźnio­ne jeszcze, osierocone miejsce w sobie mam. I był to strzał w dziesiątkę. Jest po, czyli 3 listopada. Jest po, czyli po książce.

Intymna. Poruszająca. I to wystarcza z nawiązką temu delikatnemu, bez­bron­ne­mu miejscu.

Wa­hać się to iść przez śro­dek, praw­dzi­wy śro­dek, nie jed­nej, lecz wie­lu li­nii.

*

[…]jak gdy­by[…] ba­da przej­ście mię­dzy dwo­ma świa­ta­mi, prze­mie­rza­jąc je, za­wsze pra­wie nie­zau­wa­żal­ny­mi kro­ka­mi, łą­czy, krą­żąc od jed­nej do dru­giej, dwie moż­li­we tra­sy, dwa spo­so­by za­pusz­cza­nia się w nie – bez sko­ków, bez dłu­gich su­sów, bez zbyt­nie­go oddalania się.

*

Wy­my­śla­nie hi­sto­rii to nie fan­ta­zjo­wa­nie. To wy­ry­wa­nie ze snów po­żyw­ki dla re­al­no­ści.

*

Sztu­kę sta­wia­nia py­tań na­zy­wa się ero­te­ty­ką. Jest to, jak do­brze wska­zu­je ety­mo­lo­gia te­go sło­wa, sztu­ka prze­ka­zy­wa­nia pra­gnie­nia wie­dzy, po­bu­dza­nia hi­sto­rii. Sztu­ka ero­ty­zo­wa­nia wer­sji.

*

Otwie­ra­my się na to, by coś się zda­rzy­ło.

*

Ci, któ­rzy pi­szą po to, by od­kryć lub zba­dać, co my­ślą – wie­dzą, że pi­sa­nie i myśl są z tej sa­mej ma­te­rii.

*

Cóż wie­my o tym, co trzy­ma nas przy ży­ciu?

*

[…] hi­sto­ria wca­le się nie koń­czy. Że otwie­ra się na coś in­ne­go. Na in­ne wa­rian­ty, in­ne nie­do­koń­cze­nia, in­ne obec­no­ści.

*

Zna­kiem sta­je się to, na co od­po­wia­da­my.

*

Wy­my­ślać hi­sto­rie, ak­tyw­nie, by prze­ka­zać – i dać od­czuć – moż­li­wo­ści do­tąd nie­do­strze­ga­ne lub prze­mil­cza­ne. Na tym po­le­ga sztu­ka prze­mian.

*

Zna­ki na­le­żą, oczy­wi­ście, do za­so­bów.

*

Bo­wiem nie cho­dzi o to, czy mó­wi praw­dę, czy nie­praw­dę, cho­dzi o zro­zu­mie­nie, co ta wy­po­wiedź po­ru­sza i ja­kie są jej skut­ki. […] To, co nie mo­gło być zro­bio­ne, da się jesz­cze zro­bić.

*

[…] roz­sz­czel­nia­nie du­szy: spo­tę­go­wa­nie zdol­no­ści od­czu­wa­nia, wy­pró­bo­wy­wa­nie róż­nych wa­rian­tów by­cia obec­nym.

*

Zresz­tą sny ja­ko śro­dek tech­nicz­ny czę­sto funk­cjo­nu­ją wła­śnie w ten spo­sób. Moż­na by o nich po­wie­dzieć, że są pod­stęp­ne: prze­ka­za­nie wia­do­mo­ści to przy­kryw­ka, gdy tym­cza­sem ich praw­dzi­wy cel to wpra­wić w ruch, wy­słać, zo­bo­wią­zać do prze­ka­za­nia, po­łą­czyć.

*

Ta­jem­ni­ca, in­spi­ra­cja, sen: trzy miej­sca, w któ­rych na­ga­bu­je się, in­da­gu­je, zmu­sza do pra­cy myśl.

Vinciane Despret, Wszystko dla naszych zmarłych.
Opowieści tych, co zostają
, przeł. Urszula Kropiwiec,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Zmar­li po­sia­da­ją nie­sa­mo­wi­tą zdol­ność po­bu­dza­nia wi­tal­no­ści. Bez nich licz­ni ży­wi spo­śród tych, któ­rzy znaj­du­ją się pod ich opie­ką, by­li­by mniej ży­wi.

*

Moż­li­wość przy­ję­cia jest wa­run­kiem da­ru.

*

Sen wy­ma­ga od te­go, kto jest je­go ad­re­sa­tem, by na­uczył się go for­mu­ło­wać ja­ko py­ta­nie, na któ­re trze­ba czyn­nie od­po­wie­dzieć: „Cze­go ode mnie chce?”. […]
     Na py­ta­nie: „Co z tym zro­bić?” Mar­cos Ma­te­os ra­dzi od­po­wie­dzieć: „No cóż, ro­bi się z te­go za­gad­kę”. […]
     Zmar­li spra­wia­ją, że śni­my. To jed­na z ulu­bio­nych form tro­ski, ja­ką ota­cza­ją ży­wych, zmu­sza­ją ich do pra­cy nad za­gad­ką, zmie­nia­ją bieg ich dzia­łań, za­chę­ca­ją do ze­rwa­nia z przy­zwy­cza­je­nia­mi, ka­żą ina­czej poj­mo­wać rze­czy.

(tamże)

4420. 307/365

w każdej chwili znaleźć szczelinę szansy. w niemożliwym wypatrzeć zarys tego, co wciąż możliwe. i koniecznie oddychać!

307/365

poniedziałek, listopada 01, 2021

4419. 305/365  //  Panna cotta (XVIII)

wdech, wydech. wdech–miłość, wydech–strach. czasem nie pozostaje nic innego, ale można dorzucić radość, wynikającą z konsekwencji zmiany rodzaju*.

305/365

___________
  * l’amore (r.m.), la paura (r.ż.).

4418. Z książki wyjęte…

Wyjęłam te literki z tej książki i natychmiast zrobiłam klik, klik, by po chwili mieć je na czytniku.

