A dyskryminacja kogokolwiek
nie jest „poglądem”.
Paula Szewczyk, Ciała obce. Opowieści o transpłciowości,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.

[pragnienie pełni siebie]
Jabłoń, która nie rodzi, należy wyciąć, usłyszałam.
Jak to jest: żyć, być, śnić i nieprzerwanie marzyć,
gdy prawie ci wmówiono, że jesteś taką Jabłonią?
Jak to jest kwitnąć przez cały rok? Rozkwitać każdego dnia?
A dyskryminacja kogokolwiek
nie jest „poglądem”.
Paula Szewczyk, Ciała obce. Opowieści o transpłciowości,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.

[pragnienie pełni siebie]
Dwuniedzielne odliczanie literek, dwa. I’griega podarowała mi tę książkę jednego dnia. Drugiego zajrzałam do niej tylko na chwilkę. Trzeciego było po książce.
Z czym zostałam po tej lekturze? Z radością, że o dwóch fantastycznych rodzicach (jednej mamie i jednym tacie) czytałam — powolutku czytałam, wiedząc, że ich postawa to póki co wyjątek, a nie norma. Zostałam z ogromnym marzeniem, by ta książka szybko, szybciutko, w najbliższej przyszłości stała się książką historyczną.
Pierwszy z wybranych cytatów jest dla tych, którym się wydaje, że są w czołówce europejskiej akceptacji dla ludzkiej różnorodności. To jedyny tu cytat z transfobią i homofobią (kiepsko skrywanymi). Dlaczego? Już kilka razy słyszałam takie wypowiedzi na żywo i widziałam zdziwione miny, gdy uprzejmie tłumaczyłam z polskiego na polski, co kryje się pod tymi słowami. Nie, to nie jest tolerancja czy akceptacja. W żadnym przypadku nie jest. Amen.
My akceptujemy inność, mamy różnych znajomych, i osoby homoseksualne, nie mamy z tym problemu, ale inaczej jak coś takiego dotyka nas bezpośrednio.
*
Syn jest naprawdę.
Córki nie ma.
Chociaż jest.
*
„Jak do ciebie mówić?” – tak najłatwiej zacząć, kiedy się nie wie. Kiedy nie ma pewności co do tożsamości, a passing czy ekspresja nie podpowiadają. Używanie preferowanych zaimków, o które prosi osoba transpłciowa, to dobry start na drodze do udanej tranzycji, do pogrzebania deadname’u. To jak zgoda na zaistnienie. Okazanie wsparcia.
[…]
Ci, do których bliscy i otoczenie zwracają się zgodnie z ich tożsamością, mówią o ogromnej uldze. O poczuciu, że wreszcie są.
[…]
Dla kogoś z boku odpowiednie końcówki to mała rzecz. Dla społeczności kamień milowy zmniejszający ryzyko kryzysu psychicznego o 65 procent.
*
[…] ciało to tylko jeden z aspektów płci. O tym, kim jesteśmy, nie decyduje ani ono, ani narządy płciowe. Liczy się to, jaka jest nasza tożsamość.
*
Lepiej, by ekspresja szła śladem stereotypów, by nikt nie podważył czegoś znacznie ważniejszego, całej tożsamości. Bo od tego niewiele kroków do przemocy, gdy ocena ekspresji decyduje o tym, czy padnie cios. Passing i ekspresja to nawet nie kwestia preferencji i satysfakcji, tylko bezpieczeństwa. Lepiej umieć wyrażać się tak, by nie wyróżniać się z tłumu.
*
– Czasem wolałabym być chora niż transpłciowa. Przynajmniej dostałabym trochę empatii i miejsce parkingowe.
*
„Boże, jak wy nic o mnie nie wiecie!”, pomyślałam. Ale skąd mieliby wiedzieć?
*
– Bo nie da się kobiecości we mnie obiektywnie zmierzyć. Sprawdzałam w aplikacji rozpoznawania płci. Niby dopasowała, że jestem kobietą. Ale raz wrzuciłam w nią zdjęcie psa. Odpowiedź: kobieta, lat czterdzieści. Więc jak mam jej wierzyć?
*
Tłumaczyłem jej, że przecież lubisz osobę, a nie płeć.
*
W wyrażeniu „obcinanie zdrowym kobietom piersi” każde z określeń jest w zasadzie błędne. Bo nie obcinanie, ale chirurgiczna rekonstrukcja, nie zdrowym, bo dysforia jest psychicznym cierpieniem, nie kobietom, tylko transpłciowym mężczyznom, i nie piersi, tylko balastu.
*
„Cierpisz, to się zabij”, tak odbieram
zachowanie naszego państwa.
*
Przestał wierzyć z rozczarowania. Pamięta, że w szkole i w domu mówili, że jak będzie się mocno modlił, Bóg go wysłucha. Modlił się, a Bóg nic. Bo dlaczego, gdy dziadek chorował na pylicę, chłopak prosił o jego wyzdrowienie, a dziadek zmarł? Dlaczego, gdy pytał w modlitwach, czy jest normalny, Bóg nie odpowiadał? Miał do niego żal, że go stworzył chłopcem, a pozwolił urodzić się dziewczyną.
– Nie rozumiałem, skoro tworzył każdego na swój obraz, to dlaczego mnie nie? Zdarzały mi się też myśli, że skoro świat mnie nie chce takim, jakim jestem, to co ja tu w ogóle robię?
*
Człowiek musi mieć oparcie, musi w coś wierzyć.
*
Ale deadname jest jak zombi, powraca, chociaż miało raz na zawsze zniknąć. Straszy, wyłazi z piwnicy przeszłości, rozdrapuje łapami dawne rany, gryzie w szyję z zaskoczenia. Przypomina o sobie, bo było pierwsze. Ale chociaż było pierwsze, nie ma praw. Bo wybrali je inni, nieświadomi, niewinni. Nadali po urodzeniu, na długo zanim tożsamość powie, że to był błąd.
*
[…] jego ból nie jest fizyczny. Siedzi wygodnie w głowie.
*
Cieszę się z tego, z czego mogę się cieszyć, ale czasami jakaś karta się jednak odkrywa. Nadziewa się człowiek na przeszłość jak na gwóźdź. Oddałabym wszystko, żeby urodzić się taką albo taką sobą i zająć się tym, co w życiu każdego człowieka jest ważne, rodzina, praca, tworzenie, rozwój, a nie ta ciągła szarpanina.
// Ewa Strzelec
Zabić się można w każdej chwili, ale najpierw trzeba spróbować kochać i spróbować żyć.
Paula Szewczyk, Ciała obce. Opowieści o transpłciowości,
Wydawnictwo Agora, Warszawa 2023.

Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym by zmienić oznaczenie płci w dokumentach, trzeba wytoczyć proces cywilny własnym rodzicom (jeśli oboje nie żyją, zastępuje ich kurator). To jedyna droga, wydeptywana latami przez osoby transpłciowe, które dzieliły się między sobą sposobami, jak się do tego zabrać. A to dlatego, że zmiana oznaczenia płci jest w polskim prawie nieuregulowana, nie ma żadnego przepisu, który jasno określałby tego typu procedurę. Jedyne, co zostaje osobom transpłciowym, to powołanie się na orzeczenie Sądu Najwyższego z początku lat 90., które stwierdza, że poczucie przynależności do danej płci stanowi dobro osobiste podlegające ochronie.
(tamże)
Dwuniedzielne odliczanie literek, raz. Bardzo zaległe odliczanie, bo dotyczy marcowej dostawy włoskich literek. Książka była w ulu w marcu i w tym samym miesiącu była kilkakrotnie przeczytana, ale pojawiło się małe „ale” związane z tłumaczeniem.
Imię jednego z bohaterów po przepuszczeniu przez polską maszynkę deklinującą było językowym koszmarkiem. Coś trzeba było z tym zrobić. A może — huknęła mnie w ramię z liścia lingwistyczna świadomość — te imiona to również pospolite rzeczowniki? Nie pomyliła się! Maruder w bezmyślnym przekładzie byłby Kosmykiem, a wieczny optymista byłby Kolendrą, uwzględniwszy moją miłość do zachowania w przekładzie rodzaju byłby Kolendrem.
Kosmyk! Żartujesz? To równie brzydko brzmi, gdy odmienić to słowo przez przypadki. Synonimy, Jabłonko, może nas uratują synonimy? Lok, pukiel, kędziorek, zadzior… Zadzior, kupuję! Wieczni maruderzy na dłuższą metę zawsze są wkurzający, więc Zadziorek jest wspaniałym imieniem dla jednego z pingwinów.
Kolendra. Żartujesz? Wielkomiasteczkowe zioło, a do tego rodzaj nieodpowiedni do tej opowieści. Natka pietruszki dla botanicznej ignorantki, jaką jestem, ma podobne do kolendry listki. Niech będzie pietruszka. Rodzaj, Jabłonko, rodzaj! Pietruszek będzie fantastycznym imieniem dla drugiego pingwina.
Jak tłumaczysz, to bądź konsekwentna! Stary, mądry, przedstawiciel pingwiniej starszyzny, czyli trzeci pingwin, dostał imię, które brzmi niczym imię indiańskiego wodza, godne, choć jest dosłownym tłumaczeniem włoskiego imienia.
Nie dało się wcisnąć w przekład zachwytu napotykanymi co chwilę gramatycznymi perełkami, o których, póki co w języku polskim, mogę gadać godzinami.
To na ten moment ostatnia z wydanych do tej pory książeczek w ramach serii serena/mente. Już czekam na kolejne.
Proprio al centro dell’Antartide, un’altra muraglia di ghiaccio proteggeva dalle gelide bufere invernali una colonia di pinguini. Una mattina un albatro picchiettò il becco contro l’igloo di Ciuffo, il pinguino più lamentoso di tutta colonia.
[W samym środku Antarktydy mur z lodu chroni kolonię pingwinów przed lodowatymi śnieżycami. Pewnego ranka albatros zapukał w igloo Zadziorka, najbardziej jęczącego pingwina w całej koloni.]

