piątek, lutego 26, 2021

4148. Czytane tam, skończone tu (I)

Każda potwora znajdzie swojego amatora. Już wiem, że ta ludowa mądrość do­ty­czy również literatury. Moja trudna relacja z beletrystyką (w ogóle) zmieniła cha­rak­ter na wy­jąt­ko­wo mi­ło­sny.

Nie wiem, czy ten gatunek ma konkretną, wąską nazwę. Wiem, że kryminalne hi­sto­rie z nienormatywnymi w wielu rolach to zdecydowanie moja czytelnicza bajka. Pła­ka­łam ze śmiechu. Od początku do końca. Dobrze, że jest drugi tom. Szkoda, że jest jeszcze tylko drugi tom.

Zawsze-Wolna-od-Nudy miała nosa, polecając mi tę książkę.

[…] wrzaśnięcie na Rybalczewskiego: „Współpracuj kretynie, bo żona cię wyegzorcyzmuje!”, absolutnie nie wchodziło w grę. Piotr wziął głęboki oddech i wyobraził sobie, jak złość i irytacja uchodzą z niego basowym chrząknięciem, niczym muzyka z gardła mongolskiego śpiewaka.
     — Ja cię nie potrzebuję. Ja potrzebuję, żeby się mnie wszyscy do cholery zaczęli słuchać – oznajmił urażony Rybalczewski, pocierając nerwowo wąsa.
     — Czy dobrze rozumiem, że chciałby pan być dla innych autorytetem?
     — Tak! A oni wszyscy w ogóle nie chcą mnie słuchać!
     […]
     — Kiedy mówi pan wszyscy, kogo ma pan na myśli?
     — No wszystkich! – warknął wyraźnie sfrustrowany Rybalczewski.

Był poniedziałek, poniedziałczunio, poniedziałuś… no, poniedziałek, po prostu. Ósma rano. Początek tygodnia pracy. Serio, wszystkie aury, sraury i ponadnormatywność mogły iść sobie w cholerę i wrócić po trzech kawach.

*

     — Aleś sobie aurę uświnił — przywitała go życzliwie Sabina. — A rano była taka czyściutka! Ty się, chłopie, lecz, spirala autodestrukcji cię po­chło­nie. Piotruś cię na sesję weźmie!

*

Każdy nienormatywny wiedział, że obietnica to nie taka prosta sprawa.

Większość coachów czy terapeutów raczej nie miałaby pojęcia, co zrobić z klientem zaczynającym od „No więc moja dziewczyna jest demonem losu…”. Poza tym to było takie krzepiące, że ludzie pracowali nad ko­mu­ni­ka­cją i chcieli ze sobą rozmawiać, tak szczerze i na serio.

*

[…] patrzyła na niego tak, jakby nie mogła się zdecydować, czy go przy­tulić, czy dać mu w łeb. W końcu wzięła głęboki oddech.

*

Jak dobrze, że jesteś, czym jesteś — wyrwało mu się z głębi serca — bobym chyba z miejsca osiwiał.

Tylko jakiś osobnik o pudzianowskiej posturze, prowadzący na smyczy pieska typu wkład do damskiej torebki obrzucił ich nieprzychylnym spoj­rze­niem.

*

     — Nie wiem, o czym, kurka, myślisz, ale natychmiast przestań! — za­żą­dał desperacko.
     — Słucham? — zdziwiła się.
     — Ludzkie uczucia wpływają na zapachy. Inaczej pachnie strach, inaczej gniew, a cokolwiek teraz czujesz, winduje twój zapach na naprawdę okropne poziomy.

No proszę was — prychnęła, widząc ich miny. — To jest logiczne.
     — Chyba w twoim świecie — mruknęła ze zgrozą Agnieszka.

*

      — Do dupy. — Agnieszka wykazała się empatią i bogatym słownictwem.

*

     — Piotrek mówi, że pytań ze słowem „dlaczego” lepiej unikać. Jak pytasz kogoś, dlaczego coś robi, to automatycznie budzisz w nim chęć do tłu­ma­cze­nia się i wywołujesz poczucie winy.

     — Co w tym było dla ciebie nieprzyjemne?
     —  Nie coachuj mnie tu, tylko mi powiedz tak na bezczela, co ja czuję — zażądała Sabina, opierając głowę na jego ramieniu.
     — Jesteś zazdrosna. […]
     — No widzisz — westchnęła Piechota. — I co ja z tym zrobię?
     — Uświadomisz sobie, że […] . Każda relacja jest unikalna, tak jak uni­kal­ne są dwie osoby, które się w nią angażują, i jak unikalne jest to, co razem budują.

*

[…] doszedł do wniosku, że jeśli nie wprowadzi w życie stwierdzenia: „Coachu, coachuj się sam”, to będzie nieprofesjonalnym hipokrytą. Nie był na to gotowy, zdecydowanie, ale jeśli miał być sam ze sobą szczery, to na tę gotowość nie miał co liczyć. Wyparcie było zdecydowanie wygodniejsze. No ale kiedy, jeśli nie teraz, i kto, jak nie on?
     […]
     — Dokonałeś coming outu na parkingu przed szpitalem. Jak to nie jest wyjście poza strefę komfortu, to ja sama nie wiem, co jest. Jestem z ciebie bardzo, bardzo dumna.

*

Z całego serca popieram dbałość o jakość usług i kreatywność w rozwiązywaniu problemów.

Milena Wójtowicz, Post Scriptum,
Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018.

     — Co ty jesz? — zapytał nieufnie.
     — Śledzia w sosie musztardowym — odparła z wyraźną niechęcią w głosie Sabina. — To całe czyszczenie aury rozwala mi równowagę cukrów w organizmie.

*

     — Jestem profesjonalistką — wyrecytowała grzecznie i wręcz lekko pro­wo­ka­cyj­nie. — Nie działam pochopnie. Wiem, jaki jest mój cel. Wiem, co mi pomaga. Wiem, co mi przeszkadza. Panuję nad drogą do celu. I po­trze­bu­ję cukru jak cholera. Te śledzie mi się czkawką osobowościową odbijają!

*

[…] odczuwała niedosyt. Taki przykry, emocjonalny, rzucający się na jej samopoczucie psychiczne i fizyczne, którego nie zaspokoił nawet kilogram pierniczków.

*

Ulga była fajnym uczuciem, zwłaszcza kiedy zagryzało się ją delicją jagodową.

(tamże)

*   *   *

Hanggai, The Rising Sun.

*

Yiruma, Kiss the Rain.

4147. Perliło się mi (XIII)

potrzebujesz tego,
czego nie chcesz
.

JiM

czwartek, lutego 25, 2021

środa, lutego 24, 2021

4145. 55/365

     — na końcu najstraszniejszych łez jest…
     — koniec?
     — początek.

55/365

*

Przychodzi moment, kiedy skumulowane napięcie wybucha, cierpliwość się wyczerpuje, do głosu dochodzą wściekłość na to, co było, oraz nadzieja, że może — musi — nastąpić coś in­nego.

Rebecca Solnit, Matka wszystkich pytań,
przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska,
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2021.

[suplement pikselowy: 8.07.2021]

wtorek, lutego 23, 2021

4144. Czytane tam (II)

Apetyt na Carrolla przed szpitalem potężnie mi wzrósł. Zawsze-Wolna-od-Nudy poleciła mi ten zbiór opowiadań. Nie było go legalnie w ibuku, ale był Sadownik, całkiem legalnie za ścianą w gabinecie. Kliknął tu i tam i… znalazł. Nie pytałam, jak to robi, ale skorzystałam, skoro możliwy był tylko papier.

Rewelacyjna, mała książeczka na jedną szpitalną wieczoro-noc. Trudno było jedynie wybrać cytaty, by nie spojlerować. Ale dało się!

     — Nie uważasz jednak, że to dosyć upiorne? Że kiedy jest sam, staje się znowu Marsjaninem albo kimś takim?

     — Znasz to powiedzonko: w żadnym razie nie zakochuj się w psychiatrze, bo każdy z nich to skończony wariat?

Czy to w ogóle możliwe? Czy można rozkazać naszym furiom, kiedy stoją u granic, żeby wzięły parę głębokich oddechów i wycofały się o kilka kroków?

Ale to tylko metafora. Nie stoi za nią żadna realność.
     Mills przestał się uśmiechać.
     — Alchemia jest realna. Daję słowo, widziałem efekty jej działań niejeden raz.

     — Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy — przerwał jej rozważania adwokat — że istnieją różne alchemie, mniej albo bardziej tajemne. Za­mia­na ołowiu w złotu, o której wspomniałaś, to powszechnie znana wersja klasyczna. Jest jednak i inna, bardziej interesująca, zwana alchemią we­wnętrz­ną albo introwertyczną, która traktuje o mistyczno-kon­tem­pla­cyj­nych aspektach nauki. Jej istotą jest TRANSFORMACJA.

Prosty i szczodry gest. Chodź, pokażę ci coś niezwykłego.

Wszyscy mieli własne wyobrażenie na temat tego, dlaczego tu są i na czym polega sens ich wysiłków. W jednej sprawie panowała jednomyślność: tra­fi­li tu dzięki niebywałemu szczęściu.

Jest u siebie w mokry zimowy wieczór, w centrum największej tajemnicy życia, której nie musiał rozwiązywać, ona bowiem uniosła go i zadbała o niego, czyniąc jego życie znacznie lepszym, niż było przedtem.

