czwartek, lutego 20, 2020

3710. 51/366

przecierasz palcem lub nie zauważasz jej wcale, ale czy myślałeś kiedykolwiek o sile, która sprawia, że kropla jest, jaka jest, nim ją zetrzesz, zdmuchniesz, unicestwisz?

szukałam dziś w sobie tej niewiarygodnej siły. mają ją również łzy.

51/366

środa, lutego 19, 2020

3709. Pierniczek książkowy

Wyjęłam tę książkę z Drogi Jana. Autorce poleciła tę powieść jej przyjaciółka. Dostępna jest tylko „w papierzu”. Klik, klik, portal aukcyjny. Klik, klik, wybrać i opłacić. Klik, klik, czekanie. Ale w końcu i doczekanie.

Opowieść-Piernik — w tym roku kończy dziewięćdziesiąt lat. Przedstawionego w niej świata już nie ma. Nie ma w niej prądu, obowiązkowej edukacji, świadczeń zdrowotnych i internetu. Są ludzie, jest los, hallo, old chap, please, nowa ojczyzna i old fool. I jest życie, i pewna perspektywa patrzenia na nie i opowiadania o tym życiu. I jest puenta, która czyni tę książkę aktualną pomimo rekwizytów, które trącą myszką. Po prostu powieściowy evergreen.

Nic się nie wydarzyło. A jednak było tak, jakby jakieś wieczne sprawy miały się spełnić.

*

Teraz Mendel niczym więcej nie był, tylko modlącym się człowiekiem. Przez niego przechodziły słowa do nieba, był pustym naczyniem, lejem. Tak wmadlał się w świt.

*

[…] pierwszy raz w życiu wyraźnie czuje bezgłośne i podstępne pełzanie dnia, zwodniczą przebiegłość wiecznej zmiany dnia na noc, lata na zimę i że czuje, jak sączy się życie zawsze jednostajne, pomimo wszystkich oczekiwanych i niespodzianych strachów. Strachy rosły tylko na pełnych zmienności brzegach życia.

*

[…] świergot ptasi, niby pamięć rzeczy prześnionych, szczęśliwych, niby głos słonecznego promienia.

*

Nie śmiała już więcej błagać Boga. Bóg wydawał się jej za wysoki, za wielki, za daleki, bezkresny za bezkresnymi niebiosami. Żeby dotrzeć choćby do Jego rąbka — trzeba by mieć drabinę z miliona modlitw.

*

[…] zastała męża przy kuchni. Niechętnie krzątał się koło ognia, garnków i drewnianych łyżek. Jego prosty umysł skierowany był na nieskomplikowane ziemskie sprawy i nie znosił cudów w obrębie pola widzenia.

*

Gdzieś tykały zegary, lecz i one chodziły luzem obok czasu, który w tych wysokich korytarzach nie ruszał się z miejsca.

*

Już nie stać jej było na siłę, bez której nie ma wiary, i z wolna opuszczały ją siły niezbędne człowiekowi do wytrzymania rozpaczy.

*

     — Zachowujesz się jak ruski Żyd — powiedziała mu Debora, kiedy wrócił.
     — Ja jestem ruski Żyd — odparł Mendel
.

*

A ponieważ czuł, iż głęboko w sercu kiełkuje jeszcze nieśmiała nadzieja, starał się ją zabić.

*

     — Co się z tobą dzieje, Mendel? Dlaczego wzniecasz ogień? Czemu chcesz podpalić dom?
     — Chcę spalić więcej niż jeden dom i więcej niż jednego człowieka
. […]
     — Więc powiedz nam, co chcesz spalić?
     — Boga chcę spalić
!

*

Zestarzałem się i widziałem już, jak niejeden świat runął, nareszcie zmądrzałem.

Joseph Roth, Hiob, przeł. Józef Wittlin,
Wydawnictwo Austeria, Kraków 2015.

Być może, iż błogosławieństwom trzeba do spełnienia dłuższego czasu niż klątwom.

(tamże)

3708. 50/366

na wojnie ze słowami byłam. i co z tego, że tak pięknie potrafią opisać historie, malować sceny, zatrzymać chwile? skoro zawsze spłaszczają, gubią, redukują istotę doświadczenia.

50/366

sobota, lutego 15, 2020

3706. 46/366

nie porzucaj, nie unikaj. nie bój się rzeczy*, które ci nie wychodzą. w nich tkwi siła i moc.

46/366

_____________
* ćwiczeń, których nie udaje się wykonać prawidłowo; umiejętności wymagających szlifowania i polerki.

piątek, lutego 14, 2020

3705. 45/366

w co wierzysz? w lęk czy w miłość?

to, w co wierzysz, działa — przyszło do mnie, gdy robiłam ostatnie dziś schody w górę do ula.

45/366

*


Kaan.

czwartek, lutego 13, 2020

3704. Onemu (II)

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Nie do mnie. Metaforycznie, w męskiej wymianie wrażeń o doświadczaniu se­zo­no­wych atrakcji zdrowotnych. Z samego rana wczoraj rozmawiali o cho­rób­skach, co każdego z nich prawie synchronicznie dopadły.
     I znów… tak jak wtedy, to niby-zwykłe-zdanie poruszyło mnie i dotknęło.

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Nie interesował mnie rozkład tego ciągu liter na części mowy, zdania czy środki wyrazu. Nie interesował sens, przyczyna i skutek. Nie interesowała mnie historia osobista Onemu. Interesowało mnie tylko i wyłącznie to, że to zdanie natychmiast skontaktowało mnie z tęsknotami. A tęsknoty, na które nie zwracałam uwagi od wielu miesięcy, dotknięte powolnością kawowej chwili, natychmiast połączyły mnie z tą częścią mnie, co ma miękką, delikatną i spragnioną naturę.

Dawno nikt mnie nie rozbierał — napisał.
     Może tęsknoty, gdy przysiąść się do nich bez pretensji — przecież kura przez wu powinieneś być szczęśliwy, no nie? przecież kura przez wu może być dużo gorzej; kura przez wu, błagam, nie rób scen — nie tylko mnie łączą z miękkim, delikatnym i spragnionym? Może właśnie te tęsknoty czynią nas bardziej ludzkimi i czującymi istotami.

Człowiek to dziwna konstrukcja, choć boska.

niedziela, lutego 09, 2020

3701. Tutto basta!

Maestra-Di-Italiano w poniedziałek zapytała ciasteczkowych uczniów o święto, które na dobre miało rozkręcić się we Włoszech. Pan Ciasteczko nie miał pojęcia, o czym w piątek doniósł mi Sadownik.

Nie wiem kto — Sadownik czy Pan Ciasteczko — zarzynał u siebie tegoroczne sanremowe przeboje. Dla mnie to było estetycznie zbyt duże wyzwanie, łomoliłam sobie Beethovenem w południowej części ula.

Z gabinetu wyszedł mężczyzna z sanremowym obłędem w oczach i zaczął podtykać mi pod nos telefon z tą piosenką. Broniłam się, ale uparł się. Był pewien, że będę zachwycona. Opierałam się, ale on był oślo uparty. Dla świętego spokoju, przecież trzydzieści sekund mnie nie zbawi i… zakochałam się w tej piosence, z powodu pana tłumacza — mistrz!

Le Vibrazioni, Dov’è, Mauro Iandolo — tłumacz j. migowego.

3700. U Orzeszka i Białego Kruka (LXV)

Biały Kruk:
(napisał wczoraj i zdjątko przysłał)
Koniec
…zimy i puzzli.

miesiąc temu, czyli w pół zimy.

sobota, lutego 08, 2020

3699. 39/366

cisza — ta nie przed burzą.
spokój — ten nie święty.
amen — to niech!

39/366

3698. Książka z psim kłaczkiem

Grudniowe szaleństwo przedświątecznych obniżek cen ibuków — książek, na które długo polowałam — objęła również tę powieść.

Nie moja bajka gatunkowa i nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie kudłaty wątek. Dwa dni temu Sadownik zapytał mnie późnym wieczorem, dlaczego jeszcze nie idę spać. Byłam w połowie tej opowieści, sierści ani widu, ani słychu, a okładka obiecywała dużego psa! Uparłam się uporem godnym trzylatka, że nie pójdę spać, dopóki się nie pojawi. Pojawiła się suka, mogłam pójść do łóżka.

Psy mają moc! W rozwoju duchowym wyprzedzają ludzi o setki lat świetlnych. Jestem tego pewna.

Jest w książce jedna kudłata nieprawda: psy ziewają, gdy są zaniepokojone (zdenerwowane), a nie, gdy czują się bezpiecznie — ad acta.