“Ecco! L’albatro mi ha svegliato e ora non riuscirò più a prender sonno!” sbuffò tra sé Ciuffo. “A questo punto tanto vale alzarmi e vedere che giornata mi aspetta…”
[„No, masz! Albatros mnie obudził i teraz nie będę mógł zasnąć!” parsknął do siebie Zadziorek. „W tym momencie równie dobrze mogę wstać i zobaczyć, jaki dzień mnie czeka…”]
*
Spaventato da ciò che avrebbe potuto trovarci dentro, strinse forte il bastone per difendersi da eventuali nemici e, facendolo volteggiare in aria, entrò.
[Przerażony tym, co mógłby znaleźć w środku, ścisnął mocno kij, by ochronić się przed potencjalnymi wrogami i, wywijając nim w powietrzu, wszedł.]

*
Ma Coriandolo, il pinguino più ottimista di tutta la colonia […] domani partirai […]…
— Bene! In segno di pace, porterò la mia preziosa pietra portafortuna.
Quella notte Coriandolo non rusciva a prendere sonno.
“Come sarebbe bello se potessiamo conoscere una nuova colonia di pinguini! […]”
[Ale Pietruszek, największy optymista w całej kolonii pingwinów […] jutro wyruszy…
— Świetnie! Na znak pokoju wezmę mój cenny, przynoszący szczęście kamyk.
Tej nocy Pietruszek nie mógł zasnąć.
„Jak byłoby pięknie, jeśli moglibyśmy poznać nową kolonię pingwinów!”]

*
Il cuore gli batteva forte, ma si fece coraggio: strinse la pietra tra le zampe e, fiducioso e sorridente, fece un piccolo passo dentro la grotta.
Fu allora che vide qualcosa di incredibile. Una folla indistinta di pinguini lo gurdava sorridendo, avevano tutti in mano una pietra portafortuna uguale alla sua, come se volessero dargli il benvenuto.
Coriandolo, davanti a questo spettacolo incredibile, sentì il cuore esplodergli dalla gioia.
[Serce biło mu mocno. Zdobył się na odwagę: ścisnął w łapkach kamyk i, pewny siebie i uśmiechnięty, zrobił mały krok do groty.
Wtedy zobaczył coś niesamowitego. Niewyraźny tłum pingwinów spojrzał na niego, uśmiechając się; wszyscy mieli w swoich łapkach przynoszące szczęście kamyki, identyczne jak jego; jakby chcieli go powitać.
Pietruszek, urzeczony tym wspaniałym spektaklem, poczuł, że serce eksploduje mu z radości.]

*
— Ma come è possibile?! — disse un pinguino confuso. — Tutti e due siete stati nello stesso identico posto, ma avete visto due cose opposte? Io non capisco più niente, di chi dobbiamo fidare?
Becco Giallo si rivolse allora a Coriandolo e a Ciuffo e disse loro: — Non ci resta che tornare alla grotta tutti insieme. Partiamo subito, verrò con voi.
[ — Ale jak to jest możliwe?! — powiedział pingwin zmieszany. — Obydwaj byliście w tym samym miejscu, ale widzieliście dwie przeciwne rzeczy? Nie rozumiem już nic, komu powinniśmy wierzyć?
Żółty Dziób zwrócił się do Pietruszka i Zadziorka i powiedział im: — Nie pozostaje nic innego, jak wrócić do groty razem. Wyruszamy bezzwłocznie, idę z wami.]

*
Poco dopo si sentì la fragorosa risata del vecchio saggio: — Ora è tutto chiaro! Venite!
Coriandolo e Ciuffo lo raggiunsero e si accorsero che la grotta era piena di lastre di ghiaccio che riflettevano l’immagine di chi vi entrava.
[Po chwili dało się słyszeć donośny chichot starego mędrca: — Teraz wszystko jest jasne! Podejdźcie!
Pietruszek i Zadziorek dotarli do niego i zdali sobie sprawę, że grota była pełna lodowych powierzchni, które odbijały postać tych, którzy wchodzili.]

Coriandolo e Ciuffo non credevano alle loro orecchie: il loro carattere, i loro pensieri e le loro emozioni avevano avuto il potere di creare, ai loro occhi, due storie complementare differenti.
— Che questa esperienza sia di insegnamento per tutti quanti! — concluse Becco Giallo. — La vita è uno specchio e lo spirito con il quale decidiamo di affrontarla ha il potere di trasformarla in un incubo o in sogno a occhi aperti.
[Pietruszek i Zadziorek nie wierzyli własnym uszom: ich charakter, ich myśli i ich emocje miały moc tworzenia na ich oczach dwóch zupełnie różnych historii.
— Co za doświadczenie, będące nauką dla wszystkich! — podsumował Żółty Dziób. — Życie jest zwierciadłem i duch tego, czemu decydujemy się stawić czoła, ma moc przekształcenia życia w koszmar lub sen na jawie.]
Luca Mazzucchelli, La vita è uno specchio, ilustr. Giulia Telli,
Giunti Editore, Firenze/Milano 2022.
(wyróżnienie własne)


— dlaczego mnie kochasz?
— bo tak!
bardziej wyczerpująca i sensowniejsza odpowiedź nie istnieje w świecie słów, bo ona należy do innego porządku.
105/365
[…] konieczność, coś, co poprzedza miłość, podąża za nią, kształtuje ją i czemu miłość jest podporządkowana.
Toni Morrison, Samoszacunek.
Eseje i medytacje,
przeł. Kaja Gucio,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2023.
świąteczny festiwal ambiwalencji za mną. wciąż nie jestem całkowicie zaimpregnowana na rodzinne atrakcje: manipulację, mylenie ról, próbę ich nadużywania, bierno-agresywne zachowanie jako jedyną dostępną formę radzenia sobie z rzeczywistością.
szczęśliwie już w ulu, tym razem z malowanym jajkiem-niespodzianką: z kortyzolu będę schodzić kilka dni.
99–101/365
25 lat — bez miesiąca i ośmiu dni — później, czyli dziś. włóczyliśmy się tą samą trasą. i cyk!
98/365
*





notatnik, który czekał na mnie ponad siedem lat — skąd wiedział, że warto czekać?
30 magicznych, akwarelowych kredek, o których istnieniu nie miałam pojęcia do dziś — czy wiedziały, że trafią do ula? z miłości je otrzymałam, ku radości, którą znajduję i odkrywam.
96/365
symptom przytrzymał drzewko w bezruchu, którego zdecydowanie wolałaby nigdy nie poznać, i zakomunikował:
— nie śpiesz się w drodze do realizacji swoich pragnień i nie śpiesz się w drodze za tęczowy most. masz tę chwilę, delektuj się nią, smakuj, wykorzystaj.
94/365
[suplement pikselowy: 6.04.2023]