Ta książka jest gęsta od przemyśleń i doświadczeń. Mnie pozostawiła z do­peł­nie­niem przeczucia, że jaty mieszczą duże większe bogactwo niż ograniczające spo­łecz­nie i kulturowo — a nie tylko wytwarzające dystans — on czy ona.

Ciekawe, jakim krajem byłaby Polska, gdy­by każda jej obywatel i każ­dy jej oby­wa­tel­ka był w stanie uczciwie wobec siebie roz­po­znać w sobie okruch queerowatości, który czyni ich niepowtarzalnymi, fa­scy­nu­ją­cymi osobami.

Poczułam ulgę, znajdując swoje miejsce, bo z pewnością od zawsze jestem queer. Obśmiałam się, gdy dotarło do mnie, że rodzina, którą tworzę, jest również jak najbardziej queer. Czy dlatego jest mi w niej dobrze?

Pozostało mi pochylić się nad wielopłciowymi matkami mojego serca— ze­brać je razem, każdej z nich być świadomą.

Słowa zmieniają się w zależności od tego, kto je wypowiada; nie ma na to rady.

*

Chcę ciebie, jakiego nikt inny nie widzi, chcę cię tak blisko, że nie będzie trzeba stosować trzeciej osoby.

*

Ale kiedy teraz o tym myślę, słyszę tylko szum prób wyjaśnienia czegoś sobie nawzajem, sobie samym, na temat naszych dotychczasowych do­świad­czeń na tej ogołoconej, zagrożonej planecie. Jak to często bywa, in­ten­syw­ność naszej potrzeby bycia zrozumianym zniekształciła nasze stanowiska, zagoniła nas w głąb klatki.
     „Chcesz mieć rację czy się porozumieć?” – pytają terapeuci par.
     „Nie chodzi o to, by odpowiedzieć na pytania, ale wydostać się, wydostać się z tego”.

*

Pytanie o to, czego może doświadczyć psychika, lub też du­sza, zależy w dużej mierze od tego, z czego według nas jest zrobiona.

*

[…] niemal każde społeczeństwo uparcie postrzega dzieci jako bilet – może nawet jedyny – do sensownego życia [wszystko inne to tylko nagroda po­cie­sze­nia] oraz że większość tych społeczności wymyśliła również wszel­kiego rodzaju sposoby, od subtelnych po przerażające, na karanie kobiet, które nie chcą się rozmnażać […].

*

[…] podmiotowość jest bez wątpienia relacyjna, a także dziwna. Jesteśmy dla innego albo na mocy innego.

*

Ja nie chcę niczego reprezentować.
     Jednocześnie każde słowo, które piszę, można odczytać jako pewnego rodzaju obronę czy potwierdzenie wartości tego, czym jestem, jaki punkt widzenia mam rzekomo do zaoferowania, tego, co przeżyłam.

*

Nie licząc zatwardziałych religijnych konserwatystów, kto w heteryckim świecie naprawdę doświadcza przyjemności seksualnej jako nierozerwalnie związanej z reprodukcją?

*

Jednak w miejscach publicznych ciało w ciąży jest również obsceniczne. […] Szczególnie irytuje przeciwników aborcji, którzy woleliby rozdzielać ten dwu­pak jak najwcześniej – dwadzieścia cztery tygodnie, dwa­dzie­ścia ty­go­dni, dwanaście tygodni, sześć tygodni… Im szybciej rozdzieli się te dwie oso­by, tym prędzej będzie można pozbyć się jednego skład­ni­ka: ko­bie­ty z prawami.

*

Również mam ochotę wsadzić komuś kij w oko za każdym razem, gdy słyszę o „ochronie dzieci” jako uzasadnieniu rozmaitych podejrzanych pro­gra­mów: od uzbrojenia przedszkolanek, przez zrzucenie bomby ato­mo­wej na Iran, likwidację całej sieci bezpieczeństwa socjalnego, po wydobycie i spa­le­nie resztek zasobów paliw kopalnych na świecie.

*

Boję się. Jak głęboki może być ból.

*

[…] lubię fizyczne przeżycia, w ramach których można się poddać. Niewiele jednak wiedziałam o przeżyciach, które wymagają kapitulacji – które roz­jeżdża­ją cię jak ciężarówka, bez hasła bezpieczeństwa, które mogłoby wszystko zatrzymać.

*

[…] im częściej się ją [przyjemność] odczuwa i okazuje, tym mocniej się mnoży, tym możliwsza się staje i tym bardziej wchodzi w nawyk.

*

[…] wystudiowana skłonność do uników ma swo­je ograniczenia, swoje sposoby ograniczania pewnych form szczęścia i przyjemności. Jak przy­jem­ność przetrwania. Przyjemność nalegania, wytrwałości. Przy­jem­ność obo­wiąz­ku, przyjemność zależności. Przyjemność zwykłego oddania. Przy­jem­ność uznania, że być może trzeba będzie dojść do tych samych wnio­sków, zapisać te same uwagi na marginesie, powrócić do tych samych tematów w swojej pracy, na nowo poznać te same prawdy emocjonalne, ciągle pisać tę samą książkę – nie dlatego, że się jest głupim, upartym czy niezdolnym do zmian, ale dlatego, że to z takich powtórek składa się życie.

*

[…] wypowiedzieć znaczy ochronić.

*

W rzeczy samej, jedna z zalet rodziny genderqueer – i miłości do zwierząt – to świadomość, że opieka jest oderwana od – i adresowana do – każdej płci, każdej czującej istoty.

Maggie Nelson, Argonauci, przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.
(wyróżnienie własne)

Empirycznie rzecz ujmując, jesteśmy stworzeni z gwiazd. Dlaczego więcej o tym nie mówimy?

(tamże)

4417. U Białego Kruka (LXXXVI)

drewniane, dopracowane w każdym milimetrze każdego elementu. miały tylko jedną wadę — szybko się ułożyły. wczoraj było po puzzlach, ale dopiero dziś było światło, by Biały Kruk mógł zrobić dla mnie cyk.

nie widzę wilka. ^..^ przed oczami stają mi po kolei wszystkie psy, które opiekowały się Małą Danią. i czuję wdzięczność, że każdego z nich mogły czuć moje dłonie.


fot. Biały Kruk.

niedziela, października 31, 2021

4416. 304/365

     — pewnych rzeczy nie mówię, by cię nie ranić — usłyszałam.
tak jakby o tych rzeczach nie informowały mnie wprost twoje gesty, milczenie, nieobecność i dłonie, które już do mnie się nie wyciągają.

sprowadzona do przedmiotu troski śmiem pytać: kim jesteś, by decydować za mnie, co mnie rani?