Cała jej siła gdzieś zniknęła. Wciąż ponosiła kolejne straty. A przecież nie mogła przegrupować szeregów, dopóki nie powstrzyma dalszych strat.

*

Dla postronnego obserwatora męstwo, którego tyle razy była świadkiem, mogło wydawać się czymś niezwykłym. Jednak z punktu widzenia kogoś, kto decydował się na akt odwagi, chodziło tylko o podjęcie decyzji i jej realizację pomimo przeciwności. A potem o niewracanie do tego już nigdy więcej.

*

[…] wałęsał się jakiś pies. Duży, czarny, z ogromnym kwadratowym łbem i malutkimi uszami; kroczył dumnie niczym lew.

*

     — Najżałośniejsza rzecz, jaką można zrobić, to powiedzieć: och, wystarczyło postąpić tak czy inaczej, a wszystko byłoby z nią w porządku. Obwiniać się, a jednocześnie podchodzić do całej sprawy tak, jakby wszystko kręciło się wokół ciebie.

*

     — Musisz być silna.
     — Jak mam to zrobić?
     — Dobre pytanie — powiedziała LeAnne
.

*

     — Kurwa mać.
     — Uważaj na słownictwo, młoda damo – upomniała ją kobieta, przyglądając się uważnie prawej stronie jej twarzy.
     — A pani to niby kto? Królowa tego zadupia
?

*

Na łóżku obok niej leżał pies. Czarne jak węgiel oczy były otwarte i uważnie ją obserwowały. LeAnne uspokoiła się trochę i po prostu leżała. A pies leżał obok niej.

*

Wszystko wskoczyło na swoje miejsce, zyskało sens. LeAnne zrozumiała, że nie ma czegoś takiego jak przypadek; że życie rządzi się swoimi własnymi magicznymi regułami.

*

Pozazdrościła jej [suce Goody] tej umiejętności odnajdywania szczęścia w najprostszych rzeczach.

*

Goody wyskoczyła jak z procy, wielkimi susami popędziła w kierunku LeAnne, stanęła na tylnych łapach, przednie kładąc na ramionach LeAnne, i zaczęła gorączkowo lizać ją po twarzy.
     — Cześć, maleńka. Spokojnie — powiedziała LeAnne. — No, już chyba wystarczy — dodała po chwili, ale reakcja psa ją rozczuliła.
     Goody w końcu oderwała się od niej, przebiegła wzdłuż cały parking, pędem wróciła do LeAnne i znowu zaczęła się z nią witać
.

*

Pies przez chwilę stał nieruchomo, a potem złapał zębami za leżącą na ziemi, przyczepioną do jego obroży smycz i podszedł do LeAnne. Wymachiwał smyczą, kołysząc głową do przodu i do tyłu. […]
     — Miałam kiedyś instruktora musztry bardzo podobnego do ciebie — powiedziała LeAnne. Chwyciła smycz i ruszyły naprzód, mając przed oczami długi, prosty odcinek drogi. — Ale nie był nawet w połowie tak ładny jak ty
.

*

     — Ale… — wykrztusiła LeAnne, na powrót czując się jak uszkodzona wersja samej siebie. Miała kilka takich „ale” i próbowała jakoś uporządkować swoje wątpliwości.

*

Czego chciała? Wyłącznie rzeczy, które nie mogły się ziścić, wyłącznie cudów.

*

     — Dlaczego to zrobiłeś?
     — Bo słowa brzmiałyby jak tanie pocieszenie.
     — Wszystkie te gówniane rady w rodzaju „zostaw to za sobą” i „rusz do przodu ze swoim życiem
”?

*

LeAnne zadała sobie pytanie, czy wszystkich miłośników psów cechuje pewien rodzaj szaleństwa.

Spencer Quinn, Po dobrej stronie, przeł. Katarzyna Dudzik,
Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019.

piątek, lutego 07, 2020

3697. 38/366

to coś, wiem, że mądrego — zamienić na słowa, zatrzymać na dłużej i na potem w zdaniu — wymknęło się bez trudu. pozostało mi tylko poczucie, że kontakt z tym czymś wciąż mam. jeszcze przez chwilę.

38/366

środa, lutego 05, 2020

3695. 36/366

     — daj buziaka — powiedziała Maggie do Heniutki na dzień dobry przy pierwszym spotkaniu.

wszystko jasne: nigdy nie byłam psiarą. jestem zaledwie psiareczką, a może tylko rąbkiem jej cienia lub złudzeniem optycznym.

36/366

3694. Przy porannej kawie

Ostatni z przegapionych tomików już za mną. Skończył się przy nieprzegapionej kawie. Mogę czekać na nowy, szukając siebie w miejscach, w których od tak dawna mnie nie było lub nie było mnie jeszcze nigdy.

naprawdę nie musisz mnie tracić
by odzyskać
 
odzyskuj bez utraty

odzyskuj tak jak się stawia początek
tuż po dawnym
początku którego nie zamknęła kropka
ani krzyżyk

*

to życie takie dziwne
jakby całkiem nie moje
w tej chwili kiedy moje
jest bardziej niż zawsze

*

miłość nie ma początku bo jest sama
początkiem i jeśli kto kogoś to ona
świętuje nasze narodziny i śmierci
rocznice miesięcznice i dnice
choć w jej kalendarzu nie ma naszych
cezur nie ma ich w ogóle a jest wielka fala
która na chwilę nas wyniosła pod niebo

*

i jeszcze gorsze rzeczy pies ten
widział i przez nie teraz
wpatruje się w ciebie
oczami w których dostrzeżesz nie wyrzut
lecz wielkie
wymowne współczucie

*

przestraszyłem moim zachwytem
przerażone serce
.

*

genialna metoda na znieczulenie
wyjąć sobie ból z serca
patrzeć na niego jak na kruchy przedmiot
złamać i wyrzucić
do nieopróżnianego od miesięcy śmietnika

*

błogosławieni którzy
narażają się na śmieszność
bo im się spełnią sny najniemożliwsze

*

on też naczynie jeszcze bardziej kruche
poranione na krawędzi raniące

*

liczy się tylko by nie było obco by chociaż
przez chwilę było najbliżej

*

czarny piotruś
strach

Jarosław Mikołajewski, Basso continuo,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

wtorek, lutego 04, 2020

3693. 35/366

w jaki sposób to, o czym marzysz, dzieje się już teraz?

zatkało mnie z wrażenia, gdy znikąd pojawiło się we mnie to pytanie. uśmiechnęłam się, a do odpowiedzi dorzuciłam fakt, że stałam na dworze i słuchałam rzęsistej ulewy.

35/366

3692. Z zanieczyszczonego miasta

Niedzielne czytanie przy kawie. Fusy musiały opaść, bym wiedziała, które fragmenty chcę tu pod ręką mieć. W moim mieście jest smog i nie ma ciemności od wielu, wielu lat. Próbujemy różnych sztuczek, by trochę jej w ulu mieć. W Małej Danii jest jeszcze nie tylko ciemność — jest cisza, są gwiazdy i mniej szalone zegary.

Ciemność jest wyczerpującym się zasobem. Użycie sztucznego światła wzrasta z prędkością, której nie kontrolujemy. Smartfony pojawiły się w 2007 roku, teraz wszyscy je mają. Po wprowadzeniu zakazu użycia tradycyjnych żarówek w 2012 roku wszyscy używają żarówek LED. To tak, jakby wszyscy nagle zaczęli się żywić bardzo niezdrowo — mówi [Tone Elise Gjøtterud Henriksen].

*

Kiedy ostatnio widziałeś gwiazdy?
     Spójrz na satelitarne zdjęcie Ziemi. Tam gdzie kiedyś spowijała ją ciemność nocy, teraz jaśnieje niczym migocząca choinka
.

*

Jak się okazuje, naturalna ciemność daje nam o wiele więcej niż tylko doświadczenia. Naukowcy znajdują coraz więcej dowodów na to, że nadmiar sztucznego światła wpływa na nasze ciało, rytm dobowy i samopoczucie. Może oddziaływać nie tylko na nas, ale także na zwierzęta, ekosystem, naturę samą w sobie.
     Potrzebujemy naturalnej ciemności
.

*

Kiedy pojawiła się żarówka, czas snu uległ skróceniu średnio o półtorej godziny. W 2012 roku zwykłe żarówki zostały zakazane w Unii Europejskiej. Żarówki ledowe zużywają o wiele mniej prądu, nie ma więc co na nich oszczędzać, teraz wszystko jest oświetlone całą dobę, cały rok, wewnątrz i na zewnątrz. W 2017 roku w Norwegii zużyto najwięcej prądu w historii, a problemy ze snem są coraz częstsze.