Niedzielne odliczanie literek, którego miało nie być, dwa. Czekając na drugą część książki pt. Zanim wystygnie kawa, wypatrzyłam, że obie te części (druga ukaże się dopiero w połowie maja) reklamowane są na jednym obrazku z tą opowieścią. Do połowy maja daleko, zaryzykowałam!
Dawno przy beletrystyce nie zaniemówiłam. Przy tej zaniemówiłam i zamyśliłam na dłuższą chwilę. Ta książka nakarmiła mnie i przywróciła mi apetyt na życie. Kocham japońskie przekonanie, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Jesteśmy! Czasem tylko chwilą, gestem, spojrzeniem. Czasem zachwytem nad tym samym zdjęciem, zdaniem czy kilkoma linijkami kodu. Czasem dłońmi, wspólnymi chwilami lub całymi akapitami czy rozdziałami życia.
Są w życiu chwile, gdy człowiek chce obdarować kogoś płynącymi z głębi duszy słowami pociechy, choć nie wie, czy obdarowany się ucieszy.
☕
Oby udało mi się spotkać kiedyś tego kogoś,
kogo szukam – marzy Hirasaka.
☕ ☕ ☕
Dzieci mogą być okrutne dla innych, bo ludzie się nie oburzają, nie krzyczą na nie. Myślą więc, że można atakować ile wlezie, zwłaszcza tych, którzy się od nich różnią, nie należą do tej samej kategorii ludzi.
☕
– No więc tak, jest to konieczne, bo wtedy humor nam się poprawia, mnie i temu tu, Kosakiemu.
– To dobrze, jak humor się poprawia?
– Może nie widać, ale to też naprawa.
Samo mi się tak wyrwało, ale uznałem, że dobrze wyszło.
– Naprawa – powtórzył Szczur.
Powiedziałem na próbę:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry. Dzień dobry. Czy w ten sposób naprawiam w środku?
Szczur ukłonił się sztywno mnie i Kosakiemu.
– Tak, to naprawa. Jak tylko przyjdziesz rano, twoim pierwszym zadaniem będzie naprawić mnie i Kosakiego. Rozumiesz?
– Tak, byliście zepsuci, naprawiłem was.
Mimo woli uśmiechnąłem się gorzko. To prawda, gdzieś tam jesteśmy zepsuci.
☕
– W takich sytuacjach należy przeprosić, nawet nieszczerze. Za to później będzie łatwiej pracować.
– Nie wolno kłamać. Sprawne mechanizmy nie kłamią.
☕
— […]
Ale jak się umrze, to żaden lekarz, nawet najlepszy na świecie, nie przywróci życia. Nikt go nie przywróci!
– Tak. Dlatego wyjąłem wszystko, co nie działało, wyprawiłem skórę, w miejsce oczu zamontowałem czujniki. Zamontowałem też mechanizm z zaprogramowanym wzorcowym ruchem cyklicznym. Wystarczy wyregulować, a będzie działał bez końca. Oczywiście teraz funkcjonuje lepiej niż przedtem.
– Dlatego… – Chciałem wytłumaczyć jakoś, co to jest „życie”, ale nie znalazłem odpowiednich słów. – W każdym razie, Szczur, od dziś masz zakaz naprawiania życia!
– Dlaczego?
– Bo właściciele się wściekają.
– Dlaczego się wściekają?
No, dlaczego, cholera! Dlaczego ogarnia mnie przerażenie, jak patrzę na tego chomika? Mnie samemu nie było łatwo zrozumieć swoje uczucia. Dużo mówiłem, aż w końcu udało mi się wydusić ze Szczura:
– Rozumiem. Nie będę naprawiał życia.
Byłem wykończony. Patrzyłem na chomika, zastanawiając się, czy Szczur naprawdę zrozumiał. Chomik z wdziękiem węszył w kącie klatki.
☕ ☕ ☕
Jest taki zawód, o którym Mitsuru marzyła. Owszem, zastanawiała się, czy ona, z tak skomplikowaną przeszłością, powinna próbować to robić, ale myślała też: Właśnie dlatego powinnam.
☕
Gdzieś w głębi coś ją poruszyło. Co to może być?
Bardzo ciepłe uczucie tęsknoty.
– Zawsze tu sam przychodzisz? – pyta.
– Czasami.
– Kiedy coś cię gryzie?
Na te słowa chłopiec uśmiechnął się, zawstydzony, i skinął głową.
– Ja też – mówi Mitsuru.
☕
Pewnie dlatego, że wszyscy dotykają kamienia, błyszczy w tym miejscu. W tym miejscu wykrzyczane zostały setki marzeń…
– Mitsuru, ten kamień… podobno jak się krzyknie, kim się chce być w przyszłości, i jak echo odpowie, to pragnienie się spełni. Taką ma moc.
[…]
Kim chciał być?
Co chciał robić?
Cały czas szuka.
– Szczerze mówiąc, do dziś nie wiedziałem. Przyszedłem tu, ale nadal tego nie wiem.
[…]
Ilekroć czyjaś ręka dotyka tego kamienia, w sercu tego człowieka pojawia się nadzieja na przyszłość.
Sanaka Hiiragi, Fotograf utraconych wspomnień,
przeł. Barbara Słomka,
Grupa Wydawnicza Relacja, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

– A czy to… dlatego, że to pana bawi? – spytała Hatsue.
A Hirasaka, jakby tylko czekał na to pytanie, z uśmiechem odpowiedział:
– Tak, po prostu to lubię.
☕
– To!
– Ja też o tym myślałem. – Hirasaka pokiwał głową.
(tamże)
Niedzielne odliczanie literek, którego miało nie być, raz. Miało nie być, bo mam na stanie wyłącznie rozgrzebane książki — oko postanowiło przypomnieć mi z jaką chorobą się mierzę i z przytupem zarządziło czasem i przestrzenią: żadnych książek, żadnych ludzi, żadnego ruchu, światła czy dźwięku. Gdy oko odpuściło i oddało mnie mi samej, wiedziałam, co chwycę, by na nowo znaleźć smak życia.
Nie miałam pojęcia, że pisze wiersze. Nie zastanawiałam się ani chwili. Niektóre wiersze mnie przewróciły, inne zatrzymały. Wszystkie są przejmujące. Czy dlatego, że pisane w cieniu drugiego brzegu? A może tylko pisane w cieniu świadomości, że drugi brzeg naprawdę istnieje?
Wspaniałym jest to, że są pytania, na które wcale nie potrzebujemy usilnie szukać odpowiedzi. Są pytania, których nie warto zadawać, bo odpowiedzi nie da się zamknąć w słowach. Można je ująć wyłącznie w doświadczeniu — własnym, a nie tym przekazywanym z ust do ust.
Wiersze te powstały między 2008 a 2019 rokiem. W ciągu tych jedenastu lat na świecie zrobiło się mroczniej. Postarzałam się. Poumierali bliscy mi ludzie.
Poezja dotyka samej istoty ludzkiej egzystencji: życia, śmierci, odnowy, zmiany; w polu jej zainteresowania są także uczciwość i nieuczciwość, niesprawiedliwość, czasem sprawiedliwość. Świat w jego zróżnicowaniu. Pogoda. Czas. Smutek. Radość.
I ptaki. W tych wierszach jest więcej ptaków niż kiedykolwiek.
🦋
Choć zamiast ognisk mamy dzisiaj świeczki,
uczepiliśmy się starych bogów,
znacząco pomniejszonych.
🦋
Zbyt wcześnie w ciemną noc
Wysłali je mężczyźni, którym się zdawało, że takie mają prawo
Wściekłość i nienawiść
Zazdrość i strach
Tak wiele sióstr zabijano
Przez lata, przez tysiąclecia
Zabijali je strachliwi i malutcy mężczyźni,
Którzy chcieli być wyżsi
Przez lata, przez tysiąclecia,
Tak wiele sióstr ginęło
Tak wiele łez…
🦋
Poezja to przeszłość, która wybucha
w naszych sercach
– Rilke
🦋
Mam jedną uwagę (mówi),
może wycofa się pani nieco
z tego krzyku o pomoc, z tej rozpaczy
a zamiast (mówi)
przytoczmy wie
pani zweryfikowaną wie
wiedzę o człowie
ku ludzkiej (mówi) od
odpowiedzialności ludzkiej
dajmy ludziom
dajmy ludziom dojść
dajmy ludziom dojść samodzielnie
do wniosków.
Dzielnie do wniosków.
Mówi:
Jest w tym pewne ryzyko.
🦋
Można odejść, można się zagubić.
Taka jest moc słów.
🦋
Widać, jak na zewnątrz rzeczy się kurczą,
ale w środku serce, i oddech,
i podskórna skóra czują, że jest inaczej,
jak przepastnie, jak spokojnie jest się częścią wszystkiego
jak bardzo gwiaździsty jest mrok.
🦋
Z całego serca umiłowani, zebrani tutaj,
w tej zamkniętej szufladzie,
spłowieliście dziś, tęsknię za wami.
Tęsknię za tymi, których nie ma, którzy odeszli wcześniej.
Tęsknię nawet za tymi, którzy wciąż tu są.
Trawi mnie tęsknica za wami wszystkimi.
Tęsknica: inne słowo,
którego już nie słychać.
Tęsknię przemożnie, umiłowani.
🦋
a potem co? A potem żal,
bo nas już nie ma.
Został trel, pieśń
ptaków o zagubionych imionach.
Ptakom nie potrzeba utraconych imion.
My ich potrzebowaliśmy, ale to było wtedy.
A dziś kogo to obchodzi?
Lwy nie wiedzą, że są lwami.
Nie wiedzą, jak bardzo są odważne.
🦋
Drzwi, ale niezamknięte. To nic
trudnego. To nigdy trudne nie było.
Zwyczajnie otwórz.
Zwyczajnie idź niżej, głębiej.
🦋
Po tamtej stronie stołu jest sześć klas:
nienarodzeni, zmarli, żywi,
rzeczy, które pijesz, rzeczy, których nie pijesz,
rzeczy, o których nie możesz mówić.
🦋
Czy wtedy było dobrze?
Tak. Było dobrze.
Wiedziałaś, że było dobrze?
W tamtym czasie? W twoim czasie?
Nie, bo martwiłam się
🦋
Za późno, by przyjść z pomocą. Spóźnione listy
i zbyt późne wiersze łączy niejedno.
Przychodzą, jakby niosła je woda.
🦋
Kształt nieobecności,
który siedzi naprzeciw mnie,
na twoim miejscu przy stole,
🦋
a ci, którzy tak długo ich oczekiwali,
nie żyli już od dziesięcioleci.
Takie właśnie historie
lubiliśmy snuć. Pocieszały nas
na swój sposób, mówiły:
każdy przecież gdzieś jest.
Ale nasi najdrożsi, gdzie oni są?
🦋
„Na miłość? Tędy!
I prosto!”.
🦋
Ty też masz taką nadzieję, prawda?
Że za granicą śmierci czeka cię podniebny lot?
Po owinięciu w całun, powstaniesz,
rozłożysz skrzydła, i tak dalej? Och, skarbie,
to nie będzie tak.
Nie całkiem.
Margaret Atwood, Wiersze przychodzą późno,
przeł. Jerzy Jarniewicz,
Świat Książki, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