304/365

sobota, października 30, 2021

4415. 303/365

nie chodzi o mnie, lecz o Mnie. o gęste i soczyste. poza faktami, ograniczeniami, słowami i czasem.

303/365

*

nie chodzi o ciebie, lecz o Ciebie. o gęste i soczyste. poza faktami, ograniczeniami, słowami i czasem.

303/365

4414. Tego się trzymać i już! (II)

Czytanie tych dwóch fragmentów dzielił zaledwie jeden dzień. Nie ustaję w prze­świad­cze­niu, że oba czytałam najpóźniej wczoraj, co jest nieprawdą. Wciąż we mnie żywe robią mi zna­czą­cą różnicę. Może dlatego, że bio­rę to, co mi dano — przestałam kaprysić.

Wziąłem to, co nam dano, zareagowałem
i poszedłem o krok dalej.
// Bart Staszewski

[w:] Anna Konieczyńska, Polacy pod tęczową flagą,
Wydawnictwo Znak, Kaków 2021.

[…] bierzemy życie z tym, co nam niesie, i próbujemy
zrobić to, co do nas należy, najlepiej jak potrafimy.

Magdalena Moskal, Emil i my. Monolog wielodzietnej matki,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.

4413. U Białego Kruka (LXXXV)

20 puzzli ułożonych, ale to cień
serce mi skradł po cichutku.


fot. Biały Kruk.

4412. Widok z mojej części kartonu

Tytuł tej książki zwalił mnie mentalnie z nóg, gdy fizycznie zaczynałam widzieć światełko nadziei w tunelu trudności.

To książka przede wszystkim o tym, o czym nie rozmawiamy, a co cywi­li­zo­wa­ny świat już dawno przedyskutował. Nie rozmawiamy, bo jako naród po­sta­no­wiliśmy nadrobić z nawiązką lekcje z pogardy i skurwysyństwa: w kościołach od lat, trzeci miesiąc na granicy, w sejmie od wczoraj.

Wszystko jest polityczne. Nawet ta niby neutralna nauka. Jak po­wie­dział pewien przemądrzały szczur: „Zło nazbyt często jest owocem głupoty. To, jak się zachowujemy, jak postępujemy wobec rzeczywistości i wobec in­nych ludzi, zależy od naszej wie­dzy. To, co myślimy, zależy od naszej wie­dzy, i to, co robimy, zależy od naszej wie­dzy. Od informacji o wszech­świe­cie, o naszej planecie, ciele człowieka”. Bardzo chcę w to wierzyć. Wydaje się jednak, że niezgoda na aborcję czy eutanazję nie wynika z braku wiedzy, wynika z niezachwianej wiary w pewne wartości. A może wynika przede wszystkim z braku konkretnego doświadczenia życiowego?

*

[…] cierpienie i ból to skandal.

*

No i to jest koniec dyskusji. Gdzieś na samym dnie przepaści, która się mię­dzy nami rozpościera, leży jej praprzyczyna – funda­men­ta­lizm re­li­gij­ny. I kamuflowana, ale bardzo głęboka homofobia. […] Ach, jaki ja byłem głu­pi, twierdząc, że zło bierze się z nie­wie­dzy! Cóż po wiedzy w starciu przeciwko warto­ściom?! Fakty, nie wartości. Fakty! Rozmawiajmy o faktach! Jeśli wciąż będziemy ględzić (tak, ględzić, kurwa, i pierdolić) o warto­ściach, nie ma szans na porozumienie. Geje-tam, bio-tam, coś tam. Bóg tego nie chce. To samo aborcja, in vitro, eutanazja, no dokładnie to samo! Razem to po pro­stu szatańska czwórca.

*

     – Wymyślisz coś?
     – Postaram się.
     – Obiecaj mi to.
     […]
     – Żebym chociaż mógł jak pies! Żebym jak pies mógł zde­chnąć, jak nasz Morris, żebym mógł odejść, zasypiając po prostu. Czemu nie mogę jak pies umrzeć?

*

Smutek jest tutaj jak wielki stary słoń, a promienie słońca jak armia mrówek próbujących go zepchnąć w przepaść.

*

Moje niskie ciśnienie bardzo mi się podnosi, kiedy mama żali mi się na­za­jutrz, że ów pan i władca oddziału zadzwonił, żeby ją opier­do­lić. […] Noż kurwa, ty wąsaty chuju, czy to naprawdę tak nie­wia­ry­god­nie nienormalne, że żona umierającego gościa chce wiedzieć, co się z nim dzieje przez całe doby? I nie, że jakaś tam kulturalna re­pry­men­da, tylko dupek krzyczy, warczy, zadaje retoryczne py­ta­nia podniesionym głosem. Kobiecie, której umiera mąż! Oj, będziesz jeszcze wracał do domu kanałami…
     Tak właśnie mniej więcej kończy się moja miłość do Po­ro­zu­mie­nia bez Przemocy, czar prysł, fuck yourself, NVC, do widzenia!

*

Nagle – jakby nam przeszła przed nosem żyrafa – z oddziału wy­cho­dzi so­bie zwyczajnie jakiś prężny księżulo. Spowiednik! Spowiednik może wejść i siedzieć z chorym, ale jego żona i syn nie mogą! Spo­wied­nik łażący po róż­nych szpitalach, zgarniający góry zarazków, może wejść do mojego ojca, a ja nie mogę! I moja mama nie może! Kurwa, no nie mogę!

*

Czego jeszcze chcesz, niewdzięczny obywatelu? Nie widzisz, jak nasi herosi harują w pocie czoła? Widzę. Niektórzy lekarze spisują się wspaniale, na­praw­dę. A niektórzy nie. Mój ojciec po powrocie z pa­lia­cji jest wrakiem, roz­sy­pu­je się, potrzebuje, żeby cały czas ktoś z nim był, trzymał go za rękę, tulił go, utrzymywał go w całości. Chce spać, ale boi się zasnąć, boi się, że obudzi się w szpitalu.