*

Ciemność nie jest wrogiem. To przyjaciel, u którego możesz się schronić.

*

[…] możesz zobaczyć gwiazdy, czyli w pewnym sensie wszechświat, że tak naprawdę w ciemności widzisz o wiele dalej niż kiedykolwiek indziej. Bo bez ciemności nie ma światła, to jest oczywiste.
// Jon Fosse

*

Włoski badacz Benedetti, który zajmuje się terapią światłem, powiedział: „Nie boisz się ciemności, ale w ciemności […]”.
     Potrzebuję pocieszenia. Nie, czegoś więcej. Czy można myśleć o ciemności jako o czymś miękkim?

*

[…] teraz boję się także czegoś więcej, boję się myśleć za dużo, boję się drzwi i furtek, które otwierają się w mojej głowie, boję się czarnych dziur w świadomości, które pociągną mnie w dół, pochłoną. Wszyscy mają w sobie jakąś ciemność, w której mogą się pogrążyć, czy to będzie rozwód, choroba, żałoba czy inne cholerstwo. Ale patrzcie, sama używam tych metafor: ciemność jako coś negatywnego.

*

Kiedy nic nie widać, wyobraźnia i przeczucia łatwiej opanowują świadomość.

*

„Kurwa” była pierwszym słowem w moich myślach po przebudzeniu. Bo prawdziwi bohaterowie i bohaterki się nie boją. Ratują siebie lub innych albo umierają.

*

Wszechświat jest największą tajemnicą naszego istnienia. Kiedy zamykamy gwiaździste niebo za masą światła, zamykamy się również na nieskończoną ilość wiedzy. Gwiazdy nie są tylko początkiem, ale także naszą przyszłością — nocne niebo ukształtowało naszą kulturę i nasze historie i będzie nad nami tak długo, jak długo będziemy istnieć. Daje nam jakieś poczucie bezpieczeństwa.

*

Jakie dziwne jest to nasze ciało, tak wiele i tak mało o nim wiemy. Podobnie jest z kosmosem, nieskończoną przestrzenią.

*

Tu stoję ze swoim małym życiem
uznaję za triumf
że choć spadają liście i jest ciemno, choć
moje pozostałe dni
uciekają tak bardzo szybko
wieczność stoi niezniszczalna

// Hans Børli

*

Mój brutalny sposób na zaśnięcie nie jest tak wyrafinowany. Sprowadza się do dwóch słów: „Pieprzyć to”. Tak, tak, pieprzyć to, myślę. Kiedy wiem, że muszę spać, że chcę spać, tutaj i teraz, za każdym razem gdy nachodzi mnie nowa myśl czy dwadzieścia myśli, mówię sobie w głowie: Pieprzyć to. Jest już noc, myślę. Nic nie poradzisz, obojętnie na co, póki nie przyjdzie dzień, rozumiesz to na pewno, Sigruniu, mówię do siebie.

*

[…] powtarzam w razie potrzeby, tak często, jak się da: „Śpij już, śpij, do cholery”.

*

Jest w tym jakaś natrętna ambiwalencja, że potrzebujemy być sami, a jednocześnie potrzebujemy innych ludzi. Niezależnie od wszystkiego oni będą zawsze z nami, w myślach i w pamięci.

*

Zmęczenie przynosi ulgę. Jak kula spokoju w ciele.

Sigri Sandberg, Ciemność. W obronie mroku,
przeł. Joanna Barbara Bernat,
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019.

poniedziałek, lutego 03, 2020

3691. 34/366

jedno pytanie za dużo. jedna odpowiedź za daleko. i wiesz, że na tym moście nie powinno cię być, bo płonie — drogi odwrotu brak.

34/366

niedziela, lutego 02, 2020

3690. 33/366

na ulubionej kanapie przy kawie pierwszy raz od kilku latach. niehandlowa niedziela w centrum handlowym to jest smaczek. bez tłumów, bez hałasu, z planami i marzeniami, ze sobą.

33/366

*

nie znałam Jej wtedy. obchodziła osiemnaste urodziny, gdy umarła moja Babcia, Mama Orzeszka. dziś ma urodziny, jest moją przyjaciółką i pierwszy raz pomyślałam, że to dla mnie podwójny dzień „przejścia”.

33/366

sobota, lutego 01, 2020

3689. 32/366

staję się kimś, kogo jeszcze nie znam. z każdym dniem mam mniej czasu, by go poznać i zrozumieć. trzeba się śpieszyć, ale bardzo powoli, by nie przegapić istotnych okruchów istnienia.

32/366

*

Byle tylko nie zdrętwieć w życiowych sytuacjach, nie nałożyć papuci i nie zapuścić brody, i zawsze uważać, aby twórcze siły świata odnajdywały nas w oczekiwaniu i ciągłej gotowości! Niewiele do tego trzeba. Jest to sztuka umiejętnego współgrania słuchu, serca, uwagi, instynktu i rozumu. I jest to jedna z tajemnic życia.

Sándor Márai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2018.

3688. Ależ z pana ziółko, panie Márai!

Jabłoń:
(ostatniego dnia listopada zeszłego roku
podesłała Białemu Krukowi książkę,
którą po długim czasie w końcu upolowała
)

Biały Kruk:
Myślałem że nareszcie poczytam
coś praktycznego :_((, a to
wcale nie o ziołach…

Jabłoń:
(doskonale zna zdanie Białego Kruka
na temat jej czytelniczych wyborów
)
Liczyłam właśnie na to, że
się nabierzesz :)))))))))))))).

Biały Kruk:
Sorry, ale Księga nalewek
jest bardziej na temat…
Mogę Ci przysłać.

Biały Kruk chyba nie ruszył tej książki. Do mnie w końcu dopchała się, po tym jak trzeciaczwarta uwolniły moce czytelnicze. Ta książka-dziadek (oryginał wydany w 1943 roku) to filozoficzna przyprawa do życia. Warta grzechu i czasu, nadaje życiu dodatkowy smak i blask.

Miejsca, w których wprawia w zadumę lub „uśmiecha”, są w sposób szczególny bezcenne. I ta lekkość łączona z przewrotnością, gdy O kobietach i ptakach sąsiaduje bezpośrednio z O Jezusie i samotności. Autor — czasem beznadziejnie powtarzający po raz trzeci, piąty ten sam punkt widzenia, częściej prowokator: zgadzam się, nie zgadzam z nim, jak to ze mną jest? I najważniejsze, bo kudłate, na koniec, na deser i na dobry spacer.

Poznawanie świata jest interesujące, pożyteczne, niepokojące lub pouczające; poznanie nas samych jest najdłuższą podróżą, najbardziej poruszającym odkryciem, najbardziej kształcącym spotkaniem.

*

Ucz się widzieć człowieka w całej jego postaci i wiedz, że jest bardziej zaskakujący i cudowniejszy niż skrzydlaci bohaterowie mitów.

*

Nie odpędzaj smutku. Przychodzi bez przyczyny; może w takich chwilach starzejesz się, może coś zrozumiałeś, może w tę godzinę smutku żegnasz się z czymś. A jednak smutek upiększa życie. […] smutek w nieoczekiwanej chwili przykrywa świat, na który patrzysz, cudowną, szarosrebrną mgłą, i wszystko staje się szlachetniejsze, rzeczy i wspomnienia. Smutek jest wielką siłą. Wszystko widzisz z większego oddalenia, jakbyś w czasie wędrówki wspiął się na szczyt. Sprawy okażą się bardziej tajemnicze, prostsze i prawdziwsze w tej szlachetnej mgle, w perłowym świtaniu. Naraz sam poczujesz się bardziej ludzki.

*

Kiedy tylko możesz, idź do lasu.

*

Rozum zaczyna skowyczeć, gdy słyszy muzykę. Muzyka sprzeciwia się zdrowemu rozumowi. Nie chce rozumieć, jak rozum, ale rozlewać się, rujnować, rozbrajać, uwodzić; dotyka w nas tego, co tajemnicze i bolesne, odsłania to, co tak troskliwie ukrywaliśmy przed sobą, co trzymaliśmy w karbach wszelkimi dostępnymi nam narzędziami; muzyka jest jak wiosenna woda z tajania śniegu, rujnuje obszary nie bez skrupułów przez rozum rozparcelowane, uprawiane, obrabiane, wreszcie uporządkowane i zdyscyplinowane. Dokądkolwiek wtargnie muzyka, tam prawa rozumu tracą ważność.