wielorybia matka
przez trzy dni nosiła dziecko,
opłakując jego śmierć –
zabił je plastik.
Jest taka olbrzymia i smutna,
że trudno nam to pojąć:
jak mogliśmy jej to zrobić, żyjąc
naszym normalnym życiem,
[…]
Się zrobi! Zrobi się?
Postanowimy coś wreszcie?
🦋
Mamy dobrą wolę?
Dla całej ludzkości?
Nie, już nie.
Mieliśmy kiedykolwiek?
Gdy bogowie marszczą brew, psuje się pogoda.
Gdy się uśmiechają, świeci słońce.
Uśmiechamy się teraz nieustannie,
uśmiechem gościa po lobotomii,
a świat się smaży.
Przepraszam. Zgłupieliśmy.
Sączymy martini, płyniemy wycieczkowcem.
Czegokolwiek dotkniemy, czerwienieje.
🦋
Uczeń czarnoksiężnika –
identyczna historia: „Start” łatwo powiedzieć,
„Stop” to dopiero wyzwanie.
Z początku nikt o tym nie myśli.
Potem na „czekaj” jest za późno.
🦋
To wszystko się spełnia,
bośmy otworzyli ołowianą pieczęć,
zlekceważyli ostrzegawcze runy
(tamże)
w imieniu swoim i Kaan wraz z Sadownikiem w dwunastą rocznicę Jej ruszenia w nieznane; w podróż, której nikt po tej stronie nigdy nie pojmie. to był ostatni i jedyny żart w Jej wykonaniu, z którego nikt się nie śmiał.
przyjdzie dzień, że znów będziemy razem się śmiać.
91/365