*

Nienawidzę was, kościółkowe debile! Jakże staram się was nie nienawidzić i jakże mi to dziś nie wychodzi! Jebani biskupi. To oni, to ich wina, pier­do­lo­nych spaślaków! Siemanko, sakralne świry, życzę wam wszystkim, którzy krzyczycie przeciwko eutanazji, żebyście leżeli mie­sią­ca­mi, wyjąc z bólu i błagając o śmierć! Moja wściekłość na Kościół i re­li­gij­ne z dupy wyssane bzdury jest tak szalona, tak ogromna, że chcę widzieć wszystkie notre dame’y w ogniu, wizualizuję sobie całą tę patologiczną spo­łecz­ność ka­to­li­cką konającą w płomieniach, tonącą w lodowatych falach, w tych wszystkich swoich piekłach, którymi się podniecają ich zdewociałe mózgi. Zdychajcie w męczarniach, pojeby! Zdychajcie w męczarniach, sko­ro tak tego pragną te wasze, kurwa, dusze! Chuj z tą polityczną po­praw­no­ścią, chuj z tym wystrzeganiem się języka nienawiści, niech żyje bóg mordu! Męczcie się, cierpcie! Za to, że to nielegalne, choć to absurdalne, że muszę teraz kombinować, obiecywać tacie, samemu go mordować, nie wiadomo jak! Za to, że mój ojciec nie może umrzeć jak zwierzę, musi jak człowiek, „po ludzku”, w męczarniach, bo na to się, kurwa, za­no­si. Zdychajcie, zjeby!

Mateusz Pakuła, Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję,
Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2021.
(wyróżnienie własne)

Moje chronometry wyłączają się, uru­cha­mia­ją się nieznane mi wcześniej kairometry.

(tamże)

*

Quincy Jones, Everything Must Change.

czwartek, października 28, 2021

4411. Nim (II)

Niewiele nietkniętych tomików Poetki mi pozostało. Ich okładki mnie postrzymują, nie zachęcają, niczego nie obiecują. Ten tomik przypomniał o swoim istnieniu pod­czas czytania tamtej książki. Klik, klik, między bólem a bólem, który jeszcze dało się znieść, nim przyszedł ten, który pozbawił mnie jakiejkolwiek ochoty do życia, pozo­sta­wia­jąc wyłącznie zwierzęcą potrzebę przetrwania.

i pilnować, by nikt nie podchodził, to wyzwanie
należy podjąć, żeby ktoś coś kiedyś zrozumiał
z tego, co tutaj zaszło.

*

[…] nadal nie wiem,
co sobie myślałeś, kim dla ciebie byłam,
dokąd teraz idziesz, gdzie jest miejsce przeszłości
i czy naprawdę należę do gatunku,
który powinien choć próbować czerpać tlen z powietrza.

*

ograniczenie jest w słowie jest, w nie ma nie ma ograniczeń

*

Wiesz, jakie mamy szanse? Zerowe.
Ale nauczyłam się, że należy grać na zwłokę,
bo właśnie ciało to jest to, co zostaje na polu bitwy.

*

Mieć to, co się ma, ale wypuszczać się znacznie dalej,
[…].

Po prostu chodzi mi o to, żebyśmy pamiętali,
że Bóg stworzył świat, żeby nas pobrudził,
[…]
pod warunkiem, że nie będziemy za bardzo uważać.

*

Wszystko będzie dobrze, powiedział święty Łukasz.
Nie wszystko i nie dobrze, chociaż na pewno będzie.

Justyna Bargielska, Nudelman,
Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017.

4410. U Białego Kruka (LXXXIV)

Wieloletnia tradycja zimowa, ale…
po raz pierwszy — pięć dni temu — superata!


fot. Biały Kruk, fragment.

4409. Nim (I)

Wyjęłam Autora z którejś, niedawno czytanej, książki, ale ni cholery nie pamiętam z której. Wyjęłam i ochoczo zaznaczyłam do upolowania, bo Włoch, bo okładka tej książki i tytuł zrobiły swoją robotę i obiecały dobry czas.

Obiecały i dotrzymały słowa. Ten zbiór drobiazgów budzi natychmiast dwa moje osobowe sko­ja­rze­nia: Szwedkabłyski — przejmująco w punkt, oszczędnie w sło­wach, pięknym językiem. Z kawą i tą książką byłam w raju na Ziemi, nim zwalił mnie z nóg ból i pokazał perspektywę, o której pojęcia nie miałam, perspektywę całkowitej zależności od drugiego człowieka, na szczęście kochanego i kochającego.

Śmierć należy do oczywistych zagrożeń, jakie niesie z sobą rze­mio­sło życia. Jak powiedział polski pisarz, Stanisław Jerzy Lec – którego nie czytał, ale z którym z pewnością w pełni by się zgodził, chociaż sam o tym nie wie – żyć jest bardzo niezdrowo, kto żyje, ten umiera.

*

[…] zamiast milczeć – gdyż są to sprawy jego i jej – albo najwyżej po­wie­dzieć, że jego związek z panią Irene się skończył, tak jak mogą się skończyć, a niekiedy istotnie się kończą, nawet bardzo intensywne, trwałe związki, i trzeba się z  tym pogodzić, ogłasza wszem wobec: „Chcę robić to, na co mam ochotę i być wreszcie wolnym. I jeśli wieczorem nie mam ochoty jeść kolacji, chcę móc jej nie zjeść”.
     Biedny prezes, cóż za nędzne życie musiał dotąd prowadzić, skoro czekał trzydzieści osiem lat, by podnieść głowę, skoro przez 13 879 wieczorów go­dził się łykać kęsy, które utykały mu w gardle.

*

[…] można porzucić rodzinę, ale nie wolno wyjść przed końcem kolacji i pójść spać, kiedy jest się zmęczonym.