*

Nie wystarczy współczuć ludziom; współczuj także sobie. Bo ty także jesteś człowiekiem: tak łatwo o tym zapomnieć pośród powszechnej rywalizacji. Nie tylko inni zapominają; najczęściej ty sam.

*

Czytać należy intensywnie. […] Czytać trzeba na śmierć i życie, bo to największy ludzki dar. Pomyśl: tylko człowiek umie czytać.

*

Czy nie wiesz, że na wieki pozostaniesz wędrowcem, i wszystko, co czynisz, jest ruchem wędrowca podążającego drogą? Po wsze czasy idziesz przed siebie pośród miast, celów, okresów życia, zmian, i jeśli odpoczniesz, nie odpoczniesz pewniej i trwalej niż wędrowiec, który przycupnął na pół godzinki w cieniu przydrożnej jabłoni. Miej to na względzie, kiedy układasz plany. Sensem twojej drogi nie jest cel, lecz wędrówka. Nie żyjesz w określonych sytuacjach, ty zawsze jesteś w drodze.

*

I wiedz, że jesteś śmiertelny, lecz póki żyjesz, coś jesteś winien swojemu ciału.

*

Gdy coś chwytasz, chwytaj obiema rękami, i to mocno; gdy coś wypuszczasz, wypuszczaj świadomie i ze wszystkimi konsekwencjami; gdy mówisz, niech twoje słowa trwają w czasie jak kamień; gdy cieszysz się z czegoś, ciesz się bez zastrzeżeń.

*

Życie będzie bogatsze, odświętne i bardziej ludzkie, jeśli kilka chwil codzienności napełnisz czymś nadzwyczajnym, ludzkim, życzliwym i uprzejmym; a więc świętem.

*

Zaczekaj, z cierpliwością anioła i świętego, nim sprawy — ludzie, idee, sytuacje — które do ciebie należą, przyjdą do ciebie. Ani jednym krokiem, ani jednym gestem ni słowem nie przyspieszaj ich zbliżania się. Bowiem pewni ludzie, pewne idee, sytuacje, które należą do twojego życia, twojego charakteru, do twojego ziemskiego i duchowego losu, stale są w drodze, zmierzając do ciebie. Książki. Mężczyźni. Kobiety. Przyjaźnie. Poszukiwania, wielorakie prawdy. To wszystko zbliża się do ciebie, powolnym przetaczaniem się, i pewnego dnia musicie się spotkać.

*

Dlatego musimy żyć à jour. Każdego dnia dawać światu odpowiedź, w liście, uczuciem albo myślą. Z nagła uważnie przyjrzeć się zwątpieniu, jakie rodzi się w nasze dni powszednie; pełnią sił, jeśli to tylko możliwe, odpowiedzieć na każde pytanie; przepracować i dokończyć aktualny etap naszego zadania. Natura także żyje à jour; każdego dnia wszystko przetwarza, załatwia i odkłada na miejsce.

*

Bo też dlaczego cud miałby być bardziej niepojęty niż nieprawdopodobnie skomplikowana rzeczywistość? Cud jest duszą świata, która objawia się we wszystkim. Dlatego jestem jego wyznawcą: bowiem dusza świata jest obecna i we mnie, w każdym moim dniu powszednim, w moim smutnym i cichym losie.

*

Rzeczy nie są tylko same w sobie: mają swoją perspektywę. Dlatego nigdy nie mów o jakimś zjawisku: „jest takie czy siakie” — mów jedynie: „kiedy patrzy się z tej perspektywy, wydaje się, że jest takie”.

*

Bo ludzie są zupełnie nieobliczalni. Na próżno znasz kogoś od trzydziestu lat: nie potrafisz przewidzieć, jak się zachowa […] — bowiem człowiek pozostaje tajemnicą nawet wtedy, gdy jest, skądinąd, półgłówkiem.

*

Patrz, wyczuj cud tam, gdzie akurat jest. A zawsze jest w pobliżu, w zasięgu twojej ręki, tak blisko, że przez całe życie nie przyszło ci do głowy, aby wyciągnąć po niego rękę.

*

Nie umiem prowadzić lokomotywy. Nie umiem przyszyć oderwanego guzika. Ale właśnie to i wiele innych drobnych umiejętności tworzy świat. Ucz się szacunku dla wszelkiej ludzkiej zręczności, dla każdego gestu.

Sándor Márai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz,
Czytelnik, Warszawa 2018.
(wyróżnienie własne)

Nie wstydź się tego, że kochasz zwierzęta. Nie rumień się dlatego, że jakiś pies bliższy jest twojemu sercu niż większość ludzi, których znasz osobiście. Kłamią prorocy i ci grubiańscy, kiepscy ludzie, którzy karcą cię za tę nić sympatii, i mówią tak: „Kradnie ludziom uczucia, które trwoni na psy! Samolubny, zimny typ!” — nie przejmuj się nimi. Spokojnie kochaj swojego psa, tego niezmordowanego przyjaciela o lśniących oczach, który za swoją przyjaźń nie prosi o nic więcej niż byle jaki ochłap i pogłaskanie. Nie wierz w to, jakoby słabość i egoizm skłoniły cię do miłości do zwierząt. To są nasi bracia, wyrabia się ich w tym samym warsztacie co człowieka i mają rozum, częstokroć bardziej skomplikowany i subtelniejszy niż większość ludzi. Niech sobie drudzy nazywają słabością miłość do zwierząt i szydzą z niej — a ty spaceruj sobie ze swoim psem. Jesteś w dobrym towarzystwie; i Bóg o tym wie.

(tamże)

piątek, stycznia 31, 2020

3687. 31/366

cisza. niech wybrzmi. niech gada do mnie, niech nie ustaje, dopóki nie usłyszę tego, co trzeba.

31/366

3686. Z książek wyjęte

Co łączy książki: trzeciączwartą? W obu pojawia się postać tego samego malarza.

Jego istnienie, o którym pojęcia wcześniej nie miałam, wyjęłam z trzeciej. Obrazów wiele obejrzałam i wpadłam na kadr z filmu, który mnie zachwycił, zatrzymał, zadumał.

Z czwartej wyjęłam obraz Nocne marki (ang. Nighthawks). No i muszę to wszystko mieć tu pod ręką, bo łazi za mną i nie odpuszcza.

Czy Hopper zrobiłby na mnie duże wrażenie, gdybym tych książek nie czytała równolegle, gdyby nie dzieliły ze mną tych samych dni? Nie jestem pewna.


Edward Hopper, Morning Sun, 1952,
[dostęp: 31.01.2020], źródło.


Shirley — wizje rzeczywistości, 2013, (kadr z filmu),
[dostęp: 31.01.2020], źródło.

*


Edward Hopper, Nighthawks, 1942,
[dostęp: 31.01.2020], źródło.

3685. Czwarta

Ta książka była czwartą z sześciu. Czytana wyłącznie dla czystej przyjemności. Przyjemność zaś była ogromna. Między rozdziałami zawsze pożądna porcja kroków.

Można spokojnie napisać — książka rehabilitacyjna… obok piłek, pasków, gum, kocy, maty i rowerka, których zastosowanie jest oczywiste, a używanie niepodlegające negocjacjom.

     „Unikaj ryzyka, które mogłoby cię zabić”.
     Zabić może go opór. Teraz.
     Brak oporu prawdopodobnie też go zabije. Tylko później
.
     […]
     Między teraz a później być może kryje się jakaś szansa.
     Decyzja w warunkach zagrożenia. Znowu
.

*

Kto chce osiągnąć więcej w długiej perspektywie, nie powinien próbować oszukiwać innych ani zabierać im, ile się da! Kto jest chciwy w prawidłowy sposób, musi innym coś dać! Solidarność, altruizm czy pomyślność to nie są romantyczne idee. Całkowicie pozbawiona sentymentów, racjonalna matematyka dowodzi, że w dalszej perspektywie są lepszym dealem dla wszystkich!

*

     — Więc o co w tym chodzi? — zniecierpliwił się Jan.
     — O wszystko. — Jeanne odpowiedziała bardziej sobie niż jemu. — O nasz wizerunek człowieka. O prawidłowe decydowanie. O organizację społeczeństwa. Sensowny podział dobrobytu. O egoizm, zarządzanie przedsiębiorstwami, rozwiązywanie konfliktów

*

     — No cóż, matematyka jest wszędzie — zauważył Fitz.
     — W moim życiu na szczęście nie — wymamrotał Jan.
     — To jest dopiero dziwna rzecz: matematyka to chyba jedyny taki przedmiot, że im ludzie są z niej głupsi, tym bardziej są z siebie dumni — podsumował Fitzroy
.