[…] niemal zawsze pojawia się chwila, w której wszystko staje się ab­so­lut­nie oczywiste: widzi się ludzi, rzeczy i sytuacje tak jasno i wyraźnie, że praw­da nie nastręcza najmniejszych wątpliwości. Choć tego rodzaju epi­fa­nia jest ważna, jeszcze istotniejsze jest to, jak z niej skorzystamy. Lo­gi­ka dy­ktu­je zgodę, lecz zaprzeczenie jest dużo łatwiejsze i wygodniejsze.

Skinął głową ze zrozumieniem i powiedział: „Małysznie”. […] wyjaśnił, że wymyślił to słowo, by opisać małe cuda, które przytrafiają się nam niekiedy […] . „To zbitka dwóch różnych słów: «mały» i «pyszny», których sens spo­ty­ka się gdzieś pośrodku”.

     — Poświęcamy zbyt mało uwagi światu. Wiemy o tym, a jednak nie chce nam się. Dopiero jak coś się skończy albo ktoś umrze, jak coś zgubimy albo jest już za późno — uświadamiamy sobie nagle, że prześlizgnęliśmy się przez życie i ludzi, tracąc z pola widzenia szczegóły… […] Wszystko, co w ży­ciu najlepsze, Bill, to dzieło ludzkich rąk: ostrza scyzoryków, chleb, ubra­nia, kochanie się…

Jonathan Carroll, Kobieta, która wyszła za chmurę,
przeł. Jacek Wietecki, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2012.
(wyróżnienie własne)

Podając jej naczynie, spostrzegł, że woda się trzęsie, i powiedział pół­żar­tem:
     — Nerwowa woda.
     — Woda nie może być nerwowa — odparła. — To drży twoje SERCE

(tamże)

4143. Czytane tam (I)

Plan na szpitalne czytanie — wyłącznie fikcja (!) — był, ale była też historia.

Dawno, dawno temu, gdy covid nie śnił się niezwiązanym z medycyną ludziom, na sali rehabilitacyjnej poznałam Finkę. Obdarzałam Ją wzrokowo kudłatą miłością, bo lab, bo dziewczynka, bo mądry pies.

Na drugim końcu smyczy obleczona w kobiece ciało niebywała Pogoda Ducha. Re­ha­bi­li­ta­cja we wspólnej przestrzeni raz w tygodniu była dla mnie dodatkową formą świętowania dobrego życia. Wszystko, co dobre, czasem się koń­czy — roz­je­cha­ły się nasze grafiki rehabilitacyjne, a potem przyszedł covid. Na szczęście są media spo­łecz­no­ścio­we — ktoś udostępnił, ja zobaczyłam i już nie puściłam.

Pełnoprawna nauczyła mnie terminu audiodeskrypcja, podsunęła mi doskonałą książkę. Gdy w zeszłym tygodniu odnalazł mnie fejsbukowy post, oczywistym było, że się zachwycę i pomysłem, i rozmową, i dbaniem o komunikację z osobami z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi (rozmowa na samym dole wpisu).

W ten oto sposób wrócił do mnie Autor. Podczytnik zaciekawił, ale dopiero pierwszy akapit nie pozostawił mi żadnego wyboru — musiałam to mieć i przeczytać:

Zapisałem się na kurs, który ma potrwać całe moje życie. A ponieważ nie przykładam się do nauki, może to się jeszcze przeciągnąć.

Nikt, tak jak Autor, nie potrafi trzech największych religii XXI wieku w dwa krótkie zdania włożyć — chapeau bas, panie Juliuszu:

To są rzeczy proste jak chuj. Ile można chodzić do terapeuty, Jezu.

Trudno tak non stop nie oceniać świata, ale miewa się momenty. O taką pustkę piękną cztery dni się szarpałem. Tylko że jutro już nie będzie po niej śladu.

     — A może raz spróbować nie uciec? Może świat się nie zawali?

Przebić się przez język zen jest dość ciężko. Trudno nim mówić, trudno pi­sać. Inaczej układa te same wyrazy, korzysta z jeszcze innych, nałożonych na siebie języków i z pojęć, których definicje są tylko w języku intuicji, więc czasem można przez niego dostać kurwicy. Robię to od lat, ale nie umiem.

     — Przecież codziennie zajmujesz się przeszłością?
     — No tak, ale się nią nie zaciągam.

     — Alkoholicy są bardzo wytrwałymi praktykami zen, Julku. Na po­cząt­ku, bo po roku uznają, że są uzdrowieni.
     — Ja tak nie myślę.
     — Nie wiem, co ty myślisz, ale nie ma na co czekać. Jest tylko trochę czasu.

[…] najbardziej interesuje mnie ten człowiek w drodze. Gdzie on się gubił, skręcał, zawracał i odnajdował. Jeśli się od­naj­do­wał.

     — Kto idzie przez park?
     — Nie wiem.
     — Kto?
     — Nie wiem!
     — Doskonale. To jedyna szczera odpowiedź, jakiej możemy udzielić. Uśmiech mój. Uśmiech jego.

Co to więc jest, to, co jednak skłania do działania, wyboru, do pójścia za tym, a nie innym pragnieniem. Nie wiem.

     — A po co zmywasz naczynia?
     — Zależy od szkoły, wiadomo. Żeby były czyste albo żeby zmywać, ale to suchar, sensei, jest.

Kasia pyta, jak było, a ja, że nie było. Jak nie było? Nie było, no. A potem dodaję, że wymyśliłem nową terapię: NIEUWAŻNOŚĆ. Nie zauważasz ni­cze­go, wszystko przegapiasz w sposób nieoceniający, a jak już oceniasz, to i tak tego nie zauważasz.

Przemijanie to naprawdę porządna rzecz. Jedna z so­lid­niej­szych spraw w życiu.

     — Czyli ta choroba urojona jest podwójnie urojona?
     — No wie pan, ból jest realny, choć to jest jedna z tych chorób, w które za bardzo nie wierzę.
     — A w jakie pan wierzy?
     — W niedobór neuroprzekaźnika
. Po co mnożyć pojęcia. Brak se­ro­to­ni­ny daje różne objawy i teraz, jak każdemu objawowi przydzielimy cho­ro­bę, to nigdy się z tego nie wygrzebiemy.

Im więcej z wiekiem mam przypadłości, tym mniej mnie obchodzi, co o mnie myśli świat, który o mnie przecież nie myśli.

Uspokaja mnie mała myśl, że większość ludzi już albo jeszcze nie żyje. No bo jestem w grupie marginalnej, która po prostu teraz ma głos. Żywi tak wrzesz­czą i się obnoszą ze swoim życiem, parady robią, a są ledwie garst­ką. Przecież nie żyje przynajmniej ze sto miliardów, może to i tak nie­do­sza­co­wa­ne. […] Za ulgą przychodzi może nie radość, ale zadowolenie.

Nic nie planuję. Na nic nie czekam. Nic sobie nie wy­obra­żam. Na nic się nie przygotowuję. Niczemu się nie opieram.

Juliusz Strachota, Krótka wycieczka na tamten świat,
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

     — A pytałeś go?
     — O Jezu, my od lat się nie pytamy o takie rzeczy.
     — Jakie?
     — Żadne. Wysyłamy sobie czasem esemesy o tym, co jemy na obiad.
     — Zaskocz go śniadaniem.

Łapię za telefon i już prawie dzwonię. Dwadzieścia lat z ojcem gram w grę, kto pierwszy odezwie się po nieodzywaniu się, które nastąpiło po czymś, cze­go nie da się nazwać. Kilka rzeczy ma swoje nazwy i one, niestety, cza­sem pa­da­ją. Wtedy są bardziej gwałtowne ewakuacje. Pewnie większą sztu­ką jest omijanie słów, a nie ludzi, ale ciągnie do swoich wyrazów.

     — To wy z ojcem, Julek, nie bardzo?
     — To się nie da powiedzieć. Ja nie wiem, nie umiem i on pewnie też nie wie, choć ja nie wiem w sumie. Przebić się przez siebie samego najtrudniej i nie wykoleić na pierwszym zakręcie.

     — A ty boisz się śmierci?
     — Jaaa? — Mama często przeciąga ja, żeby dać sobie czas na odpowiedź. — Ja się nie boję.
     — Naprawdę?
     — Naprawdę, naprawdę.
     — No bo ja mam podejrzenie, że przemijanie w życiu jest naj­pięk­niej­sze.

(tamże)

* * *

Juliusz Strachota w rozmowie z Markiem
Sekielskim, Co ćp** po odwyku?

poniedziałek, lutego 22, 2021

4142. 49–53/365

     — pogoda ducha? a skąd?
     — zwyczajnie, gdy dociera do ciebie, że nie masz nic do stracenia.

49–53/365

[suplement pikselowy: 17.06.2021]

4141. Tam (XVIII)

Ograniczenia:
      ☞ covid — w pikselu już tu był, oddział
      ☞ znam jak własną kieszeń i jakby było mało:
      ☞ nie chodzę po korytarzu,
      ☞ jestem sama na sali.

A szpitalny projekt fotograficzny to jednak zobowiązanie — przede wszystkim wobec samej siebie. I co z tym fantem zrobić?

Pomysł sam do mnie przyszedł w środku pierwszej szpitalnej nocy. Wciąż było tak pięknie bielusieńko na świecie, więc biel!

Łóżko — przestrzeń mocno ograniczona, ale również czasem cały świat. Co dba o Twój dobrostan? Byłam zadbana.





*

Poszłam do szpitala śnieżną zimą, wyszłam w ciepły, słoneczny, wiosenny dzień — Biały Kruk napisał dziś, że żurawie wróciły do Małej Danii.