*

Gdyby umysł potrafił otworzyć się na metafizyczne rozważania i wy­kro­czyć poza własne ograniczenia, telefony zielonej linii nie do­pro­wa­dza­łyby go do pasji, jak dzieje się to nieuchronnie, lecz przy­pra­wia­ły o filozoficzną pogodę ducha. Nasze serce jest jednak małostkowe i ty­siąc co­dzien­nych kło­po­tów – przeciekająca zmywarka, hydraulik, który nie przy­cho­dzi, klucze, które gdzieś się zapodziały, hałaśliwi sąsiedzi, rysy na karo­se­rii, zgubiona komórka, nie mówiąc już o sklonowanych kartach kredy­to­wych – mają więk­szy wpływ na nasz nastrój niż poranna modlitwa, […], odkryty nie­spo­dzia­nie wspaniały wiersz, godzina miłości, która nie wystarcza, by przestać narzekać i, rzeczywiście, zaraz potem, biado­le­nie zaczyna się od nowa.

*

Kiedy wystukujemy numer, pradawny przesąd, wdrukowany w nasze ge­ny, każe nam oczekiwać, że będziemy mogli z kimś porozmawiać, z ja­kimś egzemplarzem naszego gatunku, by powiedzieć jemu lub jej, czego nam po­trze­ba. […] Natykamy się natomiast coraz częściej na głos cyfrowy, słowo ascetyczne i neutralne, które nie staje się ciałem i nie odpowiada na nasze pytanie, lecz narzuca nam trudny wybór pomiędzy poszczególnymi nu­me­ra­mi, które należy wybrać, by dotarło wreszcie do kogoś nasze wołanie o po­moc. Pomiędzy licznymi numerami, z których jeden jest tym wła­ści­wym, ale często trudno go zidentyfikować, gdyż życie i jego problemy są rozmaite i nie zawsze dają się sprowadzić do czterech lub pięciu kategorii określonych liczbami, na które pozbawiony cech ludzkich rozmówca każe się nam zdecydować.

*

[…] najwięksi zwolennicy legalności spośród łamiących prawo żądają, by zrobić wyjątek, zważywszy na zaistniałe okoliczności.

*

Zganiony chłopczyk protestuje, mówi, że w takim razie trzeba też skrzyczeć dziewczynkę. „Jaką dziewczynkę?”, pyta matka, która jej nie widzi, bo tam­ta schowała się za drzewem. „No tę, która mówi tak, że nic nie można zro­zu­mieć”, odpowiada najwyraźniej zaskoczony tym, że dziewczynka na­zy­wa rze­czy w niezrozumiały dlań sposób, a także trochę zły z powodu odkrycia, iż rzeczy mogą mieć różne nazwy.
     Nie przychodzi mu do głowy, by zidentyfikować dziewczynkę na pod­sta­wie koloru skóry, który przecież rzuca się w oczy nawet na tle opalenizny plażowiczów; różnica koloru skóry, która w innej sytuacji mogłaby wciąż jeszcze stać się przyczyną podziału i segregacji, jest bez znaczenia wobec różnicy między językiem włoskim a niemieckim. Nawet ta ostatnia zresztą nie potrafi ich rozdzielić, gdyż kiedy tylko dziewczynka wraca, po tym jak jej rodzice zdążyli już ją upomnieć po niemiecku, oboje zaczynają znowu się gonić i ochlapywać wodą, nieświadomi tego, że udzielili właściwej lekcji na temat różnicy i tożsamości […].

*

Nie mógł jednak wyobrazić sobie, że mur może upaść, tak jak nie mógł tego sobie wyobrazić nikt z nas, przekonanych, że mur będzie trwał jeszcze nie wiadomo jak długo. Jesteśmy niemal wszyscy ślepymi kon­ser­wa­ty­sta­mi, niechcącymi, a w każdym razie niezdolnymi do tego, by wierzyć, że porządek rzeczy może ulec zmianie. Bie­rze­my rze­czy­wi­stość, w której przywykliśmy żyć, za naturę, ład, który nawet należałoby zmienić, lecz naiwnością byłoby sądzić, że jest to możliwe. Bierzemy fasadę rzeczywistości za jedyną możliwą prawdę ostateczną, nie zauważając tego, co nieustannie się za nią kryje, napiera na nią i ją odmienia – raz powoli, niemal niezauważalnie, kiedy indziej gwałtownie.
     Nie słyszymy kornika, który toczy drewno, nie dostrzegamy momentu, w którym poczwarka przemienia się w motyla, nie wi­dzi­my, jak zatykają się arterie Historii. Wzięlibyśmy za fantastę kogoś, kto w październiku 1989 roku oznajmiłby, że mur berliński zaraz runie i że na miejsce obalonych mu­rów ideologicznych wyrosną nowe, etniczne i spo­łecz­ne, zrodzi się pry­mi­tyw­na chęć odgrodzenia się, pojawią ponure i ma­ło­stko­we mikro­nacjonalizmy.

*

Menu – dobre menu – jest pocieszającą zapowiedzią tego, co nas czeka.

*

Pisać, komunikować, dawać część siebie innym może być wielkodusznym gestem, darem inicjującym dialog. A przecież na dialogu, wychodzeniu z własnych opłotków i spotykaniu drugiego polega sens życia.

*

Kochać znaczy również rozumieć i chronić tę samotność, któ­rej druga strona potrzebuje; rozumieć, że on lub ona […] tego dnia chce przebywać wyłącznie z własnymi myślami, ich swobodnym gubieniem się i wędrowaniem.

Claudio Magris, Migawki, przeł. Joanna Ugniewska,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.
(wyróżnienie własne)

Czerwień i granat są różnymi długościami światła do­cierającymi do naszych oczu i naszego mózgu, dłu­go­ścia­mi, które można ująć w liczbach, lecz nasze wi­dze­nie czerwieni i granatu – nasz zachwyt, kiedy wie­czo­rem przechodzą jedna w drugi – jest nie mniej realny niż owe liczby; jest konkretnym wydarzeniem w na­szym życiu i  życiu świata. Również ukochane ciało to suma niezliczonych niewidzialnych atomów, ale pa­trze­nie na nie i dotykanie go jest doświadczeniem nie mniej obiektywnym niż liczenie jego cząsteczek.