*

Ludzie sądzą, że obserwują fakty i na ich podstawie wyrabiają sobie jakiś pogląd. Tymczasem najczęściej działają odwrotnie: wyszukują informacje, które potwierdzają ich opinię.
     — A jeśli takich nie znajdują, to nawet je tworzą i nazywają je faktami alternatywnymi – wtrąciła Nida.
     — Masz rację. – Kim się roześmiała. – A fakty, które przeczą ich przekonaniom, ich poglądom, ignorują
.

*

     — Wręcz przeciwnie — odparł spokojnie Fitzroy.
     — Kolejny, którego nie stać na to, żeby się zastanowić, albo który we wszystkim, co mu nie pasuje do własnego obrazu, od razu dopatruje się ukochanego ideologicznego wroga: komunistów, lewaków, idealistów, faszystów, nazistów, neoliberałów

*

Wcale nie musisz dostarczać ludziom argumentów. Daj im poczucie, które wygląda jak argument. Poczucie, które wcale nie jest im obce: rzekomej dyskryminacji, ucisku, nietraktowania poważnie, moralnej wyższości i tak dalej. Oni się na to nabiorą.

*

Za sprawą naszych decyzji kształtujemy własne życie, kształtujemy życie innych, kształtujemy świat. Dlatego bardzo ważne jest, by wiedzieć, w jaki sposób ludzie dochodzą do swych decyzji.

*

[…] nie brakowało też osób piszących esemesy lub nawet grających w gry. Poruszające się gorączkowo po displayach palce przypominały owady, które – zwabione i zwiedzione światłem — obijają się z desperacją o szybę, próbując wydostać się na wolność.

*

[…] będzie musiała się zdecydować, którą drogą iść. Lecz niezależnie od tego, co postanowi, będzie to droga całkiem nowa, która nie wiadomo dokąd ją zawiedzie.

*

Owszem, motorem napędowym kapitalizmu jest interes własny, egoizm, chciwość! Ale […] uwzględnianie interesów innych leży w najlepszym interesie każdego z nas! Z egoizmu należy współpracować! Z chciwości należy się dzielić!

*

     — Człowieczeństwo i altruizm to ma być po prostu lepszy interes?! — wykrzyknęła z oburzeniem jakaś kobieta. – Nie pozwolę zredukować swoich uczuć do jakiegoś matematycznego równania i jeszcze wmontować ich w kapitalizm!

Marc Elsberg, Chciwość, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2019.

Dawniej podatki były wyższe, nie niższe! To były te „stare, dobre czasy”, kiedy demokracje dotrzymywały swoich obietnic mówiących o większym dobrobycie dla wszystkich i dlatego cieszyły się popularnością.

(tamże)

Wpis z książki: Marc Elsberg. „Chciwość”. iBooks.

czwartek, stycznia 30, 2020

3684. 30/366

czego Ty właściwie chcesz?!? rusz się i rób to! czasu masz na pewno mniej, niż myślisz — jestem tego pewna, jestem bezsilna i Cię kocham.

30/366

3683. Książka na drodze i na drogę

Ta książka jest trzecią z sześciu. Zaczęłam dokładnie tydzień temu. Powolutku, by starczyła na dłużej. Powolutku, bym mogła zrozumieć reakcje, jakie przeczytane akapity we mnie wywoływały, by przeżyć te reakcje co cna, by zobaczyć, z czym zostaję po tej lekturze.

Zadumana, cichsza po tej książce jestem. Dzięki niej dostrzegam perspektywę rodzica, rodzeństwa czy partnera osoby nieuleczalnie chorej. Dostrzegam i widzę, że jest równie trudna i wymagająca, a może czasem jeszcze trudniejsza i bardziej wymagająca, bo tak niewiele można, choć chciałoby się „zdrowe zdrowie” przynieść, nawet jeśli trzeba by pójść na koniec świata.

Ktoś we mnie śmie twierdzić, że książka ta jest obowiązkowa. A ja tylko dodam, że jest pięknie (bez patosu i martyrologii) napisana. Jest w niej dużo poezji życia i chwil, które zbyt łatwo można przegapić lub zbagatelizować, łudząc się, że „innym razem” przeżyje się to lepiej lub głębiej. Czasem nie ma „innej” czy następnej okazji.

Miło mi było przeczytać, że Magdalena Tulli była jedną z pierwszych czytelniczek manuskryptu — świat jest malutki.

Jan nauczył mnie tak wiele, jednak nikomu nie życzę tej lekcji. Nikomu i nigdy. Dlaczego przypadła ona właśnie mnie, nie mam pojęcia. Taka karma, powiedzieliby jedni, niezbadane są wyroki bogów, powiedzieliby inni. Pech, dodaliby kolejni, po prostu pech. Wielkie szczęście, stwierdziliby ci, którzy widzą więcej, a ja przepędziłabym ich na cztery wiatry. Najlepiej nie pytać. Nie pytać za wiele. Po prostu żyć. Jak łatwo się to mówi: po prostu żyć!

*

Nie należy nikogo zmuszać do otwarcia tego pokoju-otchłani wypartych uczuć. Każdy decyduje sam, kiedy weźmie do ręki klucz i zaryzykuje wejście. Kluczem jest własna dojrzałość i podjęta w pełni sił umysłowych decyzja. Kluczem jest również nagłe olśnienie, że taki pokój w ogóle istnieje. Przecież to, co wyparte, pozostaje niewidzialne, znajduje się poza horyzontem postrzegania, spowite mgłą nieświadomości i lęku przed prawdą. Otchłań wypartych uczuć pochłania jak labirynt Minotaura. Aby tam wejść bez trwogi, musisz mieć kaganek ze światłem decyzji i czerwoną nić świadomości. I wtedy dopiero do głębi pojmiesz siebie i swoje wybory, więc jeśli ktoś odpowiada, że nie wie, jeśli ja sama sobie nie jestem w stanie odpowiedzieć inaczej, nie otwieram drzwi.

*

Mówi się, że nadzieja jest matką głupich. Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia. Dziś wiem, że nadzieja jest jedną z iluzji odwodzących nas od życia teraźniejszością.

*

Jesteś autentycznie silny, kiedy dostrzegasz siłę w człowieku, któremu niesiesz pomoc. Wtedy rzeczywiście współczujesz, wtedy pomagasz z autentycznym oddaniem i bezinteresownością, tylko wtedy.

*

Pytajmy, zważając jednak na to, z jakich pobudek pytamy, kiedy pytamy i czy jesteśmy w stanie unieść odpowiedź. A jeśli odpowiedzią będą łzy — wystarczy przytulić.

*

I dalej, jak Syzyf, toczysz ten kamień na górę. Ale wiesz, i ja wiem także, bo jestem tobą, rodzicem dziecka, które nigdy nie będzie samodzielne, że to właśnie jest życie, nie tylko moje i twoje, ale życie każdego człowieka. Każdy w swoim prywatnym, beznadziejnym zmaganiu z losem łapie chwilę, kiedy oddycha spokojniej i nawet czuje się trochę szczęśliwy. Śmierć jest jednak tuż-tuż, zawsze obok, melancholijny zarządca bólu i zbawienia.

*

[…] rozumiem szczęście jako świadomy wybór. Nie warto czekać na dary losu, nie trzeba stawiać warunków, błagać o litość bogów, którzy są tak niemoralni jak widz w kinie i mają równą frajdę i z dramatu, i z komedii. Każdy, nawet największy dar pochodzący z zewnątrz za chwilę obraca się w zwyczajność. Nie zmoże nas nic, jeżeli od wewnątrz staniemy się nietykalni. Czy trudno ten stan osiągnąć? A czy mamy inny wybór? Ja go po prostu nie miałam. I dlatego mi się udało. Tylko dlatego.

*

Być może radykalną postawą zgody na świat w jego ciągłej płynności jest zajmowanie się rzeczami nieprzydatnymi i efemerycznymi.

*

To również jedna z lekcji Jana, banalna i podstawowa: szanować swoje ciało za wszystko, co potrafi, niczego nie brać za pewne.

*

Kiedy mowa przestaje odgrywać rolę, kiedy nie można uciec się do tego wątpliwego środka komunikacji, pozostaje czyste, niezmącone gadaniną obcowanie.

*

Nawet jeżeli jesteś diametralnie inny ode mnie, jesteś drugim mną. Nawet jeżeli nie mogę znieść siebie w tobie, a ty nie lubisz siebie we mnie.
     […]  W momencie, kiedy w „innym” dostrzeżemy samych siebie, wygramy wszyscy.