środa, lutego 17, 2021

4140. 48/365

nie zabezpieczam tyłów. nie mogę
niczego, co ważne, zachować na zapas.

boję się, ale ufam i idę naprzód.

48/365


Kaan.

4139. Skończona jeszcze tu

Czytałam Carrolla na pierwszych studiach, a potem zapomniałam o nim. Pozwo­li­łam moim egzemplarzom jego książek pójść do ludzi i nigdy nie wrócić. O Autorze przypomniała mi Zawsze-Wolna-od-Nudy — jest Jej ulubionym pisarzem.

Mając w perspektywie tam, postanowiłam rzucić się w tę fikcję jeszcze tu. To była doskonała decyzja. Nie miałam pojęcia, że tęskniłam do carrollowej magii. Wielo­wy­mia­rowy, odkrywany z każdym rozdziałem na nowo, tytuł powieści — to mój oso­bi­sty zestaw achów i ochów! Ta książ­ka jest po prostu favolosa*! Życzę nam wszyst­kim… czego?… byśmy stali się Ła­za­rzo­wymi Szkiełkami. Niech!

___________
  * (tamże)
       — Incantevole! — zawołał. — Favoloso!
       Zaskoczona spytała, co to znaczy. „Czarujący” i „bajeczny” – po włosku.

*

— Wiesz co, Grahamie? Do diabła ze strachem. Zamiast lękać się tajemnic życia, powinniśmy się na nie otwierać. To my dokonujemy wyboru. Niechętnie to przyznajemy, bo gdy sprawy idą źle, wymigujemy się od odpowiedzialności. Decyzja należy wyłącznie do ciebie, Grahamie. Moim zdaniem powinieneś wybrać życie, które w tej chwili najbardziej cię fascynuje.

*

Przerwała na moment. — Najlepsze, co może nas w życiu spotkać, na co można liczyć, to poranne przebudzenie się z poczuciem satysfakcji z tego, gdzie jesteśmy, co robimy i, jeśli szczęście nam sprzyja, z kim układamy wspólne życie. Tylko zachłanny głupiec będzie żądał albo oczekiwał czegoś ponadto.

*

Pomysły napływają zewsząd i z codzienności. Ważniejsze jest, co się z nimi robi, kiedy już się pojawią.

*

[…] nawet kiedy życie się popsuje albo i rozsypie w puch, można w nim znaleźć coś, co nas uratuje, jeśli tylko otworzymy się na taką możliwość: może to będzie drugi człowiek, szalona nadzieja, a może waza zupy pomidorowej.

*

     — Ludzie chcą, aby życie było ich przyjacielem. Niektórym wydaje się, albo nawet są przekonani, że im się to należy. Ale ja myślę o życiu jako o towarzyszu podróży, w dodatku takim, który nie jest zbyt przewidywalny. Gdyby życie było moim przyjacielem, ciągle bym się czuła zawiedziona albo zraniona. Ale ponieważ jest zwykłym towarzyszem podróży, to prostu przemierzamy razem tę samą drogę. Cieszę się, kiedy ma dobry humor albo okazuje mi szczodrość, ale niczego od niego nie oczekuję. Zadowolenie, a przynajmniej wygoda zależą zwykle od nas samych. Nie powinniśmy się spodziewać, że dostaniemy je z zewnątrz albo że inni ułatwią nam zadanie. — Uśmiechnęła się i potarła dłonie. — Co sfotografujesz?

*

[…]   jeśli macie jaja z prawdziwego zdarzenia, możecie po prostu zapytać partnerkę, co jej sprawia przyjemność. Ale jak usprawnić poczucie hu­mo­ru? Jak nauczyć kogoś, co jest, a co nie jest śmieszne?

*

Podniosłam głowę i zobaczyłam, że facet przytyka coś do nosa i uśmiecha się błogo. To była gałązka bzu. Cudowny widok, Samar. Wszyscy dookoła pienią się i wściekają z powodu korka, a kierowca autobusu, jak buddyjski mnich, napawa się zapachem bzu w tym całym zamieszaniu.

*

     — Słuchaj, jak się kobieta na coś zaweźmie, to jej nie przekonasz. Prędzej zawiążesz wodę w supeł.

Jonathan Carroll, Mr. Breakfast, przeł. Jacek Wietecki,
Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019.

Oczywiście, kluczowe jest słowo „spróbować”. Człowiek wybiera sobie życie, które uważa za najodpowiedniejsze dla niego. Następnie stara się je dobrze przeżyć. Niewykluczone, że w ten sposób powstaje we wszechświecie pozytywna fala, która ogarnia życie innych ludzi i zmienia ich na lepsze.

*

Powiedziałabym, że nie tylko przeżyłeś własną katastrofę, ale całkiem nieźle sobie poradziłeś, biorąc pod uwagę, że nie jesteś kotem.
     — Co koty mają tu do rzeczy?
     — Mają dziewięć żyć. Ty masz tylko trzy, ale to i tak dwa więcej niż większość śmiertelników.

*

     — Jeśli tego chcesz – odezwała się głośniej – to do dzieła. Życie jest krótkie i nieładnie się kończy. Im mniej będziesz żałował na mecie, że czegoś w nim zaniechałeś, tym lepiej dla ciebie.

(tamże)

wtorek, lutego 16, 2021

4138. Incantevole!

Sadownik:
(opowiada, że na lekcji…)

Maestra-Di-Italiano:
W niedzielę odwiedziły nas
przyjaciółki Drzewka.

Pan Ciasteczko:
(nie kłamie na lektoracie)
W niedzielę… nikogo nie było.

Maestra-Di-Italiano:
To tylko ćwiczenie,
przetłumacz.

Jabłoń:
(ryknęła śmiechem)

4137. W rozkroku, jeszcze tu

pierwszy raz w życiu ula z przybraniem. dwa dni pasłam nimi oczy. trawki — jedna po drugiej — niezmiennie mnie hip­no­ty­zu­ją. od dziś jeszcze dwa dni popasę wzrok i węch, nim na­sta­nie tam-czas.

niedziela, lutego 14, 2021

4136. A jeśli…

Trzy tygodnie przed publikacją zaczęłam czekać na tę książkę. W dniu, w którym się ukazała, miałam ją na czytniku. Powoli czytana, odkładana, „myślana”. Są w tej książce miejsca, które świadczą o tym, że doświadczanie choroby nowo­two­ro­wej i choroby neuro­de­ge­ne­ra­cyj­nej ma podobny społecznie odcień.

Jest w tej książce myśl, która sprawiła, że oniemiałam i coś mi w środku prze­sko­czy­ło na miejsce mocy. To, że człowiek nieuleczalnie lub śmiertelnie chory dowie się wcześniej lub później, że jego choroba to lekcja, karma, próg, efekt nie­roz­wią­za­ne­go konfliktu wewnętrznego lub nieradzenia sobie z emocjami, to oczywista oczy­wi­stość. Wiele chorych osób daje się w to wkręcić, jakby sama choroba to był ciężar zbyt lekki na jeden ludzki los.

To, co jest ciekawe, na co zwróciła moją uwagę Autorka, to fakt, że społeczeństwo nie samobiczuje się, że może chorzy nieuleczalnie lub śmiertelnie są chorzy, bo kapitalizm, neoliberalizm, dyskryminacja i państwo z kartonu. Jeśli więc wpadniesz na pomysł, by komuś mądrość o lekcji/karmie/itp. sprzedać, bo wierzysz, że po­czu­cie winy świetnie leczy z wszelkich chorób, to pomyśl: może ten człowiek jest chory przez ciebie jako przedstawiciela chorego porządku społecznego. Nie wierzę, że z tą myślą będzie ci łatwiej wspierać chorą osobę, ale kto wie, może przemawia do ciebie tak skonstruowana lekcja, bo przecież nie masz wewnętrznych konfliktów* i nie tłu­misz** swoich emocji, prawda?

____________
  * pisząc te słowa, udaję, że w to wierzę.
  ** to jest możliwe, tylko czy przypadkiem nikt się nie pochorował od twoich nie­skrę­po­wa­nych wybuchów złości?

Do uróżowanego krajobrazu tak zwanej świadomości regularnie dopuszcza się tylko jedną grupę chorych: te, które raka piersi przeżyły. Narracje zmie­rza­ją ku zwyciężczyniom. Jeśli chce się opowiedzieć o własnej chorobie, powinna to być historia o „ocaleniu” dzięki neoliberalnemu zarządzaniu samą sobą — schemat przewiduje jednostkę, która postępowała właściwie, badała się w domu i robiła mammografię, stosownie wyleczony nowotwór, pięciokilometrowe przebieżki, zielone organiczne smoothie i pozytywne myślenie.

*

Powszechne obecnie formy literackie dotyczące raka piersi pomijają przemysłową etiologię tej choroby, mizoginiczną i rasistowską przeszłość oraz praktykę medycyny, straszliwą kapitalistyczną machinę zysku oraz nierówną dystrybucję klasową cierpienia i śmierci. Pisanie wyłącznie o sobie może być pisaniem o śmierci, ale pisanie o śmierci jest pisaniem o wszystkich.

*

Jeśli objawy pozostają w obiegu wystarczająco długo, mogą dostąpić łaski imienia: choroba, zespół, nadwrażliwość, hasło z wyszukiwarki. Czasem jest to wystarczające lekarstwo — jakby „nazwać” znaczyło „rozwiązać problem”. Czasem podarowanie człowiekowi nazwy dla jego cierpienia jest jedyną dostępną terapią.
     […] Dolegliwość bez nazwy to dolegliwość trzymana w zawieszeniu, wspólna wszystkim albo spychana w pobliże psychiatrii.