[suplement strof: 2.04.2023]
Musiałabym powędrować
Na zachód od księżyca i od słońca na wschód
Żeby znaleźć odpowiedź;
Wyrzekłabym zaklęcie
I stanęłaby przede mną,
Zdrowa, żywa, szczęśliwa,
Ale to nie baśń jest.
To nie ta opowieść…
🦋
Wiem, że tam byliśmy.
Byliśmy? Kiedyś tam będziemy?
Będziemy tam kiedyś ponownie?
Daleko stąd?
Margaret Atwood, Wiersze przychodzą późno,
przeł. Jerzy Jarniewicz,
Świat Książki, Warszawa 2023.
— i co z TEGO*?
— nic?
— nic!
88/365
___________
* pod TO** podstaw cokolwiek, co było dla Ciebie oburzające, nie do pomyślenia… dwadzieścia, piętnaście, dziesięć, pięć lat temu; kwartał lub miesiąc temu czy w zeszłym tygodniu.
** nie dotyczy przemocy fizycznej, psychicznej, ekonomicznej.
Jonathan Roy, Keeping Me Alive, (akustycznie).
this fire is keeping me alive.
myślisz, że tylko patrzysz*.
„tylko” dotykasz wzrokiem osoby, zwierzęta, rośliny i rzeczy. one zawsze odpowiadają ci niewerbalnie, a twoja reakcja na tę odpowiedź jest znacząca, cenna i szczególnie interesująca, gdy ją w pierwszym odruchu ignorujesz.
87/365
_____________
* codzienne praktyczne ćwiczenie z fizyki kwantowej.
od lat diagnozuje ją w ten sam dobitny sposób:
— masz mrówki w dupie.
a ona uwielbia to wewnętrzne poruszenie, to przyciąganie, które przykuwa jej uwagę do tego czy tamtego pozornie nic nieznaczącego drobiazgu, nie pyta już: dlaczego? pozwala unieść się fali, daje ponieść się drobinkom niezauważalnego, uchwyconego w ułamku sekundy, poklatkowego czucia.
86/365
René Aubry, Lungomare.
Sadownik:
(w weekend na pierwszych zajęciach podyplomówki
miał powiedzieć coś o sobie — o życiu zawodowym
Pana Ciasteczko wspomniał, a potem
życie prywatne zamknął w siedmiu słowach)
Jestem właścicielem suki
i mężem swojej żony.
Sadownik:
(wczoraj wieczorem opowiedział
Drzewku powyższe i dodał)
Wszyscy ryknęli śmiechem,
gdy to powiedziałem.
Jabłoń:
(nie zrozumiała, dlaczego ryknęli śmiechem)
To Ty tam robisz za jednorożca!
Sadownik & Jabłoń:
(ryknęli śmiechem)
Niedzielne odliczanie literek, pięć. Znów najdziwniejsze i zaskakujące, bo polegające głównie na wyrzucaniu wybranych wcześniej fragmentów. Wyrzuciłam czternaście, które tu już, już witały się z gąską.
Najpierw długo na tę książkę polowałam. Potem długo w blokach startowych czekała. Dopchała się do mnie dzięki psu na okładce, argumentując, że skoro dwie powieści z psim kłaczkiem już za mną, ona byłaby dobrym psim zwieńczeniem czytania beletrystyki w tym miesiącu. Nie pomyliła się! Z ogromną przyjemnością nurzałam się w atmosferze tej książki.
Ja, człowiek, wziąłem psa, aby chronił mnie przed innymi ludźmi. Można więc powiedzieć — wybrałem zwierzę. Pomyślałem: pies nie będzie gadał głupot, nie będzie przede mną udawał kogoś, kim nie jest, nawet nie spróbuje głupio się uśmiechnąć, kiedy nie będzie wiedział, co do mnie powiedzieć. Pies to pies. Szacun dla psa.
🐾
Nie lubię ludzkości, nie mam nic przeciwko pojedynczym ludziom, czasem się nawet do kogoś przywiązuję, odczuwam, czym jest przyjaźń, miłość, ale kiedy czytam o drugiej wojnie światowej, kiedy zwiedzam były obóz koncentracyjny, kiedy myślę o historii naszej cywilizacji, to stwierdzam, że tak, niestety, jesteśmy tylko ludźmi. I żałuję, że ewolucja naszego gatunku pomija jakoś ten element rozwoju, jakim jest wzajemny szacunek i empatia. Potrafimy doskonalić się w tak wielu rzeczach, czemu akurat w masowym zabijaniu, a nie na przykład w produkcji życzliwości. Jasne, żeby nie było, dostrzegam dobro w pojedynczych ludziach, ale masa ludzka sama w sobie przeraża mnie i obrzydza. A przecież mamy tę moc, żeby rozwijać się w kierunkach, które stanowiłyby o naszej doskonałości…
🐾
Spojrzałem na Psa. Uśmiechnął się. Mój Pies wie, o czym myślę… Czasem mam takie wrażenie. To trochę dziwne, niepokojące, ale nie przeraża mnie to, raczej ciekawi.
🐾
[…]
mam takie dni, kiedy wstaję rano i nic nie pcha mnie w żadną stronę. Nie czuję, że muszę coś zrobić, że tracę dzień. Jestem. Wstaję. Idę z Psem nad strumień. I to wszystko dzieje się bez zegarka, bez konieczności umieszczania tego w planie dnia. To nie jest żaden punkt pierwszy, drugi ani siódmy, bo takiego planu nie ma. Oczywiście, że czasem zdarza się dzień, kiedy mówię do Psa:
— Stary, no, dziś to już na pewno zrobimy pranie.
Ale i ja wiem, i Pies to wie, że nasze „musimy” jest pojęciem względnym, odkładalnym, przesuwalnym w czasie.
🐾
[…] poczułem się dobrze ze sobą. Było coś w tej chwili. Coś jak nadzieja, jak szansa, której mogłem się chwycić, jakieś drżenie, które przeszłoby przez moje życie, które mógłbym wpuścić do siebie i do mojego domu, gdybym tylko chciał. Tylko nie wiedziałem, czy chcę, i to sprawiało, że sprawa była cudownie otwarta. Ode mnie zależało, co z tym zrobię.
🐾
Nie spieszyło mi się też nigdy w drodze, wolałem delektowanie się tym, co wyłania się zza kolejnego zakrętu.
🐾
Mnogość form życia, które stało dumnie albo wyglądało ciekawskie na drogę, pochylało się ku mnie, szeleściło, kołysało się lub starało ukryć się przed moim wzrokiem. Nie jestem dobry w te klocki — nigdy nie wiem, jaką roślinę mam przed sobą. […] nie interesuje mnie, jak te przydrożne chwasty nazywają się każdy z osobna, razem stanowią coś pięknego i żywego. Nie są napastliwe. Są ciekawe mnie — lub wcale nie. Żadna z tych roślin nie jest dla mnie miła, ponieważ czegoś ode mnie chce. Żadna z nich nie przestaje być sobą, kiedy na nią spojrzę. Jakoś mi lżej, gdy pomyślę, że da się tak istnieć.
🐾
Trawa, która kołysała się lekko, taka giętka, cicha. Kamienie spoczywające na ziemi całym swoim ciężarem, pełne godności, bez przepraszania i uległości. Nieliczne w tym miejscu drzewa przeżywały w zadumie swoje historie […].
🐾
[…]
jak to się stało, że sam siebie przekonałem,
że nie mam nic?
🐾
On miał wszystko. Był tu i teraz. Mój Pies to był dopiero bogacz. Zajechaliśmy przed dom, a on wyskoczył z auta jakby nigdy nic. Była wycieczka. Koniec wycieczki. Teraz będzie jedzonko. Teraz będzie picie. Pomyślałem, że to jest szalenie proste.
🐾
[…] nie może być tak, że jeśli coś odeszło, a było dobre, to zniknęło na zawsze. Oczywiście, że nie.
🐾
— Nie boisz się, że coś cię omija?
— Każdego coś omija. Nie można mieć wszystkiego. — Wzruszyłem ramionami. Roześmiał się w końcu, jakbym rozbawił go insynuacją, że i on coś traci. A może przeciwnie, roześmiał się, w głębi serca przyznawszy mi rację.
🐾
Kiedy ktoś znienacka zadaje szczere pytanie, odpowiedź wypada z człowieka od razu albo wcale.
🐾
Nie chciałem kontynuować tego myślenia, ale myślom trudno jest coś rozkazać. Można ewentualnie przed samym sobą udawać, że się ich w ogóle, absolutnie nie ma, nic a nic… […] a myśli i tak deptały mi po piętach. Dobrze wiedziałem, o co chodzi mojej głowie, ale pal licho, o co chodziło głowie — przede wszystkim przeczuwałem, czego pragnie dusza.
🐾
Kojarzył mi się z weterynarzem, który ze zmartwieniem i z troską stara się dociec, na co choruje jego czworonożny pacjent. Na ludzi patrzył jakby z obojętnością. Człowiek to człowiek, nic ciekawego, zdawały się mówić jego ramiona, kiedy wzruszał nimi za każdym razem w odpowiedzi.
🐾
W myślach już wyjechałem, powiedziałem to sobie, w końcu poddałem się i spakowałem naprawdę. Najtrudniej było to zrozumieć Psu. Zbyt rzadko wyjeżdżaliśmy gdzieś dalej, żeby mógł ze spokojem przyjąć to, na co się zanosiło.
Dominika Kluźniak,
Miejsce,
Helion, Gliwice 2019.
(wyróżnienie własne)

Przez kilka minut siedziałem, nic nie robiąc. To są chwile ważne w życiu, kiedy nic się nie robi, bo właśnie coś się stało. Ręce i nogi nie mają nagle żadnej potrzeby, aby gdzieś pójść i cokolwiek zrobić. Czas rozciąga się, jakby był z gumy, a głowa nic nie wie, bo serce, serce jest teraz najbardziej zajęte.
🐾
[…] przypomniałem sobie, czego chcę, i wątpliwości mnie opuściły. Chaos odszedł szukać szczęścia w innym domu.
(tamże)
Niedzielne odliczanie literek, cztery. Czytał ją Dudi, czytałam i ja. Pies w podczytniku natychmiast wygumował mi fakt, że nasze gusta czytelnicze nie pokrywają się. Klik, klik, rzuciłam wszystko. Pies! Zgadzają się i rasa, i wiek. Trzynastoletni labrador. Od powieściowego kudłatego bohatera różni Heniutkę płeć i umaszczenie.
Z małą przerwą na rzędy liter niebeletrystycznie uporządkowanych czytało się tę książkę fantastycznie. I wzruszone było, i płakane było nie raz. Powieść pełną gębą. Nieoczywista. Dotyka. I z kłaczkiem.
To prawda, że wiele się we mnie zmieniło od kiedy poznałem tego psa. To dzięki niemu odkryłem, że zwierzę może tak bardzo zmienić czyjś sposób myślenia. […] nieważne, czy to pies czy człowiek, tak samo chodzi tu o życie.
🐾
— Choć nie udaje.
— Wabi się Choć? Jak to nie udaje?
— Jest psem przewodnikiem.
— Że co?
— Kiedyś nim był.
— A to w takim razie teraz już nie jest?
— Teraz to ja jestem przewodnikiem, a on niewidomym.
🐾
— Może i każdy jest samotny, ale nie każdy tak o tym myśli.
— Ty masz Chocia.
— Dla innych on nie jest osobą.
— Jeśli tylko ty nie będziesz czuł się samotny, będąc z Chociem, to naprawdę nie będziesz sam. Gdyby Choć to usłyszał, to byłoby mu przykro. To czysta arogancja myśleć, że tylko ludzie mogą pomóc uporać się z samotnością.
🐾
Najbardziej na świecie lubię, gdy coś jest „dziwne”. Gdy coś dzieje się bez powodu. Rzeczy przez nikogo niepojęte, takie, z którymi coraz bardziej nie wiemy, co zrobić. Jak okrutnym byłoby stwierdzenie, że wszystkie rzeczy na świecie muszą mieć jakiś powód?
🐾
— Czyli lubi się pani czepiać szczegółów? — pytam, doganiając ją szybko.
— Nic mnie nie rusza, potrafię przetrwać naprawdę wszystko, oprócz jednej, jedynej rzeczy — odpowiada, odwracając się i patrząc na mnie ze wściekłością w oczach.
— Oprócz czego?
— Bycia pomijaną.
🐾
Czasami bywa tak, że nie jesteśmy w stanie uwierzyć nie tylko w rzeczy, które wydarzyły się naprawdę, ale nawet w rzeczy, które przydarzyły się nam samym. Bo nieraz te rzeczy są tak okrutne, że miejsce dla nich znalazłoby się tylko w filmie.
🐾
Granica pomiędzy początkiem a końcem jest tak cienka, że oba te koncepty zdają się ze sobą stykać, chociaż akurat w tym momencie z jakiegoś powodu wydają mi się one bardzo odległe od siebie.
🐾
— Zostać dzisiaj z tobą?
— Tak, dzięki.
🐾
Jeżeli tylko będzie do kogo wysłać wiadomość i jeżeli będzie ktoś, kto będzie chciał mi odpisać, chyba poradzę sobie jakoś z moim życiem. Wystarczy mi chociażby jedna osoba.
🐾
[…]
szepczę do niego.
— Choć… W następnym życiu też bądź moim psem, też do mnie… Choć.
Jang Eun-jin,
Nikt nie odpisuje, przeł. Marta Niewiadomska,
Wydawnictwo Tajfuny, Warszawa 2022.
(wyróżnienie własne)