*

Żyłyśmy w światach równoległych. W ich świecie czas płynął do przodu, w naszym do tyłu. Jeden z nich był światem postępu, drugi światem regresu, w jednym królowała idea konkurencji i sukcesu, w drugim idea współodczuwania. W obu światach na pewno wspólne były troska i miłość, przejawiające się jednak w krańcowo odmiennych formach.

*

Wiem z własnego doświadczenia, że bywają sytuacje, w których nawet miłość przestaje dawać siłę. Dzieje się tak wtedy, kiedy poniża nas otoczenie, odmawiając solidarności, a sprawiedliwość pozostaje przywilejem zarezerwowanym dla silnych i zdrowych.

*

Wszystko można zrozumieć, jak się pozna dwie strony tej samej monety, wszystko. Tyle że prawie nigdy nie widzi się ich jednocześnie.

*

Wsłuchując się w szum wiatru, proszę go o pomoc. Morwa uparcie milczy, orzech, mocny i niezłomny, powoli traci wyschłe liście, jedynie brzozy starają mi się coś przekazać, wywijając gałązkami. Gdybym tylko mogła zrozumieć ich mowę.

*

Prawdziwe kalectwo to nie fizyczna ułomność, lecz świadomość reakcji otoczenia i braku empatii. Prawdziwe kalectwo to uczucie odrzucenia.

Dorota Danielewicz, Droga Jana,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

Stosunek państwa do najsłabszych obywateli jest miarą jego zdrowia.

*

Nie okłamujmy się, środki na pomoc istnieją. Na giełdach finansowych całego świata codziennie odbywa się niezliczona ilość transakcji, które pomnażają majątki niemal bez wysiłku. Transakcje te wciąż nie są opodatkowane — a wystarczyłby jeden procent od każdej z nich, by rozwiązać problem opieki nad chorymi, starymi czy niepełnosprawnymi ludźmi. To nadal temat tabu, dopiero od niedawna poruszany przez młodych gniewnych ekonomistów dążących do ustanowienia nowych paradygmatów. Mamy szansę zmienić wszystko na lepsze, jeśli odważymy się na podjęcie małych decyzji o wielkich skutkach. Nic nie musi być tak, jak jest teraz. Naturą świata jest ciągła zmiana. Nigdy dość tej banalnej prawdy.

*

W momencie, kiedy w „innym” dostrzeżemy samych siebie, wygramy wszyscy.

(tamże)

środa, stycznia 29, 2020

3682. 29/366

zdanie* wyłowione wśród tysiąca innych. to zdanie jest dziś wszystkim, co ważne. wszystkim, czym warto się zająć, poza chodzeniem.

29/366

______________
* piękne i mocne zdanie:
Konieczne jest stworzenie dla tego czegoś [zaskakującego i nowego] przestrzeni nieograniczonej własnym lękiem i uprzedzeniem.

Dorota Danielewicz, Droga Jana,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.
(wyróżnienie własne)

3681. Pierwszy

Pierwszy, warszawski śnieg tej zimy, nim zamienił się w breję. Heniutka była nim zachwycona, gdy Sadownik obie nas wyprowadzał na mały rekonesans.

wtorek, stycznia 28, 2020

3680. Przypadkowo spotkane piękno

To, czego szukasz, szuka również Ciebie.
// Rumi

3679. 28/366

odnoszenie naczyń do kuchni, sznurowanie butów. patrzenie, jak pada deszcz. prawdziwe cuda, udające oczywistą, nudną codzienność.

28/366

3678. O szczęściu

Jabłoń:
(zdecydowanie wchodzi do gabinetu)
Przyszłam po czułość.

Pan Ciasteczko:
(wstał z fotela, odszedł metr od biurka)

Sadownik & Jabłoń:
(przytuleni do siebie,
śmieją się z zaistniałej sytuacji
)

Jabłoń:
(po kilku chwilach, obtulona i pogładzona)
Bo jak człowiek wie, że
jest kochany, to mu łatwiej.

(uśmiecha się oczami)
To pa!
(i… poszła chodzić)

poniedziałek, stycznia 27, 2020

3677. 27/366

moje życie ma się dużo lepiej od czasu, gdy przestałam trzymać się go tak kurczowo. oddycha pełną piersią i wcina garściami żelki w kształcie małych misiów. w wolnych chwilach, niby od niechcenia, palcem wskazującym pokazuje mi cuda dnia powszedniego.

27/366

niedziela, stycznia 26, 2020

3676. 26/366

siła i sprawność fizyczna — jej przypływy zachwycają mnie zawsze, a odpływy?

uczę się ich — jak z nimi być, jak nie być ich ofiarą, jak z nich korzystać, jak objąć całość tego doświadczenia.

pływy — wszystkie punkty odniesienia tracą sens i nie pozostaje nic innego, jak szukać wciąż od nowa, z uporem maniaka, sensu wszystkiego, co się wydarza.

26/366

*

Ktoś kiedyś powiedział, że życie to właśnie to, co się odbywa, gdy robimy inne plany.

*

Nieznane puka do drzwi każdego, prędzej czy później. To natura życia, jego dar, a zarazem największa zagadka.

Dorota Danielewicz, Droga Jana,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

3675. Chronos niedzielny (IV)

Jedną książkę czytam ze wstydem — nie jestem pewna, czy się do niej tu przyznam, gdy skończę. Drugą czytam po dziesięć stron dziennie, bo w swej doskonałości jest bardzo wymagająca intelektualnie (przy dobrych wiatrach za półtora miesiąca skończę). Trzecią, od dnia premiery kilka dni temu, czytam po troszku i powolutku, bo mocna i wymaga łapania oddechu — uruchamia uczucia, powoduje przeciekanie. Czwartą czytam dla czystej lewackiej przyjemności. Z piątej się uczę. Szóstą kontempluję. Każda z tych sześciu książek ma swój własny ze mną czas w ciągu dnia.

Między. Pomiędzy. Za Bargielską zatęskniłam. Rezerwę poznawczą buduję. Tomik! Nie wstrzeliłam się z jego czytaniem. Zimy nie ma, dziś nie środa — taki klimat i kalendarz, ale czytało się w zadumie. Wytrawne bardzo są te literki.

Ledwoś przebaczyła poprzednią,
przychodzi kolejna zima
.

*

Rano stoję na balkonie i przepowiadam sobie,
kto jest większy ode mnie (mąż, złoty lew, wielki
płaski żółw — uniosą mnie, uniosą)
.

*

Czy Big Bang to był tylko seks? Rodzajowa
pomyłka, drgnienie wskutek drgań
?

*

Ze względu na deszcz i inne wydarzenia
natury religijnej, byłyśmy jedynymi
spacerowiczkami w parku
[…]

*

Ani czy byłby nadal zainteresowany moją miłością
i w jakim wymiarze, niczego!
Ani czy ja go kocham,
czy też pozostajemy normalnie, zwyczajnie,
jak te anonimowe bułki w Panu Bogu na zawsze
.

*

Jeżeli miłość szuka potwierdzenia,
to dzisiaj jest środa
.

*

trochę entuzjastka, a trochę odkrywca,
że nie wszystkie dzieci dają się pochować
.

*

Po co to myć, jak zaraz znowu będzie brudne,
mówi deszcz. Bóg dał, ale po co, Bóg wziął, lecz dlaczego?
Jeszcze nie skończyły płakać kobiety, a już trzeba zacząć pytać.

Nie poznać nikogo z tych wspaniałych ludzi,
nie przeżyć z nimi tych popołudni, nie usłyszeć tych słów,
stać tam, gdzie się wtedy stało, jeśli akurat padało,
stać w deszczu – bylebyś nie umarł.
To jest najdokładniej to, o co nie należy prosić
.

*

Akurat w Jędrzejowie nic nie robiliśmy,
chociaż na wyjeździe liczy się podwójnie
.

*

Znienacka pojawiające się motyle lub tęcze
bierzesz za to, czym naprawdę są — zapowiedź nagłej śmierci,
twojej i twoich na wiele pokoleń we wszystkie możliwe strony
.

*

Zrobiłam miejsce na śmierć w swoim życiu,
odchyliłam kołdrę, koszulę, odemknęłam klatkę żeber.
Nie miałabym miejsca dla nikogo z was, gdybym nie zrobiła
miejsca śmierci. Póki nie zrobiłam miejsca śmierci,
dla nikogo z was nie miałam miejsca, nie łudźcie się
.