*

[…] wszyscy cierpiący, zarówno ci naznaczeni leczeniem, jak i ci naznaczeni wyczerpującą opieką nad chorymi, są także naznaczeni okolicznościami historycznymi, tworzącymi splot rozmaitych relacji społecznych i eko­no­micz­nych.
     Historia chorób nie jest historią medycyny — jest hi­sto­rią świa­ta — a historia posiadania ciała równie dobrze mogłaby być historią tego, co nielicznym robi się w interesie wielu.

*

Współczesna medycyna reaguje na chorobę nieposłusznego ciała, nadgorliwie przetwarzając ją w dane.

*

Praca troski i praca danych współistnieją w paradoksalnej sy­mul­ta­ni­czno­ści: łączy je to, że tak często wykonują je kobiety i że jak wszystko, co tra­dy­cyj­nie uważa się za kobiece zadanie, zwykle pozostają niezauważone.

*

Lekarze, którzy czasem są kobietami, a czasem mężczyznami, spotykają się ze mną w punkcie, w którym moje ciało jest najbardziej policzalne. Logują się do systemu, ale piszą mniej albo nie piszą wcale. […]
     Kobiety przemieniają ciało w dane, a lekarze te dane interpretują. Pra­co­wni­ce szpitala zebrały informacje i opatrzyły mnie etykietkami, zin­fo­rma­ty­zo­wa­ły moje doznania. Ale to lekarze mnie czytają — czy raczej czytają to, czym stało się moje ciało: złożoną z informacji pacjentkę stworzoną przez pracę kobiet.

*

Choroba nigdy nie jest neutralna. Leczenie nigdy nie jest wolne od ideologii. Śmiertelność — od polityki.

*

Pacjenci onkologiczni mogą wierzyć, iż odmowa podporządkowania się terapii to bunt przeciwko uprzedmiotawianiu ich przez system medycyny, ale prawdopodobnie się mylą. Niepodporządkowanie się nie stanowi dla systemu dowodu na to, że dana osoba jest autonomiczna, myśląca i zdolna do świadomej niezgody, lecz jest postrzegane jako zakłócenie pochodzące z innych, niosących ze sobą skażenie systemów takich jak „dezinformacja” albo „przesąd”.
     System medycyny stanowi dla chorych widzialną scenę wydarzeń, ale ponad nim, za nim i pod nim znajdują się inne, rodzina rasa praca kultura płeć pieniądze edukacja, a ponad nimi znajduje się system, który zdaje się zawierać w sobie je wszystkie, tak totalny i wszechogarniający, że często mylnie bierzemy go za świat.

*

Od kobiet chorych na raka piersi oczekuje się, że będą sobą, że będą takie jak wcześniej, lecz zarazem lepsze i silniejsze […]. Oczekuje się, że smutek zachowamy dla siebie, ale odwa­gą podzielimy się ze wszystkimi.

*

Raka zwykle ma czyjaś matka, przynajmniej w książkach, albo siostra, kochanka lub żona. W literaturze nowotwór jednej osoby zdaje się istnieć jako narzędzie objawień drugiej, a choroba manifestuje się poprzez wygląd dotkniętych nią ludzi. […] Żaden z tych tekstów nie jest literacko zły, ale wszystkie są niewybaczalne.

*

Podstawowymi stronami świata nie są tu wiedza i niewiedza, lecz pieniądze i mistyfikacja.

*

Rak zabija ludzi, tak samo jak zabija ich leczenie i brak leczenia — to, w co wierzymy i co czujemy, nie ma tu nic do rzeczy. […]
     Śmierć na raka piersi nie jest przejawem słabości czy moralnej porażki zmarłej. Jest porażką nie tych, co umierają, tylko świata, który sprowadza na nich chorobę i każe im się rujnować dla leczenia, także sprowadzającego chorobę, a potem, gdy to leczenie zawiedzie, obwinia ich o ich własną śmierć.

*

Wiem, że celem testu pomyślanego tak, by każdy go oblał, jest to, żeby nikt go nie zdał. Dlatego wszystkie czujemy się, jakbyśmy poniosły porażkę, ale każda myśli, że tylko ona zawaliła.

*

Prawda / Fałsz:
     1, Skoro ból okalecza człowieka, okalecza także słownik.
     2. Ból to paskudne nagromadzenie przymiotników.
     3, Każde słowo określające ból należy do języka, którego jeszcze nie potrafimy zrozumieć.
     Powszechne wyobrażenie na temat bólu jest chyba takie, że „niszczy język”. Ale ból nie niszczy języka — on go zmienia. To, co trudne, nie jest niemożliwe.

Anne Boyer, Obumarła. Ból, słabość, śmiertelność, medycyna,
sztuka, czas, sny, dane, wyczerpanie, rak i opieka
,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Czarne, Wołowiec 2021.
(wyróżnienie własne)

Ktoś kiedyś powiedział, że zdecydować się na chemioterapię to jak skoczyć z dachu, gdy przystawiają ci pistolet do głowy. Skaczesz ze strachu przed śmiercią lub przynajmniej ze strachu przed bolesną i okropną śmiercią, jaką jest śmierć na raka, albo dlatego, że pragniesz żyć, nawet jeśli to życie już do końca będzie bolesne.
     Wybór istnieje, oczywiście, i wybierasz, ale nie czujesz się, jakby to rzeczywiście była twoja decyzja. Podporządkowujesz się z obawy przed rozczarowaniem innych, z obawy przed byciem postrzeganą jako ktoś, kto zasłużył na swoje cierpienie, w nadziei, że znów poczujesz się zdrowa, z obawy, że zostaniesz obwiniona o własną śmierć, w nadziei, że będziesz mogła zostawić to wszystko za sobą, z obawy, że zostaniesz uznana za osobę, która nie potrafi radośnie poddać się każdemu rodzajowi pod­trzy­mu­ją­ce­go przy życiu samozniszczenia przewidzianego w popularnych instrukcjach. […] Podporządkowujesz się w nadziei, że posłuszeństwo teraz da ci później lata, w których nie będziesz musiała być posłuszna. […]
     Musisz pragnąć życia, ale musisz też wierzyć, że jesteś warta utrzymania przy życiu.

*

Mówi się nam, że rak to intruz, z którym trzeba walczyć, zbłąkany aspekt nas samych, rodzaj nadambitnych komórek, obraz kapitalizmu, naturalne zjawisko, z którym można żyć, zwiastun pewnej śmierci. Mówi się nam, że to przez nasze DNA, mówi się, że to przez świat bądź przez zagmatwaną wypadkową wpływu genów i środowiska, której nikt nie potrafi lub nie chce określić. Dostajemy tę głośną połowę prawdopodobieństwa, tę, że przyczyna znajduje się w nas, ale nigdy nie daje się nam tej cichej — że przyczyna przenika nasz wspólny świat. Bada się nasze geny — ale nie wodę, którą pijemy. Skanuje się nasze ciała, ale nie powietrze.

(tamże)

4135. Wodorościki (XXIII)

Wczoraj dogoniła mnie myśl rodem z pod­ręcz­ni­ka do statystyki: za chwilę będzie ten moment, gdzie ponad połowa blogowego czasu ma w tle niemoc, co z niemocy chwilowej przeszła płynnie w nie­ule­czal­ną.

Siekła mnie ta myśl i długo nie trzeba było czekać na efekty. A po­tem przyszła inna: no i co z tego? Sadownik i tak tu nie zagląda. I przy­le­ciały motyle, i… przecież mogło być nic, a jest wszystko!


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy.

* * *

[…] choroba dostarcza prostej instrukcji istnienia, przynosi ze sobą wyostrzoną optykę braku przyszłości i jasność podwójnego widzenia właściwą każdemu życiu na krawędzi.

*

Czasem słyszę też: „Wolałabym umrzeć niż…” — w miejsce wielokropka wstawić to, co ja muszę robić, żeby żyć.

*

[…] istnienie w cieniu bezradności jest tak samo pełne jak istnienie po tej słonecznej stronie, gdzie możemy robić, co chcemy.

*

Nie trzeba być świadkiem cierpienia, by go doświadczać, a w przypadku choroby najważniejszym źródłem wiedzy pozostaje strata.

*

Żadna droga do przetrwania nie jest jasno wytyczoną ścieżką.

Anne Boyer, Obumarła. Ból, słabość, śmiertelność, medycyna,
sztuka, czas, sny, dane, wyczerpanie, rak i opieka
,
przeł. Karolina Iwaszkiewicz, Czarne, Wołowiec 2021.

* * *

Kwiat Jabłoni, Mogło być nic.

i to zapiera dech
że jest coś, a nie nic
gdy budzisz się, to nadal jesteś Ty
i to zapiera dech
że obok Ciebie jest ktoś
i że mogło być nic…

a jest wszystko…
a jest wszystko…
jest wszystko.

* * *

10. It’s great to have dreams, but don’t forget to cultivate your garden. That is, find pleasure in the simple stuff.
Paris Lees, A Manifesto, [dostęp: 14.02.21], źródło.


fot. Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 14.02.21], źródło.

sobota, lutego 13, 2021

4134. 44/365

przecież nie mówił, że nie czyta mojego bloga. on tylko omija wpisy o książkach. zostają mu wtedy zdjęcia do obejrzenia, a potem to już prawie nic nie ma — podsumował.