(tamże)

sobota, października 23, 2021

wtorek, października 19, 2021

(4406+1). Protokół rozbieżności

intro
Przywileje mają to do siebie, że posiadający je ludzie są ślepi na ich brak. Przykłady. Wysoki człowiek ponarzeka, że trudno mu kupić długie spodnie, ale nie wymyśli, na czym polegają kłopoty niskich ludzi, bo wydaje mu się, że mają bez­pro­ble­mo­we ży­cie — spodnie można skrócić. Męż­czy­znom wy­da­je się, że cały ten feminizm to fa­na­be­ria, przecież kobiety mają wybór: mogą iść do pracy, ale mogą też „zostać” w do­mu. Zdrowym wydaje się, że chorzy mają szczęście, bo ci ostatni mogą wypocząć i ro­bić wyłącznie to, co chcą. Ludzie, posiadający dzie­ci, twierdzą, że ci bez nich ma­ją mo­rze czasu. I te de, i te pe. Do znudzenia.

Uprzywilejowani z łatwością zarzucają nieuprzywilejowanym łatwiejsze życie. Po­mi­mo pewnych niedogodności bycie wysoką osobą, mężczyzną, zdrowym czło­wie­kiem czy rodzicem jest przywilejem. I basta. Jakie masz przywileje? Bo zawsze mamy ja­kieś przywile, choć łatwiej dostrzec nam je u innych.

#1
Stare, dobrze mi znane, ale wciąż jare i trudno się nie zasmucić, że tak mądra ko­bie­ta, taką bzdurę napisała:

Lęk o nie [dzieci] wykracza poza zwykłą troskę o bliskiego człowieka, nie są w stanie zrozumieć go osoby niemające dzieci, nie daje wytchnienia i nie ma też końca.

Magdalena Moskal, Emil i my. Monolog wielodzietnej matki,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyrożnienie własne)

Naprawdę? W moich oczach usprawiedliwia Autorkę wyłącznie zaślepienie przy­wi­le­jem bycia matką, które wydaje się dawać jej prawo do wypo­wia­da­nia się na temat bez­dzietnych, choć gówno o nich wie. Lęk dzietnych jest większy niż bezdzietnych? Ciekawe, krzywdzące, a przede wszystkim wąt­pli­we. Funkcje poznawcze bez­dziet­nych są jakoś ograniczone faktem nie­po­sia­da­nia dzieci? Ciekawe i… głupie! W ten sam spo­sób hierarchowie kościoła z wyż­szo­ścią mówią kobietom, gdzie ich miejsce i jaka jest ich rola. Tak, powinno nas to oburzać.

#2
Stara prawda — punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Wtedy po­ję­cia nie mia­łam, o idealnym świecie pisałam, o marzeniu, o tęsknocie.

A póki co, żyjemy w dziadowskim kraju, w którym płacisz, dopóki możesz, a jak już nie możesz, to jest to twoja prywatna sprawa — pewnie sobie źle pościeliłeś życie, więc sam sobie jesteś winny. A choroby ciężkie po ludziach łażą. Choroby, na któ­rych obsługę nie odłożysz.

I czytam takie „cùś”, i przecieram oczy ze zdziwienia, że taka mądra kobieta, i te pe, i te de, nie tylko tak myśli, skoro to napisała:

Nie chcieliśmy jako rodzina wchodzić w role ofiar i cały czas balansujemy na tej krawędzi. Jeśli założę obcasy i wyciągnę wyjściowe ciuchy, jestem ofiarą trochę mniej. Ale gdybym zbierała choćby jeden procent na dziecko, byłabym ofiarą już dużo bardziej.

(tamże)

Po przeczytaniu tych słów można tylko pogratulować wysokich zarobków męża lub tego, że choroba syna nie jest finansowo wymagająca. Nie wszyscy mają taki przywilej.

Moja choroba nie należy do miłych czy dobrze rokujących, jest wymagająca fi­zycz­nie, psychicznie i finansowo. Daje popalić nie tylko mnie, ale również tym, dla których jestem ważna. Pomyślcie, jakim szczęściem jest nie mu­sieć martwić się o środki na rehabilitację na trzy kolejne miesiące. A teraz wyo­braź­cie sobie, jakim niewyobrażalnym szczęściem jest nie martwić się o środ­ki na rehabilitację do 1.06.2022. Właśnie tak mam dzięki ludziom, którzy, mam nadzieję, nie myślą o mnie jako o ofierze losu.

Nie wpadłabym na to, że powinnam czuć się ofiarą. Czuję tylko wdzięczność.

4406. Z troską o trosce

To książka z kategorii: połykasz w mig, kilka dni musisz poczekać, by fusy wrażeń opadły, a potem dłuższą chwilę zajmie ci jej odksztuszanie. Porusza, dotyka, po­ka­zu­je perspektywę, której się nie znało lub nie umiało zamknąć precyzyjnie w sło­wach i… do bezbrzeżnej niezgody doprowadzić też umie.

Taka jest ta książka. I należeć powinna do obowiązkowych. I… z ogromną przy­jemno­ścią czyta się, że dzieli się z Autorką kilkadziesiąt książek.

     – Och, ale mnie przestraszyłeś! – […] – Stanąłeś mi za plecami.
     – Stoję za tobą od piętnastu lat, nie zauważyłaś?

*

[…]  jeśli matka cię kocha, to jesteś wart miłości reszty świata.
     Rozmawialiśmy kiedyś, co by było, gdybym miała tylko jedno dziecko.
     – Nie miałabym wtedy pewnie ciebie ani Agatki.
     – A ja chciałem być – mówi Emil i znowu pogrąża się w zabawie.

*

[…] serio – chcę, żeby coś się trwale zmieniło w spo­łecz­nej recepcji osób z niepełnosprawnościami.

*

Niepełnosprawność zawsze powoduje dyskomfort otoczenia: trzeba komuś pomóc, na kogoś zaczekać, może żeby niewyraźnie dokończył zdanie, w naj­lep­szym wypadku potrzymać drzwi. Jeśli zapominamy o dyskomforcie, to zna­czy, być może, że jesteśmy już zintegrowani.