Justyna Bargielska, Dwa fiaty,
Biuro Literackie, Wrocław 2018.

3674. Chronos niedzielny (III)

Wczoraj Gepardzica wprowadziła w moje życie nowy, bardzo użyteczny relacyjnie termin: gówniana historia. To znaczy, na dzień dzisiejszy myślę o nim, jako o narzędziu, które wspaniale służyć może bliskim relacjom (do szefa bym z tym raczej nie wyskoczyła). Używać go należy w następujący sposób.

Receptura/procedura postępowania jest następująca:

składniki:
     ważna relacja (1 szt.)
     zgoda na pichcenie (2 szt. — po jednej na osobę)
     empatia i ciekawość (min. 3 g)
     humor (do smaku)

czas przygotowania wraz z konsumpcją:
     około 5–10 minut.

przygotowanie:
     Jedna z pichcących osób prosi: opowiedz mi swoją gównianą historię. Druga z pichcących osób daje niezłego czadu*, opowiadając o tym, co w jej mniemaniu myśli o niej pierwsza osoba. Konsumpcja następuje natychmiast i  polega na tym, że pierwsza osoba mówi, co ona o „tym, co sobie niby myśli” myśli naprawdę i czy w ogóle dałaby radę „to, co sobie niby myśli” wymyślić. A potem zmiana, druga z pichcących osób prosi: opowiedz mi swoją gównianą historię, a pierwsza daje czadu*.

_______________
* nie wie, że wymiata, bo gdy zaczyna mówić, ta historia to prawda nad prawdami, a prawdy się nie stopniuje.

*

Koniec teorii, czas na pierwszą praktykę i pierwsze wnioski.

Praktyka. Dawno się tak nie uśmiałam, gdy Gepardzica opowiadała mi swoją gównianą historię o naszej relacji — nie wpadłabym na dziesiątą jej część. Moja — należy nieskromnie zaznaczyć, że piszę to z pewną dumą — też była niczego sobie:

że na bal introwertyków nikogo nie zaprosiłam, nie zająknęłam się nawet, że mam wolną chatę; jak można się ze mną przyjaźnić, skoro nie umiem dzielić się zasobami; naprawdę, wierzę, że jestem przyjaciółką? trzeba się na mnie obrazić… najlepiej śmiertelnie za egoizm, który nie zna granic… a Ona (Gepardzica) martwi się, a ja nawet znaku życia nie daję, by się nie wygadać, że sama jestem i rozkoszuję się samodzielnością, a na blogu napisałam (!!!), jak mogłam

Wnioski. Wymiana gównianych historii ubawiła nas obie, a przy okazji „zniknęła” te złote, pożerające energię, myśli. To niesamowite, jak gówniane historie jesteśmy w stanie w sobie pomieścić i pod ich wpływem żyć (choćby tylko przez chwilę), zamiast wybrać właściwy numer i powiedzieć:
     — Muszę Ci opowiedzieć gównianą historię. Masz czas, by jej wysłuchać?

Gówniane historie nigdy nie znikną.
Niech więc żyją! Pod warunkiem,
że je sobie opowiadamy
.

*

Gepardzica:
(napisała dziś)
Tak, potrafimy wymyślać
i piękne, i gówniane historie —
przywilej osób wrażliwych i kreatywnych
.

3673. Chronos niedzielny (II)

Kobiecość. Co ja wiem na Jej temat? Że jest wykorzystywana, deprecjonowana, nadużywana, wyśmiewana, chętnie społecznie kontrolowana. Że czasem nie pomaga. Że czasem trzeba się z niej tłumaczyć lub spowiadać. Że niektórych brzydzi przynajmniej raz w miesiącu. Że łatwo z nią być nie musi. Że… worek stereotypów dorzucić mogę w „gratisie”.

Kobiecość. Wiem też, że jest żywiołem i mocą — do odkrycia i odkrywania wciąż na nowo, bo nie jest dostępna z automatu tym, którzy na przedostatnim miejscu w peselu mają parzystą cyfrę.

Kobiecość. Gapię się na ten fragment obrazu i wiem, że chcę wiedzieć i czuć na Jej temat więcej. Zrobię to!


Kaan, fragment.

3672. Chronos niedzielny (I)

Jak ważni są Nauczyciele, ale nie en masse, wiedzą wszyscy ci, którzy mieli szczęście i spotkali kogoś, komu zaufali i pozwolili pełnić taką rolę. Nauczyciel to nie zawód, jak wydaje się wielu ludziom, lecz postawa wobec drugiego człowieka na drodze życia.

Jest taki Nauczyciel. Nie mój, ale jakoś od dziś też mój. Uświadomił mi, że choć nie maluję i nie rysuję, jestem szczęśliwie zarobiona i kocham swoją pracę od świtu (teraz przedświtu) do samego wieczora, siedem dni w tygodniu.

Pod pojęciem «praca» rozumiem malowanie, rysowanie, ale także picie wina, kawy, czytanie książek, spacery i dyskusje o sztuce.

*

To dobry czas na eksperymenty!

*

Nie chcę Wam robić korekt. Korekta zakłada, że robicie coś źle, a ja to koryguję. A ja chcę z Wami rozmawiać na temat tego, co robicie. Chciałbym dawać uwagi, a nie robić korekty.

Mistrz z Marsa.

sobota, stycznia 25, 2020

3671. 25/366

mówisz, że twojej winy* w tym nie ma wcale, ani trochę, zero, nul, jesteś czysta jak łza, nie maczałaś w tym swoich paluszków. gratuluję niezachwianej pewności. pamiętaj tylko, że niewinni ludzie nie mają przyjaciół i bardzo trudno ich kochać.

25/366

___________
* zamiast słowa „wina” wolę używać słowa „odpowiedzialność”, ale niech ci będzie.

3670. Niech!

Od prawie tygodnia mam Go w materialnej formie. Wracam, zawracam, w rękach obracam, trzymam, cały urok i moc pochłaniam oczami i… nie wiem, jak zatrzymać Go w pikselu, by duszy mu nie ukraść. Jednocześnie wiem, że gdy przyjdzie właściwy czas, będę wiedzieć. Nie wymyślę tego. Czekałam.

Od prawie tygodnia nie miałam pojęcia, jak mieć Jego piękno szybko i pod ręką tu. Szłam (stawiając niespiesznie krok za krokiem) i… przyszło do mnie znienacka i znikąd, do kieszonki się wślizgnęło: tak ma być. No to jest. Niech!


Kaan.   

*

ten drugi żywioł:
     tam, żeby być, musimy być inne.
 
Tam, żeby wiedzieć, musimy wiedzieć inaczej
,
[…]

*

Gorsze zmysły
     Jeśli myślimy, że piękno
to wzrok, zapominamy
     o cieple, które idzie z ognia
w jaskrawym świetle kominka,
o wdzięku pokrytej zmarszczkami wody,

     która gasi pragnienie.
Gładki jak powietrze dotyk futra
     pod dłonią, która go dotyka,
jest z pewnością nie mniej piękny
niż krzywizna kociego skoku.

     Nie ma większego piękna
nad suchą gałąź bylicy,
     nad ten ostry, cierpki zapach,
który sprowadza z daleka niemą
pustynię z powrotem do serca
.

Ursula K. Le Guin, Dotąd dobrze,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

*

ten też jest mój. niesie
wiosnę i lato. Niech!

Kaan.

3669. Święty czas życia

Rok temu o istnieniu twórczości Le Guin nie miałam pojęcia. Rok temu nie przeczuwałam nawet spotkania z Nią na stronach Jej książek. Rok temu nie miałam pojęcia, ile mogę stracić, broniąc się przed Nią jako autorką fantasy, którego nie czytam z natury. Nie upierałam się i nie straciłam. Zazdroszczę tym, którzy jeszcze nic o Niej nie wiedzą — mają wszystko, co dobre, przed sobą.

Ostatnie Jej wiersze — w oryginale i spolszczone — perełka, majstersztyk (translatorski) i chapeau bas. Nic dodać, nic ująć… tylko czytać i wracać.

Las, w którym się zgubiłaś,
a który wie, dokąd idziesz
.

*

Do deszczu
Deszczowa matko, rozmaita, niezmierzona,
która bruzdy zraszasz, pola, lasy,
dachy, niską szopę i wysoką wieżę,
która wlewasz do studni wodę czyścicielkę, rozleglejsza
niż miasta, łagodniejsza niż siostrzeństwo, większa
niż wiejski pejzaż, która koisz, przywołujesz:
wróć do nas i swym wiecznym zstępowaniem
naucz nasze dusze skołatane,
jak opadać, być do pary, czuć korzenie,
nurzać się, leczyć, słodkim czynić morze
.