44/365

piątek, lutego 12, 2021

4133. 43/365

modlitwa: niech zdarzy się to, co jest dla mnie najlepsze.

postawa: teraz dzieje się to, co jest dla mnie najlepsze*. to dopiero wymaga nie lada wiary i ćwiczeń.

43/365

___________
  * nie dotyczy przemocy fizycznej, psychicznej, ekonomicznej.

[suplement pikselowy: 15.07.2021]

4132. Staroć, ale jaka jara

Zastanawiałam się: sześć czy osiem lat temu? Siedem — w książce znalazłam pa­ra­gon. Siedem lat temu z Tollinim o tej książce rozmawialiśmy. Kupiłam, może stronę czy rozdział prze­czy­ta­łam, zachwyciłam się, że napisał ją lekarz i odłożyłam. Na pra­wie siedem lat.

W zeszłym tygodniu przypomniałam sobie o jej istnieniu. Odkopałam i oniemiałam nie tylko dlatego, że napisał ją praktykujący medycynę zachodnią lekarz. To książka, która mogłaby mieć taki podtytuł:
     — wszystko, czego cię nauczono o modlitwie, to bzdura,
     — modlisz się częściej, niż myślisz,
     — jesteś modlitwą lub
     — wszystko, co chciałbyś wiedzieć o modlitwie, ale wstydziłeś się zapytać.
Każdy z zaproponowanych przeze mnie podtytułów jest prawdziwy, ale w żaden z nich nie uwierzysz i ja to zro­zu­miem. Naprawdę.

Z tej książki wyjęłam najpiękniejszą modlitwę świata dla mnie, dla Ciebie, dla Świata: niech zdarzy się to, co jest dla mnie [dla Ciebie, dla Świata] najlepsze.

Mistrz Eckart zapewne wiedział, że słowo „modlitwa” (ang. prayer) ma związek z […] precari — „[…] szczerze prosić”.

*

Może […] Emerson miał rację mówiąc, iż modlitwa jest właściwie ćwi­cze­niem w podłości, zachłanności i złodziejstwie. Niektórzy dostrzegają w mo­dli­twie arogancję: kimże jestem, żebym mógł mówić wszechświatowi, jak się ma zachować? Wiele naszych niezdefiniowanych i nieokreślonych po­staw wobec modlitwy ma źródło w doświadczeniach z dzieciństwa. Uczo­no nas, że modlitwa polega na głośnym lub cichym wymawianiu słów, za­zwy­czaj dosyć długo, w kierunku określonego Boga rodzaju męskiego, który nadstawia ucha, żeby sprawdzić, czy się nie pomyliliśmy i czy mo­dli­my się w wyznaczonym do tego czasie.

*

Wiele osób, uważa, że nauka kłóci się z wiarą i że modlitwa nie powinna być przedmiotem badań. Jednak wiara jest naukowcom potrzebna. Często przychodziło mi do głowy, że wielu z nich ma znacznie więcej wiary niż zwykły religijny człowiek. Uczeni wierzą na przykład w regularność bu­do­wy wszechświata; wierzą, że poznanie jest możliwe […]. Bez wiary nauka nie mogłaby istnieć. Wiara jest fundamentem nauki, podobnie jak jest fun­da­men­tem modlitwy.

*

Modlitwa jest zagadnieniem medycznym i naukowym.

*

Pomimo powszechnego poczucia, że upływ czasu jest zjawiskiem nie­od­wra­cal­nym, historia nauki nie zna ani jednego eksperymentu, który by udo­wod­nił, że czas rzeczywiście płynie.

*

[…] nasze tu i teraz. W cudach pławimy się na co dzień; nie ma żadnych bogatszych chwil, na które powinniśmy czekać.

*

Moja religia jest bardzo prosta. Moją religią jest życzliwość.
// Dalajlama

*

Już czas zacząć mniej wymagać od własnego ciała. Nasze ciała pewnie będą nam za to wdzięczne. Nikt nie chce wciąż słuchać, że musi być doskonały.

*

Modlitwa może się ziścić w każdym momencie życia, nie jest fanaberią, o której można swobodnie zapomnieć.

*

Bóg daje człowiekowi orzechy, ale nie rozbija za niego skorup.

*

Z niektórymi sprawami już tak jest: najlepiej zejść z drogi, żeby działały skutecznie.

*

Należy przejść przez strach, który czujemy […], a nie próbować go ominąć. Jeżeli przejdziemy przez strach, minie on i stanie się naszym sojusznikiem, a nawet doda nam sił.

*

W modlitwie najbardziej liczą się nie rekomendacje, lecz miłość, współ­czu­cie i troska.

*

To sami ludzie ze swoją nieuzasadnioną podejrzliwością wbijają klin mię­dzy odległe z pozoru praktyki religijne, takie jak modlitwa i medytacja. Na­sze ciała nie są opanowane przez dogmat i okazują się mądrzejsze od nas.

*

Słowa prawie nigdy nie mają znaczenia. Osoba chora potrzebuje miłości, a nie pogawędki.

*

Właśnie. Dlaczego przypuszczamy, że modlitwa musi dokądś iść? Czy modlitwa jest rzeczą? Czy musi odbyć podróż?

*

W swojej najprostszej formie modlitwa jest stanem duchowym i stanem serca; jest to raczej forma bycia, a nie czynności.

*

Esencją modlitwy jest to, co wychodzi gdzieś poza mnie i poza Ciebie.

Larry Dossey, Modlitwa to dobre lekarstwo,
przeł. Krzysztof Mazurek, Santorski & Co, Warszawa 2001.
(wyróżnienie własne)

O tkwiących w nas pokładach mądrości pięknie mówi historia opo­wie­dzia­na przez filozofa i pisarza Jamesa W. Jonesa, zaczerpnięta z za­so­bów sta­ro­żyt­nej literatury indyjskiej. W legendzie tej bogowie spierali się, gdzie ukryć sekret życia, aby nikt z ludzi nie mógł go znaleźć. „Zakopmy go pod górą — powiada jeden z bogów. — Nigdy go tam nie znajdą”. „Nie! — nie zgadzają się inni. — Pewnego dnia nauczą się rozkopywać góry i znajdą sekret ży­cia”. „Złóżmy go na dnie najgłębszych oceanów — proponuje inny z bogów. — Będzie tam bezpieczny”. „Nie! — mówią inni. — Kiedyś ludzkość znajdzie sposób na podróże w głębiony mórz i oceanów i tam go znajdzie”. „Złóżcie ten sekret wewnątrz nich samych — powiada jeszcze inny z bogów. — Ni­gdy nie wpadną na to, żeby ram go szukać”. Wszyscy bogowie zgodzili się z tym pomysłem i właśnie tak się stało — ukryli sekret życia w nas samych.

*

Uświęcone tajemnice pozostaną tajemnicami.

(tamże)

wtorek, lutego 09, 2021

4131. 40/365

mężczyzna, lekarz, troglodyta psychologiczny. i weź tu, rozmawiaj z trzema zerami.

zapamiętaj: jeśli potrafisz się wkurwić, to masz różne rzeczy, ale na pewno nie głęboką depresję.

40/365

niedziela, lutego 07, 2021

4130. 38/365

wejść. w ciemność, w bezruch, w niemoc, w milczenie. mam dość odwagi, by wejść w to, co jest, i wrócić ze skarbem.

38/365

Danit, Rey&Kjavik, Cuatro Vientos.

[suplement pikselowy: 2.09.2021]

4129. Ekumenizm gatunkowy

Ałperka w czwartek po skończonym u nas dyżurze przysłała sms, by Heniutkę za uszkiem podrapać, bo w piątek pierwsza rocznica ich wspólnego spacerowania w te dni, gdy Sadownik vel Pan Ciasteczko wyfruwa z ula w świat. Coś mi w środku pękło — już rok? Tak, już od roku Heniutka ma spacerową ciocię.

Dlaczego obiecałam Jej kiedyś tylko to, że Ją przeżyję? Dlaczego nie obiecałam więcej? W skutek choroby nie pełnię już funkcji, umożliwiających zaspokajanie psich potrzeb. Heniutka, ze swoim nieskończonym optymizmem, swoją obecnością — zawsze blisko mnie — mówi z uporem maniaka: nie o to chodzi, mama, nie o to chodzi!

Porusza mnie, gdy mając do wyboru swoje miejsce na kanapie, woli położyć się na podłodze pod moimi nogami. Bawi mnie, gdy w środku nocy postanowię trochę po­ćwiczyć, a ona, uświadomiwszy sobie, że nie ma mnie w sypialni, rusza ciemnym przedpokojem na drugi koniec ula, by upewnić się, że u mnie wszystko w porządku. Zaspana patrzy z miną: ty żartujesz z tymi ćwiczeniami, wracaj do łóżka! — i de­mon­stru­je, jak to się robi, żebym wiedziała, jak wrócić. Kochana suka!

I czytam, i wiem, że muszę tu te słowa mieć, a kiedy indziej napiszę, jak ta książka znalazła się w ulu i jak długo na mnie czekała. Bo dziś najważniejsze jest, że psy nie tylko idą do nieba:

psy są modlitwą!

* * *

[…] zwierzęta dają zarówno mężczyznom, jak i kobietom społecznie ak­cep­to­wal­ny pretekst do dotykania — głaskania, drapania, poklepywania lub innych form dotyku […].

*

Czy zwierzęta potrafią się modlić? Z uwagi na to, że modlitwa niesie uczu­cia miłości, więzi i bliskości, prawdopodobna odpowiedź brzmi „tak”.