*

Z początku myślałam, że to nie będzie książka polityczna w wymowie, tylko historia osobista, ale polityka zawsze po nas przyjdzie. Zresztą wierzę, że oso­bi­ste jest polityczne.

*

Państwo z tektury, pisała kiedyś moja szefowa, oby tylko nie spadł deszcz.

*

Niektórzy wierzą, że dzieci z widocznymi oznakami choroby budzą w nas empatię. To nieprawda. Nie budzą jej też dorośli z niepełnosprawnościami, ludzie starsi czy kobiety w ciąży w kolejce do lekarza. Empatii mamy jako społeczeństwo tak mało, że w życiu społecznym nie wystarcza jej w zasadzie dla nikogo.

*

[…] pozostaje mi więc pisanie, które może trafi do większej liczby osób i pozwoli im zobaczyć w dzieciach ludzi, tak samo zresztą jak w oso­bach z niepełnosprawnością.

*

[…] o ile to możliwe, słuchaj niewysłuchanych. Nawet, albo zwłaszcza, dzieci.

*

Komórka rodzinna ma to do siebie, że nikt nie wychodzi z niej bez szwanku ani z tym, czego chce dla siebie […] – pisze Zadie Smith […] – Ktoś musi coś poświęcić – pytanie tylko, jak wiele i dla kogo […].

*

[…] w społeczeństwie przekazujemy sobie dobra i usługi na trzy sposoby: rynek i wymiana pieniężna, państwo i redystrybucja oraz dar i wza­jemność.

*

[…] trzy niezbędne elementy postawy troski: uważność, wrażliwość komu­ni­ka­tywną oraz szacunek. Uważność, wiadomo, pozwala zauważyć po­trze­by innych, a komunikatywna wrażliwość oznacza zaangażowanie w dialog i umiejętność oceny, czy zainteresowani dostają to, czego potrzebują. Opie­ka oznacza coś więcej niż zaspokajanie potrzeb: ważny jest sposób, w jaki się ją sprawuje.

*

Bo opieka daje też władzę i tylko od świadczących opiekę zależy, czy zawsze zrobimy z niej właściwy użytek. Należy ciągle i ciągle rewidować swoje opie­kuń­cze nawyki, bo zawsze nam coś umyka: przez irytację, rutynę, zmęczenie.

*

[…] tylko my mamy siłę i rozmach, żeby zmienić koleje naszego losu.

*

Moja relacja z mamą nigdy nie była łatwa i nie zmieniła się jakoś znacznie po urodzeniu przeze mnie dzieci. Nie wszystkie ziemie mogą zostać odzyskane.

*

[…] postawienie się innym zawsze kosztuje.

*

     – Chyba dochodzę do kresu moich możliwości intelektualnych – mówię do męża znad jakiejś trudnej książki.
     – Zawsze myślałem, że są nieograniczone – odpowiada on, a ja biorę głęboki wdech i czytam dalej. – Pamiętaj, że tam, gdzie idziesz, jest coraz mniej osób.

*

     – Co się dzieje – pyta wykładowczyni – jeśli na coś, co nie ma ceny, nałożymy system kapitalistyczny?
     – Stanie się bezcenne? – pytam.
     Odwraca się w moją stronę, widzę błysk w jej oku.
     – Stanie się bezwartościowe – mówi.

*

[…] nie dajmy sobie wmówić, że nasza praca jest mało war­tościowa, bo tak ją wycenia kapitalizm. Jest bezcenna.

Magdalena Moskal, Emil i my. Monolog wielodzietnej matki,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

Skrót myślowy chroni nas czasem przed tym, co trudne i zbyt niewygodne, żeby o tym mówić.

*

Gapienie się na inność to naturalny odruch, trudno z nim walczyć, i sam w sobie nie jest niczym złym. Wiemy jednak, że spojrzenie może być dominujące: męskie, kolonialne, medyczne. „Przeciwieństwem gapienia się jako formy dominacji jest uśmiech”. […] kluczowa jest intencja. […] Jeśli twoja intencja jest dobra, czujesz się na siłach, uśmiechnij się […].

*

[…] zawsze żądaj niemożliwego, niech to będzie punktem wyjścia negocjacji.

(tamże)

sobota, października 16, 2021

4404. Złota Siekiera 2021 — Nominacja (#4)

Ulewa mi się nominacją do Złotej Siekiery 2021, bo… Na dzień dobry na MOP-ie prze­szłam szyb­ką edukację gien­de­ro­wą: toaleta męska, toaleta damska i opiekunów dzieci (wyma­ga­ją­cych prze­wi­ja­nia) i… Gdy już w pro­gu toalety damskiej byłam, musiałam uaktualnić to, co o sobie wiem: nie należę już do tej kategorii, bo jest trzecia, czyli moja, wcześniej, między męską i dam­ską: toaleta dla nie­peł­no­spraw­nych. Pierwszą kurwą rzuciłam, gdy uświa­do­mio­no mi patriotyczne życzenie, by ojcowie nie łapali się za pieluchy. Drugą kurwą rzu­ci­łam, gdy okazało się, że trze­ba być zdrowym i wy­sporto­wa­nym paraplegikiem, by złożyć nóżkę przy drzwiach do toalety dla ku­la­wych. Trze­cia, czwarta i piąta po­le­cia­ły, gdy toaleta, z założenia ma­ją­cą służyć oso­bom z ograniczeniami ruchowymi, oka­za­ła się… pułapką.

Naprawdę, kurwa, jest tak trudno dowiedzieć się, jak wyglądają udo­godnie­nia dla osób ograniczonych ruchowo? Nie, kurwa, nie wymyślisz tego, bo to jest nie do po­ję­cia dla zdrowego człowieka — uwierz komuś, kto był przez dziesięciolecia po zdro­wej stronie, teraz już nie jest, ale nie utracił pod­mio­to­wo­ści i wie, co mówi. Nie wy­myślisz, idź do mądrych w tym zakresie ludzi, posłuchaj i nie traktuj wskazówek ja­ko fanaberii. Nie, sprawy nie załatwia większa przestrzeń toalety! Zbyt niska musz­la i tylko jeden uchwyt może i odhaczają wszystkie rubryczki w papierach — zro­bi­liś­my, przy­sto­so­wa­liś­my, a wdzięczności zero! — ale wyłącznie poprawiają samo­po­czu­cie urzęd­ni­kom, nie ułatwiając i tak nie najłatwiejszego życia tym, którym miały słu­żyć, czyli np. mnie.