Nie wiem, co powiedzieć. Wydaje mi się, że jednocześnie mam do powiedzenia bardzo dużo i nic. Czuję również, że muszę się odezwać i że nie trzeba teraz mówić nic.
🐾
Nie będzie wiadomo, gdzie się wszystko zaczyna, a gdzie kończy.
🐾
Przestałem próbować doścignąć zmiany. Ale nie oznacza to też, że już je prześcignąłem albo kroczę obok nich. Wystarczy mi, że potrafię je teraz wychwycić.
(tamże)
Niedzielne odliczanie literek, dwa i trzy. Podkusiło mnie. Do tej pory nigdy nie miałam zastrzeżeń do Biura Literackiego — dobra marka wydawnicza. Mam za swoje, za dziecięcą naiwność i nieuleczalną łatwowierność.
Zbyt mały mam rozumek, by nazwać to poezją. Celne spostrzeżenia, uporządkowane w wersy, sąsiadują w obu tomikach ze zwykłą (moim zdaniem) grafomanią lub, by zaszaleć górnolotnie, ze strumieniem świadomości, do którego zwyczajnie nie doskakuję, a świat nie docenia, na szczęście chociaż wydawca się poznał.
Wydłubałam to, co warte zatrzymania. Przed ilustracją z dedykacją dla zarządzających instytucją polskiego kościoła. Potem fantastyczna ilustracja — mówią, że dobra jest warta tysiąc słów, i mają rację – jednocześnie najlepsza recenzja obu tomików: po lewej to, czego oczekiwać by można; po prawej to, co realnie w nich znajdziemy.
dzień z biskupem
pozostaje jedynie się domyślać
że dnia z burką
w przedszkolu
nie będzie
🖇
phallus impudicus
sromotnik smrodliwy
ludowa nazwa
biskup
nie jest zagrożony wyginięciem
🖇

pierwsza faza domestykacji
domestykacja
pierwsza faza standaryzacji
standaryzacja
pierwsza faza centralizacji
centralizacja
dyskwalifikacji dyskwalifikacja
eksterminacji
pierwsza faza domestykacji
umożliwia swobodny dostęp
do ożywionych surowców
gąski gąski
czego
do domu
🖇
w poradni leczenia uzależnień
pracoholizm
nie jest zakontraktowany
🖇
tato
pobiegasz ze mną?
jasne
spotkamy się na końcu
🖇
mama mówi pępowinę
odcina się dwa razy
od dziecka
i od rodzica
🖇
ucieczka
jest moją ulubioną formą
fizycznej aktywności
🖇
co jeśli miłość od pierwszego wejrzenia
może zdarzyć się wszędzie?
🖇
kiedy wsiadam do samolotu na biurku
leżą zaadresowane koperty do ludzi zwierząt
roślin i grzybów z bliskiego mi otoczenia
w każdym liście opieprzam ich za to
że spieprzyli swoje życie
🖇
aby swobodnie pozyskiwać pokarm
i umykać przed drapieżnikami
lokuję organizm w niezajętej
niszy ekologicznej służy temu
odpowiednie wymodelowanie sylwetki
dopasowanej do wymogów środowiska
🖇
nie da się zastąpić deficytu
ojcowskiej czułości przygodnym
stosunkiem płciowym mówi
nieletni płci żeńskiej kto się wyrobi
🖇
niezależność
jest podyktowana
nieufnością
Kira Pietrek,
Czeski zeszyt,
Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2021.
(wyróżnienie własne)
głupota zostanie objęta
ochroną gatunkową
🖇
właściwie martwi mnie tylko
że na każdym rogu ulicy
stoi jakaś niedorozwinięta kobieta
to już nawet nie jest młodzież
przeznaczona do rozpłodu
🖇
be yourself impossible is nothing
🖇
z tupetem walczy o marzenia
marzenia każdego które spełnią się nielicznym
nie stara się ładnie wyglądać
ani macho ani mięczak
potrafi używać kosmetyków
ale nie będzie się tym podniecał
już ma forsę jeszcze ma fantazję
dziś ma duże poczucie odpowiedzialności
nawet za duże
wie co ważne kocha i jest kochany
🖇
jeśli jesteś buddystą bądż buddystą
jeśli jesteś katolikiem napluj sobie na dłonie
dwa razy tchórzu
🖇
jak ty byś się czuł
gdyby ktoś zabrał ci miotłę
[…]
matki boskie są trzy
jasnogórska świętobramska
i zawalidroga
🖇
wyrzuciłam w ubikacji
jakiejś miejskiej kawiarni
do kosza na podpaski
kolejny kalendarz
🖇
pierwszy człowiek nie wiedział jeszcze
wtedy co to gniew i zawiść znał tylko
ciekawość dlatego nie było mu przykro
z powodu śmierci
pierwszy człowiek ufał swojemu tacie
dlatego uznał śmierć jako coś wyjątkowego
zawczasu zamówił odświętny garnitur
u krawca i piękne buciki u szewca
zapytał jeszcze swojego ojca o to
czy będzie mu coś przy śmierci potrzebne
a tato po chwili namysłu odpowiedział
że jedynie mała przestrzeń by przechować ciało
wyciosał sobie pierwszy człowiek
małe drewniane pomieszczenie
i nazwał je trumną
pierwszy człowiek był cieślą
drugi człowiek był szewcem
trzeci człowiek był krawcem
kobiety troszczyły się o to by żołądki
pierwszych ludzi nigdy nie były puste
🖇
jeżeli nie czujesz oddechu na swoim ramieniu
to znaczy że jesteś ostatni
Kira Pietrek,
Język korzyści,
WBPiCAK, Poznań 2010.
(wyróżnienie własne)