*

Modlitwa to nie jest coś, co robimy, lecz coś, czym jesteśmy.
     Czy potrafimy otworzyć oczy na ten skarb?

Larry Dossey, Modlitwa to dobre lekarstwo,
przeł. Krzysztof Mazurek, Santorski & Co, Warszawa 2001.

piątek, lutego 05, 2021

(4120+7+1). Jabłoń, nie porzeczka*!

Wspaniały słoneczny poranek. Przymierzyłam się do zrobienia zdjęcia i szyb­ko się poddałam. Za godzinę już wiedziałam, że to była najwłaściwsza decyzja.

W zasadzie nie mam pojęcia, jak Ona to zrobiła. Więk­szość żywej części mojego drzewa ge­ne­alo­gicz­ne­go** prawie przez pół wieku nie dostrzegła mojej dru­giej, tej niepłaskiej strony, a Ona zrobiła to w kilka dni — jak?

Bo gdy obrócić to mydełko na drugą stronę… brak słów, znów przeciekam ze wzruszenia.


Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment,
[dostęp: 5.02.21], źródło.

____________
  * stareńki komentarz.
  ** to piękne określenie zapożyczyłam do swojego słownika od Nosowskiej.

czwartek, lutego 04, 2021

(4120+7). Czekariuszka

Wiedziałam!
Od dwóch dni to ja byłam czekariuszką. Przestępowałam z jednej na drugą (mentalną) nóżkę.

Jest!
Wygrane mydełko dotarło do ula. Dotarło w uroczym szlafroczku przewiązanym w pasie miłością.

Nie wiedziałam!
Przesyłka była zdecydowanie za duża jak na jedno wygrane mydełko. Onie­mia­łam na widok akwarelek i musiałam poczekać na wewnętrzną go­to­wość, by zaj­rzeć do środka. Będzie potrzebne światło, by sfotografować duszę jednego z tych roztańczonych pudełeczek.

Sadownik:
(zna Drzewko dość dobrze i doskonale
wie, co oznacza nieruchoma cisza
)
Przeciekasz?

Jabłoń:
(wzruszona)
Przeciekam…

4126. Czekariat (VI)

Nim go zlicytują! Muszę go tu mieć!
Nim pójdzie do swojego, dobrego Człowieka.

Obraz w działaniu — brzmiały słowa uruchamiające twórczy proces. Ten obraz uruchomił mi tęsknotę za MOCAKiem i kawą z Ma.


Kaan.

4125. Czekariat (V)

Z odpowiednio zaostrzonym aparatem poznawczym zachwyciłam się tym ćwiczeniem dwa tygodnie temu (z malutkim haczykiem). Wtedy zabrakło mi sił, by przywlec je tutaj.

Dziś pomyślałam na widok tych coś-urów: przedmioty użytku co­dzien­ne­go. Przedmioty niezbędne!


Kaan.

4124. Rajd przez pokolenia

Pamiętam pierwszą książkę o drugim pokoleniu. Pamiętam książki, które musiały poczekać albo na publikację, albo na przekład wiele dziesiątek lat (wpis-książkowa-matrioszka, o miłości). Kilka innych wciąż na mnie czeka na czytniku, a ja nie mam na nie odpowiedniej wyporności.

W zasadzie omijam już ten temat, ale ponieważ mózgowe książki czytam, skusiłam się. Powiedziałam „tak”, bo alzheimer. Prawie wszystko, co w tej książce napisano o tej chorobie, to zbiór nieprawd, raczej luźnych myśli i skojarzeń. W tej historii alzheimer jest rekwizytem, okolicznością, cynglem do opowiedzenia doświadczenia trzeciego pokolenia. To opowieść o tym, że nitki wojennego doświadczenia wplatają się z łatwością nie tylko w losy dzieci tych, którzy przeżyli Holokaust.

Jak zwykle u mnie z połkniętymi książki — wybór cytatów wymagał trawienia. Podwójne znaczenie tytułu to… majstersztyk. I ta chwila — gdy odkrywasz sposób konstruowania zdań przez Autora, gdy zaczynasz sprawdzać swoją hipotezę na ich temat — ta chwila jest tylko jedna i nie możesz już czytać w sposób, w jaki czytałaś wcześniej. Piękna jest ta książka. Bardzo. O miłości.

Dziadek stracił brata w Auschwitz i drugiego brata w Auschwitz, i ojca, i matkę w Auschwitz, i narzeczoną, którą wtedy miał, w Auschwitz, i przy­naj­mniej jednego kuzyna i ciotkę w Auschwitz, i kto to wie, ilu przy­ja­ciół w Auschwitz, ilu sąsiadów, ilu kolegów z pracy, ile osób mniej lub bardziej bliskich, i on był jedynym, który przeżył i wsiadł na statek płynący do Bra­zy­lii, i spędził resztę życia, nie wypowiadając imienia żadnego z nich.

*

Czy robi różnicę myślenie w kategoriach liczbowych, że w Auschwitz i w obo­zach, które powstały na jego podobieństwo, zabito blisko sześć milionów Żydów? Czy dla mojego ojca jest ważne, że nie było to tylko sześć milionów Żydów, ale dwadzieścia milionów dodanych tam Cyganów, Słowian, homoseksualistów, niepełnosprawnych fizycznie lub umysłowo, pospolitych kryminalistów, więźniów wojennych, muzułmanów, ateistów, świadków Jehowy?

*

Nie chciałbym opowiadać kolejnej historii o ponownym ocenianiu własnego życia w ekstremalnej sytuacji, jakby perspektywa końca kogoś bliskiego spra­wia­ła, że widzimy, jak wszystko inne staje się nieważne.

*

[…] to, co syn wie od urodzenia, jego milczące przypuszczenie, kiedy jeszcze jest słaby i zależy wyłącznie od miłości ojca, i nie ma sensu, żeby ojciec przez resztę życia starał się odpokutować z powodu dystansu, zlek­ce­wa­że­nia albo celowego braku, albo przypadkowego, tej miłości, bo to jest wspo­mnie­nie, które syn będzie z sobą niósł przez życie, bez względu na wiek.

*

Pierwszą oznaką, że masz problem z alkoholem, jest fakt, że połowa twoich rozmów toczy się wokół niego, a dziewięćdziesiąt procent tych rozmów wokół faktu, że teraz nie pijesz już tak dużo jak kiedyś i możesz przez lata mówić, że miałeś ciężki okres, ale teraz przepracowałeś problem […].

*

[…] pierwszy raz, kiedy ktoś mówi, że cię kocha, pierwszy raz, kiedy ty to przyjmujesz, i jak sam sobie z tym radzisz, i jak się zachowujesz wobec nieskończoności problemów, które to z sobą niesie […].

*

[…] niemal wyrzuciłem przez okno to, co ta osoba mi ofia­ro­wy­wa­ła, szczęście i cud, którym było to, że pewnego dnia mo­ja droga przecięła się z jej drogą […].

*

[…] ja też się zmieniłem — nikt nie przechodzi bezkarnie przez rozwód i nikt nie wchodzi w drugie małżeństwo bez świadomości, na co jest się w stanie zgodzić, a na co nie.

*

[…] nigdy nie używałem innej techniki poza siłą zmieszaną z odwagą, która jest niemal pragnieniem sponiewierania się razem z przeciwnikiem […].

*

Bezsensowność ludzkiego doświadczenia we wszystkich czasach i miejscach ma tę pozytywną stronę, że może uczynić pewne rzeczy mniej ciężkimi i bardziej radosnymi. […] ktoś zdecydował się dać swego rodzaju prezent ojcu i samemu sobie, przeżyć ostatnie wspólne lata życia inaczej, by ojciec mógł zobaczyć, jak jego syn […] postanawia odrzucić przeznaczenie, by umrzeć bezsensownie, niczego nie zro­zu­miaw­szy.

*

[…] nie wiem, czy z jakiegoś szczególnego powodu, czy przez przypadek, jednak ona w końcu usiadła obok mnie.

Michel Laub, Dziennik upadku, przeł. Wojciech Charchalis,
Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020.
(wyróżnienie własne)

4123. 35/365

trzy w jednym: dobrzy ludzie, świetni urzędnicy medyczni i choć najlepsi z możliwych, to fatalni lekarze, bo taki mamy klimat.

na jeden lek jestem ciut za stara, na drugi jestem za zdrowa, na trzeci zbyt niedołężna. jestem pod kurwa-mać-wrażeniem, jak bardzo państwu polskiemu kalkuluje się hodowanie kalek.

35/365

wtorek, lutego 02, 2021

4122. O prawdzie

Zawsze-Wolna-od-Nudy:
(kilka dni temu uświadomiła Drzewku, że ludzie
na lektoracie, odpowiadając na pytania, zwykle
nie kłamią, choć przecież by mogli
)

Jabłoń:
(przeczesała pamięć udziału w zajęciach
językowych: nigdy nie skłamała
!)

*

Jabłoń:
(wczoraj, wciąż pod wrażeniem, zapytała)
Kłamałeś na lektoracie?

Sadownik:
Kłamałeś??? Wciąż kłamię!
Io amo mia moglie.

Jabłoń:
Okłamałeś mnie teraz!

Sadownik:
(ryknął śmiechem)

poniedziałek, lutego 01, 2021

4121. 32/365

trzy zdania? mowy nie ma! bo słońce przepięknie* świeci drugi dzień, wiosnę na prapecie głaszcząc mi delikatnie przy okazji.