Przelało mi się, bo tym razem były prawie wszystkie, spotkane na auto­stra­do­wych MOP-ach do tej pory, atrakcje na raz. Zarządzający płatnymi od­cin­ka­mi autostrad — nie po raz pierwszy, nawet nie siódmy czy dziesiąty — sta­ra­ją się, jak mogą, by uczy­nić mnie jeszcze bardziej zależną, jakby było mi wciąż mało.

[…] przemoc symboliczna to rzecz, którą łatwo zepchnąć na margi­nes, mó­wiąc: „wydaje ci się, jesteś przewrażliwiona”, to większość osób zlekce­wa­ży mój głos jako tej, która się czepia: jest nerwowa, sfrustrowana, nie­szczę­śli­wa […]. Tymczasem cała moja opowieść w detalach sprowadza się właśnie do tego: drobnych, regularnych aktów przemocy wyrządzanych kobietom, dzieciom i osobom z nie­peł­no­sprawnością.

*

Bo przywilej  […]  jest jak grawitacja – dostrzegamy go, gdy go tracimy.

Magdalena Moskal, Emil i my. Monolog wielodzietnej matki,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)


Złota Siekiera 2021

4403. Chrystus stoi za nami murem! (II)

Tęczową flagę zatknięto za krzyż. Łopotała na wietrze, górując nad po­mni­kiem. Chrystus nie wyglądał, jakby się pod nią uginał. W nią uzbro­jo­ny wiódł na ba­ry­ka­dy. Tak zaczyna się tak książka. Dzień po jej ukazaniu się była już na moim czytniku.

Rzuciłam wszystko, co czy­ta­łam. Dwa dni po premierze przeczytałam jej ostatnie zdanie. Niedosyt mi pozostał… Za­bra­kło mi tego, co widziane jest przez Agnieszkę Graff.

[…] w rankingu równouprawnienia Rainbow Europe za rok 2020, two­rzo­nym przez ILGA-Europe, Polska uzyskała najniższą lokatę. Uznano ją za naj­bar­dziej homofobiczny kraj Unii Europejskiej. Poza UE gorzej niż w Pol­sce jest tylko w księ­stwie San Marino, na Białorusi, w księstwie Monako, Rosji, Armenii, Turcji i Azerbejdżanie.

*

Kiedyś w Polsce nie było takiego przyzwolenia na agresję i nienawiść wobec wszystkiego, co nie podchodzi pod jakąś wyimaginowaną polskość, ale ta nienawiść gdzieś bulgotała i czekała, aż ktoś otworzy jej drzwi. I wtedy przyszedł PiS.

*

[…] rozumiem swój przywilej. Nie musiałam dokonywać coming outu. Moja pierwsza miłość nie była naznaczona piętnem tabu. Nie tłumaczyłam się nikomu z tego, że podobają mi się chłopcy. Mogę kochać, wziąć ślub i za­ło­żyć rodzinę. To, co dla mnie jest oczywiste, co zostało mi dane tylko dla­te­go, że taka się urodziłam, o co nie musiałam walczyć, dla osób LGBT+ jest nieosiągalne. Nie dlatego, że tego nie potrzebują, ale dlatego, że dla pol­skie­go systemu prawnego pozostają niewidzialne.

*

Czy w imię akceptacji należy bagatelizować swoją odrębność? Czy celem dla wszystkich ma być ślub, domek na przedmieściach i gromadka dzieci?

*

Tolerować można co najwyżej niewygodne krzesło. Nie ma­my prawa nie tolerować drugiego człowieka.

*

W Polsce, gdzie partia rządząca, sprawujący rząd dusz Kościół i niezbyt już niezależne media szykanują słabszych, każda tęcza jest wyrazem bun­tu, każ­dy coming out aktem odwagi, a każda historia mi­ło­sna ma­ni­festem wolności.

*

[…] nie muszę rozumieć wszystkich moich uczuć, ale też nie muszę się ich bać.

Anna Konieczyńska, Polacy pod tęczową flagą,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.
(wyróżnienie własne)

środa, października 13, 2021

4402. W rodzinie

Pan Ciasteczko:
(z Onemu przez telefon rozmawia, a Drzewko o tym
wie po niewerbalnych sygnałach, wielkich jak stodoła
)

Jabłoń:
(krzyczy z drugiego końca ula)
Podziękuj Onemu ode mnie
za Twoje zajęcia MMA*.

Pan Ciasteczko:
(dziękuje w imieniu Drzewka i dodaje od siebie)
Teraz będę mógł ją bić technicznie!

Jabłoń:
(popłakała się ze śmiechu
i przypomniała sobie logicznego suchara
:
Kiedy przestanie pan bić żonę?)

___________
  * pamiętajcie, że potrzeby zdrowych członków rodziny, w której jest osoba ciężko/nieuleczalnie chora, są bardzo ważne; ich za­spo­ka­ja­nie to nie fanaberia, lecz niewyobrażalna korzyść dla całej rodziny.

poniedziałek, października 11, 2021

4401. Panna cotta (XVII)

Sadownik:
(maszyną traktuje dwa mięśnie na plecach Drzewka,
odgrażając się, że powinna i to, i tamto od jutra, koniecznie
)

Jabłoń:
(cieszy się z pozyskanego nowego słowa, komentując
nim owo to i tamto, że od jutra i koniecznie
)
Sei il mio dittatore privato…

Sadownik:
(bezczelnie udaje, że nie rozumie)

Jabłoń:
(rozmarzyła się, węsząc potencjał)
Ciekawe, czy jest dittatrice?
(z potraktowanymi maścią pleckami,
sprawdziła, cieszy się jak dziecko
)
Jest!
(i dumnie autodiagnozę stawia)
Sono la tua dolce dittatrice!