Niedzielne odliczanie literek, raz. Najdziwniejsze. Dość zaskakujące. Polegające głównie na wyrzucaniu wybranych wcześniej fragmentów.
Nie miałam zamiaru sięgać po tę książkę, bo wyrobione zdanie mam, kwestia nie dotyczy mnie osobiście i nie ma we mnie przestrzeni na słuchanie świętszych od papieża — w tym starym znaczeniu, nim nie dało się dłużej kryć, że realnie od dziesięcioleci wystarcza zwykła ludzka przyzwoitość, by być świętszym od takiego jednego. Wystarczyła jednak radiowa rozmowa z Autorką książki i wiedziałam, że muszę ją mieć. Klik, klik i tak jak rzuciłam wszystko dla koreańskiej opowieści, rzuciłam koreańską powieść, by — jak się okazało — połknąć tę książkę.
Dwie części. W pierwszej żadnej niechcianej ciąży. W drugiej pan oseł-wnioskodawca — rewelacyjny, fantastycznie niedorastający do pięt pozostałym bohaterom tej części. Dużo bym dała, by ze zrozumieniem przeczytał rozmowę z x. Andrzejem Muszalą sześć rozdziałów dalej.
Dużo ważnych, gęstych fragmentów. Wybrałam wszystkie, a potem większość wyrzuciłam, zostawiając tylko najgęstsze i najmądrzejsze słowa x. Andrzeja Muszali i Jacka Wasilewskiego — zero rozrzedzania. Łatwo przypisać fragmenty do osób je wypowiadających, bo każda z nich w swoim życiu skupiona jest na innym medium, choć każde boskie.
Trudno znaleźć kwestię, która w bardziej obrazowy sposób pokazywałaby, jak język wpływa na rzeczywistość i jej rozumienie. Rama, która w naszym kraju została nałożona na temat aborcji, każdego dnia decyduje o życiu wielu osób. Determinuje też sposób, w jaki o sobie myślimy, kiedy podejmujemy konkretne decyzje.
📌
W języku trudno mówić o faktach. Język jest pełen metafor.
📌
[…] język nigdy nie jest odzwierciedleniem rzeczywistości. On za każdym razem jest pewnym ujęciem rzeczywistości, które nam do czegoś służy. Dwa języki, które wytworzyły się wokół tematu aborcji, mają swoje własne spektra światopoglądowe. Dlatego po upadku komunizmu tak ważne było ustalenie, czym jest nasciturus (łac. mający się urodzić). Ta definicja jest kluczowa, bo od niej zależy nasze nastawienie etyczne. Jeżeli od początku to będzie dziecko, będzie też padać pytanie: „Czy chcesz zabić dziecko?”. Pomiędzy zabiciem dziecka a usunięciem ciąży zawsze jest przestrzeń, którą można mniej lub bardziej zniuansować, ale ze stwierdzeniem „zabić dziecko” nie ma dyskusji. Ustalenie tej definicji jest bardzo emocjonalne. Ten moment, gdy w latach 90. próbowano to zrobić, był bardzo ważny, dlatego że z dyskursu o aborcji zaczęły znikać terminy neutralne.
📌
Ale zacznijmy od wartości, bo to je wyraża język. Według Jonathana Haidta wszyscy ludzie wyznają sześć podstawowych wartości. Te wartości to: troska, sprawiedliwość, wolność, autorytet, świętość i lojalność. W zależności od tego, czy jesteśmy nastawieni bardziej liberalnie, czy konserwatywnie, te wartości mają inny priorytet. U liberałów czy lewicowców nastawionych progresywnie to troska, sprawiedliwość i wolność będą wyżej cenione niż autorytet, lojalność i świętość. Będą oni rozumieli hasła odwołujące się do decydowania o własnym ciele – bo decyzje o nim to podstawa wolności. Okrzyk: „Mój brzuch, moja sprawa” będzie dla nich przekonujący. Natomiast dla ludzi po prawej stronie równie silnie jak wolność zaznaczone są lojalność i odpowiedzialność wobec innych, dlatego ta strona mówi o „polskich dzieciach, które są mordowane”. Ważne są też dla nich świętość i autorytet, więc padają argumenty mówiące o tym, że życie ludzkie jest święte i nigdy nie powinno się go odbierać. (Co ciekawe, osoby, które są za zakazem aborcji, często są za karą śmierci, więc okazuje się, że te wartości wcale nie muszą być spójne). Przy tym świętość niekoniecznie odnosi się do religii.
📌
[dlaczego ten temat wraca jak bumerang?] Dlatego, że jest prostym politycznym sposobem na to, by określić, czy jesteśmy bardziej liberalni, czy konserwatywni. Inne rzeczy, takie jak podatki czy postawa wobec przedsiębiorczości, są trudniejsze do wytłumaczenia albo szybciej się je niuansuje, a tutaj bardzo prosto jest stwierdzić, że jeżeli zajmujesz określone stanowisko w sprawie aborcji, jesteś po którejś stronie. Jesteś liberałem albo konserwatystą.
📌
Jeżeli miałbym podjąć jakąś próbę odpowiedzi na pani pytanie, to ośmielę się powiedzieć, że jednym z sensów cierpienia jest nauka pokory, zdobywanie świadomości tego, że nie jesteśmy samowystarczalni, że możemy być słabi.
📌
Koncentrowanie się na prawie świadczy o osłabieniu wiary. […] Jeżeli my – chrześcijanie – nie będziemy prowadzić prawdziwie duchowego życia, życia wiarą, nadzieją i miłością, lecz będziemy ciągle tylko kultywować zewnętrzne tradycje i obrzędy, będziemy liczyć, ile osób chodzi do kościoła, ilu ludzi przyjmuje Komunię świętą, ile mamy sanktuariów, ile osób wybrało się na pielgrzymkę do Częstochowy; jeżeli będziemy mierzyć wiarę poprzez cyfry – czeka nas katastrofa. Te cyfry nic nie znaczą. Wiara to coś niewymiernego. To zawierzenie Bogu. To codzienna modlitwa w ciszy, to służba, to zapomnienie o sobie, to otwarcie na drugiego człowieka. A im wyżej człowiek stoi, tym więcej powinien służyć, tym bardziej powinien słuchać ludzi. Jeżeli nie pójdziemy w tym kierunku, będziemy mieć Irlandię. Ona już jest. Już idziemy tą drogą.
📌
Agresja nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. […] Nasz katolicyzm jest dość mocno zewnętrzny, obrzędowy, „pobożnościowy”, mało jest w nim prawdziwego wejścia w głąb, w zjednoczenie z Bogiem, które owocuje miłością bliźniego. […] Gdy zatrzymujemy się tylko na tym, co zewnętrzne, pozostaje nam walka o prawo i konfrontacja.
📌
[…] bądźmy pro-life także postnatalnie.
Daria Górska,
Piekło kobiet PL,
Wydawnictwo RM, Warszawa 2023.
(wyróżnienie własne)

tęsknota jest formą bliskości.
nie każdą tęsknotę można przemienić w obecność czy działanie. każda jest jednak przywilejem — opowiada historię, która nas buduje.
85/365
Ritual, Josephine,
Emeline Rochefeuille & Jakub Jakoubek (tancerze).
[suplement pikselowy: 13.04.2023]

Niezmiennie nabieram się na pierwsze wrażenie. Nie, to nie jest grafika, to nie jest tkanina, lecz cyk zrobione przez Saxifragę w górach w ostatni poniedziałek. Poruszona czekałam na właściwe słowa.
fot. Saxifraga.
W górach każda myśl, albo jej brak, była czymś, co smakowało dobrze. Ruszyłem dalej. W górę, w głąb.
Dominika Kluźniak,
Miejsce,
Helion, Gliwice 2019.
dla mnie motyl* to
nie tylko motyl. lecz
posłaniec, wysłannik.
wiadomość.
84/365
_________
* szczególnie dziś, w 99. dniu nieodwracalnego.

fot. Hawwa, fragmenty.

*
Gabriel Fauré, Pavane op. 50.,
Jorge Federico Osorio (fortepian),
White Raven’s Favorites Playlist 2022, #22.
[suplement: 16.08.2023]
White Raven’s Liked List ♥
każdy ma swoją wersję znaczących fragmentów historii swojej rodziny: faktów, wydarzeń i spotkań, intencji, przemilczeń i uścisków. gdyby tylko chodziło o słowo przeciw słowu, ale w grę wchodzi uczucie przeciw uczuciu. nie masz szans udowodnić, że nie jesteś wielbłądem.
83/365
Jabłoń:
(w czasie, gdy jej układ nerwowy dzięki Vojcie rozgadał się
pozawerbalnie
z Pati,
opowiedziała historię o samochodach)
Pati:
(po chwili do Sadownika, który
z kawą
wychodził z kuchni)
Jakim byłabym samochodem?
Sadownik:
(myślał, myślał, by wybrać)
Land Rover Defender.
Jabłoń:
(zna się na samochodach tylko
w zakresie rozpoznawania kolorów,
prosi o zdjęcie, by mieć pojęcie, i komentuje,
bo przecież wie, jak się jej pracuje z Pati)
Hmmm, musi mieć hak!
Sadownik:
Tego nie wiem, ale
na pewno
ma wyciągarkę!
Jabłoń:
(dotarło do niej, że korzystała
z tej wyciągarki wiele razy)
*
Jabłoń:
(też dziś, ale jakiś czas później przy Rysi,
by skompletować na parkingu swój sentai)
A Rysia, jakim byłaby samochodem?
Sadownik:
(długo nie musiał myśleć)
Renault Clio Coupe Sport
z trzylitrowym silnikiem,
małe auto, ale z niespodzianką!
Jabłoń::
(w zachwycie ma już cały swój
fizjoterapeutyczny sentai na „kołach”)

🍆
— na co znów czekasz? — wrzasnął zniecierpliwiony, próbując poganiać wszystko to, na co nie da się wywrzeć żadnego nacisku.
umiesz czekać? nie chwilę, dzień czy miesiąc lecz kwartał, rok czy całe lata czekać bez żadnych gwarancji i robić swoje?
82/365
Pati:
Teraz robisz sikającego psa.
Jabłoń:
(ma już za sobą robienie kociego grzbietu)
Ej, jesteś panią z warzywniaka,
nie z zoologicznego!
Pati:
(jak zwykle przytomnie puentuje)
Próbuję się przebranżowić.
Pati & Jabłoń:
(ryknęły śmiechem)
🍆
usiadłam, by znaleźć dzisiejsze trzy zdania, a tu niemoc, bo na końcu języka mam tylko poczucie, że w ciągu dnia wydarzyło się coś bardzo ważnego.
coś, co trudno zatrzymać w słowach, uwięzić w związkach frazeologicznych, zniewolić w gramatyce języka.
świętuję dziś, świętuję życie per se.
81/365
brak kultury wobec osób z niepełnosprawnością, który spotkał drzewko, jabłoń Rysi w skrócie zarysowała. Rysia rozbiła bank, opowiadając o tym, jak w towarzyskiej sytuacji, zapytana o zawód, odpowiedziała, że jest fizjoterapeutką, i szybko, by uniknąć próśb o masaż lub konsultację w sprawie takiego czy innego bólu, dodała, że pracuje z pacjentami neurologicznymi.
na to interlokutor błysnął i wykształceniem, i wielkomiejskością,
i zaściankową europejskością, i życiowym doświadczeniem:
— aaa, warzywa!
80/365
Jabłoń:
(w roli warzywa do Rysi)
Czyli jesteś panią z warzywniaka!
Rysia & Jabłoń:
(zrobiły swoje w przyzwoitym stylu,
spaliły odpowiednie mięśnie)
[suplement pikselowy: 23.03.2023]