31/365

___________
  * równie pięknie Heniutka szaleje ze szczęścia na śniegu — prosiła, by odnotować.

niedziela, stycznia 31, 2021

4120. 31/365

ostatnie trzydzieści sekund aukcji*.
na drzewnym bezdechu.
tęczowe mydełko jest nasze!

31/365

______________
  * od niej się wszystko zaczęło — Pan Ciasteczko klik, klik, popatrz — powiedział i otworzył się przed Drzewkiem wolny od nudy Świat niezliczonej liczby zachwytów.


Zawsze-Wolna-od-Nudy, fragment.

4119. Zamykając czytelniczy rok (II)

Broniłam się przed tą książką kilka miesięcy i cały 2020 rok. Dobrze mi szło, ale kilka dni temu w korespondencji z niesamowitą kobietą wypłynął Autor — wypłynął w samych superlatywach. Klik, klik, może jest coś nowego? Nie ma. Jest Ginczanka i ja (za głupia na Zuzannę).

Otwieram darmowy fragment, by upewnić się, że naprawdę jestem wciąż za głupia na tę książkę. Dwa akapity i… po mnie! Rzucam dwie książki, które mnie zajmują. Wpadam w tę książkę, wyjmuję z niej Poetkę, wpadam w Jej wiersze po uszy, kończę tomik i wracam do pierwszej z dwóch, odkładam po rozdziale, ląduję w tej książce na troszkę, odkładam, wciąż w drodze między pierwszą i tą, pierwsza, ta, pierwsza, ta… dopóki nie skończę obu. Druga odzywa się cichutko, ale z wyrzutem: a ja? Już do ciebie wracam.

Ginczanki nie czuję, ale miłość i pasję Autora czuję i uwielbiam. I dlatego ta książka jest pyszna. Autor — to, że poeta, ma kolosalne znaczenie w tej książce. Przyjaciel Autora samym swoim istnieniem i miłością do języka polskiego jest współ­win­ny istnienia tej książki — to niewymieniony na okładce współautor.

Lecz tylko próbować się liczy. Iść za bolesnym, osza­la­łym instynktem jedynej rzeczy, która ma sens, lecz jej sensu nie znamy.

*

Kiedy powinniśmy zacząć opowiadać? Czy w chwili, kiedy dowiedzieliśmy się już wszystkiego, czy kiedy nie wiemy nic albo prawie, a tym „prawie” jest intuicja, że ten ktoś zagęszcza w sobie coś ważnego dla nas, choć nie wiemy, ani co to jest, ani co w ogóle dla nas jest ważne?

*

Z perspektywy tego, co stało się potem — nie tylko jej śmierci, lecz przede wszystkim zachowania polskiej dozorczyni lwowskiego mieszkania Zuzanny, Chominowej, która ją zadenuncjowała — jakoś przerażająco wygląda jej wybór. W domu mówiło się po rosyjsku, ale ona postanowiła być polską poetką. Mogła postanowić inaczej.

*

Już mnie uwiera to pisanie o Ginczance. Męczy. Wyżyma. Czuję, że powinienem dać komuś za Ginczankę w pysk…

*

Podobno Zuzanna „liczyła” jeszcze na to, że trafi do Auschwitz („liczyć na Auschwitz” — tego by nikt nie wymyślił). Stało się inaczej — pod koniec 1944 roku Zuza i Blumka zostały rozstrzelane na wzgórzu w Płaszowie.

*

Z upływem czasu zmieniają się nazywalne motywacje, lecz rdzeń wciąż jest ten sam i tkwiąc w nas niezmiennie, daje szansę, byśmy po latach doszli do tego, co w nas najważniejsze.

*

[…] pisała na przykład: „Nie jestem niczym innym,/ jak mądrą odmianą zwierząt/ i niczym innym nie jestem,/ jak czujną odmianą ludzi”. A co to za autorka, to sobie zgadnij. […]
     […]

      Nic z tego, Sylwek, [Silvano De Fanti, włoski tłumacz z j. polskiego]
     nie zgadłeś!
        Ani Jasnorzewska-Pawlikowska, ani Poświatowska, ani zespół O.N.A. (swoją drogą skąd Ty, u diabła, znasz Agnieszkę Chylińską?).
        Poetka nazywa się Zuzanna Ginczanka.

*

Oprócz samej siebie nie znam innej dali.
// Zuzanna Ginczanka

*

[…] uzmysłowiłem sobie, że istnieje coś takiego jak pamięć o ludziach i zdarzeniach i pamięć własnej pamięci czy raz już opowiedzianych wspomnień. I są to dwie różne pamięci.

*

[…] po cóż byłoby pisać i myśleć, gdyby nie wiązało się to z ryzykiem?

*

No, teraz lepiej.
 
ZUZANNA
Lepiej, bo gorzej?
 
REŻYSER
Tak, lepiej, bo gorzej. Sama wiesz, jak jest.

*

Często dzieci coś wiedzą, ale nie wiedzą skąd.

*

Lokomotywę, o której wszyscy myślą, że jest o maszynie, a to może o gru­bej babie, która nagle się zakochała i poczuła leciutka jak piłeczka, jak „frasz­ka, igraszka, zabawka blaszana”… Sama pomyśl: „Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…”. Przecież to czysta erotyka dla grubasów, żaden tam utwór dla dzieci…
 
ELŻBIETA (rozbawiona)
Boże, a ja tyle razy czytałam Jureczkowi…
 
ZUZANNA
I dobrze! Bo to także dla dzieci, tyle że każdy rozumie z tego, co chce…

Jarosław Mikołajewski, Cień w cień. Za cieniem Zuzanny Ginczanki,
Dowody na Istnienie, Warszawa 2019.
(wyróżnienie własne)

Wygłupiasz się, prawda? Nie myślisz, że to by było możliwe.
 
ZUZANNA
Bo głośno czy bo wesoło? Czy dlatego, że z tobą?

*

Co ma się dziać, już właśnie się dzieje…

*

Zbyt rzadko mnie to dziwi, a powinno.
Budzę się zwykle w roli spóźnionego świadka,
kiedy cud już odbyty,
dzień ustanowiony
i zaranność mistrzowsko zmieniona w poranność.

(tamże)

4118. Zamykając czytelniczy rok (I)

Uwielbiam ciekawość, która prowadzi Autora pod prąd. Ibukosknera na początku października 2020 zaznaczył nowość do upolowania. Było co czytać, można było poczekać. Czekanie gniotło, Ibukosknera nie odpuszczał. Prze­chy­trzy­ła go Ma — podarowała mi tę książkę.

Pamiętam, gdy w wiadomościach podano, że najsłynniejszy eksperyment Zimbardo to jednak obrzydliwe oszustwo. Zadziwiło mnie wtedy, jak szybko przestała to być istotna informacja dla mediów. Świat nauki zawiódł kolejny raz, nic z tym nie ro­biąc.

A Milgram? Na pewno słyszeliście o tym panu. W ostatnich latach jego eksperyment znów wielu ludziom tłumaczy dynamikę ludzkiego świata, nie zająknąwszy się na­wet, że jest manipulacją, a nie rzetelnym badaniem naukowym.

Czytana powolutku — delektowałam się rozdział po rozdziale — przez półtora miesiąca. Pozwalałam przytaczanym historiom wsiąkać w moje jestestwo. Gdybyś miała przeczytać, gdybyś miał przeczytać w tym roku tylko jedną książkę — prze­czy­taj tę! Koniecznie, bo ona obali wszystko, co wydaje ci się oczywiste, jeśli chodzi o ludzkość. Daj się zaskoczyć, namierz nieprawdziwe, wytarte od używania prze­ko­na­nia i pozwól im odejść w niebyt.

To jest książka o radykalnym poglądzie.
     Poglądzie, który od dawna denerwuje rządzących. Poglądzie, któremu zaprzeczają religie i ideologie, który jest ignorowany przez media infor­ma­cyj­ne i wymazywany z annałów historycznych.
     […]
     Na czym więc polega ów radykalny pogląd?
     Na tym, że większość ludzi w głębi duszy jest całkiem przyzwoita.

*

[…] cynizm jest tylko kolejnym słowem oznaczającym le­ni­stwo. To wy­mów­ka, by nie brać na siebie odpo­wie­dzial­ności.

*

Jedno jest pewne: lepszy świat nie zaczyna się od większej empatii. Jeśli w ogóle, to empatia sprawia, że jesteśmy mniej wyrozumiali, ponieważ im bardziej identyfikujemy się z ofiarami, tym bardziej generalizujemy sy­tu­ację naszych wrogów. […] Smutna prawda jest taka, że empatia i kse­no­fo­bia idą w parze. To dwie strony tego samego medalu.

*

Bo to właśnie robi z nami empatia. Wykańcza nas. […] w przeciwieństwie do empatii, współczucie nie zmniejsza naszej energii. […] współczucie jest lepiej kontrolowane i konstruktywne. Nie chodzi o doznawanie cudzego cierpienia, ale o to, żebyś mógł je rozpoznać, a następnie przejść do dzia­ła­nia. Mało tego, współczucie wstrzykuje nam siłę, której potrzebujemy, by pomóc.

*

[…] wszystko co najlepsze w życiu: im więcej dajesz, tym więcej masz. To prawda o zaufaniu i przyjaźni. To prawda o pokoju.

*

Kiedy zamykamy się we własnych okopach, tracimy z oczu rzeczywistość. Zaczynamy myśleć, że mała, podżegająca do nienawiści mniejszość od­zwier­cie­dla całą ludzkość. Jak garstka anonimowych trolli inter­ne­to­wych, którzy są odpowiedzialni za prawie cały jad na Twitterze i Facebooku.