*

Wściekłość to mój przywilej,
nie była mi ciężarem.
Z utratą wszystkiego
i gniew postradałem.
 
Dziś moim przywilejem,
gdy racje odmierzam,
te krztyny i okruszki,
jest cierpliwość świeża.
 
Gniew sieje spustoszenie,
głód syci się, ratuje.
Łaknę, pragnę, czekam,
szczęśliwy, że mam
okruszki i krztyny
.

*

Cóż tam jest przed nami,
jeśli nie za falą
druga fala, noc za dniem,
dalsza dal za dalą
.

*

W te chwile podczas służby, kiedy
nie halsuję, nie trwam przy rumplu,
staję czasem w bezruchu,
chłonąc bezmiar w każdym oddechu
i wtedy całą swą uwagę
poświęcam wszystkiemu
.

*

Ludzie
Niektórzy wchodzą do moich snów,
przybywają z odległych stron,
wędrują przez górskie przełęcze,
których nikt z żywych nie poznał.
Starzy ludzie pachnący mgłą
i miękką korą sekwoi.
Mówią wespół po cichu.
Wiedzą więcej niż ja.
Myślę, że przychodzą tu z domu
.

*

Lata wyprawiają cuda z naszą tożsamością.
Bo co to znaczy, że to ja
jestem tym dzieckiem na fotografii
z Kishamish z 1935 roku?
Równie dobrze mogłabym powiedzieć, że
jestem cieniem liścia tej akacji
ściętej siedemdziesiąt lat temu
i sunę po kartce, którą czyta dziecko
.

*

Brak mi osób, którymi byłam,
kochanków, współpodróżników,
kobiet, z którymi ruszałam na biegun
.

*

[…] Niepewna, nieobuta,
idę, by nie upaść, bez pośpiechu, dalej,
gdzie wszystko dziś jest dla mnie
nieprzejrzyste. Wyjście to czy wejście?
Wewnątrz czy na progu poczuję się wolna?
Nie mam już wyboru. Wędruję
w labiryncie, drzwi jego i cel są dla mnie zagadką
.

*

Czasem czuję
drżenie, jakiś ślepy ruch
coraz wyżej pode mną
 
jakby wielkie istoty
wielkich głębin
szukały mnie w ciszy
tak jak ja ich szukam
.

*

Gdy patrzę na ciebie z drugiej strony
przepaści, którą nakreśliłeś
między nami, boję się, bo widzę,
z jaką siłą i jak szybko nurt lat
drąży ten kanał. Dzielą nas dziś
mile. Nie wiem, jak głębokie
.

Ursula K. Le Guin, Dotąd dobrze,
spolszczyli Justyna Bargielska i Jerzy Jarniewicz,
Prószyński i S-ka, Warszawa 2019.

Czego szukałam w podróżach, znalazłam;
o co prosiłam, dostałam. Teraz
 
odkrycia stają się tajemnicą, a dar – utratą.
 
Za horyzontem zdobyczy i celów
jest tylko podróż w świetle gwiazd.
 
Gdybym umiała przyjąć to bez lęku,
poddać się, oddać, nie trapić się tym,
że to drobne coś, co poznałam, jest wszystkim
.

*

W proch się obrócisz
Duchu, przetrenuj wędrówki ciała,
które są jeszcze przed nim, a ruchy materii,
która cię wstrzymuje, dobrze przećwicz.
 
Wznieś się dymem ze świętego drzewa.
Spadnij deszczem, który pada.
Zstępując, zstąp do korzeni. Wzbierającym sokiem
pnij się ku gałęziom, ku koniuszkom liści,
ku koronie. Jak liście jesienią
spocznij na zimę, butwiejąc cierpliwie.
Powróć w zielonych źródłach wiosny.
Pozwól się nieść, święty pyłku, i pozwól sobie opaść
w blasku słońca jak dar nieba.
Cały pył tej ziemi
jest życiem, jest święty, jest duszą, która czeka
.

(tamże)

3668. Men made my (yester)day

Na czterodniowy karnawałowy bal introwertyków zaproszenie wysłałam tylko sobie. Zarobiona, zabiegana, zamyślona wczoraj balowałam drugi dzień. I choć byłam samieńka, dwoje mężczyzn „uśmiechnęło” mnie od ucha do ucha. Chronologicznie było tak.

*

Pan, dałabym sobie uciąć dłoń, że widziałam go pierwszy raz w życiu, dokonywał corocznej kontroli przewodów wentylacyjnych i gazowych. Wszedł do cichego ula i zastrzelił mnie słowami:
     — A psina gdzie?
     [A Heniutka z Panem Ciasteczko w delegacji.]

Oniemiałam z wrażenia. Nie miałam pojęcia, że Heniutka ostała się w pamięci pana od zeszłego roku. Biały Kruk wieczorem skwitował to krótko: psiarz — oni tak mają.

*

Gapiłam się wczoraj na te zdjęcia. Luźne skojarzenia osobistego zachwytu: bifurkacja, fraktale (zachwycać mnie zaczęły dziesiątki lat temu). Nic z tego, to „tylko” piękno materialnego świata. O zgodę na publikację natychmiast wystąpiłam. Otrzymałam. Próba wytwarzania nanowłókien — Apus robi w sztukach pięknych też, pomyślałam. Nanowłókna — jottazachwyt.



fot. Apus.

piątek, stycznia 24, 2020

czwartek, stycznia 23, 2020

3666. Przeciekanie moje powszednie

Informacja o tej książce znalazła mnie podczas czytania Mózgu w żałobie. Klik, klik, zapytanie o wycenę sprowadzenia jej zza oceanu — cena wymagająca konsultacji ulowych. Zapytana jakiś czas potem, czy jest coś szczególnego, co chciałabym dostać pod choinkę, nie wahałam się ani chwili.
     — To zamów — dał zielone światło Sadownik.

Szła do mnie sześć tygodni. Gdy ją odebraliśmy, dokładnie dwa tygodnie temu, pomyślałam w pierwszej chwili, że przegięłam (za trudna), ale szybko okazało się, że nie, że to dla mnie pierwsza książka w kategorii: moja książka roku 2020. Struktura, pomysł, podział na części, ilustracje, historie, wiersze — wszystko mnie zachwyca.

Choć jest już za mną, wciąż do tej książki wracam przy porannej kawie… otwieram na losowo wybranej stronie i… wzruszam się i przeciekam, i dobre życie rozsiada się obok mnie, i macza sobie swojego sucharka w mojej kawie, patrzy mi w oczy, promieniście się uśmiecha… i co mu zrobisz.

I am here and you are there. I respect our differences.
// Chip Spann

*

Work of the eyes is done, now
go and do heart-work
on all the images imprisoned within you

// Rainer Maria Rilke

*

Rilke believed without our demons, our angels would fly away. The creative soul lives in the shadow, not in denial or in the following someone else’s way. Stories and poems reacquaint us with the truth.
// Chip Spann

*

Quarrel
Bob and I
     in different rooms
     talking to ourselves
carrying on
     last night’s
     hard conversation
convinced
     the other one
     the life companion
     wasn’t listening

// Grace Paley

Ah, grief, I should not treat you
like a homeless dog
who comes to the back door
for a crust, for a meatless bone.
I should trust you
.
// Denise Levertov

*

Healing involves becoming more whole. It’s not just about getting the body well.
// Chip Spann

*

All you need to do is to be slightly friendly with what you are feeling. Poet James Wright said that people discover poems in secret, when they need them. […] Poems are meant to be discovered.
// Chip Spann

*

A way that can be named
is not the way
.

// Sam Hamill

*

you have your own story
you know about the fear the tears
the scar of disbelief

you know that the saddest lies
are the ones we tell ourselves
you know how dangerous it is

// Lucille Clifton

*

The universe had hit them [patients] over the head with two-by-four and said: “CHANGE”.
// Chip Spann

*

It’s a journey… and I want… to go…
// Nikki Giovanni

*

In mythology these periods are called quests. The hero goes out and finds out who he or she really is […]. Illness is a quest, too.
// Chip Spann

*

For many years I lived under the misconception that I needed to feel inspired in order to write. Writing is a place to find what you have to say. Keeping a written record of your thoughts, dreams, struggles, and triumphs is one of the best things you can do for yourself during an illness.
// Chip Spann

Chip Spann (ed.), Poet Healer: Contemporary Poems for
Health & Healing
, Thomas Minor (the illustrator),
Sutter’s Lamp, Sacramento (CA), 2004.