Niedzielne odliczanie literek, cztery. Od pół roku czekałam na przyzwoitą cenę tej książki. Przyzwoitą, bo nikt mnie nie przekona, że różnica ceny między papierem a wersją elektroniczną równa dwa złote jest uczciwa. Nie jest. Czekałam i, uwzględniając inflancję, doczekałam się.
Obiecałam sobie już nigdy nie czekać na kolejne książki Autora. Groźnie spojrzę na wewnętrznego, sportowo zajmującego się sknerstwem, ibukosknerę, zaklnę siarczyście i nie będę patrzeć na cenę, klik, klik, kupię na pniu!
Jak mogłam tak długo czekać na lekturę tej książki? Mogłam, bo nie miałam pojęcia, jaki deser obok nosa mi przechodzi.
W 2014 roku nie było komet ani znaków na niebie. W gazetach trwały jeszcze dyskusje o nowoczesnym patriotyzmie. Liberalni publicyści narzekali, że Polacy nie umieją się cieszyć. Był to bowiem, córeczko, ulubiony temat liberalnych publicystów: obywatele ponuracy nie potrafią się radować. Rozpamiętują minione nieszczęścia, a tu trzeba – i bach! – z rozpędem wjeżdżało piętnaście tysięcy znaków ze spacjami. Nawet spacje tryskały optymizmem.
A tymczasem coś wzbierało. Coś się szykowało. Coś większego się kroiło.
🦩
„Brak mi słów” to zazwyczaj rozbieg. Nie do wiary, to już przekracza wszelkie granice, brak słów – a potem westchnienie lub wielokropek, sekunda ciszy – i proszę! Słowa jakoś się znajdują.
🦩
Ciekawostka to wiedza zatrudniona w branży rozrywkowej.
🦩
Sprawa wydaje się prosta. – Z czego składa się książka? – spytam i zaraz padnie właściwa odpowiedź – Z liter. – A jak masz na imię? Agatka? Wielkie brawa dla Anetki! Książka składa się z liter! Dlatego dzisiaj będziemy malować litery!
Wszystko już naszykowane. Szary papier, kolorowe flamastry, szablony, krepina, pędzelki.
[…]
Jednakże, jak powiadają nauczyciele metodycy: strzeżcie się pytań otwartych.
– Powiedzcie, bez czego nie ma książki? – zaczynam rześko.
– Bez pisarza!
– A jak masz na imię?
– Stanisława.
– Brawo, Stanisławo, świetna odpowiedź. I bez czego jeszcze, kto wie?
– Bez papieru.
– Bez okładki.
– Bez pisarza. – Stanisława liczy na kolejną porcję braw. Muszę zmienić taktykę.
– Kto wie, co książka ma na okładce?
– Obrazek! Pingwina! Tytuł! Pisarza!
– A z czego jest tytuł?
– Ze słów!
– Tak jest! Ze słów. A słowa z czego?
– Słowa mogą być różne. Na przykład dom, papuga albo jeszcze inne. Albo brzydkie słowa. To nie są słowa, tylko wyrazy. Ja znam trzy wyrazy. Ja pięć! Ja milion!
– A z czego składają się wyrazy?
– Z niegrzeczności. Albo ze złości, jak się ktoś uderzy albo jak się na kogoś wkurzy. Arbagedon to też jest takie słowo. A czy pan ma kota? Ja mam kota.
– A co książka ma w środku? – pytam.
– Papier!
– A na papierze? Takie małe, czarne, w rządkach?
– Mrówki. Różne przygody. Na przykład o Śwince Peppie. Wesele Świnki Peppy albo jak George dostał czkawki. Czy to pan napisał o Śwince Peppie?
– Powiedzcie, jak pisarz pisze książkę?
– Jak pisze, to dostaje pieniądze.
– Tak, ale w jaki sposób pisze?
– W sposób komputerowy. Albo przy stole. Albo w drukarni. Na telefonie pisze. Ja też umiem pisać.
🦩
Wytłumacz upadek cywilizacji w jednym zdaniu. „Cywilizacja upadła przez wyjaśnianie wszystkiego w jednym zdaniu”.
* * *
Cnoty boskie podlegają modom. Bywa, że zwyżkuje wiara. Czasem na prowadzenie wychodzi miłość. Popularność nadziei przypada na okresy wojen i kryzysów.
Nikt jej nie potrzebuje, gdy wszystko idzie dobrze. Nadzieja jest markerem ciężkich czasów.
🦩
Nadzieja nie jest programem politycznym. Ani cnotą. Ani błędnym ognikiem. Ani nawet złym rozpoznaniem sytuacji. Bywa najwyżej okolicznością łagodzącą, przygotowanym zawczasu alibi (dość słabym, szczerze mówiąc). Dowodem wyuczonej naiwności.
🦩
Nasze triumfy – jeśli kiedyś nadejdą – okażą się połowiczne. Potrwają krótko i szybko zaczniemy się ich wstydzić. Nadzieja jest przepustką do obozu przegranych. Zwycięzcy nie potrzebują nadziei.
* * *
– Zapomniałeś hasła?
– Tak, zapomniałem hasła. Proszę, przyślijcie mi kod. Przyślijcie mi link. Przysięgam, że nie jestem robotem. Rozpoznam samochody i znaki drogowe. Odczytam pokraczne litery falujące na pięciolinii. Rozpoznam wszystko, tylko pozwólcie mi wymyślić nowe hasło.
🦩
Pierwsze prawo śmieciowe brzmi:
każdy woli ugniatać, niż wynosić.
🦩
Biedna Ziemia. Wyklęta, wybebeszona przez koncerny górnicze, uduszona plastikiem, przysypana śmieciami. Jeszcze tu była. Gdzieś pod płytami chodnikowymi, asfaltem, granitem. Nasza ofiara ukryta na miejscu przestępstwa. Gdyby naprawdę zerwać bruk, moglibyśmy ją zobaczyć.
[…] Przyjdą upały i huragany. Będą przerwy w dostawach energii elektrycznej, kolejki do beczkowozów, kryzys śmieciowy. Nastąpią rzeczy, które miały się nie zdarzać. Może komuś, ale nie nam. Może gdzieś, ale nie tutaj. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz.
🦩
– Zmagasz się?
– Czasami.
🦩
Świat nie jest szczególnie obojętny. Świat ma po prostu ograniczoną pamięć. Zapchaną kartę. Nie daje sobie rady z przetwarzaniem danych.
🦩
I gdyby jeszcze jakoś nazwać ten lęk i zaskoczenie, które odczuwamy, gdy potwierdzają się nasze opinie. […] Kiedy faszysta okazuje się faszystą, a zaraza – zarazą. Kiedy nie został nam już żaden bufor przesady, żaden retoryczny naddatek, kiedy jest tak, jak wyglądało, właśnie tak – groza i nic już nie można dodać.
🦩
Wspomnienia z dzieciństwa mają własny punkt widzenia, wyrazisty detal i ciasne kadry.
Marcin Wicha,
Nic drobniej nie będzie,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2022.
(wyróżnienie własne)

Kiedy żółw rozrywa włókna cykorii, można uwierzyć, że wszystkie kamienie świata są w środku różowe. Mają delikatne wnętrza, płuca, wątroby, nerki. Tylko nie zawsze są głodne.
🦩
Karpie toną w polskiej tradycji
(jak my wszyscy).
🦩
W 2019 roku wejdzie do użytku dwunasta wersja Unicode. Wiele wskazuje na to, że wśród emotikonów pojawi się różowy flaming. Ptak otrzyma numer X1F9A9. Numer X1F9A5 czeka na leniwca.
[…] Unicode najpierw wchłonął angielski, potem pochylił się nad problemami innych alfabetów i języków. Ledwie skończył z ogonkami, umlautami i kreskami, a już się zabrał za znaki graficzne, za pomocą których Japończycy porozumiewają się z resztą świata.
(tamże)