*

[…] raz za razem trafiamy z powrotem do okopów. Zbyt łatwo za­po­mi­na­my, że ten drugi facet, sto metrów dalej, jest taki sam jak my. Raz po raz strzelamy do siebie z daleka — za pośrednictwem mediów spo­łe­czno­ścio­wych lub forów internetowych, z bezpiecznego miejsca, w którym się oko­pa­li­śmy. Pozwalamy, aby strach, ignorancja, podejrzliwość i stereotypy były naszymi przewodnikami, tworząc uogólnienia na temat ludzi, których nigdy nie poznaliśmy.

*

Kiedy w święta 1914 roku pokój rozprzestrzenił się jak epidemia, niewielu żołnierzy było na niego odpornych. Jednym z rzadkich wyjątków był sztywny, dwudziestopięcioletni kapral w 16. Bawarskim Rezerwowym Pułku Piechoty, który stwierdził, że „Takie rzeczy nie powinny się dziać w czasie wojny”. Nazywał się Adolf Hitler.
     […]
     Historyk wojskowy Tony Ashworth opisuje Boże Narodzenie 1914 roku jako „nagłe pojawienie się [nie wierzchołka, lecz] całej góry lodowej”. Nawet w czasie wojny istnieje bowiem ogrom pokoju, gotowy w każdej chwili się wynurzyć. Aby zepchnąć tę górę z powrotem pod powierzchnię, generałowie, politycy i podżegacze wojenni muszą wy­ko­rzy­stać wszystkie dostępne im środki, od fałszywych wieści do fizycznego przymusu.

*

Jednym z najistotniejszych odkryć nauki o kontaktach jest to, że uprze­dze­nia można wyeliminować tylko wtedy, gdy zachowamy własną tożsamość. Musimy zdać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy różni i nie ma w tym nic złego. Możemy budować dla naszej tożsamości mocne domy z solidnymi fundamentami.
     A potem możemy otworzyć drzwi.

*

[…] pomysły nigdy nie są tylko pomysłami. Jesteśmy tym, w co wierzymy. Znajdziemy to, czego szukamy. A to, co przewidujemy, zaczyna się urzeczywistniać…

*

Jeśli masz ukarać człowieka, musisz go zranić. Jeśli masz go zreformować, musisz go poprawić. Ale ludzie nie stają się lepsi dzięki ranom.
// George Bernard Shaw

*

„Przeciwieństwem zabawy nie jest praca”, powiedział kiedyś psycholog Brian Sutton-Smith. „Przeciwieństwem zabawy jest depresja”. Obecny sposób pracy wielu z nas – bez wolności, bez zabawy, bez wewnętrznej motywacji – napędza epidemię depresji. Według Światowej Organizacji Zdrowia jest ona obecnie chorobą numer jeden na świecie. Mamy naj­więk­sze braki nie na koncie bankowym lub w budżecie, ale w nas samych. To niedobór tego, co nadaje sens życiu. Niedobór zabawy.

*

Bo nic nie jest potężniejsze od ludzi, którzy robią coś tylko dlatego, że chcą to robić.

*

[…] wszystko się zmienia, gdy wymieniasz podejrzenia na bardziej pozytywne spojrzenie na ludzką naturę.
     Wartościami czołowymi stają się umiejętności i kompetencje, a nie przychód czy wydajność.

*

Nasze głębokie przekonania — niezależnie od tego, czy są prawdziwe, czy też wyobrażone — mogą również ożywiać, powodując bardzo realne zmiany w świecie.

*

„Mam wrażenie”, pisze Rebecca Solnit, […] „że największy strach rozsiewają potężni ludzie, którzy postrzegają całą ludzkość na swoje podobieństwo”. Dyktatorzy i despoci, gubernatorzy i generałowie — zbyt często uciekają się do brutalnej siły, aby zapobiec scenariuszom, które istnieją tylko w ich głowach. Zakładają, że przeciętny człowiek będzie — tak jak oni — dbał wyłącznie o własne interesy.

Rutger Bregman, Homo sapiens. Ludzie są lepsi, niż myślisz,
przeł. Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2020.
(wyróżnienie własne)

Każdy dobry uczynek jest jak kamyk w stawie, wysyłający fale we wszystkich kierunkach.

*

Aby wyciągnąć do kogoś dłoń, potrzebujesz przede wszyst­kim jednej rzeczy. Odwagi. Bo może się okazać, że skończysz ze zranionym sercem lub ktoś urządzi sobie z tego po­śmie­wi­sko.

*

Bądź więc realistą. Bądź odważny. Bądź wierny swojej na­tu­rze i oferuj innym swoje zaufanie. Czyń dobrze w biały dzień i nie wstydź się swojej hojności.

(tamże)

*

Rutger Bregman, Humankind: A Hopeful History.

sobota, stycznia 30, 2021

4117. Skok w bok

Zawsze jest jakaś książka, którą właśnie czytam. Albo dwie lub trzy. Zawsze. Czasem te dwie lub trzy książki odkładam, bo muszę w inną dać nura. Dokładnie tak było z tą. Dwie odłożyłam, do nowej zajrzałam, a z niej wyjęłam tę Poetkę.

Okładka mnie porwała, pierwszy wiersz wessał i zniknął mi zwykły świat. No cóż, pomyślałam po wszystkim, jestem tylko drobnym listkiem na czytelniczym drzewie moich wyborów. Przedwczoraj wystarczył prawie niezauważalny powiew, by odłożyć na chwilę aka­pi­ty pełne słów i myśli, zanurzając się w strofach. Musiałam poczekać, by się we mnie ułożyły, nim wrócę na dobre do akapitów słów i myśli.

Tęsknota to jest słowo na „ż”:
żarzy się, żagwi, żegna, żałuje, żebrze.
Tęsknota to jest słowo na „b”:
boli, blisko, bardzo, beznadziejnie, bez końca.
Tęsknota to jest słowo na „t”:
Ty.

*

Słyszę jak się czas rozbiera z godzin znów
jak wtedy gdy z tobą patrzyłam w niebo
od upału tak przezroczyste
że obnażony drżał na dnie absolut

*

Jest twoje ciało śpiące tuż przy mnie w popiołach poranka
Jest wiatr co przeprowadza pierwsze jesienne liście przez ulicę
[…]
Jest takie miejsce we śnie z którego bardzo trudno zawrócić

*

I rzekł Bóg kochankom:
Jestem wyżej
Syzyfie

*

O Boże!… Westchnienie to z głębi do głębi
Z nicości w nicość zapada
W ludzkim gardle chwilę gada
I tyle dowodu na istnienie Boga
Reszta to trwoga, trwoga, trwoga

*

Na końcu alei nie ma końca alei

*

Tamta noc, gdy obudziłeś się w jego ramionach.
Nie bałeś się go, nie bałeś się, że odejdzie, zapomniałeś, że umrze.
Słuchając jego oddechu poczułeś, co znaczy to zdanie nie do wiary,
że Bóg przychodzi do nas
przez drugiego człowieka.

*

W oddech twój po płaczu, wchodzę w twoją pamięć.

*

Naprawdę się starałem, naśladowałem Boga,
chcąc stworzyć cały świat z jednego słowa
(jest takie słowo, które daje tę szansę).

*

Tak łatwo stoczyć się w głąb siebie
       i jak wiadro w studni jęczeć łańcuchem

*

Wreszcie przestałam się szarpać
Siadłam naprzeciw siebie
jakbym zamierzała się golić
W końcu kobieta mężczyzna —
to samo przez to samo
o ile odgarnąć włosy z czoła
i popatrzeć sobie prosto w oczy

*

Obiecaj że nie będziesz uparty
i nie dotrzesz do żadnego rozwiązania

*

Powidok i cienie prawdziwej miłości — widziałem.
I czułem jak ból fantomowy to, czego nie miałem.
Tęskniłem; umarłem tyle razy, ile mnie nie chciano.
Czy wiesz jak ciężkie może być ciało,
          gdy umarła dusza?

*

Kocham cię coraz dawniej, wczoraj i na zawsze.
[…]
Przed nami już tylko my. Długa droga przed nami.

*

Miałam w życiu wszystko,
ale tej jednej rzeczy nie — .
I nie wiem, co to jest,
może ma imion wiele.
Lecz jeśli, jak mówią ludzie,
tęsknota to jedyna prawdziwa wiedza o świecie,
to miałam także i to.
Lub raczej byłam blisko.

*

Koty siedzące w okienkach piwnic
mają takie miny jakby były właścicielami domów

Anna Janko, Miłość, śmierć i inne wzory,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
(wyróżnienie własne)

Dziewczynka, którą byłam przed laty, jest trochę mną, choć niedokładnie ją pamiętam. I żal mi jej jak dziecka, które zapomniałam zabrać ze sobą do nowego domu. Ona zaś trwa w przeszłości niezmieniona i wie o mnie wszystko, jakby to ona wywróżyła mi cały mój los.

(tamże)

piątek, stycznia 29, 2021

4116. 29/365

pomysł, że jestem dość dobra, wystarczająca i całkiem w porządku. szalony? tak, ale to uwalniająca idea.

29/365

(4110+5). Niesucharek

Sucharki odświeża, nadając im blask, któremu oprzeć się nie mogę. Tym razem świeżynce dodała uroku. Pozostaję w niemym za­chwy­cie i te­go pikselka muszę tu mieć.


Kaan,
[dostęp: 29.01.21], źródło.